Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Jadalnia
AutorWiadomość
Jadalnia [odnośnik]20.02.18 16:33
First topic message reminder :

Jadalnia

Ciemne pomieszczenie z boazerią. Nad drzwiami wejściowymi znajduje się dewiza rodu (Per aspera ad astra). Wielki drewniany stół „ugina się” pod ciężarem kwiatów, którym jest ozdobiony. W samym pomieszczeniu znajdują się rozmaite rośliny, przede wszystkim wrzosy z ogrodu. Na półkach znajduje się pełno świec, które najczęściej przyjmują motyw kwiatowy. Na podłodze znajduje się przyjemny w dotyku ciemnoniebieski dywan. Na suficie znajduje się herb rodowy Macmillanów. Naprzeciw okna znajduje się szary kominek z kamienia. Drzwi do kuchni ukryte są poprzez upodobnienie ich do ciemnych, drewnianych ścian. Z okien można dostrzec bramę wejściową.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Jadalnia - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Jadalnia [odnośnik]09.07.20 8:59
The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 63
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Jadalnia - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Jadalnia [odnośnik]13.07.20 10:42
Chociaż Lorraine czuła się słabsza i przede wszystkim zmęczona, podobnie jak jej mąż, Archibald, nie odczuwała żadnych nieprzyjemnych dolegliwości. Oboje mogli odetchnąć, choć przez najbliższe kilka tygodni oboje będą nękani przez koszmary, w których ranią i krzywdzą się wzajemnie. Z pewnością pomogą na nie mieszanki ziół, eliksiry i rozmowy (nie musicie tego odgrywać). Uczucie niepokoju związane ze skutkami czarnej magii, która was spętała będzie wam towarzyszyć do początku lipca, stopniowo malejąc, aż w końcu to wszystko stanie się jedynie nieprzyjemnym wspomnieniem.

Śledztwo w sprawie powstania klątwy mógł podjąć jedynie wytrawny łamacz klątw, tylko on był w stanie odnaleźć i rozpoznać runy. Poszukiwania przedmiotu mogły być żmudne, ale mogły się opłacić, przynosząc odpowiedzi na zadane dziś pytania.

Archibald, chcąc pomówić z nestorem Macmillanów na osobności nie zdołał go odszukać podczas wesela. Skrzat, na którego trafił poinformował go jednak, że lord Sorphon życzy sobie spędzić resztę tego wydarzenia w sposób mu właściwy, bawiąc się i pijąc ognistą whisky już do rana. Zaproponował mu to samo, wspaniałomyślnie, cofając swoje poprzednie życzenie o wypędzeniu go z dworu w trybie natychmiastowym. Nie chciał się z nim jednak spotkać, przekładając rozmowy o tym co zaszło na później, nie wskazując tym samym żadnego określonego terminu. Sytuacja pomiędzy rodami wydawała się mimo wszystko wciąż napięta i trudna do przewidzenia w przyszłości.

Na widok Alexandra, Steffena, Lorraine i Archibalda niektórzy goście wesela milkli, inni szeptali mniej lub bardziej dyskretnie. Nie dało się jednak udawać, że biegnące ku tej czwórce spojrzenia są zupełnie przypadkowe. Wieści o tym, co się wydarzyło roznosiły się wśród zgromadzonych w zastraszającym tempie - ile w plotkach było prawdy, a ile dopowiedzeń nikt nie wiedział. Cała czwórka do samego końca mogła jednak czuć, że jest w pewnym stopniu atrakcją wieczoru. Ci, którzy byli świadkami zdarzeń w ogrodach wydawali się być bardziej natarczywi, zarówno w spojrzeniach, jak i przypadkowych rozmowach, próbując dowiedzieć się co zaszło. Ci, którzy słyszeli coś, ograniczali się do wścibskich zerknięć w ich kierunku. Uczucie bycia obserwowanym nie opuszczało ich na krok, aż do samego końca. W związku z tym, wszyscy obecni na weselu mogli posiadać mniej lub bardziej zniekształcone informacje o całym zdarzeniu z nestorami w roli głównej.

| Dziękuję wszystkim za rozgrywkę <3 Archibald, jako że padłeś ofiarą klątwy, którą wspaniale odegrałeś otrzymujesz upominek w postaci osiągnięcia: Zatrute Jabłko. Mistrz Gry nie kontynuuje z Wami wątku. Jeśli chcecie, możecie pisać dalej lub uznać powyższe podsumowanie jako zakończenie.

Magicus Extremos (od Alexandra) +27 2/3
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Jadalnia - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Jadalnia [odnośnik]10.12.20 8:21

26 lub 27-08-1957


W końcu znalazł dla siebie chwilę odpoczynku. Dom był jedynym miejscem, w którym nikt na niego nie napadał, przynajmniej jeżeli nie chodziło o alkohol. Dopiero teraz zaczął to doceniać. Choć ciotki i kuzyni byli czasem irytujący, to jednak ich obecność była męcząco przyjemna.
Był sam w jadalni. Każdy był czymś zajęty. Przymknął oczy, próbując zupełnie zapomnieć o otaczającym go świecie, a i próbując zdrzemnąć się na siedząco. Wiele się działo i miał wrażenie, że nie nadążał z tempem wydarzeń w ostatnim czasie. Do domu wrócił nad ranem. Spał ledwie dwie godziny. Może trzy, ale więcej nie mógł. Przyzwyczajenie do wstawania rano robiło swoje. Zawsze istniała możliwość drzemki po obiedzie, szczególnie jeżeli nie zamierzał dzisiaj pracować. Westchnął ciężko. Niedawna walka na cmentarzu zupełnie go zmęczyła. Psychicznie i fizycznie, nawet jeżeli nie oberwał żadnym zaklęciem. Żałował, że nie dorwał żadnego czarnoksiężnika lub chociaż nie przywalił jednemu z nich. Rozmowa z Charlene sprzed kilku dni także była przytłaczająca. Sytuacja w jakiej znalazł się Zakon tym bardziej. Wszystko było takie szare. Próbował być jak najbardziej optymistyczny, ale dzisiaj wszystkie jego siły były małe.
Nalał sobie odrobinę whisky, a za tym złapał się za głowę, powstrzymując ją przed nagłym upadkiem. Przyglądał się whisky w szklance i zastanawiał się czy aby nie lepiej było sięgnąć z rana po herbatę. Z drugiej strony… miał prawo do odrobiny ognistej, prawda? W międzyczasie łapały go także i inne myśli. Miał nadzieję, że nikt nie miał mu za złe z powodu zniszczonej kaplicy na cmentarzu. Nie rzucił bombardy po to, żeby jeszcze bardziej się rozpadła. Po prostu nie potrafił inaczej wypłoszyć tego jednego czarnoksiężnika. Czuł dziwne poczucie winy.
Ria – mruknął, kiedy usłyszał dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Zgadywał, bo dopiero po chwili spojrzał w stronę swojej żony. Nie wiedział jak inaczej się przywitać. Uśmiechnął się, bo nie chciał wyjść na gbura. Nie chciał też okazywać swojego zmęczenia.
Miał nadzieję, że nie była na niego zła, że znikał coraz częściej i czasem na kilka dni. Nie robił tego specjalnie. Tym bardziej nie robił tego dlatego, bo nie chciał z nią przebywać. Gdyby mógł zabierałby ją ze sobą wszędzie. Bał się tego, że mogła się na niego złościć, bo wciąż pamiętał co się stało dwudziestego maja, kiedy wrócił do domu kompletnie pijany. Ledwo był w stanie powiedzieć jakiekolwiek słowo, a tym bardziej ledwo trzymał się na nogach. Upił się jednak dla dobra Zakonu i dla chęci przekonania olbrzymów! Nie robił tego dla własnej przyjemności! Spojrzenie (wtedy) dziesięciodniowej małżonki było jednak nie do zapomnienia.
Wrócił do swojej szklanki whisky i zaczął krążyć po jej brzegu palcem. Zamyślił się i jak gdyby na chwilę zapomniał o jej obecności. Martwił się, nadal był zmęczony. Chciał buchać energią, ale zwyczajnie nie potrafił. Dopiero dźwięk szkła przypomniał mu o jednym ważnym fakcie. Natychmiast się wyprostował. Poczuł krople zimnego potu na swoim czole. Ta jedna myśl była niczym jak kubeł zimnej wody, która byłaby w stanie rozbudzić nawet niedźwiedzia z zimowego snu. Co powinien teraz zrobić? Przecież pił whisky i to na oczach swojej żony. Jeszcze raz spojrzał w stronę Rii, choć w jego oczach malował się strach. Powinien się od razu usprawiedliwić? Albo udawać, że to tak jakby pił jakiś przejrzysty sok dyniowy? Nie, nie potrafił kłamać. Czy wyglądał jej na przerażonego? Czy rozumiała bez słów jaka myśl przeszła mu po głowie? Macmillan poczuł dziwny i nieprzyjemny dreszcz. Strach przed jej reakcją był przerażający.
P-pięknie dziś wyglądasz – odezwał się. Nie, przecież to wcale nie brzmiało podejrzanie. Wcale nie brzmiało tak, jak gdyby próbował zamaskować swój alkoholizm o dziesiątej rano. – Ponoć dzisiaj ma być rosół – dodał po chwili, stwierdzając że dodatkowe zdanie na pewno odwróci uwagę od tego, że właśnie próbować ukryć szklankę z whisky za wazonem z wrzosami.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Jadalnia - Page 10 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Jadalnia [odnośnik]11.01.21 21:45
Świat stawał się coraz bardziej szalony. Dziki, niepowstrzymany - zwłaszcza w swym okrucieństwie. Nie umiała tego powstrzymać, choć już nie mogła zasłaniać swej nieudolności niewiedzą. Wcześniej prowadziła dość beztroskie życie krążące wokół sportu, dość ślepa na zmiany zachodzące w bliskim przecież otoczeniu; jakby ktoś rzucił na Rię zaklęcie przez które dostrzegała jedynie mgłę. Skrawki, ledwie wyszarpane fragmenty rzeczywistości. Dopiero drogi kuzyn potrafił odczynić urok sprawiając, że rudowłosa mogła przydać się na coś. Pomóc w powstrzymaniu pędzącej lawiny nienawiści, poczuć się znów użyteczną. Gdzie minęły tamte czasy?
To nie tak, że wraz ze ślubem rudowłosa całkowicie porzuciła swe obowiązki wobec uciśnionego społeczeństwa. W końcu bezwzględność rządu odebrała jej quidditcha - czasu posiadała mnóstwo, niestety pogarszające się zdrowie dość skutecznie odsuwało kobietę na bok. Ze wszystkim, włącznie z życiem towarzyskim, o ile te jeszcze w ogóle istniało. Jak myśleć o błahych sprawach w obliczu wojennych morderstw? Z czasem i ona o nich zapominała, przecież nie była ślepa. Wiedziała, że teraz to głównie Tony działał w Zakonie, że to on nadstawiał swego karku w imieniu tych najsłabszych i choć wielokrotnie chciała mu pomóc, nie potrafiła. Czuła się z tym źle, jakby ktoś obdarł ją z weasleyowskiej cząstki, jaką nadal dumnie posiadała, acz próżno dąsać się o tożsamość w tak skrajnych warunkach. Zmartwienie o męża skutecznie maskowało wszelkie inne dolegliwości, zarówno natury fizycznej jak i psychicznej i to na tym czarownica koncentrowała najwięcej energii. Rozumiała jego długie nieobecności w posiadłości i wbrew temu, co myślał, nie zamierzała stać się jego katem. Wypisywać na pergaminie listę win oraz dźgać go nimi po każdym powrocie. Starała się być cierpliwa, nawet jeśli tak zwyczajnie, po ludzku tęskniła; jednak wyrzuty nie pomogą nikomu. Wiedziała, dlaczego to robił, nie mogła mieć mu za złe. Najbliższa rodzina skutecznie nauczyła Rię wagi odpowiedzialności i tak też robiła - także kosztem własnego samopoczucia. Nie umiała inaczej. Nie chciała inaczej.
Wieści o powiększającej się rodzinie powinna przyjąć z nieskończoną radością, ale… przytłoczona sytuacją poza murami Puddlemere Macmillan czuła raczej niepokój. Czy to dobry moment? Prawdopodobnie nie. Czy powinni dokładać sobie teraz obowiązków? Wątpliwe. Czy poradzą sobie wspólnie? Obawiała się, że nie. W końcu nie była głupia, miała świadomość, że Tony zwyczajnie był zmęczony piętrzącymi się sprawami, jak miała mu dokładać kolejnych? Z drugiej strony tej sytuacji nie dało się już odwrócić; nie dało się cofnąć czasu i pozmieniać przeszłości. Musieli wyglądać w przyszłość bez względu na to jak niepewnie się ona malowała.
Powiem mu dziś - postanowiła z zacięciem, choć każdy krok przybliżający ją do jadalni ociekał niepewnością. Zaczęła coraz bardziej wątpić w swój jakże błyskotliwy plan i widok udręczonej twarzy małżonka utwierdził rudowłosą w tym przekonaniu. Westchnęła ciężko, gdy ciemnymi oczami lustrowała jego zamyśloną sylwetkę. Na razie wycofała się z wyrzucenia z siebie broni wysokiego kalibru zastępując ją milczeniem. Wreszcie usiadła obok powodując, że ciszę przerwało szuranie ciężkiego, rodowego krzesła. Tak, nie odpowiedziała na powitanie, wciąż w głowie formując odpowiednie słowa. Pech chciał, że kiedy otwierała usta, mężczyzna obok dał ponieść się panice. Doskonale wiedziała o co chodzi - wystarczyło obrzucić szybkim spojrzeniem szklankę spoczywającą w dłoni. Później zerknąć na zbierający się na czole pot, przerażenie w oczach czarodzieja oraz niezmiernie sprytną zmianę tematu. Czy raczej jego nadanie, ponieważ dotąd żaden inny nie pojawił się przy tym stole.
Ruda brew wystrzeliła ku góry, zarówno na wzmiankę o wyglądzie jak i informację o rosole; oczywiście obie były niezwykle ważne, ale dzisiaj świat wydawał się być bardziej szalony niż zwykle. - Za to ty nie najlepiej - odparła z przekąsem, jednak nie na poważnie, nawet jeżeli trudno te słowa uznać za kłamstwo. - I jakkolwiek raduję się z informacji o dzisiejszym menu obiadowym to… nie po to tu przyszłam. - Co jest całkowicie niezrozumiałe skoro znajdują się w jadalni. - Martwię się o ciebie Tony. Wiem, że dzieje się źle, ale niewiele zwojujesz będąc wiecznie wyczerpany. Zasługujesz na chwilę oddechu - dodała ciepło, dłonią gładząc męski policzek. - Wiesz, że możesz na mnie polegać, prawda? - Musiała to wiedzieć. Dlaczego wolał od rana pić zamiast z nią porozmawiać? Nie była zła, była smutna. Może powinna starać się bardziej?



