Wydarzenia


Ekipa forum
Komnaty szmaragdowe
AutorWiadomość
Komnaty szmaragdowe [odnośnik]10.07.24 11:09

Komnaty szmaragdowe

Szereg trzech połączonych pomieszczeń — salonu, jadalni i bawialni, łączące się wspólnym odcieniem ścian w kolorze chłodnej zieleni i barwnymi, odurzającymi kosztownością żyrandolami, pośród których świece tworzą łunę wśród drogocennych kamieni. Salon, urządzony z najwyższym przepychem, zdobią bogato zdobione meble, aksamitne zasłony i miękkie dywany. Przestronna jadalnia, z wielkim stołem z ciemnego mahoniu, jest miejscem niezliczonych uczt i bankietów. Bawialnia, pełna wygodnych sof i foteli, jest idealnym miejscem na spotkania towarzyskie i rozmowy przy kominku i dźwiękach fortepianu czy harfy. Wszystkie te pomieszczenia prowadzą na taras, z którego roztacza się widok na malowniczy ogród, przepełniony ciemną zielenią. Taras, znajdujący się na wyrównanej części wyspy, jest pełny pomniejszych fontann i rzeźb, tworząc harmonijną przestrzeń do odpoczynku i kontemplacji.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komnaty szmaragdowe Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Komnaty szmaragdowe [odnośnik]10.07.24 20:24
|03.10

Czymże tego wieczoru miało zabarwić się niebo; obłudą kolejnych kłamstw, żenującym pragmatyzmem uśmiechu z jadem paraliżującym dobry smak szczerości. Kolejny raz tego zamierzał się trzymać, nim czynił ostatnie poprawki wizytowego usposobienia odzienia na ten szczególny moment. Szczególny dla dwóch rodzin, mających się złączyć w litanii obopólnych korzyści. Aksamitne pudełko ciążyło w kieszeni, nim ściągnął je z czarnej powierzchni nocnej szafki. Pierścionek w nim skryty zdawał się wyrokiem, piętnem i kagańcem skazańca na wieki wieków i dzień dłużej. Stojąc przed lustrem, poprawiał mankiety koszuli, próbował zapanować nad drżeniem rąk. Każdy ruch był przemyślany, każdy detal musiał być perfekcyjny. Tego wieczoru nie mógł sobie pozwolić na żadną niedoskonałość, żadną skazę, która mogłaby zdradzić jego wewnętrzne rozterki. Był przecież Yaxleyem, noszącym na barkach odpowiedzialność za spuściznę rodu i jego przyszłość. Jego myśli powracały do momentu, gdy pierwszy raz zobaczył pierścionek. Był przepiękny, misternie wykonany, lśniący w blasku kominka. Matka, pełna dumy i szczerego uśmiechu, przekazała mu go z przekonaniem, że to właśnie ten symboliczny gest przeistoczy się w szczerość niegdyś powstałych uczuć. On sam widział w nim jednak coś więcej – symbol niewoli, znak zobowiązania, które miało mu odebrać resztki wolności.
Chciałbyś ślub z chłodzie jesiennego dnia, czy pięknie lipcowego słońca?
Choć pozbawiono go znajomego uczucia pewności ponurych murów rodzinnej posiadłości, obserwował każdy mijany kąt nadmorskiej posiadłości. Norfolk kojarzył się mu głównie z wilgocią i wieczystym szumem fal pobliskiego morza. Niezbyt wiele sposobności miał odwiedzać to miejsce, znacznie odbiegało od jego fascynacji bardziej dzikim wydźwiękiem terenów. Spamiętał pobieżne spojrzenia służby, szepty w dalekich zakątkach korytarzy. Kroczył z dumą, oziębłym spojrzeniem i stwardniałą fasadą mięśni twarzy. Zamierzał spełnić powinność i szykować się na ostateczny akt przygotowań, spętanie na zawsze dwóch obcych sobie dusz. Każdy krok po zimnych marmurach posiadłości zdawał się odbijać echem w jego myślach, przypominając mu o ciążącym na nim obowiązku Cieszył się na fakt kameralnej atmosfery tej ciężkiej nocy, powiązanej z poczuciem prywatności dla dwójki młodych arystokratów. Ostatnie ich spotkanie zmieniło wiele, dziwny urok rzucony tamtejszymi wydarzeniami kazał odrzucić przeszłe złości i boleści w ambicje. Przekuć w siłę, którą mógł przekuć w miecz własnej sposobności. Powziąć krótko kwestie, które nie zamierzały do końca słuchać jego. A na to nie mógł sobie pozwolić; za żonę miał mieć kobietę piękną niczym anioł, acz niebezpieczną wewnątrz. Rozchwianą, pragnącą swym ucieleśnieniem subtelności rozgrywać według własnego widzenia. Przygotowania do tego wieczoru były starannie przemyślane. W każdym detalu krył się zamysł i intencja. Wybór miejsca, dekoracji, muzyki – wszystko to miało służyć jednemu celowi: stworzeniu idealnego tła dla momentu, który zaważy na ich przyszłości. Jego umysł pracował intensywnie, analizując każde możliwe rozwidlenie dróg, które mogły się przed nimi roztoczyć.
Chłód to moja wieczysta maska, chérie.
Wyczekiwał przybycia najważniejszej ikony tego wieczoru, korzystając z przyjemności chłodu niedalekiego tarasu. Wznoszące się nad nim niebo, oświetlone jedynie migoczącym pięknem gwiazd, zdawało się niemym świadkiem jego rozterek. Chłodny powiew morskiego wiatru przynosił chwilowe ukojenie umysłu, który natrętnie atakował nieprzyjemnymi wizjami potencjalnych scenariuszy. Wspomnienia z przeszłości, nieproszone i niechciane, wtargnęły do jego myśli z całą swoją siłą. Kobieta, której obraz zagnieździł się w jego pamięci,być widmem, niemal nierealnym echem minionych dni. Jej twarz, kiedyś tak żywa i pełna emocji, teraz jawiła się niczym blady cień, przestając istnieć na jego nieszczęsnym padole. Próbował o niej zapomnieć, wyrzucić z pamięci chwile pełne smutku i rozczarowania, co przychodziło mu z coraz większą łatwością.
Ciebie już nie ma i nigdy nie będzie.



In the tapestry of shadows, I find my strength – silent guardian, unwavering beliefs, a figure cloaked in the allure of the unknown.Through the labyrinth of mysteries, I navigate with resolute steps, embracing the enigma that defines my existence.
Efrem Yaxley
Efrem Yaxley
Zawód : arystokrata; aspirujący polityk; działacz w MKCz; wsparcie Ambasadora Magicznej Konfederacji Czarodziejów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Potęga tkwi w cieniu, gdzie niebezpieczeństwo rodzi się z milczenia, a moc kryje się tam, gdzie oczy nie śmieją spojrzeć.
OPCM : 7 +2
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7 +3
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t12223-efrem-yaxley https://www.morsmordre.net/t12224-aurelius#376340 https://www.morsmordre.net/t12339-efrem-yaxley#379333 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t12286-efrem-yaxley
Re: Komnaty szmaragdowe [odnośnik]12.07.24 0:53
Paliwo do ognia, który nieustannie tlił się w jej żyłach, okazało się dziwnie uspokajające. W obliczu zagłady otaczającego ich świata nie było miejsca na huczne i triumfalne uroczystości, wszystko objawiało się w barwach szarości, mżawki goszczącej rano wśród rosłych murów Corbenic. Pojedyncze krople, na kształt łez, nawiedzały panieńskie komnaty, wprawiając pólwili cień istnienia w burzliwy nastrój głębokiego niepokoju. Setki myśli kłębiło się pośród zakamarków młodego umysłu, o tyle niechętnego do związania dusz wieczystą przysięgą, co niegotowego do tak wielkopomnych słów. Ślub miał być więc kalkulacją, ofiarą dla rodu Travers w postaci rozbudowania znajomości poza granicami handlowymi i wśród ministerialnych korytarzy, Yaxleyowie zdobywali natomiast sojuszników przy granicy, idącą za tym bliskość morza i krew pólwili, która od pokoleń odradzała się w bagiennym Yaxley's Hall. Byli kalkulacją, był też manipulacją, idealnie wyliczonym, co do milimetra ruchem pionków, a pogodzona z tym faktem od momentu narodzin, na twarz pozwoliła przywdziać sobie ledwie obojętność.
Ostatnie chwile zdawały się zmienić wszystko; upatrzyła w nim współwięźnia niedoli zamiast jej twórcę, a ta wizja sprowadzała nieoczekiwany spokój, mimo kłębiących się wspomnień zamierzchłych czasów. Kobiety nigdy nie zapominają, półwile tym bardziej, tworząc w czeluściach zmysłów wizje długiej i bolesnej śmierci; pojedyncze, śmiercionośne ciosy nie dawały bowiem satysfakcji. A jednak, gdy dłoń przywdziewała do płatka ucha perłowe kolczyki, spojrzenie wędrowało do twarzy, która w swym spojrzeniu nie pałała wściekłością. W tle majaczyło silniejsze bicie serca, kierowane daleko poza możliwości kobiety, ale nawet to wspomnienie ciepła kiełkującego w brzuchu, nie było hamulcem dla rodzącej się akceptacji.
Był inteligentnym mężczyzną, nie mogła mu tego odmówić, a w nienaturalnej wprost trosce upatrywała zwykłą, banalnie pojętą dobroć. Być może była to ostatnia rzecz, jakiej mogłaby się po nim spodziewać, a jednak zawarte przymierze kiełkowało właśnie tymże odczuciem, kontrastującym z chłodnym marmurem otaczającej jej rzeczywistości. Śmielszy grzmot uderzył pośród wzburzonego morza, nie potrafiąc jednak wybić wbitego w taflę lustra spojrzenia. Rzęsa po rzęsie, przyłapywała się na tym, że nerwowo potrafiła je wyskubywać, opuszkami palców ciągnąc za skryte w subtelnym błysku powieki, jakby miało to być odzwierciedlenie tego, co niewypowiedziane i odpychane na sam kraniec plasującej się w jej mniemaniu rzeczywistości. Bała się, bowiem, mimo wypowiedzianych niegdyś słów o pewności siebie. Bała się i nie była gotowa przyznać tego w inny sposób niż czynami wykonywanymi podświadomie. Lekkim drżeniem lewej nogi, zaciśnięciem ud we wpojonej przed laty samoobronie, w pojedynczej łzie, która odwiedziła zarumieniony kosmetykami policzek, chwilę później witając uniesiony w uśmiechu kącik ust.
Matko.
Jak długo miała być jeszcze przy niej? Kiedy drogi miały się rozsunąć, w nielojalnym podziale świata, w którym kobiety oddane są rodom mężów? Czy już teraz była to forma pożegnania, gdy w czułym geście przeczesywała blond loki palcami, chłodem błękitu odszukując stonowaną, acz szlachetną zieleń? Wdzięczność kryła się w tymże geście, że pozwolono im na odrobinę prywatności, na pojedyncze spojrzenia przyzwoitek nad huczną ceremonię wśród rodzinnych okrzyków gratulacji. Nikt, na bogów, nikt prócz nestorów, nie uniósłby szczerego okrzyku radości, gdy dłonie miały się spleść pomiędzy lekkodusznymi, oddanymi własnym ideałom lordom mórz, a markotnymi, ponurymi wprost lordami pośród bagien. Jedni zdawali sobie sprawę z uciętych skrzydeł, drudzy kichali przez ilość pierza.
Nie pasowała tam, ale pasować miała, na powrót — wbrew katharsis, które nawiedziło ją wraz z oczyszczającą prawdomównością, którą właśnie osobę matki obdarzyła. Ciało skryte w głębokim kobalcie, nikłość biżuterii i prostota sukni. Chłód twarzy, którą obdarzono ledwie podkreśleniem oczu; włosy, które kilkoma zaklęciami wyprostowano i w przypięciu do głowy, zaczesano za uszy, w ten sposób tworząc coś na kształt metaforycznego wprost pancerza. Misterna siatka włosów kryć miała to, co na zawsze i jako jedyne służyć miało jej niezawodnie i lojalnie — umysł. Kontra dla jestestwa przyszłego męża, niezawodnie pamiętliwy i złośliwy; skory do walki, której nawet on — potomek wojowników — nie byłby w stanie przewidzieć, ale jednak nie wykorzystywała tychże zdolności przeciwko niemu teraz. Kąciki ust opadły nieznacznie.
Wszyscy mamy maski, любимый. I cieniem, i wspomnieniem, i popiołem się staniesz, mój drogi, bo choć nosić miała fiolet w perfekcyjnym odcieniu fuksji, to przywdziewać jej przyszło lilak. W zakłamanej rzeczywistości, w kielichu, który pojawił się pośród przepowiedni, nie odnalazła wina, nie odnalazła też wody. Dłonie sięgnęły po podłokietniki, nerwowo odsuwając krzesło od toaletki, a stukot obcasów kierując do drzwi. Cały zamek postawiony był w gotowości, przygotowując kolację, która po wszystkim czekać miała obie, złączone pięknym uczuciem rodziny.
Nie odnalazła w kielichu nic, bowiem miała to samodzielnie napełnić. Dłonie pochwyciły za suknię, zapytana przez kuzyna po drodze o to, dokąd zmierza, bezceremonialnie odparła znany im doskonale kurs.
Do przyszłego narzeczonego, do przyszłego męża, do cholernego przyszłego ojca jej dzieci, spowiednika, opiekuna, sponsora i łaskawcy. Do persony wprost gloryfikowanej samym faktem płci i roli społecznej, wymagającej więc stawiennictwa iście uroczystego.
Więc pojawiła się, o kilka chwil za wcześnie, zbytnio nerwowo. Kroki rozeszły się namiętnie po ścianach komnaty, odległa postura Efrema majaczyła w przyjemnym cieniu pomieszczenia oświetlonego łagodnie świecami. Dekolt w łódkę potęgował wrażenie skromności, eksponując wraz z krojem łagodnej, na wpół ołówkowej sukni, że pasować miała idealnie do ofiarowanego jej przezeń nazwiska.
Szara, smętna i ponura, skryta w cieniu drzwi. Idealna lady Yaxley, która lada moment wykonała krok decydujący o przyszłości jej osoby, gdy płomienie świec zatańczyły pośród perłowej biżuterii, a srebrny blask włosów wyjrzał zza ucha. Nie wypowiedziała jednak ani słowa, w odległości połowy pomieszczenia oczekując jego gestu.
Tego, którego chciała i tego, który winien był uczynić.


ogień, morze i kobieta - trzy nieszczęścia.
Imogen Travers
Imogen Travers
Zawód : dama norfolku, poliglotka, tłumaczka języka rosyjskiego
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
rozpalasz ogień, niech płonie
nie mógłby żaden z nich temu
zapobiec
OPCM : 2
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9 +8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Półwila
Komnaty szmaragdowe A428b07e606913df291129e6d572399a
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11409-imogen-travers https://www.morsmordre.net/t11423-rusalka https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t11713p15-komnaty-imogen#375795 https://www.morsmordre.net/t11714-skrytka-bankowa-2490#362359 https://www.morsmordre.net/t11457-imogen-n-travers
Re: Komnaty szmaragdowe [odnośnik]18.07.24 14:35
Kreacja wielu scenariuszy przewijała się przez jego bezkształtny tego wieczoru umysł; pusty, owiany echem najmniejszego dźwięku z zewnątrz. Myśli krążyły niczym cień nad jego świadomością, przeplatając obrazy przeszłości z niepewnymi wizjami przyszłości. Czuł się rozdarty, a wewnętrzne rozterki niczym trucizna zjadały jego spokój. Jakże miał pięknego słowika skazać na życie w klatce, pośród surowych realiów rodzimej posiadłości? Wizja przyszłości jego narzeczonej, tak pełnej życia i radości, zamkniętej w ponurym domu, napełniała go głębokim smutkiem. Wędrując myślami, widział jej uśmiech, promienny i pełen życia, który zawsze przyciągał do niej innych. Ten uśmiech, tak nieskażony troskami, miał teraz zniknąć pod ciężarem obowiązków i ograniczeń, jakie narzuci im rodzinna posiadłość. Nie miał serca pozbawiać przyszłej narzeczonej urokliwego uśmiechu, temperamentu; skazać na samotność. Czuł, że zamknięcie jej w murach ponurego domu, gdzie jedynym towarzystwem byłyby surowe zasady i chłodne spojrzenia, byłoby niczym podcięcie skrzydeł najpiękniejszemu z okazów ptactwa, dźwięcznie niosącym radość swym głosem od samego rana.
Wspomnienia poprzednich spotkań z nią były jak migawki dawnych filmów, przesiąknięte emocjami i uniesionym tonem głosu. Pamiętał jej uniesienie przez nieprzyjęcie do informacji kwestii zaślubin, skazując go na istnego winowajcę. Każdy ruch, każdy gest przypominał mu o jej wolności, której tak bardzo pragnęła. Nie posiadali wspólnych wspomnieć w blasku szczerości i zrozumienia, może ta ostatnia mogła coś wnieść. Potem jednak stało się coś dziwnego, co niezbyt wspominał miło. Teraz, wobec nadchodzących obowiązków, czuł, że te skarby mogą zostać jej odebrane. Spoglądając w stronę morza, które rozciągało się przed nim jak bezkresna przestrzeń, czuł się jeszcze bardziej zagubiony. Szum fal przypominał mu o nieustannej zmienności życia, o tym, że nic nie jest pewne ani stałe. Jego myśli powracały do przyszłej żony, przyszłej matki jego dzieci do tego, jak mogłaby się czuć w miejscu tak odległym od jej natury. Czy potrafiłby znaleźć sposób, by dać jej, choć odrobinę wolności w tym surowym świecie? Westchnął głęboko, czując ciężar odpowiedzialności, który spoczywał na jego barkach. Aksamitne pudełko w jego kieszeni było symbolem tej odpowiedzialności, wyrokiem, który miał na zawsze zmienić ich życie. Pierścionek, skrywający się w jego wnętrzu, był nie tylko symbolem iluzji miłości, ale i kajdanami, które miały związać ich na zawsze. Nie mógł jednak pozwolić, by te myśli go przytłoczyły. Wiedział, że musi znaleźć sposób, by pogodzić obowiązki wobec rodziny z pragnieniem zachowania wolności i radości swojej przyszłej żony. Musiał być silny, musiał być mądry. Chłodny wiatr owiewał jego twarz, przypominając o realiach, którym musiał stawić czoła.
Stukot damskiego obuwia przywrócił go nieznacznie do rzeczywistości, wraz z dość głośnym zamknięciem drzwi za ich plecami. Odruchowo spoważniał, obracając się w stronę swej przyszłej wybranki. Zdziwił go fakt doboru barw dzisiejszego ubioru, choć zawsze kojarzyła mu się jako piękny anioł. Bez względu na to, co by nie przywdziała, zdawało się pasować do jej urody jak rękawiczka. Każdy szczegół jej stroju, odcienie tkanin, starannie dobrane dodatki – wszystko to podkreślało jej wyjątkową prezencję.
Uczynię wszystko, byś przywdziewała najpiękniejsze barwy.
Przestrzeń między nimi skracał powoli, dając jej więcej czasu. Zdawał sobie sprawę, że jego obecność mogła jej nie odpowiadać, była narzucona przez rodziny, a nie z wyboru serca. Domyślał się, że gdzieś w głębi jej duszy istniało pragnienie wolności, które jego obecność tłumiła. Wielu mężczyzn chciałoby być na jego miejscu, traktować ją jak największy skarb, wręcz całować po stopach, by zyskać choćby jeden z jej uśmiechów. By nadać w meritum kwitnącej relacji przy jej imieniu nazwisko innego.
Nie pozwolę nikomu uciąć Twych skrzydeł, zamknąć w szarej klatce, Imogen.
Chłodny wiatr wiejący od morza niósł ze sobą zapach soli, który mieszał się z wonią jej perfum. Była to mieszanka nostalgii i czegoś nieuchwytnego, co sprawiało, że serce ściskało mu się z żalu i tęsknoty. Jak miał zbudować z nią wspólną przyszłość, skoro każde ich spotkanie niosło ze sobą tak wiele niepewności? Stając naprzeciw niej, wyciągnął rękę, by delikatnie dotknąć jej dłoni. Chciał, by ten gest był symbolem jego szczerości, jego pragnienia, by zapewnić ją o bezpieczeństwie i świecie, który zamierzał dla niej otworzyć. Wiedział, że czeka ich długa droga, pełna wyzwań i trudności, ale w tej chwili liczyło się tylko jedno – jej odpowiedź, jej decyzja, która miała zaważyć na ich wspólnym losie.
Pozbędę się ciemności pośród bagnistego lokum, być dostała namiastkę własnych zasad i świata.
- Lady Travers, Imogen - skłonił się z lekka ku niej, deprawując jej dłoń chłodem swych warg. - Moje serce raduje widok Ciebie w kwiecie zdrowia - subtelnie uścisnął jej dłoń, jakby dając nieme wsparcie w dzisiejszym przedstawieniu. Puścił ją, oddalając się na bezpieczną odległość, dłonie dla wygody zahaczając za własnymi plecami. - Wyglądasz olśniewająco, mam nadzieję, że dzisiejsze usposobienie jest równie dobre? - kogo on chciał oszukiwać. Użytkując niemieckiej mowy, pragnął dać im odrobinę prywatności w rozmowie. Kogo chciał okłamywać? Sam dawno nie był takim dnem emocjonalnym jak w ostatnich dniach. Było to jak zanurzanie się w ciemne odmęty własnego umysłu, gdzie każda myśl zdawała się cięższa od poprzedniej. Wychowany w świecie, gdzie każda emocja była starannie ukrywana pod maską chłodnej obojętności, teraz zmagał się z burzą wewnętrznych rozterek. Patrząc na nią, czuł, jak jego serce ściska się z niewypowiedzianym bólem. Była dla niego tajemnicą, zagadką, której rozwiązanie wymykało się z rąk.
Wybacz, ale nigdy nie będę Ciebie godny.



In the tapestry of shadows, I find my strength – silent guardian, unwavering beliefs, a figure cloaked in the allure of the unknown.Through the labyrinth of mysteries, I navigate with resolute steps, embracing the enigma that defines my existence.
Efrem Yaxley
Efrem Yaxley
Zawód : arystokrata; aspirujący polityk; działacz w MKCz; wsparcie Ambasadora Magicznej Konfederacji Czarodziejów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Potęga tkwi w cieniu, gdzie niebezpieczeństwo rodzi się z milczenia, a moc kryje się tam, gdzie oczy nie śmieją spojrzeć.
OPCM : 7 +2
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7 +3
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t12223-efrem-yaxley https://www.morsmordre.net/t12224-aurelius#376340 https://www.morsmordre.net/t12339-efrem-yaxley#379333 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t12286-efrem-yaxley
Re: Komnaty szmaragdowe [odnośnik]19.07.24 1:33
Pojedyncza kropla uderzyła w szybę, spływając po lodowatej tafli szkła. Następna. druga i trzecia, niezauważalne w obliczu spełniających się przepowiedni, które ujrzała wraz z przekroczeniem progu komnat. Świadomość obopólnego niezadowolenia napawała ją czymś na kształt spokoju, który pozwalał trzymać twarz w ryzach, nim zaprzepaści resztę urody w strugach łez. Każde przełknięcie śliny sprawiało uraz, ale chwila po chwili, gula spływała z delikatnych struktur przełyku do żołądka, który ściskał się nerwowo. Gorset odbierał powietrze, tłumił oddech i powodował pobladły odcień mleczno-srebrzystej skóry, która w tym świetle wydawała się migotać. Na usta nie cisnęły się słowa, ramiona opadły w naturalnym geście poczucia bezpieczeństwa — w istocie, kiedy tylko sylwetka mężczyzny zbliżyła się do niej, wydawać by się mogło, że poczuła ulgę.
Cierpienie dopada każdego, coś mówiło jej, że chciała poznać jego.
Bo to był właśnie on, w skrojonym idealnie stroju; z twarzą przepełnioną smutkiem, którego nie potrafiła opisać żadnym ze znanych jej języków. Nie chciał jej, pośród wszystkich zesłanych do jej nóg, to ten jeden wybraniec nie zechciał jej serca w czystej, naiwnej, pruderyjnej wprost miłostce. Nigdy nie miał jej czcić, gdy w kobiecym mniemaniu, była złem koniecznym. Pomimo tego, w osobie mężczyzny znalazła swoiste ukojenie; posmak ucieczki od tego wszystkiego, co otaczało ich teraz z zaciszu nestorskich rozmów. Choć obawy sięgały zenitu, gdy na piedestał myśli powracała wizja skonsumowania małżeństwa, to w tej jednej chwili był ostoją; klifem, o który wzburzone fale mogły uderzyć odnajdując uspokojenie. Uderzenia kropel stawały się coraz silniejsze, szarawość i płomienie świec przypominały o obrazie napotkanej przed tygodniami apokalipsy. Teraz jej własny upadek, jej własne wizje cierpiętniczego końca miały dojść do skutku, ale nie obawiała się uczucia bólu. Tak łatwo mogła ucznić go swoim, z taką banalnością gotowa była wpędzić umysł w usilne poszukiwanie ukojenia w jej ramionach; w obsesję równą postradaniu zmysłów, gdy manipulacja sięgnęła jego ust w krótkim pocałunku.
Przełknięcie śliny zażegnało burzową chmurę przynoszącą krótkie podsumowanie - nie chciała mu tego robić, nie teraz; nie, gdy widziała w nim dojmujący ból trawiący męskie ciało. Głowa opuszczona na chwilę sprowadziła zielone spojrzenie na kobiecą suknię, którą na moment przed podaniem dłoni, poprawiła w nerwowym geście. Nie sądziła, że zdoła wypowiedzieć choćby słowo, nawet to wymagane do całego obrzędu, a jednak wraz z męskim brzmieniem coś rozkruszyło się, nadając scenerii wyrazu zjednoczenia.
Lordzie Yaxley — czy pasować miało jej to nazwisko? Imogen Yaxley, kreśliła nerwowo w zeszycie, gdy z matką dyskutowała nad szczegółami owej umowy. Imogen Nesse Yaxley, z domu Travers. Lady Imogen Yaxley. Lady, lady Yaxley. Było chyba ostatnim wyborem, o jakim by pomyślała, podobnie jak liliowy fiolet i turkus. Nie podkreślały jej urody, raczej nie współgrały z zielenią oczu. Nie lubiła też terenów Huntingdonshire; Cambrige, choć było pięknym miastem, zniknęło w bolesnej katastrofie. Nie lubiła bliskości ziem Bulstrode'ów, nie lubiła odcięcia od morza. Na koniec, boleśnie, nie lubiła jego - przez tyle lat wpajając sobie nienawiść, która urosła do miana dramatu, ale teraz stał tuż obok niej i jeśli miałaby poszukiwać ucieczki, to odnalazłaby ją w odwzajemnionym uścisku dłoni.
Do pełni szczęścia brakuje mi tylko lepszej pogody — dobra mina do złej gry, lekki uśmiech skryty w kąciku ust, kryjący w sobie dozę rozbawienia. Musiał wiedzieć, że nie pałała entuzjazmem do wszystkich pomysłów, które doprowadziły ich do tego miejsca, mimo to nie kryła się we własnym bólu, hodowana od najmłodszych lat w przeświadczeniu, że zostanie materiałem na wymianę a każdy atrybut jej osoby szyty miał być na wymiar pod męża. Dlatego w kobiecej dłoni pojawiły się podręczniki niemieckiego, dlatego pozostać miała na lądzie, według przepowiedni babki. W noszonym usposobieniu nakazywano jej spokój, posyłano do prababki w Yaxley's Hall i pokazywano najznamienitsze komnaty. Finalnie, to pod niego oswajano ją z myślą dyplomacji i salonowych gier wykraczających poza te dobrze jej znane, bowiem odległe o kilka tysięcy kilometrów.
Był powodem, skutkiem i przyczyną. Nawet teraz, w chłodzie bijącym od jego postury, odnajdywała powód swojego spokoju. W świecie zauroczonych nią na sam start, on pozostawał trzeźwym. W świecie całujacym jej stopy, o unosił jej dłoń.
Całe przyszłe życie podnosić miał rękąwiczkę, czyż nie, lordzie Yaxley?
Wrócił na łono ojczyzny, pojąć miał za żonę krew z krwi, a mimo to rozumiała obawy i niechęci, które zdawał się wokół siebie roztaczać. Odebrano mu to, czego sama nieustannie pragnęła, wpychając w sidła obowiązku, który to chłopcom nakazuje być mężczyzną. Boleśnie utraciwszy swoją dziewczęcość, jako kobieta, absolutnie rozumiała jego stratę. Nie mogąc ustać w miejscu, delikatnym skinięciem głowy skierowała jego uwagę na szybę, która poza obrazem kształtowanym na zewnątrz, karmiła ich nierównym odbiciem bliźniaczych do nich postur. Powolne kroki kierowały damę w stronę szyby, nie ułatwiała mu sytuacji, stając do mężczyzny bokiem.
Nie zanosi się na rozpogodzenie.


ogień, morze i kobieta - trzy nieszczęścia.
Imogen Travers
Imogen Travers
Zawód : dama norfolku, poliglotka, tłumaczka języka rosyjskiego
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
rozpalasz ogień, niech płonie
nie mógłby żaden z nich temu
zapobiec
OPCM : 2
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9 +8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Półwila
Komnaty szmaragdowe A428b07e606913df291129e6d572399a
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11409-imogen-travers https://www.morsmordre.net/t11423-rusalka https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t11713p15-komnaty-imogen#375795 https://www.morsmordre.net/t11714-skrytka-bankowa-2490#362359 https://www.morsmordre.net/t11457-imogen-n-travers
Re: Komnaty szmaragdowe [odnośnik]19.07.24 19:28
Niech niebo nas opłakuje, a strugi deszczu skryją rzewne łzy, bo w tym deszczu odnajdziemy ukojenie i nową nadzieję.
Czemu właśnie zaduma i czerń myśli zaczęły ich obejmować, niczym opiekuńczy kochanek pragnący zabrać co najgorsze z ich barków? Oboje skruszeni, swoiście pozbawieni wszelkich chęci uczestniczenia w teatrze rozgrywającej się sztuki dramatu. Gdzie na widowni w geście stuknięcia pucharów, grali pozbawione własnych uczuć i pragnień duet marionetek. Czujesz to samo, prawda Imogen? Wewnątrz czuł, jakby jego dusza była pochłonięta przez nieprzeniknioną mgłę, a serce ściskało się z bólu, którego nie mógł wyrazić słowami. W każdym ruchu, w każdym spojrzeniu, odbijała się pustka, jakby życie stało się jedynie grą pozorów. Był tam, fizycznie obecny, ale jego umysł wędrował po zakamarkach minionych dni, szukając sensu w każdym gestie, każdej wymianie spojrzeń. Lady Travers, stojąc obok, również uwięziona w tej samej sieci melancholii. Jej oczy, choć pełne blasku, ukrywały cień smutku, który miał równie głęboki, jak jego własny. W ich spojrzeniach była cicha rozmowa, niemalże niewypowiedziana, ale tak bardzo obecna. To był dialog dwóch dusz, które znały swoje cierpienia, ale nie mogły znaleźć słów, by je wyrazić. Każda chwila tej nocy była ich osobistym dramatem, gdzie ich role były starannie napisane, ale serca nie potrafiły ich odgrywać z należytą pasją. Wiedzieli, że ich los został z góry zaplanowany, a każdy ich ruch, każde słowo było częścią większej intrygi, której nie potrafili zrozumieć ani tym bardziej zmienić. Ta bezradność w obliczu przeznaczenia była jak ciężar, który oboje musieli dźwigać, nie mając nadziei na ulgę.
- Pogoda, zamiast nam winszować, idealnie odwzorowuje moje wewnętrzne nastawienie od czasu, gdy podpisano skazańczy wyrok - Ten jeden raz nie zamierzał skrywać się pod łuną kłamstwa i wymyślnego doboru słów. Mógł być jej wrogiem, bo na pewno tak było; lecz nie zmieniał nastawienia, jeśli chodziło o samopoczucie kobiety. Bo on nie był w tym wszystkim ważny, poradzi sobie, przełknie gorycz sromotnej porażki. Uniesie na nowo głowę z dumą i oziębłością, rzuci wyzywające spojrzenie - na nowo będzie Efremem z domu Yaxley. Politykiem, manipulantem, niekiedy i stręczycielem. Dla niej chciał jak najlepiej, być namiastką przyjaciela i bezpiecznego ramienia. Jego umysł wypełniały różnorodne myśli, przypominające splątane nici niekończących się intryg, które tkał przez lata. Jednak teraz, gdy stał na krawędzi jednej z najważniejszych decyzji swojego życia, te nici zdawały się kruszyć i rozpadać. Był pewien jednego: nie mógł pozwolić, aby jego uczucia zostały zdominowane przez mrok, który tak długo nosił w sobie. Pragnął dać jej coś więcej niż tylko obowiązek i przymus. Chciał ofiarować jej choćby cień życia, jakiego pragnęła. Zabrać ją z szarości Angielskich ziem czym dalej, pokazać piękno Europejskich miast. By zaznała cienia wolności, zabawy na jej zasadach, może i podjęcia gierek na wystawnych bankietach. - Niech płacze, przynajmniej ułatwi nam zachowanie pozoru.
Po cichu planował podróż poślubną na własnych zasadach, uwzględniając najlepsze miejsca pośród stałego kontynentu. Miejsca, które najbardziej utkwiły mu w głowie, wydarzenia, gdzie lawirowanie i zagrywanie ludźmi jawiło swoistą przyjemność zabawy. Najpiękniejsze miejsca, również tacy ludzie, pozwalające zapomnieć o nowej drodze życia nakazanej przez nestorów. Co chciałaby zobaczyć? Czym się interesowała? Chciał wiedzieć, by nadać jej nowemu życiu większy sens. Myślał o Paryżu, gdzie nocne życie kusiło tajemnicą i zmysłowością. Widoki z wieży Eiffla, spacery wzdłuż Sekwany, odwiedziny w Luwrze – każde z tych miejsc było wypełnione historią i sztuką, które mogłyby wzbogacić jej duszę. Może Wenecja, z jej labiryntem kanałów, romantycznymi gondolami i niepowtarzalną atmosferą? Albo Florencja, miasto renesansowych arcydzieł, gdzie każdy zakątek tchnąłby inspiracją i pięknem. Rozważał również spokojniejsze zakątki, takie jak Szwajcarskie Alpy, gdzie mogliby schronić się przed światem, delektując się ciszą i majestatycznymi widokami. Znał też urokliwe winnice Toskanii, gdzie mogli wspólnie odkrywać smaki najlepszych win, z dala od zgiełku wielkich miast. Pragnął znaleźć równowagę między miejscami tętniącymi życiem a tymi, które oferowały ukojenie i spokój. Czy jednak tego chciała?
- Najpewniej uwielbiasz urokliwość morskiej bryzy, co sądzisz o pięknie europejskich gór? - stanął nieopodal, zachowując dla niej więcej przestrzeni osobistej. Wsparł się o bogato zdobioną ścianę, tkwiąc spojrzeniem w ciemnościach tutejszego hrabstwa. - Wywalczyłem nam prywatność wyboru, zaplanuję coś niesamowitego dla naszej dwójki - odparł jakby od niechcenia, kusiło go wyciągnąć papierośnicę i ponownie zasnuć płuca dymem. - Chcę wiedzieć jednak twe preferencje co do podboju tamtejszych parkietów. Niestety będę musiał załatwić kilka dyplomatycznych spraw.
Co o tym sądzisz, lady Travers?



In the tapestry of shadows, I find my strength – silent guardian, unwavering beliefs, a figure cloaked in the allure of the unknown.Through the labyrinth of mysteries, I navigate with resolute steps, embracing the enigma that defines my existence.
Efrem Yaxley
Efrem Yaxley
Zawód : arystokrata; aspirujący polityk; działacz w MKCz; wsparcie Ambasadora Magicznej Konfederacji Czarodziejów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Potęga tkwi w cieniu, gdzie niebezpieczeństwo rodzi się z milczenia, a moc kryje się tam, gdzie oczy nie śmieją spojrzeć.
OPCM : 7 +2
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7 +3
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t12223-efrem-yaxley https://www.morsmordre.net/t12224-aurelius#376340 https://www.morsmordre.net/t12339-efrem-yaxley#379333 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t12286-efrem-yaxley
Komnaty szmaragdowe
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach