Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Opuszczona portiernia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 17  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Opuszczona portiernia   10.03.12 23:07

First topic message reminder :

Opuszczona portiernia

Opuszczona portiernia jest ulokowanym tuż obok bramy dwupiętrowym budynkiem, z którego rozciąga się doskonały widok zarówno na cały plac i magazyny, jak i na otaczającą ten przybytek okolicę. Nietrudno więc dostrzec stąd ewentualne zagrożenie, zwłaszcza podczas nocnych eskapad lub poszukiwania kryjówek.
Ponieważ portiernia w czasach świetności przyportowego obiektu pełniła rozmaite funkcje, od biura zacząwszy, a na stołówce skończywszy, do dziś pełna jest ona różnorakich pomieszczeń, obecnie zakurzonych, zniszczonych i przeżartych zębem czasu. Brudne, stłuczone szyby nie lśnią już w blasku słońca i nie chronią przed deszczem, większość drzwi została wyniesiona lub spalona, a drewniane barierki schodów powyrywane, jednak przy odrobinie trudu wciąż w dziesiątkach tychże pomieszczeń - jak i na terenie całych magazynów - można znaleźć bezpieczne schronienie tudzież nietknięte przez nikogo skarby: butelki alkoholu, książki, fiolki nieznanych eliksirów, sykle, knuty, pergaminy. Miejsce to pełne jest bowiem rozmaitych skrytek zabezpieczonych wszelakimi czarami i nikt, naprawdę nikt nie wie, czy istniały one tutaj już wcześniej, czy powstały dopiero podczas wojny.
Parter zajmują pokój portierów, szatnia i kilkanaście zagraconych pokojów o bliżej nieznanym przeznaczeniu - obecnie pełne kurzu i gruzu, najpewniej stratowanych podczas jakiegoś czarodziejskiego pojedynku. Na pierwszym piętrze znajdują się natomiast toalety, dawna stołówka - dziś zionąca pustką - a także wielka sala z dwoma połamanymi regałami i rozbitym kominkiem kaflowym, w której niegdyś najprawdopodobniej pracownicy magazynów spędzali swe przerwy obiadowe. Na samej górze umiejscowiono zaś pokoje biurowe oraz schody prowadzące na płaski dach, z którego rozpościera się iście bajkowy widok na sunące po Tamizie statki, barki oraz łódeczki, a także okoliczne uliczki i magazyny. Z oddali widać też majestatyczną, przepiękną wieżę zegarową, jaką jest Big Ben.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   18.11.15 15:18

- Cholera - wymsknęło się tylko z jego ust, gdy dostrzegł krew - dużo krwi, która przesiąkała przez materiał, barwiąc go na szkarłat. Nie tak miało się to skończyć, przeszło mu przez myśl, gdy, nie wahając się ani chwili, podszedł bliżej Hazel i dość wprawnym ruchem owiązał jej przedramię prowizorycznym bandażem. Który już wkrótce również zaczął ciemnieć pod naporem posoki; Garrett przeklął raz jeszcze, cicho, wyjątkowo mało kurtuazyjnie, spoglądając na towarzyszkę z mieszaniną przerażenia, przejęcia i czystej troski. Przez chwilę rozważał nawet zaproponowanie jej, by zrezygnowała z dalszego udziału w akcji; wiedział jednak, że aurorka prędzej wykrwawi się na śmierć niż przystanie na pospieszną podróż do Munga, jakiej towarzyszyłby wyłącznie gorzki smak porażki i poczucia niepowstrzymanej beznadziei.
Nie wiedział, dlaczego ludzie chcieli gromadzić się w takich miejscach. Brudnych, zapomnianych, wypełnionych ciężkim powietrzem i zawieszonymi w nim niewypowiedzianymi groźbami. Czy pogoń za wszystkim, co tajemnicze, nieczyste, nielegalne wodziła tak mocno, kusiła słodkimi słówkami i obietnicami, których nikt nie miał zamiaru spełnić? Był pewien, że wśród gruzu przemknął drobny cień; chciał już wyjąć różdżkę, lecz chłodna kalkulacja wskazała na obecność nieznośnego gryzonia, który musiał zagnieździć się wśród (zdawałoby się) niekończących się meandrów zagraconych korytarzy. Garrett mimochodem poprawił kaptur, starając się nie wracać myślami do niefortunnego zaklęcia sprzed kilkunastu minut. Nigdy lubił takich miejsc. Kojarzyły mu się wyłącznie z niezliczonymi godzinami spędzonymi w pracy.
Mimo to droga na górę przebiegła im względnie spokojnie. Weasley starał się iść szybko, jednak na tyle, by nie wzbudzać podejrzeń; co jakiś czas upewniał się, czy z Hazel wszystko w porządku, czy na pewno nie omdlała, zsuwając się z kamiennych schodów. Gdy wokół nich zaczęli pojawiać się ludzie, opuścił głowę - czysto profilaktycznie, bo i tak jego twarz osnuta była grubą warstwą cienia rzucanego przez kaptur. Każda komórka ciała Garretta krzyczała; choć zduszał obawy, nie pozwalając oddechowi przyspieszyć, wiedział, że nie mogli wyglądać niewinnie. Piętro tonęło w bliżej nieokreślonych dźwiękach, kto o zdrowych zmysłach, zamiast uciekać, kierowałby się w stronę ich źródła? W końcu mogło to oznaczać wyłącznie jedno - zamieszanie. Czy Perseus zdążył zasiać zamęt, zanim oni w ogóle tam dotarli? Czy Fridtjof i Ignatius, nie mogąc znaleźć twarzy pozostałych aurorów w ogarniętym chaosie tłumie, byli zdani tylko na siebie? Dwóch mężczyzn przeciwko kolekcji czarnoksiężników, krętaczy i ludzi, którzy nie mieli nic do stracenia? Psia mać, chciał syknąć, lecz wciąż milczał. Przyspieszając nieco kroku.

w sumie 1 jest nieparzyste, więc rzucam xD




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   18.11.15 15:18

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością

'k100' : 10


Powrót do góry Go down
Felix Tremaine
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1475-felix-tremaine https://www.morsmordre.net/t1556-papierowe-wspomnienia#15039 https://www.morsmordre.net/t1522-nieistotny-dysonans#14241 https://www.morsmordre.net/f177-smiertelny-nokturn-13-poddasze https://www.morsmordre.net/t1577-felix-tremaine
Zawód : goni mnie przeszłość
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
w środku pękają struny
chwil, pulsuje rzeka
czerwienią moich win,
gonię sam siebie i znów
zamiera świat.
OPCM : 12
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
maybe I deserve all of this.

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   18.11.15 22:58

Nie doczekał się upragnionego dźwięku; zamiast tego na materiale jego ciemnej peleryny zatańczyły kolorowe iskierki, co było niestety skutkiem fatalnie rzuconego zaklęcia. Najwidoczniej w stanie silnego wzburzenia niezbyt dobrze wychodziło mu koncentrowanie się na idealnym odwzorowywaniu melodii inkantacji; koścista, acz zaprawiona w bojach barowych pięść sprawdzała się zdecydowanie lepiej – a i satysfakcja z przypierwiastkowania wiadomemu osobnikowi byłaby nieporównywalnie większa - szkoda, że dzieliła ich zbyt duża odległość, żeby zastosować sprawdzone metody...
Mężczyzna stojący obok Felixa spudłował, trafiając jakiegoś garbatego czarodzieja z ponadprogramowym bagażem kilogramów, co zapoczątkowało efekt domina – w tłumie zawrzało; z niezrozumiałych powodów zgromadzona masa zapragnęła pospiesznie wylać się przez wąską szczelinę. Tremaine poczuł się nieco zdezorientowany – w jednej chwili trio niedoszłych pojedynkowiczów zupełnie straciło zainteresowanie rzekomymi kochasiami; a zwykła przepychanka skończyła się zwinięciem imprezy i ewakuowaniem się wszystkich zgromadzonych.
Skorzystał z okazji, by wmieszać się w tłum – zarzucił kaptur na głowę, przez chwilę jeszcze utrzymując kontakt wzrokowy ze swoim eks-sojusznikiem i zadając mu niewerbalnie pytanie, czy zamierza dokończyć z Felixem to, co zaczęli przed chwilą. Co prawda w tym całym rozgardiaszu Tremaine stracił już z oczu swój cel, ale jeśliby się pospieszyli, zdążyliby zapewne dopaść pana, który zabawił się ich kosztem, a tak w ramach bonusu popieścić go przez chwilę urokami...
Szybko jednak okazało się, że chyba nici z ich dwuosobowej wendety – z powodu zamieszania Felix nie miał szansy dostrzec osobnika, do którego podążał pojedynkujący się z nim mężczyzna; dostrzegł jedynie, iż brunet nagle zaczął sobie torować drogę w zupełnie innym kierunku.
Tremaine uznał więc, że, jeśli będzie mu to dane, zajmie się panem o heterochromicznym spojrzeniu w pojedynkę. A tymczasem zastygł w dość biernej pozie – pozwalając się prowadzić reszcie stłoczonych w portierni ludzi; i tak wszyscy (z dwoma wyjątkami?) zmierzali w tę samą stronę.




what matters most is how well you walk through the f i r e.
Powrót do góry Go down
Fridtjof Brand
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1241-fridtjof-brand https://www.morsmordre.net/t2646-brandowa-poczta#42088 https://www.morsmordre.net/t1275-witam-i-o-zdrowie-pytam https://www.morsmordre.net/f154-west-country-dolina-godryka-rezydencja-brandow https://www.morsmordre.net/t1567-fridtjof-brand#15341
Zawód : auror
Wiek : 52
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Nie jest ważna "czystość" krwi, a wiedza, umiejętności i siła z jaką stąpasz po ziemi, czarodzieju. Krew brudna jest tylko wtedy, gdy broczy z leżących w błocie, świeżo upieczonych zwłok.
OPCM : 20
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Sweden, bitch!

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   18.11.15 23:47

Fridtjof syknął z bólu i na moment opadł w kucki. Niedobrze, że chociaż misja dopiero się rozpoczęła, oni już mają takie obrażenia. Ruch, który przed chwilą został wykonany - co najważniejsze: dobrze - przez aurora, udało się wyprowadzić tylko dzięki silnej woli. To tylko to i adrenalina pozwoliła mężczyźnie stanąć na nogi i jeszcze zaczarować wielką bestię.
- Na brodę Merlina... - ledwo wydusił z bólu, próbując znów wyrównać oddech i podniósł głowę.
Troll dostał jakby prania mózgu. Nie wiedział co się z nim dzieje i od pomysłu atakowania jego i Ignatiusa był bardzo daleki. Ignatius, właśnie!
Oczy Branda przeleciały po pomieszczeniu, w końcu napotykając młodego czarodzieja.
- I-Ignatius! - poderwał się z podłogi i najszybciej, jak mógł (co nie było wcale szybko, gdyż chodził skulony z bólu) podszedł do chłopaka.
Był nieźle poturbowany. Zresztą obaj byli. Trudno będzie kontynuować misję w takim stanie, jednak nie mieli żadnego wyboru.
- Chodź, pomogę Ci. - zaoferował, pomagając mu stanąć na nogi - Ugh, mam tylko nadzieję, że innym idzie lepiej niż nam. Do-dobra... - urwał, w poszukiwaniu oddechu - Dobra, jeden problem z... głowy. Musimy stąd wyjść. Troll. Troll nie powinien szybko się z tego otrząsnąć. - mówiąc to rozglądał się za drzwiami, dzięki którym mogliby opuścić to miejsce.
Gdy je znalazł, przytaknął głową i podtrzymując Prewetta ruszył z nim w tamtą stronę, by potem spróbować wyjść do innej części budynku.
- Jak będziesz mógł iść sam, to daj znać, będzie nam obu łatwiej. - uśmiechnął się jeszcze, lecz nic nie chciał sugerować, co szybko dopowiedział.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   18.11.15 23:47

The member 'Fridtjof Brand' has done the following action : rzut kością

'k100' : 66


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   19.11.15 0:01

Może na budynek zostały rzucone zaklęcia obszarowe, inne niż te, o których wiedziałem. A przynajmniej tak sobie wmówiłem, gdy moja inkantacja nie przyniosła spodziewanego skutku - co innego mogło zawieść, jeśli nie dziwne warunki panujące w pustostanie, dziś już nie tak pustym? Moje rozdarcie nie trwało długo. Zacisnąłem mocno szczęki, widząc, że los niewiasty dalej pozostaje niepewny i ulokowany w łapskach nokturnowych typków, jednak to już musiało pozostać sprawą drugorzędną. Postronna ofiara w imię większego dobra. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi, zapewne w wyniku fali ludzi zalewającej schody jak robactwo i napawającej mnie podobnym entuzjazmem. Czy ktoś ich zaalarmował i właśnie nasza akcja obróciła się w pył, zanim na dobre się zaczęła? Czy właśnie nawaliłem na całej lini, nie docierając nawet na pierwsze piętro, do źródła zamieszania, nie pochodzącego z mojej ręki, jak to było w planie pierwotnym? Wykonałem nagły zwrot na schodach, by przeciwnie do głównego nurtu, udać się w górę schodów, ale moje spojrzenie padło na osobnika, który zdecydowanie wyróżniał się od reszty. Przez parę sekund przyglądałem mu się ukradkiem, szukając powodu, dla którego coś mi w nim nie pasowało. Heterochromia. Uśmiechnąłem się pod nosem, odnotowując ten szczegół w pamięci. Dobrze, bardzo dobrze, po cechach charakterystycznych łatwo jest zidentyfikować innych, a jeśli cechy te dotyczą oczu, nawet metamorfomagia ich nie zatuszuje. Pogrążając się na sekund pięć w tym podobnych myślach, powiodłem spojrzeniem za tajemniczym typkiem, by następnie ze zdziwieniem spostrzec, że w miejscu, do którego kieruje swe kroki, znajduje się wyrwa. Mógłbym przysiąc, że nie było jej tam jeszcze przed paroma chwilami, a w między czasie nie padło przecież na parterze żadne zaklęcie, które mogłoby sprawić, że ściana będzie ziała czernią, w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się solidny ceglany mur. Czyżby wyjście awaryjne? Przez moment rozważałem pomysł natychmiastowego sprawdzenia tej zagadki, jednak szybko przypomniałem sobie jakie było moje prawdziwe zadanie. Tylko czy można jeszcze brać je na poważnie, skoro właśnie w tym momencie cała akcja rozpadała nam się w drobny mak? Przepychając się przez oblegający chody tłum, dotarłem w końcu na piętro, by wślizgując się przy ścianie do pomieszczenia, obrzucić spojrzeniem ten obraz nędzy i rozpaczy. I zobaczyć, czy jeszcze cokolwiek można zrobić.

sori za ciulowość tego posta, ale już trochę nie ogarniam co się właściwie dzieje i co mam robić, rzucać kostkami czy nie, a jutro będę dopiero późnym wieczorem, nie chcę was blokować :c




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Hazel Sackville
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://morsmordre.forumpolish.com/t759-hazel-sackville http://morsmordre.forumpolish.com/t806-bogart#3388 http://morsmordre.forumpolish.com/t790-hazia#3165 http://morsmordre.forumpolish.com/f111-pokatna-21-10 http://morsmordre.forumpolish.com/t1505-hazel-sackville#13705
Zawód : Auror
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
To those who'd ground me, take a message back from me.
Tell them how I am defying gravity and you can't pull me down!
OPCM : 7
UROKI : 7
ELIKSIRY : 4
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   20.11.15 0:13

Nie chciałam nawet patrzeć na krew, która w zaskakująco szybkim tempie zaczynała przesiąkać przez prowizoryczny bandaż. Nigdy nie byłam zbyt dobra w rzucaniu zaklęć uzdrawiających, czy żeby oddać sprawiedliwość - nie miałam na ten temat bladego pojęcia. Dlatego też musiałam zacisnąć zęby i poradzić sobie z olbrzymim bólem, mając jednocześnie nadzieję, że zawroty głowy są powiązane z objawami wczesnej ciąży, a nie utratą krwi. Nie było nawet mowy, żebym wycofała się z akcji.
- Hej, przynajmniej to lewa - zażartowałam sobie, starając się jakoś rozładować sytuację. Mimo wszystko, nie chciałam, żeby Garrett się o mnie martwił. Mimo wszystko, miałam sporo szczęścia, że skończyło się tylko na tej ranie. - Chodźmy już lepiej, bo znowu coś na nas runie - zacisnęłam zęby i ruszyłam w stronę schodów na piętro.
O dziwo, wszystko idzie bez żadnych problemów. Choć wspinamy się do górę, skąd dobiegają raczej niepokojące hałasy, nikt nie zwraca na nas uwagi. Krzyki, popłoch, poruszenie - od lat pracowałam jako auror i do tej pory nie potrafiłam zrozumieć, co przyciąga ludzi do takich miejsc. Dlaczego dobrowolnie zamykają się w obskurnych budynkach, dlaczego okaleczają się nawzajem i starają zrobić sobie krzywdę. Dlaczego czerpią radość z okrzyków bólu.
Z zadumy wyrywa mnie dopiero grupa ludzi, która w popłochu zbiega po schodach. Staram się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, zachowywać się jak gdybym właśnie tu powinna być, by nie wzbudzić żadnych podejrzeń. I wszystko na marne. Zbiegowie zatrzymują się tuż przed nami, patrząc na nas zaalarmowani. W pogotowi zaciskam palce zdrowej ręki na różdżce, jednak nie wykonuję żadnych czynności. Nie ma co podejmować pochopnych decyzji, są zaalarmowani, ale wciąż istnieje możliwość, że bardziej cenią własną skórę. Spoglądam tylko na Garretta, by upewnić się czy i on zauważył, że nasza przykrywka może spalić się w każdej chwili.


Powrót do góry Go down
Ignatius Prewett
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://morsmordre.forumpolish.com/t1492-ignatius-prewett http://morsmordre.forumpolish.com/t1524-fidelis#14269 http://morsmordre.forumpolish.com/t1509-ignatius-prewett http://morsmordre.forumpolish.com/f183-dover-st-davids-ave-21b http://morsmordre.forumpolish.com/t1525-ignatius-prewett#14271
Zawód : Auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Jak niemal każde nieszczęście, zaczęło się szczęśliwie.
OPCM : 7
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: 6: Opuszczona portiernia.   22.11.15 19:42

 Troll, nawet jeżeli był oślepiony, nadal posiadał inne zmysły, które doskonale prowadziły go przez pokój. Nie zdążyłem nawet obrócić się, by obronić przed ciosem. Jego prymitywna maczuga trafiła mnie w plecy. Siła uderzenia odebrała resztki powietrza w piersi. Poczułem falę ciepła rozchodzącą się po całym ciele. Nie miałem siły, by utrzymać się na nogach. Z trudem przytrzymywałem różdżkę. Bezwładnie uderzyłem całym ciężarem ciała w ścianę. Poczułem, jak coś przesuwa się w moim prawym barku, a po chwili jakby pękło. Ból, chociaż maskowany przed adrenalinę sprawił, że na dobrą minutę pociemniało mi w oczach. Próbując ochronić okaleczone ramię, lewą stroną zwaliłem się na ziemię. Leżąc na zakurzonej podłodze myślałem jedynie o tym, czy przygnieciona różdżka jest jeszcze cała.

Gdzieś nade mną słyszałem głos Fridtjofa, nie mogłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku, by zapytać co z trollem. Na moje szczęście Brand zdążył skutecznie rzucić na niego zaklęcie. Gdyby nie on, najprawdopodobniej nie tylko bark miałbym roztrzaskany. Dłuższą chwilę zajęło mi stanięcie na nogi, silne ramię starszego aurora okazało się niezbędne, bym mógł się poruszyć, bez kolejnego upadku. Syczałem z bólu, wściekły na siebie, że pozwoliłem tak bezmyślnie powalić się przeciwnikowi. Pierwotny plan zakładał dobiegnięcie do Branda i zabranie go z pokoju, nim zaklęcia na bestię przestanie działać. Jak widać, rolę się odwróciły. Nadal opieram się o aurora, gdy wychodzimy z pokoju. Nie mogę nabrać powietrza, ból paraliżuje całą prawą stronę. Kiwam tylko głową i bez przekonania niezdarnie unoszę różdżkę, czując jak znowu moje ciało przeszywa paląca fala rwania.

- Articulatio
- szepczę bez przekonania. Magia lecznicza nie jest moją najmocniejsza stronę. Jeśli jednak chcę się na coś przydać, muszę najpierw spróbować wyleczyć bark. Całą swoją uwagę skupiam na tym jednym słowie. Gdy nie pomoże zaklęcie, będę musiał wbić bark samodzielnie. A tego bardzo nie chcę.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: 6: Opuszczona portiernia.   22.11.15 19:42

The member 'Ignatius Prewett' has done the following action : rzut kością

'k100' : 83


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   22.11.15 19:50

Percival, Benjamin bez wątpienia swoje ważył. Przeciskanie się przez tłum nie mogło być łatwe w tych warunkach, o ile oczywiście twój "partner" współpracował. Nikt was nie zaczepiał na razie, każdy był zajęty sobą. Po drodze mogliście minąć ciało - już poturbowane przez rozszalały tłum - wieszczki.
Felix, musiałeś podjąć decyzję czy czekasz na sojusznika czy też sam ruszasz na drogę zemsty. O ile - faktycznie - ludzie pociągnęli cię z nurtem, tak w pewnym momencie mogłeś zauważyć, jak jeden z przydupasów interesującego cię mężczyzny skręca gwałtownie. Może to jego wyróżniająca się kędzierzawa czupryna zwróciła twoją uwagę. Bez wątpienia jednak złapałeś trop - podążysz nim?
Perseus, zaaresztowanie panikujących, ewakuujących się ludzi z sali przy ich znaczącej przewadze wydawało się założeniem nieco ponad miarę. Ale - faktycznie - niejako twój cel, czyli zamieszanie, zrobiło się samo. Przepychający się ludzie trącali cię, gdy stałeś im na drodze, nie rozpoznając w tobie stróża prawa. Podejrzany osobnik zniknął ci z oczu. Podobnie jak wyrwa. A może to tylko iluzja?
Fridtjof, Ignatius, jesteście mocno poturbowani. Prewett ma wybity bark, a także krwiak na brzuchu - możliwe, że również połamane żebra. Brand, prawdopodobnie masz wstrząśnienie mózgu i pogruchotane żebra. Wyszliście do głównej hali magazynowej, która do niedawna była kompletnie opustoszała. Aktualnie ze schodów wylewali się ludzie, dziwnie zaalarmowani. Coś poszło nie tak? Po jakimś czasie z piętra zaczęła się wylewać mgła, która powoli obejmowała coraz większy obszar.
Hazel, Garrett, u was definitywnie coś poszło nie tak.
-Ja ich rozpoznaję!-krzyknął ktoś z tłumu.-To aurorzy!
Poziom paniki wzrósł. Ludzie ciągle stali, mimo że z tyłu napierali na nich kolejni. Chyba odpowiedzialni za zamieszanie usłyszeli o wieści, bo nagle pomieszczenie ogarnął duszący dym. Popłoch. W powietrzu śmignęło pierwsze zaklęcie. Czyżby cała akcja miała być kompletną klęską? A może ustawione cele były nieco na wyrost? Wasza mała grupa nie miała szans przeciwko masie w liczbie koło pięćdziesięciu ludzi.
Ignatius, niestety rzucanie zaklęć z dziedziny, której się nie zna, często przynosi więcej szkód jak korzyści. Tak też było w twoim przypadku. Poczułeś nagle niezwykłą wiotkość. Ręka opadła ci bezwładnie, wyginając się pod przedziwnym kątem, a twój problem... zniknął. Dosłownie. Wraz z kośćmi w lewej ręce.

❋Macie ostatnie tury na to, by spróbować zmienić bieg historii. Zalecam nieco większą inicjatywę, jeśli szukacie informacji lub doprecyzowania, zapraszam na PW prowadzącego, chętnie dopiszę, jeśli coś nie zostało ujęte. Hazel i Prewett -5 do ewentualnych rzutów w tej turze. Terminowych odpisujących obejmuje bonus +5.


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 41
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   22.11.15 20:49

Ból ciągle fruwał beztrosko po jego ciele, ale skrzydła cierpienia (albo inne metaforyczne cholerstwo, mogące choć odrobinę uwznioślić otrzymanie kopniaka w krocze) wydawały się muskać system nerwowy Benjamina coraz łagodniej. Szczękościsk złagodniał, zacięte rysy śmiertelnie zbolałego mężczyzny odrobinę się wygładziły i mógł poruszać się już jak paralityk stopnia pierwszego a nie dziesiątego. Złote gwiazdki także zniknęły z horyzontu niefortunnych zdarzeń, sprowadzając przed oczy błogosławiony półmrok, poprzetykany słabymi echami rozbłysków zaklęć. Świat mozolnie zaczynał się kręcić a Wright mógł nawet głębiej odetchnąć, ocierając wierzchem dłoni twarz. Z swoich łez i obcej krwi, powoli zasychającej w jego brodzie. Nie, żeby przejmował się w tej chwili swą prezencją. Pragnął tylko dotrzeć do ukochanej ściany, dającej mu podparcie przez cały czas pojedynków...pojedynków, tak, ktoś tutaj się bił, ktoś walczył na śmierć i życie, uziemiając go pod tym przeklętym murem ciężarem wspomnień, ktoś, tylko, na Merlina, kto? Wyłączenie jednego mózgu spowodowało widocznie spięcie także i w bliźniaczym większym organie, bo Benjamin łączył wątki wyjątkowo powoli, nawet jak na swoje standardy. Zapewne próbowałby przypomnieć sobie o co tu właściwie chodzi na zmianę z nieco mętnym powtarzaniem przepowiedni świętej pamięci dzierlatki, ale ktoś poruszył się obok niego, mierząc go spojrzeniem zdeterminowanym. I znajomym.
Percival. No tak. Coś rozjaśniło się pod kopułą ciemnych włosów a ból stał się już tylko wyjącym cicho ghulem na strychu benjaminowego jestestwa. Mrugnął dwukrotnie, dając sobie sekundę na odnalezienie się w przestrzeni, której przyzwoitość Nott łamał niezwykle bezpardonowo, zarzucając mu rękę na ramię i prowadząc w kierunku wyjścia, jakby Wright miał zaraz zemrzeć w męczarniach. Na co się - oby - nie zapowiadało; owszem, ból w najważniejszym miejscu ciągle dawał o sobie znać, ale poza tym (i lekkim nacięciem na szyi) Benjamin czuł się naprawdę w porządku. Pomijając aspekt psychiczny, bo tak bezpośrednia bliskość Notta irytowała go nawet w sytuacji zagrażającej życiu. Szarpnął się z siłą zadziwiającą jak na chodzącego truposza, zsuwając rękę z jego ramienia i obrzucając go spojrzeniem jednocześnie gniewnym i niesamowicie zdezorientowanym. Podobnie patrzył na niego każdego przeklętego poranka, kiedy Percival brutalnie zrywał go o świcie z łóżka, w ogóle nie szanując potrzeby spokojnego odpoczynku styranego życiem p a r t n e r a.
- Co ty odpierdalasz? - rzucił głosem nieco drżącym, ni to ze słabości, ni to z wkurzenia, ni to ze skrajnego zagubienia. Przystanął, oddychając ciężko i ocenił wzrokiem chaos wokół nich, powracając w końcu spojrzeniem do Percivala, zapewne wytrzeszczającego na niego oczy. Jaimie nie orientował się jeszcze w swojej prezencji zalanego krwią truposza, co wcale nie pomagało w zrozumieniu intencji Notta, nagle pragnącego braterskiego przytulenia. Nie byli przecież jakimiś kochasiami, dlatego Ben postanowił wspaniałomyślnie zostawić niemęskie dramy na czas późniejszy. - Co tu się odpierdala? - zmodyfikował więc nieco swoją wypowiedź, sięgając do kieszeni szaty, by mieć różdżkę w ewentualnym pogotowiu. Jeszcze raz rozejrzał się po sali; jeśli nie chcieli dołączyć do grona spadających półolbrzymich gwiazd musieli udać się schodami w dół. Skierował tam swoje kroki, szarpiąc uprzednio Notta za rękaw szaty.




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : organizator smoczych wypraw badawczych
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

OPCM : 5
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   22.11.15 22:09

Miał nieodparte wrażenie, że ludzie w portierni w jakiś magiczny sposób ulegli wielokrotnemu powieleniu, bo to, co do niedawna było niewielkim tłumem, obecnie przypominało jakiś dziki tabun splątanych ze sobą kończyn. Być może miało to coś wspólnego z ogólną paniką i śmigającymi w różnych kierunkach zaklęciami, ale powód rosnącego zamieszania już mało Percivala interesował – miał zdecydowanie dość wrażeń i atrakcji jak na jeden wieczór, a opadający stopniowo poziom adrenaliny wpuścił do jego umysłu inne myśli, które niekoniecznie były tam mile widziane. Stał się, przykładowo, bardziej świadomy bagna, w jakie własnoręcznie (czy może raczej – własnonożnie) wdepnął, jak i tego, że wydostanie się cało z ogólnego rozpierdolu mogło okazać się o wiele trudniejsze, niż zakładał na początku. Zwłaszcza z dodatkowym ciężarem w postaci umierającego Benjamina, który… wyszarpywał się właśnie całkiem żywo i sprawnie, jak na kogoś, kto wyglądał jak dopiero co wskrzeszony inferius. Zaskoczenie spowodowane tym faktem, zmusiło Percivala do gwałtownego zatrzymania się w miejscu, co najprawdopodobniej nie było zbyt mądre, ale również i nieuniknione; wytrzeszczył oczy, dokładniej przyglądając się zalanemu krwią mężczyźnie, który, oprócz tego, że pokryty był czerwoną, świeżą posoką, wyglądał względnie zdrowo.
Nowe fakty, wcześniej ślepo ignorowane przez przesycony niedawnymi wrażeniami umysł, zaczęły stopniowo przebijać się przez nieco ogłupiałe myśli Notta, składając się do kupy w obraz nie tyle przerażający, co śmieszny w swej oczywistości. Ogarnęło go zażenowanie, niepowstrzymane nawet przez rozgrywający się dookoła sąd ostateczny, a za to doprawione do smaku wkurwieniem, uprzednio skierowanym w stronę parszywego czarodzieja z heterochromią, a obecnie zwracające się ku niemu samemu. Nie mógł uwierzyć w to, jak wielkim był idiotą, a obecność Benjamina wcale nie pomagała mu we wzięciu się do kupy; wprost przeciwnie, gdyby nie nagłe szarpnięcie za rękaw, pewnie gotów byłby rozpocząć widowiskową scenę, w której zwyzywałby Wrighta od aktorów i debili, nie zwracając uwagi na to, że to on sam zrobił z siebie kretyna.
- Skąd mam wiedzieć, to ty wyglądasz, jakbyś właśnie rozszarpał kogoś gołymi rękami. Czyja to jest, kurwa, krew? – zapytał, mimowolnie zrównując się z mężczyzną i ruszając jego śladami, bynajmniej nie dlatego, że postanowił dotrzymać mu towarzystwa, a dlatego, że droga, którą zmierzali, wydawała się jedyną możliwą. A przynajmniej tak sam twierdził, starając się utrzymywać skrajnie różne emocje na wodzy, co okazywało się wcale nie takie proste; wzdrygnął się, gdy minęli stratowane ciało jakiejś powykrzywianej kobiety, leżącej w kałuży krwi, którą kierujący się do wyjścia roznosili właśnie na butach, tworząc na zakurzonej posadzce artystyczny obrazek godzien umieszczenia w muzeum sztuki nowoczesnej.
Przyspieszył kroku na tyle, na ile było to możliwe, biorąc pod uwagę nerwowy tłum w pomieszczeniu, a jego cel ograniczył się do zejścia w dół po schodach i wydostania się na zewnątrz – co dalej, tym póki co się nie martwił, bardziej przejęty dochodzącym z piętra niżej hałasem, który zdawał się z każdą chwilą narastać.




and to a place I come
where nothing shines


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t2785-skrytka-bankowa-nr-122#44963 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
Zawód : auror
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
OPCM : 41
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   22.11.15 22:44

K u r w a.
Był pewien, że kaptury szczelnie kryjące oblicza w cieniu były w stanie zapewnić im anonimowość, tak samo jak tłum niezliczonych twarzy; a jednak. Wszystko, co mogło pójść nie tak, zmieniało się w katastrofę - kompletną, doszczętną, plan rozpadał się na drobne kawałeczki, wszystko runęło. W końcu nie chcieli zrobić wiele, a na każdym odcinku coś mąciło ich spokój: dostać się do środka (padające z nieba półobrzymy), bez zbędnych atrakcji dotrzeć na górę (tłum wpadający w popłoch zbyt szybko), dołączyć do reszty aurorów (wszechobecny chaos), wypatrzeć organizatorów tych pojedynków (na pewno już zbiegli), wysłać ich prosto do przytulnej celi (ha).
Ha.
Musiał myśleć szybko, nie patrzył nawet na Hazel, trwając w chwilowym bezruchu. A chociaż w trakcie kilkakrotnego analizowania tej akcji w myśli rozważał taką możliwość jej zakończenia (klęskę, okrutną klęskę, ugodzenie Avadą Kedavrą, osierocenie Zakonu Feniksa, pozostawienie rodzeństwa bez opieki, kumulację zła na świecie), to i tak przeklinał w myśli raz za razem, gorzko, okrutnie, paskudnie; zachowywał zimną krew, jednak... czy tym razem cokolwiek mu to da?
Popełnili błąd. Powinni wywabić ich z budynku i zamknąć w pułapce, spalić, zniszczyć obrócić w pył, zgnieść jak robaki; w przejętych dobrem sercach aurorów taka myśl nie świtała nawet przez chwilę, żadne z nich nie było gotowe poświęcić tak wiele istnień, wśród których mogły znaleźć się osoby, które znali. Nikt nie był święty, nawet ci, którzy brzydzili się złem, a potrzeba odczucia adrenaliny buzującej w organizmie zawsze zwyciężała - niektórzy dawali jej ujście, wybierając niebezpieczne konne wyścigi, inni udawali się na nielegalne pojedynki, gdzie czarnomagiczne zaklęcia przecinały zatęchłe powietrze,  a jeszcze inni...
...oni decydowali się na samobójcze misje, poświęcenie siebie dla lepszego dobra, które lepsze wcale nie było, bo, zupełnie jak poprzednie plany, mogło spalić na panewce.
Mgła gęstniała, łaskotała ich ciała i skutecznie krztusiła; Garrett nie wiedział, czy nie była śmiercionośna, czy zaraz nie zakrztusi ich wszystkich, nie zatka płuc trującym dymem. Może powinien to wykorzystać, rzucić na siebie zapobiegawczo zaklęcie bąblogłowy i uciec, ratować życie, ewakuować się z tłumem i modlić się w duchu o to, aby wszyscy tu zgromadzeni udusili się. Może powinien to wszystko wysadzić, tak, jak trzeba było zrobić to na początku, zrównać budynek z ziemią, nie pozwolić, by cała ta akcja w ogóle się potoczyła, by Hazel dotkliwie zraniła się o pręt, aby gromada ludzi otoczyła ich, odcinając wszystkie drogi ucieczki.
Może powinien zachowywać się racjonalnie.
Może powinien.
A jednak mgła rosła, powoli zasłaniając pole widzenia; pierwsze zaklęcie przecięło powietrze, uchylił się, choć wcale nie musiał - zdawało się, że przemknęło daleko od nich, zupełnie, jakby ktoś nie wiedział, gdzie powinien celować. Może oni wszyscy znokautują się sami?, przeszło mu ulotnie przez myśl, lecz wiedział, że powinien działać. Choć wszystkie te wątpliwości uderzyły go w ułamku sekundy (a zdawało mu się, że trwało to wieczność), to i tak nie mieli nawet chwili do stracenia. Ta chwila mogła kosztować ich życie.
A może coraz gęściej kłębiąca się mgła zdoła uchronić ich przed wzrokiem innych?
- Concordia - wyszeptał, ryzykując wiele i mając nadzieję, że nie popełnia właśnie największego błędu w swoim życiu.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   22.11.15 22:44

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością

'k100' : 63


Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Opuszczona portiernia   24.11.15 19:41

Chaos. To słowo chyba najlepiej opisuje to, co działo się właśnie w budynku, do którego mieliśmy nieszczęście trafić i wszystko to, czego nie dało się określić bez cisnących się samoczynnie na usta przekleństw. Mrowie ludzi przeróżnego pokroju przepychało się do wyjścia, w powietrzu niemalże unosiła się histeria, gdy przebijali się pomiędzy sobą łokciami, a gdzieś mignęło poturbowane ciało zakrwawionej kobiety. Skąd nagle wzięło się tyle osób? Mógłbym przysiąc, że informacje dotyczyły grupy góra dwudziestu osobników, podczas gdy przed moimi oczami było ich co najmniej dwukrotnie więcej. Wrzawa rozszalała. Tłum na schodach odcinał mnie od źródła zamieszania, ale zdawało mi się, że moich uszu dobiegł krzyk alarmujący o rozpoznaniu aurorów wśród zebranych i przekreślający już i tak stojącą pod dużym znakiem zapytania skuteczność akcji.
Nie było mowy o tym, bym ruszył na odsiecz aurorom na parterze. Nawet, gdybym chciał, niemożliwym było ponowne przebicie się przez tłum. A nie chciałem, bo graniczyło to z szaleństwem i dla mnie jednoznaczne było z misją samobójczą - jeśli nie zostaniemy wszyscy zabici przez otaczających nas szemranych ludzików i jakimś cudem wyjdę z tego żywo, moja przykrywka w półświatku spali się w momencie, gdy otwarcie sprzymierzę się z aurorami, a wtedy pożałuję, że nie zginąłem w tej zapchlonej portierni. Kilkakrotnie zostałem szturchnięty, lecz nie zwracałem na to uwagi, gdy ponownie szukałem spojrzeniem mężczyzny o niepokojącym, wielobarwnym spojrzeniu. Bezskutecznie. Po podejrzanym osobniku, jak i po wyrwie w ścianie nie było śladu. Przewidziałem się?
Niemalże przyklejając się do ściany, by znaleźć się poza zasięgiem łokci ewakuujących się z budynku ludzi, przesunąłem się kilka kroków w kierunku miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą nie było ciągłego, nienaruszonego muru, by dotknąć chropowatej faktury palcami. Był tylko jeden sposób, by się przekonać czy się nie mylę.
- Dissendium. - wypowiedziałem formułę zaklęcia, celując różdżką w miejsce, w którym zniknęła iluzoryczna wyrwa, a z nią delikwent o dwukolorowym spojrzeniu. Sezamie, otwórz się.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
 

Opuszczona portiernia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 17  Next

 Similar topics

-
» Opuszczona stacja kolejowa
» Opuszczona radziecka baza
» Opuszczona leśniczówka
» Opuszczona klasa
» Opuszczona fabryka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Doki :: Opuszczone magazyny-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18