Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stoliki w głębi sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stoliki w głębi sali   10.09.15 1:45

First topic message reminder :

Stoliki w głębi sali

Stoliki dla gości, przy których najtrudniej o miejsce wieczorami, gdy pomieszczenie wypełniają śmiechy, dźwięki rozmów, szelest stronic gazet, książek. Dziurawy Kocioł jest idealnym miejscem, by spotkać się ze znajomymi po pracy, bez obawy o spotkanie z jakimś uważnym mugolem.
Możliwość gry w czarodziejskie oczko, darta, gargulki, kościanego pokera

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 18.09.15 16:38, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 http://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 http://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 http://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 http://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
4
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   26.08.17 22:28

Na lewym ramieniu miałem białe lilie. Obok nich zaplatały się ze sobą gerbery, które w swojej czerwieni zdawały się niepokojąco wyblakłe. Dalej goździki, astry, kilka drobnych hiacyntów i creme de la creme, czyli ogromne narcyzy na piersi, układające się w kształt serca.
Ktokolwiek nie wymyślił tego patternu, albo był zapalonym zielarzem, albo spędził zbyt dużo czasu w ogrodzie własnej babki.
Za karę.
W zasadzie ten fantazyjny wzór można było jeszcze przetrawić; urodziłem się metamorfomagiem, a w wieku lat czternastu otrzymałem niezapomnianą lekcję. Przetrwanie kilkunastu tygodni w kobiecej skórze, gdy hormony przejęły kontrolę nad moimi cudownymi zdolnościami, było prawdziwą szkołą życia. To nie tak, że mam jakąś traumę z dzieciństwa, albo brakuje mi teraz pierwiastka męskości. Zwyczajnie musiałem zdystansować się do samego siebie, akceptując tę niechcianą metamorfozę. Nabrałem wówczas tak ogromnej pewności siebie, że ta cała moja zniewieściałość wywołała niespodziewaną falę listów miłosnych od sekretnych wielbicielek... Niemniej, bujny ogród, który zakwitł w miejscu mojej szaty, byłby jeszcze całkiem do zniesienia. Nawet pobiegłbym pochwalić się Frankowi swoim ekstrawaganckim stylem. Ale skąpa natura mojego nowego odzienia zdecydowanie nie była mi na rękę.
Nie po wczorajszym dniu.
Jakby wiatr w oczy i kanapka masłem do ziemi nie wystarczyły, by mnie pogrążyć.
Nie miałem nawet sił na to, by awanturować się z zapijaczonymi klientami, którzy wszczęli burdę. Jedyne, o czym byłem w stanie myśleć, to świeże rany, którymi zdecydowanie nie chciałem się chwalić. Z bruzdą wzdłuż lewej ręki musiałem wyglądać co najmniej na samobójcę – więc w ludzkim odruchu zacząłem trzaskać zaklęciami transmutującymi w kwiecista koszulę, próbując przywrócić ją do pierwotnego stanu. Gdzieś za uszami słyszałem salwy śmiechu, Sue chyba też w pewnej chwili szarpnęła mnie za sobą w bardziej ustronne miejsce (w jakim celu?!), a ja tylko mamrotałem formułki czarów, wpatrując się w lśniący materiał, skrojony na damska koszulę nocną. Być może alkohol, być może rozkojarzenie, być może drżąca dłoń lub wszystko naraz, ale koszuli nie odczarowałem.
Zamiast tego zostałem przebadany i wymacany z każdej strony przez Lovegood. Nie tę, co trzeba. A, no tak. Lovegood. Przecież przed chwilą żartowałem sobie z tego, że pogryzł mnie ponurak...
- Pełni... chodziło mi o pełne butelki w Kotle, tak. - Trzeba było jakoś wybrnąć z własnego kłamstwa. Zdecydowanie nie chciałem, by mój żart obrócił się przeciwko mnie. - Zawsze jak Frank ma dostawy, spiżarnia jest pełna. I muszę mu wtedy pomóc. - O, tak, brawo, Lisie, mieszaj w ten futrzany ambaras jeszcze Creswella, który w temacie pełni ma najwięcej do powiedzenia. - Selina? - Wyplułem z siebie, chyba nie do końca łapiąc się w tym, jak właśnie rozpędziła się cała akcja. Stałem pod schodami, w pidżamie, lekko ukołysany przez alkohol, rozważając głównie beznadziejność własnych działań i masową zagładę ludzkości, podejrzany o wilkołactwo zesłane na mnie przez Selinę. Co poszło nie tak? - Zaraz, dlaczego akurat ona? - Przecież wczoraj pozwoliłem jej umrzeć i jeszcze nie miałem wystarczająco odwagi, by spojrzeć jej w oczy. Sue zresztą raczej nie miała prawa wiedzieć... chyba, że zbyt często widywała mnie owianego etanolową mgiełką. bełkoczącego peany na temat Seliny.
Czy naprawdę byłem w swoim życiu aż tak żałośnie monotematyczny?





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood http://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
9
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   01.09.17 7:51

To serce - serce z narcyzów - szczególnie pięknie podkreślało całą sytuację, a w świetle przemykających promieni zaklęć, prawie biło własnym rytmem - pewnie gdzieś w rejonach foxtrota. Niezależnie od pobudek i motywów twórcy wspaniałych wzorów, Sue była nimi zachwycona, a przynajmniej była jej część, ta nie do końca obecna i ustępująca zmartwieniu i podejrzliwości. Szczególnie po przebrnięciu pod schody i krótkiej, zdystansowanej (a może nie do końca, zważając na ilość miejsca prowizorycznej kryjówki) obserwacji - wcale nie wspomaganej żadnym obmacywaniem! Mogłaby zająć się odczarowaniem cudownego stroju, ale jeszcze na to nie wpadła, nie zauważając, że po drodze Frederick sam próbował to zrobić. Miała inne priorytety. Na przykład pytania - jakim cudem stał na nogach ze świeżymi ranami? I dlaczego doprawiał to alkoholem? Nie wiedziała dużo, ba, nie wiedziała nic na temat leczenia, ale sądziła, że każdy ostatni cep był świadomy, jak procentowe trunki działają na krew. Zacisnęła usta w niezadowoleniu, konsekwentnie ignorując głosy w głębi lokalu. Spojrzenie miała zacięte i podejrzliwe, mierzyła nim mężczyznę uparcie, ale musiała wyglądać przy tym niezmiernie komicznie, blada na tle barwnego stroju, jasna i niska. Coś kręcił. I to nie były zgrabne piruety w tańcu. Wzruszyła ramionami, zbywając pytanie - ech, Lisie, kogo próbowałeś oszukać? Przecież wszyscy wiedzieli, że pracujesz z Seliną nad jakimś super tajnym planem. Lovegood - ta młodsza, dla ścisłości - musiała się jeszcze dowiedzieć, nad czym dokładnie pracowali. Teorie spiskowe zachowała jednak dla siebie, teraz zajmując się sprawą bardziej świeżą - Frankiem i pełnią w spiżarni. Włączyła tryb detektywa. Przez chwilę przyglądała się Lisowi z karykaturalnie długim podejrzeniem w jasnych tęczówkach, skrytych w cieniu pod zmarszczonymi brwiami.
- Tylko ty mu pomagasz, czy macie wspólnika? - zapytała, niby poważnie, ale jednak trochę niedowierzająco, przez co ciężko było wywnioskować, na ile było to żartem, a na ile poważnym pytaniem. - Oni wszyscy pomogą mu bardziej niż ty sam, jeden - skomentowała obruszona, krótkim skinięciem głowy wskazując na tłumek wokół, rozdzielonych już, awanturników. - Mógłbyś chociaż wymyślić bardziej wiarygodną wymówkę - westchnęła, rozczarowana jego postawą. Ale w porządku, zamierzała mu pomóc! - Na przykład - Frank jest wilkołakiem, Sue, i pomagam mu nie rozszarpać klientów podczas pełni, ale nikomu, ni-ko-mu nie mów - cóż, nawet nie podejrzewała, że w jej wymówce kryło się więcej prawdy niż w tej podsuniętej przez Gwardzistę. - Poza tym znam się na stworzeniach i ponurak nie ma nic do pełni. Próbuj dalej - zachęciła, czekając na pobudzenie kreatywności w bardziej wiarygodny sposób. Poprzednie wytłumaczenia były widocznie za mało wiarygodne i za mało abstrakcyjne równocześnie - bo w te drugie, co wiedzieli wszyscy jej znajomi, zdarzało jej się wierzyć.




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 http://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 http://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 http://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 http://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
4
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   01.11.17 12:42

To nie miało prawa się udać.
Plątałem się w zeznaniach, a alkohol najwyraźniej nie pomagał, by uczynić mój bełkot bardziej wiarygododnym. Próbowałem to wszystko jakoś zmyć nonszalanckim uśmiechem, ale ten w zestawieniu z moim aktualnym odzieniem musiał wydać się co najmniej groteskowy. Trudno było wyglądać poważnie w takim stroju. Byłem sceptycznie nastawiony do wszelkich przesądów, ale być może liczba trzynaście rzeczywiście niosła ze sobą jakieś fatum... Szukając jasnej strony medalu ostatecznie mogłem się cieszyć, że na miejscu Sue nie stała Selina, albo co gorsza – Ben, który najpewniej nie dał by mi o tym zapomnieć do końca moich dni.
Co wcale nie musiało oznaczać jakiejś bardzo odległej daty, a niezbyt subtelne rany na ciele najwyraźniej miały być moim memento mori.  
Alkohol trochę sponiewierał mój organizm, dlatego zanim zdążyłem otworzyć usta, Sue zdołała już odpowiedzieć na własne pytanie, tym samym odbierając mi oręż w postaci argumentów. A jakby tego było jej mało, podważyła prawdziwość moich słów, kierując dyskusję na niebezpieczne tory. Czyżby nazwisko Lovegood prześladowało mnie jak jakieś fatum, mimowolnie zawsze zwiastując katastrofę?
Oscylując w tematach wilkołactwa - w piewszej chwili zrobiłem się blady jak księżyc w pełni, a przez moje plecy przebiegł lodowaty dreszcz. Gdzieś z tyłu głowy pojawił się głow, który powtarzał ona wie. Ale nie mogła wiedzieć. Ani ona, ani nikt inny w tym pubie. Nie mogła wiedzieć, że całego tego wieczoru nie padła jeszcze ani jedna, równie prawdziwa sentencja.
- Bardziej wiarygodną? Nigdy nie słyszałem większej głupoty. - Trzeba było ratować sytuację, choć mój głos nie brzmiał zbyt przekonująco. Przychodząca mi lekko błyskotliwość została skutecznie uśpiona etanolem. - Ale sza, bo jeszcze ktoś nas usłyszy i coś źle zinterpretuje. A później dorobią Dziurawemu rogi, zła fama rozejdzie się po Londynie, a my będziemy mieli Creswellów na sumieniu. - Moje spojrzenie wykonało salto, jakbym wcale nie mówił poważnie, podczas gdy w rzeczywistości błagałem Merlina, aby Sue nie poznała się na tej farsie.
- A muszę? - Gdy kończyły się argumenty, należało szybko rozproszyć uwagę rozmówcy. Albo skupić ją na czymś innym – bo nawet gdybym chciał, zwyczajnie nie mogłem powiedzieć Cześć Sue, postanowiłem zostac Gwardzistą, więc dałem się rozszarpać wilkołakowi i otworzyłem sobie żyły. - Zamiast mnie przesłuchiwać, mogłabyś... spróbować mi pomóc? Wiesz, zanim zza któregoś stolika wyskoczy jakaś miłośniczka domu mody Parkinson i zacznie rozprawiać się nad moim strojem. - Jakby nie było, paradowanie w kwiecistej koszuli nocnej wcale mi się nie uśmiechało.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood http://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
9
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   28.11.17 0:08

Podejrzliwie lśniące tęczówki przeszywały podchmielonego Lisa. Lekko wytrzeszczone, duże oczęta prowadzone były teraz niczym więcej niż teatralnością, ot - udawaniem, niewinnym, w mniemaniu Sue zabawnym. Mężczyźnie mogło być mniej zabawnie, ale nagły odpływ krwi Lovegood przypisała nietrzeźwości kolegi - nie żeby wszystko było z tym wnioskiem w porządku; należało wziąć na poprawkę, że pod czerepem Susanne było więcej szalonych zdobień niż równych powierzchni sufitowych. Westchnęła, głowiąc się chwilę nad tym, czy warto spryciarza ciągnąć za język, czy może lepiej sobie odpuścić. Fakt, miała w głowie przynajmniej siedem nowych wymówek, podobnie genialnych jak poprzednia, niepodobnie mniej prawdziwych niż rzucona historyjka, ale Lisek, bądź co bądź, znalazł się w dosyć niewygodnym położeniu. Pod schodami, tak.
- Kły, co najwyżej. Wilkołacze - odpowiedziała z zastanowieniem. - Dorobi znaczy. Dziurawy Kieł to też całkiem niezła nazwa, może powinnam zaproponować Frankowi zmianę - rzuciła rześko i wesoło, zadowolona z nowego pomysłu. Zmiany były czasem dobre. - Tylko trochę myląca, kieł kojarzy się z wampirami - brnęła dalej w tej grze w skojarzenia. Czy ktoś kiedyś nie mówił jej, że powinna zająć się marketingiem? Nie? - Fred... - zaczęła znów, sprowadzając ton do konspiracyjnego szeptu, rozglądając się dyskretnie. Na wszelki wypadek. Nie żeby jasnowłosa, blada i ekscentryczna panna z facetem-lisem w kwiecistej koszuli nocnej, schowani pod schodami, nie przyciągali wzroku; kryjówka była genialna. - Nie mów mi tylko, że Magnolia jest wampirem - może zabrnęła za daleko w swojej historii, ale czy nie powinien być przyzwyczajony?
- Hmm - odpowiedziała na sugestię, zwlekając z podjęciem decyzji. - Wiesz, Parkinsonowie nie znają się tak na modzie - logiczny ciąg podpowiedział jej, że Parkinsonowie to ta rodzina od domu mody, czymkolwiek to było. Nie miała rozeznania w tej całej szlachcie. Ani domach mody. Dom mody Lovegood byłby domem mieszczącym wszelkie możliwe skrawki materiału, połączonych w dowolne kombinacje. - ale ja doceniam twój styl, nawet jeśli jest bardziej kontrowersyjny niż mój - kiwnęła dziarsko głową. Mógł na nią liczyć. Dlatego właśnie uniosła różdżkę, zezując na wzorzysty materiał wdzięcznego wdzianka. - Reparifarge - spróbowała wesoło.




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   28.11.17 0:08

The member 'Susanne Lovegood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 12


Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 http://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 http://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 http://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 http://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
4
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Stoliki w głębi sali   28.11.17 17:15

Czułem, jak spojrzenie Susanne przeszywa mnie na wskroś, docierając do najpilniej strzeżonych sekretów – i jakoś tak przez wzgląd na dobro Franka nawet zapomniałem o tym szykownym wdzianku, które cały czas oblepiało moje ciało (i to dosłownie oblepiało, bo było dość... przyciasne; przysiągbym nawet, że wypełniający oberżę czarodzieje wskazują na mnie palcem, ściągając coraz więcej ciekawskich oczu). Czy z dziewczynami Lovgoodów zawsze musiały być s a m e problemy?
- Nie sądzę, aby był to dobry pomysł. Wiesz, jacy są czarodzieje. Zawsze do tyu z nowościami. Nikt by tu nie trafił, gdyby Frank przemianował nazwę lokalu. Już sobie wyobrażam te nieporozumienia a biurze sieci Fiuu i zażalenia od tych, którzy żądają do Dziurawego Kotła, a lądują gdzieś na drugim końcu kraju. - Mów cokolwiek, Lisie. Cokolwiek, byleby tylko nie nawiązywało do wilkołactwa. - Czy ty właśnie planujesz zrujnować mu biznes? - Rzucam podejrzliwie, próbując odwrócicić uwagę w kierunku Sue. - Najpierw fałszywe plotki, teraz niekorzystny marketing... - Brnę dalej – i tym razem to ja podejrzliwie mrużę powieki. - Odpada. - Wchodzę Lovegood w słowo, gdy fantazja ponosi ją za daleko. A ponoć to ja byłem tutaj nietrzeźwy. - Widziałem ją w ciągu dnia na zewnątrz. - Pokręciłem energicznie głową, wzmacniając swój komunikat.
W tej całej pokręconej konwersacji zacząłem się nawet cieszyć, że Lovegood miała tendencję do puszczania wodzy fantazji oraz skłonność do szybkiej zmiany tematu, gdy tylko pojawiało się coś bardziej interesującego. Może jeszcze mogłem uratować honor Franka. I własny przy okazji – choć kwiecista koszula nocna skutecznie mi to uniemożliwiała...
- Nie trzeba się znać, żeby obsmarować kogoś na łamach Czarownicy. A to na pewno potrafią. - Jakoś nie uśmiechało mi się dołączenie do grona szokujących guru modowych, co zdaje się spotkło już jednego Gwardzistę... - Inni chyba tez powoli zaczynają go doceniać – Napomknąłem, nie mając już najmniejszych złudzeń co do tego, że mimi ustronnego miejsca, wszyscy goście, mający nas w zasięgu wzroku, nie odrywali od nas oczu. Do tego – jak na złość – zaklęcie Sue odmówiło posłuszeństwa, a ja chyba miałem dość tej karuzeli śmiechu. - Mam świetny pomysł. Pomożesz mi. Ale nie tutaj. Chodź. Na zaplecze. - Rzucam rzeczowo, po czym zaczynam odważnie maszerować w stronę kontuaru w towarzystwie Sue. Mijając Franka rzucam krótkie cokolwiek myślisz, to nie to, co sobie myślisz i razem z Lovegood znikam z oczu wszystkim gapiom.
Przedstawienie skończone.

zt





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
 

Stoliki w głębi sali

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

 Similar topics

-
» Stoliki w głębi sali
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa
» Bar i stoliki w Dziurawym Kotle
» Kawiarnia Solace

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Dziurawy Kocioł-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18