Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]15.04.17 1:37

Kuchnia

Pomieszczenie znajduje się od razu po wejściu do mieszkania i jest największym ze wszystkich. Stare meble, wszechobecny kurz oraz wiszące w oknie zasłony z drobnymi dziurami po molach stanowią element niedocenianego wystroju, zaś zupełnie niepasująca do reszty komoda zastawiona butelkami wypełnionymi alkoholem jest sercem domu.  




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Kuchnia [odnośnik]26.11.17 12:00
Wyprawa na Nokturn, znowu, nie była zbyt rozsądna. Przechodząc przez Pokątną kilka razy robiła parę okręgów wokół uliczek sprawdzając czy ktoś jej nie śledzi, kaptur nie ściągała z głowy, tym bardziej, że pogoda dzisiaj nie była najlepsza. Oglądała się za siebie i szła sprawnie mieszając się w tłum i nie chcąc, aby ktoś ją rozpoznał. Mogłoby to działać na jej niekorzyść. Była już po spotkaniu z Ramsey’em, który przekazał jej podstawowe informacje i rozkazy Czarnego Pana. Była już dzisiaj po spotkaniu z innymi rycerzami, w celu omówienia planu działania. Był późny wieczór, na dworzu było już dawno ciemno, gdy stanęła przed drzwiami do mieszkania, w którym miał znajdować się i czekać na jej wizytę nijaki Drew Macnair. Nie znała człowieka, a przynajmniej takie miała wrażenie, przeczuwała jednak, że jest to ktoś nowy w organizacji, najprawdopodobniej był na ostatnim spotkaniu, skoro od niego miała dowiedzieć się co się działo i jakie tematy były poruszane. Nawet nie spodziewała się tego, że jej osoba była tak gorącym wątkiem, który tak długo był poruszany i o którym tak żywo dyskutowali. Ani Ramsey, ani rycerze, z którymi dzisiaj się spotkania, nie pisnęli nawet słowa. Wszystkiego miała dowiedzieć się od tego “nieznajomego”.
Zżerała ją ciekawość a zarazem strach. Nie pojawiła się na spotkaniu, które powinno być dla niej obowiązkowe i wiedziała, że za to odpowie. Nie dziś, ale któregoś dnia na pewno. Może na kolejnym spotkaniu? O ile przeżyje wyprawę do fabryki kominków, chociaż to zapewne było nic w porównaniu z wyprawą do Azkabanu. I Marianna bardzo dobrze zdawała sobie z tego sprawę.
Zapukała. Nie musiała długo czekać, już po chwili drzwi się otworzyły, a w progu stanął mężczyzna, którego spotkała jakiś czas temu w okolicy w dość niecodziennej sytuacji, o ile można było to tak nazwać. Wtedy ani ona nie zapytała go o jego personalia, ani on nie zapytał jak nazywa się Marianna. Rozstali się ze stwierdzeniem, że to on będzie jej niedługo potrzebował i, że niedługo znowu się spotkają. Prawie trafił. Marianna uśmiechnęła się do niego, jakoś ta sytuacja ją rozbawiła i nie potrafiła ukryć uśmieszku, który mimowolnie pojawił się na jej twarzy.
- Mogę? Nie powinnam zbyt długo przebywać na zewnątrz - zauważyła i nim jeszcze Drew zdążył jej odpowiedzieć, jako ta niższa i szczuplejsza, przecisnęła się między nim a framugą drzwi i wsunęła się do środka. - Zamknij.
Dopiero będąc w środku zsunęła kaptur z głowy. Odetchnęła, w końcu żaden deszcz nie padał jej na głowę i mogła się chociaż trochę ogrzać. Była cała mokra, z kosmyków włosów, które nie schowały się pod kapturem i z twarzy kapały na podłogę krople wody. Anomalie pochrzaniły pogodę i nie można było tego ukryć. Otarła twarz mokrym rękawem.
- Nie sądziłam, że spotkamy się w takich okolicznościach - zaczęła. - Prawie trafiłeś, tyle że to ja potrzebuję cię jako pierwsza.
Nawiązała do ich ostatniej rozmowy, to co przed chwilą pojawiło się w jej głowie. Miała nadzieję, że mężczyzna pamięta i nie będzie musiała się mu przypominać. Teraz oboje znają swoje imiona i wiedzą, że podzielają poglądy. Chociaż Marianna nie ufała mu zbytnio, to polecenie Ramsey’a, zdecydowanie wyżej postawionego od niej śmierciożercy, było dla niej najważniejsze w tym momencie.
- Mulciber kazał mi się z tobą skontaktować - przypomniała, chociaż jeszcze nie zdradziła dokładnego celu swojej wizyty.


A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Marianna Goshawk
Zawód : Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t4637-skrytka-bankowa-nr-940#99756 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Re: Kuchnia [odnośnik]28.11.17 0:31
Nie wiedział kim była Marianna, więc tylko z uwagi na wspomniane nazwisko Ramseya zgodził się zaprosić ją w swoje progi. Domyślał się, iż sprawa miała związek z organizacją, do której siłą został wciągnięty mimo wielkich niepewności, a nawet można powiedzieć – czystej niechęci. Sposób jego pracy, podejścia do ludzi oraz otaczającego go świata sprawiał, że stronił od towarzystwa przede wszystkim na zawodowym fundamencie. Stając się rycerzem musiał zmienić swoje zasady o sto osiemdziesiąt stopni, co wcale nie było łatwe i właściwie wówczas nadal nieosiągalne. Wykonywanie czyiś poleceń w imię wiary okalanej niesamowitym optymizmem było dla niego co najmniej poniżające, ale świadomość przyszłościowych profitów sprawiła, że pogodził się z decyzją Mulcibera. Pokaz siły nie ułatwiał mu szukania wyjścia z sytuacji, która już na cmentarzu okazała się nie tylko patowa, ale paskudnie niebezpieczna.
Jedyne wspomnienie dziewczyny wiązało się z ostatnim spotkaniem, gdzie dość długo debatowali nad jej przyszłym losem. Zapewne było to dość komiczne zważywszy na jej nieobecność, jednak sytuacja mimo wszystko wydawała się na tyle poważna, że faktycznie należało ją stosownie rozwiązać. Właściwie nie wiedział na czym stanęli – decyzja nie należała do niego, ale liczył, że sprawa rozpłynie się po kościach i Marianna będzie mogła wspierać ich swoimi umiejętnościami podczas misji.
Słysząc pukanie niechętnie skierował wzrok w kierunku drzwi, by po chwili podnieść się znad księgi i je otworzyć. Liczył, że to będzie krótka i efektowna rozmowa, bowiem nie lubił marnować swego czasu na bezsensowne pogaduszki przy kuflu kremowego piwa.
W pierwszej chwili nie spojrzał na jej twarz, jednak tuż po tym jak zdjęła kaptur na ustach szatyna zawitał kpiący uśmiech, albowiem momentalnie przypomniał sobie ich ostatnie spotkanie. Faktycznie nie wymienili się tak prozaicznym aspektem, jak chociażby imiona, jednak los był na tyle łaskawy, że ponownie skrzyżował ich drogi – czyżby karma zaczęła wracać? -Domyślam się.- rzucił na jej uwagę po czym zamknął drzwi leniwym ruchem różdżki. -Któżby pomyślał, że ptaszek uciekł z klatki. Nie zamknęli Cię jeszcze za ostatnie wybryki?- zaśmiał się pod nosem krzyżując przedramiona na klatce piersiowej. Nie wiedział, czy dziewczyna miała świadomość o czym rozmawiali na ostatnim spotkaniu, a tym bardziej właściwie dlaczego jej tam w ogóle nie było. Rozsądnym było o to pytać? W końcu dopiero dwa dni temu zrozumiał, że rycerze posiadali własną hierarchię i cholera wie, w którym jej miejscu znajdowała się Goshawk. Nieszczególnie podobała mu się wizja kolejnego crucio za nieposłuszeństwo i wybitną ciekawość – która właściwie nie była jego najgorszą cechą. -Randka zmieniła Twoje plany? Czy miałaś ważniejsze sprawy?- uniósł brew spoglądając na jej mokrą twarz i choć akurat jego nieszczególnie uderzył brak jej obecności, to z tego co mówił Ramsey nie było to nader mądrym zagraniem.
Wskazując dziewczynie krzesło sam udał się na przeciwległe, po czym chwyciwszy dwie szklanki ustawił je na przetartym blacie stołu, tuż obok butelki ognistej whisky. Nie pytał czy reflektowała małą kolejkę tylko uzupełnił szkło mając świadomość, że o wiele prościej rozmawiało się w towarzystwie alkoholu; w szczególności na trudne tematy – a ich zapewne do takowych należał. -Moje usługi są raczej kosztowne, więc liczę, iż mieszek masz solidnie wypełniony pachnącymi galeonami.- posłał jej ironiczne spojrzenie wygodniej rozsiadając się na i tak wyjątkowo niewygodnym siedzisku. -Dlaczego Mulciber miałby kazać Ci się ze mną skontaktować? W jakiej sprawie?- spytał prosto z mostu nie widząc sensu w wymianie uprzejmości. Wpierw musieli rozwiązać sprawy wyższej rangi, by później móc oddać się zwykłej rozmowie w towarzystwie odrobiony procentów. -Któżby pomyślał, że drapieżna łatka doda Ci uroku.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Kuchnia [odnośnik]28.12.17 15:58
Przeczuwała, że rozmowa ta będzie ciężka. Nie tylko ze względu na sam temat jaki mieli poruszyć, ale dlatego, że jej rozmówca miał dość specyficzny charakter i sposób bycia. Wiedziała to już wtedy, gdy siedzieli na ławce i oddawali się prozaicznej rozmowie. Przyszła tu w konkretnym celu i nawet kpiące uwagi gospodarza nie wpłyną na przebieg tej rozmowy, mogą za to na to, co wydarzy się po niej. Ale co będzie za chwilę, to przekonają się później. Póki co Marianna wsunęła się do środka, gdy zamknęły się za nią drzwi prawie odetchnęła z ulgą. Nie lubiła ostatnio poruszać się ulicami Londynu, nie czuła się pewnie, chociaż mieli przecież tyle możliwości, aby ją pochwycić w bardziej sprzyjających momentach. Chociaż w sumie to nie pochwycenia się bała, bo nie mieli na nią póki co żadnych dowodów. Bała się obserwacji i tego, że zrzuci na głowy towarzyszy problem z Ministerstwem. Na słowa mężczyzny jedynie wywróciła oczami.
- Póki co nie mają dowodów. A ptaszek wcale nie uciekł, ptaszka samego wypuszczono - odpowiedziała szczerze.
Przez ostatnie wydarzenia zapomnieli o przesłuchaniu, a gdy tylko okres w którym miała leżeć w Mungu minął końca, to bez problemu opuściła szpitalne mury i udawała, że nie wydarzyło się nic, co powinno kogokolwiek niepokoić. Chociaż widziała na sobie wzrok współpracowników z Munga, to robiła dobrą twarz do złej gry i udawała, że nie ma z tym nic wspólnego, bo cóż innego mogła począć? Przygotowała się za to na serię pytań, chociaż nie powinno go to nic interesować.
- Odpowiadać za to będę przed Czarnym Panem - odpowiedziała od razu. - Mój powód zna Ramsey i, jak widzisz, jeszcze żyję i mam się dobrze, więc mogę liczyć na to, że i Pan będzie łaskawy.
Liczyła się z karą, ale jak każdy człowiek miała nadzieję, że ją ona ominie. Tym bardziej, że przecież nie zrobiła nic, co nie byłoby podyktowane dbaniem o dobro organizacji. Nie chciała ryzykować, nie chciała się podkładać i ciągnąć za siebie innych.
- Musiałam zostać w Mungu, moje nagłe zniknięcie mogłoby nie zostać odebrane zbyt… dobrze. Bałam się, że będą próbowali mnie namierzyć i zaprowadzę ich tym samym do was. Wolałam dmuchać na zimne - dodała jeszcze, aby ostudzić jego ciekawość.
Przecież nie było to nic, czym by się nie mogła podzielić. Skoro Mulciber ją do niego wysłał, to znaczy, że mu ufał, więc dlaczego i Marianna nie miała tego zrobić? Póki co zresztą nie mówiła nic, co należałoby trzymać w tajemnicy.
Usiadła na krześle wcześniej ściągając płaszcz i zawieszając go na oparcie. Chociaż trochę ocieknie, a ona wyschnie. Obserwowała jak nalewa alkohol i jej kąciki ust uniosły się delikatnie do góry. Chyba tego ostatnio potrzebowała.
- Zobaczymy, sama wycenie twoje usługi - odpowiedziała mu uprzejmie i na chwilę się uśmiechnęła, by zaraz spoważnieć. Zaczęła się poważna rozmowa. - Masz mi powiedzieć co działo się na spotkaniu. Potrzebuje informacji co ustaliliście, jaki jest dalszy plan? O części wiem, czytałam już list od Czarnego Pana, ale co dalej? Co ze mną i Quientinem? Póki co o nas zapomnieli, ale Ministerstwo się może w każdej chwili upomnieć.
Skoro on zaczął prosto z mostu, to i ona odpowiedziała mu tym samym. Od razu zalała go porządną dawką pytań, wszystko to, czego nie dowiedziała się od Ramsey’a a czego musiała się dowiedzieć by móc dalej funkcjonować. Jaką taktykę przyjąć, stawić się na przesłuchanie czy też nie? Żyć normalnie i pracować, czy wręcz przeciwnie?
- Uroku? Za bardzo mi schlebiasz - dodała jeszcze teatralnie przerzucając włosy na drugie ramię.


A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Marianna Goshawk
Zawód : Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t4637-skrytka-bankowa-nr-940#99756 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Re: Kuchnia [odnośnik]07.01.18 21:26
Zmierzywszy ją wzrokiem doszedł do wniosku, że faktycznie ostatnie wydarzenia nie były dla niej nader pomyślne. Mimo zasklepionych ran wydawała się zupełnie inną osobą niżeli tą, którą przyszło mu spotkać wśród brudnych, nokturnowskich uliczek. Pamiętał tamto spotkanie mając nadzieję, że wypowiedziane przez nią słowa nie były fałszywe i gdyby tylko potrzebował pomocy ta takowej by udzieliła. Nigdy nie przyszłoby mu jednak na myśl, iż to ona pierwsza zgłosi się do niego w ściśle określonym celu, który do osiągnięcia wymagał jego dobrej woli – a może był to zwykły rozkaz pod łatką towarzyskiej rozmowy?
-Któżby pomyślał, że komuś anomalie są w stanie pomóc.- zaśmiał się kpiąco pod nosem, bo nie dało się ukryć, iż miała naprawdę wiele szczęścia. Majowe załamanie pogody i magii sprawiło, że urzędnicy skupili się na znalezieniu przyczyny ów wydarzeń i jej zlikwidowaniu, a nie przesłuchiwaniu osób, które mogły mieć coś wspólnego z historią Białej Wywerny. Zamoczywszy wargi w trunku upił jego nieznaczną ilość, a następnie zaczął wolno uderzać palcami w blat stołu wybijając tylko sobie znany rytm. Przyglądał jej się poszukując jakichkolwiek przymiotników mogących opisać faktyczny stan w jakim się znajdowała, a tym bardziej ilość laku, którego naprawdę jej nie brakowało. -W takim razie zapewne był dobry.- skwitował nim zaczęła tłumaczyć powód swojej nieobecności, choć tak naprawdę nie liczył, że go zdradzi. Rzucił jedynie kpiącą uwagą nie sądząc przy tym, że faktycznie będzie chciała dosadnie to wyjaśnić, ale w zasadzie nawet lepiej wyszło, albowiem był to dowód pewnego zaufania jakim musiała go darzyć.
Unosząc brew w trakcie krótkiego monologu przyznał dziewczynie w duszy rację, gdyż faktycznie jej obecność była aktualnie rzeczą sporną – nigdy nie wiadomo, kiedy służba przypomni sobie o sprawie i wyda rozkaz śledzenia Goshawk. - Co tam tak naprawdę się wydarzyło?- spytał z czystej ciekawości, bowiem nie miał okazji słyszeć ów opowieści, a widząc stan w jakim znajdowało się wcześniejsze miejsce spotkań rycerzy musiała być tam niezła jatka. Dodatkowo widok Quentina tylko upewnił go w myśli, że „gorąco” to nie jedyny przymiotnik jakim można owe wydarzenie określić.
Czuł, że Mulciber przysłał ją, aby zarysować jej rozmowę oraz plany, jakie snuli podczas długich, ale wyjątkowo cichych obrad. Macnair wyobrażał sobie takowe spotkanie jako burzę mózgów, walkę na argumenty, a w zasadzie otrzymał władczy ton, kilka żałosnych uwag prowadzącego i nikle określony plan – jakoby żaden z czarodziejów nie miał nader wiele do powiedzenia. W końcu cały czas głos zabierali jedni i ci sami dostając dodatkowo wyjątkowo niestosowną łatkę. -Priorytetem jest odbudowa Wywerny, ale tobie nie zalecałbym kręcić się w tamtej okolicy. Zostaw to nam.- rzucił popijając ognistej, której wciąż ubywało w jego szklaneczce. -Ród Burke zajmie się Quentinem tak, aby wszyscy zapomnieli o sprawie, mają w końcu sowicie wypełniony mieszek złota i nader duży respekt, żeby pozwalać sobie ścigać jednego ze swoich za taką drobnostkę.- stwierdził zgodnie z prawdą – pamiętał słowa Edgara, który był pewien swego mówiąc o nietykalności członków rodziny. -Jeśli choć o Ciebie kwiatuszku to mieliśmy więcej argumentów za i przeciw pewnym założeniom. Nie przedłużając już – bo i tak zajęłaś nam ów czasu wyjątkowo sporo – doszliśmy do wniosku, że ukryjesz się u jednej z przyjaciółek Deidre. Nie jestem sobie w stanie przypomnieć jej imienia.- faktycznie imię dziewczyny umknęło mu gdzieś w ferworze dyskusji, która dla niego winna skończyć się nieco inaczej – bezpieczniej dla dziewczyny. W końcu Goshawk nie miała gotówki dającej jej równie tyle profitów, co towarzyszowi zbrodni. -Dalej jestem zdania, że winnaś się uśmierć i ukraść komuś tożsamość, bo jest ku temu najlepszy moment, ale to nie moja sprawa. Sama musisz zadecydować o sobie.- skwitował dopijając do dna pozostały alkohol, który w zasadzie sekundę później uzupełnił.
-Nie wyglądasz, jakby Ci się to nie podobało.- wygiął wargi w kpiącym wyrazie, a następnie oparł wygodniej o oparcie szerokiej ławy. Odpowiedzi? Ciągle było ich zdecydowanie mniej, niżeli pytań.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Kuchnia [odnośnik]27.01.18 17:18
Faktycznie, Marianna miała szczęście w nieszczęściu. Miała ogromną nadzieję, że wszystko rozejdzie się po kościach i nawet nie zdawała sobie sprawy z faktu jak bardzo, w dość krótkim czasie, zmieni się jej życie. Prywatnie, w pracy, niemal na wszystkich płaszczyznach. Wchodząc do mieszkania Drew nie zdawała sobie sprawy, że wyjdzie stąd z kompletnym mętlikiem w głowie i jeszcze większą ilością pytań i wątpliwości, które będą zaprzątać jej głowę. Wyjawiając mu prawdziwy powód swojej nieobecności faktycznie wykazała się pewnego rodzaju zaufaniem, ale cóż innego mogła zrobić? Chociaż miała wrażenie, że mężczyzna nie potrzebuje jej zaufania do swojego szczęścia. Na pytanie co wydarzyło się tam tak naprawdę przymknęła oczy krzywiąc się, bo zapach spalonej skóry był nadal aż zbyt mocno wyczuwalny.
- Śmierciożercy mieli swoje spotkanie w piwnicy, myśmy czekali w głównej sali. Nagle znikąd pojawili się aurorzy i nas zaatakowali. Próbowaliśmy z nimi walczyć, ale, cóż, szanse nie były zbyt wyrównane. Mniejsza z tym jak nam szło, Czarny Pan pojawił się w sali, zabił szefa biura aurorów i podpalił Wywerne - opowiedziała w dość dużym skrócie, bo nie było teraz czasu na to, by w szczegółach opowiedzieć o całym wydarzeniu.
Marianna tu przyszła w innym celu. Miała dowiedzieć się co było omawiane na spotkaniu, na którym jej nie było i chciała się tego dowiedzieć. Naszczęście Drew szybko przeszedł do sedna i teraz to on zajął się opowiadaniem. Co do Wywerny to przyjęła tę wiadomość lekkim kiwnięciem głowy, chociaż jeśli tylko będzie miała ku temu okazję, to zdecydowanie będzie chciała pomóc, w końcu to również z jej winy, że i ona nie dała sobie rady, uległa ona zniszczeniu. Domyślała się również, że Burke jakoś wyliże się z tego wydarzenia. Pieniądze, szlachetna krew, szacunek jakim darzony był ten ród wystarczyło, aby uciszyć wszystkich. Spięła się natomiast, gdy Macnair zaczął mówić o niej. Mruknęła coś pod nosem nie zadowolna na jego komentarze, pierwszą część przyjęłam z większym spokojem niż mogłam przypuszczać. Ukrycie się było dobrym pomysłem, chociaż drażniło ją, że podjęli taką decyzję bez jej wiedzy. W końcu to jej życie, nie ich. Ale nie powiedziała ani słowa. Okazała jednak swoje niezadowolenie na jego kolejne słowa, o jej śmierci, zmianie tożsamości. Na jego komentarz spiorunowała go wzrokiem i bez słowa sięgnęła po drugą szklankę z alkoholem. Wypiła z niej większy łyk.
- Nie wyglądam? Naprawdę? Przecież to taki genialny pomysł - zakpiła i ona.
Chyba nie myślał, że będzie skakać z radości, że ktoś próbował decydować o jej życiu, śmierci i tożsamości bez niej. Warknęła pod nosem, słowa które powiedziała nie należały do najładniejszych, ale przynajmniej pozwalały w jakiś w miarę przyzwoity sposób pozbyć się negatywnych emocji. Inaczej to wszystko sobie wyobrażała.
- Coś jeszcze co powinnam wiedzieć na temat swojej osoby? - dopytała, zerkając na niego znad szklanki. - Ktoś nowy się pojawił oprócz ciebie? Co jeszcze było omawiane?
To również ją ciekawiło. Miło by było gdyby miała świadomość o nowych duszyczkach, które pojawiły się w szeregach Czarnego Pana. Albo kogo zabrakło od ostatniego razu. Chociaż nie była do końca pewna, czy Drew na tyle orientował się w aktualnym składzie, aby móc odpowiedzieć jej na to pytanie.


A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Marianna Goshawk
Zawód : Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t4637-skrytka-bankowa-nr-940#99756 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Re: Kuchnia [odnośnik]22.03.18 1:51
Celem owego spotkania z pewnością nie było dokładanie zmartwień i kolejnych niedomówień do wystarczająco skomplikowanej sprawy, ale wychodził z założenia, że skoro tutaj przyszła to należało się jej treściwe, a przede wszystkim szczere streszczenie omawianych tematów. Walka w Białej Wywernie i finalne spalenie poczciwych ścian do cna nie były jedynie wypadkiem przy pracy – przynajmniej wychodził z takiego założenia, bowiem zdążył na tyle poznać pewne przyzwyczajenia, że śmiało mógł stwierdzić, iż niewielu pozwoliłoby sobie na aż tak wielkie błędy. Dokładna historia wciąż była mu obca; nie znał szczegółów, nie grzebał ofiar w pamięci, ale widział jak wielkim stało się to kosztem i czuł, że nikt nie wystawił na stół na tyle wysokich zakładów. Wojny pochłaniały dusze – dążenie do władzy także, ale nigdy na czele większego ugrupowania nie stawał człowiek będący w stanie poświęcić wszystkich swych poddanych – żaden nie mógł być na tyle głupi. To jednostki były kluczem do sukcesu.
Wysłuchał ją zaciskając nieco mocniej szklankę w dłoni. Powodem tego nie była frustracja, żal tudzież współczucie, a czysta, pogłębiająca się chęć wybicia każdego stającego po stronie magicznego prawa, które kompletnie błaźniło potęgę czarodziejów. Czarny Pan budził w nim podziw, a wieść o śmierci szefa biura aurorów – choć znana wcześniej – wciąż przyprawiała o kąśliwy uśmiech niesfornie błąkający się po zmęczonej twarzy. Bycie jego sługą stawało się dla szatyna coraz bardziej pożądane, podobnie jak respekt rosnący nieokiełznanie w czujnych, stalowo-zielonych oczach. -Wiadomo skąd się tam wzięli?- spytał zdawkowo, bo choć owa informacja niewiele wnosiła, to wychodził z założenia, że każdy szczegół miał znaczenie.
Musiała się pogodzić z faktem, że inni mogą mieć sposobność decydować o jej losie – należała do rycerzy, była sługą Czarnego Pana i pod rozkazami tych będących mu najbliżej – to był wystarczający powód, on nie podlegał dyskusji. Nie znał jej przeszłości i choć gdzieś z tyłu głowy czuł, że mogła trafić do szeregów w podobny sposób jak on to wówczas nie miało to większego znaczenia. Istniały drzwi posiadające tylko jedną klamkę i za takie właśnie wpadł Macnair, ale może nie on sam?
Wywróciwszy oczami machnął nonszalancko ręką na jej frustrację. Z gównianej sytuacji nie było niegównianego wyjścia i musiała przyjąć to na klatę; liczyło się tylko jej bezpieczeństwo. -Dobrze, że nie podałem nic do strawy, bo zapewne zrobiłabyś sobie z moich oczu fondue. Maczane w ognistej mogłyby smakować wybornie.- uniósł brew kpiąco, a następnie dopił do dna zawartość swojego szkła, dziś nie zamierzał zbytnio zwalniać tempa. Na nowo wypełniając whiskaczówki posłał jej niewinne spojrzenie, choć widocznie przemawiała przez nie kpina. -Prawdopodobnie, że Ci żyłka pulsuje, kiedy się denerwujesz.- rzucił odstawiwszy butelkę, a następnie unosząc się na łokciach. -Tu, w tym miejscu.- dotknął palca okolicy jej czoła, a następnie oparł się o krzesło wracając tym samym do poprzedniej pozycji.
Odpowiedź na kolejne pytanie zajęła mu trochę, bowiem musiał skupić się odszukując w pamięci imiona. -Były nowe twarze. Witali kilka osób.- skwitował nie rozwijając, gdyż nie miał pewności, czy aby na pewno poprawnie wymówiłby owe nazwiska.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Kuchnia [odnośnik]02.05.18 23:17
Ta sytuacja nie była dla niej zbyt komfortowa. Dla nikogo by nie była, gdyby za plecami omawiali jak tu pokierować życiem danej osoby nawet nie pytając się o zdanie. Może Marianna miała jakiś inny plan, pomysł, dużo lepszy od tego co oni zaproponowali? Ale po co czekać? O ile gdyby propozycje padły prosto od Czarnego Pana tak nie ważyłaby się pisnąć słówka, tak świadomość, że o jej życiu decydowali niemalże obcy jej ludzie, bardzo ją denerwowała. Starała się być samodzielna, samowystarczalna i nie polegać na innych, a tu się nagle okazało, że wszystko legło w gruzach. Nikogo nie powinno dziwić, że się denerwowała, przykro, że to właśnie Drew musiał uświadomić ją o podjętych decyzjach czy propozycjach, które padły. Jednocześnie stał się pierwszą osobą, na której Marianna będzie próbowała wyładować swoją złość. I tak lepiej, że trafiło na niego, a nie kogoś o wyższym statusie w organizacji od niej, bo zdecydowanie nie chciała dokładać sobie dodatkowych zmartwień.
- Nie mam pojęcia - odpowiedziała niezbyt zadowolona z faktu, że nie zna na to odpowiedzi. - Pojawili się zaraz po pojawieniu się Dafne Rowle, potem się zrobiło ciemno, dochodziły do nas dziwne dźwięki. Skądś się musieli o nas dowiedzieć…
Westchnęła upijając łyk alkoholu, nie chciała otwarcie oskarżać kogokolwiek jednakże to pojawienie się Rowle było dla niej naprawdę dziwne. Wolała jednak rozpuścić wątpliwości na każdym kroku podkreślając, że to ona pojawiła się zaraz przed atakiem i, że może warto to jakoś połączyć? Otwarcie jednak nic nie mówiła.
- Hahaha, naprawdę bardzo śmieszne - warknęła. - Jestem pewna, że to fondue z ognistą będzie smakować cudowne i zaraz to sprawdzę jeśli nie przestaniesz ze mnie kpić.
Musiała wziąć kilka głębszych wdechów, bo nie przyszła tu przecież, aby się kłócić z mężczyzną.
Na początku nie zrozumiała jego słów i tego do czego się odnoszą. Przecież mówiła o spotkaniu, a on nagle o jakiejś żyłce. Obserwowała go gdy się uniósł i dotknął palcem jej czoła. A gdy w końcu dotarło do niej sens tego całego zajścia - roześmiała się. Sama nie wiedziała dlaczego, ale może jego gest idealnie zgrał się z momentem kiedy powinna rozładować swoje emocje? Cóż, wyszło idealnie i podśmiechując się pod nosem dopiła do końca zawartość swojej szklanki, którą następnie podsunęła w stronę mężczyzny dając mu znak, że ona również chce, aby uzupełnił jej zawartość. Bardzo teraz tego potrzebowała. I nawet nie do końca pełna odpowiedź ją nie rozzłościła.
- Czyli były nowe osoby, to w sumie dobrze. Im nas więcej tym lepiej dla Czarnego Pana, byleby to były osoby, którym można ufać. Nie sądzę, byśmy mogli sobie pozwolić na kolejną taką akcję. A tak poza tym - spojrzała na niego z zaciekawieniem. - Nie wiedziałam, że służysz Czarnemu Panu.
Oparła się wygodnie o oparcie krzesła i wbiła w niego swój wzrok czekając na jego wyjaśnienia. Parę dni w Mungu i nagle człowiek kompletnie nie orientuje się w tym co dzieje się dookoła niego. Planują mu życie, zastanawiają się czy ukryć czy może zmienić tożsamość i pojawiają się osoby, o których Marianna nigdy by nie pomyślała, że mogą mieć coś wspólnego ze światem, do którego ona sama, jakimś dziwnym trafem, należy.


A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Marianna Goshawk
Zawód : Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t4637-skrytka-bankowa-nr-940#99756 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Re: Kuchnia [odnośnik]14.05.18 23:12
Sam nie byłby zadowolony, gdyby komuś przyszło decydować o jego losie tylko z uwagi na zaistniałe wydarzenie, które ponadto nie odbyło się z jego winy. Daleki był od jakiejkolwiek oceny podobnego postępowania, natomiast doskonale wiedział, iż nikt nie chciał dziewczynie zaszkodzić, a wręcz przeciwnie starali się pomóc wydostać z mało komfortowej sytuacji. Czym dłużej słuchał o tym co zaszło w Białej Wywernie dochodził do wniosku, iż pewne kroki były niezbędne w celu zapewnienia nie tylko bezpieczeństwa Mariannie, ale i całemu gronu osób. Czasy były niebezpieczne, świat zdawał się zwariować, dlatego winni darzyć się zaufaniem w pewnych kwestiach i nie podważać wszystkich stosownych i sensownych argumentów. Indywidualistom ciężko było zaakceptować ów fakt, ale działali w imię kogoś Wielkiego, przysięgi posłuszeństwo oraz lojalność, więc prywatne aspekty winni odłożyć na bok.
Domyślił się, iż pozostał sam na pierwszej linii ognia, jednak nie zamierzał wdawać się w zbędne dyskusje nie przynoszące żadnych owoców. Goshawk była mądrą, zdolną i rozsądną czarownicą, stąd doskonale wiedział, że gdy tylko poukłada sobie w głowie pewne fakty zmieni bojowe podejście i postara się zrozumieć ich dywagacje.
Nie znał Rowle, słyszał jedynie pewne plotki, więc nie mógł z góry ocenić jej wkładu w wizytę aurorów. -Mogła być w to zamieszana? Myślisz, że grała w dwóch drużynach?- uniósł brew wyraźnie zainteresowany, bowiem zawsze dmuchał na zimne i jeśli faktycznie ktoś miał zagrażać jego osobie nawet w pośredni osób to wolał mieć z tyłu głowy ów świadomość. Nie mógł wiedzieć, że dziewczyna już dawno nie żyje. -Gdzie się teraz podziewa?- spytał w zastanowieniu, ponieważ zapewne gdyby faktycznie miała szczególne powiązania z aurorami to Czarny Pan wymierzyłby sprawiedliwość. On wiedział o wszystkim.
Spostrzegając jej grymas zaśmiał się pod nosem, albowiem nie dało się ukryć, że wyjątkowo zabawnie się irytowała. Musiała przywyknąć do jego marnego poczucia humoru jeśli mieli współpracować. Nigdy nie był elokwentny i nawet w kryzysowych sytuacjach potrafił używać kpiny wyjątkowo poprawiającej mu – niekoniecznie innym – nastrój. -Myślałem, że przyszłaś się napić, a nie najeść. Jeśli jednak faktycznie burczy Ci w brzuchu to mogę zaproponować jakieś zeszłotygodniowe zakąski. Niezbyt dobry ze mnie kucharz.- wzruszywszy ramionami chwycił między palce jej szklaneczkę, a następnie wypełnił ją po brzegi bursztynowym trunkiem. Z pewnością takowego posiadał o wiele więcej w swych zapasach niżeli czegokolwiek nadającego się do zaspokojenia głodu.
-Zbliża się coś wielkiego, nikt nie może zawieść.- powiedział zgodnie z prawdą przesuwając wierzchem dłoni whiskaczówkę w kierunku towarzyszki. -Taki błąd nie może się powtórzyć. Każdy sprawiający problemy, bądź będący nader podejrzany zostanie ukarany zgodnie z wolą Czarnego Pana.- pokiwał wolno głową, a na jego twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech. Nie potrafił ufać innym ludziom, ale poddanie i lojalność wobec Lorda Voldemorta napawała go wiarą w słuszne intencje swoich towarzyszy.
-Podobnie jak ja nie spodziewałem się usłyszeć twego nazwiska na spotkaniu.- uniósł brew wędrując wzrokiem do jej oczu. -Jak to się stało, że znalazłaś się wśród Rycerzy?




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Kuchnia [odnośnik]26.06.18 13:41
Oczywistym było, że potrzebowała czasu. Zbyt dużo się w jej życiu ostatnio wydarzyło, aby z takim spokojem przyjęła kolejne zawirowania. Jednak, tak jak stwierdził Drew, gdy tylko sobie to wszystko poukłada zauważy, że nie wszystkie pomysły były takie głupie jak wydawały jej się na samym początku. Może niepotrzebnie i za mocno wyładowała się na mężczyźnie, ale skoro już tu był, to niech się na coś przyda. Nawet jeśli jest to przyjęcie na klatę złośliwości panny Goshawk.
Słuchał jej opowieści dokładnie, a to dobrze bo nie miała zamiaru się powtarzać. I tak jak sądziła, to jego również zainteresował temat Rowle. Oczywiście Marianna nie miała żadnych dowodów, nic tej kobiecie nie mogła udowodnić, ale od samego początku jej się nie podobała. Może się myliła i, o Merlinie, jak dobrze by było gdyby się myliła. Ale co jeśli nie? Co jeśli jej przeczucie nie zawiodło i miała rację? Chyba nigdy nie będzie miała okazji się przekonać.
- Nie wiem, nie mogę nic udowodnić. Ale to bardzo ciekawy zbieg okoliczności, prawda? - zauważyła. - Jeśli grała na dwa fronty to Czarny Pan na pewno będzie o tym wiedział.
Marianna lekko wzruszyła ramionami na kolejne pytanie mężczyzny. Nie wiedziała gdzie jest i co się z nią stało i to również ją niepokoiło. Miała ostatnio tyle rzeczy na swojej głowie, tyle się działo. Ale kwestia czy ewentualny zdrajca jeszcze żyje była bardzo istotna.
- Napić, najeść, co za różnica. Jeśli dzięki temu poczuję się lepiej - westchnęła. - Nie dzięki, zeszłotygodniowe zakąski nie brzmią zbyt apetycznie. Trzymaj je dla kogoś mniej ci przychylnego.
Obserwowała jak jej szklanka napełnia się alkoholem i unosząc delikatnie kącik ust do góry sięgnęła po nią gdy wypełniła się po brzegi. Wypiła z niej parę łyków, a ciepło które rozeszło się po jej gardle było aż przyjemne.
Kiwnęła głową. Nie miała nic do dodania. Mężczyzna zdecydowanie miał rację i ona również zdawała sobie z tego sprawę. Ale zdawać sobie sprawę, a wykonywać wszystko bez problemów to też zupełnie coś innego. Można się starać, ale główne powodzenie misji zależy w większości od okoliczności, siły i ilości przeciwników i w dużej mierze od szczęścia. Dla Marianny było to dość logiczne, miała jednak podejrzenia, że Czarnemu Panu te wyjaśnienia mogą nie przypaść do gustu.
- Ja? Jeden z rycerzy mnie wciągnął. Żadna wyjątkowa historia. Ale zniknął jakiś czas temu i ślad po nim zaginął. Niestety - odpowiedziała na jego pytanie lekko markotniejąc.
Nie lubiła wracać do tamtych czasów. Było i minęło, dużo ją kosztowało, aby o tym zapomnieć i wracanie wspomnieniami w przeszłość nie było najprzyjemniejszą rzeczą na świecie. Lekko odwróciła wzrok od Drew, sięgnęła po szklankę i wypiła do końca jej zawartość.
- Na mnie pora - powiedziała unosząc się i zarzucając pelerynę na plecy. - Dzięki za informacje i, mam nadzieję, do zobaczenia niedługo.
Przez chwilę zerkała na niego, można nawet powiedzieć, że lekko uśmiechnęła się na pożegnanie, a potem wyszła z jego mieszkania i zniknęła w uliczce chcąc jak najszybciej udać się w bezpieczne miejsce. Ciągle miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Czy to już można nazwać paranoją?


zt


A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Marianna Goshawk
Zawód : Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t4637-skrytka-bankowa-nr-940#99756 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Re: Kuchnia [odnośnik]27.06.18 15:42
Nie ufał w typowy zbieg okoliczności, dlatego podszedł do sprawy równie podejrzliwie co jego towarzyszka. Miały miejsca sytuacje, w których faktycznie los płatał figle, lecz w obecnych czasach każdej temu podobnej należało się dobrze przyjrzeć zachowując względny dystans. Ludzie wariowali, świat stanął na głowie i nikt, naprawdę nikt nie mógł czuć się bezpiecznie. -Z pewnością podjął odpowiednie kroki w jej sprawie, jeśli takowe faktycznie były wymagane.- potwierdził jej słowa pozostając lojalnym przywódcy, który nigdy się nie mylił. Jakakolwiek zdrada momentalnie ujrzałaby światło dziennie i tylko Czarny Pan mógł podejmować decyzję co do finału sprawy. Macnair nie znał dziewczyny, nie mógł widzieć jej działań i zachowania, dlatego nie drążył tematu sprawiającego wrażenie zakończonego także i dla Goshawk.
Obserwując jak smakowała ognistej sam upił sporego łyka, który przyjemnie zapiekł go w gardle. Przekroczył już dzisiejszą normę, ale skoro i tak musieli pewne tematy obgadać, to nie przypuszczał, iż znajdzie choć chwilę na powrót do manuskryptów wymagających czasu oraz przede wszystkim skupienia.
Jego historia podobnie nie należała do wyjątkowych – choć tak mu się wydawało – bowiem po czasie zrozumiał, iż mogły być to standardowe metody rekrutacji. Pewne osoby z pewnością stawiały opory, a jeśli ich umiejętności mogły posłużyć sprawie to wcale nie dziwił się, iż dochodziło do radykalnych działań. Wówczas sam coraz silniej poczuwał się do odpowiedzialności oraz niezbędnej lojalności, która stanowiła dla niego największe wyzwanie z uwagi na indywidualizm. Wydawałoby się, iż praca w grupie nie sprawdzi się w jego przypadku, jednak póki tego nie dosięgnął nie chciał z góry skazywać współpracy na porażkę. Był rozsądny, czasem uwłaczająca pomoc mogła uratować życie.
Skinął głową, gdy postanowiła wracać do siebie. -Uważaj na siebie.- rzucił unosząc jeszcze szklankę, którą szybko opróżnił, by po chwili na nowo uzupełnić. Nokturn nie był groźnym miejscem dla stałych jego bywalców, ale warto było mieć oczy dookoła głowy, bowiem coraz częściej kręcił się po brukowanych uliczkach nieznany mu motłoch.

/zt




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Kuchnia [odnośnik]18.10.18 23:26
|29 lipca

Brak możliwości teleportacji odczuł na własnej skórze każdy - przepełniony błędny rycerz, ogrom świstolików, a przede wszystkim tłumy przemierzające każdego dnia główne ulice czarodziejskiej części Londynu. Na wszelakie sposoby starano się ułatwić sobie dojazd do pracy, domu, lecz co mieli zrobić Ci, których źródło dochodu rzadko znajdowało się w miejskich granicach? Na próżno było szukać transportu drogą morską tudzież kolejową, ponieważ ilość niezbędnego czasu na dotarcie do określonego miejsca była nader duża, przekraczająca każde założone normy. W tej grupie znalazł się i szatyn, który nie mógł pozwolić sobie na chwilę wytchnienia tłumaczoną „małymi wakacjami” spowodowanymi niezależnymi od niego problemami, bowiem żył z dnia na dzień, z chwili na chwilę. Nie posiadając wystarczających oszczędności musiał kombinować, szukać alternatyw wiążących się z jeszcze skrajniejszym łamaniem prawa – lecz czy właśnie nie na tym dorobił się najwięcej?
W półświatku należał do szanowanych runistów. We wschodnich granicach to właśnie do niego przychodzono, kiedy ciążące klątwy spędzały sen z powiek tudzież klient nie mógł się bez nich obejść w walce z drugim czarodziejem. Różne były potrzeby, tak samo jak różni byli ich właściciele i choć powszechnie przyjęło się, że nadawane pięto to zło w czystej postaci nie zawsze miało to przełożenie na rzeczywistość. Z przekleństw korzystano wszędzie – w rodowych posesjach, pomiędzy skłóconymi rodzinami, ale najczęściej w walce, która w takim przypadku nigdy nie mogła być sprawiedliwa. Nie on jednak był sędzią, nie do niego należała ocena czystości gry, stąd gdy sowicie upchany worek galeonów znalazł się na jego stole nie miał żadnych skrupułów. Tak było i tym razem.
Niski, odziany w zdobioną szatę mężczyzna przekroczył progi baru o umówionym czasie, a szatyn już na niego czekał z uzupełnioną szklanką smakowitej, ognistej whisky. Przeczuwał, że za zleceniem miało stać coś więcej niżeli tylko doszukiwanie się informacji o przeszłości jego rodu tudzież odnalezienie artefaktu, który – jak każdy z resztą mówił – miał niesamowitą wartość sentymentalną. Listy były chaotyczne, Macnair nie preferował ów formy załatwiania interesów toteż spotkanie stanowiło element priorytetowy, a w przypadkach pragnienia anonimowości istniały inne sposoby niżeli powszechnie znana i możliwa do pozyskania cudza korespondencja. Przywykł do unikania zbędnego ryzyka, tym bardziej jeśli zapłata miała okazać się niewarta opuszczenia zniszczonych, ale bezpiecznych ścian nokturnowskiego strychu.
Uśmiechał się pod nosem, zupełnie sam do siebie, kilkukrotnie. Majaczenie o problemach i wszechobecnych konfliktach przyprawiało go o ból głowy, bowiem kompletnie nie miał ochoty wysłuchiwać czyiś zażaleń, a konkretów. W pewnej chwili naszła go myśl, aby po prostu opuścić ów miejsce i przestać marnować swój czas, ale wtem mężczyzna w końcu zaczął mówić rozsądnie, jak na każdego płacącego galeony przystało. Macnair nie przywiązywał wagi do powodów, nie oceniał przez ich pryzmat, ani nie szukał lepszych rozwiązań. Był wykonawcą, usługobiorcą i gdyby każdorazowo miał analizować swe wyprawy, niezbędne ruchy to w zasadzie nic nie udałoby mu się osiągnąć, chociażby knut nie spocząłby w jego kieszeni – więc po co było to wszystko? Przyzwyczaił się do słabej, ludzkiej strony szukającej solidnego wytłumaczenia na swe złe uczynki, dlatego nigdy nie posiadał nawet krzty wyrzutów sumienia. Był jednostką, indywidualistą i jeśli ktokolwiek miałby postawić go na piedestale, to byłby on sam. Przed samym sobą.
Pierwsza część zadania była względnie prosta, druga już do najłatwiejszych i najtańszych nie należała. Posiadając niezbędną bazę miał świadomość, że już dziś może przystąpić do realizacji, stąd nie chcąc ani chwili dłużej spędzać w towarzystwie ów żałosnego czarodzieja skinął głową w ramach pożegnania, a następnie udał się do frontowego wyjścia. Nie zapłacił za alkohol, czuł się zaproszony.
Wizyta u braci Burke okazała się zbędna, ponieważ posiadał po swej ostatniej wyprawie garść świecidełek, którymi nawet nie zainteresowało się kilku lokalnych złodziejaszków handlujących nielegalnymi, najczęściej rzecz jasna kradzionymi, przedmiotami. Klient nie był nader wymagający, ewidentnie pierwsze skrzypce grała tutaj klątwa, która miała zostać nałożona, a nie sam zaklęty przedmiot, bowiem obszedł go fakt, iż nie będzie to nic specjalnie wyróżniającego się na tle powszechnie dostępnej biżuterii. Macnair mógł insynuować skąd pojawiło się pragnienie wręczenia takiego, a nie innego prezentu żonie, ale fakt łatwego wzbogacenia się przewyższał jakiekolwiek inne moralne pobudki.
Chwyciwszy ze skrzynki złoty wisiorek obejrzał go dokładnie skupiając się w głównej mierze na owalnym jego zakończeniu – tam bowiem miała zostać nałożona runa, która na zawsze już zmieni życie ofiary. Klątwa nie była nader wymagająca, znał dokładnie słowa wymagane do jej nałożenia podobnie jak kształt znaku oraz sposób jego ukrycia. Nie miał pewności czy kobieta nie znała starożytnego języka, stąd wolał mieć pewność, iż praca zostanie wykonana starannie i tym samym bezapelacyjnie satysfakcjonująco dla zleceniodawcy.
Ustawiając glinianą misę na środku stołu wlał do niej bazę, którą otrzymał w zamian za przysługę od znajomego biegłego w eliksirach. Sam nie porywał się na tworzenie mikstur zważywszy na doświadczenie i umiejętności, których zdecydowanie mu brakowało, a zmarnowanie tak cennych składników było zwykłym marnotrawstwem. Szpik kostny, ikra ramory – dokładnie wiedział z czego należało uwarzyć niezbędny fundament i jak trudno było ów składowe kupić tudzież odnaleźć. Niejednokrotnie rozmyślał o nauce chociażby podstaw umożliwiających mu tworzenie podobnych, jednak zawsze coś stawało na przeszkodzie, a najczęściej właśnie to rzekomo najprostsze – czas.
Czysty pergamin spoczywający tuż obok wisiorka powoli zaczął zapełniać się runicznym pismem, a ilość bazy w misie zmniejszać wraz z ilością zapisanych znaków. Wiodąca dłoń szatyna poruszała się samoistnie, jego wiedza pozwalała mu na zaufanie samemu sobie w ów kwestii, więc nie musiał w żaden sposób kontrolować poprawności napisanych run. Klątwa opętania nie należała do najprostszych, była rzadką wśród powszechnie nakładanych, jednak wiele o niej czytając doskonale zdawał sobie sprawę z idących za nią skutków. Walka z własnym umysłem, boleśnie doskwierające szepty, powszechne czynienie zła nie tylko otoczeniu, ale i bliskim – to tylko jedne z niewielu czynników mających wpłynąć na noszącego przedmiot czarodzieja. Najgorszym jednak były sadystyczne wizje, rozkazujące głosy nieznające sprzeciwu finalnie doprowadzające do postradania zmysłów. Macnair najbardziej sobie cenił możliwość kontroli, indywidualnej oceny sytuacji i odpowiedzialność płynącą z popełnianych czynów, a owe przekleństwo zupełnie wykluczało jakąkolwiek władzę nad własnym postępowaniem, dlatego miał świadomość, iż z brzemieniem ciężko byłoby mu powrócić do codzienności.
Chwytając wężowe drewno przyłożył jego kraniec do złotego wisiorka, by nałożyć inskrypcję w postaci wiodącej runy – tej, za którą kryło się całe zło przeklętego artefaktu. Gdy tylko to uczynił ukrył biżuterię pod zapisanym pergaminem, aby zwieńczyć dzieło. Jego wargi swobodnym, ale pewnym tonem wypowiedziały krótkie i proste Ordior.
List, sowa, umówienie spotkanie w celu zwieńczenia transakcji – to była formalność. Uczynił ją, gdy tylko nastał świt, a klątwa zaczęła działać stanowiąc już nie tylko zagrożenie dla ofiary, ale i wszystkich osób mających kontakt ze względnie nic nie wartym łańcuszkiem. Nie obchodziło go, czy klient zastosuje się do jego poleceń, podobnie jak kompletnie zignorował fakt przyszłości – zapewne niewinnej – kobiety, liczyły się tylko pieniądze, które miał niedługo później wydać na zdecydowanie atrakcyjniejsze rozrywki jak bycie stroną w czyimś konflikcie. Oczy mężczyzny rozbłysły w chwili zetknięcia się z artefaktem, początkowo nie dawał wiary, iż ten faktycznie miał działać, jednak Macnair nie miał ku temu żadnych wątpliwości. Doskonale wiedział co robił, analizował niejednokrotnie każdy krok – szczególnie wtedy, gdy takowy wykonywał.
Uzyskaną zapłatę skrył w wewnętrznej kieszeni czarnej, długiej szaty, a następnie oddalił się od miejsca spotkania starając się przy tym nie zwracać na siebie uwagi potencjalnych gapiów. Ostatnio wszystkie ściany miały uszy, nawet te nokturnowskie, a problemy związane z pracą były ostatnimi, które w ogóle brał pod uwagę. Powracając do swej normalnej postaci zachował anonimowość, bowiem ujawnianie swej prawdziwej twarzy było dla niego nader wielkim i zważywszy na genetykę, zbędnym ryzykiem.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Kuchnia [odnośnik]19.03.19 22:56
18 października 56’

Wiedział, że próba wprowadzenia dziewczyny na Śmiertelny Nokturn była ryzykowna, jednak nie miał większego wyboru – musiał próbować. Znaleziona, tajemna skrzynia, na której spoczywała klątwa, już raz pokazała mu swą siłę nakazując walczyć z najczarniejszymi myślami, ukrytymi gdzieś głęboko  pragnieniami, dlatego kolejna próba pozbycia się jej samodzielnie wiązała się z nader dużym ryzykiem. Był ciekaw co znajdowało się w jej środku i choć domyślał się, że skarb mógł okazać się bezcenny to jego nadgorliwość przesycona wiarą we własne możliwości uniemożliwiała pozostawienie jej w spokoju. Zważywszy, że wszystkie zdarzenia na statku ociekały o irracjonalizm - bowiem nawet w najgorszych snach nie przyszło mu widzieć siebie uwięzionego w podwodnej, ogromnej cytadeli -  zawartość pozostawionego w ładowni łupu mogła przynieść upragnione odpowiedzi, a może nawet coś więcej. Liczył, że uda im się tego dokonać, w końcu na zawodowej płaszczyźnie byli naprawdę zgranym i doświadczonym duetem.
Droga minęła szybko; właściwie nie odezwał się podczas niej ani słowem byle tylko czym prędzej i bez zwrócenia na siebie uwagi dotrzeć do odpowiedniego budynku. Przeobrażona twarz dodawała mu lat, podobnie jak siwe włosy oraz broda, choć i tak nie zapomniał o czarnym kapturze, który jeszcze przed opuszczeniem domu zaciągnął na głowę. W obecnych czasach niezmiernie cenił sobie dar – metamorfomagia zapewniała mu anonimowość, pozwalała skryć się za obcym obliczem byle tylko uniknąć niewygodnego spotkania tudzież swego rodzaju wykrycia. Selwyn mogła go uznać za nader przewrażliwionego, ale kompletnie o to nie dbał, bowiem niejednokrotnie przyszło mu pogodzić się z podobnym stwierdzeniem. Mimo wielu wrogów wciąż żył i był zdrów, a to było najistotniejsze.
Uchyliwszy drzwi pozwolił dziewczynie pierwszej wejść do środka, po czym sam to uczynił i zamknął zamek. Nie spodziewał się nieproszonych gości, ale mimo to zacisnął wężowe drewno w dłoni, by zapewnić im zupełną prywatność. Cały on – wciąż dmuchał na zimne. - Salvio Hexia- wypowiedział pewnym tonem, a następnie zsunął kaptur z głowy i powrócił do swego normalnego wylądu; w domu rzadko korzystał z możliwości swych genów. -Łatwo poszło.- rzucił zatrzymując się przy szafce, którą otworzył w celu uzupełnienia szkła o odpowiedni trunek. W końcu chyba nie zamierzała bawić się w ściągnie klątw na trzeźwo? -Czego się napijesz?- spytał obracając się przez ramię.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Kuchnia [odnośnik]19.03.19 22:56
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :
Kuchnia HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]20.03.19 23:14
Wraz z upływem czasu Lucinda zdała sobie sprawę, że cała ta przeprawa zapoczątkowana na Syrenim Lamencie nie skończyła się wcale aż tak tragicznie. Owszem potrzebowała chwili by dojść do siebie i nadal odczuwała skutki bolesnych upadków, ale w końcu mogła wcale stamtąd nie wrócić i skłamałaby mówiąc, że nie przyjmowała takich myśli do siebie. Blondynka powinna się już przyzwyczaić do takich całkowicie pokręconych zwrotów akcji. W końcu to nie był pierwszy raz kiedy jej zwykły wypad kończył się walką o życie. Tego się już zwyczajnie nie dało zmienić. Byli ludzie, którzy po prostu byciem sobą sprowadzali kłopoty. Lucinda była wiernym członkiem tego klubu i z sytuacji na sytuację zaczęła się do tego przyzwyczajać co prawdopodobnie nie miało być dobre dla nikogo, ale kto by się tym przejmował na zaś?
Szlachcianka była prawdziwe podekscytowana tym co mogli znaleźć w skrzyni. Właściwie mogło to być jedno wielkie nic; kupa glonów i łusek. Bez względu na to co uda im się znaleźć w środku Selwyn będzie chciała to zatrzymać. Nawet w postaci głupiej pamiątki z tego szalonego dnia. Równie szalonego jak ona jeśli spojrzeć na jej ostatnie poczynania i życiowe wybory. Kobieta była szczerze zaskoczona, że Drew nie postanowił ściągnąć klątwy sam i zajrzeć do skrzyni, która to przecież jego jako pierwszego porwała w swoje sidła. I jak na zdjęcie klątwy naprawdę się ucieszyła tak już na podróż do Nokturnu nie bardzo. Nie rozumiała dlaczego nie mogą tego zrobić po prostu w jej gabinecie. Ściągała już tam wiele klątw i nigdy nic złego się nie zdarzyło chociaż prawdopodobnie po tych słowach niebo runęłoby im prosto na głowy. Wolała się już jednak nie kłócić doskonale wiedząc, że to tylko czcze gadanie, a jak się głupio uprze to po prostu Macnair zrobi to bez niej i wtedy dopiero będzie żałować, że w ogóle się odzywała.
Przejście przez Nokturn nie należało do najprostszych tym bardziej, że Lucinda nadal nie czuła się w stu procentach sprawna chociaż próbowała sprawiać pozory. Kiedy w końcu udało im się dotrzeć do mieszkania Drew lekko odetchnęła. Zakonniczka w takim miejscu mogłaby się nabawić kłopotów i choć tego już Macnairowi wytłumaczyć nie mogła to jednak lekko ją ta droga niepokoiła. Słysząc słowa mężczyzny przewróciła oczami. - Tobie wszystko łatwo idzie – zauważyła unosząc kącik ust w uśmiechu i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. W końcu była już kiedyś w mieszkaniu mężczyzny, ale zajęta wykrwawianiem się jakoś nie zdążyła pozwiedzać. - Zabawne, że byłam u ciebie raz i nie widziałam nic prócz sypialni – odparła odwracając się do mężczyzny. W sumie cała ta sytuacja nie była zabawna, ale biorąc pod uwagę to jakim człowiekiem była Selwyn to same te słowa brzmiały dość absurdalnie.
Na pytanie mężczyzny machnęła dłonią dając mu przy wyborze trunku wolną rękę. Nie bywała wybredna, a i niezbyt dobrze znała się na alkoholach by móc przebierać. Zresztą patrząc na kolekcję jaką uzbierał Macnair i tak pogubiłaby się w tym w ciągu minuty. - Mam nadzieje, że dzisiaj nie masz zamiaru dać się opętać tylko po to by odwrócić uwagę od swojego machlojstwa? - zapytała opierając się ramieniem o ścianę przy komodzie. Tym, że przepadł jak kamień w wodę podczas gdy statek tonął trochę zmiękczył jej serce, ale to wcale nie znaczyło, że przestał ją irytować, a już na pewno nie w momencie gdy kolejny raz zwija jej sprzed nosa coś co przecież ona chciała znaleźć. Ktoś powinien spisać jakiś kodeks poszukiwaczy zabraniający takich rzeczy chociaż i tak na nic by się to zdało. Drew był po prostu Drew i nie potrafiła na to narzekać.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539

Strona 1 z 9 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach