Wydarzenia


Ekipa forum
Szmaragdowy Zakątek
AutorWiadomość
Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]10.03.12 23:10
First topic message reminder :

Szmaragdowy Zakątek

Szmaragdowy Zakątek mieści się w głębi lasu, niedaleko matecznika. Nazwę zawdzięcza wyjątkowej roślinności, żyjące tutaj rośliny nie przypominają krzewów, drzew, ani traw rosnących w żadnej innej części magicznej kniei. Ich liście lśnią, jakby wciąż były pokryte poranną rosą, a barwy mają tak jaskrawe, że aż wydają się nienaturalne, niepokojąco nienaturalne. Podobnież z płatkami polnych kwiatów, piękno ich szkarłatów, błękitów i żółci aż zapiera dech w piersi. Parę kroków dalej szemrze krystalicznie czysty strumyk, a całości obrazka dopełnia drżenie melodyjnego ptasiego śpiewu. Jest to miejsce równie przerażające, co zniewalająco piękne. Nietrudno sobie wyobrazić, iż w tradycji ostało się częstym miejscem potajemnych schadzek kochanków, a także ukrytą samotnią wrażliwców - poetów, artystów. Problem może stanowić jedno: złośliwe chochliki, które ów teren również sobie z lubością przypodobały.
Zdarza się, iż zbłądzi tu zgubiona mugolska stopa; czasem taka stąd nie wyjdzie, padając ofiarą różnorakich magicznych bestii, które zwęszą bezbronną ofiarę. Zdarza się, iż pozostanie znaleziona kilka dni później, na skraju lasu, wycieńczona, wymęczona... i oszalała.

Kadzidła

W głębi lasu, w pobliżu matecznika, gdzie liście połyskują nienaturalną wręcz szmaragdową zielenią rozłożono na miękkiej ściółce dywany i poduszki dla zmęczonych festiwalowymi uciechami uczestników Brón Trogain. Rozlokowano je w grupkach i odseparowano je od siebie tak, by liczne grupy mogły komfortowo wypoczywać  z dala od zgiełku, głośnej muzyki i szumu. Miejsce to jest spokojne i idealne na chwilę wytchnienia, ale jednocześnie ze względu na bliskość matecznika budzące niepokój. To również aura połyskujących liści, przedzierającego się przez konary drzew światła księżyca, lekka mgła unosząca się nad ściółką — a może coś innego, dym.

Szelest liści, drobne gałązki pękające na ściółce zapowiadają czyją obecność jeszcze zanim z półmroku wyłoni się postać. Bardzo stara wiedźma, o siwych jak kamień włosach i długich aż do kolan, w czarnej, długiej powłóczystej szacie przechadza się pomiędzy odpoczywającymi czarodziejami. Na twarzy bladej jak śnieg i dłoniach widnieją czarne znaki i symbole narysowane tuszem lub atramentem — kreski kropki, koła i półksiężyce. Jest mocno przygarbiona, a jej kroki są powolne, chwiejne, lecz nie wygląda jakby potrzebowała czyjejkolwiek pomocy, choć kroczy z zamkniętymi oczami, szepcząc słowa w staroceltyckim języku. Modły o pomyślność, modły o płodność choć cichuteńkie, są doskonale słyszane przez wszystkich zgromadzonych kiedy przechodzi obok nich. W jednej dłoni trzyma glinianą miskę i palcami przytrzymuje w niej tlące się kadzidło; w drugiej krucze pióra, którymi niczym wachlarzem rozpyla specyficzny dym. Kiedy was mija, jego zapach was otula i otumania.

Jedna osoba z pary lub grupy rzuca kością k6 na rodzaj kadzidła rozpylanego przez starą wiedźmę.

1: Mieszanina żywicy i sosnowych igieł przepełniona jest też czymś, co pachnie jak świeże górskie powietrze. Bardzo orzeźwiająco, nieco otumaniająco. Zapach jest łagodny, koi zmysły, uspokaja nastroje, wzbudza zaufanie do rozmówców. Pobudza do szczerych wyznań i zdradzania sekretów, ale nie hamuje całkowicie naturalnych barier związanych z rozmową z osobami nieznajomymi lub takimi, przy których postać naturalnie czułaby się skrępowana.
2: Drzewny zapach musi mieć swoje źródło w drzewie sandałowym, które zmieszano z niedużą ilością suszu opium oraz ostrokrzewu; kadzidło jest trochę duszne, głębokie, wprowadza w przyjemne odrętwienie, spowalnia zmysły i pozwala w pełni odprężyć ciało. Pod jego wpływem trudniej jest zebrać myśli. Wprowadza w przyjemne otępienie i relaksację, odpędza troski, nakłania do myślenia o zmysłowych przyjemnościach.
3:  Słodki zapach bergamotki przebija się przez skromniejszy bukiet egzotycznych owoców, które prowadzi passiflora oraz nieznacznie mniej wyczuwalne mango, zapach jest przyjemny, świeży, lekko cytrusowy, dodaje energii, poprawia nastrój. Dalsze nuty kadzidła lekko i przyjemnie otępiają. Czarodziej znajdujący się pod wpływem tego kadzidła staje się pobudzony do flirtu, a dobiegające z parteru dźwięki muzyki kuszą do udania się na parkiet.
4: Najpierw daje się wyczuć paczulę, indyjska roślina roztacza ciężką, duszną i drzewną toń. Przez nią przenikają się gryzące zioła, pieprz, rozmaryn i tymianek, które przemykają do odrętwionego umysłu, wyciągając z niego cienie. Niektórzy twierdzą, że to kadzidło oczyszcza umysł: pobudza smutek, zmusza do sięgnięcia po problemy i uzewnętrznienia ich, do szczerych wyznań odnośnie tego, co ostatnim czasem trapi czarodzieja, co jest jego zmartwieniem. Przelotnie smuci, ale dzięki temu pozwala przeżyć wzruszające katharsis: zostawić najczarniejsze myśli za sobą i przeżyć dalszą część wieczoru bez obciążeń, w lepszym nastroju.
5: Zapach wiedziony przez silnego irysa w towarzystwie polnych kwiatów wywołuje wesołość, a przy dłuższej ekspozycji - niekontrolowany śmiech. Rozmówcy wydają się czarodziejowi charyzmatyczni, on sam również nabiera pewności siebie i chęci do podzielenia się własnymi przemyśleniami albo opowiedzenia o swoich pasjach. Każda kolacja przy tym kadzidle minie w radosnej atmosferze, pozostawiając za sobą przyjemne wspomnienia żywej dyskusji.
6: Lawenda przeważnie koi zmysły, ale w towarzystwie czterolistnej koniczyny i konwalii odnosi podobny efekt na istoty, nie na ludzi. Czarodziejów zaczyna drażnić, roztrząsa najdawniejsze urazy. Pod jego wpływem niektórzy mogą stać się skorzy do drobnych złośliwości, a inni skorzy do zaufania rozmówcom i podzielenia się z nimi sprawami, które doprowadzają czarodzieja do złości lub pasji. W Azji palone przez mędrców, naukowców i reformatorów, którzy szukali przyczyny niedoskonałości świata zanim zabrali się za jego zmianę.

Skorzystanie z kadzideł przy ognisku zastępuje jedną wybraną używkę z osiągnięcia hedonista.



[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]29.12.16 14:31
The member 'Titus F. Ollivander' has done the following action : rzut kością


'k100' : 92
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]30.12.16 0:55
Cóż, nie takiego obrotu sprawy się spodziewałem. Spojrzałem z niedowierzaniem na różdżkę, kiedy wystrzeliło z niej zaledwie parę iskier zamiast porządnego zaklęcia i już wiedziałem, że jestem w ciemnej... No. Uniosłem wzrok na grupę mężczyzn i miałem ochotę głupio się do nich uśmiechnąć, ale jakoś kąciki ust nie chciały mi drgnąć. Dlatego też tak stałem i miałem wrażenie, ze minęła co najmniej godzina, ale tak naprawdę minęło pewnie parę sekund, kiedy zza krzaków wyskoczył Titus. Przynajmniej część planu zatytułowana zaskoczenie wypaliła, gdyż oprawcy faktycznie nie spodziewali się jeszcze kogoś oprócz mnie. W dodatku jego zaklęcie okazało się być rzucone niemalże idealnie, co w normalnych warunkach by mnie zawstydziło, ale w tych nie zastanawiałem się nad takimi rzeczami. Miałem więc ochotę podskoczyć z radości, jednak tego również nie zrobiłem. Spojrzałem za to na olbrzyma i choć było mi go szkoda przez te więzy to stwierdziłem, że na razie może to i lepiej. Przynajmniej nigdzie im nie ucieknie, a przecież ich głównym zadaniem było doprowadzenie olbrzyma do domu, a nie załatwianie atakujących go mężczyzn. Bo żadnych mężczyzn miało tu nie być! Stanąłem na skraju dołu. - Dobra robota - powiedziałem zadowolony. Oparłem dłonie na biodrach jak prawdziwy zwycięzca i zastanowiłem się krótko, co to z nimi począć. - Concitus - rzuciłem na każdego z nich i kiedy byłem pewny, że nie będą w stanie rzucić przez najbliższy czas żadnego zaklęcia, podszedłem trochę bliżej olbrzyma. - To teraz większy problem - westchnąłem. - Myślisz, że ma instynkt i wie, gdzie wrócić? Może po prostu by go tak rozwiązać i za nim iść, chroniąc przed ewentualnym niebezpieczeństwem - rzuciłem, choć wcale nie byłem taki pewny, że jak go rozwiążemy to się na nas nie rzuci. Podszedłem bliżej jego twarzy i spojrzałem się na niego ze smutkiem, bo zaczynało mi się go robić coraz bardziej szkoda. Żadne stworzenie nie zasługiwało na takie traktowanie, ot co.
Florean Fortescue
Florean Fortescue
Zawód : właściciel lodziarni
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 3 F2XZyxO
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]30.12.16 1:41
WOW! Nawet sam Titus był trochę zdziwiony jak z jego różdżki wyleciał snop światła, a już za moment ziemia zapadła się pod stopami oprawców. To było coś! Ollivander nie mógł powstrzymać szczerego uśmiechu, który wyciągnął jego usta. Przystanął obok Floreana, podobnie jak on wspierając dłonie na biodrach. Patrzył jak kolejne zaklęcia lecą w stronę przeciwników sprawiając, że ich dłonie przybrały bardzo dziwnych kształtów i kiedy pan Fortescue odwrócił się w kierunku olbrzyma, Ollivander wciąż pochylał się nad dołem. Odchrząknął, nabierając w usta mnóstwo śliny albo flegmy i splunął w dół, prosto na czoło jednego z uwięzionych mężczyzn. NALEŻAŁO MU SIĘ! Koleś przeklął tak głośno, że jego krzyk odbił się echem od drzew, więc Titus na nowo wyciągnął różdżkę. Zacmokał.
- Nono... Nie ładne to słowa, proszę pana. - pokręcił głową z dezaprobatą, po czym posłał w jego kierunku Jęzlep, już za moment na nowo nachylając się nad dziurą, przykładając jedną dłoń ponad ucho.
- Hmmm? Ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia? Nie? - droczył się z nimi jeszcze chwilę, ale chyba nikt już nie chciał się odzywać. Co to musiało być za upokorzenie, dać się obezwładnić parze dzieciaków! Titus wywrócił w końcu oczami, wreszcie zbliżając się do swojego kompana. Zmrużył ślepia.
- No nie wiem, jest to jakaś opcja, można spróbować. - wzruszył ramionami, by za moment szturchnąć Floreana w bok - Ty, a może jak będziemy mówić do niego bardzo powoli to coś zrozumie? - ruszył bliżej olbrzyma zaraz za lodziarzem i zaczął swoje wyjątkowo flegmatyczne powitanie.
- Czeeeeeść, jeeesteeeśmyyy twoooimiii przyjaacióóółmiii, mooożeeeesz naaaam zauuufaaaać, odproooowaaadzimmmy cięęęę w ooodpoowiednieeee mieeejsceeee... - i machał przy tym rękami, chcąc na migi pokazać, że nie ma się już czego bać. Olbrzym sapnął i Titus mógłby przysiąc, że ten podmuch wiatru co ich prawie zwalił z nóg, to pochodził z jego nozdrzy. Ale jak Ollivander tak żywo gestykulował, to olbrzym wydawał się zainteresowany tym pryszczem co mu wymachuje wszystkimi kończynami przed twarzą.
- On chyba coś czai... - zmarszczył brwi. Może gdyby udało im się przykuć jego uwagę, zainteresować własną osobą... To by było jak zabawa w berka! Tylko z bardzo dużym berkiem, który w każdej chwili może się zdeptać.


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]30.12.16 2:27
Wcale mnie nie zdziwiło, że Titus postanowił się jeszcze podroczyć z trzema oprawcami. Na ten widok wywróciłem teatralnie oczami, ale w zasadzie cieszyłem się, że to zrobił. Mieli szczęście, że trafili właśnie na nas. Byłem przekonany, że inni mogliby postąpić z nimi w o wiele bardziej surowy sposób. - I kto tu kogo teraz przewyższa?! - Krzyknąłem jeszcze w ich kierunku, ale już więcej nie podnosiłem głosu, bo olbrzymowi to się wyraźnie nie spodobało. Nie znałem się na olbrzymach, ale znałem się na historii magii, więc wytężyłem swój umysł, żeby przypomnieć sobie jakąś ciekawostkę z tymi stworzeniami w roli głównej. Łudziłem się, że nam ona w czymś pomoże. Bo... No, Titusowe próby dogadania się z olbrzymem nie wyglądały obiecująco. - Ja myślę, że to jeszcze dziecko. Zobacz jaki jest mały. Pewnie nawet drugiego olbrzyma nie rozumie - nie chciałem gasić zapału Ollivandera, ale przecież dorosły olbrzym nie mógł mieć tylko tylu metrów wzrostu. Znaczy tak zakładałem, że u olbrzymów nie zdarzają się karły, może się myliłem. - Nie znam się na olbrzymach, ale znam się trochę na historii magii. Kiedyś był taki Bran Krwiopijca, który szlifował kości swoich ofiar i popijał chleb ludzką krwią - powiedziałem i po tym optymistycznym akcencie zamilkłem, przechylając głowę i dalej przyglądając się wielkiemu stworzeniu. - I chyba musimy wyciągnąć z tego morał - dodałem po chwili, przenosząc spojrzenie na Titusa. - Jeden z nas musi być przynętą i iść przodem, żeby zwabić go w bardziej odludne miejsce. Bo jak zostanie tutaj to jeszcze gotów jest trafić do miasta - od razu przypomniał mi się film o King Kongu i stwierdziłem, że zdecydowanie nie chciałbym widzieć tego olbrzyma na londyńskich ulicach. - Drugi z nas będzie szedł za nim, żeby przypadkiem gdzieś nie skręcił albo... nie wiem, rzucił maczugą. Nie, nie ma maczugi... To pasuje? - Zapytałem i z głębokim westchnięciem wyciągnąłem z kieszeni jakiegoś zagubionego knuta. - Orzeł czy reszka? - Zerknąłem na skołowanego Oby-Nie-Brana-Krwiopijce i wyrzuciłem pieniążek wysoko w powietrze, całkiem sprawnie go łapiąc. Odsłoniłem pieniążek, a tam...
1-50 reszka i 51-100 orzeł
Florean Fortescue
Florean Fortescue
Zawód : właściciel lodziarni
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 3 F2XZyxO
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]30.12.16 2:27
The member 'Florean Fortescue' has done the following action : rzut kością


'k100' : 80
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]07.01.17 1:47
Titus zmarszczył brwi.
- Dziecko? Myślisz? - skrzyżował ręce na piersi, w jednej dłoni wciąż ściskając różdżkę, zaś drugą unosząc do ust - postukał palcami w dolną wargę. Przesunął spojrzeniem po olbrzymie - fakt, normalnie chyba były większe, a ten tutaj? Wzrost młodego dębu, tak na oko.
- W sumie coś w tym jest, ale nie wiem czy to lepiej czy gorzej. - wzruszył ramionami. A później milczał, słuchając wszystkiego co Florean ma do powiedzenia i nie wiedział już czy się czasem nie przesłyszał! Zresztą owe niedowierzanie odbiło się na jego twarzy - rozszerzył powieki, zaś dolna warga odskoczyła od górnej przyjmując wyraz niemego zdziwienia.
- Czekaj, jak chcesz go wypatroszyć i się wykąpać w jego krwi to ja pasuje. - stwierdził, bo chyba nie bardzo ogarniał jakim torem biegną teraz myśli pana Fortescue... Na szczęście ten szybko wyjaśnił o co chodzi i Ollivander mógł odetchnąć z ulgą - Brzmi rozsądnie. - powoli pokiwał głową, sunąc spojrzeniem za dłońmi lodziarza, później za pieniążkiem, który wystrzelił w górę, zrobił kilka salt i wylądował na dłoni zakonnika.
- Orzeł. - Titus kiwnął głową, na nowo ściągnął brwi, spoglądając na monetę... Orzeł, fantastycznie... Młody przeciągle jęknął, przesuwając dłońmi po swojej twarzy, ale słowo się rzekło! Zgodził się na ten plan, rzut monetą wydawał się sprawiedliwy i już za moment miał robić za przynętę - Jakby mnie zdeptał albo coś to proszę, przekaż moim rodzicom, że ich kochałem. - na krótką chwilę zacisnął palce na ręce Florka gdzieś w okolicach łokcia - Albo może nie daj mu mnie zdeptać. - kiwnął głową. To brzmiało jak jeszcze lepszy plan - Jak ci powiem, to ściągnij z niego te liny, okej? - ostatni raz zerknął na swojego kompana, przełknął głośno ślinę i ruszył przed siebie zatrzymując się nieopodal - na tyle daleko by olbrzym nie zdeptał go przy pierwszym kroku i na tyle blisko by mógł jakoś zwrócić jego uwagę. Ułożył różdżkę na dłoni, szepcząc w jej kierunku wskaż mi, a ta zatoczyła koło, ostatecznie zatrzymując się na północy. Oni zaś mieli udać się na wschód, więc to w tamtą stronę Ollivander zerknął, oglądając drogę między drzewami, krzakami oraz innymi roślinami. Ponownie odetchnął, kilkukrotnie uderzył się otwartą dłonią w oba policzki, rozgrzał nadgarstki, zrobił trzy pajacyki i...
- Jestem gotowy! - krzyknął, machnąwszy do Florka, sam zaś wbił spojrzenie w olbrzyma, bo jak ten się tylko podniesie to Titus będzie musiał przykuć jego uwagę jakimś szalonym tańcem albo może zaklęciem?


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]08.01.17 1:50
Spojrzałem zdziwiony na Titusa, nie mogąc uwierzyć, że w ogóle o czymś takim pomyślał. - Nie... - odpowiedziałem powoli. To chyba oczywiste, że nie zamierzałem mordować tego olbrzyma i kąpać się w jego krwi. Przecież mieliśmy go uratować i zaprowadzić w bezpieczne miejsce, a nie chciałem nikogo zawieźć podczas swojej pierwszej misji. Zresztą nawet bez misji nie zamordowałbym olbrzyma ani nikogo innego. Starałem się być pacyfistą, choć moje dołączenie do Zakonu gryzie się z tą ideologią, tak więc miałem zamiar unikać walki i przemocy tak długo jak to tylko możliwe.
Wcale mi nie ulżyło, kiedy wypadł orzeł. Gdyby wypadła reszka, martwiłbym się o swoje życie - wypadł orzeł, więc martwiłem się o życie Titusa. Zerknąłem na olbrzyma, ale ten nie sprawiał wrażenia szczególnie agresywnego. Chyba, że był mądrzejszy niż wyglądał i zacznie szarżować, kiedy tylko go rozwiążemy. Oby nie.
- Daj spokój, nic ci się nie stanie - powiedziałem, strzepując jego dłoń ze swojego ramienia, choć wcale nie byłem tego taki pewny. Stanąłem za olbrzymem i ścisnąłem mocno różdżkę, aż zbielały mi knykcie, kiedy Titus zaczął się rozgrzewać. Sam też stąpałem z nogi na nogę, mocno się niecierpliwiąc. Wziąłem głęboki wdech na uspokojenie i zerknąłem jeszcze raz za siebie, upewniając się, że mężczyźni wciąż siedzą w wyczarowanym dole. Usłyszawszy hasło Titusa, wycelował różdżkę w liny i krótką formułką zdjąłem je z olbrzyma. Ten zaczął powoli wstawać, powodując małe trzęsienie ziemi w promieniu jakiegoś kilometra. Zdenerwowany przyglądałem się jak walczy z grawitacją, aż w końcu stanął stabilnie na dwóch nogach. Przełknąłem głośno ślinę, bo jednak na leżąco wydawał się mniejszy. Olbrzym rozejrzał się dookoła i, ku mojemu nieszczęściu, zaczął iść w moją stronę. Starałem się zachować zimną krew, choć miałem ogromną ochotę biec przed siebie i głośno wołać o pomoc. - Nie, nie w tą stronę! Tam! Dom! Twój dom! Tam! Dom! Jedzenie! - Zacząłem krzyczeć, żwawo przy tym gestykulując, lecz olbrzym wciąż stawiał leniwe kroki w moim kierunku. - Titus! - Krzyknąłem tonem, jasno proszącym o pomoc. Olbrzym nie mógł iść w tą stronę, to kłóciło się z naszym planem. -Periculum! - Rzuciłem z nadzieją, że snop czerwonych iskier zwróci go w kierunku mojego towarzysza, zapewne przestraszonego równie mocno co ja. - Stój! - Powiedziałem głośno i dobitnie, samemu również stając. Wyciągnąłem rękę w stronę olbrzyma i choć nogi miałem z galarety, próbowałem wywołać wrażenie osoby stanowczej i pewnej swoich czynów. Jakby olbrzym był zwykłym psem, który potrzebuje jasnych komend. Dało to jakiś rezultat, bo olbrzym najwidoczniej zdziwił się brakiem ucieczki swoich ofiary, ale i tak było to za mało. - Periculum! - Rzuciłem jeszcze raz i stworzenie w końcu się odwróciło, leniwie podążając w stronę Titusa. Znaczy dla olbrzyma były to leniwie kroki, ale i tak pokonywał nimi z dziesięć metrów za jednym zamachem, więc musiałem biec, żeby za bardzo się od nich nie oddalić. Różdżkę trzymałem w pogotowiu. - Titus, załatwię ci u Marcela strój pogromcy olbrzymów - powiedziałem lekko zdyszany i naprawdę miałem to na myśli. Marcel lubi wyzwania, na pewno stworzyłby coś godnego.
Florean Fortescue
Florean Fortescue
Zawód : właściciel lodziarni
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 3 F2XZyxO
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]08.01.17 21:21
Głośno przełknął ślinę gdy liny opadły na podłoże, a olbrzym zaczął zbierać się na równe nogi. Obserwował go z uwagą, gotów w każdej chwili rzucić się do ucieczki, ale kiedy ten ruszył w przeciwnym kierunku to... w pierwszym momencie Titus nawet się ucieszył. O tym, że odetchnął z ulgą pewnie nawet nie trzeba wspominać. I stał tak jak wryty gapiąc się jak olbrzym powoli zbliża się do Floreana. Właściwie gdyby nie snop iskier, gdyby nie krzyki pana Fortescue, to pewnie jeno by podziwiał całą tą sytuację. Ale otrząsnął się, energicznie kręcąc głową.
- Hej! Tutaj, tutaj! - krzyczał machając łapami ponad swoją głową i podskakując w miejscu, w końcu sam zdecydował się na zaklęcie, tyle, że pierwsze, które przyszło mu do głowy w tej stresującej sytuacji było... nie bardzo pomocne - Fae Feli! - SERIO?! Mieli więc już nie tylko olbrzyma, ale olbrzyma obsypanego srebrnym pyłem... Chociaż się prezentował ładnie, kiedy w końcu odwrócił się w stronę Ollivandera i ruszył w jego kierunku z wyraźnym zamiarem pochwycenia go w swoje ogromne łapska. Titus najpierw krzyknął, później zaczął biec ile sił w nogach, a jak usłyszał słowa swojego kompana to się głośno roześmiał... I trochę jednak rozproszył, co w aktualnej sytuacji nie było czymś pożądanym; zaczepił stopą o jeden z wystających konarów i wyłożył się jak długi na leśnej ścieżce, różdżka wypadła mu z ręki, a zanim zdążył do niej dopaść poczuł jak monstrualnie wielkie palce zaciskając się wokół jego chudej sylwetki, jak olbrzym unosi go ponad ziemię, żeby lepiej przyjrzeć się temu śmiesznemu czemuś, co chyba było po jego stronie, ale przecież uciekało... Dziwne, zaiste! Titus wrzasnął jak mała dziewczynka zasłaniając twarz dłońmi, jakby miał nadzieję, że to coś da...
- BŁAGAM FLOREAN ZRÓB COŚ, ON CHCE MNIE ZJEŚĆ! - wrzeszczał machając łapami i uderzając pięściami w dłoń olbrzyma, wciąż kurczowo zaciśniętą wokół jego pasa. Najgorzej, że różdżka Ollivandera spoczywała gdzieś na ścieżce, z dala od swojego właściciela. Beznadziejnie było być bezbronnym.


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]11.01.17 23:01
Szczęka mi opadła, kiedy Titus postanowił obsypać olbrzyma brokatem. - Serio?! - Krzyknąłem w jego stronę, ale zaraz potem zaśmiałem się głośno, choć to był śmiech na tle nerwowym. Halo! Olbrzym mnie gonił! Miałem pełne prawo stracić rozum. Szczególnie, że nasz nowy koleżka zaczął biec za Titusem i, niestety, biegł szybciej niż można się było tego spodziewać. Sam również ruszyłem za nimi biegiem, bo przecież miałem go asekurować. Tylko kiedy zobaczyłem jak Ollivander zostaje usidlony w wielkich łapskach olbrzyma, straciłem wiarę w swoje umiejętności. Co robić, co robić, co robić, co robić, co robić, co robić, co robić myślałem gorączkowo i najpierw miałem ochotę uciszyć Titusa, bo tymi krzykami wcale mi nie pomagał. - EJ, EJ, TY, TAM NA GÓRZE! - Wrzasnąłem, grając na zwłokę. Zacząłem skakać i machać rękoma jak oszalały, próbując zwrócić na siebie jego uwagę. - NA DÓŁ SPÓJRZ, NA MNIE, ZOBACZ, HAALOOO! - A może ten olbrzym był głuchy? Może w ogóle nas nie słyszał? A może byłem tak nisko, że mnie nie słyszał? Schyliłem się po kamień, żeby w niego nim rzucić. I już się wymierzyłem i już miałem oddać strzał, ale ruszyło mnie sumienie. Kamieniem? Przecież go to zaboli. A jakby we mnie ktoś rzucał kamieniem? Westchnąłem głęboko i wyrzuciłem kamień gdzieś w przeciwną stronę. - Merlinie! - Krzyknąłem niezadowolony gdzieś w przestrzeń, ot, coby się w pewien sposób wyżyć. - TITUS, URATUJĘ CIĘ! - Zapewniłem go, gorączkowo myśląc nad planem ratunkowym. I dopiero ten krzyk zwrócił uwagę olbrzyma, który spojrzał się na mnie z ciekawością. - TAK, TO JA TU KRZYCZĘ! NA. DÓŁ. GO. WEŹ. GO. NA. DÓŁ - tłumaczę topornie, choć sam przed chwilą mówiłem Titusowi, że olbrzym nic z naszej mowy nie rozumie. W końcu (ja nie wiem co to było, to była kompletna desperacja) nadepnąłem go na stopę. Podbiegłem do niego i skoczyłem na jeden z jego palców. Olbrzymowi chyba to przeszkodziło, więc skoczyłem jeszcze raz i czym prędzej schowałem się za drzewem, bo... No, moja odwaga miała jakieś granice. Olbrzym spojrzał w dół i tym samym spuścił dłoń i Titus był tak blisko ziemi... Gdyby tylko można było w jakiś sposób rozluźnić ten uścisk! - JA ZARAZ COŚ WYMYŚLĘ, ODDYCHAJ, NIE ZAPOMINAJ O ODDYCHANIU - Wrzasnąłem zza drzewa, kartkując w głowie wszystkie znane zaklęcia.
Florean Fortescue
Florean Fortescue
Zawód : właściciel lodziarni
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 3 F2XZyxO
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]14.01.17 1:42
Jak go olbrzym uniósł jeszcze wyżej to Ollivander myślał, że zaraz zemdleje bo już sobie wyobrażał jak gigant odgryza mu głowę, ale ten chciał go tylko powąchać, wciąż chyba nie będąc do końca pewnym z czym ma do czynienia. Titus poczuł jak ciarki przebiegają mu po plecach, dreszcz właściwie wstrząsnął całym jego ciałem, a pod pachami to się tak spocił, że jak zdejmie szatę to pewnie będzie mógł ją wyżąć. Nawet nie patrzył w dół, a krzyki Floreana dochodziły do niego jakoś tak jakby z oddali... W sumie to dzielił ich całkiem spory kawałek, więc nic dziwnego. Już miał się zalać łzami, gdy olbrzym faktycznie go opuścił i chociaż wciąż znajdował się ponad ziemią to mógłby przysiąc, że czuje już grunt pod stopami.
- Moja różdżka! Gdzie jest moja różdżka!... - dostrzegł ją gdzieś na ściółce, wyciągnął nawet w tamtym kierunku obie dłonie (to była całkiem niezła okazja do poćwiczenia magii bezróżdżkowej) i mruczał do mnie, a później nawet accio, ale jak nietrudno się domyślić nic to nie dało. W końcu zwątpił do tego stopnia, że chyba nawet pogodził się ze śmiercią, bo wsparł obie dłonie na paluchach olbrzyma - Tylko nie przegryzaj, połknij mnie w całości, błagam... - pociągnął nosem, przesuwając obiema rękami po jego skórze... I poczuł, że uścisk jakby trochę złagodniał, palce mu drgnęły, a powietrze przecięło coś jakby... czy to był śmiech, czy szykowała się burza stulecia? Kiedy gigant na nowo chciał go unieść, Titus złapał się pierwszej lepszej gałęzi, ale tylko zdarł sobie dłonie i kiedy już myślał, że to koniec stało się coś bardzo dziwnego, coś czego chyba nikt się nie spodziewał - gigant wcale nie miał zamiaru go zjadać, jeno umieścił sobie młodego Ollivandera na ramieniu. Szczęka to mu opadła aż do samej ziemi... Zaśmiał się nerwowo i pogładził olbrzyma po uchu.
- Dobry olbrzymek wcale nie chciał mnie zjadać, śliczny, mały olbrzymek, taki kochany... Nazwę cię Florean. - poklepał go jeszcze po policzku i przysiadł na jego ramieniu, wychylając się nieco by uspokoić pana Fortescue - Florean! FLOREAN! On wcale nie chciał mnie zjadać! Ja żyję! Weź moją różdżkę! - krzyczał, machając łapami, po czym zwrócił się do drugiego Floreana. Tego większego - No to w drogę, Flo, to już niedaleko, zaraz będziesz w domu. - machnął ręką wskazując dalszą drogę. Gigant zerkał na niego kątem oka, w końcu zresztą ruszył dalej we wskazanym kierunku. Ogarnięcie całej sytuacji trochę mu zajęło, ale on chyba naprawdę zrozumiał, że te dwie pchły latające w kółko są po jego stronie i póki znajdują się obok nie nie musi obawiać się żadnych złych czarodziejów.


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]22.01.17 12:44
Dawno nie myślałem tak intensywnie i gorączkowo. Próbowałem znaleźć nadające się zaklęcie albo przypomnieć sobie jakąkolwiek przydatną informację o olbrzymach (nie o Branie Krwiopijcu), ale jak na złość absolutnie nic nie przychodziło mi do głowy. Wydawało mi się, że stoję za drzewem już strasznie długo, dlatego też obawiałem się, że z Titusa zaraz nic nie zostanie. Wtedy pozostawało rozcięcie olbrzymiego brzucha, ale nie byłem pewny, czy jestem gotowy na tą nową wersję Czerwonego Kapturka. I już miałem wyskoczyć zza konaru i totalnie improwizować, kiedy przestałem słyszeć titusowe krzyki. Wyjrzałem zestresowany i nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem. - Titus... - zacząłem z niedowierzaniem, nawet nie reagując na to, że nazwał stworzenie moim imieniem. - Titus! - Powiedziałem już weselej i klasnąłem głośno w dłonie. Kamień spadł mi z serca. Nie musiałem się już martwić o jego życie, a na pewno nie aż tak bardzo. Zacząłem biegać dookoła z nosem przy ziemi, próbując dostrzec różdżkę Ollivandera. W końcu mi się udało, więc podniosłem i pomachałem nią. - Mam! - Łuhu, wszystko zaczynało wychodzić na prostą. Potem Florean zaczął iść i musiałem biec, żeby dotrzymać mu kroku, ale nie szkodzi - i tak miałem zamiar popracować nad swoją kondycją. - Musiałeś go tak nazwać?! - Zapytałem, krzyknąłem do Titusa. Przecież w niczym mnie nie przypominał. On był wysoki, ja niski. On był gruby, ja chudy. On nie umiał mówić, a ja umiałem. Mogłem tak wymieniać w nieskończoność. - A jak tam, gdzie idziemy, będzie ich więcej? I nie będą takie miłe? - Spytałem, bo wizja gniazda olbrzymów ani trochę mi nie przypadła do gustu.
Florean Fortescue
Florean Fortescue
Zawód : właściciel lodziarni
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowy Zakątek - Page 3 F2XZyxO
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]08.02.17 15:57
Wreszcie wszystko szło po ich myśli i Titus naprawdę odetchnął, kiedy Florean pomachał mu jego różdżką. Jakby ją zgubił to chyba sam by sobie wypruł flaki, albo odciął prawą dłoń. Bo bez różdżki to jak bez ręki, a tę jednej nie wymieniłby na żadną inną, ba! Był pewien, że żadna inna nie współpracowałaby z nim w aż takim stopniu!
Wzruszył ramionami - hej, Florean to było piękne imię, na pewno lepsze od Śmierdzipyska, a to mu przyszło do głowy jako drugie.
- Widzę je! Widzę je! - pomachał łapami, kiedy na horyzoncie zamajaczyły wielkie sylwetki przypominające góry. Ruchome góry. W całym swoim podekscytowaniu Titus aż poklepał olbrzyma po policzku i uchu - Stój, stój! - krzyczał, bo gigant jakby przyspieszył kroku widząc swoich. Ollivander pociągnął go za kępkę rzadkich włosów, a ten wydał z siebie niezadowolony ryk i przystanął w miejscu machając wielką łapą, podkładając ją by pomóc swojemu towarzyszowi znaleźć się na ziemi, obok drugiego Floreana. A właściwie to tego pierwszego.
- Będę za nim tęsknił. - stwierdził, po czym walnął olbrzyma w łydkę, tym samym zachęcając go do dalszej drogi - Idź, Floreanie i nie mieszaj się już w żadne tarapaty! - rzucił na pożegnanie, chociaż był pewien, że wielkolud nawet go nie usłyszał, zbyt zajęty stawianiem kolejnych długich kroków w kierunku gniazda olbrzymów. Zdawało się, że i one go zauważyły.
- Wracajmy do miasta zanim się sczają, że tu jesteśmy. - jeszcze przez chwilę patrzył za wielkoludem, wsłuchując się w jego nawoływania oraz odpowiedzi przecinające powietrze, a później odebrał od pana Fortescue różdżkę i obaj deportowali się do Londynu.

/ztx2


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]08.06.17 17:11
13 kwietnia
Jayden miał problem. Gorzej. Miałl poważny problem i nie wiedział do kogo się z nim zgłosić. Normalnie załatwiłby to raz dwa tylko był pewien szkopuł. Sprawa nie tyczyła się jego osoby. Gdyby tak było, nie przejmowałby się aż nadto. Trzeba było jednak oddać profesorowi to, że jak sobą w ogóle prawie się nie zajmował, niezważając na grożące mu niebezpieczeństwa, tak za innych był skoczyć w ogień. A jako człowiek oddany sprawie, nie zamierzał się poddawać tak łatwo. Jeden z jego towarzyszy i mentorów potknął się w lesie, nadziewając się na paskudną skałę i naruszył sobie przy tym ścięgna. A przynajmniej tak właśnie sądził Jay, chociaż musiał to jeszcze skonsultować ze specjalistą. Dlatego też zaraz zaczął szukać uzdrowicieli od zwierząt i trafił na kilka nazwisk, do których zaraz wysłał sowy z wiadomościami z prośbą o pomoc. Niestety. Spotykał się z odmową. Najczęściej tłumaczono się brakiem czasu, brakiem dostępu w następnym przedziale czasowym lub po prostu nie odpisywano mu w ogóle. Zaskakujące... Może niektórzy adresaci umarli w międzyczasie? Oby nie, bo tego Vane im zdecydowanie nie życzył. Dopiero przez przypadek ktoś mu wspomniał o lecznicy dla zwierząt, mieszczącej się w London Borough of Waltham Forest. Dostał krótkie instrukcje jak się tam dostać i o kogo pytać, żeby być pewnym, że otrzyma odpowiedź z radą i zaleceniami. Przygotowany i uradowany z możliwego rozwiązania problemu Jayden przeniósł się wolnym i dostępnym kominkiem niedaleko wspomnianego miejsca. Nigdy jeszcze nie znajdował się w podobnym miejscu, bo rodzice nie posiadali zwierzaka, a on na swojego zwyczajnie nie miał czasu. Nie żeby nie chciał, ale wiedział, że z takim roztrzepaniem jakie dane mu było już przy porodzie nie było możliwości pamiętania o regularnym karmieniu czy spacerach. Niestety... Jayden należał do tych obywateli, którzy musieli żyć bez pupila u nogi. Na szczęście nie był to taki wielki problem, bo nocami towarzyszyło mu całe stado mądrych centaurów, od których czerpał wiedzę o astronomii. Wiadomym było, że te szlachetne magiczne stworzenia nie były zwyczajnymi zwierzętami, ale ci pół-ludzie pół-konie musieli mierzyć się z podobnymi problemami zdrowotnymi. Dlatego też na wieść, że jeden z młodszych uszkodził sobie dość poważnie kończynę piersiową, Jay postawił sobie za punkt honoru znalezienie odpowiedniej pomocy. Lub właściwie właściwej porady. Centaury nie ufały byle komu i nie pozwoliłyby zbliżyć się do siebie nieznanemu człowiekowi, dlatego też Jayden starał się jak najlepiej ułożyć sobie w głowie to co działo się z jego kompanem. Stawił się więc w lecznicy dla zwierząt z nazwiskiem panny Julii Prewett jako tej, do której miał się zgłosić. Niestety nie zastał jej w samym budynku, który swoją drogą prezentował się bardzo niepozornie, ale oddelegowano go do mieszczącego się w lesie nieopodal Szmaragdowego Zakątku. Na pewno pan trafi, poradziła mu młoda kobieta, uśmiechając się promiennie. Powiedziała, żeby nie zbaczał ze ścieżki a lśniące rośliny dojrzy już z daleka. Zdeterminowany pan profesor nie zamierzał się poddawać, więc ruszył w drogę zgodnie ze wskazówkami, chcąc odnaleźć lady Prewett. Trochę czasu mu zajął ten spacer, jednak kobieta w lecznicy nie kłamała. Zauważył po jakimś czasie charakterystyczną barwę roślin i majaczącą niedaleko dróżki postać.
- Przepraszam? Lady Prewett? - spytał, gdy znalazł się na odległości kilku kroków, nie chcąc przeszkadzać kobiecie w bieżącym zajęciu.


Maybe that’s what he is about. Not winning, but failing and getting back up. Knowing he’ll fail, fail a thousand times,
BUT STILL DON'T GIVE UP
Jayden Vane
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : -
UROKI : -
ALCHEMIA : -
UZDRAWIANIE : -
TRANSMUTACJA : -
CZARNA MAGIA : -
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]08.06.17 18:40
Poważnie zastanawiała się nad dobudowaniem do swojej lecznicy dodatkowego pomieszczenia z sypialnią, lub zmienienia zaplecza w odpowiednie miejsce. Poprzedniego dnia, czy raczej nocy wróciła dużo po północy. Było dużo pracy, konie szykujące się do wyścigu zostały otrute, trzeba było działać jak najszybciej. Same badania i zabiegi pochłaniały całe godziny, w tym samym czasie innych zwierząt wcale nie ubywało, czas przepływał jej przez palce, rozmazywał się. W tej chwili natomiast nie miała co robić, a to było jeszcze gorsze. Z samego rana zakończyła ostatnie badania, w tej chwili mogła tylko czekać na dodatkowe eliksiry i odżywki, zanim te nie przyjdą... cóż, pozostawała bezczynna.
Zajęła się więc pozostałymi zwierzętami, jednak kiedy przyszedł czas na zajęcie się sprawami papierkowymi, zgodnie ze swoim zwyczajem odczuła nagłe zmęczenie i oznajmiła, że robi sobie przerwę.
Teraz stała w miejscu, które w tych okolicach szczególnie lubiła, obok niej lewitowała ładna, porcelanowa filiżanka. Suknię miała niezbyt zdobną - nie lubiła denerwować kotów, czy kugucharów, bzdurnymi kamyczkami na ubraniu - i zabezpieczoną w odpowiedni sposób, by nie zniszczyła się w czasie spaceru. Mogła wyglądać na poddenerwowaną, zamkniętą w swoich myślach, jej spojrzenie wbite było gdzieś daleko w przestrzeń, powoli jednak je odwróciła słysząc męski głos. Nie znała swojego rozmówcy, jednak zdawało się, że jest to kolejny klient. Któż inny miałby jej tutaj szukać?
- Julia Prewett.
Skinęła głową, w tym miejscu nie czując się lady. Nie lubiła tego tytułu, choć w tej chwili owej niechęci nie wyrażała, pozwalając jedynie na bardziej swobodną, wygodną formę, nie wdając się natomiast w niepotrzebną w tym miejscu dyskusję światopoglądową. Skinęła zamiast tego głową, zastanawiając się czy kiedykolwiek widziała tego człowieka - szybko jednak doszła do wniosku, że chyba nie był do tej pory jej klientem.
- Jak mniemam, wskazano panu tę drogę w lecznicy? - wzięła w dłoń swoją filiżankę. Była biała, przyzdobiona w delikatny wzór paproci. Choć nie odpowiadała jej duma związana ze szlachectwem, sam swój ród, swoją wspaniałą rodzinę ceniła nade wszystko, nie widząc powodu by nie korzystać z jego symboli.


She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Julia Prewett
Julia Prewett
Zawód : Weterynarz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t4527-skrytka-bankowa-nr-1093#96304 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Re: Szmaragdowy Zakątek [odnośnik]08.06.17 19:16
W ogóle nie znał się na zajmowaniu się zwierzętami. Nie, żeby był laikiem w czasie edukacji w Hogwarcie. Nic z tych rzeczy! Przyczyna leżała w zupełnie innym miejscu. Nie znał się za dobrze na zwierzętach z tego względu, że wolał gwiazdy. Musiał wybierać - albo jedno, albo drugie i wybór był doskonale prosty! Nie bał się tych mniejszych, średnich i większych zwierząt, chociaż niektórzy jego rówieśnicy podczas zajęć Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami w Hogwarcie potrafili nieźle panikować, jeśli przyszło im stanąć oko w oko z hipogryfem. Jay nie wychowywał się z żadnym zwierzakiem - Vane'owie nie mieli nawet psa, chociaż nie było nigdy specjalnej przyczyny, by go nie posiadać. A mimo tego braku kontaktu za dzieciaka nie posiadał w sobie tego strachu przed nimi. Jednak trzeba było spytać w drugą stronę - czy JJ w ogóle czegokolwiek się bał? Poza oczywistymi brutalnościami, które potrafiły wstrząsnąć jego otwartym, altruistycznym sercem. Ciężko było coś takiego znaleźć, bo nawet będąc samemu w lesie i dostając upomnienie od aurora, że znajduje się na niebezpiecznym terenie, nie przejmował się tym. Chodził swoimi drogami i pozwalał, by wszechświat się nim zajmował. Jeśli zależało mu an przeżyciu profesora Vane'a, musiał o niego dbać i tyle. Nic dziwnego że spora grupa brała go za szaleńca i nie zamierzała zmieniać zdania na jego temat. Tak samo Jay nie zamierzał zmienić zdania o cyrku i o tym, że marnowanie nocy na takie pokazy były straszną szkodą dla społeczeństwa. Dla zwierząt również, ale nie mógł działać wszędzie, gdzie tylko chciał naprostować pewne sprawy. Może po próbie ratowania świata w Zakonie Feniksa mógł się zająć czymś innym? Zapewne pisaniem kolejnej książki naukowej, bo jego drugie dzieło było praktycznie do wydania, a to oznaczało, że następny etap badań jak i obserwacji miał dopiec końca, a zacząć nowy. Co prawda JJ nie miał pojęcia, co mogłoby być tematem kolejnej publikacji, ale nie zamartwiał się na zapas. Pomysły przychodziły mu do głowy na bieżąco i na pewno nie miały zawieść go i w tym momencie.
Zaraz jednak wyrwał się z zamyślenia dość mocno oderwanego od tematu, dla którego się tu znalazł. Uśmiechnał się porozumiewawczo do stojącej przed nim rudowłosej panny, schodząc z powrotem na ziemię. Oj, tak. Zawsze z nim był ten problem. Nigdy nie było wiadomo kiedy się kompletnie wyłączy dając się ponieść rozmyślaniom lub obliczeniom poświęconym ukochanej astronomii. Dopiero teraz mógł przyjrzeć się swojej rozmówczyni i stwierdzić, że naprawde pasowała do tego miejsca. Ze swoją rachityczną urodą i płomiennorudymi włosami zgrywała się z okolicą, która nadawała wszystkiemu bardzo baśniowy wygląd. Niektóre miejsca były niebezpieczne i tylko miały pozornie wyglądać zachęcająco, ale Jayden mógłby wejść nawet w największe niebezpieczeństwo, gdyby zobaczył tam coś ciekawego. Lub gdyby poczuł zapach świeżych ciasteczek. Uśmiechnął się szerzej w typowy i tak charakterystyczny dla siebie sposób, patrząc w szczere zielone oczy panny Julii.
- Vane. Jayden Vane - przedstawił się zaraz po niej, będąc już pewnym, że dobrze trafił. Przez kilka chwil zwątpił, ale szybko odzyskał nadzieję i mógł zająć się tłumaczeniem powodu swojego przybycia. Przedtem jednak musiał przytaknąć na pytanie pani weterynarz. Musiała być młodsza od niego. Widać to było jeszcze po gładkiem twarzy i dziewczęcym wyglądzie. Przypominała mu nieco Jocelyn i Iris. - Dokładnie. Skierowano mnie w tę stronę i znalazłem dokładnie panią - odparł zadowolony i zaraz przeszedł do rzeczy:
- Mam nadzieję, że list doszedł, bo ostatnio kilka moich kopert zagubiło się po drodze i nie mogę powiedzieć dlaczego. W każdym razie czy może mi pani pomóc w... - urwał, nie wiedząc jak się za to zabrać. Centaurowej sprawie? Końskiej sprawie? I tak i tak było niedobrze, dlatego zwyczajnie dokończył:
- Uszkodzonej przedniej nogi u konia?


Maybe that’s what he is about. Not winning, but failing and getting back up. Knowing he’ll fail, fail a thousand times,
BUT STILL DON'T GIVE UP
Jayden Vane
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : -
UROKI : -
ALCHEMIA : -
UZDRAWIANIE : -
TRANSMUTACJA : -
CZARNA MAGIA : -
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane

Strona 3 z 14 Previous  1, 2, 3, 4 ... 8 ... 14  Next

Szmaragdowy Zakątek
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach