Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stare magazyny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Stare magazyny   10.03.12 23:09

First topic message reminder :

Stare magazyny

Są to rozległe zabudowane tereny ulokowane w odległości trzydziestu jardów od nieczynnego już londyńskiego portu. Stare i wysłużone, obecnie zapomniane zarówno przez władze, jak i społeczeństwo, otoczone zostały betonowymi murami uwieńczonymi wielką żeliwną bramą wjazdową, od lat zamkniętą na kłódkę i chroniącą magazyny przed niepowołanymi gośćmi - głównie ze względu na niebezpieczeństwo zawalenia się niektórych konstrukcji, dziś przeżartych przez rdzę i wysłużonych. Ponure klockowate budowle górują ponad okalającymi je murami, strasząc powybijanymi szybami i odcinając się upiornie od tła, które stanowią urocze kolorowe domki mieszkalne należące do mugoli, niegdyś pracowników tegoż przybytku.
Miejsce to zdaje się żyć własnym życiem. Bujna roślinność, jeszcze jakiś czas temu rosnąca w odpowiednio wygospodarowanych do tego miejscach, dziś pokrywa niemalże większość betonowych placów a także - wdzierając się do środka - magazynowych podłóg pełnych najróżniejszych skrzynek, paczek i kartonów, tymczasem wszędobylskie góry śmieci sprawiają wrażenie rosnąć z każdym kolejnym dniem, zupełnie przez nikogo nieusuwane. Niekiedy dostrzec w nich można prawdziwe zabytki, chociażby puszki po konserwach sprzed kilkunastu lat. Wszechobecna rdza wyżarła w magazynowych drzwiach dziury, które z biegiem czasu stały się coraz większe, kusząco zapraszając do środka niepowołanych gości, zwłaszcza w obliczu zupełnej obojętności ze strony władz miasta, z czego najchętniej korzystają bezpańskie koty oraz psy, urządzając tutaj swoje legowiska.
Magazyny mają jednak swych amatorów także i wśród ludzi, szczególnie czarodziejów, podczas wojny stając się idealnym miejscem do wszelkich tajemnych pojedynków, załatwiania podejrzanych interesów, sekretnych spotkań, jak i kryjówką - czy to dla siebie samego, czy to dla cennych skarbów, których z pewnych względów nie powinno się trzymać nigdzie indziej. Podobno znaleźć tu można najprawdziwsze czarnomagiczne artefakty, nocami zaś spotkać najgroźniejszych z przestępców, szepczą między sobą ludzie, obserwując coraz to kolejnych Aurorów zapuszczających się w te tereny, zawsze jednak bez powodzenia. Lecz sprawa ta nigdy nie została nagłośniona, stając się tematem tabu - mało kto bowiem ma odwagę o tym mówić, bojąc się konsekwencji. Zwłaszcza po tym, gdy tydzień temu tuż za bramą odnaleziono ciało jednego z czołowych dziennikarzy Proroka Codziennego, jedynego, który odważył się zabrać głos w tejże sprawie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   15.08.15 20:08

Ryan pokiwał ze zrozumieniem głową słysząc wyjaśnienie Lexa na temat blizny. Z tym odstawieniem do domu to trochę gorzej... bo on teleportacji niet, latać się boi... z buta daleko (w ogóle gdzie te Hylands leżą? Z geografii nigdy nie był najlepszy... mówiąc eufemistycznie), kiepska sprawa.
- Odstawienia nie zagwarantuję, ale mogę cię przenocować choćby u siebie. Więc nie martw się, żaden mugol cię nie zgwałci jak będziesz spał - pozwolił sobie na nieco rubaszny żarcik, po czym uniósł do ust butelkę. Spojrzał na rozmówcę. - Jak nie chcesz to cię nie zmuszam - rzucił, po czym upił spory łyk. Przełknął i wydał z siebie usatysfakcjonowane "Aaaa!". Dla Szkoda nie ma nic lepszego niż whiskey, ot co!
- Nie zazdroszczę - mruknął, słysząc o pracy. - Chociaż ja właśnie trochę się nudzę. Pełni nie ma, jak mówisz, więc szwendam się po mieście. Od baru do baru, a potem, powiedzmy, na patrol... tak to nazwijmy. Czasem popsuję szyki jakimś paserom, przemytnikom czy coś takiego... w sumie przez większość czasu jestem wolnym strzelcem do wynajęcia... jeśli zlecenie będzie mi odpowiadać.


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
OPCM : 38
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 16
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   16.08.15 13:39

- Całkiem wygodna praca. W sensie, sam sobie szefujesz poniekąd... i jak już masz co robić to się nie nudzisz... i bardzo przydatne to twoje zdjęcie dla ludzi... i w sumie niegłupie.
Wzrok coraz bardziej mu się rozmywał, a ciepło go ogarniające sprawiło, że zrobił się nagle bardzo senny. Zapragnął wrócić do domu. Przyjemnie siedziało się z Ryanem, ale wizja pracy od samego rana zaczynała go coraz bardziej dosięgać.
- Wiesz... Myślę że moglibyśmy się zakumplować... i powiedz mi tak szczerze, Ryan. Nie przemknęło ci przypadkiem przez głowę, że byłoby to obopólnie korzystne?
Zerknął na siedzącego obok mężczyznę, po czym złapał za swoją butelkę. Wylał troszeczkę alkoholu na własne ręce, poszedł do płonącej ściany i złapał trochę ognia. Zaczął szybko kreślić symbole na swoim torsie, a było to zaskakujące, że będąc pijanym nadal pamiętał te runy, których ojciec nauczył go gdy Alex był małym chłopcem. Odwrócił się z powrotem do brygadzisty z szelmowskim uśmiechem. Była to bardzo stara magia, magia którą znały jedynie nieliczne osoby w jego rodzinie oraz wśród Prewettów. Wyciągnął obie ręce przed siebie i szybkim ruchem obrócił je wnętrzem dłoni do dołu. Dwa płomienie spadły na ziemię, w locie przemieniając się w miniaturową wersję wilka oraz dość sporą salamandrę planistą.
- Zapominam czasem, jakie to jest piękne - mruknął siadając znów na swoje miejsce i ścierając z siebie ogniste symbole. Było to bardzo męczące. Położył się więc na boku, gruz wbijał mu się nieprzyjemnie w bok, ale zignorował to, śledząc wzrokiem dwa ogniste stworki. Znikną gdy tylko stanie się zbyt zmęczony. Ale na razie pozwolił im być. Potrzebował ukojenia, a od zawsze przynosił mu je ogień.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Gość

Gość

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   16.08.15 19:41

- No tak, lubię swoją pracę. Ale nuda jest czasem naprawdę zabójcza... - Znów pociągnął z butelki. - Tak, przemknęło... chętnie nauczyłbym się od ciebie tych cudów, które wyczyniasz z ogniem... a, o wilku mowa! - dodał, gdy Selwyn dał prawdziwy popis wyczarowując wilka i salamandrę. Ryan wpatrywał się przez chwilę w miniaturowe zwierzęta. - Rzeczywiście, piękne... A ty, może jakbyś miał dla mnie jakąś robótkę, mógłbyś poprosić o przysługę, i proszę, wszyscy zadowoleni. Dobry układ - Pokiwał głową. Ściana magazynu już prawie dogasała, robiło się ciemniej, Alex położył się na kupie gruzu i wyglądał jakby za moment miał zasnąć.
- Hej, chłopie, nie odpływaj mi jeszcze tutaj - roześmiał się Greywolfe. Ociupina whiskey, którą wypił, nie wywarła na niego większego wpływu, ale z pewnością nieco poprawiła humor. - Jakby co, to zaprowadzę cię do mojego mieszkania i tam przenocujesz.


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
OPCM : 38
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 16
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   17.08.15 19:31

Wszystko zaczęło docierać do niego jak zza ściany co akurat było zabawne, bo dopiero co jedną spalił. Może jej duch się teraz mści i wkradł się do jego umysłu? Propozycja Ryana wydawała się najlepszą z możliwych, sam do domu miał okrutnie daleko i ani on był w stanie tam się przenieść ani Ryan trafić... choć raczej nie miał ochoty targać tego człowieka taki szmat ziemi.
- Tylko muszę na szóstą.. wstać... bo siódma praca... Avery zgredzieee - zdążył jeszcze wymruczeć zanim zamknął oczy i świat zniknął mu za ciemną kotarą, pogrążając się w przyjemnym świecie ciepła alkoholowego snu.
Reszta drewna dogasła, a zwierzątka zniknęły w kłębie iskier.
W magazynie nastała ciemność.


/zt, bez odpisu




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 13/33
SPRAWNOŚĆ : 28/48
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   29.08.16 12:40

Przytknął jarzącego się papierosa do ust.
Było już trochę po północy, gdy to wyuczoną trasą podążał ku starym magazynom. Nie zdobył się jednak na to by pozwolić sobie na nieuwagę. Z doświadczenia wiedział, że pod cienką warstwą śniegu skrywał się lód. Wolał być ostrożny coby niepotrzebnej krzywdy sobie nie zrobić. Przynajmniej jeszcze przez te kilkadziesiąt minut. Czemu...? Zacznijmy od tego, że to iż w ogóle się tu znajdował było winą Bruna, który o nieludzkiej, południowej porze pozwolił sobie najść go w domu prosząc by się stawił dzisiejszej nocy w dokach w sprawie wiadomej. Coś się bowiem wydarzyło, coś poszło inaczej niż miało w efekcie czego poczciwy Bruno został podminowywany i potrzebował na gwałt ludzi do walki. Do walki, którą miał zorganizować na rozkaz Niewidzialnej Ręki w ledwie pół dnia toteż faktycznie, Matt przestał się dziwić czemu facet dwa razy szerszy od niego wyglądał jakby miał zaraz prosić o zmianę pampersa...
Zaciągnął się mocniej kończąc tym samym żywot fajka. Niedopałek niedbale rzucił gdzieś w bok nim jeszcze znalazł się pod zadaszeniem. Minął mogolskiego menela kulącego się w kącie i szedł dalej.
...w każdym razie skoro Bruno przylazł i prosił o pomoc, Matt nie zamierzał mu jej odmawiać. Co mu szkodzi? Oberwie po pysku, komuś da po pysku i wszyscy będą zadowoleni, prawda? I tak nie miał pomysłu na wieczór więc dobrze się składało. Troch wysiłku go nie zabije. Chyba.
Pociągnął z roztargnieniem nosem, gdy skręcał w kolejny zdezelowany, wąski korytarz. Kilka gryzoni przebiegło mu pod nogami. Z czasem zaczęło braknąć okien czy też ubytków w ścianach przez które mógł by się przedzierać blask nocnego nieba. Nie było rady - Matt sięgnął po różdżkę i wywołał lumos, by zaraz poczuć zastrzyk adrenaliny, kiedy to przed nim z ciemności wyłonił się oświetlony psi pysk pełen oświetlonych psich zębów...
- O kurwa...- Powiedzmy, że w tym momencie Mattowi niedaleko było do stanu Bruna tym bardziej, że zwierze wyraźnie szykowało się do skoku. Czarodziej nawet nie chciał wiedzieć jak bardzo mało miał czasu na jakąkolwiek reakcję. Był w kropce, a przynajmniej tak uważał dopóki nie okazało się, że zwierz trzymany był na łańcuchu. Matt już doskonale wiedział przez kogo.
- Colin...- syknął z niezadowoleniem, a właściciel imienia wyłonił się w akompaniamencie rubasznego śmiechu dobiegającego z ciemności. Przyciągnął ujadającego czworonoga do nogi. - Bardzo, kurwa, śmieszne.
- Żebyś wiedział.
- Wal się
- Na to jeszcze przyjdzie pora...- zauważył zgodnie z prawdą pociągając psa mocniej za łańcuch by zamknął pysk, a gdy zapanowała względna cisza, wrócił do tematu - Bruno kazał mi po ciebie wyjść
- Po co? Nóg nie mam? Niech on lepiej będzie taki troskliwy PO tym całym cyrku
- Przekażę mu, że nasza księżniczka jest dziś w dobrym humorze... - zaśmiał się w typowy dla siebie, okropny sposób - No ale, no...chodź, jak zagęścisz ruchy to przed twoją turą zdążymy strzelić jakiego kielona. W ogóle to... - Colin nie byłby sobą, gdyby nie zaczął się produkować niczym prochy w piwnicy swej babki prowadząc Matta na "zaplecze".

Chwilę potem znalazł się w "głównej sali" będącą obszernym pomieszczeniem w którego centrum znajdowała się prowizorycznie ustawiona arena na planie niby to koła będącego w rzeczywistości pokracznym jajem o krawędziach ze skrzyń i palet. Nosiła ona już znamiona walki w postaci rozsianych na polu bitwy krwawych smug. Wokół niej zebrana była część mieszanka różnorakich parszywych mend, która napierała na ściany areny oczekując kolejnej walki. Gdzieś bardziej w tyle znajdowała się druga część bydła. Zbierała się ona u stóp mężczyzny stojącego na beczce, który nieustannie się darł i wymachiwał czapką w kolorze krzykliwej czerwieni - bukmacher. W pomieszczeniu było duszno, a gęsty tytoniowy dym nie tylko drażnił gardło, lecz również i oczy. O zapachach nie wspominając...
- Żadnych wilkołaków.
- Żadnych wilkołaków, różdżek i kobiet - wszystko zgodnie z umową. - Zapewnił Carl i mimo iż się nachylił to i tak musiał podnieść swój zachrypnięty głos by przebić się przez harmider podekscytowanych kolejną walką ludzi. Co prawda trochę rychło w czas Matt zabrał się za upewnianie się co do ustaleń, lecz lepiej późno niż wcale. Mimo wszystko walki tego typu były rzadziej spotykanym widowiskiem, lecz zdecydowanie równie emocjonującym przez wzgląd na większą wytrzymałość cechującą czarodziei.
Podążał w stronę wnętrza areny w duchu prosząc każdą możliwą siłę by tym razem żeby spiker nie nadał mu jakiego spierdolonego przydomka. Była to już swego rodzaju tradycja, której ofiarą nie był tylko Matt, a każdy kto wszedł na arenę. "Ludzie to lubią" - tak mówił Bruno, a Bott w to nie wątpił bo faktycznie, po ostatniej walce na tydzień musiał zniknąć z Nokturnu by ludzie zapomnieli o "Magicznopalcym Mattcie!"... Brak słów.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?



Ostatnio zmieniony przez Matthew Bott dnia 30.08.16 12:30, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   29.08.16 15:08

Londyn śmierdział. Każdy to wiedział, każdy to czuł, gdy przyjeżdżał do tego miasta. Co różniło więc stolicę Anglii od takiego Budapesztu, Chicago czy Moskwy? To był niezwykle charakterystyczny odór, którego nie dało się pomylić z żadnym innym. Mieszkający w gorszych dzielnicach ludzie dosłownie przesiąkali tym zapachem, nie zdając sobie sprawy, że inni omijali ich szerokim łukiem na ulicach centrum lub tych bogatszych. Zupełnie jakby ktoś skaził miejsca, gdzie im było wygodnie. Nic dziwnego, że ktoś trafnie nazwał to miasto dziurą, na której brzegach siedziało robactwo, zabawiające się umierającymi, tłoczącymi się w jej dole obywatelami. W Ameryce mówiono na starą ojczyznę kupa gówna, której przewodzi dziwka w koronie. I coś w tym faktycznie było. Wystarczyło wyjść na ulice po zmroku i zobaczyć prawdziwą, brutalną twarz miasta.
Raiden z McKenną u boku szli przez magiczny port w kierunku opuszczonych doków. Musieli uważać pod nogi, by nie wdepnąć w coś niespodziewanego. Chociaż powinna być oświetlona, większość latarni przy ulicy było roztrzaskanych przez miejscowe dzieciaki i trzeba było wspomagać się lampionami lub, gdy można było sobie na to pozwolić, różdżkami. Pomimo bogactwa stolica tonęła we własnym brudzie, a rynsztoki zapychały się od nieczystości. Zupełnie jakby wciąż trwał dziewiętnasty, a nie dwudziesty wiek. Dwaj policjanci skręcili w jedną z bocznych uliczek, gdzie przywitały ich stojące, niszczejące beczki z nieznaną zawartością jak i kręcący się dookoła nich szumowcy.
- Nic dziwnego, że nie znaleźli Rozpruwacza  - mruknął nagle McKenna, podciągając nosem, który zakrył dłonią. – W tym łajnie nawet i papież, by utonął.
- Skarbie, szukasz towarzystwa?
Uwagę Cartera przyciągnęła dość młoda dziewczyna z natapirowanymi włosami. Narzucona na wyświechtaną sukienkę czerwona chusta nie dodawała jej uroku, a jedynie przypominała czarownicę z mugolskich opowieści. Kiedyś może i ładna teraz zrujnowana życiem na ulicy. Raiden ominął ją i jej koleżankę, nie czekając na McKennę.
- Ci mugole nie potrafią sobie poradzić nawet z tym – rzucił mężczyzna pod nosem, najwyraźniej oczekując poparcia ze strony Cartera, ale ten milczał. Znał drogę. Mimo że minęło ponad tyle lat od kiedy stał w porcie, wciąż pamiętał gonitwę za jednym z wilkołaków, który poharatał jego towarzyszy. Dokładnie tymi samymi uliczkami uciekał potwór odpowiedzialny za morderstwa ponad pięciu osób. Obrazy dzieci, kobiet i mężczyzn z porozrywanymi gardłami wracały tym mocniej im dalej szli w głąb doków. Nie można było tego ot tak wyrzucić z głowy. Złapanie odpowiedzialnego za to skurwiela niezwykle polepszyło mu wtedy humor, ale nie zwróciło życia tamtym ludziom. Ani nie pomogło ich rodzinom. Teraz nie był już jednak młodym brygadzistą, a doświadczonym funkcjonariuszem czarodziejskiej policji. Mieli ważne zadanie. Od jakiegoś czasu policja starała się namierzyć szefów gangu, który organizował nielegalne walki i ustawiał je. Mieli jedynie nazwę – Niewidzialna Ręka. By zgarnąć bukmachera, po którego właśnie szli, musieli złapać go na gorącym uczynku. Jednak wiadome było że mężczyzna nie będzie wywijał zakładami na prawo i lewo. Jeśli chciało się go przyskrzynić, potrzebowali silnych argumentów. W tym przypadku Carter oznajmił, że powinni wystawić swojego zawodnika. McKenna miał kontrolować sytuację i uzgadniać rundę, w której Raiden miał przegrać i przy okazji od razu zgarnąć skubańca. W areszcie na pewno wyśpiewałby potrzebne informacje na temat Niewidzialnej Ręki. Zanim doszli na miejsce, odwrócił się, by spojrzeć na swojego towarzysza.
- Zostaw to – warknął, zdejmując z szyi McKenny drogi szalik. – Od razu zobaczą, że coś tu nie gra.
Musieli się przygotować, a drogie stroje nie wchodziły w grę. Ubrani w robocze spodnie, kaszkiety na głowach mogli uchodzić za robotników z portu lub marynarzy z okolicznych przycumowanych statków. Fakt faktem nie mogli się wyróżniać. Gdy doszli na miejsce, Raidenowi przypomniały się walki kogutów, które kiedyś widział. Identycznie wystawiony ring, opuszczone, zaplute, obszczane miejsce, śmierdzące gorzałą i męskim potem. Czasami udało się wychwycić również i metaliczny zapach krwi.
- Którędy dla zawodników? – zagadnął jednego z obecnych McKenna, a tamten wskazał im odpowiedni kąt.
- Żadnych wilkołaków, różdżek i kobiet. Masz. Postaw tu iks – warknął jakiś grubas, patrząc uważnie na milczącego Cartera. Ten podpisał i rzucił pióro, by przenieść spojrzenie na walkę odbywającą się właśnie na arenie. Jakiś dzieciak dawał popalić ogromnemu jak słoń Walijczykowi. – Ej! – ktoś go szarpnął za rękaw. – Jak mają cię przedstawiać? – rzucił przez cygaro grubas.
- Dużo Amerykanów tu nie macie chyba, co? – wtrącił McKenna, a facet mruknął.
- Niech będzie. Amerykanin walczy za dwie walki. Za wszystkie uszkodzenia nie bierzemy odpowiedzialności.
Raiden posłał uważne spojrzenie towarzyszowi, po czym przesunęli się, by zrobić miejsce kolejnemu chętnemu.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 13/33
SPRAWNOŚĆ : 28/48
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   30.08.16 12:27

Gdy znalazł się pod "ścianką" areny zatrzymał się tak pół metra od niej z doświadczenia wiedząc, że jak walczący w niej wnętrzu Walijczyk postanowi gruchnąć na nią to ta bez wątpienia się sypnie wraz z nim, a jemu nie uśmiechało wygrzebywać się spod roztrzaskanych palet i Walijczyka. Jednak to nie walka absorbowała uwagę Matta, a jego przeciwnik którego Colin wskazał mu palcem. Czarodziej zmuszony był zmrużyć ślepia by go wyłapać w pobliskim tłumie, a gdy to zrobił...cóż, nie mógł nie odnieść wrażenia, że twarz ta była dziwnie znajoma. Nie roztrząsał się jednak nad tym zbyt długo, klasyfikując jegomościa jako jednego z licznych, których kiedyś prawdopodobnie spotkał na arenie w przeszłości.
Zebrani podnieśli głos w momencie w którym wielki jak dąb przeciwnik gruchną na ziemię. Zachwyt i euforia, gwizdy niezadowolenia i głosy rozczarowania - wszytko to na chwilę wypełniło pomieszczenie nieprzyjemnym dla ucha natężeniem. W momencie w którym pokonanego zaczęto wyciągać (dosłownie) z areny Matt zabrał się za podwijanie rękawów.
- Nie opadajcie z emocji moi parszywi towarzysze! To dopiero początek zmagań dzisiejszej nocy! - Przez cały ten chaos przebił się donośny głos komentatora wzmacnianego siłą różdżki - kolejna walka jest specjalna! Uczestniczyć w niej będzie zabijaka, który przybył do nas zza oceanu! Wieść niesie, że wszyscy tam, unikali z nim walki jakby byli ścigani przez samego dementora. Wyposzczony, żądny wyzwań przypłyną wiec tu do nas! Na jednej ze swej ofiar! Używając jej ręki niczym wiosła! Oto on...Niepowtarzalny Grzmoooooootołap z Neeeeeew Jerseeeeey!
Słup światła wywołanego magią padł na postać Raidena, a stojący koło niego osiłek, który chwilę wcześniej pytał się o zapowiedź wzruszył bezradnie ramionami.
- South stwierdził, że "Amerykanin" ma za mało polotu. - Wyjaśnił beznamiętnie mając na myli oczywiście komentatora, jeśli tylko został obrzucony pytającym spojrzeniem. Jego ochrypły głos ledwo przebijał się przez eskcytujący się tłum.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   30.08.16 22:21

Nie miał zamiaru obserwować aktualnej walki. McKenna odebrał świstek potwierdzający, że biorą udział w walkach, po czym obeszli ring dookoła. Zebrani dookoła mężczyźni zachowywali się jak bydło, uderzając w prowizoryczną granicę wytyczającą arenę. Pozbijane razem deski ledwo się trzymały pod naporem tłumu, wrzeszczącego i chcącego więcej i więcej.
- Prawdziwa rozrywka, co? - mruknął McKenna, stając obok Cartera, który przyglądał się wynoszonemu właśnie Walijczykowi. Mniejszy zawodnik wyglądał nie piękniej, jednak skakał i domagał się jeszcze. Raiden podziwiał jego zapał i zapewne prędzej czy później miał dostać solidną nauczkę.
- Nigdy się nie biłeś? - odpowiedział pytaniem na pytanie Carter, starając się przekrzyczeć hałas panujący w magazynie.
- A ty tego chcesz? - spytał zmieszany McKenna, widząc potężnego Walijczyka, którego wynoszono na noszach. Okrwawiony i jęczący wielkolud najwyraźniej stawiał jedynie na swoją masę, nie na sposób walki. Cóż. Chciał łatwo zarobić pieniądze, a zamiast tego skończy zapewne w Świętym Mungu z obrażeniami wewnętrznymi. Z psychiczną rekonwalescencją zapewne miało mu zejść zdecydowanie dłużej. Posłał pytające spojrzenie Raidenowi, który jedynie wzruszył ramionami. Znali swoje zadanie i nie mieli zamiaru teraz się wycofywać. Mogli mieć mężczyznę w garści, a po nim dojść do wyżej postawionych ludzi w Niewidzialnej Ręce. Jak kot po nici do kłębka. Bardzo agresywny kotek.
- Ej, piękny! Zaraz wychodzisz! Przesunięto walkę! - rzucił grubas od zapisów, podchodząc do ich dwójki i popędzając zawodnika.
- Zróbmy to - mruknął Carter, patrząc na McKennę i oddając mu swoją brudną kurtkę. Podszedł do wejścia na tę cała arenę, czując na sobie palące spojrzenie widzów. A potem to dziwaczne przezwisko. Oryginalne. Raiden nie zareagował na słowa grubasa, chociaż światło skierowane w jego stronę nieco go oślepiło. Ten w końcu dotknął jego ramienia, dając mu znak, że trzeba wyjść. Miał nadzieję, że złapią tego skurwysyna, a on w końcu dowie się czegoś więcej o ludziach, których szukał.
- Stalowa Szczena prosto spod nóg naszej Betsy wyczołgał się, by stanąć dziś przed wami! Jak go przywitacie?
Nie słuchał tego. Lub właściwie tego nie słyszał. Odezwał się krzyk. Runda pierwsza właśnie się zaczęła.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   30.08.16 22:21

The member 'Raiden Carter' has done the following action : rzut kością


'k100' : 99


Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 13/33
SPRAWNOŚĆ : 28/48
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   31.08.16 3:11

Warcząc pod nosem przeskoczył przez lichą ściankę areny bo nie żeby miał problem wielki z wyobraźnią Southa, lecz jak tak dalej pójdzie zamiast za przewodnika zaczną go brać za alfonsa. Magicznopalcy? Stalowa Szczena wychodząca spod Betsy? No błagam...
Matthew westchną bezradnie i podciągnął gardę, która...na nic się nie zdała w konfrontacji z Grzmotołapym. To były sekundy. Czarodziej zarejestrował jeszcze moment w którym ten szykował się do wyprowadzenia ciosu, lecz potem nastała ciemność. Nogi się mu zaplątały i ugięły sprawiając że się zatoczył do tyłu. Spróbował otworzyć oczy, lecz promieniujący na twarzy ból mu to utrudniał. Przeklną nie będąc do końca świadomym czy zrobił to na głos czy też w myślach. Jedna ręka w sposób mimowolny powędrowała do tyłu w poszukiwaniu podparcia. Znalazła je niemal natychmiast w jednej z palet robiącej za ścianę areny. Zacisnął na niej palce, próbując się otrząsnąć z tego gównianego stanu. Bezkutecznie. Ostatnie co poczuł prócz nieustępującego, tępego bólu to metaliczny posmak krwi w ustach.
- Kurwa...
Fukną bez konkretnego powodu nie siląc się nawet na ustalenie adresata owych słów, chociaż kilku odpowiednich by się znalazło - przykładowo w grupie tych przy ścianie, którzy próbowali go zachęcić popychaniem do podniesienia się. Ich zaczepki jednak były dla niego w tym momencie bez znaczenia, tak samo jak dźwięki nasilające się w pomieszczeniu. Odpłynął.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   31.08.16 8:43

Raiden odczekał na odpowiedni moment. Zbliżył się do przeciwnika, który wydawał mu się dziwnie rozkojarzony, po czym wyprowadził prawy sierpowy. Ten okazał się tak mocny i celny, że dość porządnie wyglądający przeciwnik zatoczył się w tył. Carter patrzył przez chwilę jak odrzuca go w tył i w końcu opada na ziemię. Uderzył mocno i z zamiarem wygranej, chociaż najwidoczniej przedobrzył. Krzyki w masie brudnych i rozwrzeszczanych mężczyzn umilkły na chwilę, gdy wszyscy obserwowali wydarzenia na arenie. Jeśli to naprawdę miał być koniec walki, to dość spektakularny i niespodziewany. Carter przeniósł spojrzenie na komentatora, jednak ten nie wiedział, co powiedzieć. Jednak wszystko znowu zlało się w jeden harmider po kilku sekundach. Zebrani zaczęli popychać leżącego na ziemi, żeby wstawał i walczył dalej. Było to zupełnie bezcelowe. Grzmotołap z New Jersey poczuł jak kilkanaście rąk zaczyna go klepać po plecach, krzycząc z podekscytowania. Owszem - tylko ci, którzy zdecydowali się postawić na niego a nie na Stalową Szczenę.
- Jest tu jakiś uzdrowiciel? - spytał, odwracając się w stronę stojącego za nim grubasa i patrzące z szeroko otwartymi oczami na leżącego mężczyznę. - Jest czy nie? - warknął Raiden, gdy ten nie zareagował.
- Trzeba go przenieść tam - wymruczał, wskazując róg magazynu. Carter nie czekając, podszedł do przeciwnika i pociągnął go za ramię, zamierzając samemu dostarczyć go w odpowiednie miejsce.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 13/33
SPRAWNOŚĆ : 28/48
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   31.08.16 11:20

Grubas początkowo nie zareagował. Nie był to w końcu typowe pytanie zadawane przez zwycięzcę. Przegranymi mało kto się w końcu interesował. Odciągało ich się coby nie zawadzali i tak jak wcześniej Walijczyka ten sam los miał spotkać i Matta - odsunąć by nie przeszkadzał, a potem jak się ocknie to niech wraca do domu.
- No... - wydobył z siebie mało inteligentny dźwięk - ...gdzieś tu pewnie idzie znaleźć Erniego... - Ciągnął bez przekonania by zaraz się złośliwie wyszczerzyć - Ale więcej złego niż dobrego to przyniesie. Ma Mattem kosę, hehe. - Wyjaśnił drapiąc się po brzuchu po tym jak trochę podszedł coby ludzki gwar go nie zagłuszał zanadto i zrozumieć się go dało.
- No...najlepiej tak. Da sobie potem rade. Nogi ma całe. Hehe. - Czego nie dało się powiedzieć o twarzy. Nos miał bowiem ewidentnie chrupnięty (delikatnie ujmując). Za jego sprawą Matt chcąc nie chcąc nieco się ocucił by odkaszlnąć spływającą po ściance gardła posokę, jej część pociekła mu również z brody na koszulę. Pięknie to wszytko nie wyglądało no ale zdecydowanie nie był to zagrażający mu stan. Ot, mało udany początek i koniec wieczoru.
Gdy był podnoszony z ziemi nieco nieporadnie machnął ręką, jakby chcąc odgonić kogoś kto sobie raczył na to pozwolić. Nie do końca zdawał sobie bowiem sprawę z tego co w ogóle zaszło, ciągle był zamroczony. Jego nogi jednak coś tam podparcia szukały co zapewne transport jego zwłok ułatwiało. Ślepia otworzył niechętnie (dopiero udało mu się do tego zmusić) dopiero gdzieś w połowie drogi. Wówczas powiódł badawczo po osobie, która była dla niego podparciem. Skrzywił się zdając sobie sprawę, że jest to ten...
-...pieprzony jankes... - który chwilę wcześniej go grzmotną. Nie było to pocieszające odkrycie, gdyż czarodziej czuł swego rodzaju ujmę, że pomaga mu gość z którym przegrał. I to w tak widowiskowy sposób. Matt więc na miarę swoich możliwości sam starał się iść bo takie posiadanie podpory w Grzmotołapie było wygodne to jednak...upokarzając jednocześnie.
- Dam sobie radę - burknął gdy znali się na jakich obrzeżach tłumu, a w zasięgu jego wzroku pojawiły się wolne krzynie na których mógłby posadzić swe dupsko - co też zrobił. Następnie charknął spluwając krew. Westchną. To był zły dzień.
- Grzmotołap...jest prawdziwe? - Przez chwilę obdarzał go badawczym spojrzeniem, a potem wyciągnął w jego kierunku niemrawo paczkę papierosów coby się poczęstował. Był ciekawy przy tym, czy Southa poniosła wyobraźnia czy faktycznie to była jego ksywa. Mimo wszytko wyglądało na to, że co było faktycznie w tej sprawie na rzeczy co Matt musiał niechętnie przyznać.
Pieprzony Jankes.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   31.08.16 13:06

Kogo obchodziło co robił zwycięzca tych brutalnych walk? Nie, żeby miał im coś przeciwko - dopóki odbywały się w zgodzie z prawem, a tutaj tak nie było. Wygrał w świetnym stylu, a to dawało im szansę na to, że w kolejnych starciach ludzie postawią właśnie na niego. A potem... Potem wystarczyło jedynie ustawić walkę, co miało pogrążyć mężczyznę zajmującego się tymi przekrętami. Złapanie go na gorącym uczynku. Po to właśnie była ta cała farsa. Zdecydowanie odegrana niezwykle przekonywająco. Grubas mówił coś niewyraźnie, zapewne nie spodziewając się takiej sytuacji. Ale akurat Raiden nigdy nie był kimś, kto postępował zgodnie z zasadami. Ostatnie dni dość silnie go w tym utwierdziły. Sprawa związana z zabójstwem jego rodziców przechodziła dość poważny kryzys i musiał skupić się na czym innym. W tym przypadku dokładnie takie... Odskocznie były mu całkiem na rękę. Mógł spokojnie się wyżyć i to w jeden z lepszych sposobów. Jedynym minusem było szybkie zakończenie walki, które zamiast pozbawić go adrenaliny, sprawiło, że chętni stanąłby tam jeszcze raz. Wiedział jednak że na dzisiejszy wieczór zakończył walki. Gdy podciągnął swojego przeciwnika na nogi, ten nie chciał od niego pomocy, ale jej potrzebował. Urażona duma i te sprawy, na które prawdę powiedziawszy Carter miał szczerze wylane. Poradził sobie z nim ponownie tak łatwo jak na początku i wyprowadził go z prowizorycznych barier areny. Powinno się wydawać, że ten ledwo będzie szedł, ale stawiał mniej pewne kroki, jednak nie wyglądał na całkowicie pozbawionego sił witalnych. Usłyszał jego słowa, chociaż chaos, który zapanował, gdy zeszli z pola walki, był nie do powstrzymania. Wszyscy domagali się dalszej walki Grzmotołapa i zobaczenia Stalowej Szczeny obryzganego krwią. Już nawet chcieli zaciągnąć Raidena, ale jedno spojrzenie odsunęło potencjalnych chętnych. Ten posłał wymowne spojrzenie McKennie, który zaszokowany, ale w jak najbardziej pozytywnym sensie, skinął mu głową. Powoli powinni się zbierać i odwiedzić doki w noc najbliższych walk.
Zostawił mężczyznę, gdy sam oznajmił, że da radę. No, niech sobie radzi. W końcu nie był jego niańką. Dla niego to był zły dzień, jednak Carter miał wszystko, co chciał. Lub był na dobrej drodze do tego.
- Stalowa Szczena rozumiem też? - odpowiedział pytaniem na pytanie z wyczuwalną retoryką. Jednak w tym tonie nie było nic ze złośliwości, a jedynie odwołanie do... Bujnej wyobraźni prowadzących. Zaprzeczył ruchem głowy, dziękując za papierosy i odbierając swoją kurtkę od McKenny, który zaraz został zgarnięty przez bukmachera. Idealnie. - Wybacz. Za ten nos - dodał, patrząc na faceta, który wyglądał raczej na zaprawionego w boju. - Kto ma moje pieniądze? - spytał, podchodzącego do nich grubasa, który musiał odganiać ciekawskich.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 13/33
SPRAWNOŚĆ : 28/48
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   31.08.16 21:46

Może zachowywał się bezsensownie i głupio. Jakby nie wiedział co może, a czego nie. Taki typ człowieka który musi się unieść dumą bez względu czy ma to znaczenie. Do tego bez wątpienia był zarozumiały. Poradzić się na to wszytko nie dało. Ale spokojnie. Prędzej czy później życie go za ten brak pokory pokrzywdzi - to było pewne. Może wówczas coś w sobie zmieni, a do tego czasu zamierzał być sobą. Dlatego na uwagę Grzmotołapa wyszczerzył się szelmowsko. Ten najwyraźniej szybko podłapał manierę spikera.
- "Ludzie to lubią" - tak mówi Bruno. "Pierdol się Bruno. Siebie i Southa" - tak mówią ludzie, głównie zawodnicy - z oczywistych powodów. Już od roku. Tak więc bardziej niż pewne jest to, że nic się w tej kwestii nie zmieni. Pozostaje ci mieć nadzieję, że następnym razem nie zostaniesz jakimś Młototwarzem, czy chuj wie czym. Masz takie szczęście, że po dzisiejszym może już na stałe przylegnie do ciebie Grzmotołap, Grzmotołapie - Choć marudził to w jego głosie czaiła się nuta rozbawienia. Nawet brew mu drgnęła zaczepnie, gdy tylko sobie śmieszkował z przydomku Jankesa . Chciał by Amerykanin wiedział, że przed tym nie ma ucieczki jeżeli faktycznie jest nowym który będzie częściej się pojawiać na arenie. Chociaż czy na pewno był nowy? South zapowiedział, że niby na tym trupie dopiero przybył...Matt jednak odnosił nieustannie wrażenie, że twarz gość miał znajomą, lecz jednocześnie nijak z walkami mu się nie kojarzył...Pewnie musiał go mijać gdzie na Nokturnie czy coś.
Parsknął miechem.
- Gdybyś był zawodnikiem quidicha to też byś przepraszał za zdobyte punkty? - Podparł łokieć na kolanie - Wszyscy tam tacy jesteście w tej Ameryce? - Zagaił ze złośliwością i rozbawieniem. Trzeba było przyznać, że jak na gościa z roztrzaskaną twarzą był aktualnie w dobrym humorze. Co prawda nie podobało mu się, że przegrał, jednak złocić się o to, że został pokonany w uczciwej walce?
- Jeżeli chodzi ci o wynagrodzenie to Bruno ją ma. Rozlicza się ze wszystkimi gdy jest już po. - Pośpieszył z wyjaśnieniami chwilę po tym, jak zobaczył konsternację na twarzy rzeczonego grubaska. Josh (rzeczony, mało kumaty grubasek) zawsze działał z pewnym opóźnieniem.
Po tych słowach Matt zsunął się ze skrzyni na ziemię. Niedopałek rzucił pod nogi.
- Skręcenia karku, Grzmotołapie
- życzył Amerykaninowi powodzenia mając na twarzy parszywy uśmieszek.
- Spadam do siebie. Jak Bruno będzie się pytał przyjdę za dwa dni. - zakomunikował grubciowi, klepiąc go przyjacielsko po ramieniu, a potem zniknął w tłumie.

z/t




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stare magazyny   01.09.16 8:54

Nie skomentował słów zawodnika, bo prawdę powiedziawszy szukał spojrzeniem McKenny. Powinien już ustalić następną kolejkę i następne dni spotkania. Jeśli mieli go przyłapać, nie mogli robić tego teraz. Walki powoli się kończyły i zostały już sparowane. Nikt nie spodziewał się, że tak zakończy się tak szybko. Do tego żeby zgarnąć faceta potrzebowali wsparcia. Dzisiaj go nie mieli, bo miała to być misja rozpoznawcza. I cóż. Udała im się. Teraz wszyscy chcieli postawić na Grzmotołapa i oczekiwać kolejnych zderzek na jego nowej drodze. Co prawda wcale nie przypłynął na trupie swojej ofiary, ale jego wyobraźnia podsunęła mu tego obraz. Gdyby mógł, parsknąłby śmiechem, jednak zachował poważną minę.  
- Quidditch to największa strata czasu – odparł jedynie, przypominając sobie jak głupi był ten sport. Latanie za piłką? Równie dobrze mogli od razu ścigać się w to, kto pierwszy pozamiata całe boisko. To przynajmniej byłoby widowisko…– Jacy? – spytał, patrząc na pokonanego, który zalatywał perfidnym prostactwem. – Masz na myśli, że nokautujemy Anglików za pierwszym razem? – odpowiedział pytaniem na pytanie, odnosząc się nie tylko do tej chwili, ale i również do całej fali wydarzeń w historii. Przez lata w Chicago pozbył się akcentu, który i tak nie był specjalnie silni pomimo pochodzenia i teraz jedynie wprawny słuchacz mógł rozpoznać te naleciałości. 
Gdy podszedł grubas, nie odpowiedział. Najwidoczniej był tak samo cofnięty w rozwoju jak gruby. Skinął jedynie głową w odpowiedzi na słowa faceta z przekrzywionym nosem i odprowadził go wzrokiem, aż nie zniknął w tłumie. Wtedy jego uwagę przyciągnął ów Bruno.
- Kolejne walki są za dwa dni – wypalił, oddychając szybko. Kurde. Jakby przebiegł maraton, a nie tylko przeszedł od swojego stolika do nich. – Już wszyscy chcą na ciebie stawiać! Czekamy na ciebie!
Raiden jedynie spojrzał an niego i wyminął bez słowa, zrównując się z McKenną. Gdy opuszczali doki, wiedzieli, że sprawa miała się ku najlepszemu.

|zt




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
 

Stare magazyny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Stare magazyny JTC
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Stare Lochy
» Opuszczony dom
» 017. Licytacja magazynów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Doki :: Opuszczone magazyny-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18