Wydarzenia


Ekipa forum
Miasteczko Wellswood
AutorWiadomość
Miasteczko Wellswood [odnośnik]24.08.21 8:07

Wellswood

Położone blisko zatoki miasteczko Wellswood z prawej strony całkowicie otoczone jest mniejszymi wioskami z dostępem do morzem. Ledwie chwilę zajmuje dotarcie na jego brzeg. Niedaleko znajdują się jaskinie Kents Caver, które szczególnie interesują badaczy, ale i wśród mieszkańców można zasłyszeć przekazywane z ust do ust legendy i opowieści ich dotyczących. Na zachód, niecałe dwie mile dalej znajduje się największe miasto portowe w okolicy - Torquay. Od czasów wybuchu anomalii liczba mugoli w mieście znacząco spadała, miasteczko nie jest jednak całkowicie zamieszkiwane przez czarodziejów. W jego granicach pozostało niewielu mugoli, którzy po wybuchu wojny zyskali świadomość otaczającej ich magii i świata.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Wellswood Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]17.09.21 4:39
| 25 stycznia ‘58 |

Oboje nie czekali na zaproszenia, w rzeczywistości takowe nie nastąpiły – może poza samą informację ze strony Neali, która zgodnie z dojrzałym rozumem skreśliła najważniejsze informacje w liście. Rudzielec trzymał się nadziei, że młoda Weasley nie pchała się po raz kolejny w kłopoty, próbując zbliżyć się do miejsca, które przejmowały osoby o niecodziennej ogładzie, choć czy można było ich winić? Czasy były ciężkie, odczuwały to szczególnie osoby poza układami wielkich panów. Nawet oni z Philippą nie mieli okazji odpowiednio przygotować się na nie tylko niespokojny czas, ale również samą porę roku, jednak czy kiedykolwiek można było być przygotowanym na to, co niespodziewane? Mimo wszystko nikt nie zamierzał pozostawić Neali samotnej w tej misji. Skreśliwszy kilka słów do osób, które jako pierwsze nasunęły się na myśl, przygotował zarówno siebie, jak i Moss do szczególnie delikatnego zadania. Potrafiła utemperować jego zapędy, działało to w dwie strony, jednakże teleportując się na miejsce, nie był w stanie powstrzymać drżenia rąk. Co jeszcze ten cholerny miesiąc mógł im przynieść? Nie wystarczyło tych niespodzianek?
Odesławszy wszystkich zaangażowanych do gospody w mieście, gdzie głównym koordynatorem zebrania odpowiednich osób zdolnych do przeciwdziałania była Philippa; wraz z Dearborn’em wybrali się na zwiad. Nieciężko było mu wybrać odpowiedni szlak do budynku, w którym zabarykadowali się zaproszeni goście o niecodziennym poczuciu wdzięczności, rozpoczęli więc całą procedurę polegającą na rozpoznaniu terenu oraz ilości ‘buntowników’. Dzięki doświadczeniu z wywiadów w terenie rudzielca oraz zdolnościach byłego aurora zdołali ustalić, iż okupowane miejsce nie zostało w należyty sposób zabezpieczone. Weasley nawet nie dziwił się braku pułapek, przecież nie każdy miał możliwości do nauczenia się poszczególnych dziedzin magii na tyle, by móc sensownie wykorzystać swój potencjał magiczny. Mugolski sposób barykady był w rzeczywistości jednym, drugą kwestią pozostawał sam status umysłowy mężczyzn zabarykadowanych w budynku. Na całe szczęście wraz z bratem Lizzie nie musieli wychylać się poza najbardziej wysunięty budynek leżący nieopodal miejsca, w którym zamknęli się nieznajomi. Dzięki szybkiej reakcji Neali oraz rozsądnie myślącemu zarządcy miasta udało się ewakuować połowę południowej części miasta na północne ziemie. Odcięci od informacji ‘goście’ nie mieli nawet okazji zrozumieć jakie poruszenie nastąpiło falowo tuż po ich akcjach, co jedynie działało na korzyść rodowitych mieszkańców Devon oraz pomocy, jaką przyniósł były auror samą swoją obecnością. Devończycy słynęli z waleczności, jednakże nie każdy był w stanie pozwolić sobie na jakiekolwiek ryzyko i w praktycznie każdym aspekcie było to zrozumiałe.
Rozpoznawszy się w terenie rudzielec wraz z Cedrickiem przybyli do gospody, gdzie zdołali zebrać się wszyscy, do których dotarł list, a nawet o kilka osób więcej! Nie czekając na przyzwolenia ze strony Dearborn’a, Weasley praktycznie od razu wziął się za oficjalne planowanie.
Dziękuję, że odpowiedzieliście na moją prośbę o pomoc, wraz z Cedrickiem zdołaliśmy dowiedzieć się nieco o pozycji naszych zabarykadowanych gości. Mieszkańcom miasteczka Wellswood zagrożono utratą nie tylko życia, ale również domostw, dlatego musimy działać zdecydowanie, stawiając swoje stanowisko. Zależy nam na utrzymaniu budynków w stanie do użytkowania, dlatego z żadnej różdżki nie powinno zostać rzucone zaklęcie, o ile oni nie zastosują na nas ofensywy. – przerwał na chwilę, patrząc każdemu kolejno w oczy, chyba chwilę dłużej zatrzymał wzrok przy Philippie. Nie było to zbyt rozsądne, żeby dawać jej choćby najmniejszą możliwość na ryzyko, jednakże w tej sytuacji każda różdżka była istotna, nawet jeśli nie znał jej zdolności magicznych; jedyne co mógł mieć, to nadzieję – z tego powodu przyzwyczaił się do bycia nazywanym głupcem. Wierzył w każdą z obecnych osób. Nie mogli doprowadzić do jeszcze większej krzywdy na mieszkańcach Wellswood. – Z towarzystwem Cedricka oraz Philippy – wskazał na każdą z wymienionych osób, kiwając głową w geście niemego pytania – podejdziemy do nich, a w tym czasie proszę was o przyjęcie pozycji. Wy zajdziecie ich od tyłu domu, nie możecie być zauważalni – zaklęcie kameleona powinno wystarczyć, natomiast wasza dwójka pójdzie razem z nami, zajmując miejsce na tyłach najbliżej postawionego domu. – zwrócił się do sześciu obecnych osób, rozdzielając im zadania. – Spróbujemy przemówić im do rozsądku… w razie czegokolwiek miejcie różdżki przy sobie i pamiętajcie… nie dajcie się nakryć. – powiedział bez cienia uśmiechu. Nie był to czas na cokolwiek innego poza chłodnymi kalkulacjami, których miał nadzieję nie otrzymać tak szybko, nie żeby kiedykolwiek zamierzał je faktycznie uskuteczniać. Potrzeba tworzy... niespodziewane.

| mapka


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]17.01.22 16:16
27 stycznia

Nie mógł odmówić pomocy młodej lady Neali, tym bardziej będąc w duchu zadowolonym, że zwróciła się o nią przy podobnych problemach w samym mieście. Nie byli to czarnoksiężnicy, z którymi miał do czynienia kilka dni wcześniej w okolicach ukochanego Derby z Michaelem, a jednocześnie nie mogli przecież pozwolić, aby młoda dama narażała się na niebezpieczeństwo! A z przekazanych mu przez lady Weasley informacji wyglądało na to, że mogło dojść nawet do przemocy.
Teleportował się na miejsce o ustalonym wcześniej czasie. Ostatni miesiąc sprawił, co okazało się również słusznym wyborem już niejednokrotnie, że nie opuszczał terenów rezydencji nie mając na sobie odzieży, w której przywykł do pracy przy smokach. Jego ciało było dokładnie okryte, a różne odcienie brązów były przykryte ciemnym i ciepłym płaszczem. Gdzieś pod tym przebłyskiwały metalowe klamry.
Pewnym krokiem ruszył do znajomych mu twarzy.
- Panno Wellers - przywitał się, oczekując na wyciągniętą ze strony kobiety dłoń do ucałowania - tak jak wymagała od niego należyte wychowanie. To kobieta winna zezwolić na przywitanie się w końcu. - Panno Bell - powtórzył do kobiety, którą dopiero poznał w połowie stycznia. Nie był pewny jej panieńskiego nazwiska i czy pan Bell był mężem, czy ojcem, jednak nie znał również kobiety, która mylnego określenia panna nie przyjęłaby z lekkim uśmiechem, a czasem rumieńcem, uznając to za pochlebstwo. Inną kwestią było, że w przeciwieństwie do obławy na dom Felixa, tutaj był w sytuacji, w której musiał przestrzegać zasad etykiety - oraz wymagał poszanowania od innych w stronę swojej pozycji.
- Lady Neala przesłała mi informacje o sytuacji, w której znaleźli się mieszkańcy. Ze względu na to, że dom jest cudzym dobytkiem, chcemy zapobiec potencjalnej eskalacji zagrożenia. Ci ludzie byli już wystarczająco pokrzywdzeni przez wojnę, obie strony. Ich zachowanie jest karygodne, jednak przyczyny możemy doszukiwać się nie w ich intencjach, a w umyśle. Po wszystkim chciałbym zadbać o odpowiednią opiekę dla nich. Wierzę w twoje umiejętności, panno Wellers. Obawiam się, że moja bliska obecność może nie zostać dobrze odebrana, więc pozwolicie, że ja zabezpieczę dom nieco z oddali. Nie bójcie się jednak mnie użyć jako figury w pertraktacjach, rodzina Greengrass jest tutaj, aby tych ludzi odciążyć i otoczyć opieką - zapewnił i przemawiał z wyuczoną przez lata manierą. Jego głos był ciepły i twardy, choć z pewnością przyjazny. Nie wydawał poleceń, mimo rzeczowego tonu. - Lady Neala również zadbała o drobne zapasy. Myślę, że mogą być one skutecznie potraktowane jako prezent niżeli podmiot pertraktacji. Ociepli wizerunek i pokaże nasze szczere intencje - przypomniał sobie, zerkając również w kierunku domu, w którym było ich aktualne zagrożenie. Niczym tykająca bomba. Mogło zrobić się niebezpiecznie i gorąco w każdrj chwili, wystarczyło jedno złe słowo, ale potrafił zachować należyty spokój. W końcu pracował przez lata ze smokami. Temperatury nie były mu groźne. - Skupię się na zabezpieczeniu terenów, gdyby doszło do eskalacji problemu lub gdyby ci ludzie chcieli spełnić swoje groźby. Proszę, nie wahajcie się użyć koniecznych środków. Ufam w waszą rozwagę i ocenę sytuacji.
Było jeszcze kilka rzeczy, o których chciał się upewnić. Obawiał się, że to czarnoksiężnicy mogli w tym miejscu maczać palce, ale całe szczęście znał sposób na to, aby temu zaradzić.
Wyciągnął różdżkę, zaraz wykonując inkantację.
- Festivo.

| Dla porządku rzucam jeszcze raz, i tak tylko przenoszę.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]17.01.22 16:16
The member 'Elroy Greengrass' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 92
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Wellswood Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]18.01.22 1:47
Ze wszystkich miejsc, w których się znajdowała, które zdołała zwiedzić, Devon było jej szczególnie bliskie. Nie kiedy myślała o Torquay, nie wtedy, ale raczej kiedy jej myśli uciekały w stronę prostych ścian w których odnajdowała ukojenie, kolejnej grupki rozkrzyczanych dzieciaków, z których to ona z młodym Weasleyem najbardziej dawała się we znaki, a także do burzy rudych włosów kiedy każdy cierpliwie siadał przy stole w oczekiwaniu na kolację, a pewna dwójka zastanawiała się, jak wyłgać się z faktu zjedzenia pół blachy ciasta po kryjomu. Wspomnienia były miłe i przypominały jej, że nie wszystko było stracone a i ona mogła jeszcze jakoś odnaleźć to ciepło. Może powoli, może nieco boleśnie, może jeszcze minie bardzo długo…ale jakaś szansa była, prawda?
Chyba dlatego już w zeszłym roku zaoferowała każdą pomoc, jaka była potrzebna, wysyłając list młodej Neali. Teraz zaś przyszedł czas, w którym Devon potrzebowało pomocy, chociaż może niekoniecznie jej. Mimo to, zjawiła się na miejscu, jednocześnie rozważając, czy jednak zmienić nieco rude włosy czy może jednak je pozostawić, bo nieco dziwacznie się czuła podczas takiego zadania, tak jakby miała się podszywać pod jakiegoś Weasleya. Ostatecznie w końcu zadecydowała się przyjść tak, jak stała, spoglądając też po okolicy i chłonąc widok, tak jakby już dawno nie była w tym miejscu. Może nie była? Dni wydawały się jak rzeka, która płynie wzburzenie po tym jak upadnie tama, zgarniając wszystko na swojej drodze i nie mając litości dla tych, którzy zagapią się o chwilę za długo.
Dopiero wtedy obejrzała się na lorda, który zjawił się na miejscu. Ciężko powiedzieć było, ale mieli głęboką relację, ale kojarzyła go i kojarzyła, z jakiego rodu pochodził. Nawet jej niechęć do rodów szlacheckich nie mogła umniejszyć szacunku dla człowieka, który zajmował się smokami i gotowy był stawić czoła komuś, kto dawał sobie radę z ogromnymi bestiami; nie wspominając już o tym, że Wellersowie dobrze dogadują się z Greengrassami. Wyciągnęła więc dość optymistycznie dłoń w kierunku Elroya, gotowa ją uścisnąć jak mężczyzna, nawet nie zdając sobie sprawy że najpewniej tego wcale nie oczekiwał.
- Lordzie Greengrass. – Skoro on powitał ją oficjalnie, wypadało, aby i ona to zrobiła. Skupiła się też na słowach mężczyzny, kiwając głową i przyznając mu rację. – Zgadzam się, w tym wypadku mamy obydwie grupy ludzi zmęczonych i przerażonych. Uczestniczyli w nieudany przerzucie a to już samo wystarczy, aby wywołać pewnego rodzaju…traumę. – Zawahała się przez chwilę, ale ostatecznie nazwała rzeczy po imieniu, nie zamierzając owijać w bawełnę, aby w niuansach i meandrach konwersacji nie zagubił się prawdziwy sens tego, po co się tu zgromadzili.
- Kojarzę miejsce w którym można by ich ulokować, pod warunkiem, że zgodzą się pójść. Jeżeli zaś powiedzą mi, jakim statkiem próbowali się oddalić, może zdołam dowiedzieć się czy gdzieś nie znajdą się jakieś rzeczy które należały do nich, może to jakoś ich uspokoi, chociaż trochę. Zaproponowałabym im jedzenie na zewnątrz, ale czuję, że wolą rozmawiać ze środka, zima też im nie sprzyja za bardzo. Czy w razie czego możemy poręczyć słowem lorda, że tym ludziom nie stanie się krzywda? – Powiedział, aby użyć go jako pewnik w rozmowie, ale chciała wiedzieć, że przyjmował na siebie również obowiązek tego, co za tymi słowami szło.
- Gdyby coś wydarzyło się nie tak i potrzeba była interwencja siłowa, wystrzelimy czerwone iskry. – Nie sądziła, aby miał się oddalić, ale lepiej było ostrzec gdyby nagle wszystko miało zejść na psy. Zwłaszcza, że ludzie z okolicy mogli się wtedy chcieć trzymać z daleka.


So heed the words from sailors old
Beware the dreams with eyes of gold
And though he'll speak of quests and powers...
...blessed, ignore the lies you're told
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'm makin' my way
From the top of this lowly hillside
Through the realm of the soulless Fey
I'm makin' my way
And all of us dread the trouble that lies ahead
At the end of this wayward day
I'm makin' my way
OPCM : 13+2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0+1
TRANSMUTACJA : 5+2
CZARNA MAGIA : 0

ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t12384-thalia-wellers#381174 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]23.01.22 11:40
W Devon spędziła sporą część swojego dzieciństwa. Babka od strony matki poświęcała jej dużo uwagi, miała więc spory sentyment do tych ziem. Dwoje z jej braci nosiło nazwisko Weasley, także z ogromną chęcią przystała na propozycję Neali. Angażowała się ostatnio w działania sojuszników zakonu, jednak pomoc miejscu, które było jej tak bliskie wydawała się być jeszcze bardziej słuszna. Zresztą wybrała właśnie Devon na swój dom, po tym jak musiała opuścić Londyn, musiała pomóc mieszkańcom tego miejsca.
Bell pojawiła się na miejscu na miotle. Był to jej ulubiony środek transportu, miała do niego ogromny sentyment. Czasem też dawał dodatkowe możliwości obserwacji terenu, o ile wymagała tego sytuacja. Zeskoczyła z miotły trochę przed miejscem, w którym mieli się spotkać. Ubrana była w długi, skórzany płaszcz, który zdecydowanie lata świetności miał już za sobą, naciągnęła na głowę kaptur, a miotłę przymocowała do pasa i narzuciła ją na plecy. Ruszyła przed siebie, aby dotrzeć o czasie na spotkanie. Policzki miała różane od wiatru, który dawał jej się we znać podczas lotu. Szła cicho, chociaż śnieg słusznie utrudniał poruszanie się.
Przybyła na miejsce spotkania jako ostatnia. Wyciągnęła dłoń, kiedy lord zaczynał się z nimi witać. Nie chciała wyjść na gbura, chociaż osobiście bardzo irytowały ją te szlacheckie konwenanse, co dosyć często demonstrowała, nie był to jednak na to odpowiedni czas. - Lordzie Greengrass.- rzekła lekko zachrypniętym głosem. Uśmiechnęła się do Thalii, ostatnio często razem współpracowały, wiedziała, że może być pewna jej umiejętności. - Witaj Thalio.- rzekła jeszcze.
Słuchała uważnie tego, co jej towarzysze mieli do powiedzenia. Wszystko wydawało się być jasne. - Czyli my z Thalią pójdziemy do domu, aby z nimi negocjować? Co jeśli nie zgodzą się z nami pójść? Czy wtedy faktycznie mamy wyciągnąć ich siłą. Z tego, co mówicie oni już swoje przeszli. - bała się, że mogą tak łatwo nie chcieć opuścić miejsca w którym znaleźli schronienie. Musieli mieć jakiś awaryjny plan, gdyby negocjacje nie wystarczyły.


Miasteczko Wellswood D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]24.01.22 12:40
Nie dał po sobie poznać, że uścisk ze strony panny Wellers go zaskoczył - ale chyba czasem zapominał, że nie każdy był wychowany w szlachcie, i nie każdy przestrzegał narzuconych etykiet, którymi to on się kierował. Dłoń panny Bell kulturalnie ucałował na powitanie. A po tym już wysłuchał słów obu kobiet.
- Możecie poręczyć - zapewnił Thalię, kiedy padło pytanie.
Nie był w stanie wczuć się w odczucia tych ludzi - głównie dlatego, że w nim na samą myśl o czymś podobnym buzował gniew. Kolejne ofiary, podobnie do osób na ich ziemiach w Stafford - podobnie jak ci w Derby. Wszyscy cierpieli, bo ktoś czuł, że w ogóle ma prawo wymusić na kimś innym własną wizję świata. Pozbawiał tych ludzi decyzji, prawa do sprzeciwu i sposobu do sprzeciwu, rzucając na nich coś, co było poza ich umiejętnościami poznawczymi.
- Wierzę, że w pracy policjantki miałaś doświadczenie w uspokajaniu tłumu, panno Bell - zwrócił się do Josephine, zaraz jednak przez moment się zastanawiając. Powinien poprosić Mare o lekcje anatomii, o zapoznanie się z kilkoma z zaklęć uzdrowicielskich - stanowczo w takich sytuacjach jak ta, mogłoby to być pomocne.
- W ostateczności zaproponowałbym sięgnięcie po zaklęcia takie jak drętwota czy nawet bombarda, coś co zwróci uwagę, a nie do końca wyrządzi krzywdę. Jednak to powinna być ostateczność ostateczności - powiedział twardo, nie wiedząc do końca jak jego towarzyszki czuły się z magią podobnego rodzaju. - Poślijcie iskry, postaram się wtedy wkroczyć i uspokoić tłum, zapewnić też bezpieczeństwo domu - zapewnił, rozglądając się również po miejscu. Wiedział, że zaklęcie zadziałało lepiej niż dobrze.
Zmarszczył brwi, dostrzegając niewielkie, jednak z pewnością wystarczające ognisko czarnej magii, które dochodziło z domu. Czy to mogło wpłynąć na zachowanie mugoli? Neala wspominała, że sytuacja eskalowała bardzo szybko i gwałtownie.
- Wątpię, aby ci ludzie byli temu winni, ale mogli przypadkiem stać się posiadaczami... jakiegoś przekleństwa - powiedział, kierując wzrok w kierunku domu. Był to jakiś przedmiot? Może klątwa? A może jeszcze coś innego? Może pozostałości czarnej magii na jakimś z ich bagażów?
Zaraz zwrócił jednak uwagę na Thalię, od której dostrzegł podobny odcień, sugerujący czarną magię. Zamilkł na moment... Będzie musiał porozmawiać z panną Wellers na ten temat, chociaż teraz mieli zadanie do wykonania. Choć w jego głowie pojawiło się pytanie, czy mógł jej ufać?
-  Proszę, zachowajcie ostrożność. Obawiam się, że na ich umysły rzeczywiście wpływa czarna magia, zaklęcie pokazuje niewielki przedmiot w obrębie domu. Proponowałbym abyście spróbowały wywabić ich z domu. Nie chciałbym narażać was na skutki czarnomagicznych przedmiotów - wyjaśnił, po tym już pozwalając kobietom skierować się w stronę domu. Sam za to złapał mocniej różdżkę, aby spróbować rzucić kolejne zaklęcie.
- Homenum Revelio...

| EM: 47/50, -5 na kości za ranę I stopnia




Hope's not gone


Ostatnio zmieniony przez Elroy Greengrass dnia 24.01.22 13:15, w całości zmieniany 1 raz
Elroy Greengrass
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]24.01.22 12:40
The member 'Elroy Greengrass' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 92
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Wellswood Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]27.01.22 12:27
W jej wypadku wychowanie schodziło na dalszy plan, ale Thalia niewiele sobie robiła z zasad wpajanych siłą i egzekwowanych bólem w miejscu, którego sobie nie wybrała. Statek był inną sprawa, bo żegluga rządziła się własnymi prawami, często takimi, które podobać jej się nie podobały, ale akceptować je musiała jeżeli chciała być częścią tego świata. W wypadku Elroya po prostu zadziałał odruch, nie chęć niezależności, zdołała jednak ukryć lekkie speszenie kiedy dostrzegła powitanie z Josephine. Cóż, tak mogło być.
- W takim razie, gdy zajdzie taka potrzeba, tak zrobimy. – Wiedziała, że danie słowa, zwłaszcza za kogoś, to spora odpowiedzialność. Być może właśnie tak było w jej wypadku, kiedy niewiele mając, mogła jedynie zaręczać i poręczać własnymi słowami. A może chodziło tutaj o coś innego? Nie znała myśli Elroya, nie wiedziała więc, jak lord Greengrass się do tego odnosi, ale musiała wierzyć, że również brał odpowiedzialność za słowa i czyny, inaczej ich sytuacja mogła znacznie się pogorszyć.
- Najlepiej byłoby zacząć bez zaklęć i na tym skończy, jeżeli się uda. Być może też w razie czego jasne światło które na chwile tylko by oślepiło byłoby dobrym pomysłem? – Słyszała o takim zaklęciu, a i w końcu nawet zwykłe Lumos rzucone w odpowiednim czasie mogło pozwolić uspokoić sytuację albo wytrącić kogoś z równowagi na tyle, aby tę osobę łatwo było zatrzymać. Wydawało się jednak, że wszystko będzie dopiero do sprawdzenia kiedy pojawią się na miejscu i zaczną rozmowę. Póki co wiedzieli niewiele o charakterze tych ludzi i to miało się dopiero okazać.
Spojrzenie przeniosła na Josephine, uśmiechając się lekko, dając znać że zamierzała dać z siebie wszystko. Rozejrzała się jeszcze po okolicy, czując jakby ciężar osiadł na jej barkach kiedy okolica wydawała się opustoszała i zabiedzona. Pamiętała ją jaśniejszą, w radośniejszym wcieleniu, pytanie jednak, czy to nie dawne wspomnienia narzucały jej obraz czegoś, czy jednak może prawda była taka, że nawet Devon nie mogło zostać nietknięte podczas wojny.
- W takim razie może spróbujemy do nich podejść, zapraszając ich na wyjście do domu. Mam nadzieję, że zgodzą się porozmawiać, ewentualnie zagadamy ich tak, aby zwracali na nas uwagę, jeżeli coś będzie nie tak, będziemy mogły zastanowić się, jak poinformować o tym El-lorda Greengrassa, w innym wypadku będzie trzeba wyczuwać czy musimy iść za ciosem czy nie. – Kątem oka zauważyła spojrzenie w jej stronę, ale w momencie kiedy odwróciła się w jego stronę, ten już spoglądał gdzieś indziej.
- Powodzenia – rzuciła jeszcze w stronę Elroya, kiwając głową w stronę Josephine. Na nie był już czas, dlatego wraz ze swoja towarzyszką ruszyła w stronę domu. Jeżeli tam była czarna magia, musiały naprawdę się pilnować, a Thalia odruchowo założyła na dłonie jej rękawiczki z ciemnej skórki, które wykorzystywała do przemytu, tym razem aby zminimalizować ryzyko jakiegokolwiek dotknięcia czegoś podejrzanego gołą skórą.
Dom nie wydawał się podejrzany kiedy patrzyło się na niego z zewnątrz, ale to przecież o niczym nie świadczyło. Trzymając dłonie na widoku, tak aby z okna było widać, że nie podchodzi uzbrojona i nie zamierza atakować domu, podeszła ostrożnie, najpierw parę kroków. Kiedy nic się nie stało, postawiła jeszcze kolejne, a potem kolejne, czekając na ewentualną reakcję, która mogłaby dać znać, co się dzieje, ale dopóki jednak nie doświadczyła żadnego zatrzymania albo wołania, postępowała w stronę drzwi. Ostrożnie zapukała do drzwi, zaraz też odsuwając się by nie dosięgło jej zaklęcie którym ewentualna osoba za drzwiami mogłaby ją poczęstować.
Zamek ostrożnie szczęknął, a kobieta z jasnymi włosami i błękitnymi oczyma spojrzała na obydwie przychodzące, przygryzając lekko wargę kiedy tylko spojrzała na nie. Wysunęła się zza drzwi, stając na zewnątrz, dłoń jednak wciąż zatrzymała się na klamce, gotowa do schowania się natychmiast.
- Lavi…minęło trochę czasu… - nieznajoma westchnęła, na co myśli w głowie Thalii popędziły szaleńczo. Mało kto kojarzył ją z tego imienia, a przynajmniej taki, z kim nie miała teraz kontaktu…mimo wszystko wcześniej zwracali się do niej głównie w szkole, ale ze szkoły jej nie pamiętała, oraz…w sierocińcu. Przynajmniej młodsze dzieciaki. Jasne włosy, oczy w kolorze pochmurnego nieba, lekkie odbarwienie na policzku – kropki w umyśle Thalii zaczęły łączyć się dość szybko.
- Jill? Co tutaj robisz? – Nie ukrywała nawet zdumienia, ale kobieta nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, co do niej mówiła, albo sprawiała takie wrażenie.
- Musicie nam pomóc, Jack…on przestał być sobą.


So heed the words from sailors old
Beware the dreams with eyes of gold
And though he'll speak of quests and powers...
...blessed, ignore the lies you're told
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'm makin' my way
From the top of this lowly hillside
Through the realm of the soulless Fey
I'm makin' my way
And all of us dread the trouble that lies ahead
At the end of this wayward day
I'm makin' my way
OPCM : 13+2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0+1
TRANSMUTACJA : 5+2
CZARNA MAGIA : 0

ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t12384-thalia-wellers#381174 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]27.01.22 18:06
Panna Bell znała zasady etykiety, babka przywiązywała do tego wagę. Nie zawsze się jednak do tego stosowała, zależało od sytuacji, w jakiej się znajdowała. W tym momencie nie widziała żadnych przeciwwskazań, aby zachowywać się inaczej. Słuchała wymiany zdań Elroya i Thalii, przenosiła wzrok raz z jednego na drugie, nie odzywała się zbyt wiele, ręce schowała głęboko do kieszeni płaszcza, szczupłe palce zaczynały odczuwać chłód.
- Zajmowałam się różnymi rzeczami, dawno temu, kiedy zaczynałam pracę takie zadania mnie dotyczyły. Nie powinnam mieć problemu z poradzeniem sobie z kilkoma osobami.- rzekła do Elroya, kiedy się odezwał. Ostatnimi czasy jej obowiązki były zdecydowanie inne, pracowała pod przykrywką, śledziła czarodziejów, czy później wyłapywała wilkołaki, jednak początki... wiadomo jak wyglądają w każdym miejscu, zaczyna się od najgorszej roboty i najmniej interesującej.
- Nie chciałabym ich straszyć, ani sięgać po zaklęcia, mam nadzieję, że poradzimy sobie bez tego.- odparła zgodnie ze swoimi myślami, Thalia się z nią zgadzała, co ją ucieszyło. W końcu te osoby też przeszły już swoje, miała nadzieję, że uda im się ich ugłaskać, a później wynegocjować to, po co się pojawili.
- Przekleństwa? Może faktycznie coś na nich taki działa, najlepiej byłoby chyba znaleźć źródło ich zachowania, zlikwidować je, a później zacząć dyskusję.- miała świadomość, w jaki sposób działała czarna magia, mogła zmienić każdego. Warto było pozbyć się źródła problemu.- Oczywiście, trzeba to załatwić ostrożnie.- nie ma co zwlekać.
Czas najwyższy udać się do domu i zająć sprawą. Greengrass został na miejscu, jako ich ewentualne wsparcie, ona zaś z panną Wellers miały udać się dalej, aby spróbować dogadać się z mugolami. - Możemy zacząć od próby wyciągnięcia ich z domu, jaką mamy jednak gwarancję, że wyjdą wszyscy? Coś musiałoby ich ku temu skłonić.- przez moment pomyślała o tym, aby krzyknąć pożar, w końcu każdy by się zainteresował, gdyby coś takiego działo się z jego domem, jednak jak na razie Wellers wybrała zdecydowanie bardziej cywilizowany sposób. Po prostu podeszła do drzwi. Josephine stała za nią, czekała na dalszy rozwój wydarzeń. Rękę zacisnęła mocno na różdżce, którą miała w kieszeni, w razie gdyby coś poszło nie tak musiała szybko reagować.
Wtedy pojawiła się kobieta, która najwyraźniej poznała Thalię. Lavi.. Przeniosła wzrok na swoją towarzyszkę przymrużając oczy. Nie do końca wiedziała, o co w tym wszystkim chodziło. Przynajmniej jak na razie, za mało miała informacji. - Przestał być sobą? Co takiego robi? Gdzie jest? - powiedziała stanowczo do kobiety. W końcu po to się tutaj pojawiły, na sentymenty przyjdzie czas później.


Miasteczko Wellswood D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]03.02.22 17:41
Ufał w obeznanie kobiet - że ich doświadczenie było odpowiednie co do sytuacji, że mogły dać sobie radę ze wszystkim, co spotka ich w kontakcie z nieznajomymi. Znał swoje miejsce w szeregu, nawet jeśli miał ogrom przywilejów związanych ze swoim tytułem i pozycją, czasem musiał ustąpić.
- Zajmę się tym przekleństwem, ale pierw spróbujcie wyprowadzić ich z domu, będzie bezpieczniej - powiedział, zerkając w stronę domu, aby sprawdzić, gdzie są dokładnie ci ludzie. Zignorował tych kręcących się dookoła budynku, bardziej w wiosce - chciał poznać dokładne położenie osób w domu.
- Jest ich piątka, jeden jest na piętrze, a pozostali na dole w salonie - zdradził kobietom, aby wiedziały z czym miały do czynienia. Może powinien zająć się zabezpieczeniem domu? Uniemożliwić widok z okna?
Zacisnął dłoń na różdżce, będąc gotowym na ewentualny atak lub obronę kobiet, jak i prostych ludzi, którzy mogli zostać ranni.
Odprowadził kobiety wzrokiem, obserwując Thalię z uwagą. Czy wiedziała, że towarzyszy jej jakieś dziwne plugastwo? Musiał z nią porozmawiać na ten temat, ale również na temat i zabezpieczenia punktów handlowych na rzekach Staffordshire i przede wszystkim Derbyshire. Musiał się z nią porozmawiać na ten temat, oraz jej... przeklętego zaklęcia, które na sobie miała? Może ktoś ją przeklął? A może ktoś ją oszukał? Powinien mieć lepsze zdanie względem panny Wellers - w końcu jej rodzina od wielu lat była zaufana Greengrassom, współpracując z nimi.
Ruszył powoli i ostrożnie na wschodnią stronę domu, aby przyjrzeć się nieco budynkowi. Wiedział, że zwracał na siebie uwagę, dlatego zajmował odpowiednią odległość. Nie powinien zanadto alarmować mieszkańców w środku, ani też ludzi dookoła.
Rozejrzał się też czy na pewno nie było w okolicy Neali - przecież nie chciał, aby coś stało się jego kuzynce. Później ją odszuka, aby wspomnieć o wyniku dzisiejszej interwencji. Chociaż będzie musiał porozmawiać również z jej ciocią odnośnie miejsc, w które się zapuszczała. Wiedział, że Neala była zaradna i ciągnęło ją do świata, ale wolał, aby nie narażała się w trakcie wojny. Wolał, aby była bezpieczna, tak samo jak Mare czy Saoirse.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]12.02.22 23:09
Ciężko było działać na ślepo, ale jakie inne miały rozwiązanie? Naprawdę chciała pomóc ludziom i zadbać o Devon, które zawsze było czymś, co można było nazwać domem. Nie mieszkała tu i raczej wątpliwe, aby zakładała tu już dom na stałe, ale mimo wszystko zależało jej na tym miejscu. Elroy również został poproszony o pomoc przez Nealę, a to znaczyło, że zależało mu mocno aby wszystko się udało.
- Postaramy się ich wyprowadzić, ale jeżeli się nie da, możemy oddzielić ich od reszty miasteczka. Tak samo z tym, co powoduje tę sytuację, jeżeli nie da się zadziałać w inny sposób, po prostu to odizolujemy. – Tak samo, jak zrobiłaby z wadliwym towarem albo podejrzanym przedmiotem w przemycie, musiała najpierw zminimalizować straty. Nie myślała o tych ludziach jako o przedmiotach, ale jednocześnie musiała też martwić się o to, by nie ucierpieli postronni. Zwłaszcza w tym wypadku.
Nie spodziewała się patrzeć w znajome oczy. Nie spodziewała się spotykać kogoś, kto mógłby jakkolwiek chcieć od niej pomocy po tylu latach. Teraz zaś nagle miała spotkanie z kimś, kto znał ją z przeszłości. Kto ją widział już wcześniej w najgorszych sytuacjach. Kto nie do końca powinien w ogóle się opierać na jej osądzie, ani też wierzyć, że da sobie z tym radę. A jednak teraz postanowiła jej zaufać, więc najpewniej to była wyjątkowa sytuacja.
- Jill, Jill, spokojnie… - uniosła lekko dłonie, pozwalając jej przekonać się, że było to sytuacja, która doprowadzi do konfliktu albo czegoś gorszego. Czasem ludzie potrafili się rzucić na kogoś tylko na najmniejszy cień zagrożenia czegoś, broniąc się w swoim mniemaniu, ale nie chciała tutaj eskalacji przemocy. Thalia zaś chciała zrobić co tylko mogła, aby kobieta czuła się przy niej bezpiecznie, a teraz też musiała robić co tylko mogła, teraz zaś miała jeszcze koło siebie Josephine, a chociaż we dwie mogły spokojnie wygrać z kobietą, takie coś mogło zostać odebrane za atak.
Teraz zaś Jill, wciąż poddenerwowana, ostrożnie przesuwając dłonią po swoim nadgarstku, podchodząc bliżej panny Bell.
- W piątkę, chcieliśmy uciec. Daliśmy pieniądze na statek, udało nam się nieco odłożyć, inne… - kobieta przełknęła ślinę - …zdobyliśmy nieco inaczej. Ale w końcu się udało i jak wypłynęliśmy, to okazało się, że statek nie płynął dalej. Ale od czasu jak wróciliśmy na miejsce, to praktycznie nie mogliśmy zasnąć, a przez to Jack zaczął się robić agresywny i nawet wyrzucił tych ludzi z ich domu…błagam, nie chcemy tego, ale od czasu tego wypadku…nie, już na statku to się zaczęło, nie mogliśmy spać.
Nie mogliśmy spać. To w końcu było coś, co mogło naprowadzić ją i Josephine na jakiś trop, coś, co mogło przybliżyć je do tego tematu.
- Czy przed albo na statku, dostaliście coś, z przedmiotów, albo ktoś nagle zaczął się z wami mocniej przyjaźnić? – patrzyła na kobietę, która znów przesuwała dłonią po nadgarstku.
- Takie…dostaliśmy takie drobne bransoletki, nie z metalu, raczej…sznurka? Tak aby się potem rozpoznać jakbyśmy się zgubili…


So heed the words from sailors old
Beware the dreams with eyes of gold
And though he'll speak of quests and powers...
...blessed, ignore the lies you're told
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'm makin' my way
From the top of this lowly hillside
Through the realm of the soulless Fey
I'm makin' my way
And all of us dread the trouble that lies ahead
At the end of this wayward day
I'm makin' my way
OPCM : 13+2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0+1
TRANSMUTACJA : 5+2
CZARNA MAGIA : 0

ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t12384-thalia-wellers#381174 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]24.02.22 18:47
Nie mógł odmówić pomocy, kiedy to jego kuzynka go o takową prosiła - chociaż przyszło mu żyć w czasach, w których nie mógł się odwrócić od nikogo. Musiał sprostać oczekiwaniom, musiał wyciągnąć pomocną dłoń i zaradzić złu, które się panoszyło po Anglii. Wiedział, że nie będzie to proste zadanie - a przynajmniej nie zawsze. Były momenty, takie jak tutaj w Wellswood, kiedy mógł się odetchnąć na moment - kiedy sytuacja nie wydawała się być nazbyt niebezpieczna, kiedy mógł wręcz się uspokoić, mając do czynienia ze światem pogrążonym w wojnie, jednocześnie wiedział, że to była tylko jedna chwila i krótki wyrywek z krwawej rzezi, która miała miejsce w innych rejonach kraju.
- Postarajcie się ich wydostać z domu, zachęcić do opuszczenia. Ja spróbuję magią rozeznać się dalej jak wygląda sytuacja w środku - powiedział pewnie.
Chociaż wątpił w zaufanie ludzi, których przy sobie w tym momencie posiadał, postanowił nie poświęcać temu myśli w tym momencie. Poruszy ten temat z panną Wellers w późniejszym czasie, bo przede wszystkim miał zaufanie do jej rodziny, a ta jeszcze go nie zawiodła, od wielu lat będąc na dobrej i przyjaznej stopie z jego rodem.
Starał się utrzymać odpowiednią odległość, obserwując uważnie rozłożenie ludzi. Zerkał jednak co rusz na dwie kobiety stojące przy drzwiach, nie będąc pewnym czy na pewno wszystko było w porządku w samym domu. O czym świadczyła aura czarnej magii, którą wyczuł, kiedy rzucił udane festivo? Czy miało to coś wspólnego z nagłą zmianą zachowania tych ludzi? Wiedział, że to plugastwo mogło wpłynąć na ludzi, właśnie dlatego tak ważna była nauka obrony przed nim, a jednocześnie skąd ci ludzie weszli w posiadanie przeklętych przedmiotów?
Czy to była pułapka? Weszli z kimś w interesy?
Oddalony nieco z pola widzenia kobiet, a przede wszystkim od domowników, chwycił mocniej różdżkę i wycelował w jedną ze ścian, chcąc mieć lepszy podgląd na wydarzenia w domu, aby wiedzieć czy nie musi przypadkiem zareagować w odpowiednim momencie. Co prawda nie będzie posiadał dźwięków, jednak wierzył że równie wiele będzie mógł wyczytać z mimiki i ruchów ludzi zgromadzonych w domu.
- Abspectus - wymówił znaną sobie inkantację, celując w ścianę w takim punkcie, aby obraz objął również wejście - aby mógł łatwiej zareagować na potencjalne niebezpieczeństwo, gdyby to miało się pojawić w kierunku Thalii i Josephine.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]24.02.22 18:47
The member 'Elroy Greengrass' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 67
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Miasteczko Wellswood Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Miasteczko Wellswood [odnośnik]02.03.22 12:29
Spoglądała na stojącą przed nią kobietę z pewną dozą nostalgii, trzymając się jednak podejścia, że wszystko było potencjalnie zagrożeniem. Czy gdyby kobieta okazała się agresywna, mogłaby ją zaatakować? Po prawdzie wolałaby, aby jednak nie doszło do przemocy, ale jednak wolała aby wszystko sprowadziło się do rozmowy. Nie była w takich wypadkach najlepszym rozmówcą, ale miała teraz dwie przewagi, które mogły jej pomóc, zwłaszcza w tym wypadku: znajomość z osobą i szczerość. Cokolwiek by się nie zadziało, gotowa była na ratowanie siebie ale przede wszystkim na ratowanie kogoś, kto bić się nie umiał. Westchnęła lekko, zawsze mając nadzieję, że życie i tym razem okaże nieco łaskawości, nie tylko wobec niej, ale głównie wobec znajdującej się obok kobiety.
- Dobrze, dobrze, posłuchaj mnie, dobrze, popatrz na mnie. – Podeszła ostrożnie, ciągle obserwując kobietę i jej mowę ciała, na wypadek gdyby ta miała reagować na to „naruszenie przestrzeni”. Jej niespodziewana towarzyszka jednak nie uciekła ani nie zaczęła jej zaczepiać, więc w tym momencie Thalia zbliżyła się, ostrożnie wyciągając dłoń. Jeżeli chciała ją pochwycić, miała ku temu okazję.
- Będzie dobrze. Jeżeli chcesz, w pobliżu znajdują się osoby, które ci pomogą i możesz do nich iść teraz, jeżeli chcesz się stąd oddalić to nikt nie będzie miał ci tego za złe. Jeżeli jednak chcesz pomóc, proszę, pomóż wyprowadzić kogo się da ze środka. – Spojrzała ostrożnie, gotowa przyjąć jakąkolwiek jej decyzję. Jeżeli działoby się coś innego, gotowa była spróbować samodzielnie, nie chcąc jednak nikogo narażać. Spokojnie patrzyła na nią, kiedy ta pokiwała głową.
- Spróbuję przekonać część. Jak powiem, że ktoś jest tutaj, aby nam pomóc…mogę powiedzieć o tobie? – Żołądek Thalii lekko ścisnął się, kiedy o to zapytała. Znaczyło to najpewniej, że jeszcze więcej osób siedziało w środku, które mogła kojarzyć i już absolutnie nie wiedziała, czy była na to gotowa. Nie znaczyło to, że zamierzała ich teraz zostawić, ale zaczynało się robić co raz trudniej. Czy tak dalej miało być w życiu?
- Powiedz, jeżeli to pomoże. – Ostrożnie skierowała się w stronę budynku, tak aby ostrożnie aby nikt nie zwrócił na nią uwagi. W międzyczasie Elroy tworzący okno mógł podejrzeć, jak to wyglądało w środku – osoby siedzące w salonie, każda z wielkim zmęczeniem na twarzy, jakby nie spały od paru dni. Thalii nie dało się dostrzec, bo została za drzwiami kiedy kobieta weszła do środka, ale potem mógł policzyć, że wszystko zgadzało się z zaklęciem – poza jedną osobą, wszyscy znajdowali się w salonie. Im dłużej im się przypatrywał, tym więcej detali mógł dostrzec – to, jak każdy wyglądał równie zmęczenie, to, jak ubrania były powygniatane, to jak spoglądali po sobie, już w pewnej desperacji. I to jaki ich dłonie zdobiła ta sama pleciona bransoletka.
Chwilę to zajęło, ale po dłuższej rozmowie i wymianie pomiędzy nimi udało się, aby wszyscy obecni wstali, ostrożnie wychodząc na zewnątrz.


So heed the words from sailors old
Beware the dreams with eyes of gold
And though he'll speak of quests and powers...
...blessed, ignore the lies you're told
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'm makin' my way
From the top of this lowly hillside
Through the realm of the soulless Fey
I'm makin' my way
And all of us dread the trouble that lies ahead
At the end of this wayward day
I'm makin' my way
OPCM : 13+2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0+1
TRANSMUTACJA : 5+2
CZARNA MAGIA : 0

ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t12384-thalia-wellers#381174 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Miasteczko Wellswood
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach