Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Most Miłości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Most Miłości   11.04.16 16:12

Most Miłości

Most przebiegający przez Tamizę łączy przedmieścia z centrum Londynu. Aby zadbać o spokój oraz poczucie jak największego komfortu spacerujących nim zakochanych wyłączona na nim ruch samochodowy i rowerowy. To miejsce jest wyjątkowe bowiem to właśnie tu zaczynają się najpiękniejsze historie miłosne. Każdy, kto swoje uczucia zamknie w kłódce i przypnie do metalowych barierek mostu, będzie zawsze szczęśliwy, a jego druga połówka nigdy go nie opuści. Po zamocowaniu kłódki kluczyk trzeba wrzucić do Tamizy przez lewe (od serca) ramię. Nie wiadomo, czy to przeznaczenie, czy magiczne stworzenia czuwają nad dwójką zakochanych, ale Londyńczycy wierzą w nietuzinkowość tego miejsca. Przy wejściu na most z obydwu stron zawsze znajdują się skrzypkowie, którzy grają najbardziej wzruszające utwory o miłości. Podobno jest to najlepsze miejsce na oświadczyny oraz ślub. Most jako deptak łączący dalszą część miasta z centrum jest odwiedzany najczęściej przez mugol, ale także czarodzieje ulegają magii tego miejsca licząc na pomoc w zdobyciu prawdziwej miłości.


Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/u731contact https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Miłości   29.05.16 13:25

Para nr 8

Londyńskie parki zimą nie tracą wcale swojego uroku, wręcz przeciwnie. Niezwykła aura chłodu i tajemniczości spowija drzewa, stając się idealnym miejscem na spacer w samotności. Właśnie tego potrzebowała w tym czasie lady Rosier, którą myśli o narzeczeństwie przysparzały o silne bóle głowy. Długa przechadzka i świeże powietrze mogło pozwolić na odetchnięcie i uwolnienie się z okowów ciężkich przemyśleń, ale chłód zaczął jej doskwierać. Nie zwracała uwagi na przechodniów. Wkroczyła na Most Miłości licząc na szybkie jego przebycie, aby nieprzyjemne myśli rozbudzone ironią tego miejsca nie zdążyły zmóc w niej uczucia irytacji. Ktoś jednak zwrócił jej uwagę, więc zwolniła kroku. Było to dwóch jegomościów, wyraźnie podchmielonych i najprawdopodobniej wracających z okolicznego pubu o wyjątkowo radosnych nastrojach. Oczywiście, w normalnych okolicznościach nie zwróciłaby nawet na nich uwagi, trzymając się z daleka od podobnych osobistości, lecz obaj bardzo żywo rozprawiali na tematy smoków, ba! Dysputa toczyła się o wielkość rezerwatu w Peak District nad rezerwatem w Kent, a nazwisko Rosierów pojawiało się co trzecie słowo.
— Kompletnie nie znają się na tych stworzeniach! Rosierom wydaje się, że wszystko im się należy! Wielcy Państwo! — żachnął się towarzysz Benjamina, nie kryjąc swojego oburzenia. Obaj oczywiście nie byli świadomi tego, że ich pijacki bełkot jest na tyle głośny, że dociera do wszystkich na moście, a do tego idą prosto na lady Darcy Rosier. Czy kobieta zareaguje na zniewagę swojego rodu?

Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy! :love:



[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Miłości   30.05.16 14:01

Wpatrywała się chwilę w swoja dłoń, w miejscu, którym normalnie na salonach czy podczas spotkań z Lorne Bulstrode znajdowałby się pierścionek. Przejechała opuszkami jednej dłoni po smukłym palcu, masując go lekko. Chociaż pierścionek leżał na nim idealnie, wmawiała sobie, że wcale akurat ta biżuteria, ze wszystkich innych, nie jest dla niej wygodna. Na wszelki wypadek, gdyby miała spotkać kogoś ze szlacheckiej krwi na ulicach Londynu, co nie było aż takie proste, bo szlachcice zwykle tak po prostu nie spacerowali sobie po mieście, ale nawet jeśli, miała przygotowane odpowiednie wytłumaczenie dla braku pierścionka zaręczynowego. Pogrążona w swoich rozmyślaniach nie zauważyła kiedy wkroczyła na najmniej lubiany przez nią most w mieście. Przyśpieszyła z początku kroku, chwilę później jednak zwalniając, obserwując dwójkę rosłych mężczyzn wyłaniających jej się z drugiej strony wzniesionej najpewniej przez bardzo naiwnych mugoli konstrukcji, która zresztą nawet nazywała się tak, jakby ten sam mugol maczał w tym palce.
W istocie, miała ich minąć obojętnie. Jedynie przeszła na drugą stronę mostu, nie chcąc ryzykować słownymi zaczepkami nieznajomych. Ku jej nieszczęściu, nawet to nie uchroniło jej uszu przed bardzo zuchwale rzucanymi obelgami pod adresem jej rodziny. Automatycznie uniosła wzrok do mężczyzn, pierwszy raz, tak naprawdę interesując się z kim miała do czynienia. Jej spojrzenie w pierwszej kolejności padło na odzywającego się osobnika. Przechyliła lekko głowę na bok, traktując go dość oceniającym spojrzeniem. Drugiego tymczasowo zignorowała. Mimo to jej kroki podążyły w tamtym kierunku. Żadnego z nich nie znała. Oni też nie powinni byli jej kojarzyć. Nie należeli chyba do wąskiego grona szlachciców, wtedy na pewno widziałaby już wcześniej te twarze. Jednego z nich zresztą nie dało się przegapić. To na nim skupiła wzrok, kiedy się odezwała. Z dwojga złego wydał jej się bardziej ogarnięty.
Przepraszam bardzo. Nie udało mi się nie usłyszeć Waszej wymiany zdań — umyślnie postanowiła uniknąć nadawania im jakichkolwiek tytułów — Rozmawialiście o Rosierach? — pytanie retoryczne. Nie sposób było tego przegapić, skoro jej nazwisko padało w co drugim zdaniu. Uśmiechnęła się do nich łagodnie. — Można się dołączyć?
Nie wydawała się zła, wręcz przeciwnie. Sprawiała wrażenie zainteresowanej rozmową. W końcu mężczyźni nie mogli wiedzieć, że rozmawiali z najmłodszą z Rosierów. Gdyby tu stał Tristan, na pewno ten szczegół nie umknąłby ich uwadze, ale Darcy…? Być może raz widziała Benjamina na polowaniu i najpewniej i on i ona obracali się wtedy w różnym sobie towarzystwie.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
14
36
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Miłości   04.06.16 12:31

Benjamin nie przepadał za zimową porą, zdecydowanie lepiej czując się w letnich promykach słońca, mile igrających na odkrytej skórze. Nie dla niego były puchate czapki, płaszcze czy też futra, ograniczające ruchy i nadające jego sylwetce jeszcze większych gabarytów, dlatego też tego grudniowego wieczoru Wright opuścił przytulny bar w stroju dość skąpym, pasującym raczej do cieplejszej jesieni. Skórzana kurtka wyglądała wspaniale, ale niezbyt chroniła od mrozu - to zadanie spełniał za to buzujący w żyłach alkohol, okłamujący wstawione ciało. I umysł; Ben miał od razu po wyjściu z portowej spelunki udać się do mieszkania, lecz gdy już prawie przekraczał próg tawerny, zaczepił go współpracownik z Peak District, nieco przygłupi acz wygadany Will, proponując jedną kolejeczkę, która to magicznym sposobem zmieniła się w kolejną godzinę picia wykwintnej Ognistej. Czyniącej zimowe popołudnie nie tylko znośnym, ale wręcz zachwycającym: skrzypiący pod nogami śnieg, biały puch usypany na balustradkach mostu, zlodowaciałe brzegi rzeki. Romantyczny scenariusz sprzyjałby raczej tworzeniu wierszy, ale w tak doborowym towarzystwie - panowie postanowili uprzejmie odprowadzić się w okolice Nokturnu, przedłużając przy okazji wyjątkową rozmowę - temat pogawędki szybko powrócił na rejony pracy. Od psioczenia na Greengrassów (wzburzony niskimi płacami William) i ich wychwalania (Jaimie, odczuwający od czasu uratowania Ogniomiotki coś w rodzaju fatalnego zauroczenia w nestorze tego cudownego rodu) płynnie przeszli na płaszczyznę bardziej sprzyjającą zgodności poglądów, mianowicie do wywyższania ich rezerwatu nad jakąś marną smoczą zagrodą w Kent. Oczywiście lojalność Benjamina nie pozwalała na inwektywy pod adresem Rosierów - w tych celował się raczej coraz bardziej rozochocony William - ale już odcinając swoją przyjaźń z Tristanem mógł z czystym sumieniem wytykać błędy w zarządzaniu, naiwność i słabość konkurencyjnego rezerwatu.
- To totalni impertynenci - potwierdził nieco pijackim bełkocikiem, pomimo wstawienia dzielnie stawiając kroki w linii prostej i posługując się wręcz wyrafinowanym słownictwem. - Nie potrafią tam odróżnić smoka od nieśmiałka, a już trójogona edalskiego od dwójogona to już na pewno - rzucił dość kontrowersyjną opinię, wsuwając zmarznięte ręce do kieszeni kurtki w poszukiwaniu papierosów. Tak skupił się na tej czynności, że w ostatniej chwili zauważył drobną kobietkę, dołączając do ich rozmowy. Łypnął na nią najpierw pytająco, potem oceniająco - niezawodny skan w roziskrzonych oczach Benjamina wskazał na obecność dziewczęcia uroczego, ale raczej nie wpisującego się w jasnowłosy (ani tym bardziej męski) typ jego zainteresowań - i w końcu wydobył z kieszeni paczkę mugolskich fajurek. - O Rosierach, o tych nieudolnych smoczych impotentach - potwierdził, osiągając szczyty intelektualnych możliwości: alkohol nie tylko rozwiązywał język, ale i czynił go bardziej (niż zwykle) bezpośrednim. - Też uważasz, że są impertynenckimi impotentami? - spytał, poruszając prawą brwią, co miało nadać mu wygląd prowokacyjnego amanta...w teorii, bowiem w praktyce Jaimie wyglądał raczej jak szykujący się do ataku garboróg.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Miłości   17.06.16 17:07

Darcy w całej swojej łaskawości postanowiła udać, że nie słyszała tych obraźliwych słów pod adresem jej rodziny. To już drugi raz w przeciągu trzydziestu sekund, kiedy postanowiła coś ignorować, bo tacy Rosierowie właśnie byli wspaniałomyślni i wyrozumiali, że nie chcieli zawstydzać ochlejtusów, co to się darli na ulicy w niebogłosy, wyzywając Merlinowi winnych czarodziejów. Młoda Rosier uśmiechnęła się nieznacznie pod nosem, jakby załapała specyficzny dowcip Wrighta, ale jedyne co dało się odczuć to przejmujący zapach alkoholu.
Bardzo odważne stwierdzenie — zauważyła, podchwytując temat, do którego Benjamin nawiązywał. W jej tonie dało się wyczytać spokój. Oparła się jedną ręką na biodrze, zastanawiając się nad tą kwestią. Chciała wziąć udział w dyskusji, ale żadne złe słowo nie przychodziło jej na myśl. Kiedy wyobraziła sobie Tristana, matkę, Dru, jej słodkie dzieci, dzieci Marianne. Z drugiej zaś strony, kiedy jej myśli przeskoczyły na Thibauda…
Cierpią na chroniczny brak ogłady — dodała, chociaż mówiła o konkretnym przypadku, nie o całej rodzinie. Zmarszczyła lekko brwi. Chociaż nie była zainteresowana tematem smoków, ani zorientowana w temacie, od nieśmiałka wiedziała, że na pewno smoki różnił rozmiar i na pewno stopień stwarzanego zagrożenia, ale być może Benjamin Wright bardzo opornie przyswajał tak podstawową wiedzę. Przynajmniej tak wolała sobie tą jego wypowiedź tłumaczyć Darcy — a ty potrafisz rozróżnić?
Przeniosła powoli wzrok na jego kolegę, który w czasie ich rozmowy zdążył się zatoczyć w tył, wpaść na barierkę i zasnąć na moście, wsparty o niski murek.
Impotenci — powtórzyła za nim, o mało co nie krztusząc się brzmieniem tego słowa w kontekście rozmowy o Rosierach — och, najpewniej.
Przynajmniej większą część rodu można było nazwać kastratami – w końcu były to piękne, trzy dojrzałe róże Rosierów. Przynajmniej w tym mogła się z nim zgodzić. Ich uroda była nienaganna, nie było w ich trzech, w niej, Druelli, ani świętej pamięci Marianne ani krzty męskiej surowości. Mężczyzna przed nią zaś zdawał się aż nazbyt tryskać testosteronem. Cofnęła się nieznacznie w bok, nie chcąc wchodzić w jego aurę grubiańskości, bo jeszcze by się nią mogła zarazić. Mężczyznę można było uznać za prawdziwy archetyp mężczyzny, ale chyba nie trafiał w gusta panienki Rosier, chociaż nie mogła mu odmówić ani postawności, ani męskości, było w nim coś bardzo drażniącego. Słowa.
Sprawiasz wrażenie, jakbyś bardzo dobrze ich znał. Możliwe, że wiesz o nich więcej niż ja? — Może donosił im zimą drewno na opał? Na pewno wiedział lepiej...
Opowiedz mi o nich coś jeszcze. O tych smokach. Myślisz, że rezerwat jest zaniedbany? Smoki wyglądają na całkiem... smocze.
Znaczy, najedzone i zadowolone. Przecież na pewno karmili je jakimiś smacznymi mugolami. Tak? W sumie to o smokach niewiele wiedziała. Smoki to nie było zajęcie dla dam. Tristan na pewno mółby powiedzieć o nich więcej.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
14
36
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Miłości   19.06.16 12:04

Mugolskie papierosy jak na złość nie chciały się odpalić - być może dlatego, że w przepastnych kieszeniach skórzanej kurtki Bena znajdowały się wyłącznie zapałki, słabo radzące sobie w niesprzyjających okolicznościach zimowej przyrody, które to hulaszczym wiatrem uniemożliwiały nawdychanie się zbawiennej nikotyny. Raz po raz próbował potrzeć drewienkami o pudełko, robiąc kilka kroków, by osłonić od wiatru zarówno siebie jak i ciemnowłosą ślicznotkę, która z pewnością rozpaliłaby niejednego suchego patyczka. To porównanie, pojawiające się w głowie Bena równie nagle, co chęć psioczenia na Rosierów, rozbawiło go do tego stopnia, że parsknął zduszonym śmiechem, nie dzieląc się jednak z towarzyszką powodem nagłej wesołości. Właściwie przestał się jej namolnie przypatrywać, śmiertelnie skupiony na walce z zapałkowymi wiatrakami: walce niezłomnej, trudnej i nadającej Benowi uroku skupionego dziecka, układającego mozolnie jakąś banalną łamigłówkę.
Nie słuchał kolejnych słów nieznajomej, w końcu podejmując szaloną decyzję o wyciągnięciu zza pazuchy różdżki, dzięki której w końcu podpalił papierosa, prawie popieląc sobie przy tym brodę. Zakasłał, zaśmiał się ponownie i powrócił roziskrzonym, ciepłym spojrzeniem do kontemplowania swej rozmówczyni, tracąc zupełnie zainteresowanie swym kompanem, uroczo drzemiącym na oblodzonej balustradzie.
- Te, mała, ładniutka jesteś - powiedział niezwykle romantycznie i wręcz filozoficznie, zaciągając się zbawiennym papierosem, nieco trzeźwiącym umysł. I mrożącym przy okazji lodowate powietrze w rozgrzanych alkoholem płucach. - I oczywiście, że potrafię je odróżnić, jestem najlepszym znawcą smoków, jakiego nosił ten merliński świat - zaczął z niemalże marynarską, kapitańską powagą, wychwalając się pod niebiosa. Całkiem zgodnie z prawdą. - Benjamin Wright, do usług, gdybyś kiedyś chciała oswoić jakiegoś gada, wal do mnie jak w dym - zaoferował wesoło, co mogłoby zasłużyć na miano szarmanckiego zachowania, gdyby nie absolutny brak manier. Nie pocałował jej rączki, nie uchylił kapelusza (bo nie miał takowego) i ciągle ćmił mugolskiego, śmierdzącego papierosa, dzielnie jednak osłaniając Darcy od wiatru. Może nie powinien od razu zdradzać swoich personaliów, większość osób zainteresowanych chociaż odrobinę Qudditchem i plotkami zawsze pamiętała jego personalia, od razu szufladkując go jako upadłą gwiazdę lub wspaniałego gracza. Wątpił jednak, by słodka panienka chciała zamęczyć go pytaniami o pałkarską taktykę. Widocznie bardziej interesowały ją ploteczki na temat Rosierów. I smoków.
Wright westchnął rozdzierająco. Obydwa tematy były w miarę przyjemne (choć ten drugi znacznie bardziej), ale był zbyt wstawiony, by móc w pełni zaspokoić ciekawość brunetki. - Przyjaźnię się z jednym Rosierem, takim fircykiem, całkiem w porządku druh, oddałbym za niego zapewne życie...no, albo chociaż kawałek nogi, ale na smokach to on się nie zna - odparł szczerze, jowialnie, wydmuchując szare kłęby papierosowego dymu, od razu łączącego się z mgiełką pary wodnej. - Niech lepiej pisze o nich wiersze, w tym jest bezkonkurencyjnym psidwakosynem - pochwalił Tristana mimowolnie, na swój nieokrzesany sposób. - Ale Kent...och, Kent jest okropne. Takie...beznadziejne, po prostu - odparł mało konkretnie (bo nie posiadał żadnych innych argumentów), ale na szczęście jego drzemiący kompan usłyszał chyba magiczną nazwę rywali, bo podniósł na chwilę głowę i ryknął Peak District górą, w Kent ssą fujary, po czym znów opadł na balustradę, bełkocząc coś bez większego sensu. Wright tylko pokiwał z powagą głową, jakby kolega z pracy wygłosił właśnie jakąś świętą prawdę, zamykającą dyskusję o profesjonalizmie rezerwatów. - Nie trzeba chyba nic więcej dodawać, ślicznotko - powiedział ze śmiertelną powagą, strzepując szary popiół na równie szary śnieg, ścielący się u ich stóp grubą, skrzypiącą warstwą.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Miłości   26.06.16 21:11

Miała mieszane uczucia co do komplementu mężczyzny. Uśmiechnęła się kątem ust wyraźnie instynktownie, bo jeszcze nie zdecydowała, czy powinna go lubić tolerować, czy może raczej przywrócić do porządku. Cały czas na tym myślała, wpatrując się w jego oczy z bardzo dużą natarczywością. Wzrok odwróciła tylko dlatego, że nieznajomy pozostawał dla niej w dalszym ciągu wątpliwej krwi mężczyzną. Stawiała raczej jednak na brak pokrewieństwa z kimkolwiek z rodu szlacheckiej czy czystej ze skazą krwi.
Ty jesteś pijany — rzuciła w końcu odpowiedzi z równą oczywistością, ale nawet jeśli chciła być złośliwa, jej ton tego rodzaju emocji wcale nie zdradził. Przerzuciła ciężar swojego ciała na jedną nogę, wyginając nieco biodra i przechyliła głowę na bok, próbując uciec przed przejmującym ją dymem papierosowym. Uśmiechnęła się kącikiem ust na jego sugestię. Nawet gdyby starała się go nie lubić, był w jakiś sposób zabawny w swoim pijaństwie i prostolinijności. Dlatego właśnie dalej tu stała, wysłuchując jego filozoficznych zapędów.
To ciekawe. Gady, mówisz? A pomagasz z zakresu gatunku gadów z rodziny: „mężczyźn”? — spytała zainteresowana, jakiej teraz bardzo barwnej odpowiedzi jej mężczyzna udzieli. — Sprawiają więcej problemów niż smoki z rosierowskiego rezerwatu w Kent.
Chociaż nazwisko cos jej się obijało w pamięci, jako nie tak wielka entuzjastka Quidditcha jak jej siostra, nie potrafiła aż tak dobrze dopasować jego nazwiska do tego rodzaju gry. Dopiero taksując jego sylwetkę wzrokiem, coś ewentualnie zaczęło jej trybić.
No dobrze, Benjaminie Wright…
Co Darcy Rosier chciała powiedzieć nikt się nie dowie, bo wypowiedź przerwał kompan Jaimiego, unosząc się w górę, komentując aktualnie poruszany temat. Darcy zerknęła na niego kątem oka, chwilę potem zaczesując włosy za ramię. Cofnęła się, ryzykując uderzeniem chłodu, zamiast fajki Benjamina, ale było to rozwiązanie krótkotrwale. Dym dugo drażnił jej nozdrza. Jednak zbliżyła się do mężczyzny, wpatrując się w tęczówki oczu Wrighta, kiedy pokonywała dzielący ich dystans.
Sirene Darcy — przedstawiła się swoim drugim imieniem i pierwszym, specjalnie mieszając kolejność. Mogła mijać się z prawdą, kim jest, ale utożsamiając się tak mocno z Rosierami, na pewno nie szukałaby sobie w żaden sposób nowej tożsamości. Była dumna ze swojego nazwiska. Nieważne zresztą, co o nich mówili ludzie, ważne, że mówili. To znaczy, ze ich własne życie było na tyle mało absorbujące, że musieli się zainteresować życiem Rosierów.
Pozwolisz, że to wezmę.
Nie czekając na odpowiedź, odebrała mu papierosa spomiędzy warg i postępując kilka kroków w tył wyrzuciła niedopałek za balustradę mostu, nie spoglądając za nim ze szczególną tęsknotą.
Nie wyglądasz na pasjonata poezji — zauważyła — Le Poëte est semblable au prince des nuées Qui hante la tempête et se rit de l’archer; Exilé sur le sol au milieu des huées, Ses ailes de géant l’empêchent de marcher*.— zacytowała swojego ulubionego, francuskiego poetę. Jej nienaganny francuski wydawal się jeszcze bardziej melodyjny niż jej zwyczajowy ton. Usmiechnęła się do mężczyzny słodko, poniekąd tym cytatem odrobinę drwiąc z jego podejścia do poezji, jaką uprawiał Tristan. Nie należało jej lekceważyć. Zresztą słowo "fircyk" w kontekście jej brata odrobinę ją podjudziło. Musiała wygłosić wyższość mężczyzny z domu Rosierów ponad każdym innym.

* (z fr.) Poeta jest podobny do tego chmur pana,
Który burze wyzywa, który drwi z łucznika;
Zaledwie gruntu ziemi stopą swą dotyka,
Wnet chodzić przeszkadzają mu skrzydła tytana.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
14
36
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Miłości   27.06.16 9:27

Zazwyczaj po męczącym acz zawsze kulturalnym spotkaniu przy trunkach wyskokowych Benjamin wracał prosto do swojej kawalerki, chcąc zebrać siły do pracy (lub na powtórkę z plebejskiej rozrywki). Minęły już lata, gdy z Wywerny biegł do Mantykory, potem poprawiając jeszcze podejrzaną spelunką tuż nad brzegiem brudnej rzeki. Zaczynał szanować siebie...albo po prostu zmienił priorytety. Zdecydowanie wolał wypić nawet jedną, marną butelkę Ognistej z Percivalem, wspominając przy tym ze śmiechem czasy Hogwartu niż skonsumować najwybitniejszy alkohol z kimkolwiek innym. Nawet jeśli wyjście z domu kusiło go ewentualnym mordobiciem i obmacaniem wyjątkowo urokliwej kelnereczki.
Ewentualnie przypadkowej panienki, zagadującej go tyleż odważnie, co niefrasobliwie. Gdyby był trzeźwy, pewnie zastanowiłby się poważniej nad intencjami brunetki, ale w stanie wskazującym niezbyt kłopotał się sensem i logiką po prostu płynąc z prądem wydarzeń.
Nagłe spostrzeżenie dziewczątka przyjął kolejnym wybuchem głuchego rechociku, opierając się bokiem o zimną balustradę mostu. By wyglądać bardziej męsko lub żeby złapać równowagę na śliskim chodniku.
- Och, mężczyźni to prawdziwe bestie i śliskie gady. Ich ciężko okiełznać. Trudna sztuka. Niewielu się to udaje - przyznał jej stuprocentową rację i na dość długą chwilę z jego twarzy zniknęło sztubackie rozbawienie, zastąpione niemalże filozoficzną zadumą. Nad swym losem, historią, nad Percivalem, nad faktyczną złośliwością męskiego rodu. Westchnął rozdzierająco, gwarantując sobie dopływ tlenu, przez co nieco zakręciło mu się w głowie. Nie zachwiał się jednak ani odrobinę, ćmiąc papierosa i przyglądając się uważnie...Sirene. Jej imię stanowiło złą wróżbę - nie, żeby kiedykolwiek widział siebie jako zakochanego marynarza, ale poczuł na własnej skórze przekleństwo mitycznych kobiecych stworzeń (okrutne harpie, palące i wydłubujące serce ostrymi szponami) i od tamtej pory wolał przezornie schodzić podobnym boginiom z drogi. Dla własnego bezpieczeństwa. Przyglądał się Sirene tak uważnie, że właściwie nie zauważył drobnej dłoni, sięgającej po papierosa. Nie zdążył się sprzeciwić ani zareagować i po sekundzie ukochany gwarant nikotyny tonął w odmętach rzeki. Wright przeniósł wzrok na pieniącą się otchłań, po czym znów powrócił wzrokiem do panny Darcy, obdarzając ją już mniej przychylnym spojrzeniem. Pogłębiającym się z każdym kolejnym słowem brunetki. Nie rozumiał, co tak śpiewnie recytowała - równie dobrze mogła cytować starogoblińskie przekleństwa jak i opowiadać jakąś sprośną bajeczkę. Jedyne, co Ben mógł z pewnością stwierdzić, to fakt, że dziewczę biegle posługiwało się jakimś obcym językiem, w którym łatwo rozpoznał francuski. Nie, nie był poliglotą, po prostu przez jakiś czas kochał do szaleństwa pewną harpię. Wspomnienie Hatsy tylko pogłębiło jego niezbyt optymistyczny humor; zapomniał już o piciu, zapomniał o drzemiącym niedaleko kompanie, zapomniał nawet o temacie rozmowy o Rosierach, mając w głowie tylko irracjonalny obraz Harriett, stojącej na scenie i śpiewającej francuski, magiczny szlagier. Ludzie płakali, wzruszając się i bijąc brawo, a Ben po prostu stał i patrzył na kobietę swojego życia, zastanawiając się, czym zasłużył na takie szczęście.
Powrót do brudnej i zimnej rzeczywistości nie był przyjemny. Ben łypnął na Sirene już absolutnie bez wcześniejszego rozbawienia, wsuwając ręce do kieszeni kurtki. Postawa otwarta w zamkniętą, nieszkodliwy pijaczek w niepokojącego zakapiora. A wszystko przez francuski wierszyk. - Jesteś harpią? - spytał podejrzliwie i niechętnie, kopiąc czubkiem buta zgranulowany lodem śnieg, usypany przed balustradą w niewielki kopczyk.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Miłości   27.06.16 13:58

Miała okazję obserwować zakakującą zmianę z rubasznego, bardzo zabawnego mężczyzny, w poważnego, łykającego na nią nieprzychylnym wzrokiem. Ta postawa troszeczkę mniej się Darcy podobała. Ta sama męskość, którą wcześniej okazał, opierając się o balustrade, uwydatniając w tym odruchu mięśnie ramion, teraz zaczęła jej wadzić. Miała przed sobą możliwie, że nawet dwa metry żywej wagi, które to dwa metry miały tak potężne dłonie, że jakby chciał, nie musiałby nawet wyciągać różdżki, żeby jej przyłożyć. Rosier zaczęła obserwować mężczyznę bardziej czujnie. To, że zmienił do niej nastawienie nie wróżyło jej nic dobrego.
Wyglądam, jak harpia? — spytała, wnioskując, że gdyby mu powiedziała, z harpią nie jest, mógłby poddać jej słowa w wątpliwość. Przekonując go do tego trochę jak harpia by brzmiała. Dlatego ona uśmiechnęła się naturalnie, a przynajmniej tak naturalnie, jak naturalnie uśmiechała się zawsze. To on musiał wyjść z inicjatywą, że jednak harpią nie była. To od niego musiała wyjść ta myśl.
A gdybym była, czy to nie byłoby ciekawe? Śliski gad i dwulicowa harpia w jednym miejscu. Konfrontacja warta zapamiętania. Chociaż chyba nie przez Twojego kolegę — zerknęła na mężczyznę, który doznał już chyba zgon, leżąc po balustradą. Sama oparła się o nią biodrem, wpatrując się niezmiennie w tęczówki oczu mężczyzny, zadzierając głowę w górę. Był interesujący, jak na nieczystokrwistego i pijanego ogromnego basiora.
Benjaminie… — zwróciła się specjalnie poufale imieniem do mężczyzny — … czy za tym kryje się jakaś historia?
Darcy nie musiała odczytywać Wrighta, czytać z jego oczu, co ciążyło mu na duszy. Zawsze była jakaś historia, w której czarodziej został uwiedziony przez potomkinię wili. Zawsze była jakaś Harriett, czy inna Evandra, która uwiedzie nawet jej brata.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
14
36
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Miłości   30.06.16 20:35

Słodka, pijacka rozmowa niebezpiecznie stoczyła się ze stromego pagórka rubasznego wstawienia prosto w otchłań nerwowej niepewności, typowej dla alkoholowego zjazdu, podczas którego każdy cień zarysowany na brudnym murze wydaje się mordercą a bolesne wspomnienia z przeszłości powracając, zalewając umysł mroczną falą bólu. Wright kiepsko zniósł to nagłe ochłodzenie się stosunków, zwłaszcza, że nawet pomimo ciepłej, skórzanej kurtki, poczuł niemiły powiew lodowatego powietrza gdzieś na środku pleców. Jakby dotknięcie dementora, delikatnie popychającego go bliżej stromego urwiska, otwierającego się na cudownie piekielne widoki. Zdrady, zranienia, smutku, rozpaczy - tematów szalenie poważnych i równie szalenie niedopasowanych do obecnej sytuacji. Zaledwie chwilę temu zajadle perorował o smokach, Rosierach i wojnie rezerwatów, kontemplując przy okazji wygląd niewysokiej brunetki a teraz...teraz zaczynał wpadać w urojenia. Widocznie przyszedł czas, by zapłacić za wychylenie zdecydowanie zbyt dużej liczby butelek Ognistej. Zazwyczaj nieprzyjemne mary pojawiały się w pijackich snach lub wręcz dopiero następnego ranka, osiadając chmurą burzową nad rozczochraną głową, ale tym razem Wright zabalował zbyt intensywnie i zjazd rozpoczynał się już tutaj, teraz, na zamrożonym Moście Miłości, który miał się stać scenerią do rozpoczęcia walki z śliczną harpią.
Rzucającą retoryczne pytania i jednocześnie rysującą przed jego oczami zbyt skomplikowaną metaforę, by mógł przyjąć jej słowa jako uspokajające. Nastroszył się jeszcze mocniej, kontrolnie taksując całą jej sylwetkę ostrym wzrokiem, tym razem nie w poszukiwaniu kobiecych zaokrągleń, ukrytych pod zimową zasłoną futer i szali, ale jakichś symptomów następującej zmiany. Pazury, płomienie ognia, włosy zmieniające kolor na złoty, łagodniejące rysy twarzy, słodka metamorfoza w Harriett.
Aż wzdrygnął się - z zimna? z niechęci? z bardzo niemęskiego dyskomfortu, gdy Sirene przypadkowo poruszyła niezbyt przyjemny temat? - i wydał z siebie dziwne chrząknięcie na jej kolejne słowa. Cofnął się także o krok do tyłu, łypiąc na nią niezbyt zachęcająco, jednakże ten ruch nie był ucieczką a raczej nabraniem rozbiegu przed ewentualną obroną przed straceńczą syrenką.
- Żadna historia - burknął nieprzyjemnie, znów sięgając za pazuchę po paczkę papierosów. - I nie powinno cię to interesować...tak samo jak moje poglądy na rezerwat Rosierów, który jest po prostu słaby - dorzucił, by dodać sobie animuszu, co jednak nie skończyło się sukcesem. Szybko odpalił papierosa i zaciągnął się, przez chwilę wyglądając tak, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć lub zrobić, ale zrezygnował, odwracając się na pięcie, by szturchnąć ramieniem opierającego się o barierkę kolegę. Czas zdezerterować...to znaczy wykonać taktyczny odwrót, jak najdalej od przyznania się do tego, że bolesne wspomnienia są w stanie przesłonić mu nawet wspaniały plan wykłócania się o nieumiejętność opieki nad smokami lordów Rosierów.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Miłości   09.07.16 14:03

Obserwowała go uważnie. Dziwny był to człowiek. Wyglądał na prawie sto kilo żywej masy, a może i więcej, a cofał się przed swoimi własnymi wybrażeniami, doszukując się w niej w zupełnie nielogiczny sposób wspomnianej przez siebie harpii. Ale kto zrozumie sposób myślenia zapijaczonego, sfrustrowanego półkrewka? Uśmiechnęła się kątem ust, splatając ręce na piersi. Kiwnęła w zrozumieniu głową, chociaż w rzeczywistości jego zamiarów i myśli nie odczytała wcale. Widząc, że mężczyzna być może nie kontaktuje jednak tak dobrze, jakby mógł, będąc na trzeźwo, pozwoliła sobie nieco zejść z tonu i zmienić postawę. Spoglądała na niego nieco kpiąco, po chwili przechylając głowę na bok. Próbowała sprawiać wrażenie, jakby chciała go przeszywać spojrzeniem i dotrzeć nim do jego duszy. Już teraz zabawnie reagował na jej ponoć harpie zdolności.
Próbowałeś być kiedyś miły? — spytała, zmieniając kierunek rozmowy i uśmiechnęła się nieznacznie, zaraz potem zerkając na szturchanego przez mężczyznę jego kolegę.
Nie wygląda jakby chciał tak po prostu wstać — zauważyła mało odkrywczo. Obserwowała z zainteresowaniem Benjamina Wrigtha, zapamiętując sobie bardzo dobrze jego imię. Zawsze dobrze było wiedzieć na czyich językach nazwisko Rosierów rozbrzmiewa z pogardą. Przyszłościowo taka wiedza wydawała się niezbędna. Chociaż na razie nie planowała się nią dzielić z Tristanem to kto wie, czy kiedyś nie okaże się pomocna.
Dobrego wieczoru, Benjaminie Wright.
W jej tonie dało się wyczuć odrobinę przekąsu. Wydawało się, że Jaimie nie wyglądał teraz, jakby ten wieczór miał być dla niego miły. Tym bardziej nie będzie taki dla jego kolegi, którego już niedługo zacznie męczyć kac.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
14
36
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Most Miłości   10.07.16 10:51

Niezbyt przyjemne zwidy, pojawiające się przed jego ukołysanymi alkoholem oczami, nie sprzyjały podtrzymywaniu konwersacji ani - tym bardziej - walce z własnymi koszmarami, dziwnie zlewającymi się z mroźną rzeczywistością Mostu Miłości. Sirene, Harriett; dwie wiedźmy, dwie harpie, dwie syreny, postanawiające uprzykrzyć mu żywot. Na szczęście Darcy robiła to tylko chwilowo, przypadkiem naciskając na niezwykle wrażliwy odcisk na duszy Benjamina, wystarczająco silnie jednak, by zbić go nieco z tropu udowadniania wyższości Peak District nad Kent. Walka rezerwatów wydała mu się w tej chwili mało ważna, zwłaszcza w porównaniu z niezbyt przyjemnym kołataniem serca, gdy urojenia rosły w siłę, nakazując mu niezbyt bohaterskie oddalenie się od zagrażającej mu dzierlatki.
Z wielkim trudem poderwał kolegę z balustrady - chyba mokra od alkoholu szata zdążyła do niej przymarznąć, bo w rękawach pojawiły się spore naderwania - po czym zarzucił sobie jego rękę na ramię, zerkając jeszcze w tył na nieco nadąsaną brunetkę. Jej słowa zapadły mu w pamięć, ale w pamięć krótkotrwałą, spetryfikowaną alkoholem, mrozem i dziwnym niepokojem, rozlewającym się gdzieś razem z coraz szybciej ulatującym z niego upojeniem. Chciał jak najszybciej się oddalić, by móc w spokoju lizać nieistniejące rany oraz przecierpieć syndrom dnia następnego, doskonale czyszczącym pamięć z podobnych niekulturalnych zagrywek, jakie prowadził wieczorową porą na Moście.


zt




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
6
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Most Miłości   03.08.16 12:00

|04.01.1956r

Charlie nie czuła magii tego miejsca. He-he-he. Czy stwierdzenie, że charłaczka nie czuje magii nie brzmi dość ironicznie? I to zdecydowanie nie jak miła ironia, o nie. W tej chwili jednak Lotta nie zwracała uwagi na podobne detale, a tłumy zakochanych tylko ją irytowały. Jakiekolwiek tłumy ją irytowały. Szła z opuszczoną buzią nie chcąc, żeby ktokolwiek widział, co z niej zrobiono. I znów była wściekła - głównie na siebie, za to jaka jest słaba, za to, że musiała uciekać. Nie pojmowała, kim był ten człowiek i, czego chciał. Czuła, że nie powinna wracać do domu - skoro był nasłany przez Steve'a, ten pewnie teraz na nią czeka. A ona nie ma ochoty na kolejne podobne zderzenie, na pewno nie teraz.
Złość w drobnej dziewczynce wciąż wzbierała w każdej myśli. W tej chwili nie marzyła chyba o niczym mocniej, niż o odegraniu się. Najlepiej na wszystkich czarodziejach tego świata. Za to, że są silni, mają tę cholerną moc i za to, że ją wykorzystują i, że robią sobie co chcą. I, że ona takich zdolności nie ma. W jej oczach błyszczały łzy, ale nie miały one nic wspólnego ze smutkiem, to dudniąca w niej złość szukała jakiegokolwiek ujścia.
No, może kilku czarodziejów by oszczędziła, bo były wyjątki. Ale to tylko wyjątki, a jej myśli jakoś nie chciały się trzymać w tej chwili tych dobrych chwil z ludźmi dzięki którym dożyła piętnastu lat, zaliczając po drodze i trochę dobrych wspomnień.
Idąc tak szybko, z opuszczoną buzią co chwila kogoś potrącała, lub była potrącana - musiała w końcu na kogoś wlecieć i całe szczęście, że ten most jest wyłączony z ruchu samochodowego, bo i lepiej na kogoś, niż pod samochód. A skoro musiała, faktycznie na kogoś wleciała, na tyle z resztą mocno, że odbiła się na te durne, pozapinane w kłódki barierki.
- Uważaj, jak chodzisz. - burknęła. Skoro świat jest dla niej bucem to ona też może, prawda? Spojrzała na osobę, którą potrąciła i zaraz znów odwróciła buzię. Czuła się paskudna, obleśna i nie chciała, żeby ludzie się krzywili na jej widok. Sama miała ochotę zwymiotować na myśl, że coś pewnie właśnie pęka na jej twarzy.
- Nie ważne. Przepraszam.
Dodała po dłuższej chwili, chcąc gdzieś już uciec przed całym światem. Tylko gdzie? Czy raczej: do kogo? Nie miała pojęcia, kto może wiedzieć, jak pozbyć się tego koszmaru, który widziała tylko chwilami w odbiciu w szybach i poznawała w reakcjach ludzi na ulicach.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Most Miłości   01.11.16 22:54

Rozmowa z Williamem przebiegła po jego myśli, a nawet lepiej, niźli mógłby chcieć. Właściwie to porozmawiałby jeszcze z kuzynem, jako że widywali się dość rzadko, ale jednocześnie jakoś... stronił od ludzkiej obecności. Czuł się, jakby zamiast serca miał ziejącą czernią pustkę, a myśli w jego głowie nie chciały być posłuszne. Podporządkował się całkowicie swojemu smutkowi, koncentrując się w swoim życiu obecnie na dwóch tylko rzeczach - smutku i pracy. To wystarczało mu całkowicie, zajmując zarówno całe noce, jak i dnie. Te pierwsze jednak odczuwał najbardziej, chociaż nie o brak snu tu się rozchodziło najbardziej. Cóż, może w czterdziestu pięciu procentach o to - pięćdziesiąt pięć stanowiło zaś zmęczenie, które powstawało jako wynik przemyśleń, przeprowadzania w myślach scenariuszy, które i tak nie mogłyby mieć miejsca; których realizacja była fizycznie niemożliwa. Nie potrafił cofnąć się w czasie tak, by zmienić bieg wydarzeń. Nie miał czasozmieniacza, nie zapowiadało się również, by miał taki mieć. Pozostawało mu więc tkwić w beznadziejnej rzeczywistości.
Nie wiedzieć dlaczego, ze szpitala wychodząc po wyjaśnieniu powodu jego wezwania do miejsca pracy, zamiast udać się bezpośrednio do domu nogi poniosły go w Londyn. Meandrował ulicami, obserwował ludzi, wyszedł nawet na chwilę czy dwie poza granice magicznej części miasta, trzymając się głębi chodników i z niezrozumieniem przypatrując się machinom, w których ludzie siedzieli, mijając go z szybkością niezwykłą. Nie rozumiał tego wszystkiego. Ani swojego życia, ani otaczającego go świata. Nie chciał też zrozumieć, nie teraz. Może kiedyś, jak będzie gotowy wziąć się za bary z przygniatającym go ciężarem życia.
Może.
Wywędrował dość daleko. Nie wiedział kiedy znalazł siew miejscu, w którym najmniej chciałby się teraz znajdować. Most zakochanych. Jakie czarnomagiczne siły go tu przywiały? Na widok par czarodziejów spacerujących po moście, posyłających sobie ukradkowe, zawstydzone spojrzenia, kobiety trzymające odpowiedni dystans do mężczyzn, czy też tych idących pod ramię zbierało mu się wręcz na wymioty, a serce boleśnie miotało się w piersi. Każdy oddech z coraz większym wysiłkiem przepływał ściśniętą tchawicą. Aż tu nagle ktoś na niego wpadł. Czy też może to Alexander wpadł na kogoś? Spojrzał w dół, trochę w bok, gdzie na barierkę wpadła młoda dziewczyna. Parę lat ledwie młodsza od Selwyna, mierząc na oko. Dziewczę było wyraźnie niezadowolone, burknęło coś niegrzecznie, zaraz jednak się poprawiając. Nie do przeoczenia było jednak to, co istota miała na licu. Młody uzdrowiciel nie skrzywił się, bowiem widział rzeczy o wiele gorsze w czasie, jaki spędził na szpitalnych praktykach.
- Nic się nie stało - odpowiedział, najmilej jak w tym stanie umiał. Był trochę zaskoczony całą sytuacją, a od wcześniejszych nieprzyjemnych doznań gardło nadal było nieposłuszne, głos więc miał łamliwy. Odchrząknął jednak i już nieco pewniej, kontynuował.
- Pomóc Ci może? Nie wydaje mi się, żeby tak piękna twarz na co dzień była ozdobiona tak paskudnymi zaklęciami - dodał. Zreflektował się jednak szybko, uzmysłowiwszy sobie, że dziewczyna może mu nie zaufać. - Nie masz się czego bać, jestem uzdrowicielem - powiedziawszy to, podwinął lekko mankiet długiego płaszcza, by błysnąć spod niego limonkową szatą uzdrowiciela. Znał dokładnie zaklęcie Furnunculus, stąd bez obaw zakładał, że dziewczyna pochodzi z jego świata. Jedyne, co go zastanawiało, to to, dlaczego zamiast być w szkole spaceruje po ulicach. Nasuwała mu się pewna odpowiedź - nie chciał się jednak upewniać. Dla każdego charłaka był to temat pewnie bardzo delikatny.
Było mu jej naprawdę szkoda, natomiast tego, kto jej to zrobił... bardzo chętnie i jemu zafundowałby coś podobnego. Może Nidoris, bo musiał być to jakiś śmierdzący tchórz, atakując bezbronne dziecko.
[bylobrzydkobedzieladnie]




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
6
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Most Miłości   06.11.16 14:50

Znowu czarodziej. Charlie chciała już ruszać dalej, byle szybciej, byle ukryć się przed nim i nie pokazywać. Może i oferował pomoc, ale w tej chwili na pewno nie wzbudzał zaufania. Bo czego od niej chce? Czemu tak po prostu sam z siebie oferuje pomoc? Ludzie tego nie robią, zawsze czegoś chcą, nie ma w życiu nic za darmo. I chciała już bez słowa ruszyć dalej, ale doszło do niej, że nie ma gdzie. Nie zna nikogo, kto znałby się na magii leczniczej, a przynajmniej o tym nie wie. Nie ma co ze sobą zrobić, a błąkanie się z taką twarzą od pubu do klubu, przez parki i inne zakamarki, w których można stracić trochę czasu, posiedzieć i pogapić się na ludzi z tym czymś na twarzy nie byłoby przyjemne. Wiedziała, że zwraca uwagę.
Spojrzała na skrawek szaty, ale jeszcze chwilę milczała. Nie krzywił się na jej widok. Ale to uzdrowiciel, pewnie ogląda ludzkie flaki, więc dziwnym by było, gdyby ruszały go krosty, nawet tak obleśne, które w samej Lotcie wywołują mdłości.
Nieznosiła wywoływać w ludziach litości, a czuła, że właśnie to miało tutaj miejsce. Nic jednak nie mogła na to poradzić. Potrzebowała pomocy, skinęła więc lekko głową. Dopiero teraz znów zaczął docierać do niej mróz. Do tej pory chyba rozgrzewała ją cała bezsilna złość, jaka kumulowała się w jej drobnym ciele. Znów wsunęła czerwone dłonie w kieszenie starego płaszcza i skinęła tylko lekko głową żałując, że nie ma się jak ukryć mocniej przed tym człowiekiem. Kolejna osoba widziała w niej małą, słabą dziewczynkę. Którą była. Tylko tyle, że ona bardzo nie chciała być taka słaba i strasznie ją ta myśl denerwowała.
- Tylko nie wiem, gdzie. Ten most to raczej kiepski pomysł. - odezwała się w końcu, bo dookoła nich było dość sporo ludzi, najpewniej w przeważającej większości mugoli. Kimkolwiek nie jest ten człowiek, raczej nie wyciągnie swojej różdżki w tym miejscu.
On też nie wydawał się zbyt szczęśliwy z resztą. Lotta pomyślała, że pewnie dobrymi uczynkami zamiata wyrzuty sumienia. Dorośli lubią to robić, a on, pewnie przez strapienie widoczne na twarzy wydawał jej się dużo od niej starszy. A może liczy, że kiedy zrobi coś dla innego człowieka, los trochę uprzejmiej na niego spojrzy?
Przez jej twarz przemknął niewesoły uśmiech. To nie działa. Ale niech próbuje. Jakiekolwiek ma pobudki, niech wyleczy jej twarz z tego świństwa, żeby mogła znów schować się między ludźmi, wpleść w tłum i gdzieś zniknąć. A jutro znowu wejść do Zwierzyńca i poczuć się tam dobrze.
A może i było w nim coś, przez co nie uciekła z pierwszej chwili. Może nie tylko fakt, że chyba był jedyną osobą, jaka może jej pomóc. Może to ta melancholia, fakt, że chyba też zwyczajnie mu się nie układało, że miał kiepski czas, kto wie może kiepskie życie. Może dostał kopniaka od życia. A może tylko jej się tak wydawało? Może odbijała na innych swoje emocje, bo przecież tak jest łatwiej. Tak, czy inaczej mimo, że czyjakolwiek obecność w tej chwili działała jej na nerwy, wolała chyba jego, niż kogoś innego. Nie ważne, że żadna konkretna osoba nie przychodziła jej do głowy.
- Można zejść na bok mostu. - zaproponowała, podchodząc znowu do barierki. Tam nie było tak wielu osób, byłoby to na pewno mniej ryzykowne. Nie chciała mu narobić kłopotów.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
 

Most Miłości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18