Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Szmaragdowa Strzyża
AutorWiadomość
Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]17.07.17 1:44
First topic message reminder :

Szmaragdowa Strzyża

Wody Tamizy przy magicznym porcie w wielu miejscach są znacznie czystsze niż w mugolskich rejonach - czarodzieje zawdzięczają to, oczywiście, magii. Przy wschodniej części tafla wydaje się niemal kryształowa - dokładnie widać przez nią skłębioną roślinność wyścielającą dno, której to miejsce zawdzięcza swoją zwyczajową nazwę. Łagodne zejście do wody i długi drewniany pomost zawieszony nad rzeką przyciągają wielu ludzi - to doskonałe miejsce na relaksujący odpoczynek w cieplejsze dni. Pomost nie posiada ani bariery ani ławeczek - ale można na nim przysiąść i zanurzyć nogi w wodzie.
Szmaragdowa Strzyża to nic innego, jak wijołapka, magiczna podwodna roślina, która jest niegroźna, ale za to łatwo przykleja się do ciała i trudno jest się jej potem pozbyć. Stanowi również popularną magiczną ingrediencję, użyteczną przy warzeniu wielu eliksirów - ale wyjątkowo niewdzięczną w zbieraniu, trzeba po nią bowiem zejść pod wodę. Młodzi czarodzieje często zażywają kąpieli w tym miejscu; z dala od statków, niebezpiecznych magicznych istot i mugolskich oczu. Tradycyjna zabawa polega na rzuceniu do wody knuta i jego wyłowieniu - co nawiązuje do dawnych masowych polowań na wijołapkę, kiedy jej skupisko w tym miejscu było jeszcze dużo mniejsze.

Wyłów knuta: wyścig na miejsce, w którym chlusnął pieniążek, trwa trzy tury - w każdej postać rzuca kością k100, do rzutu dodając bonus przysługujący z biegłości pływanie. Postać, która płynie jako druga - musi dopłynąć do pierwszej, nim podejmie inne działanie. Suma jej rzutów musi zrównać się z sumą rzutów przeciwnika. Postać, która przypłynie jako pierwsza, może od razu podjąć inne działanie.
Za każdym razem, kiedy którakolwiek z postaci osiągnie wynik 20 lub mniej podczas rzutów na pływanie - zahacza nogą lub ręką o strzyżę, która nie chce się od niej odkleić. Do każdego kolejnego rzutu w tym wątku postać otrzymuje karę -5.
Drugim etapem jest wypatrzenie pieniążka - w tym celu należy wykonać test na spostrzegawczość o ST 60. Jeśli postać dostrzeże pieniążka, powinna przezwyciężyć kolejny test o ST 60 - tym razem na pływanie, celem zanurkowania po monetę. Kiedy jedna z postaci zaczyna nurkować po pieniążka, a druga jeszcze go nie dostrzegła, otrzymuje bonus do rzutu na spostrzegawczość +10, który będzie kumulował się przez kolejne tury.
Lokacja zawiera kości
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 22:29, w całości zmieniany 3 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowa Strzyża - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]18.08.21 12:13
Czwarty stycznia
List od lorda Selwyna spotkał się z lekkim zaskoczeniem ze strony Silke. Nie pamietała, aby jego nazwisko pojawiło się w dokumentacjach jej męża, więc wspomnienie świętej pamięci Wilhelma wpierw zbiło ją z tropu, ale szybko dotarło do niej, że ich współpraca musiała być najzwyczajniej w świecie utajniona. Nawet przed nią? Tutaj chyliła się już bardziej ku temu, że Wilhelm najzwyczajniej w świecie zapomniał jej o tym wspomnieć, albo nie było to aż tak istotne, aby musiała o tym wiedzieć. Ot, jedno z wielu przyjętych przez niego zleceń. Wiele się takich przez gabinet Multonów przewinęło i przewinie. Usługi uzdolnionych w tworzeniu świstoklików numerologów zyskały na popularności — przyczyniły się do tego nie tylko awaria sieci fiuu, ale też atmosfera stałego zagrożenia. W rzeczywistości, w której tak mało można było przewidzieć, dodatkowa opcja ucieczki była miłe widziana, a doświadczenie zleceniobiorcy gwarantowało poszukiwaną niezawodność, a ta niosła ze sobą bezpieczeństwo.
Stała spokojnie na ośnieżonej drodze, wpatrując się w oblodzony teren, na którym z okazji zimowego jarmarku zorganizowano lodowisko. Tej zimy z niego nie skorzystała, ale nie ubolewała nad tym i nie zamierzała nic w tym fakcie zmieniać — kobieta uważała zimę za nieznośną porę roku i unikała zabaw i spotkań na świeżym powietrzu. Zamiast tego odliczała pozostałe do lata dni w domowym zaciszu, ogrzewana ciepłem płynącym z paleniska. Lordowi Selwynowi nie śmiała jednak odmówić. Propozycja zmiany miejsca spotkania na nieco bardziej przyjazne komuś zmarzniętemu miejsce wydało jej się nieco absurdalne… Tak bardzo zależało jej na budowaniu wrażenia kogoś niezależnego i silnego, że nie miała odwagi przyznać się do niechęci związanej ze staniem na mrozie, chociaż jako kobieta była tutaj na przegranej pozycji: musiała skupić się na tym aby wyglądać pięknie, a nie odpowiednio do pogody. Tym samym zamiast naciągniętej na uszy czapki miała na sobie beret, zamiast grubego szalika elegancką chustę i narzutę, zamiast ciepłych spodni i kalesonów, długą spódnicę, a zamiast ciepłych butów — kompletnie niewygodne, ale pasujące do futrzanego płaszcza buciki na lekkim obcasie. Gdyby nie magia i możliwość założenia pod spódnicę długich, ocieplanych kalesonów, najprawdopodobniej zamarzłaby tu i Rhysand miałby niebywałą szansę wzięcia jej za jedną z rozstawionych wokół lodowych rzeźb.
Sir! — zapiała swoim zdecydowanie przesłodzonym jak na ten wiek głosem i ruszyła w jego kierunku, kiedy tylko pojawił się w okolicy. Musiała go wypatrywać, a że należał do osób, które wybijały się z tłumu (plus pracowała w Biurze Rzecznika — siłą rzeczy kojarzyła wiele twarzy) szybko go rozpoznała. — Lordzie Selwyn — kiedy  znalazła się przed nim pochyliła wpierw głowę, później ciało — Silke Multon — przedstawiła się.


if cats looked like frogs we'd realize what nasty, cruel little bastards they are. style. that's what people remember
motyw
Silke Multon
Zawód : Asystentka Sallowa, badaczka, numerolożka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
The truth may be out there, but the lies are inside your head.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9917-silke-multon https://www.morsmordre.net/t10081-drzyploszka#305178 https://www.morsmordre.net/t10082-sliska#305180 https://www.morsmordre.net/f379-pokatna-13-4 https://www.morsmordre.net/t10080-silke-multon#305177
Re: Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]18.08.21 21:00
Jak zwykle się śpieszył. W płaszczu rozrzuconym w eleganckim nieładzie, w końcu, chociaż grafik miał napięty, to nie mógł pozwolić sobie na nieprawidłową prezentację pośród innych urzędników i polityków, ale kiedy tylko opuścił mury Ministerstwa, poluźnił czarną muchę pod szyją i rozpiął guzik mankietów. Płaszcz z lisiego futra chronił od zimna, kiedy dołączył do grona zebranych na lodowisku, tym razem nie dla rozrywki, lecz w poszukiwaniu bliżej mu nieznanej kobiety. O pani Multon wiedział niewiele, większość swoich wspomnień łącząc z mężem czarownicy, dobrym współpracowniku Rhysanda jeszcze z czasów częstych podróży do francuskich kolonii. Spokojny, sumienny człowiek, swoją pracą naukową wielokrotnie ułatwił Selwynowi życie i nagłe zapotrzebowania na magiczne komponenty, miał szczerą nadzieję, że na dziełach jego żony się nie zawiedzie. Kobiety bowiem chociaż utalentowane w wielu dziedzinach, miewały swoje skrzywienia. Dotąd w końcu mężczyzna nie był pewny przyczyny śmierci Wilhelma, po prawdzie nie interesując się nią bardzo, ale też słysząc różne plotki na temat znudzonych towarzyszek życiowych. Przynajmniej takim odważnym nie mógł odmówić determinacji. Merlin w pamięci Monet, była zbyt łagodna i krucha na tego typu występki, zajęta własnymi zainteresowaniami i ulotną grą na harfie. Gdy wreszcie dostrzegł postać zgodną z opisem, uprzejmie zdjął z głowy fedorę, kłaniając się, a drugą dłonią przeczesując lekko kręcące się włosy do tyłu.
- Pani Silke, dziękuje za cierpliwość i mam nadzieję, że nie musiała pani czekać na mrozie długo. - Jak zwykle z nikłym uśmiechem, ujął ostrożnie dłoń kobiety i musnął ją wargami, ledwo dotykając własnymi palcami obutymi w rękawiczki. Gest ten miał symboliczne znaczenie, ponadto w żaden sposób nie zamierzał wprawić ją w zakłopotanie, a jedynie dla własnej ciekawości, pragnąc wywołać reakcję. Czy faktycznie była skupionym naukowcem, za którego się podawała? Następnie zadarł głowę wyżej, chociaż i tak górował już sporo nad większością zgromadzonych, a określiwszy kierunek do spaceru tuż przy zamarzniętym brzegu Strzyży, zachęcił towarzyszkę do poruszenia się z miejsca. - Z wielkim smutkiem przyjąłem wieść o śmierci męża madame. Nie mieliśmy okazji współpracować bardzo regularnie, ale każde spotkanie stawało się owocną okazją do poszerzenia horyzontów nauki. - Zaczął, z zainteresowaniem rozglądając się najpierw po scenerii lodowisku, a następnie po twarzy rozmówczyni. Młoda, atrakcyjna, z pewnego rodzaju nietypową cechą urody, której nie potrafił do końca określić, ale też nie uważał za brzydką. Zresztą, nie miał dzisiaj skupić się na jej powierzchowności, a umiejętnościach, które miał nadzieję, że posiada i potrafi wykorzystać. - Zwróciłem się do madame, ponieważ potrzebny mi świstoklik, a sam nie mam pojęcia o ich konstrukcji. Mój zwyczajowy pośrednik miał akurat dużo zleceń, mi natomiast potrzebna jest pilna usługa. - Wytłumaczył swoje zamierzenia, z kieszeni wyciągając starą pięczęć do listów ze swojego gabinetu w Baelieu. - Wiem, że do konstrukcji potrzeba zapoznać się z miejscem przenosin, ale zanim wystosuję zaproszenie dla pani, chciałem być pewny, że podoła madame zadaniu. - Śnieg delikatnie spoczywał na jego ciemnych włosach, a okalane długimi rzęsami błękitne oczy wpatrywały się w twarz Silke z zainteresowaniem, które jednak mogła utracić w każdej chwili, jeśli okaże się go niegodna.



angels would damn themselves for me
Rhysand Selwyn
Zawód : ambasador MKCz, persona polityczna, mecenas sztuki
Wiek : 38
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
fine, make me your villain

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 igni ferroque
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10361-rhysand-m-selwyn https://www.morsmordre.net/t10437-koperty-przy-kieliszku-whiskey#315412 https://www.morsmordre.net/t10439-la-vien-selwyn#315458 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t10441-skrytka-bankowa-nr-2290#315558 https://www.morsmordre.net/t10440-r-m-selwyn#315504
Re: Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]21.08.21 0:55
Spojrzenie lordowi Selwynowi w oczy okazało się wiązać z mocnym zadarciem głowy do góry. Dzieliło ich na oko dwadzieścia centymetrów (tak, miała miarkę w oczach — taki los asystentki), nawet mimo lekkiego wzniesienia jej w górę przez niewygodne buciki. Silke nie pamietała aby kiedykolwiek spotkała kogoś aż tak wysokiego — może olbrzyma, albo jego obleśnego półpotomka, ale na pewno nie człowieka z krwi i kości, w dodatku szlachetnie urodzonego — był jak pies z rodowodem, nie było tu raczej mowy o tym, że się nogi jego matki zapodziały wokół bioder służącego. Kiedy o tym myślała, powietrze opuściło jej nos nieco głośniej niż powinno. Speszyło ją to lekko, ale liczyła na to, że Rhysand nie zwróci na to uwagi, albo po prostu nie usłyszy tego wśród tylu różnorakich dźwięków zimowego jarmarku.
Skądże.
O wiele dłużej, niż by chciała. Gdyby Rhysand nie był lordem, tylko kimś o niższej niż ona pozycji społecznej, próbowałaby zapewne wymusić na nim poczucie winy. Szlachecki tytuł skutecznie zaszczepił w niej uległość, toteż uczynienie tego teraz nie przeszło jej nawet przez głowę.
Nie potrafiła przyjmować kondolencji, ani wysłuchiwać komplementów o zmarłym mężu, więc nie zareagowała na nie czymkolwiek poza skinieniem głową. Miała dosyć słuchania tego, jak to odejście Wilhelma wiązało się dla wszystkich z głębokim żalem, bo była świadoma tego, że to ona go najmocniej żałowała — tylko dla niej był mężem, a dla innych… biznesowym kontaktem. Czemu więc miałoby im być smutno? Mężczyzna miał tylko dwóch przyjaciół. Jeden z nich pozbawił go życia. Wierzyła w to, że wszyscy mówili te rzeczy z grzeczności i przymusu. Mogła się w tym mylić, owszem, ale szanse na zmianę zdania były w tym przypadku niewielkie.
Wykonywanie świstoklików nie stanowi dla mnie problemu — powiedziała, ale szybko dodała — jednakże nie mogę wykonać takich, które przenoszą pomiędzy kontynentami. — Nie tylko przez wzgląd na niewystarczające zdolności numerologiczne, ale też prosty fakt, że trzeba było wykonywać je w miejscu docelowym, a to wymagało podróży, na którą najpewniej nie miała czasu. Chyba, że by ją czymś zaskoczył, ale w to wątpiła. Jej oczy zawiesiły się na moment na przedmiocie. Wybrał go już — niech będzie. Najwyżej zwątpi w jego gust (a tym samym intelekt), jeżeli nie uda jej się dopasować go do otoczenia.
Czego dokładnie lord oczekuje? — Jeżeli nie umiał tego określić, dodała szybko: jak wiele osób powinien przenosić? Do jakiego miejsca? Czy powinien być jakoś zabezpieczony? Zawsze się Lord tak uśmiecha?


if cats looked like frogs we'd realize what nasty, cruel little bastards they are. style. that's what people remember
motyw
Silke Multon
Zawód : Asystentka Sallowa, badaczka, numerolożka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
The truth may be out there, but the lies are inside your head.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9917-silke-multon https://www.morsmordre.net/t10081-drzyploszka#305178 https://www.morsmordre.net/t10082-sliska#305180 https://www.morsmordre.net/f379-pokatna-13-4 https://www.morsmordre.net/t10080-silke-multon#305177
Re: Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]21.08.21 20:08
Zastanowił się przez chwilę. Czego oczekiwał? Multon wydawała się mu niewyraźna, tak jakby ukrywała pod warstwą zadbanych kreacji i ułożonych włosów znacznie bardziej dramatyczną historię, którą jednak niedane było mu poznać. Zresztą, nieszczególnie go to interesowało, bowiem ich biznesowa transakcja opierała się na czymś innym. Przelotnie zebrał myśli, które kojarzyły się ze zmarłym mężem kobiety, po prawdzie dość niewyraźne i nieszczególnie godne zapamiętania. Co prawda nie zamierzał udawać, że badacze nie mieli istotnej roli do odegrania w ich społeczeństwie. Sam niewiele wyniósł z wiedzy o przedmiotach ścisłych w Beauxbatons przygotowywany tylko do jednej roli, która nie obejmowała znajomości numerologii czy run. Do samego nauczania podchodził z dystansem kogoś, kto miał wiele ciekawszych rzeczy do zrobienia niż czytanie opasłych tomiszcz, ale przekonanie to topniało wobec dyscypliny historii magii. Zafascynowany opowieściami minionych czasów od najmniejszego, potrafił godzinami zasypywać się nowymi informacjami na temat dawno zmarłych czarodziejów i ich mniejszych bądź większych osiągnięć. Ożywiały wspomnienia, pobudzały umysł do tworzenia nowych połączeń między pozornie nieistotnymi nowinkami. Nie mógł tego samego powiedzieć o wytwórstwie świstoklików, ani żadnej innej dziedzinie nauki magicznej.
- Świstoklika, który przeniósłby mnie, z ewentualnie jedną osobą towarzyszącą, do gabinetu w Pałacu Bealieu. - Odparł prosto i zgodnie z prawdą, nie wdając się jednak w szczegóły, których nie był pewien.
- Gdyby opisałaby mi pani proces i wymagania? Czego pani potrzebuje z mojej strony? Prócz zapłaty oczywiście. - Szybki żart uciekł, szczypiąc niczym ugryzienie owada, zaraz potem przywracając na jego twarz obojętność. Wydawała się tak poważnie nudna, czyżby aż ta przykładała się do wykonywanych obowiązków? Nie oczekiwał po prawdzie wiele więcej prócz służbowej rozmowy, ale po całych godzinach spędzonych pośród gładko mówiących polityków miał nadzieję na mniejszą ilość ogłady, większą ilość zapału. Czyż nie była równie zafascynowana danymi dziedzinami magii co jej mąż? Z pewnością kojarzył ją również z biur Rzecznika Prasowego Ministerstwa Magii, ale nigdy nie interesował się dokładnym zakresem obowiązków Multon. Musiały mieć jakiś związek z osobą Sallowa, ale jaki, to już Rhysanda nie obchodziło. Odwrócił wzrok na pobliskie lodowisko, a następnie ponownie przeniósł spojrzenie błękitnych oczu na Silke. - Umie madame jeździć? - Niespodziewane pytanie, ponownie wywołało w nim chęć zaigrania z monotonią konwersacji. En garde.



angels would damn themselves for me
Rhysand Selwyn
Zawód : ambasador MKCz, persona polityczna, mecenas sztuki
Wiek : 38
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
fine, make me your villain

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 igni ferroque
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10361-rhysand-m-selwyn https://www.morsmordre.net/t10437-koperty-przy-kieliszku-whiskey#315412 https://www.morsmordre.net/t10439-la-vien-selwyn#315458 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t10441-skrytka-bankowa-nr-2290#315558 https://www.morsmordre.net/t10440-r-m-selwyn#315504
Re: Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]21.09.21 23:21
Była ciekawa, ale nawet największa ciekawość nie pozwoliłaby jej na przekroczenie jasnej granicy obciachu — zadanie klientowi (w dodatku szlachcicowi) osobistego pytania, na które odpowiedź już znała — „to nie pani sprawa, po co mi taka forma ucieczki, liczyłem na dyskrecję i... na brak tego typu pytań odnośnie mojej osoby”, blablabla, nieważne. Po prostu musiała trzymać język za zębami i udawać, że jej to totalnie nie obchodzi. Chociaż obchodziło. Nawet bardzo. Nie dlatego, że Selwyn ją w jakiś szczególny sposób interesował, po prostu lubiła wiedzieć. Wiedziała różne rzeczy, kompletnie losowe, takie jak to kiedy jej sąsiadka zmienia firanki, o czym kłócili się jej rodzice, chociaż drzwi ich sypialni były zamknięte i żeby podsłuchiwać musiała wspinać się po gzymsie, w jaki sposób pan Sallow zaczesuje włosy za ucho kiedy pracuje, co Betty z Biura Świstoklików kupiła matce na święta...
Chciała więc wiedzieć, po co mu ten świstoklik, ale chciała też wiedzieć, czy wszyscy w jego rodzinie byli tacy wysocy i czy wszystkich tak przecina spojrzeniem, że po plecach przechodzą dreszcze? Nie było tu jednak zbyt wiele przestrzeni na ekscytację — poprosił ją o spotkanie w konkretnym celu.
Czy miejsce, do którego ma przenosić, jest w jakiś sposób zabezpieczone? — Zapytała. — Wystarczy „tak” — dodała po chwili, nie musiała znać konkretów.
Do wykonania go będę potrzebowała znaleźć się w miejscu docelowym i dokonać stosownych obliczeń. Jestem też w stanie zabezpieczyć świstoklik tak, aby tylko osoby posiadająca jakiś przedmiot były w stanie go aktywować, to może być przydatne jeżeli ma on kierować do biura Lorda. Jest tylko jedna sprawa... aktywacja świstoklika mającego przenosić więcej niż jedną osobę, jest nieco bardziej skomplikowana. Mogę oczywiście pokazać Lordowi, jak się to robi.
Nie zaśmiała się z żartu. Wydawała się być też niesamowicie zmieszana pozornie luźnym pytaniem, które zadał. Po co on je w ogóle zadał? Po co tutaj byli? Silke się zacięła.
...co? — Zapytała jakby sama siebie, bo ciężko było wziąć ten jeden pytajnik rzucony w eter jako coś, na co faktycznie oczekiwała od kogokolwiek jasnej odpowiedzi. — Ah — ślizgawka — nie, nie potrafię — on chyba był za mądry, zorientuje się, że robi z siebie debilkę — to znaczy, nie potrafię sama, ale wiem, że te łyżwy jeżdżą same, po prostu... — po co w ogóle to ciągnęła? — nie lubię zimna. — Na krótki moment jej twarz wyraziła zagubienie dziecka, które bawiąc się na placu zabaw, zgubiło z oczu swoją matkę. Czy mogła już wrócić do domu i krzyczeć do lustra? To jedna z tych scen, o których się myśli zawsze wtedy, kiedy się próbuje zasnąć o trzeciej w nocy... Nawet rozegranie tej rozmowy od nowa pod prysznicem, tym razem z lepiej ułożonymi wypowiedziami, nie pozwoli jej się uspokoić.


if cats looked like frogs we'd realize what nasty, cruel little bastards they are. style. that's what people remember
motyw
Silke Multon
Zawód : Asystentka Sallowa, badaczka, numerolożka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
The truth may be out there, but the lies are inside your head.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9917-silke-multon https://www.morsmordre.net/t10081-drzyploszka#305178 https://www.morsmordre.net/t10082-sliska#305180 https://www.morsmordre.net/f379-pokatna-13-4 https://www.morsmordre.net/t10080-silke-multon#305177
Re: Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]07.01.22 21:37
22 stycznia 1958
Czasem po prostu uważała, że na niektóre rzeczy zasługuje – momentami była w takiej sytuacji mowa była o przepięknych sukniach, momentami o składnikach do jej eliksirów, a momentami o pięknej biżuterii. Teraz jednak szukała czegoś innego, czym była dokładnie chwila wytchnienia, bo chociaż pracę swoją (czy też raczej „bycie ambasadorką Domu Mody”) kochała nad wyraz, tak czasem też chciała przejść się po mieście, zobaczyć piękne wystawy pięknych sklepów (nieco bądź bardziej zubożałych przez wojnę, ale wciąż pięknych), zapomnieć na chwilę o obowiązkach i po prostu cieszyć się młodością, którą jeszcze miała, zanim nie zostanie żoną i matką, dlatego robiła co mogła w takich prostych chwilach.
Lodowisko brzmiało jak dobra zabawa, a chociaż na łyżwach jeździła jedynie parę razy w życiu, dość dobra równowaga pozwalała jej mimo wszystko sunąć samotnie po gładkiej tafli zamarzniętych jezior i sztucznie stworzonych miejsc do jeżdżenia. Tym razem zdołała więc wcześniej zakończyć pracę, rozkładając je tak, aby nieobecność dzisiejszego popołudnia nie wpłynęła na jej dalsze starania w późniejszym terminie.
Wraz ze służką znalazła się na jarmarku, chłonąc jego lekki chaos w którym odnaleźć mogli się wszyscy, ale ona za to zawsze wypatrywała rzeczy. Ludzie czasem na straganach potrafili wystawić tak piękne rzeczy, że oko nie wiedziało już, za czym podążać, pragnąc wszystkiego, co znajdowało się w okolicy, pięknych obrazów, pięknych sztuk biżuterii, pięknych tkanin i ubrań, nawet jeżeli nie były szyte przez krawców których znała. Kochała patrzeć na nie, więc w drodze na lodowisko mogła nacieszyć oczy, ostrożnie pozwalając służącej założyć jej łyżwy, spoglądając jeszcze na obecnych.
Tak jak przypuszczała, zaczarowane łyżwy w porównaniu z jej wyuczoną zwinnością naprawdę pozwalały jej na spokojne sunięcie z jednego miejsca na drugie, śmiejąc się bardzo cicho do siebie kiedy tylko wyczuwała dookoła siebie chłodny pęd powietrza, lekko muskający jej zaczerwienione od mrozu policzki.
Przystając na chwilę wyczuła, że trąca coś łyżwą – spoglądając w dół mogła dostrzec drobną sakiewkę koło jasnego ostrza. Bardzo ostrożnie pochyliła się aby ją ująć w dłoń, ale teraz nawet nie wiedziała, do kogo należy; jej spojrzenie przyciągnął ciemnowłosy mężczyzna znajdujący się niedaleko, dlatego ostrożnie podjechała do niego, nie dając po sobie poznać zaskoczenia kiedy postawnym człowiekiem okazał się nikt inny jak kolejny spotkany na jarmarku Travers.
- Lordzie Travers… - przywitała się, z dygnięciem nieco niższym niż normalnie, ale uważając na siebie i swoją równowagę na łyżwach. Wyciągnęła dłoń wierzchem do góry, uśmiechając się lekko kiedy druga ręka uniosła lekko sakiewkę. – Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy to może nie należy do lorda?

Rzut na wydarzenie i rzut na liliję


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory


Ostatnio zmieniony przez Odetta Parkinson dnia 09.01.22 0:55, w całości zmieniany 1 raz
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]07.01.22 21:37
The member 'Odetta Parkinson' has done the following action : Rzut kością


#1 'k10' : 1

--------------------------------

#2 'k100' : 71
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowa Strzyża - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]08.01.22 1:31
W trakcie wielu miesięcy alienacji pogrążony w samotności lord odrzucał wszelki kontakt z bliskimi, odwiedzany jedynie przez brata, grono zatroskanych służebnych i magipsychiatrę, który posiłkując się teorią szaleństwa Lestrange'ów przypisał mu łatkę wariata. Nie korzystał z uciech arystokratycznego dobrobytu w okresie zamknięcia pod kluczem. Był to dla niego czas przemyśleń. W pierwszym miesiącu pod urokiem wili, spotęgowanym głęboką wiarą w przeznaczenie, mężczyzna bezwolnie poddał się fałszywej miłości do istoty, którą zwał swoją boginią. Było to zabójcze, choć magiczna medycyna pozwalała tłumić negatywne myśli. Dopiero przetrawienie pewnych wniosków pozwoliło mu odzyskać trzeźwość umysłu, wciąż co prawda zaburzonego wieloletnią mitomanią, ale dzięki nim dziś na nowo nosił z dumą imię Rodachana Travers, teraz nadto szczycąc się tytułem kapitana.
Chwila wytchnienia, którego tak bardzo pragnęła Odetta, to również jego powód na bawienie na Zimowym Jarmarku. Choć zawsze był bardzo towarzyską osobą, jakoś stronił od salonowych zabaw, odnajdując się w gronie załogowego plebsu, który był mu niemal drugą rodziną. Nigdy nie kładziono szczególnej wagi na etykietę w wychowaniu Traversów, ani na powinność uczestnictwa w stricte szlacheckich zabawach, dziś jednak Kruk Padlinożerca zapragnął się odchamić i na króciutką chwilę zrzucić z siebie brzemię przeznaczenia, aby stać się po prostu Rodachanem. Decydując się na wybór atrakcji, rozważał krwawą arenę walk; zdecydował jednak, że kierując się myślą przewodnią tego wyjścia, postawi na coś odbiegającego od brutalnej powinności, a jednocześnie podtrzymującego tradycję zabawy przez aktywność fizyczną. Padło na lodowisko, które idealnie spełniło swoją rolę.
Problem w tym, że lord Travers niespecjalnie potrafił jeździć na łyżwach. Owszem, był osobą ponadprzeciętnie sprawną fizycznie, ale balans nie był jego mocną stroną i gdyby nie fakt, że łyżwy były zaczarowane, z początku pewnie nie jeden raz by się przewrócił. Być może to dlatego zaczepiony przez śliczną damę Parkinson spostrzegł, ze z jego kieszeni umknęła gdzieś sakiewka, która musiała wypaść w trakcie jednego z nieudolnych piruetów na lodzie.
- Lady Parkinson. - uśmiechnął się, odpowiadając dystyngowanym pocałunkiem złożonym na jej dłoni. Ciekawe, że po dawnych zawiłościach między ich rodami nie zostało już prawie śladu, a kwestia ta pozostała jedynie nestorską gierką. - Skoro weszła lady w posiadanie tej sakiewki, chyba przestała być moja, choć śmiem wątpić, że zawartość lady zainteresuje. - ze środka o dziwo nie wydobywał się brzdęk monet. Sakiewka była też lekka, a zawartość zdawała się być mała, kanciasta i wydawała pusty dźwięk. - Ma wartość sentymentalną. Wystrugałem kilka małych figurek z drewna, przedstawiają ważne dla mnie symbole. Zawsze noszę je przy sobie. - przyznał zgodnie z prawdą, uśmiechając się promiennie i licząc na zwrot ważnych dla siebie przedmiotów. - Porusza się lady po lodowisku z wyjątkową gracją, chciałbym pogratulować talentu.

rzucam k100 na białe lilie oraz k10 by sprawdzić co się stanie
Rodachan Travers
Zawód : Kapitan Zemsty Kruka Padlinożercy
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10852-rodachan-travers https://www.morsmordre.net/t10900-badb-catha#332054 https://www.morsmordre.net/t10903-w-ciemnej-grocie-blyszczy-skarb https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10902-skrytka-bankowa-nr-2382#332058 https://www.morsmordre.net/t10901-rodachan-travers
Re: Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]08.01.22 1:31
The member 'Rodachan Travers' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 83

--------------------------------

#2 'k10' : 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Szmaragdowa Strzyża - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]15.01.22 23:57
Delikatnie poruszając się po tafli wyczuwała jak mróz szczypie jej policzki i rumieni je, co stanowiło doprawdy ciekawy widok na jej delikatnej, bladej cerze. Wydawała się wręcz niezwykle delikatna, jak cienka siateczka z perełkami nakładana niekiedy na włosy, kiedy była na to okazja – cienka, piękna, ale i krucha i łatwa do zepsucia jeżeli się jej nie pielęgnowała. A mimo to jej serce cieszyło się na sztuki, na wynalazki, na to, co niekoniecznie było piękne, jak proces przygotowania eliksirów, ale było niezwykłe. Lodowisko pozwalało oderwać się o zmartwień a to, jak niektórzy jeździli, również było przepiękne. Tak jakby samym ruchem przejawiali lata ćwiczeń, tkając powietrze kiedy muskali dłońmi przestrzeń dookoła.
Musiała jednak zaprzestać podziwiania okolicy, zdobywając tym razem misję aby jednak odnaleźć kogoś, kto odnaleźć by się mógł jako właściciel sakiewki. Nie chybiła ze swoimi przypuszczeniami, natrafiając na spojrzenie lorda Traversa i zachowując się jak prawdziwa dama, tak aby jednak nie ujmować w żaden sposób lordowi ani też nie powiedzieć czegoś, co mogłoby zostać źle odebrane. Naprawdę zależało jej na tym, aby wszystko przebiegało w porządku i ojciec nie miał do niej pretensji o to, że coś źle powiedziała.
- W takim razie zwracam zgubę, aby jej brak nie był już ciężarem. – Z uśmiechem wyciągnęła sakiewkę w stronę mężczyzny, pozwalając mu ją odebrać, z miłym zaskoczeniem obserwując, jak w jej stronę podjeżdża kobieta z koszem białych lilii, tak aby wręczyć po jednej zarówno Odettcie jak i Rodachanowi, życząc im przyjemnego pobytu na jarmarku. Lady Parkinson nie powstrzymała kolejnego uśmiechu, nie do końca wiedząc, co zrobić z trzymanym przez siebie kwiatem, ostrożnie jednak ściągając rękawiczki aby móc wyczuć miękką teksturę płatka. – Oh?
Ciekawa była, czemu w zasadzie zawartość miałaby ją nie interesować, ale zanim zdążyła zapytać, Rodachan sam przedstawił sytuację. Wbrew jego przypuszczeniom, jej twarz rozjaśniła się na tę informację, tak, że nawet otrzymany kwiatek poszedł w zapomnienie kiedy nie skupiała się na nim już dłużej.
- Figurki? Brzmią naprawdę cudownie. Jeżeli tylko by chciał lord, ja bardzo chętnie zobaczę. Sama dopiero niedawno zaczęłam szkicować, ale doceniam każdą sztukę jaką mogę zobaczyć. Nawet taką, która wydaje się lordowi mało interesująca dla postronnych. – Dostrzegła jeszcze nowe kwiaty, tym razem w zupełnie innym kolorze. Ich zapach wydawał się słodki ale nie przesłodzony, pozwalając jej na cieszenie się nowym wrażeniem bez problemu. Lord Travers też wydawał się nagle jakoś bardziej przyciągać jej wzrok – delikatnie podjechała bliżej, nie przekraczając jednak odpowiedniej odległości, aby nie było w tym nic zdrożnego.
- Dziękuję za te miłe słowa, od dawna kształcę się w tańcu klasycznym, więc jestem w stanie utrzymać równowagę. Powinien lord kiedyś wybrać się na jakiś balet, być może ze mną. – Dobrze, że była już tak rumiana od mrozu, to nie czerwieniła się jeszcze bardziej. – Nie wiem czy lord wie, ale bardzo lubię osoby z duszą artysty, nawet a może zwłaszcza jak to drobne figurki.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Szmaragdowa Strzyża [odnośnik]20.01.22 18:25
Czy ktoś by się spodziewał, że pragnienie odchamienia się od uroków morskiej egzystencji przysporzy mu nieoczekiwanej konfrontacji z Parkinsonówną? Dwa zwaśnione rody reprezentujące skrajnie odmienne wartości; dwoje ludzi w kontraście niby czerń i biel, których drogi dotychczas rzadko krzyżowały się nawet na salonach. Ona - urocza, elegancka i smukła, sunąca z powabem po bielutkiej tafli lodowiska, pełna wdzięku i nadzwyczajnej grzeczności. On zaś wyraźnie z innego świata, wzbudzający zgrozę umięśnioną sylwetką, tajemniczym spojrzeniem, o nader dzikiej urodzie uwydatniającej życiowe doświadczenie. Bynajmniej nie bez kultury, był wszak arystokratą; czy jednak przykładał tyle wagi, co ona do każdego wypowiedzianego słowa? Traversowie to ród najmniej pretensjonalny - ludzie czynu, co w ich mniemaniu było gruntowną różnicą dzielącą te dwie rodziny. Choć nigdy formalnie go nie zażegnano, dziś po konflikcie nie było niemal śladu. Obie rodziny zjednoczone we wspólnej idei walki o czystość krwi potrafiły nawiązać nić porozumienia - i mimo podziałów, dawnych waśni i skrajnie odmiennego wychowania, prowadzić przyjemny towarzyski dialog.
Nienachalnie obserwował zebranych na lodowisku, samemu - choć zachowując należny balans - nie najlepiej radząc sobie z łyżwiarstwem. Na okręcie dobra równowaga bywała niezbędna, ale nikt nie przykładał wielkiej wagi do stylu, z jakim wykonywano zadanie - dla przykładu - taklowania statku do żeglugi, czy wspinaczki na maszt. Zaczarowane łyżwy ułatwiały poruszanie się po lodowisku, ale wciąż wiele przyjemniej było mu oglądać, z jaką gracją poruszała się lady Parkinson, niżeli czerpiąc przyjemność z własnego popisu. Niespecjalnie liczył jednak na konfrontację, wątpiąc, że znajdzie z nią wspólny język.
A jednak się mylił.
Własność odebrał z podzięką wyrażoną skinieniem głowy. Uśmiech urósł tym bardziej, gdy młode dziewczę z wianuszkiem na głowie wręczyło im po przepięknym kwiecie białej lilii - o ironio, symbolu czystości. Poza taflą lodowiska, na skraju tańczyły urodziwe nimfy, których wokal starożytnych celtyckich pieśni wyjątkowo trafiał do serca lorda Travers, przykładającego wielką wagę do korzeni swego rodu. Nie rozumiał słów, ale w głowie podświadomie nucił te przyśpiewki, aby je zapamiętać i kto wie, może ułożyć w ich rytm szanty?
Nieco się speszył, kiedy usłyszał zachętę do podzielenia się widokiem figurek. Nie były dziełem sztuki, a sentymentalną skrobanką dla zajęcia rąk, może nieco wymodelowaną z pomocą gałęzi transmutacji. Skoro jednak nalegała, a dostrzegł entuzjazm rysujący się na delikatnej twarzy, nigdy nie były specjalną tajemnicą - właściwie co mu szkodziło? Wyciągnąwszy wystrugane elementy, przedstawił jej kolejno figurkę kruka, kobiety odzianej w pełny rynsztunek tożsamej z boginią Morrigan, czy tak zwanego celtyckiego węzła czwartorzędowego, który symbolizował cztery strony świata. Oprócz tego miał tam kilka mniej znaczących szpargałów o drobnych rozmiarach, odnoszących się do jego własnej interpretacji mitów z całego świata. Wszystkie z nich - a już w szczególności pierwszy - wykonane były z pieczołowitością (choć wciąż to tylko niewielkich rozmiarów figurki z drewna), dokładnie pomalowane w sposób, który nadawał im realistycznego kolorytu.
- Kruk jest dla mnie najważniejszym symbolem. To moje uosobienie. - kiedy o tym powiedział, figurka jakby ożyła, z gracją zatrzepotała skrzydłami i wydała odgłos krakania, zamierając na powrót w bezruchu. Mężczyzna uśmiechnął się lekko i opowiedział jej pokrótce o znaczeniu pozostałych figur. W międzyczasie poczuł w nozdrzach kwiecisty zapach, bynajmniej nie mający swoje źródło w perfumach lady Parkinson, a wyjątkowo czarujących - w przenośni i dosłownie - roślinach, których nie potrafiłby zidentyfikować.
One za to potrafiły nadać dialogowi nieco swobodniejszych tonów, bo para arystokratów poczuła wobec siebie nadzwyczajne przyciąganie.
- Zrobiłaby mi lady wielką przyjemność, gdyby zechciała wybrać się ze mną na balet. Przyznam, że obserwując, z jakim czarem porusza się lady po lodowisku, jestem pełen optymizmu wobec wrażeń ze sztuki tego tańca, choć nigdy nie było mi z nim po drodze. - teraz już sam nie umiał odróżnić, czy wypieki na jej buzi biorą się z zimna, czy złożonej propozycji. Rodachan nie speszył się nader uroczą reakcją, miast tego utwierdzając ją w przekonaniu, że jej sugestia została pozytywnie odebrana. - Rad jestem, że dostrzegasz we mnie znamiona artyzmu, droga lady - i jestem skory się zgodzić, bo czerpałem nadzwyczajną uciechę z pokazu Twego łyżwiarskiego talentu. Nie dorównuję lady w tej sztuce, lecz z chęcią szlifowałbym zdolności pod okiem najlepszych. - skoro już byli na lodowisku, co stało na przeszkodzie, by porozmawiać w toku jazdy na łyżwach?
Rodachan Travers
Zawód : Kapitan Zemsty Kruka Padlinożercy
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10852-rodachan-travers https://www.morsmordre.net/t10900-badb-catha#332054 https://www.morsmordre.net/t10903-w-ciemnej-grocie-blyszczy-skarb https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10902-skrytka-bankowa-nr-2382#332058 https://www.morsmordre.net/t10901-rodachan-travers

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Szmaragdowa Strzyża
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach