Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zagnomiony zakątek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Zagnomiony zakątek   08.04.16 15:25

First topic message reminder :

Zagnomiony zakątek

Zagnomiony zakątek to jedna z najbardziej zapuszczonych części alei, wyglądem przypominająca pobliski las Gerrards Cross. Nikt tutaj nie ingeruje w środowisko, wszechobecne są dziko rosnące kwiaty i grzyby... często trujące. Jak świadczy sama nazwa tej części alei, nadana przez lokalnych mieszkańców, można spotkać tu liczne gromady gnomów, których ślina posiada niezwykłe właściwości ujawniające ukryte talenty. Bulwar jest bardzo rzadko odgnamiany - tylko gdy szkodniki rozmnażają się zbyt szybko i uprzykrzają życie osobom zamieszkującym pobliskie tereny. Pomimo ulokowania na przedmieściach Londynu i faktu, że gnomy są uważane powszechnie za szkodniki, to popularne miejsce na popołudniowe spacery. Co odważniejsi próbują zaczepiać gnomy, jednak najczęściej spotyka się tu osoby siedzące na wielkich kamieniach pokrytych mchem, by z bezpiecznego punktu obserwować te niepozorne stworzenia.


Gdy wkraczasz pomiędzy kolejne chaszcze, czujesz bolesne ukłucie w okolicach kostki. Jeden z gnomów ugryzł cię, gdy podszedłeś zbyt blisko, omal nie rozgniatając stworzenia. Następnym razem powinieneś być bardziej uważny!

0-20 - znasz goblińskie przekleństwa.
21-40 - rozpoczynasz taniec, stepując.
41-60 - nic się nie dzieje.
61-80 -  deklamujesz poematy w języku wodników.
81-100 - wyśpiewujesz arie operowe.

Efekt utrzymuje się przez fabularną dobę. Przy napotkaniu nowej osoby wymagane jest osiągnięcie co najmniej 60 oczek na kości k100, by oprzeć się pokusie popisywania się nowymi zdolnościami.
Lokacja zawiera kości.
Możliwość gry w gargulki.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagnomiony zakątek   01.03.18 14:05

Bott w sumie to lubił Błędnego Rycerza. Był to pociąg typowo chłopięcy zapewne, do rzeczy szybkich, sprawiających czasem wrażenie niebezpiecznych, rzucających. Niestety jednak mało kto jego sympatię podzielał, choć sam Bertie żył w przekonaniu, iż wiele osób po prostu się nie przyznaje do tego, że lubi tę utajoną grę w którą wygrywają wszyscy którzy ustoją na nogach do momentu opuszczenia pojazdu.
Cóż, we wszystkim można dostrzec wady i zalety. Dziś jednak nawet wysiadali cali, nie brudni i nawet udało im się zbytnio nie posiniaczyć. Zaraz więc ruszyli w stronę lasu.
- Oh, nie ma w końcu rzeczy w stu procentach nie-niebezpiecznych, prawda? - stwierdził rozbawiony. Szczególnie kiedy jest się człowiekiem który potrafi potknąć się o własną nogę, lub poślizgnąć na szorstkiej powierzchni. Gdyby więc nadmiernie przejmować się zagrożeniem z każdej strony, człowiek bałby się wszystkiego! - Mniej więcej wiem. - potwierdził czy raczej prawie potwierdził. - Nie chciałabyś się ze mną zgubić?
Spytał rozbawiony, zerkając za siebie z uśmiechem. Nigdy co prawda na miejscu nie był, jednak opisano mu drogę całkiem dokładnie. Mógł więc chyba powiedzieć, że wie. Tak czy inaczej wygląd sprawiał na pewno osoby która wie co robi i gdzie idzie. Problem pojawia się, kiedy zna się Bertiego dość dobrze, by wiedzieć że on w swoim życiu bardzo często myśli że wie co robi, z kolei życie później tę wiedzę lubi weryfikować. Cóż, dzięki temu rzadko bywa znudzony!
- Gnomy mogą nie być szkodnikami? - Bertie dość sporo wiedział o świecie mugoli, ostatecznie w rodzinie miał ich dużo, wśród bliskich osób wielu mugolaków także. Widywał mugolskie okolice, jednak akurat gipsowych figurek jakimś sposobem nie skojarzył lub nigdy nie pomyślał o tym, że możnaby nazywać je gnomami. - Jeśli masz na myśli dzieci to wahałbym się.
Dodał zaraz. W sumie to i to jest małe, to i to ma dużą głowę, bywa pokraczne, wydaje dziwne dźwięki, rzuca rzeczami. Tak, mogło chodzić o dzieci. Tylko dzieci zdecydowanie nie należą do gromady nie-szkodników, ale to już w sumie chyba kwestia interpretacji.
Udało im się z resztą dotrzeć do polany - być może na szczęście, choć Bertiego głupie szczęście trzyma się nie od dziś - gdzie od razu rzucił im się w oczy rój, jakby wielkie mrowisko pełne wyłącznie gnomów. Uśmiechnął się pod nosem patrząc, jak jedna z małych paskud wdrapuje się na jakiś pieniek a dwie inne ciągną ją za nogi i usiłują ściągnąć. Zaraz jednak ruszył ku jednemu z kamyków, kiedy poczuł charakterystyczne uszczypnięcie.
Uniósł lekko brew i szedł dalej, tylko jakoś tak stwierdził że w sumie to ma ochotę tańczyć i jakoś tej ochoty nie był w stanie przezwyciężyć. Jego nogi jakby same zaczęły się unosić w nieistniejącym rytmie, zadziwiająco szybko, przy czym na szczęście się nie potknął po drodze! Na sam koniec wskoczył na kamień i pochylił się w pokłonie. Niestety przy tym geście jedna z babeczek wypadła z dzierżonego przez niego koszyka i spadła na ziemię, niemal natychmiastowo porwana przez jednego z gnomów.
- Smacznego! - zawołał za nim jedynie i wyskakał jeszcze kilka kroków, nie zamierzając wcale przypisywać swojej nowej zdolności gnomom. Odłożył za to koszyk. - Jakoś muzyki mi tu brakuje.
Stwierdził wesoło, kiedy Jean postanowiła do niego dołączyć.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Jean Desmond
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5620-jean-desmond https://www.morsmordre.net/t5810-atlas#137310 https://www.morsmordre.net/t5794-on-the-other-side-of-clouds#136842 https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5996-skrytka-bankowa-nr-1383 https://www.morsmordre.net/t5995-jean-desmond
Zawód : twórczyni magicznych map nieba, przyszły-niedoszły auror
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
i'm pretty sure you have
s t a r d u s t
running through those
v e i n s
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagnomiony zakątek   15.03.18 13:53

Można by się zastanawiać, gdzie leży magiczna granica między prawdziwym niebezpieczeństwem, a zaledwie jego zalążkiem, odrobiną zagrożenia, którego ziarna skrywa w sobie właściwie każdy element otoczenia. Gdyby spróbować zliczyć, jak wiele oczywiście codziennych definicji skrywa w sobie nutę grozy, zapewne nieskończoność okazałaby się ciągiem o wiele bardziej policzalnym niż suma drobnych, codziennych gróźb. Słoneczny dzień wszak bywał równie zdradliwy jak śnieg w czerwcu, sferoidalny księżyc spowijało więcej ciemnych chmur niż chociażby jaśniejąco-oślepiające słońce, które każdego dnia wschodziło na niebie. Zabawne że wszystko to trwało w najlepsze i bez końca tak długo, bez względu na swoją regularność zbierając zdecydowanie mniej żniw niż realne zagrożenia, które stawały na czarodziejskiej drodze o wiele rzadziej niż codzienność.
Strach czasem więc bywał po prostu jak faux paus popełnione przy pełnym, rodzinnym stole, gdy śmiech niezainteresowanego przecina ton rozmów w tym niepoprawnym, nieoczekiwanym momencie, obracając całą dotychczasową atmosferę w proch; zapewne więc, aby zapanować nad nim choćby w małej części, wystarczyłoby zwyczajnie potrafić rozdzielać go pomiędzy realną obawę, a pewnego rodzaju zgodę na nieoczekiwaność losu.
(Zgodę zresztą wymuszoną.)
Wbrew pozorom nie ma w tym wszystkim jednak zbyt wiele posępności, zupełnie jak w całej postawie Jean, która pewnie kroczyła za chłopakiem, bez ciemniejszych odcieni szarości, jakie mogłyby spowijać jasną głowę. Strach nie pozostawał obcym uczuciem, wszak nigdy nim nie był, lecz jednocześnie w sferze wyprawy nie towarzyszył jej w swojej najczystszej postaci. Fakt że nigdy wcześniej nie była w tym miejscu czy że nie miała bezpośredniej styczności z gnomami, nie stanowił powodu ku niepotrzebnemu zdenerwowaniu, może (na pewno?) tym bardziej, kiedy kilka kroków przed nią stąpał Bott, który w swoim ciepłym tonie, miał zresztą całkiem sporo racji. I mimo że wiedziała, że sekwencja jego kroków jest wynikiem raczej naturalnej zaradności oraz szczęścia, niż idealnej orientacji w nowym terenie, wobec jego pewności siebie nie potrafiła po prostu mu nie zaufać, oddając się tej nieracjonalnej intuicji, która wielokrotnie potrafiła odnajdywać, jak i ratować ich z problemów
- Chciałabym – odpowiedziała, wychwytując jego spojrzenie i odpowiadając lustrzanym rozbawieniem, które objęło nie oczy, ale całą mimikę. Nie kłamała, nie chciała również być wyłącznie uprzejma, mówiła szczerze, tylko kilka głosek obracając na kształt żartobliwego tonu. – Jednak chyba nie dzisiaj, powiedzmy, że nieszczególnie przygotowałam się do dłuższej wędrówki. – Jej wzrok na moment spełzł na własne ubranie, które być może nie zamykało się w granicach słowa eleganckie, ale jednocześnie nie stanowiło stroju, który byłby na tyle wygodny i praktyczny, aby bez skrępowania poruszać się w nim po zalesionym terenie. Przynajmniej w jej mniemaniu, w końcu nastawiała się raczej na piknikową wyprawę niż cokolwiek innego.
Sama perspektywa gubienia się, co ciekawe, niegdyś była tą, którą mogłaby uznać za niebezpieczną – gdzieś w zakątkach pamięci strzępki dziecięcych koszmarów oscylowaly wokół wizji niekończącej się, samotnej wędrówki pośród nieznanych gęstwin. Wtedy jednak zawsze pozostawała sama i bez jakichkolwiek środków, skazana na wieczną zgubę w niekończącej się ciszy. Tutaj szczęśliwie ciszę co rusz przecinały ich głosy, pełne całkowitego rozluźnienia oraz spokoju, którego obydwoje potrzebowali.
Zanim zdążyła odpowiedzieć na pytanie, zaraz padło kolejne stwierdzenie, przy którym zrozumiała, że Bertie prawdopodobnie nie znał gipsowych gnomów. – Nie, nie to miałam na myśli. – Szybkie zaprzeczenie, pośród którego próbowała ukryć ogólne rozbawienie. Nigdy przez myśl jej nie przeszło, aby nazywać dzieci gnomami, co jednak w kontekście kilku znanych przykładów, zapewne miało dość istotne uzasadnienie. – Chodzi o takie małe figurki wykonane z materiału, z namalowanymi twarzami. Przypominają trochę krasnoludki, ale niektórzy nazywają je gnomami. Bywają odrobinę dziwne i zdecydowanie przegrywają z magicznymi gnomami – przyznała, przypominając sobie te wszystkie dziwne grymasy, które tworzono na ich twarzach. - Może kiedyś ci je pokażę.
Dostęp do mugolskich ogródków był wszak lepszy niż do zakątka, który upodobały sobie gnomy – nie tylko ze względu na brak większych wymagań wobec figurowych stworzeń, ale również rozmiary, które zdecydowanie nie wymagały zbyt wiele uwagi, pod warunkiem, że w pobliżu nikt akurat nie rzucał piłką. Próbując przejść obok stworzeń i jednocześnie nie zdeptać żadnego z nich, Jean szła zdecydowanie wolniej niż Bertie, tylko co pewien czas unosząc głowę, aby zauważyć jego sylwetkę – ten sposób również jednak nie zdał testu i niespodziewanie zaraz potem i ona poczuła delikatne ukłucie w okolicy kostki. Sprawca jednak zdążył ulotnić się, zanim zorientowała się, czy nie wyrządziła mu żadnej krzywdy, a tymczasem sam Bott najwyraźniej postanowił urządzić pokaz stepowania.
Spojrzała na niego dopiero, gdy wskoczył na kamień, nie przestając wymachiwać nogami. W pierwszej chwili ze zdziwieniem ściągnęła brwi, obserwując powstałe widowisko oraz gnoma uciekającego z babeczką. Szybko przeszła jeszcze kilka kolejnych kroków, zatrzymując się dopiero przy czarodzieju.
- Doprawdy? Moim zdaniem świetnie radzisz sobie bez muzyki – odpowiedziała wesoło, finalnie stając przed nim i lekko opierając dłonie na biodrach. – Może zabiorę ten koszyk, żeby nic mu się nie stało? – zapytała próbując ewentualnie dosięgnąć bottowych pyszności. W końcu szkoda byłoby, żeby wszystko zjadły gnomy.
- Ale przyznam, że całkiem zgrabnie ci to wychodzi, nie wiedziałam, że masz taki talent – odparła po chwili, nadal obserwując poczynania Bertiego. – Musisz mnie tego nauczyć!


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagnomiony zakątek   25.03.18 19:02

Zgoda na fakt, że los po prostu nikogo o zdanie nie pyta jest zdecydowanie najlepszą opcją. Przynajmniej patrząc z perspektywy młodego cukiernika, który lubi gdy dookoła niego się dzieje i nie przepada za chwilami kiedy czas przepływa mu między palcami tak właściwie na niczym. Nie był w stanie się bać, gdyby bać się bzdur, trzebaby przestać żyć i zamieszkać na łóżku, a i to tak na prawdę nie byłoby w pełni bezpiecznym rozwiązaniem. A więc co?
Najlepszą z możliwych opcji więc jest po prostu zgodzić się z tym, że schodząc po schodach może któregoś razu spaść i skręcić kark, ale bez myślenia o tym za każdym razem gdy na te schody wchodzi. Szkoda tracić cenne chwile jakie mają na lęki.
Tak czy inaczej szedł i akurat gnomów nie mógł się bać. Pamiętał je z dzieciństwa, były śmieszne, fajnie wyglądały, takie stada wesołych szkodników, więc co tam. I tym bardziej się cieszył że widocznie Jean mu zaufała i po prostu szła, nie przejmując się już, przynajmniej pozornie. Miał to być w końcu przyjemny wypad, miły dzień, posiedzenie przy smacznym jedzeniu.
- Nie można się przygotować na to, żeby się zgubić. - pokręcił głową jakby oburzony, choć nadal się uśmiechał. Cóż, kiepski był z niego aktor najwidoczniej. - Ale chyba już coś słychać, więc jest szansa że jednak dotrzemy do celu.
Dodał zaraz wesoło.
Dla samego Bertiego z resztą zgubienie się mogło mieć dwie formy. Jasne - nie miał ochoty błąkać się przez tydzień bez dostępu chociażby do picia i jedzenia o którym wiedzą, że nie jest trujące! A jednak ruszyć przed siebie i nie bardzo się rozglądać, iść w nieznane brzmiało już dobrze i było nawet wykonalne bez łączenia z opcją pierwszą. Ale to kiedy indziej, innym razem. Dziś miało być wygodnie, niech więc wygodnie będzie.
- Chyba wiem o co chodzi. Jeden kuzyn coś takiego miał w ogrodzie, w sensie rzeźby małe jakby w kształcie takich krasnali czy tam gnomów ze śmiesznymi czapkami. - skojarzył dopiero, kiedy Jean dała mu bardziej konkretny opis. Uśmiechnął się przy tym szerzej, tak, prawdziwe, magiczne gnomy zdecydowanie wygrywają w każdym rankingu. - Wyglądały psychodelicznie.
Dodał zaraz, choć chyba wszystko, co udawało humanoidalną formę, a nie żyło wydawało mu się dość psychodeliczne. Nie tyle bał się, co po prostu manekiny czy figurki wydawały mu się w jakiś sposób... no, po prostu dziwne.
- Może nawet bym sobie sprawił takiego przed Ruderę, żeby odstraszał te magiczne gnomy? - dodał po chwili namysłu ciekaw, czy miałoby to jakąś szansę powodzenia, skoro przecież w mugolskich ogrodach nigdy gnomów nie było!
Nie dane mu było się jednak nad tym dłużej zastanawiać, bo i jakoś tak się stało, że nagle zapragnął stepować. Chciał stepować. Przypomniał sobie, że strasznie to lubi i nieważne, że nigdy wcześniej tego nie robił, to będzie wspaniały pierwszy raz, zdecydowanie! Kiedy zakończył na kamieniu, faktycznie oddał kosz z pysznościami w ręce swojej towarzyszki, wesoło się przy tym kłaniając.
- Ja też nie sądziłem. - zaśmiał się, bo i taka była prawda. Zaraz zaskoczył z kamienia, wykonując kilka kroków. - Tak właściwie to nie wiem, jak to się dzieje. Jakby, po prostu... odruchowo. Trudno mi to wyjaśnić. Nigdy wcześniej tego nie robiłem.
Dodał zaraz, bo i co tu wiele ukrywać, to na pewno wrodzony dar się odezwał!





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Jean Desmond
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5620-jean-desmond https://www.morsmordre.net/t5810-atlas#137310 https://www.morsmordre.net/t5794-on-the-other-side-of-clouds#136842 https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5996-skrytka-bankowa-nr-1383 https://www.morsmordre.net/t5995-jean-desmond
Zawód : twórczyni magicznych map nieba, przyszły-niedoszły auror
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
i'm pretty sure you have
s t a r d u s t
running through those
v e i n s
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagnomiony zakątek   01.04.18 19:42

Gubienie się w pewnych sytuacjach było nawet całkiem możliwe do przewidzenia i zapewne w przypadku towarzystwa tej dwójki stanowiło możliwość, na którą byliby w stanie się ewentualnie przygotować. Ze szczęściem Bertiego oraz rozeznaniem Jean można by się spodziewać całkiem sporo, szczególnie w okolicznościach podobnych do tych, gdy zmierzali w nie tak dobrze znanym sobie kierunku. Nie zamierzała jednak kłócić się z nim w tej kwestii, nie kiedy Bott próbował udawać poważnego, co zaowocowało nie tylko nieudolnym ukryciem uśmiechu, ale również, w przypadku Desmond, kolejnym objawem rozbawienia. Uniosła dłonie w geście kapitulacji, dając znać, że tym razem udało mu się ją przegadać. Skupiła się za to na odgłosach, które, zgodnie z jego słowami, faktycznie stawały się coraz wyraźniejsze i po których poznała, że tym razem faktycznie udało im się trafić bez najmniejszego problemu.
- A jednak! Tak to na pewno one – odpowiedziała szybko, kiwając głową. Nie podejrzewałaby Bertiego o tak dobre rozeznanie w mugolskim świecie, ale cieszyła się, że wśród czarodziejów istnieli również tacy, którzy mieli więcej niż mgliste pojęcie w tym temacie. – Zdecydowanie. Szczególnie kiedy późnym wieczorem wracasz samotnie do domu, a zewsząd patrzą na ciebie te wykrzywione figurki. – Wspomnienia pojawiły się jakby samorzutnie, rysując kilka wieczorów spędzonych w rodzinnych stronach, gdy jedynym towarzyszem powrotów po całodniowych zabawach, były gnomy łypiące zza ogrodzeń. Nie wzdrygnęła się, lecz niegdyś wielokrotnie doznawała absurdalnego uczucia, jakby figurki niemo śledziły jej sylwetkę, odprowadzając spojrzeniem niemalże pod same drzwi domu.
Słysząc plan Bertiego, zabawnie ściągnęła brwi u nasady nosa, udając, że naprawdę zastanawia się nad sensownością jego pomysłu. – Kto wie, może okaże się to całkiem skuteczne? Jestem pewna, że prawdziwe gnomy będą równie zaskoczone co czarodzieje – dodała wesoło, próbując nawet wyobrazić sobie minę kogoś, kto ujrzałby w ogródku Botta gnomy. – A jeśli się uda, możesz zostać odkrywcą niebanalnych sposobów na odstraszanie gnomów. Brzmi prawie jak tytuł książki – „Bertie Bott i 101 niebanalnych sposobów, jak pozbyć się gnomów z Twojego ogródka”. Pozostanie jedynie znaleźć te sto innych sposobów. – Wzruszyła ramionami, jakby pomysł ten stanowił zaledwie igraszkę, a nie istotnie dość trudne wyzwanie. Na szczęście oscylowała dalej w ramach żartów, nie musiała więc martwić, że w ramach podrzucenia pomysłu, będzie zmuszona pomagać owe sposoby wymyślać.
- Mam nadzieję, że one jednak nie rozumieją albo nie słuchają tego, co właśnie mówiłam – stwierdziła, spoglądając pytająco w stronę Bertiego, który jednak zajęty był już czymś zgoła innym.
Niespodziewane umiejętności w dziedzinie stepowania, jakie nagle zaczął wykazywać młody czarodziej, nie były czymś, co mogłoby ją niepokoić. Z dozą rozbawienia przyglądała się jego poczynaniom, nie myśląc jeszcze o ewentualnych problemach, jakie mogłyby pojawić się w chwili, gdyby zechcieli opuścić polanę. Nie była pewna, czy Bertie zdoła powstrzymać chęć do popisywania się swoimi umiejętnościami, ale miała przynajmniej nadzieję, że zdoła nie poślizgnąć się przy tym na drodze, unikając ewentualnych upadków. Tymczasem zabrała od niego koszyk, odkładając go na ziemi, niedaleko ich dwójki, zaraz potem powracając do Botta i nawet bijąc mu brawa po pokłonie. – Ciekawe. Powinieneś teraz tańczyć na deskach jakiegoś teatru, a nie tutaj, pośród gęstwin lasu. – stwierdziła szybko, siadając na jednym z kamieni. Wyciągnęła nogi, starając się unikać gnomów i jeszcze raz zwróciła się do chłopaka. – Ale w razie czego potrafisz to zatrzymać? – zapytała, gdy tymczasem kawałek dalej, za jej plecami koszyk poruszył się nieznacznie, aby zaraz potem unieść się odrobinę wyżej i dziarsko ruszyć w stronę zielonych zarośli.


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagnomiony zakątek   17.04.18 18:20

Zamyślił się na słowa Jean. Brzmiało całkiem fajnie i w świecie czarodziejów wcale nie tak abstrakcyjnie. Co chwila w końcu pojawiają się poradniki perfekcyjnych pań domu, jego własna matka ma ich kilka, coś o grzybach, coś o magicznych szkodnikach i inne takie - lubił je jak był mały przez paskudne obrazki. W sumie to ciekawe czemu małych chłopców aż tak bardzo pociągają rzeczy obleśne? No, choć badania nad gnomami raczej nie widziały mu się jako plan na najbliższe popołudnia, wzruszył ramionami.
- Z czegoś trzeba zasłynąć, tym sposobem bez problemu mógłbym zostać bożyszczem wśród młodocianych pań domu. Brzmi całkiem dobrze. - stwierdził wesołym tonem, rzucając przy tym spojrzenie rozbieganej ferajnie. Gnomy są świetne.
Dalej jednak jego uwagę zajęło nowe zainteresowanie, magiczne zainteresowanie nadane mu dzięki magii. Było całkiem fajnie, jego nogi jakby same wiedziały w jaki sposób się poruszać, co było z resztą całkiem zabawne.
- Po co komu widownia, niech żyje sztuka dla sztuki. - puścił jej oczko. Na kolejne pytanie wzruszył ramionami. - Nie bardzo. W sensie... nie czuję się zmuszony, ale...
Jakoś tak trudno było to określić, jego nogi same ruszały do kolejnego tańca. Objął przy tym luźno Jean, jedną dłonią złapał jej i uniósł do góry, drugą delikatnie zachęcając ją do obrotu. I co z tego, że tego się nie łączy ze stepowaniem, Bertie to nowatorski tancerz.
- Ale jakoś tak bardzo mam na to chęć. - dodał szczerze. - To tak jak kiedy ugryzie cię jakiś owad i niby nic cię nie zmusza do drapania ale bardzo chcesz to zrobić. Tylko że teraz nie jest nieprzyjemnie.
Dodał jeszcze, wyjaśniając dość pokracznie i pokrętnie, jednak jakoś dramatycznie się tym nie przejmował. Grunt, że Jean zrozumie o co mu chodzi. Nie wyglądał przy tym jakby widział w tym całym stepowaniu jakiś problem, było przyjemne, więc czemu się przejmować?
- Ludzie którzy mi o tym mówili nie zachowywali się dziwnie, więc pewnie mija z czasem. - dodał jeszcze, bo i choć było całkiem fajnie, nie był pewien czy chciał stepować już całe życie. Trochę byłoby to trudne chociażby w klubie pojedynków! Choć z drugiej strony pewnie byłby pierwszym czarodziejem który walcząc stepuje.
Ciekawe czy dostałby za to dodatkowe punkty za styl?
Nie dane mu jednak było myśleć nad tym długo, bo i po chwili ich jedzenie zaczęło się ruszać. Dostało gnomich nóg, czy raczej gnomów z nogami i zaraz cały koszyk gonił w stronę krzaków.
- Hej, to nasze!
Stwierdził i tanecznym - a jak! - krokiem rzucił się w pogoń.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Jean Desmond
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5620-jean-desmond https://www.morsmordre.net/t5810-atlas#137310 https://www.morsmordre.net/t5794-on-the-other-side-of-clouds#136842 https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5996-skrytka-bankowa-nr-1383 https://www.morsmordre.net/t5995-jean-desmond
Zawód : twórczyni magicznych map nieba, przyszły-niedoszły auror
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
i'm pretty sure you have
s t a r d u s t
running through those
v e i n s
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagnomiony zakątek   27.04.18 21:21

Wizja zdjęcia Botta wyglądającego z okładek poradników sprawiała, że nie potrafiła zatrzymać niespokojnego drgnięcia kącików ust, choć usilnie walczyła z sobą oraz swoimi odruchami.
Cała ta rozmowa wydawała się kompletnie absurdalna i ktoś, kto miałby okazję przysłuchiwać się jej z boku, zapewne już dawno wybuchnąłby gromkim śmiechem. Ostatnimi czasy jednak Jean nie miała zbyt wielu okazji ani powodów do prowadzenia luźnych, niezobowiązujących konwersacji o przysłowiowym niczym, więc możliwość odpłynięcia w swoich rozmyślaniach, w dodatku w bardzo miłym towarzystwie, była dla niej niezwykle cenna. Cieszyła się, że pozwoliła Bertiemu wyciągnąć się z domu, poza obszar Londynu oraz typowych, przyziemnych rozmów, uciekając nawet od podniebnych problemów gwiazd i nie żałowała nawet podróży Błędnym Rycerzem.
- Już nie bądź taki skromny. – Teatralnie przewróciła oczami na słowa Botta. Sądziła, że żaden utalentowany tancerz nie chciałby pozostawiać swojego talentu tylko i wyłącznie dla siebie. Cóż, gdyby i ją ślina gnomów obdarowała jakimkolwiek talentem, zapewne czym prędzej pognałaby do miasta, aby pochwalić się komukolwiek, nawet jeśli mieliby to być przypadkowi przechodnie spotkani na ulicach Londynu.
Pozwoliła, aby Bertie na moment poprowadził ją, lekko przyciągając do siebie. Zgodnie z jego sugestią, obróciła się wokół własnej osi, tym razem nie potrafiąc już zapanować nad wesołością i śmiejąc się na głos. Taniec należał do kolejnego rodzaju rozrywek, na które ostatnio nie mogła sobie pozwolić – ani przed kursem aurorskim, ani w trakcie, ani po. Do tej pory nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo brakowało jej odrobiny spontaniczności.
- Niemalże żałuję, że i ja nie zostałam obdarowana żadnymi niezwykłymi umiejętnościami –westchnęła, lecz ton jej głosu pozwalał sądzić, że nadal pozostawała w dobrym nastroju. Przytrzymując jego dłoń, wykonała jeszcze jeden obrót, tym razem w przeciwną stronę, aby nie zakręciło jej się w głowie i puściła go.
- Na szczęście. Mimo wszystko chyba nie chciałbyś dosłownie przejść przez życie stepując? – zapytała szybko, tym razem jednak oszczędzając sobie próby wyobrażenia czarodzieja, który porusza się już tylko wyłącznie za pomocą stepowania. Zresztą nawet gdyby chciała, bardzo możliwe, że po prostu by nie zdążyła – głos Bertiego sprawił, że została gwałtownie wyrwana ze swoich myśli, całość uwagi przerzucając na koszyk, który niespodziewanie zaczął zmierzać w stronę zarośli.
Rzuciła się w pogoń tuż za nim – wizja skradzionych smakołyków, których w zasadzie nie miała jeszcze dzisiaj szansy posmakować, nie należała do najprzyjemniejszych i zdecydowanie nie zamierzała psuć sobie nią dnia. Starała się więc biec najszybciej nie mogła, tym bardziej z uwagi na to, że Bott niestety miał ograniczone pole manewru. Szczęśliwie małe nóżki gnomów nie były równie sprawne, co te czarodziejskie i zanim zdążyły oddalić się na znaczną odległość, Jean do nich dopadła, błyskawicznie chwytając za wystającą rączkę. Po wypadku, odkąd przestała uczęszczać na kurs, jej sprawność fizyczna odrobinę spadła, lecz miała nadzieję, że mimo to da radę odebrać ich należność.
Lub ewentualnie pomoże jej w tym Bertie.



Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagnomiony zakątek   02.05.18 8:48

- W każdej chwili możesz wskoczyć między gnomy. - stwierdził wesoło, patrząc na kłębowisko, zaraz jednak spojrzeniem wracając do dziewczyny która właśnie odkręcała ich własny autorski krok do stepowania. No, może nie taki autorski, nie ważne! Ukłonił się lekko, puszczając jej dłoń, jak tego uczyli na balach w Hogwarcie (zawsze je bardzo lubił) przynajmniej w pierwszym tańcu, zanim uczniowie nie zmieniali się w szaloną, niemożną do opanowania dzicz przy bardziej im odpowiadającej muzyce.
- Czemuby nie, zawsze lubiłem się wyróżniać. - w wielu aspektach byłoby to ciężkie, ale w sumie to mogłoby być całkiem pozytywne. Musiałby po prostu na nowo nauczyć się poruszać. - Może trafiłbym za to do kart czekoladowych żab?
Oh, to by było coś! Po co komu ordery i inne bzdury, kiedy można z ruszającej się kartki cieszyć łakomczuchów? Nawet gdyby był jedną z tych mniej wartościowych, częstszych kart, byłoby super, może nawet kupowałby żaby i kolekcjonował własne podobizny dla zabawy! Albo może zrobiłby sobie z nich wizytówki?
W głowie nawet miał już wielki plan, wtedy jednak gnomy postanowiły wykraść im ich jedzenie. Zaraz ruszył w tamtą stronę. Jak się okazało, kiedy biegnie, powinien stepować bokiem i tak starał się sobie radzić, jednak Jean na szczęście dała radę sama, znacznie szybciej dopadła gnomy. A więc stepowanie to kiepski styl biegania!
- Gratuluję, o Jean Waleczna, uratowałaś naszą dzisiejszą kolację. - odezwał się, kiedy dziewczyna odwróciła się ku niemu z koszem rozmaitości. Wziął go zaraz i posadził na kamieniu, żeby w spokoju siedli obok i w końcu wspólnie sięgnęli po kolejne smakołyki. Sobie wziął babeczkę z płynną czekoladą, które uwielbiał i zawsze ładował w pięć chusteczek bo po prostu nie da się nimi nie upaprać.
- Z każdym gryzem cieszę się bardziej z tego, że ty po prostu chodzisz. Choć gdyby szanse były równe, i tak byś pewnie wygrała. - puścił jej oczko. No dobrze, może i tak, może i nie, ale kto by się przejmował takimi detalami, póki co to Jean była bohaterką wieczoru!
Rozsiadł się wygodnie. Mieli niewiele czasu, bo i niebawem zacznie robić się ciemno, jakoś szalenie im cały ten dzień zleciał. Tak czy inaczej - po zjedzeniu sporej porcji ciastek, ciasteczek i babeczek o różnych smakach i właściwościach musieli zacząć się zbierać.
I znów Błędny Rycerz!





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Jean Desmond
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5620-jean-desmond https://www.morsmordre.net/t5810-atlas#137310 https://www.morsmordre.net/t5794-on-the-other-side-of-clouds#136842 https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5996-skrytka-bankowa-nr-1383 https://www.morsmordre.net/t5995-jean-desmond
Zawód : twórczyni magicznych map nieba, przyszły-niedoszły auror
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
i'm pretty sure you have
s t a r d u s t
running through those
v e i n s
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zagnomiony zakątek   01.06.18 14:12

Mimo że atmosfera rozluźnienia sprzyjała kontynuacji żartów, wrodzona ostrożność cały czas czaiła się tuż z boku, gotowa pochwycić wodze i zwolnić. Dlatego właśnie na propozycje Bertiego jedynie uśmiechnęła się przelotnie i milcząco, całą swoją uwagę skupiając na krokach, aby wobec jej niezdarności nikt nie został zdeptany i aby przy okazji nie zakończyć obrotu efektownym upadkiem na ziemię. Chyba nie chciałaby ryzykować, że i ona zostanie obdarzona umiejętnością stepowania i tym samym ich powrót do Londynu będzie przedłużał się w nieskończoność.
Wrażeń zresztą jak na jeden dzień i tak było wystarczająco – podróż Błędnym Rycerzem, umiejętności Botta i na koniec niespodziewana kradzież ich prywatnej uczty, która spuszczona ze wzroku na zaledwie parę minut, mknęła raźno wśród gęstwin lasu. Szczęśliwie w porę udało im się zauważyć samoistnie przemieszczający się kosz ze smakołykami, a odległość dzieląca ich oraz umykające gnomy, była na tyle niewielka, aby Jean, ze swoją przeciętną kondycją, szybko odebrała zdobycz i już bezpiecznie powróciła do Bertiego. Pomachała lekko w jego kierunku, ale widząc że podjął próbę biegu bokiem, pokręciła wesoło głową, wzdychając ciężko nad jego staraniami. Po kilku krokach była z powrotem obok, z zadowoleniem spoglądając na uratowane pyszności. – To dla mnie zaszczyt uratować takie smakołyki – odparła wesoło, podążając przy tym za czarodziejem, aby finalnie usiąść z powrotem na kamieniach i w końcu sięgnąć po słodycze.
Lubiła walijskie potrawy, kuchnię Maxine, jednak słodkości były jej największą słabością, szczególnie gdy ich autorem stawał się bliski cukiernik, a jeszcze bardziej gdy miała okazje próbować jego wytworów jako jedna z pierwszych osób. Poczęstowała się więc kilkoma wynalazkami, z ogromnym trudem oraz ciężkim sercem dokonując wyboru najlepszego, bo wszystkie wydawały się naprawdę fantastyczne.
- Oczywiście, że tak – zgodziła się skromnie, gdzieś pomiędzy jednym kęsem a drugim, udając przy tym, że nie dostrzegła mrugnięcia. Obydwoje zdawali sobie sprawę z realiów, jednak tym razem spokojny posiłek zawdzięczali dobremu refleksowi oraz, wbrew pozorom gnomom, które wyjątkowo oszczędziły ją tego dnia.
Gdy koszyk w końcu stał się wyjątkowo lekki, zgodnie podnieśli się i udali w drogę powrotną, zmierzając w stronę drogi, a potem Londynu.

ztx2


Powrót do góry Go down
 

Zagnomiony zakątek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Rody Chorążych
» Cienisty zakątek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Wierzbowa aleja-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18