Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Statek turystyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Statek turystyczny   10.03.12 23:03

Statek turystyczny

Dorian to niewielki, uroczy statek pasażerski sunący wodami Tamizy. Każdego dnia zabiera w rejs kilkunastu chętnych mieszkańców miasta - lecz głównie turystów - przepływając obok kluczowych londyńskich zabytków, między innymi obok Big Bena.
Stary, wiekowy, od lat pomalowany jest turkusową, łuszczącą się farbą, a jego długi dziób przyozdobiono drewnianą rzeźbą przedstawiającą wymachującego harpunem trytona.
Dorian jest skromny i prosty w swej budowie, jednak na swój sposób uroczy. Drewniany pokład wydaje się wręcz idealny do obserwacji. Zamawiając ciepłą herbatę w kawiarence ulokowanej wewnątrz niskiej nadbudówki można przespacerować się po nim lub przysiąść na jednej z kilku ławek usytuowanych na dziobie i rufie, podziwiając rozpościerającą się przed oczami panoramę Londynu. Tymczasem pod pokładem, prócz pomieszczeń przeznaczonych dla załogi, znajdują się także dwa wolne pokoje, w których w każdej chwili można wykupić nocleg.




Ostatnio zmieniony przez Morsmordre dnia 11.03.16 23:50, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   21.08.15 13:44

/dwa dni po poprzednim

Colinowi w końcu udało się załatwić dzień wolny od pracy. Raven bardzo ucieszyła się z tej wieści, bo choć w ostatnich dniach mieli możliwość cieszenia się swoim towarzystwem, mężczyzna i tak większość czasu spędzał w pracy.
Raven wciąż pozostawała nieświadoma tych wszystkich złych myśli, które w nim wzbudzała. Nadal podchodziła do niego tak ufnie, z taką nadzieją, jak do nikogo innego przedtem. Całe życie osamotniona z problemami, teraz kurczowo trzymała się nadziei na szczęście i bliskość. Co prawda Colin nadal nie wiedział o jej problemach, ale to już szczegół. Ważne było to, co sama czuła.
Póki co nie wracali do tematu ojca, a Raven na pewno nie zamierzała go zaczynać. Nie wypytywała też o jego rodzinę. Korciło ją to, bo chciała zaspokoić ciekawość, ale zdawała sobie sprawę, że to nieuchronnie doprowadziłoby do podobnych pytań z jego strony. Bo on też praktycznie nic nie wiedział o sytuacji rodzinnej Raven. Może powinna spróbować czegoś poszukać na własną rękę? Czasami, pod jego nieobecność, zdarzało jej się szperać po domu; w końcu mieszkania bardzo wiele mogły powiedzieć na temat ich właścicieli. Ale nic konkretnego nie znalazła, no i oczywiście nie przyznała się Fawleyowi do swojej ciekawskości.
Dziś jednak wybrali się do Londynu. Zaczęli od zakupów; w końcu w nadchodzących dniach mieli zamiar wziąć się za odnawianie pustego pokoju, co miało być dla Raven pewnego rodzaju wyzwaniem, skoro nie mogła użyć czarów. Odkąd zamieszkała z Colinem, w jego domu użyła różdżki może kilka razy, potajemnie, i to głównie do odnowienia zaklęć maskujących, które nakładała na swoje blizny po zaklęciach ojca. Zakupy sprawiły Raven niemałą przyjemność, bo choć nie należała do płytkich dziewczątek ekscytujących się bieganiem po sklepach, to jednak był to pierwszy tego typu wypad z Colinem.
Później odesłali zakupione rzeczy do domu. Sami jeszcze tam nie wracali, chcąc spędzić trochę czasu w mieście. W końcu ostatnio Raven na tyle rzadko opuszczała posiadłość mężczyzny, że przyda jej się jakieś urozmaicenie codziennej rutyny.
- Gdzie pójdziemy? – zapytała zaciekawiona Raven. Niby przez jakiś czas mieszkała w Londynie, ale znała go bardzo słabo. Poza pracą nie miała zbyt imponującego życia towarzyskiego. Zdała się więc na wybór Fawleya. Chciała, żeby pokazał jej swoje ulubione miejsca; w końcu to też mogło jej sporo o nim powiedzieć.
Ostatecznie Colin postanowił zabrać ją ze sobą na statek turystyczny, z którego, gdy płynął rzeką, roztaczały się widoki na zabudowania Londynu. Głównie mugolskie, ale Raven i tak była bardzo zaciekawiona.
- Całkiem tu... przyjemnie – powiedziała, przysiadając na jednej z ławeczek. O tak, miejsce niewątpliwie miało swój klimat. Chociaż Raven jeszcze nigdy nie była na żadnej łodzi, więc było to dla niej zupełnie nowe doświadczenie. – Byłeś tu już kiedyś?
Chwyciła go lekko za rękę, zachęcając, by usiadł obok.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   22.08.15 1:15

Ostatnie dwa dni sprawiały wrażenie dość leniwych i jednostajnych, chociaż ciężko byłoby mówić już o jakiejkolwiek nudzie. Oboje chodzili wokół siebie z pewną niezręcznością, która wciąż towarzyszyła im mimo mijających dni we wspólnym domu – tą niezręcznością, która każe nawet doskonale znanej osobie pokazywać się z jak najlepszej strony, a gdy na jaw wyjdzie jakaś wada, rzucanie ubrań gdzie popadnie, mlaskanie przy jedzeniu, sprawia że człowiek czuje się wtedy do bólu zawstydzony. W ich przypadku niezręczność miała jeszcze inny wymiar: wiszący w powietrzu temat uczuć i oczekiwań, o którym zgodzili się milcząco nie mówić. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.
Colin z zaskakującą samego siebie chęcią zgodził się wybrać do Londynu, ba, sam nawet zdecydował się na krótki urlop uznając, że przez jeden dzień nic złego się stać nie może i jego książkowe imperium jest bezpieczne. A poza tym podczas tej wizyty w Londynie mógłby w razie czego zajrzeć do księgarni. Postanowił przeprowadzić mały eksperyment przy okazji tej wycieczki; taki, którego celem było poznanie Raven bliżej a przy okazji wzbudzenie w niej jeszcze większego zaufania. Bo to właśnie jego najbardziej teraz potrzebował – nie szukał u dziewczyny miłości, bo ta bywała złudna i zmienna, ale zaufania, które budowało trwałą relację i uzależniało o wiele bardziej.
Dlatego nie tylko bez większego słowa skargi wytrwał męczące godziny zakupów – chociaż nie każdy wybór mu się całkowicie podobał, to musiał przyznać, że gust dziewczyny jest bardzo zbliżony do jego gustu – a teraz jak potulny piesek szedł za nią krok w krok. Brzeg rzeki nie zachęcał do bliższego poznawania tych ponurych rejonów, ale widoczny z daleka wycieczkowy statek był zupełnie czymś innym. W głowie Colina od razu zapaliła się zielona lampka. Jeśli w ramach eksperymentu miał być miły i wręcz do obrzydzenia ociekać swoim urokiem, urabiając dziewczynę w każdej sekundzie spędzonej razem, to romantyczna podróż statkiem, na którym – jak zapewniał ich kapitan, znajdą wszystko – była dokładnie tym, czego w tej chwili potrzebował.
- Przepłyńmy się nim – powiedział, ciągnął dziewczynę za sobą, jakby sama myśl o tym, że mogłaby nagle zaprotestować, wydawała się śmieszna. Statek był doskonałą alternatywą dla bezsensownego włóczenia się po mieście, a dodatkowo dawał gwarancję większej prywatności, niż na zatłoczonych ulicach. Mimo szczytowej pory na pokładzie nie było wielu pasażerów, a ta mała grupka i tak wolała się stłamsić na dziobie, obserwując jak statek pruje przez prawie niewidoczne fale.
Usiadł obok Raven, wyciągając przed siebie nogi i celując czubkami butów w niebo. Pokład górny nie był zadaszony, ale na szczęście pogoda nie wyglądała na taką, która nagle miałaby im spuścić z nieba hektolitry wody. Pod pokładem było zresztą o wiele cieplej, a tutaj chłodne powietrze przyjemnie łaskotało skórę.
- Nigdy, nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem londyńskich atrakcji – przypatrywał się chwilę, jak statek w majestatycznie wolnym tempie mija jedną z dzikich przystani, na której grupka mugolskich nastolatków zorganizowała sobie konkurs skoków do wody. - To chyba jedna z podstawowych cech mieszkańców wielkich miast. Im więcej mamy do obejrzenia i skorzystania, tym mniej udaje się nam obejrzeć i skorzystać. - Potarł brodę, wyczuwając pod palcami przyjemne igiełki zarostu. Znał kobiety, którym przeszkadzała chropowata powierzchnia jego skóry i z takimi żegnał się już na samym początku znajomości, zanim nawet przerodziłaby się w zwykły romans. Nie potrzebował w łóżku kogoś, kto byłby wiecznie niezadowolony z jego wyglądu. Na Raven zdawało się to jednak nie robić większego wrażenia i nawet gdy przy pocałunkach nieco go ponosiło, nigdy nie usłyszał z jej ust słowa skargi czy nakazy, by pozbył się się tego paskudztwa.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   22.08.15 11:24

Podobało jej się to, że w ogóle zgodził się na taki wypad. Byłaby gotowa oczywiście udać się na zakupy sama, ale jednak z nim było ciekawiej, bo mogli przy okazji porozmawiać, no i przekonać się co do swoich gustów i upodobań. Czuła lekkie zakłopotanie tylko wtedy, kiedy ktoś z czarodziejów na nich patrzył. Nie lubiła nigdy być w centrum uwagi otoczenia, więc bała się ewentualnych kontrowersji i spojrzeń. Później jednak w końcu opuścili Pokątną i pojawili się po mugolskiej stronie Londynu, gdzie może i było dosyć tłoczno, ale przynajmniej nie musiała się mierzyć z pełnymi konsternacji spojrzeniami. Choć pewnie i tak było kwestią czasu, kiedy ktoś zauważy, jak daleko zabrnęły już ich relacje.
Szli brzegiem rzeki. To Colin zaproponował podróż statkiem, na co Raven szybko się zgodziła. W końcu nie miała jeszcze okazji do takich przejażdżek, no i miejsce samo w sobie wyglądało dosyć romantycznie. W sam raz na schadzkę osób, które niekoniecznie chciały, by społeczeństwo magiczne wiedziało o ich znajomości.
Teraz siedzieli obok siebie na niewielkiej ławeczce. Raven przekręciła się leciutko, chcąc zobaczyć rzekę i zabudowania na drugim jej brzegu. Mimo że w dzieciństwie była tak stłamszona, miała w sobie pewną ciekawość świata. Delikatny wiatr niosący ze sobą zapach rzeki mierzwił jej włosy. Później jednak znowu zwróciła się w stronę Colina.
Chyba musiała się z nim zgodzić. Nawet, gdy sama mieszkała w Londynie, nie miała nigdy dość odwagi, żeby samotnie zwiedzić go jakoś dokładniej. To nie był znajomy Hogwart, którego w czasie nauki dosyć dobrze poznała chodząc własnymi drogami i unikając towarzystwa. Londyn był o wiele większy, bardziej zawiły, szczególnie mugolski, a Raven nadal wiedziała o mugolach raczej niewiele. Ojciec zawsze przedstawiał ich w złym świetle, zresztą ich posiadłość znajdowała się na odludziu, więc w młodości nawet nie miała okazji zobaczyć żadnego mugola, może nie licząc jakichś ofiar ojca. W Hogwarcie i po jego skończeniu poznała kilku mugolaków, którzy trochę jej opowiedzieli, i to wszystko.
- I tak zaczyna mi się tu podobać – stwierdziła.
Wyciągnęła rękę i przejechała po jego policzku. Rzeczywiście wyczuwała lekki zarost, ale nie przeszkadzało jej to jakoś szczególnie. No i tutaj nie musieli już tak bardzo udawać dystansu, jak to robili na Pokątnej, więc nie czuła takiego zakłopotania, a chciała zwrócić na siebie jego uwagę. Gdy tak siedzieli obok siebie, od razu rzucał się w oczy ich kontrast. Raven młodziutka, drobna i bardziej ożywiona, Colin bardziej dojrzały i zdystansowany.
- Mamy dla siebie cały dzień – zauważyła. - Co będziemy robić? – spytała nagle, przygryzając leciutko wargę i znowu zerkając na brzeg rzeki.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   22.08.15 16:53

Dziwnie się czuł, nie spędzając całego ranka w swoim gabinecie lub nie podróżując między swoimi księgarniami, pilnując przy tym czujnym okiem, by wszystko przebiegało jak należy. Dzień wolnego dłużył mu się niemiłosiernie, ale wbrew wszelkim przypuszczeniom wcale nie czuł się zirytowany wizją spędzenia całego dnia z Raven. Oczywiście same zakupy z racji jego męskiej natury nie należały do najprzyjemniejszych, ale nie widział powodu, by odmawiać sobie przyjemności teraz, gdy już miał do za sobą, a lekki wiatr świstał mu w uszach.
Zdecydowanie był pracoholikiem, ale ostatnie godziny pokazały, że mógł się też bez większego problemu skupić na czymś innym i wcale przy tym panicznie nie tęsknić za swoją pracą. Najchętniej położyłby się teraz na miękkim materacu, zapatrzył w niebo i odpłynął myślami gdzieś daleko, na moment zapominając o tym, kim jest, skąd pochodzi i o całej nienawiści, która powoli sączyła się w jego serce. Był skłonny nawet przygarnąć Raven do siebie i nie puszczać do końca dnia, kompletnie nie zwracając przy tym uwagi na zaciekawione lub zdegustowane spojrzenia mijanych na ulicy czarodziejów. Cóż go obchodziło ich zdanie? I tak miał łatkę szaleńca i ekscentryka.
Wstał i oparł się o barierkę sięgającą mu nieco powyżej pasa. Woda w rzece nie zachęcała swoim kolorem do kąpieli, ani tym bardziej do picia, ale statek przebijający się powoli przez tony jej hektolitrów i tak sprawiał majestatyczne wrażenie. Zupełnie jakby pokonywali groźny ocean, a nie leniwą Tamizę. Wciągnął powietrze, które tutaj, na wodnej przestrzeni, było nieco rzadsze niż w centrum miasta i głęboki oddech sprawił mu o wiele większą przyjemność, niż zaciąganie się miejskim dymem. A może to nie kwestia powietrza, tylko jego płuc, które po latach katowania papierosami powoli odmawiały posłuszeństwa?
- Cóż... płyniemy – zauważył z przekąsem, odpowiadając na jej pytanie. - A potem możemy zahaczyć o jakąś kawiarnię albo lodziarnię, sam nie wiem – wzruszył ramionami, jakby sprawa ich najbliższej przyszłości niewiele go obchodziła. W pewnym sensie faktycznie tak było, bo choć dzięki dobremu nastrojowi nie miał nic przeciwko, by spędzić z Raven resztę dnia, to wymyślanie kolejnych atrakcji było dla niego szalenie nużące. Nie przywykł do tego, by towarzyszyć jakimkolwiek kobietom w zażywaniu londyńskich rozrywek. - Wymusiłaś na mnie wolny dzień i go nie zaplanowałaś? - przekomarzał się z nią, nie odchodząc od barierek, o które oparł się teraz wygodnie, ale jednocześnie zwracając się twarzą w stronę Raven.
Z rozbawieniem wyobraził sobie minę Raven, gdyby zaproponował jej swój plan zabaw... Och, raczej nie byłaby zbyt szczęśliwa i zadowolona z takiego przebiegu wypadków, ale z drugiej strony związana i zakneblowana – oczywiście niemagicznie, cóż za satysfakcję by miał wtedy? - zapewne nie bardzo mogłaby protestować. Miał wiele okazji do tego, by zastanawiać się, jak wyglądałoby ich pierwsze... spotkanie w innych okolicznościach; w ponurej, ciemnej piwnicy pamiętającej rozpaczliwe krzyki torturowanych skazańców. Czy Raven wyczułaby jej atmosferę? Był prawie pewien, że podczas pierwszej takiej sesji nie zrobiłby jej żadnej krzywdy, ale delektował samym strachem i przerażeniem widocznym w jej oczach. Przyjemność należy przecież stopniować, czyż nie?


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   22.08.15 21:58

Raven na ogół była raczej domatorką i nie zależało jej na poszukiwaniu nowych, mocnych wrażeń. Najlepiej czuła się wtedy, gdy mogła cieszyć się spokojem i starannie dobranym, akceptowanym przez siebie towarzystwem. Także to było pozostałością sposobu, w jaki została wychowana. Mimo niechęci do ojca, pewne nawyki i przyzwyczajenia tak bardzo weszły jej w krew, że stały się jej nieodłącznymi cechami. Była ciekawa świata, ale nie miała zacięcia do szukania przygód. Zdecydowanie nie.
Była naprawdę zadowolona z tego dnia. Podróż statkiem miała być swego rodzaju zwieńczeniem wypadu do Londynu.
- Właściwie to... Nie zaplanowałam – przyznała. – Wstyd się przyznać, ale naprawdę słabo znam Londyn, więc... To miała być taka spontaniczna wyprawa.
Raven na ogół nie lubiła postępować bez planu. Świadomość tego, że wiedziała, co robić, zawsze w jakiś sposób dodawała jej otuchy. Ale w przypadku małej znajomości Londynu i równie małej znajomości upodobań Colina, raczej nie miała zbyt wielkiego pola do popisu i musiała po prostu zdać się na bieg wydarzeń i chwilowe zainteresowanie, co chyba nie było taką złą opcją w tym przypadku. No i może czasami przyda się trochę spontaniczności w pełnym rutyny życiu? Póki co wypad był przecież udany i chyba oboje byli zadowoleni.
Wciąż cudownie nieświadoma jego myśli, obejrzała się nieco nerwowo dookoła, ale że nadal nikt na nich nie patrzył, objęła go i ostrożnie usadowiła się na jego kolanach. Niby żeby lepiej widzieć, ale tak naprawdę chciała czuć się jeszcze bliżej niego, tak jakby naprawdę byli parą. Było to jak na nią niezwykle poufałe zachowanie, nawet biorąc pod uwagę fakt, że już kilka razy się całowali, i nie raz obejmowali. Ze strony raczej niezbyt lubiącej bliskość fizyczną Raven to była oznaka sporego zaufania. Na pewno nie zbliżyłaby się tak do kogoś, do kogo nie miałaby sympatii i dużego zaufania, właściwie przed Colinem z nikim nie robiła takich rzeczy, jak z nim, zawsze wszystkich odsuwała na pewien dystans. Mimo trudnych przeżyć tak naprawdę desperacko pragnęła kogoś bliskiego. Nie wiedziała jeszcze, że się zawiedzie, ale skąd miała wiedzieć? Póki co żyła chwilą, cieszyła się z ładnego, wspólnie spędzonego dnia.
- Chyba powinniśmy częściej robić sobie takie wypady – powiedziała cicho, lekko się do niego nachylając i mierzwiąc dłonią jego włosy.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   23.08.15 17:32

Statek pruł leniwie przez wodę z prędkością równą tej, z jaką Colin zwykł się przechadzać po swoim gabinecie, ale ten wolny, nużący rejs wcale go nie irytował. Z pewnością był obliczony na mugolskich turystów, którzy korzystali z okazji i z perspektywy rzeki przyglądali się mijanym budynkom. Zresztą te wydane funty powinny być warte swojej ceny. On sam był jednym z czarodziei, którzy nie bali się wziąć do ręki mugolskich pieniędzy i nie patrzyli na nie z obrzydzeniem. Uważał wręcz za głupotę pojawianie się w niemagicznym Londynie bez grosza przy duszy i z sakiewką wypełnioną jedynie magicznymi galeonami. Mugole żyjący bez magii wykazywali się niesamowitą wyobraźnią, wymyślając coraz to nowe rzeczy, które zastępowały im zaklęcia. A niektóre osiągnięcia niemagicznych robiły wrażenie nawet na czarodziejach, którzy choć co prawda nie ulegali modzie na mugoli, ale musieli spojrzeć wtedy na nich z większym szacunkiem.
- Więc pozwólmy jej być spontaniczną. Wyjdziemy na brzeg i pójdziemy tam, gdzie powiedzie nas przeczucie. Może uda się nam znaleźć jakiś ciekawy zakątek. Gdy byłem mały, chciałem kiedyś iść na mecz mugolskiej piłki nożnej – zawahał się chwilę, jakby dzielenie się wspomnieniami ze swojego dzieciństwa było czymś, co sprawiało mu pewien kłopot. Albo jakby nie chciał za bardzo odrywać przed dziewczyną. - Teraz są wakacje i ich liga się skończyła, ale może innym razem – wzruszenie ramionami mogło jednocześnie oznaczać, że bardzo chętnie nadal się by wybrał na taki mecz, ale równie dobrze mogło być znakiem, że i tak nie wierzył, że kiedykolwiek do tego dojdzie, skoro minęło już kilkanaście lat, a on mimo częstego pobytu w mieście nie skorzystał z okazji.
Gdy usiadła mu na kolanach nie zareagował od razu; nie spodziewał się z jej strony takiego gestu i z początku był nieco zdziwiony jej nagłą odwagą. Rzadko sobie pozwalała na taką bliskość, nawet w domowych warunkach, gdy nie byli wystawieni na widok publiczny. Nie zamierzał jednak protestować, w końcu wszystko przebiegało zgodnie z jego planem, a on bardziej niż chętnie pobawiłby się teraz z grzecznego i zakochanego mężczyznę, który swoją ukochaną nosiłby na rękach. Objął ją, a wolną dłonią odgarnął włosy z czoła, uśmiechając się przy tym. Dłoń zsunęła się na jej ramię i tam już zatrzymała, gdy zaczął mówić.
- Gdy skończą się wakacje będziemy mieć więcej czasu dla siebie – obiecał, ignorując barierkę, która wbijała mu się w plecy – i będziemy mogli wybierać się na takie wycieczki o wiele częściej. Pojedziemy do Kornwalii i na plażę w Norfolk, a potem wybierzemy się na kontynent do Francji. Muszę wybadać tamtejszy księgarski rynek – roztaczał przed nią wizję wspólnych podróży i wypraw, wspólnie spędzonego czasu w beztrosce, doskonale wiedząc, że większość z tych zamiarów, jeśli nie wszystkie, nigdy nie zostanie spełniona. Mógł się bawić w miłego chłopaka, ale na dłuższą metę było to dla niego nużące. Chciał jak najszybciej okręcić sobie Raven wokół palca i ją od siebie uzależnić – jeśli zagraniczne wyprawy miałyby mu w tym pomóc, mógł się trochę przemęczyć, ale o wiele bardziej wolałby osiągnąć wszystko bez konieczności organizowania dalekich podróży.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   23.08.15 20:13

Może dzięki temu, że otaczali ich sami mugole, w dodatku niezbyt zainteresowani ich poczynaniami i wolący podziwiać widoki, było jej łatwiej. Mugole jej nie znali, nie wiedzieli nawet o istnieniu kogoś takiego, jak Raven Baudelaire. Nie musiała więc przejmować się nimi tak mocno, jak czarodziejami na Pokątnej, którzy mierzyli ich oceniającymi, często krytycznymi spojrzeniami. Mogła sobie być córką ważniaka z ministerstwa, ale mieszkanie z mężczyzną bez ślubu z pewnością budziło kontrowersje. Choć możliwe, że ta wiedza nie była jeszcze powszechnie znana, i chyba lepiej, żeby tak zostało. Swoją drogą, ta anonimowość była bardzo dobrą częścią pojawiania się w świecie mugoli. Podobało jej się to uczucie.
Po latach osamotnienia chciała nie być sama. Cieszyła się więc z bliskości Colina, czując go tuż przy sobie. Choć początkowo usadowiła się na jego kolanach raczej niepewnie, lękliwie, jakby była gotowa natychmiast się zerwać, gdyby to mu się nie spodobało, pozwoliła mu się objąć i przycisnąć bliżej siebie.
- Pójdę z tobą, gdziekolwiek będziesz chciał – powiedziała cicho, z pewną ostrożnością w głosie. – Mamy cały dzień dla siebie. I tak nie mam zbyt wiele życia poza pracą dla ciebie.
Mimowolnie się zastanowiła, co sama chciała robić, gdy była mała. Wówczas jej życie nie wykraczało poza mury posiadłości ojca. Opuszczała je tylko będąc zabierana na jakieś towarzyskie spotkania. Pierwszy raz na dłużej wyrwała się stamtąd, idąc do Hogwartu. Od swojego życia uciekała raczej w świat książek, rzecz jasna uprzednio starannie zaaprobowanych przez ojca. Czy miała jakieś marzenia z dzieciństwa, związane z zobaczeniem czegoś? Chyba nie. Dopiero, kiedy dowiedziała się o swojej mugolskiej matce, zaczęła nieco bardziej interesować się światem pozamagicznym.
Gdy znowu się odezwał, spojrzała na niego. Wciąż siedziała na jego kolanach z nogami po jednej stronie, plecami do mugoli, lekko do niego przytulona.
- Naprawdę? – zapytała. – Naprawdę mógłbyś sobie pozwolić na urlopy i wyjazdy ze mną?
W ustach takiego pracoholika jak Colin brzmiało to niemal niewiarygodnie.
- Byłoby cudownie – powiedziała, zanim zdążył odpowiedzieć. – Nigdy nie myślałam, że kiedyś zobaczę coś więcej niż posiadłość ojca i dom ewentualnego męża, za którego pewnie by mnie wydał, gdybym nie odeszła. To byłoby... naprawdę wspaniałe. I byłbyś gotów to dla mnie zrobić?
Przekrzywiła głowę leciutko na bok, świdrując go intensywnym spojrzeniem niebieskich oczu. Nie było to już zaszczute, chmurne spojrzenie, jakim cechowała się przed uwolnieniem się od ojca. Obecna Raven była pełna nadziei, że może wreszcie będzie miała bardziej normalne, szczęśliwe życie.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   24.08.15 18:53

Przez głowę przemknęła mu niesforna myśl, że dzisiejszy wypad wcale nie jest taki zły, a czas nie został zupełnie zmarnowany. Co prawda spędzenie go wśród książek i ton papierów również nie wydawało mu się złą opcją, ale raz na jakiś czas takie zróżnicowanie mogło mu się przydać. Nie mógł wiecznie tkwić w ciemnym gabinecie, wychodząc na posiłki i by sprawdzić, czy Raven wciąż z nim mieszka, czy też nie spakowała swoich rzeczy i nie postanowiła się wynieść. Właściwie nie obawiał się tej drugiej opcji, ale miałby większą pewność... zdusił w sobie to nieprzyjemne uczucie, które go teraz naszło. Doskonale znał kobiecą psychikę i doskonale wiedział, jak działały na nie miłosne wyznania. Mógłby jej powiedzieć w każdej chwili to magiczne słowo na   K, nie robiąc przy tym zniesmaczonej miny, ale do tej pory dzielnie się wstrzymywał.
Wyznanie wyznaniem, ale uczynione zbyt wcześnie mogło narobić więcej szkód niż pożytku. Mimo że znali się już tyle czasu, dał się poznać dziewczynie raczej jako tajemniczy i niechętnie mówiący o sobie typ człowieka, a nie rzucający miłosnymi wyznaniami już na pierwszej randce. Ale teraz? Zaczynało im się układać, a przynajmniej z zewnątrz można było wysnuć taki wniosek, dlaczego więc nie zaryzykować? Dlaczego nie postawić wszystkiego na jedną kartę, licząc na to, że los się do niego uśmiechnie i jedno zwykłe słowo, a właściwie dwa niezwykłe słowa sprawią, że będzie miał Raven w garści?
- Zabiorę cię gdzie tylko zechcesz – oparł głowę o jej ramię, mocniej zaciskając dłonie na jej ciele. Nie mógł jej pozwolić zwątpić w to, że należała już tylko do niego i nikt, żadne cienie z przeszłości, żadna brutalność ojca nie mogła mu jej zabrać. Jej przeszłość niewiele go obchodziła, chyba że dotyczyła tych najbardziej mrocznych kwestii; tych, które miały decydujący wpływ na to, jak ukształtowało się jej życie. Nie mógł się doczekać spotkania z jej ojcem – za jej zgodą i wiedzą lub bez – chociaż przeczuwał, że mogło z tego wyniknąć spore zamieszanie. Gdyby znał myśli dziewczyny przyznałby jej w części rację. Z Colinem mogła się czuć bezpieczna, bo odkąd upatrzył ją sobie jako swoją... ofiarę, był gotów zrobić wszystko, by chronić ją przed gniewem i krzywdą innych, tylko dlatego, że sam sobie rościł do tego wyłączne prawo.
- Raven – szepnął, unosząc nieco głowę i patrząc na nią uważnie, jakby w jej kolorowych tęczówkach chciał teraz znaleźć potwierdzenie tego, na co liczył, zagrywając swoją atutową kartą. Ścisnął mocno jej dłoń, jakby chciał jej okazać swoje wzburzenie, a może nawet nieśmiałość, lecz w rzeczywistości był to ruch doskonale wystudiowany i przećwiczony. - Myślę, że się w tobie zakochuję – i już, po wszystkim. Nie żadne mocne „kocham cię, bądźmy ze sobą na zawsze”. Nie żadne obietnice wiecznej miłości, na które łapały się głupie i nieopierzone młódki. Wyznanie miłości, lecz obarczone pewnym małym „ale”, bo przecież nie powiedział, że kocha ją na pewno, ale tylko myśli, że się w niej zakochuje. Odważny i ryzykowny krok, ale nie mógł sobie darować tego zagrania właśnie teraz, gdy atmosfera robiła się coraz bardziej kameralna i osobista. To wyznanie było jak wabik: chodź do mnie, jestem twój, ale musisz zrobić pierwszy krok. Tylko od Raven zależało teraz, czy da się ponieść swojej uczuciowej niepewności, czy przyjmie jego słowa z kiełkującą nadzieją na wspólną przyszłość.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   24.08.15 23:29

Raven sama nie wiedziała, jak zareagowałaby, gdyby wyznał jej swoje uczucia tak otwarcie, prosto z mostu. W końcu nigdy nie była w związku, nie zbliżyła się do nikogo w taki sposób, nie szeptała nikomu czułych wyznań, ani nikt nie rzucał nimi w jej stronę. Był to dla niej zupełnie nowy, nieznany grunt. Niewątpliwie zdziwiłaby się, gdyby Colin, zawsze powściągliwy i nie lubiący mówić o uczuciach, tak po prostu powiedział, że ją kocha i chce z nią być. Kiedyś go o to pytała i szybko ją zbył, więc przestała o tym myśleć. Sama też nie była raczej typem romantyczki, mówienie o uczuciach nie przychodziło jej zbyt łatwo, choćby z tego względu, że była wychowywana oschle, dorastała, nie słysząc od rodziców, że ją kochają, że jest dla nich ważna. Ojciec może i na swój pokręcony sposób wmawiał jej, że pragnie jej dobra, ale ich relacje nigdy nie były zdrowe.
Nie spodziewała się więc zbyt wiele. Może tylko krótkiego objęcia, paru zapewnień, że zabierze ją w jakieś fajne miejsce i spędzą razem czas. Na nic więcej nie liczyła w tej chwili, choć w głębi duszy chciała, żeby Colin określił, czy w ogóle myśli o niej jako o kimś, z kim chciałby być, a nie tylko dzielić mieszkanie i pracę.
- Byłoby cudownie – powiedziała. – Wybierzmy jakieś ładne miejsce i udajmy się tam jeszcze w tym miesiącu.
Tuliła się do niego. Dla niej to już było bardzo dużo, wciąż nie dowierzała w swoją śmiałość. Czyżby to Colin miał na nią tak dobry wpływ, że stała się wobec niego bardziej śmiała i ufna i zrobiła coś tak odważnego, jak usadowienie się na jego kolanach i wtulenie się w jego ciepłą sylwetkę mimo mugoli stojących paręnaście metrów dalej? Gdy usłyszała swoje imię, leciutko uniosła jedną brew, a w jej oczach pojawiło się wyczekiwanie i ciekawość.
Jego kolejne słowa zaskoczyły ją na tyle, że przez chwilę nie potrafiła wydusić ani słowa.
- Naprawdę? – spytała cichutko, ostrożnie przesuwając dłoń na jego policzek. Jego wyznanie nie było ckliwe ani przesadnie romantyczne, raczej konkretne, rzeczowe, całkowicie w stylu praktycznego i raczej oschłego Colina. Dlatego uwierzyła w nie dużo łatwiej, niż w rzewne deklaracje miłości, czy nagłą propozycję oświadczyn, których przecież kiedyś tak zdecydowanie odmówił, wymawiając się własną niepewnością co do gotowości na taki krok.
- Wiesz... Ja w tobie chyba też.
Powiedzenie tego nie przyszło jej łatwo, choć przecież od dłuższego czasu wiedziała, że Fawley nie był jej obojętny. Nawet nie potrafiła spojrzeć mu prosto w oczy, i choć wcześniej na niego patrzyła, teraz umknęła gdzieś w bok, pesząc się. Takie deklaracje nie były u niej czymś naturalnym. Jeśli już okazywała jakieś uczucia, to raczej drobnymi, nieśmiałymi gestami, choć i one zawsze budziły w niej pewną konsternację. Z reguły była osobą myślącą nad swoimi ruchami. Śmiałość nie była jej najmocniejszą stroną, ale przy Colinie zaczynała się zmieniać.
Lekko, powoli się do niego przysunęła, znowu się w niego wtulając, tak zaskakująco ufnie i ciepło. Nie zapytała, co teraz. obcowanie z nim nauczyło ją, że to jest temat problematyczny dla nich obojga. Liczyła jednak na pozytywne zakończenie, w którym byłaby bezpieczna i szczęśliwa.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   25.08.15 19:41

Chwilowa niepewność, niechciana i niepożądana, ale przecież całkowicie naturalna, nawet gdy wyznanie nie było w pełni szczerze, a właściwie to nie było szczere nawet w jednym calu, która opanowała go chwilę po wypowiedzeniu tych słów, na szczęście szybko znikła. Rozwiana nie tylko zapewnieniem Raven, że ona czuje to samo, ale przede wszystkim pewnością siebie, którą przez ostatnie lata Colin skrupulatnie ćwiczył. Bez niej byłby w magicznym świecie nikim, a może nawet ci bardziej odważni zaczęliby nim wręcz pogardzać, widząc w nim co prawda szlachcica, ale wychowanego poza rodem i całkowicie się od niego separującym. Niektórzy pewnie by się dziwili, czemu nie został jeszcze wyklęty, ale mimo swoich wad (a przynajmniej tych widzianych oczami Fawley'ów) nie zrobił jeszcze nic, co zasługiwałoby na wyklęcie.
Teraz, gdy dłoń Raven dotykała jego policzka, a ona sama wtulała się w niego ufnie, czuł, że bez problemu mógłby dalej kontynuować całą szopkę; sączyć jej do ucha słodkie słówka, zapewniać o swoich uczuciach, które z dnia na dzień stawały się coraz klarowniejsze. Może nawet odrobinę by zaryzykował i podzielił się z nią też swoimi pragnieniami i marzeniami; swoimi oczekiwaniami i szalonymi wyobrażeniami ich wspólnego życia, w którym nie byłoby miejsca na strach, kłamstwa i niebezpieczeństwo. Mógłby ją teraz mocno przytulić i wyszeptać najbardziej mdłe, do obrzydzenia słodkie słowa o miłości, roztoczyć przed nią wizję przyszłości, gromadki dzieci a potem wnuków zgromadzonych przed kominkiem. Mógłby jej obiecać, że nigdy, przenigdy jej nie skrzywdzi i że jego miłość będzie równie trwała jak jej i tylko śmierć byłaby w stanie ich rozdzielić – a nawet wtedy byłby pewien, że jedno bez drugiego nie mogłoby żyć samotnie.
Zamiast tego jego czujne oczy omiotły najbliższą okolicę, ale nie zauważywszy nic podejrzanego, a już na pewno nie jakichś wścibskich mugolaków zainteresowanych tym, co ich dwójka robiła w swojej części statku, Colin uśmiechnął się zadowolony. Dłoń z ramienia przesunęła się na biodro, płynnym ruchem zjechała niżej, ledwie muskając materiał ubrania i zatrzymała się na udzie, podczas gdy on sam w tym czasie po raz milionowy chyba w ostatni dniach zaczął ją całować, zupełnie ignorując wiejący coraz mocniej wiatr. Z dalszego oddawania się przyjemności wyrwał go dopiero zwiększający się ruch na pokładzie i pokrzykiwania członków załogi. Wyglądało na to, że rejs powoli dobiegał końca, a statek za chwilę miał przybić do przystani. Rzucił Raven przepraszające spojrzenie, jakby takie gwałtowne przerwanie pocałunku było wyłącznie jego winą. Nie wstał jednak z ławki, delektując się ostatnimi chwilami spędzonymi na pokładzie. Rozważał nawet rzucenie zaklęcia na kapitana, by zafundował im prywatną przejażdżkę, ale było to jednak zbyt niebezpieczne; za dużo świadków i za duże ryzyko odkrycia.
- Porozmawiamy o tym w domu – w połowie stwierdził, a w połowie obiecał, wpatrując się w nią z uśmiechem na ustach. Nie musiał teraz udawać szczęścia i radości, bo choć przyznawał to z pewną niechęcią, właśnie tak się teraz czuł. Nie wiedział, czy spowodowane było to jej towarzystwem, czy samym pocałunkiem, a może po prostu końcem rejsu, który był dla niego tylko kolejnym krokiem do uwiedzenia dziewczyny i przyczepienia jej sznurków jak marionetce, ale fakt pozostawał faktem. - Albo możemy popłynąć jeszcze raz, zejść pod pokład i tam kontynuować z dala od mugolskich turystów. Mają tu chyba jakieś wolne kajuty – wymruczał, łapiąc między palce kosmyk jej włosów i zawijając je sobie wokół nich. Zdawał sobie sprawę z tego, że obiecał jej spędzenie razem dnia, ale oboje przyznali, że nie mieli żadnych konkretnych planów. Migoczący po drugiej stronie rzeki Big Ben był jedyną znaną mu tu atrakcją, ale nie był pewien, czy Raven chciałaby oglądać mugolskie zabytki. On bynajmniej nie miał na to ochoty.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   26.08.15 0:40

Prawie nie zauważyła, kiedy minęła im reszta podróży. Już nawet prawie nie patrzyła na rzekę ani przesuwające się za nią budynki, które wydawały się jakby bardziej odległe, mniej ważne. Czuła za to dotyk dłoni Colina na swoim ciele, wyraźnie wyczuwalny mimo ubrań. Zamiast szat, miała dzisiaj na sobie cienki, błękitny sweter i ciemną spódnicę za kolana, neutralny ubiór nie budzący wielkich kontrowersji ani w świecie mugoli, ani magicznym. Nawet mimo gorąca starała się zakrywać jak najwięcej ciała, bojąc się, że zaklęcia maskujące mogłyby akurat przestać działać i Colin lub ktoś inny zobaczyłby blizny szpecące jej skórę. Ale że była wyjątkowo wyczulona na dotyk, i tak wszystko wyraźnie czuła, i o dziwo nie wzdrygała się tak, jak kiedyś, nawet gdy jego dłoń zacisnęła się na jej udzie. Bardziej była pochłonięta jego kolejnym pocałunkiem, nawet nie zważając na to, że zaczęło mocniej wiać, a niebo robiło się coraz bardziej szare.
Ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Statek niedługo później znowu dobił do przystani, a mugole zaczęli wysiadać. Raven nawet stąd słyszała ich podekscytowane głosy. Spojrzała na Colina.
- Tak... Możemy porozmawiać – wymamrotała. – I to też możemy, jeśli tylko chcesz. W końcu będziemy mieć jeszcze dużo okazji do zwiedzania miasta, prawda?
Ścisnęła lekko jego rękę, całkowicie w to wierząc. Bo przecież dlaczego mieliby tego nie zrobić, skoro Colin obiecał jej tyle wspólnych wyjazdów?
- Tylko następnym razem musimy lepiej zaplanować, co i jak. W jakimś sklepie z używanymi gratami na Pokątnej widziałam książkę o magicznych i mugolskich atrakcjach Londynu i okolic – podsunęła.
Wahała się leciutko, bo jednak trochę korciło ją to wspólne zwiedzanie mimo kompletnego braku planu, ale ostatecznie jej dylemat rozwiązał deszcz, który właśnie zaczął padać. Colin nie lubił czarów, więc nie była pewna, jak się zapatrywał na zaklęcia chroniące przed deszczem, no i trochę trudno byłoby je nałożyć, przebywając wśród mugoli.
- Więc zostajemy jeszcze? – spytała po chwili, delikatnie kładąc mu dłonie na ramionach i niezdarnie odwracając się do niego bardziej przodem, poruszając nieco głową, by odgarnąć z twarzy włosy nawiane przez wiatr.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   26.08.15 19:02

Pokład zupełnie opustoszał; turyści wylali się na brzeg w formie kolorowej plamy, rozmawiając między sobą w różnych językach, co do tej pory mu zupełnie umknęło, zbyt był zaabsorbowany obecnością Raven i tą delikatną nicią jedności, która zaczęła ich łączyć. Fałszywą, plecioną misternie jego czczymi obietnicami, ale mimo to istniejącą, spajającą ich ze sobą jak prawdziwą parę, a nie dwoje przygodnych znajomych. Bawił się jej włosami, obserwując jak na nadbrzeżu ludzie wyciągali parasolki, gdy grube krople deszczu spadały z nieba, burząc dotychczasowy porządek. Z chęcią zostałby tutaj, na pokładzie i nigdzie się nie ruszał, czerpiąc satysfakcję z samego faktu, że Raven była obok, że mu zaufała i powoli się przed nim otwierała, ale pogarszająca się pogoda nie szczędziła im dzisiaj psikusów.
- Będziemy mieć mnóstwo okazji, ale teraz musimy się schować, jeśli nie chcemy wyglądać za chwilę jak zmokłe kury – roześmiał się, zsuwając ją ze swoich kolan. Rozejrzał się za kapitanem albo jakimś członkiem załogi i jeden z nich mignął mu przy barierce, gdy wciągał z powrotem trap. - Załatwię nam podróż powrotną, poczekaj chwilę – pocałował ją jeszcze raz, tym razem lekko i przelotnie, ledwie muskając jej usta i zbiegł na dół. Chwilę później dzierżył w dłoni klucz do jednej z kajut, machając na Raven ręką, by zeszła do niego, a gdy dziewczyna znalazła się tuż obok, pomachał srebrnym kluczykiem i uśmiechnął się z triumfem. Codzienna ponurość i powaga zniknęły z jego twarzy i wydawał się teraz zupełnie nowym człowiekiem. Nawet coraz mocniej padający deszcz nie psuł mu humoru. Złapał Raven za rękę i wciągnął pod zadaszenie, pod którym znajdowało się wejście na pokład zerowy i do wnętrza statki.
- Mają teraz dwugodzinną przerwę, a potem płyną z powrotem. Kapitan zaproponował nam wspólny posiłek, oczywiście nie za darmo – przewrócił oczami – ale wymówiłem się, że jedliśmy przed wejściem na statek. Możemy od razu zejść do kajuty, chyba że jednak jesteś głodna – spojrzał na nią czujnie, może nawet oczekując, że Raven pierwsza rzuci się do mesy, gdzie czekał parujący posiłek. On sam co prawda nie odczuwał wielkiego głodu, a nawet jeśli wcześniej myślał o jedzeniu, to możliwość spędzenia z dziewczyną kilku chwil sam na sam, z dala od codziennego otoczenia ich domu i księgarni, skutecznie wyeliminowała jakiekolwiek jedzeniowe zapędy.
Kapitan zapewniał, że kajuta gwarantuje dyskrecję, a on sam wymógł na nim dodatkową obietnicę, że nikt im nie będzie przeszkadzał. Nie było teraz nic gorszego niż jakiś nawiedzony marynarz pukający do drzwi, gdy zapewne będą dalej kontynuować temat tych swoich niemrawych wyznań. To nie tylko wybiłoby go ze stanu doskonałej gry aktorskiej, ale i sfrustrowało do tego stopnia, że mógłby się nieopacznie wyżyć na Raven, a to póki co nie wchodziło w grę. Z drugiej strony jedno skutecznie rzucone Obliviate załatwiłoby sprawę, ale pozostawał mały szkopuł: nie miał różdżki, a wykorzystanie przeciw dziewczynie jej własnej było cokolwiek ryzykowne. Przede wszystkim dlatego, że różdżka go nie znała i mogła być zupełnie nieposłuszna; nie chciał się też ośmieszać przed Raven nieudanymi zaklęciami, no i wolałby uniknąć pytań w stylu „chciałeś na mnie rzucić zaklęcie zapomnienia?”.


Powrót do góry Go down
Raven Baudelaire
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t935-raven-baudelaire
brak
20
Półkrwi
Panna
...
5
6
5
1
4
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   27.08.15 13:44

Jako, że przez całe życie, prócz może kilku znajomych w Hogwarcie, z którymi po szkole i tak miała raczej mały kontakt, wiele dla niej znaczyła ta bliskość, jaka tworzyła się między nią a Colinem. Nic więc dziwnego, że tak bardzo nie chciała widzieć w nim fałszu i złych intencji. Komuś w końcu musiała zacząć bardziej ufać, bo ile miała jeszcze wytrzymać takiej samotności? Długotrwała samotność wbrew pozorom też potrafiła być uciążliwa, nawet dla osoby niezbyt towarzyskiej, jaką była Raven.
Deszcz padał coraz mocniej, mocząc włosy i ubrania dziewczyny. Wstała z jego kolan, ruszając w stronę zadaszenia.
- Masz rację, to jest dobry pomysł – powiedziała gdy mężczyzna zaproponował podróż powrotną. – W taki dzień jak ten nie ma sensu błądzić po mieście.
Patrzyła, jak na chwilę znika, by po chwili wrócić z kluczem.
- Nie jestem głodna – powiedziała. Chciała spędzić ten czas tylko z Colinem, zresztą naprawdę nie była głodna, bo zdążyła zjeść w domu. – Chodźmy do pokoju. Tam przynajmniej nie zmokniemy.
Zeszli więc pod pokład. Raven myślała tylko o perspektywie spędzenia czasu sam na sam z Colinem, bez kręcących się w pobliżu mugoli i coraz bardziej irytującego deszczu. Pokoik był niewielki, ale wystarczający dla ich dwójki. Właściwie to nawet jej się tutaj podobało. Zawsze jakieś urozmaicenie monotonnej codzienności.
- Całkiem ładnie, chyba możemy trochę tu zostać. A ty co o tym myślisz?
Rozejrzała się po otoczeniu, po czym przysiadła na brzegu łóżka, obserwując mężczyznę, gdy ten krążył po pomieszczeniu, najwyraźniej intensywnie o czymś myśląc. Także ona zaczęła się zastanawiać, co jeszcze usłyszy, co takiego jeszcze powie jej Colin korzystając z tego, że byli sami? Naprawdę była ciekawa, czy rzeczywiście coś do niej czuł. Trochę się bała, że to mogłoby być zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Kolejny rezultat życia, jakie do tej pory wiodła; zawsze miała pewne opory przed uwierzeniem, że jakiś przyjemny scenariusz może się spełnić, choć przy Colinie, o dziwo, było jej łatwiej, bo przy nim po raz pierwszy nie musiała czuć się tak osaczona i zaszczuta, jak miało to miejsce w czasach zależności od ojca.
Parę razy otworzyła usta, jakby chciała coś do niego powiedzieć, ale ostatecznie umilkła, postanawiając zaczekać na jego słowa. Sama też nie lubiła i nie umiała mówić o uczuciach, zwłaszcza sama z siebie. Siedziała więc z dłońmi splecionymi na kolanach, obserwując go uważnie, z wyraźnym wyczekiwaniem.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Statek turystyczny   28.08.15 19:10

Wnętrze kajuty niewiele go interesowało, chociaż nie mógł nie zwrócić uwagi na jej ogólne umeblowanie. W chwili obecnej jednak – chociaż sam ledwo się do przyznawał w swojej świadomości – był zbyt poruszony, by zastanawiać się nad ustawieniem łóżek, stolika czy jakichś kiczowatych ozdób, którymi zwykle wypełnione były pokoje noclegowe. Zamknął drzwi, odwracając się na moment tyłem do Raven i przez tą cudowną sekundę zbierał swoje myśli i układał w nich kolejne słowa, którymi mógłby ją jeszcze bardziej omamić. Czuł się na wygranej pozycji, z dnia na dzień powoli zacieśniając wokół dziewczyny złudne poczucie miłości, ale nie chciał niczego oddawać losowi, a już na pewno nie tak ważnej sprawy.  Odwrócił się, przywołując na twarz z powrotem uroczy uśmiech.
- Oczywiście, że tu zostaniemy. Przy takiej pogodzie moglibyśmy złapać jakieś paskudne przeziębienie – wzruszył ramionami, podchodząc do łóżka i siadając obok niej. Zwinął kołdrę na bok, robiąc z niej wielki rulon, który zatrzymał się przy ciele Raven. Zrzucił buty i położył się na odkrytym miejscu, jakby była to najbardziej naturalna rzecz na świecie i ziewnął przeciągle wcale nie starając się tego ukryć. Nie był miłośnikiem popołudniowych, poobiednich czy przedkolacyjnych drzemek, ale najwyraźniej cały dzień na nogach, w tym pół dnia w sklepach sprawiło, że poczuł się wyjątkowo zmęczony. Przewrócił się na bok i podparł na łokciu, wpatrując się przez chwilę w milczeniu w Raven. - Jeśli to, co do siebie czujemy, faktycznie jest poważnym uczuciem, to musimy przestać mieć przed sobą tajemnice – zaczął, spoglądając jej w oczy i starając się, by w jego głosie nie brzęczała żadna nudna chorobliwej ciekawości. - Przede wszystkim musisz mi opowiedzieć o swoim ojcu, nie chcę błądzić po jego temacie jak po jakimś bagnie, gdzie jedno złe słowo sprawia, że zamykasz się w sobie i chodzisz przez resztę dnia ponura.
Sięgnął dłonią i powoli przesunął palcami po jej ramieniu, gładząc ostrożnie napięte mięśnie. Niezależnie od tego, jakie miał plany w stosunku do Raven, osoba jej ojca była równie ciekawa; Colin chciał się dowiedzieć, jakim cudem nieszlachcicowi udało się zdobyć rękę panny Fawley i co sprawiło, że Raven tak panicznie boi się samej wzmianki o swoim ojcu. Uwielbiał rodzinne tajemnice, a te, które skrywały w sobie pewien mrok i niepewność budziły w nim niezdrową fascynację. Mógł wykorzystać zdobytą wiedzę do kontroli nad dziewczyną; mógł bawić się jej strachem i niepewnością, jaką czuła wobec ojca; mógł drwiąco przerzucać z jednej ręki do drugiej jej los i bezpieczeństwo, które jej zapewniał. Ale do tego musiał wiedzieć, na czym stoi. Musiał wiedzieć, jak budować kolejną sieć oplatająca umysł dziewczyny. Przesunął się pod ścianę, robiąc Raven więcej miejsca, jakby się spodziewał, że zaraz położy się tuż koło niego.
- Nie mogę dłużej tkwić w tej niepewności – kontynuował, zbierając od nowa myśli – wiedząc, że jego cień krąży za tobą jak jakieś niechciane widmo. Chcę ci pomóc, ale muszę wiedzieć, przed czym uciekasz – westchnął, nie spuszczając z niej wzroku.


Powrót do góry Go down
 

Statek turystyczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Zniszczony Statek Widmo.
» 'Milano' - statek Guardians of the Galaxy
» Port turystyczny
» Statek Zorgów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18