Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Blackpool, Devon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Blackpool, Devon   09.10.17 18:11

Blackpool

Blackpool to niewielka miejscowość na południu Anglii w hrabstwie Devon, położona nieopodal jednej z najpiękniejszych plaż w Wielkiej Brytanii - Blackpool Sands. Większość mieszkańców to mugole, jednakże na obrzeżach miasteczka mieszka również kilka czarodziejskich rodzin. Wokół Blackpool rozciągają się piękne, zielone tereny o żyznej glebie, doskonałej pod uprawę, nie brakuje więc także gospodarstw rolnych.


Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Blackpool, Devon   09.10.17 23:18

8 V

Ósmy maj.
Zbudzona w nocy o północy, wyrwana z letargu i najgłębszego zamyślenia, odpowiedziałaby bez wahania co stało się tego dnia. Ósmego maja po raz drugi w drobny mak rozpadł się jej świat na tysiące maleńkich odłamków, których nie sposób ułożyć w całość. Po ósmym maja tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego drugiego roku zgasło jej światło, a życie stało się papierowe i kruszyło się w palcach. Nie pamiętała pierwszych dni po jego śmierci. Uciekły z pamięci. Zamiast nich była czarna dziura, niewyobrażalnie zimna ciemność, która pochłonęła wszystko. Później wszystko zdawało się złym snem, koszmarem, senną marą, było nierealne i dziwne. Jedynie dławiące uczucie tęsknoty było boleśnie rzeczywiste, nie pozwalało zasnąć i oderwać od niego myśli.
Ósmego maja świat się skończył, a dziś wypadała tego rocznica. Od jego śmierci minęły cztery lata. Cztery długie i trudne lata. Stare porzekadło głosi, że czas leczy rany, lecz Poppy pierwsza wyrwałaby się, by temu zaprzeczyć. Czas nie leczy ran. Czas jedynie przyzwyczaja do permanentnego bólu, uczy życia z nim, lecz nigdy nie znika. Na sercu Poppy wciąż i wciąż jątrzyła się rana po utraconej miłości, nie mogąc się zagoić i przypominając o sobie czasem, zwłaszcza, gdy kładła się do łóżka - w ciszy i samotności. Nie mogła wtedy zasnąć, a jeśli sen obejmował ją swymi ramionami, były one okrutne i przynoszące koszmary. Budziła się zlana zimnym potem, roztrzęsiona, z krzykiem na ustach.
Bała się ósmego maja. Rana w sercu otwierała się wtedy mocniej, zaczynała krwawić i ból przybierał na sile. Od kilku dni myślała już tylko o nim, a poprzedniego wieczora, gdy wróciła znad jeziora zmarznięta i przemoczona, wyciągnęła spod łóżka starą walizkę, w której trzymała jego listy. Miała je wszystkie, każdy jeden, który do niej wysyłał odkąd tylko nauczył się pisać. Z małym wyjątkiem - gdy miała rozpocząć szósty rok nauki rozstali się w gniewie ostatniego dnia sierpnia, a list który otrzymała już drugiego września przy śniadaniu, wrzuciła do kominka i do dzisiaj nie mogła sobie tego wybaczyć. Znała je niemal na pamięć. Czytając je płakała, płakała wciąż, czasami uśmiechając się przez łzy - wypłakała niemal całą rzekę i zastanawiała się, czy człowiek może uronić aż tyle łez? Później nie mogła zasnąć, leżała z szeroko otwartymi oczyma, aż w końcu zaczęła z nim rozmawiać - a raczej mówić do niego, bo wyobrażała sobie, że leży tuż obok. Opowiadała mu o Zakonie Feniksa, o pracy w Hogwarcie i dzieciach, które tam spotkała, o wzruszającym opowiadaniu Valerie i o herbacie z Garrettem, o tym, że w końcu poprosi Sally o lekcję gotowania i tym, że jej gruby kot, Winnie, czuje się samotny i powinna przygarnąć dla niego przyjaciela. O wszystkim i niczym, rzeczach poważnych i błahych, aż w końcu zamilkła, bo przypomniała sobie jak cudownie było po prostu z nim być i nie mówić nic.
Zasnęła i śniła koszmary, lecz najgorszy z nich zaczął się o poranku, gdy musiała podnieść się i ubrać. Nad kubkiem gorzkiej herbaty trwała w bezruchu, nie potrafiąc już więcej uronić łez, bo poprzedniego wieczora wypłakała już chyba wszystkie, i żałowała, że nie może, być może przyniosłyby pewną ulgę. Myśli pomimo woli wędrowały do najgorszych wspomnień, do łowców, którzy go zamordowali, do cierpienia, które mu zadali. Ból był dławiący i nie do zniesienia. Herbatę wylała do zlewu, nie mogła przełknąć ani kropli.
Głośny trzask oznajmił jej pojawienie się przy kamiennym murku, który odgradzał dom ciotki Euphemii od reszty świata, leżał gdzieś pomiędzy Blackpool a wybrzeżem, na uboczu, wśród pól i łąk. Dom wzniesiony z szarego kamienia majaczył w oddali, lecz nie chciała odwiedzać teraz ciotki. Nie dzisiaj, nie teraz. Czekała jedynie na Valerie ze ściśniętym żołądkiem, moknąc na łagodnej mżawce i nerwowo wygładzając spódnicę czarnej sukni raz po raz.
Nie chciała iść tam sama. Nie dzisiaj.




Oh, see the darkness yielding
that tore the light apart!
Come healing of the body,

come healing of the mind

Powrót do góry Go down
Valerie Meadowes
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4749-valerie-gaia-meadowes http://www.morsmordre.net/t4760-viscaria#101774 http://www.morsmordre.net/t4758-ze-mna-mozna-bylo-konie-krasc http://www.morsmordre.net/f321-sevenoaks-godden-green-stadnina-i-dom-rodziny-meadowes
pisarka
28
Półkrwi
Panna
Jestem wierszem
Splotem słów tęskniących
Szeptem też jestem

Rozświetlę przestrzeń
Nią też jestem
12
8
0
13
2
0
3
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Blackpool, Devon   21.10.17 23:22

Na ten jeden dzień chciała zostawić wszystkie swoje problemy z dala od siebie i w pełni zająć się swoją przyjaciółką, która ósmego maja przypominała sobie o pewnej śmierci. Śmierci małego chłopca, któremu niegdyś oddała swoje serce. Valerie w pełni to rozumiała – jej ból po utracie tak ważnego elementu w życiu, kawałka serca, ba, jego dobrej, ciepłej połowy; jej samotność. Chciała jej pomóc, ale wiedziała, że nieważne, jak by się starała, niewiele by jej ulżyła w tym, co przeżywała. Nie zwróci jej przecież Charliego, nie ożywi go. Medycy znali wiele magicznych sztuczek, które były w stanie wrócić choć cząstkę dawnego zdrowia, ale… do diaska, nikt jeszcze nie wymyślił eliksiru zmartwychwstania.
Nie odtrąciła prośby Poppy o to, by udała się na cmentarz razem z nią. Nie mogła tego zrobić, nie mogła odciąć się po raz kolejny od problemów, jak zrobiła to, kiedy okazało się, że jest kulą u nogi rodu Ollivanderów. Teraz wróciła, zmuszając tym samym swoją gryfońską naturę do przebudzenia się z zimowego snu, potrząśnięcia grzywą i wydania z siebie ryku, który miał ostrzec innych, że jest tutaj i już nigdy się nie zawaha.
Dzisiaj jednak lew był łagodny. Schował kły i pazury, schował poczucie winy głęboko w sobie, by nikt nie zobaczył, jak zmieniło się jego spojrzenie po pobycie w zimnej Szkocji.
Aportowała się niedaleko jej domu z cichym trzaskiem, od razu przytrzymując dłonią szary kapelusz z białym, gołębim piórem, które wetknęła w nie tuż przed wyjściem. Miała na sobie długą, czarną szatę – prostą, ale nie pozbawioną pewnej finezji, delikatnej, zupełnie w stylu państwa Meadowes. Wypatrzyła przyjaciółkę już z daleka, więc nieco przyspieszyła kroku, by, gdy już do niej dopadła, objąć ją mocno, najmocniej jak tylko potrafiła. Listy, które ze sobą wymieniły w ciągu tych kilku lat, były tylko namiastką tęsknoty, drobnym pyłkiem, głosem słyszanym w swojej głowie. Dopiero teraz, gdy obie mogły się dotknąć, uścisnąć, poczuła, jak bardzo żałowała wyjazdu.
Odsunęła się od niej po dłuższej chwili, by móc przyjrzeć się jej z bliska. Wierzchem bladej dłoni otarła krople deszczu (a może jednak łzy?) z jej jasnego policzka, uśmiechając się przy tym delikatnie, pogodnie, tęsknie.
Poppy – odezwała się w końcu. – Widzę te czerwone pąsy na twoich policzkach i nie muszę już pytać, czy to naprawdę ty.
Przytuliła ją jeszcze raz, nasycając nie tylko siebie, ale też i samą pannę Pomfrey, tą niewysłowioną tęsknotą, jaka ich rozdzieliła.




I don't belong in your universe
For better or for worse
Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Blackpool, Devon   04.12.17 17:57

W rzeczywistości wcale nie czekała długo, lecz każda sekunda zmieniała się w minutę, minuta w godzinę, godzina w cały miesiąc: nie mogła oprzeć się wrażeniu, jakby stała tam co najmniej całą wieczność. Z trudem przełknęła ślinę, wciąż powstrzymując łzy; wszystko tu jej o nim przypominało. Wspomnienia powracały, czy tego chciała, czy nie, na nowo otwierając ranę w sercu. Pamiętała jak ostrożnie stawiali kroki na tym kamiennym murku, zakładając się, kto przebiegnie po nim szybciej. Kilkukrotnie spadła na ziemię, raz zwichnęła sobie nawet nadgarstek, a Charlie udawał uzdrowiciela, trzymając w dłoni zwykły patyk, który służył mu za różdżkę-na-niby i wygłaszał wymyślone na prędce inkantacje, niejednokrotnie po prostu głupie, byleby ją rozśmieszyć. Och, a kilka metrów dalej, w stronę domu ciotki, rosło wysokie, rozłożyste drzewo czereśni, które winny dojrzeć na przełomie maja i czerwca. Już niebawem miały nabrać tak ciemnego odcienia czerwieni, że graniczyło to z czernią, a przy tym były cudownie słodkie. Jako dzieci wspinali się na to drzewo, Charlie zawsze był od niej zwinniejszy i bardziej odważny, nie lękał się wejść wyżej. Łamał dla Poppy gałęzie i zrzucał na ziemię, by i ona mogła nacieszyć się słodkim smakiem tych najdojrzalszych czereśni. Często też zawieszał jej dwie czereśnie na złączonych szypułkach na uszy, mówiąc, że to kolczyki. Nosiła je wówczas uparcie do momentu, dopóki nie uschły całkowicie, a ciotka Euphemia nie kazała się ich Poppy pozbyć.
Uniosła dłoń do serca, nagle poczuła mocne ukłucie bólu w piersi; wiedziała, że to nic poważnego, to po prostu jej organizm reagował na to jak cierpiała dusza. A ból był nie do zniesienia. Odwróciła się plecami do czereśniowego drzewa, a spojrzenie jej padło mimowolnie na ścieżkę, która prowadziła w stronę wybrzeża.
Trzask oznajmiający aportację odwiódł Poppy od coraz boleśniejszych wspomnień, choć na chwilę. Odwróciła się ku Valerie, eleganckiej i pięknej, tak jak zawsze. Nie potrafiła jednak wydusić z siebie komplementu, brakowało jej słów, gardło miała ściśnięte, oczy szkliste.
A jednak - uśmiechnęła się, gdy przyjaciółka skomentowała jej pąsy. Był to blady i smutny uśmiech, lecz chociaż na chwilę rozjaśnił ponurą twarz.
-Dziękuję... - powiedziała, wyraźnie urywając zdanie.
Za to, że jesteś, że byłaś i będziesz.
Objęła Valerie mocno, wtulając policzek w jej ramię, nie potrafiąc tłumić już łez; szloch wprawił drobne ciało Poppy w drżenie. Zacisnęła dłonie na czarnym płaszczu przyjaciółki, trwając w uścisku dłużej, niż uprzednio. Odsunęła się po dłuższej chwili, ocierając łzy chusteczką, którą dotychczas miała w kieszeni.
Rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę domu ciotki Euphemii, niczym zaczęła nieśpiesznie kroczyć ścieżką prowadzącą ku wybrzeżu. Jeśli się w połowie drogi zboczyło w lewo i podążyło w dół, można było trafić nad oczko wodne, gdzie rosła wysoka, rozłożysta wierzba - i tam właśnie pochowany był Charles Bell.
-Powiedz mi, że chociaż Ty miewasz się lepiej, dobrze? - zagadnęła, pociągając nosem, ujmując przyjaciółkę pod ramię.




Oh, see the darkness yielding
that tore the light apart!
Come healing of the body,

come healing of the mind

Powrót do góry Go down
 

Blackpool, Devon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17