Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Piwnica
AutorWiadomość
Piwnica [odnośnik]29.09.20 17:08
First topic message reminder :

Piwnica i szczurze królestwo

Królestwo dla szczura Pimpusia, jadłodajnia Pimpusia i Steffka w szczurzej postaci, miejsce na książki, które nie mieszczą się już w salonie, prowizoryczny barek. 

Pułapki: Cave Inimicum (cała posesja) Duna (przed domem), Lepkie Ręce (wejście), Zemsta Płomyka (za drzwiami wejściowymi, na ciężkie słowniki run), Abscondens (ściana w salonie i w kuchni), Nigdziebądź (na cały parter)


intellectual, journalist
little spy



Ostatnio zmieniony przez Steffen Cattermole dnia 13.12.21 11:42, w całości zmieniany 3 razy
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Re: Piwnica [odnośnik]04.01.22 2:54
Odkąd rozpoczął pracę w Banku Gringotta, zabezpieczenia stały się jego prawdziwą pasją i eksperymentował z nimi coraz śmielej. Klątwy miały to do siebie, że musiały być zdejmowane. Pułapki pozwalały ćwiczyć białą magię, robić coś dobrego i przede wszystkim wyżywać się kreatywnie. Pod okiem goblinów, rzecz jasna. Kiedyś nabierze na tyle śmiałości, by postawić w swoim domu Albamortem albo Contramortem, ale (przyjaciół by to zdziwiło, ale w pracy i pasji był profesjonalny) nie chciał próbować zbyt pochopnie, nie we własnym domu. Odkąd pracował na tytuł specjalisty od zabezpieczeń (młodszy brzmiało okropnie, zwłaszcza w ustach goblinów), dopytywał za to, czy domy jego przyjaciół są dobrze zabezpieczone. Castor mieszkał u aurorów, jego pytać nie musiał - podobnie jak wujka Steviego, w którego zdolności i zdrowy rozsądek szczerze wierzył.
-Spisaliśmy... no, ty to zorganizowałeś, Castor... - wybąkał, pąsowiejąc lekko (oby w punktowym świetle w piwnicy nie było tego widać!). -To świetnie, że Minister jest zadowolony! A Marcelowi... przyda się coś takiego, jakaś akcja. No i on naprawdę dobrze kradnie. - podzielił się tą wiedzą beztrosko, mając na myśli rzecz jasna przestępstwa ku chwale Zakonu, nic innego. -Ratuszu...? Castor, czy on... tobie... STARY, GRATULACJE! - klepnął Sprouta w ramię tak mocno, że gdyby zrobił to ktoś inny to aż by zabolało - ale na szczęście Steff nie miał specjalnie dużo krzepy. Wyczuł przy okazji wystające łopatki, zbyt wystające, ale miał (o dziwo) na tyle taktu by nie skomentować, jak bardzo Sprout wychudł.
-Zrobię potem kanapki, co? - zaproponował, kojarząc, że tworzenie talizmanów to czasochłonne zajęcie. Pewnie spędzą tu wiele godzin, zwłaszcza rozkładając każde połączenie run na czynniki pierwsze.
-Jestem do twojej dyspozycji i jutro i pojutrze. - obiecał gorliwie, wracając do tematu. -I chętnie posłuchał o tych ziołach, razem z mugolami. - uśmiechnął się blado. Na naukę nigdy nie jest za późno. Niegdyś niektóre jej dziedziny go nudziły, ale teraz doceniał coraz więcej nowych informacji - może faktycznie wychodził z niego wewnętrzny Krukon?
-Pracuję w banku goblinów, mogłem je kupić jako pracownik! Znaczy, pożyczyć - w testamencie zobowiązałem się zwrócić im srebro po mojej śmierci, ale nie planuję prędko umierać! - pochwalił się Castorowi, choć w jego głosie wybrzmiała nuta niepewności. Trwała wojna, mógł umrzeć w każdej chwili. Oby nie. To srebro było naprawdę drogie!
Obserwował pilnie jak Castor tworzy runę natchnionego twórcy, zaglądając mu przez ramię i co jakiś czas wtrącając swoją radę albo pomocne słowo.
-Udało się! - bardziej stwierdził niż spytał, gdy Sprout odchylił się wreszcie na krześle. Nie znał się na alchemii na tyle, by ocenić ten aspekt wykonania talizmanu, ale na pierwszy rzut oka widział, że połączenie run jest spójne i jak najbardziej poprawne, że magia zakorzeniła się w wypisanych przez Sprouta znakach.
-To co teraz? Wspominałeś coś o runie szczególnej krwi? - uśmiechnął się, przypominając sobie jak Castor streszczał mu plan dnia w drodze do Szczurzej Jamy. -Przygotuj wszystko, zaraz wracam! - popędził do kuchni i wrócił z talerzem dziesięciu herbatników i kanapek ze starego chleba ze świeżym twarogiem. -Częstuj się w przerwach. - poprosił, pakując sobie do ust herbatnika. Żałował, że nie miał do zaoferowania nic więcej, nawet kawy...
-Dobra. - zmrużył oczy, skupiając się na naszkicowanych przez Sprouta runach. -Genetyka, mówisz... o, metamorfomagia? Stąd to Uruz? Jeśli to dla metamorfomaga, to dobry wybór, wilkołakowi dałbym raczej coś co powstrzymuje siłę zmian, a jasnowidzowi coś delikatniejszego... - gdybał, obrazując Castorowi, że tą samą runę można było stworzyć na wiele różnych sposobów. Wiele było dobrych, wiele wydobędzie z talizmanu jego moc i wspomoże magię czyjejś krwi - ale można było dostroić efekt bezpośrednio do noszącego, subtelnie wspomóc jego szczególne umiejętności.
-Nie dobrałeś jeszcze runy pomocniczej, nie? Co byś wybrał? - pozwolił Sproutowi odpowiedzieć, ale jedna odpowiedź sama się mu nasuwała. -Co powiesz na Raido? To runa związana z podróżami, metaforycznymi i dosłownymi. Jeśli robisz talizman dla kogoś, kto zmienia swoje ciało, to runa pomoże mu skupić się zarówno na fizycznym celu podróży, jak i na psychice tego, w kogo się wciela; doda przemianie wiarygodności... w końcu zmiana kształtu ciała to jakaś podróż wgłąb siebie, oparta na empirycznych doświadczeniach i wyobraźni... - brzmiał, jakby wiedział o czym mówi, choć Sprout był z nim przecież w szkole i doskonale wiedział, że Steff nie jest metamorfomagiem. Cattermole miał na myśli, rzecz jasna, animagię. Wiedział, że jeszcze nikt nie wymyślił talizmanu, który wspomagałby tą umiejętność, ale szczerze mówiąc - chyba go nie potrzebował. Ćwiczył tak długo i wytrwale, że doszedł w tym do mistrzostwa, przemiany nigdy go nie zawodziły. U Castora chciał zamówić runę, która przynosi szczęście - to zawsze się przyda, szczególnie w tych czasach.

