Wydarzenia


Ekipa forum
Komnaty Tristana
AutorWiadomość
Komnaty Tristana [odnośnik]03.05.15 1:06
First topic message reminder :

Komnaty Tristana

Sypialnia urządzona została w tonacjach właściwych dla dworu, w jasnych, kremowych barwach, pośrodku ściany przeciwległej do wejścia znajduje się obszerne łoże ze złotym baldachimem, którego kotara na co dzień zarzucona jest za ramę. Ściany zdobią obrazy przedstawiające piękno kobiecego ciała. Kawkowy stolik właściwie zawsze zdobi kryształowa karafka z białym winem i flakon z czerwoną różą, a dostawione do niego dwa obite aksamitem krzesła dają wystarczającą wygodę. Elegancki sekretarzyk opodal, o nogach z giętego drewna, pobłyskujący zdobieniami z mosiądzu, wydaje się stale pokryty piętrzącymi się dokumentami i listami, często rozrzuconymi w nieładzie. Za eleganckim parawanem ozdobionym płótnem haftowanym w różany wzór skryte zostały obite skórą kufry z drobiazgami. Drewniany parkiet ocieplają porozrzucane futra z białych lisów, miękkie dla bosych stóp eleganckie ozdoby większości sal Chateau Rose. Z sypialni wychodzi wejście do garderoby, toalety oraz na balkon; szerokie, przeszklone drzwi na zewnątrz ozdobione są delikatną jasną firanką. Sam balkon jest przestronny i duży, osłonięty czarną, metalową barierką ukutą we florystyczne wzory.  
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Tristana - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Komnaty Tristana [odnośnik]12.07.22 2:53
Milczał, kiedy o nich mówiła; nie widział istot objawionych na zamku z tak bliska jak one, rozmyte w nocnych ciemnościach wydawały mu się trudną do dostrzeżenia marą: opowieść Evandry nadawała im prawdziwości, którą poczuł w trakcie zgromadzenia na rycerskim spotkaniu. Przeraźliwa ciemność, był pewien, że tak, otchłań zaczynała ich otaczać, kiedy zacznie ich pochłaniać? Czy już zaczęła? Czy Evandra wciąż by przed nim stała, gdyby nie ofiarował jej tamtego dnia zaklętego pierścienia? Uniósł dłoń wyżej, ku jej twarzy, gdy opuściła powieki, składając ją na jej policzku. Palce wbite w kark zdradzały emocje, a on musiał w końcu pojąć, że jego decyzje nie dotyczyły tylko jego. Że objęta droga pozostawała ich wspólną, wymagając poświęcenia od nich obojga. Czy był w stanie ją chronić, gdy nie znała całej prawdy?
- Już dobrze - szepnął, gdy druga dłoń zawiesiła się na jej biodrze; odchylił się nieznacznie w tył, by móc spojrzeć jej w oczy. - Jestem tutaj - I nie pozwolę cię nigdy skrzywdzić, powtarzał w myślach złożoną deklarację. Nie znał natury tych istot, nie mógł wiedzieć, czym były, ale dobrze wiedział, że zrobi, że musi zrobić wszystko, by chronić swój ród. Otoczył ją protekcją magii równie plugawej, co potężnej - a której natury sam do końca nie pojmował, czy mogła w pełni ustrzec ją przed złem? Ileż by dał za to, żeby nie wypuszczać jej teraz z objęć, zachować ciepło i kojący zapach jej ciała, głos niosący syrenią melodię i bliskość, czuły dotyk przypominające mu przede wszystkim o tym, za co i dla kogo przez cały ten czas walczył, wzrok zbłądził, od jej jasnej twarzy prześlizgując się po półwilim ciele. Nowy wspaniały świat, który powstanie na zgliszczach starego będzie światem piękniejszym i lepszym - ten był niedoskonały, wznoszony na błędach kolejnych pokoleń. Na posłuszeństwie wobec tych, którym natura odmówiła magii, wykluczając ich z grona wyjątkowości. Skąd u jego przodków tak wiele pokory? Dlaczego godzili się na to przez stulecia? Jak można było, mając przed oczyma ją - istotę piękna - i przypadkową szlamę, uznać je za równowartościowe i przeznaczyć dla nich podobne role w społeczeństwie? Nie były sobie równe. Nie będą nigdy. Czy to dlatego i teraz należało oddać prym obowiązkom?
- Próbujemy to ustalić - odparł, w odpowiedzi na jej zaskoczenie. Jeszcze kilka tygodni temu lekceważył mugolskie najazdy, po tym, co widział wczorajszego dnia, był już ostrożniejszy. Miał w pamięci okaleczonych i torturowanych, miał w pamięci przedziwną technologię, której istota wciąż pozostawała dla nich tajemnicą. Płynęli tutaj wiedząc, co robią i gdzie się znajdą, zatem czuli się do tego gotowi. Co wieźli ze sobą? - Traversowie dostrzegli ich maszty. Jeśli dobiją do brzegu zgotujemy im odpowiednie powitanie, ale nie możemy dać się zaskoczyć. - Nie powinien poświęcać się teraz odpoczynkowi, jego ludzie potrzebowali go postawionego na nogi - a jednak znużony umysł gubił już fakty, a poplątane myśli nie płynęły tak trzeźwo, jak powinny - znużona głowa opadała niemal bezwiednie. - Zwróć się do kapitana portu w Dover. Niech powiadomi francuską stronę - przytaknął jej słowom, podstawiony przez nich jakiś czas temu człowiek był wszak w pełni lojalny i doskonale zorientowany w aktualnej sytuacji na Cieśninie.
Czy zrozumiałaby, gdyby wyznał jej prawdę o tym, czego dokonał? Że złamał prawa ludzkie, dokonując okrutnej zbrodni stojącej w sprzeczności z naturą, składając ją następnie w darze Evandrze, zaklętą w pierścieniu symbolizującym trwałość tego, co ich łączyło? Czy potrafił w pełni świadomie odpowiedzieć na pytanie czym był pierścień? Czarny Pan obdarzył go łaską, która zezwoliła mu na ten straszliwy czyn, a jednak sam w pełni nie pojmował natury stworzonego horkruksa. Pochwycił przegub jej dłoni, by spojrzeć na obrączkę, wolną dłonią wspierając się o ramę łóżka, w blasku świec mieniła się jak zwyczajne złoto. Mówił jej, że połączy ich nadzwyczajną więzią. Chyba tak właśnie było.
- Należy do ciebie, lecz ma w sobie zaklęty okruch mnie samego. Oddałem ci siebie - odpowiedział w końcu, fragment, który nieustannie odczuwał jako pustkę, szpetną bliznę, źle gojącą się ranę niemożliwą do zidentyfikowania w jakimkolwiek miejscu na ciele. Czasem wydawało mu się, że bolała, lecz nie był w stanie opisać tego bólu. Okruch był częścią niego, ale trwale oddzieloną. Kiedy zamykał oczy, miał wrażenie, że słyszy jego niezrozumiałe szepty, ale nie czuje jego myśli. Czy to majaki wywołane zmęczeniem? Czy wydarty z duszy - wciąż był nim, czy teraz pozostawał już tylko lichym cieniem, bliskim, a jednak obcym, istniejącym wszak osobno? - Byłem przy tobie cały czas. - Dlatego żyjesz. Dlatego tu jesteś. Nigdy go nie ściągaj, mówiłem ci. - Zawsze będę - powtórzył bezwiednie, coraz mniej przytomnie, uścisnąwszy jej dłoń mocniej dla otrzeźwienia. - Wiesz, że Ramsey jest moim bliskim przyjacielem. Ufam mu. - Wychowali się razem, wychował się pod tym dachem jako bękart jego wuja, którym okazał się wcale nie być. Powierzenie podobnej tajemnicy akurat jemu wydawało mu się naturalne. - Ale nade wszystko ma nieprzeciętny umysł i ogromną wiedzę, która pozwala mu widzieć i rozumieć więcej - Ogrom wszechwiedzy Departamentu Tajemnic połączony z talentem jasnowidzenia i wyjątkowym intelektem czyniło z niego uczonego, jacy zdarzali się raz na setki lat. Wyciągnięte przez niego wnioski mogły rzucić nowe światło na naturę tych złowieszczych i ponurych stworzeń - przynieść odpowiedzi, których sam nie był w stanie wysnuć. Kojący ton jej głosu usypiał czujność.
- To nie wszystko - mruknął, już przez półprzymknięte powieki. - Razem ze mną z Warwick wróciły trzy kobiety. Wiele przeszły w tej ponurej twierdzy, upokarzane przez tych, którzy nigdy nie powinni mieć nad nimi władzy. - Jak to możliwe, że ten szlam zaszedł tak daleko? - Wybierz dla siebie służkę spośród nich - polecił, potrzebowały tego, nadziei na lepsze życie. Praca na dworze w porównaniu z tym, co przeszły, musiała się jawić jako łaska. Dobrze to wyglądało w prasie. - Oddeleguj pozostałe do innych zadań, zostaną u nas - Może potrafią gotować. Może będą sprzątać. Było mu wszystko jedno. - Ale tym... możesz zająć się później. - Wróć do mnie. Pozwól mi, czuć ten zapach i to ciepło, miękkość jasnych włosów, słyszeć ten kojący głos. Wróć do mnie, nie powiedział nic, gdy coraz trudniej było mu unieść ciężejące powieki.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Tristana - Page 4 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Komnaty Tristana [odnośnik]23.07.22 8:11
Pojedyncza łza wymknęła się spod zaciśniętej powieki i spłynęła w dół policzka, znacząc słoną wilgocią palce ułożonej nań jego dłoni. Nie było go tam ciałem, nie czuła jego obecności. W chwili gdy wyłoniły się upiorne cienie była jak pozostawiona sama sobie. Tkwiąc w bezruchu, ogarnięta ciemnością zaglądała w paszczę otchłani, zupełnie bezsilna i bezradna, pozostawiona jej łasce. Czy gdyby była nieco silniejsza, gdyby nie trzymającą ją w ostrych szponach serpentyna, mogłaby cokolwiek zdziałać? Jak zebrać w sobie moc, stawić czoła bezwzględności trudu?
- Nie chcę, by tak to wyglądało. Nie chcę tej bezsilności - mówiła znów, zbierając w sobie siłę po załamaniu głosu. Trzymała się we własnym szeregu, stojąc na uboczu, nie w pierwszych rzędach walczących. Starała się słuchać rozsądku - zwykle z różnym skutkiem - i nie zjawiać tam, gdzie miała pewność, że sobie nie poradzi. Tyle że wojna sięgała dalej, niż ktokolwiek mógł założyć czy przewidzieć. - Będę nad tym pracować - zadeklarowała od razu mimo kolejnej łzy. Czy mogła cokolwiek zdziałać, czegokolwiek się nauczyć, by poradzić sobie z trudem codzienności w sposób inny, niż zamknięcie się w pałacowych komnatach? Wizyta cieni pokazała dziś, że to żadne rozwiązanie. Nie wszędzie mógł z nią być, nie zawsze wesprzeć czy uratować. Nie mogła tego od niego wymagać, lecz nie był to też temat do dyskusji na ten moment.
- I nie pozwolimy na to - wtrąciła prędko, nie chcąc by znów brał wszystko na siebie. Ledwie utrzymująca się na karku głowa jasno świadczyła o przemożnym zmęczeniu. Swoją determinacją budził jej wzruszenie i współczucie, ale też siłę, której potrzebowała. Był dlań najlepszym przykładem czarodzieja, który mimo wszelkich przeciwieństw parł naprzód. Mimo strachu i mimo niewiedzy, mimo niepewności i wycieńczenia nie poddawał się, nawet teraz, wpół przytomnie, miał na uwadze dobro wszystkich innych, dobro sprawy.
Oddała mu swoją dłoń, pozwalając by zamyślił się nad odpowiedzią. Dlaczego było to tak skomplikowane i jaką skrywał przed nią tajemnicę? Słowa wyjaśnienia niewiele jej mówiły. Jak mogła zrozumieć co ma na myśli, gdy mówił tak mętnie, niczego nie rozjaśniając? Okruch samego siebie brzmiał szalenie romantycznie, lecz wciąż mało konkretnie. Skinęła tylko odruchowo głową, nie chcąc go teraz bardziej męczyć. Skoro mimo wszystko nie chciał mówić wprost, nie powinna go ciągnąć za język, a zwyczajnie zaufać. - Dopilnuję, by zarówno Ramsey, jak i reszta Śmierciożerców otrzymali wszystkie informacje. - Nie musiała znać ich osobiście, nie musiała im ufać. Tristan wyraził się o nich jasno i nie było tu nic do podważenia. Zbyt dobrze spostrzegła zionące mrokiem oczodoły cienia, które utkwiły w jej dłoni, wyraźnie wskazując powód swego ustąpienia. Błyszczącej na palcu obrączki nigdy nie ściągała, po dzisiejszych wydarzeniach tym bardziej nie miała takiego planu.
Naraz znów ją zmroziło. Kobiety przybyłe z Warwick? Czyżby mugole brali jeńców i więzili ich w fortecach? Jeśli te kobiety straciły swoje domy i nie miały gdzie się podziać, w całym Château Rose było wiele pokoi, które można im było oddać na czas pełnienia służby. Tu miały bezpieczny kąt i zajęcie, mogły na powrót wrócić do społeczeństwa, z którego wydarto je siłą.
- Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że ich głupota i bezczelność osiągnęły szczyt możliwości, nadal mnie zaskakują - powiedziała cicho, dość nieobecnym głosem. Z każdym podobnym wypadkiem bała się ich coraz bardziej. Ta bezwzględna nieobliczalność zbierała gęste żniwo kosztem uciśnionych przez lata czarodziejów. Szukali luk i wykorzystywali słabości, stale dając świadectwo swemu zezwierzęceniu. Skąd u nich ta brutalność? Czy to strach przed utraceniem kontroli, przed zamianą ról, wedle których to oni mieli teraz uciekać i kryć się byle dalej. W odczuciu Evandry był to gwałtowny przeskok w skrajność - czy nie będzie on skutkować odwrotnością, której wszak nie chcieli? Jak długo miał jeszcze trwać ten konflikt? Kiedy mugole zrozumieją, że to przegrana dla nich walka i jedyne, co uzyskają swoim obecnym działaniem, to złość czarodziejskiego społeczeństwa, które traci cierpliwość? - Słusznie postąpiłeś, przyprowadzając je tutaj. Zapewnimy im bezpieczeństwo. - Rąk do pracy im nie brakowało, ale skoro tym gestem mogli wspomóc biedniejszych, poszkodowanych przez wojnę, dlaczego mieliby nie reagować? Także i osobista służka będzie sporym odciążeniem, kiedy zajmie się pomocą w Smoczym Rezerwacie. Oby któraś z pań okazała się na tyle pełna ogłady, by móc jej kiedyś zaufać. Przetrzymywane w twierdzy, łamane i upokarzane, czy będą miały w sobie na tyle siły i determinacji, aby wziąć na siebie odpowiedzialność?
- Zapłacą za lata zniewagi i wszystkie wyrządzone nam krzywdy - wybrzmiało miękko w jej ustach niczym błoga wizja, obietnica pięknej przyszłości. Sama także w to wierzyła, dla najbliższych i dla całego czarodziejskiego społeczeństwa chciała jak najlepiej. Okrutny szlam miała spotkać sprawiedliwość za każdą przelaną przezeń kroplę krwi, jak i za każdy ukrócony potencjał. - Połóż się i odpocznij. Zaraz do ciebie wrócę. - Powiodła dłonią z męskiego karku do policzka, by na spękanych wargach złożyć pocałunek. Naparła nań lekko, by ustąpił, ugiął się pod naciskiem i spoczął na łóżku. Już nie musiał się bać ani dłużej zaprzątać zmęczonej od natłoku problemów głowy. Organizm wymagał odpoczynku, chwili ciszy i spokoju.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Tristana [odnośnik]28.07.22 0:28
Otarł dłonią, wpierw łzę, potem pozostawioną po niej słoną linię, pobłyskującą na jej porcelanowej twarzy. Była już bezpieczna, była tutaj, ale oboje zdawali sobie sprawę z tego, że od tragedii dzielił ją włos. Mógł ją stracić, tak po prostu, pierwszy raz pojmując, czym była kruchość życia, choć szafował nią co dnia z taką śmiałością. Przesunął dłoń, by otrzeć jej drugi policzek, czy zawiódł, dopuszczając do tej tragedii? Czy mógł zrobić cokolwiek, co by to powstrzymało? Czy gdyby spędził więcej czasu w kolejnych bibliotekach tego kraju, czy odnalazłby wtedy klucz do tej zagadki i zrozumiał naturę bytu, który w nim zamieszkał, a który był jednym z twórców tego czarnego scenariusza? Wpatrywał się w łzy, lśniące jak perły na jej czarnych rzęsach.
- Przede wszystkim musisz na siebie uważać - odparł półszeptem, zastanawiając się nad jej słowami. Czy mógł zrobić coś, by ją w tym wesprzeć? By jej pomóc? Bezpieczeństwo rodziny nie powinno być jej zmartwieniem, przecież to on za nie odpowiadał, czy sobie nie radził? Czy nie potrafił? Czasy przyszły trudne, ale on nie był każdym. Potrafił przecież sprostać wyzwaniom stawianym przez los - czy potrafił? Ten ciężar nie powinien spoczywać na niej. Lecz dziś była zdana na siebie, czy kolejnym razem jego horkruks odpędzi te istoty równie skutecznie? Gorycz porażki zapiekła, niosąc wstyd, którego nie mógł okazać.
Pokręcił głową, zgadzając się z jej słowami, gdy oznajmiła, że na to nie pozwolą. Oni. Była przy nim, była tu, żeby go wesprzeć, pomimo łez. Kiedy stała się tak silna? Zawsze miała w sobie niezwykły ogień, jej serce, jej duch, pełne były płomieni, których ciepła pragnął. - Dziękuję - odpowiedział, ściskając półwilą dłoń.
Miała rację, ogrom cierpienia, jakiego doświadczyły te kobiety, były oznaką utraty jakichkolwiek wartości przez wroga. Czarownice miały w sobie magię, wyjątkowy dar, który czynił je innymi, skąd u mugoli tyle śmiałości, by walczyć z przeznaczeniem i uparcie trzymać się przeszłości, która przecież musiała w końcu skruszeć? Ten marazm nie mógł trwać wiecznie, nikt w to chyba nie wierzył, czarodzieje musieli w końcu sięgnąć po to, co należało do nich. Gdyby mugole mieli w sobie więcej pokory, sięgnęliby po swoje z mniejszą drastycznością gestów. Wybrali walkę. A w tej walce nie było dla nich żadnych świętości.
- Zapłacą krwią, lecz na tej krwi wyrośnie nowe życie - szepnął, bo nie miał już siły na słowa, gdy usłyszał jej przepełnione wiarą słowa. - Każdego dnia jesteśmy coraz bliżej. Jutro będzie piękne - obiecał, porwany wiarą dźwięczącą w jej słowach. Rozumiała ich wagę, była pełna nadziei i ognia zapalczywości, bez których myśli o dokonanym przewrocie pozostałyby tylko marną i niezrealizowaną mrzonką. Czuł, że stawała mu się coraz bliższa, gdy odnajdywali porozumienie w tym, co było najważniejsze nie tylko dla niego - a dla całego świata. Idealizm był jej bliski, jak on pragnęła nieść światu pokój, lepsze jutro. Pragnęli tego samego, czy dziś wreszcie zdołali spojrzeć w tym samym kierunku?
Połóż się i odpocznij, nie chciał tego wcale; jej słodkie usta smakowały tym intensywniej po tak trudnym dniu. Myśl, że mógłby nie zaznać go nigdy więcej, napawała go nieznośnym przerażeniem. Przeniósł dłoń z jej policzka między złote włosy, wyczuwając ich jedwabistą miękkość, chciałby móc zatrzymać ją przy sobie na zawsze. To jej usta, jej dotyk, jej bliskość, odegnały napięcie i oczyściły krew z adrenaliny, pozwalając mu w pełni poddać się znużeniu. Bezwiednie uległ jej gestom, z wolna opadając na czystą i miękką pościel, mimo krwi i brudu na ciele, nie wypuścił jej jednak z objęć, zmuszając ją, by pochyliła się nad nim. Chciałby móc zamknąć ją teraz w ciasnym uścisku ramion, nie wypuścić, zatrzymać przy sobie, już na zawsze. Poczuć bicie jej serca, ciepły oddech, jej kruche jak lód życie. Oczy zamykały się same, bezwiednie uniesiona dłoń sięgnęła jej ust, badając czerwień jej warg opuszkami palców, lecz i dłoń wkrótce opadła. Wróć, próbował szepnąć, lecz z jego ust nie wydobyło się już żadne słowo. Z wysiłkiem uniesione powieki odczekały, aż powstanie i tylko ruch źrenic zdradzał przytomność, gdy obserwował jej odchodzącą sylwetkę.
Poruszała się jak sen, była snem.

/zt x2 :pwease:



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Tristana - Page 4 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Komnaty Tristana [odnośnik]04.03.23 14:04
1 lipca 1958 roku
Otrzymany przed dwoma dniami list z zaproszeniem do Durham Castle czytała z drżącymi dłońmi i wstrzymanym oddechem. Była świadoma, że wkrótce nadejdzie czas, by opuścić Château Rose i wrócić do życia, z pewnym przerażeniem odkrywała, że to już teraz. Trzy tygodnie spędzone w pałacowych murach pozwoliły się uspokoić i nabrać sił. Zorganizowany ślub oraz wesele pozwoliły utwierdzić się w przeświadczeniu, że wciąż ma wprawę w kwestiach istotnych do prawidłowego i efektywnego prowadzenia domu. Zadowoleni goście, nieco mniej zadowolona rodzina, ona sama z oddechem ulgi. Mając zapewnienie, że jest nadal (już?) w stanie odnaleźć się w przemijającej pomiędzy palcami rzeczywistości, poczuła się pewniej, gotowa. Mimo to wracając co rusz do treści listu Primrose z trudem powstrzymywała ścisk w gardle, natychmiastowo pojawiający się niepokój. Co innego borykać się ze strachem we własnych salonach i ogrodach, nie sposób porównać go do rzucenia się na głęboką wodę.
Tej nocy miała lekki sen - ledwie uspokajał się jej oddech, naraz budziła się z szalejącym w piersi sercem. Siedząc w fotelu przy otwartych drzwiach balkonowych, łapiąc pierwsze tego dnia promienie słoneczne, gładziła ciążowy brzuch, wahając się nad dokonaniem wyboru. Czy powinna wyjść z domu, ogłaszając o tym wszem i wobec? Czy lepiej, by zwróciła się do Tristana, nie chcąc narażać się na jego gniew? A może odpisze prędko przyjaciółce, zasłoni się gorszym samopoczuciem, wyłga od obecności na spotkaniu? Kim ja się staję?, zastanawiała się, odrzucając kolejne z przykrych wniosków. Jak obecna sytuacja miała się do bycia szyją rodziny, do wspierania jej i umacniania? Jaki przykład dawała tym tych, którzy uważali ją za wzór oraz ludziom, do których przemawiała? Ten krąg należało przerwać, nawet jeśli budziło to strach.
Kiedy usłyszała w korytarzu pierwszą krzątającą się służbę, a poranny chłód zaczął stawać się nieco dokuczliwy dla czarownicy ubranej w samą jedwabną halkę, bezszelestnie wniknęła do komnaty Tristana. Ostrożnie stawiała kroki, opierając palce o miękkość białego lisiego futra, chcąc upewnić się czy lord nestor spędził tę noc w domu. Zaciągnięty baldachim wskazywał jego obecność, więc wsunęła się między pościel. Słuchała jego miarowego oddechu i doszła do wniosku, że rzadko jest tak spokojny, jak we śnie. Winna temu była także ona sama, dokładając na ramiona ciężary, jakie winna pomóc mu nieść. Który to już raz przychodziła do niego z pochyloną głową, prosząc o przebaczenie i obiecując poprawę? Czy tym razem przestał wierzyć, że może się to kiedykolwiek ziścić? Wtuliła się w męski tors, ostrożnie doń przylegając. Tristan zwykł budzić się później niż ona, zresztą należał mu się odpoczynek. Zanim jeszcze przymknęła oczy, wyczuła poruszenie. Czyżby też miał ostatnio lekki sen?
- Nie śpisz już? - zapytała cicho, sięgając spojrzeniem jego twarzy, szukając nań uśmiechu bądź grymasu. - Mam nadzieję, że nie przerwałam ci pięknego snu.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Tristana [odnośnik]07.03.23 1:34
Po raz pierwszy od dawna miał położyć się spać z czystym umysłem. Wiedział, że kiedy się przebudzi, nie nadejdzie żaden raport, nie pojawią się doniesienia o mugolskich atakach, nie zmartwi go żadna porażka Rycerzy; ciągnąca się od tak dawna wojna przechodziła w stan zawieszenia pozwalający na krótkotrwały oddech ulgi. Nastawione na czuwanie ciało było spięte i zmęczone, a stan ten utrzymywał się już od tak dawna, że na co dzień przestał to odczuwać - dopiero, gdy napięcie to zaczynało z niego schodzić, mógł poczuć, jak bardzo wyczerpujące były dla niego ostatnie miesiące.
Wbrew oczekiwaniom nie zasnął jednak szybko, dalej od frontu nie było wcale barwniej. Lekkomyślność Evandry, niepewność losu nienarodzonego dziecka, beztroska Mathieu, zagubienie Corinne, niegotowość Timotheego, samolubny sprzeciw jego młodszej siostry wobec planów co do jej przyszłości, czy rzeczywiście brakowało mu doświadczenia, by poprowadzić swój ród ku wielkości? Krzew róży miał rosnąć ku niebu, silny i zdrowy, tymczasem pogubione i porwane wiatrem płatki suszyły się na słońcu lub gniły w deszczu, każdy z nich osobno. Czy powinien stać się surowszy, bardziej zdystansowany? Czy wymuszenie dyscypliny wywołałoby u jego rodziny refleksję czy okryło go śmiesznością? Brakowało mu Melisande. Ciepłe ciało Deirdre niosło ukojenie, zapachy Wenus zapomnienie. Alkohol, po którym pamiątką została do połowy upita karafka Zielonej Wróżki na szafce nocnej, a której ziołowy aromat unosił się w komnacie, pozwalał na odcięcie, czego znamieniem były rozrzucone na sekretarzyku pergaminy. Jedne z rozpoczętym manifestem idei czystości krwi, porzuconym środkiem nocy na rzecz pokreślonych wierszy o bliżej niedookreślonej tęsknocie.
Kiedy się zbudził, był zmęczony, a napięcie wcale nie opuściło jego ciała. Intensywny i słodki zapach jaśminu wydawał się w pół rzeczywisty, gdy przeplatał się z obrazami chaotycznych abstrakcyjnych snów wywołanych pobudzającym umysł alkoholem. Słodkie przymilne słowa przedarły się przez ten woal, zawieszone gdzieś pomiędzy światem snów a jawy, miękko zajmując pozycję między nimi. Ciężkie powieki nie uniosły się od razu, ciało nie drgnęło po raz drugi, wyczuwając znajomy dotyk drugiego, dłoń wciąż sennym odruchem bezwiednie wplotła się w jej jedwabne włosy. Rozespany pomruk zdradzał jednocześnie odpowiedź na jej pytanie, jak i fakt, że nie do końca je usłyszał, gdy bezwiednie przysłaniał jej głowę brodą w poszukiwaniu bliskości. Nadszarpnięte nerwami myśli mimowolnie pomknęły w kierunku frontu, zagubione tak w czasie, jak przestrzeni, zawieszenie broni zamajaczyło gdzieś daleko, jako nieuchwytne wspomnienie - poderwał się w górę nagle, wspierając ciało o łokieć, która mogła być godzina? Wolna dłoń wymknęła się z miękkich kosmyków jej włosów, przetarła jego pulsującą skroń i rozespane oczy, których powieki zacisnął jeszcze na chwilę. Pokręcił głową przecząco.
- Co ty tu robisz? - zapytał, ni gniewnie ni tęsknie, we wciąż sennym zmieszaniu.

a czy Morrigan już się obudziła..?



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n



Ostatnio zmieniony przez Tristan Rosier dnia 07.03.23 1:38, w całości zmieniany 2 razy
Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Tristana - Page 4 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Komnaty Tristana [odnośnik]07.03.23 1:34
The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 51
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Tristana - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Komnaty Tristana [odnośnik]27.03.23 19:42
To o jedność rodziny chciała przecież walczyć, od dnia, kiedy zdecydowała, że dość już ciągłego lamentu i życia w ukryciu. Powzięta próba zaznajomienia się z funkcjonowaniem pałacu, poznania jego zwyczajów, rytmu codzienności skutkowała wyrobieniem nawyku pewnych obowiązków. Starała się znaleźć czas dla każdego z domowników, stać się ogniwem spajającym ich wszystkich, lecz kolejne rzucane przez los przeciwności popchnęły ją do hedonistycznego myślenia. Zapragnęła nauki, ćwiczenia magii, budowy w rezerwacie, a wreszcie też uwagi kobiety, która miała być jej rywalką. Pozwoliła się ponieść, brać z życia to, co najlepsze.
I jak to wszystko się skończyło? Wystarczyła jedna, jakże mało rozsądna wyprawa nadmorskim szlakiem, by tak misternie budowana podstawa runęła z hukiem. Zdała sobie z tego sprawę jeszcze tam, siedząc w zatęchłej piwnicy, zarzucając sobie najgorsze z wad - jak mogła być tak głupia, by pozwolić się porwać? Słyszała o podobnych, zapisanych na kartach historii przypadkach uprowadzeń, o gwałconych i głodzonych więźniach, o brutalnych egzekucjach, lecz nigdy nie sądziła, że przytrafi się to właśnie jej.
Ostatni miesiąc był trudny, spędzany samotnie, w otoczeniu strachu i wyrzutów sumienia. Brak ramienia Tristana, na którym mogłaby się wesprzeć, uniemożliwiał wyzdrowienie. Zmęczona ciążą i chorobą potrzebowała spokoju, ale podczas lektury czy zabawy z dzieckiem umysł zdawał się rozpraszać, uciekać do natrętnych myśli o poczuciu winy - Czy w obliczu tych wszystkich popełnionych przez siebie błędów, nie byłoby lepiej, gdyby po prostu odeszła? Pojedynek Mathieu i Rigela był lekkim uśmiechem od losu, dał szansę na rzucenie się w wir pracy, organizacji wesela. Rzadziej bywała sama, stale skupiona na obowiązkach odcięła się od emocji. Coraz częściej się uśmiechała, nawet jeśli mało szczerze, i częściej spędzała czas w ogrodach, nawet jeśli wciąż zerkała przez ramię. Z przecinającej serce rany stale sączyła się krew. To wtedy zrozumiała kogo potrzebuje do pełnego uleczenia.
Z cichym, acz zaskoczonym pomrukiem przyjęła objęcia. Zakładała, że po tak długim czasie mąż będzie mniej chętny do okazywania czułości, a jednak mogła wreszcie wtulić się w niego i pozwolić sobie poczuć się bezpieczną, nawet jeśli z oparach Zielonej Wróżki. Im prędzej uwierzyła, że nadal może być z nim blisko, tym mocniej uderzył ją gwałtowny ruch Tristana. Serce zabiło mocniej, a na twarzy wymalował się strach. Evandra wycofała się i podniosła, wspierając na dłoni. Szybka reakcja i gotowość do ucieczki także były skutkiem ostatnich wydarzeń. Przeklinała się za to w myślach; obawiała , że zostaną z nią na zawsze.
- J-ja… - zacięła się wpół słowa, już żałując, że w ogóle się zakradła. Mogła wybrać lepszą porę, zagaić przy śniadaniu, lub nim wyjdzie do pracy. Wystarczyłoby okazać skruchę, pomóc sobie magią i pozwolenie na wizytę u Primrose gotowe. Tyle że wolność była nie jedynym, czego dla siebie pragnęła. Bez jego obecności, czułości i akceptacji, usychała, bezwiednie rozsypując różane płatki. Jeśli rodzina miała stać się jednym, musieli znów mówić wspólnym głosem. Szczupłe palce odgarnęły zsuwający się na twarz kosmyk złotych włosów. - Tęskniłam za tobą. Nie chcę się bardziej od ciebie oddalać. - Z opuszczoną głową wbiła wzrok w zagięcia pościeli. - Jeśli nie życzysz sobie mojej obecności, wyjdę. - Nie tego chciała, ale była gotowa do opuszczenia jego komnat.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Komnaty Tristana [odnośnik]02.05.23 15:22
Słodki szept, który brał za jedną z sennych fantazji przebijających się pośród mar, błąkał się w jego głowie trudną do pochwycenia i umykającą ze wspomnień melodią, musiał należeć do niej; czy nie tęsknił za podobnymi porankami? Zmęczone ciało nie potrafiło odpocząć nocą, kwestia zawieszenia działań zaczynała majaczyć z tyłu głowy dopiero teraz. Rozespane spojrzenie przemknęło po jej twarzy, odnajdując strach, urywane słowa okazywały niepewność. Wycofała się, jak w potrzasku gotowa do ucieczki, jej zachowanie rozbudzało tylko bezlitosną tęsknotę. Obserwował piękny profil jej twarzy, gdy odwróciła wzrok, nie patrząc nawet na niego. Jej strach i pokora łagodziły zastygnięte długą rozłąką emocje, lecz czy zrozumiała cokolwiek z tego, co ich podzieliło? Nie odpowiedział od razu, zatopiony we własnych myślach. Była lekkomyślna i nieposłuszna, a przecież nosiła tytuł lady doyenne tego domu - nie miała prawa taką być. Nie ona.
- Zostań - odpowiedział w końcu, ze zrezygnowaniem, potrzebował jej. Nie dalekiej i obcej, bliskiej i silnej. Wydawała mu się kluczem do umocnienia fundamentów tej rodziny, tymczasem sama zaczęła je kruszyć. - Źle spałem - rzucił, jak od niechcenia, tłumacząc swoją gwałtowność. - Nie ufasz mi - stwierdził, nie pytał, z nutą zawodu dźwięczącą w głosie, wyciągając ku niej dłoń, by pochwycić jej; chciał przyciągnąć ją bliżej siebie. Czy miała czego bać się tutaj, przy nim? Czy nie wiedziała, że nikomu nie pozwoli jej skrzywdzić? Przez ostatnie tygodnie rósł między nimi mur, a im dalej sięgał, tym silniejszy rzucał dzień. Miał jej za złe tak bezmyślność, jak późniejsze zachowanie, ziarno złości kiełkowało, wypuszczało pędy, które splecione ze sobą tworzyły coraz silniejszą gałąź, pozwalając próchnieć tym, które były przecież naprawdę ważne. Nie widział tego, sądząc, że miał przecież prawo oczekiwać od Evandry, że stanie na wysokości zadania, które jej powierzono. Czy zrozumiała swoje błędy? Czy potrafił pogodzić się z tym, że ją zawiódł, oddając w ręce rebeliantów na tak długo? Czy potrafił pogodzić się z tym, że zawiodła go ona? Wsparł głowę o wbity w pościel łokieć, nie odejmując od niej spojrzenia. Nie chciała się bardziej oddalać, czy nie mogła pomyśleć o tym wcześniej?
- Bałem się - wyznał, nie czuł tego stając naprzeciw Tonks, choć należała do najsilniejszych ludzi Longbottoma, nie czuł tego obserwując krwawy deszcz sprowadzony przez Morrigan nad zamkiem Warwick, nie czuł tego stając naprzeciw uzbrojonej po zęby mugolskiej armii. Posiadał moc, która czyniła go potężnym, sądził, że wolny był już od strachu. - Bałem się, że cię stracę. Że was stracę - poprawił się po chwili, gdy jego wzrok przemknął do skrytego pod lekkim materiałem halki ciała, które nie zdradzało jeszcze oznak brzemienności. Kim byłby, pozwalając skrzywdzić żonę i nienarodzone dziecko? Jakim lordem tych ziem był, pozwalając rebeliantom na taką bezczelność tuż pod jego nosem? - Nie możesz już być naiwna. Jesteśmy za daleko - rzucił ze zrezygnowaniem. Inni nie potrafili zrozumieć. Ich walki, idei, dziedzictwa. Tego, kim byli. Stanowili tylko ich tło, mdły krajobraz, nie wszyscy czarodzieje byli przecież predysponowani ku wybitności. Rozumiał ich bunt, prawda smakowała goryczą, ale krzyk nie zmieni rzeczywistości, Evandra była warta więcej niż nawet i stu rebeliantów.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 38 +2
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 60 +5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15 +6
Genetyka : Czarodziej
Komnaty Tristana - Page 4 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Komnaty Tristana
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach