Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Salon II
AutorWiadomość
Salon II [odnośnik]03.04.20 17:48
First topic message reminder :

Salon

Serce niewielkiej kawalerki, wynajmowanej przez Frances. Pomieszczenie jest pełne doniczek z roślinami - od tych, używanych do eliksirów przez zioła aż po najróżniejsze kwiaty we wszystkich odcieniach niebieskiego. Pomarańczowa kanapa jest rozkładana i służy właścicielce za łóżko. Obok niej stoi stary fotel w renesansowym stylu w kolorze zgniłej zieleni. Naprzeciwko kanapy znajduje się stary, wielki regał, pełen najróżniejszego rodzaju ksiąg... Które można znaleźć też w innych miejscach kawalerki. Stoi tu również całkiem spora szafa, mieszcząca stroje panienki Burroughs. W całym mieszkaniu unosi się zapach ziół i kwiatów.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806

Re: Salon II [odnośnik]26.06.20 17:02
Panna Buroughs, zamieszkująca portowe doki od piętnastu, o wiele za długich, lat miała wrażenie, jakby powoli cały Londyn przekształcał się w jedną, wielką dzielnicę portową. Rebelianci, dementory oraz złodzieje, zbierający plony wojennego zamieszania sprawiali, że miasto w oczach delikatnej alchemiczki przypominało jeden, wielki port… A ten zamienił się w piekło. Nic więc też dziwnego że Frances, po tym jak ktoś nieprzyjemnie naruszył bezpieczeństwo niewielkiej kawalerki, postanowiła przeprowadzić się w bezpieczniejsze miejsce. Z tym zamiarem nosiła się od dawna, w końcu jednak uznała, że skoro powiedziała pierwsze słowo, należało pójść za ciosem i dokończyć sprawy, zamieniając stare marzenie w rzeczywistość.
Aby to osiągnąć potrzebowała pieniędzy. Nie udało jej się odzyskać sporej części skradzionych przez złodziejów przedmiotów, pozostawało jej więc pozbyć się tych, które posiadała aby móc wraz z pożyczką zapłacić za nowe lokum.
Ostrożnie uchyliła drzwi, wyraźnie nie pasujące do ościeżnic i odrobinę do nich przykrótkie - po włamaniu dopasowała jedne ze starych drzwi, zalegających w piwnicy wujowskiej kamienicy. Ubrana w błękitną, zwiewną sukienkę, z perfekcyjnie ułożoną fryzurą z pewnością nie wyglądała na kogoś, kto mógłby zamieszkiwać tę podłą okolicę. Kąciki ust dziewczęcia delikatnie uniosły się ku górze, gdy poznała przyczynę odwiedzin.
- Zapraszam do środka. - Dziewczę odsunęło się, pozwalając kobiecie wejść głębiej do niewielkiej kawalerki, zamykając za nią drzwi na podrdzewiały zamek. W mieszkaniu unosił się kwiatowy zapach, a pierwszym, co rzucało się w oczy były rośliny, znajdujące się wszędzie, gdzie tylko było to możliwe.
-  Napije się Pani czegoś? - Spytała, nie chcąc wyjść na niegrzeczną, by chwilę później przejść do konkretów, które zapewne najbardziej interesowały gościa. - Tak jak pisałam, meble są w całkiem dobrym stanie. Kanapa posiada możliwość spania, można ją rozkładać. Fotel jest drewniany, ma nowe obicie, tak samo jak pufy a tam… - Tu wskazała stół, znajdujący się w kuchennej części kawalerki -  Stoją krzesła, również drewniane. Mają trochę lat ale są solidne. Posiadam jeszcze jeden fotel w pracowni, jakby potrzebowała pani więcej niż jednego. - Zwięźle przedstawiła meble, jakimi panna Vane zdawała się być zainteresowana w kilku listach, jakie przyszło im wymienić po wszystkim pozwalając, aby kobieta spokojnie je obejrzała - w końcu to one były obiektem jej zainteresowania, nie Frances.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Salon II [odnośnik]07.07.20 0:01
Czuła, jak serce dudni jej z niepokoju w piersi. Okolica zdecydowanie nie należała do takich w których chciało przebywać się zbyt długo, a do tego czarownica była sama - już to samo w sobie prosiło się o kłopot. Vane zebrała jednak w sobie odwagę i mentalnie pchnęła swoje ciało pod niedopasowane do futryn drzwi. Zapukała nastawiając uszu, starając się wyłapać dźwięki kroków po których mogłaby spróbować wycenić czy powinna mieć powody do niepokoju. Szybko okazało się jednak, że nie. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Shelta uśmiechnęła się dziękczynnie do schludnie uczesanej gospodyni podążając za nią. Zaskoczona prezentowaną przez nią elegancję sama poczuła się jak jakiś dziki kocmołuch. Przechodząc przez próg machinalnie sięgnęła ku swobodnie rozpasanym na głowie włosom by je ugładzić i zaczesać za ucho. Portowa wilgoć zdążyła już je powyginać w spirale i serpentyny co nie ułatwiało zadania. Kiedy ręce w miarę dyskretnie (jak i nerwowo) starały się sprawić by chociaż wywarła dobre drugie wrażenie - oczy poruszały się po zielonym gąszczu podwieszonych bądź ustawionych dookoła roślin. Kilka rozpoznała, lecz na dłużej jej uwagę przykuła jedna konkretna - To miodunka, prawda? Portowy klimat musi jej sprzyjać... dawno zaczęła pani kwitnąć...? - mruknęła niepewnie, następnie bąknęła orzekając bardziej do siebie niż do kogokolwiek po to by na koniec spróbować zaspokoić zrodzoną ciekawość - Zwykła czarna herbata, jeżeli to nie kłopot - była chętna skorzystać z uprzejmości. Nie zapomniała jednak o tym z jakiego to też powodu się tu znalazła dlatego też jednak w pierwszej kolejności przelała swoją uwagę na prezentowane meble. Podeszła do kanapy. Wydawała się trochę za długa - Kanapa rozkłada się pod wpływem zaklęcia facere, czy jest w jakiś sposób już zaklęta? Byłby to dla pani problem, by ją rozłożyć...? - nie wiedziała jak bardzo duża być potrafiła po rozłożeniu. Funkcjonalność mebli należących do czarodziei nie była taka oczywista i Vane na wszelki wypadek wolała nie próbować być taką hop do przodu. Jeszcze wyszłoby, że mebel rozkłada się na szerokość całego pokoju, a próba samodzielnego zarządzania nim mogłaby doprowadzić do zdewastowania wszystkiego dookoła - Tak, bardzo chętnie. Im więcej tym lepiej. Miałam ostatnio okropny problem z bahankami. Musiała pani słyszeć co nieco o tej potwornej pladze i cóż...te z którymi przyszło mi walczyć upodobały sobie umeblowanie... Da pani wiarę?



angel heart | devil mind
Shelta Vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Re: Salon II [odnośnik]07.07.20 14:18
Prezencja dla pany Burroughs była rzeczą niezwykle istotną, pozwalającą roztaczać odpowiednią otoczkę, mającą być dopełnieniem do jej perfekcyjnej maski, za którą skrywała wszystko, co tylko mogło przeważyć na jej niekorzyść. Nie miała jednak zamiaru oceniać kobiety, która przekroczyła próg jej domu, w ostatnim czasie przekonała się, że osądy spowodowane pierwszym wrażeniem aż nazbyt często bywają mylne.
Uśmiech pojawił się na ustach blondynki, gdy jej gość zwrócił uwagę na jedną z jej roślin. Zielarstwo należało do kręgu zawodowych zainteresowań Frances, nawet jeśli nie raz słyszała, że odrobinę przesadziła z ilością doniczek znajdujących się w niewielkiej kawalerce.
- Tak, to miodunka, dokładniej odmiana plamista. Kwiaty pojawiły się jakoś na początku marca, zdążyłam je już raz zebrać, aby pozyskać z nich składniki alchemiczne. - Zaczęła, na chwilę przenosząc spojrzenie na roślinę o fioletowych już kwiatach. - Portowy klimat całkiem jej odpowiada, lecz i tak staram się zasilać rośliny przynajmniej raz w miesiącu odpowiednim eliksirem, rosną wtedy okazalsze. - Dodała wzruszając delikatnie wątłymi ramionami. Nie widziała niczego złego we wspomaganiu roślin eliksirem, zwłaszcza gdy przynosiło to pozytywne skutki.
Gdy tylko panna Vane wyraziła chęć napicia się herbaty, Frances zakręciła się w części kuchennej przygotowując herbaciany napar. - Tak, wystarczy rzucić zaklęcie, zaraz pani pokażę… - Odpowiedziała, zalewając filiżanki naparem ze swojego zaczarowanego zestawu by po chwili ustawić je na blacie stołu. - Proszę. - Rzuciła zerkając w kierunku kobiety, by następnie wyciągnąć jasną różdżkę zdobioną delikatnymi rzeźbieniami. -Facere. - Wypowiedziała, kierując różdżkę na kanapę. Z dłuższej części kanapy wysunęła się skrzynia zatrzymując się równiutko z końcem krótszej części, poduszki z siedziska przesunęły się a te, znajdujące się na oparciu opadły, tworząc płaską powierzchnię do spania. - Jak pani widzi, nie zajmuje wiele miejsca, a może posłużyć za miejsce do spania, to samo zaklęcie ją składa. - Dodała, prezentując sposób w jaki składa się kanapę. Nie miała pojęcia, jak to wszystko dokładnie działa, do tej pory jednak magiczny mechanizm ani razu jej nie zawiódł.
Uważnie słuchała słów, padających z ust panny Vane podchodząc do stołu by upić łyk łyk gorącej herbaty. - Ach tak, słyszałam o tym. Moje mieszkanie na szczęście nie ucierpiało, ale miałam bardzo dużo zamówień na bahanocyd. Sąsiadka mówiła mi, że jej znajomej bahanki zeżarły wszystkie okna. - Panna Burroughs pokręciła z niedowierzaniem głową, gdyż wcześniej nie przypuszczała, że te szkodniki potrafią być tak uporczywe. -Chce pani zobaczyć drugi fotel? - Spytała, unosząc z zaciekawieniem brew ku górze. Nie zwykła zapraszać nieznajomych do jej pracowni, ten wypadek zdawał się jednak być wyjątkowym.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Salon II [odnośnik]10.07.20 22:46
Będąc prostoduszną istotą pozwalała na to by przywdziewane co rusz maski perfekcyjności na cudzych twarzach zlewały się z rzeczywistością, zaskakiwały, zachwycały. Może to była nie tylko kwestia jej natury, lecz również zawodu - zmysłem pozwalającym uchwycić numerologię nie był wzrok i z tego też powodu za spostrzegawczą uchodzić nie mogła. Jeżeli więc Franceska chciała zrobić na niej wrażenie perfekcyjnej gospodyni to bez wątpienia osiągnęła.
Będąc prowadzoną w głąb mieszkania przypominającego polanę (a może dżunglę...?) podzieliła swoją uwagę między swoją przewodniczkę, a otaczającą ją roślinność. Mimo wszystko jako naukowiec, a przede wszystkim alchemik, nie mogła być niewrażliwa na bogactwo różnorodności hodowanej w pomieszczeniu flory. Jeden z bliżej usytuowanych okazów przyciągających spojrzenie intensywnie fioletowymi kwiatami w sposób szczególny przykuł jej uwagę. Od pewnego czasu zastanawiała się nad poświęceniem czasu i założenie własnej szklarni. Nie wiedziała jednak ku jakim roślinom pochylić na początek swoją uwagę - mimo wszystko była botanikiem-amatorem.
- Och - mruknęła notując sobie w pamięci, że kobieta prawdopodobnie posiada również jakąś wiedzę z zakresu alchemii zaczęło ją interesować czy to hobby, czy jednak coś więcej. Może mogłaby się poradzić w sprawie roślin? Myśl ta jednak odsunęła się w chwili obecnej na bok tak, by nie zakłócić głównego powodu dla którego się tu znalazła. Musiała się pilnować. Głupio byłoby wyjść zaopatrzonym w nową widzę, lecz bez żadnego mebla - nie było to takie nierealne.
Przyglądała się jak mebel plastycznie poddaje się zaklęciu rozkładając się na wymiar dość zwyczajny. Vane pasowało to, że kanapa nie była zaklęta i reagowała na zwykłe zaklęcie użytkowe. Jako biegły numerolog, a tym bardziej transmutolog miała w planach nieco popracować nad jej wymiarami czy kolorem, a im mniej udziwnień mebel posiadał na strat tym łatwiejsze miało to być do osiągnięcia.
- Na pewno ją wezmę - rzuciła z entuzjazmem mając już w swej wyobraźni scenę w której znów jak człowiek gnieździć się może przed kominkiem w sposób inny niż na podłodze. Ciepło przebijające się przez porcelanę filiżanki jedynie wzmagało to wyobrażenie. Odstawiając naczynie na lewitujący obok talerzyk dotknęła oparcia wysłużonego krzesła oprawionego w nowe obicie jakby je testując choć samej nie do końca wiedząc czego miała się spodziewać. Zamrugała po kilkakroć szybciej - Właśnie. Troszkę niezręcznie mi zapytać, jednak... wspomniała pani, że meble swoje już mają i tak mnie zaczęło zastanawiać - czy należały do kogoś kto już nie żyje i dlatego są wyprzedawane...? - nie chciała być wścibska czy dociekliwa. Obawiała się jednak możliwości potencjalnego nawiedzania przez prawowitego właściciela. Nie żeby miała coś do duchów, jednak na co dzień potrzebowała skupienia. Być może była nieco naiwna myśląc, że jeżeli istniało takie zagrożenie to zostanie ostrzeżona przez sprzedawczynię ale co zrobić.
- Tylko okna? Zaskakująca jest ta wybiorczość. Niemniej z dwojga złego ciesze się, że ostatecznie padło jednak na wszystko na czym można siedzieć, niż na wszystko co jest zatopione w ścianę. - Mieszkając na nabrzeżu w trakcie szalejących wiosennych sztormów zdecydowanie wolała mieć w ścianach okna - A więc jednak zajmuje się pani alchemią, tak? Czy to jednak hobby? Bo prawdopodobnie mogłabym mieć do pani interes innej natury - napomknęła śmielej wzrocząc znad filiżanki kobietę której kiwnięciem głowy przytaknęła - chciała zobaczyć.



angel heart | devil mind
Shelta Vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Re: Salon II [odnośnik]11.07.20 15:21
Ciepły uśmiech pojawił się na ustach dziewczęcia, gdy kobieta wyraziła chęci zabrania kanapy. Im więcej mebli uda jej się sprzedać, tym mniej będzie miała do zabrania z tej niewielkiej kawalerki do nowego mieszkania, jednocześnie posiadając niewielką sumę, na dokupienie potrzebnych mebli. Część z nich miała odziedziczyć po poprzednich właścicielach, część jednak będzie musiała w jakiś sposób zorganizować.
- Fantastycznie! - Odpowiedziała z entuzjazmem równym temu, jaki przejawiła goszcząca u niej kobieta. Obie z pewnością skorzystają na tym interesie, a panna Burroughs miała nadzieję, że meble będą dobrze służyć nowemu właścicielowi.
Zaskoczenie wymalowało się na jej twarzy, gdy kolejne pytanie powędrowało w jej kierunku, na to, z pewnością nie była przygotowana.
- Och, nie! Z pewnością nikt nie umarł! - Zaprzeczyła od razu, robiąc niewielką pauzę, aby zebrać wszystkie myśli w jedno, by z jej kolejny słów nie wyszedł niezrozumiały bełkot, pełen najróżniejszych faktów. - Część z nich zabrałam z domu rodzinnego, odnowiłam jedynie obicia. A teraz… Cóż, wyprowadzam się z miasta, gdyż nie czuję się tu bezpiecznie. Złodzieje zaczęli zapuszczać się nawet tam, gdzie wcześniej by się nie odważyli. - Wzruszyła ramionami, nie chcąc zagłębiać się bardziej w ostatnie wydarzenia. Teraz liczyło się dla niej tylko to, że już niedługo przestanie bać się o swoje bezpieczeństwo, mając ciszę oraz spokój, jakich potrzebowała by oddać się pasjom oraz pracy naukowej. Większa odległość od rodziny, zdawała się być jedynie kolejnym plusem na rachunku wszelkich za oraz przeciw wyprowadzki z paskudnego otoczenia.
- Tak tylko okna, mnie też to zadziwiło - Odpowiedziała, uprzejmie kiwając głową, jakby chcąc potwierdzić, że utrata krzeseł była mniejszym problemem, niż utrata okien. Ona sama miała okazję mierzyć się z częściowym brakiem szyb w oknach po rabunku, uważając to za co najmniej problematyczne, nawet w cieplejszych miesiącach roku.
Zaciekawienie błysnęło w szaroniebieskich oczach, gdy kolejne słowa opuściły usta jej gościa. Uwielbiała wyzwania zawodowe oraz wszystko, co było z nim powiązane, teraz jednak przypuszczała, że zapewne chodzi o jakieś eliksilarne zamówienie.
- Hobby to ładne określenie, ja jednak nazwałabym to życiową pasją. - Zaczęła, by upić kolejny łyk herbaty. - Pracuję jako alchemik w szpitalu Świętego Munga, przyjmuję też prywatne zlecenia, a po godzinach próbuję swoich sił w tworzeniu nowych receptur. - Panna Burroughs czuła się na tyle swobodnie, by przyznać się do tego, co w ostatnim czasie najbardziej pochłaniało jej wolny czas. - Zapraszam. - To powiedziawszy, jasnowłose dziewczę poprowadziło swojego gościa do niewielkiego pomieszczenia, będącego niegdyś garderobą. Pracownia była na tyle niewielka, że dało się w niej zrobić jedynie dwa kroki. Jedną ścianę zajmował wielki regał pełen ingrediencji, fiolek oraz eliksirów, pod drugą zaś stał stół alchemiczny, z kociołkiem oraz kilkoma mapami nieba, nadal rozłożonymi na blacie. Obok stołu stała wysoka sterta książek o najróżniejszych naukowych tytułach powiązanych z astronomią oraz alchemią oraz fotel z podłokietnikami, będący obiektem ich zainteresowania. - To ten fotel, jest całkiem wygodny, a na początku kwietnia wymieniałam obicie po małym… incydencie alchemicznym. - Dodała, pozwalając gościowi zapoznać się z meblem.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Salon II [odnośnik]12.07.20 14:57
Spojrzała raz jeszcze na mebel czując jak przyjemne uczucie posiadania wprawia ją w dobry nastrój. Rzeczy co prawda nie były nowe, nie posiadały żadnej wspólnej cechy mogącej sprawić, że kanapa w połączeniu z krzesłem zacznie być postrzegana jako komplet. Miało to jednak swój urok który Shelta jako numerolog posiadający szczególną wiedzę na temat teorii chaosu dostrzegała.
Doskonale zdawała sobie sprawę z nietypowej natury pytania. Niewielu czarodziei mimo wszystko wierzyła w przesądy czy obawiała się niechcianej, duchowej interwencji. Vane jednak w swej krwi prócz głodu wiedzy kryła miłość do podań i wierzeń opowiadanych jej przez matkę, czy też babkę. Istotnym było więc dla niej by nie nabywać mebli po nieboszczyku, a przynajmniej nie świeżym czyli takim którego przywołać na nowo do żywych mogła uraza do nieposzanowania jego własności. W ogóle byłoby to też niezręczne dla czarownicy - czy to by z niej robiło cmentarną hienę zyskującą na cudzej śmierci...? Szczęśliwie nie musiała się rozwijać w swych myślach - z mieszaną ulgą przyjęła wyjaśnienie - cieszyła się, że powód wyprzedaży był inny od przypuszczanego, lecz jednocześnie żal jej było kobiety.
- Rozumiem i wcale się nie dziwię. Mam nadzieję, że w nowym miejscu będzie się Pani czuła bezpieczniej - życzyła jej tego z całego serca nie chcąc sobie nawet wyobrażać niepokoju, który mogła odczuwać na co dzień. Sama pewnie na jej miejscu postąpiłaby tak samo.
Nie wiedziała co mogło kierować bahankami w doborze ich kulinarnych gustów, lecz co rusz kiedy słuchała kolejnych porcji informacji o ich wyszukanym smaku tym bardziej zaczynało ją to ciekawić. Kto wie, może kiedyś się nad tym pochyli bardziej w wolnej chwili. Teraz jednak kiedy myślała obadaniach czy pracy w stronę której chciała skierować swoje naukowe kroki były to bardziej alchemiczne rejony. Praca nad magicznymi zwierzętami nie była zdecydowanie tym w czym czuła się jakkolwiek pewnie. Dlatego też rąbek tajemnicy uchylony przez pannę Burroughs sprawił, że w myślach kłębiła się już nie jedna, a mnoga ilość potencjalnych propozycji z którymi na ten moment się jednak wstrzymała. Zamiast tego przeciągnęła dłonią po podłokietniku prezentowanego fotela kierując ją w stronę oparcia, które ścisnęła. Wydawało się wygodniejsze niż mogłoby się posądzać. Do tej pory przesiadując w swojej pracowni właściwie przeważnie stała - może powinna to zmienić...?
- Ile pani chciałaby za całość? Mam na myśli kanapę, krzesła, te kilka puf widzianych wcześniej oraz fotel..? - zaczęła zastanawiając się czy nie była rozrzutna i czy jednak nie potrzebowała mimo wszystko mniej mebli. Z drugiej strony - lepiej mieć jedno, czy dwa siedziska w nadmiarze niż potem zastanawiać się gdzie usadzić gościa bądź klienta - Mogłabym je zabrać wszystkie choćby i dziś, teraz jeżeli to pani nie przeszkadza - dodała myśląc, że może będzie to na tyle kusząca propozycja że kobieta zejdzie z ceny o kilka sykli. Transmutacja mimo wszystko była bardzo praktycznym odłamem magii - Shelta bez większego kłopotu była w stanie sprawić, że każdy mebel za nią wymaszeruje lub też odpowiednio się skurczy mieszcząc się z całą swoją meblową bracią w mniejszym worku.
- Jak również,m tak jak wspomniałam wcześniej myślę, że mogłybyśmy prócz tego zawiązać innego rodzaju współpracę, jeżeli byłaby pani chętna. Początkowo pomyślałam, że jest pani może botanikiem i być może byłaby pani skłonna polecić jakiegoś rodzaju zioła do hodowli dla osoby początkującej w tym temacie, lecz teraz zastanawiam się, czy skłonna byłaby mi pani udzielić kilka lekcji dotyczących samej alchemii, a w tym głównie eliksirów leczniczych. Oczywiście odpłatnie lub też w zamian za konsultacje numerologiczne bo tak się składa, że tym ze specjalizacji jestem i jeżeli potrzebuje pani przedyskutować naturę prowadzonych przez siebie doświadczeń od zaplecza teoretycznego przed przejściem do praktyczniejszej części eksperymentów to służę radą i pomocą.



angel heart | devil mind
Shelta Vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Re: Salon II [odnośnik]12.07.20 22:31
Panna Burroughs posłała dziewczęciu ciepły uśmiech, będący podziękowaniem za miłe słowa, które odrobinę poruszyły jej serduszkiem. Nie przywykła do równie ciepłych słów ze strony najbliższej rodziny, która zdawała się nie interesować jej dziejami, tym bardziej nie przywykła do takich słów, padających z ust obcej, nieznanej jej osoby. Miała jednak nadzieję, że właśnie na to zasłużyła, tymi wszystkimi latami wyrzeczeń oraz noszenia na swoich barkach ciężaru rodziny… Na bezpieczeństwo oraz odrobinę spokoju.
Przez jedną chwilę zamyślenie pojawiło się na twarzy jasnowłosej alchemiczki. Potrzebowała pieniędzy, zwłaszcza gdy czyhała na nią przeprowadzka… Nie potrafiła jednak wywindować wyższej, z pewnością nieuczciwej ceny za kilka starych mebli. Miała jedynie nadzieję, że ta uczciwość nie wyjdzie jej bokiem.
- Tak jak umawiałyśmy się w liście. - Odpowiedziała, wzruszając delikatnie wątłymi ramionami. Nie byłaby sobą, gdyby w odpowiedzi na zapytanie nie zamieściła w wiadomości informacji, mającej przygotować potencjalnego kupca na wydatek. Była niemal pewna, że cena była uczciwa i miała nadzieję, że jej gość również tak uważa, a jeśli nie, była gotowa na odrobinę negocjacji. - Oczywiście, to nie będzie najmniejszym problemem. - Sama na miejscu kobiety nie chciałaby być zmuszoną wybierać się do dzielnicy portowej po raz drugi, a dla niej brak mebli nie był problemem. W ostatnich dniach mało bywała w swoim mieszkaniu, odliczając dni do momentu, gdy będzie mogła wynieść z niego wszystkie rzeczy raz na zawsze zamykając rozdział portowego życia.
Zainteresowanie coraz mocniej wymalowywało się na twarzy jasnowłosego dziewczęcia, gdy gość odkrywał coraz więcej kart, tym samym wzbudzając jej zainteresowanie. Przyszło jej pracować w dość zmaskulinizowanym środowisku, w którym nie raz spotykała się z podważaniem jej wiedzy bądź  umiejętności przez sam fakt posiadania innej płci bądź ukończenia jedynie ministranego kursu. Druga kobieta, specjalizująca się w naukowej dziedzinie wzbudzała jej zainteresowanie oraz swego rodzaju podziw - wiedziała, jak na tych ścieżkach bywało ciężko.
- W zasadzie, jestem w stanie pomóc pani w obu przypadkach. Z racji zawodu mam doświadczenie w hodowli roślin, tak łatwiej mi o niektóre składniki, jakie potrzebuję do eliksirów. Byłabym w stanie podpowiedzieć, jeśli chodzi o dobór odpowiednich roślin na początek. - Kąciki ust panny Burroughs uniosły się delikatnie ku górze. Ilość doniczek, znajdujących się w jej mieszkaniu jedynie potwierdzała jej słowa. Nad kolejną propozycją zastanowiła się przez dłuższą chwilę. Nie miała większego doświadczenia w przekazywaniu wiedzy nie licząc szkolnych lat, gdy czasem pomagała rówieśnikom w odrabianiu prac domowych, zwykle z astronomii bądź alchemii. Wyjaśnienie działania eliksirów leczniczych nie brzmiało jednak jak wyzwanie, zwłaszcza w momencie gdy codziennie przychodziło jej je przyrządzać.
- Na wstępie powiem, że nie mam doświadczenia jako nauczyciel, moje lekcje mogą więc odbiegać od tych, udzielanych przez profesjonalnych nauczycieli. Mam jednak sporą wiedzę w dziedzinie alchemii i chętnie rozwieję wszelkie wątpliwości bądź podzielę się wiedzą. - Złote pukle delikatnie zatańczyły wokół bladej buzi, gdy kobieta kiwnęła głową w potwierdzeniu swoich słów. - Konsultacje numerologiczne z pewnością mi się przydadzą, gdyż nie miałam okazji zgłębić jej tajników. - Dodała, uważając możliwą wymianę wiedzy na inną wiedzę bądź kilka monet za jak najbardziej uczciwą. Kto wie, może doprowadzi to do jakiejś interesującej, naukowej współpracy? Podobnej szansy panna Burroughs nie chciała przegapić.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Salon II [odnośnik]14.08.20 20:06
- Ouch...tak więc ja się zdecyduję. Na wszystko - mruknęła uśmiechając się z zadowoleniem. Ona sama była nieco bardziej roztrzepaną w życiu codziennym istotką i teraz sobie dopiero zdała sprawę z tego, że źle zrozumiała zapis w liście. Zaskoczyła się jednak bardzo przyjemnie swoją niewiedzą: myślała, że zaproponowana cena dotyczyła kilku mebli i tak właściwie w głębi duszy obawiała się, że teraz ta stawka zostanie podniesiona, lecz wychodziło na to, że dotyczyła każdego mebla! Doskonale.
Jeżeli chodziło o transport to ten był dla niej najmniejszym kłopotem. W końcu sprawnie posługiwała transmutacją. Nie rozdrabniając się za bardzo sięgnęła po różdżkę za pomocą której skurczyła najbliżej znajdujący się jej mebel tak, że mógł uchodzić za część kompletu domku dla lalek. Schyliła do ziemi po fotel, a raczej fotelik i bez większej trudności podniosła go tak, jakby był drewnianym klockiem. Zamyśliła się... - Miałaby pani jakieś pudełko lub jakieś stare wydanie gazety...? Tak bym mogła zawinąć coby mi się nie połamało w torebce. Niby się nastawiałam, że kupię ale jak przyszło co do czego to wychodzi, że nie bardzo się na to przygotowałam... - poprosiła. Miała nadzieję, że nie kłopotała swoim nieprzygotowaniem gospodyni. Zaraz zabrała się za zmniejszanie reszty umeblowania. Słuchając o tym, że czarownica była skora do utrzymania kontaktu w sprawach nie związanych z dzisiejszym zakupem. Nie znała czarownicy jakkolwiek, lecz ta zrobiła na niej wrażenie uprzejmej, sumiennej. Takich ludzi się zapamiętywało bo nie było ich zbyt wiele. Równie niewielu alchemików też znała, a spora cześć kontaktów urwała się wraz z pogłębieniem się konfliktów w Londynie. Potrzebowała nowych znajomości. Nowych umiejętności.
- Pozwolę więc sobie, jak i zachęcę również i panią, do podtrzymania korespondencji - odezwała się jeszcze przekazując dystyngowanej (przynajmniej w jej postrzeganiu) czarownicy mieszek z należnością za meble odczekując w razie, jakby ta chciałaby przeliczyć pieniądze czego nie miałaby jej za złe. Wszyscy teraz byli przezorni i to rozumiała. Po wypełnieniu wszelakich formalności biznesowych pożegnała ją. Zamierzała wrócić do swojej wieży i cieszyć się z zakupu.

|zt



angel heart | devil mind
Shelta Vane
Zawód : Naukowiec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 https://i.pinimg.com/originals/a8/4a/37/a84a37cf278a89bc1624516ff1f8d801.gif
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6786-nathalie-dluga-budowa#177379 https://www.morsmordre.net/t7019-fiu#184686 https://www.morsmordre.net/t7020-shelta-vane#184691 https://www.morsmordre.net/f255-lancashire-stara-latarnia-morska-w-fleetwood https://www.morsmordre.net/t7030-skrytka-bankowa-1707#184954 https://www.morsmordre.net/t7029-shelta-vane
Re: Salon II [odnośnik]15.08.20 18:03
Panna Burroughs z zadowoleniem kiwnęła głową. Potrzebowała w tym momencie pieniędzy, a sprzedaż mebli z pewnością dopełniłaby fundusz, przeznaczony na kupno nowego domu. Do tej pory mogła skorzystać z mebli należących do jej rodziny, znajdujących się gdzieś, w piwnicach kamienicy. Wszystko, co mogło przybliżyć ją do opuszczenia podłych doków zdawało się wyjściem lepszym, od dalszego tkwienia w tym paskudnym miejscu.
- Tak, chwilkę... - Odpowiedziała, na pytanie dotyczące pudełeczka. Tych w jej mieszkaniu było całkiem sporo, za sprawą wypełniania prywatnych zleceń na eliksiry - nie chciała, by przyrządzone dobra przypadkiem potłukły się w transporcie. Panna Burroughs otworzyła jedną z komód, by wyjąć z niej niewielkie, drewniane pudełeczko. - Proszę, w tym nie powinny się połamać. - Odpowiedziała, posyłając kobiecie delikatny uśmiech. Musiała przyznać, że panna Vane wykazała się sprytem pomniejszając meble, aby móc spokojnie je przetransportować. Odnotowała w pamięci ten sposób, na wszelki wypadek, gdyby było jej to potrzebne przy zbliżającej się przeprowadzce.
- Z przyjemnością potrzymam korespondencję z panią. Mam nadzieję, że meble będą dobrze służyć. - Z tymi słowami przyszło jej pożegnać się z dziewczyną. Przeliczyła wręczone jej pieniądze, po czym odprowadziła pannę Vane do przykrótkich drzwi, dając jej kilka rad, dotyczących dokowych uliczek. Przy tak obiecującej się współpracy bądź znajomości, jaka mogła się między nimi nawiązać, wolała oszczędzić dziewczynie przypadkowego skręcenia w te, najmniej interesujące części portu z których nie raz nie wychodziło się żywym.
Kilka minut później, gdy sylwetka zniknęła z zasięgu wzroku, spoglądającego zapewne jeden z ostatnich razy przez niewielkie okienko, panna Burroughs weszła kilka pięter wyżej - do mieszkania wujostwa, by pożyczyć od nich rozkładany fotel i kilka krzeseł.
Na niedługo, ledwie kilka dni które dzieliły ją od wymarzonej wyprowadzki z tej podłej, zapomnianej przez Merlina części miasta. I nadal nie potrafiła uwierzyć, że jej marzenie miało się ziścić.

/zt.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Salon II
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach