Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Ptasie Trele
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Ptasie Trele

Ptasie Trele to urokliwy lokal usytuowany nad jednym z bardziej malowniczych brzegów Tamizy, silna magia utrzymuje to miejsce w czystości, czyniąc wodę krystalicznie przejrzystą. Kamienne płytki eleganckiego deptaku tuż przed wejściem do niewielkiego budynku nabierają jaskrawych barw, na pierwszy rzut oka w ogóle do siebie nie pasujących, na drugi – zlewający się w przepiękną artystyczną całość. Budynek z zewnątrz obłożony jest drewnem, a nad drzwiami wisi pozbawiony oznakowań szyld w kształcie ptaka; wysokie wąskie okna zdają się wpuszczać do wnętrza niewiele światła i wrażenie to nie przemija, kiedy wejdzie się do środka i wtopi w panujący tam półmrok. Tym, co rzuca się w oczy najmocniej, są klatki poustawiane wzdłuż ściany naprzeciw: jedne zamknięte, inne otwarte, wszystkie wypełnione ptakami, których melodie wypełniają pomieszczenie. Miękkie fotele poobijane błękitnymi aksamitami tłoczą się wokół wąskich owalnych stolikach na jednej nóżce, na niektórych znajdują się ptasie żerdzie – i czasem zlatują na nie ptaki. W lokalu nie widać żadnej obsługi, ale kiedy pomyśli się życzenie, na stoliku materializują się zachcianki charakterystyczne dla kawiarni. Stali bywalcy twierdzą, że to miejsce nie ma swojego klucza: jego charakter zdaje się zmieniać codziennie.

Rzuć kością k6:

1: Ptaki to zwykłe pocztowe sowy, które od czasu do czasu pohukują; jedna z nich zleciała na wasz stolik, a przy jej nóżce przyczepiony był list. Jeśli zdecydujecie się go odpiąć i przeczytać, znajdziecie w nim notatkę o treści „bon apetit”, a po przeczytaniu jej na głos przed wami zmaterializują się misy przepełnione orzechami pochodzącymi z różnych stron świata.
2: Jeśli posiadacie biegłość ONMS, możecie rozpoznać dziwnie milczące ptaki o jaskrawym upierzeniu jako świergotniki: uciszane zaklęciami, bowiem ich śpiew doprowadza czarodziejów do szaleństwa. Zwierzęta patrzą na was, ale nie wydają z siebie żadnego dźwięku, a wam towarzyszy mało komfortowe poczucie bycia śledzonym. Gdzieś pośród nich zamajaczy również ponura sylwetka lelka wróżebnika.
3: W klatkach znajdują się niewielkie wróble, ozdobne gołębie, domowe kury, przepiórki oraz bażanty, a nawet jeden paw o okazałym ogonie, który zgubił jedno pióro w okolicach waszego stolika. Wszystkie przystawki i desery, jakie zamówicie, będą miały dodatek jajka.
4:  Wielobarwne, różnorodne pióra oraz wysokie ptasie trele wypełniające pomieszczenie już od progu zwiastują pojawienie się słowików i kanarków. Te śliczne ptaszki będą raz za czas przysiadać na żerdzi przy waszym styliku, świergocząc melodię, a po każdej zakończonej przyśpiewce pojawią się przed wami półmiski z egzotycznymi owocami.
5: Pomieszczenie wypełnione jest kolibrami, zbyt małymi, by mogły je zatrzymać zbyt duże kraty klatek. Maleńkie wielokolorowe ptaszki śpiewają, czasem przysiadając na ramionach i wyciągniętych dłoniach gości. Do wszystkich zamawianych deserów, przystanek oraz napojów, podany zostanie również miód.
6: Mieszkańcami klatek są dzisiaj papugi, które śpiewają, a czasem nawet porozumiewają się z gośćmi. Można zadać im pytanie, rzucając dodatkową kością, wynik parzysty oznacza odpowiedź „tak”, wynik nieparzysty – „nie”. Piękne wielobarwne pióra raz za czas spadają na stolik, przy którym siedzicie.
Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ptasie Trele - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Przez ostatnie dni bywałem w bibliotece dość często, na tyle by brat rozgościł się z kociołkiem w naszym małym, wynajmowanym w gospodzie pokoju. Miałem nadzieję, że nikt nie miał nam za złe tego swądu unoszącego się znad warzonych mikstur, bo ja miałem ich zwyczajnie dość. Czułem w tym zbyt wiele, musiałem odcinać się możliwie najszybciej, jak tylko mogłem, więc wychodziłem w poszukiwaniu możliwości, które pomogłyby naszej sytuacji. Londyńska Biblioteka wydawała się dobrym początkiem, bo przecież sekretna wiedza pakowana była w opasłe okładki, których wiekowość została wyszarzona na przestrzeni lat. Lubiłem te przechadzki wzdłuż regałów, często zatrzymywał mnie jakiś szept, zwykle ulegałem wątpliwości, że były to księgi, wierzyłem bardziej w konspirację, która musiała mieć miejsce w ustronnym zakątku. Jeszcze nie zdołałem nikogo podsłuchać, ale to w żaden sposób nie zniechęcało, byłem przecież wytrwały, równie wyjątkowo jak teraz, kiedy po czasie wędrówki zdecydowaliśmy się na lokal, który był w półmroku. Mój osobisty kret musiał odnaleźć się w miejscu sprzyjającym jego przyzwyczajonemu do ciemności wzrokowi. Wzrokiem wodziłem wzdłuż całego budynku, zatrzymując się na przejrzystej wodzie nieopodal. Miejsce musiała oplatać bardzo silna magia, byłem ciekaw czy właściciel zdołałby powiedzieć, czymże była. Ciekawe czy Tamiza daleko niesie krzyki... a może lepiej byłoby użyć Veritaserum?
Z rozmyślań wyrwała mnie nieobecność identycznej, dość zauważalnej sylwetki brata. Bez żadnych ale ruszyłem za nim, nawet nie odczuwałem irytacji, bo wiedziałem, że taki już był, po prostu szedł, nie patrzył, nie rozglądał się, nie... był mną. Odetchnąłem powoli, przysiadając również na miękkim siedzeniu. Może być. Pomyślałem momentalnie, wzrokiem wertując już całe wnętrze, które pomimo półmroku kryło dwie postaci gdzieś po drugiej stronie. Bardzo dobrze, będziemy mogli porozmawiać.
Zielononiebieskie tęczówki momentalnie odnalazły brata wpatrującego się w talerzyk. Zęby nie zazgrzytały, nie poczułem nawet ani grama poruszenia, jedynie masyw irytacji. Ile razy mam mu to powtarzać?
- Kiro. - ściągnąłem go na ziemię zwyczajnym przywołaniem. Nie był mi potrzebny chłód, a tym bardziej podnoszenie głosu, wiedziałem, że mnie posłucha i zwróci swoje identyczne wręcz oczy. - O co prosiłem, kiedy zacząłeś używać tego pseudonimu? - nie tłumaczyłem idiocie, tylko mojemu bratu, była w tym duża różnica, bo on już dobrze wiedział, gdzie popełnił błąd. Nie lubiłem błędów, przez nie łatwo stracić życie. Jedna z sów postanowiła podlecieć do naszego stołu, dałem mu czynić honory, potrzebował trochę rozrywki. - Śmiało, chyba ma coś dla ciebie. - skinąłem głową, pozwalając mu na odebranie poczty... może potrzebny był mu taki towarzysz? - Nie sądzisz, że czegoś jej brakuje? - spytałem mimochodem, przyglądając się ptaszysku, które śmiało zakłócić nasz spokój. Gdyby spróbowało ufajdać moje spodnie, z pewnością już więcej nie próbowałoby być tak odważnym stworzeniem. Każdego dało radę nauczyć, choć pewnie Kirill powiedziałby mi coś innego.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Powrót do góry Go down

Oderwałem wzrok od wypełnionego smakołykami talerza, po czym spojrzałem w bok, okraszając usta uśmiechem. Bawiła mnie poważna mina, którą Konstantyn, Koka przybierał w reakcji na swoje nowe zdrobnienie. Nie miałem jednak pewności, czy rozumiał reguły gry i upominał mnie "na niby", chcąc mnie rozśmieszyć, czy rzeczywiście tak bardzo mu to przeszkadzało.
- Prosiłeś, żebym więcej cię tak nie nazywał - wyrecytowałem. - Nie rozumiem, dlaczego ci się nie podoba. Brzmi bardzo ładnie - oceniłem.
Nie bardzo przejęty jego strofowaniem zanurzyłem widelczyk w stygnącej szarlotce. Była miękka i krucha, a jej słodki zapach nieprzerwanie pobudzał moje ślinianki do intensywnej pracy w oczekiwaniu na spożycie jedzenia. Uniosłem pierwszy kęs, jednak nim zdołałem skosztować deseru, do naszego stolika podleciała duża, biało-brązowa sowa. Niezbyt zaznajomiony z ornitologią, pomimo najszczerszych chęci nie zdołałem odgadnąć jej gatunku.
Dla mnie? Skąd o tym wiedział? Zachęcony przez brata, wyciągnąłem w kierunku jej nóżki wolną prawą rękę. Lewa, trzymająca widelczyk, zamarła w połowie gestu, z czego też ptaszysko skorzystało bez chwili zawahania. Opierzona złodziejka porwała nabraną przeze mnie porcję deseru, wprawiając mnie w lekką konsternację. Sądziłem, że żywią się wyłącznie drobnymi gryzoniami.
Zaskoczenie minęło. Przekrzywiłem lekko głowę, kiedy usłyszałem pytanie Konstantyna, po czym uważnie przyjrzałem się zwierzęciu - na tyle, na ile pozwalał mi jej żywiołowy temperament. Sowa jak sowa, dwa skrzydła, dwie nogi, piórka i dziób...
- Czego miałoby jej brakować? - zainteresowałem się. Mówiąc to, odwiązałem króciutki liścik, co ze względu na ruchliwość ptaka nie było wcale takie proste.
Wreszcie pochwyciłem kawałek pergaminu i pospieszenie go rozwinąłem, gorąco pragnąc zapoznać się z jego treścią. Nieznacznie ściągnąłem brwi, widząc dwa słowa zapisane w obcym języku, spośród których jedno brzmiało dość podobnie do rodzimego apṕet'itu.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022

Powrót do góry Go down

Lubił robić na przekór, kiedy ja starałem się odpowiednio utrzymać całą fasadę skrywającą zalążki irytacji. Moje metody nie były identyczne z tymi brata, nie potrzebowałem poddawać się złości i wszystkiemu, co pulsowało w moich żyłach, choć zwykle nie było w tym zbyt wiele emocji, własną logiką potrafiłem wytłumaczyć niemalże wszystko. Żałowałem tylko, że on nie był w stanie pojąć tych drobności, które często kreowały rzeczywistość, wszystko było mu zbyt proste. Moja szczęka nadal pozostawała w bezruchu, nie rozumiałem nigdy tych prób zgrzytania zębami, bo przecież ileż w tym mądrości, żeby tak trząść szczęką i psuć uzębienie? Byliśmy czarodziejami, ale nasze oczy widziały zbyt wiele mugolskiej śmierci, by dążyć do podobnego stanu, gdy poza językiem nie było nic więcej do wyrwania. Żerca był bardzo dokładnym nauczycielem, lubiłem obserwować jego pracę. Niestety tutaj nijak mogłem odnaleźć tak głęboko zakorzenionej w słowiańszczyźnie postaci, być może był to czas na odnalezienie tego podziemia?
- Tak, właśnie o to prosiłem - przytaknąłem krótko - nie przypominam sobie, żeby mój brat był głuchy lub ułomny, więc życzliwie proszę raz jeszcze, bo drugi raz nie będę - trzymaj to urocze przezwisko tylko pomiędzy nami, kiedy nikt inny nie jest w stanie go usłyszeć, to samo tyczy się całej naszej historii, w jaki sposób znaleźliśmy się w tym miejscu i czasie. Ciekawość tworzy pytania, a my nie chcemy odpowiadać. - nie czułem spięcia mięśni, choć wiedziałem, że mój ton był poważny i mógł zakrawać o chłód, byłem dość rozluźniony, bo miałem świadomość, że dwójka w pomieszczeniu siedziała zbyt daleko. Byłem do szpiku przekonany, że on nie był tego tak pewien. Bezmyślność była drugim elementem, który mierzwił mój spokój. - Potrzebujemy historii? - spytałem zaraz dość lekko, jakbym jeszcze przed chwilą nie dawał mu reprymendy, którą miałem nadzieję, przyjmie z odpowiednią dawką zrozumienia. - Rodziców zabiła bomba, uciekliśmy z kraju przed wcieleniem do wojska, a wszelkie pieniądze mamy od dziadków, czy tak? - zaproponowałem po rosyjsku, jak każde z wypowiedzianych wcześniej słów. Półprawdy były najlepszymi prawdami, na jakie było nas stać, a równie ciężkim do przebicia kłamstwem, bo niemal wszystko z tego miało w sobie zalążek prawy. Rodziców zabiła bomba rewelacji słów oskarżającego nas sąsiada, czekałoby nas wcielenie jako soldaty w ciągu najbliższych miesięcy, natomiast dziadkowie mieli swój udział w oszczędnościach, które zachowaliśmy po dziś dzień, nikt nie mógł mieć wątpliwości. Dystansowałem się, nie czułem, żeby ta historia miała w sobie choćby cień rzeczywistości, naszych realiów.
W tym czasie sowa śmiała sięgnąć do nałożonego ciasta brata, przez moją rękę przeszedł prąd, chciałem dosięgnąć różdżki i nauczyć tego ptaszyska pokory. Jedyną moją reakcją było wlepienie wzroku w sowę, lepiej, żeby zaraz odleciał, inaczej Kiro będzie mieć pieczonego ptaka. Byłaby bezbronna. Zacząłem wodzić po niej wzrokiem, kiedy zadał pytanie.
- Wydaje się dość licha w porównaniu do innych lotów. - zarzuciłem, próbując pociągnąć go trochę za język, jednak wiedziałem, że wymagało to również pytania. - Uważasz, że takie stworzenie prezentuje się godnie? - zacząłem więc, nie wybijając się z rytmu nawet na moment, kiedy rozwinął pergamin. Miałem nadzieję, że nie zacznie zaraz wić się w konwulsjach, bo kartka okaże się... przeklęta.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Powrót do góry Go down

Przynajmniej uznał, że przezwisko jest urocze, prawda? Raz jeszcze rozejrzałem się po kawiarence, ale w dalszym ciągu oprócz rozkrzyczanych ptaków widziałem tu jedynie dwie nachylone ku sobie kobiety. Należało zaczekać, aż opuszczą budynek, pozostawiając nas tutaj samym sobie, skoro tego właśnie życzył sobie Konstantyn.
- Pytania nie są w żaden sposób niebezpieczne - zaprotestowałem, widząc, że brat znowu niepotrzebnie komplikuje proste sprawy. Mimo że byłem gotów przystać na jego prośbę, chciałem spróbować go uspokoić. - Przecież nie musimy na nie odpowiadać, jeżeli nie chcemy. Tym bardziej twoje przezwisko w niczym nam nie szkodzi, szczególnie gdy miesza się z językiem rosyjskim. Nieporównywalnie ważniejsze są umiejętności samoobrony i częste zmienianie miejsca pobytu.
Domyślałem się, że tym razem nie żartuje, a prawdopodobnie trapią go nasze niedawne doświadczenia. Potrzebował mnie, tak jak ja potrzebowałem jego. Dlatego z niecierpliwością wyczekiwałem jakichś wskazówek, co mógłbym dla niego zrobić - wyłączając, rzecz jasna, nienazywanie go "Koką".
Wystarczyły dwa słowa, bym zorientował się, w jakim kierunku zmierza rozmowa. Znowu czekały nas kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa. Donikąd nie prowadziły, były całkowicie bezużyteczne i mąciły zamiast rzeczywiście coś ułatwiać. Rodziców zabiła bomba? Lewa ręka poczęła wybijać o blat rytm zgodny z przyspieszonym stukotem mojego serca. Nie. Nie. Nie.
- Nie - powiedziałem, może nieco za głośno. Nie powinienem krzyczeć, ale skupić się na czymś innym, tak by nie zbyt intensywnie nie rozmyślać o kłamstwach.
W przypływie desperacji skoncentrowałem uwagę na przyniesionej przez sowę notatce, zupełnie tak, jak gdyby napisano na niej coś fascynującego. To tylko dwa słowa, dziewięć łacińskich liter. Zaokrąglonych, starannie wykaligrafowanych, pociągniętych piórem w sposób zręczny i zdecydowany.
- Bon apetit - przeczytałem, tym razem spokojniejszym tonem. Wtedy na stoliku znienacka pojawiły się cztery naczynia zawierające różnego rodzaju, kształtu i rozmiaru... orzechy.
Właśnie tego potrzebowałem! Nie myśląc wiele ani tym bardziej nie przejmując się niedojedzonym ciastem, wysypałem całą zawartość najbliżej położonej misy. Od razu rozpoznałem pomarszczone, twarde skorupki orzechów włoskich oraz brązowe łupiny laskowych. Sprawnie wyłuskiwałem je z nieuporządkowanej mieszanki i starannie grupowałem, rosnąco układając w regularnych, równoległych szeregach. Zajęcie pochłonęło mnie na tyle, bym w ostatniej chwili zorientował się, że brat zwrócił się do mnie z pytaniem.
- Tak - odparłem, nie przerywając czynności. Zajęcie górnych kończyn przesuwaniem jedzenia zmusiło dolne do przejęcia obowiązku tworzenia kojącego rytmu. - Ma bardzo ładne, duże skrzydła. Z pewnością szybko lata.
Nie spieszyłem się, a gdy skończyłem, nadeszła pora na sortowanie nieznanych mi, przypominających blade łzy owoców oraz podwójnych, splecionych w kształty zbliżone do ósemek.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022

Powrót do góry Go down

Przymknąłem oczy, słuchając jego mądrości. Szczupła znajomość norm społecznych oraz całokształtu jej funkcjonowania przez brata był przerażający, jednak starałem się hamować swoje uszczypliwe komentarze, które pojawiły się w głowie jako cięte riposty do jego rozważań. Miał oczywiście rację... gdybyśmy tylko byli w ZSRR, gdzie sprawy wydawały się mniej skomplikowane. Nikt nie pytał o nic w nadmiarze, jednak byliśmy wtedy tubylcami, nieobcymi. Dobrze wiedziałem, że nasza historia może przyciągnąć uwagę, szczególnie kiedy szukaliśmy własnego miejsca. Próbowałem zaakceptować fakt, że zostaniemy tu na dłużej, bo skoro udało się to drugiej, zdradzieckiej części rodziny, to dlaczego nie nam? Przecież byliśmy zaradni, każdy we własnym fachu, a jednak potrafiliśmy zespolić się w jedność - nie w ten sam sposób, jaki znałem z bohemistycznych przygód po radzieckich narkotykach, a tym intelektualnym. Niestety przebywanie w tak nieoczywistych okolicznościach w nieznanym miejscu powodowało, że moja czujność wychodziła poza wszelkie granice codzienności, a normalnie była ona bardzo wysoka. Nic dziwnego, że byłem wyczulony... musiałem mieć pewność, że niczego przypadkiem nie chlapnie.
- Owszem, pytania nie są niebezpieczne, to odpowiedzi prowadzą do komplikacji, ale starajmy się uniknąć jednego i drugiego. Bez podstaw nikt nie będzie próbował nas przemaglować. - stwierdziłem klarownie naszym wspaniałym, czystym, rodzimym językiem. Brakowało mi wszystkich tych wieczorów, kiedy mogłem przez chwilę odprężyć się od wojennych przykazów słyszanych za rogiem, miały one swój urok, tak samo, jak używki wchłaniane przez organizm niczym gąbka. Na szczęście byłem rozsądny, nie uzależniałem się od tak prozaicznych rzeczy, po prostu chciałem choć raz ponownie oddać się temu bohemistycznemu rozgardiaszowi w postaci przyspieszonych oddechów i teorii, które skracane były na poziomie czystej logiki. Niestety jeszcze bardziej nęciły mnie te biblioteki, w których brakowało nieco pozycji w znanych mi od podszewki wyrazach. Cyrylica była czymś więcej niż tylko alfabetem. - Dobrze znasz angielski, równie dobrze wiesz, że niezależnie od języka pewne słowa są zbyt kontrowersyjne... ryba widzi nie haczyk, a przynętę. - podsumowałem przysłowiem z naszych kresów. Powinien zrozumieć, miałem nadzieję, że zrozumie. Jego umysł funkcjonował nieco inaczej, nie mogłem pozwalać choćby na chwilę braku precyzji, bo przecież znów stanie niczym okoń w gardle. Moje pokłady cierpliwości były niezliczone, choć spięcie pleców przeczyło temu stwierdzeniu. - W tym myśleniu jest wiele z racji, jednakże powinniśmy na chwilę odpocząć. Bez regeneracji sił nie będziemy w stanie bronić się wystarczająco, już o samej podróży nie wspomnę. - powiedziałem dość przejrzyście, bo przecież pamiętałem, jak oboje byliśmy zmęczeni, wciąż jesteśmy. Mimo wszystko starałem się dokształcić na tyle, by język angielski stał się jednym z tych płynniejszych w moich ustach, bo przecież należało rozmawiać w języku swojego kraju gospodarza, szczególnie kiedy szukało się odpowiedzi na pytania. Wiedziałem, że musimy uzbroić się w cierpliwość i nauczyć obrony, choć zwykłem myśleć, że to z odpowiednio wykorzystaną wiedzą jest się w stanie przenosić góry. Słowa o obronie trochę mnie zmartwiły, bo przecież starałem się doprowadzić nas do punktu, w którym nie będziemy myśleć o śmierci za każdym rogiem, choć on pewnie nawet o tym nie wiedział... na pewno nas już szukali. Z pewnością jeszcze nadejdzie pora na to pytanie. Publiczne miejsca nie były tymi, gdzie należało wyrażać swoje obawy, choć znając Kirilla, wiedziałem, że zdoła powiedzieć wszystko zgodnie z prawdą. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego tak prosty wydawał mu się wybór pomiędzy kłamstwem a prawdą. Starałem się nie myśleć o nim jak o głupcu, był po prostu inny.
Siedziałem niewzruszony, choć na chwilę zastygłem, kiedy mi odmówił. Nie? Powtórzyłem w myślach, procesując przez jakiś czas, w jakim kierunku pomknęły jego myśli, żeby zaraz naprostować, że mam rację i należy zrobić dokładnie w ten jedyny racjonalny sposób. Moich myśli nie przerwały nawet półmiski, które pojawiły się znienacka, zabierając uwagę brata i pochłaniając go do ostatków. Dobrze, potrzebował ochłonięcia. Pierwsza fala zwykle bywała mocno emocjonalna, bo Kiro przecież miał tendencję do oddawania się tej błahości uczuć, które określały jego słowa. Dobrze, że mówiliśmy w języku rosyjskim, wiedziałem, że zdołam mu jeszcze wyjaśnić, musiałem. Odejście od ciężkiego tematu na rzecz ptaków wydawało się równie dobrym posunięciem, uśpienie czujności, praktycznie partia szachów, zaraz się odkryje i pozwoli zbić królową, tylko istniał jeden problem. Wciąż była to jedyna ostoja, która została mi w tym nieznanym kraju, cząstka, z którą przeżyłem tak wiele, że nie byłem w stanie krzywdzić go tak świadomie, próbować ograć w sposób typowy, niby na szachownicy.
- W takim razie sowa jest lepsza od jakiegokolwiek innego lotnego stworzenia? - spytałem mimochodem, korzystając z faktu, że był wciąż zaangażowany w dalsze obieranie jedzenia. Nawet nie ruszyłem się o cal, od kiedy odmówił. - Dajmy na to jakiegoś jastrzębia albo kruka... - zaproponowałem ciąg dalszy rozważań, bo przecież miałem w tym pewien cel. Teraz należało jeszcze dać mu się przyswoić z myślą o wszystkich tych wytłumaczeniach na pytania. Wiedziałem, że w końcu zdoła to przemyśleć i podjąć rozsądną decyzję, musiałem jedynie troszkę nad nim popracować. Poza tym należało dowiedzieć się, cóż za stworzenie lotne było tym jego ulubionym. Potrzebował odrobiny towarzystwa nieco innego niż ja i to swoje terrarium z mrówkami.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Powrót do góry Go down

W dalszym ciągu uważałem, że wystarczyłoby zignorować pewne pytania lub odmówić odpowiedzi, ale nie chciałem dłużej ciągnąć tego tematu. Oponując, jedynie zmarnowałbym czas na wykazywanie się ignorancją, w zamian zyskując jedynie zestaw nowych zasad do zapamiętania. Zazwyczaj to Konstantyn lepiej oceniał sytuację, kontrolował sytuację, myśląc za nas dwóch. Nie narzekałem na ten stan rzeczy. Skoro on dysponował wyjątkową intuicją, której dla równowagi poskąpiła mi natura, należało korzystać z tego atutu i nie kwestionować nawet najmniej zrozumiałych decyzji. Komu zawdzięczaliśmy względne bezpieczeństwo? Z czyjego powodu mogliśmy siedzieć w kawiarni nad Tamizą, obserwując obecne w niej ptaki? Z pewnością nie z mojego.
- W porządku - przytaknąłem. - Postąpimy tak, jak powiedziałeś.
Pewne słowa są kontrowersyjne?
Świadomość, że pomimo wyrażonej przed chwilą aprobaty nie zgadzamy się w jakiejś kwestii, brutalnie przypominała mi o własnej nieporadności. Od czasu, kiedy ojczym zniknął z naszego życia, nie rozmyślałem o tym tak często jak uprzednio. W swej naiwności pozwalałem sobie nawet wierzyć, fantazjować, że Konstantyn i ja uzupełniamy się, używając tak odmiennych talentów dla wspólnej korzyści. Czy ja przetrwałbym w pojedynkę? A on, czy poradziłby sobie beze mnie?
- Kiedy już znajdziesz dobre miejsce i odpoczniemy, powinieneś jak najszybciej nauczyć się angielskiego.
Niewybaczalne słowa, ponownie spychające ciężar odpowiedzialności na barki mojego brata w momencie, kiedy powinienem go wesprzeć. Ale czy istniało inne, równie logiczne wyjście z sytuacji? Nawet przy dostatecznej znajomości języka byłem prawie całkowicie bezużyteczny. O ile w ojczyźnie po prostu nie widziałem powodu, by integrować się z nieznajoymi, o tyle tutaj z obawy przed popełnieniem zgubnych błędów prawie całkowicie stroniłem od innych osób.
Koka, Konstantyn wiedział o świecie znacznie więcej niż ja, dlatego musiałem uwierzyć w to, że rodziców zabiła bomba. Ręce przesuwające orzechy lekko zadrżały, skłaniając mnie do oparcia łokci na stole. Wiedział, co robi. Prawda nie wróci życia naszej mamie. Nawet mrówki zapominały o zmarłych, składując ich ciała wraz z odpadkami. Czemu sam nie chciałem postąpić analogicznie?
Pewne słowa... Jeżeli chciałem ułatwić mu zadanie, musiałem zrozumieć. Choćbym miał przeczytać cały słownik i poznać znaczenie wszystkich stosowanych tu kombinacji liter, musiałem zrozumieć. Zaufać decyzjom Kostii, niezależnie od tego, jak dziwaczne by mi się nie wydawały.
I znów, nie zdołałem znaleźć przyczyny, dla której dopytuje mnie o opinię na temat sów, jednak postanowiłem odpowiedzieć z jak największą precyzją.
- To zależy od tego, w czym miałaby być lepsza - oznajmiłem, nie odrywając spojrzenia od rozłożonych na stole orzeszków. Po raz kolejny tego dnia pożałowałem braków w wiedzy z zakresu ornitologii. - Przypuszczam, że pod względem intelektualnym najlepiej radzą sobie kruki, a jastrzębie latają wysoko, z dużymi prędkościami. Ponadto świetnie polują. Sowy są niezrównanymi doręczycielkami poczty. Ale jeżeli pytasz mnie, które spośród latających stworzeń odgrywają największą rolę w przyrodzie, wskazałbym pszczoły.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022

Powrót do góry Go down

Wszystko wydawało mi się logiczne. Niestety często zapominałem, że druga, tak bliska mojej dusza, posiadała element emocjonalny, który wpływał na wszelakie plany i zdarzenia w sposób dość dziwaczny. Rozumiałem, choć nie oznaczało to, że się nie irytowałem, jednak nawet przy nim starałem się udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku i wcale nie rusza mnie to, co mówi. Przynajmniej nie powinno, to co odczuwałem, było czymś skrajnie nieodpowiednim, bo nie miałem zwykle problemów z odrzuceniem tych banialuków gdzieś na bok. Emocje i uczucia, to jedynie błędy, które źle wpływają na decyzje i myślenie. Bliźniak był tego idealnym przykładem, w końcu, kiedy używał logiki, potrafił błyszczeć w rozwiązaniach, a tak? Zdecydowanie nie miał się czym popisać po tym nagłym oburzeniu. Niestety nie byłem w stanie mu tego odmówić. Potrzebował jeszcze trochę czasu na zaakceptowanie świata takim, jaki był. Osobiście nie zamierzałem zostawić tego tak po prostu, bo przecież to my mieliśmy kształtować przyszłość i teraźniejszość, nikt inny. Kogokolwiek śmierć nie mogła ważyć na naszej karierze, mojej karierze. Coś chyba zakuło mnie w piersi, jakby serce kilkukrotnie szybciej zabiło w nieznajomym takcie. Ani przez chwilę nie pomyślałem, że powodem mogą być moje chłodne myśli. Może nie potrafiłem tego zaakceptować? Choć niezaprzeczalnym faktem było to, że umarła.
- Cieszę się, że wracasz z rozumem do głowy. - odpowiedziałem uspokojony myślą, że będzie się tego trzymać. Dobrze wiedziałem, że sieci wywiadowcze rodzimego kraju są szczególnie sprawne, nawet poza dalekimi granicami. Mieliśmy prawie pół świata, tylko dlaczego ten brytyjski kawałek nie potrafił tego zrozumieć? To samo tyczy się języka, każdy powinien mówić w naszym ojczystym, każdy.
Nie wiedziałem, że jego myśli pochłaniają tak ciemne scenariusze, że zaczyna dostrzegać rażące przepaści pomiędzy nami w momencie, kiedy wcale nie było to nam potrzebne. Najsilniejsi byliśmy wspólnie, nawet jeśli wcale nie chciałem tego przyznać przed samym sobą, powinien to wiedzieć. Z drugiej strony możliwe, że były to skutki żałoby, jaką wciąż przeżywał w sercu. Wszystkie wspomnienia wydawały się nie tak odległe, bo nawet takowe nie były, powinienem mu się dziwić? Chyba wciąż wierzyłem, że jest mi równy chłodem i zdolnością kalkulacji sytuacji, czasem nawet samego siebie musiałem oszukać, świadomie, chyba coś mnie zakuło w piersi. Pewnie koszula miała na sobie jakąś zadrę.
- Cały czas się uczę tego ich przeklętego języka. Kto w ogóle mówi takim bełkotem. - zarzuciłem dość obcesowo, bo miałem dość faktu, że byłem gorszy w czymś tak prozaicznie prostym. Wiedziałem, że język wymaga dni praktyki i starałem się tego przestrzegać, każdego dnia, aż nie zdołam posiąść tej jakże trudnej biegłości. Szybko wypowiedziane wyrazy sprawiały mi trudność, jednak nic nie powstrzymywało przed siedzeniem długich godzin w Londyńskiej Bibliotece, musiałem się nauczyć. - Musimy odnaleźć pracę. Chciałbyś wciąż warzyć? Mogę znaleźć klientelę, wszystko poukładamy, chociaż na jakiś czas. Przetrwamy to. - nie obiecywałem mu niczego, mówiłem o rzeczach i sytuacjach, które należało wykonać, czysto kalkulacyjnie - wszystko miało się zgadzać, Koka musiał podążyć, bo inaczej... inaczej... znalazłbym inny sposób, ale po co skoro ten był tak prosty i łatwy do osiągnięcia? Na pewno nie miałem zamiaru całymi dniami studiować, choć nie ważne jak to uwielbiałem, musieliśmy mieć co włożyć do garnka lub mieć za co zjeść w gospodzie. Intensywnie myślałem nad wszystkim, bo przecież on nie byłby w stanie. Nie potrafiłem inaczej niż brać sprawy naszej dwójki we własne ręce, któż lepiej mógłby to zrobić? Bliźniaka, który mówił o pszczołach?
Nie wiedziałem, czy należało załamać ręce, tym bardziej że rozumiałem jego tok myślenia i jeśli miałbym wskazać najbardziej zapracowanego z lotów, również wskazałbym pszczołę. Niestety moje intencje były nieco inne, a to wymagało pogłębienia wiedzy o preferencjach ornitologicznych brata.
- Pszczoły. - ważyłem to słowo pomiędzy zębami, jakby było tym ziarnkiem piasku, który przypadkiem łapie się w zęby, kiedy wiatr na plaży zawieje zbyt mocno. - Rozumiem skąd ten wybór, a jednak w przypadku tych tutaj okazów pocztowych - wskazałem dłonią na otaczające nas sowy. Chyba powinien przerazić nas fakt, że patrzyły z taką intensywnością. - który gatunek wydaje ci się najciekawszym? - dopytałem dość swobodnie, ani na sekundę nie próbowałem spuścić go ze wzroku, bo przecież on liczył się bardziej niż jakieś opierzone ptaszyska. Sowy były dla mnie słabym wyborem, jeśli chodzi o doręczanie poczty, były zbyt łatwe jako cel, jednak nie mogłem winić brata o preferencje, chyba...
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Powrót do góry Go down

Nie wiem, czy dałem po sobie znać, że ubodły mnie słowa Konstantina, ale czy powściągliwość miała tak naprawdę jakieś znaczenie? Jeżeli chciał, potrafił z łatwością odczytywać moje emocje, nie dbając o pozwolenie. Dlaczego teraz, spośród wszystkich momentów naszego życia, zaczęła mnie obchodzić prywatność? Byliśmy przecież nierozłączni i nie mogłem nawet wyobrazić sobie całkowitej samotności. Poczułem nieprzyjemne ciśnienie w gardle, więc aby je odegnać, boleśnie przygryzłem dolną wargę. Zrobię wszystko, byle tylko Koka mnie nie zostawił. Czy byłby do tego zdolny? Na co mu się właściwie przydam? Nie miałem prawa sprowadzać na niego żadnego niebezpieczeństwa, dodawać mu niepotrzebnych problemów. To zaś oznaczało, że pod żadnym pozorem nie powinienem podważać jego zdania. W końcu tu nie chodziło wyłącznie o moje bezpieczeństwo, dlatego zamiast okazać urazę lub zadawać kolejne pytania, potulnie pokiwałem głową. Obaj wiedzieliśmy, który z nas bardziej nadaje się na przewodnika i powinien podejmować decyzje kluczowe dla nas obu... ale czy on nigdy nie popełniał błędów? Wybrnąłem z dylematu poprzez uświadomienie sobie, że z dużym prawdopodobieństwem sam nie zdołam poprawić Konstantynowych pomyłek. Chciałbym być bardziej podobny do mojego brata. Jak wiele bliźniąt życzyło sobie tego samego?
- Anglosasi, to jest między innymi Brytyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy, Amerykanie i Kanadyjczycy - odpowiedziałem, nieco zaskoczony, że taka kwestia budzi wątpliwości Konstantyna. - Zresztą, język angielski nie powinien przysparzać ci tylu trudności, bo jego gramatyka jest całkiem prosta. Uważam, że za mało czasu spędzamy na nauce - zauważyłem, pełen jak najlepszych intencji.
Niestety nie do końca pamiętałem, w jaki sposób sam przyswoiłem sobie wiedzę dotyczącą obcego języka. Może powinienem rozejrzeć się za podręcznikami dla nauczycieli?
- Oczywiście, że chcę - zgodziłem się skwapliwie, może odrobinę zbyt mocno podnosząc głos. To był świetny pomysł, sposób, żeby jednak chociaż trochę się wykazać i wesprzeć Konstantyna za pomocą tego, w czym radziłem sobie najlepiej. - Przecież potrzebujemy źródła regularnych dochodów. Mógłbym wynaleźć nowe mikstury, dopasowane do potrzeb klientów... właściwie mam już nawet kilka pomysłów... - urwałem, żeby za bardzo nie odejść od głównego tematu. Detale mogliśmy dopracować nieco później.
Nie przeoczyłem konsternacji, która ujawniła się w reakcji Konstantyna, a wkrótce pojąłem jej przyczynę. Miał na myśli ptaki, sowy! Ech, dlaczego od razu nie wyraził się bardziej precyzyjnie? Zastanowiłem się nad przeformułowanym pytaniem. W dziedzinie ornitologii byłem po prostu laikiem.
- Bardzo podobają mi się puszczyki - odparłem po chwili. - Niektóre żyją w Rosji, prawda? To takie duże, białe sowy.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022

Powrót do góry Go down

Zauważyłem, jak zaczyna się jego wędrówka myśli. Był beznadziejnym kłamcą, nigdy nie próbowałem go tego nauczyć, bo przecież nie w jego myśli powinna być chęć oszukania mnie, a byłem mu bliski tak jak on mi. Być może kwestią była moja nieufność, której nie byłem w stanie przełamać? Tylko cóż w tym było złego? Tylko dmuchałem na zimne, bo nigdy nie wiadomo. Sam Kiro nie wykazywał wielkich chęci do współpracy międzyludzkiej i zauważania delikatnych zależności kształtujących nasze otoczenie, więc nie zamierzałem nalegać. Każdy z nas specjalizował się w czymś innym, a ja nie zamierzałem przerywać tego nurtu, który kierował naszymi ścieżkami w taki, a nie inny sposób. Myśląc o wodzie, ciężko było nie odrywać się do Newy nie-tak-trupem-śmierdzącej jak paskudna Tamiza, gdzie we wspomnieniach wypierało się całość z nieprzyjemności, jaką była pozostałość po oblężeniu. W rzeczywistości byłem przyzwyczajony do patrzenia na trupy chodzące lub dogorywające na ulicach, tylko one były nasze, wspólne, советский, częste przypadki, które trafiały na stół Żercy, mojego nauczyciela. Nie wiem, czym jest tęsknota, ale ten brak jego nauk docierał do każdego skrawka mojego ciała, zastępowałem to lekcjami angielskiego i częstymi wizytami w Londyńskiej Bibliotece, gdzie starałem się wciąż pogłębiać wiedzę na temat starożytnych run. Zauważyłem jego mocno zagryzioną wargę.
- Kiro - zacząłem miękko, zmieniając całkiem taktykę, bo przecież zależało mi nie tylko na naszym bezpieczeństwie, ale i komforcie. Mógł ze mną rozmawiać, musiał, bo chciałem wiedzieć, tylko jedyne czego nie byłem w stanie tolerować, to te emocjonalne wybuchy, które serwował zawsze, kiedy coś szło nie po jego myśli. - przecież wiesz, że nie chodzi o umniejszanie kogokolwiek pamięci, ale teraz jesteśmy tylko razem. Każdy może nam zagrażać i... znasz moc naszego kraju... kiedyś po nas przyjdą, a my... my musimy być gotowi - spokojnym głosem starałem się mu wytłumaczyć, że wcale nie chodziło o uczucia, a jedynie logikę naszych czynów i dalszego znoju w tym nieznanym nam kraju. - na każdego musimy być gotowi, bo nigdy nie wiadomo kto jest kim. - zakończyłem nieco patetycznie, choć oszczędziłem sobie tych błahych słów, które mówiły same przez się, zostaliśmy sami i tylko siebie wzajemnie mogliśmy być pewni. Nie zamierzałem mu pozwalać na myślenie inaczej, nawet jeśli tego pragnął. Pragnienia i emocje były dla miernoty.
Niestety mój bliźniak posiadał pewną wyjątkową cechę, która nazywała się doprowadzaniem mnie do skraju irytacji w ciągu pięciu sekund. Nie musiał mi mówić wprost, żebym wiedział, co ma na myśli... a raczej co każdy inny miałby na myśli, ale nie on. Kiro był szczególny i w taki też sposób wyrażał własne zdanie. Wcale nie zamierzał mnie obrażać, bo po co? Śmiałby? Spojrzałem mu w oczy, szukając tego co zawsze jest dla mnie na wyciągnięcie ręki, mowa oczywiście o intencjach. Wtedy powiedział o małej ilości czasu spędzanej w bibliotece, a moja pierś uniosła się w głębszym oddechu. Naprawdę nie widział, że się staram?
- Mało czasu spędzamy na nauce... mało czasu spędzasz na nauce, to fakt. - naprostowałem niby nie ostrym, choć zdecydowanie zimnym tonem. Moje codzienne wyjścia do biblioteki były dla niczym? - Ostatnie dziewięć dni spędzam codziennie w bibliotece, maglując podstawy tego piekielnego języka, szukając jakichkolwiek wskazówek pozwalających mi posługiwać się nim bez przeszkód i naszego akcentu, a Ty mi mówisz, że mało czasu spędzaMY na nauce? - beształem go, nawet nieświadom tego, że cały się spiąłem, bo najlepszą obroną był atak, a ja miałem dość jadu, żeby zatruć wszystkich obecnych, włącznie z ptaszyskami. Dobrze, że nikt nie był w stanie nas zrozumieć.
Na całe nieszczęście nawet słowa nie musiały być zrozumiałe dla tych brytyjskich psów, żeby wiedzieć, jak bardzo Kiro czuł się zadowolony moją propozycją. Zwykle wyczulony, szczególnie na punkcie reakcji bliźniaka, próbowałem tonować jego witalny zapał do okazywania wszelakich bodźców, które odczuwa. Czemu nie mógłby być choć trochę podobny do mnie...
- Dobrze, zapamiętaj je wszystkie, bo będziesz mieć dużo pracy podczas moich nieobecności. - stwierdziłem dość śmiało, dobrze wiedząc, że zajmie się tym, co należało do jego obowiązków. Zawsze cieszyło mnie to, że miał tak otwartą głowę do spraw dotyczących nauki, była to jedna z dziedzin, której pojąłem jedynie wymagane minimum należące do tworzenia klątw. Musiałem wrócić do tych ćwiczeń. - Będę potrzebować kolejne bazy... na pewno zdołamy odnaleźć odpowiednie - części ciała - składniki.
Przyswoiłem tę wiedzę z należytą obojętnością, jedynie kiwając głową jakby na znak pokoju. Uzyskałem informację. Nie musiał wiedzieć, co było nią spowodowane i jakie miały być skutki.
- Oczywiście... a dlaczego przekreśliłeś jastrzębie i sokoły z listy powierników przekazywanych wieści? - spytałem zaintrygowany, bo przecież jego zdanie mogło okazać się ciekawym, a ja lubiłem słuchać równie mocno co mówić, szczególnie gdy ktoś odpowiadał na moje pytania.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Powrót do góry Go down


Blat stolika był drewniany, starannie wyczyszczony, elegancko zaokrąglony. Wpatrywałem się w niego dostatecznie długo, by móc na życzenie odtworzyć go w pamięci, a nawet naszkicować bez podglądania. Piękny mebel, choć odmienny od tych, z których korzystaliśmy w rodzinnym mieszkanku. Chciałbym kiedyś taki sobie sprawić. Nie. Chciałbym, żeby było tak jak dawniej.
Palce rozbolały mnie od kompulsywnego wyłamywania, a oczy od intensywnego zaciskania powiek. Znałem Konstantina prawie tak samo dobrze, jak samego siebie, a może nawet jeszcze lepiej. Rozumiałem go tak, jak nigdy nie udało mi się zrozumieć drugiego człowieka; od niego uczyłem się jak postępować z innymi ludźmi, traktując go jako wzorzec ich funkcjonowania. Zdarzało mi się przewidywać, jakie słowa padną z jego ust, tak jak teraz, gdy wymówił moje imię i już wiedziałem, że to, co powie, może mi się nie spodobać.
- Władzom naszego kraju zależy na dobrobycie jego obywateli. Nie jesteśmy zdrajcami - odparłem, odrobinę niepewnie, wyrażając raczej nadzieję niż przekonanie. Lekceważenie ryzyka mylnej interpretacji naszego zachowania przez jakiegokolwiek człowieka byłoby czystą głupotą, nie wspominając już o ignorowaniu ostrzeżeń brata. Dlatego zamiast ciągnąć myśl, zdecydowałem się zapytać Konstantyna o jego plany, bo z pewnością już się nad nimi zastanawiał. - W jaki sposób chcesz się przygotować?
Uniosłem wzrok na wysokość klatki piersiowej Konstantyna, gdy dosłyszałem zmianę w rytmie jego oddechu. Czyżbym go niechcący uraził? W jaki sposób, w którym momencie? Odpowiedź nadeszła niemal natychmiast.
- Nie nauczysz się akcentu z książek - sprostowałem, kiedy się wygadał. Sam dopiero teraz miałem okazję usłyszeć język angielski z ust rodowitych Brytyjczyków i porządnie osłuchać się z wymową. - Poza tym, to niemożliwe, żebyś uważał dziewięć dni za dużą ilość czasu.
Nie skomentowałem jego niesprawiedliwych wymówek na temat mojej opieszałości. Dyskusja na tak błahy temat nie miała najmniejszego sensu, a ja przecież mogłem w ciągu dnia wygospodarować jeszcze kilkadziesiąt minut na naukę.
- Nieobecności - powtórzyłem, obracając w palcach jeden z orzechów. - Jak często planujesz wyjeżdżać?
Potrzebowałem grafiku i regularności, a przynajmniej pewnej przewidywalności. W tym zakresie szczerze liczyłem na nieco zrozumienia ze strony Konstantyna.
Uśmiechnąłem się lekko, słysząc jego pytanie. Powód wydawał mi się prozaiczny.
- Nie wiem, czy jastrzębie i sokoły są tu rodzimym gatunkiem. Tak czy inaczej, myślę, że zbytnio rzucają się w oczy i łatwiej je zapamiętać, skoro zazwyczaj to sowy roznoszą pocztę. - Ukrywanie się traciłoby sens, gdyby ktoś potrafił w dowolnym momencie przechwycić naszą korespondencję. Prawdę powiedziawszy, bardziej ufałem sowieckim funkcjonariuszom niż brytyjskich, po których nie wiedziałem, czego należy się spodziewać.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022

Powrót do góry Go down

Widziałem, jak zaczyna się jego wędrówka myśli. Był beznadziejnym kłamcą, nigdy nie próbowałem go tego nauczyć, bo przecież nie w jego myśli powinna być chęć oszukania mnie, a byłem mu bliski tak jak on mi. Być może kwestią była moja nieufność, której nie byłem w stanie przełamać? Tylko cóż w tym było złego? Tylko dmuchałem na zimne, bo nigdy nie wiadomo. Sam Kiro nie wykazywał wielkich chęci do współpracy międzyludzkiej i zauważania delikatnych zależności kształtujących nasze otoczenie. Nie mogłem go winić, przecież dzięki temu byliśmy od siebie zależni.
Naiwność, która nim kierowała, mogła dla niektórych wydawać się urocza. Według mnie była niepraktyczna, jednakże nigdy nie sądziłem, żeby miało to jakiekolwiek znaczenie, szczególnie teraz, gdy musieliśmy trzymać się razem. Opiewanie naszego kraju nie było mi obce, a jednak nie byłem tak ufny, jedynie on potrafił przemknąć pomiędzy zawiłymi labiryntami, które porosły gęstniejącym bluszczem. Potrafiłem wyłapać każdą nieścisłość, przynajmniej takie żywiłem nadzieje, bo ktoś musiał zadbać o nas dwoje. Kirill nie spełniał tych oczekiwań.
- Nie - odpowiedziałem dość lakonicznie, potwierdzając jego tezę - ale nie czyni nas to o gram lepszymi. - dokończyłem z rozwagą, ściszając nieco ton. Nie sądziłem, że będę musiał mu to powtarzać, ale przecież była to nasza codzienność, wbijając wzrok w identyczne tęczówki, stwierdziłem bez większego polotu - Zabiłem mugola. - nie zamierzałem powtarzać tej historii, mieliśmy przecież przed sobą całkiem nowe życie, to stare nie mogło nas prześladować, choć osobiście uważałem to za pewien sukces. - Chciałbyś, żeby osadzono nas za tę niesprawiedliwość? - spytałem przebiegle, bo przecież oboje wiedzieliśmy, że wina nie leżała po naszej stronie. Broniłem nas, jak zawsze. Mężczyzna zaatakował pierwszy. Nierozwiązana zagadka wciąż trwała, a w naszym kraju nie było czasu na pytania, jedynie proste i szybkie komendy, które mogły zwiastować nam tylko śmierć. - Ćwiczenia, ukrywanie się i jeszcze raz ćwiczenia. - dobitność tych słów sprawiła, że poprawiłem się zaraz na krześle, jakby stało się wyjątkowo niewygodne, bo przecież nawet teraz powinniśmy coś robić, a jednak dawałem mu czas na przyzwyczajenie się do Brytyjskiej rzeczywistości. - Nie będziemy walczyć, wiesz przecież, że wszystko można rozwiązać sposobem. Musimy tylko znaleźć własny. - dodałem na dokładkę, żeby wiedział, jak bardzo zależało mi na tym, abyśmy przeszli do faktycznych działań. Sam powoli zacząłem to już robić.
Niestety on nie zamierzał zrozumieć, że Londyńska Biblioteka była już pewnym sposobem. Oboje wiedzieliśmy, że nauka jest rozwiązaniem wszystkich dolegliwości, nawet tych najmniej prawdopodobnych.
- Przecież doskonale o tym wiem... - westchnąłem, tracąc już nieco sił na tłumaczenie tych podstaw. - nie bez powodu nie jestem obecny całymi dniami. Każda rozmowa z tymi... brytyjskimi psami niesie za sobą odrobinę nauki. - dokończyłem, uświadamiając go, że moja towarzyskość nie była dyktowana jakimiś błahymi potrzebami drugiego człowieka. Nie potrzebowałem nikogo do zapewnienia sobie szczęścia. - Dziewięć na dziewięć dni to mało czasu? - spytałem nieco zdziwiony jego spojrzeniem. Oczywiście, że chciałem posiąść zdolność biegłej mowy w języku angielskim, starałem się.
- Raczej nie zmieni się nic co dotychczas, w ciągu dnia będę przesiadywać w Bibliotece, poszukam nieco więcej koneksji, które mogłyby przynieść nam więcej pożytku... w przypadku wyjazdów nie musisz się martwić, będziesz wiedzieć o wszystkim przed czasem. - stwierdziłem dość swobodnie, choć każda z części mojego ciała była napięta. Nie zamierzałem pozwalać na to, aby cokolwiek krzyżowało moje plany, nawet własny brat. Jego chorobliwa potrzeba rozplanowania wszystkiego nigdy mi nie przeszkadzała, nawet teraz. Rozumiałem go.
Podparłem się ręką na brodzie w zamyśleniu.
- Tak, zdecydowanie sowy nie są zbyt charakterystyczne w przeciwieństwie do drapieżników. - przytaknąłem, domyślając się, co ma na myśli. Łapał. Kąciki moich ust lekko powędrowały ku górze. Mimo to nie pozbywałem się wrażenia, że to właśnie te o ostrzejszych szponach i bardziej agresywnym usposobieniu mają w sobie siłę, na której warto było polegać. - Słyszałem, że to właśnie w rodzinie jastrzębiowatych są najsilniejsi lotnicy z Brytanii. - powiedziałem bardziej do siebie niż bliźniaka, choć dobrze wiedziałem, że słucha. Zawsze słuchał.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Powrót do góry Go down

Nie.
Słowem „lepsi” zastąpił „bezpiecznych”, zupełnie jakby szyfrował wiadomość - tylko po co, skoro dotychczas rozmawialiśmy bez podobnych ograniczeń? Czyżbym coś przeoczył? Odrzuciłem tę możliwość, przekonany, że Koka zauważyłby lukę w moim rozumowaniu. Dobór słów wynikał wyłącznie z braku precyzji.
Nie, ale to nie znaczy, że jesteśmy bezpieczni. Dokładnie tyle potrzebowałem wiedzieć, by uznać jego racje, nawet jeżeli przeczyły prostej intuicji.
To trwało tylko chwilę, ale czy mogłem łudzić się, że mój bliźniaczy brat to przeoczył? Na ułamek sekundy zacisnąłem powieki, słysząc o wydarzeniu sprzed kilku dni. Nie chciałem o tym pamiętać; właściwie wcale o tym nie myślałem, a jednocześnie obawiałem się zawodności własnych wspomnień.
- Nie jesteś w stanie obiektywnie ocenić, czy w rozumieniu prawa osadzenie cię byłoby sprawiedliwe. Tym zajmuje się sąd - sprostowałem, rozdrażniony tą niespójnością. Ostatecznie to sądy tworzyły sprawiedliwość, z samej definicji. Szybko uświadomiłem sobie, że mogłem zabrzmieć tak, jakbym sam osądzał Kostię. Przecież wcale nie żywiłem wobec niego żadnych ukrytych pretensji... prawda? - Czysto formalnie - wymamrotałem, niespokojnie wiercąc się na swoim miejscu. Z jakiegoś powodu zrobiło mi się niedobrze.
Skup się na faktach. Liczyło się to, że nie możemy dopuścić do aresztowania, a w szczególności odebrania nam różdżek.
- Chcesz doskonalić umiejętności magiczne, czy tak? - podchwyciłem niezwłocznie. - Klątwy i eliksiry, tak jak dawniej? A jeżeli dojdzie do walki wręcz? - trajkotałem szybciej niż byłem to porządnie przemyśleć. Kiedy rzecz dotyczyła samoobrony, nie spodziewałem się wiele po Konstantynie, a po sobie jeszcze mniej. Nie zawsze dało się w odpowiednio krótkim czasie wygenerować rozwiązania niewymagające tężyzny fizycznej.
Przewróciłem oczami, orientując się, że Kostia nie do końca poprawnie zinterpretował moje słowa. Przy czym spostrzegłem, że i ja wcześniej nie domyśliłem się, że przebywanie w bibliotece może nieść zaskakujące korzyści: słuchanie codziennej mowy krajowców. Tylko czy to na pewno dobry pomysł?
- Dziewięć dni to mało czasu. - I tyle, nic ponadto. Niezależnie od części doby poświęcanej nauce, sumienności czy umiejętności nauczyciela, w ciągu dwustu szesnastu godzin nie zdołałby opanować języka - chyba że rozdzieliłby je na mniejsze części, ćwicząc na przykład dwukrotnie w tygodniu. - Poza tym, czy sam przed chwilą nie powiedziałeś, że powinniśmy się ukrywać? - dodałem w nadziei, iż nie wyprowadzę go z równowagi. Rzadko udawało mi się w porę wychwycić sygnały ostrzegawcze, chociaż z rozumieniem Koki radziłem sobie nieporównywalnie lepiej niż z kimkolwiek.
Nie wiem, czy to zauważył, ale ucieszyłem się, gdy zgodził się uprzedzać mnie o wszystkich wyjazdach. Dopiero teraz, nieco bardziej rozluźniony, zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo bolą mnie zesztywniałe od napięcia mięśnie. Czyżbym aż tak się denerwował? Czym? Ucisk na żołądek odrobinę zelżał, a gdy Kostia się uśmiechnął, znów mogłem swobodniej oddychać.
- Siła nie wystarczy, kiedy będą mierzyły się z człowiekiem. Musiałbyś doręczać pocztę przez niedźwiedzia - skwitowałem, przekonany, że zalety płynące z sowiej niepozorności przewyższają ryzyko używania jastrzębi.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022

Powrót do góry Go down

Czasem zapominałem, że on po prostu taki był. Wydawał się ułomny, a jednak potrafił rozgryźć pewne kwestie, które starałem się komplikować, aby nie dostarczać mu dodatkowych zmartwień. Miał mózg, zdarzało mi się faktycznie przeoczyć ten punkt, ale nie cofnąłbym niczego z wypowiedzianych słów, bo wiedziałem, że czasem robiłem to specjalnie dla jego dobra. Swoje również miałem na uwadze, przecież nie robiłbym czegoś wbrew samemu sobie! Teraz niestety jedno musiało liczyć na drugie i tak jak wierzyłem w jego zdolności jako alchemika, tak nijak potrafiłem zaufać temu, co wypowie do kogoś bez mojej obecności. Nie podobało mi się to ani trochę. Jednym z lepszych przykładów było to, co właśnie zaproponował. Gdybym doszukiwał się drugiego dna, zrozumiałbym, że stara się mnie w pewien sposób skrytykować, jednak wiedziałem o tym, jak bardzo byliśmy związani. Wiedział, że nie zrobiłbym czegoś bez powodu, musiał wiedzieć. Nie dałbym nikomu nas zabić. Miałem przecież jeszcze stać się potężny, a Kiro... Kiro, był zawsze obok. Nie zamierzałem niczego zmieniać, więc zwyczajną bezczelnością wykazywał się ten, kto próbował postanowić inaczej.
- Tak, wiem, czym zajmuje się sąd. - odpowiedziałem po chwili ciszy, nie byłem zły, może trochę zawiedziony, ale ani na sekundę nie pozwoliłem temu uczuciu przejąć nad sobą kontroli, a co dopiero nad tonem głosu. - Musimy być mądrzejsi od sądu, bo czysto teoretycznie, kto jest winny, ten co strzelał, żeby zabić, czy ten, co zabił, używając magii? - spytałem go dość sprytnie, bo przecież wiadome było, że nasze restrykcje krajowe dotyczące ujawniania i używania magii przy mugolach były o cztery stopnie piekieł ostrzejsze niż te Brytyjskie. Czytałem przepisy prawne, może dziwne hobby, ale teraz przynajmniej nikt nie był w stanie mnie tym zaskoczyć. Być może gdyby zadziało się to na wyspie, którą teraz zamieszkiwaliśmy, mógłbym sądzić, że wynik nie został przesądzony wraz z zaklęciem uderzającym w mugola, choć i w to wątpiłem, bo przecież dla tubylców byliśmy nikim więcej, jak zagrożeniem, szczególnie gdy temat schodził na Lenina.
- Oczywiście, że klątwy i eliksiry, choć tym razem pokusiłbym się jeszcze o faktyczną obronę magiczną. Nie wiadomo, kogo za nami wyślą i... - zatrzymałem się na chwilę, powoli pozwalając jego pytaniu dotrzeć do mojego zakorzenionego, czarodziejskiego kodeksu osób czysto urodzonych, od których przejąłem nieco nie tylko gestykulacji, ale również znanej powszechnie moralności. Zapowietrzyłbym się, gdyby nie fakt, że byłem w tak wielkim szoku, aż odebrało mi na chwilę mowę. - Kim ty jesteś? - spytałem, nie oczekując odpowiedzi, bo sam zaraz wystrzeliłem - Czarodziejem. - sekundowe przerwy pozwalały mi na przemyślenie kolejnych słów, które miały paść. Nie zamierzałem go obrazić, a jedynie przypomnieć, że nie byliśmy byle kmiotami, którzy używali tężyzny fizycznej dla osiągnięcia jakiejś własnej satysfakcji, to były sposoby hołoty. - Czym wojujesz? - nie czułem wylewającego się patosu, a jedynie przypomnienie, którym karmiono młodzieńców i młodzianki z dobrze wychowanych rodzin. Może nie posiadaliśmy tego samego bogactwa co oni, ale aby to osiągnąć musieliśmy znać zasady. - Różdżką z rdzeniem. - wydawało mi się, że powtarzano to nawet nam, bo Durmstrang przecież nie był miejscem, gdzie bito się na pięści, a pogłębiające się cierpienie z wpływu czarno magicznych zaklęć. - A co z biciem? - przywodziło na myśl wyliczankę. Nie zamierzałem przestać, aż do niego dotrze dwojakość tych słów. Mógł nie rozumieć metafor, ale nie pozwalałem na to, aby zasiedliły się w nim jakieś barbarzyńskie marzenia dla chłopców urodzonych na ulicy. Nie mój brat. - Bardzo szkodzi. - ponownie poszybowała w jego kierunku odpowiedź. Nie bawiłem się przednio, byłem zły, ale w tonie nie dawałem po sobie tego poznać. Nie było sensu się na niego denerwować. Naczytał się zbyt dużo idiotycznych gazet. Marzenia go poniosły, bo cóż mogło innego? - Kto się bije? - wiedziałem, że zna odpowiedź, a jednak mimo to zaakcentowałem w naszym ukochanym języku - Głupcy młodzi. - następnym razem się zastanowi dwukrotnie, zanim znów palnie coś naprędce.
Czasem naprawdę zastanawiałem się, czy jesteśmy zrodzeni z tej samej matki... o ojcu wolałem nie myśleć, bo inaczej prawdopodobieństwo, że któreś z nas było synem tego tyrana, powodowało jakieś dziwne ukłucie w klatce piersiowej, jakby żalu? Emocje były dla słabych, więc szybko odciąłem się od tych farmazonów.
- Owszem dziewięć dni to mało czasu, ale proces poznawania języka jest długotrwały. - wypowiedziałem z niebiańską wręcz cierpliwością. Uspokoiłem się. Dla bliźniaka potrafiłem mówić dwa razy wolniej, a nawet czasem coś trzykrotnie powtórzyć. Dobrze, że w przypadku kwestii naukowych potrafiliśmy zgadzać się bez słów, dlaczego w takim razie robił problemy z rzeczywistości, w której to ja się najlepiej orientowałem? - Powinniśmy się ukrywać, owszem, ale jeszcze bardziej podejrzane jest zamykanie się na cztery spusty. Głównym kontekstem tego, co mówię, jest zachowywanie względnego spokoju i nieprzyciągania uwagi. Wiesz, że to tylko dla naszego dobra? - spytałem z zagwozdką, niby chcąc się upewnić, że rzeczywiście zależy mi na jego zdaniu. Wzrok przeniosłem na jedną z pobliskich sów. - Chciałbym już wrócić, ale nie sądzę, żeby w najbliższym czasie było to możliwe. Wiesz, co pisała babcia... - westchnąłem pod nosem, faktycznie pozwalając mu dojrzeć moją rozterkę, bo nie chciałem zostawać tu zbyt długo. Było brudno, ale nie tak jak w naszym Leningradzie, jakoś inaczej, Brytyjsko. Вернись...
Nigdy nie zamierzałem przysparzać mu kłopotu i stresu. Wydawało się, że w jakiś dziwaczny sposób był to mój wyznacznik, jak bardzo mi na nim zależy. Nic z tego, co przeżyliśmy, nie trzymało się ogólnych norm znanych w Brytanii, ale akurat o tym nie musiał nikt wiedzieć, nawet ja.
- Faktycznie, z człowiekiem ciężko, żeby cokolwiek mogło się zmierzyć. - odpowiedziałem już w nieco lżejszym temacie i tonie. Puszczyki... coś, co będzie mu przypominało o ZSRS. Może to był całkiem niezły pomysł? Przecież nie wszystko z przeszłości miało zgniłe korzenie.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Powrót do góry Go down

Nie potrafiłem ocenić, czy poczuł się urażony lub rozdrażniony moją nieprzemyślaną uwagą, a przecież brak wskazujących na to sygnałów mogłem tłumaczyć sobie trojako. Najmniej korzystnym spośród wyjaśnień byłoby roztargnienie, wręcz własna ignorancja, nie pozwalająca mi dostrzec prawdziwego znaczenia reakcji brata. Zapomniałem o liczeniu sekund pomiędzy zwieńczeniem mojej wypowiedzi a rozpoczęciem jego, nie spojrzałem mu w oczy, by poznać kierunek, w którym się zwróciły; nawet nie przeanalizowałem drgnięć mięśni mimicznych ani tonu głosu, a kiedy Koka skończył mówić, czas na prowadzenie obserwacji dobiegł końca. Byłem przecież głupcem, idiotą, skąd więc miałem wiedzieć? Nie przyznałbym się zatem do tego przed nikim, nawet przed moim bliźniakiem, ale odniosłem wrażenie, że zbaczamy z pierwotnego tematu rozmowy. Nawet jeśli nie potrafisz go zrozumieć, z pewnością istnieje jakiś powód, dla którego omawiacie prawnicze zawiłości, matole! Dlatego też słuchałem uważnie i, na tyle, na ile pozwalały na to moje możliwości intelektualne, próbowałem wyciągać wnioski.
- Zarówno magiczny, jak i mugolski wymiar sprawiedliwości uznają winnym tego, kto zabił - przyznałem. - Nikt nie będzie sądził zwłok, bo z dużym prawdopodobieństwem nie istnieją pragrafy dopuszczające taką możliwość.
Nie znałem wprawdzie treści ojczystego ani czarodziejskiego prawa karnego, jednak byłem prawie zupełnie przekonany, że nie wprowadzono w nim podobnego zapisu. Wyegzekwowanie wyroku na martwym człowieku nie miałoby najmniejszego sensu - może z wyłączeniem pobudek religijnych, o które nie podejrzewałem ani magicznej, ani sowieckiej władzy, lub propagandowych.
Westchnąłem ze zniecierpliwieniem, gdy zrozumiałem, dokąd zmierza ta wyliczanka. Pomimo całkowitego braku przekonania, zrozumiałem i przyjąłem do wiadomości to, co Kostia chciał mi przekazać. Miałem tylko nadzieję, że rezygnacja z umiejętności prowadzenia walki wręcz nie okaże się w przyszłości fatalnym błędem. Musisz mu zaufać... ale czy mój brat był nieomylny?
- Nie lubię, kiedy zadajesz mi pytania, na które sam podajesz odpowiedź - burknąłem, dając w ten sposób upust skrywanym wątpliwościom - i w dodatku bardzo uproszczoną, nieprecyzyjną.
Niewykluczone, że moje ciało po raz kolejny, mimowolnie, zdradziło mój niepokój, chociaż ani trochę nie chciałem się nim dzielić. Kogo ja próbowałem oszukać? Koka znał mnie lepiej niż ja sam.
- To właśnie miałem na myśli, mówiąc, że powinniśmy się więcej uczyć - odpowiedziałem. Zbyt mocno ściśnięty orzech wyślizgnął się spomiędzy moich palców, po drodze omal nie niszcząc misternie ułożonej konstrukcji. To dla naszego dobra. Tylko pokiwałem głową, bo przecież nawet nie pomyślałem, że mogłoby być inaczej. Ukrywanie się, unikanie zbędnej uwagi, kłopotliwych pytań, a nawet kłamstwa - wszystko to zebrane razem stanowiło naszą jedyną szansę na ocalenie. Mimo to naprawdę chciałem uciec do ojczyzny.
Zapatrzyłem się na pohukujące sowy, rozmyślając o tym, jak często gadatliwi czarodzieje zakłócają odpoczynek tych nocnych stworzeń.
- Szczególnie, że większość z nich czerpie dziwną satysfakcję z bezrozumnego niszczenia - skwitowałem. Nie zliczę, ile razy widziałem z premedytacją rozdeptane ślimaki czy ponacinane dla zabawy kory drzew.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022

Powrót do góry Go down

Nie patrzył mi w oczy. Już wiedziałem, że po mojej stronie leży zwycięstwo, bo również w słowach zawarta była szara rzeczywistość - skazaliby mnie. Nie próbowałem nawet przyciągać jego uwagi, choć od początku uważałem, że powinien mieć świadomość tego konkretnego elementu. Powód, przez który musieliśmy uciekać, bo właśnie takie było życie tych na końcu społecznego łańcucha pokarmowego. Nigdy nie zamierzałem stawać w takiej sytuacji po raz drugi, unikanie zagrożenia było o wiele rozsądniejsze! Kiro patrząc na całą tę sytuację, z pewnością by sobie nie poradził beze mnie. Dziwne wyobrażenia o prawości świata ewidentnie ściągnęłyby go w dół i co? Wolał gnić tam na podłodze antykwariatu? Czy takie właśnie były jego pragnienia? Właśnie to by się stało, gdyby tylko kula dosięgnęłaby któregoś z nas. Nie wiedziałem już, w jaki sposób interpretował tamten dzień, który w moich wyobrażeniach jeszcze nie wyblakł.
- Otóż to - odpowiedziałem w ukochanym, rodzimym języku. Dobrze byłoby ponownie choć przez chwilę posłuchać jednej z tych smętnych pieśni matek z ulicy, oczywiście nie dla mnie, dla Kiro, bo to on widocznie bardzo tęsknił za Leningradem. Mnie brakowało jedynie możliwości, jakie otwierał Żerca oraz dodatkowe zajęcia, pośród których zawierała się również nauka wielu innych dziedzin. Tutaj wszystko było nie tyle niemożliwe, ile bardziej utrudnione, choć i to nie sprawiało mi zbyt dużego problemu. Miałem własne sposoby na pozyskiwanie wiedzy i choć początkowo sprawiały one pewną trudność, nie urodziliśmy się po to, by osiadać na laurach. Starożytne Runy były warte wysiłku, bo w finalnym rozrachunku i tak wszystko uzyskałoby wynik dodatni - oczywiście bezpośrednio z pozytywnym skutkiem dla mnie!
Przemilczałem jego słowa, choć moim obserwacjom nie było końca, przecież właśnie dzięki nim potrafiłem określić, co działo się w głowie bliźniaka. Innych mógł oszukiwać, ale nie mnie. Znałem konkretne zachowania, które dość szybko dawały mi pewność co do jego opinii, szczególnie kiedy potwierdzał je również swoimi słowami.
Patrzył na sowy. Brakowało mu towarzystwa, wiedziałem to i w jakimś dziwnym przeświadczeniu podjąłem już decyzję, która mogłaby dać mu nieco uciechy. Starałem się nie zwracać uwagi na marazm ogarniający drugiego człowieka, ale to był mój bliźniak, ktoś ważny. Wypychałem z głowy przeświadczenie dotyczące tego, że zaczynam zwracać uwagę na kogoś emocje, po prostu wedle logiki to, co chciałem zrobić, wydało się bardzo dobrym pomysłem.
Bezrozumne niszczenie faktycznie nie miało sensu, to robione z premedytacją posiadało o wiele większą moc sprawczą i właśnie dlatego na dotychczas ściągniętej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Widziałem kruszejące się budynki i ludzi, którzy bili pokłon. Historia lubiła się powtarzać, a my mieliśmy być jednym z jego trybików. Nie widziałem innej możliwości.
Niedługo, potem kiedy wyszliśmy z lokalu, zaprowadziłem go na ulicę ze sklepami. Wiedziałem, gdzie sprzedawane są sowy. Moje wyjścia do Londyńskiej Biblioteki posiadały wiele dodatkowych atutów, o których nie zamierzałem mu wspominać. Zostawiwszy go na chwilę w sklepie z książkami, poszedłem po towarzysza, który miał mu być wiernym do końca swoich dni. Gdy ponownie spotkaliśmy się na ulicy, wręczyłem mu puszczyka uralskiego. - Nasz pobratymiec. - z tymi słowy oddałem mu stworzenie nawiązujące do wschodnich kresów naszego kraju. Będzie mu dobrze służyć. Musi.

| zt.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Ptasie Trele

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach