Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Bushy Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Bushy Park   29.04.16 2:50

Bushy Park

Bushy Park mieści się w gminie Richmond, nad Tamizą i jest drugim co do wielkości parkiem królewskim w Londynie. Co istotne, są to wyjątkowe tereny łowieckie, unikalne tak blisko miasta - zamieszkują go bowiem jelenie i daniele, a ponoć nawet garborogi, choć te ostatnie rok w rok są przepędzane przez czarodziejów. Niebezpieczne rogate dziki atakują raz za czas zbłąkanych mugoli, stawiając w gotowości cały sztab amnezjatorów.
Jelenie i daniele wzbudzają sporo zainteresowania, stąd Bushy Pak w bezpiecznych okresach wydaje się doskonałym miejscem na wycieczkę. 


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Bushy Park   04.11.16 19:42

02.03.1956r.

List przyszedł niespodziewanie i kilka razy musiała przeczytać jego treść, by pojąć istotę wydarzenia. Nawet nie wyobrażała sobie, że Alistair wróci. Nie było go tak długo, że wręcz miała przeczycie, że nigdy nie zamierzał powrócić do kraju. Nie przewidywała takiej możliwości jakby w jej głowie pozostał tylko jeden schemat – Notta daleko po za krajem. Nie było to jego wina, po prostu przystosowała się do warunków, w których z przyjacielem miała tylko kontakt listowny. Całe te wydarzenia ostatnich miesięcy, które wywoływały u niej bezsenność, a teraz jeszcze taka niespodzianka. To nie było tak, że się nie cieszyła. Było wręcz odwrotnie, choć nadal nie wiedziała na ile zagości on w kraju. Może to tylko kilkudniowa wizyta albo zostanie do świąt – ciężko było wywnioskować te informacje z tej krótkiej notatki. Powinna się już przyzwyczaić, że osoby jej bliskie powracają (niektóre, by znów następnie wyjechać), ale każdy z nich był małą rewolucją w jej życiu. Potrafiła sobie ułożyć życie bez nich (jak oschle by to nie brzmiało), ale zarazem miała świadomość, że jest szczęśliwsza kiedy może pośmiać się z Inarą, powygłupiać się z Lucindą czy ostrze dyskutować z Nottem na temat polityki. Było to trochę jak w Hogwarcie, choć byli już teraz zupełnie różni. Większość jej bliskich znajomych po szkole podróżowało, zwiedzało świat czy poznawało nowe kultury. Lizzy nie było obieżyświatem, wystarczająco dużo podróżowała w dzieciństwie, że nie czuła tak wielkiej potrzeby zaspokojenia swojego głodu wyprawy, choć odczuwała  nie raz, że przegapiła wielką szanse, ale teraz nie miała już czasu. Przynajmniej nie w tych czasach i okolicznościach. Odpisała na list i usiadła w fotelu, które był o wiele mniej wygodny niż zazwyczaj. Była to jedna z tych nielicznych chwil, gdy nie musiała nic robić i mogła się zrelaksować. Herbata z miodem stygła obok na stoliku pokrytym stertą papierów, a w oddali słychać było odgłosy ulicy – tak naturalne dla Elizabeth, która wychowała się w mieście w porównaniu do większości arystokratycznych dzieci. Nie analizowała swoich emocji czy przemyśleć – jej głowie wypełniała przyjemna pustka, która jednak została przerwana przez kolejny list.

Sobota przyszła zarazem za szybko jak i za wolna. Ekscytacja związana z spotkaniem z Alistairem mieszała się z nerwowością czy w ogóle to jeszcze ta sama osoba, którą znała. Niektórzy twierdzą, że ludzie się nie zmieniają, ale Elizabeth była pewna, że człowiek jest wystarczająco elastyczny, że pod wpływem czynników może się dostosować do zmian w celu przetrwania lub osiągnięcia sukcesu. Temat natury ludzkiej nie opuszczał jej aż do pojawienia się w parku. Bushy Park był jej ulubionym parkiem w całym Londynie, tak wyjątkowym jak na warunki miejskie. Marcowy poranek przywitał ją  pochmurnym niebem, więc ubrała się w ciepły płaszcz, który ochraniał ją przed wiatrem. Pogoda nie zachęcała do spacerów, ale gdy tylko wzięła głębszy wdech poczuła korzyści wynikające z przybycia do tego miejsca. Na miejsce przybyła pierwsza, usiadła na pobliskiej ławce i oczekiwała na przyjaciela.


Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bushy Park   21.11.16 14:48

Nie minęło nawet kilka godzin od kiedy opuściłem Durham - przyjechałem tam w nadziei, że poprawi mi się humor, zamiast tego głowę miałem pełną nowych zmartwień. W drodze do londyńskiego parku czuję jak moje włosy kręcą się na wszystkie strony pod wpływem niedawnego deszczu i nie widzę w tym nic wyjątkowego - czuję się jak gdybym w Anglii spędził już wieki, choć minęły ledwie dwa dni. Gdzie był teraz lord Nott - dyplomata, wiecznie zabiegany, wiecznie poza granicami kraju? Nie wiedziałem, prawdopodobnie jednak zginął bezpowrotnie. Nie pomagała nawet krótka wycieczka z kuzynostwem do Rosji, choć przecież sama myśl o niej powinna wypełniać mnie euforią - może o to właśnie chodziło ojcu, może dlatego tak dokładnie starał się zabijać we mnie miłość do podróży. Spoglądam na ciemne niebo i wydaję mi się, że zawsze takie było - chociaż przecież ledwie tydzień temu unosząc wzrok widziałem jedynie jasny błękit i biel chmur. Na spotkanie zmierzam ze skrywanym przerażeniem, bo co jeżeli Elizabeth także się zmieniła? Kiedyś wydawałoby mi się to niemal nieprawdopodobne, tak byłem przyzwyczajony do jej towarzystwa. Później wracałem tylko na chwilę i znów utrzymywaliśmy jedynie kontakt listowny. Czy jednak listy te pisała wciąż ta sama osoba? W końcu w przeciągu roku zmienił się nawet Quentin, on, człowiek, który od wielu lat pozostawał bezustannie taki sam, który sam nienawidził zmian. Jeżeli nie mogłem liczyć na niego, jeżeli on przestał być kotwicą wiążącą mnie z teraźniejszością, to kto mógł? Nie wiedziałem i pewnie nikt inny też by nie wiedział.
Zarzuciłem na siebie ciemny, gruby płaszcz i ruszyłem w kierunku Bushy Park, starając się wyzbyć wszelkich wątpliwości. Z trudem na twarzy przywołałem uśmiech, typowy uśmiech każdego Notta, czarujący i szarmancki, choć w tym wypadku wcale nie nieszczery i nie sztucznie wywołany jedynie w celach politycznych. W końcu cieszyłem się, że znowu spotkam się z Fawley, wciąż brakowało mi czasów Hogwartu, a może najbardziej czasów kiedy razem z Inarą Carrow wspólnie bawiliśmy się jako dzieci.
Przemierzam park szybkim, sprężystym krokiem, jednocześnie rozglądając się dookoła. Kto by pomyślał że w centrum Londynu można znaleźć coś takiego? Nie narzekam, wręcz przeciwnie - w zieleni potrafię znaleźć spokój, przypomina mi bowiem o rodzinnym Sherwood i o baśniowych borach lady Marion. Co prawda na myśl przywodzi mi także bystre oczy Adelaide Nott, śledzące mnie bezustannie w snach i na jawie, patrzące i w milczeniu analizujące każdy mój błąd. Szybko odrzucam od siebie te myśli, bo sprawiają, że znów czuję się jak małe, przerażone dziecko - zastępuję je wspomnieniami przejażdżek z Majesty i wypraw z Quentinem. Z moich przemyśleń wyrywa mnie obraz siedzącej na ławce smukłej blondynki - wywracam nieznacznie oczyma, odzwyczajony od kobiet niewiele niższych ode mnie, w końcu ani Japonki, ani moje kuzynki nie odznaczają się szczególnym wzrostem. Milczę przez kilka sekund i trwam bez ruchu, potem jednak w kilku krokach znajduję się tuż przy swojej przyjaciółce. Czuję się jakby czas cofnął się do tyłu bo znowu jestem tym samym Nottem z iskrzącymi oczyma, rozwianymi na wszystkie strony złotymi lokami i znajomym uśmiechem na twarzy. Mimowolnie unoszę brwi, jakby nie wierząc, że po tak długim czasie znów się widzimy.
- Elizabeth - mówię, bo nigdy nie byłem specjalnie przekonany do żadnego ze zdrobnień Twojego imienia. - Ça fait longtemps.
Sam nie wiem, czemu mówię po francusku, może właśnie z tęsknoty za tym co niegdyś się wydarzyło - w końcu to właśnie z Francją wiążę wiele moich najpiękniejszych wspomnień.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Bushy Park   30.11.16 22:16

Siedząc na ławce w parku miała chwilę wątpliwości czy na pewno chce się spotkać z przyjacielem. Była to absurdalna mała myśl, która uderzyła w nią równie niespodziewanie jak i jakby czekała na odkrycie już od pewnego czasu. Nie chodziło o jego osobę, za nim tęskniła przez długie wieczory. Jej obawy związane były z iluzją, tym wyobrażeniem jego osoby, które zostało w jej głowie, a teraz miało zostać skonfrontowane z rzeczywistością. Znała go jako nastoletniego ślizgona, to właśnie ten obraz miała zawsze przed oczami myśląc o przyjacielu. Młody Nott o chłopięcej urodzie, szelmowskim uśmiechu, który kupowali wszyscy, zaczynając od nauczycieli a kończąc na przedstawicielkach płci pięknej. Alistair nie był już tym chłopcem, starszy o osiem lat i zmieniony przez czas. Kontakt listowny i rzadkie spotkania nigdy nie mogły zastąpić stałej obecności drugiego człowieka. Czy ona go właściwie obecnie znała? Minęło tyle lat, że ze smutkiem mogła uznać go za osobę z przeszłości, gdyż przecież nie występował w teraźniejszości. Aż do dnia dzisiejszego.
Spodziewane zatrzymanie się czasu, koniec świata czy boski znak nie nastąpił na jego widok. Jej świat się nie załamał na tą niecodzienność, co więcej, czuła się niesamowicie naturalnie w tej scenie. Teraz nie było w niej obaw, że oto spotka się z zaprzeczeniem wszystkich jej wyobrażeń… Chyba pogodziła się z tym, że musiał się zmienić. Ona również się zmieniła, tylko jej samej trudno było to dostrzec. Siedziała dalej czekając aż usiądzie obok niej. Obserwowała go uważnie, może to przez aurorskie nawyki albo zwykła ludzka ciekawość. Analizowała zmiany jakie zaszły w nim w ciągu lat i na pewno czas podziałał na niego korzystnie. Oto widziała mężczyznę, już ukształtowanego i zatracającego chłopięcy urok, by zastąpić go pewnością siebie człowieka, który wie kim jest. Żaden nastolatek nie może mieć takiej pewności, stoją dopiero na rozdrożu dróg i nie wiedzą gdzie poprowadzi ich życie. Nie są jeszcze doświadczeni, nie znają jeszcze goryczy dorosłości ani piękna dojrzałości. Ale może on również nie wie? Elizabeth ma czasem wątpliwości kim jest. Jest aurorką, Angielką i Fawleyem. Jednak potrafiła czasem usiąść przy stole ze swoją rodziną i czuć tak obco jak nikt nie powinien z bliskimi. Niebezpieczne czasy (do których można zaliczyć obecne) zmuszają człowieka nad zastanowieniem się jaką drogą podąży i jakie konsekwencje będzie musiał przez to ponieść. To nie było łatwe, ale gdy była nastolatką szukanie własnej tożsamości było o wiele trudniejsze. Człowiek nie może być tylko swoim nazwiskiem, bo zasługuje by być czymś większym i wspanialszym, a już na pewno Elizabeth uważała, że ona zasługuje. Alistair również.
- Alistair. – odpowiedziała i brzmiało to tak oficjalnie, że musiała się uśmiechnąć pod nosem. Jak oni tak skończyli? Nie wyobrażała sobie kiedykolwiek, że wejdzie między nimi taka sztywność. Nie marzyła jednak, że od razu będzie jak dawniej. Nie była naiwna, na wszystko trzeba było zapracować. Położyła dłoń na klatce piersiowej. – Ranisz me angielskie serce mówiąc do mnie w tym języku. Nie wiem jak mogłeś tak długo wytrzymać w tamtym kraju. – stwierdziła ze udawanym przerażeniem. Jej podejście do Francji było o wiele bardziej negatywne niż jego. On kocha, ona ledwo mogła znieść pobyt na francuskiej ziemi. Ich język, stolica, moda czy arogancja odpychały ją, nawet jeśli znała francuski.
- Zmieniłeś się. – powiedziała cicho na głos tą oczywistość dotykając palcami kosmków jego włosów, które kiedyś były złotymi lokami. Chyba były dla niej symbolem straconych lat i mimowolnie nostalgia pojawiła się na jej twarzy. Zabrała dłoń i uśmiechnęła się szerzej. – Jesteś gotów na spacer? Jak się chodzi to się łatwiej rozmawia, a ja chce usłyszeć wszystkie opowieści o Japonii. – rzekła wstając i ruszając w dobrze znane sobie ścieżki z przyjacielem u boku.


Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bushy Park   08.01.17 15:38

Słysząc jej słowa, cios zadany wprost w jej angielskie serce nie mogę powstrzymać lekkiego śmiechu, który wydobywa się z moich ust - kiedy ostatnio szczerze się śmiałem? Miesiąc temu, pół roku? Wywracam oczyma i robię udawany gest oburzenia.
- Ależ jak to, taka nadobna dama jak pani, lady Fawley, odrzucająca piękno Francji? Jestem zszokowany, madame! - mówię, głosem pełnym przerysowanego zdziwienia.
Uśmiech nie znika z mojej twarzy, chociaż kolejne słowa które wypowiadasz są jak miecz wbity prosto w moje serce - albo nawet przecinający mnie na pół.
Zmieniłeś się. To zabawne, jak wciąż zauważam że w s z y s c y się zmieniają. Wszyscy, oprócz mnie. To paradoks, bo pewnie to właśnie ja zmieniłem się najbardziej. A jednak nie pozwalam, żeby negatywne myśli napłynęły do mnie właśnie teraz. Szczególnie teraz kiedy jestem z osobą, która kiedyś była mi niemal najbliższa.
- To prawda. Włosy trochę mi urosły, no i jestem kilka cali wyższy - odpowiadam, wciąż z komediowym usposobieniem i obdarzam Cię szelmowskim uśmiechem, dokładnie tym samym co wiele lat temu.
Czy jedyne co ze mnie zostało to ten uśmiech? Może. Tym razem jednak nie zastanawiam się nad głębią Twoich snów, zamiast tego przytakuję, przyjmując propozycję spaceru. I już wkrótce ruszamy energicznym krokiem ku ścieżkom - może i Tobie dobrze znanym, jednak ja nie widziałem ich już tak dawno, że równie dobrze mógłbym zobaczyć je dziś po raz pierwszy. Jest w tym jakieś piękno. Może zmiany to nie wszystko, może to po prostu nowy początek, choć wciąż związany z przeszłością.
Mam Ci opowiedzieć o Japonii, ale wiem, że pomimo swoich zdolności nie potrafiłbym do końca opisać Ci jej piękna. Są rzeczy, które trzeba zobaczyć na własne oczy.
- Cóż… Japonia. Piękny kraj, błękitne niebo, mają różowe drzewa i nie musisz nosić ze sobą parasola przez trzysta pięćdziesiąt sześć dni w roku. Dodając przy okazji brak mojego ukochanego ojca, mojej ukochanej ciotki i obowiązków przykładnego arystokraty - tylko żyć nie umierać - wypowiadam szybko, niemal na jednym wdechu. - A tak naprawdę… Obawiam się, że nie mogę wyrazić tego słowami, Ellie. Musiałabyś zobaczyć to na własne oczy, setki kwitnących wiśni, musiałabyś poznać tych ludzi! A żyją tam wspaniali czarodzieje, mówię Ci. Ich idea równowagi, ich kultura, są po prostu niezwykłe. Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z tamtejszą rzeczywistością, wręcz nie mogłem w to uwierzyć. To zupełnie inny świat. Ich poglądy są może mniej konserwatywne niż nasze, ale wydaję mi się, że są lepiej działającą społecznością. Rodzina, jedność, to wszystko dla nich kluczowe wartości. Myślę, choć zapewne urazi to Twoje angielskie do granic serce, że moglibyśmy wiele się od nich nauczyć.
Tym razem uśmiecham się smutno, wspominając miesiące spędzone za granicami kraju. To prawda, mówią, że człowiek nigdzie tak naprawdę nie był, póki nie wrócił do domu, ale czuję, że za oceanem zostawiłem jakąś część siebie. Nie daję jednak tego po sobie poznać, bo chociaż pogoda jest szarobura, tak jak usposobienie moich ulubionych kuzynów Burke, mam dziś wyjątkowo dobry humor. Jednocześnie chciałbym, żebyś i Ty i wiele innych ważnych dla mnie osób także otrzymało szansę odwiedzenia tej osobliwej wyspy, która skradła moje serce - nawet jeżeli myśl o kontraście wywołanym Quentinem stojącym obok wiśniowych drzew oblanych różem czy o widoku tak niewielka dla mnie Lucindy będącej prawdziwym gigantem wśród miniaturowych Japonek wydaję mi się niezmiernie zabawna. Kiedy nieopodal nas przemyka małych rozmiarów jeleń, zwalniam nieco kroku, jakbym niemal zapomniał jak wyglądają te zwierzęta.
- A co ciekawego mnie ominęło podczas gdy podbijałem świat? Jestem tak niedoinformowany, że z desperacji sięgam nawet po plotkarskie pisma! Kto by pomyślał ilu ciekawych i fałszywych informacji mogą dostarczyć - dorzucam po chwili beztroskim tonem.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Bushy Park   09.03.17 22:19

Miło było usłyszeć jego śmiech, docenić, że jeszcze potrafi się śmiać i nie zamienił się całkowicie w swoje kuzynostwo. Uśmiechnęła się szeroko uznając, że jest to całkiem udany początek spotkania. To że jeszcze potrafili wywołać u siebie jakieś reakcje i nie dali pokonać się sztywności było warte uznania.
- Piękno? Chyba nie przyjdzie nam dojść do porozumienia, ale zaczynam się obawiać, że stałeś się bardziej francuski od samych Francuzów. – zauważała  z przekąsem, ale uśmiech nie może zejść z jej twarzy. Wypuszcza oddech, który nie wiadomo jak dawna trzymała i pozwala się sobie zrelaksować. Nawet nie zauważyła jak bardzo napięte było jej ciało, póki nie rozluźniła się po pierwszych minutach.
- Pamiętasz jak przez większość naszych szkolnych lat byłam od ciebie wyższa? Zawsze mnie to bawiło. Teraz minimalnie mnie przerosłeś. – powiedziała ostatnie słowa jakby od niechcenia, mało istotną kwestię. – I nie próbuj na mnie tego uśmiechu. Gdy byłam nastolatką nie działało, myślisz, że coś się zmieniło? – Dobrze,  może ten uśmiech  trochę na nią działał; sprawiał, że potrafiła dać mu czasem swoje notatki albo doradzić, ale on nie musi o tym wiedzieć. Zamiast tego skupiła się na stawianiu kroków do przodu. Fawleye zawsze lubili być blisko natury, odnajdywali w niej spokój i harmonie. Właśnie dlatego mieli jedne z najpiękniejszych ogrodów w Anglii, a ich Kraina Jezior była inspiracją dla artystów. Sama Elizabeth gdy miała wątpliwości i musiała pomyśleć szła ku naturze. Spacerowała  godzinami, robiąc kilka kilometrów, ale była wystarczająco wysportowana, że nawet tego nie odczuwała. A gdy sytuacja była naprawdę poważna szła biegać – takie nietypowe zajęcie dla arystokratki. Prócz tego, że biegała codziennie rano potrafiła jeszcze wieczorem próbując uporządkować myśli. Niektóre kobiety szyły, czytały książki, piły herbatę – Elizabeth biegała.
- Tak, te zalety są niepodważalne. Korzystałeś ż życia? – zapytała, by znów zamilknąć. Słuchała jego wypowiedzi i delikatny uśmiech kręcił się jej przed nosem. Widziała jak bardzo pokochał Japonię, a może po prostu nauczył się kochać tamten kraj? – Jestem wystarczającą realistką, by móc dostrzec wady naszego społeczeństwa, co więcej – jestem nawet zdolna do krytyki. Ale to co mówisz naprawdę brzmi wspaniale, zupełnie inny świat. Chyba jest to warte zobaczenia, choć najbardziej przekonują mnie te różowe drzewa. – stwierdziła dając ciszy trwać. Teraz zaczęła dopiero sobie uświadamiać, że może Alistair tak naprawdę nie chciał wrócił. Znaczy, wiedziała, że Lucinda nie była zachwycona, ale ostatecznie była zadowolona. Teraz miała wrażenie, że Nott był tam szczęśliwy i naprawdę pokochał tamto miejsce, a powrót tylko to zniszczył. Mimo że za nim tęskniła to chciałaby był szczęśliwy i może Anglia to nie było jego miejsce. Mimowolnie poczuła smutek, gdyż Nott był jej przyjacielem od kiedy tylko pamiętała i był jedną z tych osób, które zasługiwały na swoją arkadię.
- W desperacji? To chyba wpadasz w ten stan co tydzień, gdyż jestem pewna, że skrupulatnie śledziłeś plotkarską prasę. – wytknęła mu stukając go ramieniem i podnosząc brew z niewypowiedzianym pytaniem. – Nie wierz w co tam piszą, pamiętaj, że szukają sensacji. – ostrzegła go, gdyż doskonale zdaje sobie sprawę co też w tej gazecie pisują na jej temat. – Chyba o tym co się stało w sylwestra wiesz? Do dzisiaj nie wiemy co się stało, a od tego momentu nie mam spokoju w pracy. Początek tego roku jest naprawdę wymagający, a jest dopiero marzec. Od trzech miesięcy ledwo co wychodzę z biura, a sprawy nie posuwają się do przodu. No i jeszcze referendum, które tak nieprzemyślanym posunięciem, że nie wiem jak mogło do tego dojść. Nie rozumiem tego społeczeństwa, Alistair. – wyznała mu patrząc cały czas do przodu. – I o tym, że Inara wychodzi za twojego kuzyna zdążyli Cię poinformować? – zapytała z uśmiechem na ustach przechodząc na trochę lżejsze tematy.


Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bushy Park   24.06.17 12:55

Kiedy otwieram oczy, znowu i znowu, wciąż nie chcę do końca uwierzyć - że to wszystko możliwe. Bo chociaż ja się zmieniłem, Ty, Percy, Lucinda, a nawet Quentin - zresztą jestem pewien że spotkanie z resztą starych znajomych doprowadzi do podobnych obserwacji - świat wydaje się niewzruszony. Nigdy nie miałem zbyt wiele czasu by przechadzać się po parkach, przynajmniej nie w ciągu ostatnich kilku lat, ale zdarzało mi się mijać Bushy Park szybkim krokiem, niekiedy nawet biegiem. Nie różnił się zbytnio od tego jak go zapamiętałem. Uśmiecham się szelmowsko i wywracam oczyma, kiedy słyszę komentarz o Francji. Nic na to nie poradzę, kocham Francję. Być może ktoś powiedziałby, że kocham wszystkie kraje, poza swoim własnym.
- Potraktuję to jako komplement - mówię z przekąsem, kiedy mijamy kolejne alejki.
Bo w istocie dla mnie mogło to tak brzmieć: z pewnością lepiej niż bycie typowym Anglikiem. Którym zapewne byłem - ale wolałem o tym nie wspominać. Prycham, kręcąc głową, jakbym mówił: nie, nie przypominam sobie. Bo w istocie ciężko mi wyobrażać sobie teraz, że jestem niższy od kogokolwiek. Unoszę brwi w zdumionym geście. Pięć centymetrów to wcale nie tak minimalnie - nie mówiąc już o tym, że jesteś szokująco wysoka jak na kobietę.
- Jakoś inaczej to pamiętam - przewracam oczyma, mimowolnie pozwalając sobie na nieco śmiechu.
Jego odrobina wcale mi nie zaszkodzić - nie sądzę bowiem by w nadchodzących dniach miał do niego jakoś specjalnie dużo okazji. Nie przepadam za parkami. Są dla mnie sztuczne, mają nieść ze sobą pewną ideę, jednak nie jest ona już taka sama. To nie są prawdziwe lasy. To nie są prawdziwe naturalne środowiska. Wolę już pospacerować nieco po miejskiej dżungli, co zresztą nierzadko lubię. Wśród ciemnych kamienic i symetrycznych budynków, pod okiennicami w których pali się jeszcze światło. Zwłaszcza nocą. Najbardziej kocham oczywiście Nottinghamshire i baśniowe bory Sherwood, lecz to właśnie z tego powodu parki jak ten wydają mi się… Drwiną. Oszustwem.
- Można tak powiedzieć - po raz kolejny już moje spojrzenie wywija piruet. - Różowe drzewa są zdecydowanie najlepsze. Można tam pojechać tylko po to, żeby je zobaczyć.
To, że nie chciałem wrócić wydaje się dla mnie oczywiste i wcale nie staram się tego mocno ukrywać. Może inni nie chcą tego widzieć, ale ja? Ja doskonale wiem, że lepiej czułbym się nawet po drugiej stronie oceanu, nie ważne czy w Azji czy w Afryce czy po prostu w innej części Europy. Nie tu. Nigdy tu.
- Z grzeczności nie zaprzeczę - uśmiecham się głupkowato, poruszając temat plotek. - Wiesz, można tam znaleźć niekiedy zaskakująco więcej prawdy niż usłyszysz z ust przyjaciół. Twierdzących, że ograniczają Twoją wiedzę dla dobra.
Przełykam ślinę i milczę, słuchając tej garstki informacji. O której już i tak wiedziałem.
- Tak, sądzę, że każdy o tym słyszał. O referendum niestety także. To największa bzdura jaką można było wymyślić, zwłaszcza teraz - wzdycham ciężko, rozpoczynając na dobre zwyczaj przeklinania Wilhelminy Tuft. - Nie ma mnie ledwie rok i całe społeczeństwo się sypie?
Jest to żart, choć z pewnością tkwi w nim także odrobina goryczy. Goryczy i żalu, że mnie tu nie było.
- O tym na całe szczęście poinformował mnie sam Percy - wspominam, tym razem jednak w moim głosie słychać szczerą radość i przywiązanie.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Bushy Park   25.08.17 21:47

Czy ich świat zmienił się tak bardzo w ciągu tych lat? Odpowiedź zależałaby od rozmówcy - z jednej strony czuła jakby niektóre sprawy wyglądały identycznie jak za czasów młodości jej dziadków (patrz: bardzo dawno temu); z drugiej nawet ona dostrzegała może jeszcze nie rewolucje, ale pewną transformacje w społeczeństwie. Świat szedł do przodu, ale może to tylko wnioski dorosłej już Elizabeth, która widziała więcej niż nastolatka. Może świat się zmienił, gdyż ona sama dorosła i przestała odwracać wzrok. Ale czy sam fakt zmiany jest taki ważny? Może to właśnie reakcją na to powinna się zainteresować. Niektórzy chcą z tym walczyć, inni dają cichą akceptacje a Elizabeth? Chyba po prostu wzdycha z ulgą: nareszcie.
- Niczego innego po tobie się nie spodziewałam. - oznajmiła mu z widoczną dezaprobatą jakby spełnił jej najgorsze oczekiwania. Mimo że wytykała mu jego francuskość to musiała przyznać, że była ciekawa jakie jeszcze zmiany zaszły w nim. To była nowość, coś przypominającego jej, że Alastair jest nową księgą czekającą na odkrycie, choć on sam zapewne nie byłby zadowolony z uprzedmiotowienia jego osoby. Jak bardzo nie tęskniłaby za "starym" Nottem musiała przyznać, że ten nowy wcale nie musiał być gorszy lub lepszy - po prostu inny.
Robi kilka kroków od przodu i odwraca się stając przed nim przodem, powoli stawia kroki do tyłu.
- Już sobie wyobrażam jak zapamiętałeś swoje lata szkolne. - rozpoczyna kładąc dłoń na sercu. - Ty, młody Adonis: mający najlepsze oceny, nieskazitelną reputację i niemogący opędzić się od dziewcząt. Zauroczyłeś je grą na pianinie, a następnie szeptałeś miłe słówka po francusku. I ja gdzieś obok czekające by zawsze użyczyć Ci notatek lub pocieszyć po kolejnym gwałtownym rozstaniu. - dramatyczna pauza. - Piękne czasy. - skomentowała powoli się odwracając i uśmiechając się do niego przez ramię. Ludzie mają w naturze upiękniać wspomnienia, wybielać swoją historię lub zapominać najgorsze momenty. Robią to dla swojego zdrowia psychicznego jak i by poczuć się lepiej z samym sobą. Elizabeth też lubiła myśleć o tamtych czasach w samych superlatywach, tylko będąc nastolatką całkiem inaczej oceniała swoje życie.
- Tęsknisz za tymi różowamy drzewami? I za Japonią? - zapytała sama będąc zaskoczona, że się na nie zdecydowała. Nie wiedziała czy chciała znać odpowiedź, ale chyba jej obowiązkiem jako przyjaciółki było je zadać. Czasami robienie tych "odpowiednich" rzeczy było jednak bardzo męczące.
- Uważasz, że można tam znaleźć jakiekolwiek prawdy? Ta gazeta żyje dzięki kłamstwom, czytam ją tylko by się pośmiać. To muszę przyznać, jest całkiem zabawna. - Czasami nawet czuła się winna, że w ogóle ją czyta. Doskonale zdawała sobie sprawę z jakości tych informacji, ale pokusa była bardzo silna.
- Gdybyś był na pewno byś to zatrzymał, jestem tego pewna. - zapewniła go przewracając oczami. Nie dałby rady przekonać Minister do mądrej decyzji, dla niej to coś obcego. Szli chwilę w milczeniu, każde jakby we własnych myślach.
- Teraz gdy wróciłeś do Anglii co zamierzasz zrobić? Jakie masz plany? - stanęła i popatrzała na niego niego z wyczekiwaniem. Nie chciał tu wracać, ale teraz nie miał już wyboru. Oczywiście, mógł jeszcze wyjechać. Tylko jakie były szanse, że mu na to pozwolą?


Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Bushy Park   27.08.17 19:04

Wciąż odnosiłem wrażenie, jakoby świat drwił sobie ze mnie nieprzerwanie. Pozwalał na chwilę wytchnienia tylko po to by zaraz mnie znów przydusić. Już dawno temu dałem za wygraną w tej kwestii - nie mogłem na siłę walczyć z czymś, z czym nie dało się walczyć. Z początku myślałem, że to może i słabość, a jednak wierzę, że i w tym jest siła - w potrafieniu zaakceptowania pewnych rzeczy. Szczególnie tych na które nijak nie mamy wpływu. Nie w poddawaniu się, nie w zaprzestawaniu walki, ale w pogodzeniu się ze stratą gdy jest już zbyt późno. Upartość i patrzenie w tył wcale nie zawsze są najlepszym wyborem.
Prycham tylko dostrzegając Twoje spojrzenie, wiedząc jednocześnie, że jest to w pewnym sensie żart. Nie byłbym zły nawet gdyby tak nie było - jestem całkiem w porządku przyzwyczajony do bycia najgorszym z oczekiwań. Czy zmieniłem się aż tak bardzo? Czy naprawdę byłem nową książką, czy ktoś tylko zmienił mi okładkę i dopisał kilka stron? Sam z pewnością nie dostrzegałem zachodzących we mnie zmian, ale nie sądziłem bym zmienił się całkowicie, diametralnie. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają, tak przynajmniej sądzę. Na moich ustach pojawia się uśmiech, nie tylko ze względu na Twoje słowa, ale i na samo wspomnienie szkolnych lat, tak beztroskich i tak nierealnych wręcz.
- Cieszę się, że masz dobrą pamięć - mówię tylko, wywracając oczyma i przyspieszam nieznacznie kroku, jakbym chciał uciec przed kolejnym spojrzeniem i kolejną niemą reprymendą. - I że nigdy nie przestawałaś czekać, żeby pożyczyć mi notatki.
A było w tym coś zdecydowanie większego, ważniejszego niż tylko pożyczanie notatek. Zawsze służyłaś mi dobrą radą, dobrym słowem, nawet jeżeli w istocie Twoje słowa były raczej przepełnione złością. Robiłem wiele głupot, ale czym były one, błahe i nieistotne, w porównaniu z tym co działo się teraz? Zdawało mi się nawet, że nie musiałem upiększać własnych wspomnień bo wydawały się i tak kolorowe. Nawet te nudniejsze, niespecjalnie szczególne, były czymś co przywoływało we mnie dobry nastrój. Dziś wiele oddałbym za tą sielankę, nawet za te stresy, bo problemy tamtych dni dało się rozwiązać łatwo. Przynajmniej dość łatwo.
- Oczywiście, że tak - nie kłamię nawet, bo nie mam po co.
Zresztą już po moim nastawieniu widać, że nie do końca jestem zadowolony z powrotu. Ktoś kto mnie dobrze zna, dostrzega to z łatwością, nawet jeśli nie narzekam głośno czy nie krzywię się.
- W pewien sposób tęsknię też za Hogwartem, w ogóle cierpię na jakąś taką przypadłość, że zawsze chcę być tam, gdzie mnie nie ma - wzruszam ramionami, jakby było to najzwyklejsze wyznanie, choć kryje się w nim jakiś cień smutku i wiele gorzkiej prawdy.
Nie czuję się na siłach by rozmawiać z innymi o wszystkim co mnie dręczy, więc zbywam jakiekolwiek dalsze smutki. Chcę cieszyć się tym co teraz, bo mam pełną świadomość, że za kilka dni może nie być już tak dobrze. Szczególnie po wyprawie, szczególnie przy spotkaniu z ojcem.
- Między kłamstwem a kłamstwem można znaleźć więcej prawdy, niż sądzisz - rzucam od niechcenia, jakbym wiedział doskonale o czym mówię.
Bo wiem. Bo tym właśnie była polityka, kłamstwami, kłamstwami i jeszcze raz kłamstwami, opakowanymi niekiedy w jakąś drobną prawdę. Puszczam mimo uszu Twoją uwagę, o tym co bym zrobił gdybym tu był. Tego prawdopodobnie nigdy się już nie dowiem, choć myślę o tym zdecydowanie zbyt często.
- Sam nie wiem. Za kilka dni znikam na chwilę z kuzynostwem, a potem, jak sądzę, nikt nie wypuści mnie poza granice kraju przez najbliższe sto tysięcy lat - wzdycham teatralnie, choć słowa te w istocie ciężko przechodzą mi przez gardło.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Bushy Park   30.08.17 19:31

Nikt nie powiedział, że życie będzie proste. Świat nie jest miejscem prawym i sprawiedliwym, ludzie nie są idealni ani nawet mili. Los kładzie kolejne kłody pod nogi, a problemy zawsze przychodzą parami. I mimo to trzeba wstać każdego poranka, ubrać się i zrobić swoje. Nie można poddawać się, nawet mając świadomość o niesprawiedliwości czekającej za oknem. Tym bardziej cenne były życzliwości, pomoc i dobre chwilę. Dawały one wytchnienie. Gdy już sobie uświadomisz, że każdy kogo spotkasz walczy w swojej bitwie, o której nie wiesz nic łatwiej być zdolnym do dobroduszności. Dodaje to również otuchy, gdy myślisz, że już gorzej być nie może i że inny mają lepsze życie. To gadanina dla mięczaków.
Dlatego ważne były dla niej takie chwilę jak ta z Alastairem. Na co dzień widzi okrucieństwo ludzi, ich przemoc i agresje. Takie momenty przypominają jej, że ma wokół siebie dobrych ludzi. Może nie perfekcyjnych, ale postępujących słusznie. Albo miała taką nadzieje, że tak było. Ona sama czasem błądziła, gdyż wybranie etyczności zawsze było ciężkie i miało swoją cenę.
- Takie rzeczy ciężko zapomnieć. - stwierdziła obserwując jak ją dogania. Nawet nie chciała tego nigdy zapomnieć, tych lat Hogwartu. Nie miała bardzo ciężkiego życia, żadnych traumatycznych przeżyć ale mimo to zawsze tamte lata stanowiły dla niej najszczęśliwsze momenty. - Nigdy nie dałeś mi powodu. - zawtórowała cicho, lecz wiedziała, że ją usłyszał. Był dobrym przyjacielem, który posiadał swoje wady (jak skłonność do dramatyzowania w jej ocenię), lecz czuła często, że potrafili się komunikować bez słów. Taka umiejętność przychodzi wraz z czasem, a siedem wspólnych lat to wystarczająco dużo, by poznać człowieka. Wiedział, gdy lepiej było zostawić ją w spokoju, a gdy bardziej niż normalnie potrzebowała kontaktu z drugim człowiekiem. To była dobra przyjaźń, nadal jest tylko trochę inna.
Przyjęła jego słowa do wiadomości, nie skomentowała ich ale odnotowała w pamięci. Spodziewała się takiej odpowiedzi, wręcz wiedziała jaka będzie. Ta przewidywalność nie poprawiła jej humoru, nadal uważała, że zasługiwał na wybór. I może kryła się w tym również obawa, że ona wyboru też nie będzie miała.
- Też tęsknie za Hogwartem, ale też nie chciałabym cofnąć czasu. Ostatnie lata były dobre, wiele się nauczyłam. Ta przypadłość, o której mówisz może Ci sprawić wielkie problemy. - ostrzegła go, choć i tutaj pomyślała, że on doskonale zdawał sobie sprawę z tego. Taka przypadłość może sprawić, że nigdy nie da sobie zaznać szczęście, gdyż nie będzie mógł docenić tego co ma.
- Słowa polityka. -  skomentowała, gdyż podobne mógł wypowiedzieć jej ojciec, choć mógł być nawet bardziej szczery. Lubił pozbawiać ją złudzeń. - Czyli twój los jest w kogoś innego rękach? - zapytała patrząc najpierw na niego ze zmartwieniem, a następnie przed siebie. Czyli pod pewnymi względami nic się nie zmieniło. Kontynuowali spacer aż przyszło się im pożegnać. Spotkanie było trochę sentymentalną podróżą, jakby pożegnaniem jej nastoletniego przyjaciela i poznaniem nowego. Czemu tylko czuła jakby to była cisza przed burzą?

zt


Powrót do góry Go down
 

Bushy Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17