Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Fleet Street

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Fleet Street   02.05.15 13:23

Fleet Street

Jedna z najstarszych ulic Londynu, przy której mieszczą się różnego rodzaju punkty usług. Jeśli wierzyć miejskiej legendzie, niegdyś jeden z nich prowadzony był przez seryjnego mordercę, golibrodę Sweeney Todda. Jego historia rozsławiła to miejsce na cały świat. Zamknięta dla samochodów, stanowi przejście pomiędzy City of Westminster a City of London, ozdobione przepiękną bramą. Można tutaj również podziwiać jedną z wielu rzeźb Charlesa Bella Bircha; postument uwieńczony statuą smoka.    


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Fleet Street   02.08.15 18:44

Żeby lubić ból wcale nie trzeba być masochistą. Søren wiedział, że jego pojawienie się jest wyznacznikiem dobrego treningu. Rozciągnięte, palące wręcz mięśnie informowały zawodnika, że właśnie pokonuje kolejną wewnętrzną granicą, że staje się coraz lepszy i coraz szybszy. To wystarczało mu za antidotum, gdy wyciskał z siebie siódme poty. Chociaż wiedział doskonale jak głośno będzie siebie przeklinał, kiedy obudzi się z niemiłosiernymi zakwasami. Ale ból fizyczny był doskonałym tłumikiem dla bólu psychicznego, który jak na złość nadal tlił mu się w tyle głowy, gotów uderzyć, jeśli tylko straci czujność. Dlatego tak bardzo kochał sport. Pozwalał mu na wyłączenie wszystkich zbędnych emocji.
Jednak dziś mimo bardzo udanego treningu nie był w dobrym humorze. Jeden z tłuczków wyślizgnął się spod kontroli trenującym młodzikom i łupnął go prosto w oczodół. Miał szczęście, że gałka nie uległa żadnemu uszkodzeniu, ale siniak już kwitł bajkowymi kolorami. Strasznie go to irytowało, bo będzie wyglądał jakby nie umiał używać pałki. Prawdą jest, że miał głęboko w szacunku, co myślą o nim inni, ale Qudditch zawsze był dla niego wrażliwą kwestią. Ciężko pracował nad swoją reputacją w sportowym światku. Tego nie mogło mu dać żadne nazwisko.
Chciał teleportować się do mieszkania, ale wiedział, że jego mugolska gosposia jeszcze go nie opuściła. Lubił tę kobietę i nie miał ochoty przyprawiać jej o zawał serca swoim nagłym pojawieniem z nikąd. Poza tym spacer pozwoli mu wyładować negatywne emocje, chociaż mięśnie w jego nogach jęczą i skrzypią. Chętnie poznałby jakieś zaklęcie niwelujące ilość niechcianego kwasu mlekowego, ale z jego szczęściem prawdopodobieństwo istnienia czegoś takiego jest bardzo bliskie zeru. Od publicznego przeklinania, na czym świat stoi powstrzymywała go jedynie myśl o czekającym w domu zimnym okładzie i nieotwartej butelce ognistej.
Tratowany przez spieszących się na ulicach mugoli nagle zauważył wystającą ponad tłum brązową czuprynę. Uśmiechnął się pod nosem czując, że jednak dziś nie będzie pił samotnie. Może dzisiejszy dzień nie skończy się tak beznadziejnie jak sądził. Przyspieszył kroku mimo protestującego ciała. Gdy znalazł się za przyjacielem i był pewny, że to on pacnął go w głowę. Być od niego wyższym miało swoje plusy.
- Amodeus! – zawołał uśmiechając się kącikiem ust. Dawno się nie widzieli i skłamałby, gdyby powiedział, że mu go nie brakowało. Bądź, co bądź łączyło ich trzynaście lat przyjaźni.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Fleet Street   02.08.15 22:46

Och, tak Amodeus był w dobrym humorze i raczej nic mu tego nie zepsuje, przynajmniej dzisiaj. Z resztą, to nie tak, że wręcz skakał ze szczęścia, o nie. Takie zachowanie jest zdecydowanie nie w jego stylu. Po prostu, gdzieś tam głęboko, bardzo głęboko w samym środku swego ducha, czy jakkolwiek się to teraz nazywa, cieszył się niczym małe dziecko. Powód? Prosty. Kupił nowe książki. Prawie zapomniał, iż zrobił to z powodu swoje porażk... niecierpliwości względem niski wyników przy próbie opanowania nowej umiejętności, jaką była transformacja postaci z ludzkiej na zwierzęcą. Sztuka trudna, ale kto miałby ją opanować, jak nie on, no kto?
Nie przeszkadzało mu nawet wszechogarniające towarzystwo mugoli. Niestety, chociaż miał wielką ochotę, aby wrócić do domu i oddać się lekturze, to miał jeszcze coś do załatwienia. Niby mogłoby poczekać, ale... jednak nie, nie mogłoby. Praca przede wszystkim, żelazne zasady, a on nie przepadał za łamaniem ich. Naginanie? A i owszem, bo cóż za zabawa w ignorowaniu przepisów? O wiele trudniej wykorzystać je tak, by osiągnąć zamierzony cel i przy tym zrobić to zgodnie z ustalonymi regułami. Nieco większe wyzwanie, trzeba sobie jakoś umilać czas, prawda? Oczywiście, nie musiał udać się do klienta dokładnie w tym momencie, lecz skoro był już w Londynie, to czemu by nie przedłużyć wizyty o tę godzinę. Choć jego wewnętrzny głosik krzyczał, jak bardzo w poważaniu ma prace i w co może sobie wsadzi obowiązki. Wiecie, książki. Co może być ważniejszego, niż te małe, cudowne rzeczy? Och, tak. Nic. Tak też myślałem.
Zupełnie nie spodziewał się, że ktoś zawoła go po imieniu. Nie tutaj. Tym bardziej nie przewidział, iż ktoś uderzy go w głowę. Fakt, lekko, ale cóż za bezczelność? Powiedzmy, że Amosowi to się nie spodobało. Przyjmijmy, że wyciągnięta różdżka i nagły obrót o sto osiemdziesiąt stopni, wystarczająco dobrze to oddają.
- Tyy... - zatrzymał się błyskawicznie, wymierzając różdżkę wprost w swego najlepszego przyjaciela. Dziwne, czyżby aż tak daleko posunął się w swoich rozmyślania i wewnętrznych pragnieniach, że nie rozpoznał głosu swojego blond brata? Z innej matki i ojca oczywiście, ale dalej brata.
- Søren, wybacz. - zerknął z zażenowaniem na trzymany, magiczny kawałek drewna, po czym go schował. Nie bardzo przejmował się tym, czy mugole coś widzieli. Mugole są ślepi i jest to dobrze znany fakt. Dopiero teraz zauważył, że coś było nie tak. Na twarz Averego znajdowało się coś, czego zwykle tam nie było. Nie myśląc za dużo, zbliżył się do przyjaciela i przyjrzał nieciekawemu nabytkowi. Różnicę wzrostu nadrobił staromodnym sposobem, stanął na palcach.
- A tobie co się stało? - uśmiechnął się lekko, zostawiając jego twarz w spokoju. - Zdenerwowałeś jakąś pannę? - zaśmiał się. - Mam kogoś obić w twoim imieniu? - chociaż użył takiego słowa, nie miał na myśli walki na pięści. Przecież był czarodziejem, do tego takim, który zna parę, a nawet więcej, paskudnych uroków i klątw. Zwykłe "obicie mordy" w wykonaniu Amodeusa bywało bardzo... interesujące. I nieprzyjemne, rzecz jasna.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Fleet Street   04.08.15 1:10

Wielu ludzi mogłoby mu zazdrościć, chcieć być na jego miejscu. W końcu urodził się w szlachetnej rodzinie szanowanych w całej Anglii czarodziei. Nigdy nie musiał się martwić o pieniądze, zewsząd otaczał go dobrobyt, a jeszcze w domu pobierał nauki przygotowujące go do dobrego życia. Często na swojej drodze spotykał innych czarodziejów, którzy z uśmiechem klepali go po plecach, ściskali dłoń i gratulowali takiego życia. Søren musiał wtedy mocno skupiać się, aby nie parsknąć śmiechem prosto w twarz takiemu delikwentowi. Nikt nie miał bardziej spaczonego pojęcia rodziny niż on we własnej osobie. Miał co prawda siostrę, za którą oddałby życie i ojca, na którym może polegać, ale to tylko połowa, zdrowa, normalna połowa jego rodziny.
Dlatego, aby wynagrodzić sobie utraconą część Søren znajdował inne rzeczy, substytuty, które miały tę lukę wypełnić. Aby całkiem o niej zapomnieć grał w Qudditcha. Unosząc się nad ziemią znikały wszystkie problemy, braki i bóle. Inni gracze stawali się jego rodziną, a jednoczący ich cel pozwalał zapomnieć o panujących między nimi podziałach. Aby wypełnić się nadzieją na odzyskanie tej połowy, uciekał w eliksiry. Nauka tego skomplikowanego, ale pięknego przedmiotu pozwalała mu myśleć, że stworzy kiedyś coś, dzięki czemu jego problemy znikną. Być może wymazałby bolesne wspomnienia albo stworzyłby kogoś do wypełnienia tej pustki. Dlatego zawzięcie kroił, siekał, odważał, mieszał i podgrzewał w swoim kociołku różne drogocenne składniki, a nadzieja, niestrudzona matka głupich pomagała mu w osiąganiu całkiem niezłych sukcesów w tej dziedzinie.
Jednak najlepsze, co swoim zdaniem zrobił to znalazł sobie nową część rodziny. Zamiast Samaela, z którym praktycznie nigdy nie miał dobrego kontaktu, znalazł sobie nowego brata. Bo właśnie tym stał się dla niego najlepszy przyjaciel. To z nim spędził w swoim życiu więcej czasu niż z rodzonym bratem. Z nim przegadał długie godziny mimo wrodzonej małomówności i mrukliwości, o jaką posądzał go świat, który znał tylko jego codzienną maskę.
Dlatego uśmiechał się pod nosem, gdy Amodeus obrócił się na pięcie, a w zaciśniętej dłoni trzymał różdżkę, chociaż znajdowali się na środku zatłoczonej przez mugoli ulicy. Jego wyraz twarzy właśnie znalazł się na szczycie listy rzeczy, które będzie mu wypominał przez najbliższy czas.
- Wybaczę jeśli postawisz mi piwo – odparł, po czym odsunął lekko głowę, gdy przyjaciel stanął na palach. Skrzywił się, bo doskonale wiedział, czemu się przygląda. Poczuł jeszcze większą irytację i zacisnął mocniej palce na sportowej torbie, którą miał zarzuconą na ramię. Nienawidził, gdy nie miał na coś wpływu, a ten zabłąkany tłuczek był właśnie jedną z takich rzeczy. Mimo to wypominał sobie, że nie był dostatecznie czujny i zarobił siniaka z zaskoczenia.
- Prędzej zdenerwowałbym ojca czy brata jakiejś panny – odparł ze śmiechem. – Po prostu jakiś gówniarz nie upilnował swojego tłuczka. Ćwiczyliśmy dziś z młodzikami. Ale doceniam twoją chęć pomszczenia mnie.
Przyłożył delikatnie palce do siniaka, aby sprawdzić jak bardzo jest podpuchnięty i syknął z bólu. Miał szczęście, ale i tak nieźle mu się oberwało. Koniecznie potrzebował jakiegoś znieczulenia, najlepiej w formie dobrego alkoholu w dobrym towarzystwie.
- Skoro już wypełzłeś ze swojego sielskiego domku to może wpadniesz do mnie i się napijemy? – spytał poprawiając włosy. Po raz pierwszy ucieszył się z ich długości, bo łatwiej będzie mu ukryć nabitego sińca.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Fleet Street   04.08.15 18:22

Jedna z jego brwi, prawa dla dociekliwych, powędrowała ku górze. Amodeus potrafił rozpoznać, kiedy jego najlepszy przyjaciel był nie w sosie, jak to mawiają mugole. Po co wam to wiedzieć? Bo właśnie teraz był taki moment. Łatwo poznać, bo niby jaki byłby inny powód tego, że Avery zapomniał o niechęci swojego prawie-brata do piwa? Wiąże się z tym całkiem zabawna historia, lecz nie będziemy o niej teraz rozprawiać. Plus, piwo to mugolski trunek, a nasz młody bohater nie cierpiał tych szkodników. Oczywiście, mogło to być zwykłe przejęzyczenie, ale w swoim spostrzeżeniu utwierdziło go parę innych rzeczy, których nie będę teraz wyliczał, bo niby po co. Ważne jest, że wiedział, kropka.
- Och, znowu? - skwitował krótko wzmiankę o zdenerwowanych ojcach i braciach.
Ironiczne było to, że sami należeli do tej drugiej kategorii, nadopiekuńczych braci, którzy chętnie obiliby parę ślicznych buziek, które znalazły się za blisko ich siostrzyczek. Cóż, Amoś zdawał sobie sprawę ze swojej małej... obsesji. Tak, można tak to nazwać. Ale, ale! Są jakieś bonusy związane z tym oryginalnym hobby! Niby gdzie mógłby znaleźć tyle królików doświadczalnych? Och, tak. Nie ma to jak poćwiczenie zaklęć, o których tyle się czytało. Najlepsze jest to, że obiekty doświadczalne same pchały się w jego zgrabne łapki. Znaczy, nie wiedzieli w co się pakują, lecz to nie jego wina, prawda? Nikt im nie kazał uganiać się za jego słodką, niewinną siostrzyczką! Sami się proszą, o!
Uśmiechnął się, kiedy usłyszał o treningu Quidditch, aż przypominają się szkolne czasy, kiedy to Amo oglądał większość treningów swojego przyjaciela. Fakt, robił to z ukrycia. W końcu byli w innych domach, a drużyna Ślizgonów niechętnie wpuszczała go na trybuny, kiedy przeprowadzali ćwiczenia. Czytaj, nigdy. Przynajmniej miał szanse zdobyć doświadczenie w używaniu zaklęć maskujących. Taa, to były czasy.
- Dla ciebie wszystko. - puścił mu oczko, a na jego twarzy pojawiło się rozbawienie.
Pewnie to prawda, dla swojego przyjaciela był gotowy skoczyć w ogień lub przynajmniej kogoś w niego wepchać. Tak, to drugie stanowczo by zrobił, z pewnością nawet by się nad tym nie zastanowił.  
Skrzywił się nieco, gdy usłyszał dźwięk, który wydobył się z ust Søren. W takich chwilach nawet żałował, że nigdy nie podjął się nauki magii uzdrawiającej. Nie, to nie tak, że po prostu sobie z nią nie radził. Postanowił, że przenigdy się nie zabierze za dziedzinę magii, którą uprawiała jego paskudna matka. Wolał oddać się w łapska dementora, niż mieć coś wspólnego z tą kobietą.
- Wiesz, mogę... skorygować twoją buźkę. - odgonił od siebie te nieprzyjemne myśli. Dosłownie, nawet wykonał szybki ruch głową, jakby wyrzucał je ze swojej głowy. - Jej naturalny stan jest wystarczający, aby straszyć ludzi. - zaśmiał się wesoło. - Nie potrzebujesz dodatków do tego. - zerknął na swoją różdżkę, która dalej znajdowała się w jego dłoni, lecz już nie był widoczna dla ślepych mugoli, którzy otaczali ich zewsząd.
Zerknął niepewnie na przyjaciela. Oczywiste jest, że nie zastanawiał się nad jego ofertą. Odpowiedź była od razu znana, nawet pytać nie musiał. Praca nie praca, lista priorytetów była prosta, a jego Søren znajdował się na samym jej szczycie. Fakt, prawie, ciut mu brakowało do Nevy.
- O ile nie zaoferujesz mi piwa. - uniósł wymownie brwi, a jego mina świadczyła o rozbawieniu. - Tak, chętnie skorzystam z tej propozycji. - uśmiechnął się niewinnie. - Alkohol i dobre towarzystwo, to bardzo miłe połączenie.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Fleet Street   05.08.15 22:13

Wyszczerzył się do kumpla, chociaż rozciągające się mięśnie twarzy wywołały impulsy bólu, które przekształciły uśmiech w grymas. Nie stracił jednak tym razem kontroli nad sobą, miał zbyt dobry humor by zwracać na to uwagę.
- E tam, kto jak to, ale ty nie możesz mnie winić – odparł szturchając go po przyjacielsku w ramię. Obaj mieli swoje za uszami i dobrze o tym wiedzieli. Poza tym byli młodzi, a życie zdołało ich już całkiem nieźle poharatać, więc nikt nie mógł ich winić za to, że chcą sobie wreszcie poużywać. Co prawda Sørena nie ciągnęło zbytnio do szaleństw, ale od kiedy stał się gwiazdą Quidditcha częściej było go widać. Nie żeby sam się tam pchał, po prostu drużynie się nie odmawia. Tak samo ten przydomek też nie był jego wymysłem. Po prostu kochał grać, a w dodatku był perfekcjonistą i jeśli mógł ją w czymś osiągnąć to nie było, nad czym się zastanawiać. Jeśli z tego, że robił to, co kochał płynęły dodatkowe profity to Søren nie oponował.
- Nie, tak jak bardzo ci ufam to nie będę twoim królikiem doświadczalnym. – Opanował ochotę zasłonięcia twarzy ramieniem. – Poza tym muszę kontrastować z twoją oślepiającą pięknością.
Wiedział, że Amodeus jest świetny, jeśli chodzi o czarowanie, takie zaklęcia na przykład nie stanowiły dla niego żadnego problemu, ale jeśli chodzi o magię leczniczą… Prędzej dałby Allison ściągnąć sobie z twarzy całą skórę i wyhodować nową niż pozwolił przyjacielowi manewrować przy swoich urazach. Prawdopodobnym jest, że w ramach żartu zamieniłby mu miejscami nos z ustami albo coś innego. Możliwości są niewyczerpane.
- Specjalnie dla ciebie trzymam zapasy ognistej. – Uśmiechnął się do przyjaciela, ale tym razem delikatniej, aby nie nadwerężać mięśni twarzy. To zresztą przypomniało mu o innych mięśniach, które sforsował na treningu. Już teraz zaczynał powoli żałować swojej dzisiejszej żarliwości. Do jego mieszkania był jeszcze kawałek drogi, a Søren czuł jak miękną pod nim nogi. Zdecydowanie nie powinien się tak wykańczać, ale to był jeden z tych dni, gdy odwiedziły go demony przeszłości. Nie było żadnej zasady ani powtarzalności w tym jak się pojawiały. Czasem budził go koszmar, który był przeinaczonym wspomnieniem, a niekiedy po prostu umysł sam podsuwał mu wstrętne obrazy. Zapijał się wtedy w trupa albo ćwiczył do upadłego, nie umiał inaczej z nimi walczyć. Ten trening służył właśnie temu, ale czuł, że być może nie odegnał przeszłości całkowicie. Przyda mu się towarzystwo przyjaciela. To przypomniało mu o tym, że Amodeus wciąż stoi przed nim. Potrząsnął głową, aby odgonić niechciane myśli.
- Ale chyba będziesz musiał mnie zanieść – mruknął zwalając się na ramię przyjaciela, gdy przestali w końcu blokować środek chodnika i ruszyli w kierunku mieszkania Sørena.

z/t




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Zawód : Dziennikarz Proroka Codziennego
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
OPCM : 10
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Fleet Street   08.09.15 20:11

Wiatr pieścił jego twarz oziębłym oddechem, kiedy szedł pośród ludzi, stawiając zdecydowane kroki na kamiennym chodniku. Podmuch powietrza przeczesywał krótko ostrzyżone włosy, jakich kosmki układały się raz w jedną, to w drugą stronę. Ostatecznie utworzyły coś w rodzaju nieładu, gdzie każda część prowadziła zupełnie odrębną egzystencję. Daniel przejechał po nich opuszkami palców, by choć trochę przywrócić swoją fryzurę do poprzedniego stanu. I aby nie wyglądać na trafionego przez piorun - standardy musiały być zachowane.
Właściwie nie przepadał za tłumami, jak i ogółem za nieznajomymi ludźmi, choć dobrze było się między nimi schować, tworzyć część obojętnej wobec siebie masy. Nie miał w zwyczaju używać teleportacji, jeśli nie było takiej potrzeby. Wolał przejść z miejsca na miejsce piechotą, wtedy zawsze mógł się zastanowić nad nurtującymi go sprawami i przy odrobinie szczęścia nawet jakąś wypatrzeć. Dziennikarz musiał żyć całym miastem, nie mógł siedzieć gdzieś nieobecny za biurkiem w redakcji, nie mógł spoglądać z góry - należało znajdować się tu i teraz, widzieć autentyczne rzeczy i wyciągać z nich konkretne wnioski. Wszystko ubierać w słowa, być obiektywnym, lecz nieprzesadnie oschłym, balansować pomiędzy granicą tworzenia interesującego zarysu a podawania esencji danych zdarzeń. By się później nie wstydzić za swój pseudonim albo co gorsza własne nazwisko, które będzie wieńczyło artykuł i każdy bez wątpienia na nie spojrzy.
Dzisiaj nie miał konkretnego celu. Po prostu wyszedł na spacer, bo nie chciał kisić się w czterech ścianach swojej obskurnej izdebki. Nie przepadał za nią, zawsze było tam bardzo duszno. I pusto, i cicho, choć do tego akurat zdążył przywyknąć. Lepsze niż ciągłe awantury, okraszone dźwiękami tłuczonych talerzy, jakie uchodziły wśród niektórych za stereotyp przeciętnej rodziny. Nie należało się nad tym rozwodzić.
Przystanął na chwilę, w miejscu, gdzie tłum się nieco rozrzedził. Wciąż miał do ułożenia wiele spraw. Szczególnie ta z Crouchem nie dawała mu spokoju, gdyby udało mu się rozwikłać zagadkę, osiągnąłby dziennikarskie spełnienie. Dziennikarstwo śledcze, to było coś, a nie szukanie wielkich sensacji wśród gwiazdek. Kto był z kim, romans za romansem, wyssane z palca bzdety. A pieniądze na drzewach nie rosły - wielka szkoda, bo momentami nie wiedział czy śmiać się, czy płakać, kiedy spoglądał na notatki z prowadzonych wywiadów. Ale dało się żyć, nie miał obecnie powodów, by przesadnie narzekać.
Z pewnością teraz wyglądał na jakiegoś smutnego - zawsze tak miał, gdy rozmyślał, ale nie wiedział z jakiego powodu. Że był typem introwertyka, nie należało mu powtarzać. I choć nie zamykał się na otoczenie, wolał pozostać na uboczu. Z pogrążenia w myślach wyrwał Daniela znajomy widok, co jak co, ale tę osobę był w stanie zauważyć nawet z daleka.
-Lyra -powiedział, a jego wyraz twarzy automatycznie się rozpogodził. -Cześć. Dobrze cię widzieć.
Pamiętał, kiedy był nastolatkiem, Lyra była zaledwie małym dzieckiem. Teraz był dorosłym mężczyzną, a ona zdążyła ukończyć szkołę. Starał się ją regularnie odwiedzać, bo zawsze lubił patrzeć na jej prace. Miała niesamowity talent. Ostatnimi czasy jednak nie dał rady przychodzić, pochłonięty przez różne zajęcia. Co wcale nie znaczyło, że o tym zapomniał.
-Jak idzie na Pokątnej? -zapytał, żeby jakoś zacząć dyskusję. I dlatego, że po prostu był ciekawy, czy wszystko w porządku.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Fleet Street   09.09.15 1:36

Po zakończeniu dzisiejszego malowania nie od razu wróciła do mieszkania, gdzie i tak o tej porze nie było żadnego z jej braci, a wybrała się na spacer po okolicy. Czasami w końcu potrzebowała troszkę odpocząć od zgiełku Pokątnej, zwłaszcza że ostatnio, od tamtego dnia, kiedy obudziła się leżąc w zaroślach w jakimś parku nie pamiętając, skąd się tam wzięła, często czuła się osłabiona. Zresztą, mugolski Londyn też kusił swoimi atrakcjami, wizją nieznanego świata, którego nie miała sposobności poznać przed ukończeniem Hogwartu, jako że dorastała w małym domku na uboczu, z dala od dużych miast i mugolskich skupisk, zaś ostatnie siedem lat spędzała głównie w szkole. Po Hogwarcie jednak zamieszkała ze swoim najstarszym bratem, Garrettem, i tym sposobem nagle znalazła się w Londynie, z którego wcześniej znała jedynie ulicę Pokątną, nic więcej. I choć mało wiedziała o mugolach, w jakimś dziwnym sensie ją ciekawili, naprawdę podziwiała ich zaradność bez magii i nie rozumiała, dlaczego wielu czarodziejów tak nimi gardziło.
Wciąż jednak troszkę bała się ich dziwnych metalowych pojazdów zwanych „samochodami”, więc ilekroć przechodziła przez jakąś ulicę, zawsze uważnie się rozglądała. Po kilku tygodniach w Londynie nie była już jednak tak płochliwa jak na samym początku, kiedy Garrett pierwszy raz pokazywał jej miasto. Wtedy czuła się prawdziwie przytłoczona ogromem Londynu. Teraz powoli się z nim oswajała, w końcu wypadało znać miejsce, gdzie mieszkała... No i ciekawość świata nie pozwoliłaby jej ograniczyć się tylko do kursowania między mieszkaniem a Pokątną. Poza malowaniem nie miała zbyt wielu obowiązków, więc miała czas, żeby czasami gdzieś pójść, choćby tak po prostu się przejść, popodziwiać widoki i szukać artystycznych inspiracji.
Tak robiła i teraz. Przesuwała się chodnikiem, rozglądając się z ciekawością. Przyglądała się mijanym mugolom, a także budynkom, które różniły się od domostw czarodziejów czy niepozornych kamieniczek na Pokątnej. Właściwie to nawet jej się tutaj podobało, i była w trakcie szukania jakiegoś miejsca, gdzie mogłaby usiąść ze szkicownikiem i wykonać parę szkiców, kiedy nagle usłyszała głos wołający jej imię. Zatrzymała się odruchowo; nieczęsto miała sposobność napotkać po mugolskiej stronie miasta kogoś ze świata magii, jako że większość czarodziejów zdawała trzymać się magicznych obszarów.
Od razu rozpoznała idącego w jej stronę mężczyznę. Byli w końcu w pewnym sensie spokrewnieni, więc mimo różnicy wieku znała go od dawna.
- Ciebie też dobrze widzieć – powiedziała, uśmiechając się. Odkąd skończyła Hogwart, Daniel już kilka razy odwiedził ją na jej malarskim stanowisku. Cieszyła się, że w ogóle interesował się jej pracami. – Raczej dobrze, choć z zainteresowaniem bywa różnie. Czasami jednego dnia sprzedaję kilka prac, a czasami przez kilka dni ani jednej. Dzisiaj akurat było całkiem nieźle, dostałam zamówienie na portret.
Westchnęła, poprawiając niesforne rude kosmyki. Po chwili znowu się uśmiechnęła.
- Ale ciągle liczę, że pewnego dnia zostanę naprawdę zauważona i doceniona. Naprawdę polubiłam malowanie – powiedziała, zadzierając głowę leciutko do góry, by na niego spojrzeć. Była tak niziutka, że zawsze musiała mocno zadzierać głowę. - A co słychać u ciebie, Danielu? Dawno cię nigdzie nie widziałam – zagadała po chwili. Była ciekawska, no i cieszyła się, że go spotkała. – Pewnie masz sporo pracy?

[bylobrzydkobedzieladnie]






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 27.07.17 1:16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Zawód : Dziennikarz Proroka Codziennego
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
OPCM : 10
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Fleet Street   09.09.15 22:02

Nie miał nic do mugolskich dzielnic. Przyszedł na świat w Düsseldorfie, gdzie przemysł i całość niemagicznej techniki, były niemal na porządku dziennym. Jasne, nigdy nie interesował się specjalnie tą całą mechanizacją. Widział jednak, jak piętrzy się i potem upada wraz z przegraną wojną, by teraz znów rozwijać się, dając początek nowemu państwu. Sam żył, jeszcze jako młody chłopak a następnie mężczyzna, wewnątrz czarodziejskiej społeczności, która z mugolami nie miała nic wspólnego. I całe szczęście, bo mogłoby to wywoływać szeregi komplikacji. Wystarczająco uczył się na temat magii, by jeszcze opanowywać całe skomplikowane mechanizmy. Dodatkowo, po co używać samochodu czy jak oni to nazywają, skoro można się teleportować? Nie, on ewidentnie do tego świata nie należał. Był w stanie zająć najwyżej stanowisko obserwatora, który bacznie przyglądał się życiu ludzi, jacy znajdowali się w jego otoczeniu. Ostatnio jednak zaczynał się nad tym wszystkim poważniej zastanawiać, czy nie powinien umieć bardziej zniknąć w tłumie - w końcu to dla dziennikarza jest pożądanym zjawiskiem, ale postanowił jeszcze z tą decyzją poczekać.
Odgonił nadmiar myśli, które kłębiły mu się w głowie jak stada szarych chmur nad niebem tuż przed samym początkiem deszczu. Czasem poświęcał się zbyt dużej ilości zagadnień i nic w zamian za to nie dostawał. Zastanawiał się nad wszystkim i niczym, co w sumie dawało jednoznacznie zerowy wynik. A wcale nie żył bez trosk, zresztą, głupio powiedziane - kto by się bez nich obył?

Cieszył się, że spotkał Lyrę. Należała do tych osób, których nie miał w zwyczaju unikać, próbując jakoś przemknąć z możliwie najbardziej obojętnym wzrokiem. Bo mogło się zdarzyć, że kogoś zwyczajnie nie widział (i liczył wtedy cicho, że zostało to odwzajemnione). Lyra jednak była w pewnym sensie dla mężczyzny wyjątkowa. Uosobienie talentu, na dodatek bardzo miła i życzliwa, jedna z niewielu ludzi, jakim potrafił zaufać. Nawet, jeśli dzieliło ich sporo lat różnicy - Daniel nie zwracał na to uwagi.
-Domyślam się -odpowiedział. -W końcu tak bywa, gdy robi się rzeczy na zamówienie -rozumiał ją, bo w końcu jego praca, choć opierała się na zupełnie innych warunkach, poniekąd miała trochę wspólnego. Dziennikarz też przyjmował zlecenia, często sam też musiał szukać zalążków sensacji. Bez tego nie było artykułów, a bez artykułów nie było pieniędzy.
Wysłuchał jej dalszej wypowiedzi w milczeniu.
-W miarę robienia obrazów wśród ludzi będą rozchodzić się informacje, o to nie trzeba się martwić. Jestem pewny, że zostaniesz zauważona. -Nie były to puste słowa, naprawdę tak uważał. -Wiem, że żaden ze mnie znawca sztuki, ale według mnie malujesz świetnie. I gdybyś potrzebowała jakiejś pomocy, możesz zawsze na mnie liczyć.
Gdy tak zadzierała głowę, musiał przyznać, że rzadko kiedy, tak jak teraz, mógł się poczuć wysoki. Choć jego wzrost mógł uchodzić za powyżej średniej, nie kwalifikował go również do olbrzymów. Typowy, jak cała jego sylwetka - nieco wysportowana, Durmstrang w końcu dał po sobie pamiętać.
-Nieznane są koleje losu -zamyślił się. -Jeśli chodzi o zawody. Wiem po sobie. Urodziłem się, mając teoretycznie wszystko wyznaczone co do szczegółu, potem błąkałem się po Londynie, teraz skończyłem jako dziennikarz. I gdy nagle przyjdzie kolejna zmiana, już nie mam pojęcia na co, może nawet sprzątaczkę, wcale się nie zdziwię -powiedział pół żartem pół serio. -Ale fakt, na aurorów są duże wymagania. Każdy coś tam ma. Kiedyś bycie artystą wydawało mi się najlepszym zawodem. Bo jakby nie patrzeć, swoboda przy tym jest dość duża.
Pokiwał głową.
-Trudno zaprzeczyć. Ostatnio usiłowałem rozwiązać pewne sprawy, dużo by opowiadać, ale w sumie nic nie wskórałem. To denerwujące, ale tak bywa. Teraz jednak myślę, że będę mieć nieco więcej czasu.
Na ulicy wciąż było mnóstwo ludzi, ale nie przejmował się tym. Skrzywił się jednak lekko, gdy potrącił go jeden z idących mugoli. Wszyscy szli zwartą grupką, lecz nie wydawali się mieć cokolwiek ze sobą wspólnego.
-Ci mugole -mruknął i odruchowo rozmasował bolące miejsce. Tym razem bardziej się rozglądał, by znów ktoś na niego nie wpadł. -Ciągle gdzieś się spieszą, też odnosisz takie wrażenie? Ale w sumie, chyba nie tylko oni.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Fleet Street   10.09.15 13:48

Lyra urodziła się w rodzinie czarodziejskiej. A że znaczna część brytyjskich czarodziejów, szczególnie tych czystej krwi, żyła na uboczu, wręcz w izolacji od mugoli, także Lyra wychowywała się w tej izolacji, chociaż ten świat, jako coś nieznanego i tajemniczego, od dawna ją fascynował. Dodatkowo Weasleyowie byli bardzo tolerancyjną rodziną, więc nikt nie potępiał ciekawskości Lyry ani nie zabraniał spacerowania po mugolskiej części Londynu. Miała tylko przykazane, by unikać jakichś niebezpiecznych miejsc i nie wałęsać się samotnie po zmroku. W końcu na młodziutką, delikatną dziewczynę mogło czyhać mnóstwo zagrożeń... Choć jak się ostatnio okazało, te mogły przytrafić się nawet w ciągu dnia na ulicy Pokątnej, jednak Lyra nie pamiętała tego i żyła w błogiej nieświadomości.
Także cieszyła się z napotkania Daniela. W końcu już jakiś czas się nie widzieli, a fajnie było porozmawiać z kimś, kogo się lubiło. Niestety nie wszyscy potencjalni klienci na Pokątnej byli mili. W końcu była tylko zwykłą uliczną artystką ze zubożałego rodu. Już w Hogwarcie często odczuwała pewną pogardę ze strony przedstawicieli zamożniejszych rodzin.
- Tak właśnie jest. To dopiero początki, a początki nigdy nie są łatwe. Ale cieszę się, że we mnie wierzysz i uważasz, że mam szanse – rzuciła lekko; było jej naprawdę miło, że tak ją doceniał. – Będzie lepiej, musi być. Może za jakiś czas już nie będę musiała kurzyć się na ulicy? Wiem, to dość śmiałe marzenia.
Mimo obaw, jak to dalej będzie, była optymistyczna. Naprawdę chciała zostać artystką, lubiła tworzyć. Ale żeby coś osiągnąć, trzeba było niestety najpierw zostać zauważonym przed odpowiednie osoby.
Lyra była niezwykle niziutka. Miała niewiele ponad półtora metra wzrostu, więc prawie zawsze podczas rozmowy z kimś musiała patrzeć w górę. Niższe od niej były jedynie dzieci. Ale już się do tego przyzwyczaiła i nie przeszkadzało jej to. Lubiła swój wygląd.
- Taak, w życiu czasami bywa różnie. Garrett jako ten najstarszy zawsze stanowił dla mnie swego rodzaju wzór do naśladowania. Ten idealny, troskliwy Garrett – zauważyła. Ale może dobrze się stało? Będąc tak wrażliwą, mogłaby się czuć naprawdę źle z niektórymi zadaniami, jakie czekały na aurorów. – Praca dziennikarza musi być dosyć ciekawa. Dużo kręcenia się po różnych ciekawych miejscach i dowiadywania się różnych rzeczy. Ale to pewnie wymaga większej pewności siebie, prawda?
Lyra zdecydowanie nie należała do szczególnie śmiałych osób, szczególnie przy nieznajomych. Otwierała się dopiero, kiedy czuła się pewniej, bo przy obcych była raczej nieśmiała.
- Jakie sprawy? – zapytała z ciekawością. – Zajmowałeś się ostatnio jakimiś nowymi sprawami?
Po chwili także zerknęła na mugoli. Rzeczywiście, często miała wrażenie, że ciągle się spieszyli, zwłaszcza dorośli. Ale wśród czarodziejów na Pokątnej też czasami odnosiła takie wrażenie. Każdy spieszył za swoimi sprawami, rzadko kto potrafił przystanąć na moment i zachwycić się jakąś drobnostką. Była to taka dziecięca cecha, którą Lyra wciąż posiadała. Ciągle potrafiła cieszyć się z nawet niewielkich rzeczy, jak widok ładnego zachodu słońca czy gra kolorów na magicznym obrazie.
- Tak, ciągle się spieszą. Ale ich świat tak szybko się rozwija... Ale może mam takie wrażenie, bo nie znałam go wcześniej – stwierdziła, rozglądając się. - Te ich samochody i ta cała eklektyczność, czy jak to się tam nazywało... Czarodzieje ciągle się bez tego obywają, a mugole... Cóż, muszą wymyślić swoje sposoby na ułatwienie sobie życia, i mam wrażenie, że nieźle sobie z tym radzą.

[bylobrzydkobedzieladnie]






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance


Ostatnio zmieniony przez Lyra Travers dnia 27.07.17 1:17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Zawód : Dziennikarz Proroka Codziennego
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
OPCM : 10
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Fleet Street   11.09.15 15:13

Ars longa, vita brevis.
Sztuka jest pięknem. Pięknem wiecznym, pięknem prawdziwym, które jako jedyne zostaje po śmierci człowieka. Wyrażeniem jego samego, cudem stworzonym przez pospolitość - niezwykłym, wymownym, klejnotem wieńczącym całość tego świata. Sztuki nie da się ogarnąć słowem. Ani rozumem. Ją się czuje. Ona po prostu jest.
-To nie są śmiałe marzenia. W żadnym wypadku. Przydałby ci się mecenas, taki na poziomie. -Odczekał chwilę, by dokładniej się zastanowić. -Znalezienie go jest jedynie kwestią czasu, ale trzeba temu pomóc.
Żałował, że nie miał większej ilości pieniędzy. Kiedyś... Tak, kiedyś. Nie należało nawet do tego wracać. Teraz mógł sam siebie utrzymać, ale nie stać go było na specjalne zachcianki. Wliczając adekwatny strój i podstawowe rzeczy, nie zostawało mu wcale wiele do odłożenia. Znał wartość każdego zarobionego knuta. Szanował wszystko, co miał. Bo za niedługo równie dobrze mógł nic nie mieć.
-Powinnaś stać się bardziej... -tu szukał odpowiedniego słowa -zauważalna. I wiesz? Nawet wydaje mi się, że będę mógł coś z tym zrobić. Przynajmniej po części.
Ruszył powoli przed siebie - nie, żeby zostawić Lyrę, ale w celu zwyczajnego, krótkiego spaceru. Kiedy się stoi w miejscu, nietrudno dostać ze słynnego łokcia, co akurat w przypadku Daniela miało w zwyczaju kończyć się urwanym, mrukniętym niedbale pod nosem przekleństwem i kłującym bólem w boku, który utrzymywał się jeszcze przez kilka minut. Powietrze było świeże i rześkie, okrywało ulicę aurą pewnego rodzaju spokoju; pomimo rozmów prowadzonych przez przechodniów, jacy wciąż mijali ich, idąc najczęściej w pomniejszych grupach.
Daniel chciał pomóc swojej krewniaczce. Stanowiła dla niego rodzinę - niewyimaginowaną, ani sztuczną czy wynikającą z układów. Zupełnie inną od tej, którą zostawił za sobą w Niemczech. Nawet, jeśli nie byli specjalnie blisko związani. Wspomnienie matki, opieki oraz wsparcia - oto, czym były jego brytyjskie korzenie. Oraz zwyczajna chęć zrobienia czegoś dla drugiej osoby, która miała niebywały talent. Niewielu miało okazję się z takim urodzić.
Często podchodził do wielu rzeczy z dystansem. Ale gdy się angażował, to całkowicie, bez żadnego wahania i odstępów.
-Myślałaś może nad jakąś konkretną wystawą? -zapytał. -Wiele osób dzięki temu ma okazję się wybić. Może nawet przygotowałbym o tobie artykuł. Jeśli nie miałabyś nic przeciwko. Trzeba by było nad tym pomyśleć.
Słyszał, że Lyra chciała zostać aurorem. Rozumiał, jak to bywa z zawodami, choć pewna część jego zawsze się buntowała. Możesz być artystką, czemu chcesz to zostawić w zamian za uganianie się z narażaniem życia? Ile on by dał, aby móc w spokoju pracować. I mieć jakąś malarską wyobraźnię, co wytknął mu kiedyś znajomy.
-Domyślam się -powiedział. Nie umiał tego rozwinąć, bo słysząc słowo brat, odruchowo przypominał sobie Ernsta. Kochany, starszy braciszek. Jakże troskliwy. Zdecydowanie lepiej miał ten, kto rodził się jedynakiem. -Jak mówiłem, nie wiadomo, co życie przyszykuje. Zawody mogą zmieniać się w miarę czasu, jak zresztą wszystko.
Wzruszył ramionami.
-Ciekawa jest, ale to zależy. Bo jeśli mam być dla kogoś ciężarem i grzebać w różnych plotkach, niespecjalnie się z tego cieszę.
Pewność siebie? Jasne. I nadstawianie twarzy, która w każdej chwili może zostać obita. Wystarczyło jedno niewłaściwe słowo, jedno pytanie, jeden niewłaściwy człowiek. Krótka chwila, po której lądowało się na terapii w Mungu. Przyczyna? Najzwyklejsze obicie mordy i parę innych konwenansów.
-Spotyka się różne osoby, więc tak. Czasem nawet powiedziałbym, że potrzeba mieć tupet. -Spróbował to ująć możliwie najbardziej delikatnie, na ile tylko potrafił. -Czasem nie wszyscy cieszą się z tego, że wyszukuje się różne rzeczy. Ale niektórzy są zachwyceni i nawet nie trzeba się starać. Różnie bywa, jak w przypadku każdego zawodu.
Niedawno dotarła do niego sprawa, która teoretycznie powinna się przedawnić. Ale nie miał zamiaru odpuścić. Traktował ją poważnie i nie dzielił się swoimi przekonaniami z pierwszą lepszą osobą. Ani nie wypowiadał się w miejscach, gdzie wszystko mogło mieć oczy i uszy.
-Yhy, usiłowałem coś odszukać. To długa historia i lepiej nie mówić o niej na ulicy. Opowiem ci przy okazji. Na razie i tak nic konkretnego nie mam.
Mugole nigdy go specjalnie nie pociągali. Nawet mugolskie kobiety wydawały mu się po prostu głupsze i rzadko kiedy się za nimi oglądał. Nie, żeby normalnie przykładał ogromną wagę do charakteru, ale jakoś podświadomie go odpychały. Szlachcice mogli twierdzić swoje, ale on również był czarodziejem z krwi i kości.
-Życie bez magii. -Stwierdził. -Czasem zastanawiałem się, jak konkretnie wygląda. Ele... Nieważne. Też nie wiem, jak konkretnie na to powiedzieć. -Machnął ręką. -I jakoś nigdy się nie interesowałem, jeśli chodzi o zagłębianie się w szczegóły. Ja wiem... Te ich rzeczy są trochę nieudolne. Chociaż i tak nieźle im idzie. Interesuje cię ich kultura? Czy jak by tego nie nazwać.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Fleet Street   11.09.15 19:57

Blada, nakrapiana złocistymi piegami twarzyczka Lyry rozpromieniła się.
- Tak, to na pewno by nie zaszkodziło – przyznała. – Kiedyś pewna znajoma brata zaoferowała mi pomoc w kwestiach artystycznych. Czekam, aż nawiąże ze mną ponowny kontakt.
Miała nadzieję, że kobieta jednak nie zrezygnuje, nie uzna, że Lyra nie jest warta pokładanego w niej zaufania. Bała się tego. Bycie skreśloną w oczach czystokrwistych w zasadzie położyłoby kres jej marzeniom o zostaniu prawdziwą artystką, a potrzebowała tego nie tylko w kategorii pięknych marzeń o samorealizacji i tworzeniu, a także w tak prozaicznych kwestiach, jak utrzymanie się na jakimś poziomie. Nie chciała wszystkiego brać od brata czy matki, wystarczyło, że brat pozwolił jej ze sobą zamieszkać i pomagał w zaaklimatyzowaniu się w Londynie.
Gdy ruszył z miejsca, natychmiast podążyła za nim, włączając się w strumień mugoli, którzy nie zwracali praktycznie żadnej uwagi na wysokiego mężczyznę ani idącą obok niego drobniutką, rudą nastolatkę, wpatrzoną w niego z radością i entuzjazmem.
- Zauważalna? W jakim sensie? – zapytała. Czyżby chodziło mu o to, by bardziej udzielała się towarzysko, czy może żeby lepiej prezentowała się z wyglądu? – Naprawdę chętnie wzięłabym udział w jakiejś wystawie. Tylko nie wiem, czy ktokolwiek by mnie na taką zaprosił. Ale gdyby się tylko dało... Bardzo chętnie!
Bycie biedną mimo wszystko komplikowało bardzo wiele rzeczy, ale gdyby trafiła się szansa, Lyra na pewno chętnie by z niej skorzystała i postarałaby się jak najlepiej przygotować. Nie można było jej odmówić pewnego uporu. Nie była jeszcze na tyle zniechęcona ani sfrustrowana, żeby się poddawać i osiadać na laurach, młodzieńczy zapał i entuzjazm nadal były w niej obecne.
Jednak do zawodu, jakim trudnił się Daniel, na pewno trzeba było zapału innego rodzaju. I z całą pewnością dużo śmiałości, niekiedy wręcz buty, żeby poradzić sobie z ludźmi, którzy niekoniecznie chcieli współpracować i być obiektami artykułów, zwłaszcza nieprzychylnych.
- To na pewno – przytaknęła. Kiedy jednak wspomniał o sprawie, i zachowywał się tak bardzo tajemniczo, jej ciekawość wzrosła. Zdawała sobie jednak sprawę, że niekoniecznie chciał o tym rozmawiać, zwłaszcza w takim miejscu jak to. – Jeśli kiedyś dowiesz się czegoś ciekawego, chętnie posłucham – zapewniła go jednak, zastanawiając się, o co mogło chodzić. Jako osóbka tak młoda, stawiająca pierwsze kroki w dorosłym świecie, z wielu rzeczy nie zdawała sobie sprawy.
Przesuwali się chodnikiem, ciągle rozmawiając. Lyra czasami też zastanawiała się, jak to było żyć bez magii. Sama sobie nie wyobrażała tego, choć oczywiście mugoli podziwiała i ciekawili ją, tym bardziej, że w młodości nie miała z nimi styczności, mogła co najwyżej słuchać o nich od swojego promugolskiego ojca, który później zaginął, być może w związku ze swoim pomaganiem mugolom, albo na zajęciach z mugoloznawstwa w Hogwarcie. Dlatego ich świat jawił jej się jako coś tak nietypowego. Często tak było w przypadku nagłego zetknięcia z obcą kulturą, a wielu brytyjskich czarodziejów dorastało w izolacji, i w dorosłości często nadal w niej tkwiło, nie potrzebując do szczęścia nic więcej poza małym, hermetycznym światem magii. Lyra natomiast, pozbawiona uprzedzeń, po zamieszkaniu w Londynie zainteresowała się tym światem, bo kiedy nie malowała, miała sporo wolnego czasu, którego nie chciała marnować na siedzeniu w mieszkaniu. Ale nie potrafiłaby wyrzec się swej magicznej natury, zresztą, przecież nie musiała. Mogła szanować kulturę mugolską bez rezygnacji z magiczności, która sporo rzeczy przecież ułatwiała. A większość czarodziejów nie znała tych wszystkich mugolskich sposobów ułatwiania sobie życia.
- Wiem, że w świecie czarodziejów to się wydaje dziwne, ale uważam, że są bardzo interesujący i z wieloma rzeczami sobie dobrze radzą – stwierdziła. – Może kiedyś będę mieć okazję dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Właściwie... Chciałabym kiedyś poznać jakiegoś mugola. Tak, żeby z nim porozmawiać o tych różnych rzeczach i w ogóle... W końcu kto lepiej opowiedziałby mi o ich świecie?
Wiedziała jednak, że ze względu na zasady tajności przestrzegane przez Ministerstwo Magii, coś takiego byłoby bardzo trudne, w końcu świat magii ukrywał się przed mugolami.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Zawód : Dziennikarz Proroka Codziennego
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
OPCM : 10
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Fleet Street   12.09.15 11:45

-Mhm. W takim razie ja też mam nadzieję, że wkrótce się odezwie.
Bo powinna. Mecenas to podstawa. Nie, żeby był ekspertem, ale bez utrzymania, w przypadku pracy jako artysta, długo się nie pociągnie. Kogoś trzeba urzec, albo do końca życia będzie się zbierać kurz na chodniku. Niektórzy są doceniani dopiero po śmierci. Wcale nie życzył tego Lyrze, wręcz przeciwnie. W końcu dla niej był to dopiero początek, który nie wiadomo, jakie rzeczy przyniesie w skutkach.
-W wielu znaczeniach tego słowa -wyjaśnił. -Bo sęk nie tkwi w krzyczeniu na całą ulicę, jak bardzo się wszystkich uwielbia. Albo olśniewającym wyglądzie w sukni, na którą normalny człowiek pracowałby kilka lat. Trzeba przyciągać uwagę, jednak tak, by druga osoba nie wiedziała, że jest to celowym zabiegiem. Masz przewagę -zaznaczył. -Jesteś artystką. Tworzysz. Nie myślałaś nad próbą wzbudzenia jakiś... Kontrowersji? Zauważ, że wielu malarzy dało znać po sobie właśnie jakąś wyróżniającą ich rzeczą. Ale nie każę ci zaraz rozwiesić na Pokątnej wizerunków rodem z powieści grozy. Ani rezygnować z robienia portretów. To jest podstawa. Tylko że czasem warto... Zaprezentować coś jeszcze. Wydaje mi się, że wielcy arystokraci lubią sensacje. Ciekawią ich rzeczy nietuzinkowe, które mogą włączyć do swojej kolekcji.
Innowacja zawsze wydawała mu się pociągająca. W pewnym sensie uznawał ją za klucz do sukcesu.
-A czemu miałby nie zaprosić? Więcej wiary w siebie. Tak czy inaczej, lepiej próbować, niż wciąż stać na swoim miejscu. Bierność jest najgorszą z możliwych dróg.
Sam wielokrotnie nic nie robił, a jeśli się odzywał, to w zupełnie niewłaściwych sytuacjach. Sztandarowy przykład na pracę pod tytułem Jak wszystko spieprzyć.
-Możliwe, że się mylę. Nie wiem dużo. Właściwie to nic -przyznał bez najmniejszych emocji. Na jego twarz wdarło się zamyślenie, wzrok stał się nieokreślony; zwolnił również kroku.  -Kiedyś próbowałem zadać sobie pytanie. Czy artysta powinien bardziej pokazywać świat takim, jaki jest czy raczej odzwierciedlać wizję samego siebie? Swoje emocje, obawy, poglądy. Jak się na to zaopatrujesz? Czy warto malować sny?
Bo czy warto, jeśli wciąż widzi się okropieństwa? Sztuka jest lustrem. Ale jakim? Odbiciem czego? Nie wiedział właściwie, skąd nagle wpadł na taki pomysł. Albo raczej - jakim cudem wydobył on się z zakamarków jego umysłu, by znów zacząć przypominać o swoim istnieniu. Często chodziło mu po głowie, by zadać takie pytanie artystom. Na dodatek, był ze znajomą osobą. Zasady go aż tak nie krępowały, nawet, jeśli znajdował się na pełnej mugoli ulicy.
-W razie czego wyślę ci sowę. I pomyślę nad artykułem o tobie -zapewnił. Najwyraźniej jego sprawa zainteresowała Lyrę, choć Daniel sam z siebie powiedział to wyłącznie w luźnym charakterze. Ot, kolejne dziennikarskie zajęcie, nad którym spędzi cały wieczór z piórem w ręku.
Ale nie jestem pewny, czy będziesz z tego zadowolona. Czasem wołanie z grobu mogło być silniejsze od zwyczajnego krzyku. Trudno. Najwyżej uzna go za szaleńca. I bez tego wiedział, że nie jest do końca normalny.
Mugol też człowiek, chciałoby się powiedzieć. Jednak czarodzieje mieli tak - nie wszyscy, ale w dużej części, gdy chodziło o arystokrację - że sami siebie nie potrafili zaakceptować. Zła krew, zbyt mały majątek, cały ich świat był przesiąknięty pogardą. Ludziom najlepiej wychodzi dzielenie i wyobcowanie. Co zabawne, jeśli wierzyć uczonym, wszyscy należą do jednego gatunku.      
-Nie. To nie jest wcale takie dziwne. Nieznane często wydaje się interesujące. Nie próbowałaś porozmawiać z kimś, kto wywodzi się z mugolskiej rodziny? Jestem pewny, że miałby na ten temat dużo do powiedzenia.
Całe szczęście, że Weasley'owie byli tolerancyjni. W przeciwnym wypadku przy takim wspomnieniu (och, takie osoby istnieją!) na pewno usechłby z zażenowania.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : 21
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Fleet Street   12.09.15 13:51

Lyra zdawała sobie sprawę, że jeśli nie zostanie zauważona, jej sytuacja będzie prezentować się naprawdę nieciekawie. Póki co coś tam zarabiała, ale wszystko szło głównie na nowe materiały do malowania oraz eliksiry, które musiała zażywać, niewiele udawało się odłożyć. Cała jej nadzieja w możliwie jak najszybszym zauważeniu.
- Czekam na to – powiedziała. – Nie chciałabym musieć znowu szukać innej alternatywy.
Przygryzła wargę w zamyśleniu.
- Kontrowersji? Mam wrażenie, że czystokrwiści za tym nie przepadają – zauważyła. Czarodzieje czystej krwi byli niezwykle konserwatywni i często lubili doszukiwać się jakichś potknięć i uchybień. Z nietuzinkowością bardzo łatwo było przesadzić. A Lyra, mimo swojej tolerancji, zdawała sobie sprawę, że jeśli chce zaistnieć, musi zostać dobrze odebrana przede wszystkim przez tę grupę. To czarodzieje ze znanych, szanowanych rodów najczęściej potrzebowali usług portrecistów i malarzy. I zazwyczaj najlepiej płacili. – Ale jestem metamorfomagiem. Myślisz, że to może być przydatne? Na przykład jako sposób artystycznego wyrazu.
Na szczęście w porę przypomniała sobie, że znajdują się na ulicy pełnej mugoli, więc nie zademonstrowała swojej zdolności zmiany wyglądu. Niemniej jednak, na pewno byłby to jakiś sposób przyciągania uwagi. Metamorfomagia była w końcu niezwykle rzadka i budziła emocje.
- Staram się. Ale nic nie przychodzi tak od razu – rzekła, wyginając usta w podkówkę. – Jeśli chodzi o malowanie... To bardzo ciekawe pytanie, wiesz?
Lyra czasami lubiła eksperymentować. Ale rzadko sprzedawała tego typu obrazy, obawiając się, że nie wzbudzą one zainteresowania, a wręcz sprawią, że zostanie odebrana jako dziwaczka. Malowała je dla siebie, kiedy miała jakieś resztki farb do spożytkowania i chciała wyżyć się twórczo w czasie wolnym. Słyszała, że mugole interesują się bardziej abstrakcyjnymi obrazami, ale jeśli chodzi o czarodziejów, większość preferowała tradycyjną sztukę realistycznie oddającą rzeczywistość. Wiedząc, że od tego zależy jej artystyczna przyszłość, musiała spełniać oczekiwania. Teraz. Bo kiedyś, jeśli ugruntuje swoją pozycję, będzie mogła pozwolić sobie na więcej. Choć swoją drogą szkoda, że świat magii rozwijał się tak powoli, że myślenie wielu czarodziejów wciąż było tak bardzo sztywne i przestarzałe.
- Myślę, że czasami ciekawie jest odejść od schematów, jakie narzuca rzeczywistość i wyjść poza jej granicę, skupić się bardziej na tym, co podsuwa wyobraźnia – odpowiedziała w końcu, zerkając na niego. – Kto wie, może kiedyś taka sztuka także zostanie zauważona i doceniona?
Nie wiadomo w końcu, co przyniesie przyszłość, co będzie budzić zainteresowanie za kilka, kilkanaście lat?
- Zatem będę czekać. Mam nadzieję, że się uda.
Lyra była ciekawska, więc siłą rzeczy zainteresowała się interesującą wzmianką o zadaniu Daniela, i troszkę żałowała, że póki co jej ciekawość pozostanie niezaspokojona i musi poczekać, aż mężczyzna sam kiedyś zechce podzielić się jakimiś informacjami.
- Miałam w Hogwarcie paru znajomych z mugolskich rodzin, ale po skończeniu szkoły większość moich znajomości się urwała – powiedziała z żalem. W Hogwarcie trafiła do Gryffindoru, domu otwartego na osoby o różnym pochodzeniu, więc siłą rzeczy miała do czynienia z mugolakami, lubiła z nimi rozmawiać o świecie, z którym się wywodzili. Jednak poznanie takiego stuprocentowego mugola też mogłoby być niezwykle ciekawe. Bo spora część mugolaków mimo wszystko wsiąkała w świat magii na tyle mocno, że odsuwali się od swoich mugolskich korzeni.
- W ogóle szedłeś w jakieś konkretne miejsce? – zapytała nagle, zastanawiając się, czy czasem nie przerwała mu jakichś ważnych spraw.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Daniel Krueger
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1164-daniel-krueger https://www.morsmordre.net/t1243-krebs https://www.morsmordre.net/t1216-pan-k https://www.morsmordre.net/f174-long-acre-14-8 https://www.morsmordre.net/t1485-daniel-krueger
Zawód : Dziennikarz Proroka Codziennego
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
po drugiej stronie
na pustej drodze
tańczy mój czas
w strugach deszczu dni toną
OPCM : 10
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Fleet Street   12.09.15 16:38

Daniel potrząsnął głową. Często miał tak, że jego umysł był zasypywany miliardami myśli, których sam nie potrafił ogarnąć, a co dopiero ująć w słowa.
-Nie o to mi chodziło. Racja, od kanonów wybiegać nie należy. Kanon jest dla arystokracji święty. Ale zastanawiałem się nad wprowadzeniem czegoś... Dodatkowego, ale nie burzącego konstrukcji. Chociaż w sumie nie sądzę, by twoim dziełom brakowało... Dobra -urwał. -Nieważne. Widzisz, sam też rozważam, co ściągnęłoby większe zainteresowanie ludzi. I w sumie powoli się gubię. Ciężko zrozumieć tłumy. Ja na przykład nigdy nie pojmę, dlaczego, zamiast jakiś konkretnych artykułów, niektórzy lubią wywiady z cyklu mówienie o niczym. Ale to całkiem inna sprawa.
Był to jeden z drażniących go tematów. Chętnie zajmowałby się poważnymi rzeczami, a tu musiał latać po wielkich gwiazdach, które raczyły zstąpić z nieba w sam środek szarej rzeczywistości. I w zamian za to niesamowite poświęcenie, każdy musiał je uwielbiać, korzyć się przed nimi, najlepiej w ogóle nie oddychać, nie patrzyć w oczy i nieustannie szurać kolanami podłogę. Ach, prasa! I te piękne, ruchome zdjęcia. Czasem nazywanie mediów czwartą władzą, było raczej prześmiewcze niż prawdziwe. O wiele lepiej brzmiało - kto ma media, ten ma władzę. I kto ma władzę, ten ma media, bo dziennikarze tak jak psy myśliwskie, muszą chodzić za zwęszonym tropem.
-Metamorfomagia jest dobrym pomysłem. Masz już jakiś konkretny plan co do tego? Najlepiej będzie się też skupić na jakiejś wystawie.
Wiedział, że Lyra była obdarzona tą rzadką wśród czarodziejów zdolnością. Zresztą dziwne, gdyby nie zdawał sobie sprawy - w końcu znali się od dłuższego czasu. Ucieszył się na wzmiankę o ciekawym pytaniu. Mimo różnicy wieku dziewczyna naprawdę była jedną z niewielu osób, które mogły go zrozumieć. Powiedziałby to komuś innemu, zapewne zostałby wyśmiany. Albo tłumaczyłby do skutku, a raczej jego braku, co konkretnie miał na myśli.
-Może. Możliwe. Znajomy kiedyś powiedział mi, że każde dzieło powinno zawierać głębię, cząstkę autora, nie być tylko bezwiednym kopiowaniem rzeczywistości. Ale nasz świat, mam na myśli czarodziejów, zmienia się bardzo powoli. Nie wiem, czy to jego wada czy zaleta.
Spojrzał na nią porozumiewawczo i odrobinę się uśmiechnął. Sam nie był jakimś wielkim wojownikiem o zmiany. Ale sztuka? Ona powinna być wolna. Nieograniczona ścisłymi wymaganiami grupy osób na zasadzie tak bo tak.
-Uwierz mi, ja też -odpowiedział.
Każda sprawa była dla niego poświęceniem czasu. Wymagała przygotowań, zbierania informacji wszędzie, gdzie tylko się dało, prowadzenia skrupulatnych notatek. Podchodził do wszystkiego poważnie i nie lubił, gdy cały jego wysiłek spełzał na niczym. Zresztą tak było zawsze, w przypadku każdego człowieka. Kto chciałby iść w ślady słynnego Syzyfa?
-Z tymi kontaktami tak bywa. Sam wiem po sobie, w szkole znałem mnóstwo osób, a kiedy przyszedł koniec edukacji, rozeszliśmy się, każdy w osobnym kierunku. Nawet nie mam pojęcia, co się z większością dzieje. Ale wiesz, czasem warto spróbować odnowić znajomość. Mnie się na przykład udało. Bywa trudno, choć nie jest to nieosiągalne. I mówię to w każdym przypadku.
Słowa szlama Daniel nie używał. Jego repertuar przekleństw był naprawdę bogaty - wbrew pozorom, bo zazwyczaj wszystkie negatywne emocje kumulował w swoim wnętrzu. Sam nie był arystokratą, więc obrażając osoby o niższym statusie krwi, obrażałby poniekąd i siebie. Zresztą, nie miał w zwyczaju nigdy patrzeć w ten sposób na ludzi.
-Nie. A ty? Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem ci w niczym ważnym -powiedział. -Ja jestem tylko na spacerze. Lubię się czasem tak przejść. Można wtedy kogoś spotkać, coś zauważyć, albo po prostu pomyśleć. Same korzyści.
Miał dobry humor. Choć z natury potrafił na wszystko narzekać, umiał zauważyć również dobre strony w życiu. I zdawał sobie sprawę, że przejmowanie się czymś na dłuższą metę nie przynosi niczego dobrego.




I'll hit the bottom

hit the bottom and escape

escape

Powrót do góry Go down
 

Fleet Street

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 8Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Janssen Street
» Crimson Street
» Pub Baggins, Bagford Street 12
» Old Paradise Street
» Suterena przy Janseen Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18