Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Carkitt Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Carkitt Market   31.07.16 22:20

First topic message reminder :

Carkitt Market

Carkitt Market jest popularnym centrum handlowym ukrytym pod szklanym dachem, które zostało zbudowane tuż przy ulicy Pokątnej. W środku znajduje się mnóstwo przeróżnych sklepów - zarówno tych wykwintniejszych, jak i o cenach przystępnych dla przeciętnych czarodziejów - wskutek czego o każdej porze dnia można natrafić tu na tłumy. Do spotkań w Carkitt Market zachęcają także liczne kawiarenki znane z serwowania najznamienitszego ciasta dyniowego.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Charlene Leighton
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton http://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie http://www.morsmordre.net/t5374-charlie http://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 http://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
alchemiczka, badaczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
2 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   25.12.17 13:28

Charlie miała nadzieję że nie będzie kolejnych tego typu atrakcji. Na szczęście jej kolega nie wyglądał na poważnie uszkodzonego, najwyraźniej miał mocną głowę. Pewnie na morzu musiał znosić gorsze rzeczy niż uderzenia torebką jakiejś furiatki. Jakby na to nie patrzeć, takie wyprawy musiały być bardzo niebezpieczne nawet mimo faktu że jako czarodzieje mogli sobie pomagać magią.
- Od początku maja tak. Prawie codziennie zostaję po godzinach – wyjaśniła. Na brak zajęcia nie narzekała, jak przyszła do pracy, to niekiedy do późnego popołudnia lub nawet wieczora mieszała w kociołku. Brakowało jej większej ilości czasu i przechadzek po Londynie w ciele kota. Ostatnia, na którą sobie pozwoliła skończyła się jednak schwytaniem jej i mimowolnym „uprowadzeniem” przez napotkaną czarownicę, która uznała ją za prawdziwego kota.
- Ale lubię swoją pracę, cieszę się, że jestem alchemikiem. – Ta praca zmuszała do skupienia, podczas którego łatwiej było nie myśleć o innych sprawach. Wymagała precyzji i wyczucia, i była dużo ciekawsza niż przerzucanie papierów w ministerstwie. Charlie zdecydowanie nie widziała siebie w tej instytucji.
Pijąc herbatę, z ciekawością słuchała jego opowieści. Była pod wrażeniem tego, co miał już okazję zobaczyć, bo sama znała te kraje tylko z książek i nie miała pojęcia, jak wyglądają naprawdę, bo czarno-białe ryciny w książkach, ani nawet zdjęcia nie oddawały pełnego obrazu. Była naprawdę zaintrygowana i Johnny mimowolnie jeszcze bardziej urósł w jej oczach jako ciekawy rozmówca, który niejedno widział. Zawsze fascynowali ją ludzie z pasją.
- To wszystko co mówisz brzmi tak... niesamowicie. Magicznie. W Anglii też nie brak pięknych miejsc i magii, ale ciekawa świata dusza mimo wszystko zawsze rwała się do tego, co inne. Zaintrygowałeś mnie. – Jako dziecko i nastolatka z pasją pochłaniała książki o różnych miejscach, czasem też stawała na klifach w rodzinnym Tinworth, nieopodal domu w którym się wychowywała, i wpatrywała się w morską dal, wyobrażając sobie, co kryje się za wodą, jakie lądy znajdują się w oddali i jakie gwiazdy nad nimi świecą. Niewątpliwie jednak nie było jej pisane życie podróżniczki, zwłaszcza że była kobietą i nie miała gór galeonów w skarbcu, co znacząco utrudniało sprawę, jeśli chodzi o jakieś wyprawy po alchemiczne składniki. Musiała korzystać z tego, co inni dostarczali do kraju.
- Może kiedyś, kiedy wszystko się uspokoi, uda mi się znaleźć sposób by gdzieś pojechać? – zastanowiła się. Może w jakiejś dalszej przyszłości, kto wie? Może kiedyś jej mężem zostanie mężczyzna o podobnych pasjach i pragnieniach? We dwójkę raźniej i lepiej byłoby zwiedzać świat. Chociaż nie była osobą skostniałą, to nie była też postępową kobietą próbującą łamać stereotypy i wchodzić w męskie role. Choć mężczyznom niewątpliwie było w ich świecie łatwiej. – I ta zorza polarna... czytałam o nich, oczywiście, ale zawsze chciałam zobaczyć jakąś na własne oczy. Niestety w Anglii raczej się nie zdarzają.
Miała dziwne wrażenie, że Johnny był nieco nerwowy. Czyżby się bał, że znowu pojawi się obok tamta zirytowana kobieta i ponownie uderzy go torbą? Nagle jednak podniósł się i zanim zdążyła otworzyć usta, by go ostrzec, że za nim znajduje się kelnerka z tacą pełną gorącej kawy, ten zerwał się raptownie, wpadając na kobietę i strącając tacę. Gorący napój wylał się na niego, a Charlie zakryła usta dłonią. Szybko jednak wstała, patrząc jak Johnny próbuje pozbyć się oblanych ubrań.
- Nic ci nie jest? – zapytała z niepokojem. Miała nadzieję, że nie doznał poparzeń. – Może lepiej zaprowadzę cię do łazienki, powinieneś to szybko przemyć zimną wodą. – Niestety tylko tyle mogła tu zrobić, nie potrafiła rzucać leczniczych zaklęć. Oby nie okazała się potrzebna poważniejsza interwencja, szczęście w nieszczęściu że Johnny miał krótki kontakt z kawą, ale kto wie, jak gorąca była w momencie rozlania się na niego? – Chodź Johnny, idziemy... – szepnęła, zamierzając go poprowadzić do niewielkiej kawiarnianej łazieneczki, gdzie mogli zniknąć z widoku obserwujących ich klientów i w spokoju przemyć miejsca oblane kawą. Zimna woda powinna złagodzić ból i zmyć resztki gorącego napoju. Sama zapomniała o własnej herbacie, zaabsorbowana kolejnym problemem swojego bardzo pechowego dzisiaj znajomego. Chciała mu jednak pomóc i upewnić się, czy nic mu się nie stało.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk http://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 http://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
żeglarz
24
Mugolska
Kawaler
Jo - ho! Ciągnąć szot razem! Banderę stawić na maszt! Ciągnąć go, złodzieje, nędzarze! Śmierć nie dotknie nas!
5
6
0
0
1
0
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   04.01.18 2:14

- Powinnaś kiedyś pojechać na taki urlop. Jak już awansuję na kapitana i dorobię się własnego statku to masz miejsce w mojej załodze podczas rejsu dookoła świata! - parsknąłem śmiechem. W sumie alchemik na statku zawsze się przyda. Szczególnie taki, co to potrafi słoną, morską wodę zmienić w rum, na przykład. Albo wódkę. Wódkę lubiłem znacznie mniej, ale jak to mówią - jak się nie ma co się lubi to się lubi inne rzeczy, czy coś w tym guście. Przysłowia nigdy nie były moją mocną stroną.
- To akurat naprawdę najcudowniejszy widok, jaki moim oczom udało się oglądać. Nieczęsto sięgam różdżką do głowy, ale to jedno wspomnienie zatrzymałem we fiolce, by zawsze móc do niego wrócić. - kiwam głową. Zwykle wolałem jednak nie pamiętać, bo tak było prościej, lepiej i nierzadko bezpieczniej, ale bywały dni, bywały widoki, do których tęskniło moje serce i właśnie je zamykałem w szklanych fiolkach, by nigdy ich nie stracić.
- O matko, skóra mi chyba odpada! - lamentuję biednej Charlene w drodze do łazienki, w międzyczasie pozbywając się zalanych ciemnym naparem ubrań - teraz to już mi było obojętne czy biegam w ubraniu czy półnago, bo za chwilę faktycznie zniknęliśmy za drzwiami toalety, a ja podbiegłem do zlewu odkręcając kurek najbardziej lodowatej wody. Ochlapałem się cieczą - po ramionach i karku, wsadziłem łeb pod kran, przemywając także głowę, w końcu twarz, chociaż moje przystojne lico ucierpiało w tej konfrontacji najmniej; ledwie kilka kropelek spryskało policzki, nie zostawiając po sobie żadnych śladów. Choć ścianę ponad zlewem zdobiło lustro, nie byłem w stanie obejrzeć swoich pleców. Wciąż jednak czułem nieznaczne pieczenie.
- W skali od jeden do dziesięciu jak bardzo źle to wygląda? - pytam mojej towarzyszki, spoglądając w gładką taflę ponad kranem, wyłapując jej spojrzenie w odbiciu i mając nadzieję, że obejdzie się bez wizyty w Mungu - Tylko szczerze. Chyba nie jest najgorzej, co? Już nawet tak nie boli. - sięgam dłonią do pleców. Kiedy przykładam ją do rozgrzanej skóry czuję bijące ciepło, nie czuję jednak żadnych bąbli ani nic takiego, więc chyba faktycznie miałem w tym nieszczęściu sporo szczęścia. Ale w duchu przeklinam tę nieostrożną kelnereczkę, chociaż gdzieś podskórnie zdaję sobie sprawę, że to ja i tylko ja zawiniłem. Wolę jednak zrzucić winę na ponuraka czyhającego na moje życie na dnie filiżanki.


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton http://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie http://www.morsmordre.net/t5374-charlie http://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 http://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
alchemiczka, badaczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
2 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   04.01.18 15:50

- Wobec tego trzymam za słowo – rzuciła z uśmiechem, ciekawa, czy Johnny’emu uda się kiedyś dopiąć swego i zdobyć własny statek, którym będzie mógł wyruszyć w podróż dookoła świata. Póki co raczej był zdany na pracę u innych, ale był młody i sprytny, więc wszystko było przed nim. Tak jak przed Charlie, która też mogła jeszcze wiele zdziałać i alchemiczna kariera naukowa i własne odkrycia wciąż mogły być przed nią.
Charlie też miała dużo pięknych wspomnień które pielęgnowała, i równie wiele marzeń odnośnie miejsc i rzeczy, które chciałaby zobaczyć, oraz chwil, które chciałaby przeżyć. Dlatego chciała wierzyć że to jeszcze na nią czekało i że jak będzie cierpliwa i wytrwała to zrealizuje swoje plany. Niewiele rzeczy uczyło cierpliwości równie dobrze jak alchemia, Charlene wiedziała więc, że nic nie przychodzi łatwo i bez wysiłku. Dwa ze swoich młodzieńczych marzeń spełniła – została alchemiczką oraz animagiem.
Ale nie było im dane dłużej rozmawiać o tych pięknych widokach i wspomnieniach bo Johnny najwyraźniej przyciągał dziś dziwne wypadki. Jak nie obrywał torbą od nieznajomej kobiety, to znowu został oblany gorącą kawą. Na pewno nie było to przyjemne, sądząc po jego gwałtownej reakcji, więc Charlie nie pozostało nic innego jak doprowadzenie go do łazienki by mógł się umyć i ocenić szkody.
Nie czuła się jakoś mocno zgorszona jego półnagim widokiem, zresztą w tej chwili była raczej skupiona na tym by sprawdzić czy gorąca kawa nie wyrządziła mu poparzeń. Patrzyła, jak oblewał się zimną wodą, zmywając z siebie resztki kawy. Gdy skończył, spojrzała uważniej na jego plecy. Były wyraźnie zaczerwienione, ale mogło być gorzej, gdyby kawa była bardziej gorąca i gdyby nie zareagował błyskawicznie, zdzierając z siebie ubranie.
- Myślę że obejdzie się bez ciągnięcia cię do Munga, choć gdybym umiała magię leczniczą, mogłabym załagodzić te poparzenia. – Niestety nie umiała, czego czasem żałowała. – Nie widać bąbli, skóra jest tylko zaczerwieniona. Jeśli do wieczora nie zniknie to samoistnie, cienka warstwa maści na poparzenia powinna rozwiązać sprawę, mogę ci nawet wysłać trochę kiedy dotrę do domu.
Na ten moment mogła mu co najwyżej zrobić mokre okłady, co też uczyniła, biorąc niewielki ręcznik i namaczając go wodą, po czym delikatnie przyłożyła go do ramion i pleców kolegi. Z pobliskiej wnęki wzięła coś, co wyglądało jak luźny, jasny fartuch tutejszych pracowników, po czym rzuciła go Johnny’emu. Nie mógł na razie włożyć swojej koszuli lepiącej się od kawy, a nie powinien paradować po ulicy w samych spodniach i z poparzonymi plecami.
- Załóż to, póki nie znajdziemy ci czegoś lepszego na przebranie – powiedziała, mimo wszystko nieco rozbawiona tą wizją, skoro okazało się, że Johnny’emu nic groźnego się nie stało. – Jeśli chcesz, możemy cię nawet dostarczyć do domu, bo nie wiem czy w tych niefortunnych okolicznościach masz ochotę na dalsze sączenie kawy? – zapytała go, czując że chyba powinni ten lokal opuścić. Po wyjściu z łazienki i tak od razu przyciągną spojrzenia klienteli i obsługi.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk http://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 http://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
żeglarz
24
Mugolska
Kawaler
Jo - ho! Ciągnąć szot razem! Banderę stawić na maszt! Ciągnąć go, złodzieje, nędzarze! Śmierć nie dotknie nas!
5
6
0
0
1
0
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   07.01.18 0:02

- Naprawdę? - robię wielkie oczy, wynajdując spojrzenie Charlene w gładkiej tafli zwierciadła - Jesteś kochana. - kiwam głową. Może powinienem zapytać o cenę, ale skoro sama panna Leighton nic o tym nie mówi, to i ja milczę. Jak zwykle jestem biedny jak mysz w kościele, więc jeśli na czymkolwiek mogę zaoszczedzić to staram się to robić.
- Ooooo, ale ulga. - wzdycham, z rozkoszy przymykając ślepia, gdy pierwszy zimny okład ląduje na moich plecach. Nie sądziłem, że lodowaty ręcznik sprawi mi kiedyś taką przyjemność - Dziękuję. - mówię jeszcze do swojej towarzyszki, rozchylając powieki, a gdy podaje mi odzienie, uśmiecham się szeroko, czym prędzej zarzucając je na nagie ciało. Na to z kolei zakładam swój długi płaszcz.
- Eeeem... - cóż, mój dom raczej nie należał do najładniejszych... Właściwie był zwyczajnie obleśny i byłem całkowicie pewien, że znajduje się tam aktualnie Lemoniadowy Joe w objęciach równie nieładnej prostytutki, bo minąłem ich na schodach kiedy wychodziłem. Raczej wolałbym uniknąć tego widoku, a z braku lepszych opcji dzieliliśmy jeden pokój. Tylko jak to powiedzieć Charlie, żeby nie wyjść na jakiegoś totalnego łacha? - Wolałbym nie wracać póki co do domu. Mój współlokator... - zawahałem się - Spędza tam dzisiaj romantyczny wieczór ze swoją dziewczyną. - kiwam głową. Ta, romantyczny wieczór. Ze swoją dziewczyną. Śmiać mi się chciało jak oczami wyobraźni zobaczyłem parszywą mordę mojego współlokatora i jeszcze bardziej parszywe lico jego dzisiejszej wybranki - Ale może faktycznie powinniśmy stąd wyjść. - kiwam głową, chociaż wciąż mam ochotę na to ciastko, które zostawiłem przy stoliku ledwie napoczęte... To dopiero prawdziwy pech! Szczelniej opatulam się fartuchem i ruszam do wyjścia z łazienki. Wkrótce obydwoje znajdujemy się na korytarzu, wąskim przejściem sunąc do sali głównej i gdy mam wrażenie, że wszystko już wróciło do normy, zalewa mnie kolejna fala przepowiedzianego pecha. Jedne z bocznym drzwi - może to toaleta dla personelu albo zaplecze - odskakują od framugi, a ja zaliczam z nimi bliskie spotkanie. Strumień krwi momentalnie bucha mi z nosa, a ja mimowolnie cofam się o kilka kroków. Dobra, to mógłbym jeszcze znieść, ale na domiar złego zza drewnianego skrzydła wyłania się znajoma twarz. Znajoma twarz mojej byłej dziewczyny. Chociaż byłej dziewczyny to za dużo powiedziane - ot, poznaliśmy się kiedyś przypadkiem, zbajerowałem ją, spędziliśmy razem upojną noc, obiecałem, że się odezwę i ślad po mnie zaginął. Choć z początku wydaje się trochę przestraszona, gdy rozpoznaje moją twarz, widzę w jej oczach chęć mordu.
- TO TY! TY... TY... TY ŚMIECIU! - zaczyna wrzeszczeć, a ja próbuję zatamować krew lecącą strumieniem z moich nozdrzy - Świnia! Prostak! Niech ci ten nos odpadnie! Jak mogłeś!... - wrzeszczy dalej, zaś gdy jej spojrzenie pada na Charlene, mam wrażenie, że spotkaliśmy właśnie bazyliszka i za moment obydwoje padniemy trupem - Nie wierzę! Przygruchałeś sobie nową panienkę...! - kontynuuje swój monolog, a że nie mam ochoty dalej słuchać tych wrzasków, to macham łapami, żeby jej przerwać.
- Ty się puknij w czoło kobieto, jakaś jesteś nienormalna. Mylisz mnie z kimś. - odwracam twarz w kierunku Charlie i wywracam oczami, tym samym dając jej do zrozumienia, że to jakaś kompletna świruska. Kiwam na Charlene głową, żeby się nie przejmowała i ruszam dalej, a kiedy mijam moją byłą to mi jeszcze zasadza liścia z całej pety. NO KREW MNIE ZALEWA! Dosłownie i w przenośni, mam ochotę jej oddać, ale przypominam sobie, że nie jesteśmy tutaj sami, więc pukam się tylko w czoło i wreszcie opuszczam tę przeklęta kawiarnię. Spluwam siarczyście na chodnik, z kieszeni płaszcza wyjmując chusteczkę, którą przykładam do roztrzaskanego nosa.
- To jakaś wariatka, nawet jej nie znam. - tłumaczę się, ale oczywiście to zwykłe kłamstwo.


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton http://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie http://www.morsmordre.net/t5374-charlie http://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 http://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
alchemiczka, badaczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
2 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   07.01.18 1:43

Czuła się w obowiązku pomóc koledze, który miał dziś takiego pecha, i jak się miało okazać – to jeszcze nie był koniec pechowych zdarzeń. Najlepiej jak umiała zrobiła mu zimny okład na plecy; przy braku lepszych sposobów oraz umiejętności leczniczej magii nawet mokry ręcznik mógł zdziałać cuda i przynieść chwilową ulgę.
- Powinno trochę wytrzymać, póki nie wyschnie – powiedziała, pomagając mu założyć fartuch, a potem płaszcz. – No dobrze, więc gdzie wolisz się udać? – zapytała, nawet nie wiedząc, jakiego współlokatora miał Johnny, choć gdyby tam poszła i była świadkiem jakiejś dwuznacznej sceny pewnie poczułaby konsternację. Nie była przyzwyczajona do tego rodzaju środowiska i nawet nie wiedziała że Johnny się w takim obraca, bo po Hogwarcie raczej nie mieli okazji podtrzymywać relacji. Może właśnie dlatego, że funkcjonowali w różnych środowiskach.
Westchnęła, wraz z Johnnym opuszczając łazienkę. Przez korytarz ruszyli w stronę sali głównej kawiarni; Johnny wyglądał dość karykaturalnie odziany w fartuch, ale przynajmniej nie świecił golizną ani poparzonymi plecami. Szedł jako pierwszy, Charlie trzymała się za nim – ale zbyt późno zauważyła odskakujące raptownie drzwi, które uderzyły w twarz przechodzącego akurat Johnny’ego. Charlie usłyszała stłumione plaśnięcie, kiedy jego twarz zaliczyła bliskie spotkanie z drewnem. Gdy się cofnął, zapewne zszokowany i obolały, zauważyła że z jego nosa płynie krew; musiał oberwać dość mocno, może nawet doznał złamania nosa. Zanim zaproponowała że na niego zerknie i zaprowadzi go jeszcze raz do łazienki by znów się umył, tym razem z krwi, zza drzwi wysunęła się kolejna sylwetka – kobiety, której Charlene nie znała, ale która wyraźnie znała Johnatana i zaczęła obrzucać go obelgami, wyraźnie sugerującymi że mieli za sobą jakiś nieprzyjemny zatarg z przeszłości, prawdopodobnie przygodny związek-niewypał. Tak przynajmniej mogło się wydawać. W końcu z jakiego innego powodu dziewczyna mogłaby zacząć mu nagle wymyślać i nazywać ją jego nową panienką? Charlie spojrzała najpierw na niego, a potem na nią z konsternacją, mamrocząc tylko cicho że to jakaś pomyłka i nie wie o co chodzi; bo naprawdę nie wiedziała i czuła się mocno zbita z pantałyku. Nie codziennie znajdowała się w tego typu sytuacjach. I nie codziennie patrzyła jak jej kolega jest obrzucany stekiem wyzwisk, a potem otrzymuje siarczysty policzek. Zanim powiedziała coś więcej do rozgniewanej kobiety, ta zniknęła z powrotem za drzwiami, a Johnny ruszył do wyjścia z kawiarni; nie pozostało jej nic innego jak pobiec za nim.
- To twoja była dziewczyna? – zapytała go tylko, gdy wyszli na zewnątrz, bo oczywiście nie uwierzyła do końca w jego wymówkę, choć nie drążyła bardziej, uznając że w sumie to nie jej sprawa i że oboje mają teraz pilniejszy problem. – Nic ci nie zrobiła? Pokaż ten nos, mam nadzieję, że nie jest złamany...
Wyglądało na to że dzisiaj jej misją podczas spotkania z Johnnym było ratowanie go z tarapatów i naprawianie szkód, które wyrządził mu jego niezwykły pech.
- To zastanawiający splot pechowych okoliczności. Od początku naszego spotkania zdążyłeś oberwać torbą, drzwiami, zostać spoliczkowanym i oblanym gorącą kawą. Czy może każdy twój dzień tak wygląda? – westchnęła, wywracając oczami, bo kto go tam wie. – Masz w Londynie więcej takich... byłych dziewczyn jak ta? – dodała, ale uśmiechnęła się pod nosem. Nawet jeśli tak było to nie jej sprawa, Johnny był dorosły i sam ponosił konsekwencje swoich czynów. Jak dzisiaj. A ona mogła tylko westchnąć, wywrócić oczami i pomóc mu po fakcie. – Co teraz robimy? Może naprawdę powinieneś rozważyć schowanie się gdzieś, skoro gdzie nie wejdziesz ciągle coś ci się dzieje.
Splotła dłonie i przekrzywiła głowę lekko w bok, zastanawiając się nad tym dziwnym zjawiskiem.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk http://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 http://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
żeglarz
24
Mugolska
Kawaler
Jo - ho! Ciągnąć szot razem! Banderę stawić na maszt! Ciągnąć go, złodzieje, nędzarze! Śmierć nie dotknie nas!
5
6
0
0
1
0
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   Yesterday at 1:20

Krzywię się, kątem oka zerkając w szybę kawiarni, upewniając się, że żadna wariatka nie wyskoczy nagle ni stąd ni zowąd, żeby nabić mi jeszcze kilka guzów.
- No dobra... Była dziewczyna to za dużo powiedziane, spotkaliśmy się z raz. - wzruszam ramionami. Jak tak teraz o tym pomyślę, to mogłem jednak nie obiecywać jej miłości po grób, bogactwa i wystawnego wesela... No, ale z drugiej strony nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś ją spotkam, a tu taka przemiła niespodzianka.
- Zrobiła mi... Papkę z mózgu i miazgę z nosa. - ponownie wykrzywiam usta w grymasie niezadowolenia, ale odsuwam chusteczkę od nozdrzy, dając Charlene dostęp do tego, co z nich zostało. Już chyba nawet nie chciałem wiedzieć jak tragicznie to wygląda.
Kręcę głową na jej pytanie. Właściwie to rzeczywiście dziwne i gdy doznaję nagłego olśnienia to aż otwieram szerzej oczy.
- Charlene... dzisiaj rano zobaczyłem ponuraka w filiżance, myślisz, że to przez to? Myślisz... że ja umrę? - czuję, że robi mi się jeszcze większy wytrzeszcz, a serce zaczyna szybciej bić. Opieram więc dłoń na klatce piersiowej. Jeszcze tego brakuje, żebym tu dostał ataku serca... albo histerii. Biorę kilka głębszych oddechów, odliczając w myślach od dziesięciu w dół.
- Co? Nie... - kręcę łbem. No cóż, byłem żeglarzem, żyłem więc jak żeglarz - w każdym porcie inna baba, taka kolej rzeczy. Takie marynarskie życie.
- Mam dość Pokątnej i w ogóle magicznego świata. Chcę się ukryć w jakimś mugolskim kościele i modlić się do ich Boga. - w sierocińcu modliliśmy się do Boga jak przytrafiało nam się coś złego. Nie pamiętałem już jak to szło ale... Nie no, ja chyba oszalałem! Ale teraz, w aktualnej sytuacji tylko w owym szaleństwie widziałem jakikolwiek sposób.
- Proszę, chodź ze mną. - bo jakby nagle rozpętała się burza z piorunami i któryś strzeliłby mnie prosto w twarz, albo spadł na mnie meteor czy Jowisz, albo jakby mnie nagle tsunami miało zalać, czy udusić pawian, który właśnie uciekł z zoo... To zdecydowanie potrzebowałem jakiejś pomocnej dłoni, a Charlie była dziś dla mnie dobrą wróżką. Tylko ona mogła mi pomóc. Ostrożnie stąpając po bruku (mógłbym się w końcu potknąć i skręcić kark) ruszam w kierunku Dziurawego Kotła.
- W razie gdybym nie przeżył tego dnia to powiedz mojej matce, że ją kochałem. - proszę. Za wielu rzeczy nie posiadałem, więc natychmiastowe spisywanie testamentu raczej nie miało sensu - Koszmarny dzień. - dodaję kiedy wchodzimy do pubu. Witam się z barmanem i obdarzam lekkim uśmiechem kelnerkę, ale nawet się nie zatrzymuję, w zamian wypadając na mugolską stronę.
- Mam nadzieję, że zostawiłem już tego pecha za sobą. - wzdycham, odwracając twarz w kierunku Charlene. Nawet się nie rozglądam kiedy stawiam kolejne kroki, co szybko działa na moją niekorzyść. Schodzę z chodnika i nagle słyszę pisk opon. Czuję falę bólu zalewającą całe ciało, które z łomotem uderza o maskę samochodu, a później bezwładnie opada na ulicę. Mam mroczki przed oczami, w uszach niemiłosiernie mi dudni. Ciemność, widzę ciemność...


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton http://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie http://www.morsmordre.net/t5374-charlie http://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 http://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
alchemiczka, badaczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
2 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   Yesterday at 18:02

Tak duża ilość pechowych wypadków w ciągu jednego dnia zdecydowanie nie była czymś normalnym. Johnatan zdawał się dosłownie przyciągać nieszczęścia, a może po prostu był wyjątkowo niezdarny i jeśli gdzieś miało się przydarzyć coś pechowego to przytrafiało się właśnie jemu, bo w jakiś sposób ściągał te zdarzenia na siebie?
- Och, Johnny, naprawdę powinieneś być bardziej ostrożny. – Biedna Charlie, teraz wyobrażała sobie że tak wygląda każdy dzień jej dawnego kolegi. Albo przynajmniej większość. Ich okoliczności spotkania były dziś wyjątkowo niesprzyjające i trudno byłoby nawet zrzucić winę na anomalie, skoro żadne z nich nie czarowało.
- Ponuraka? – zapytała, kiedy znowu się odezwał. Zawsze była sceptyczna wobec wróżbiarstwa i czytaniu przyszłości z fusów czy kart, nie mając prawie żadnego pojęcia o tej dziedzinie uważała to za zgadywanki i luźne interpretacje, bo przecież prawdziwa zdolność widzenia przyszłości była czymś wrodzonym i niezwykle rzadkim. Sama nawet nie uczęszczała na ten przedmiot, woląc skupić się na prawdziwej nauce, nie na gdybaniu o tym, czy fusy na dnie jej filiżanki mają jakieś głębsze znaczenie czy też nie, choć byli ludzie którzy całkowicie w to wierzyli i doszukiwali się winy za swoje niepowodzenia w tego typu znakach.
- To pewnie tylko przypadek, Johnny – powiedziała. Tak, to musiał być zbieg okoliczności. Może Johnny widząc ponuraka sam uwierzył, że przez to czeka go pech, i dlatego tak się stało? A może było na odwrót: po splocie pechowych wydarzeń wyobraził sobie, że fusy w jego porannej filiżance miały kształt ponuraka, by uzasadnić to wszystko? – To tylko przypadkowy kształt, który ułożył się z resztek fusów. Nie zawsze należy takie rzeczy traktować dosłownie – dodała. Miała umysł naukowca, dlatego przesądy i tego typu rzeczy traktowała z przymrużeniem oka. Było to coś w gruncie rzeczy nieszkodliwego, ludzie miewali różne dziwactwa i nawyki. – Nie umrzesz i nawet nie waż się tak myśleć – przestrzegła go, nieco żartobliwie grożąc mu palcem, choć w głębi duszy się o niego martwiła. Nie z powodu ponuraka, a dlatego że był taki nieporadny i pechowy.
Westchnęła.
- Tak, chodźmy stąd – zgodziła się. Może faktycznie powinni opuścić Pokątną? – I czym jest ten Bóg? Nie wiem zbyt wiele o świecie mugoli... To jeden z ich wynalazków, którymi zastępują magię? Kiedy byłam dzieckiem widziałam nad naszą Kornwalią coś, co wyglądało jak smok, tylko był cały z metalu i dziwnie warczał. Tata powiedział mi wtedy, że to maszyny którymi przemieszczają się mugole – zapytała, bo jej pojęcie o świecie mugoli, nie wspominając o ich kulturze, było bardzo znikome, więc nie do końca zrozumiała co chciał zrobić Johnatan. Cokolwiek jednak miał na myśli poszła z nim w stronę Dziurawego Kotła, gdzie będą mogli opuścić ulicę Pokątną. Podczas drogi rozglądała się na boki, ale nikt nie zaatakował Johnny’ego ani nic nie spadło im na głowy. Może to okolice Carkitt Market obfitowały dziś w nieszczęśliwe wypadki, które równie dobrze mogły spotkać kogoś innego?
Dotarli w końcu do pubu, z którego mogli przejść na mugolską stronę miasta. Charlie bywała w niej raczej rzadko. Nie była uprzedzona do mugoli, miała wielu znajomych mugolskiego pochodzenia i wręcz ciekawiły ją niektóre związane z nimi sprawy, ale zawsze trochę bała się samotnie poruszać po centrum mugolskiego Londynu bo obawiała się że się zgubi w plątaninie ulic pełnych urządzeń i maszyn, których działania nie rozumiała, a które zastępowały mugolom magię.
- Też mam taką nadzieję, że to już koniec. Każdy pech musi się kiedyś skończyć, prawda? – powiedziała, gdy przeszli przez Dziurawy Kocioł, znajdując się po drugiej stronie, na głośnej, gwarnej ulicy pełnej dziwnie ubranych ludzi, dla których to pewnie Charlene i Johnny wyglądali jak dziwadła. – Może pokażesz mi jakieś ciekawe miejsce w mugolskim Londynie? – Miała wrażenie że Johnny znał go lepiej, skoro sam chciał tam iść.
Ale nie zdążyli nigdzie pójść. Ledwo Johnny chciał przejść przez ulicę, Charlie usłyszała głośny, drażniący uszy pisk i zobaczyła warczącą masę metalu z rozżarzonymi ślepiami uderzającą w ciało jej znajomego. Sama szła kilka kroków za nim, dzięki czemu nie podzieliła jego losu, ale krzyknęła ze strachu i rzuciła się do tyłu, lądując na chodniku i zdzierając sobie trochę skóry z łokcia, na który upadła. Syknęła z bólu, ale nie przejmowała się w tej chwili własnym niegroźnym skaleczeniem.
- Johnny! – krzyknęła, mimo lęku i pewnego szoku rzucając się w stronę kolegi leżącego bez ruchu na drodze. Tuż obok znajdowała się mugolska machina, przed którą Bojczuk nierozważnie wyskoczył, i kto wie jak to zderzenie wpłynęło na jego organizm? Przyklękła obok niego. – Johnny, ani mi się waż tu umierać, słyszysz? – mruknęła półgębkiem, przypominając sobie co powiedziała mu zaledwie kilka minut wcześniej, jak zapewniała go, że na pewno nie umrze z powodu garstki fusów, ale nie była pewna czy teraz w ogóle ją słyszał. Jej głos mocno drżał, bo naprawdę się o niego bała. Była tak przejęta strachem że nawet nie zauważyła mugola który wysiadł z pojazdu, pobiegła prosto do Dziurawego Kotła, by sprowadzić pomoc w postaci dwóch rosłych mężczyzn, którzy mogli być w stanie przenieść nieprzytomne ciało mężczyzny do pubu. Nie ulegało wątpliwości że teraz pilnie potrzebował pomocy uzdrowiciela, a nie mogli żadnego wezwać na środku mugolskiej ulicy. Mogli jednak przetransportować go do Munga za pomocą kominka, o co też poprosiła po wniesieniu Johnatana z powrotem do pubu.

| zt. x 2




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
 

Carkitt Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» West Market

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18