Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zatoka Syren

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zatoka Syren   04.12.16 0:59

Zatoka Syren

Cicha zatoka znajdująca się przy wschodnim wybrzeżu wyspy wydaje się instynktownie omijana przez mugoli - tę ciszę zawdzięcza zaklęciom ochronnym rzucanym przez pomieszkujące tutaj syreny. Płytka plaża, w piasku której nietrudno znaleźć szczątki dawno temu zmarłych smoków, osłonięta jest przed wiatrem wysokimi skałami. Latem, przy odrobinie szczęścia, łatwo dostrzec w wodzie błysk łuski syreniego ogona. Strzegą ich trytony - bardziej dyskretne i mniej rzucające się w oczy, a jednak gotowe złapać harpunem każdego, kto odważy się zakłócić ich spokój. Letnimi oraz wiosennymi wieczorami wzdłuż plaży rozbrzmiewają się ich pieśni - spokojne, ciche, rozleniwiające... i usypiające. Zimą ponoć istoty te kryją się w podwodnych jaskiniach, z których wynurzają się dopiero, kiedy nadejdą cieplejsze temperatury.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
nie ogarniam biegłości </3
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   10.03.17 20:36

15 kwietnia
Nie żeby JJ nie patrzył na to, gdzie się znajduje. Znał swoje położenie dzięki gwiazdom. W końcu to one go prowadziły całe życie. Wystarczyło, że spojrzał w górę na nocne niebo i już wszystko wiedział. Jednak noc musiała być czysta i bez chmur na nieboskłonie. Na szczęście tego dnia również taka była, ale nie ochroniła go przed wszystkim. Zapatrzony w niebieskie sklepienie i świecące na nim diamenty nie patrzył gdzie idzie. Czasem noga mu się omsknęła na kamieniu, ale podnosił się i szedł dalej, zupełnie zapominając o zadrapaniu na kolanie. I przetarciu na kostce. I siniaku na łydce. I obiciu na nadgarstku. I przeciętej wierzchniej dłoni. I jeszcze kilku takich tam drobnostkach. Przecież czym one były w porównaniu z możliwością podziwiania gwiazd i innych ciał niebieskich? Szczególnie w tej chwili, gdy niedługo bo dosłownie za dwie godzin i trzy minuty miała być najbliższa koniunkcja Wenus i Saturna. Niesamowite zjawisko, które musiał zaobserwować! Dla niego przytachał za sobą całą torbę przyrządów astronomicznych. W końcu koniunkcja nie zdarzała się często. Oznaczała ni mniej ni więcej, że planeta znajdowała się za Słońcem w jednej linii z Ziemią. Odrzucił po raz kolejny torbę na plecy, która uderzała go monotonnie w bok, a on zamiast inaczej ją zawiesić ciągle się z nią męczył. Ale to był Jayden. Nikt nie mógł mu przemówić do rozsądku, a przynajmniej nie wtedy gdy był sam i nie widział nic innego poza gwiazdami i określonym celem. Profesor astronomii w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie zatrzymał się na chwilę, po czym spojrzał na mapę nieba. Nawiasem mówiąc miał ich chyba z dwadzieścia ze sobą, ale znał się na nich doskonale. Szczególnie że niektóre z nich stworzył sam i to oczywiście z małą pomocą jego zaufanych znajomych - centaurów z Zakazanego Lasu. Wcześniej ów stworzenia pomagały mu, gdy pracował jeszcze jako młody astronom w Wieży Astrologów, a teraz były praktycznie mu tak życzliwe jak słońce młodym pannom podczas letnich miesięcy. Ale w głowie Vane'a były ciała niebieskie. Nie zaś przedstawicielki płci pięknej, a przynajmniej jeszcze nie spotkał takiej, którą mógłby postawić w szeregu z gwiazdami i innymi zjawiskami kosmosu. Spojrzał na niebo, po czym znowu na mapę i tak kilka razy nim odnalazł właściwą drogę. Nawet nie zauważył, że znalazł się blisko jakiegoś jeziora. Jego brzeg był idealnym miejscem na rozstawienie sprzętu do obserwacji! Gdy to zrobił, usiadł na dużym kamieniu nieopodal i zaczął przeglądać swoje notatki. Nie zauważył nawet że coś jakby szeptało od strony wody, a słodkie głosy nęciły, by wszedł w jej otchłań. Początkowo w ogóle nie zwracał na to uwagi. Przecież miał tyle rzeczy do zrobienia ważnych! W końcu zerknął w stronę tafli i zauważył nieopodal siebie kobieca głowę. Podskoczył, spadając z kamienia i przy okazji rozbijając swój kompas.
- No, nie - jęknął, podnosząc zepsute części. Świetnie. A dopiero co zapłacił za jego naprawę. Chwilowo zapomniał o syrenie, która jednak dalej wpatrywała się w niego intensywnie.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Harold Abbott
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t4413-harold-abbott http://www.morsmordre.net/t4423-amnesia http://www.morsmordre.net/t4422-przepowiem-ci-przyszlosc http://www.morsmordre.net/f246-west-country-dolina-godryka-74-3 http://www.morsmordre.net/t4424-harold-abbott#94601
Szalony zegarmistrz
30
Szlachetna
Kawaler
Wiem, że nic nie wiem
6
7
4
5
2
0
4
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   15.03.17 22:47

|15 kwietnia

Niebo skrzyło się gwiazdami, kiedy rozanielony lord Abbott szedł przed siebie, pogwizdując radośnie. Nic bowiem nie wprawiało tak w dobry nastrój szalonego zegarmistrza, jak odnalezienie informacji na temat, który go interesował. A znalezisko było naprawdę godne podziwu. Strzępki badań pewnego naukowca zajmującego się badaniem istoty czasu. Trzeba przyznać, że dużo bardziej niż astronomią pasjonował się właśnie zjawiskiem czasu. Bo czyż nie był on potężną siłą? Cierpliwy, pod jego działaniem w końcu musiały się ugiąć nawet wielkie, niezłomne planety. To on trwał spokojnie kiedy tworzył się wszechświat. A teraz? Napawając się pięknem wieczoru, szedł swobodnym krokiem, pogwizdując jedną ze znanych mu melodii ludowych. Burza kruczoczarnych loków okalała jego twarz niczym lwia grzywa, a każdy kosmyk sterczał w inną stronę. W przeciwieństwie do Jaydena, Harold stracił orientację w terenie, ale przecież to nie miało wielkiego znaczenia, skoro umiał się teleportować.
Przechadzał się niedaleko brzegu morza, kiedy do jego uszu dotarła melodia. Wabiony nią, zszedł bliżej linii brzegu. Jaśniejąca, kobieca głowa wynurzała się znad tafli wody. Zacisnął palce na różdżce. Przeklęte syreny! Zapewne nie zaszedłby tak daleko, ale widok mężczyzny, który znajdował się niebezpiecznie blisko brzegu sprawiło, że postanowił interweniować.
-Everte stati - wypowiedział formułę, a wraz z tym odpowiedni ruch nadgarstka i biedna syrena została odesłana w morską toń, tam gdzie jej miejsce. Dumny z siebie Harold stał chwilę zwrócony twarzą do morza, a lekkie fale moczyły mu buty, a nawet zakrawały o końcówki nogawek. Jednym ruchem ręki odgarnął włosy ze swojego czoła i oczu. Na jego twarzy pojawił się szeroki, radosny uśmiech. - Syreny to w istocie paskudne stworzenia, chociaż w istocie głos cudny - odparł z roztargnieniem spoglądając jeszcze raz w stronę morza. Następnie, jakby na jakiś znak, który tylko on usłyszał, odwrócił się w stronę Jaydena i skłonił się teatralnie i przesadnie głęboko. - Witaj mój drogi przyjacielu, te gwiazdy kiedyś przestaną ci sprzyjać -ostrzegł, a przestrogi z ust jasnowidza to nie przelewki. Chociaż tego akurat nikt raczej nie potraktowałby jak faktycznie bardzo poważne ostrzeżenie. - Cóż za ciekawe zjawisko dzisiaj obserwujesz? - zagadnął, bujając się na piętach, zupełnie jakby nie przeszkadzały mu przemoczone buty.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
nie ogarniam biegłości </3
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   23.03.17 17:46

Świetnie. Znowu to zrobił. Nie miał pojęcia, ile już razy chodził do zegarmistrza, by naprawiał mu kompas. To było dość problematyczne, bo z jednej strony starszy mężczyzna, do tego dawny nauczyciel mugoloznastwa w Hogwarcie, zarabiał, ale był zirytowany tymi wszystkimi przygodami Jaydena. Nie możesz chociaż raz wrócić z czymś niezepsutym?, pytał za każdym razem, gdy Vane pokazywał się w drzwiach jego warsztatu. Co mógł poradzić? Czy mógł przewidzieć, że tuż przed nim pojawi się nagle syrena i go wystraszy? Nie mógł. Nikt tego nie potrafił prócz jasnowidzów, ale w nich pan astronom nie wierzył. W sumie to wierzył jedynie w swoje wierne ciała niebieskie, które nigdy nie kłamały. Nie tak jak ludzie, którzy potrafili być dla siebie niezwykle okrutni. O czym na przykład dowiadywał się ostatnio z gazet lub właściwie od swoich znajomych w Szkole Magii i Czarodziejstwa czy w Hogsmeade. Zasłyszał to tu to tam o tych wszystkich morderstwach, co było niezwykle przerażające. Liczba zgonów rosła z każdym dniem, a on wcale nie łagodniał, gdy dyrektor zapewniał o tym, że w szkole jest bezpiecznie. No, tak. Podobno jest najciszej w oku cyklonu czyż nie? Jayden mimo wszystko skupiał się na pracy i tym by przypilnować swoich uczniów. To o nich dbał przez cały rok i chciał, żeby nic im się nie wydarzyło. Było to dość zabawne zważywszy na to, że sam często się gubił. A to w Zakazanym Lesie, gdzie nie widział gwiazd, a to w jaskiniach, ale o dziwo zawsze wychodził z tego cało. Raz czy dwa odnajdywała go Eileen, chociaż mógł z łatwością przypomnieć sobie jak centaury odprowadzały go na skraj drzew niedaleko zamku. Vane miał przyjaciół wszędzie, a wszechświat jakby nie chciał, żeby coś mu się przytrafiło. Cudaczne, ale tak zawsze było, a pozytywne nastawienie JJa jedynie go upewniało, że tak właśnie jest w istocie.
Śpiew lub właściwie dla niego był to bardziej szum wody i delikatne szepty spowodował, że zapomniał chwilowo o swoim kompasie. Zupełnie jakby przejmował się bez sensu i właśnie sobie to uzmysłowił. Chyba powinien się zaniepokoić, no bo w końcu to była syrena. Tak jest. Niedaleko w wodzie unosiła się przedstawicielka jednego z wielu gatunków magicznych istot i patrzyła na niego dość intensywnie, ale przy okazji jakby nieśmiało. Jayden chciał jedynie spytać ją czy w tej toni czarnego jeziora nie kryją się przypadkiem gwiazdy. Przecież może kiedyś spadły i syreny je złapały i schowały? Nagle jednak coś poleciało w stronę pół-kobiety pół-ryby i zniknęła w odmętach. Równocześnie tajemnicza siła ciągnąca astronoma w stronę kobiety, odepchnęła go i upadł na tyłek na brzegu. Zauważył znajomą sylwetkę, która szła dziarsko w jego stronę i uśmiechnął się szeroko, przy okazji zupełnie zapominając o tym, co się mogło chwilę temu stać.
- Jeszcze ani razu mnie nie zawiodły! - ogłosił, chwytając wyciągniętą rękę przyjaciela i wstając z mokrego piasku. Machnął różdżką i po chwili już z powrotem był cały suchy. - Koniunkcję, mój drogi przyjacielu - wytłumaczył, po czym poszukał spojrzeniem swoich narzędzi. Obaj zachowywali się jakby spotkanie na tym odludziu było czymś naturalnym. - Jeszcze chwila i się zacznie. Znaczy jakaś godzina - dodał. - A przy okazji zepsułem swój kompas. Coś czuję że taki mój los niszczyciela tego biednego przyrządu... A ty? Co tu porabiasz?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Harold Abbott
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t4413-harold-abbott http://www.morsmordre.net/t4423-amnesia http://www.morsmordre.net/t4422-przepowiem-ci-przyszlosc http://www.morsmordre.net/f246-west-country-dolina-godryka-74-3 http://www.morsmordre.net/t4424-harold-abbott#94601
Szalony zegarmistrz
30
Szlachetna
Kawaler
Wiem, że nic nie wiem
6
7
4
5
2
0
4
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   05.04.17 23:10

Harold nie musiał wierzyć w jasnowidzów! On nim był! We własnej osobie. Niektórzy mogliby nazwać to darem. W przypadku Abbotta było to raczej przekleństwo, które pchnęło go w ramiona obłędu. Nagminne próby wywołania wizji podnośnie Constance doprowadziły do tego, że nic nie było już dla niego jasne. Niedaleka przyszłość i niezbyt odległa przeszłość mieszały się w jednorodną mieszaninę zdarzeń. Chronologia? Coś takiego od bardzo dawna nie istniało w świecie, w którym żył Harold. Czasem zdarzyło mu się zapomnieć o wysłaniu listu, bo święcie przekonany był, że wysłał go wczoraj, kiedy miało to mieć miejsce dopiero za dwa dni. Takim zachowaniem nie raz i nie dwa doprowadzał swoją rodzinę do szewskiej pasji.
Całe szczęście, że Jayden trafił akurat na swojego przyjaciela, który z zamiłowania i zawodu był zegarmistrzem i naprawienie zegarka czy kompasu zajmie mu dosłownie chwilę, a przy okazji z chęcią posłucha o licznych przygodach astronoma. Takich jak na przykład ta dzisiejsza. Nie na co dzień przecież spotyka się syrenę. Niemalejąca liczba zgonów i śmierć młodego małżeństwa Potterów bardzo wstrząsnęły Harrym! Po tym co przeszedł zamiast jeszcze bardziej się uodpornić to stał się jeszcze wrażliwszy. Na wszystko reagował bardziej gwałtownie niż przed całym zdarzeniem. Starał się robić jak najwięcej mógł. Jeżeli jego dar (a może przekleństwo?) przydawały się do czegokolwiek to z pewnością chciał to wykorzystać w dobrym celu oczywiście.
Lord Abbott mógł odetchnąć z ulgą, ścierając nieistniejący pot z własnego czoła. Było przecież tak blisko! Aż strach pomyśleć co mogłoby się stać, gdyby tego dnia, a raczej tej nocy zostałby w domu, zamiast włóczenia się po wyspie? Najwidoczniej naprawdę nad Jaydenem czuwał cały wszechświat, któremu najwyraźniej nie podobała się wizja Ziemi bez Jaydena Vane'a. Z szerokim uśmiechem przywitał panicza Vane'a, ściskając jego dłoń. Machnął jedynie ręką. Astronomia nigdy nie była jego ulubioną dziedziną nauki, także z wielką chęcią zostawił tę działkę JJ'owi.
- Ach! Prowadzę poszukiwania jakiś zapisków dotyczących badania zadań. Na tej wyspie mieszkał pewien całkiem obiecujący badacz tego zjawiska. Chciałem odszukać i odzyskać jego zapiski! - odparł, wzdychając w rozmarzeniu. - Kompas powiadasz? Daj, zerknę - właściwie to nawet nie proponował pomocy, a żądał aby Jayden ją przyjął.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
nie ogarniam biegłości </3
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   09.04.17 21:20

Jayden uwielbiał swojego przyjaciela, ale nie oznaczało to, że musieli się we wszystkim zgadzać. Co prawda nie od początku się znali, ale w końcu na siebie trafili na wspólnych zajęciach Krukonów i Puchonów. Bodajże były to eliksiry o ile się nie mylił, gdzie musieli pracować w parach. Nietrudno było im złapać wspólny język, a nieco inne podejście do świata zrobiło z nich dobrych znajomych. Najwidoczniej ta znajomość miała trwać jeszcze długo, skoro po skończonej edukacji w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nie stracili kontaktu. Niektórzy po prostu zapadali się pod ziemię i nawet usilne starania ich odnalezienia spełzały na niczym. JJ nie wiedział z czym mogło to być związane, ale głęboko wierzył w to, że wszyscy, których znał byli bezpieczni. Chciał w to wierzyć. W ostatnim czasie straszliwe rzeczy przeszły przez cały kraj i najwidoczniej nie miały się jeszcze skończyć. Niektórzy sądzili, że gwiazdy mogły w czymś pomóc, ale mylili się. Niebo nie przepowiadało przyszłości, a nie ukazały się żadne zjawiska na nieboskłonie, które można by interpretować jako katalizator dla tak haniebnych uczynków. Obaj z Haroldem jako członkowie Zakonu Feniksa przejmowali się tym jeszcze bardziej, gdy nie wiedzieli z czym mają do czynienia. Ludzie byli obrzucani kłamstwami zawartymi w Proroku Codziennym i innych gazetach. Do tego Ministerstwo Magii nawoływało do ufania ich pracownikom, a w szczególności wychwalało policję antymugolską, która panoszyła się między nieszczęsnymi czarodziejami innego niż ich dwójka pochodzenia. Słyszał nawet o tym, że zaczepiano szlachetnie urodzonych pod podejrzeniem zdrady. Było to niezwykle zatrważające. Kto więc miał chronić obywateli czarodziejskiego społeczeństwa, skoro nawet ich rząd ich potępiał? To było pytanie, na którego odpowiedź zamierzał znaleźć przy boku Zakonników gotowych do poświęceń i walki.
Zaraz jednak jego uwagę odwrócił lord Abbott, który odrzucił opadające mu na czoło włosy. Posłali sobie wesołe spojrzenia, chociaż w oczach Harolda kryła się chyba pewna nagana. Jay jednak wzruszył jedynie ramionami i uśmiechnął się szeroko, chociaż siedział właśnie w wodzie. Prócz górnej części ciała był cały mokry. Nie przeszkadzało mu to jednak tak bardzo jak mogło innym ludziom w jego sytuacji. Vane oparł przedramiona na kolanach i wpatrywał się przez chwilę w wodę, po czym znowu przeniósł uwagę na przyjaciela.
- Musisz mi o tym powiedzieć, Haroldzie! - wykrzyknął już stojąc i wyglądał na szczerze chętnego do pomocy. We dwójkę zawsze raźniej, prawda? - Z chęcią mógłbym się do czegoś przydać. A właśnie... - urwał na chwilę, podnosząc uszkodzone urządzenie. - Całe szczęście trafiłeś mi się dziś ty! Już tak paskudnie szwankował... Czasem mi się wydaje, że specjalnie on się psuje - wytłumaczył, przekazując kompas Abbottowi. Dał czas przyjacielowi na naprawienie przedmiotu i usiadł na jednym z nadbrzeżnych kamieni. Nie trwało długo niż coś zaszumiało od strony wody. Jayden podniósł głowę, gdy znowu usłyszał całkiem przyjemny śpiew. Przypominał szept gwiazd, który wydobywał się gdzieś z głębi duszy. Zmrużył oczy, by znów zobaczyć tę samą kobietę, co poprzednio. Poczuł jak głowa zaczyna mu powoli opadać na piersi i Vane w chwilę później już spał. Chyba Harold miał mu jednak uratować skórę więcej niż raz.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Harold Abbott
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t4413-harold-abbott http://www.morsmordre.net/t4423-amnesia http://www.morsmordre.net/t4422-przepowiem-ci-przyszlosc http://www.morsmordre.net/f246-west-country-dolina-godryka-74-3 http://www.morsmordre.net/t4424-harold-abbott#94601
Szalony zegarmistrz
30
Szlachetna
Kawaler
Wiem, że nic nie wiem
6
7
4
5
2
0
4
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   14.04.17 23:44

Takie przyjaźnie były cenne. Jayden nie odwrócił się od Harolda, kiedy ten wrócił do świata nieco bardziej odmieniony. Poznał i zaakceptował inną wersję swojego przyjaciela. Widocznie tak miało być. Tej dwójki nie miało rozdzielić dorosłe życie, szaleństwo lorda Abbotta, a nawet napięta sytuacja w świecie czarodziejów. Ramię w ramię przeciwko przeciwnościom losu. Chociaż nie mówił tego głośno był wdzięczny przyjacielowi za to, że nie odwrócił się do niego plecami, kiedy rozpaczliwie, aczkolwiek cicho wołał o pomoc, o ratunek. Teraz o ich pomoc cicho wołało społeczeństwo, chociaż samo nie było tego świadome. Potrzebowało jednak ICH pomocy. Nie ministerstwa, nie biura aurorów, które niestety podlegało ministerstwu. Potrzebowało ich, Zakonu Feniksa. Ich nie krępowała władza, nie krępowały przepisy, czy rozkazy Ministerstwa Magii. Mogli faktycznie coś robić. Harold był dumny z tego, że należy do takiej organizacji, że mógł przyczynić się do naprawienia tego świata, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że przed nimi jeszcze długa droga.
Harold, stojąc z surową miną nawet nie poczuł jak fale zaczęły muskać jego stopy, mocząc jego obuwie i rozpoczynając zabawę z jego nogawkami. Cóż on mógł poradzić na to, że przyjaciel co rusz ulegał urokowi syren, dlatego siedział mocząc się w wodzie, zupełnie jak małe, butne dziecko, które nawet w nieodpowiednią pogodę w ubraniach siedziało na brzegu, ciesząc się i bawiąc. Naturalnie Abbottowi to nie przeszkadzało, w końcu sam był dużym dzieckiem, którym czasami trzeba było się opiekować, o czym chyba najlepiej wiedziała jego młodsza siostra, Lorraine. - Z pewnością, wezwę cię, jeżeli będę potrzebował twoich porad! - odparł entuzjastycznie. To było oczywiste, że jeżeli będzie potrzebował porady z dziedziny astronomii to zwróci się do Jaydena, a do kogo innego miałby się zwrócić. Z powagą skinął głową, przejmując od mężczyzny kompas, któremu dokładnie się przyjrzał. Co prawda w blasku księżyca nie wiele mógł dojrzeć. Zaabsorbowany zepsutym kompasem kompletnie nie zwrócił uwagi na nadpływającą syrenę. Szaleństwo miało jednak swoje przywileje. Dopiero po chwili podniósł wzrok, a widząc wystającą głowę syreny zaczął mamrotać pod nosem, byleby nie skupić się na kuszącej melodii. Kolejne Everte Stati leciało raz po raz w jej stronę, aby przepłoszyć przebrzydłe stworzenie. Nie zważając na nic, złapał pod pachy swego przyjaciela odciągając go jak najdalej od brzegu. Ułożył go na ziemi. - Balneo - powiedział, kierując różdżkę na twarz przyjaciela. Musiał go jakoś obudzić, prawda?


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
nie ogarniam biegłości </3
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   17.04.17 17:55

Wiele osób się odsunęło od Abbotta, jednak Jay dalej nie miał pojęcia dlaczego. Owszem. Jego przyjaciel się zmienił, ale przecież to nie powód do odejścia, prawda? Zawsze trzymali się razem i przetrwali do dnia dzisiejszego, co niektórych wciąż zaskakiwało. Bo przecież znajomości się rozpadały razem z zakończeniem siódmego roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Do tego świat szlachecki tak bardzo różniły się od tego, w którym żyli normalni czarodzieje, że była to kolejna przeszkoda do utrzymywania kontaktów. A przynajmniej te i wiele innych teorii Vane słyszał i nie mógł się im nadziwić. Może i z Haroldem od czasu do czasu było ciężko złapać kontakt, z nim zresztą podobnie, bo należeli do tego samego gatunku zapaleńców, ale akurat zawsze się znajdowali w odpowiednich momentach. Lub to Abbott znajdował go. Za zabawne lub wybawiające można było uznać jego pojawienie się własnie w tym miejscu w tym czasie. Dla Jaydena nic nie zdarzało się przypadkiem i nie miał problemu z zaakceptowaniem tej dziwnej prawdy. Do tego łączyło ich coś jeszcze prócz przyjaźni. Harold nie musiał mówić tego na głos - obaj wiedzieli, że istnienie Zakonu Feniksa nie tylko ratowało ich samych. Może nie zbawiali świata, nie mogli uratować zresztą wszystkich ludzi, ale próbowali działać w dobrej wierze. Starali się kierunkować swoje działania i czyny ku temu w co wierzyli. Nawet jeśli mieli pomóc tylko jednej osobie, JJ wierzył, że było warto.
- W takim razie trzymam cię za słowo! - wykrzyknął w odpowiedzi na słowa przyjaciela i była to w sumie ostatnia rzecz nim stracił kontakt ze światem. Mógł tak rozmyślać i słuchać przyjaciela całe wieku, bo zasypiał. Odpływał wraz z donośniejszą syrenią pieśnią. Zapewne gdyby był właśnie na łodzi, wpadłby prosto w ciemną toń ogromnej zatoki. Nic z tego. Abbott pilnował go nawet, gdy ten spał. Nie wiedział, co się z nim działo, dopóki nie poczuł jak hektolitry wody zalewają mu twarz. Zaczął pryskać i się kręcić, ale nie mógł się podnieść! Co się działo?! Jasny piorun! Czy zupełnie stracił orientację i wpadł do wody? Jak to w ogóle było możliwe?! W końcu woda przestała na niego pryskać, a Jayden usiadł na ziemi. Trawa? To znaczy że jeszcze był na stałym lądzie. Dzięki Merlinie! Zaraz też zauważył przed sobą Harolda, który patrzył na niego wymownie. - To jak? Kompas działa? - spytał Vane zupełnie jakby nic się nie wstało i wstał, by dojść kilka kroków do torby ze swoimi urządzeniami, które przyniósł, by oglądać koniunkcję. Był cały mokry, ale już nie machał bez sensu różdżką tylko zawiesił sobie na ramieniu torbę, po czym przeniósł uwagę na przyjaciela. - Kiedy ruszamy?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Harold Abbott
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t4413-harold-abbott http://www.morsmordre.net/t4423-amnesia http://www.morsmordre.net/t4422-przepowiem-ci-przyszlosc http://www.morsmordre.net/f246-west-country-dolina-godryka-74-3 http://www.morsmordre.net/t4424-harold-abbott#94601
Szalony zegarmistrz
30
Szlachetna
Kawaler
Wiem, że nic nie wiem
6
7
4
5
2
0
4
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   04.05.17 19:39

Kiedyś, zanim to wszystko się wydarzyło, Abbott starał się jeszcze zachowywać jak szlachcic. Utrzymywał przyjacielskie stosunki z innymi arystokratami i chociaż miał przyjaciół z tych tak zwanych niższych sfer to jednak szukał ich wśród brytyjskiej arystokracji, ponieważ takie przyjaźnie z pewnością mogą się przydać w przyszłości. Doskonale widać jak się przydają. Mało który jego szlachecki przyjaciel chciał utrzymywać kontakt z kimś takim jak Harold. Kto wie? Może gdyby miał więcej styczności ze swoim poprzednim środowiskiem nadal byłby obiecującym politykiem i mierzyłby się każdego dnia zarówno z przedstawicielami rodu Crouchów jak i Malfoyów. Może dobrze, że został od tego odsunięty? Teraz spokojnie mógł siedzieć zamknięty w swojej pracowni i bawić się w odkrywcę. Część jego obowiązków spadła na barki kuzynów, którzy musieli stawić czoła ciężkiemu zadaniu bycia godnym swego nazwiska Abbottem. Czasem, ale tylko czasem, czuł gorzki smak porażki na tym polu i w istocie chwilami tęsknił za pracą w Ministerstwie. Kto powiedział jednak, że nie będzie mógł tam wrócić pewnego dnia? Tym razem jednak w kompletnie innej roli.
Prawda była taka, że wstąpienie Harolda do Zakonu nie miało nic wspólnego z odwagą. I wstyd się przyznać, ale zrobił to początkowo tylko dlatego, że widział iż jego siostra też w Zakonie się znajdzie. Oczywiście był to główny powód, ale nie jedyny. Naturalnie nie odpowiadała mu obecna sytuacja w kraju i z dnia na dzień coraz bardziej chciał mieć wpływ na to co dzieje się dookoła niego. Dziwne zachowanie w Ministerstwie, czarnoksiężnik jako dyrektor placówki, która miała wychowywać dzieci. To jakiś absurd. Naprawdę wydawało mu się dziwne, że nikt nie sprzeciwił się takiemu postępowaniu. Właśnie, dziwił się teraz? Kiedy waga jego głosu wśród szlachty i w obrębie rodziny zdecydowanie zmalała?
Gdyby Harold należał do złośników mógłby się nawet obrazić. Podczas gdy on opowiada o swoich pasjonujących badaniach Jayden ma czelność odpływać za sprawą śpiewu syreny. Westchnąwszy ciężko postanowił pomóc przyjacielowi. W końcu zawsze to robił kiedy tylko mógł, dlaczego miałoby się to zmienić teraz? - Kompas? - prychnął układając ręce na swoich biodrach i rzucił przyjacielowi gniewne spojrzenie. - Nie miałem czasu nawet na niego zerknąć, bo sobie romanse z rybą urządzasz - odparł, kręcąc głową, a potem złapał za pasek od torby. - Teraz, byle jak najdalej od tych przeklętych stworzeń - dodał po chwili, zdecydowanym krokiem idąc przed siebie, zostawiając brzeg daleko w tyle.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
nie ogarniam biegłości </3
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   05.05.17 14:31

Jayden byłby koszmarnym szlachcicem. Harold musiał to przyznać, że jego przyjaciel nie nadawałby się na życie wśród ostro trzymających się zasad czarodziejów. Przez to że nie patrzył na podziały krwi, że nie stosował się do zasad, a jego zachowanie można było uznać za co najmniej nieprzewidywalne pewnie dawno by go wydziedziczono. Do tego praca jako profesor nawet w szkole takiej jak Hogwart raczej nie była wymarzonym zajęciem dla arystokratycznego dziecka. I jeszcze gdy czasami odechciewało mu się ogolić, uczesać, ubrać w garnitur i wyglądał jak bezdomny też na pewno nie dawałoby mu szans na zdobycie tytułu najlepszego szlachcica roku. Co z tego że taki ranking nie istniał? Jay i tak nie czytał gazet, więc może coś tam takiego było. Ciężko było stwierdzić, jeśli ciągle miało się głowę w chmurach.
Nawet gdy spał, śnił o kosmosie i dzikich podbojach Marsa czy locie na jedną z planet Układu Słonecznego. O sprawach damsko-męskich w wykonaniu Jaydena jego rodzice mogli zapomnieć. Łatwiej byłoby przejść wielbłądowi przez oko igielne, niż astronomowi odnaleźć kobietę, która na tyle by nim zawładnęła, by zapomniał o ciałach niebieskich i swojej pracy.
Dla niego również ten świat był niepojęty, nie tylko szlachecki, ale właśnie w kontekście o którym myślał jego drogi przyjaciel. Każdy powód dla walki o swoje przekonania i lepsze jutro był słuszny. Nie zamierzał oceniać w żaden sposób Abbotta nawet gdyby wiedział, co nim kierowało podczas podejmowania tej decyzji. Nie miało to znaczenia. Chciał mieć wpływ na to co się działo i podjął odpowiednie kroki, by to osiągnąć. Słusznie. Tylko to że walczyli w imię dobrej sprawy się liczyło. Oczywiście JJ nie był wyznawcą powiedzenia, że cel uświęca środki, ale jeśli działało się dla dobrej strony, wiedziało się, że jest to jakiś początek.
- Ah, jakie romanse, Haroldzie? - rzucił Vane, machnąwszy tylko ręką na słowa towarzysza. O co mu chodziło? Zresztą nieważne, bo przygody otwierały się przed nimi otworem. - Czekaj na mnie! - rzucił za przyjacielem, widząc, że ten nie zamierza na niego czekać. Jay machnął różdżką, a wszystkie astronomiczne sprzęty poderwały się z miejsca i lewitowały śladem swojego właściciela. Musiało to wyglądać naprawdę przekomicznie. Jayden próbował nadążyć za Haroldem, a za nim w wężyku posuwały się mapy, ołówki, cyrkle... Ta noc zdecydowanie nie należała do zwyczajnych i każdy kto by to zobaczył, musiał to przyznać.

|zt x2




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   02.08.17 18:46

To był maj1 maja 1956 roku
Postać A: W nocy, z ostatniego dnia kwietnia na maj, całym twoim ciałem przeszły spazmatyczne dreszcze; nie potrafiłaś nabrać oddechu i czułaś, jakby niewidzialne macki wciągały cię głęboko pod gęstą, ciężką wodę, choć przecież wokół było sucho. Czułaś siłę tych macek: oplatały się wokół twoich kostek i wciągały cię pod posadzkę, pod ziemię, do wnętrza wszystkiego. Ocuciłaś się przysypany ziemią i wypluwając jej grudy zmieszane z wodą. Bolało cię całe ciało. Nie wiesz, co się wydarzyło.
Obrażenia: trudności z nabraniem oddechu, potłuczenia (60) od czarnej magii

Postać B: To działo się w nocy, z kwietnia na maj. Może to był ogień dogasający w kominku po użyciu proszku Fiuu, może któraś ze świec wypalających swój knot, ale nagle iskry przerodziły się w wybuch, z którego narodziły się ogniste maszkary - jeśli tylko masz podstawy, żeby to wiedzieć, wyglądało to jak ognista pożoga. Przeraźliwy orszak zaszarżował prosto na ciebie i porwał cię ze sobą. Nic więcej nie pamiętasz, kiedy budzisz się obolała daleko od miejsca, w którym to się wydarzyło.
Obrażenia: oparzenia (90) od czarnej magii


Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Pora przełamać pierwsze lody Very Happy!
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   06.08.17 11:55

Czas to pojęcie względne - jego upływ każdy odczuwa inaczej, w zależności od swojego własnego samopoczucia, nastroju a także od okoliczności. Dobra zabawa sprawia, że zupełnie nie zauważa się jego upływu - nim się człowiek zorientuje, mija godzina, dwie, pięć. Miła herbatka dobiega końca i trzeba zebrać się do domu, by nie kłopotać dłużej gospodarza, noc nadciąga i zasłania swoim ciemnym płaszczem całe niebo. Z kolei nuda sprawia, że każda sekunda przeciąga się niemal do wieczności - gdy w sercu nosisz nadzieję, że minęła już godzina, w rzeczywistości było to zaledwie pięć minut. To może doprowadzić do szału, prawda? Szczególnie, gdy jesteś osobą pracowitą, żywiołową i energiczną. Taką jak Florence - niestety. Biednej pannie Fortescue niestety czas ostatnimi dniami dłużył się okrutnie. Nic dziwnego, kiedy jesteś zmuszony do tego, by nie opuszczać jednego pomieszczenia przez dłuższy okres czasu. Zaczynało to powoli przypominać niemal stan półśmierci - przynajmniej w jej mniemaniu. Łóżko, do którego z powodu choroby była praktycznie przykuta, stało się już obiektem głębokiej nienawiści. Nie mogła ścierpieć dotyku szorstkiej pościeli na skórze, dźwięk skrzypienia ramy wwiercał się w uszy tak mocno, że miała wrażenie że zaraz będą jej krwawić. W niemal pustym pomieszczeniu interesującym wydawał się być każdy szczegół - nawet mucha chodząca po bladej, nijakiej ścianie. Jedyną pociechą były, rzecz jasna, odwiedziny brata oraz przyjaciół... jednak gdy tylko goście znikali znów za drzwiami, na pomieszczenie ponownie opadała aura stagnacji i beznadziei.
Florence marzyło się, by po prostu wyrwać się z tego miejsca. Zostawić ten przeklęty szpital i nie wracać do niego już nigdy. W końcu zwykle nie chorowała, a ten jeden przypadek był dość... zaskakujący i nieprzewidziany. Gdyby jednak wiedziała, że jej życzenie w pewnym sensie zostanie spełnione... zapewne cieszyłaby się z tego, że może przez tyle czasu po prostu leżeć w łóżku i nadrabiać literackie zaległości. Jak to mówią - uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić...
Tej katastrofy nic nie zapowiedziało. To był kolejny z leniwych wieczorów na oddziale. Chociaż dookoła działy się rzeczy niepokojące, sama Florence starała się zagłuszyć swoje własne niepokoje lekturą. Nic innego zrobić nie mogła. Przewracała stronę za stroną, usilnie próbując zająć czymś umysł - mimo późnej pory nie mogła zasnąć. Łóżko znów skrzypiało za głośno, poza tym z tyłu jej głowy wciąż siedziało pewne odczucie. Odczucie, że dzieje się coś złego - bardzo złego - a ona nic z tym nie może zrobić. Nagłe syczenie i trzask iskier bez większego trudu dały radę odciągnąć jej uwagę od lektury - lecz nawet gdyby Florence nie dostała tej chwili na dostrzeżenie zagrożenia, nie zrobiłoby to żadnej różnicy. W jej gardle narodził się krzyk, nie zdołał jednak nawet wydostać się na zewnątrz, gdyż jej już nie było w szpitalu.
Chyba straciła przytomność. Nie była nawet pewna. Pierwsze co mogła odczuć, to wszechogarniający i przemożny ból. Ból całego ciała. Z jej ust wyrwało się głuche jęknięcie. Przez moment nie była w stanie nawet wymyślić pytań, które chciałaby zadać na temat swojej obecnej sytuacji - które potem jednak zaczęły się kłębić całymi chmarami w jej umyśle. Powoli, bardzo powoli, otworzyła oczy i odruchowo sprawdziła kieszeń szpitalnej piżamy - na szczęście różdżkę nadal miała przy sobie. Jęcząc cicho, spróbowała się bez pośpiechu podnieść do siadu - jej podświadomość zarejestrowała dźwięki otoczenia szybciej niż sama Florence. Szum wiatru, plusk wody.
- Gdzie ja... co się... - zdołała wyjąkać, zerkając na swoje ręce. Skóra była poparzona i dotkliwie bolała przy każdym dotknięciu. Z jej gardła wydarł się krótki, bolesny krzyk. Do oczu od razu napłynęły jej łzy a Florence rozejrzała się rozpaczliwie dookoła, w jednej chwili śmiertelnie przerażona. To z pewnością nie był szpital - Ja.. Na pomoc... Co się dzieje... na pomoc!
Jak to szło? Uważaj na to, czego sobie życzysz...?

Żywotność: 126/216 ?




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Holly Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4538-esmeralda-seastar-budowa#96495 http://www.morsmordre.net/t4700-listy-dp-holly#100510 http://www.morsmordre.net/t4581-iskierka-holly http://www.morsmordre.net/f314-northwood-road-13 http://www.morsmordre.net/t4755-holly-l-skamander#101703
Była ścigająca Srok, obecnie specjalista ds. quidditcha w MM i komentatorka meczy
24 lata
Czysta
Panna
Strawberries, cherries and an angel's kiss in spring,
my summer wine is really made from all these things!
11
14
0
0
2
0
27
7
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   06.08.17 17:22

Wieczór trzydziestego kwietnia był dla Holly rozkoszny. Pomimo wszystkiego, mimo chaosu, w którym jął tonąć czarodziejski świat, wbrew wszystkim - czuła się szczęśliwa. Po pracy wróciła prosto do domu. Pomogła matce w ogrodzie, zajrzała do zagrody latających koni, by pogawędzić z ojcem, po czym wieczorem wspólnie zasiedli do kolacji. Pani Skamander przygotowała pieczeń i budyń czekoladowy, Holly więc najadła się tak mocno, że nie mogła się wręcz ruszyć. Niemal zasnęła z głową wspartą o ramię ojca, który zbudził ją, śmiejąc się, że czasami pochrapuje jak mały prosiaczek. Udając obrażoną udała się wiec do swojego pokoju, dopiero u szczytu schodów odgryzając się, że jej pochrapywanie przy jego to jak bzyczenie komara przy ryku garboroga. Pan Skamander chciał rzucić w nią kapciem, ale nie trafił - zniknęła za drzwiami. Padła na swoje łóżko, nie miała nawet siły się przebierać. Owinęła się kołdrą, zawinęła w nią tak, jakby była jej kokonem, po czym pogrążyła się w słodkim, przyjemnym śnie. Śniła o tej pieczeni, i klopsikach, i budyniu, i lodach, i ciastkach, i galaretkach... Do czasu.
Zbudziła się nagle.
Zrobiło się jej zimno, przeraźliwie zimno, nie widziała nic, było tak ciemno. Zacisnęła dłoń na różdżce, którą wyjęła spod poduszki, a potem poczuła... to.
Niewidzialne, silne macki skrępowały jej ciało, unieruchomiły ją całkowicie. Ich dotyk parzył, bolał, nie pozwalał się ruszyć. Chciała otworzyć usta, wziąć oddech, krzyknąć, lecz nie mogła. Chciała wezwać rodziców, bała się, że ich także to spotkało - lecz nie mogła zrobić absolutnie nic. Macki zaczęły wciągać ją w głąb łóżka, pod drewnianą podłogę, lecz tam, gdzie powinien być salon - była tylko ciemność. Łzy bólu cisnęły się jej do oczu, lecz żadna z nich nie popłynęła. Czuła się jakby spetryfikowana. W końcu straciła przyjemność.
Świadomość ocucił ból. Ból nieznośny, lecz już nie tak przeraźliwy. Spróbowała się poruszyć, a dłoń usłuchała rozkazu umysłu. Jęknęła głośno obolała, zaczęła charczeć i się dusić, usta miała pełne piachu i wody. Zbierało się jej na wymioty. Czuła przeraźliwe zimno i mokry piach pod palcami. W nozdrza uderzyło słone morskie, powietrze. Usłyszała szum fal i... kobiecy głos, gdzieś obok siebie.
-Je-jestem tu-tutaj - wycharczała Holly, obracając się na brzuch, próbując wesprzeć się na dłoniach. Wciąż pluła piachem i wodą, kolacja podchodziła jej do gardła, lecz wciąż ledwie łapała oddech.
-W-wody[b] - jęknęła błagalnie. Musiała przepłukać usta i gardło słodką wodą. Jak najszybciej. Nie wiedziała jednak w jakim stanie jest obca kobieta, nie widziała jej jeszcze. Poczuła, że w dłoni ma zaciśniętą różdżkę, uniosła ją więc, skierowała na drugą dłoń, którą wygięła w koszyczek.
-[b]Aquamenti
- wycharczała.


Holly: 174/234, kara: -10





then let the heavens hear it
the penitential hymn
come healing of the body
come healing of the mind
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   06.08.17 17:22

The member 'Holly Skamander' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 63

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Pora przełamać pierwsze lody Very Happy!
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zatoka Syren   06.08.17 19:19

Kiedy Florence usłyszała poruszenie gdzieś koło siebie, mimowolnie aż się wzdrygnęła. Zaraz potem dotarła do niej odpowiedź - i zdecydowanie były to słowa skierowane do niej. Trzeba przyznać, że nie spodziewała się, że jednak ktoś zareaguje na jej wołanie. Z jej piersi, pomiędzy usilnie tłumionymi przekleństwami oraz jękami bólu, wyrwało się również westchnienie ulgi. Kiedy bardzo powoli próbowała opanować swój lęk - dotkliwe pieczenie niemal całego ciała oraz szok wywołany nagłą zmianą temperatury oraz otoczenia zdecydowanie tego nie ułatwiały - spróbowała rozejrzeć się nieco bardziej trzeźwym okiem.
Uspokój się Florence. Przecież to zawsze ty jesteś głosem rozsądku. Florean panikuje, a ty przejmujesz dowodzenie i rozwiązujesz nawet najgorszy problem.
No, tak, tylko że zwykle kłopoty z którymi się mierzyła, nie były tak koszmarne, bolesne i przerażające. No i zdecydowanie bardziej logiczne. W końcu w przypadku złamanego serca przyjaciółki jej życiu oraz zdrowiu nie zagrażało realne niebezpieczeństwo.
W tym też momencie Florence przyszła do głowy pewna myśl. A co, jeśli nie powinna wołać o pomoc? W końcu w jakiś sposób się tutaj znalazła. Widziała ogień. Tak. To zdecydowanie był ogień. Ale jakiś dziwny. Bardzo dziwny. Przybierał konkretne kształty. Formował zwierzęta, przeróżne kreatury. Na pewno to widziała. Węża. Chyba był tam też pies. A może tylko się jej to zdawało? Wyobraziła sobie? Wyśniła? Może to po prostu koszmar? Chciałaby się uszczypnąć i spróbować obudzić - w końcu odrobina bólu potrafiła być bardzo otrzeźwiająca. Problem w tym, że ją już bolało. Potwornie. I wcale się nie budziła. Ale... płomień nie powinien się tak zachowywać, prawda? Chociaż magia była nieodgadniona. Więc to była czyjaś sprawka. Ale czy istniała osoba o wystarczającej mocy magicznej by wyczarować taki ogień i przenieść ją daleko od Munga? No i najważniejsze pytanie - po co?
Zadrżała zdecydowanie mocniej, mimo bólu wyciągając z kieszeni różdżkę. Zaczęła myśleć gorączkowo nad jakimś rozwiązaniem. Chociaż głos, który usłyszała pośród ciemności nie brzmiał wrogo - ba, kobiecy głosik, który rozbrzmiał pośród nocy wydawał się być równie przerażony jak sama Florence - brązowowłosa nie potrafiła się pozbyć wrażenia, że coś może na nią czyhać w mroku. Musiała się stąd wydostać. Czym prędzej.
- Cauma Sanavi - szepnęła, celując różdżką w siebie i prosząc los, by różdżka ją posłuchała. Magiczny artefakt zdawał się być niespokojny, co przerażało ją jeszcze bardziej. Niech chociaż ten ból nieco ustąpi, błagała w myślach.


Żywotność: 126/216
Kara: -20




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
 

Zatoka Syren

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Mniejsze wyspy :: Wyspa Wight-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17