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Jadalnia [odnośnik]12.01.21 9:29
Nie wiedział co zrobić. Naprawdę panikował, bojąc się reakcji swojej ukochanej na alkohol w jego dłoni. Czas dla Macmillana zwolnił. Moment od wejścia Rii do zajęcia przez nią miejsca i to tuż przy nim zdawał się trwać długo. Delikatnie popychał szklaneczkę w stronę wazonu, mając nadzieję, że małżonka jej nie zauważy. Może w ogóle jej nie widziała? Nie, nie, na pewno widziała, był tego pewien. Nie wiedzieć dlaczego, bardziej martwił się o to, że będzie oceniany za alkoholizm niż że mógł oberwać za cokolwiek innego. Choćby za to, że nie było go w pobliżu tyle czasu, ile wypadałoby żeby mąż był w pobliżu żony. Ale chyba nie chciała się złościć?
Właśnie jej wygląd, który przecież przed chwilą pochwalił, stał się przyczyną nagłego natłoku myśli. Było w niej coś smutnego, coś czego nie chciał u niej widzieć. Nie dlatego, że miał takie widzi-mi-się, ale dlatego że zwyczajnie nie chciał, żeby pogrążały ją jakiekolwiek złe myśli. Zasługiwała jedynie na radość, a tej nie było w ostatnim czasie zbyt wiele. Jego zmęczenie natychmiast odeszło w niepamięć. Była tak dziwnie pochmurna. Nie brzmiała na zadowoloną, wyglądała jakby coś ją kłopotało. Zupełnie tak, jak gdyby i ona w ogóle się nie wyspała. Co mogło ją męczyć? Nawet nie zauważył, że mu dogryzła. Skupił się na jej ruchach i mimice tak bardzo, że nie miał nawet jak odpowiedzieć na jej uwagę. Martwiła się, sama to wkrótce powiedziała, a i teraz był w stanie to dostrzec. Niepotrzebnie! Nie było po co się martwić, był przecież w jednym kawałku. Cały i zdrowy, bez zadrapania. Na odpoczynek przyjdzie jeszcze czas.
Natychmiast zareagował na jej dotyk. Poczuł przyjemny prąd, który rozszedł się po całym ciele. Policzki na moment przybrały odrobinę czerwieni, a on niemalże wtulił się w oferowaną dłoń. Zupełnie tak jak gdyby była ona źródłem ciepła i energii. Spoglądał jej prosto w oczy, szukając niemego kontaktu.
Wiem – potwierdził dopiero po chwili, po tym jak padło magiczne pytanie o zaufaniu. Nie pytała o to pierwszy raz. Wiedział, że oznaczało to albo zwątpienie, albo wstęp do dłuższej historii. Równie dobrze zwyczajnie próbowała mu przypomnieć o tym, że mógł jej powiedzieć wszystko, cokolwiek tylko wpadło mu do głowy.
Tylko co miał jej powiedzieć? „W nocy postanowiłem rzucić Bombardę na cmentarzu w Londynie, a przy okazji rzuciłem także Orcumiano. Tak się jakoś zdarzyło, że wykopałem jakiegoś nieboszczyka i przeorałem cmentarz wraz z częścią kaplicy. Teraz mnie gryzie sumienie, że w ogóle postanowiłem machać różdżką”. Albo „znowu mam problem z koszmarami z przeszłości”, „znowu śniłem jakieś wariactwa nie z tej ziemi”? Miał wrażenie, że za szybko działał i za mało myślał. A potem też za dużo myślał, kiedy już nie działał. Powinien to zmienić, ale było tak strasznie ciężko. Szczególnie kiedy przeciwnik parał się czarną magią, która działała na niego jak czerwona płachta na byka. Nie mówiąc o własnych wyrzutach, których nie potrafił się pozbyć, choć próbował wielokrotnie.
Zamiast więc wydobyć jakiekolwiek słowa ze swojego gardła, obrócił się w stronę Rii. Spoglądał na nią chwilę, jak gdyby doszukiwał się jakiejś odpowiedzi na to, co chodziło po jego głowie, a potem tylko przymknął oczy i położył głowę na jej ramieniu. Spokój. Zdawała się blokować każdą złą myśl i odczucie. Tak mógłby zasnąć od razu… może gdyby nie światło, które przedzierało się przez zasłony do jadalni. Odetchnął głęboko, odczuwając odrobinę ulgi w jej obecności.
Znowu nam uciekli – wymamrotał ledwie. – Jednego prawie złapaliśmy, ale jakimś przeklętym cudem się wydostał – dodał, chcąc się podzielić informacją o nocnych doznaniach. Choć mówił leniwie, w głębi siebie był wściekły. Mógł pilnować tego przeklętego Rosiera sam, a nie pozwolić działać bojówkarzom. Gdyby tylko mógł cofnąć czas. – Nie mogłem spać – ciągnął dalej. – Znowu mnie dręczą – koszmary, dodał już w myślach.
Miał wrażenie, że teraz nie potrzebował już alkoholu. Po części wyrzucił to, co go dręczyło. Usadowił wygodniej swoją głowę na ramieniu rudowłosej. Już nie przejmował się cmentarzem, czarnoksiężnikami, nie myślał o zmęczeniu. Uśmiechnął się słabo. Tak ładnie pachniała, zdecydowanie ładniej od ognistej. Wahał się chwilę. Niepewnie musnął jej szyję najpierw jeden raz, potem drugi. Objął ją w talii, szukając po omacku drogi do zamka. Zapewne nie powinien tego robić, a z całą pewnością nie tutaj, ale sama kusiła go bliskością i dotykiem.
Chwilę oddechu? – Powtórzył jej niedawne słowa, mając nadzieję, że zrozumie to, do czego zmierzał.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Jadalnia - Page 10 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Jadalnia [odnośnik]19.01.21 14:17
To nie był czas na złości, na wyrzuty sumienia. Ria nie potrafiła złościć się na męża, że ten próbował jakoś ukoić swój ból, zmęczenie, troskę o innych. Może kiedyś rzeczywiście wzburzyłaby się tym zdecydowanie zbyt codziennym widokiem, ale te czasy minęły. Wojenna zawierucha mocno dawała się we znaki wszystkim, włącznie z mieszkańcami ogromnych, szlacheckich posiadłości. Dziś próbowała zrozumieć, przetłumaczyć sobie, że nie robił tego chcąc ją skrzywdzić - radził sobie tak, jak potrafił, choć według rudowłosej alkohol pozostawał rozwiązaniem jedynie tymczasowym. Kiedyś się przecież skończy, natomiast smutna rzeczywistość pozostanie. Wolałaby, żeby więcej rozmawiali, odnajdywali spokój w sobie nawzajem - jednakże tak wyglądał świat w naiwnych, pięknych marzeniach. Prawda wolała być trudniejsza, ciężka do przełknięcia. Męczyło ją to wszystko; ciągły niepokój, nieustające zmartwienia, bezsilność. Wcześniej mogła przynajmniej próbować zmieniać świat na lepsze, teraz musiała myśleć o najbliższej rodzinie. Takiej, która była zbyt słaba i zbyt bezbronna, żeby móc zająć się sobą. Odpowiedzialność, dopiero w tej chwili zrozumiała jej rzeczywisty ciężar. Życie małżeńskie różniło się od bycia w pojedynkę.
Nie żałowała. Żadnej decyzji, którą podjęła, choć wolałaby być użyteczniejsza dla samego Tony’ego. Może to nadałoby egzystencji większego znaczenia, ponieważ skoro wolał być sam ze swoim zmęczeniem, jak świadczyło to o niej? Próbowała otrząsnąć się z kaskady negatywnych myśli, co nie było ani trochę proste. Obserwując zrezygnowanego mężczyznę jakby przypominała sobie o każdym błędzie, jaki w ostatnim czasie popełniła. Westchnęła w duchu, nie wiedząc już nawet, którą sytuacją powinna przejmować się najbardziej - wszystkie zlewały się w mglistą całość przyprawiając o jeszcze większe przygnębienie. Nie, rzuciła do siebie w myślach, potrząsając przy tym rudymi włosami. Nie powinna dokładać Macmillanowi zmartwień, nie powinna pozwolić swym emocjom na wypłynięcie na wierzch. W tym momencie to nie jej nastrój powinien być ważny. Z tego powodu wkrótce całą uwagę poświęciła siedzącemu obok małżonkowi, to na nim koncentrując myśli - i skutecznie odsuwając na bok wszelkie zgryzoty. Jak by nie patrzeć, usiłowała nawet żartować!
Wiem. Musiała usłyszeć taką odpowiedź po raz tysięczny, acz nadal nie była jej pewna, przecież czyny mówiły więcej niż słowa. Nie zamierzała zrażać się ani czynić mu wyrzutów sumienia, raczej cierpliwie czekała, aż powie coś więcej. Mogły to być właśnie te myśli kotłujące się w mężowskiej głowie, nie oceniałaby go przecież. Prawdopodobnie starałaby się pomóc, choć czy złote rady miały jakąkolwiek szansę przebicia przez brutalność rzeczywistości? Nie umiała mu pomóc, tak realnie pomóc, i to zjadało ją od środka. Z czułością gładziła jasne włosy, gdy głowa opadła na jej ramię - czy tylko tyle potrafiła?
Czekała cierpliwie w milczeniu, nieobecnym wzrokiem przewiercając blat długiego stołu. Cały czas miała z tyłu głowy informację, że to nie czas na nowiny, nawet jeśli czas naglił, ponieważ niedługo i tak Tony dostrzeże wszystko. Nie mniej nagłe słowa wybudziły Rię z zamyślenia; tak ciężko było jej się teraz skupić. Na szczęście usłyszała wszystko, a spomiędzy warg wydobyło się ciche westchnięcie. - Oni już tacy są, jak karaluchy, zawsze któryś wykręci się od odpowiedzialności - mruknęła z dezaprobatą, wręcz nutą złości tańczącą na końcu wypowiedzi. Zaraz jednak powróciła do troski, gdy zrozumiała, że ta sytuacja znacząco wpływa na stan ukochanego mężczyzny. - Może powinniśmy zwiększyć zapasy u alchemika? Wiem, że to tylko doraźne rozwiązanie, ale… w tej sytuacji obawiam się, że nie możemy zrobić nic więcej. - Wojna nie zniknie. A ona nie powie mu też, że ma przestać się w nią angażować, robiłaby przecież dokładnie to samo, gdyby tylko mogła. A kraj potrzebował teraz takich ludzi, potrzebował działania oraz obrony. Żałowała, że odbijało się to na samym Tony’m, ale nie widziała innego wyjścia. Jeśli chciał zrezygnować, musiała to być jego decyzja. Ona zamierzała wspierać go w każdej, jaka by nie była.
- Możemy położyć się razem - zaproponowała jeszcze, aczkolwiek już po paru sekundach okazało się, że mężczyźnie chodziło o coś zupełnie innego. Westchnęła ponownie, tym razem z przyjemności jaką dawał jej dotyk męża i właściwie na krótką chwilę także i ona zapomniała o wszelkich problemach. Dopiero, gdy dłoń szukała zapięcia sukienki, dotąd zmrużone oczy otworzyły się szeroko. Chyba nie powinni, nie, dopóki nie wyzna mu wreszcie co chodziło jej po głowie. - Chciałabym, ale… raczej muszę ci coś powiedzieć. - Przerwała więc nagle, czując jak nie może odnaleźć odpowiednich słów. Zapadła długa cisza podczas której na piegowatej twarzy odmalowywała się walka - jak coś takiego ubrać w zgrabną wypowiedź? - Wiem, że to najgorsza chwil z możliwych, ale… sądzę, że powinieneś wiedzieć. Jestem w ciąży - wydukała z siebie wreszcie, zdecydowanie mniej pięknie niż planowała. Po prostu nie potrafiła w obecnej sytuacji uczynić tej wiadomości taką, jaką być powinna. Nacechowaną wzruszeniem oraz bezbrzeżnym szczęściem, świętowaną hucznie, może nawet z uroczystym posiłkiem. Zamiast tego odwróciła wzrok, zawstydzona, jakby mówiła o nierozwiązywalnym problemie, ciążącym odtąd na ich barkach. Bała się reakcji, nie chciała widzieć niechęci, ale zdawała sobie sprawę, że w wojennej zawierusze to właśnie to ich czekało. Jeszcze więcej zmartwień, prawda?



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Jadalnia [odnośnik]20.01.21 11:02
Domyślał się, że Ria mogła czuć się odrobinę sfrustrowana swoją sytuacją, a w szczególności brakiem faktycznej walki lub działania w Zakonie. Wciąż mogła działać, choć bardziej z ukrycia. Rozumiał też, że jego żona mogła odczuwać brak jego zainteresowania, spowodowany ciągłbym znikaniem. Jednak naprawdę starał się spędzać z nią więcej czasu. Rozmawiał z nią tyle, ile tylko mógł, choć miał wrażenie, że to i tak nie było wystarczające.
Karaluchy, zaśmiał się w myślach, kiedy usłyszał jej odpowiedź. Na twarzy pojawił się skromny uśmiech, spowodowany był jego rozbawieniem. Byleby tylko nie byli tak odporni jak potrafiły odporne być karaluchy. Taka wizja mogła mimo wszystko przerażać. Jeżeli choć jeden miał przeżyć, to mogło okazać się to dla nich zgubne. Nie zamierzał się jednak poddawać. Będzie się starać do samego końca, żeby wytępić ostatniego czarnoksiężnika z kraju.
Pokręcił przecząco głową na jej propozycję. Nie potrzebował żadnego eliksiru. Miał ich właściwie dosyć po tym, co stało się w Stonehenge. Whisky zupełnie mu wystarczała, przynajmniej na tę chwilę. Ria nie musiała się przejmować jego sytuacją, wszystko było w porządku. Zmęczenie pewnie i tak nie miało zniknąć do końca wojny, więc musiał się zwyczajnie przyzwyczaić. A i nie wiadomo było ile miała trwać. Nie mniej, mocna herbata z odrobiną alkoholu powinna mu pomóc.
Weasleyówna znalazła za to lepszy sposób na rozbudzenie Macmillana. A tak przynajmniej mu się zdawało. Na chwilę. Zajęty całowaniem i tuleniem żony nie zwrócił nawet uwagi na to, że miała na myśli spanie a nie to, co on miał na myśli. Zmęczenie także odgrywało rolę w jego obecnym zachowaniu. Odnalazł nawet szukany przez jego dłoń zamek. Miał go już pociągnąć, kiedy Ria niespodziewanie zaprotestowała.
Czy zrobił coś nie tak? Powiedział coś nie tak? Odsunął się od niej na kilka centymetrów i spojrzał na nią uważnie. Czuł się tak, jakby wylała na niego kubeł zimnej wody. Co chciała mu powiedzieć? Chyba nie zamierzała znowu wytykać mu jakiś czarownic, które nie istniały, prawda? Zaniepokoił się. Na pewno zrobił lub powiedział coś nieodpowiedniego. Ale co? A może… Może miała jakieś poważne problemy, które ją męczyło? Może mimo wszystko chodziło o whisky? W głowie pojawiło mu się wiele domysłów, a on zaczynał się wśród nich gubić. Zaczął nawet przepytywać własne sumienie, jak gdyby w obawie, że naprawdę zrobił coś nie tak. Potem pojawił się u niego strach. A może znalazła jakiegoś lorda, który poświęcał jej więcej czasu? Wyznanie zaczęła od dziwnie podejrzliwych rzeczy, więc miał nawet chwilowe wrażenie, że za chwilę powie mu o czyimś pogrzebie! To, co miał jednak usłyszeć wybiegało poza jego chwilowe podejrzenia.
Kiedy wydukała z siebie ostatnie słowa najpierw się zszokował. Trzymał Rię za ramiona, jak gdyby bojąc się, że za chwilę mu ucieknie lub jak gdyby dawał, ale jednocześnie potrzebował odrobiny wsparcia. Jej słowa dotarły do niego, ale zwyczajnie nie potrafił ich jeszcze przyjąć do wiadomości. Nie oczekiwał poszerzenia rodziny, szczególnie w czasie wojny. To znaczy… to nie tak, że nie był gotów. Ślub zazwyczaj oznaczał, że wkrótce miała zostać założona rodzina, ale on… nie znał się na dzieciach. Z maluchami miewał kontakt tylko wtedy, kiedy któryś z krewnych go odwiedzał albo gdy zajmował się (na przykład) Heathem. Nigdy jednak nie był osobą decydującą o ich wychowaniu. Poza tym czy osoby, które w swoim życiu zabiły kilkadziesiąt osób były w stanie być dobrymi rodzicami? Jak w przyszłości miał odebrać go jego własny syn lub córka?
Dopiero po chwili rozumiał, że chyba nie powinien się bać. Jego rodzice też nie wiedzieli jak opiekować się dzieckiem, dopóki on sam nie pojawił się na świecie. Wspólnie daliby radę. Na pewno. Nie chciał, żeby odwracała od niego wzrok. Czego się wstydziła? Przecież to najwspanialsza wieść jaką mógł dzisiaj usłyszeć! Natychmiast ujął jej twarz w dłonie i zmusił do tego, żeby na niego spojrzała. Na jego twarzy pojawiła się fala radości. Ogromnej, niewyobrażalnej. Szczerzył się do własnej żony, jak gdyby powiedziała mu, że znalazła na ulicy milion galeonów. W ruch następnie poszły całusy po policzkach, czole i ustach rudowłosej.
Będę ojcem? – pytał w niedowierzaniu, wciąż przetrawiając nowe wieści – Będę ojcem! – zawołał jak gdyby w odpowiedzi, ale dopiero po chwili. Zaczął ściskać swoją małżonkę.
Zdecydowanie nie potrzebował teraz ani kawy, ani mocnej herbaty, ani spania. Weasleyówna obudziła go przy pomocy trzech słów.
Pryncypałku! – zawołał natychmiast skrzata. – Poczęstuj każdego w domu najlepszą whisky, jaką będziesz w stanie znaleźć – rozkazał chwilę później, kiedy pomocnik pojawił się w pobliżu. Musiał podzielić się tą radością z bliskimi! – Natychmiast! – pośpieszył go, gdy zauważył, że ten się guzdrze.
Uklęknął przed nią i zaczął całować jej dłonie w geście pokazania wdzięczności. Wciąż nie potrafił uwierzyć w to, że naprawdę miał zostać ojcem. Tylko… teraz musiał wysilić się jeszcze bardziej, żeby zapewnić spokój swojej rodzinie. Spojrzał niepewnie na brzuch, a potem na swoją żonę jak gdyby chciał zapytać czy aby na pewno mógł ją dotknąć w tym miejscu.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Jadalnia - Page 10 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Jadalnia [odnośnik]21.01.21 11:58
Niestety złe samopoczucie skutecznie odciągały Rię od aktywnego działania w Zakonie - i pluła sobie w brodę za każdym razem, gdy wielkie plany spełzały na niczym. Teraz nie była już taka zła jak wcześniej, w końcu dowiedziała się o przypadłości jaka toczyła jej organizm; i w każdych innych warunkach oszalałaby ze szczęścia. To znaczy, bała się, oczywiście, ale mimo wszystko to ważny krok we wspólnym, małżeńskim życiu. Kochała Tony’ego, chciała założyć z nim rodzinę, przecież dlatego wzięli ślub – jednak nie spodziewała się, że to wszystko potoczy się tak szybko. Miała nadzieję na większą ilość czasu, prawdopodobnie łudziła się wręcz, że zdążą przeciwstawić się wrogim siłom nim zaczną poważnie myśleć o dziecku. Niestety, rzeczywistość toczyła się zupełnie innym torem, natomiast wojna nie ustawała, wręcz przeciwnie; zło obrastało w siłę, także tą realną, ministerialną. I pośrodku tego stała rudowłosa, z kolejną odpowiedzialnością na barkach. Nie mogła już bezmyślnie rzucić się w wir walk, nie mogła chronić tych, którzy tego potrzebowali, musiała skupić się na nowym rozdziale życia. Nie była o to do nikogo zła, jedynie nieco zaniepokojona, że czas zaśmiał im się w twarz, ale czasem próbowała pocieszyć skołowane myśli. Wmawiała sobie, że jakoś to będzie, poradzą sobie. Nawet jeśli Macmillan częściej znajdował się poza Puddlemere niż rzeczywiście w nim - co też martwiło czarownicę. W końcu zawsze zastanawiała się czy wróci cały i zdrowy, ponieważ nie tylko czarnoksiężnicy czyhali za każdym rogiem, ale także łowcy nagród, dla których ten był idealnym celem. Może dlatego nigdy nie miała dość i pragnęła spędzać z mężem każdą wolną chwilę, choć w głębi siebie karciła się w myślach za wymyślanie najczarniejszych scenariuszy na przyszłość. Brakowało jej optymizmu, wiary w to, że będzie lepiej, skoro nie było. Sytuacja na zewnątrz pogarszała się z dnia na dzień - wkrótce miało zabraknąć nawet dostępności pożywienia.
Na razie jednak przejmowała się nie tym, co działo się w kraju, a wydarzeniami w jadalni. Wiele razy wyobrażała sobie ten moment oraz wypowiadane przez nią słowa, acz nic nigdy nie wydawało się dość dobre. Prawdopodobnie przez wewnętrzny strach o reakcję Tony’ego - z góry założyła, że nie będzie zadowolony. Ostatecznie dokładała mu kolejnej troski do i tak znacznej już puli. W dodatku poniekąd wymuszała na nim rozważniejsze działania oraz podzielność uwagi, ponieważ dziecko mimo wszystko potrzebowało także i ojca, nawet jeśli jego rola nie prezentowała się tak angażująco jak matki. W idealnym świecie Rii wychowywanie potomka było zadaniem dla obojga rodziców, ponieważ to takie dzieciństwo pamiętała - tata auror miał oczywiście tego czasu mniej, ale starał się go poświęcać swym latoroślom jak najwięcej. Z drugiej strony pamiętała coraz większą śmiałość czarnoksiężników i to, jak znikał z domu na coraz dłużej i choć niesamowicie bała się o niego, to nigdy nie uważała, że powinien przestać. Na świecie istniało wiele osób potrzebujących pomocy i jeśli pan Weasley był tym, który wręcz chronił ich życia, to ona była dumna z bycia jego córką.
Starała się wzbudzić w sobie jednakie uczucia względem Macmillana, ale obawy nadal okazywały się silniejsze od niej. Brakowało romantycznej oprawy, szampańskiego nastroju, brakowało właściwie wszystkiego, ale nie mogła dłużej zwlekać. Musiała wreszcie wyznać przynajmniej część bolączek zatruwających ciało i umysł. Właściwie przygotowała się już na najgorsze, gdy to nigdy nie nadeszło. W zdumieniu spojrzała na mężczyznę, najpierw trzymającego jej ramiona, później twarz. Zamrugała intensywnie, ponieważ radości nie spodziewała się w ogóle. - Cieszysz się? - spytała szczerze zaskoczona, początkowo nie rozumiejąc reakcji czarodzieja. Nie mówił o tym, ile to problemów, jak bardzo nie w czas i w ogóle? Skołowana obserwowała pojawienie się skrzata, a później jego zniknięcie i dopiero pocałunki otrzeźwiły skonsternowanego rudzielca. Wkrótce i jej udzielił się dobry nastrój - pozwoliła sobie na uśmiech; w kącikach oczu zabłyszczały łzy wzruszenia. - Myślałam, że będziesz zły, że nie w porę… - Mamrotała cicho pod nosem, aczkolwiek przejęcie wzięło u niej górę; w ogóle zauważyła, że ciąża wzmaga w niej różne emocje, czasem takie zupełnie bez sensu.
Skinęła głową na nieme pytanie, przez chwilę czując się błogo. Zapominając o okrutnej rzeczywistości, problemach oraz zmartwieniach. Poczuła nadzieję. Może nie będzie tak źle? Może sobie poradzą?



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Jadalnia [odnośnik]22.01.21 8:57
Był szczęśliwy, nie mógł temu zaprzeczyć. Miał jednak świadomość tego, że sytuacja stała się poważna i skomplikowana. Bardzo skomplikowana. Bał się nie o siebie, ale o Rię i dziecko. Przyszło im żyć w naprawdę złych czasach. Londyn walczył, a wydawało się, że ledwo może się utrzymać. Czarodziei gotowych do walki przeciwko Ministerstwu nie było wiele. Zakon i bojówkarze. Byli sami. Zupełnie sami. Przeciwko czarodziejom, którzy nie bali się używać czarnej magii. Teraz właściwie nic ich nie powstrzymywało przed jej używaniem. Bał się, zwyczajnie się bał, ale nie chciał, żeby było to po nim widać.
Wieści były dla niego także silną motywacją dla dalszych i większych starań. Do walki. Chciał coś zrobić. Coś, co pozwoliłoby mu zapewnić bezpieczeństwo im obu. Choćby miało to być puszczenie całego Londynu z dymem, nawet całej Anglii. Gdyby tylko mógł! Musiał działać, ale to mogło oznaczać jeszcze mniej czasu z żoną, która teraz potrzebowała jego uwagi. Czuł się rozdarty. Chciał z nią być, ale sytuacja mu na to nie pozwalała.
Z tyłu głowy pojawiła mu się jeszcze jedna myśl. Jeżeli wojna miała się dopiero rozwinąć, to równie dobrze mógł okazać się złym ojcem. Ojcem, który więcej czasu spędzał na „froncie” niż w domu. A wiedział jak ważna była obecność rodzica w życiu dziecka na swoim przykładzie czy też na przykładzie Heatha. Ponure myśli zaczęły go łapać za sumienie. Chciał być lepszym ojcem niż jego ojciec.
Musiał się otrząsnąć. Szybko. Nie chciał teraz myśleć o tym, co miało się stać. Zwyczajnie nie wiedział, co szykował mu los, więc dlaczego miałby się tym przejmować naprzód? Teraz świętował, nawet jeżeli wydawało się to dość nierozsądne, a wizja przeszłości przerażająca. Musiał świętować. Na jego oczach dział się cud życia.
Nie było też powodu, żeby gniewał się na żonę. W jego rozumieniu nie było czegoś takiego jak ciąża „nie w porę”. Po prostu, zdarzyło się, tak musiało być, kiedy byli małżeństwem. Teraz musieli dostosować się do zaistniałej sytuacji tak jak najlepiej potrafili. A przede wszystkim on. Pogodzenie dwóch, a nawet trzech obowiązków było trudnym zadaniem.
Klęczał przed nią niczym pokorny sługa. Całował jej dłonie jak na oddanego męża przystało. Wciąż nie był w stanie uwierzyć w to, co od niej usłyszał. Myśl o byciu ojcem powoli się do niego przedzierała.
Niepewnie dotknął brzucha żony. Czuł przejęcie. Bał się tego dotyku. Dopiero po chwili zrozumiał, że był on inny od poprzednich. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek się ożeni, a co dopiero spotka go coś takiego. Dziwne uczucie. Ekscytujące, ale i dziwnie kojące. Chwilę leżał z głową na kolanach żony, a uśmiech wciąż nie schodził mu z twarzy.
Czy powinien mówić innym o tej sytuacji? Poza domownikami? Komu mógł zaufać? Co jeżeli ktoś próbowałby odegrać się na nim poprzez skrzywdzenie Rii? Musiał zabezpieczyć dom wszystkimi możliwymi technikami. A co jeżeli jej rodzice nie będą zadowoleni? Różne myśli ponownie zaczęły go napadać. Musiał zrobić coś, co odepchnęłoby je na jakiś czas. Podniósł się nagle, niespodziewanie. Za tym natychmiast pochwycił swoją żonę w ramiona i zaczął wirować z nią po jadalni. Wydał z siebie kolejny ryk radości.
Nigdy nie byłbym na ciebie zły – odpowiedział jej, jak gdyby było to oczywiste. Podrzucił ją na centymetr, żeby lepiej ją złapać i żeby lepiej leżała w ramionach. – Tylko nie obrażaj się na mnie jak nie będę w stanie wracać do domu na czas. Teraz to muszę zająć się tym zdrajcą – dodał, trochę żartem, trochę na poważnie. Postanowione. Musiał działać i ściąć łeb temu gadowi, żeby zapewnić spokój dla swojej rodziny.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Jadalnia - Page 10 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Jadalnia [odnośnik]26.01.21 11:12
Doskonale wiedziała co oznaczało zakładanie rodziny podczas wojny, choć ze wszystkich sił starała się nad tym nie zastanawiać. Temat przychodził sam, właściwie będąc stałą myślą krążącą po głowie Rii. Z tego powodu czuła mocny niepokój na myśl o przekazaniu wieści mężowi, ale kiedyś ten moment musiał nastąpić. Nie mogła ukrywać informacji w nieskończoność, im szybciej wiedział, tym prędzej mogli przygotować się na czekające problemy. Żałowała, że te nie będą wcale typowe, jak wybór imion czy koloru mebli w pokoju dziecięcym, a nieporównywalnie poważniejsze. Wolałaby oczekiwać tej wielkiej chwili w spokoju oraz radości, rzeczywiście zaprzątając umysł jedynie podobnymi drobiazgami. Zamiast tego miała już nigdy nie przestać się martwić - o dziecko, o Tony’ego, rodzinę oraz przyjaciół, a nawet obcych, którzy byli obecnie prześladowani przez rząd. Działo się zdecydowanie zbyt wiele, co powodowało zagubienie i zwyczajne przeciążenie. Brakowało w czarownicy dawnej radości, uleciała z niej nawet dotychczasowa energia zawodniczki quidditcha; zastąpiona została smutkiem i wiecznym zmartwieniem. Dobrze, że miała choć Gin w jednym domu! Niewątpliwie czułaby się niewyobrażalnie samotna, gdyby nie obecność przyjaciółki. Pomimo upływu kilku miesięcy, była Weasleyówna nie zdołała tak do końca zaaklimatyzować się z mieszkańcami posiadłości w Puddlemere - prawdopodobnie przez fakt, że większość ostatnich tygodni nie czuła się najlepiej. Teraz znała tego przyczynę i właściwie upatrywała w niej szansę na zacieśnienie więzów z Macmillanami. W końcu stali się jej rodziną!
Jednocześnie zatęskniła za rodzicami - ucieszą się czy zmartwią tak jak ona? Ojciec z pewnością włączy tryb nadopiekuńczego aurora, dopatrując się w tej wiadomości całego pasma zagrożeń, acz matka powinna ucieszyć się na wieść o wnuku; myśli Rii mimowolnie powędrowały do Ottery, gdzie spędziła najlepsze dzieciństwo na świecie. Pokazałaby synowi bądź córce wszystkie najfajniejsze kryjówki, ulubione miejsca, nauczyła pływać w jeziorze, latać na miotle koniecznie omijając drzewa… wizja była piękna dopóki trwała, ponieważ alarm w głowie włączył się ponownie - możliwość beztroskiego biegania po rodzinnych terenach była przecież niemożliwa. Owszem, oboje nie wiedzieli, co miała przynieść przyszłość, ale prawdopodobieństwo zakończenia wojny w pół roku wydawała się snem naiwnego idealisty. Musiały wystarczyć tereny wokół dworku, choć może niekoniecznie od razu przeprawa przez bagna… chyba dopiero teraz zrozumiała rozterki własnych rodziców, którzy za dzieci mieli lądujące w tarapatach urwisy. Ile zmartwień, ile trosk, a brzdąc jeszcze nie przyszedł na świat! Co będzie później? Czy muszą zabezpieczyć każdy róg domu? Schować sztućce hen wysoko? Schody obwarować zaklęciami? A co jeśli drzemiąca w nim magia i tak zniweczy te plany?
I dlaczego teraz o tym myślała? W głowie zaczęło przewijać się cała masa scenariuszy, gdy Tony tak całował jej dłonie, a później dotykał brzucha. Był lekko wystający, dało się to wyczuć, choć spod luźnych sukienek niewidoczny. Jeszcze. Dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo to wszystko stało się realne. Dotąd wieść o ciąży pozostawała jedynie informacją przekazaną od uzdrowiciela; jednak w tej chwili stała się ona czymś więcej - łączącą ich bezpowrotnie prawdą. Uśmiechała się, chwilowo zamknięta w bańce utkanej z najprawdziwszego szczęścia i poczucia, że sobie poradzą. Bez względu na wszystko. Delikatnie głaskała mężowskie włosy pragnąc żyć w tej ułudzie jak najdłużej. Zmożona tygodniami smutku oraz obaw zapragnęła chłonąć bijącą od mężczyzny radość.
Wydała z siebie okrzyk zdziwienia, gdy nagle znalazła się w jego ramionach, ale dźwięk ten szybko został zastąpiony szczerym śmiechem. - Nigdy? - spytała przewrotnie, gdy oplatała rękoma jego szyję. - Nie kuś mnie, żebym to przetestowała. - Przez ułamek sekundy poczuła się jak dawna Ria. Kiedy mogła żartować do woli i nie było to niczym nietaktownym bądź nieodpowiednim. Ułożyła głowę na ramieniu męża powoli uspokajając szybsze bicie serca. Teraz mógł mówić co chciał, czuła się bezpieczna. - Mhm, obrażę się, jak nie wrócisz o czasie na rosół - odparła całkowicie niepoważnie, ignorując tym samym kiełkujące na nowo obawy. - Ja to jeszcze ja, ale jak moja mama się o tym dowie… - dodała dla wzmocnienia dramatyzmu tej wyimaginowanej scenki. - Wiem, że masz obowiązki. Nie zamierzam ci niczego zabraniać. Tylko wróć do nas, dobrze? - Tym razem mówiła całkiem serio. Najbardziej serio, jak tylko mogła.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Jadalnia [odnośnik]27.01.21 11:45
Dzięki niej zyskał motywację do działania. Nie byle jaką. Ogromną. Jeżeli zawiedzie – zawiedzie nie tylko siebie, nie tylko ją, ale i swoje własne dziecko. Musiał działać. Musiał coś zrobić, żeby w końcu pozbyć się przeklętego Malfoya. W przeciwnym razie wszyscy byli zgubieni. Nie mógł do tego dopuścić. Zwyczajnie nie mógł. Jego dotyk nie był zwykłym dotykiem radości, choć i ona odgrywała tutaj dużą rolę. Właściwie główną. Było w nim jednak coś przysięgi o lepsze jutro.
Lepiej oczywiście byłoby, gdyby to wszystko działo się w czasach pokoju. Co zrobić, najwyraźniej tak miało już być. Może zwyczajnie potrzebował takiego zdarzenia, żeby wziąć się w garść.
Złość odstawił na bok. To nie był czas na nienawidzenie i ciskanie wiadomym słownictwem w zdrajców. Być może dlatego zaczął wirować z żoną na rękach po jadalni. Chciał uzewnętrznić całe swoje szczęście, które nagle na niego spłynęło. Nigdy nie mógłby się na nią złościć. Niech całe Puddlemere zna, że i jego mogło spotkać coś dobrego w życiu, a raczej ich. Teraz byli jednością. Koniec. Kropka. Nie dało się od tego wymigać. Zaśmiał się na jej słowa o testowaniu własnej złości. Nie zrobiłaby tego, nigdy. Przynajmniej nie specjalnie. Pamiętał jednak ich ostatnią kłótnię, która nauczyła go jednego – lepiej mówić wszystko od razu niż czekać aż ona miała się o tym dowiedzieć. Kolejna fala śmiechu przyszła wraz ze wspomnieniem o rosole.
Podejrzewał, że pani Weasley mogła być tylko szczęśliwa, choć na pewno miała wspomnieć coś o szczególnym uważaniu na siebie. Bardziej bał się o reakcję Uriena. Po tym jak walnął go w nos – mógł oczekiwać wszystkiego. Myśl o jej bracie sprawiła, że Anthony natychmiast zaczął rozmyślać nad lepszymi zabezpieczeniami. Powinien je założyć jak najszybciej. To nie tak, że bał się jakiegokolwiek ataku, ale teraz musiał być pewny na kilka tysięcy procent, że jego żonie nic nie zagrażało.
Jej prośba sprawiła, że uśmiechnął się zawstydzony. Oczywiście, że zamierzał wrócić. Nie miał zamiaru dać się zabić czarnoksiężnikom. Pod warunkiem, że nie miał spotkać na swojej drodze lepszego przeciwnika. Dotychczasowe zetknięcia wydawały się niegroźne. Przytaknął jej skinieniem głowy.
Znam pewnego zręcznego Jastrzębia, który mógłby przygotować kołyskę – zaproponował, mając na myśli Williama. Nie chciał go wykorzystywać, bo wciąż uważał go za doskonałego gracza, a nie cieślę… ale czemu by nie? To zawsze mógł być dla niego dodatkowy grosz. Przynajmniej do czasu aż Zjednoczeni nie przyjęliby go do drużyny. – Hannę poproszę o przygotowanie miotełki, żeby już na niego lub nią czekała. Ja przygotuję jakąś dobrą nalewkę, żeby nas czekała za kilka miesięcy… I… muszę poszukać dobrej guwernantki – wymieniał dalej zadania, które powinien zrobić do narodzin dziecka. – Musimy przemalować jakiś pokój. Najlepiej ten z widokiem na ogrody, co na to powiesz! Ile mam czasu, żeby to wszystko zrobić? – Zapytał nagle, zdając sobie sprawę, że właściwie nie wiedział kiedy jego syn lub córka miała się urodzić. Brzuch nie był wielki, ale dało się wyczuć, że czaiło się w nim dodatkowe życie. – Gdzie ja znajdę dobrego i zaufanego medyka dla ciebie? Wiem, zapytam Archibalda, jak tylko go spotkam – odpowiadał sam sobie na pytanie. – Albo pannę Wright.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Jadalnia - Page 10 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Jadalnia [odnośnik]28.01.21 13:19
Nie tak to sobie wyobrażała - mimo wszystko miała nadzieję, że zdąży wesprzeć Tony’ego w antyrządowych działaniach. Rodzina miała nadejść później, najlepiej na czasy spokojniejsze, bezpieczniejsze; jednak nie mogła powiedzieć, że żałowała. To przecież miało być ich dziecko, krew z krwi, dar, którym nie każdy został obdarzony, z różnych powodów. Wierzyła zresztą, że w końcu wygrają tę wojnę - i ktoś będzie musiał udźwignąć ich zwycięstwo. Odbudować to, co zostało zrujnowane, zadbać o piękną przyszłość. Chciała wierzyć, że tak będzie, bez względu na to na naiwność oraz idealizm jaki przyświecał tym myślom. Nie chciała wcale myśleć o tym, że nadchodził kres tego co dotychczas znali. Nie zamierzała poddawać się ponurym wizjom, miała dla kogo się starać. Bez względu na odczuwaną frustrację spowodowaną bezczynnością wiedziała już, że kapitulacja nie wchodziła w grę. Mogła pomóc na inne sposoby - gromadząc pożywienie bądź inne artykuły pierwszej potrzeby. Mogła wspierać tych patrzących w jutro bez większej nadziei. Zawsze było coś do zrobienia, nie mogła o tym zapominać. Myśl o złości męża przytłoczyła ją tak bardzo, że zamknęła się na inne możliwości, ale teraz, widząc, jak niepotrzebnie martwiła się o jego reakcję, postanowiła odżyć. Odrzucić przynajmniej część ciążących na barkach trosk i podejść do sprawy z większym optymizmem. I przede wszystkim - działaniem. Musiała przejąć choć odrobinę obowiązków od zmęczonego Macmillana, za wszelką cenę. Pokazać mu, że nie walczył sam, że już nigdy nie ma być sam, ponieważ związali się ze sobą na dobre i na złe. Nie powinni dać się przytłoczyć faktem, że obecnie zostali otoczeni głównie przez zło. W każdej ciemności krył się promień światła; mrok nie mógł istnieć bez jasności.
Właściwie mogłaby to zrobić. Testować go na każdym kroku. Kobietom w ciąży wybaczało się niemal wszystko, prawda? Jednak Ria nie należała do rozpieszczonych pannic, które cieszyłyby się z wydawania rozkazów czekając na spełnienie każdej zachcianki. Już i tak frustrującym okazał się fakt, że nie mogła gotować i musiał robić to za nią skrzat. Gdyby nie złe samopoczucie, pewnie musiałaby także wymykać się do Ottery, żeby pomóc mamie w ogródku! Naprawdę nie rozumiała co ci arystokraci robili całymi dniami. Może mieszkańcy Puddlemere po prostu latali na miotłach, urządzali zapasy i pili alkohol? Dotąd nie miała jak zgłębić ich zwyczajów, acz postanowiła już, że przyjrzy się bliżej codziennym zajęciom swojej nowej rodziny. Jaka szkoda, że żadnej z wymienionych czynności nie mogła teraz robić… może powinna pomyśleć o nauce zielarstwa oraz prowadzeniu szklarni? Pozyskiwanie magicznych roślin oraz pożywienia powinna być pożyteczna i mało obciążająca, gdy ciąża przejdzie w etap zaawansowany.
Kochała słuchać jego śmiechu. Żałowała, że w ostatnim czasie stawał się on coraz rzadszy. Najprawdopodobniej właśnie dlatego ten dźwięk sprawiał rudowłosej taką przyjemność. Nie potrafiła nie cieszyć się wraz z nim - za oknem mogłaby szaleć burza, nie przyniosłaby ani odrobinę zmartwień. Teraz istnieli tylko oni, przepełnieni radością. I… planowaniem. Uniosła głowę, chcąc patrzeć na twarz pochłoniętego rzucaniem pomysłami mężczyznę. Uśmiechnęła się. - Jesteś pewien, że będą chcieli to dla nas zrobić? - spytała. Oczywiście, że nie za darmo, ale pewnie mieli też inne zlecenia, swoje życie oraz obowiązki, zwłaszcza wobec Zakonu. Nie chciało jej się wierzyć, że rzuciliby dla nich wszystko, byleby przygotować się na narodziny dziecka. - Na pewno jakąś znajdziemy - podkreśliła, w końcu chodziło też o jej dziecko! - To dobry pomysł. Proponowałabym jakieś neutralne kolory, może zielony? To ponoć uspokajająca barwa. - Nieważne, że teraz mogła kojarzyć się raczej nieprzychylnie. - Ewentualnie możemy zostawić rodowe barwy - dodała po krótkim zamyśleniu. - Obawiam się, że najwyżej pół roku - odparła. Teraz ten czas mógł wydawać się ogromną ilością czasu, ale szybko minie. Wolała nie zajmować się tymi wszystkimi rzeczami na ostatnią chwilę, ponieważ im brzuch będzie większy, tym ciężej będzie się poruszać, czyli wszystko załatwiać. - Uwielbiam Archiego, ale chyba… wolałabym kobietę - stwierdziła z lekkim zawstydzeniem malującym się na piegowatej twarzy. Czułaby się bardziej komfortowo z kimś, kto bardziej rozumie kobiece ciało. Zwłaszcza, że chyba Roselyn chyba sama przez to przechodziła, aczkolwiek Ria wolała też niczego jej nie narzucać. Cieszyła się natomiast, że Tony o wszystkim myślał - razem z pewnością zdołają wszystko załatwić. Choć czarownica podejrzewała, że jej mąż nie będzie miał na to wszystko czasu, ale ona sama nie zamierzała pozostać bierna. Poradzą sobie. - To teraz drzemka czy świętowanie? - zagadnęła zmieniając temat. W chwili obecnej miała na to wiele pomysłów, ale każdy obejmował opuszczenie jadalni; niedługo miał odbyć się obiad.

| zt Tony i Ria? :pwease:



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Jadalnia [odnośnik]10.07.21 20:09
4 grudnia 1957
Zajęta była takielunkiem, oglądając dokładnie każdą z lin, pilnując też, czy w którymś miejscu nie pojawiały się przetarcia albo ubytki. Statek polegał na każdej, nawet najmniejszej części, a zaniedbanie tego mogło kosztować ich wszystkich życia. Pójście na dno przez zaniedbanie było jedną z najbardziej idiotycznych śmierci i dopóki miało to być jednym z jej zadań, zdecydowanie nie miała pozwolić na to, aby to przez nią wszyscy utonęli. Z dość wymagającego skupienia zadania wyrwało ją szturchnięcie – czy też raczej walnięcie w ramię. Wywróciła oczyma zanim odwróciła się w stronę współtowarzysza ze statku, ale zanim zdążyła zapytać, czy powinna wytrzeć twarz Johsnonna o deski pokładowe, w jej dłonie trafiła zalakowana koperta. Szybka lektura sprawiła, że jej brwi powędrowały w górę.
Kilka dni później zaś przemierzała Puddlemerere czy jak to tam się nazywało. Jakby nie było już prostszych odpowiedzi. Nie wyglądała na zachwyconą ale szacunku do instancji wyższych nie było w niej za grosz, więc spotkanie z LORDEM ANTHONYM MACMILLANEM było dla niej równie zachwycające jak kolejny pasażer wymiotujący za burtę. Nie mogła jednak narzekać aż tak, bo przecież robiła to dla Hansa i wszystkich na pokładzie…najpewniej za to „wyróżnienie” czeka ją potem parę bójek, w tym najlepszym wypadku. Może mogła po prostu zaszyć się na parę dni gdzieś pomiędzy obowiązkami, zanim nie minie im złość?
Wędrowała pod nieco zmienioną postacią, zmieniając włosy na kolor blond, zmieniając nieco kości policzkowe, kolor oczu i pozbywając się blizn. Dopiero kiedy przekroczyła próg, pozwoliła sobie na powrót do oryginalnej postaci, a przechodząc wszystkie środki ostrożności na wstępie, skierowała się w stronę, w którą prowadził ją…ten człowiek? Służący? Nie orientowała się zbytnio. Widziała lordów i lady w szkole, ale odmawiała ich tytułowania. Reggiemu nigdy nie zależało na tym, więc było to raczej żartem pomiędzy nimi, a co do innych…gdyby zasłużyli na to, może zmieniłaby zdanie.
Spojrzała dziwnie na mężczyznę który poprosił ją o płaszcz. Czy Macmillan nie płacił swoim pracownikom? Płaszcz był łatany wiele razy, poprzecierany w paru miejscach, chyba nie powinien chcieć czegoś takiego. Odmówiła podejrzliwie, kierując się za nim i wzruszając ramionami. Cóż, znała Prudence i wiedziała, że to jej dom, dlatego nie zamierzała narzekać. Musiała się zachowywać, prawda? Było to ciężkie.
Wprowadzona do pomieszczenia, zaczęła przechodzić z jednego miejsca do drugiego, nawet jeżeli wskazano jej miejsce. Siedzenie i czekanie nie było cudowne, często prowadząc do irytacji. Dlatego Thalia przechodziła z jednego miejsca na drugie, dotykając wszystko, co było w zasięgu jej dłoni, tak aby wyczuć wszystkie faktury pod opuszkami palców. Przystanęła, zadzierając głowę aby wpatrzeć się w rodową dewizę. Dumne słowa, czy ród był równie dumny?


Ostatnio zmieniony przez Thalia Wellers dnia 06.08.21 12:51, w całości zmieniany 1 raz
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Jadalnia [odnośnik]12.07.21 20:24
Interesy były ważne, a on, pracując od roku głównie na miejscu, doskonale o tym wiedział. Wojna w Anglii zdecydowanie pogorszyła zasoby, które docierały do Kornwalii, a ludzie wciąż byli głodni i narzekali jeszcze więcej niż dotychczas. Anthony musiał odnaleźć nowe kontakty, ale i jakoś zachęcić dotychczasowych partnerów do podtrzymywania współpracy. Chodziło przecież o dobro jego hrabstwa i ludu.
Na całe szczęście dobrze się rozpytał i odnalazł osobę, która mogłaby skontaktować go z kimś, kto zajmował się przemytem towarów. Być może nie było to zupełnie legalne… ale w czasach wojny żaden sposób nie był w stu procentch legalny. Spośród znanych i zaufanych kapitanów coraz częściej pojawiało się imię Hansa Wellersa. Jego przedsiębiorczość była godna podziwu i nie mogła zostać tak po prosu pominięta. Ten jednak wciąż pozostawał tajemnicą dla Macmillana. Kontakt z nim także wydawał się tajemniczo skomplikowany.
Anthony wpadł więc na pomysł, żeby ponownie wypytać jak najwięcej osób o całą załogę statku. Aż w końcu odnalazł osobę, która miałaby największy wpływ na tajemniczego kapitana. Wybór padł na pannę Wellers, która (jak mu się zdawało) mogła być spokrewniona z Hansem. Nazwisko było przecież takie samo. Czy była jego córką, czy nie – nie zamierzał w to się wgłębiać, byleby tylko z jej słowem liczył się kapitan. A wiadomo, że mężczyźni byli wyjątkowo podatni na kobiety, a ojcowie na córki…
Tego dnia czytał prasę w jadalni i przygotowywał się na rozmowę z panną Wellers. Nie miał pojęcia jak wyglądała, ale wyobrażał ją sobie jako odrobinę zaniedbaną i zmaltretowaną przez morzę kobietę. W końcu na otwartych wodach nie było wygody. Morska woda także miała swój wpływ na wygląd żeglarzy… jakie więc było jego zaskoczenie, kiedy zauważył przed sobą niebrzydką rudowłosą damę. Nie dał jednak po sobie znać, że jest zdziwiony. Dopiero po chwili dostrzegł dwie blizny na jej twarzy, które sprawiały, że mimo wszystko było bardziej związana ze swoją profesją (przynajmniej w jego oczach). Podszedł do niej, oczekując że wyciągnie w jego stronę dłoń… ale ostatecznie sam ją wyciągnął, żeby się przywitać.
Jak mniemam, panna Wellers? – Zapytał, będąc pewnym, że rozmawia z nią, a nie jakąś przypadkową kobietą. – Moje uszanowanie… Przejdźmy do salonu – zaproponował, wskazując dłonią w stronę drzwi, a następnie prowadząc ją przez główny korytarz do jednego z większych salonów.
Wskazał jej dłonią na bogato zdobioną sofę lub fotel, mając nadzieję, że wybierze miejsce, które najbardziej jej odpowiadało.
Napije się pani czegoś? – Zapytał wskazując na karafkę z domową whisky. – Mam nadzieję, że droga do Puddlemere nie była męcząca…
Nalał do dwóch szklaneczek bursztynowy płyn. Jedną z nich podał rudowłosej czarownicy, której wciąż uważnie się przyglądał.
Nie będę zajmować zbyt wiele czasu, bo zapewne pani czas jest cenny – zaczął, uznając że to idealny moment na przejście do sedna. Kiedyś usłyszał, że marynarze choć mają nerwy ze stali, to nie lubią kiedy ktoś rozciąga rozmowę w nieskończoność. – Słyszałem bardzo dobre opinie o Shannon, ale niestety nie byłem w stanie skontaktować się z kapitanem. Za to usłyszałem, że mógłbym się zwrócić do pani ze swoją prośbą. Jako przedstawiciel rodu Macmillan chciałbym zaproponować współpracę. A pani mogłaby przekazać moją propozycję panu Wellersowi – wyjaśnił wstępnie.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Jadalnia - Page 10 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Jadalnia [odnośnik]13.07.21 19:27
Chciała, aby ludzie mieli szansę na przetrwanie. Aby chleb trafił w ręce głodnych, leki w ręce chorych. Rycerze i ich sojusznicy siedzieli w luksusach, pławiąc się w rzeczach dostępnych dla tylu nielicznych, że zawsze na tę myśl marszczyła brwi, gotowa niemal od razu złapać najbliższy przedmiot i rzucić nim o ścianę, Nie była jednak teraz w miejscu, w którym mogłaby sobie na to pozwolić, dlatego jedynie zmarszczyła brwi.
Nie byłaby zaskoczona wyobrażeniem Anthony’ego. Sama bardzo dobrze wiedziała, że najczęściej ten obraz był dość bliski wyobrażeniom. Sól, hektolitry wody, męcząca praca – zdecydowanie nie sprzyjało to siedzeniem nad lustrem i dobierania odpowiedniego różu do jej policzków. Tak, jakby kiedykolwiek miało to mieć jakieś znaczenie. W jej społeczeństwie nikt nie potrzebował kobiety będącej marynarzem, z dwiema bliznami, nie umiejącej zrobić cokolwiek dotyczącego domu. Była zbędnym elementem jeżeli chodzi o element egzystencji w rodzinie.
Teraz jednak…starała się jak mogła. Dziwacznie to brzmiało, bo ubranie jej nosiło ślady zużycia, a spodnie budziły już spory niesmak wśród społeczeństwa. Mimo to, nie czuła, aby w jakiś sposób ujmowała lordowi Macmillanowi. Głównie robiła to przez wzgląd na Prudence i na Hansa. Jej nie zależało, bo nigdy nie było czasów, gdzie martwiłaby się o czyjąś opinię. Gdyby to ją hamowało, nie byłaby tutaj i w tej sytuacji.
- Owszem – odpowiedziała zdawkowo, chociaż na usta cisnęło się jej coś o wiele bardziej złośliwego. Musiała jednak zagasić swój cięty język, a przynajmniej częściowo. Nie było w końcu też powodów, by była nieuprzejma wobec Macmillana, skoro ten nie dawał jej ku temu żadnego powodu. Chyba zbyt szybko nauczyła się reagować złośliwościami w męskim towarzystwie. Musiała nad tym zdecydowanie popracować.
- Chętnie, dziękuję. – Skinęła głową, ostrożnie zajmując miejsce na wskazanym w jej stronę fotelu. Odruchowo wybrała miejsce bliżej drzwi, tak na wszelki wypadek gdyby miało się coś stać – nie ze strony Anthony’ego, ale potencjalnego obcego. Były to najpewniej naiwne myśli, ale w razie czego miała możliwość stanąć pomiędzy potencjalnym zagrożeniem a Macmillanem. Nie lubiła szlachty, ale był przecież kuzynem Prudence. – Proszę się nie martwić, jestem przyzwyczajona do każdego rodzaju dróg.
W końcu oprócz morskich szlaków, wędrowała po krajach, w których przyszło jej się znaleźć, nic więc dziwnego czy droga była w słońcu czy w chłodzie, zaciskała zęby i nie narzekała. Delikatnie odbierając od niego szklankę, uśmiechnęła się szeroko kiedy wyczuła znajomy jej zapach, zaraz uśmiechając się jeszcze bardziej kiedy upiła pierwszy łyk. W końcu coś dobrej jakości i porządnego.
- Każdy czas jest cenny, niezależnie od tego, kim się jest – stwierdziła spokojnie, samej nie spuszczając oczu z siedzącego naprzeciwko niej mężczyzny. Wpatrywał się w nią tak, jakby miało to coś zmienić, prawda jednak była, że niewiele miała w tej kwestii do powiedzenia jeżeli chodziło o jego pierwsze wrażenie. Uniosła brwi lekko, odchylając się na swoim miejscu i zerkając na niego z zaciekawieniem.
- Rozumiem, proszę przedstawić swoją propozycję. Ale najpierw ja zapytam o coś, o ile mogę. Znam Prudence Macmillan, stąd wiem co nieco o tej rodzinie. Nic niepochlebnego, spokojnie. Za to jednak wiem, że jest…lord..dość inteligentnym człowiekiem. Czemu więc rozmowa ze mną? Jako kobieta jestem najniżej w całej statkowej hierarchii. Więcej osiągnąć można przez pierwszego oficera albo kogoś innego ze znajomością żeglugi. – Przekazać informacje zawsze mogła, jak to się jednak miało skończyć? Ciekawa była. I ciekawa, czemu poproszono akurat o nią.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Strona 10 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Next

Jadalnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach