Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokój muzyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pokój muzyczny   20.09.17 20:58

Pokój muzyczny

Pokój muzyczny to przestronne pomieszczenie ulokowane we wschodniej części posiadłości. Duża ilość okien w pokoju sprawia, że jest ono bardzo jasne. Jest to pomieszczenie stworzone dla osób odnajdujących pasję w dźwiękach muzyki. Na samym środku pomieszczenia znajduje się zabytkowy fortepian należący do rodziny od pokoleń. W prawym rogu wzrok przyciąga pięknie zdobiona harfa, a tuż obok niej stoją wykonane z drewna jaworowego skrzypce. Pomieszczenie pełni również funkcje edukacyjną dla młodych szlachciców i szlachcianek. Ustawione przy ścianie regały książek zachęcają do zrelaksowania się przy delikatnych nutach muzyki.


Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   20.09.17 22:47

14 maja (wieczór)

Maj był jednym z jej ulubionych miesięcy. Wiosna z całym swoim pięknem wchodzi do ich świata rozsiewając prawdziwą magię. Za rogiem czeka z utęsknieniem lato aby o złocić krajobrazy i tchnąć w ludzi życie, które utracili wraz z mroźną zimą. Maj był jednym z jej ulubionych miesięcy bo od teraz miał się jej tylko kojarzyć z tym co złe i przykre. Nie mogła przypomnieć sobie innego takiego przykrego miesiąca. Owszem zdarzały się w ich życiu ciężkie rzeczy, czasem i okrutne, a nawet brutalne, ale kiedy była to jedna sytuacja, jeden moment na sto innych, dobrych, dających nadzieje. Maj przyniósł ze sobą nie tylko to co złe, ale także to co niezrozumiałe. Najpierw anomalie, których nadal nikt racjonalnie nie potrafi wytłumaczyć, to co ciągle działo się z dziećmi całkowicie wyprowadzało ją z równowagi. Potem śmierć Barrego, pogrzeb i spotkanie, które także pokazało jak wiele niewiadomych jest w tym co robią. Mogłoby się wydawać, że to koniec passy złych wydarzeń, ale wcale tak nie było. Tragedia zapukała do ich domu pozbawiając ich dachu nad głową. Zabierając im to co razem z Archiem zbudowali. Wiedziała, że kiedyś wszystko wróci do normy. Odbudują ich azyl, a ta sytuacja jest tylko sytuacją tymczasową, ale przecież nie mogła nic poradzić na to jak się z tym czuła. Naprawdę starała się być silna. Nie dla siebie, ale dla wszystkich innych, którzy potrzebowali wsparcia. Potrzebowali zobaczyć nadzieje. Była nadal sobą. Z pomysłem, z rozwiązaniem, z ręką wyciągniętą do każdego kto jej potrzebował. Z sercem na dłoni. Wszystko to jednak wpłynęło na nią na tyle, że nie potrafiła sama siebie uspokoić tak jak uspokajała innych. Nocami nie mogła spać, a w dzień nie mogła usiedzieć w miejscu. Większość czasu spędzała z dziećmi, które nadal nie dostosowały się do zaistniałej sytuacji, albo w bibliotece przeszukując książki, które nie miały odpowiedzi na kłębiące się w niej pytania. Dzisiejszego wieczoru wracając z kolacji zajrzała do pokoju muzycznego. Miała wrażenie, że dawno nikogo tutaj nie było, a ten tylko się prosił o to by w końcu z niego skorzystać. Lorraine nie trzeba było powtarzać dwa razy. W końcu muzykę naprawdę uwielbiała. Szlachcianka usiadła przy fortepianie i nie spoglądając nawet na rozłożone przed sobą nuty zaczęła grać jedną ze znanych w magicznym świecie piosenek. Kiedy wszystko było jeszcze łatwiejsze potrafili wszyscy siadać w jednym pokoju, grać i śpiewać wieczorami, ciesząc się takimi prostymi rzeczami jak nuty czy teksty piosenek. Wczuwając się w delikatne dźwięki fortepianu zaczęła śpiewać. Tak dawno tego nie robiła.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   01.10.17 19:32

Początek maja przyniósł wiele nieszczęść. Archibald szybko się nie poddawał, dlatego też nie tracił nadziei i wierzył, że sobie ze wszystkimi poradzi - tylko z każdym dniem ilość nieszczęść znacząco rosła zamiast maleć. Mógłby je wymieniać w nieskończoność: pierwszomajowa teleportacja, wariująca magia, anomalie tak szkodzące dzieciom, nieudana misja, śmierć Barry'ego, utrata ręki przez Brendana, załamanie pogody i teraz to - utrata domu. Ich małego azylu, który do tej pory zdawał się być otoczony niewidzialną barierą, chroniącą go przed całym złem. Uwielbiał West Lulworth, uwielbiał niewielki klif na którym dwór był wybudowany, plażę i czystą wodę. Uwielbiał ułożenie pomieszczeń, piękne schody i wypielęgnowany ogród. Niemalże wszystko to było również w Wymouth, jednak to miejsce już jakiś czas temu przestało być jego domem a raczej wspomnieniem z dzieciństwa. West Lulworth było ich od samego początku, to oni tchnęli w to miejsce życie, tam urodziły się ich dzieci - do Weymouth miał już nie wrócić, z niewielkim wyjątkiem rodzinnych spotkań czy świąt. A jednak tu jest, ściśnięty pośród reszty swojej rodziny, mimo że posiadłość była duża i przestronna. Widział jak źle na tę przeprowadzkę zareagowały dzieci, szczególnie Miriam, oraz Lorraine. Żadne z nich nie było zadowolone z zaistniałej sytuacji toteż obiecał sobie, że uda mu się doprowadzić West Lulworth do porządku. Wiedział jednak, że to chwilę potrwa, dlatego nie pozostało im nic innego jak spróbować pogodzić się z losem.
Krążył bez celu po długich korytarzach, kiedy do jego uszu dotarł dźwięk fortepianu. Skręcił więc do pokoju muzycznego, będąc niemalże pewnym, że tym razem zobaczy w nim Lorraine. Nie pomylił się, grała i śpiewała, prezentując się przepięknie, paradoksalnie również przez smutek, który brzmiał w jej głosie. Przez chwilę wahał się z wejściem do środka, ale w końcu to zrobił, starając się nie wydawać przy tym głośnych dźwięków. Podszedł bliżej, kładąc chłodną dłoń na jej plecach. Kojarzył melodię tego utworu, choć już długo go nie słyszał.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   20.10.17 12:47

Muzyka zawsze była dla niej ważna. W tym co dla ludzi było naturalnością ona odnajdywała pasję i ukojenie. Nie mogła powiedzieć, że jej życie należało do trudnych chociaż jako dziecko pewnie właśnie tak myślała. Matka zawsze jej powtarzała by w rzeczach, które mogą być dla nas trudne szukać tego co mogłoby przynieść nam radość. Muzyka zdecydowanie była dla niej tego typu odskocznią. Akademia utrwaliła w niej tylko to uczucie i już wiedziała, że nie ma lepszego sposobu na oczyszczenie się z tego co tak przytłacza. A w ostatnim czasie było tego naprawdę dużo. Przez chwile dała się ponieść. Przestała blokować własne emocje, dała im upust w dobrze znany przez siebie sposób. Wiedziała, że inaczej nie będzie potrafiła. Zawsze była tą odnajdującą światełko w najciemniejszym tunelu. Zawsze była tą, która starała się odnaleźć w ludziach i w sobie nadzieje na to, że będzie lepiej. Finalnie w końcu zawsze było lepiej. Nikt jednak nie jest ze stali i w momencie, w którym dla dzieci miała być najlepszą matką, dla Archiego najlepszą żoną, a dla wszystkich innych najlepszą lady, musiała odnaleźć w tym wszystkim sposób by być najlepszą wersją siebie dla samej siebie. Merlin jej świadkiem, że to przekraczało jej umiejętności w tym momencie. Lorraine nie słyszała jak drzwi się uchylają, nie słyszała nawet kroków za plecami. Dała się ponieść dźwiękom muzyki i dopiero kiedy ostatni z nich wymknął się z jej gardła obróciła się by zobaczyć zaniepokojoną twarz męża. Takie przynajmniej miała wrażenie. Czytanie z jego twarzy było trudne. Nawet jeśli przy niej nigdy nikogo nie udawał to życie szlachcica nauczyło go by emocje skrywać w sobie. By nikt nigdy ich nie wykorzystał. To było bezpieczne. Już w szczególności w ich świecie. Uśmiechnęła się delikatnie dotykając jego dłoni. Nie chciałaby się martwił. To ona była tą trzęsącą się nad losem wszystkich. Nie chciała być kolejnym ciężarem spoczywającym na jego barkach, ale chyba tak właśnie było w małżeństwie prawda? Stawali się dla siebie jednocześnie ciężkim brzemieniem, ale i najlżejszym ukojeniem. A przynajmniej tak się czuła mając go u swojego boku. - Musiałam – zaczęła doskonale zdając sobie sprawę z tego, że w jej muzyce były emocje, które wcześniej w podobnych chwilach się nie pojawiały. - Mam nadzieje, że nikogo nie obudziłam. Ciężko mi się przyzwyczaić do tego, że teraz jest nas… więcej. - zawsze ich dom był pełen ludzi, ale miała świadomość tego, że to należy do nich. To był ich dom. Teraz od nowa musiała znaleźć coś co sprawi, że w tym nowym miejscu poczuje się tak samo, a przecież to nie było proste. Miała nadzieje, że w ogóle możliwe.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   22.10.17 3:02

On martwił się o nią - ona martwiła się o niego. Tak było od samego początku i tak już miało pozostać, ale chyba podobne emocje pojawiały się w każdym małżeństwie. A przynajmniej powinny, ich brak świadczyłby o tym, że małżonkowie nie darzą się szczególnym uczuciem. Archibald darzył Lorraine uczuciem wielkim, wręcz niemożliwym do osiągnięcia dla większości szlachciców. Cały czas zdawał sobie sprawę ze swojego szczęścia, tylko nieliczni mogli go dostąpić, a los jakimś cudem pozwolił mu zostać tym wybrańcem. Tym bardziej cierpiał z powodu zniszczenia West Lulworth - doskonale wiedział ile ta posiadłość dla niej znaczyła, a on nic nie mógł zaradzić. A może właśnie mógł? Może istniały zaklęcia, które były w stanie nie doprowadzić do tej katastrofy? To on był głową rodziny, to on powinien znać odpowiedź. Nic nie mógł poradzić na wyrzuty sumienia, które nawiedzały go bez przerwy przez ostatnie cztery dni. - Nie szkodzi - odpowiedział od razu, a jej słowa tylko udowodniły powody jego złego samopoczucia. Nie czuła się tutaj swobodnie skoro usprawiedliwiała tak banalną rzecz jak wieczorna gra na fortepianie. W West Lulworth nigdy jej się to nie zdarzało, wręcz przeciwnie, Archibald odnosił wrażenie, że lubiła w ten sposób zapełniać panującą tam ciszę. - Dom też jest odpowiednio większy - zauważył. Weymouth przewyższało ich posiadłość o parę skrzydeł, dzięki czemu wciąż mogli się schować przed wścibskimi oczami krewnych, a przynajmniej tak mogło im się wydawać. Obszedł fortepian dookoła, siadając obok Lorraine na miękkiej ławce, uprzednio zarzucając swoim eleganckim szlafrokiem niczym najdroższym frakiem. Wyprostował długie palce, po czym zagrał jedynie jeden smutny akord. Dopiero teraz sobie uświadomił jak dawno nie grał, a przecież zawsze tak to lubił. - Myślę o tej sytuacji jako o czymś przejściowym - przyznał, jednocześnie mając nadzieję, że Lorraine nie uzna tego za naiwność czy zbytni optymizm. Faktycznie tak przedstawiał przed samym sobą tę sytuację - w końcu nie byli biedni, prędzej czy później uda im się wyremontować ich ukochaną posiadłość. To zabawne, ale Archibald traktował ten budynek niemal jako członka ich rodziny - mieszkając w Weymouth czegoś mu brakowało, czuł się jak na wakacyjnym wyjeździe. - To znaczy... Wiążę z tym miejscem mnóstwo wspomnień, ale to już zamknięty rozdział mojego życia - dodał, rozglądając się spokojnie po pomieszczeniu, w którym niegdyś zwykł spędzać tyle czasu. Nic się w nim od tamtej pory nie zmieniło. - Mogę coś dla ciebie zrobić? - Zapytał po chwili, spoglądając na nią z troską. Prawdopodobnie nie mógł nic, ale naprawdę chciał, żeby Lorraine poczuła się tutaj choć trochę bardziej jak w domu. Ostatnimi czasy dotknęło ich zbyt wiele nieszczęść, nie mogli teraz jeszcze cierpieć na brak swojego azylu. Choć i tak na tym wszystkim najbardziej ucierpiały dzieci i to one cały czas pozostawały priorytetowym zmartwieniem Archibalda.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   13.11.17 17:21

Lorraine nigdy nie narzekała. Właściwie nie trzeba było jej wiele do szczęścia. Nauczyła się, że jest to coś ulotnego, rzadko docierającego po ich drzwi. O wiele częściej do czynienia mieli z pechem i jako ta stojąca u progu wszelkich pokus losu starała się jak najbardziej doceniać chwile kiedy mogła naprawdę powiedzieć, że jest szczęśliwa. Wystarczył jej dom, rodzina, moment oddechu i spokoju, który nie był aż tak oczywisty. Teraz wszystko spadło im na głowę i Prewett nie widziała odpowiedniego rozwiązania ich wszystkich problemów. Nie wiedziała czy takowe w ogóle istniało, ale jeśli nie to czy tym bardziej nie powinna doceniać tego co zostawił im los? Wśród tych wszystkich niepowodzeń powinna znaleźć pocieszenie; w dzieciach starających się odnaleźć w przytłaczającej sytuacji, w mężu, który trwał przy niej i zawsze już miał trwać. Każdy miał swój moment słabości i bez wątpienia to był jej moment. Nigdy też nie zadręczała innych swoimi myślami. Nawet tymi najgorszymi. Wolała unieść brodę, nastawić drugi policzek niżeli zrzucać na kogoś to co trawiło ją od środka. Zdecydowanie nie wynikało to z jej pochodzenia, a z charakteru. Jako Abbott zawsze musiała być twarda, jako kobieta… jeszcze bardziej. Słysząc niepokój w głosie męża wiedziała, że nie może dawać mu kolejnych powodów do zmartwień dlatego rozparła usta w uśmiechu, który mógł uchodzić za prawdziwy choć doskonale wiedziała iż jej mąż zobaczy w nim tylko kolejne potwierdzenie co do swoich zmartwień. Nie potrafiła pocieszyć siebie, nie potrafiła pocieszyć też jego dlatego po prostu przy nim była. W domu znowu zapadła cisza. Dawna posiadłość Prewettów miała to do siebie, że powtarzała każdy odgłos niczym echo. Siedząc w gabinecie słyszała śmiechy dzieci bawiących się w salonie, a schodząc po schodach czuła zapach cynamonowego jabłecznika. Zapomniała już jak to jest mieszkać w tak wielkiej rezydencji i choć ciężko miało jej być teraz się przyzwyczaić do tego stanu rzeczy to wiedziała, że zrobi naprawdę wszystko by tak się stało. - Przejściowym? - zapytała nie wiedząc co tak naprawdę mąż ma na myśli. Nie chciała robić sobie nadziei, że coś w tym wszystkim się zmieni. To na pewno nie mogło jej pomóc przystosować się do sytuacji. Nie była osobą, która załamywała się przeciwnościami losu i tak też nie miało być tym razem, ale dzisiejszego wieczoru nosiła na swoich barkach o wiele więcej. Szczyptę goryczy, która przelała czarę. Wtuliła się mocniej w szlafrok mężczyzny chłonąc znajomy zapach. Jak to się stało, że to wystarczyło by znowu poczuła się jak w domu? Nie liczyło się miejsce, a otaczający ludzie. Zawsze to powtarzała. Pokręciła głową w odpowiedzi na  jego pytanie. Nie musiała mówić, że wszystko co jej daje w zupełności wystarcza. - Jak dzieci? - zapytała opierając głowę o ramie męża; tak ciepłe, wspierające. Wiedziała, że teraz on mógł powiedzieć o nich więcej. Anomalie choć nie miały związku z chorobami to jednak miały podłoże naukowe, a przynajmniej tak myślała. Ona nie mogła zbytnio im pomóc, ale wiedziała, że Archibald zrobi wszystko by te skoki magii unormować. Zrobi wszystko dla ich rodziny by wszyscy czuli się bezpiecznie.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Archibald Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett http://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 http://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
toksykolog
30
Szlachetna
Żonaty
Only I could know exactly what I'm fighting for.
6
3
7
19
0
0
5
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   10.12.17 22:54

W rodzinie uchodził za romantyka. Nie do końca wiedział co było tego zasługą - mógł jedynie podejrzewać, że to przez jego idealistyczne podejście do otaczającego świata i umiejętność zauważania szczegółów niewidocznych dla innych. Choć może nie tyle samo zauważanie, a zatrzymywanie się przy nich i rozmyślanie. Tym sposobem znał wszystkie rodzaje uśmiechów Lorraine i tego, który właśnie pojawił się na jej twarzy, nie mógł zakwalifikować jako niczego dobrego. Przede wszystkim nie objął jej oczu, które wciąż pozostawały chłodne i zmęczone, a tak nie powinno być. Powinny skrzyć się radością, a w ich kącikach powinny pojawić się prawie niezauważalne zmarszczki. Tym samym jedynie potwierdziła wszystkie zmartwienia, które bez przerwy tłoczyły się w jego głowie. Chciał jej jakoś ulżyć, ale nie wiedział jak, i strasznie go to męczyło. Od dziecka wychowywany na głowę rodziny i jej najstarszego dziedzica, nie potrafił znieść bezsilności. To znaczy istniało jedno rozwiązanie, ale było drogie i pracochłonne - nie był w stanie określić jak szybko zostałoby wprowadzone w życie. Niemniej i tak postanowił się podzielić tym rozwiązaniem z Lorraine, mając nadzieję, że i ją będzie to podtrzymywało na duchu. - West Lulworth nie rozsypało się w pył - zauważył, odrywając zamyślany wzrok od ściany na przeciwko i przenosząc go na Lorraine. - To tylko kwestia czasu, kiedy będziemy mogli tam wrócić - dodał i naprawdę wierzył w swój plan, choć obawiał się, że ta kwestia czasu może potrwać dłużej niż by sobie tego życzyli. Ale przecież rozpadła się tylko część najbliższa klifu, nic więcej, musieli więc mówić tutaj o szczęściu a nie o tragedii.
Ponownie położył chłodne dłonie na klawiszach fortepianu, czując się w tej roli trochę nieswojo. Odkąd dołączył do Zakonu Feniksa grał o wiele mniej niż zazwyczaj i właśnie teraz to odczuł. Przypomniał sobie jednak czyjeś słowa, mówiące, że z grą na instrumencie jest jak z lataniem na miotle - i zaczął grać. Powoli, leniwie, jakiś prosty utwór, który miał wyryty gdzieś w głowie. To chyba nauczyciel kazał mu go zawsze grać na rozgrzewkę, ale nie był pewny, niektóre wspomnienia z dzieciństwa miał przysłonięte mgłą. - Na razie dobrze. Przed snem Miriam znowu urosły włosy, a Edwin unosił się kilka centymetrów nad ziemią, ale wszystko się uspokoiło jak zasnęli - powiedział, przez chwilę zastanawiając się czy podzielić się z Lorraine swoim spostrzeżeniem. - Nie wiem czy zauważyłaś, ale nie dzieje się nic dziwnego, kiedy śpią - dodał, w tym momencie urywając swoją melodię. - Jeszcze nie wiem czy można to w jakikolwiek sposób wykorzystać, muszę porozmawiać o tym z Adrienem - powiedział, a wspomnienie Adriena od razu przypomniało mu o śmierci małego Lewisa. Wiedział, że już nigdy nie zapomni jego bladej twarzy, ale i tak nie poruszał tego tematu, łudząc się, że może chociaż będzie sobie o tym przypominał nieco rzadziej. Powrócił więc do gry na fortepianie, ale tym razem zaczął coś weselszego.




Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Pokój muzyczny   Today at 18:11

Lorraine nie oczekiwała od Archiego gwiazdki z nieba. Wiedziała doskonale jak na niego to wszystko wpłynęło. Wiedziała, że dla żadnego z nich taka sytuacja nie była prosta. Mogłoby się wydawać, że już przyzwyczaili się do zmian. Te nachodziły ich ciągle. Dostosowanie się do nich wbrew wszystkiemu nie przychodziło im jednak łatwo. To proste. Kiedy coś się zmieniało patrzyli tylko na to co w ich życiu niezmienne. W ostatnim czasie jednak zmieniło się zbyt wiele rzeczy by móc w pełni doceniać to co im pozostało. Szczerze się tym cieszyć. Lorraine bardzo martwiła się o dzieci. Anomalie były niepokojące i często niosły ze sobą bardzo złe skutki u dorosłych czarodziei. Sama myśl, że mogłoby to w jakiś sposób wpłynąć na jej dzieci dobijał ją. Mogłaby stanąć na głowie, oddać wszystko by im tego oszczędzić. W tym wszystkim największym pocieszeniem był fakt, że w domu miała uzdrowiciela. Archie robił wszystko by pomóc dzieciom przez to przejść. Ona nienawidziła poczucia bezradności, a już w szczególności kiedy naprawdę mogła tylko siedzieć i czekać. Od zawsze była typem osoby, który zamiast siedzieć w miejscu woli działać. To krew Abbottów; część jej dziedzictwa. Na wzmiankę o ich posiadłości skinęła głową. Wierzyła mu. Jak nikomu innemu. Wiedziała, że jeżeli jej mąż coś postanowił to miał zamiar dać z siebie wszystko by tak właśnie się stało. Był honorowym człowiekiem, nie rzucał słów na wiatr. Był głową rodziny, dla którego rodzina była najważniejsza, a Lorraine nie mogła wyobrazić sobie w tym wszystkim lepszego męża. - Myślisz, że to ma znaczenie? - zapytała gdy Prewett wspomniał o tym, że anomalie nie wpływają na nich w nocy. - Ciężko mi to oddzielić biorąc pod uwagę fakt, że nam to wszystko przydarzyło się właśnie w nocy. - anomalie przyszły do nich niespodziewanie. Świat magii zatrząsł się niespodziewanie pozostawiając za sobą wiele znaków zapytania. Choć minęło już trochę czasu nadal nikt do końca nie wiedział skąd się to w ogóle wzięło i jak się tego po prostu pozbyć. - Na pewno na coś wpadniecie Archie… - zaczęła wstając od fortepianu i zbliżając się do stojącego niedaleko barku. Zasługiwali na kieliszek wina przed snem. - … jeżeli ktoś ma znaleźć na to lekarstwo to będziesz… - nie skończyła bo nagle upadła na posadzkę tracąc przytomność. Wizja przyszła do niej całkowicie niespodziewanie. Siła z jaką przyszła także była niespodziewana bo już dawno Lorraine nie wpadła w trans tak głęboko by odpłynąć całkowicie. To co widziała nie dawało jej nadziei na to, że ma coś się poprawić. Wręcz przeciwnie. Widziała, że zbliża się ku nim coś czemu będą musieli stawić czoło. Kolejny raz.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
 

Pokój muzyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Weymouth, siedziba rodu Prewett-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17