Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Polana   05.03.17 22:50

First topic message reminder :

Polana

Jedna z polan w lesie, która roztacza wokół siebie specyficzną magiczną aurę, gdyż to właśnie to miejsce jednorożce upodobały sobie najbardziej i to właśnie tutaj najczęściej można je spotkać. Od głównej drogi prowadzi do niego mała wąska ścieżka, która jest trudna do odnalezienia dla odwiedzających, ale wszyscy pracownicy dobrze wiedzą gdzie ona się znajduje. Polana otoczona jest w większości przez drzewa iglaste, które odgradzają ją od głównej drogi i sprawiają, że dla osób niewiedzących, gdzie powinny szukać, staje się naprawdę trudna do odnalezienia.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana   07.09.18 15:15

Całkowicie o tym zapomniałem. O tym, że pisano w Proroku o masowych morderstwach jednorożców. Nie wiem kto za tym stoi - nie będąc śmierciożercą nie mogę mieć dostępu do takich informacji. Jak widać zdarza się, że myślenie nie jest moją mocną stroną, wręcz przeciwnie. Taplam się w swoich urojeniach dążąc do tego, co dla pożądane - ingrediencje. Zafiksowałem się na punkcie alchemii zapominając czasem o zdrowym rozsądku. Zamiast ufać jedynie sprawdzonym dostawcom, co jakiś czas budzi się we mnie uśpiona natura podróżnika, globtrotera, szaleńca po prostu. Brakuje mi dawnych, minionych bezpowrotnie chwil - kiedy zdrowy podróżowałem w dalekie kraje nieograniczony niemalże niczym, za to z lubością przyglądający się niebezpieczeństwu zdobycia czarnomagicznych artefaktów. Po ostatnim fiasku w Rosji ani nestor, ani pradziad, ani ojciec nie wysyłają mnie zbyt chętnie na dalsze wojaże. Zajmują się tym inni, chociaż podobno niedługo mam dostać swoją szansę; skoncentruje się ona prawdopodobnie na stacjonarnej obróbce cennych przedmiotów, ale już dawno przestałem narzekać. Walczę ze sobą stopniowo, staczając wewnętrzne bitwy poczynając od tych najmniejszych. Daleki jestem od rzucania się na głęboką wodę - to, że rzeczywistość prezentuje się zgoła inaczej, to tylko taka przykrywka. Nie jestem brawurowy w stricte znaczeniu tego słowa, nie targam się na życie codziennie czy nawet regularnie - od czasu do czasu odbija mi palma, a wtedy nie kontroluję kompulsywnych zachowań, tym samym pogrążając się w zażenowaniu oraz śmieszności.
Jakże wyglądam? Lord z szanowanego rodu, uciekający przed jednorożcem oraz zakotwiczony na jednym z pobliskich drzew. Naznaczony strachem, niepewnością. Zapominający, że nie powinno go tu być, a zwierzęta reagują na niego agresją. Co ta niewiasta uśmiechająca się wdzięcznie może o mnie myśleć? Wcale nie muszę być legilimentą, żeby posiąść tę świadomość - jestem głupcem, skończonym wariatem, smutkiem oraz niedowierzaniem. Stoję więc przed nią jak ta oaza nicości, pogrążony w wewnętrznej rozpaczy, promieniujący zawstydzeniem. I skruchą, którą rzadko okazuję, woląc brnąć w odwracanie kota ogonem. Mógłbym przecież wyprzeć się wszystkiego, kłamać, serwując nieprawdopodobne bajeczki, mógłbym wreszcie oskarżyć o wszystko ją, piękną, urokliwą lady stojącą przede mną, zanegować każde słowo - ale po co? Nie potrzeba nam napinać i tak napiętych już stosunków z Parkinsonami - tak, to fatalnie, że nie wpadłem na to wcześniej. Zanim wtargnąłem nielegalnie do rezerwatu. Czy jeśli przyrzeknę, że chodziło mi tylko o włosy zostawione na gałęziach, czy kobieta o bystrym spojrzeniu uwierzy w moje intencje? Na pewno nie, dlaczego miałaby mi w cokolwiek wierzyć? Nie wygląda, jakby w ogóle wiedziała kim jestem - i co nas wspólnie czeka. Może dobrze udaje, ćwicząc się w aktorstwie? Mam wiele pytań, zaś za mało odpowiedzi.
Nie krzyczy, nie karze, nie okazuje wrogości. Te fakty wprawiają mnie w jeszcze większe zażenowanie oraz konsternację, dlatego błądzę spojrzeniem dookoła, czując, jak maleję w sobie. Powinienem wykazać się większym zdecydowaniem i butą, tak. Biorę więc kilka głębokich wdechów, dopingując w duchu samego siebie. Jakże bohatersko.
- Pozwolę się nie zgodzić - mówię dość hardo. Jak na siebie. I jak na sytuację, w której się znajduję, będąc na przegranej pozycji od początku do końca. - Pewnie długo zwisałbym nieelegancko z gałęzi, gdyby nie twoje dobre serce, lady - stwierdzam oczywistość, starając się, żeby głos jednak mi nie drżał, a nerwowe drżenie rąk nie zostało wykryte. Kolejne słowa, jakie rozmywają się na delikatnym wietrze, są jawną kpiną, którą nawet ja wyczuwam - a to już znaczy bardzo wiele. Wypuszczam ze świstem powietrze, chcąc jakoś załagodzić sprawę, ale nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Po prostu nic. - Nie miałem intencji skrzywdzić tego stworzenia. Natknąłem się na nie przypadkiem - rzucam, uznając, że skoro i tak nie mam w zanadrzu żadnej wiarygodnej wymówki, to i niewiarygodna prawda nada się na to, żebym przepadł. - Jestem alchemikiem i… szukałem ingrediencji. Włosów tak konkretnie - wyrzucam z siebie wreszcie, czując, jak pieką mnie policzki. Wstyd, taki wstyd. - Powinienem załatwić to zgoła inaczej, wiem, ale to nie pierwsza głupota jaką zrobiłem w życiu - oznajmiam z niesmakiem. Cóż, nie prezentuję się najlepiej, ale uznaję szybko, że w takich okolicznościach nic mi już nie pomoże. Mogę ściemniać, że się zgubiłem albo ktoś zamordował mojego opiekuna albo cokolwiek innego, ale takie kłamstwa łatwo wykryć. - Czy mógłbym jednak liczyć na łagodny wymiar kary? - pytam prosząc, ale brakuje mi uroku słodkiego kociaczka albo równie uroczego berbecia, więc wcale nie jestem pewien, czy lady Parkinson zrozumie, że wcale nie chcę udać się na rozmowę z jej wujem. Konsekwencje mogłyby być tragiczne w skutkach, nie chcę zaogniać tego… konfliktu. - Tak, rzeczywiście… - mruczę, nie chcąc wcale sobie przypominać o tym, o czym raczyłem zapomnieć. Wtedy wyjdę na jeszcze większego głupca – o ile to w ogóle możliwe. - Nie, nie, dziękuję - zaprzeczam od razu. Oprócz urażonej dumy oraz braku godności nie dolega mi absolutnie nic. Na to kobieta nie może mieć lekarstwa.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Elodie Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6266-elodie-parkinson https://www.morsmordre.net/t6336-lethe https://www.morsmordre.net/t6343-once-upon-a-time https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t6333-skrytka-bankowa-nr-1568 https://www.morsmordre.net/t6335-elodie-parkinson
Zawód : Lady Harlequin
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Oh dear diary, I met a boy - he made my doll heart light up with joy
OPCM : 12
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana   13.09.18 2:10

Elodie nie zapomina. Każdą zdobytą, tudzież zasłyszaną informację zapisuje skrupulatnie w poszczególnych pudełeczkach, na które składa się pamięć młodziutkiej damy. Mogą skryć się pod warstwą kurzu chwilowego zapomnienia, bądź też znacznie istotniejsze wieści są w stanie je przysłonić, lecz wystarczył ledwie impuls, by mogła sięgnąć drobną rączką po odpowiedni pakunek. Lecz tego, co miało miejsce w rezerwacie, nie jest w stanie upchnąć do żadnej skrzyneczki, okropieństwo wydarzeń było zbyt wielkie, by mogło odejść w niebyt, a zgryzota wujostwa nazbyt silna, aby mogła ją zignorować. Panienki otaczające troskliwą opieką magiczne stworzenia przez wiele dni nie mogły powstrzymać łez cisnących się do oczu oraz dreszczy przeszywających ich ciała, jaką bowiem trzeba być straszliwą istotą, żeby uczynić tak przerażającą oraz godną potępienia zbrodnię? Czy ten, kto dokonał mordów, nie lękał się klątwy, jaką czyn ten nań ściągnie? Nie, prawdopodobnie nie, uznaje lady Parkinson, sądząc, iż serce takowego czarodzieja musi być na wskroś zgniłe, tudzież wyrwane prosto z piersi — żadne groźby nie miałyby na niego wpływu, bowiem raz zatraciwszy duszę, ponownie utracić jej nie można. Dlatego też podchodzi do obcego jej skromnej osobie lorda z lekką dozą nieufności, skrytą za subtelnym uśmiechem różanych ust oraz troską zaklętą w głosie. Wie bowiem, że w jej przypadku groźby oraz głośne karcenie za bezmyślność nie przyniosą niczego, poza gwałtownym zrywem dumy i ugodzenia prosto w kruche szlacheckie ego rozmówcy. Dlatego też zachowuje się, jak na arystokratkę przystało, potulnie i grzecznie czeka na odpowiedź, choć orzechowe tęczówki nader uważnie przylegają do sylwetki mężczyzny. Kamienny wyraz twarzy nie pozwala dojrzeć gwałtownych zmian nań nachodzących, niepokojąco blada skóra uniemożliwia zauważenia innego kolorytu niźli biel skóry, w ustach o kącikach wygiętych ku dołowi czai się trudna do opisania gorycz, wyraziste brwi zaś skłonne są prawdopodobnie do częstych marszczeń. Lord Burke jest klasycznym okazem szlachcica chłodnego, oszczędnego w gestach i nazbyt typowego, by mógł pobudzić sobą jakąkolwiek inspirację. Wrażenie to jednak odrobinę ulega zmianie, gdy ich oczy spotykają się i w ich czerni, jakże głębokiej oraz niezmierzonej, dostrzega wstyd oraz zażenowanie. Czy jest ono spowodowane niedawnym zajściem? Najprawdopodobniej, wszakże jak ogromnym ciosem dla własnej godności była ucieczka przed śnieżnobiałym rumakiem. A może jest to podyktowane bezprawnym wstąpieniem w granice rezerwatu?
Jesteście zbyt uprzejmi sir — odpowiada więc, dygając przy tym lekko, nie dodając już nic więcej. Nie chce ciągnąć tematu, naigrawać się prawdziwie dziecinnie oraz prostacko, odrzucając zaraz starcie z jednorożcem w niebyt, zahaczający nieco o interesujące anegdotki, dzielnie przez lata zachowywane w pamięci. To był ciekawy motyw, mogłaby tego z radością użyć w którejś z jej przyszłych powieści, choć może przy bardziej dramatycznych okolicznościach. Jak wypaczeniec wstępujący prosto na polanę, zmierzający prosto w zwierzęcego napastnika oraz jego ofiarę. Albo nie! To on atakowałby nieszczęśnika i tylko czystość duszy niewiasty, zdołałaby ocalić wybranka jej serca. Czyż nie byłoby to wprost cudowne wyjście? Ach, jakże wylewny w swej wdzięczności byłby amant, jakim zgrabnym potokiem słów ująłby duszę bohaterki, pchnął ostrożnie fabułę naprzód. Ellie otrząsa się zaraz, na powrót skupiając się na chwili obecnej, bo przed nią nie stoi wyimaginowany wybranek, a po prostu Quentin. Cóż za nieświadoma była z niej ptaszyna, niezdająca sobie sprawy, że gentlemen znajdujący się tuż obok, jest w istocie wymyśloną na poczekaniu personą. I może nie wyznaczyło go do tej jakże zaszczytnej roli płoche serce pisarki, a sam nestor wespół z rodzicielem lady Parkinson, niemniej nie można było zaprzeczyć jego nowo nabytej randze przyszłego narzeczonego.
Och — mówi cichutko Elodie, gdy dane jest jej usłyszeć usprawiedliwienie wymykające się z zaciskanych ze zdenerwowania warg przez bruneta. Och. Nie spodobało się jej to, choć wyjątkowo zadbała o to, aby gwałtowne uczucie zdrady nie objawiło się na jej licach wespół z oburzeniem. Cofa się jedynie o krok, następnie o dwa, chcąc zwiększyć dystans między nimi. Odczuwana dotąd troska zanika, sylwetka prostuje się, a w spojrzenie wkradają się nieśmiało okruchy chłodu. Jak każda dama, została pieczołowicie wychowana w głębokiej miłości do swej rodziny oraz przywiązania, niemalże przekraczającego cienką granicę fanatycznego wprost oddania. Dlatego też nie mogła łagodnie przyjąć próby przywłaszczenia sobie dóbr należących do jej rodu. Była w końcu Elodie Parkinson, perłą pośród kwiatów arystokracji, klejnotem koronnym swych bliskich i żadne plamy na sukni, li niesforne kosmyki nie mogłyby skryć tego faktu — ani też głęboko zakorzenionej dumy. W rezerwacie bowiem panowała skromna, niepisana zasada — jeśli ktoś zapragnął ingrediencji, mógł zakupić je bezpośrednio od zarządcy leśnych włości, tudzież po znalezieniu włosów jednorożca, należało wpłacić, chociażby i najdrobniejszy datek na rzecz rozwoju oraz ochrony podopiecznych tegoż przybytku. W tym przypadku jednak Burke pojawił się nie tylko nielegalnie, ale i zapewne nie zamierzał w żaden sposób zadośćuczynić za dobroć okazaną przez wrogi mu dotąd ród. Jakaż to była potwarz okropna, rodząca niemalże natychmiastowe zniechęcenie względem panów na Durham. Panienka Ellie miała jednak do siebie to, iż w jej naturze nie leżało — zbyt częste — tupanie stópką obutą w najprzedniejsze pantofelki, ani też prychanie głośne przepełnione dezaprobatą. Miast tego zwykła grać na emocjach, podsycając wyrzuty sumienia towarzysza poprzez smutek objawiający się w drżeniu dolnej wargi oraz głębokim rozczarowaniem, podkreślanym jedynie przez złote plamki czające się tuż przy smolistych źrenicach. Nie była pewna teraz, czy jest w stanie uczynić to skutecznie, nie kiedy targnęło nią tak silne przygnębienie i na nowo poznana niewierność względem solidarności szlachty. Takie zachowanie należało szczerze potępiać, bez krzty litości!
Nie śmiem podważać pańskich słów sir — odzywa się w końcu, spokojnie oraz grzecznie, jak przystało na dobrze wychowaną panienkę — Jednakże nie bez powodu widnieje prośba, by nie poruszać się na terenie rezerwatu bez towarzystwa wykwalifikowanego opiekuna. Czy jesteś świadomy lordzie, iż wasza pasja oraz pragnienie zdobycia kilku włosów, mogło pozbawić was zdrowia, a nawet życia? — pyta, starając się, by w słodycz głosu nie wkradła się karcąca nuta. Miast tego, decyduje się na wyrażenie swym tonem prostego: jak mogłeś to uczynić sir, czymże ci zawiniłam, że tak potraktowałeś mnie i mych bliskich?Proszę się rozejrzeć sir. Ta polana nie jest opuszczona przypadkiem, podobnie jak nie sposób jest teraz gdziekolwiek dostrzec jednorożców na otwartym terenie. Anomalia gnieżdżąca się nieopodal budynku zarządu stworzyła wypaczeńca, niegdyś szlachetne zwierze, obecnie obrało kształt monstrum niepanującego nad swoimi zdolnościami. Monstrum, mogące wykazać się większą agresją oraz siłą, niż napotkane przez pana stworzenie lordzie Burke — wyjaśnia, cierpliwie i niezbyt nachalnie, gotowa przerwać w każdej chwili oraz wycofać się, gdyby alchemik okazał swe niezadowolenie w nieprzyjemny sposób — Mogę być tylko wdzięczna losowi, iż taka sytuacja nie miała miejsca — dodaje zaraz, jakby w nagłej trosce i opuszki do ust przykładając, co ma świadczyć o okropności wizji, jaką właśnie roztoczyła — Dlatego też nie wiem sir, czy w takim przypadku łagodny wymiar kary jest możliwy — kończy swą wypowiedź, choć w orzechowych ślepiach pojawia się coś więcej niż świeżo nabyta rezerwa względem Quentina. Jest to zaintrygowanie, nieme oczekiwanie na to, cóż mógłby jej zaproponować, by zachowała milczenie. Jaką drogę obierze — czy pójdzie w zaprzeczenie, gniew, a może ugodę? Czy odważy się podjąć subtelne wyzwanie, czy też wykpi młodziutką panienkę? Ach, czy to źle, iż nagle odczuła podekscytowanie z tym związane, miast raptownego strachu, zważywszy na to, iż znajduje się sam na sam z obcym teoretycznie mężczyzną, bez świadków oraz ochrony w postaci złotogrzywego zwierzęcia?




The ugly years of being a fool
...Ain't youth meant to be beautiful?
Powrót do góry Go down
 

Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Jasna Polana
» Polana za rzeczką

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Gloucestershire :: Rezerwat jednorożców-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18