runy III


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Piwnica [odnośnik]21.01.22 15:57
Może gdyby Castor nie przyglądał się Steffenowi równie intensywnie, nie wyłapałby tego, że jego policzki w istocie zmieniły odrobinę kolor. Znając Sprouta, taka subtelna zmiana przebiegłaby mu przed nosem i przeminęła, zanim zdążyłby się w ogóle zastanowić nad jej sensem. Teraz jednak, gdy byli dość blisko, w ciekawej przestrzeni piwnicy Szczurzej Jamy, wszystko wydawało się mieć znaczenie. Bo była to podniosła chwila.
Podniosła chwila rozmowy o organizacji, kradzieży i Ratuszu.
— Bez ciebie bym się tam zabił — uśmiechnął się szeroko, ukazując w tym uśmiechu kilka zębów, a także — dawno niewidziane — dołeczki w policzkach. Był naprawdę szczęśliwy, że wszystko poszło im tak, jak miało. Zresztą, Steffen miał okazję popisać się przed starszym kolegą swoimi umiejętnościami, a ich szerokie spektrum pozostawiło Castora z myślą, że Cattermole był naprawdę utalentowanym czarodziejem. Zdecydowanie bardziej, niż wyglądał.
— Udam, że tego nie słyszałem — na słowa o kradzieży i talentach do takowej, które przejawiał Carrington, Castor puścił Steffenowi oczko. Właściwie nie powinien się na to oburzać; od trzech dni też był złodziejem. Ale może nie wyszedł jeszcze z fazy usprawiedliwiania się przed sobą i światem, że robił to dla dobra całej rzeszy ludzi. W imię czegoś wielkiego. Dobra. Idei. Zakonu Feniksa. — W każdym razie, pisałem z Yvette, ona ich tam leczy w Porcie, ale pewnie wiesz. Mówiła, że ta ręka, co ją zrobiłem, że nie odbiega jakością od tych z Munga. Wyobrażasz sobie? — być porównanym do specjalistów zatrudnionych w największej instytucji medycznej w kraju, gdy wykonywało się swoją pracę w starej szopie... To dopiero spełnienie marzeń!
Klepnięcie w plecy spotkało się z nagłym napadem śmiechu. Steffen był prawdziwym Gryfonem — impulsywnym, nieco nieprzewidywalnym, ale o złotym sercu i przyjemnie ekspresywnym. Castor miał przez moment ochotę przytulić go i podnieść w powietrze, pokazać, jak bardzo się cieszy, że to ich wspólne zadanie (choć zorganizowane przez Sprouta) doprowadziło do takiego rozwiązania.
— Jak przyleciał ten ptaszor, to myślałem, że to do kogoś innego... — powiedział cicho, może emocje ścisnęły mu właśnie gardło, ale dumnie powstrzymywał się od dalszego wzruszenia. Mieszkał w końcu z aurorami, sir Longbottom mógł napisać do któregokolwiek z nich. W ogóle fakt, że wiedział o istnieniu takiego chudego Sprouta wydawał się być dla Castora zupełnie nie do wiary. A jednak coraz więcej ludzi zwracało się do niego także o talizman, powołując się na wspólnych znajomych. Poczta pantoflowa miała się w najlepsze. — Ale jednak było do mnie. Ech, powiem ci szczerze, że to jakby wreszcie po nocy nadszedł dzień... Czy... Czy coś — nie wiedział, dlaczego do głowy przyszło mu tylko sformułowanie, które pamiętał z jednego z wypożyczonych z biblioteczki pani Cattermole harlekinów, ale... Nie było czasu na zastanawianie się!
Skinął głową, słysząc o kanapkach. Ostatnimi czasy jadał naprawdę zdecydowanie lepiej. Dalej nie były to pełne porcje, potrzebował zdecydowanie więcej czasu niż zdrowy człowiek, by dokończyć nawet niewielkie porcje, ale walczył ze sobą, wiedział, że musi. Coś w nim drgnęło, gdy Michael mówił mu, że jest potrzebny żywy. Chyba takiego zapewnienia potrzebował, by mieć siłę dalej iść do przodu.
Później skinął głową jeszcze raz, tym razem w asyście lekkiego uśmiechu, gdy sam schylił się do swojej torby. Coś brzęknęło kilkukrotnie, a zaraz z torby Castora wyłonił się...
— To karwasz — powiedział, uprzedzając pytania Steffena, akurat w momencie, w którym wspominał o testamencie. Metal zadzwonił o blat, a Sprout wyprostował się nagle, jak struna. — Na rany Morgany, Steff! Nie możesz się sprzedawać goblinom, oni ci grób rozkopią, żeby się do tego dostać... — spojrzał na młodszego wyraźnie zaniepokojony jego nonszalancją w tym temacie. Ale może czasami lepiej było nie wiedzieć? — Ech, tyle dobrego... — westchnął dla skomentowania słów o tym, że Steff nie zamierzał szybko umierać. Jeszcze czego! Był młodym mężem, teraz miał obowiązki nie tylko względem ojczyzny, ale i rodziny.
Talizman faktycznie wyszedł, Castor odsunął formę kawałek dalej, pozwalając jej ostygnąć. W czasie, w którym Steffen zniknął w kuchni, oczyścił kociołek i przygotował surowce pod następny talizman. A gdy miał okazję, sięgnął nawet po jednego z herbatników, ostrożnie wsuwając go do ust.
— Tak, to dla metamorfomaga — powiedział z pełnymi ustami, ale w sumie było w tym widoku coś uroczego. — W ogóle ten talizman jest już sam z siebie skomplikowany, a tu jeszcze będę, popatrz — wskazał na przygotowane wcześniej wgłębienie w karwaszu — Robił wszystko tutaj. Ale do rzeczy, Uruzprzełknął herbatnika, odchrząknął i kontynuował. — Pasuje też do zamawiającego. To ktoś, kto zgodnie z tą runą potrzebuje swoją siłę i energię rozładować w działaniu. Poza tym wybrałem ją też przez indywidualizm i pomoc w szukaniu nieoczywistych rozwiązań, zejściu z wyznaczonej ścieżki. I im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że to dobry wybór, więc cieszę się, że jesteśmy na tej samej stronie.
Z uśmiechem słuchał dalszych słów Steffena, lecz w miarę, jak mówił, jego słuchacz zanurzał się coraz bardziej we własnych myślach.
Raido jest dobra, ale... moim zdaniem zbyt oczywista — tym razem postanowił przejąć inicjatywę. Miał nadzieję, że Steffen nie będzie miał mu tego za złe; ale właśnie dzięki jego monologowi na temat podróży i początku, dziwnie intymnego, jak zauważył w myślach Castor, mógł dojść do tego wniosku. — Ale Fehu? Pierwotna energia, wola tworzenia, sukcesy. Talizman ma wspomagać umiejętności metamorfomaga, wychodzących z jego urodzenia, od środka. Nowe życie i nowe początki, w dodatku to już chyba kanon Futhraku, że w połączeniu z Uruz dają najlepsze efekty obu run? — uśmiechnął się kątem ust. Więcej nie było mu trzeba. Przeszedł więc bezpośrednio do rozpalenia ognia w kominku, przy okazji robiąc coś, czego nie robił dawno.
Wziął jedną z kanapek ze starego chleba i niestarego twarogu, ugryzł kawałek i żuł przez jakąś chwilę, by wreszcie przełknąć.
Gdy zauważył, że kociołek był odpowiednio rozgrzany, przyszedł do tworzenia runy szczególnej krwi. W pierwszej kolejności — jak zawsze — zajął się rozgrzaniem złota do odpowiedniej temperatury. Takiej, która umożliwi mu późniejsze, bezproblemowe połączenie z drugą bazą. Tę miał bowiem na oku już wcześniej. Nie bez powodu w palcach obracał fiolkę z czerwoną gliną. Glinę wybrał właśnie przez to, jak łatwo można było nadać jej pożądany kształt. Uważał, że łatwość, z jaką Thalia musiała wchodzić w role, musi znaleźć swoje odwzorowanie w tym, jakich surowców użyje Castor do stworzenia jej talizmanu. Tym razem musiał potrzymać złoto w kociołku zdecydowanie dłużej, niż zrobiłby to, gdyby drugą bazę stanowiło coś znacznie twardszego od gliny. Dlatego też zdążył jeszcze obrócić się do Steffena, przekrzywiając głowę w bok.
— Spróbujemy z Fehu? Najwyżej będzie na mnie — choć starał się wybrzmieć całkiem radośnie, jeden rzut oka na jego minę zdradzał, że naprawdę przejmował się powodzeniem talizmanu. Zaraz jednak odwrócił się na powrót do kociołka, aby wreszcie dodać do niego wcześniej wspomnianą glinę. Nie miał czasu do stracenia — od razu sięgnął dłonią po kolejną fiolkę. Odczynnikiem, który najlepiej w jego opinii sprawdziłby się w tej roli, okazała się być ektoplazma. Castor tłumaczył sobie, że nie było nic lepszego niż pewne materialne zamknięcie życiowej enegii. Dlatego też bez wahania wlał ją do środka, zabierając się od razu do energicznego mieszania. Liczył się czas — stan skupienia gliny, złota i ektoplazmy był na tyle różnorodny, że od odpowiedniego wymieszania baz z odczynnikiem (oraz oczywiście odpowiedniego nakreślenia run, ułożenia serc...) zależał efekt końcowy talizmanu i jego powodzenie.
Po trzydziestu intensywnych obrotach zawartości kociołka i dodatkowych piętnastu już znacznie ostrożniejszych, ogień pod kociołkiem zgasł, a Castor przystąpił do przygotowania karwasza do przelania przygotowanej wcześniej substancji w odpowiednie miejsce.
Zmarszczył brwi, skupiając się na tym, by nie uronić nawet jednej kropli. Na całe szczęście operacja przelewania przeszła bez przeszkód i szkód na mieniu, choć Castor poczuł, że z nerwów kilka kropel potu wypełzło mu na czoło, a gdzieś z tyłu głowy wybrzęczała myśl, że powinien się cenić bardziej i zaświergotać jakąś wygórowaną kwotę. Myśl szybko stłumiona przez przypomnienie samemu sobie, ile już zawdzięczał Thalii. Sam mógł się wreszcie z czymś postarać.
Chwycił więc szczypce, którymi ostrożnie przetransportował pierwsze z serc talizmanu, kamień, który Steffenowi mógł się równie dobrze skojarzyć z pokrojonym na plastry kiwi. Był to bowiem frenit, kamień o ciekawym umaszczeniu, lecz Castor wcale nie wybrał go ze względu na podobieństwo do owocu. Frenit symbolizował bowiem nadzieję. Nadzieję, skupienie, wybaczenie i znowu, to co nowe. Umieścił pierwsze serce głęboko w płynnym jeszcze połączeniu baz i odczynnika, a następnie sięgnął po drugie z nich, różę piaskową. Tę umieścił już bliżej powierzchni, lecz odpowiednio głęboko, by ewentualne uderzenie w powierzchnię karwaszu nie uszkodziło jej struktury. Ostatecznie był naprawdę dumny z efektu wizualnego, lecz do jego dopełnienia została jeszcze jedna rzecz.
Skinął głową na Steffena, bo oto nadeszła ich pora. Gdy przyjaciel znalazł się obok, Castor nabrał głębszy wdech, ćwicząc jeszcze raz, "na sucho" kreślenie odpowiednich run. Pod czujnym okiem doświadczonego runisty czuł się jednak o tyle spokojniej, że wiedział już, jakich błędów nie popełniać. Że musiał skupić się, dociągać linie do końca, prowadzić rękę pewnie, acz luźno... Dadzą sobie radę.
Prawda?

| tworzę talizman: runa szczególnej krwi (genetyka: metamorfomag) (ST75)
1. Rzucam k100 na powodzenie talizmanu (+35 z alchemii)
2. Rzucam 2k6-2 na wartość X
3. Rzucam 1k3 na wartość Y


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Piwnica [odnośnik]21.01.22 15:57
The member 'Castor Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 16

--------------------------------

#2 'k6' : 4, 6

--------------------------------

#3 'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Piwnica - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Piwnica [odnośnik]21.01.22 17:14
-Zabił? - roześmiał się, ale nieco nerwowo. Śmiech ten nie był równie szczery, jak uśmiech Castora, tak jakby Cattermole robił dobrą minę do złej gry. Był jednak wprawiony w motaniu, kłamaniu, udawaniu i fałszywym optymizmie i istniała szansa, że Castor nie zauważy tej lekkiej maskarady. -Nie przesadzaj, Wiltshire to hrabstwo Ministra, ale nie jest tam śmiertelnie niebezpiecznie. Ba, pewnie ten kutas Cronus dba o to, żeby obywateli straszyło tam mniej dementorów i olbrzymów niż gdzie indziej na zachodzie kraju. - prychnął cicho.
-Jasne, że sobie wyobrażam! Brawo, Cas! Ależ z ciebie profesjonalny alchemik! - rozpromienił się, tym razem zupełnie szczerze i klepnął mocno Castora w ramię, ze szczerym uznaniem. -A w Mungu pewnie zostali sami sprzedawczycy. - burknął. -Nie znam Yvette, jest godna zaufania? - imię brzmiało francusko, a Francuzi kojarzyli mu się ze szlachtą i czytelnikami "Czarownicy."
-Zasługujesz na zaufanie, jak mało kto. Witaj - to znaczy, znowu witaj, to znaczy pełniej - w naszych szeregach, Cas. - rozpromienił się. -Mam nadzieję, że niedługo będzie kolejne spotkanie, poznasz wszystkie ładne dziewczyny! Strasznie podoba mi się na przykład Lucinda, ale jest dla nas trochę za stara, taka w wieku twojej siostry i... kurczę, w sumie dziewczyn w naszym wieku tam nie ma. - powitał Castora w Zakonie po swojemu, urywając aby namyślić się nad dysproporcją płciową w Zakonie. Ciekawe!
-Co to karwasz? - zmarszczył lekko brwi, bo choć znał się trochę na modzie damskiej dzięki pracy w "Czarownicy" to pierwszy raz o tym słyszał.
-Oj tam, co mi po grobie, jak już będę martwy? Zresztą, jeśli zdechnę jako szczur to nigdy mnie nie znajdą, nikt nie prowadził jeszcze badań naukowych na temat tego, czy animag odmienia się po śmierci. Brakło chyba obiektów doświadczalnych. Jakbym umarł przy tobie, to zwróć na to uwagę, dobrze? - podrapał się po głowie, rozmawiając z Castorem jak jeden człowiek nauki z drugim. Przy takich eksperymentach nie było miejsca na emocje i sentymenty!
Zasłuchał się z uśmiechem, gdy Castor mówił o runach. Pozwolił mu rozwinąć myśl i samemu dojść do odpowiedniej kombinacji, choć od czasu do czasu wtrącał różne pytania.
-Co jest złego w oczywistości? - zdziwił się, bowiem jako łamacz klątw przywykł do wyboru najbezpieczniejszej ścieżki. Tworzenie talizmanów pozwalało jednak rozwinąć skrzydła kreatywności, w końcu najpoważniejszą konsekwencją błędu było zmarnowanie składnika, a nie na przykład sinica. Dlatego brązowe oczy błysnęły z uznaniem, gdy Sprout wyjaśnił dlaczego pasuje mu akurat Fehu.
-Masz rację, to dobra kombinacja. Powinna posiadać potężną moc. - przyznał, a potem odsunął się lekko, aby pozwolić Castorowi pracować.
Zmarszczył lekko brwi, widząc nieregularny kształt talizmanu. Tak, jakby metal się... rozlał, albo źle zastygł?
-Wszystko w porządku? Runy narysowałeś dobrze, jestem przekonany. Powinno działać... - przyznał skołowany. Błąd nie tkwił tym razem w kreśleniu run, a chyba w nieodpowiednim kształcie talizmanu - ale tego nie potrafił ocenić.
-Wspominałeś jeszcze o runie kojącego szeptu, tak? - westchnął, przeczesując włosy palcami. Sięgnął po herbatnika, odczuwając lekkie zmęczenie - ale ciekawość go nie opuszczała, nie przyglądał się jeszcze pracy nad talizmanami z tak bliska!
-Sowilo by się nadawała. Dobrobyt, słońce, ale przede wszystkim zdrowie. Wzmocni ogólną kondycję noszącego talizman, pozwalając mu samemu zachować długoterminowe zdrowie i przelać część tej siły na innych. Sam dobierz drugą runę. - zaproponował z uśmiechem, widząc, że Castor zna się na rzeczy. Chyba nie do końca potrzebował jego pomocy, ale miło porozmawiać o runach z kimś, kto dzieli tą pasję! W dodatku prawie rówieśnikiem, bez niezręczności, jaką Steff odczuwał czasem przy starszych autorytetach.




intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Piwnica [odnośnik]26.02.22 19:56
— Nie dosłownie — burknął cicho, myśląc, że Steffen powinien wyczuć zawoalowany komplement. To nie tak, że dosłownie zdecydowałby odebrać sobie życie na miejscu, gdyby przyjaciel nie chciał mu pomóc. Po prostu wtedy cała operacja byłaby znacznie trudniejsza do przeprowadzenia, a i on sam mógłby w niej faktycznie ucierpieć. Wysłuchał jednak w spokoju jego dalszych słów, kiwając ze zrozumieniem głową. — To wszystko pokazówka, tak mi się wydaje. Wiesz... Nie znam się do końca na tej całej polityce, najchętniej to bym sobie siedział w szopie i robił te eliksiry, od samego myślenia o olbrzymach, trollach, Malfoyu na stołku... — zmarszczony w obrzydzeniu nos i głęboki, powolny wdech. — Robi mi się niedobrze. Ale ty siedzisz w Londynie, mówią tam coś więcej? Rozumiesz coś z tego? — dopytał, będąc naprawdę ciekawy, czy możliwość przebywania w stolicy faktycznie mogła przynieść większe zrozumienie całej tej sytuacji. Póki co wiedział tyle, że nie zgadzał się na to, co Malfoy i jego przyjaciele robili ze światem. Stał w opozycji do przemocy, do szafowania ludzkim życiem, do terroru, w którym jedni mogą więcej tylko dlatego, że w ich żyłach ma płynąć "cenniejsza" krew. Godność nie miała ceny, godność nie była poddawana wartościowaniu.
Rozpromienił się dopiero na pochwałę, która — szczerze powiedziawszy — nieco go zaskoczyła. Dlatego też nie odezwał się początkowo, chyląc tylko głowę i próbując ukryć naprawdę szeroki uśmiech. Steffen nie wiedział nawet, jak dużą radość sprawił mu takim prostym zdaniem.
— Leczy ludzi w porcie. Jest przy tym bardzo miła i troszczy się o każdego, kogo napotka. To... no wiesz, nie jest wojowniczka, ani coś, ale serce ma dobre i po naszej stronie — odezwał się dopiero, gdy przyszło mu mówić o Yvette. Yvette, dla której talizman miał całkiem niedługo tworzyć, przy pomocy Steffena oczywiście.
Steffena, który nagle zaczął go pełnoprawnie witać (co spotkało się z kolejną falą niezręcznej wdzięczności, Castor chyba bardzo dawno nie słyszał tylu komplementów jednocześnie), a potem już dbać o jego życie matrymonialne.
— Wiesz... Po Finnie wolałbym... Nie wiem, chwilę odpocząć chyba... — wreszcie wzniósł na niego spojrzenie, poprawiając okulary. Wciąż się uśmiechał, jednak z racji tego, że kłamcą był słabym, a aktorem jeszcze gorszym, prosto było go przejrzeć i dojrzeć, że uśmiech ten był przede wszystkim smutny. Westchnął wreszcie, przesuwając dłonią po swoim karku. — Dobrze, że mam się czym zajmować, jeszcze by mi przyszły do głowy jakieś głupoty, jak na przykład szukanie żony w środku wojny — zaśmiał się krótko, szturchając lekko łokciem Steffena tak, aby poczuł, że to niewinny żart. Cieszył się szczęściem przyjaciela, tym, że mimo panującego wokół chaosu udało mu się odnaleźć kogoś, dla kogo warto się starać. Miał nadzieję, że jego żona nakieruje go tylko w odpowiednim kierunku i opanuje wulkan energii, jakim się stawał.
— Karwasz to... Taki jakby ochraniacz, na rękę. Jest ze stali i się go wciąga na przedramię zazwyczaj. Trochę jak zbroja? — mówił, choć niepewnie, bowiem sam nie znał się szczególnie na takich rzeczach. Wiedział tylko tyle, co już zdążyła przekazać mu Thalia i to, co sam zdołał zaobserwować. Miał jednak nadzieję, że to wystarczy, bo prędko temat zszedł na inne kwestie i... — Dobrze, zwrócę... — parsknął śmiechem, nawet nie powstrzymując się od reakcji. Gdyby to był ktokolwiek inny, pewnie oburzyłby się na perspektywę obserwowania jego śmierci i czy przypadkiem nie zmieni formy ze zwierzęcej w ludzką lub na odwrót. Jednak Steffen miał w sobie coś, co kazało nie traktować podobnych planów na poważnie, a stanowiło całkiem... Przyjemny element oderwania myśli od poważniejszych zagadnień.
— Przede wszystkim przewidywalność — odpowiedział na pytanie dotyczące oczywistości zestawu run, zupełnie już poważnie. — Talizmany to... powiedzmy, że w połowie czysta karta. Sprawny twórca jest w stanie wyciągnąć z nich pełny potencjał przy pomocy odpowiednich surowców i run właśnie. Dlatego też nie wierzę w robienie ich w ciemno. Zbieram zamówienia i indywidualizuję je wszystkie, dobieram każdy dodatkowy element pod zamawiającego... Wiesz, nie chciałbym być kiedyś takim człowiekiem, co narobi tych talizmanów na odwal się i na zapas. To coś, co wyzwala w czarodziejach magię, co jest z nimi cały czas... To musi być coś specjalnego, wiesz? — jeżeli Steffen przyglądał mu się teraz, mógł widzieć, jak spojrzenie Castora delikatnie gubi ostrość, jakby był myślami gdzieś indziej, gdzieś dalej. Mówił z pasją i przekonaniem, wiarą, że to, co robi, jest słuszne. Zapalił się niemalże tak samo, jak do ich wcześniejszych pomysłów, tych spod znaku Feniksa, ale wreszcie zrzucił z siebie płaszcz niepewności, ba, wyprostował się nawet nagle, jak profesjonalista.
A potem, jak profesjonalista, musiał zmierzyć się z porażką.
— Otwór jest za płytki — mruknął niezadowolony, przyglądając się temu, jak masa wylewa się z miejsca przeznaczonego na talizman. W takim wypadku nie było mowy o poprawnym jego działaniu, będzie musiał napisać list do Thalii i wyjaśnić jej, że może karwasz to nie był najlepszy pomysł. Póki co przesunął go na bok, do wystygnięcia, a Cattermole znowu ściągnął go na ziemię, do świata obowiązków teraźniejszych.
Skinął więc głową na "tak". Kolejny talizman, który mieli przygotować był runą kojącego szeptu, dla wcześniej wspomnianej Yvette właśnie. Wyczyszczony kociołek, pod którym rozgrzany został ogień, oczekiwał na wybór odpowiednich baz. Sam zazwyczaj widział uzdrowicieli jako ludzi krystalicznych. Pani Baudelaire wpisywała się w ten obraz całą sobą, co pokazała, chociażby pomocą Marcelowi, ale także licznymi aktami dobroci, których świadkiem był Castor przez ostatnie miesiące. Jednocześnie była osobą wyglądającą bardzo niepozornie, może nawet niezdolną do prawidłowej obrony własnej... Szkło jako pierwsza z baz wydawało mu się oczywistym wyborem do takiej okazji, dlatego też kilka jego odłamków zastukało w złotą powierzchnię kociołka, nim Steffen zdążył dojeść swojego herbatnika. Dobranie drugiej z baz, w trakcie roztapiania szkła zajęło mu więcej czasu, choć ostatecznie wybór trafił na zębinę magicznych stworzeń, dokładniej zaś trzymaną na tę okazję zębinę szczuroszczeta. Przede wszystkim przez konotację z eliksirem leczniczym, który zamawiany był przez uzdrowicieli niezwykle często. Zębina dołączyła do szkła w kociołku, a Castor, już uśmiechnięty i zadowolony ze swego wyboru, zajął się mieszaniem zawartości, jednocześnie zwracając się do Steffena.
— Myślałem nad Algiz. Ochrona siebie, innych, bezpieczeństwo, opieka. Jeżeli jest jakiś zawód, który najbardziej pasuje pod tę runę to akurat uzdrowiciel. Z Sowilo wzmocni siły życiowe, pozytywnie ustabilizuje zdrowie i wzmocni odporność przeciwko temu, co może nadejść — nie miał jednak okazji odwrócić wzroku od kociołka i spojrzeć na swego rozmówcę, bowiem w tym czasie zauważył, że obie bazy zaczynały sę powoli ze sobą stapiać. Czas najwyższy na dodanie odczynnika. Ręka nawet mu nie zadrżała, gdy sięgnął po fiolkę z trupim jadem. Śmierć była bowiem częścią pracy uzdrowiciela, czy chcieli tego, czy nie. Połączenie życia i śmierci, początku i końca, wyścigu o to, kto pierwszy sięgnie po chorego — ot, cała kwintesencja uzdrawiania. Nie mógł jednak dodać za dużo odczynnika; cztery krople zdecydowanie wystarczą.
Zamieszał w kociołku jeszcze pięciokrotnie, po czym podsunął sobie kolejną formę. Tym razem była to forma wisiorka, przedstawiająca jedno, prawe skrzydło. Ostrożnie przelał zawartość kociołka do środka, po czym odstawił go na bok, wcześniej ruchem różdżki gasząc pod nim płomień. Następnie przyszedł czas na osadzenie w nim serc. Złote szczypce ostrożnie złapały srebro, które zostało wcześniej przez niego odpowiednio wyprofilowane tak, aby zmieścić się w zewnętrznej części formy, stanowiącej zewnętrzne lotki piór. Drugie z serc, halit trafiło natomiast do części wewnętrznej, tam, gdzie anatomicznie powinno znajdować się połączenie skrzydła z ptasim tułowiem. Gdy wszystko było gotowe, raz jeszcze sięgnął po różdżkę, ostrożnie kreśląc runy Sowilo i Algiz, zgodnie z wcześniejszymi wskazówkami oraz dyskusjami. Musiał się na tym szczególnie skupić, talizman ten również nie należał do najprostszych, jednak w asyście specjalisty od run czuł się zdecydowanie pewniej, niż jakby miał tworzyć je samemu.

| tworzę talizman: runa kojącego szeptu (ST75)
1. Rzucam k100 na powodzenie talizmanu (+35 z alchemii)
2. Rzucam 3k6 na wartość X


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Piwnica [odnośnik]26.02.22 19:56
The member 'Castor Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 80

--------------------------------

#2 'k6' : 6, 1, 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Piwnica - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Piwnica [odnośnik]26.02.22 21:53
-Rozumiem, że Malfoy to kutas. - stwierdził z przekonaniem, bo choć znał się na polityce trochę lepiej od Castora, to podszedł do pytania sercem, a nie rozumem. -I uzurpator. - burknął poważniej. -Przecież rządzi tylko dlatego, że na Stonehenge wybrali go zwolennicy Czarnego Pana. Wąskie grono arystokratów, dbających tylko o swoje interesy, nie czarodziejów. Nie wiem, czemu daliśmy im na to przyzwolenie. - parsknął. -Wiesz, widzę, że lordowie Półwyspu, Derby, Longbottomowie, robią wszystko dla swoich poddanych, dbają o nich - ale albo arystokracja jest zepsuta, albo ci obecni arystokraci nie są już arystokratami tylko egoistycznymi dziećmi. - syknął ze szczerą nienawiścią. Praca dla "Czarownicy" pokazała mu, że to nie są żadne lepsze osoby, to tylko ludzie, próżni i puści, egocentryczne panny piszące durne wiersze. -Wyobrażasz sobie Blacka przewodzącego rodem? Nawet otruć mnie nie umiał. To marionetki Voldemorta, nic więcej. Chrzanić szlachtę, Castor. Kiedyś te tytuły robiły na mnie wrażenie, ale od wybuchu tej wojny doceniam ludzi tylko za ich zasługi - nic więcej. A Malfoya okradła dwójka dwudziestoparolatków. - zadarł dumnie głowę do góry. Nie wiedział, że lord Abbott zignorował skargę Sprouta na lorda Black i prawdę mówiąc równie gorliwie uznałby, że Romulusa też należy chrzanić. Somerset było bezpieczne dzięki Abbottom, ale też dzięki sowim obywatelom. Nie widział ojca Livii na polu walki, w odróżnieniu od Longbottomów i Greengrassów.
-Wspaniale. Potrzebujemy jak najwięcej zaufanych ludzi... po naszej stronie. W porcie, mówisz? Gdzie? - zainteresował się, musiał to wiedzieć, jeśli kiedyś będzie w potrzebie w Londynie. Nie słyszał jeszcze o Yvette, w takim razie nie wspierała ich chyba oficjalnie, ale to nic - wystarczyło, że miała serce po właściwej stronie, a Sprout za nią ręczył.
-Też tak myślałem, po tym jak Bella zaręczyła się z Rosierem... - westchnął. -No nic, odpoczynek dobrze mi zrobił. Głowa do góry, Castor. Szczerze mówiąc, ona i tak była za głupia dla ciebie. Alchemik i dziewczyna z cyrku, widział to ktoś, pomimo całej mojej sympatii? - brzmiał teraz jak własna mama, bo kiedyś podsłuchał jak mówiła, że robotnicy nie powinni zadawać się z guwernantkami i vice versa. -Miałaby więcej wspólnych zainteresowań nie wiem, z Tomkiem i oczywiście z Marcelem. - Jima nie włączył w to grono, James grał na skrzypcach i był a r t y s t ą. Cyrk to taka trochę sztuka, muzyka to naprawdę sztuka. -Wiesz, ładne nogi to nie wszystko, my potrzebujemy stymulacji intelektualnej.
Roześmiał się.
-No hej, wojna nie wojna, miłość przychodzi niespodziewanie. - odpowiedział poważnie na żart, choć oczy miał wesołe. Małżeństwo mu służyło. Stał się na przykład samozwańczym ekspertem od rad sercowych, tak jak zawsze marzył.
-Brzmi czasochłonnie. Ale to miłe, że starasz się indywidualnie poznać każdego klienta. - mruknął. Praca łamacza klątw niewiele miała wspólnego z ludźmi, o ile ktoś nie był akurat przeklęty, ale Steff częściej miał do czynienia z przedmiotami i miejscami.
-Algiz jest dla uzdrowiciela idealna. - przytaknął. -Pamiętaj, żeby uważnie połączyć ją z Sowilo, tu na dole... o, tak! - nachylił się nad przyjacielem, by sprawdzić, czy robi to dobrze, a potem pozwolił mu pracować.
Castor najwyraźniej połączył runy idealnie, bo nawet Steff odczuł magię, promieniującą z talizmanu.
-Wydaje się silny. Wszystko się udało? - dopytał o kwestie dotyczące alchemii, bo było jasne, że runy związały kamień swoją mocą.
-To co, dasz radę zrobić też mój? Nie jesteś zmęczony? - upewnił się troskliwie. To chyba miał być ostatni punkt programu, ale siedzieli tu już długo. -Moja ulubiona, szczęśliwa runa to Gebo. - podpowiedział, uśmiechając się trochę łobuzersko. -Resztę dobierz sam, jesteś w końcu ekspertem - pochwalił Castora, szczerze. Naprawdę znał się na runach, Steffen nawet nie wiedział, na ile jest mu potrzebna jego pomoc, choć chyba Cattermole lepiej orientował się w niuansach. Pomimo zaufania, pozostał przy stole, gotów dopilnować, czy połączenia run się zgadzają - zwłaszcza w połączeniu ze srebrem goblinów, o które musiał się tak gorliwie targować.



intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Piwnica [odnośnik]27.02.22 12:56
Zmarszczył brwi w skupieniu, próbując powstrzymać odruch, który to z kolei nakazywał mu potarcie dłonią krawędzi swojej szczęki. Nie podobało mu się to, co słyszał, ale czy komukolwiek, po ich stronie mogło się to podobać? Steffen tylko potwierdził jego wcześniejsze przypuszczenia, ugruntował to, co już wcześniej wiedział, no — może poza jednym wyjątkiem.
— Nie wszyscy arystokraci są źli, Steff — rzucił cicho i dość niepewnie, wznosząc na niego swe szarobłękitne spojrzenie. — Oni to robią dlatego, że ktoś musiał. Wiesz... Przewodzić. Lordowie Abbott na przykład bardzo dobrze działają w Somerset, a i lordowie Prewett, Macmillan, Weasley, Ollivander, Greengrass, Longbottom... No oni nie są marionetkami Malfoya.
Widać było, że próba obrony szlachciców, w szacunku, do których został wychowany, przychodziła mu z trudem; oczywiście, szlachtę opowiadającą się za czystkami należało obalić, ale tą, która dzieliła z nimi myśl o pokoju, o świecie bezpiecznym dla każdego, niezależnie od urodzenia... Roześmiał się tylko w głos, słysząc jego kolejne słowa. Te o Blacku stojącym na czele rodu. Pokręcił nawet energicznie głową, złote loki zafalowały w powietrzu, a sam Sprout potrzebował kilku dobrych minut, by się uspokoić.
— Weź mi nic nie mów. Ale tak samo jak nie widzę Rigela przewodzącego czemukolwiek, tak samo nie widzę w tej roli Leona. Może to przez to, że jesteśmy jeszcze za smarkaci? — błysnął wystającymi zębami w uśmiechu, wreszcie łapiąc równowagę i porządny oddech. Właściwie nie widział nikogo z ich najbliższego kręgu jako ludzi prawdziwie dorosłych, nie gdy zachowywali się niezbyt poważne. — Malfoy może i przewodzić całemu krajowi, a i tak dał się okraść bankierowi i alchemikowi — zaśmiał się po raz ostatni, nieumyślnie mimikując gest Steffena, wznosząc podbródek do góry. Nawet siedzący na tak wysokich stołkach potrafili być czasami kompletnymi debilami.
— Ach, nie powiedziałem! W Londynie. W dokach, w tamtym porcie — faktycznie był nieprecyzyjny. Portów w Wielkiej Brytanii, jak na wyspy przystało, była niezliczona wręcz ilość, dlatego warto było wskazać przynajmniej jakąkolwiek informację pozwalającą na zwężenie obszaru poszukiwań.
Zamilkł na kilka długich chwil, słuchając Steffena. Rany po Finley jeszcze nie miały okazji się zabliźnić, ale nie wierzył, że w ich przypadku skończy się równie dobrze co z państwem Cattermole. Żeby zająć sobie czymś ręce, sięgnął po kolejnego herbatnika, którego skubał z potencjalnie zabawną zawziętością.
— Doceniam, Steff, ale... Wiesz, że ją kochałem? Więc takie mówienie, że pasowałaby bardziej do Tomka czy Marcela niekoniecznie jest w stanie mnie pocieszyć — mruknął, siląc się na wytłumaczenie własnych emocji, choć... Chyba powinien siedzieć cicho, prawda? Ale jakoś nie potrafił, nie po tym wszystkim, a piwnica Steffa nagle stała się bezpieczną przestrzenią, dziwnie zachęcającą do zrzucenia z siebie ciężaru. — Może to właśnie ich wolała? Wiesz, jakbym miał muskuły i trochę gadanego to może by do tego wszystkiego nie doszło? Na co mi nauka, na co mi to wszystko — szerokim gestem wskazał na rozłożone na stole formy, kociołek i inne akcesoria służące do tworzenia talizmanów. — Jak nie mogę nawet... Ech, to wszystko jest jakieś bez sensu. Wiedziałem, żeby się nie zakochiwać na wojnie, posłuchałem jak dureń Tomka i teraz mam za swoje. Póki się to nie skończy, nie zakocham się w żadnej dziewczynie, choćby miała najdłuższe i najpiękniejsze nogi na świecie, i jasne włosy z różowymi kosmykami, i brokat w tych włosach, i oczach jasnych, i choćby nawet siarką pachniała, dość!
Zacisnął palce w pięść, ledwo powstrzymując się od uderzenia w blat roboczy, który miał za sobą. Zamknął oczy, odchylił głowę w tył i kilkanaście sekund poświęcił na głębokie wdechy i wydechy — nie powinien się tak denerwować, przeżywać podobnych emocji w taki sposób. Nie w gościach, nie przy Steffenie, który przecież ostatecznie chciał mu tylko pomóc, prawda?
Zwrócił się więc do niego, choć nie mógł — nie potrafił, wstyd nie tylko wypełzał czerwonymi plamami na policzki i uszy, ale także nie pozwalał zebrać wystarczającej pewności siebie — skrzyżować ich spojrzeń ze sobą.
— Wybacz. Nie powinieneś tego słyszeć — uśmiechnął się słabo i smutno, lecz wykorzystał też sytuację, by przenieść uwagę na powrót na talizmany. Ten, który przed chwilą wykonał, udał mu się naprawdę całkiem nieźle. Wreszcie mógł poczuć się dumny ze swych prób. Zresztą, Steffen potwierdził, że dobór runy był według niego właściwy, więc...
— A tak na marginesie, wiesz, że nie tylko run można używać do napełniania talizmanów mocą? — spytał, gdy raz jeszcze zajął się uprzątnięciem swego miejsca pracy. Zerknął kątem oka na kadzidło, nie zostało go wiele, ale na ten jeden talizman powinno im jeszcze wystarczyć. Ostatnim talizmanem bowiem miała być runa zagubionego głupca, pomysł nagły, ale wobec dostarczenia mu odpowiednich składników, Castor postanowił nie kręcić nosem na takie zamówienie. Zresztą, był mu coś winny, za humory przyszłe i przeszłe, za zaoferowaną pomoc przy zabezpieczeniu sklepu. Poza tym — po prostu lubił tego nicponia, zrobienie czegoś dla niego traktował więc już bardziej jako zabawę, niż faktyczny o b o w i ą z e k.
Rozgrzany kociołek czekał już na przyjęcie baz. Castor cieszył się, że udało mu się odpalić uspokajające kadzidło, bowiem w innym przypadku zapewne byłby zbyt podekscytowany perspektywą użycia aż trzech baz w jednym talizmanie. Musiał nabrać kolejny, głęboki wdech, sięgnąć bez zastanowienia po wskazane w recepturze złoto i ostrożnie umieścić je w kociołku, do odpowiedniego rozgrzania. Gdy złoto zaczynało topnieć, dołączył do niego także wybrany w tym czasie nikiel. Rozciągliwy, ale twardy, wydawało się, że był idealny dla osoby o charakterze i temperamencie Steffena. Dopiero po dodaniu obu surowców sięgnął po przekazane wcześniej przez gospodarza srebro goblinów. Obracał je chwilę w palcach, jakby nie mógł się na nie napatrzeć, po czym ostrożnie dołączył je do już zmiękczającej się mieszanki.
Nie miał również wątpliwości, jakiego odczynnika należało użyć w tym przypadku. Żywica wierzby bijącej złączy dary ziemi i kosmosu, wprowadzi do tego połączenia harmonię, odrobinę eklektyczną, ale taki był świat i taki był spoglądający na niego z dumnie uniesionym podbródkiem Steffen Cattermole.
— Jakoś mnie nie dziwi, że akurat Gebopowiedział wreszcie, odliczając w myślach mieszania, których musiał się podjąć według receptury. — Dawaj i przyjmuj, żyj w partnerstwie, sukcesy i dobry nastrój. Wiesz, że w takich talizmanach chroni przed ludźmi chciwymi i niewdzięcznymi? — dodał po chwili, uśmiechając się przy tym jeszcze szerzej. Nie rozumiał, czemu żona Steffena, jeszcze w grudniu, wytknęła mu, że nie rozmawiają ze sobą o runach. Przecież Steff znał się na tym całkiem dobrze i prowadzenie rozmowy w tym zakresie należało do bardzo miłej formy spędzania wolnego czasu.
Postanowił jednak, że nie powie Steffenowi wprost, jaką runę dla niego wybrał. Zobaczy to dopiero, gdy przejdą do kreślenia, już za kilkanaście chwil. Wybrał bowiem dla niego ostatnią wolną formę, akurat zdarzyło się, że był to pierścień. Steff już i tak nosił pierścionek, dodatkowy element biżuterii nie powinien nikogo zdziwić. Przelał bazy do formy, przyglądając się temu, jak bardzo ciekawą mieszankę stworzyły. Przypominały ciemne srebro ze złotymi drobinkami i złotą poświatą, aż poruszyły nawet nie do końca wrażliwe na sztukę serce Sprouta. Opanował się jednak prędko, bowiem nie miał zbyt wiele czasu na obserwowanie, gdy musiał działać. Szczypce powoli chwyciły za kamień słoneczny, którego barwa stanowiła niemal odwrotną proporcję do połączenia baz, stanowiących obrączkę pierścionka. Umieścił go w formie, ledwie milimetr od środka obręczy, lecz zaraz dołączył do niego karneol, kamień o ognistej barwie, idealny dla syna Gryffindoru, dla osoby odważnej i płomiennej, dokładnie takiej jak Steffen. Castor wiedział, Steffen też pewnie powinien, że karneol wzmaciał apetyt na życie, pomagał wydobyć z siebie jeszcze więcej energii i co ważniejsze — osiągnąć sukces. A o to tu chodziło.
— Chodź, bo przegapisz najlepsze — blondyn przywołał do siebie gospodarza, a gdy ten znalazł się u jego boku, rozpoczął kreślenie run od Gebo, aby później przejść do... Wunjo. Pocieszenie w smutku, wytrwałość w drodze do doskonałości, powodzenie i co ważniejsze, dobre interesy — pomimo rozgadania Steffen mógł widzieć, że Castor oczy i ręce miał skupione tylko na odpowiednim kreśleniu, łączeniu i zastosowaniu obu run. Zależało mu na tym, by talizman emanował odpowiednią energią. Przecież gdyby się nie udało, musiałby chyba sam udać się do goblinów...
A one były straszne!

| tworzę talizman: runa zagubionego głupca (ST70)
1. Rzucam k100 na powodzenie talizmanu (+35 z alchemii)
2. Rzucam 1k3-1 (+1 ze srebra goblinów) na wartość X


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Piwnica [odnośnik]27.02.22 12:56
The member 'Castor Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 52

--------------------------------

#2 'k3' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Piwnica - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Piwnica [odnośnik]27.02.22 22:43
-Nie mówię, że arystokraci są źli, to znaczy ci konserwatywni są, ale mając na myśli całą grupę. - sprostował od razu, bo chyba się nie zrozumieli. -Po prostu... kiedyś ich idealizowałem, wiesz? Ojciec mówił mi coś o hierarchii, "Czarownica" publikowała zdjęcia tych pięknych dam, i tak dalej. A to tacy sami ludzie jak my, po prostu ja się uczyłem łamania klątw, a oni zarządzania. Niektórzy są patriotami i liderami i wzorami, jak lord Brendan Weasley czy lord Longbottom, ale inni to po prostu ludzie. Cordelia Malfoy to durna trzpiotka i poetka, byłaby pewnie równie głupia po każdej stronie polityki, choć może urodzona u Abbottów stałaby się lepszą osobą. Leon jest od nas zdolniejszy, jest aurorem, ale ma słabszą głowę od... od Marcela. - przyznał, nie mając w sobie na tyle arogancji, aby stwierdzić, że lord Longbottom miał słabszą głowę od niego i Castora. Mówił z powagą, ale szybko zaczęli się śmiać, świętując udany zwiad w spichlerzu.
-Alchemikowi i szczurowi. - poprawił nagle Castora Steffen, spoglądając mu prosto w oczy. -Wiedzą tylko ci, którym zaufał Minister. - dodał ciszej. I Marcel i James, bo mnie nakryli, ale trochę mu wstyd się do tego przyznać. -Może ci się to przydać przy planowaniu kolejnego skoku. - uśmiechnął się krzywo, choć wzrok zdradzał wyraźne napięcie. Castor musiał wiedzieć, był już w Zakonie, ale im więcej osób wiedziało, tym bardziej rosło ryzyko. Przywyczaił się do wąskiego grona, do Jamesa i Marcela.
Zrobiło się naprawdę poważnie. Animagia, miłość. Westchnął ciężko i ze smutnym uśmiechem poklepał Castora po ramieniu.
-Jasne, że powinienem, stary. Od czego są przyjaciele, jak nie o słuchania o miłości? Ale rozumiem cię, jak Isabella się zaręczyła to też nie miałem ochoty z nikim gadać. - a przynajmniej tak to pamiętał, teraz, na trzeźwo. Wyżalił się Keatowi, schlany. -Siarka przecież śmierdzi. Nie pamiętam, żeby Finnie śmierdziała. - zmarszczył lekko nos, ze zdziwieniem, bo choć chciał udzielić Castorowi jakiejś pokrzepiającej wady, ale jego analityczny umysł uchwycił się jedynego niepasującego do sielskiego obrazka szczegółu. Cyrk pachniał siarką, tak, ale nie wyczuł tego na Sylwestrze od samej Finnie. -Mhm, też sobie obiecywałem, że się nie zakocham. Ale... nie martw się, Castor. Wiesz, wierzę, że prawdziwa miłość zwycięży wszystko, a z tych... pomniejszych da się otrząsnąć. Wiesz, ile razy byłem zakochany przed ślubem? Ciągle. Raz nawet w Julii Prewett. I też przegrywałem ciągle z muskularnymi chłopakami, nawet raz pokłóciłem się z Marcelem, bo on uważał, że wcale nie miał lepszego brania, a moim zdaniem miał, ale jednak żona kocha mnie takiego jakim jestem. A runy zapewniły mi dobrą pracę i są przydatne Zakonowi, nie lekceważ tego. - roześmiał się słabo.
Castor chyba jednak nie miał ochoty rozwijać już tematu, a Steff zamilkł przytomnie, nie chcąc psuć mu humoru przed próbą stworzenia jego talizmanu.
-A czego jeszcze? - dopytał zaciekawiony alternatywami do run, a potem zaczął nienachalnie przyglądać się pracy twórcy talizmanów.
-No proszę. To fascynujące, jak Gebo może zmieniać funkcję w zależności od tego, czy jest użyta w pułapkach, czy w klątwach, czy w talizmanach. W Orcumortem chroni przed każdym intruzem i odpowiada za rozróżnienie w pułapce przyjaciół od wrogów. Inaczej dół zapadłby się pod każdym gościem, a tego nikt nie chce. - opowiedział z rozpędu o swojej nowej ulubionej pułapce, a potem zamilkł, pozwalając Castorowi pracować i z niecierpliwością czekając na rezultaty.
-Wunjo. Idealne. - uśmiechnął się szeroko, z satysfakcją widząc, jak Sprout kreśli runy wprawnie i poprawnie, wiążąc je ze sobą i z talizmanem. Potem pozostawało mu przyglądać się tylko ostatnim szlifom przy talizmanie, aż...
-Udało się, prawda? - szepnął, wyczuwając od stołu jakąś aurę, radosną, pokrzepiającą. Mniej intensywną niż od poprzedniego talizmanu dla Yvette, ten dla niego miał w końcu działać bardziej subtelnie, zwiększając szanse na szczęście, a nie stale wzmacniając przepływ magii.
-Dziękuję, Castor, dziękuję! - z ekscytacji głos zabrzmiał aż piskliwie, ale starał się nie krzyczeć, aby nie przeszkadzać rzemieślnikowi. -To... jak, ten talizman może już zostać u mnie? - upewnił się. -Będę ostrożny, poczekam aż... ostygnie, tak? Jest piękny. - szepnął, spoglądając na drobinki gobliniego srebra w złocie pierścienia, na ciepłą barwę kamienia słonecznego. -Jeśil będziesz czegoś potrzebował, daj znać. Mam trochę kontaktów i znam się na kamieniach. - zaoferował, chcąc odwdzięczyć się za pomoc. Dodatkowo, bo obiecał już przecież pomoc przy zabezpieczeniu sklepu. Zaoferował Sproutowi kanapki, chcąc porozmawiać jeszcze chwilę w salonie - ale Castor z łatwością mógł się wyłgać, jeśli był "zmęczony", w końcu spędzili tutaj cały dzień.

/zt x 2  shuffelin , odbieram od Castora runę zagubionego głupca


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Piwnica
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach