Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Główna ulica
AutorWiadomość
Główna ulica [odnośnik]04.04.15 17:24
First topic message reminder :

Główna ulica

Główna ulica znajdująca się w sercu Hogsmeade, magicznej wioski zamieszkanej całkowicie przez czarodziejów i czarownice. Wzdłuż ulicy ciągną się kamienice, puby, kawiarnie i sklepy - Miodowe Królestwo, Pub pod Trzema Miotłami, Gospoda Pod Świńskim Łbem, sklep Derwisza i Bangesa, Sowia Poczta, sklep Scrivenshafta czy McBloom & McMuck. Od niej odchodzą mniejsze uliczki, które - wijąc się jak węże - prowadzą m.in. na stację kolejową, na cmentarz, i do Hogwartu.
Od czasów wojennej zawieruchy Hogsmeade stało jakby mniej wesołe, mniej kolorowe; nocą ulice świeca pustkami. Pomimo wynegocjowanego z Grindelwaldem pokoju czarodzieje czują, że coś wisi w powietrzu. Nikt jednak nie potrafi powiedzieć, co.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Główna ulica [odnośnik]29.12.15 18:44
Lyra przechodziła przez podobny etap ponad rok temu. Podczas długich nocy w Mungu i bezpośrednio po wyjściu dużo rozmyślała o konsekwencjach wypadku, własnych straconych nadziejach i konieczności zmiany planów życiowych. Jednocześnie towarzyszyła jej świadomość, że miała wiele szczęścia w nieszczęściu, że przeżyła i że w końcu wypuszczono ją do domu, i pozwolono, choć niechętnie i z mnóstwem przeciwwskazań, kontynuować naukę. I tak często dopadało ją zwątpienie i pustka, obawa przed staniem się bezużyteczną.
A potem zaczęła coraz bardziej uciekać w cudowny, kolorowy świat malarstwa. W tej pasji nie przeszkadzała jej słabowitość i mizerność. Właśnie to przyniosło jej największe ukojenie i przywróciło dawną radość życia, a także dało nowe siły do walki o powrót do zdrowia. Eilis również przydałoby się coś, co na nowo przywróciłoby jej zapał i chęci do zmierzenia się z problemem. Lyra nie wątpiła, że jej przyjaciółka miała w sobie dość iskry, żeby pokonać obecny stan.
Słysząc pytanie koleżanki, po chwili namysłu postanowiła jednak wspomnieć jej o propozycji, jaką niedawno otrzymała.
- Kilka dni temu napisał do mnie asystent lady Avery, niejaki Diggory – powiedziała, a w jej oczach pojawił się nieznaczny błysk. – To oczywiście nic pewnego... Mam jednak nadzieję, że moje prace przypadną im do gustu na tyle, że spojrzą na mnie przychylnym okiem. To byłaby dla mnie ogromna szansa! – Lyra ożywiła się, jednak w środku wciąż dręczyły ją obawy, że okaże się niedostatecznie dobra i usłyszy odmowną odpowiedź. – A ty, co o tym myślisz? Uważasz, że pójście na to spotkanie to dobry pomysł? Nie skompromituję się?
Sztuka znaczyła dla niej tak wiele, mimo że nie była już tylko ucieczką od złych myśli, jak na samym początku. Nie potrafiłaby i nie chciała rezygnować z niej nawet dla narzeczonego. Zresztą wątpiła, by tego zażądał.
- Jeszcze nie – odpowiedziała, wyginając usta w lekką podkówkę. – Podejrzewam, że mama mi coś uszyje.
Na policzki znowu wpełznął rumieniec, jak zwykle, kiedy musiała przyznawać się komuś do swojej biedy, tego, że raczej nie będzie mogła pozwolić sobie na suknię z prawdziwego zdarzenia. Wątpliwe, by Weasleyowie chcieli się wykosztować na takie zbytki. Nie wiedziała nawet, jak będzie wyglądać samo wesele i kiedy się ono odbędzie, a nie miała śmiałości zadawać Glaucusowi takich pytań.
- Wiesz, że uwielbiam słodycze i nie potrafię ich sobie odmawiać – powiedziała, słysząc jej śmiech; sprawiło jej dużą przyjemność patrzenie, że Eilis się śmieje i ożywia w jej obecności. – I tak lubię twoje ciasta. Brakuje mi ich. Garrettowi też, jestem tego pewna. On też zawsze lubił, jak dla nas piekłaś.
Lyra liczyła, że komplementy nieco zmiękczą pannę Sykes i wprawią ją w lepszy nastrój. Piła czekoladę i wdychała unoszącą się wokół woń słodyczy. Ciepły, słodki napój rozgrzewał zmarznięte gardło i miał dobroczynny wpływ na jej nastrój. Zresztą, Lyra nie potrzebowała dużo, żeby się ożywić i rozweselić.
- To dobrze, że jest spokojniej i cię tak nie wykorzystują – stwierdziła, wspominając przelotnie rozmowę z końca sierpnia i tajemniczego uzdrowiciela zawalającego ją dodatkową robotą. – Właściwie... Kończą mi się eliksiry i potrzebuję nowego zapasu. Ale zrozumiem, jeśli nie masz czasu się nimi zająć, mogę spróbować poprosić kogoś innego.
Zdecydowanie jednak wolałaby powierzyć to Eilis. W Oliverze było coś specyficznego, trudnego do określenia. Polubiła go, ale z pewnością podchodziła do niego z większym dystansem, niż do przyjaciółki, która w dodatku była w podobnym wieku i z pewnością lepiej rozumiała jej problem.




come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Lyra Travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag
Główna ulica - Page 2 Ba3e6d5d7f4fbeb7824016f18b6a4c28
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Re: Główna ulica [odnośnik]30.12.15 16:28
Może masz rację, że powinnam ci o wszystkim opowiedzieć. Nigdy przez to nie przechodziłam. Chodzę na randki, wymykam się w nocy, szukam jakiegoś oparcia, a mimo wszystko czuję jak się staczam. Czy Garrett może mnie pilnować, abym nigdy więcej nie paliła opium? Już po stypie pewnie nie patrzyłam długo na alkohol. Och, Lyra, czy nie możesz po prostu przy mnie być? Nie wątp we mnie. Nie pokładaj nadziei, wtedy nigdy nie poczujesz zawodu. A co jeśli ci powiem prawdę i będziesz miała mnie zatrzymać? Uratować przed zagładą, wątpliwościami? Krztuszę się na „lady Avery”. Nie wiem, czy mówisz o matce Samaela czy o jego ciotce, ale miałam wrażenie, że umieram. Rozpadam się na kawałki i szybko muszę udawać zafascynowaną czekoladą, aby nie zdradzić wszystkiego.
- Och, Lyra to wspaniale! – prawie krzyknęłam na całe Miodowe Królestwo, gdy dumna ściskałam ci dłoń. A co jeśli byście się polubili? Może będzie stanowili wspaniały duet? Och, powinnam ci powiedzieć. Nie wiem, jaka jest jego matka albo ciotka, ale wiesz, że zawsze będę trzymać za ciebie kciuki. Jesteś moim małym rudym płomyczkiem.
- Jak to co! Chcę dostać zaproszenie na wystawę, napiszesz tam dla mojej najdroższej przyjaciółki i najlepszej alchemiczki Eilis Sykes – dyktuje jej, uderzając końcówką paznokcia o stół jakbym naprawdę coś ważnego mówiła. Już widziałam z resztą jak pomagam przygotować jej wszystkie zaproszenia ręcznie. Nie znałam się tak dobrze na sztuce, ale uwielbiałam o niej słuchać. Chciałam, aby Lyra rozwijała się i cały czas była szczęśliwa.
- Jak chcesz mogę porozmawiać z Harriett – proponuje i może nie zdajesz sobie sprawy, ale na pewno to załatwię. Poczuwam się w obowiązku, aby załatwić ci wymarzoną sukienkę, a kto cię lepiej zna niż przyjaciółka? Delektuje się dalej czekoladą, ciągle myśląc o twojej rozmowie z Diggorym. Och, to nie powinno tak wyglądać.
- Och, schudł pewnie przeze mnie… Nie mam jakoś weny, upiekłam mu tylko ciastko w kształcie kominka – zaśmiałam się ze swojego szalonego pomysłu, ale przynajmniej już wiem, że nad nim pracuje i wkrótce sama będę mogła wam dostarczać ciasta. Fiuu to o wiele szybszy środek transportu. Dobrze, że Garrett wziął sobie mogę uwagi do serca. Nie musisz robić ze mną żadnych podchodów. Wiesz przecież, że uchylę Ci nieba, żebyś tylko lepiej się poczuła.
- Oczywiście, zrób mi tylko listę, zrobię je jak najszybciej. A jak się czujesz? – pytam troskliwie, nie dopuszczając do siebie informacji, że możesz pójść do kogoś innego. Jak to, chcesz mnie zdradzić? To ja jestem twoim alchemikiem prowadzącym. Nie łam mi serca.



self destruction is such a pretty little thing



Eilis Avery
Zawód : alchemik w szpitalu Świętego Munga
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt
chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem
OPCM : 0
UROKI : 2
ALCHEMIA : 18
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1783-eilis-sykes http://morsmordre.forumpolish.com/t1792-dziob#21925 http://morsmordre.forumpolish.com/t1787-eliksirow-szal#21754 http://morsmordre.forumpolish.com/t1853-pokoj-eilis#24478 http://morsmordre.forumpolish.com/t1793-eilis-sykes#21929
Re: Główna ulica [odnośnik]30.12.15 22:27
Lyra z pewnością stanowczo odradziłaby Eilis poszukiwanie ucieczki od problemów poprzez próbowanie alkoholu czy narkotyków. Sama miała z nimi niezbyt przyjemne doświadczenia, chociaż ani za jednym, ani za drugim razem nie zażyła ich świadomie i z własnej woli. Przekonała się jednak o ich szkodliwości i była zdecydowanie przeciwna tego typu używkom. Gdyby tylko wiedziała, że zajmował się nimi jej własny brat...
Ale cieszyła się, widząc jej ożywienie na wzmiankę o liście Diggory’ego. Przez chwilę wyglądała zupełnie, jak ta gadatliwa, wesoła Eilis z sierpnia. Sama także uśmiechnęła się szeroko, nieświadoma, że nazwisko znanej malarki wywołało w jej przyjaciółce skojarzenia z uzdrowicielem, o którym jej kiedyś mówiła; w końcu nie znała powiązań rodzinnych Averych. Niby skąd?
- Oby tylko doszło do tej wystawy – niechętnie musiała ostudzić jej zapał. Pragnęła tego, ale nie od niej to zależało, niestety. – Wszystko zależy od decyzji lady Avery. Pewnie dowiem się w stosownym czasie. Chciałabym, żeby dano mi szansę, ale w artystycznym środowisku trudno się wybić i zabłysnąć.
Westchnęła, nawijając na palec pojedynczy kosmyk włosów.
- Jeśli jednak się uda, z pewnością cię zaproszę – obiecała. Gdyby kiedyś uczestniczyła w wystawie i mogła zaprosić własnych bliskich i znajomych, Eilis z pewnością byłaby jedną z nich. – Wybierasz się może na bal, który organizują pod koniec miesiąca?
Kolejny łyk czekolady. I kolejny ciepły uśmiech posłany w kierunku dziewczyny, która w nią wierzyła. To było dla Lyry bardzo cenne.
- Możesz spróbować. Mamy jeszcze sporo czasu. Ciekawe tylko, kto z naszej trójki pierwszy doczeka się ślubu... – W końcu wszyscy byli zaręczeni. Weasleyowie będą musieli sporo się wykosztować na trzy śluby w tak niewielkim odstępie czasu. – Ciasto w kształcie kominka! Rozumiem, do czego to aluzja – przyznała, chichocząc. – A Garrett chudnie, bo stanowczo zbyt dużo się zamartwia. Bierze na siebie naprawdę dużo obowiązków i w dodatku ma tak odpowiedzialną pracę.
Posmutniała. Choć zawsze czuła ogromny podziw wobec tego, że był aurorem, to oczywiste, że martwiła się o brata, pewnie nie mniej, niż on o nią. Mimo, że to Garrett jako najstarszy wziął na siebie rolę opiekuna, tego odpowiedzialnego za młodsze rodzeństwo, Lyra wcale nie była wolna od zmartwień. Może była naiwna, ale nie ślepa, musiała przecież zauważyć, że zmarniał, że chodził wiecznie zafrasowany, i co gorsza, za niektóre z tych zmartwień odpowiadała ona sama. Pewnie nawet cała góra wspaniałych wypieków panny Sykes nie byłaby w stanie całkowicie go rozpogodzić, póki on sam nie przestanie nurzać się w problemach.
- Obecnie czuję się dobrze – przyznała. Nawet, gdyby było źle, nie chciałaby martwić jeszcze Eilis. Wystarczy, że martwiła Garretta... No i sama Eilis wyraźnie miała własne problemy. – Wyślę ci listę przez sowę, dobrze? Pewnie jeszcze dzisiaj wieczorem, o ile Złotko nie zniknie na nocnych łowach.
Sprawdzi, które eliksiry były jej najpilniej potrzebne i prześle potrzebne informacje. Tak będzie najlepiej.




come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Lyra Travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag
Główna ulica - Page 2 Ba3e6d5d7f4fbeb7824016f18b6a4c28
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Re: Główna ulica [odnośnik]31.12.15 15:39
Garrett to był chyba naszych małym aniołkiem. Nie chce mówić, że zawsze jak mam problem, to musi się mną zając, ale ostatnio to jest aż za często. Dobrze, że mogę mu ufać na tyle, że zawsze odprowadzi mnie w bezpieczne miejsce i nie będzie komentował mojej głupoty. Mam nadzieję, że na stypie nie zwymiotowałam na niego, bo mam czarną dziurę w pamięci. Najpierw się do niego przytulałam a potem puff byłam w swoim łóżku. Super, może nauczyłam się teleportacji?
Nawet nie wiesz, że twoje sukcesy znaczą dla mnie więcej niż moje własne. Moje życie wcale nie jest takie interesujące, chcę zbawić świat, aż dziw bierze, że nie zostałam żadnym aurorem! Mogłabym pracować z Garrettem. Och, a co jeśli nie miałabym czasu piec, szalenie głupi pomysł!
- Lyra, skarbie, oczywiście, że dojdzie, Lady Avery doskonale potrafi rozpoznać talent, a tobie go nie brakuje przecież! – oburzam się twoim pesymizmem, bo dlaczego boisz się nawet marzyć o szczęściu? – To przepiękna kobieta, na pewno sama chce kolekcjonować piękno, a twoje obrazy są niesamowita! Od razu cię kocha, jesteś taką cudowną i ciepłą osobą – próbuję cię pocieszyć, wyrażając się w samych superlatywach o kobiecie, której nawet nie znam. Nie wiem, czy będzie dla mnie kimś ważnym, czy ma coś wspólnego z Samaelem. A co jeśli ma? Czy nadal będę ją chwalić? Najpewniej tak. Nie potrafię mówić o kimś źle.
- Hm… – mruczę, obserwując jak gęsta czekolada brudzi ścianki za każdym razem gdy ją mieszam – Samael mnie zaprosił, ale czy to wszystko nie idzie za szybko? Och, Lyra, dopiero go oskarżyłam o wykorzystywanie i pracę na czarno na drugim oddziale, a teraz… Byłam z nim na ślubie lorda Carrowa, jest w nim coś takiego, że nie pozwala mi się sprzeciwić. Nie wiem, intryguje mnie, a zarazem czuję w sercu, że powinnam zwolnić, czy to nie jest absurdalne? – wzdycham, siadając trochę wygodniej, zaplatając nogi w kostkach i prostując plecy. Nie wiem, co mam jej powiedzieć, naprawdę nie wiem. Mam tyle wątpliwości w głowie. Z jednej strony przesadziłam w ciągu miesiąca ze wszystkim, a z drugiej strony potrzebowałam złapać ulatającą wolność. A co jeśli lada moment będę posągiem? Czy powinnam mu o tym powiedzieć?
- Spotykam się ze szlachcicem, a wasz świat jest dla mnie obcy… Mama pilnowała, żebym potrafiła się zachować, ale to nie jest to samo. Z jednej strony otacza mnie jakąś ochroną, a z drugiej strony czuję spojrzenia szlachcianek i wiem, że nie powinnam tam być. Och, Lyra, dlaczego krew jest dla niektórych tak ważna? Czy naprawdę mogę bezkarnie udawać jedną z Was? – tym razem szepczę, wyrzucając z siebie stek wątpliwości. Nawet nie wiesz, jak mi ciężko, ale nie przyznam ci się do opium. Nie powiem ci, że mam pierwszy pocałunek za sobą i że to nie było z Samaelem. Boję się oceny, mojej głupoty, braku odpowiedzialności, rozsądku i … wiary, że wszystko się ułoży.
- A Ty idziesz na bal? – szybko wyrzuciłam z siebie, bo za dużo już mówiłam. Potem mówisz o Garrecie a mi coraz bardziej głupio. Sama jeszcze dokładałam mu zmartwień. Na początku był zaskoczony, że myślę o jakimś ożenku, a potem musiał mnie prowadzić do łóżka, abym nie ośmieszyła się jako gospodyni.
- Muszę z nim porozmawiać, może dam mu kilka eliksirów na te zmartwienia – zamyśliłam się, bo równie dobrze na niektóre mogłabym poprosić o receptę Samaela i wszystko byłoby łatwiejsze. Kiwam głową, tak, tak, to doskonały pomysł. Koniecznie muszę tak zrobić. – Zrobię duże ciasto z kremem i odwiedzę was któregoś wieczoru, skoro on się troszczy o nas, to dlaczego my nie możemy o niego? – puszczam ci oczko, bo wiesz, że możesz mi zaufać, a jak ja otaczam kogoś opieką, to jest wszystko w porządku. Z nim, nie ze mną. Ale to nieważne, przecież ty o tym nie wiesz.
- Nie ma problemu, na pewno część mam w zapasach, dobrze, że ci pomagają – przyznaję, uśmiechając się do ciebie. Widzisz, jak przy tobie rozkwitam?



self destruction is such a pretty little thing



Eilis Avery
Zawód : alchemik w szpitalu Świętego Munga
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt
chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem
OPCM : 0
UROKI : 2
ALCHEMIA : 18
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1783-eilis-sykes http://morsmordre.forumpolish.com/t1792-dziob#21925 http://morsmordre.forumpolish.com/t1787-eliksirow-szal#21754 http://morsmordre.forumpolish.com/t1853-pokoj-eilis#24478 http://morsmordre.forumpolish.com/t1793-eilis-sykes#21929
Re: Główna ulica [odnośnik]01.01.16 14:08
Garrett już tak miał, że lubił opiekować się innymi. Taka już cecha kogoś, kto dorastał jako najstarszy brat, w dodatku w rodzinie, gdzie nagle zabrakło ojca i musiał zastąpić go rodzeństwu. Nic dziwnego, że zatroszczył się także o Eilis, choć akurat Lyry wtedy tam nie było i możliwe, że nawet nie wiedziała o takim zajściu.
- Ale jestem Weasley. Niektóre rody... Cóż, nie przepadają za nami – westchnęła. Mogła mieć duży talent, ale nie dało się zaprzeczyć, że była biedną, budzącą politowanie Weasleyówną. Liczyła jednak, że kiedy już rozwinie się i pokaże z dobrej strony, jej pochodzenie przestanie mieć aż tak duże znaczenie. – No ale cóż, okaże się, może już niedługo. Na pewno ci opowiem, jak będę coś wiedzieć.
Zamyśliła się na moment.
- To ten mężczyzna, o którym opowiadałaś mi w sierpniu? – spytała, przypominając sobie fragment tamtej rozmowy. Gdyby tylko pamiętała, kim był ten mężczyzna! Wtedy z pewnością zrobiłaby wiele, żeby ostrzec przed nim Eilis, nie dopuścić, by dała się zaślepić fascynacji i pozwoliła, żeby ją skrzywdzono. Niestety, nie pamiętała, więc nie mogła jej ostrzec. Mogła jedynie słuchać jej opowieści, wyczuwać w jej głosie wyraźną ekscytację na myśl o intrygującym ją czarodzieju. Jak daleko posunęła się ich znajomość? – Myślisz, że to coś więcej, niż zwykła znajomość zawodowa? W końcu zaproszenie do towarzyszenia na ślubie to nie jest coś, co proponuje się pierwszej lepszej współpracownicy... Może przypadłaś mu do gustu?
Sama jednak nigdy nie przeżywała takiej fascynacji nikim. Chociaż... Był przecież pewien młody, przystojny auror, który już parę razy wyciągnął ją z kłopotów, zawsze wywoływał na jej twarzy intensywne rumieńce i z pewnością bardzo ją intrygował. Nikomu jednak nie mówiła o tych odczuciach, bagatelizowała je, wiedząc, że przecież jest zaręczona i została obiecana Glaucusowi. Trudno jej było w pełni pojąć to, co czuła teraz jej koleżanka, ale miała wrażenie, że coś było na rzeczy, i że najwyraźniej nie tylko Eilis była zainteresowana tą nietypową znajomością. Ale Lyra nie powinna być zaskoczona, w końcu panna Sykes była ładna i miła, z pewnością podobała się wielu mężczyznom.
- Też tego nie rozumiem, ale niektórzy najwyraźniej nadal kierują się myśleniem o wyższości czystej krwi i tym determinują swoje podejście do życia – skrzywiła się. – Ale dla mnie nie ma to większego znaczenia, wcale nie uważam, że jesteś mniej wartościowa od tych wszystkich dziewcząt błyszczących na salonach. – Lyra uśmiechnęła się blado i wyciągnęła do przyjaciółki rękę. Dla niej skaza na jej krwi nie grała żadnej roli. Lubiłaby ją tak samo, nawet gdyby pochodziła z rodziny mugoli. Ale Weasleyowie podchodzili do tych kwestii luźniej niż inne rody (co było jednym z powodów, dla których nimi pogardzano), choć, rzecz jasna, nawet oni musieli przestrzegać pewnych zasad, jak śluby z osobami o odpowiednim statusie krwi. Nawet Lyra musiała to zrozumieć, pojąć, że zaaranżowany związek jest dla jej dobra, niezależnie od poglądów i wartości, jakie wyznawała ona i jej rodzina.
- Jesteś naprawdę wspaniałą osobą i cieszę się, że cię poznałam – ciągnęła. – I zasługujesz na kogoś wyjątkowego.
Puściła jej rękę i znowu ścisnęła nią swój wciąż jeszcze ciepły kubek. Oby tylko ta znajomość z Averym nie wywarła na nią złego wpływu, mimo braku pewnych wspomnień nie miała zbyt dobrych przeczuć.
- Idę z Glaucusem – odpowiedziała. – To będzie nasze pierwsze takie wspólne wyjście. Trochę się stresuję, nie chciałabym go zawieść. Ale może się tam zobaczymy?
Podejrzewała, że skoro to bal Averych, będzie tam niejaki Samael, o którym przed chwilą opowiadała Eilis. Lyra szła tam przede wszystkim ze względu na narzeczonego, który wyraził taką chęć. Musiała wybrać sobie jakąś ładną sukienkę (a nie miała ich zbyt wiele, większość była już dosyć znoszona) no i oczywiście, postarać się, by w tym stresie nie popełnić jakiejś gafy, którą mogłoby zauważyć obecne tam towarzystwo.
- To dobry pomysł. Może tobie powie coś więcej, mnie uparcie nie chce martwić swoimi problemami. – Wygięła usta w podkówkę, nie lubiła, gdy brat traktował ją jak dziecko. – I oczywiście, wpadnij kiedyś do nas! Trzeba tylko będzie wyczuć porę, kiedy jest w domu. Żadne z nas nie pogardzi twoim ciastem.
Zerknęła na moment w okno, za którym znów zaczął siąpić deszcz.
- Bardzo pomagają, ale nie umiem doczekać się momentu, kiedy nie będę musiała ich już zażywać... – westchnęła. Piła mniej eliksirów niż w miesiącach tuż po wypadku, ale nadal były jej potrzebne i jej ciało odreagowywało brak nowej dawki. To, że Eilis posiadała talent do eliksirów, było jednak cudownym zrządzeniem losu.




come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Lyra Travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag
Główna ulica - Page 2 Ba3e6d5d7f4fbeb7824016f18b6a4c28
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Re: Główna ulica [odnośnik]02.01.16 14:28
Miałam szczerą nadzieję, że po stypie nie trzymał mi włosów. Garrett zawsze był cudowną osobą. Bałam się, że nie zaakceptuje mnie, wszak moi rodzice mieszkali daleko, a ja zostałam zmuszona do życia w Londynie, jeśli chcę być alchemikiem, który nie dojść, że potrafi się utrzymać, ale także będzie miał możliwość rozwoju. A wy przyjęliście mnie do siebie jak członka rodziny. Bałam się, że Garrett będzie mnie odpychał. Mógł mnie potraktować jako kolejną gębę, do której musi się odzywać, gdy marudzi, że o siebie nie dba. A ja go pokochałam jak brata. I czułam się jakbym miała swoje ukochane rodzeństwo. Chrząknęłam.
- Moja mama też mnie ostrzegała przed rodem Avery, ale och, Samael jest cudowny, to tylko stereotypy – szepczę, próbując ją pocieszyć – Każdy z nas może być wyjątkowy bez względu na nazwisko. – wy cenicie wnętrze człowieka, a inni może są żądni udziałów, kontaktów. Nigdy nie chwaliłam się pieniędzmi, które aktualnie zarabiam albo dostaję od rodziców, ale też lubię ci robić prezenty: czy to są ciasta, babeczki, a może nawet nowe rękawiczki na drutach. Traktowałam cię jak swoją siostrę i nigdy to się nie zmieni. Kiwał głową ochoczo.
- Tak, tak, to on – czerwienie się od razu, bo trudno mówić mi o takich sprawach. A co jeśli jestem naiwna i moje marzenie nigdy się nie spełni? Nigdy ci nie opowiadałam, ale chciałabym mieć dziecko. Nie wiem, ile jeszcze będę mogła zostać mamą. Samael zapewne ma dostęp do moich akt, lecz nie odważyłam mu się powiedzieć o chorobie. Z resztą, po co? Nawet nie wiem, do czego zmierza ta znajomość. Może po prostu chce przekonać mnie do zmiany oddziału. Nie znam się na mężczyznach, to nie eliksiry (eiliskiry xd), żebym mogła zadzierać nosa.
- Nie wiem – odpowiadam zgodnie z prawdą. – Wydaje mi się, że zaprosił mnie, bo kilka dni przed zemdlałam pod jego salą, w zasadzie to chyba uratował mi życie, bo zamiast rozbitych fiolek mogłam stracić głowę. Zaopiekował się mną, więc potraktowałam to jako… Hm… Coś za coś? – wzdycham, naprawdę nie jestem za mądra w tych sprawach. Może rzeczywiście dopiero jak mężczyzna przede mną uklęknie to złapie się za głowę i zacznę wszystko sobie układać. Podobnie było z Alexem, przecież wiesz. Najprawdopodobniej to ja zepsułam ten związek, ale nie chciałam przyjąć tego do świadomości. W zasadzie, w tym sprawach zawsze nie będę na czasie. Skąd mam wiedzieć, jak powinnam się zachować? Samael idealnie wypełniał każdy skrawek mojego umysłu, przez co traciłam koncentracje, ale czułam te przyjemne motyle w brzuchu. Nie przypuszczałam nawet, że może to być tylko gra. Miałam zbyt szczere i dobre serce, aby kogokolwiek o to podejrzewać. Uścisnęłam twoją dłoń, a następnie przesunęłam krzesło, żeby oprzeć o twoje ramię głowę. Na szczęście obydwie byłyśmy krasnoludkami, więc takie coś nie sprawiało, że czułam ból, nie większy niż ten normalnie.
- Och, Lyra, ty też, jestem pewna, że dogadacie, będziecie mieć piękne i niesamowicie zdolne dzieci. Obawiam się nawet, że będziecie najpiękniejszą parą na nadchodzącym balu – szepczę, obejmując cię ramionami. Wiem, że nie masz nowej sukienki, więc dodaje prędko, że pożyczę ci jakąś, abyś mogła wspaniale się zaprezentować. Czasami wolałabym, abyś odcięła się od swojej rodziny, żebyś zawalczyła o swoje szczęście, lecz to nie było takie proste. Mogłaś zacząć budować ze swoim narzeczonym relacje od podstaw i mimo wszystko nie poddawać się terrorowi nestora.
- Zobaczysz Samaela, może nawet będzie prawdziwy szampan! – cieszę się jak małe dziecko, bo nawet jeśli pochodzę z bogatej rodziny, to rzadkością były takie wystawne przyjęcia i kieliszki z musującym alkoholem. Wiesz jak lubiłam się szykować, malować, zakładać piękne obcasy, w których niespecjalnie mogłam tańczyć, ale mimo wszystko gryzłam się w język, żeby marudzić. Chętnie cię w końcu zobaczę jak obejmujesz swojego narzeczonego.
- Najpierw zróbcie kominek, a potem będą ciasta – śmieje się, stawiając twardo swoje warunki, bo prędzej odwiedzę Garretta w Ministerstwie Magii niż ponownie wybiorę się gdziekolwiek Błędnym Rycerzem.
- Napiszę do niego i coś postaram się zdziałać – puszczam ci oczko, abyś była choć trochę spokojniejsza. Naprawdę musisz uwierzyć, że obydwie się o niego martwimy. Zamówiłam nam jeszcze po jednej czekoladzie, bo chociaż siedziałyśmy tu jakiś moment, to nadal było mi zimno.
- Niedługo, Lyra, ale na wszystko trzeba czasu – szepczę, dodając ci po raz kolejny otuchy. Nie sprawiałaś mi kłopotu listami i prośbami. To była czysta przyjemność, jeśli moje eliksiry w jakiś sposób ci pomagały. Pragnęłam czuć się potrzebna.



self destruction is such a pretty little thing



Eilis Avery
Zawód : alchemik w szpitalu Świętego Munga
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt
chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem
OPCM : 0
UROKI : 2
ALCHEMIA : 18
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1783-eilis-sykes http://morsmordre.forumpolish.com/t1792-dziob#21925 http://morsmordre.forumpolish.com/t1787-eliksirow-szal#21754 http://morsmordre.forumpolish.com/t1853-pokoj-eilis#24478 http://morsmordre.forumpolish.com/t1793-eilis-sykes#21929
Re: Główna ulica [odnośnik]02.01.16 22:57
Lyra przygryzła wargę. Zbyt mało wiedziała o Averych, by móc powiedzieć o nich coś konkretnego. Z tego, co słyszała, nie cieszyli się jednak sympatią wśród innych rodów. Sama miała do nich raczej obojętny stosunek, przynajmniej na razie. Nie miała zwyczaju skreślać nikogo tylko przez samo pochodzenie. Więc, choćby bardzo chciała, nie potrafiła znaleźć argumentów zniechęcających Eilis do bliższej znajomości z członkiem tego rodu. Mogła jedynie czekać na rozwój sytuacji i mieć nadzieję, że przyjaciółka wie, co robi.
Wysłuchała jej opowieści w spokoju, z zaciekawieniem.
- To brzmi całkiem... uroczo – podsumowała historię o omdleniu i pomocy ze strony czarodzieja, a także zaproszeniu Eilis na bal. Niestety, sama również nie znała się na mężczyznach, więc nie mogła zacząć sypać radami jak z rękawa. Choć chciałaby. – Może na tym balu czegoś się dowiesz? Takie zaproszenie to nie byle co, i to już drugi raz! Myślę, że to o czymś świadczy. Jestem ciekawa, jak to się rozwinie, mam nadzieję, że mi opowiesz?
Z racji braku doświadczenia, była jednak nieco ostrożniejsza w swoim zapale niż Eilis, która znowu popadała w charakterystyczną dla siebie egzaltację (co jednak było miłą odmianą w porównaniu z jej nastrojem na początku spotkania). Jednak obawy, że mężczyzna ze szlachetnego rodu mógłby chcieć wykorzystać naiwną, chcącą pokazać się w towarzystwie młódkę (tak podobną do niej samej) nie dały całkiem o sobie zapomnieć.
Wcześniejszy radosny uśmiech jakby nieco zbladł.
- Może powinnaś z nim o tym porozmawiać, kiedy nadarzy się ku temu sposobność? – zaproponowała nagle. – Oczywiście, delikatnie i dyskretnie. Nie chcę, byś przeżyła zawód, gdyby się okazało...
Urwała. Nie, nie będzie psuć jej tej radości. Sama przecież tak bardzo nie lubiła, gdy ktoś rozwiewał jej naiwne nadzieje. Czemu więc teraz nagle zaczęła bawić się w głos rozsądku, zamiast w pełni przyłączyć się do radości Eilis i beztrosko trajkotać razem z nią na temat jej nowej fascynacji? Może to po prostu kwestia tego, że się o nią martwiła, chciała oszczędzić jej ewentualnego rozczarowania.
Po chwili jednak na jej piegowatej buzi znowu pojawił się beztroski uśmiech.
- Chciałabym pewnego dnia zdać sobie sprawę, że jestem w nim zakochana – powiedziała. Nie wykluczała możliwości pokochania Glaucusa, ale na to potrzeba było czasu. Żadne nie wiedziało, jak wiele, ich zaręczyny nastąpiły bardzo szybko i nieoczekiwanie. – Chcę być szczęśliwa i mieć prawdziwą, kochającą rodzinę.
Nigdy nie chciała być starą panną. Mimo artystycznych aspiracji, nie marzyła o niezależności i samotności, a o kochającym mężu i gromadce radosnych dzieci o zmieniających kolor czuprynach (chociaż, w ich przypadku, dzieci mogły być istną mieszanką genetyczną, jako potomstwo metamorfomaga i mężczyzny będącego synem półwili). I oczywiście, musiało być w tym wszystkim miejsce również dla sztuki, jednak Lyra, została wychowana na osobę wysoko ceniącą wartości rodzinne i posiadanie męża i dzieci było dla niej równie ważne. Chociaż może niekoniecznie w wieku osiemnastu lat. Kończąc Hogwart, była pewna, że ma więcej czasu. Myliła się.
- Będę cię tam wypatrywać, tym bardziej, że pewnie będzie wielu czarodziejów, których nie znam – zapewniła. – To już za parę tygodni... Naprawdę mam nadzieję, że Glaucus nie będzie rozczarowany, że mnie zabrał.
Zarumieniła się lekko, jakby sama była speszona swą nagłą ekscytacją.
- Powiem mu. Dla twoich ciast warto się trochę poświęcić – rzekła z rozbawieniem. Tak, kominek by się przydał. Zdecydowanie. – I... dzięki. Za Garretta, ciasta, za to, że ciągle robisz mi eliksiry, mimo że z pewnością masz tyle innej roboty w pracy... I za sam fakt naszej dzisiejszej rozmowy.
Dopiła swoją czekoladę, po czym odstawiła już pusty kubek na blat.
- Masz może ochotę pójść jeszcze gdzieś? Trzy Miotły? Księgarnia? Sklep z szatami?
Oczywiście, że nie było jej stać, ale lubiła oglądać różne ciekawe rzeczy, zwłaszcza będąc w towarzystwie. A przynajmniej, w takim, przy którym nie musiała czuć większego zażenowania z powodu swojej biedy. Eilis wiedziała o jej sytuacji, więc Lyra nie czuła się z tym tak źle, jak przy osobach, które znała krócej, które nie wiedziały, jak wyglądało dzieciństwo Lyry. Po czekoladzie i spędzeniu miłego czasu w ciepłym, pachnącym słodyczami wnętrzu panna Weasley czuła, jak jeszcze bardziej rozpierała ją energia.




come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Lyra Travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag
Główna ulica - Page 2 Ba3e6d5d7f4fbeb7824016f18b6a4c28
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Re: Główna ulica [odnośnik]03.01.16 0:33
Wizyta w Miodowym Królestwie może skutecznie rozproszyć, nic więc dziwnego, że obie panie dopiero po czasie zauważyły coś niepokojącego, coś co wyraźnie nie pasowało do niewielkiego Hogsmeade, zatłoczonego tylko weekendami, gdy uczniowie korzystali z czasu możliwego do spędzenia poza murami szkoły. Na długiej ulicy pojawili się czarodzieje ubrani w uniformy magicznej policji - ich zachowanie mogło sugerować, że kogoś szukają, po cóż innego zakłócaliby spokój przechodniów? Jednak gdy zaczepili większą ilość czarodziejów, a ich reakcja znacząco odbiegała od spokojnego udzielania informacji, stało się jasne, że funkcjonariusze interweniują właśnie w ich sprawie.
Może kobiety chciały odejść lub przenieść się w bezpieczniejsze miejsce, gdy tylko sytuacja zaczęła się zaogniać, a rozmowy stopniowo przeradzały się w szarpaniny, jednak usłyszały za sobą męski głos.
- Lyra Weasley, Eilis Sykes, jesteście aresztowane za złamanie dekretu zabraniającego używania czarów na terenie Hogsmeade.
W rękach funkcjonariuszy pojawiły się różdżki, a jeden z nich wykonał ruch w kierunku młodej alchemiczki, by skrępować jej dłonie. Na twarzach mężczyzn nie błąkały się dobroduszne uśmieszki, które mogłyby wskazywać na mało śmieszny żart z okazji zbliżającego się Halloween. Nie pozostało nic innego, jak udać się z nimi po dobroci lub też spróbować innego wyjścia - jednak czy ucieczka lub walka jest takim dobrym pomysłem, kiedy sprawa jest ewidentną pomyłką?

| Eilis jeśli chcesz wyrwać rękę, rzucasz kością k100 - ST wynosi 55.
Wątek zostaje przeniesiony na 27 października.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Główna ulica [odnośnik]03.01.16 10:52
Słodkie trajkotanie o sukniach, balach, sztuce i eliksirach zostało szybko przerwane. Zaczęłam się rozglądać, burknęłam nawet, że to chyba czas się zbierać. Nim zdążyła chwycić płaszcz, gwar był nie do wytrzymania. Zwykle w Miodowym Królestwie, pomimo pisku dzieci, który towarzyszył im jednak tylko w weekendy, można było się wyciszyć, porozmawiać. Potrzebowałam bardziej przyjaciółki niż kiedykolwiek, więc jeszcze częściej spotykałam się z Lyrą, aby tylko skupić swoje myśli na czymś innym. Męski głos wyrwał mnie ze słodkiego trajkotania o sukience, którą będę mogła pożyczyć przyjaciółce. Próbował zabrać mi różdżkę, ale był zapewne zaskoczony, jak ta nie pojawiła się od razu. Nie nosiłam jej przy sobie, zdecydowanie nie lubiłam rzucać zaklęć, a różdżka była pomocna przy eliksirach, więc zostawała bardzo często w domu. Łudziłam się, że wbije mu się chociaż w oko, za te wierutne oskarżenia.
- Hola, hola - zaczęłam, gdy widziałam jak mężczyzna chce skrępować mi nadgarstki. Cholera, co to zbrodnia nie nosić przy sobie różdżki?! Ledwo co mówiłam i miałam nadzieję, że związek z Samaelem skończy się na pierścionku, a teraz moja twarz miała pojawić się w policyjnej kartotece?
- Jak można czarować bez różdżki, pijąc gorączką czekoladę, którą notabene bardzo polecam! - oburzyłam się, bo ani ja ani Lyra nie wyciągnęłyśmy różdżek nawet na stół. Prędzej właściciel Miodowego Królestwa mógłby kropnąć za mieszanie większości czekolad za pomocą magii bez pozwolenia, które zapewne nie zdążył załatwić w jedną noc. Oczywiście, że moje drobne ciałko próbowało się wyrwać, bo mogłam zacząć krzyczeć, że halo halo Lyra jest z rodu szlachetnego, a ja może do niego wejdę, więc nie powinni nas aresztować za ładne oczy! Nie chciałam ich ośmieszyć poprzednią wypowiedzią, ale całe to zajście było takim absurdem, że nie wiedziałam, czy powinnam się śmiać czy zacząć płakać nad swoim życiem.



self destruction is such a pretty little thing





Ostatnio zmieniony przez Eilis Sykes dnia 03.01.16 10:56, w całości zmieniany 1 raz
Eilis Avery
Zawód : alchemik w szpitalu Świętego Munga
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt
chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem
OPCM : 0
UROKI : 2
ALCHEMIA : 18
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1783-eilis-sykes http://morsmordre.forumpolish.com/t1792-dziob#21925 http://morsmordre.forumpolish.com/t1787-eliksirow-szal#21754 http://morsmordre.forumpolish.com/t1853-pokoj-eilis#24478 http://morsmordre.forumpolish.com/t1793-eilis-sykes#21929
Re: Główna ulica [odnośnik]03.01.16 10:52
The member 'Eilis Sykes' has done the following action : rzut kością

'k100' : 47
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Główna ulica [odnośnik]03.01.16 11:18
Lyra mogła spodziewać się różnych rzeczy, ale z całą pewnością nie tego. Bo niby dlaczego? W bezpiecznym, nieco sennym Hogsmeade, miejscu, które kojarzyło jej się z beztroskimi latami nauki, wspaniałymi słodyczami i małymi chatkami, które po spadnięciu śniegu przypominały lukrowane chatki z piernika?
Zbierały się już do wyjścia ze sklepu, wciąż trajkocząc beztrosko o balu, sukienkach i innych błahych, przyjemnych sprawach, zastanawiając się, gdzie kontynuować swoją małą wyprawę do Hogsmeade, kiedy nagle ich oczom ukazało się to zamieszanie. Lyra natychmiast pobladła pod piegami.
- Musimy spróbować się jakoś wycofać... – szepnęła do przyjaciółki, jednak nie zdążyły zrobić nic więcej, kiedy nagle męski głos rozległ się tuż za nimi.
Lyra miała wrażenie, że to już się działo. Zaledwie trzy miesiące temu, pod koniec lipca... Zaułek i drażliwy auror oskarżający ją o bycie poszukiwaną czarownicą, Melanie Karkarov, która, bardzo pechowo dla niej, podszywała się pod jej wygląd. Przerażona dziewczyna spędziła później kilka godzin w Tower i musiała znieść nieprzyjemne przesłuchanie z eliksirem prawdy, a potem została zabrana na Nokturn, co również wiązało się z bardzo nieprzyjemnymi wspomnieniami.
- To nieporozumienie... – wydyszała, nie wiedząc nawet, czy ktokolwiek ją usłyszał. Zakręciło jej się w głowie, wspomnienia wróciły z całą mocą, a Lyra była bliska wpadnięcia w histerię i tylko ostatkiem rozsądnych myśli trzymała się w ryzach. – Żadna z nas nie używała tutaj magii! Nie możecie nas nigdzie zabrać!
Panicznie bała się, że mogłoby spotkać ją to samo, co w lipcu. To przerażało ją nawet bardziej, niż wizja ewentualnego skandalu czy reakcji narzeczonego na wieść o jej schwytaniu krótko przed ich pierwszym wspólnym wyjściem towarzyskim. Pewnie pomyśli o tym później; teraz najważniejsza była rozpaczliwa chęć nie trafienia drugi raz w te przerażające, zimne mury, tym bardziej, że była przecież niewinna... Jak i wtedy. Czy to możliwe, że drugi raz miała tak wielkiego pecha? I dlaczego nie można było używać magii w Hogsmeade, miejscu zamieszkanym wyłącznie przez czarodziejów? O co chodziło w tym wszystkim?
Zerknęła na Eilis; to nią najpierw zajęli się mężczyźni. Lyra mogłaby się zdeportować, ale nie była pewna, czy nie rzucono jakichś zaklęć zabezpieczających, poza tym nie mogła tak zostawić przyjaciółki na pastwę losu, uciec z podkulonym ogonem, podczas gdy ona nie miała tej możliwości. Powinna spróbować jej pomóc? Tylko jak, skoro była wątłym, niskim dziewczęciem, a czarodziejów było kilku, trzymali różdżki... I pewnie czekali na pretekst, by użyto w ich obecności magii.
Zaczęła się więc szybko odsuwać, korzystając z tego, że stała nieco dalej i nikt (jeszcze!) jej nie trzymał. Nie miałaby szans na ucieczkę (na Pokątnej się to nie udało, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej, zwłaszcza że czarodziejów było więcej?), jednak chciała po prostu odwlec to, co (prawdopodobnie) nieuniknione, okazać choć minimalny opór przeciwko tak niesprawiedliwemu potraktowaniu ich.


/Nie wiem, czy mam rzucać, czy nie. Jeśli nie, proszę zignorować kostkę ^^.




come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Weasley dnia 03.01.16 11:31, w całości zmieniany 1 raz
Lyra Travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag
Główna ulica - Page 2 Ba3e6d5d7f4fbeb7824016f18b6a4c28
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Re: Główna ulica [odnośnik]03.01.16 11:18
The member 'Lyra Weasley' has done the following action : rzut kością

'k100' : 35
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Główna ulica [odnośnik]03.01.16 19:02
Właśnie takiej reakcji kobiet mogli spodziewać się funkcjonariusze - zapewne to nie było ich pierwsze aresztowanie zarówno w karierze, jak i tego dnia, więc na nic zdały się rozpaczliwe zapewnienia o niewinności. Eilis nie udało się uwolnić ręki, a szarpaniną sprawiła, że policjant chwycił ją o wiele mocniej, bez problemu w jedną dłoń pochwytając oba nadgarstki kobiety, by po chwili skrępować je wyczarowanymi magicznymi kajdankami.
- Rozumiem, że nie ma pani nic przeciwko, bym zabrał pani różdżkę? - rzucił z cynicznym uśmieszkiem, zanim przeszukał aresztowaną, by za pazuchą odnaleźć to czego szukał.

Niestety Lyra nie miała wiele więcej szczęścia, chociaż policjant nie próbował od razu jej skrępować, próba ucieczki w zatłoczonym miejscu okazała się całkowicie nietrafiona. Mężczyzna bez większego problemu dopadł kobiety, by przyciągnąć ją ku sobie, gdy tylko zauważył, że ta podejmuje podejrzane działania.
- Panno Weasley, tylko winny próbuje ucieczki - rzucił od niechcenia, gdy nadgarstki Lyry oplotły kajdanki, a różdżka znalazła się w dłoniach czarodzieja.

- Lyro Weasley, Eilis Sykes, jesteście aresztowane za złamanie dekretu Minister Magii. Macie prawo zachować milczenie. Wszystko, co powiecie, może być użyte przeciwko wam podczas procesu - jeden z nich wyrecytował formułkę monotonnym tonem. Nawet jeśli kobiety dalej usiłowały stawiać opór, nie miały szans przeciwko sile dwójki doświadczonych pracowników departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów; stąd, gdy tylko zostały wyprowadzone z Miodowego Królestwa, poczuły charakterystyczne szarpnięcie w okolicach żołądka towarzyszące teleportacji.

| Eilis, Lyra zostałyście teleportowane do więzienia Tower of London i umieszczone w celi, gdzie kontynuujecie wątek. Możecie prowadzić swobodnie rozmowę bez oczekiwania na mistrza gry.

[zt x2]
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Główna ulica [odnośnik]22.06.16 23:37
| 28 grudnia
Hogsmeade; jedyna magiczna wioska, w której ostatni raz był jeszcze za czasów Hogwartu. Od tamtego czasu nie wracał w to miejsce. Podróż zajmująca lata, pobyt u Rosierów we Francji i praca w Ministerstwie pogrążyły go do tego stopnia, iż zapomniał o czasach szkolnych. Choć wspominał je całkiem nieźle, nie licząc tych kilku niezręcznych sytuacji, to w pewien sposób stracił poczucie przynależności. Nie był już tym młodym lordem, który zawierał znajomości korzystne dla rodziny, który każdą chwilę poświęcał na poszerzanie własnej wiedzy. Wprawdzie przeszłość ciągnęła się za nim niczym cień, jednak nie wywierała już takiej presji jak kiedyś. W jakiś sposób zdołał oddzielić jej niektóre aspekty, by nie stanowiły przeszkód w codziennym życiu. Inne natomiast nadal wpływały na jego obecny stan i chyba to było jedyną motywacją, dla której postanowił skorzystać z dobrodziejstw Hogsmeade.
Mimo świątecznego okresu nie dostrzegł zbyt wielu ludzi. Wszyscy najwyraźniej grzali się przy kominkach, opowiadając sobie zabawne historie, podczas gdy on spacerował zaśnieżoną ulicą wioski, starając się nie reagować na okropne warunki pogodowe. Co prawda mógł na nie bardzo łatwo wpłynąć, lecz użycie różdżki nie było wskazane. Jakakolwiek magia była surowo zabroniona. Może to i lepiej, wszak nie miał ku niej żadnych pobudek. Radził sobie całkiem nieźle z płatkami śniegu wirującymi wokół, co i tak miało znikomy wpływ na odbywany dotąd spacer.
Mijając kolejne budynki kierował się powoli ku drodze wiodącej w stronę Hogwartu, jakby możliwość ujrzenia zamku stanowiła bardzo mocny niedosyt tej spontanicznej wycieczki. A raczej ucieczki, bowiem Cassius nie był w stanie przesiedzieć kolejnego dnia w posiadłości. Wbrew pozorom i zajmowanemu stanowisku w Ministerstwie prowadził aktywny tryb życia. Nie przepuszczał czasu przez palce niczym piasku. Choć bez obaw mógł wejść do Ministerstwa i zająć się pracą, postanowił nie pokazywać się w pracy do końca roku. Odrobina przerwy, a nawet urlopu pozwalała spojrzeć z nieco odleglejszej perspektywy na pewne sprawy; przykładowo na sprawę związaną z Weasleyem, skoro już dostrzegł jego charakterystyczną cechę w otaczającej go bieli. Mógłby przysiąc, że miał jakieś omamy, lecz nie pomylił się, kiedy podszedł bliżej. Auror Weasley we własnej osobie znajdował się w Hogsmeade. Co robił? Czego tu szukał? Chciał poznać odpowiedzi na te pytania. Musiał.
Weasley — zawołał do mężczyzny, zmierzając ku niemu. Przystanął dopiero, gdy znalazł się w bezpiecznej odległości, a jednocześnie nie musiał do niego krzyczeć. — Czyżby Ministerstwo wysłało cię na patrol?


We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Cassius P. Nott
Zawód : Urzędnik Ministerstwa Magii
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 4
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
?
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott https://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 https://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3103-skrytka-bankowa-nr-707#50829 https://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Re: Główna ulica [odnośnik]23.06.16 14:22
Jak to mówią - święta, święta i po świętach.
Przygotowania trwają w nieskończoność, zakupowa gorączka zwodzi wszystkich na ulicę Pokątną, na której trzeba przedzierać się przez niezdecydowane tłumy, a koniec końców te błogie bożonarodzeniowe dni umykają równie szybko jak dym, gdy próbuje się go uwięzić w dłoniach. W tym roku koniec grudnia znacznie różnił się od wcześniejszych; nie spędził go z rodziną, właściwie odcinał się od niej coraz mocniej, by szczere(?) rozmowy z przeszłości zastępować niewylewnymi listami oraz zatajaniem wszelkiego pokroju sekretów.
Wszystko kruszyło się u podstaw.
Wychodził właśnie z księgarni Beedle'a; niespiesznie stawał kroki w uginającym się pod ciężarem stóp śnieżnym puchu, starając się uniknąć większych zasp i oblodzonych powierzchni. Dół nogawek od spodni już dawno mu przemókł, ale zgadywał, że był to problem globalny - po Hogsmeade kręciło się sporo ludzi i, patrząc na grymasy niezadowolenia od czasu do czasu przemykające im przez twarze, mógł tylko się domyślać, że roztopiony śnieg w irytujący sposób chlupocze im w butach. Najprzykrzejszy był jednak fakt, że zgodnie z jednym z dekretów Minister Magii nic nie można było z tym zrobić - za krótkie zaklęcie osuszające też można było trafić do chłodnej, śmierdzącej wilgocią i zgnilizną celi w Tower.
Znów immunitet aurora działał na jego korzyść, ale mimo to cierpiał razem ze wszystkimi, bo nawet gdyby osuszył szatę, ta zaraz ponownie by przemokła.
Cóż za perpetuum mobile.
Tuż koło nosa przemknęła mu grupa kilkunastoletnich uczniów Hogwartu; jakaś roześmiana dziewczynka przez przypadek go potrąciła i z przerażeniem wysłała mu kilka słów przeprosin, ale odpowiedział na nie wyłącznie ciepłym uśmiechem. Trudno było mu uwierzyć, że już minęło niemalże osiemnaście lat, odkąd pierwszy raz wkroczył do olbrzymiego gmachu szkoły. Spędzony w nim czas był czasem beztroskim; bardzo tęsknił za chwilami, kiedy największym zmartwieniem była hańba związana z przegranym pojedynkiem (choć przegrywał je rzadko) bądź piętrzące się szlabany i ujemne punkty dla Gryffindoru, które zdobywał na przemian z pochwałami za znakomite wyniki z zaklęć i obrony przed czarną magią. Od początku wiedział, na czym musi się skupić, by dostać się na upragniony aurorski kurs.
No i dostał się. Ale potem było tylko gorzej.
Z rozmyślań wyrwał go dźwięk własnego nazwiska - z początku nie umiał połączyć usłyszanego głosu z twarzą, ale szybko napotkał spojrzeniem Notta. I ledwo powstrzymał się od ciężkiego westchnięcia.
- Tak, Biuro otrzymało informację o podejrzanych osobnikach kręcących się po Hogsmeade - odparł wyjątkowo beznamiętnie, świdrując Cassiusa przeszywającym spojrzeniem jasnych oczu. Żywił nadzieję, że zrozumiał aluzję.


a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Garrett Weasley
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 2 Tumblr_o0qetnbY2m1rob81ao9_r1_250
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311

Strona 2 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Główna ulica
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach