Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Zakazany Las, 1947
AutorWiadomość
Zakazany Las, 1947 [odnośnik]12.03.19 2:06

Obrzeża Zakazanego Lasu, wiosna 1947♪♫♬

Dla Artura ten las był "Zakazany" tylko z nazwy. To nie był jego pierwszy wypad, ale zawsze był ostrożny, skutecznie unikając wszelkich zagrożeń. Nie lekceważył niebezpieczeństw, w puszczy sąsiadującej z Hogwartem czaiło się wiele groźnych stworzeń, ale zawsze zachowywał rozwagę, starannie minimalizując ryzyko.
Las tonął w zielenie, jakby zima była tylko odległym snem, ustępując władzę wiośnie. O tej porze mógł wyglądać jak zaczarowany, świątynia piękna natury, triumf życia, które wszystko przetrwał.
Szesnastoletni chłopak o blond włosach i wysokiej sylwetce kroczył ostrożnie, nie chcąc zaburzyć swoją obecnością naturalnej harmonii. Co jakiś czas zerkał do swojego zeszytu, w którym wynotował sobie informacje na temat żyjących tu zwierząt, chcąc tym samym je zweryfikować. Podziwiał, nie dotykał, zachowując się tym samym jak wzorowy badacz. Las tętnił od malutkich żyjątek, budził się do życia po długiej zimie. Artura interesowało zwłaszcza jedno z nich, niepozorne stworzonko, sprawiające wrażenie, jakby się składało tylko z kory, gałązek i pary brązowych oczek. Nieśmiałki, bo o nich mowa, powinny już dawno się obudzić, gdy tylko ich drzewa wypuściły nowe liście. Nie miał zamiaru czekać na zajęcia z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami, wolał zobaczyć je w naturalnym środowisku. Tylko zerknąć na spektakl natury.
Stracił czujność, rozglądając się po gałęziach. Te stworzonka świetnie wtapiały się w otoczenie, więc poszukiwania najlepiej było zacząć od znalezienia drzewa, które mogłoby być ich domem. Szczególnie lubiły te służące do wytwarzania różdżek. Wtem uwagę Longbottoma przykuło drzewo Wiggenowe, nie wierzył we własne szczęście. Nieśmiałki szczególnie je uwielbiały, a poza tym jego kora była niezwykle cennym składnikiem alchemicznym, bowiem pozwalała uwarzyć eliksir Wiggenowy, jeden z najlepszych środków leczniczych znanych medykom.
Przez swoje odkrycie w ostatniej chwili zauważył dziewczynę, która nie wiadomo kiedy znalazła się w tej samej części lasu co on.
- Cześć - wyrwało mu się odruchowo. - Co tu robisz? - spytał, siląc się na poważny ton, w razie jakby przyszło mu udawać prefekta. Ci miewali podczas pouczania coś charakterystycznego w swoich tonach, co odsuwało od niż podejrzenia, stawiając na wyższej pozycji niż resztę. Zdążył już się tego trochę nauczyć od Deirdre.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Artur Longbottom dnia 24.03.19 14:42, w całości zmieniany 9 razy
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zakazany Las, 1947 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Zakazany Las, 1947 [odnośnik]12.03.19 12:56
Hogwart krył w sobie wiele fascynujących skarbów. Charlie była już na trzecim roku, po wakacjach miała zacząć czwarty, a nadal miała wrażenie, że nie poznała wszystkich sekretów szkoły i zamek oraz błonia wciąż potrafiły czymś ją zaskoczyć.
Tutaj każda pora roku miała swój urok, a zima była prawdziwą zimą ze śniegiem, co rzadko zdarzało się w jej rodzinnej Kornwalii. Niemniej jednak z utęsknieniem czekała na wiosnę i budzenie się do życia roślin oraz zwierząt. była to jej ulubiona pora roku, w Hogwarcie również bardziej zauważalna niż w Kornwalii, gdzie przejście od nieśnieżnej zimy do wiosny było trudniejsze do uchwycenia; po prostu robiło się cieplej i trawa na wydmach robiła się nieco zieleńsza.
Choć wiosna zwiastowała też, że do egzaminów było bliżej niż dalej, jeszcze trzynastoletnia Charlie chętnie wylegała na błonia, by pooddychać świeżym i coraz cieplejszym powietrzem i popatrzeć, jak rośliny zielenieją niemal w oczach. Było na tyle ciepło że mogła rozpiąć płaszcz. Inni uczniowie również coraz bardziej tłumnie wylegali na zewnątrz. Z okolic jeziora dobiegały ją radosne śmiechy i okrzyki, ale sama kierowała się w stronę Zakazanego Lasu, gdzie czasem lubiła się zakradać, nie mając jednak odwagi wejść samotnie głębiej niż błąkać się po jego obrzeżach. Zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa, a nie miała natury ryzykantki. Nie była Gryfonką, a zachowawczą, spokojną choć bardzo ciekawą świata Krukonką. Podzielała rodzinną fascynację skarbami natury i chciała podziwiać budzące się rośliny i zwierzęta w ich naturalnym środowisku, co zawsze było fascynujące. Poza tym liczyła, że na brzegu lasu znajdzie trochę ziół do eliksirów. Po lekcjach czasem zdarzało jej się zamykać z kociołkiem w pustej, od dawna nieużywanej pracowni i uczyła się warzyć mikstury wykraczające poza program trzeciej klasy. Z tym, co przerabiali na bieżąco na lekcjach radziła sobie bez problemów i szybko zapragnęła czegoś więcej, co stymulowałoby jej umysł, bo zadania stawiane przed nią na zajęciach były zbyt proste. Dzięki naukom matki w dzieciństwie i w wakacje już trafiając do szkoły wykraczała wiedzą poza program przewidziany dla pierwszego roku. Przynajmniej z eliksirów i astronomii, bo niestety nie ze wszystkim radziła sobie aż tak wyśmienicie, uroki i historia magii były jej zmorą.
Zbliżyła się do krawędzi lasu, gdzie drzewa były mniejsze niż w jego głębi, a najbardziej niebezpieczne zwierzęta raczej się tu nie zapuszczały. Nie spodziewała się towarzystwa, bardziej skupiona na rozglądaniu się po ściółce w poszukiwaniu potencjalnych ingrediencji. Nagle jednak, gdy podniosła głowę, kilka metrów przed sobą dostrzegła drzewo Wiggenowe... i nieznajomego starszego chłopaka, sądząc po godle przyszytym do szaty, Gryfona.
Widząc go speszyła się i oblała rumieńcem. Nie myślała że kogoś tu spotka, ale przynajmniej nie był to żaden wredny Ślizgon.
- Ja... tylko spaceruję – wybąkała nieśmiało, wciąż lekko czerwona na twarzy i wyraźnie zakłopotana. Wyglądała niepozornie, dość niska, drobna, z zarumienioną buzią i długimi blond włosami zaplecionymi w warkocz. – Szukam wiosny. Nie wiedziałam... że ktoś też tutaj będzie. Co tu robisz?
Charlie była dość nieśmiała wobec kilka lat starszych chłopców. Zresztą słabo znała uczniów od piątych klas wzwyż, zwłaszcza z innych domów, nie licząc krewnych. Skoro ten chłopak był Gryfonem, może był na roku z Hannah? Dlatego była zarumieniona i mięła dłońmi brzegi rękawów, na moment z wrażenia zapominając o fascynującym skarbie znajdującym się za nim, czyli o drzewie wiggenowym, które nie tylko miało przydatną w alchemii korę, ale często stanowiło siedlisko nieśmiałków.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Zakazany Las, 1947 [odnośnik]17.03.19 11:34
Krukonka, stwierdził po szacie. Dobrze, członków Ravenclawu rozumiał najlepiej, chyba nawet bardziej niż innych Gryfonów, jeśli dawać wiarę stereotyp towarzyszącym każdemu z domów. Tam płonie lampa wiedzy, tam mędrcem będziesz snadnie. Uśmiechnął się życzliwie, cenił takie ideały, choć niektóre ich pomysły były strasznie niepraktyczne. Przykładowo, do dormitorium wejść może ktokolwiek, byle tylko rozwiązał zagadkę. Mógł się więc tam dostać ktoś niepowołany, wystarczyła szczypta inteligencji lub obycia z łamigłówkami, a ktoś powołany, kto akurat się spieszy, może mieć niezły problem. Gryfoni mieli hasło, czasem proste rozwiązania były najlepsze.
- Niewielu sobie wybiera do spacerów Zakazany Las, zupełnie jakby to był zwykły park - rzucił rozbawiony, bez cienia krytyki, w końcu sam robił coś podobnego. - Szukasz wiosny, no zobacz, w pewnym sensie ja też - stwierdził swobodnie. - Konkretniej nieśmiałków, niewielkich stworzeń pilnujących drzew, wyglądają trochę jak zrobione z kory. Chcę je zaobserwować w naturalnym środowisku - wyznał, nie wiedząc po co miałby kłamać. - Akurat natrafiłem na drzewo wiggenowe, często jest ich siedliskiem. Widziałaś kiedyś takie? - zapytał, wskazując w kierunku rośliny kochanej przez nieśmiałki.
Jeśli miałby stawiać galeony do sykli, to i tak z całą pewnością twierdziłby, że ona przybyła tu w podobnym celu. Była w końcu Krukonką. Musiał jednak przyznać, że jej twarz stopniowo przybierała barwy Gryffindoru.
- Szukasz jakiś konkretnych oznak wiosny? - podjął dalszą rozmowę, zainteresowany nieco błąkającą się samą po lesie trzecioklasistką. Niecodzienny widok, równie rzadki co drzewo wiggenowe. - Gdzie moje maniery, jestem Artur - przedstawił się, podchodząc do niej z wyciągniętą ręką. - Często przychodzisz do Zakazanego Lasu? - dodał lekko, zupełnie jakby chodziło o "Czy często pijesz herbatę? lub coś równie zwyczajnego. Zawsze ciekawie było spotkać kogoś nieznajomego, kto dla głodu wiedzy też naginał szkolny regulamin, potrafiącego wyjść z wygodnych kapci prosto ku przygodzie. Może znała jakieś użyteczne sztuczki, które pozwoliły jej do tej pory unikać gajowego? Informacja zawsze była cenna.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zakazany Las, 1947 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Zakazany Las, 1947 [odnośnik]18.03.19 0:41
Charlie dobrze wpasowywała się w to, jak postrzegany był jej dom. Bystra uczennica, prymuska, zawsze głodna wiedzy i ciekawa świata. Niewątpliwie miała też w sobie coś z Puchonki, jak życzliwość, uczciwość i pracowitość, ale Tiara ostatecznie umieściła ją właśnie w Ravenclawie, dostrzegając w niej duży potencjał na przyszły naukowy umysł. Nigdy nie przejawiała gryfońskich skłonności do ryzyka i brawury, była spokojna i zrównoważona, ale ciekawość domagała się zaspokojenia, a pewna naiwność pozwalała wierzyć, że skoro nie zapuszcza się nigdzie daleko, a błąka się tylko przy obrzeżach lasu, nic nie powinno jej grozić. Niebezpieczne zwierzęta, jak wiedziała z lekcji, wolały głębsze partie lasu, unikały ludzi i rzadko zapuszczały się tam, gdzie drzewa były rzadkie i wciąż było widać błonia i majaczące dalej zarysy Hogwartu.
Idąc Charlie pilnowała tego, by przez cały czas zza drzew widzieć prześwitujący zamek i przyległe błonia. Ale nie spodziewała się towarzystwa.
- Nie zamierzałam iść nigdzie daleko, wiem, że to byłoby nierozsądne – odezwała się cicho, przestępując nieznacznie z nogi na nogę i obserwując go zielonymi jak u kota oczami, w których błysnęło niedowierzanie. Więc przyszedł tu w podobnym celu? – Znam drzewo Wiggen, jego korę wykorzystuje się w alchemii, na przykład do eliksiru wiggenowego, który leczy ciężkie rany. Jeszcze nie umiem go warzyć, ale pewnego dnia się nauczę – dodała, dumna ze swojej wiedzy. Uwielbiała eliksiry i choć jeszcze nie była na etapie pewnego snucia przyszłych planów, to już myślała o tym, że w sumie to fajnie byłoby być alchemiczką i warzyć te wszystkie trudne mikstury. Póki co na trzecim roku były dość łatwe, więc w czasie wolnym chętnie uczyła się trudniejszych, a nawet próbowała je warzyć w pustej klasie. Ale wiggenowy to była już wyższa półka trudności, wykraczająca poza poziom nauczania w Hogwarcie, ale któregoś lata, może tego lub następnego, mogła poprosić mamę lub kogoś innego z rodziny, żeby jej pokazał, jak go uwarzyć i pozwolił jej spróbować. Była ambitna i nie chciała ograniczać się tylko do tego, co było omawiane na lekcjach. Chciała wiedzieć i umieć więcej.
- Właściwie to... jakichkolwiek. Każda oznaka wiosny nastraja optymizmem po zimie. Choć bardzo chętnie zobaczę nieśmiałki. Pokazywano nam je na lekcjach opieki nad magicznymi stworzeniami, ale chciałabym zobaczyć też takie wolno żyjące – dodała po chwili, nieco się rozluźniając, kiedy doszła do wniosku, że chyba jednak nie grozi jej natychmiastowe odprowadzenie do opiekuna domu. – Ja... eee... Charlene. Charlie – przedstawiła się, kiedy chłopak wypowiedział swoje imię. Nieśmiało podała mu rękę, ale uśmiechnęła się. Chłopak wydawał się mądry no i nie wyganiał jej stąd ani nie spławiał. – Czasami przychodzę, kiedy pogoda dopisuje. Ale nigdy nie poszłam tak daleko, by stracić z oczu Hogwart i błonia.
Zawahała się na moment, przyglądając się drzewu.
- Może nawet udałoby mi się zebrać trochę kory, musiałabym tylko znaleźć coś, co pozwoli wkupić się w łaski nieśmiałków – odezwała się nagle; wiedziała, że jeśli chciało się zebrać trochę drewna lub liści z drzew, na którym żyły nieśmiałki, należało zaoferować im jakiś przysmak. Mogła jednak poszukać w pobliżu jakichś owadów lub larw.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Zakazany Las, 1947 [odnośnik]20.03.19 22:29
Artur miał swoją teorię o działaniu Tiary Przydziału. Przedmiot tak naprawdę nie poznawał dogłębnie osoby i na tej podstawie nie przydzielał jej do odpowiedniego domu, w końcu nic innego nie ma takiej mocy. Umysł był najzwyczajniej w świecie zbyt złożony. Sprawa była znacznie bardziej subtelna, nakrycie głowy Godryka Gryffindora przypominało legendarne zwierciadło Ain Eingarp, ponoć pokazującego najgłębsze, najbardziej utęsknione pragnienia, stąd też jego nazwa. Tiara też odkrywała pragnienia, kim chcieli zostać uczniowie. Poznawała cechy, które, świadomie lub nie, uważali za najważniejsze. Wie jacy chcieli być, dlatego przypisywała ich do domu ceniącego odpowiadające tym pragnieniom cnoty. Daje szansę, aby mogli sprostać własnym oczekiwaniom. Hogwart to szkoła, która nie uczyła tylko magii. Pomagała stać się lepszym. Dlatego istnieli tchórzliwi Gryfoni, który po prostu pragnęli odnaleźć w sobie odwagę lub głupi Krukon, szukający mądrości.
- Nie martw się, nie mam zamiaru cię krytykować. Prawdziwy badacz nie boi się odrobiny ryzyka w imię zdobywania wiedzy - wyznał pogodnie. - Ambitny cel, niezwykle trudny do uwarzenia eliksir. - Longbottom pokiwał ze zrozumieniem głową. Doskonale rozumiał dziewczynę, choć sam nie był ekspertem w alchemii, ale mógł to przełożyć na inne nauczane w Hogwarcie przedmioty. Tak jak ona chciała opanować sekrety eliksiru Wiggenowego, tak on ćwiczył trudne zaklęcia oraz sięgał po prastare tajemnice, przekopując się przez wiele tomów historycznych dzieł.
- Co innego jest zobaczyć stworzenia w naturalnym środowisku. - Artur dla podkreślenia swoich słów wskazał omawiane wcześniej drzewo. - Będę ci mówił Charlie, jeśli chcesz - zaproponował. - Pochwalam rozsądek, trzeba znać umiar. Ćma może się spalić, jeśli za blisko podleci płomienia, niezależnie jak się jej wcześniej wydawał intrygujący - przestrzegł, nie mogąc się powstrzymać od nieco dziwnych porównań.
Podążył za jej wzrokiem, przez moment myśląc o jej słowach. Mogli zawsze połączyć siły, ułatwiliby sobie zadanie. Oboje też nie chcieli być zdemaskowani przed nauczycielami, więc raczej nie powinna na niego donieść.
- Najlepsze są korniki lub jajka elfów - stwierdził z miną znawcy. - Myślę, że też byłbym zainteresowany odrobiną kory - wyznał niewinnie. Sam zapewne nie zrobiłby z niej większego użytku, ale zawsze mógłby ją dokładniej zbadać, starając się odnaleźć sekret leczniczych właściwości lub podarować komuś ze swoich bardziej alchemicznych przyjaciół. - Co ty na to? - spytał, kierując na nią pytające spojrzenie.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zakazany Las, 1947 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Zakazany Las, 1947 [odnośnik]22.03.19 1:10
Charlie czasem sama zastanawiała się, jak to było z decyzjami Tiary. W jaki sposób analizowała umysły i predyspozycje uczniów, i wybierała dla nich najodpowiedniejszy dom? Przydzielając ją krótko wahała się nad Hufflepuffem, ale ostatecznie wybrała Ravenclaw. Jej siostra była Puchonką. Może coś było w tym, że w głębi duszy pragnęła Ravenclawu, bo była bystra i miała ambicje, by rozwijać wiedzę? Z wartościami Slytherinu, z ambicją w ich wydaniu zakładającą dążenie do celu po trupach, nigdy się nie utożsamiała, a już na pewno nie podzielała fascynacji ideologią czystości krwi. Nie widziała też w sobie odwagi i brawury stereotypowo przypisywanej Gryfonom, czując się zdecydowanie Krukonką, choć widziała w sobie cechy Puchonki. Tak czy inaczej zgodnie z werdyktem Tiary miała spędzić siedem lat w barwach Domu Kruka, do końca jej trzeciego było bliżej niż dalej, więc powoli zbliżała się do półmetka swojej edukacji. Za dwa lata o tej porze będzie już przygotowywać się powoli do sumów, za cztery – do owutemów. Najważniejszych egzaminów które zdecydują o tym, kim będzie mogła zostać w przyszłości. Póki co jej myślenie o alchemii nie nosiło jeszcze znamion niezbitej pewności, ale wydawało się ciekawe i kuszące. Niektórzy jej koledzy rozprawiali już o tym, że jak dorosną, chcieliby być aurorami, łamaczami klątw, uzdrowicielami lub profesjonalnymi graczami w quidditcha – a ona myślała z coraz większą sympatią o staniu nad kociołkiem i warzeniu mikstur, zdolnych ponoć nawet do tego, by leczyć ciężkie rany, a nawet położyć kres śmierci. Większość jej kolegów nie lubiło eliksirów i traktowało te zajęcia jako zło konieczne, ale dla Charlie świat bulgoczących wywarów był fascynujący.
- Więc też przyszedłeś tu po wiedzę? – zapytała, gdy oznajmił, że nie zamierza jej za to krytykować, choć tego właśnie się spodziewała widząc starszego ucznia. – Trudny, ale pewnego dnia nauczę się go warzyć, a także wiele innych. Grunt to być wytrwałym w nauce i poszerzaniu swoich umiejętności, wtedy cele, które teraz wydają się bardzo trudne, pewnego dnia staną się osiągalne – dodała. A Charlie była wytrwała w nauce, cechowała się naprawdę dużym głodem wiedzy, dlatego chętnie sięgała po wiadomości wykraczające poza program nauczania trzeciej klasy. Z bieżącym materiałem radziła sobie na tyle dobrze, że miała czas na uczenie się dodatkowych rzeczy. Jedyne co sprawiało jej problemy to rzucanie uroków oraz przyswajanie wiadomości z historii magii, która być może byłaby dla niej dużo bardziej atrakcyjna, gdyby uczył jej ktoś inny, potrafiący przedstawić temat w bardziej przystępny i interesujący sposób.
- To na pewno coś zupełnie innego niż lekcje lub wizyty w ogrodzie magizoologicznym w Londynie, gdzie w wakacje kilka razy zabrali mnie rodzice – zauważyła. – W porządku – przytaknęła, bo nawet wolała, kiedy mówiono do niej po prostu „Charlie”. Jej pełne imię brzmiało bardzo dorośle i poważnie i rzadko kto tak do niej mówił. Słuchając go mogła odnieść wrażenie, że naprawdę był bardzo mądry, a także w pewien sposób rozumiał to, co kierowało nią, kiedy tu przyszła. Ona też była nad wiek mądra i nie mówiła jak inne trzynasto, czternastolatki. Nie interesowały ją ploteczki ani moda, jak wiele jej koleżanek, a nauka. – Nie chcę być ćmą spaloną w ogniu swojej fascynacji – odrzekła więc, pamiętając, jak ważny jest rozsądek i umiar, a także ostrożność. Nie na darmo nie pozwalano wchodzić głęboko w las ani zbliżać się do niebezpiecznych zwierząt bez odpowiedniej wiedzy i umiejętności. Była ostrożna nawet przy eliksirach, pojmując że wie jeszcze zbyt mało, by uwarzyć te naprawdę trudne, i z pokorą zdobywała wiedzę, żeby pewnego dnia stać się zdolną do ich uwarzenia. Pokora, pracowitość i wytrwałość były kluczem do sukcesu, jak zawsze powtarzała jej matka.
- Spróbuję poszukać – zbliżyła się do leżącego w pobliżu spróchniałego pnia. Zaczęła grzebać w odpadającej korze patykiem, wydobywając z niej larwy korników. Zebrała je na zerwany obok duży liść i zbliżyła się powoli do drzewa Wiggen, kładąc liść z przysmakiem w jednym z szerszych rozwidleń gałęzi, do których była w stanie dosięgnąć; to drzewo nie było jeszcze zbyt wysokie. – Teraz pozostaje poczekać, aż nieśmiałki wyjdą i zobaczą jedzenie – odezwała się, odsuwając się o parę kroków i czekając na pojawienie się charakterystycznych stworzonek.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Zakazany Las, 1947 [odnośnik]24.03.19 13:11
Nigdy nie lekceważył alchemii, choć sam nie miał do niej talentu. Bardzo tego żałował, bowiem sztuka warzenia eliksirów miała w sobie tak dużo z ułożonej nauki, pełna harmonii i logiki. Niestety, doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny, nie można być dobrym we wszystkim, wszystkiego wypracować.
- Jesteśmy podobni, Charlie. Tu działa analogiczna motywacja - wyznał pogodnie, stukając palcem o swoją skroń. - Czeka cię wiele pracy, ale jej owoce mogą zachwycić. Alchemia pozwala uwięzić w butelce sławę, uwarzyć chwałę, a nawet powstrzymać śmierć... jeśli tylko potrafiło się jej dostatecznie poświęcić - oznajmił z przekonaniem, może trochę za bardzo galopując się w poetyckim tonie. - Sam niestety raczej nie mam takiego talentu, żeby aspirować do robienia eliksiru Wiggenowego. Moją dziedziną jest bardziej obrona przed czarną magią, uroki oraz historia magii - wyjaśnił, nie czując się jednak zakłopotanym. Rozmawiał w końcu z innym młodym badaczem, kimś rozsądnie zdającym sobie sprawę, że nie można być dobrym we wszystkim. - Tak więc w alchemii liczę na ciebie - rzucił pogodnie.
Miło było widzieć kogoś tak młodego, kto już miał jasno zdefiniowane priorytety, rozumiał głód wiedzy. Nie wiedział czy Charlie potrafiła zachować równowagę między nauką a zwykłym życiem, ta sztuka potrafiła być niezwykle trudna. Wydawał się jednak rozsądna, więc przynajmniej częściowo powinna sobie z tym radzić.
Sprawnie odnalazła korniki, odrobinę dziwiąc Artura brakiem nawet odrobiny obrzydzenia larwami, tak charakterystycznego dla dziewczyn. Ułożyła przynętę w jednym z szerszych rozwidleń gałęzi, z wprawą wybierając najstabilniejsze miejsce.
- Dobra robota - pochwalił ją szeptem, nie chcąc płoszyć stworzonek.
Jak sama nazwa wskazywała, potrafiły być bardzo nieśmiałe. Musieli zachowywać się bardzo ostrożnie, inaczej nic nie wyjdzie z ich przedsięwzięcia.
Cierpliwie wyczekiwali, ograniczając swoje ruchy do minimum. Nie było to nudne wyczekiwanie, ponieważ mogli wsłuchać się w odgłosy lasu. Muzyka natury potrafiła być piękna, na moment oderwała Artura od obecnego zadania. Przymknął oczy, z uśmiechem doświadczając rytmu życia. Zaraz jednak się zreflektował, zamrugał, akurat żeby dostrzec poruszenie przy larwach. Maleńkie stworzonka ostrożnie zbliżały się do ich prezentu. Największy z nich miał może co najwyżej osiem cali, wszystkie było trudno dostrzec, przypominały raczej ożywione patyczki z oczkami.
- Widzisz? - szepnął w cichym zachwycie.

Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zakazany Las, 1947 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Zakazany Las, 1947 [odnośnik]24.03.19 23:38
Świat alchemii fascynował ją od dzieciństwa, odkąd pierwszy raz towarzyszyła mamie w jej pracowni, patrząc jak dokładnie i metodycznie przygotowuje składniki i dodaje je do kociołka. Eliksiry pozbawione były tej krzykliwości charakterystycznych dla pojedynkowych dziedzin; Charlie nigdy nie ciągnęło do pojedynków, może dlatego nie umiała znaleźć w sobie pasji i talentu do uroków. O ile na eliksirach, astronomii, zielarstwie, transmutacji i opiece nad magicznymi stworzeniami pozostawała w ścisłej czołówce najlepszych uczniów na roku, jak przystało na prymuskę z Ravenclawu, na urokach była jedną ze słabszych, obrona szła jej dość przeciętnie, a na historii jak większość walczyła z sennością, z trudem mobilizując się do tego, by zrobić jakiekolwiek notatki. Nie dało się być jednak najlepszym we wszystkim, bo każda osoba miała ograniczoną wytrzymałość, a doba określony czas, a trzeba było jeszcze jeść i spać.
- Mam wiele czasu, żeby nauczyć się tego wszystkiego. Jeszcze cztery lata nauki, ale myślę, że na Hogwarcie jej nie zakończę. – Chcąc być dobrym należało uczyć się całe życie, nie tylko siedem lat. Żeby osiągnąć mistrzostwo, należało poświęcić danej dziedzinie wiele czasu, całe lata. Wierzyła, że jej przygoda z eliksirami nie zakończy się na szkole i zdaniu sumów i owutemów, przecież tak piękna pasja nie mogła zgasnąć i musiała towarzyszyć jej już zawsze. – To masz zupełnie odwrotnie jak ja, bo z tymi przedmiotami radzę sobie znacznie gorzej. Przez trzy lata nie udało mi się polubić uroków, a historia... trudno mi się opierać usypiającej mocy głosu profesora Binnsa. Poza tym od wojen goblinów czy olbrzymów wolę słuchanie o eliksirach i ich powiązaniach z układem ciał niebieskich – przyznała całkiem szczerze. Na pewno byli ludzie, których dawne dzieje ciekawiły dużo bardziej, ale Charlie wolała nauki przyrodnicze ze swoją ukochaną alchemią na czele. Różnorodność była jednak ciekawa i potrzebna. Byłoby nudno, gdyby wszyscy interesowali się tym samym, dlatego nigdy nie umniejszała zainteresowaniom innych i nie uważała swoich za jedyne słuszne. – Ale w takim razie będę wiedziała, do kogo przyjść na korepetycje z uroków i historii – dodała po chwili, ale zaraz spłoniła rumieńcem i na moment opuściła wzrok na czubki swoich butów. Właściwie rzuciła to w raczej żartobliwym tonie, bo absolutnie nie miała zamiaru narzucać się obcemu chłopakowi, nawet jeśli wydawał się taki mądry i miły, że od razu wywarł na niej pozytywne wrażenie i to sprawiło, że stała się śmielsza i bardziej rozmowna. Charlie była nieśmiała głównie z początku, bo jeśli ktoś zachowywał się w porządku i zaimponował jej swoją wiedzą, stawała się bardziej otwarta i ufna. Była osóbką dość naiwną.
Udało jej się znaleźć korniki i ułożyć je na liściu w odpowiednim miejscu drzewa. Potem odsunęła się i zamarła w ciszy, by gwałtownymi ruchami ani zbyt głośną mową nie wystraszyć stworzonek. Trochę musieli poczekać, zanim dostrzegła na drzewie ruch i małe stworzonko wyglądające jak patyk z listkami i oczkami zbliżyło się do pożywienia, które zostawiła.
- Tak – wyszeptała. – Ich umiejętność stapiania się z otoczeniem jest naprawdę zdumiewająca. – Gdyby nieśmiałki się nie ruszały, łatwo można by je uznać za gałązki. Patrzyła jednak z fascynacją, jak kilka drobnych istotek zaczęło się posilać owadami, które miały podane niemalże na tacy i nie musiały same wydobywać ich spod kory. – Myślisz, że rzeczywiście pozwolą nam podejść bliżej, skoro zaakceptowały prezent?




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Zakazany Las, 1947 [odnośnik]30.03.19 21:54
Ambitna dziewczyna, nie ma co. Artur pewnie jeszcze o niej usłyszy, prędzej czy później. Nie mógł nawet w najśmielszych snach podejrzewać, że pewnego dnia los skrzyżuje ich drogi w Zakonie Feniksa, gdzie oboje będą ryzykować w imię lepszego jutra. Umiejętności Charlene okażą się wtedy nieocenione. Eliksir Wiggenowy znajdzie się w zasięgu jej możliwości.
- Gdzie planujesz się dalej kształcić? - zainteresował się planami młodszej Krukonki. - Nie można być we wszystkim najlepszym, a poza tym, nie czarujmy się, metody nauczania profesora Binnsa nie należą do najlepszych - przyznał bez ogródek. - Przez szereg wieków gobliny często upominały się o swoje prawa. Najczęściej stosowaną przez nie metodą było wzniecanie rebelii przeciwko zbyt dużej władzy czarodziejów. Jedno z powstań miało miejsce w 1612 roku... - zaczął naśladować monotonny głos ducha. - Chętnie ci pomogę - zapewnił, zaraz jednak dostrzegając z małym rozbawieniem, że Charlie chyba się całą sprawą zawstydziła. Postanowił udać, że niczego nie zauważył, żeby nie dokładać dziewczynie zakłopotania.
Obserwowali uważnie nieśmiałki, które dały się skusić ich poczęstunkiem. Stworzonka chyba nieczęsto miały tak łatwy dostęp do pożywienia, normalnie musiały przecież wydłubywać korniki z drewna.
- Takie maluchy muszą sobie jakoś radzić, pewnie drapieżnikom jest trudno je wypatrzyć - szeptał wraz z Charlie. - Słyszałem o podobnych stworzeniach, ponoć mugole czasem trzymają je w terrariach. Nazywają się "patyczaki". Ciekawe czy mylą je z nieśmiałkami... - zastanawiał się, nie będąc nawet pewien czy niemagiczni wiedzieli o istnieniu nieśmiałków. Były one właściwie dość zwyczajne, przynajmniej jak na magiczne standardy, więc tamci mogliby je odkryć i zaklasyfikować do swojego cudnie logicznego postrzegania biologii. - Jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać - stwierdził Longbottom, jeszcze raz rozglądając się po okolicy.
Powoli, krok za krokiem, zbliżał się do nieśmiałków. Nie starał się skradać, bo mogłyby wziąć go za drapieżnika. Ostrożnie zerknął za siebie, chcąc zobaczyć czy Charlie idzie za nim.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zakazany Las, 1947 Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Zakazany Las, 1947 [odnośnik]02.04.19 13:24
Charlie nie miała pojęcia, że jeszcze kiedyś, w dorosłości, się spotkają. Że ich zapoczątkowana dziś znajomość nie zakończy się na Hogwarcie, a za dziewięć lat spotkają się ponownie w szeregach tajnej organizacji walczącej o lepsze jutro. Póki co rzeczywistość była względnie spokojna, a Charlie nie śniła o żadnych wojnach i innych niebezpieczeństwach, skupiając się na tym, na czym skupiała się większość młodych Krukonów w jej wieku: na nauce. Nawet o przyszłej pracy nie myślała jeszcze aż tak wiele, choć już teraz naturalne wydawało jej się, że chciałaby zostać alchemikiem. To wydawało się takie normalne i oczywiste, że powinna być alchemiczką, choć oczywiście przez kolejne lata mogła jeszcze zmienić zdanie. I póki co nie wiedziała, że wcale go nie zmieni i że za kilka lat będzie marzyć o tym samym, nadal konsekwentnie krocząc jedną ścieżką.
- Jeszcze tego nie wiem – przyznała, bo nie myślała o tym aż tak szczegółowo. – Może pójdę na kurs alchemiczny? Podobno są dwie opcje, kształcenie się w Mungu lub w ministerstwie. – Ale nie wiedziała, która lepsza. Miała dopiero niecałe czternaście lat i kolejne cztery, żeby podjąć decyzję. Nie widziała siebie jednak na typowo urzędniczej posadzie w ministerstwie, ani tym bardziej nie jako aurora i tego typu zawód. Łamacz klątw? Też nie, zbyt niebezpiecznie, a niebezpieczeństwo nie pociągało jej nawet wtedy, kiedy miała naście lat i mogłoby się wydawać, że to wiek kiedy ma się pstro w głowie. Ale nie Charlie, ona zawsze była rozsądna i ostrożna. Uzdrowiciel? To ewentualnie mogłoby być warte uwagi i nie odbiegające aż tak mocno od alchemii. Ale – miała jeszcze czas. – To pewnie byłoby dużo ciekawsze, gdyby opowiadano nam o tym z większymi emocjami i nie tak... podręcznikowo. – A Binns zawsze brzmiał, jakby odczytywał wykuty na pamięć podręcznik. Jego opowieści nie były żywe. Nużyły nawet pilnych uczniów takich jak Charlie. Ale z uroków i obrony faktycznie przydałyby jej się korepetycje od kogoś, kto lepiej rozumiał tę materię. Charlene niestety cechowała się antytalentem do uroków, które w teorii były prostsze niż transmutacja, a w praktyce... Cóż, jej zaklęcia zwykle wypadały żałośnie, choć starała się nadrabiać przynajmniej wiedzą.
Nieśmiałki, żyjąc w lesie, gdzie było wiele stworzeń mogących chcieć je zjeść, musiały się przystosować. Gdy się nie poruszały bardzo trudno byłoby je zobaczyć.
- Patyczaki? – zdziwiła się. – Może to jakiś gatunek nieśmiałków, który nazwali po swojemu, a może to to samo, co znamy i my? W końcu dla nich rzeczywiście mogą wyglądać jak patyki. – To też było całkiem prawdopodobne, w końcu nie widziała owych patyczaków, ale jeśli wyglądały podobnie, to może to były nieśmiałki, tylko inaczej nazwane? Mugole pewnie także interesowali się światem wokół nich i badali te zwierzęta, które były dla nich dostępne. Tak jej się przynajmniej wydawało.
Przez chwilę obserwowała posilające się nieśmiałki, a potem w ślad za Arturem powoli podeszła do drzewa, starając się przesadnie nie skradać, w końcu nie chciała nic zrobić nieśmiałkom, a jedynie popatrzeć na nie z bliższej odległości, no i zebrać odrobinę kory. W podręczniku czytała o tym, jak należało ją odrywać, żeby nie uszkodzić drzewa. Nieśmiałki wyglądały na zajęte posiłkiem i póki co nie wydawały się agresywne wobec dwójki przybyszów. Charlie bardzo ostrożnie dotknęła dłonią kory, a potem precyzyjnymi ruchami zerwała kilka niewielkich, złuszczających się fragmentów podobnych tym, które widziała na lekcjach eliksirów oraz na zielarstwie.
Popatrzyli na stworzonka jeszcze trochę, ale w końcu nadszedł czas powrotu do szkoły, nie mogli tu być zbyt długo by nikt ich nie przyłapał. Charlie jednak wspominała ten mały wypad dobrze.

| zt. x 2




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zakazany Las, 1947
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach