Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pomost

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Pomost   13.11.15 21:03

First topic message reminder :

Pomost

Długa drewniana kładka rozciągająca się nad morską tonią; znany spacerniak, miejsce schadzek, perfekcyjny punkt obserwacyjny tak nieba, jak i morza. Dróżka do niego wiedzie od plaży dróżką wychodzoną w zaroślach, niezmącona cisza przyciąga w te strony zwłaszcza łowców ingrediencji polujących na rzadkie gatunki zaczarowanych rybek pławiących się w morzu. Miejsce to ma również swoją mroczną stronę - jesienią przyciąga nadzwyczajnie dużo romantycznych samobójców - topielców, którzy chcą skończyć swoje życie w morzu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
if your heart has seen
better days, I swear to you
it will see them again.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Pomost   08.07.18 21:57

Przybyła tutaj w konkretnym celu i po zrealizowaniu zadania zamierzała wsiąść na miotłę i czym prędzej odlecieć do domu, nie mając ochoty na chłonięcie dusznej atmosfery Festiwalu Lata ani chwili dłużej. Natłok emocji niemalże fizycznie ją uwierał – chociaż dobrze bawiła się wczoraj w labiryncie, a wcześniej spotkała w Weymouth kilkoro dawno niewidzianych znajomych, czas spędzony w tym miejscu boleśnie przypominał jej o tym, jak bardzo jest samotna. Bez pary.
Wydawało jej się, że czasy użalania się nad sobą dawno już minęły, a Jessa pogodziła się z tym, że najważniejszym mężczyzną w jej życiu już na zawsze pozostanie Amos, lecz widok zakochanych par, kwitnących romansów i wszechobecnej miłości po prostu ją przytłaczał. Splotła swój wianek, lecz w morską toń rzuciła go ze złością, gdy kątem oka zauważyła scenkę rozgrywającą się kilkanaście metrów dalej. Nie spodziewała się, że tak bardzo dotknie ją fakt, iż każda z koleżanek odnalazła dla siebie kawalera, z którym gotowa była spędzić resztę Festiwalu. Zapewne sprawy miałyby się inaczej, gdyby syn mógł towarzyszyć jej w Dorset, jednak nie zamierzała ryzykować i zabierać go do miejsca, w którym o wybuch anomalii było łatwiej, niż o sproszkowany róg dwurożca w porządnej cenie. Prócz przyjaciół nie miała więc u boku nikogo drogiego ani nawet całkiem nieznajomego, do kogo mogłaby robić maślane oczy lub z kim pozwoliłaby sobie na niezobowiązujący flirt. Frustrowało ją to, irytowało, aż w końcu poczuła, że jest po prostu tym faktem rozgniewana. A idealnym lekarstwem na negatywne emocje było zawsze latanie na miotle.
Chwyciła więc swoją, wysłużoną lecz wciąż ukochaną i ruszyła w drogę z Otterton do Weymouth, która zajęła jej raptem półtorej godziny. Czując wiatr smagający ją po twarzy nie myślała już o wydarzeniach poprzednich dni, a żal mijał wprost proporcjonalnie do każdej nowej strategii, jaka pojawiała się w jej głowie – jutro miał się tu odbyć mecz Quidditcha, którego Jessa wprost nie mogła się doczekać! Dlatego właśnie po wylądowaniu swoje kroki skierowała od razu na pomost, z którego mogła bez przeszkód podziwiać miejsce jutrzejszej potyczki. Spokojne fale rozbijały się o brzeg, a słońce śmiało przeglądało się w błękitnej tafli, lecz Diggory nie potrafiła doceniać walorów pogodowych – jeśli utrzymają się do jutra, mogą utrudniać grę. Widoczność była kluczowa, jeśli nie chcieli uciekać się do korzystania z tych wszystkich wymyślnych gadżetów, których Diggory wciąż była zagorzałą przeciwniczką.
Wędrując po drewnianych deskach wpatrywała się tylko i wyłącznie w błękit nieba i morze, dlatego zbyt późno zorientowała się, że w jej stronę zbliża się znajoma sylwetka. Nie przykładając większej uwagi do rozszyfrowania personaliów znajomego, postąpiła jeszcze kilka kroków skupiona tylko i wyłącznie na rozmyślaniu o tym, czy bramki zawisną tu już dziś, czy może dopiero jutro. Karą za brak skupienia było żałosne „och”, które wyrwało się z jej ust w momencie, w którym rozpoznała Alpharda.
Zaraz potem stanęła jak wryta, a wszystkie negatywne emocje, rzekomo rozładowane podczas lotu, powróciły ze zdwojoną mocą. Panika na wieść o pożarze w Minsiterstwie i wyrzuty sumienia po tym, jak nie zdecydowała się sięgnąć po pióro, by naskrobać do niego kilka słów. Smutek i rozgoryczenie po przeczytaniu artykułu, który trafił w jej ręce zupełnym przypadkiem, gdy dziadek Diggory użyczył jej swojej gazety jako packi na muchy. Irracjonalny żal i złość z feralnego czwartego sierpnia, gdy morska toń porywała jej wianek i obmywała kolano, na którym klęczał Black…
- Krew krwi nierówna – wycedziła przez zęby zamiast powitania, a skonfundowane spojrzenie zmieniło się w nieco mniej zmieszane, a na pewno bardziej rozżalone – Gratuluję artykułu. Do czego użyłbyś mojej? Ani to czysta, ani mugolska… ewenement! – zakpiła, choć nie chciała świadomie zaczynać kłótni i brnąć w wyrzucanie swoich żalów. To było jednak silniejsze od niej, stała więc dumna i wyprostowana, pozwalając promieniom słońca padać na pokryte piegami ramiona zdecydowanie zbyt długo.





Can the broken sky unleash one more                 for the dawn?sunrise

Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Zawód : pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pomost   08.07.18 23:16

Pogrążony we własnych myślach i wpatrzony w biały kryształ spoczywający w jego dłoni, był bliski niezauważenia sylwetki, a tym bardziej uznania jej za znajomą. Jednak postać zatrzymała się przed nim, wówczas podniósł wzrok i w pierwszej kolejności spostrzegł rudość włosów, potem ujrzał piegi na nosie, żywość zielonych oczu, w jakich niegdyś dopatrzył się wiele szarości. Na krótką chwilę zamarł, oniemiał, aby w końcu wyrwać się z tego letargu i niezwykle nerwowo wcisnąć dłoń do kieszeni spodni, chcąc ukryć przed spojrzeniem kobiety niepozorny przedmiot. Już otwierał usta w celu wydukania powitania, jakiegokolwiek, zapewne takiego, które pierwsze przyszłoby mu na myśl, jednak Jessa ubiegła go z pomysłem rozpoczęciem konwersacji.
Nie zdołał ukryć zaskoczenia pierwszymi słowami, jakie wypadły z jej ust w jego stronę. Dostrzegł na jej twarzy rozgoryczenie i złość; znał te uczucia w wydaniu panny Diggory, ale tym razem całkowicie się w nich pogubił, ponieważ nigdy wcześniej nie kierowała ich przeciw niemu. Jeszcze te gratulacje wypowiedziane z jawnym szyderstwem. Czy nie mogła ich oszczędzić zarówno jemu, jak i sobie? Próbował ukryć przed nią, że zdołała ugodzić jego dumę, lecz było za późno, na jego twarzy nadal utrzymywał się okropny grymas świadczący o irytacji, której nie szło zignorować. A to nieczułością dotknąłby ją najbardziej, pozornym spokojem wręcz rozjuszył. W tej chwili bardzo chciał, aby pomyślała, że kompletnie nic dla niego nie znaczy, bo na podobne odtrącenie skazała go ona, gdy nie odpowiedziała na żaden z jego listów.
Chyba nie powinno mnie dziwić to, że tylko tyle zdołałaś wyciągnąć z mojego artykułu – uznał z jawną urazą, a w jego ciemnych oczach buzował gniew. – To cud, że w ogóle sięgnęłaś po czasopismo naukowe. Przeczytałaś cały tekst czy raczej zatrzymałaś się na tytule, z góry zakładając o czym przyszło mi napisać? – dodał jeszcze zgryźliwiej, aby tylko zranić ją do żywego dość pośrednim wspomnieniem jej dawnej niechęci do nauki. Może równie mocno drażniło ją wytykanie przeszłości, co jego samego. Może zawstydzała pamięć o przeżytych wspólnie chwilach. A może tamte dni nic dla niej nie znaczyły i nie wracała do nich nigdy.
Czego właściwie oczekiwała tu, na tym pomoście, robiąc mu wyrzuty? Sama blisko dziesięć lat temu zerwała tę znajomość. Jedno przypadkowe spotkanie w czerwcu niczego nie zmieniało, zażyłości między nimi nic nie mogło odbudować. Dopiero teraz między nimi wybrzmiała jakże niewygodna praca, przed którą tak długo się bronili. Ta relacja nigdy nie miała sensu. Lord Black i panna Diggory – dwa kompletnie różne światy. Wcześniej mógł nie przyjmować tego do wiadomości, jednak czystość jej krwi miała znaczenie.
To nie był artykuł o wydźwięku politycznym – wyjaśnił w końcu niecierpliwie z pomocą cichego syku, odwracając od niej wzrok. Chyba sam siebie próbował oszukać, przecież słyszał wiele opinii, które tak właśnie podsumowywały jego dzieło. Ale nie on decydował o wynikach tych wszystkich badań na temat istoty krwi w magicznych rytuałach, do których dotarł w swych źródłach. I wcale nie rozpisywał się o czystości czerwonej posoki, omówił wiele innych wątków. Dlaczego tak łatwo wszystko wypaczyła? Ona, dziewczyna, która niegdyś tak dobrze go znała.
Nie, nie poznała go nigdy. W jej obecności zawsze wstydził się swego szlacheckiego stanu, tym samym nie dając się poznać w pełni. Teraz stał przed nią lord niewstydzący się swego pochodzenia. Stał przed nią Black, który zamierzał w najbliższej przyszłości wypełnić jedną z powinności wobec własnej rodziny.




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
if your heart has seen
better days, I swear to you
it will see them again.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Pomost   09.07.18 13:17

Przez krótką chwilę odrobinę żałowała swoich słów, nie chciała mu przecież sprawić przykrości, a raczej nie powinna chcieć. Dawno już przestała być arogancką i zbuntowaną wersją siebie, chełpiła się, że wreszcie dorosła i dojrzałym charakterem zjednywała sobie ludzi. Nawet w szkole nigdy nie zraniła go naumyślnie, a wszelkie odstępstwa od ich dobrej relacji były jedynie wynikiem popełnianych przez nią głupot i faktu, że rzeczywiście była jak w gorącej wodzie kąpana. Tym razem jednak nie miała szansy na wystosowanie wytłumaczenia czy szybkich przeprosin, bowiem Alphard odpowiedział jej w stylu, którego się nie spodziewała. Zgasił ją całkowicie, lecz nie trzeba było dużo czasu, by płomień gniewu rozgorzał na nowo; twarz Jessy oblała się wstydliwą czerwienią, a mężczyzna musiał wiedzieć doskonale, że zranił ją do żywego. A co gorsza, ewidentnie sprawiało mu to przyjemność, o czym świadczyły grymasy na niegdyś znajomej i drogiej jej twarzy.
Największą bolączką lat szkolnych były kiepskie wyniki w nauce, a Diggory po dziś dzień uznawała wstydliwym fakt, że nie sięgała po książki z równą chęcią i zapałem, co jej rówieśnicy. Black wiedział o tym, znał jej dawne słabe punkty i potrafił uderzyć tak, by zabolało najmocniej. Czy i ona miała zniżyć się do jego poziomu i odpowiedzieć tym samym?
Na razie jednak w zielonoszarych oczach błysnęły niebezpieczne ogniki; nie zamierzała odpuścić mu tej zniewagi. Podeszła bliżej, nie rejestrując nawet skrzypiących pod stopami drewnianych desek. Chłodna morska bryza sprawiała, że rumieniec powoli znikał z jej twarzy, lecz rozgoryczenie wciąż było na niej doskonale odmalowane.
- Jak długo czekałeś, żeby mi to wypomnieć? – zapytała kpiąco, zadzierając lekko głowę, bo marzenia Alpharda z lat szkolnych wreszcie się spełniły i rzeczywiście górował nad nią wzrostem – Głupia Diggory, do pomagania mi na pewno zmusili cię siłą… a nie, zaczekaj – udała, że bardzo mocno się nad czymś zastanawia, lecz teatralność jej zachowania przesączona była złośliwością – Sam się zaoferowałeś. Już wtedy wiedziałeś, że to stracona sprawa, czy doszedłeś do tego dopiero po latach? Jeśli to pierwsze, mogłeś śmiało uzewnętrznić się w listach, tej podpałki nigdy nie miałam dość.
Nie potrafiła zapanować nad swoim gniewem, który kazał jej wyrzucać z siebie słowa, jakich w późniejszych momentach na pewno miała pożałować. Teraz jednak interesowało ją tylko odpłacenie się Alphardowi pięknym za nadobne. Skoro on mógł poruszać struny przeszłości, ona także mogła sięgnąć po tę samą broń. To nie od niej wymagało się spokoju i opanowania, to nie ona była pod obstrzałem czujnych oczu swoich rodziców i czarodziejskiego społeczeństwa. Pod tym względem miała przewagę, lecz znajdowała się w nieco gorszej pozycji, gdyż była ewidentnie bardziej poruszona spotkaniem i zajściem, niż przewidywały to wszelkie normy. I nawet jeśli na powrót miała stać się harpią, którą kiedyś była, niech tak będzie.
To nie był artykuł o wydźwięku politycznym.
- Tak, wmawiaj to sobie – prychnęła kpiąco – Za setnym razem może ci się uda i będziesz mógł dalej żyć w swojej złotej klatce zbudowanej z wyparcia. Nie łudzę się już, że się obudzisz i zobaczysz jak naprawdę wygląda teraz świat, w którym przyszło nam żyć.
Wciągnęła powietrze i przyjrzała mu się uważnie, szukając oznak mogących świadczyć o tym, że przekroczyła jakąś niewidzialną linię, zza której nie będzie już powrotu.
- I pomyśleć, że chciałam do ciebie napisać i upewnić się, że wszystko u ciebie dobrze po tym wybuchu w Ministerstwie. Szlachetnej krwi spłynęło tam tyle samo, co mieszanej – nie pytała go o wnioski płynące z jej nerwowej wypowiedzi. Jeśli chciał, mógł wyciągnąć je sam.





Can the broken sky unleash one more                 for the dawn?sunrise

Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Неочекивано, одешла си од мене. И шта више, што могло да буде, остала си тамо, на поду, отворена као доказ.
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pomost   09.07.18 18:52

Każdy jej kęs sprawiał, że Macmillan był coraz bardziej przerażony, bo z każdym kolejnym wydawała jeszcze głośniejszy płacz. Nigdy nie widział tak bardzo zrozpaczonej dziewczyny i to na festiwalu. Chciał jej jakoś pomóc, choć nie wiedział czy byłby w stanie to zrobić. W ogóle jej nie kojarzył, nie wiedział też czego można było się spodziewać z jej strony. Mogła go odpędzić, nakrzyczeć albo udawać, że nic do niej nie powiedział. Nie mówiąc już o tym jednym momencie, kiedy w końcu postanowił się do niej odezwać, a ona skuliła się jeszcze bardziej, jak gdyby obawiała się, że zrobi jej krzywdę.
Ta reakcja, jak mu się zdawało, szybko minęła. On z kolei nie musiał kilkukrotnie zachęcać do podzielenia się swoimi problemami, bo na całe szczęście, nie próbowała ukrywać w czym jest problem… pomijając ten z podaniem właściwej nazwy tego jednego ważnego składnika.
Trzminorka?... – zapytał, chcąc się upewnić, że chodziło właśnie o ten miód. Zgadzałby się z podawanym przez nią opisem. Ale co? Zjadła go? Od tak?
On sam jeszcze nie uchwycił całości. Nadal nie wiedział w czym dokładnie tkwiło sedno problemu i żalu czarownicy. Z kolejnymi słowami tylko coraz mocniej się dziwił. Z niedowierzaniem spoglądał na ciasto, które trzymała nieznana mu kobieta. Czy to oznaczało, że to, co trzymała miało w sobie ten właśnie miód? Spojrzał na nią przerażony. Głupio mu było powiedzieć „wyrzuć to!” albo „wypluj to!”, skoro sama powiedziała, że zrobiła to według przepisu jej mamy. Bardziej chciałby ją pocieszyć… ale tu pojawiał się kolejny problem, bo dziewczyna podetknęła mu ciasto niemal pod nos, zachęcając do przekonania się.
Powinien odmówić, bo wiedział czym mogło to się skończyć. Przecież to oczywiste, że zaraz zacznie mazać się tak jak ona. Co powinien zrobić? Patrzył to na nią, to na ciasto. Może powinien znaleźć jakieś ładne słowa… ale nie, czarownica skutecznie naciskała. Nabrał powietrza. Kiedyś posiadanie ogromnego zasobu empatii źle się dla niego skończy. Uśmiechnął się żałośnie. Dobrowolnie pakował się w wyjątkowo nieprzyjemną sytuację, a wszystko przez to, że postanowił sprawdzić czy wszystko było w porządku. Oderwał kawałek ciasta, przymknął oczy i przełknął go. Nie trzeba było czekać długo, żeby sam poczuł się wyjątkowo żałośnie. Placek był dobry, tak mu się zdawało, ale smutek jaki się w nim rozprzestrzenił był okropny.
Dobre – odezwał się, choć jego twarz wcale tego nie mówiła. Zjadłby więcej, gdyby nie ten miód trzminorka. Patrzył w ciszy na blachę. Długo ze sobą walczył, ale zaraz chwycił za kolejny kawałek, a chwilę później czuł jak zaczyna się mazgać. – Dobrze pieczesz, ale ten miód… – mruknął przez łzy. – Dlaczego dali tobie akurat ten przeklęty miód?




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Zawód : pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pomost   09.07.18 23:58

Wcale nie poczuł się szczęśliwszy, gdy mógł dokładnie dostrzec w wyrazie jej twarzy, że uderzył w nią skutecznie. Od razu zapragnął załagodzić jakoś całą sytuację, zarazem próbując uniknąć jawnej skruchy, bo zwyczajnie nie potrafił przepraszać. Jednej w tej chwili wcale nie chciał brać winy tylko na siebie. Nie on rozpoczął tę konfrontację. Ale niezaprzeczalnie przyczynił się do jej kontynuacji, gdy wyrzucił z siebie słowa pełne jadu. Chciał ją zranić, a gdy osiągnął swój cel, zaczął żałować. Drgnął nerwowo, kiedy Diggory zrobiła krok do przodu, tym samym znajdując się tuż przed nim w bojowym nastroju, jakby gotował się do walki. Nadeszła jej kolej na zadanie ciosu i uczyniła to z lubością, również uderzając we wrażliwe struny. Poczuł nagłe ukłucie w okolicy serca, gdy dotarły do niego ostatnie słowa rudowłosej. Tej podpałki nigdy nie miałam dość. W jednej chwili pobladł, kierując ku niej całkowicie oszołomione spojrzenie, jeszcze przez chwilę nie dowierzając, że mogłaby to zrobić. Jednak na jej twarzy widniało tak ogromne zacięcie.
Uwierzył, że to zrobiła. Spaliła listy od niego. Listy, nad którymi pochylał się przez długie godziny, tak skrupulatnie dobierając słowa w obawie przed nakreśleniem niedorzecznie brzmiących zdań. Te same listy, które pisał z mocniej bijącym sercem, czerwonymi plamami zawstydzenia na policzkach, zatajając ten fakt przed bliskimi na wszelkie możliwe sposoby. Nigdy nie zostały mu zwrócone, dlatego też łudził się, że być może są dla niej cenne. Dla niego takie właśnie były. Pisywał je z oddaniem, starannie składał i ostrożnie chował do kopert, a potem upraszał sowę o zachowanie korespondencji w jak najlepszym stanie. Jakiż był naiwny! Musiała mieć z niego prawdziwy ubaw, młody lord Black uganiający się za Gryfonką. A może nie tylko ona go wyśmiewała, równie dobrze mogła opowiadać o jego dziwacznym afekcie innym pannom podczas wieczornych rozmów w dormitorium. Zapewne nie czytała tych listów, które słał, gdy opuściła szkołę, od razu rzucała je w ogień.
Obcowanie z twoją głupotą udowadniało mi jak wdzięczny powinienem być rodzicom za nauki pobrane już we wczesnym dzieciństwie – odgryzł się z podłym uśmieszkiem tańczącym na ustach. Był on zaledwie pierwszą warstwą beznamiętnej maski, którą próbował rozpaczliwie przyzwać. Złość jednak była zbyt silna, targała jego duszą, wypalała go od środka. Musiał wypowiedzieć te zjadliwe słowa. Kolejne już cisnęły mu się na usta.
I niby jak ten świat wygląda? – wyrzucił z siebie donośnie, patrząc jej prosto w oczy, nie dając otumanić się ich barwą, choć wcześniej uznawał ją za wspaniałą. Nie był już naiwnym nastolatkiem, którego onieśmielała bliskość z jakimkolwiek dziewczęciem. – Ślepi ludzie zarzucający nas ograniczeniami – warknął z irytacji. – Otumaniający chorymi ideami, że wszyscy mogą być równi, a pochodzenie nie ma znaczenia – przedstawiał dalej swój pogląd na rzeczywistość, nie bojąc się już, że może powiedzieć przy niej zbyt wiele, narażając się tym samym na pogardę z jej strony. – Co złego widzisz w tym, że czystokrwiści czarodzieje chcą zachować swoje tradycje budowane od pokoleń? Co złego twoim zdaniem jest w tym, że nie każdy chce mieszać się z mugolami, którzy nie są w stanie uszanować naszej kultury?
Miał dość ignorancji, z jaką mierzył się przez siedem lat swojej edukacji. Adepci sztuki magicznej niezbyt zainteresowani dociekaniem o początkach magii, jej istocie, usatysfakcjonowani tym, że mogą po prostu machnąć różdżką i wykonać kilka magicznych sztuczek, bądź spróbować polatać na miotle. Niedobrze mu się robiło na samo wspomnienie. Również Jessa nie szukała innych możliwości, zadowoliła się tylko powierzchownym aspektem magii. Z kolei Black marzył o jej zgłębianiu, szukaniu odpowiedzi na gnębiące go pytania.
Ale jak zwykle nie napisałaś nic – odparł z goryczą, obrzucając ją pogardliwym spojrzeniem. Lecz w czeluściach ciemnych zwierciadeł duszy kryło się więcej, jakby próbowały z nich wyjrzeć na świat ślepia zranionego boleśnie zwierzęcia. – Na twoim miejscu ubolewałbym, że i moja krew nie została przelana tamtego dnia. Jakąż straszną kreaturą jestem teraz w twoich oczach.
Czy potrafiłaby jeszcze z przyzwoitości zaprzeczyć tym słowom? Nie, w obcej złości chętnie by im przytaknęła, na pewno. A jednak czekał na jej odpowiedź, nie odrywając od niej surowego spojrzenia.




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
if your heart has seen
better days, I swear to you
it will see them again.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Pomost   10.07.18 23:06

Od samego początku powinna była podejść do tego spotkania jak do konfrontacji z nieznajomym, wyznającym po prostu inne poglądy. Nie mieli wszakże kontaktu przez długie dziesięć lat, a ich zażyłość rozpoczęła się i zakończyła w szkole; nie znali dorosłych wersji siebie, nie wiedzieli tak naprawdę z kim mają teraz do czynienia. A jednak jakiś sentyment kazał Diggory sądzić, że wciąż ma przed sobą dawnego Alpharda, że może z nim pogrywać tak, jak zrobiłaby to, gdyby do ich kłótni doszło w Hogwarcie. Ale malownicze Weymouth w niczym nie przypominało szkolnych błoni, tak samo jak mężczyzna stojący przed nią nie przypominał już dawnego przyjaciela.
Pękało jej serce, gdy tak się do niej odnosił, lecz ona sama zacięcie brnęła w tę farsę dalej, pragnąc odwdzięczyć mu się jeszcze bardziej soczystymi od złośliwości słowami, lodowatym spojrzeniem i grymasami nieukrywanej odrazy. Cóż z tego, że próbowała, skoro rumieńce doskonale ją zdradzały; wiele osób nazwało ją głupią, lecz ta obelga w jego ustach miażdżyła jej pewność siebie i sprawiała, że chciało jej się płakać. Nie mogła dać mu tej satysfakcji i nawet jeśli będzie musiała zadławić się własnym szlochem, nie wypuści go na światło dzienne.
I niby jak ten świat wygląda?
Spojrzeniem rzucił jej wyzwanie, lecz wytrzymała je dzielnie i nie cofnęła się ani o krok, chociaż trzęsła się ze złości, a na język spływało jej tyle jadu, że musiała pozbywać się go niemalże w ilościach hurtowych.
- Z nas dwojga to ty jesteś ograniczony. To ty nie możesz zadawać się z kim chcesz, nie możesz realizować się w swoich pasjach – pamiętała wyraz jego twarzy, gdy w Liquid Paradise opowiadał jej o dalekich podróżach; widziała wtedy, że wciąż o nich marzy. Co się zmieniło przez te tygodnie, dlaczego musieli palić za sobą wszystkie mosty? – To wasze tradycje są chore. Dlaczego ludzie nie mogą po prostu mieć wyboru? Sam z siebie uklęknąłeś w wodzie, czy ktoś cię zmusił do tej błazenady? – zapytała, poruszając wreszcie temat, który dla własnego dobra powinna pozostawić zakopany głęboko pod warstwą swojego żalu.
Nie miała prawa mu tego wygarniać, to była jego osobista sprawa, a jej słowa stanowiły cios poniżej pasa. Lecz jego idee były dla niej niezrozumiałe, nie mogła pojąć, jak ktoś może mieć tak bardzo ograniczone spojrzenie. Cóż złego było w dążeniu do równości? Początki magii niech pozostaną dla naukowców, a dla dobra jej przyszłości wszyscy powinni zastanowić się, w jakim społeczeństwie żyją. Zanim unicestwią sami siebie w swoim pędzie ku czystości.
Dawniej usiedliby w cieniu rozłożystego dębu i – upewniając się, że nikt nie zwraca na nich uwagi – wymienili się poglądami w kulturalny sposób, zamiast wydzierać na siebie i krzywdzić każdym kolejnym słowem. Co się stało, że dwoje dorosłych dogadywało się gorzej, niż dwoje nastolatków lata temu?
Wspomnienie listów, choć przywołała je sama, wywołało kolejny rumieniec na jej twarzy. Nie miał pojęcia, że wciąż trzymała je wszystkie, nie mógł wiedzieć, że blefowała. W jego ciemnych oczach zauważyła, że łatwo połknął to kłamstwo. Może po prostu chciał w nie uwierzyć? Tak na pewno byłoby łatwiej.
- Nie uważam cię za straszną kreaturę, jest mi ciebie po prostu żal – westchnęła z politowaniem, przyglądając się jego sylwetce od czubka głowy aż po idealnie wypastowane buty, zroszone odrobinę przez ściółkę, przez jaką przeszło mu się moment temu przedzierać – Może i jesteś mądrzejszy, ale na pewno nie jesteś wolny, a najgorsze jest to, że podświadomie doskonale o tym wiesz. Gdzie twoja matka, kręci się tu blisko? Złożyłabym jej uszanowanie, gdyby wasza tradycja mi na to pozwoliła – zakpiła gorzko – Zaplanowała ci już całe życie? Jest w nim miejsce na Quidditcha, na dalekie podróże, na oddychanie pełną piersią? Masz rację, ślepi ludzie naprawdę zarzucają was ograniczeniami…
Założyła ręce na piersi, szykując się na kontratak, choć miała wrażenie, że wyłożyła mu swoją prawdę naprawdę spokojnie, zważywszy na sytuację, w której się znaleźli.





Can the broken sky unleash one more                 for the dawn?sunrise

Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Zawód : pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pomost   12.07.18 23:05

Obecna czerwień goszcząca na jej policzkach, wcale nie była tą, której tak chętnie wypatrywał jako onieśmielony nastolatek. Była ona pełna złości, żalu i wstydu, a te wszystkie uczucia rozbudziły w niej jego podłe słowa. Resztkami sił jeszcze panował nad swoim językiem, dobierając wyrazy tak, aby razem zadawały cios za ciosem; z osobna wcale nie miałyby tak wielkiej mocy. Nawet jeśli zadawał jej boleść, w swej zaciekłości stojąca przed nim kobieta nadal przeszywała go swym spojrzeniem. W jej oczach widział burzę, a z kształtnych ust cisnęły się najprawdziwsze gromy. Dziwnym trafem, pomimo tych wszystkich negatywnych emocji między nimi, był w stanie spojrzeć na te usta kolejny raz po wielu latach, kierując się przy tym jakimś dziwnym sentymentem. To był kaprys, impuls.
Dawna bliskość przepadła, nawet jeśli wspólnych wspomnień czas nie zdołał zatrzeć. W którym momencie nadeszła dorosłość, rzeczywistość w końcu musiała się odezwać, a nawet całkowicie ich przytłoczyć. Nie było już tamtej zbuntowanej Gryfonki i tego niepewnego siebie Ślizgona. Teraz ostrymi spojrzeniami mierzyło się dwoje ludzi, których nawet w przeszłości wcale nie łączyło tak wiele, a obecnie nie łączyło praktycznie nic poza samą przeszłością z lat szkolnych. Na chwilę udało im się odejść od wyrzutów opieranych na dawnej wiedzy o sobie nawzajem, nagle ich gwałtowna wymiana zdań zaczęła mocno ocierać się o politykę. To Black pociągnął ten wątek, mając już tak bardzo dość tej cholernej poprawności politycznej zabijającej zdrowy rozsądek wśród społeczeństwa. Lecz Jessa szybko powróciła do osobistych przytyków. A może sam ich nie zaprzestał? Spoglądał na nią wręcz z odrazą, jednak prawdziwe obrzydzenie czuł przede wszystkim do siebie. Kolejny raz władzę nad nim brały emocje. Czy specjalnie doprowadziła go do furii, dobrze wiedząc, że właśnie tej części natury nienawidzi w sobie najbardziej? Zmieniła się prze te lata aż tak bardzo, aby stać się niezwykle perfidną kobietą? Równie dobrze zawsze mogła właśnie taka być, ale nie zauważał tego, zbyt mocno zaślepiony tym paskudnym zauroczeniem. Jakże w tej chwili nią gardził.
Prawda w jej słowach oszołomiła go. Nie chciał tego słuchać, a jednak nie miał wyboru. Ledwo był w stanie utrzymać na niej spojrzenie, jeszcze bardziej przejmująco ciemne od spalającego go wściekłości. Teraz nie mógł przyznać jej racji. Był Blackiem, nie powinien wstydzić się swego pochodzenia, a nawet związanych z tym powinności.
I kto tu ma ograniczone spojrzenie – wysyczał hardo. – Nawet przez myśl ci nie przyszło, że mogłem paść na kolana przed kobietą, bo tego chciałem? – spytał z irytacją, usta jednak układając w bezczelny uśmieszek. – Boli cię to, że mam jasną przyszłość, gdy twoja wciąż nie jest klarowna? Skoro zmuszona jesteś do szwendania się po labiryncie z tym prymitywem Wrightem, zapewne nie masz szans na ułożenie sobie życia.
To był nieprzemyślany strzał. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bliski był nakreślenia jej rzeczywistej sytuacji. Samotna matka, którą narzeczony opuścił przez wieść o ciąży. Unikał informacji o jej osobie, zarówno o karierze i życiu prywatnym, gdy tylko dowiedział się o jej zaręczynach. Jednak do myślenia dawało to, że nic nie słyszał o jej zmaganiach w labiryncie z mężem, za to zdążył dowiedzieć się o wyczynach panny Diggory z Josephem Wrightem. Dlaczego obraz tej dwójki razem go irytował? Bezwiednie zaciskał boleśnie dłonie w pięści, póki knykcie całkiem nie zbielały od siły nacisku. Coraz ciężej było mu oddychać.
Żałowała go! Naprawdę musiała być głupia, skoro żałowała jakiegokolwiek lorda i to z rodu dyskredytującego ją przez posiadanie mieszanej krwi. Nie chciał jej parszywego współczucia. Nie chciał litościwego spojrzenia. Nie chciał jej wersji prawdy, którą szastała na prawo i lewo bez zastanowienia. Tak bardzo nie chciał mieć z nią nic do czynienia. Na wzmiankę o matce planującej jego życie mocniej się w nim zagotowało. Czy to był punkt kulminacyjny? Zarzut o braku wolności miał być tym, co dotknie go najbardziej, uderzy w posady jego jestestwa? W jednej chwili chwycił ją mocno za ramię i szarpnął nią ostro z wściekłości go rozsadzającej.
I myślisz, że wszystko o mnie wiesz?! – wykrzyczał jej prosto w twarz bez oporów, cały czarowny na twarzy ze złości, z szaleństwem kształtującym się w czarnych ślepiach. – Jaki masz prawo mnie osądzać?! – ryknął ponownie, znów nią szarpiąc. – Ty, która się ode mnie odwróciłaś bez słowa wyjaśnienia!
Odepchnął ją od siebie, czekając na to, aż wyciągnie różdżkę i rzuci w niego zaklęciem. Wciąż jednak nie był spokojny, musiał wygarnąć jej więcej, mocniej ją zranić. Ona nie wahała się tego robić.
A gdzie twoja matka, Diggory? – wyrzucił z siebie w końcu jadowicie. – Czyżby nie kręciła się wokół córeczki, gdy już nie ma z tego korzyści?




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
if your heart has seen
better days, I swear to you
it will see them again.
OPCM : 25
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Pomost   18.07.18 23:31

Łączyła ich teraz tylko wspólna, choć jakże krótka przeszłość oraz podobne zacięcie w spojrzeniach, jakie posyłali sobie nawzajem. Walczyli, co do tego nie było żadnej wątpliwości. O swoje racje, o własne reputacje, o godność i honor oraz to, by poczucie własnej wartości nie zostało zdeptane pod podeszwami tej drugiej osoby. W słowach Alpharda Jessa wyczuwała jad, lecz nie miał on już wiele wspólnego z tym szkolnym, ślizgońskim, z jakim spotykała się na korytarzach nie raz i nie dwa – Black nie był już chłopcem, a kaliber i zasięg jego obelg był znacznie większy, a przy tym także celniejszy. Każde słowo wydawało się być wyważone, celnie wymierzone w samo serce rudowłosej.
Przyłapanie go na kłamstwie przyniosło jej przypływ satysfakcji, jaka powinna zapalić w jej głowie lampkę ostrzegawczą, nie była wszakże człowiekiem, który cieszył się z czyichś porażek i z lubością wytykał błędy innym. Tym razem jednak wszystkie chwyty wydawały się być dozwolone, a zawzięta Jessa z radością posłała Alphardowi kolejny kpiący uśmieszek. Wyrzuty sumienia nie nadchodziły i nic nie mogło powstrzymać słowotoku.
- Nie przyszło, bo doskonale pamiętam nasze czerwcowe spotkanie, podczas którego zachowywałeś się jak zahukany stary kawaler – warknęła, wspominając Liquid Paradise i własny kiepski żart o wieczorze kawalerskim; była bystra i na nieszczęście dla niego potrafiła wykorzystać tamten wieczór na swoją korzyść – Więc nie pleć farmazonów o jasnej przyszłości, skoro nawet ja nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, a co dopiero ty. No, ale oczywiście winszuję zaręczyn – skrzywiła się, jakby pod nos podstawiono jej wyjątkowo brzydko pachnące danie – I życzę powodzenia w wypełnianiu obowiązków małżeńskich. Skoro tacy jesteście tradycyjni, to pewnie cała twoja rodzina będzie obserwować twoje pokładziny? – zaśmiała się w wyjątkowo okrutny sposób.
W myślach zganiła się za własne słowa, lecz jedynie dlatego, że wiedziała doskonale, ze stać ją było na lepszą obelgę – te o cielesności może nie były wysokich lotów, ale przynajmniej miały szansę trafić tam, gdzie celowała – w dumę potomka szlachetnego i starożytnego rodu Blacków.
Coś jednak trafiło i ją, jak to bywało w momentach, w których zamiast obrony wyprowadzało się kolejny atak. Czy Klub Pojedynków niczego jej nie nauczył? Jej przyszłość była klarowna, lecz na horyzoncie nie widniał nikt, z kim Jessa mogłaby spędzić resztę życia. Wspomniany Joseph był jej dobrym przyjacielem, lecz nie widziała go u swojego boku, podobnie jak żadnego innego znajomego płci męskiej. Zdziwiła ją uwaga Alpharda – czyżby obserwował jej poczynania w labiryncie? Wiedział o niej zdecydowanie zbyt wiele, niż powinien był, skoro chciał uchodzić za niewzruszonego niczym lorda wyznającego jedyne słuszne poglądy o czystości krwi.
- Jesteś zazdrosny? – zapytała, nawet rozbawiona faktem, że może jego własne słowa obrócić przeciwko niemu – Trzeba było zaprosić mnie do zabawy zanim on to zrobił.
Przez moment była naprawdę dumna z własnej, wyimaginowanej przewagi. Powinna jednak zdawać sobie sprawę, że w tej sytuacji nie ma wygranych, a oboje polegną z kretesem we własnym żalu i późniejszych, gorzkich wspomnieniach tego spotkania. Obserwowała jego oblicze, wyszukiwała najmniejszych nawet grymasów, lecz opuściła swoją gardę zbyt nisko i nie była gotowa na wybuch wściekłości, jaki wstrząsnął Alphardem.
Gdy szarpnął ją za ramię i krzyknął prosto w twarz, mogła tylko bezczynnie zezwolić mu na potraktowanie tak, jakby była bezwolną lalką; osłupiała wytrzeszczyła oczy, w których przez ułamek sekundy błysnął strach. Miała do czynienia ze wściekłym czarodziejem o całkiem wrogich poglądach – jaką miała pewność, że nie zrobi jej krzywdy? Z każdą chwilą coraz mniejszą.
Odepchnął ją wreszcie, lecz wtedy nabierała już własnego rozpędu, pragnąc zrewanżować mu się za zniewagę, której się dopuścił. Wrzała w niej krew, twarz przybrała barwę włosów, lecz nie sięgnęła po różdżkę; w pierwszym, prymitywnym odruchu podeszła bliżej, by uderzyć go w pierś, odepchnąć tak samo, jak on odepchnął ją.
- Nigdy więcej nie podnoś na mnie ręki! – postąpiła krok do przodu pragnąc sprawić, by Alphard się cofnął – Zrobiłam to dla Ciebie! Moja matka nie ma korzyści z kręcenia się dookoła mnie i ty też byś ich nie miał, wyświadczyłam ci cholerną przysługę i powinieneś być mi wdzięczny! Dzięki temu możesz teraz chodzić z podniesioną głową po całym Weymouth, zamiast ukrywać się przed członkami rodziny, która niechybnie by cię wydziedziczyła!
Nie wyjawiła mu całej prawdy, ale jakże by mogła? Rozpalona gniewem miała w głębokim poważaniu to, czy ktokolwiek ich widzi lub słyszy – chciała tylko sprawić mu przykrość i jednocześnie przynieść swojego rodzaju objawienie. Musiał wiedzieć, że miała rację, musiał jej ją przyznać.





Can the broken sky unleash one more                 for the dawn?sunrise

Powrót do góry Go down
 

Pomost

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Pomost
» Pomost Bóstw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18