Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cmentarz poległych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Cmentarz poległych   17.07.17 1:28

Cmentarz poległych w I Wojnie

Znajdujący się na obrzeżach Londynu cmentarz to nieoficjalny pomnik wszystkich poległych, którzy w walce o dobro świata nie zawahali się postawić własnego życia na szali. Wojna pochłonęła wiele istnień, przyniosła też nieopisany ból po stracie ukochanych tym, którzy musieli na nowo nauczyć się bez nich żyć. Miejsce to jest upamiętnieniem ich bohaterstwa, cicho wybrzmiewającą pośród szumu drzew pieśnią żałobną nad straconymi jednostkami.



Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   02.08.17 19:54

To był maj1 maja 1956 roku
Postać A: To działo się w nocy, z kwietnia na maj. Może to był ogień dogasający w kominku po użyciu proszku Fiuu, może któraś ze świec wypalających swój knot, ale nagle iskry przerodziły się w wybuch, z którego narodziły się ogniste maszkary - jeśli tylko masz podstawy, żeby to wiedzieć, wyglądało to jak ognista pożoga. Przeraźliwy orszak zaszarżował prosto na ciebie i porwał cię ze sobą. Nic więcej nie pamiętasz, kiedy budzisz się obolały daleko od miejsca, w którym to się wydarzyło.
Obrażenia: oparzenia (90) od czarnej magii

Postać B: To działo się w nocy, z kwietnia na maj. Usłyszałaś krzyk, przypominało to starą, silną szyszymorę. Początkowo nie rozumiałaś, lecz chwilę potem rozumieć przestałeś - krzyk był tak głośny, że odebrał ci jasność umysłu. Przeszył twoje ciało na wskroś, zmusił do przysłonięcia uszu dłońmi, wygiął twoje ciało i rzucił na kolana. Z twojego nosa zaczęła sączyć się krew, czułaś, że twoja czaszka zaraz eksploduje. Nie mogłaś się poruszyć, ogarnął cię obezwładniający paraliż, aż w końcu straciłaś przytomność. Obudziłaś się zalany krwią, daleko od miejsca, w którym to wszystko się wydarzyło.
Obrażenia: psychiczne (100) od czarnej magii, osłabienie


Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   06.08.17 22:13

|1 maja
Początek maja minął Archibaldowi miło i spokojnie aż do przeklętego wieczora, ale o tym później. Wstał o poranku, obudzony przez rażące promienie słońca, wciskające się do sypialni przez wąską szparę pomiędzy ciężkimi zasłonami. Chwilę później został zaatakowany przez Edwina, który najwyraźniej stęsknił się za jego obecnością, więc postanowił cały dzień (a przynajmniej jego znaczącą część) poświęcić właśnie synowi. Wciąż nie mógł pozbyć się z głowy bladej twarzy małego Lewisa, niewiele starszego od Edwina, który już nigdy nie będzie w stanie pobiec do swojego ojca. Cały czas chodził przybity; nigdy wcześniej nie doświadczył śmierci dziecka, a ten w dodatku był przez niego leczony. Bez przerwy powracał do tamtej chwili i analizował każdy swój ruch, zastanawiając się, co by było gdyby. Co by było gdyby w międzyczasie nie poszedł do nikogo innego, co by było gdyby wolniej machnął różdżką, co by było gdyby zaczął od innego zaklęcia - tych myśli było mnóstwo, nie potrafił ich zahamować. A świadomość, że na miejscu Lewisa mogłoby być któreś z jego dzieci, doprowadzała go do szału. Dlatego też od tych kilku dni nie potrafił im czegokolwiek odmówić, a już na pewno wspólnego spędzenia czasu. Poszedł razem z nim do ogrodu, oglądając jego niewielki kwietnik, i dając mu krótki wykład na temat posadzonych roślinek - ach, jak go cieszyło to zainteresowanie syna florą, miał nadzieję, że nigdy mu nie minie. Potem zaczęli się bawić w berka, chowanego i nawet straszenie reszty domowników, z czego żaden nie był szczególnie zadowolony. Aż w końcu nadszedł wieczór, Edwin wraz z Miriam zostali ułożeni do snu, natomiast Archibald przeszedł do salonu. Usiadł w fotelu, wpatrując się w niewielki płomień świecy, po raz tysiączny w przeciągu tych kilku dni powracając do walijskich ruin. Nie potrafił powiedzieć ile tak siedział, kiedy nagle coś zaczęło się dziać. I to dosłownie coś, nie potrafił tego nazwać. Niewielki płomień świecy, wypalający już knot, zaczął się coraz bardziej powiększać aż nagle wybuchł niczym wielki zimny ogień, a lecące iskry zapaliły wszystko dookoła. Otoczył go język ognia, co było na tyle nierealne, że aż przeszło mu przez myśl, że to tylko koszmarny sen. Tylko czy czułby wtedy to przeraźliwe ciepło? - Lorraine, zabierz... - dzieci chciał krzyknąć, ale wtedy pojawiło się przed nim coś przypominające orszak, który zaszarżował wprost na niego i... tyle. Pustka, cisza, ciemność.
Powoli otworzył oczy, nic przed sobą nie widząc, a jedynie czując pod dłońmi chłodną trawę. Podniósł się ciężko na rękach, rozglądając się wokół siebie, ale nie rozpoznał tego miejsca. Powoli wstał, zginając się jednak wpół, po odczuciu przeraźliwego bólu całego ciała. Przyjrzał się swoim rękom, zauważając na nich niepokojące oparzenia, co przywołało w nim wspomnienia pożaru w Dorset. Musiał wrócić; musiał się upewnić, że Lorraine i dzieci są w bezpiecznym miejscu. Zaczął się gorączkowo rozglądać, jakby to miało mu pomóc w wydostaniu się z tego miejsca, kiedy usłyszał jakiś odgłos. - Jest tu kto? - Wychrypiał, nie myśląc w tym momencie racjonalnie - równie dobrze mógłby być to ktoś groźny, może nawet ktoś kto wzniecił ogień w jego posiadłości. Niemniej ruszył ociężale w kierunku usłyszanego dźwięku.

|hp 118/208




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   09.08.17 17:17

Jeszcze chwilę temu rozmawiała z Deirdre we własnym pokoju, w ciemności, rozproszonej jedynie chłodnym światłem księżyca; pokazywała jej małą fiolkę z ciemnofioletową miksturą, z dumą przedstawiając wyniki swoich ostatnich postępów. Najważniejszą część tej konwersacji miały już za sobą, najbardziej tajemniczą i fascynującą podróż, choć niezmiernie krótką, w temat, który w kolejnych miesiącach miał być dla niej istotny, miał pozwolić na rozwój i nowe życie. Niespodziewana wizyta przyjaciółki przebiegła w atmosferze pełnej napięcia i specyficznego entuzjazmu - cichego, przytłumionego, lecz wyraźnie wyczuwalnego w spojrzeniu, tonie szeptu, gestykulacji. Nie wyobrażała sobie snu po takiej porcji informacji, po dołączeniu do Rycerzy Walpurgii. Tsagairt wydawała się zmęczona, ale Yvette nie pytała jeszcze, co działo się w ostatnich dniach - planowała w myślach następny dzień, zamierzając zaserwować ciemnowłosej śniadanie, a potem wyciągnąć na jej własny skraj świata, by mogły spokojnie omówić resztę kwestii - a było ich przecież sporo. W temacie czarnej magii nie obracała się jeszcze sprawnie - miała raczej podstawową wiedzę oraz szacunek do tej dziedziny, potrzebowała wielu lekcji, prób i konsekwencji, których nie mogła przerobić sama. Cierpliwie opowiadała więc Deirdre o eliksirach, czekając, aż jej chłodne ciało nagrzeje się trochę pod ciepłą pierzyną, a sen zmorzy ją. Mówiła mimowolnie, w rzeczywistości koncentrując się na zupełnie innych sprawach - w końcu przerwała, upewniając się, że kobieta już śpi. Przez kilka dłuższych chwil próbowała opanować gonitwę myśli, lecz na próżno - gdy tylko zamykała oczy, wracały, piętrząc się i odciągając z ramion Morfeusza. Westchnęła krótko, definitywnie poddając się i nie podejmując już więcej prób. Pozwoliła myślom płynąć swobodnie, lecz nie trwało to zbyt długo. Zerknęła na zegar, podpowiadający, że wybiła druga, zaś kilka minut później świat stanął na głowie.
Zerwała się z materaca z cichym krzykiem, zduszonym - prawdopodobnie budząc tym przyjaciółkę, lecz okropne zawodzenie (szyszymory?) narastało. Zerknęła na Tsagairt, zastanawiając się, czy to jakiś cholerny test, który przygotowała jej niespodziewanie - może w celu uświadomienia, że to nie przelewki, choć wiele razy powtarzała jej, że wszystko rozumie, zna niebezpieczeństwo, cenę, ale także zalety zagłębiania się w zakazane odmęty magii. Teraz jej zrozumienie malało, wypierane przez okropny krzyk, nie słyszała już nic poza nim, nawet własnego głosu, gdy drżący wyrwał z jej piersi jedynie krótkie - Dei?
Chwyciła odruchowo różdżkę, obracając się w miejscu i badając ciemne pomieszczenie, pragnąc wyeliminować źródło dźwięku i bólu. Bała się, miała wręcz wrażenie, że lęk zaczyna napierać na czaszkę - zacisnęła powieki, kręcąc się w bólach, chwytając dłońmi uszy, paznokciami raniąc skórę za nimi, nieświadomie, aż do krwi, która cienką strużką płynęła już także z nosa, nierówną linią zaznaczając krzywiznę ust. Jej metaliczny smak poczuła na języku i było to ostatnim bodźcem, jaki zapamiętała ze swojego domu. Zniknął jej sprzed oczu, pozwalając pogrążyć się w ciemności.
Ból głowy zdawał się początkowo promieniować na całe ciało, gdy odzyskiwała przytomność. Poruszyła lekko palcami, czując pod nimi trawę, z trudem przesunęła ręką dalej - kamień. Nie była w domu, nie była nawet we własnym ogrodzie. Serce biło szybko, lecz miała wrażenie, że nierówno, niestabilnie, jakby łapało życie i przyswajało ostatnie nerwy. Pierwszą myślą, zaraz po nieznajomym terenie było echo krzyku, dudniące chwilę w głowie. Leżała na wznak, z zaciśniętymi powiekami, dłuższą chwilę zastanawiając się - jeszcze nie nad miejscem, tylko nad przeszłością, niedaleką. Przypominała sobie powoli chłodny dotyk Deirdre, lekki powiew wiatru. Krzyk. Ból. I koniec - na tym wszystko się urywało. Dopiero wtedy dotarło do niej, że powinna wstać, zbadać otoczenie i upewnić się, że jest bezpieczna. Powinna poszukać Deirdre. Otworzyła oczy, by zobaczyć drobne punkty na tle ciemności. Gwiazdy. Odszukała Gwiazdę Polarną, próbując zidentyfikować, gdzie jest północ, ale dopóki nie wiedziała, gdzie się znajduje, niewiele jej to pomagało. Wolno zaczęła zbierać się z ziemi, chwytając kamienia obok siebie. Trzęsła się lekko, czuła osłabienie, ale nie pierwszy raz w życiu doznawała fizycznego bólu. Przecież uczyła się go pokonywać. Jęknęła krótko, gdy prostowała się, wciąż opierając dłonie o... nagrobek?! Rozejrzała się zaskoczona. To nie jest zabawny plan, Deirdre.
Wtedy usłyszała głos. Nieznajomy, męski. Uniosła różdżkę, którą znalazła zaraz obok miejsca, w którym leżała. Powinna atakować? To mógł być każdy, lecz na pewno nie była to jej przyjaciółka. Wciąż była pewna, że to ona zgotowała jej to wszystko. Pieprzone terapie szokowe.
- Expelliarmus! - rzuciła w końcu, kierując promień w zbliżającą się postać. Podstawowy krok, pierwszy, który przyszedł Yvette do głowy.

| hp 109/209 (-20)




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   09.08.17 17:17

The member 'Yvette Blythe' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 100

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   11.08.17 18:35

Robiło się coraz zimniej. Przez niską temperaturę, panującą w nocy, czy przez rozległe oparzenia - tego nie potrafił stwierdzić, wciąż będąc zbyt rozkojarzonym wcześniejszym zajściem. Próbował sobie przypomnieć coś, cokolwiek, co wydarzyło się po szarży ognistego orszaku, ale nie był w stanie. Cały czas miał przed oczami pustkę; nie wiedział jak się tu znalazł, gdzie to tu jest ani jak się z niego wydostać. Pozostało mu więc iść w kierunku usłyszanego odgłosu, trzymając gdzieś głęboko cień nadziei, że to Lorraine - cień wyjątkowo złudny, bo z drugiej strony wcale nie chciał jej tutaj zobaczyć. Wolał, żeby wciąż bezpiecznie przebywała w domu razem z dziećmi, bo to przecież było możliwe. Ognisty orszak mógł być jedynie awarią i dosięgnąć tylko jego, a może to wszystko było jedynie wytworem wyobraźni i tym samym bardzo realistycznym koszmarem? Bardzo dobrze imitującym zimną noc, wilgotną trawę, ból. Bo jak inaczej to wytłumaczyć?
Szedł dość szybko przed siebie, trzymając różdżkę w pogotowiu. Musiał poznać tożsamość osoby, która się tu z nim znalazła - może wiedziała o czymś więcej, może jakimś cudem to rozumiała, a może to faktycznie był mu ktoś bliski. - Lori? - Zapytał dla świętego spokoju, wciąż zarówno chcąc usłyszeć pozytywną i negatywną odpowiedź. Pozytywną, bo jeżeli miała gdzieś wylądować to lepiej, żeby wylądowała razem z nim; negatywną, bo najlepiej, żeby to wszystko ją ominęło szerokim łukiem. Ale przecież to musi być sen upomniał siebie, robiąc kolejny krok naprzód, lecz wtedy usłyszał kobiecy okrzyk - w niczym nie przypominający ciepłego głosu jego żony - świat dookoła rozbłysnął na moment czerwienią, dzięki czemu Archibaldowi udało się zauważyć marmurowe nagrobki, a promień zaklęcia wystrzelił jego różdżkę do góry. Nie pomyślał z rozpaczą, bez różdżki czując się wręcz nagi. - Nie chcę zrobić ci krzywdy! - Zapewnił, wierząc, że jego suche zapewnienia przyniosą spodziewany skutek. Nie chciał walczyć; wątpił, by i tamta kobieta miała na to ochotę, choć moc jej zaklęcia była doprawdy zaskakująca, zważając na okoliczności. Podszedł trochę bliżej, w końcu lepiej widząc twarz kobiety, która w pewien sposób wydawała mu się znajoma. Nie był pewny skąd, to równie dobrze mogło być tylko złudzenie. Jak wszystko wokół. - Teraz nawet nie mam różdżki - mruknął pod nosem, odważając się na odwrócenie wzroku od nieznajomej, by spróbować odnaleźć w ciemności swoją cenną różdżkę. - Coś ci się stało? - Zapytał jeszcze, choć z tej odległości nie dostrzegł u niej żadnych większych obrażeń, to wciąż mogła je mieć. - Jestem uzdrowicielem - dodał, i jak na zwołanie spojrzał na swoje własne rany, które co prawda nie prezentowały się najlepiej, ale prawdopodobnie przez płynącą adrenalinę nie bolały aż tak jak powinny. Merlinie, co tu się dzieje pomyślał, ponownie spuszczając wzrok na ziemię. Jego wzrok zaczynał się przyzwyczajać do ciemności, miał więc nadzieję, że uda mu się znaleźć różdżkę - on mógł być pokojowo nastawiony, ale wcale nie miał stuprocentowej pewności, że taka jest jego towarzyszka.

|hp 118/208 (-20)




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   12.08.17 14:12

Jasny promień opuścił jej różdżkę, ze świstem godząc w nieznajomego mężczyznę. Moc czaru zadziwiła Yvette, nie była wcale wybitna na polu zaklęć, a zważając na okoliczności i osłabienie, tym bardziej wydało jej się to dziwne. Nabrała do płuc powietrza, w wyrazie zaskoczenia, z osłupieniem wpatrując się w uzdrowiciela, lecz nim zdążyła odpowiedzieć - ba, nim skończył mowić - ból głowy wrócił, wyrywając cichy jęk z jej ust. Nie mogła go powstrzymać, a sytuacja w żadnej mierze nie wyglądała na sprzyjającą. Wiedziała, że to nie sen - nie spała przecież tej nocy - chyba że spotkanie z przyjaciółką również pozostawało tylko i wyłącznie w wyobraźni. Podobny do migrenowego ból przeszył skronie, uniemożliwiając skupienie sie na słowach mężczyzny. Wiedziała już jednak, że nie powinien jej skrzywdzić. Nie zamierzała psuć pierwszego wrażenia kolejnym czarem, była zbyt słaba na próby udowodnienia swojej przewagi - do tego wcale jej nie miała. Nie ufała mu, ale miała wrażenie, że podejmując kolejną próbę ataku, mogłaby sprowadzić na siebie więcej nieszczęść niż godząc się na współpracę. Osunęła się na pobliski nagrobek, pół-stojąc, oparta o kamienną tablicę, ale różdżkę wciąż trzymała kurczowo. W razie obrony przed nim, przed innym niespodziewanym towarzystwem, przez stworzeniami, czy nawet zjawami. Kto wiedział, co mogło kryć sie na tym cmentarzu? Nie próbowała odczytywać liter z nagrobków, choć może powinni to zrobić. Jak daleko była od domu? Wahała się, próbując wywnioskować jak bardzo możliwym jest, by był to plan Deirdre. Wiedziała, że przyjaciółka nie krzywdziłaby jej celowo, w dodatki czarną magią. Może byłaby do tego zdolna, gdyby dostała powód, takiego jednak nie miała. Poza tym - co robił tu ten mężczyzna? Poprawiła materiał, osuwający się z ramienia i uniosła głowę, szukając go wzrokiem.
- Co się tu dzieje? - zapytała, unosząc dłoń z różdżką do twarzy, zalanej krwią. Zerknęła w trawę, gdzie dostrzegła ciemną plamę. Krwawiła tak obficie? - Głowa - mruknęła krótko, obolała. Pozowliła sobie usiąść, opierając się plecami o kamienna płytę. Kilka razy odetchnęła głęboko. Nie widziała żadnego logicznego uzasadnienia - szukała więc nielogicznego, ale ból nie był pomocny. - Jesteśmy tu sami?

| 89/209
Jak sa jakieś błędy to przepraszam, klecę z telefonu




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   13.08.17 12:47

Odnalezienie różdżki było w tym momencie jego priorytetem. Bez niej się nie obroni, nie teleportuje, nie wyleczy siebie ani tym bardziej innych. Nie mógł pozostać bezbronny, nie w takim miejscu i nie w takich okolicznościach. Za chwilę znowu mógł się pojawić ognisty orszak, chociażby z palącego się nieopodal znicza. Archibald obiecał sobie, że tym razem go to nie zaskoczy i będzie w stanie się obronić. Kucnął, macając ziemię wokół siebie. Byle tylko jego wysiłek nie okazał się syzyfową pracą, musiał odnaleźć swoją różdżkę. - Nie wiem - powiedział, nie mając zamiaru mydlić nieznajomej oczu jakimiś marnymi historiami czy pocieszeniami. Zerknął na nią jeszcze raz, doszukując się na jej ciele jakichkolwiek oparzeń, ale niczego nie zauważył. - Nie jesteś poparzona? - Upewnił się zdziwiony, będąc pewnym, że nie tylko jego dosięgnął niekontrolowany pożar. Skoro bolała ją tylko głowa, jak się tutaj znalazła? Nie przez tajemniczy orszak? Coraz mniej z tego rozumiał. Wyprostował się i oddalił od kobiety, szukając różdżki w innym miejscu. Co i rusz napotykał się na coś podobnego, co ostatecznie okazywało się być zwykłym badylem - zaczynało go to denerwować. Rzucił kolejnym znalezionym patykiem gdzieś daleko przed siebie, w pewien sposób pozbywając się rosnącej w nim złości. - Jak się tutaj znalazłaś? - Zapytał, bo może jej odpowiedź na to pytanie sprawi, że cała ta sytuacja zacznie nabierać sensu. Wstał, zaciskając dłonie na swoich rudych włosach, rozglądając się po raz dziesiąty po cmentarzu. Wtedy zauważył jakiś blask na jednym z nagrobków, odbicie niewielkiego płomienia znicza w wypolerowanym drewnie. Podbiegł tam, ignorując ból, i niemal z czcią podniósł swoją różdżkę. Eukaliptus z jadem śmierciotuli, dokładnie 12 cali. Odetchnął z ulgą, decydując się na podejście do nieznajomej kobiety. - Jedyni żywi - stwierdził, spoglądając na nagrobek na którym siedziała. Dopiero teraz mógł ujrzeć krew na jej głowie i bladą twarz. - Mogę? - Zapytał, jako uzdrowiciel nie potrafiąc obojętnie przejść obok ludzkiej krzywdy. Wiele nie mógł teraz zdziałać, sam czuł się osłabiony, nie chciał więc ryzykować poważniejszymi zaklęciami. Po śmierci Lewisa stał się o wiele ostrożniejszy przy dobieraniu inkantacji, jakichkolwiek - nie tylko tych leczniczych. - Decephalgo - powiedział spokojnie, celując różdżką w jej głowę.

|hp 118/208 (-20)




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   13.08.17 12:47

The member 'Archibald Prewett' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 44

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   15.08.17 17:55

Nie protestowała i nie podejmowała kolejnych prób ataku, pozwalając mu na odnalezienie różdżki. Gdzieś z tyłu głowy świtało jej, że może go znać - skoro wychodziło na to, że jest uzdrowicielem, może minęli się w szpitalu św. Munga, kiedy uczęszczała tam na kurs alchemiczny, i to właśnie tę opcję przyjmowała do siebie najbardziej, choć ataki migreny skutecznie przeszkadzały w logicznym ułożeniu myśli. Westchnęła na odpowiedź mężczyzny. Ona też nie wiedziała, lecz bardzo chciałaby zrozumieć choć część z tej dziwnej sytuacji. Wymazywała powoli myśl, że sprawczynią jest Deirdre.
- Nie - odpowiedziała krótko, konkretnie, dopiero teraz błądząc wzrokiem po poparzeniach mężczyzny. Wyglądało na to, że niejedna magiczna dusza została dziś wyrwana ze swojego łóżka bez żadnego ostrzeżenia. Niewzruszona patrzyła, jak męczy się z odnalezieniem różdżki - teraz już nie wątpiła, że podejmie się ataku. Patyk świsnął, pędząc daleko, ona zaś milczała chwilę, nim zdecydowała się na odpowiedź. - Usłyszałam krzyk, niepodobny do niczego, upiorny - mruknęła słabo, zadzierając głowę do góry, by spojrzeć na gwiazdy. Cóż, przynajmniej nie wywiało ich na inną półkulę, a angielskie napisy na nagrobkach pozwalały sądzić, że magia, czymkolwiek była powodowana, okazała się na tyle łaskawa, by zostawić ich w granicach kraju. - Pamiętam tylko ten dźwięk i ból. Potem byłam już tutaj - zerknęła na nieznajomego-znajomego, przypatrując mu się chwilę, z nadzieją, że rozwikła zagadkę, nawet jeśli niespecjalnie w to wierzyła. - A ty? Skąd poparzenia? - dopytała ostrożnie, przygotowana na wszelki wypadek - mógł wiedzieć więcej, niż zdradzał. Nie ufała mu jeszcze, dlatego nie wsparła jego poszukiwań nawet najprostszym Lumos. Poradził sobie, mimo wszystko i wiodła za nim czujnym wzrokiem, gdy postanowił zbliżyć się. Niepewnie kiwnęła głową w odpowiedzi, czekając na efekt zaklęcia, lecz na próżno. Głowa wciąż nieznośnie bolała. Westchnęła kolejny raz. Nie winiła go - obecny stan musiał utrudniać poprawne wykonywanie czarów, a wiedziała przecież, jak skomplikowana była magia lecznicza. Przyłożyła palce lewej dłoni do skroni, by lekko ją rozmasować. Zastanawiała się, czy spróbować zaklęcia na własną rękę, czy w jakiś sposób ulżyć uzdrowicielowi. Wtedy miałby większą szansę, by jej pomóc.
- Yvette - przedstawiła się krótko. - Nie mogę zrobić wiele, znam tylko podstawy - przyznała, kierując różdżkę na poparzenia. - Cauma Sanavi - wypowiedziała miękko inkantację, chcąc choć trochę złagodzić obrażenia.

| 89/209 (-30)




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   15.08.17 17:55

The member 'Yvette Blythe' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 67

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   15.08.17 21:04

Przerwał na moment poszukiwania różdżki, spoglądając na nieznajomą kobietę. Nie zadowoliła go ta odpowiedź. Gdyby również została poparzona, wszystko zaczynałoby się w jakiś sposób ze sobą łączyć, ale w tym wypadku Archibald wciąż nie był w stanie zrozumieć co się stało. - Płomień świecy się rozszalał - odpowiedział zdawkowo, nie mając ochoty na dokładne opowieści. Zresztą wątpił by dzielenie się szczegółami cokolwiek by tu zmieniło. - A potem znalazłem się tutaj - dodał, powracając do poszukiwań różdżki. Ona usłyszała krzyk, w niego wjechał ognisty orszak. Nic w tej historii się nie zgadzało i wciąż przypominało bardziej koszmar niż przykrą rzeczywistość. Śpieszył się do domu; musiał zobaczyć Lorraine i dzieci, upewnić się, że nic im nie jest. Teoretycznie już mógł teleportować się do Dorset, lecz nie potrafił zostawić nieznajomej na pastwę losu. Przynajmniej nie teraz, kiedy na jej twarzy wyraźnie było widać zmęczenie i Archibald nie był pewien czy sobie sama poradzi. Musiał jej pomóc, choć trochę ulżyć, by była w stanie wrócić do domu. Jego zaklęcie jednak nie podziałało; prawdopodobnie nie był w stanie się odpowiednio skupić przez swoje własne obrażenia. Odetchnął, opuszczając na moment różdżkę. - Archibald - przedstawił się kobiecie, spoglądając w górę na gwieździste niebo. Było już bardzo późno albo zaczynało być bardzo wcześnie, tak czy inaczej wydawało mu się, że nie był długo nieprzytomny. Przy dobrych wiatrach uda mu się wrócić do domu zanim nastanie świt. Oby tylko zastać rodzinę wciąż śpiącą w swoich sypialniach. Wyznanie Yvette tak go zaskoczyło, że nie zdążył nawet zareagować, a jego poparzenia stały się odrobinę mniej dokuczliwe. - Dziękuję - powiedział, spoglądając na nią z nieukrytym zaciekawieniem; znał każdego uzdrowiciela w szpitalu i czasem zapominał, że ludzie poza nim również mogą posiadać jakąkolwiek wiedzę na temat magomedycyny. - Jak widać podstawy mogą być bardzo przydatne - odparł, a przez jego twarz przemknął słabo widoczny uśmiech. Westchnął głęboko, próbując skupić się na Yvette zamiast błąkać myślami po dorseckich klifach. Teraz był na cmentarzu i musiał na nim być zarówno ciałem jak i duchem. - Spróbuję jeszcze raz - powiedział po chwili, kolejny raz celując różdżkę w głowę kobiety. - Decephalgo - rzucił, machnąwszy delikatnie nadgarstkiem. Naprawdę chciał jej pomóc.

|123/208 (-20)




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   15.08.17 21:04

The member 'Archibald Prewett' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 64

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe http://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 http://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe http://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 http://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
15
5
0
3
26
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   16.08.17 9:55

Zamilkła, uparcie wbijając wzrok w nagrobek, jaki służył jej za podpórkę, próbując odczytać z niego stare, nadgryzione zębem czasu litery - nie widziała ich, nie było tu światła poza księżycowym, wątłym i klimatycznym - w tej sytuacji może nawet za bardzo. Po krótkiej obserwacji i wytężaniu wzroku, co przypłaciła kolejną falą bólu i podsumowała cichym sykiem, zauważyła, że oznaczeń zwyczajnie... nie ma. Nagrobki miały dziwny kształt. Nietypowy dla czarodziei.
Próbowała wyobrazić sobie, w jaki sposób płomień świecy może spowodować takie oparzenia, przy okazji wynosząc zdrowego (jak podejrzewała) mężczyznę z domu. Siła wyobraźni zawiodła, nie miała zbyt wiele siły na analizowanie domysłów. Wszystko wydawało się tak nielogiczne, jak w jej przypadku - krzyk również nie był zdolny do teleportacji. Jego imię coś Yvette podpowiadało, kojarzyła je, choć nie miała pojęcia, dlaczego. Rude włosy ukazały się w świetle promienia, na co zmarszczyła brwi. Nie sądziła, by był Weasley'em. Prewett?
- To mugolskie miejsce, prawda? - zapytała, przesuwając dłonią po kamiennym krzyżu. Nic z tego nie rozumiała. - Bezimienne groby - kontynuowała, opuszczając dłoń na podołek i opierając znów głowę o nietypową rzeźbę. - Wiesz, gdzie mogło nas wynieść? - zapytała, licząc na to, że ów element dopasuje się do układanki, bo dotychczas dowiedzieli się naprawdę niewiele.
Kiwnęła głową, reagując na podziękowanie i zaraz przekonując się, że zaklęcie było skuteczne, najprawdopodobniej umożliwiło mu pomoc. Odetchnęła z ulgą, uwolniona z oków przeraźliwej migreny, teraz już zdolna myśleć jaśniej. Choć na temat miejsca, w jakim się znaleźli, dalej nie wiedziała zupełnie nic. Skłoniła krótko głowę w bezsłownym podziękowaniu. Wtedy coś do niej dotarło, uchwyciła myśl czubkami palców.
- Chwila - zaczęła ostro, choć nie planowała przedstawiać sprawy w negatywny sposób, nawet jeśli była do jego rodu ciut... uprzedzona. - Archibald Prewett? - łączyła fakty, powoli zbliżając się do sedna. Uzdrowiciel, Archibald, o rudej czuprynie - nie mogło być inaczej. - Jesteś mężem Lorraine? - zapytała zaskoczona swoim odkryciem. Zdecydowanie bardziej martwiła się swoim stanem, lecz lady Abbott (tak wolała ją trzymać w sercu) wywoływała w niej raczej ciepłe uczucia. - Co z nią? Co z dziećmi? - zapytała szybko, nawet nie dając mu potwierdzić tożsamości, gdy uniosła wzrok, błądzący wcześniej w trawie. - Na Salazara - mruknęła pod nosem, dostrzegając krew sączącą się z nosa mężczyzny. Dlaczego? Zwykłe Decephalgo nie mogło go tak wykończyć. Uszkodziła mu różdżkę? - Espiskey - zareagowała, coraz mniej pewna okoliczności, w jakie zesłał ich ślepy los. Działo się coś poważnego. - Co się tu dzieje? - szepnęła, czując powoli wdzierający się do umysłu lęk.

| 118/209 (-20)




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz poległych   16.08.17 9:55

The member 'Yvette Blythe' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 35

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
 

Cmentarz poległych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Cmentarz Zwierząt
» Cmentarz, Durham
» Stary Cmentarz
» Cmentarz w Ohlsdorfie
» Cmentarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17