Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 salon na parterze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mortimer Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1830-mortimer-flint http://www.morsmordre.net/t2260-blodeuwedd#34252 http://www.morsmordre.net/t3032-wspolna-jazn-interplanetarna#49666 http://www.morsmordre.net/f132-leicestershire-dworek-w-lesie-charnwood http://www.morsmordre.net/t4072-m-i-flint#78986
niebieski ptak, kolekcjoner wspomnień
25
Szlachetna
Zaręczony
les monstres aussi
tombent amoureux.
0
5
0
22
0
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: salon na parterze   31.12.16 10:50

salon na parterze

Zaciszne pomieszczenie położone na parterze dworku Flintów utrzymane jest w rodowych barwach - królują w nim srebrzyste powierzchnie, którym akompaniują odcienie dojrzałej zieleni. Wnętrze przypomina leśną oazę, na ścianach pną się roślinne festony. Kilka zmyślnych zabiegów aranżacyjnych sprawiło, że to miejsce przepełnione jest aurą idealną do towarzyskich spotkań. Białe, ornamentowane donice służą za oprawę soczyście zielonych roślin. Lampy w abażurach komponują się kolorystycznie z ustawioną w centralnej części salonu sofą. Tuż przy wejściu znajduje się marmurowy kominek, w którym jednak próżno szukać choć krzty drewna - żadne drewno nie zostało strawione przez płomienie, bowiem wyczarowano je w magiczny sposób, dlatego też ich barwa przypomina tę, która pojawia się tuż po użyciu proszku Fiuu.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (19)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: salon na parterze   31.12.16 11:49

21 kwietnia
Nie miał czasu na spotkania towarzyskie, odkąd wrócił z Rumunii. Czas tych pięciu dni minął mu pod znakiem Rycerzy Walpurgii i pracy. Nawet nie widział się z Majesty, która na pewno miała mu za złe to, że od razu się nie odezwał. Oczekiwał jej sowy z listem pełnym wyrzutów lada dzień. Do tego wykorzystywał każdą wolną chwilę na ćwiczenia związane z ostatnimi dopinkami pod animaga. Jedynie jego babcia od strony Flintów o tym wiedziała. W końcu była jego nauczycielką. Wiele rzeczy ukrywał przed swoją rodziną, ale tylko ze względu na jej dobro. Jego jedynym powiernikiem był Cyneric, któremu z własnych pobudek, a przy okazji przez rozkaz od Riddle'a, opowiedział o Rycerzach i idei, która im przyświecała. Wiedział, że może ufać pod tym względem, bo kto jak kto, ale Cina posiadał solidne fundamenty i poglądy. W końcu był Yaxley'em. Koniec końców musiał się opowiedzieć kiedyś za jedną ze stron. Pozostawanie biernym wobec Morgotha było aktem tchórzostwa i powodowało niesmak. Nie mógł patrzeć na tych wszystkich paniczków, którzy woleli brylować na balach czy wszelakiej maści przyjęciach, zamiast zdać sobie sprawę, że coś się zmieniało. Morderstwa, zniknięcia, odbieranie życia niewinnym stworzeniom nie było niczym zwyczajnym. Chwila skupienia by wystarczyła w zupełności, by dostrzec nieprawidłowości. Koniec z monotonią. Koniec z pozwalaniem na panoszenie się brudnej krwi w świecie czarodziejów. Ktoś musiał powiedzieć dość i zrobił to.
Z Mortimerem nie widział się od sławetnego Sabatu u lady Adeline. Nikt nie był w tym czasie zbyt rozmowny i Morgothowi wydawało się, że minęło od tego czasu co najmniej rok, a nie ledwie cztery miesiące. Tyle wydarzyło się od stycznia do tego dnia i jeszcze miało się wydarzyć. Z tego co wiedział jego kuzyn przesiadywał w Egipcie od jakiegoś czasu, ale wrócił do Anglii przed nim. Szybkie opuszczenie ślubu w posiadłości Rosierów również nie zagwarantowało im spotkania, chociaż Yaxley wiedział, że Flint ma się tam pojawić. Widział się jednak z wieloma członkami szlacheckich rodzin, które w większości nie były spotkaniami, których pragnął. Jednego szczególnie chciał uniknąć. Teraz jednak wszystko miało się prostować. Misje od Riddle'a, jego praca, kontakty z ojcem zaczynały powoli znowu wracać do poprzednich poziomów. Leon wciąż nie mógł mu wybaczyć, że sprzeciwił się jego decyzji i wyjechał, ale Morgoth wiedział, że w końcu to zrozumie. Z głową pełną myśli o rodzinie w końcu stanął przed drzwiami do dworku rodziny Flint. Został wpuszczony i przeprowadzony do salonu na parterze, gdzie oznajmiono mu, że lord Mortimer wkrótce się zjawi.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Mortimer Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1830-mortimer-flint http://www.morsmordre.net/t2260-blodeuwedd#34252 http://www.morsmordre.net/t3032-wspolna-jazn-interplanetarna#49666 http://www.morsmordre.net/f132-leicestershire-dworek-w-lesie-charnwood http://www.morsmordre.net/t4072-m-i-flint#78986
niebieski ptak, kolekcjoner wspomnień
25
Szlachetna
Zaręczony
les monstres aussi
tombent amoureux.
0
5
0
22
0
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: salon na parterze   04.01.17 5:08

Wyglądał mizernie.
Przez ostatni miesiąc wydarzyło się tak wiele, że zapomniał, iż kategorycznie nie powinien aż tak bardzo się przeciążać - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Wymęczyło go już samo pojawienie się na ślubie Tristana oraz niemalże natychmiastowy powrót do Egiptu, by w odpowiedni sposób zakończyć wszystko, co tam zaczął. Ale gwoździem do trumny okazał się fakt, iż dostał na to dokładnie tydzień, więc pod sam koniec uwijał się gorączkowo, będąc przekonanym, że z całą pewnością się nie wyrobi - i miał rację, lecz na szczęście najważniejsze sprawy udało mu się pozamykać.
Tak właściwie nie było nawet kiedy złapać oddechu - piątego kwietnia znalazł się już na statku (ponownie), odbywając trzecią w przeciągu zaledwie kilku dni tak wyczerpującą podróż. Gdyby nie problemy zdrowotne, zapewne nie stanowiłoby to żadnego problemu, lecz w szaleństwie natłoku zdarzeń Mortimer niemalże zupełnie zapomniał o towarzyszącym mu zawsze i wszędzie cieniu.
Więc on przypomniał mu o sobie sam. Pierwsze dni na wyspie Flint spędził wlewając w siebie litry eliksirów tudzież przeklinając na czym świat stoi, że znowu przyszło mu się zmagać ze śmiertelną bladością - faza zaostrzenia choroby potrwała niemalże tydzień, przykuwając go do łóżka i uniemożliwiając normalne funkcjonowanie.
Gdy więc o własnych siłach stanął na nogach, a sowa przyniosła mu wiadomość od kuzyna, którego tak dawno nie widział, Mortimer uznał, że najwyższy czas się z nim zobaczyć; nie doszedł jeszcze do siebie, więc zaprosił Morgotha do dworku, nie zdradzając w liście prawdziwego powodu wyboru takiej a nie innej lokalizacji.
Śmiertelnie blady - co podkreślała żałobna czerń, którą wciąż nosił (Iceni był przecież jego dziadkiem) - pojawił się w kameralnym pomieszczeniu chwilę po przybyciu kuzyna, a na jego twarzy wykwitnął choć stonowany osłabieniem, to jednak szczery uśmiech. - Dobrze widzieć cię w zdrowiu - powiedział w ramach powitania, kierując się w stronę barku, z którego za pomocą wykonania ruchu różdżką i niewerbalnego zaklęcia wyciągnął butelkę trunku przygotowanego specjalnie na tę okazję, a także dwa kryształowe kieliszki lewitujące u jej boków. - Niezbyt to wykwintne, ale piekielnie mocne, idealne na rozgrzanie w tak paskudny dzień - wtrącił, wskazując różdżką na stolik, gdzie chwilę później wylądował podręczny zestaw do alkoholizowania się. - Prosto z Egiptu - lokalny alkohol anyżowy, który nazywają zibib - dodał, zapadając się w miękkiej sofie. Usiadł opierając się o nałokietnik, bokiem do oparcia mebla, by nie przerywać kontaktu wzrokowego z kuzynem i móc z nim swobodnie rozmawiać. - Mam wrażenie, że minęły wieki, odkąd widzieliśmy się po raz ostatni... - wypowiedział na głos to, o czym najpewniej obaj myśleli. Sporo wody upłynęło w Tamizie, wiele się zmieniło - u nich, prywatnie, ale też - nie da się tego ukryć - w całej czarodziejskiej społeczności.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (19)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: salon na parterze   06.01.17 13:56

Morgoth mógł zrozumieć kuzyna pod względem dziwnego, jednodniowego powrotu do Anglii na ślub Tristana. A także na spotkanie z Tomem Riddlem. Mimo wszystko ta przerwa w pracy była niezwykle rozstrajająca. Widok tych wszystkich kłamliwych, zadowolonych z siebie gęb szlachciców był nie do wytrzymania. Całe szczęście nie musieli przebywać na weselu zbyt długo z Majesty. Jeszcze tego by brakowało, żeby musiał spędzać swój cenny czas z pozbawionymi odpowiednich zasad ludźmi. Teraz w większości arystokracja opierała się na korzystaniu z bogactw, które zgromadzili jej przodkowie, pozwalając, by zgnilizna, zepsucie i rozpusta wpłynęły do ich salonów na co dzień. Morgoth nie mógł patrzeć obojętnie na przedstawicieli rodów, którzy nie obawiali się pokazywać publicznie i to jeszcze z szerokim uśmiechem na twarzy. Otwarte poparcie względem mugoli dodatkowo sprawiało, że powinni zostać automatycznie ze szlachty wykluczeni. Tak haniebne zachowania powinno się tępić. Nie popierać. Jednakże najwyraźniej części szlachetnie urodzonych w ogóle to nie przeszkadzało. Zdrajcy krwi... Czy wiedział, co się miało wydarzyć już wkrótce? Przeczuwał zbliżający się konflikt. Każdy to wiedział, chociaż duża grupa czarodziejów wolała nawet nie dopuszczać tej myśli do siebie. Ale nie oznaczało to, że ich wojna ominie. Wręcz przeciwnie. W tym starciu nie było miejsca na pozostanie biernym.
W przeciwieństwie do swojego kuzyna Morgoth czuł się doskonale. Nie wiedział czy było to związane z podwyższoną witalnością poprzez duże postępy w nauce animagii, czy przez podarowanie przez Riddle'a o wiele większej mocy. Fakt faktem praca ze smokami w Rumunii, a co za tym idzie o wiele bardziej wymagające warunki klimatyczne jak i fizyczne powinny jeszcze go dobić i odbić się na jego zdrowiu. Jednak nic takiego się nie stało poza dwoma cięższymi atakami duszności. Nie były jednak silniejsze niż te w domu. Nie wiedział jednak jak silny nawrót choroby miał Mortimer. Na jego widok Flint podniósł się z fotela z wysokim oparciem i powitał go z zapałem, mającym dziwne wrażenie przesadnego zaaferowania. Może było to związane z samotnością i oddalaniem się od najbliższych Yaxley'a... Wystarczyło jednak jedno spojrzenie, by przekonać się, że w ciepłym powitaniu była sama szczerość. Pozwolił gospodarzowi na zaproponowanie mu alkoholu, przy czym powitał go krótko, ale odpowiednio dla ich statusu. Usiedli i przez kilka sekund Morgoth przyglądał się zmianom jakie zaszły w Mortimerze. Choroba postępowała i patrzył na kuzyna z pewną mieszanką strachu o jego zdrowie i współczucia. Charakter jego twarzy był zawsze wyraźny i pełen rozpoznawalnych dla Flintów cech. Teraz jednak przypominał bardziej zmęczonego. Skórę miał praktycznie trupią, szeroko otwarte, omglone i nieporównanie połyskliwe oczy, ostro zarysowane kości policzkowe, które zapadły się jeszcze bardziej. Yaxley'owi ciężko było patrzeć na towarzysza dziecięcych lat bez pryzmatu tego okresu. W końcu jednak zabrał głos.
- To było zaledwie cztery miesiące temu, ale tak. To prawda. Wydarzenia w międzyczasie mogłyby zdarzyć się na przełomie kilku lat - odparł spokojnie, wiedząc, że może nie wiedzieli o sobie wszystkiego, ale w polityce orientowali się bez problemu. Tempo z jakim działy się rzeczy związane z czarodziejskim światem było niesamowite i zapewne był to dopiero początek. Morgoth jednak chciał poruszyć pewną sprawę, która go trapiła, dokąd zobaczył Mortimera. - Czy twój uzdrowiciel spełnia swoje zadania? - spytał wprost, nie bawiąc się w zawoalowanie sprawy. Yaxley był właśnie takim człowiekiem, typowym dla swojego rodu. Pod tym pytaniem kryła się również troska o stan zdrowia Flinta.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
 

salon na parterze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17