Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]20.02.18 16:31
First topic message reminder :

Salon

W odróżnieniu od pokoju dziennego, salon jest przeznaczony dla spotkań z gośćmi (przede wszystkim przedstawicielami rodów, z którymi Macmillanowie nie utrzymują szczególnie bliskich więzi) i z tego powodu ma chłodniejszą kolorystykę. Ma charakter reprezentacyjny.
Na ścianie, nad kominkiem, znajduje się obraz nestora rodu, Sorphona Macmillana, a nad nim herb rodu. Przy wejściu do salonu znajdują się jedynie dwie stare miotły, które należały do poprzednich nestorów. Nad drzwiami znajduje się dewiza: Per aspera ad astra. Na jednej ze ścian znajdują się szable, a pod nimi najwspanialsze puchary zdobyte przez Macmillanów w Quidditchu.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Re: Salon [odnośnik]13.01.21 18:56
Był wściekły. Nigdy nie spotkał się z podobną sytuacją w domu. Naprawdę nie miał pojęcia, co wstąpiło w Weasleya. Co w ogóle siedziało w jego głowie?! Gdyby tylko wiedział… no i gdyby tylko był spokojniejszy! Zdenerwowanie jednak nie pozwalało mu na zwykłe spojrzenie na świat. Ból nosa i policzka wciąż był obecny i nie pozwalał mu na opanowanie się.
Jak to się stało, że rudzielec odskoczył niczym sarenka – nie miał pojęcia. Nie mniej, wyraźnie irytowała go zwinność Uriena. Ile by dał, żeby mu porządnie przywalić w łeb. Nawet chciał to zrobić, nawet próbował zamachnąć się raz jeszcze… ale stało się coś nieoczekiwanego.
Reginald nagle się opamiętał i zaprzestał swojej szarży z kilkudziesięcioletnią whisky w dłoni. Wyglądał tak, jak gdyby zrozumiał, co robił i zwyczajnie się zawstydził. Macmillan z kolei nie wiedział jak zareagować na tą nagłą zmianę nastawienia. Zmarszczył swoje czoło, przymrużył oczy, próbując wyczytać z zachowania rudzielca czy ten ponownie spróbuje jakiegoś ataku. Spoglądał na szwagra z wyraźnym zmieszaniem. Co to wszystko znaczyło? Nie miał pojęcia! Naprawdę nie miał pojęcia! Był skonsternowany.
Weasley wręczył mu whisky i wybiegł z piwnicy, przynajmniej w mniemaniu Anthony’ego, niczym jakieś przestraszone zwierzę. Blondyn stał dłuższą chwilę, między beczkami ognistej i nie wiedział co myśleć. Jeszcze raz otarł odrobinę krwi spod nosa. Rozglądał się wokół chwilę, jak gdyby szukając jakiegokolwiek świadka tego, co przed chwilą zaszło. Nikogo jednak nie widział. Przyłożył chłodną butelkę do bolącego polika i westchnął ciężko. Przez głowę przeszły mu dwie myśli: po pierwsze, dobrze że Ria tego nie widziała; po drugie dobrze że udało się ocalić butelkę przed rozbiciem.
Ruszył w stronę salonu dopiero wtedy, kiedy uspokoił własne nerwy. Zacisnął usta, próbując powstrzymać się przed jakimikolwiek przekleństwami. Poprawił koszulę, upewnił się, że nie ma na niej ani kropli krwi. Musiał wyglądać dobrze, bo miał poważną rozmowę do odbycia z Weasleyem. I musiał ją odbyć zanim ten spróbowałby spotkać swoją siostrę.
Szybko przemierzył korytarze. Do chłodnego kolorystycznie salonu wpadł w tym samym momencie, w którym rudzielec wypowiadał dewizę rodzinny. Przystanął na chwilę w drzwiach nie wiedząc czego się spodziewać. Cały czas trzymał w dłoni butelkę chłodnej whisky przy swoim poliku.
Przyglądał się przez chwilę Reginaldowi.
Wyjaśnisz mi co się tobie stało czy mam zgadywać – zapytał, ale trochę zbyt oschle jak na siebie. Nie słynął przecież z chłodu. Zazwyczaj był przyjemny i dość opanowany. – Przychodzisz do mojego domu i rzucasz się na mnie z pięściami, jak gdybym był workiem treningowym – miał brzmieć na spokojnego, ale na końcu mimowolnie zaczął podnosić ton: – Nie raczyłeś nawet zjawić się na ślubie własnej siostry, do jasnej cholery! Rodzonej siostry!
Szybko jednak złapał się za policzek, który go zabolał. Zaklął coś cicho pod nosem w obcym języku i przymknął oczy. Po tym natychmiast chwycił za szklanki i nalał do nich whisky. Jedną z nich wręczył dość agresywnie Reginaldowi.
Tylko powoli – zaznaczył, ale brzmiało to trochę jak groźba.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]16.01.21 14:27
Pozbawiony swojego nabuzowania niezbyt wiedział, jak należało się zachować, tym bardziej że palący wstyd pozostawiał na sobie okropne piętno w postaci czerwonych uszu oraz polików. Niestety jego chwilowy spokój został przerwany, a Macmillan bez żadnego ostrzeżenia zaczął od razu z mocnym tonem i szczerze powiedziawszy, Weasley nawet nie był w stanie mu czegokolwiek odmówić. Ze świadomością, że jasnowłosy ma rację, jedynie słuchał, starając się zbytnio nie krzywić na widok cierpiącego szwagra. Nieładnie było zachowywać się w dokładnie taki sposób jak Urien, jednakże emocje zawsze potrafiły stanąć na głównym miejscu, kiedy przychodziło o najbliższe osoby i żadna praca nie mogła z niego tego wytępić. W końcu najwięcej krzywdy robi się bliskim.
Zostawił jego groźbę z krótką ciszą, której w rzeczywistości nawet nie miał ochoty przerywać. Głupio wyszło i ze świadomością na jak wielkiego bałwana wyszedł, spróbował nieco innej strategii niż zwyczajne wylanie wszystkiego na raz. Sam Anthony stwierdził, że chce się dowiedzieć, ale w odpowiedniej kolejności, co zazwyczaj przysparzało rudzielcowi nieco problemów. Przyjął szklankę, upijając z niej sporą zawartość, która zaraz zaczęła szczypać go w gardło, nieco pobudzając do wykrztuszenia choćby jednego słowa.
- Świetne motto... przez trudy do gwiazd, jeśli się nie mylę? - zaczął nieporadnie, uciekając gdzieś wzrokiem na bok od blondyna. Dopiero po chwili głęboko odetchnął i w pełni odwrócił się w stronę szwagra. Zasługiwał na jakieś wyjaśnienia, nieważne jak strasznie one by brzmiały.
- To od początku... tak. - przytaknął, drapiąc się po karku. Było mu strasznie głupio, ale należało sprostać wszystkiemu na rzecz lepszej przyszłości, prawda? - Nie miałem zamiaru robić ci krzywdy, po prostu... te nawyki z portu nie są tak proste to wytępienia, szczególnie z tak wyjątkowo spokojnym charakterem jak mój. - przyznał z ustami rozciągniętymi w niepełnym, smutnym uśmiechu, bo przecież doskonale wiedział, jakie krążyły plotki odnośnie do stateczności emocjonalnej rodu Weasley. - Pracuję nad tym. - dodał po chwili, starając się opanować wiszące ręce, które miały potężną potrzebę drapania się w okolicach uszu. Czy on do cholery złapał jakieś cholerstwo w dokach, czy to po prostu jakaś dziwaczna reakcja na nietypową sytuację. - Pewnie pamiętasz, że zostałem wysłany do Oslo w tamtym roku. Sprawy się pokomplikowały... wszystko się zwyczajnie spierdoliło. - wyjaśnił dobitnie, nawet nie próbując złagodzić mocnego słowa, które wypowiedziane zostało z dozą żalu. Nie miał ochoty wchodzić w detale, ale dobrze wiedział, że Anthony na to zasługiwał. - Wszystko potoczyło się tak, że zostałem tam trochę dłużej, w Ministerstwie o mnie zapomnieli. Słyszałem, że wtedy były te wszystkie anomalie, a kiedy udało mi się tutaj już dostać, było za późno. - wytłumaczył, starając się uniknąć opowiadania o szczegółach. Miał świadomość tego, że Anthony był człowiekiem godnym zaufania, jednak sam Weasley nie był pewien czy ma siłę na emocjonalną przejażdżkę związaną z własną historią i żalem, który robił swoje od początku jego powrotu do Londynu. Rodzina nigdy by mu nie wybaczyła, gdyby się przyznał, kiedy wrócił, a on sam chyba nawet nie był gotów mówić o tym od razu. - Nie przepuściłbym okazji pojawienia się na waszym ślubie ot tak. Nie było to bezpieczne, a ściąganie na was niebezpieczeństwa nie jest w mojej intencji. - dobitnie zwrócił się do Macmillana, patrząc na niego ze zmarszczonym czołem, rozumiejąc jakby tamten miał żal do niego za tę sytuację i niestety Weasley nie miał się jak z nim sprzeczać. Miał nadzieję, że blondyn zrozumie. Czując opuszczające uczucie szczypania w gardle, szybko przełknął kilka łyków ze szkła.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 22
UROKI : 1
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]19.01.21 12:51
Przyglądał się rudzielcowi uważnie. Badał każdy jego ruch, jak gdyby obawiając się ponownego ataku. Chłodna butelka z kolei jeszcze przed chwilę łagodziła ból policzka. Anthony naprawdę ledwie nad sobą panował i powstrzymywał się przed rzuceniem kolejnych bluzgów w stronę Weasleya. Nie mówiąc już o chęci oddania za bolący nos i szczękę. Nie spodziewał się takiego spotkania po latach. Co się z stało z przyjaznym Urienem – nie miał pojęcia! Nie obchodziło go także to, co czarodziej myślał o rodzinnej dewizie Macmillanów! Nie przyszli tutaj, żeby podziwiać sztukę tylko wyjaśnić sytuację!
Anthony upornie wbijał swoje spojrzenie prosto w Reginalda i nie zamierzał odpuszczać. Kiedy ten w końcu na niego spojrzał, przymrużył oczy, jak gdyby w geście ostrzeżenia.
Westchnął głośno, kiedy usłyszał pierwsze słowa usprawiedliwienia. Złe nawyki? To co on w tych portach robił? Lał się w nieskończoność? Urządza sobie trening survivalowy? Na Merlina, rozumiał że Weasleyowie nie mieli pieniędzy, ale chyba wciąż mieli dumę, żeby nie lać się jak ostatni menel! To znaczy… właściwie nie powinien oceniać z tej perspektywy Regiego… bo i jemu w podróży zdarzały się bójki… ale… nigdy nie rzucał się na kuzynów z pięściami! Przecież, już nawet pozostając przy Weasleyach, jego żona nie kłóciła się z każdym i nie dążyła do jakiś konfliktów! To było nijakie wytłumaczenie w rozumieniu Macmillana, choć właściwie gubił się on we własnych myślach, domysłach i dopowiedzeniach! Puchonowskie wychowanie nie pozwalało mu jednak posłać, tak po prostu, szwagra do diabłów. Słuchał go dalej, popijając przy tym whisky.
Przytaknął na kolejne słowa. Tak, pamiętał ten moment, choć właściwie z listów własnej matki, a przynajmniej coś mu migało w pamięci. Lady Macmillan zwykła pisać mu każdym z przyjaznych rodów. Słysząc następnie całkiem konkretne słowo z ust rudzielca, wyjątkowo się zmartwił. O takim czymś nie czytał, o dziwo. A może matka zwyczajnie nie chciała go martwić? Urok wściekłego Macmillana zniknął i zamienił się w empatycznego wychowanka domu Hufflepuff. To wyjaśniało tę nieobecność Weasleya.
Anthony usiadł wygodnie w fotelu i podparł swój nieobity polik dłonią. Drugą ręką wskazał wolne miejsce Reginaldowi. Nie było sensu, żeby tłumaczył się na stojąco. Był przecież rodziną, więc powinien czuć się swobodniej.
Macmillan następnie przytaknął, choć dość zmartwiony, na podsumowanie szwagra. Nie wiedział, co powinien mu teraz odpowiedzieć. Potrafił odnaleźć się w jego skórze i wyobrazić sobie różne problemy, które mogły go spotkać za granicą.
Rozumiem – odpowiedział, wzdychając ciężko. – Rozmawiałeś o tym z Rią? – Zapytał, chcąc wiedzieć czy lepiej było przygotować żonę na takie spotkanie, czy może i nie. Weasleyówna w trakcie ślubu jadła się ze stresu i to podwójnego, a takie spotkanie z bratem… mogłoby się skończyć bolącym polikiem Reginalda.
Nadal nie rozumiał jednak jak portowe wychowanie z podróży łączyło się z atakiem na jego twarz. Nie zrobił przecież nic złego.
Wciąż, ekhm… po cholerę mnie uderzyłeś na „dzień dobry”? Co Ci, na gacie świrniętego Salazara, zrobiłem? – Dopytywał upornie, popijając przy tym solidny łyk ognistej.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]21.01.21 14:07
Częściowo cieszył się z reakcji jasnowłosego, choć z drugiej strony był przekonany, że nie zasługiwał na tak pobłażliwe traktowanie. Macmillan miał rację co do wrzasku, który chciał wyrwać się z jego piersi, na co niestety nie był w stanie się pokusić. W rzeczywistości rudzielec wolałby już usłyszeć jakieś obraźliwe epitety niż zostać zmuszonym do rozmowy co, dlaczego i jak. Nie był już tym samym typem, który potrafił rozmawiać o bardziej uczuciowych sferach, port zrobił z nim swoje, zmuszając do zatracenia powiewów normalności – jakąkolwiek by ona nie była. Usiadł na wskazanym miejscu, upijając raz jeszcze łyk mocnego trunku.
- Najpierw chciałem zobaczyć się z tobą, w końcu macie przecież takie zasady. – powiedział dosyć dobitnie, wskazując jak bardzo irytował go podział pomiędzy ‘szlachtą’, a resztą społeczności. Swoim nieco zbyt suchym i ochrypłym od zimnego alkoholu głosem, dawał znać o tym jak bardzo gardził podziałami, które większość z ujętych do Skorowidza rodzin przestrzegała. Dopiero po chwili zorientował się, że nie rozmawia z wrogiem i ponownie uciekł gdzieś wzrokiem. Ciężko było przyzwyczaić się do myśli, że towarzysz wcale nie ma na celu go oszukać, zwieść, a nawet zwyczajnie ośmieszyć. Odważył się ponownie zerknąć na Anthonego, tym razem z oczami mniej wrogimi niż przy pierwszych słowach. – Mają, oni mają. – poprawił się cicho, w pełni świadom tego jak początkowo mogło to zabrzmieć, choć ciężko było mu się przestawić na inne myślenie. Patrząc na lekko pokaleczoną twarz Anthonego zmuszał się do myślenia o tym co w niego wstąpiło i rzeczywiście, nie był w stanie samemu zbytnio zrozumieć, co to takiego było.
- Czy chcesz mnie spytać jeszcze o to dlaczego ciągałem dziewczynom włosy w drugiej klasie? – zirytował się nie na żarty, przekazując w ten sposób, że nie ma pojęcia dlaczego w piwnicy tak się odpalił, choć prawdziwa odpowiedź tliła się gdzieś w tle jego umysłu. Wziął łyk bursztynowego płynu i odetchnął głęboko, musiał to przecież przyznać większej lub mniejszej zgodności z samym sobą, blondyn zasługiwał na wytłumaczenie. – Jak mam siedzieć spokojnie, kiedy widzę, że nie macie wystarczających zabezpieczeń? – spytał bezpośrednio, starając się nie podnosić swojego tonu głosu. – Macie zaklęcia dla nieproszonych gości? – kontynuował dyspute dotyczącą ochrony, której w jego głowie nie zapewniano jego siostrze.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 22
UROKI : 1
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]22.01.21 13:29
Wyprostował się w tym samym momencie, w którym usłyszał dobitne słowa szwagra. Miał ochotę odpowiedzieć „Słucham?”, ale zamilknął. Wbił ostre spojrzenie w Weasleya. Czy on naprawdę chciał jeszcze bardziej pogorszyć sytuację między nimi? Tylko teraz zamiast fizycznego bicia chciał bić słowami? I co miał na myśli przez słowa „macie przecież takie zasady”?! Nikt nigdy nie ograniczał mu kontaktu z siostrą. Ani jemu, ani ich rodzicom. Zawsze byli mile widziani. To było chyba oczywiste!
Nie potrafił zrozumieć toku myślenia Weasleya! Czy ten człowiek tak bardzo się zmienił przez kilka kilka lat?! Wiedział, że ich rodzina nie była chętna do nazywania siebie „szlachtą”, ale na Merlina! Byli nią! Chcieli tego lub nie! Nawet w zwykłych rodzinach, tych „nieszlacheckich” panowała hierarchia! Zapewne i u nich! Ale nikt, ale nikt nie wymagał najpierw kontaktu z ich ojcem, a dopiero potem z kimś od nich! A on, Anthony, naprawdę nie ograniczał żonie kontaktu ze światem! Była wolną kobietą! Lady! Mogła robić, co jej się tylko podobało! Poczynając od bycia w Harpiach, po wojowanie, jeżeli tylko chciała!
Co chodziło po tej rudej głowie? Macmillan przymrużył oczy nie wiedząc czego się spodziewać po swoim szwagrze. Przyszedł mu robić wyrzuty? Oceniać Rię? Macmillanów? O co mu chodziło? Na twarzy blondyna pojawiło się zaskoczenie i złość, szczególnie kiedy Reginald odpowiedział ironią na jego pytanie. Naprawdę był na granicy posłania go do diabła i już miał nawet to zrobić, kiedy wszystko stało się jasne.
Martwił się. No tak. To było oczywiste. Najpierw wypominał mu plakaty, teraz przeszedł do sedna. Zabezpieczenia. Najpierw Jade, teraz on. Poczuł się winny. Ale… Nikt nie mógł zagrozić dworkowi w Puddlemere. Nikt. Nikt tego dotychczas nie zrobił, więc był spokojny. A jednak, Weasleyowi udało się zasiać ziarno niepewności w Macmillanie. A co jeżeli miał rację? I on, i Sykes? Złość zniknęła z twarzy Anthony’ego. Zastąpiło ją zmartwienie. Ponownie podparł głowę na swojej dłoni. Co miał mu odpowiedzieć? Zapewniać go, że wszystko będzie w porządku? Nie chciał, żeby szwagier zarzucił mu, że nie interesowało go bezpieczeństwo domu.
Nikt nigdy nie odważył się nas napaść – odpowiedział sucho. Za jego tonem krył się jednak wstyd. Może naprawdę powinien założyć jakieś zaklęcia zabezpieczające dwór. I to jak najszybciej. – Zajmę się tym, czym znajdę odrobinę czasu – dodał na swoje usprawiedliwienie.
A czasu wyraźnie mu brakowało. Był zajęty Zakonem, ratowaniem przeklętego Londynu. Ledwie znajdował chwilę, żeby porozmawiać z żoną.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]23.01.21 16:01
Widział złość Macmillana, która zaraz przemieniła się w jakąś dziwaczną minę, jakby był przejęty, na co Weasley kompletnie nie był gotowy. Jego gorąca głowa zdecydowanie załączała się jedynie w przypadku czegokolwiek związanego z bliskimi mu osobami, co w tym konkretnym momencie było bardzo nie na rękę. Głupio byłoby ponownie się odpalić przy szwagrze, który już i tak nieźle od niego oberwał. Niestety słowa blondyna coraz to intensywniej zaczęły wpływać na zmącenie jego próby utrzymania spokoju. Jedna z dłoni zaczęła nieco mocniej ściskać szkło, którego zostało dokładnie na dwa łyki. Rudzielec w odpowiedzi na słowa jasnowłosego jedynie skończył napój jednym haustem. Pieczące uczucie jedynie przysporzyło mu pieczenia w oczach, ponieważ alkohol był rzeczywiście mocny. Weasley jednak preferował mniej procent, które można wypić przy strawie, mowa naturalnie o piwach.
- Czy ty się słyszysz? - spytał jedynie, ściągając brwi w jedynym geście złości, choć łatwo było przeczytać, co kryło się za jego słowy. Metamorfomag nie miał wielkich zdolności, jeśli chodziło o ukrywanie emocji przed tymi, których kochał, tym bardziej że zazwyczaj zależało mu na danych osobach, więc w jaki sposób utrzymywać opanowanie? Niewykonalne. - Co może być ważniejszego od waszego bezpieczeństwa? - zdziwił się nie na żarty, patrząc z powagą na szwagra. Macmillan chyba zwracał mniejszą uwagę na ochronę jego siostry niż sam Weasley, a to było widziane przez metamorfomaga w bardzo ciemnych barwach. Dziwne, że Anthony nie miał zamiaru wspomóc nieco swojego nestora rodu, choć kimże był Urien, żeby go oceniać?
- Znam trochę zaklęć z zakresu obrony, mogę spróbować coś pomóc. - zaproponował z pewną rezerwą w głosie. Przez chwilę miał ochotę na kolejne przyłożenie do twarzy Anthonemego własnej pięści, bo zwyczajnie nie mieściło się w jego głowie, żeby tak zaniedbać wręcz podstawowy sposób na obronę! - Najlepiej teraz skoro masz chwilę czasu. - zawyrokował grama wstydu, który jeszcze przed chwilą objawiał się w czerwonych uszach. Myślenie o bezpieczeństwie siostry liczyło się najbardziej, już nie wspominając o reszcie domowników dworku w Puddlemere! Była jeszcze Virginia, Heath i wiele innych osób przewijających się przez potężną posiadłość, o których nie należało zapomnieć, a w szczególności kusić losu na spisanie ich do listy straconych. Metamorfomaga przeszły ciarki na myśl o tym, że którakolwiek z tych znajomych twarzy miałaby zostać skreślona spośród żyjących, dlatego nawet nie zamierzał spoglądać na swoją wzmożoną czujność, a może nawet i panikę, krzywym okiem.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 22
UROKI : 1
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]24.01.21 14:21
Przymknął oczy, kiedy tylko Reginald zaczął go krytykować. Rozumiał dlaczego to robił i nie miał mu tego za złe. Jednak naprawdę nie miał czasu i nie była to zwykła wymówka. Albo walczył, albo musiał wykonywać swoje obowiązki względem rodu lub destylarni. Kiedy już wracał był zmęczony i wyczerpany. Co gorsza nie mógł o tym powiedzieć Weasleyowi. Zwyczajnie nie mógł. Bezpieczeństwo Rii było ważne, tego nikt nie kwestionował. Anthony tego nie kwestionował i nawet nie próbował. Starał się je zapewnić najlepiej jak tylko potrafił. Był jednak prawie stuprocentowo pewien, że nikt nie powinien raczyć tknąć jego żony. Kto by odważył się wziąć lady? On mógł być terrorystą, zamachowcem i zdrajcą, ale ona nie. Choć… słowa jednej z czarnoksiężniczki wróciły do jego głowy niczym bumerang. Popił alkohol, żeby tylko je zagłuszyć. Nie odpowiedział na pytania Weasleya. Przynajmniej nie na dwa pierwsze. Nie było potrzeby.
Nie wiedział co myśleć. Weasley pojawił się nagle. Niespodziewanie i równie nagle wywracał mu wszystko do góry nogami. Był mu mimo wszystko wdzięczny za to, co zaproponował po chwili. Natychmiast spojrzał w jego stronę. Już się nie złościł. Nie miał po co. Kiwnął mu głową. Owszem, miał chwilę czasu, skoro już go wyciągnął z piwnicy i przerwał mu pracę. Poza tym, skoro nalegał na zabezpieczeniach – mogli je założyć. Lepiej teraz niż nigdy.
Jasne – odpowiedział, chwytając się za polik, który ponownie zaczął go piec. Musiał przyznać, że rudzielec miał całkiem dobrą pięść i lepiej, żeby ponownie nie machał nią przed jego twarzą. Przynajmniej nie bez zapowiedzi.
Odstawił szklankę na stolik. Poprawił swoją koszulkę. Następnie wyciągnął różdżkę, a potem spojrzał oczekująco na swojego szwagra. Zupełnie tak, jak gdyby teraz to on go popędzał. Przecież był na tyle oburzony, jak gdyby oczekiwał tego teraz i natychmiast, prawda?
Zacznijmy od tego pokoju – stwierdził.
Nabrał powietrza, w formie przygotowania się. Potem zaczął krążyć między fotelami by rzucić Cave Inimicum. Mamrotał pod nosem. To mogła być całkiem przydatna pułapka, która mogła eliminować nieproszonych gości.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]26.01.21 15:10
Nie miał w planach przychodzić niczym roszczeniowy pan i jechać każdego z góry na dół, bo przecież sam wcale nie był lepszy. Być może właśnie dlatego, zamiast kontynuować jazdę po Anthonym, skupił się na ważniejszych rzeczach, jak chociażby zapewnienie bezpieczeństwa nie tylko własnej siostrze, ale również reszcie domowników. Zdecydowanie nie miał zamiaru tak po prostu pozwalać wszystkim żyć swobodnie bez zapewnienia odpowiedniej ochrony. Praktyka w dynamicznym środowisku w pewien sposób przyzwyczaiła go do zwracania uwagi na małostki, które na dłuższą metę miały bardzo duże znaczenie.
W normalnych warunkach byłoby mu wstyd, jednakże nie były to spokojne czasy, jak i sama sytuacja, ponieważ miał tylko jedną siostrę i nikt nie był w stanie go zapewnić, że była bezpieczna, aż sam o tym nie zadecyduje. Kompleks starszego brata albo zwyczajna panika przed nieznanym, które dotychczas jawiło się jedynie w ciemnych barwach. Weasley miał dość patrzenia na wszystko, co było przytłaczająco smutne, dlatego nic dziwnego, że bez zawahania się próbował ocalić to, co miało kolor i iskrę.
Widząc ruch ze strony Macmillana, w trymiga dopił alkohol, odkładając szkło zaraz po nim. Spływający po gardle płyn palił, jednakże rudzielec miał poczucie misji, które było ważniejsze od równie ognistych reakcji, co odczuć. Momentalnie w jego ręku znalazła się różdżka, z którą powędrował w drugi kąt pokoju. Obecność Anthonego w żaden sposób mu nie przeszkadzała, choć odczuwał pewien dyskomfort w ich nieco oziębłej relacji, do której właśnie zmusił nie kto inny jak sam gość! Głupio jednak było mówić cokolwiek więcej, dlatego wziął się za robotę, cały czas mając na uwadze, żeby nie wchodzić w drogę Macmillanowi. Zaangażowany w bardzo ważne zadanie, zaczął wygrzebywać z pamięci zaklęcia ochronne, które były dosyć przydatne, jeśli chodziło o zabezpieczanie domu. Początkowo zajął się pułapką związaną z zatrzaskującymi się zamkami, co też zajęło mu trochę czasu, ponieważ musiał dotrzeć do każdego z możliwych przedmiotów z zaklęciem małej twierdzy na ustach, co bardziej mruczał pod nosem, niż wrzeszczał na głos. Kolejnym z ważniejszych zabezpieczeń było Muffliato, które zajęło mu kolejny kwadrans na wyznaczaniu odpowiedniego obszaru, który winien być objęty zaklęciem. Dziw, że w środku nie mieli pułapek, może posiadłości utrzymywane były przez tak potężne zaklęcia, że w rzeczywistości wcale tego nie potrzebowali? Trudno, Anthony jakoś się nie wyrywał z odpowiedziami w tym temacie.
- Mała twierdza i Muffliato, może wpadnę za jakiś czas i bardziej opancerzymy cały dom? – rzucił w przestrzeń, nawet nie patrząc na jasnowłosego ze względu na swoją próbę rozeznania się z całym pokojem. Musiał być pewien, że niczego nie przeoczył. Świadom pewnych braków w zakresie magicznym postanowił odnaleźć kogoś gotowego zamieszczenia większej ilości mocniejszych zaklęć ochronnych, czy też pułapek na Kornwalijskie ziemie Macmillanów. Skoro już się ujawnił, to wszyscy musieli być bezpieczni, jak dobrze, że jeszcze nie wiedział, w co wplątana była dwójka mieszkańców.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję



Ostatnio zmieniony przez Reggie Weasley dnia 28.06.21 13:41, w całości zmieniany 1 raz
Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 22
UROKI : 1
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]29.01.21 18:16
W normalnych warunkach być może rozmawialiby inaczej. Na pewno łagodniej, może z większą dawką uśmiechu i radości. Gdyby nie było Malfoya, Rycerzy i ludzi, którzy próbowali go zabić. I nie tylko jego. Pech chciał, że zrobił, co zrobił, bo nie potrafił ze spokojem słuchać tego, co padało na ostatnim wielkim zjeździe szlachty. Nie mógł pozwolić na takie traktowanie lorda Longbottoma i na taką zdradę szlachty. Szczególnie, że wychowany był na opowieściach o tym, że szlachta miała swoje zadanie do spełnienia w całym tym towarzystwie; że szlachta miała swoje szlachetne cechy, których on się starał trzymać. Teraz płacił za to, że nie potrafił siedzieć cicho, ale w sumie nie miał nic przeciwko. Nie mógłby udawać, że nic się nie stało.
Nie mniej nie znaczyło to, że nie martwił się w ogóle. Już niejednokrotnie wariował z powodu Heatha czy panny Grey, którzy zapominając o czasach w jakich przyszło im żyć, opuszczali dwór w Puddlemere bez słowa. Był w stanie postawić cały dom na nogi, żeby tylko oboje wrócili cali i zdrowi, a przy tym nie marnował słów, żeby zwrócić im (po raz setny) uwagę na kwestię bezpieczeństwa. Martwił się także o swoją żonę, choć wiedział, że potrafiła o siebie zadbać. Kiedy wróciła po misji w Azkabanie i kiedy nie potrafił wyciągnąć z niej ani słowa zwyczajnie wariował… Wariował tym bardziej, kiedy o wszystkim dowiadywał się na spotkaniu Zakonu. Może lepiej, że ostatnimi razy nie pojawiała się na nich. Tak było lepiej, kiedy to on wojował, a ona pilnowała domu.
Jeszcze chwilę mamrotał inkantacje pod nosem, krążąc po pokoju, który zabezpieczał. Kiwnął jedynie Reginaldowi głową na jego propozycję. Muffliato może nie było potrzebne, ale… może to nie był taki zły pomysł. Na wszelki wypadek, gdyby kiedykolwiek musiał poważnie o czymś porozmawiać z innymi Macmillanami.
Anthony za to podszedł do drzwi i ponownie skupił swoje myśli na nałożeniu bardziej niebezpiecznej pułapki. Niespodzianka. Brzmiała dobrze. Co prawda oznaczało to, że intruz mimo wszystko spowodowałby zniszczenie w domu… ale lepiej było poświęcić drzwi niż rodzinę. A wybuch na pewno zainteresowałby innych domowników.
Był naprawdę wdzięczny szwagrowi za to, co dla niego robił, ale z drugiej strony, nie chciał o tym mówić wprost. Ot, urażona duma lorda. Każdy mógł się zezłościć, nawet on, łagodny Puchon. Lepiej było milczeć niż wybuchać i rzucać w szwagra zaklęcia. Westchnął ciężko. Dalej skupiał się na nałożeniu pułapki na drzwi, a potem przeszedł do okien, na które również założył tę samą pułapkę. Nikt nie mógł się tutaj prześlizgnąć.
Dobrze, mamy kilka pułapek – oznajmił. – I… lepiej nie dotykaj drzwi i okien bez zaproszenia – ostrzegł rudzielca. I wcale nie chciał być przy tym uszczypliwy. – Idziemy dalej? – Zapytał, wskazując z powrotem na drzwi.

25 uroki, I num


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]01.02.21 11:16
Niestety ostre słowa były również mocnymi postanowieniami i stanowiskami, które stwarzały zagrożenie. Weasley był świadom tego, że Anthony nie miał wyjścia. Zarówno wysoka moralność, jak i trzymanie się odmiennego zdania co do mugoli sprawiała, że w tej konkretnej sytuacji Macmillan musiał coś powiedzieć. Jednakże to nie było głównym zapalnikiem złości rudzielca. Chodziło oczywiście o bezpieczeństwo jego siostry. Sam fakt, że Anthony szczerze wyznał własny sprzeciw powodował, że metamorfomag nie rzucił się na niego z pięściami w sposobie bardziej… żądnym krwi, o wiele dynamiczniejszym niż tym przy powitaniu w piwnicy. Wracając myślami do tego konkretnego momentu Regi nie był pewien, czy faktycznie jego reakcja dotyczyła bezpieczeństwa. Ciężko było mu zrozumieć, dlaczego gorąca głowa przejęła władzę nad rozumem, rozprawiając się z problemem w sposób najbardziej sobie znany – poprzez cios w twarz. Port przyzwyczajał do konfrontacji w sposób bardzo fizyczny, bolesny i zdecydowanie mało dystyngowany, ale dlaczego Weasley nie był w stanie się powstrzymać? Czy faktycznie przestawał być już sobą, zamieniając się w jednego z portowych chłystków?
Podążył wzrokiem za słowami Anthonego, zatrzymując się na chwilę przy oknie. Miejsce, w którym mieścił się dworek było idealne dla młodzieży, szczególnie takiej, która jest forsowana do pozostania w domu. Ile lat temu to oni hasali po okolicznych bagnach, brudząc potem wydeptane skrawki ziemi, która mimo wszystko wciąż rosła.
- Jak sobie radzi Heath? Wyślesz go do Hogwartu? – spytał mimochodem, wracając tęczówkami do twarzy blondyna. Ciężko było mu sobie wyobrazić wieść o choćby najmniejszej krzywdzie na młodziutkim Macmillanie w końcu jako dziecko miał o wiele mniejsze szanse na jakąkolwiek obronę. Jest tam bezpiecznie? dopytał w myślach, trzymając jednak swój język za zębami. Głupio byłoby przecież tak przychodzić i zarzucać wszędzie niekompetencje Anthonego.
- Wybacz, prowadź dalej. – przytaknął bez przeszkód, zbliżając się do drzwi wskazanych przez jasnowłosego. – Jestem teraz w porcie… więc gdybyście czegoś potrzebowali, to możesz dawać znać. Mam sporo możliwości… – zaproponował ni to śmiało, ni nieśmiało, choć poważny wzrok utrzymywał na Anthonym. – Mówią tam, że zaczyna być coraz ciężej z dostawami żywności i tak pomyślałem… gdyby było cokolwiek w czym mógłbym pomóc albo zorganizować, nawet się nie wahaj mówić. – dokończył już nieco mocniejszym głosem. Weasleyowi mogło nie podobać się wiele rzeczy, jednakże nigdy, ale to nigdy nie pozwoliłby na braki dóbr u osób mu najbliższych. Nie oznaczało to, że już był z Anthonym wielkimi przyjaciółmi, jednakże jasnowłosy miał pod swoim dachem Rię, a jej bezpieczeństwo, dobrobyt i poczucie komfortu liczyło się najbardziej.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 22
UROKI : 1
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]12.02.21 15:33
Pytanie o Heatha sprawiło, że uśmiechnął się, ale jego uśmiech szybko zgorzkniał. Młody Macmillan był dla niego ważny. Bardzo ważny, biorąc pod uwagę ostatni rok. Z całą pewnością nie chciał, żeby spotkało go to, co spotkało w młodości jego – czyli ciągła nieuwaga ojca. Może dlatego starał się spędzać z nim jak najwięcej czasu… nawet jeżeli nie miał go zbyt wiele. Nie czuł się jednak osobą odpowiedzialną do udzielenia odpowiedzi na zadane pytanie.
Powinieneś spytać jego ojca – odpowiedział machinalnie, a w jego tonie wyczuć dało się smutek. – Na jego miejscu zaczekałbym raczej na rozwój wydarzeń – dodał, nie chcąc znowu wyjść na jakiegoś gbura i marudę. – Może wojna szybko się skończy i wygramy, a wtedy wysłanie go do szkoły nie byłoby złym pomysłem. Ale Heath radzi sobie dobrze. Dostał na urodziny miotłę od której nie można go odkleić. Zupełnie jak gdyby ktoś rzucił na niego Zaklęcie Trwałego Przylepca – zaśmiał się, próbując rozluźnić atmosferę między nimi. – Ech, będzie z niego dobry Macmillan.
Wspomnienie szkoły sprawiło, że natychmiast zaczął wspominać dawne czasy, kiedy sam do niej uczęszczał. Najchętniej te radośniejsze momenty, a co za tym idzie w głowie pojawiły się sylwetki dwóch osób, na których niegdyś bardzo mu zależało. Taki tok sprawił jednak, że szybko (i ponownie) stracił humor. Szczególnie myśląc o swoim dawnym przyjacielu. Spochmurniał, bo niebezpieczne myśli zaczęły nachodzić jego głowę. Otrząsnął się, kiedy zaczęli iść dalej, do kolejnych pomieszczeń.
W porcie? – powtórzył za szwagrem. Co niby tam robił? – Ale tutaj, w Devonie czy gdzie? – Dopytał, bo nie wiedział jaki port miał na myśli, a tych w samej Anglii było wiele. – Jasne, dzięki – przytaknął z grzeczności, bo nie sądził, żeby na tę chwilę czegoś potrzebował. – Dało się to odczuć nawet teraz – zauważył mimo wszystko, kiedy rudzielec wspomniał o dostawach. – Ostatnio zatopili nam statek – westchnął ciężko – z beczkami na whisky. A mężczyzna odpowiedzialny za nadzór zniknął i nie ma po nim śladu.
Właściwie ta rozmowa powinna iść innym tokiem. Macmillan myślał raczej, że to on powinien zaproponować Reginaldowi pomoc. W końcu, wiadomo było, że Weasleyowie (nawet pomimo bycia szlachtą) byli biedni. Zawsze wszystko oddawali innym. Pamiętał jak wyglądało Ottery St. Catchpole i z całą pewnością nie przypominało dworku w Puddlemere (choć było bardzo przytulne, szczególnie późnym majem).
Właściwie to ja powinienem ci coś podobnego zaoferować. Gdybyś czegoś potrzebował, daj znać – wysunął propozycję. – Poza tym… widziałeś się już z Nealą? – Zapytał, bo przypomniał sobie, że dawno nie kontaktował się z kuzynką, na której bardzo mu zależało.

| zt x2


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]30.03.21 12:01
26.10.1957 r.


Był w złym humorze z kilku powodów. Chodził po dworze jak struty. Coś było nie tak, ale dzisiaj doszło do jakiegoś apogeum jego mrukliwego zachowania. Nie uśmiechał się, jak to zazwyczaj bywało. Milczał i nie odzywał się do nikogo. Od dłuższego czasu coś go dręczyło, ale nikt nie wiedział co. Zupełnie, jak gdyby wstąpił w niego jakiś zły duch. Zdarzało mu się to bardzo rzadko. Data dwudziestego szóstego października zwyczajnie nie sprzyjała jego dobremu humorowi. Pomyśleć, że kiedyś bardzo ją lubił, a teraz była tą, która najbardziej go denerwowała. Przypominała mu o chwilach, które z perspektywy czasu bolały.
Złość na tyle przejęła nad nim kontrolę, że będąc całkowicie trzeźwym spisał list, który mógł go, w przyszłości, kosztować życie. W tej jednej chwili nie myślał jednak o konsekwencjach. Był na tyle wściekły, że nikt nie mógł go powstrzymać, nawet on sam. Chciał, żeby ta jedna osoba wiedziała, że zamierza ją ścigać i wywrócić życie do góry nogami za wszelką cenę. Zupełnie tak, jak ta wywróciła jego. A teraz… już po wysłaniu listu… nie wiedział już czy żałować swojego czynu, czy nie. Czuł się dziwnie zagubiony i rozdarty pomiędzy własnymi emocjami.
Jeszcze gorsze samopoczucie sprawiało mu to, że obsesyjnie myślał o osobie, o której normalnie nigdy by nie pomyślał. Był przecież oddanym mężem, a w kwestii miłości był fanatykiem. A jednak, jego myśli uciekały w stronę przypadkowo spotkanej blondynki. Ganił się za to, co robił, ale… nie potrafił na sobą zapanować. Chciał, ale nie mógł. Dziwne i nienaturalne uczucie, które kłębiło się po jego głowie sprawiało, że złość jeszcze bardziej wzrastała. Miał wrażenie, jak gdyby zdradził swoją żonę, choć do niczego przecież nie doszło. Wstydził się samego siebie.
Siedział więc sam, w salonie i czytał książkę. Próbował się uspokoić, robić cokolwiek, co zajęłoby na chwilę jego głowę. Powinien zająć się alkoholami, ale zwyczajnie nie mógł, jak gdyby w obawie, że coś zepsuje, a jakość napitku okaże się wyjątkowo słaba. Czegoś mu brakowało. Jakiejś akcji… bójki, czegokolwiek, co pozwoliłoby mu ostudzić głowę, wyrzucić kumulującą się w nim złość. Coś, co sprowadziłoby jego myśli i uczucia na właściwą drogę.
Wtedy też, jak na zawołanie, pojawił się skrzat informując o niespodziewanym gościu.
Weasley był ostatnią osobą, której teraz potrzebował, ale jego nagła wizyta dawała nadzieję Macmillanowi na wyzwolenie i wyrzucenie swoich negatywnych emocji. Ostatnim razem Urien przywitał go pięścią, a ich relacja nie miała należeć do najlepszych. Kolejnymi razami ich powitania były odrobinę zbyt chłodne jak na relację przedstawicieli przyjaznych rodów. Pytanie tylko czy dzisiejsze spotkanie miało skończyć się bójką, czy kolejną minimalną wymianą zdań? To nie było też tak, że nienawidził szwagra, ale po tym jak go ostatnio potraktował… czar dawnych wspomnień i opowieści żony o dobrym bracie zwyczajnie prysł.
Powoli ruszył w stronę korytarza, jak gdyby próbując spotkać mężczyznę zanim ten poszedłby w stronę Rii. Stanął przy jednej z ozdobnych szafek i oparł się o nią. Z uwagą obserwował rudą czuprynę, która przeszła przez drzwi wejściowe.
Weasley – przywitał się, choć jego ton nie był przyjemny jak niegdyś. Był poważny, brakowało uśmiechu. – Odwiedziny czy biznes? – Zapytał, chcąc dowiedzieć się co tak naprawdę go tutaj sprowadzało. – Zamierzasz rzucać się z pięściami drugi raz? – Dopytał niby w żarcie, ale w jego głosie można było usłyszeć odrobinę złości. A przecież nigdy taki nie był. Nigdy nie próbował być złośliwy. Miał już wyciągnąć dłoń, ale biorąc pod uwagę, że nie było żadnych świadków, nie zrobił tego. – Ria jest w ogrodach, jeżeli jej szukasz – dodał po chwili. – Chyba, że chcesz na nią zaczekać przy szklaneczce whisky – zaproponował.
Natychmiast poszedł we wskazanym przez siebie kierunku, do salonu. Wręczył Weasleyowi szklankę z alkoholem, a sam rozsiadł się na drugiej sofie. Zgarnął ze stolika papierosy, których dotychczas nigdy nie palił. Ten dzień miał być jednak wyjątkowym. Od spotkania tajemniczej dziewczyny nie potrafił cieszyć się alkoholem, nie potrafił też jeść, nie potrafił normalnie myśleć. Potrzebował czegoś, co zajęłoby jego dłonie zamiast szklanki. Miał jednak problem. Ręce strasznie mu się trzęsły, a on potrzebował kilku prób, żeby zapałka się zapaliła. Mruknął coś pod nosem, zaciągnął się i wykrzywił, kiedy dym dostał się do płuc. Na Merlina… może i lepiej by było, gdyby nie palił. Podrzucił Weasleyowi paczkę, bo jednak był gościem i choć trochę kultury trzeba było zachować.
Coś nowego się u ciebie dzieje? – Zapytał z ciekawości.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]04.05.21 19:50
Nie tak powinni zacząć, bo przecież Anthony był dobry, sprawiał wrażenie porządnego, zawsze wydawał się racjonalny i przemyślany. Wprawdzie sięgając pamięcią do czasów szkolnych, nie bardzo zrozumiałe wydawały się koleżeńskie koneksje Macmillana, których głośno nie pochwalał, jednakże od dziecka spychał to na różnicę domów, gdzie Puchoni zwykli kolegować się niezależnie od wszystkiego, a Gryfoni... to po prostu Gryfoni. Odnajdując swoje miejsce pośród gawiedzi sportowej, nie zajmował się rozckliwianiem nad tym, kto, co, gdzie i jak, choć oczywiście wiedział, wścibski był z niego dzieciak, chyba niewiele się mogło zmienić; pewne było jedno - wciąż pozostawał w nim ognisty temperament, szczególnie kiedy zależało jak diabli. Właśnie przez te okrutne impulsy, którym oddawał się od powrotu z Oslo, sprawiły ochłodzenie relacji z Anthonym, bo przecież cóż innego? Wiedział, że postąpił źle, a jednak wraz z nieco głębszym przemyśleniem dochodził do wniosku, że... należało mu się! Przynajmniej do czasu, aż wszedł do posiadłości i od postaci jasnowłosego zawiało chłodem. Zmartwiony spojrzał na niego, obserwując czy faktycznie pytał o coś tak niemożliwego. Przecież dobrze wiedział, że na spotkania biznesowe należało się zapowiedzieć, na każde inne w rzeczywistości też, ale jakoś przymykał na to oko, kiedy chodziło o siostrę, tym bardziej że Macmillan nie powinien mieć nic przeciwko, jeszcze tego brakowało! Wszystkie własne zmartwienia przeniosły się na postać towarzysza, choć sam wchodził mocno zamyślony i zmartwiony tym, co dalej, bo sam wydawał się zgubić drogę, to przejęcie złapało za jego nieco już otwarte serducho. Przecież nie chciał być skłóconym, nie potrafił się kłócić, a tym bardziej wytrzymywać tych wszystkich prób milczenia i wrogości, wystarczająco ciężko było trzymać kilka sekretów przed najbliższą rodziną, którą odwiedzał tydzień po tygodniu, choćby na jeden dzień. Nie godziło się być w złych stosunkach z mężem siostry, tym bardziej że ten... niczemu nie zawinił. Dopiero z czasem przyszło do niego to objawienie, jakby wraz z ożywieniem sfer dotychczas nieznanych i niedopuszczanych nabrał nieco więcej ogłady, choć przecież nad niczym jeszcze nie myślał, starał się ograniczyć napływające wszystko zewsząd, bo inaczej... nawet nie wiedział co.
Nie podobało mu się ten ton, z jakim wypowiedział jego nazwisko, nie cedził go przez zęby, ale ewidentnie miał wrażenie, że coś przeskrobał. Wciąż chyba denerwował się za tamto wydarzenie, które lekko wymknęło się spod kontroli. Początkowo zdenerwował się, wlepiając wzrok z Macmillana. Wrażenie bycia jakoś niżej zawsze powodowało, że uszczypliwe komentarze bolały dwa razy mocniej, jednak przyjął to w końcu z pokorą, trochę już zrezygnowany i wystarczająco poobijany przez ostatnie dni. - Cześć Anthony. - powitał go pełnym imieniem z dystansem, jaki narzucił szwagier tuż po pytaniu o pięści. Czerwone pasmo spiekło jego uszy w poczuciu wstydu. Nie mógł mu odpuścić, może nawet nie powinien? Nawet zapomniał o wszystkich myślach, które towarzyszyły mu, aż do momentu ujrzenia poważnego i chyba nieco strapionego Tonego. Nie podał mu ręki, no tak, przecież łajzy się nie powinno traktować równo. Ramiona nieco mu opadły z odczuwalnej niemocy, nie chciał już więcej walczyć, nie miał już siły. Przy słowach Anthonego zrozumiał, że... od kilku dni już nie miał niczego w ustach. Lekko zaniepokojony zmarszczył brwi, myśląc nad tym, czy w ogóle powinien ponownie po coś sięgać, w końcu ostatnio zrobił niemałą krzywdę... wspomnienia niemal momentalnie wróciły, uderzając w niego falą, aż cofnął się o krok, choć tamten ruszył przed siebie po jego niemym kiwnięciu głową na akceptację propozycji. Zdecydowanie nie powinien sięgać po alkohol, choć wtedy pił rum, więc co jeśli to była jego sprawka? Whisky pili dżentelmeni, chyba powinien się skusić, tym bardziej że towarzyszył mu lord, a nawet nestor Macmillan, to nawet niegrzecznie odmówić!
Zgodnie przyjął do ręki szkło z alkoholem, patrząc nań trochę niepewnie, choć czuł już suchość w ustach, które pragnęły odpocząć od tej posuchy. Odczekał, aż tamten odpali, a przynajmniej spróbuje odpalić, trwało to zbyt długo, podniósł szklankę do ust i przechylił ją lekko. Piekący płyn przepłynął przez język, aż po samo gardło, a cała ścieżka, którą naznaczył piekła jak diabli. Odetchnął lekko, choć wciąż czuł spięcie. Smakowało jakoś inaczej. Mimo wszystko chciał więcej. Nagłą uwagę przykuła zapalona finalnie zapałka. Po chwili w ręku znajdowała się paczka papierosów, wyciągnął z niej jedną sztukę, którą bez wahania wsadził sobie między suche już usta. Dawno nie miał okazji zapalić, a przecież to tak zdrowotne. Po dwóch próbach odpalił w końcu, zaciągając się szczypiącym dymem. Najbardziej odczuwany był na ścieżce whisky, której smaku jakby już trochę zapomniał. Kaszel mimowolnie zapiekł piersi, jednakże powstrzymał go kolejnym łykiem ze szkła. Paliło jak cholera, aż oczy lekko zaszły mgłą.
- Trochę nie jestem w stanie nadążyć. - przyznał szczerze, łapiąc jego wzrok z niepewnością wypisaną we własnych tęczówkach. Ręką założył pasmo loków, które jak na złość zasłoniły mu Anthonego. Nie chciał wdawać się z nim w konflikt, tym bardziej że był jakby bardziej cięty. - Widzę, że przychodzę mocno nie w porze? Może przyjdę innym razem? - zreflektował się niemalże tym samym pytaniem, nawet własną inicjatywą, bo przecież nie chciał być dla nikogo problemem! Szczególnie kiedy wciąż czuł wstyd. - Nie chcę przeszkadzać Anthony. - dodał jakby dla wyjaśnienia. Przez umysł przebiegła myśl, że chętnie by został jeszcze chwilę, choćby dla tego trunku w ręku, którego ubywało w tym samym tempie co Macmillanowi. Ten ogień w gardle był taki... pożądany, czemu wcześniej niczego nie wypił? Zapomniał już co go tak mocno powstrzymywało, a może zwyczajnie nie chciał pamiętać? - W prawdzie miałem nadzieję, że znajdziesz chwile. - wysunął nieco, jakby na zaczepkę.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 22
UROKI : 1
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Re: Salon [odnośnik]21.05.21 18:54
Zdecydowanie nie tak powinni zacząć swoje spotkanie po latach. We własnej pamięci i z opowieści Rii Urien wydawał się zupełnie inną osobą… Inną, to znaczy jakby milszą, zdecydowanie rozsądniejszą od niego samego. Ale ich spotkanie po latach potoczyło się zupełnie niekontrolowanym tokiem. Nie wiedział przez co Weasley przeszedł, nie miał pojęcia czy może to wpływało na ich relację. Nie wiedział też, co tego dnia wstąpiło w mężczyznę, że zwyczajnie go zaatakował. Próbował sobie tłumaczyć, że była to troska o siostrę… ale coś mu w tym wszystko zgrzytało. Miał wrażenie, że stał się pierwszym lepszym workiem na wyżycie rudzielca. To sprawiało z kolei, że był bardzo zawiedziony jego zachowaniem. Chciał mieć zdrowe, choćby częściowo normalne relacje ze szwagrem. Z całą pewnością nie chciał wpasowywać się w głupie stereotypy o konflikcie z teściami lub z rodziną własnej żony. Chciał w rudzielcu widzieć kogoś, kto ewentualnie byłby w stanie obronić i ochronić Rię, gdyby zabrakłoby go na tym świecie. Komu mógłby zaufać. Kogoś, kto zwyczajnie spróbowałby go zrozumieć.
Nie potrafił zachować się inaczej. Był chłodny, co zupełnie do niego nie pasowało. Powinien spróbować być milszym, ale nie potrafił tak dobrze udawać. Pamiętna pięść, która walnęła go w twarz zwyczajnie nie mogła zniknąć z jego głowy. Nie potrafił też zapomnieć ich ostatniej rozmowy, z tego samego dnia. Obserwował uważnie Weasleya, spodziewając się po nim niemal wszystkiego. Od ponownego nagłego ataku, do rozmowy o byle czym.
Potem siedzieli już w salonie i nie odzywali się do siebie chwilę. Milczał, próbując palić i nie dusić się zaciąganym dymem. Co go w ogóle podkusiło, żeby sięgnąć po te przeklęte papierosy? Chyba tylko to, że nie był w stanie niczego popić i potrzebował jakiegoś zastępstwa. Przymrużył oczy, kiedy ten sam dym dostał się do oczu. Westchnął ciężko, jak gdyby coś go męczyło. Nie wiadomo tylko było czy były to własne myśli, papieros, czy obecność brata Rii. Cisza mimo wszystko go denerwowała, dlatego zadał zwykłe pytanie… ale nie spodziewał się otrzymać szczerej odpowiedzi ze strony Uriena. Oczekiwał gry w „nic się nie stało”. Zatrzymał na chwilę na nim wzrok, jak gdyby analizując jego zachowanie. Wkrótce pojawiło się uczucie, że może nie powinien zachować się tak oschle… ale jak inaczej miał reagować na obecność szwagra?
Nie, dlaczego? – Odpowiedział mu niemal natychmiast. To jest, jak dla niego, przychodził nie w porę, ale nie mógł go wyrzucić tak po prostu z domu. Mimo wszystko był jego szwagrem, więc miał prawo widzieć własną siostrę. A biorąc pod uwagę, że ta znajdowała się na tę chwilę w innym miejscu… byli zmuszeni (po części) do swojego towarzystwa. Przy okazji zdawało się, że złagodniał, jak gdyby nagle przypominając sobie o tym, żeby jednak być uprzejmym… Głupio by było gdyby w trakcie ich rozmowy nagle pojawiła się Ria i wyczuła nieprzyjemną atmosferę. – Mam chwilę – dodał, słysząc jego zaczepkę. – Dla rodziny zawsze znajdę chwilę – wyjaśnił za tym. Bo Urien mimo wszystko był jego rodziną… i tą daleką… i rodziną żony.
Choć jego twarz mówiła, że był zirytowany, to mimo wszystko nie chciał, żeby Urien tak po prostu opuścił jego dom. Był Weasleyem, a Anthony nie mógł pozwolić na to, żeby przedstawiciel jednego z przychylnych mu rodów tak po prostu wyszedł. Nie w obecnej sytuacji.
Słuchaj… ostatnim razem dałeś mi w mordę, więc nie oczekuj ode mnie, że będę teraz cały w skowronkach – zaczął, zaciągając się ponownie. Dym szczypał go w oczy, więc natychmiast je przymrużył. – Potrzebujesz czegoś? Coś się stało? – Dopytywał, brzmiąc na odrobinę zmartwionego. Wesley nie pojawiłby się tutaj tak po prostu, chyba, prawda? Coś musiało się stać… tylko co? – Coś się stało z rodzicami? – Zmartwił się natychmiast i wyprostował. To była pierwsza negatywna myśl, która pojawiła się w jego głowie. Dlaczego – nie miał pojęcia, po prostu najpierw pomyślał o czymś takim. Była wojna, a w niej działy się różne złe rzeczy.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 4 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Przecierały się szlaki. Typowe stereotypy, których tak dzielnie starał się unikać. Chyba może nawet częściowo był zły, że Ria trafiła w ręce… nie, nie był zły. Macmillanowie byli dobrzy, tak jak słońce było dobre na otwarcie dnia, nie był w stanie nawet w najczarniejszych myślach obarczyć o cokolwiek szwagra, bo przecież nazwisko do niczego nie zobowiązywało. Szczerze starał się w to wierzyć, choć sam dobrze wiedział, że wszystkie te rody bardziej znane, jak choćby Black - mają pewną renomę, od której nie był w stanie spojrzeć pod innym kątem. Anthony nie był przecież żadnym wrogiem i chyba głównie dlatego wszystko zdawało się tak mało realne. Znał go od dziecka, chociaż faktycznie od tamtego czasu sporo zdawało się zmienić, to wciąż byli kumplami. Byli?
Pieczące uczucie ponownie zawitało w gardle, kiedy pociągnął łyk napoju. Robił to zbyt szybko, zdecydowanie zbyt szybko, tak samo, jak i zaciąganie się niedługo po tym. Pierwszy raz kaszlnął. Zapomniał, jak to wszystko działało. Nieporadność ponownie wyszła naprzeciw rzeczywistości, uderzając nim o ścianę z potężnym impetem. Musiał to przełknąć, tak samo, jak te łzy, które wzbierały się w kącikach powiek, kiedy kaszlał.
- Wybacz, wydajesz się trochę… odklejony od myśli. – stwierdził mało elegancko, bo przecież był prostym chłopakiem ze zwyczajnymi komunikatami, które musiały mieć pewne ujście w słowach. Złapał się na pewnym przystanięciu na słowie o rodzinie. Sam starał się być przecież rodzinny, szczególnie w tych czasach, kiedy nie wiadomo było co stanie się następnego dnia. – Tak, jesteśmy rodziną i dlatego chciałem przeprosić. – przytaknął na jego słowa, zaraz orientując się jak źle to brzmi – Znaczy to nie tak, że nie przeprosiłbym w innym przypadku, ale… ech… mam nadzieję, że zdołam to jakoś zrekompensować. Mogę pomóc w czym tylko zapragniesz, kiedy będziesz chciał, ja… naprawdę nie wiem, co we mnie wstąpiło. Chyba niefortunnie wyżyłem się na tym czasie nieobecności, że tyle mnie ominęło… to nie jest żadne wytłumaczenie, ale… nie wiem, szukam czegoś, żeby móc się wytłumaczyć, chociaż to pewnie nie ma sensu… – próbował dalej, zawieszając na chwilę głos i odnajdując wzrok Anthonego, bo dotychczas oczywiście jakoś uparcie zaczął wodzić gdzieś wzrokiem od szkła do papierosa i twarzy Macmillana. – Po prostu mnie nie skreślaj… proszę. – słowa zdawały się dość proste, jednak wszystko, co kryło się za nimi, miało podwójną głębię, bo przecież wcale nie chodziło o bycie przyjaciółmi, nigdy nawet nie byli na tak wysokim poziomie. Miał ochotę rozszarpać cały świat, bo dobrze wiedział, że wpadli w sieć nieporozumienia, bardzo nieprzyjemnego nieporozumienia, a Ria… była w ciąży. Rodzina zwykle przecież stała na piedestale.
Zastygł na moment, kiedy w kilku prostych słowach określił swoje stanowisko. Palący wstyd momentalnie objął poliki, uszy, a nawet i szyję. Może to nawet była dobra odskocznia? Choć przez chwilę powstydzić się za coś innego niż przez ostatnie dni. Potem padły już tylko kolejne ciosy. Anthony myślał, że przychodził w interesie i tylko o tym chciał z nim rozmawiać. Smutne, wszystko to było tak piekielnie rozczarowujące, jak cały on. Na dokładkę padło jeszcze pytanie o rodziców… jakby faktycznie z nimi mieszkał i wiedział codziennie, w jakim kto jest nastroju. Nie był do końca pewien, czy tak by potrafił. Pociągnął nieco z papierosa. Ponownie zapiekło w gardle. Znaczyło to, że wciąż żył.
- Nie... nie, rodzice są cali. – stwierdził szybko, starając się ugasić jakiś promyczek, z którego mogłaby wybuchnąć pożoga. – Po prostu wpadłem do Rii, ale… chciałbym porozmawiać z Tobą. – zakłopotanie mogłoby sięgać zenitu, gdyby nie to, że mówił od serca i szczerze, nawet jeśli tamten uważał go za najgorszego śmiecia (do czego miał pełne prawo), to wciąż się starał. – Domyślam się, że szybko mi nie przebaczysz, nie wymagam tego, żeby nie było… po prostu chciałem, żebyś wiedział… – sprostował niepewnie, nie potrafiąc się powstrzymać od dodatkowego komentarza, który oczywiście nie był na miejscu – możesz mi oddać, jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej. Może być nawet zwykły sparing, co Ty na to? – zaproponował, zapomniawszy, że szlachcice bili się nie na pięści a rapier. Małe nieporozumienie, ale był w stanie w każdej dziedzinie dostać łomot, byle tylko Anthony był w stanie rozważyć cień nadziei na ruszenie dalej z ich znajomością, bo przecież to nie tak miało być! W tych czasach potrzebowali sojuszów, nie wrogów.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 22
UROKI : 1
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Salon

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach