Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Szklarnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Szklarnie   17.07.17 2:00

Szklarnie

Hoduje się tu najróżniejsze egzotyczne i magiczne rośliny, które przeznaczone są na sprzedaż. Właściciele jednak udostępnili jedną szklarnię dla tych, których nie stać na wydanie tysięcy galeonów, by zakupić ostatnią istniejącą sztukę acalyphi wilderi. Każdy z rzadkich okazów ma swój dokładny opis. Szklarnia sama w sobie jest bardzo przestronna, a sprzedawca biletów pilnuje by nie znalazło się w niej jednocześnie zbyt wiele osób i nie zburzyło panującego tam mikroklimatu. Stąd miejsce idealne jest na romantyczne spacery albo po prostu do wypoczynku.


Powrót do góry Go down
Alphard Black
Alphard Black

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Zawód : pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Into the breach we got tossed
And the water is coming in fast
OPCM : 10
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 18
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Szklarnie   31.10.18 21:22

13 IX

Inaczej zaczął odbierać wszystkie bodźce. Nie dostrzegł tego od razu, właściwie to bliski był przeoczenia tej zmiany, choć wcale nie był to mało istotny szczegół. Po prostu przestał przywiązywać aż tak wielką wagę do otoczenia, przez co i wywoływana niekiedy przez nie irytacja zniknęła. Dźwięki, które niegdyś budziły w nim frustrację – szepty współpracowników, głośne roszczenia petentów, szelest papieru, a nawet suma oddechów całej ludzkiej gromady – nagle jakby ucichły. Nie wysuwały się na pierwszy plan jak wcześniej, uniemożliwiając mu tym samym skupienie. Pozostawały słyszalne, lecz już nie w sposób dotkliwy; nie niosły się głośnym echem, gdy trafiały do umysłu, aby obijać się o wnętrze czaszki. Również ludzka obecność nie rzucała mu się wielce w oczy. Mnogość twarzy krążących w tej samej przestrzeni nauczył się ignorować.
Zbyt skupiony był na własnych przemyśleniach, aby tworzyć problemy z niczego. Pozostawał nieruchomy i milczał jak zaklęty, do innych urzędników przemawiając wówczas, gdy zaistniała podobna konieczność. Nigdy nie szukał kontaktów towarzyskich w pracy, lecz w ostatnim czasie bijąca od niego chłodna powaga stała się niezawodną barierą odgradzającą go od innych. Siedział przy swoim biurku dumnie wyprostowany, wyniosły, jakby nic go nie interesowało, jakby był ponad wszystko. Trwał pełen spokoju, nie dając do głosu dojść emocjom. Całą energię przeznaczał na rozkładanie wszystkich złożonych kwestii na czynniki pierwsze, a potem na składanie ich do pierwotnej postaci. Od ogółu do szczegółu, od szczegółu do ogółu.
W tej jednej chwili całą swoją uwagę skupiał na leżącym na drewnianym blacie biurka piśmie od francuskiego urzędnika. Był świadom tego, że informacja o zbliżającym się szczycie w Stonehenge obiegnie Europę. Ale nigdy wcześniej wieść ta nie wywołała podobnych emocji. Ambasadorzy obecni na terytorium Wielkiej Brytanii przyglądali się temu wydarzeniu, ale z czystej grzeczności udawali brak zainteresowania, wszelkie informacje o wzajemnych stosunkach szlacheckich rodów zbierając dla siebie. Czuł, że ciekawość mógł pobudzić artykuł, który pojawił się na łamach Walczącego Maga, który każdy interpretował jako mocną deklarację, a niektórzy uznawali za manifest politycznych, choć brakowało bardziej szczegółowych postulatów. Międzynarodowa arena miała prawo interesować się tym wydarzeniem, mimo to Alphard nie spodziewał się otwartego zapytania skierowanego wprost do niego. Prośba o nakreślenie obecnej sytuacji politycznej w kraju nie trafiła do anonimowego urzędnika, ale przedstawiciela szlacheckiego rodu, lorda Blacka, co w liście zostało wyraźnie podkreślone. Przewidywał różne scenariusze, według których całe wydarzenie mogłoby się potoczyć, lecz nie mógł być niczego pewien. Długo zastanawiał się, czy powinien w ogóle udzielić odpowiedzi. Nawet jeśli sprzeciwiał się polityce prowadzonej przez Longbottoma, uznając go za człowieka wręcz niepoczytalnego, to jednak wciąż pozostawał urzędnikiem. Kształtowanie niekorzystnego wizerunku Brytyjskiego Ministerstwa Magii nikomu nie było na rękę. Prędzej czy później, gdy już Czarny Pan przejmie władzę, czarnoksiężnik będzie potrzebował zaplecza, aby kontrolować społeczeństwo. Do tego czasu żadna inna organizacja nie powinna ingerować w działania najważniejszego ośrodka władzy nad czarodziejskim ludem Wielkiej Brytanii.
Zdecydował się w końcu wystosować pismo, zaraz napotykając kolejny dylemat. Cóż właściwie miał napisać, aby nikogo do siebie nie zrazić? Musiał zważać na słowa, pod ich pozornie uprzejmym brzmieniem skryć stanowczość i chłód. Nie mógł pozwolić sobie na danie jakiejkolwiek konkretnej odpowiedzi. Choć Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów wydawał się jedynym ministerialnym organem trzymającym się jeszcze jakiejś rozsądnej polityki, również tutaj nie było miejsca na pomyłki. Żaden pracownik nie mógł czuć się swobodnie, zwłaszcza młodzi szlachcice, którzy przez niezachwianą wiarę w tradycyjne wartości nieustannie znajdowali się na celowniku podejrzliwego zaplecza obecnego Ministra. Na każdym kroku ktoś Blackowi patrzył na ręce, to było wyraźnie odczuwalne po wprowadzeniu stanu wojennego. Ale dopiero od kilku dniu podejrzenia względem niego zaczęły pokrywać się z rzeczywistością, choć nikt nie miał na to żadnych dowodów. I tak musiało pozostać póki Lord Voldemort nie przejmie władzy.
Kreślenie ostatniego zdania po francusku przerwał mu mężczyzna, który bez słowa wyjaśnień stanął przed jego biurkiem i zaczął przyglądać się mu zdecydowanie zbyt intensywnie. Alphard niechętnie poderwał wzrok i najzwyczajniej w świecie obrzucił mąciciela spokoju krytycznym spojrzeniem. Szybko rozpoznał twarz starszego i bardziej doświadczonego lorda Bulstrode’a. Jakże nie miał ochoty na słowne utarczki, choć to przecież kwieciste wypowiedzi były jego najlepszym orężem w przestrzeni zawodowej. Ostentacyjnie powrócił do pisania, ignorując to, jak swobodnie współpracownik zajął miejsce przed biurkiem, sadowiąc się na krześle niczym na tronie.
Jakież to szczęście, że znasz hiszpański, drogi Alphardzie.
To sformułowanie sprawiło, że ostrożnie odłożył pióro i znów skierował wzrok w stronę reprezentanta innego szlachetnego rodu. Wolał się skupić, dobrze wiedząc, że otrzymał jak na razie tylko niejasny wstęp do złożonego tematu. Już zdążył się domyślić, że przyjdzie mu zapewne tłumaczyć rozmowę z jakimś hiszpańskim dyplomatą.
Skąd przekonanie, że to szczęście Bulstrode? – spytał ironicznie, z czym nawet się nie krył, kiedy nie zdejmował przenikliwego spojrzenia ciemnych oczu z rozmówcy.
Sam Szef Departamentu prosi o twoje pilne przybycie do jednej z tych cudownych szklarni Edgecombe’ów na obrzeżach Londynu – oznajmił w końcu tonem ociekającym kpiną, pod którym skrył cały dramat. Alphard coś słyszał o spotkaniu przełożonego z kilkoma ambasadorami, chcąc uspokoić wszelkie niepokoje i ukrócić plotki o tragicznej sytuacji Brytyjskiego Ministerstwa Magii. Nie interesował się zbytnio tym wydarzeniem, skoro nie został w nie osobiście zaangażowany. – Rozmowa z ambasadorem Hiszpanii okazała się dość burzliwa.
Burzliwa – powtórzył z naciskiem bez pytającej nuty, unosząc jedynie brew, aby ponaglić rozmówcę. Choć bardziej ciekawiła go kwestia, dlaczego sam ambasador nie zatroszczył się o to, aby mieć obok siebie zaufanego tłumacza. Zresztą, hiszpański ambasador dość dobrze władał językiem angielskim. Do myślenia jednak najbardziej zmuszał go inny szczegół całej sprawy. Co tak właściwie ambasador Hiszpanii robił na spotkaniu z przedstawicielami państw afrykańskich i to tylko tych kilku nieco lepiej rozwiniętych?
Nadgorliwi ludzie Ministra zatrzymali jego syna z jakiś podejrzanym przedmiotem.
To było mocnym zaskoczeniem dla Blacka, który ze zdumienia poderwał się z miejsca, niezbyt zważając na to, jak gwałtownie odsunął krzesło, czym ściągnął na siebie uwagę kilku osób znajdujących się najbliżej. Tak rażące naruszenie prawa międzynarodowego wydawało mu się jeszcze przez chwilę całkowitą abstrakcją, wszak rodzinom ambasadorów również przysługuje specjalny status z racji posiadania immunitetu dyplomatycznego. Wspomniany syn nie powinien podlegać jurysdykcji władz brytyjskich. Urzędnicy wielokrotnie przymykali oczy na drobne wykroczenia, jeśli te nie narażały na szwank brytyjskiego mienia czy też zdrowia brytyjskich obywateli. Nawet ambasadorowi Arabii Saudyjskiej pozwalano trzymać w jego siedzibie całą galerię artefaktów, spośród których wiele pozostawało groźnych dla zdrowia i życia ludzkiego. Jaki zatem musiał to być przedmiot?
Zatem pozwolisz, że zajmę się tą sprawą jak najszybciej.
Tymi słowami pożegnał się z Bulstrodem, szybkim krokiem przemierzając elegancką salę. Udało mu się skorzystać z jednego ze świstoklików, który przerzucił go do północno-zachodniego skraju Londynu. Tam udało mu się dotrzeć do pięknych posiadłości, gdzie znajdowały się dobrze znane czarodziejskiemu społeczeństwu szklarnie. Zaledwie wkroczył do tej wskazanej przez jednego z pracowników, a już usłyszał głośne wrzaski w języku hiszpańskim. Już tylko Szef Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów znajdował się przy nakrytym stoliku, mocno czerwony na twarzy od zarzutów wypływających pod adresem nie tylko Ministra, ale i jego własnym, choć raczej nie miał szans ich zrozumieć.
Ambasador z Hiszpanii był tak bardzo oburzony, że krzyczał w swym ojczystym języku praktycznie nieprzerwanie, przerwy robiąc tylko na głębokie wdechy, po których wyrzucał z siebie kolejne słowa. W innym przypadku Alphard byłby przekonany, że mężczyzna odszedł od komunikowania się po angielsku z premedytacją, lecz ten jeden raz był w stanie uwierzyć, iż zaważyły emocje. Przemówił do mężczyzny w jego ojczystym języku, ściągając tym na siebie jego uwagę. Ostrożnie dobierał słowa, nadając im jak najwięcej łagodności. Bardzo skrupulatnie tłumaczył kolejne zdania ambasadora, powoli uspokajając emocje wszystkich.
Szybko się okazało, że w całej sprawie rozchodzi się o rodowy sygnet, na który wieki temu przodek ambasadora nałożył wiele klątw ochronnych i to dość specyficznych. Niedawno Hiszpan przekazał swemu najstarszemu synowi symbol rodowego dziedzictwa. Młody mężczyzna nie przewidział, że pamiątka rodzinna ściągnie na niego uwagę dwóch aurorów mijanych na Pokątnej. I pomimo posiadania przy sobie legitymacji dyplomatycznej potwierdzającej jego tożsamość został zatrzymany i siłą doprowadzonych na przesłuchanie, gdzie postawiono mu śmieszne zarzuty o zmowę z przemytnikami. Black osobiście obiecał dokonać wszelkich starań, aby sprawę wyjaśnić. Szef Departamentu również złożył obietnicę, iż syn natychmiast zostanie zwolniony przez aurorów do domu. Po już nieco spokojniejszej dyskusji Black wraz z dwojgiem szanowanych czarodziei ruszył do obecnej siedziby Kwatery Głównej Aurorów, aby całą sprawę wyjaśnić. Po dwóch godzinach i jednej wielkiej awanturze syn hiszpańskiego ambasadora powrócił wraz z ojcem do ambasady.

| z tematu





Dojrzałem,
moje ciało jest czułą kołyską
dla mocy,
w których płaczu
zawiera się wszystko,
leżą w pięknym posłaniu
i miłość i głód
Powrót do góry Go down
 

Szklarnie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19