Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Komnaty Tristana
AutorWiadomość
Komnaty Tristana [odnośnik]03.05.15 1:06
First topic message reminder :

Komnaty Tristana

Sypialnia urządzona została w tonacjach właściwych dla dworu, w jasnych, kremowych barwach, pośrodku ściany przeciwległej do wejścia znajduje się obszerne łoże ze złotym baldachimem, którego kotara na co dzień zarzucona jest za ramę. Ściany zdobią obrazy przedstawiające piękno kobiecego ciała. Kawkowy stolik właściwie zawsze zdobi kryształowa karafka z białym winem i flakon z czerwoną różą, a dostawione do niego dwa obite aksamitem krzesła dają wystarczającą wygodę. Elegancki sekretarzyk opodal, o nogach z giętego drewna, pobłyskujący zdobieniami z mosiądzu, wydaje się stale pokryty piętrzącymi się dokumentami i listami, często rozrzuconymi w nieładzie. Za eleganckim parawanem ozdobionym płótnem haftowanym w różany wzór skryte zostały obite skórą kufry z drobiazgami. Drewniany parkiet ocieplają porozrzucane futra z białych lisów, miękkie dla bosych stóp eleganckie ozdoby większości sal Chateau Rose. Z sypialni wychodzi wejście do garderoby, toalety oraz na balkon; szerokie, przeszklone drzwi na zewnątrz ozdobione są delikatną jasną firanką. Sam balkon jest przestronny i duży, osłonięty czarną, metalową barierką ukutą we florystyczne wzory.  
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Tristana - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Komnaty Tristana [odnośnik]12.07.22 2:53
Milczał, kiedy o nich mówiła; nie widział istot objawionych na zamku z tak bliska jak one, rozmyte w nocnych ciemnościach wydawały mu się trudną do dostrzeżenia marą: opowieść Evandry nadawała im prawdziwości, którą poczuł w trakcie zgromadzenia na rycerskim spotkaniu. Przeraźliwa ciemność, był pewien, że tak, otchłań zaczynała ich otaczać, kiedy zacznie ich pochłaniać? Czy już zaczęła? Czy Evandra wciąż by przed nim stała, gdyby nie ofiarował jej tamtego dnia zaklętego pierścienia? Uniósł dłoń wyżej, ku jej twarzy, gdy opuściła powieki, składając ją na jej policzku. Palce wbite w kark zdradzały emocje, a on musiał w końcu pojąć, że jego decyzje nie dotyczyły tylko jego. Że objęta droga pozostawała ich wspólną, wymagając poświęcenia od nich obojga. Czy był w stanie ją chronić, gdy nie znała całej prawdy?
- Już dobrze - szepnął, gdy druga dłoń zawiesiła się na jej biodrze; odchylił się nieznacznie w tył, by móc spojrzeć jej w oczy. - Jestem tutaj - I nie pozwolę cię nigdy skrzywdzić, powtarzał w myślach złożoną deklarację. Nie znał natury tych istot, nie mógł wiedzieć, czym były, ale dobrze wiedział, że zrobi, że musi zrobić wszystko, by chronić swój ród. Otoczył ją protekcją magii równie plugawej, co potężnej - a której natury sam do końca nie pojmował, czy mogła w pełni ustrzec ją przed złem? Ileż by dał za to, żeby nie wypuszczać jej teraz z objęć, zachować ciepło i kojący zapach jej ciała, głos niosący syrenią melodię i bliskość, czuły dotyk przypominające mu przede wszystkim o tym, za co i dla kogo przez cały ten czas walczył, wzrok zbłądził, od jej jasnej twarzy prześlizgując się po półwilim ciele. Nowy wspaniały świat, który powstanie na zgliszczach starego będzie światem piękniejszym i lepszym - ten był niedoskonały, wznoszony na błędach kolejnych pokoleń. Na posłuszeństwie wobec tych, którym natura odmówiła magii, wykluczając ich z grona wyjątkowości. Skąd u jego przodków tak wiele pokory? Dlaczego godzili się na to przez stulecia? Jak można było, mając przed oczyma ją - istotę piękna - i przypadkową szlamę, uznać je za równowartościowe i przeznaczyć dla nich podobne role w społeczeństwie? Nie były sobie równe. Nie będą nigdy. Czy to dlatego i teraz należało oddać prym obowiązkom?
- Próbujemy to ustalić - odparł, w odpowiedzi na jej zaskoczenie. Jeszcze kilka tygodni temu lekceważył mugolskie najazdy, po tym, co widział wczorajszego dnia, był już ostrożniejszy. Miał w pamięci okaleczonych i torturowanych, miał w pamięci przedziwną technologię, której istota wciąż pozostawała dla nich tajemnicą. Płynęli tutaj wiedząc, co robią i gdzie się znajdą, zatem czuli się do tego gotowi. Co wieźli ze sobą? - Traversowie dostrzegli ich maszty. Jeśli dobiją do brzegu zgotujemy im odpowiednie powitanie, ale nie możemy dać się zaskoczyć. - Nie powinien poświęcać się teraz odpoczynkowi, jego ludzie potrzebowali go postawionego na nogi - a jednak znużony umysł gubił już fakty, a poplątane myśli nie płynęły tak trzeźwo, jak powinny - znużona głowa opadała niemal bezwiednie. - Zwróć się do kapitana portu w Dover. Niech powiadomi francuską stronę - przytaknął jej słowom, podstawiony przez nich jakiś czas temu człowiek był wszak w pełni lojalny i doskonale zorientowany w aktualnej sytuacji na Cieśninie.
Czy zrozumiałaby, gdyby wyznał jej prawdę o tym, czego dokonał? Że złamał prawa ludzkie, dokonując okrutnej zbrodni stojącej w sprzeczności z naturą, składając ją następnie w darze Evandrze, zaklętą w pierścieniu symbolizującym trwałość tego, co ich łączyło? Czy potrafił w pełni świadomie odpowiedzieć na pytanie czym był pierścień? Czarny Pan obdarzył go łaską, która zezwoliła mu na ten straszliwy czyn, a jednak sam w pełni nie pojmował natury stworzonego horkruksa. Pochwycił przegub jej dłoni, by spojrzeć na obrączkę, wolną dłonią wspierając się o ramę łóżka, w blasku świec mieniła się jak zwyczajne złoto. Mówił jej, że połączy ich nadzwyczajną więzią. Chyba tak właśnie było.
- Należy do ciebie, lecz ma w sobie zaklęty okruch mnie samego. Oddałem ci siebie - odpowiedział w końcu, fragment, który nieustannie odczuwał jako pustkę, szpetną bliznę, źle gojącą się ranę niemożliwą do zidentyfikowania w jakimkolwiek miejscu na ciele. Czasem wydawało mu się, że bolała, lecz nie był w stanie opisać tego bólu. Okruch był częścią niego, ale trwale oddzieloną. Kiedy zamykał oczy, miał wrażenie, że słyszy jego niezrozumiałe szepty, ale nie czuje jego myśli. Czy to majaki wywołane zmęczeniem? Czy wydarty z duszy - wciąż był nim, czy teraz pozostawał już tylko lichym cieniem, bliskim, a jednak obcym, istniejącym wszak osobno? - Byłem przy tobie cały czas. - Dlatego żyjesz. Dlatego tu jesteś. Nigdy go nie ściągaj, mówiłem ci. - Zawsze będę - powtórzył bezwiednie, coraz mniej przytomnie, uścisnąwszy jej dłoń mocniej dla otrzeźwienia. - Wiesz, że Ramsey jest moim bliskim przyjacielem. Ufam mu. - Wychowali się razem, wychował się pod tym dachem jako bękart jego wuja, którym okazał się wcale nie być. Powierzenie podobnej tajemnicy akurat jemu wydawało mu się naturalne. - Ale nade wszystko ma nieprzeciętny umysł i ogromną wiedzę, która pozwala mu widzieć i rozumieć więcej - Ogrom wszechwiedzy Departamentu Tajemnic połączony z talentem jasnowidzenia i wyjątkowym intelektem czyniło z niego uczonego, jacy zdarzali się raz na setki lat. Wyciągnięte przez niego wnioski mogły rzucić nowe światło na naturę tych złowieszczych i ponurych stworzeń - przynieść odpowiedzi, których sam nie był w stanie wysnuć. Kojący ton jej głosu usypiał czujność.
- To nie wszystko - mruknął, już przez półprzymknięte powieki. - Razem ze mną z Warwick wróciły trzy kobiety. Wiele przeszły w tej ponurej twierdzy, upokarzane przez tych, którzy nigdy nie powinni mieć nad nimi władzy. - Jak to możliwe, że ten szlam zaszedł tak daleko? - Wybierz dla siebie służkę spośród nich - polecił, potrzebowały tego, nadziei na lepsze życie. Praca na dworze w porównaniu z tym, co przeszły, musiała się jawić jako łaska. Dobrze to wyglądało w prasie. - Oddeleguj pozostałe do innych zadań, zostaną u nas - Może potrafią gotować. Może będą sprzątać. Było mu wszystko jedno. - Ale tym... możesz zająć się później. - Wróć do mnie. Pozwól mi, czuć ten zapach i to ciepło, miękkość jasnych włosów, słyszeć ten kojący głos. Wróć do mnie, nie powiedział nic, gdy coraz trudniej było mu unieść ciężejące powieki.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Tristana - Page 4 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Komnaty Tristana [odnośnik]23.07.22 8:11
Pojedyncza łza wymknęła się spod zaciśniętej powieki i spłynęła w dół policzka, znacząc słoną wilgocią palce ułożonej nań jego dłoni. Nie było go tam ciałem, nie czuła jego obecności. W chwili gdy wyłoniły się upiorne cienie była jak pozostawiona sama sobie. Tkwiąc w bezruchu, ogarnięta ciemnością zaglądała w paszczę otchłani, zupełnie bezsilna i bezradna, pozostawiona jej łasce. Czy gdyby była nieco silniejsza, gdyby nie trzymającą ją w ostrych szponach serpentyna, mogłaby cokolwiek zdziałać? Jak zebrać w sobie moc, stawić czoła bezwzględności trudu?
- Nie chcę, by tak to wyglądało. Nie chcę tej bezsilności - mówiła znów, zbierając w sobie siłę po załamaniu głosu. Trzymała się we własnym szeregu, stojąc na uboczu, nie w pierwszych rzędach walczących. Starała się słuchać rozsądku - zwykle z różnym skutkiem - i nie zjawiać tam, gdzie miała pewność, że sobie nie poradzi. Tyle że wojna sięgała dalej, niż ktokolwiek mógł założyć czy przewidzieć. - Będę nad tym pracować - zadeklarowała od razu mimo kolejnej łzy. Czy mogła cokolwiek zdziałać, czegokolwiek się nauczyć, by poradzić sobie z trudem codzienności w sposób inny, niż zamknięcie się w pałacowych komnatach? Wizyta cieni pokazała dziś, że to żadne rozwiązanie. Nie wszędzie mógł z nią być, nie zawsze wesprzeć czy uratować. Nie mogła tego od niego wymagać, lecz nie był to też temat do dyskusji na ten moment.
- I nie pozwolimy na to - wtrąciła prędko, nie chcąc by znów brał wszystko na siebie. Ledwie utrzymująca się na karku głowa jasno świadczyła o przemożnym zmęczeniu. Swoją determinacją budził jej wzruszenie i współczucie, ale też siłę, której potrzebowała. Był dlań najlepszym przykładem czarodzieja, który mimo wszelkich przeciwieństw parł naprzód. Mimo strachu i mimo niewiedzy, mimo niepewności i wycieńczenia nie poddawał się, nawet teraz, wpół przytomnie, miał na uwadze dobro wszystkich innych, dobro sprawy.
Oddała mu swoją dłoń, pozwalając by zamyślił się nad odpowiedzią. Dlaczego było to tak skomplikowane i jaką skrywał przed nią tajemnicę? Słowa wyjaśnienia niewiele jej mówiły. Jak mogła zrozumieć co ma na myśli, gdy mówił tak mętnie, niczego nie rozjaśniając? Okruch samego siebie brzmiał szalenie romantycznie, lecz wciąż mało konkretnie. Skinęła tylko odruchowo głową, nie chcąc go teraz bardziej męczyć. Skoro mimo wszystko nie chciał mówić wprost, nie powinna go ciągnąć za język, a zwyczajnie zaufać. - Dopilnuję, by zarówno Ramsey, jak i reszta Śmierciożerców otrzymali wszystkie informacje. - Nie musiała znać ich osobiście, nie musiała im ufać. Tristan wyraził się o nich jasno i nie było tu nic do podważenia. Zbyt dobrze spostrzegła zionące mrokiem oczodoły cienia, które utkwiły w jej dłoni, wyraźnie wskazując powód swego ustąpienia. Błyszczącej na palcu obrączki nigdy nie ściągała, po dzisiejszych wydarzeniach tym bardziej nie miała takiego planu.
Naraz znów ją zmroziło. Kobiety przybyłe z Warwick? Czyżby mugole brali jeńców i więzili ich w fortecach? Jeśli te kobiety straciły swoje domy i nie miały gdzie się podziać, w całym Château Rose było wiele pokoi, które można im było oddać na czas pełnienia służby. Tu miały bezpieczny kąt i zajęcie, mogły na powrót wrócić do społeczeństwa, z którego wydarto je siłą.
- Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że ich głupota i bezczelność osiągnęły szczyt możliwości, nadal mnie zaskakują - powiedziała cicho, dość nieobecnym głosem. Z każdym podobnym wypadkiem bała się ich coraz bardziej. Ta bezwzględna nieobliczalność zbierała gęste żniwo kosztem uciśnionych przez lata czarodziejów. Szukali luk i wykorzystywali słabości, stale dając świadectwo swemu zezwierzęceniu. Skąd u nich ta brutalność? Czy to strach przed utraceniem kontroli, przed zamianą ról, wedle których to oni mieli teraz uciekać i kryć się byle dalej. W odczuciu Evandry był to gwałtowny przeskok w skrajność - czy nie będzie on skutkować odwrotnością, której wszak nie chcieli? Jak długo miał jeszcze trwać ten konflikt? Kiedy mugole zrozumieją, że to przegrana dla nich walka i jedyne, co uzyskają swoim obecnym działaniem, to złość czarodziejskiego społeczeństwa, które traci cierpliwość? - Słusznie postąpiłeś, przyprowadzając je tutaj. Zapewnimy im bezpieczeństwo. - Rąk do pracy im nie brakowało, ale skoro tym gestem mogli wspomóc biedniejszych, poszkodowanych przez wojnę, dlaczego mieliby nie reagować? Także i osobista służka będzie sporym odciążeniem, kiedy zajmie się pomocą w Smoczym Rezerwacie. Oby któraś z pań okazała się na tyle pełna ogłady, by móc jej kiedyś zaufać. Przetrzymywane w twierdzy, łamane i upokarzane, czy będą miały w sobie na tyle siły i determinacji, aby wziąć na siebie odpowiedzialność?
- Zapłacą za lata zniewagi i wszystkie wyrządzone nam krzywdy - wybrzmiało miękko w jej ustach niczym błoga wizja, obietnica pięknej przyszłości. Sama także w to wierzyła, dla najbliższych i dla całego czarodziejskiego społeczeństwa chciała jak najlepiej. Okrutny szlam miała spotkać sprawiedliwość za każdą przelaną przezeń kroplę krwi, jak i za każdy ukrócony potencjał. - Połóż się i odpocznij. Zaraz do ciebie wrócę. - Powiodła dłonią z męskiego karku do policzka, by na spękanych wargach złożyć pocałunek. Naparła nań lekko, by ustąpił, ugiął się pod naciskiem i spoczął na łóżku. Już nie musiał się bać ani dłużej zaprzątać zmęczonej od natłoku problemów głowy. Organizm wymagał odpoczynku, chwili ciszy i spokoju.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Tristana [odnośnik]28.07.22 0:28
Otarł dłonią, wpierw łzę, potem pozostawioną po niej słoną linię, pobłyskującą na jej porcelanowej twarzy. Była już bezpieczna, była tutaj, ale oboje zdawali sobie sprawę z tego, że od tragedii dzielił ją włos. Mógł ją stracić, tak po prostu, pierwszy raz pojmując, czym była kruchość życia, choć szafował nią co dnia z taką śmiałością. Przesunął dłoń, by otrzeć jej drugi policzek, czy zawiódł, dopuszczając do tej tragedii? Czy mógł zrobić cokolwiek, co by to powstrzymało? Czy gdyby spędził więcej czasu w kolejnych bibliotekach tego kraju, czy odnalazłby wtedy klucz do tej zagadki i zrozumiał naturę bytu, który w nim zamieszkał, a który był jednym z twórców tego czarnego scenariusza? Wpatrywał się w łzy, lśniące jak perły na jej czarnych rzęsach.
- Przede wszystkim musisz na siebie uważać - odparł półszeptem, zastanawiając się nad jej słowami. Czy mógł zrobić coś, by ją w tym wesprzeć? By jej pomóc? Bezpieczeństwo rodziny nie powinno być jej zmartwieniem, przecież to on za nie odpowiadał, czy sobie nie radził? Czy nie potrafił? Czasy przyszły trudne, ale on nie był każdym. Potrafił przecież sprostać wyzwaniom stawianym przez los - czy potrafił? Ten ciężar nie powinien spoczywać na niej. Lecz dziś była zdana na siebie, czy kolejnym razem jego horkruks odpędzi te istoty równie skutecznie? Gorycz porażki zapiekła, niosąc wstyd, którego nie mógł okazać.
Pokręcił głową, zgadzając się z jej słowami, gdy oznajmiła, że na to nie pozwolą. Oni. Była przy nim, była tu, żeby go wesprzeć, pomimo łez. Kiedy stała się tak silna? Zawsze miała w sobie niezwykły ogień, jej serce, jej duch, pełne były płomieni, których ciepła pragnął. - Dziękuję - odpowiedział, ściskając półwilą dłoń.
Miała rację, ogrom cierpienia, jakiego doświadczyły te kobiety, były oznaką utraty jakichkolwiek wartości przez wroga. Czarownice miały w sobie magię, wyjątkowy dar, który czynił je innymi, skąd u mugoli tyle śmiałości, by walczyć z przeznaczeniem i uparcie trzymać się przeszłości, która przecież musiała w końcu skruszeć? Ten marazm nie mógł trwać wiecznie, nikt w to chyba nie wierzył, czarodzieje musieli w końcu sięgnąć po to, co należało do nich. Gdyby mugole mieli w sobie więcej pokory, sięgnęliby po swoje z mniejszą drastycznością gestów. Wybrali walkę. A w tej walce nie było dla nich żadnych świętości.
- Zapłacą krwią, lecz na tej krwi wyrośnie nowe życie - szepnął, bo nie miał już siły na słowa, gdy usłyszał jej przepełnione wiarą słowa. - Każdego dnia jesteśmy coraz bliżej. Jutro będzie piękne - obiecał, porwany wiarą dźwięczącą w jej słowach. Rozumiała ich wagę, była pełna nadziei i ognia zapalczywości, bez których myśli o dokonanym przewrocie pozostałyby tylko marną i niezrealizowaną mrzonką. Czuł, że stawała mu się coraz bliższa, gdy odnajdywali porozumienie w tym, co było najważniejsze nie tylko dla niego - a dla całego świata. Idealizm był jej bliski, jak on pragnęła nieść światu pokój, lepsze jutro. Pragnęli tego samego, czy dziś wreszcie zdołali spojrzeć w tym samym kierunku?
Połóż się i odpocznij, nie chciał tego wcale; jej słodkie usta smakowały tym intensywniej po tak trudnym dniu. Myśl, że mógłby nie zaznać go nigdy więcej, napawała go nieznośnym przerażeniem. Przeniósł dłoń z jej policzka między złote włosy, wyczuwając ich jedwabistą miękkość, chciałby móc zatrzymać ją przy sobie na zawsze. To jej usta, jej dotyk, jej bliskość, odegnały napięcie i oczyściły krew z adrenaliny, pozwalając mu w pełni poddać się znużeniu. Bezwiednie uległ jej gestom, z wolna opadając na czystą i miękką pościel, mimo krwi i brudu na ciele, nie wypuścił jej jednak z objęć, zmuszając ją, by pochyliła się nad nim. Chciałby móc zamknąć ją teraz w ciasnym uścisku ramion, nie wypuścić, zatrzymać przy sobie, już na zawsze. Poczuć bicie jej serca, ciepły oddech, jej kruche jak lód życie. Oczy zamykały się same, bezwiednie uniesiona dłoń sięgnęła jej ust, badając czerwień jej warg opuszkami palców, lecz i dłoń wkrótce opadła. Wróć, próbował szepnąć, lecz z jego ust nie wydobyło się już żadne słowo. Z wysiłkiem uniesione powieki odczekały, aż powstanie i tylko ruch źrenic zdradzał przytomność, gdy obserwował jej odchodzącą sylwetkę.
Poruszała się jak sen, była snem.

/zt x2 :pwease:



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

o b e y

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Tristana - Page 4 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Komnaty Tristana
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach