Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Gabinet oficera więziennego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Gabinet oficera więziennego - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Gabinet oficera więziennego - Page 3 Empty
PisanieTemat: Gabinet oficera więziennego   Gabinet oficera więziennego - Page 3 I_icon_minitime13.05.18 22:23

First topic message reminder :

Gabinet oficera więziennego

Oficer więzienny odpowiedzialny jest za nadzór i bezpieczeństwo więźniów znajdujących się pod jego pieczą. Zasłużony czarodziej, Stephen Vane pełni tę funkcję od dwudziestu lat. Zajmuje się zatrzymaniem i kontrolą każdego aresztowanego wprowadzanego do Tower of London. Po zamachu na Ministerstwo Magii użyczył swojego lokum dla przedstawicieli Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, z którymi przyszło mu współpracować przez całą swoją karierę. Niewielkie pomieszczenie zostało magicznie powiększone, aby mogło pomieścić gromadzących się tu aurorów. Kiedy wszystko powróciło do normy znów został sam w czterech, pustych i zimnych ścianach.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 14.03.19 19:17, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 42
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Gabinet oficera więziennego - Page 3 565cc0a39bb19d6167cc0c70d0dfef69

Gabinet oficera więziennego - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet oficera więziennego   Gabinet oficera więziennego - Page 3 I_icon_minitime03.03.19 0:19

Skupiła sie całkowicie i może dlatego straciła odrobinę z postrzegania rzeczywistości. Nie ze zmęczenia a skupienia, ale to przecież dla postronnego obserwatora nie mogło mieć większego znaczenia, czyż nie? No i cholernie krzeszło, nie potrafiłą tego pojąć, jak z jednej strony potrafiła całkowicie skoordynować własne ruchy i zmusić ciało do działa w sposób, którego oczekiwała, a jak innym razem kompletnie sobie z tym nie radziła potykając się o własne nogi, lub upadając na prostą drogę. To chyba kwestia skupienia - w momencie zagrożenia pilnowała się cała, gdy przychodziło rozluźnienie łatwo było zapomnieć, że lewa idzie po prawej, a nie inaczej.
Wyjaśnili sobie już wiele wcześniej z Anthonym, ale to nie zmieniało tego, że w jakiś sposób zawsze czuła się przy nim jak jakiś głupi uczniak. Możliwe, że odpowiedzialnym za to było jego świdrujące spojrzenie, a może to, że zawsze wiedział kiedy kłamała.
Zmarszczyła lekko brwi czując już, że popełniła błąd, choć nie bardzo wiedziała gdzie. Następne pytanie od razu jej to uświadomiło. Zrobiła coś nie tak będąc przed czasem, ale nie była jeszcze pewna co. Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć ale przerwał jej nim dźwięk zdobył wydobyć się z jej gardła. Zamknęła otwarte wargi zaciskając je z każdym jego słowem coraz mocniej. Przecież nie zawsze przychodziła wcześniej, choć częściej zdarzało jej się zostawać dłużej. I o co mu w ogóle chodziło, nie była do końca pewna. Beształ ją, przy innych, ramiona uniosły się ku górze w mimowolnej chęci odgrodzenia się od kilku spojrzeń które na nich zawisły. Otworzyła usta chcąc już mu odpowiedzieć, że to wrodzona wada z tym chodzeniem i tylko jego nie usłyszała bo skupiła się na czymś innym, ale to przecież by jej nie pomogło. Powinna być skupiona zawsze. I tutaj, tutaj była świeżakiem. Zamknęła więc usta spoglądając na swoje buty dochodząc do jednoczesnego wniosku, że czasem Skamanderowie ją zdecydowanie drażnią. Gdy jednak odniósł się do Lupina uniosła brwi ku górze. A kolejne słowa sprawiały że jej usta otwierały się powoli znów. Drgnęły jakby chcąc zaprzeczyć, ale w końcu zamknęły się znów. Zacisnęła dłonie, lekko gniotąc prawą raport, który w niej trzymała. To był polecenie od kogoś wyższego stażem. Ramiona zatrzęsły się jej lekko, wciągnęła powietrze przez nos. W końcu rzuciła trzymany raport przed niego, odwracając się na pięcie ze złością widoczną w gestach - ale nie twarzy. Czuła jak odprowadza ją kilka spojrzeń, ale miała je gdzieś walcząc z furią, która rodziła się w jej niewielkim ciele. Co za upokorzenie.
W końcu znalazła się w kuchni w której zrobiła kawę. Bez mleka. Choć zastanawiała się, czy nie dodać czegoś od siebie. Sobie też zrobiła, a jakże - zgodnie z rozporządzeniem i wróciła z wysoko podniesioną brodą i zacięciem na twarzy. Postawiła kawę przed nim, swoją też ustawiła na stole. Nie miała na nią ochoty.. Przysunęła ruchem nogi krzesło ruchem nogi i usiadła na nim splatając dłonie na klatce piersiowej.
- Wspomnienia można zmienić ich przechowywanie jest trudniejsze, łatwo rozbić filkę. Akta zawierają zeznania i wnioski w pierwszej formie, ich archiwizacja pozwala wrócić do sprawy i oprzeć się na niej w przypadku podobnej. - powiedziała, choć sądziła że i tak okaże się, że odpowiedziała źle. - Jestem wcześniej, bo nie opłaca mi się na godzinę wracać do domu. Poza tym, kompletnie nie rozumiem wniosków, które doprowadziły do zakończenia tej sprawy. - wskazała ręką raport który zostawiła na jego biurku. - Chciałam przeczytać go raz jeszcze i zobaczyć czy czego nie pominęłam, zanim zapytam o to inne osoby. - wyjaśniła spokojnie nie spuszczając z niego spojrzenia.





She made broken look beautiful, and strong look invincible. She walked with the Universe on her shoulders and made it look like a
"pair of wings"

Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 17
UROKI : 35
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Gabinet oficera więziennego - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet oficera więziennego   Gabinet oficera więziennego - Page 3 I_icon_minitime03.03.19 3:40

Nie było tajemnicą, że był upierdliwy i łatwo było go nie lubić. Miał swoje dziwactwa, czepiał się czasem o nic nieznaczące dla innych szczegóły, a czasem sam bagatelizował te zdaniem niektórych istotne. Był człowiekiem pełnym różnych wad i zalet, jak każdy inny. Jedną z tych wad było to, że nie lubił być ignorowany, kiedy zabiegał o uwagę. Powtarzać się. Nie lubił też nadgorliwości. Zawsze powtarzał, że każde miejsce ma swoje tempo. Departament miał swoje. Drażnili go zatem stażyści i ci którzy ten ład zaburzali myśląc, że dzięki temu zyskają więcej. Justine to robiła. Może nie nagminnie ale jednak. Złapawszy nieco po każdym przewinieniu nie mogła nie skupić na sobie jego uwagi. Nie była to jednak złośliwość.
- To, że papier się nie rozbija nie oznacza, że jest nieśmiertelny, a gniecenie i rzucanie nim go nie niszczy, Justine - zwrócił uwagę nieco ostentacyjnie wygładzając sfatygowany przez nią dokument, który - w rzeczy samej - pogięła i rzuciła. Nie robił z tego afery, na jego twarzy nie było krzty oburzenia. Uznał, że skoro lubi gesty to przez gesty napiętnuje jej niewłaściwe zachowanie. Tak, potrafił być dość wyrafinowany. Zwracanie uwagi na błędy go jednak nie bawiło i nie przynosiło mu satysfakcji. Chciał jej pomóc. Robił to tylko na swój sposób - Akta są spisywane po to by nie musieć ich zakuwać na pamięć, Justine. I nawet się nie wypieraj. Widzę, jak kiwasz się niczym fotel bujany świdrując je spojrzeniem tak, jakbyś chciała by słowa zamieszkały ci w głowie. Historię Magii również zakuwałaś słowo w słowo? Lub jakąkolwiek inną książkę? Czy może jednak wybierałaś z nich to co najistotniejsze, wynotowywałaś to i korzystałaś z części, hm...? - Poskładał kilka swoich rozłożonych teczek schludnie układając je w odpowiednim dla siebie systemie po przeciwległej do czarownicy stronie biurka tak by nie przeszkadzały. Utworzone miejsce pracy wykorzystał do otworzenia akt sprawy nad którą pracowała - Te dokumenty nie są anonimowe. Też mają swojego autora, który jako człowiek ma tendencję do zamieszczania w nim wszystkiego co wydaje mu się istotne. Często nadmiar informacji przeszkadza. Jeżeli czytałaś akta raz, a potem drugi i masz wrażenie, że czegoś nie rozumiesz to nie czytasz go po raz trzeci czy jedenasty. Nie pytasz się też wszystkich dookoła bez ładu i składu o to co autor miał na myśli tylko idziesz do autora, którego numer oznaki znajduje się tu. Jeżeli masz szczęście to ten wciąż pełni służbę i możesz bezpośrednio u niego rozwiać swoje wątpliwości, a jeżeli nie masz szczęścia i ten okazuje się nieosiągalny bierzesz pióro, pergamin i sporządzasz swoją notatkę. Ofiara, miejsce, okoliczności, świadkowie, zeznania i tak dalej. Trzymasz się chronologii. Starasz się wyciągać wnioski sama, kontrolujesz je z zapiskami akt. Ty sprawdzasz je, one sprawdzają i uczą cię. Od małego obrazka do dużego; od szczegółu do ogółu - spojrzał na nią starając się zweryfikować czy nadąża.  Nie zamierzał z nią się pochylać nad jej pracą domową. Dał jej wędkę. A nawet pióro i pergamin - Autorka tych akt nie pełni już służby - dodał i sięgnął po swoją kawę.




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before
I'll show them

Powrót do góry Go down
Michael Tonks
Michael Tonks

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Zawód : Auror
Wiek : 34
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chcąc zmienić świat, zacznij od siebie.
OPCM : 19
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/8
SPRAWNOŚĆ : 7/9
Genetyka : Wilkołak
Gabinet oficera więziennego - Page 3 1yGOSmf

Gabinet oficera więziennego - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet oficera więziennego   Gabinet oficera więziennego - Page 3 I_icon_minitime09.03.19 0:46

1.09.1956
opowiadanie

Wilkołak-mugolak.
Kilka tygodni temu Michael wrócił do pracy aurora, ale nadal przyciągął w Ministerstwie ciekawskie spojrzenia. Pogodził się już z tym, że pewnie zawsze będzie obiektem złośliwych plotek i niewybrednych komentarzy. Jako likantrop i użytkownik nowo wynalezionego eliksiru, łamał pewne społeczne tabu. Może przyszłe pokolenia wilkołaków będą miały łatwiej - może za kilka(naście) lat wszyscy naocznie przekonają się o skuteczności eliksiru tojadowego i uwierzą, że likantropi mogą żyć prawie normalnie i nikomu nie szkodząc. Może za kilkadziesiąt lat drastycznie spadnie liczba zakażeń i problem w ogóle zniknie. W końcu tylko niewielki procent wilkołaków był bestiami również w ludzkiej skórze. Większość ugryzień zdarzała się przypadkowo - ktoś był w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Dzięki eliksirowi Michael pamiętał każdą pełnię i był całkowicie pewny, że w nocy nikt nie zapuszczał się do jego piwnicy.
W ciągu lat pracy zawodowej, rzadko miewał problemy związane z mugolskim pochodzeniem. Niektórzy zadufani czarodzieje czystej krwi, zwłaszcza szlachcice, patrzyli na niego z góry. Niemniej, w pracy aurora najważniejsze było doświadczenie i oddanie, a tych mu nie brakowało. Zaprzyjaźnił się nawet z Arturem Longbottomem pomimo dzielącego ich statusu społecznego. Fakt bycia mugolakiem dodawał jednak niepotrzebnej pikanterii jego likantropii - może wilkołak szlachcic byłby dla opinii publicznej łatwiejszy do zniesienia niż szlama.

Michael nie przepadał za pracą biurową i najchętniej uciekał z Ministerstwa na misje w terenie. Wyjazd za granicę też był swojego rodzaju ucieczką. W Norwegii znało go mniej osób i sprawa czystości jego krwi nie dokuczała mu tak w życiu codziennym. Nawiązał bliskie przyjaźnie z tamtejszymi aurorami i miał nieustające wyrzuty sumienia po śmierci Norweżki i Anglika - partnerów w misji, która skończyła się tragicznie. Zmagał się też z ambiwalentnymi emocjami względem Olava, który zaraził go likantropią i również zginął tamtej nocy. Chciał znienawidzić dawnego kolegę, ale coraz częściej zastanawiał się nad tym, czy cała misja nie była straszną pomyłką. Wspomnienia z tamtej nocy były mgliste, ale pamiętał, co się działo zanim Olav się przemienił. Widział w lesie nielegalne alchemiczne ingrediencje pozyskane z ludzi, ale nie potrafił sobie przypomnieć śladów czarnej magii - dowodu, że ich interwencja była słuszna.

Idzie wilkołak.  - usłyszał, zbliżając się do Ministerstwa. Zacisnął zęby, nie chcąc okazać żadnej reakcji. Już w Hogwarcie nauczył się, że to tylko zachęca do dalszych zaczepek.
Minął obojętnie grupę pracowników Ministerstwa, którzy tradycyjnie zebrali się przed budynkiem na przerwie na pogaduszki. Złośliwy szept pochodził z ust grubawego jegomościa, który chyba pracował w archiwum. Większość zgromadzonych udawała, że nie widzi Michaela. Nie było wśród nich aurorów, którzy zdążyli już przyzwyczaić się do jego obecności. Niektórzy mogli za to pamiętać go z korytarzy, z zeszłorocznych kontrolnych wizyt podczas eksperymentów nad eliksirem tojadowym. Wszyscy też znali jego nazwisko z rejestru. Jedna z policjantek nie podzielała najwyraźniej zbiorowego negatywnego nastawienia i skinęła Tonksowi głową ze współczującym wyrazem twarzy. Uśmiechnął się do niej z przymusem. Do chłodu już się przyzwyczaił, a litość bywała dla ambitnego aurora trudniejsza do zniesienia niż jawna niechęć.
Udał się do biura aurorów, chociaż chętniej zostałby na zewnątrz. Może później wyciągnie Longbottoma na pogawędkę. Nigdy nie lubił ciasnych i ciemnych pomieszczeń, a odkąd został wilkołakiem czuł się w nich bardzo niekomfortowo. Kojarzyły mu się z piwnicą, w której spędzał pełnie. A wilcza część jego natury wmawiała wciąż jego podświadomości, że znalazł się w klatce. Może coś w tym było.

Usiadł przy swoim biurku, wepchniętym w ciasny kąt. Było tu jeszcze bardziej klaustrofobicznie, ale przynajmniej nie musiał się socjalizować, jeśli nie chciał. Jedyną wadą było to, że siedział niedaleko drzwi i przy ścianie korytarza. Jeśli ktoś był głośno na korytarzu, Mike mógł to usłyszeć i poirytować się na rozproszenia w pracy.
-Jakieś zgłoszenia? - zapytał z nadzieją Petera Royce’a, chuderlawego okularnika, który zajmował biurko obok. Royce pokręcił głową, równie rozczarowany nudno zapowiadającym się dniem, co Michael. Dopiero co skończył kurs aurorów i rwał się do akcji. Niestety, dzisiaj chyba nie czeka ich praca w terenie - chociaż żaden z mężczyzn nie porzuci marzeń o ekscytującym zgłoszeniu w ciągu dnia i ściganiu złoczyńców na ulicy Pokątnej.
Gdy Mike sam zaczynał pracę w Ministerstwie i był takim świeżakiem jak Peter, dni bez zgłoszeń upływały całkiem przyjemnie. Pracowali w przestronnym budynku, wszystko funkcjonowało jak trzeba i można było zająć się czymś interesującym, jak choćby rozmową z kolegami. Niestety, po pożarze Ministerstwo było w jednym wielkim chaosie i wszystkich urzędników czekał mozolny proces organizowania tego, co ocalało z archiwum. Pudła z dokumentami i aktami piętrzyły się w chaosie i każdy zerkał na nie z obrzydzeniem, wiedząc, że ich uporządkowanie zajmie długie miesiące. Peter (jako najmłodszy stażem) i Mike (jako dopiero co przyjęty ponownie do pracy) często byli oddelegowywani do tego żmudnego zadania. Michael z nostalgią wspominał pobyt w Norwegii, podczas którego był szanowanym aurorem i nie zniżał się do zadań administracyjnych. Ale był wdzięczny, że w ogóle ma pracę. Bezczynność w domu go dobijała, a organizacja akt nie miała na szczęście określonych ram czasowych. Część dokumentów była bezpowrotnie zniszczona i nikt nie potrafił powiedzieć, ile ocalało. Dlatego Mike i Peter nie musieli się spieszyć i mogli spokojnie czytać ciekawsze akta. Czasami Michael opowiadał młodemu detale spraw, które sam pamiętał. Chciał, żeby Royce nauczył się czegokolwiek podczas tego głupiego zadania i nie marnował dnia tylko na segregowaniu papierów.

Z westchnieniem postawił na biurku kolejne pudło, a Peter rozświetlił ich kącik zaklęciem. Oboje wzięli po pliku papierów i zaczęli je przeglądać.
-Co to tu robi… - Michael zmarszczył brwi z mieszaniną rozbawienia i zażenowania, widząc broszurkę instruktażową z kursu aurorów pomiędzy aktami spraw z marca 1956. Najwyraźniej ktoś zachował swoje stare notatki - na marginesach były jakieś bazgroły oraz wyjątkowo trafna karykatura jednego ze szkoleniowców. Michael rozpoznał duży nos i wybałuszone oczy kolegi z roku, który pracował teraz jako nauczyciel młodych aurorów. Sądząc po złośliwości rysunku był raczej nielubiany i surowy - a przecież wszyscy byli kiedyś w tym samym miejscu.
-Peter, uczyli was na co zwrócić uwagę przed rzuceniem Expelliarmusa? - zagaił kolegę.
-Na to, czy przeciwnik sam przymierza się do rzucenia jakiegoś zaklęcia, czy mamy czysty cel… - zaczął recytować młody.
-Tak, tak. - przerwał Mike, którego uczono dokładnie tego samego. -A potem życie rozmija się z teorią. - westchnął ciężko. Gdy rozbroił Olava wtedy, w Norwegii, był pewien, że mają go jak na talerzu. Kolega z Hogwartu zawsze był słabowity, a wtedy wyglądał na nienaturalnie bladego i chorego (dokładnie jak Michael po pełni…), więc Tonks nie sądził, by stawiał opór. Nie wyobrażał sobie wtedy, że aresztowany przemieni się w wilkołaka i to nie w trakcie pełni.
-Nigdy nie myśl stereotypowo, Peter. I używaj wyobraźni. - pouczył młodego. -Możesz rzucić zaklęcie perfekcyjnie, mieć lata doświadczenia, sprawdzonych partnerów, rutynową sprawę do przeprowadzenia i przewagę w zdolnościach magicznych. A i tak zdarzy się coś nieprzewidzianego. Pamiętaj, że czarodziej nawet bez różdżki może cię znokautować ciosem pięści… - Royce pobladł, bo jego znokautować nietrudno. Świetnie rzucał zaklęcia i był bardzo zwinny, ale krzepą się nie odznaczał. …albo chociażby być leglimentą, czy kimś szkolonym w magii bezróżdżkowej. - dodał Mike dla załagodzenia wymowy swojego wykładu. Nie chciał, by kolega spędził resztę dnia zadręczając się tym, czy powinien podszkolić się w walce wręcz.
-Jak załatwią nam lepsze lokum niż Tower, to mogę cię podszkolić w samoobronie pięściami. - obiecał Tonks. -Poza tym…poza tym mugole mają całą gamę broni, które są słabsze od naszej magii, ale do których nie przywykliśmy. - dodał zniżonym głosem, bo mówienie o mugolach nie było ostatnio w Ministerstwie mile widziane.
-Na przykład broń palną. To coś jak ogniste zaklęcie, ale zmechanizowane. Nie wspominając o tym, że przy tych anomaliach to w ogóle trzeba na nich uważać. Rzadko mamy do czynienia z mugolami, ale pamiętaj, że zawsze jacyś mogą się napatoczyć. - ostrzegł. W idealnym świecie czarodzieje łapaliby czarodziejów na czarodziejskich terenach, ale praca aurora nie polegała na wykonywaniu podręcznikowych zadań.

Peter wyglądał jakby chciał dopytać o broń palną, ale jedna z ich koleżanek z biura obejrzała się przez ramię i rzuciła im ostrzegawcze spojrzenie. Chociaż mówili między sobą cicho, echo w Tower bywało dokuczliwe. Mike sam wiedział, jak czyjeś rozmowy potrafiły rozproszyć w pracy - dzisiaj miał dobry dzień, ale czasami tuż przed pełnią nie potrafił się na niczym skupić. Posłał więc znajomej przepraszające spojrzenie, a potem obiecał Peterowi, że porozmawiają na przerwie, na zewnątrz.

Ponownie zatopili się w aktach, ale każdy myślał o doskonaleniu własnej kariery. Peter - o tym, że może mógłby wygospodarować więcej czasu na ćwiczenia fizyczne. Czuł się jak słabeusz przy muskularnym Tonksie. Michael z kolei myślał o pistoletach i westernach, które oglądał jako dziecko. Nigdy nie nauczył się strzelać z pistoletu i zastanawiał się, czy to nie najwyższa pora. Żyli w dziwnych czasach, w których każde chwyty były dozwolone - a Mike chciał przetrwać i jak najlepiej bronić siebie i swoją rodzinę. I ocalić cały czarodziejski świat przed przestępcami, oczywiście. Nawet jeśli jego dzisiejszy dzień w pracy aurora polegał głównie na prawieniu kazań młodzikowi i nie dawał mu okazji do żadnej spektakularnej akcji.
/zt




You can tame a big bad wolf
if you don't feed him



Ostatnio zmieniony przez Michael Tonks dnia 09.03.19 23:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 42
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Gabinet oficera więziennego - Page 3 565cc0a39bb19d6167cc0c70d0dfef69

Gabinet oficera więziennego - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet oficera więziennego   Gabinet oficera więziennego - Page 3 I_icon_minitime09.03.19 23:49

Może dała się trochę ponieść emocjom. Ale nie była do tego przyzwyczajona. A może nadal się nie przyzwyczaiła do tego, że była na samym dole. Wiedziała przecież jak to działa. Przeszła to już nie raz. Najpierw w pogotwiu, a potem w Zakonie. Teraz jednak była gwardzistką, a to znaczyło że jej zdanie miało wartość, a jej polecenia były wiążące. W Pogotowiu miała szefa, ale przepracowane lata dawały jej już pewne stanowisko i posłuch wśród młodszych. Tutaj, mimo, że była starsza niż większość stażystów znów zaczynała od początku. I sama podjęła tą decyzję. Sama postanowiła dostać się tutaj i to też zrobiła. Chciała tego przecież, potrzebowała, żeby stać się silniejszą, żeby rozwinąć się szybciej. Ale teraz czuła się jak głupi uczniak, który został przyłapany na ściąganiu, a Tonks nie ściągała nigdy, nigdy też nie wyręczła się nikim. Uczyła się sumiennie, jak większość krukonów. I nie rozumiała co zrobiła nie tak.
Więc tak, może nie powinna była zaciskać dłoni na papierze i rzucać akt na jego biurko, co wykorzystał teraz by ostentacyjnie wygładzić pogniecione przez nią stronice. Miała ochotę w coś kopnąć. Zacisnęła zęby na jego kolejne słowa czując, jak złość wychodzi jej nosem i uszami. Chyba zrobiła się czerwona na twarzy, ale nie ze wstydu a złości, która rozlewała się w jej ciele powoli docierając do każdej komórki z której się składała. A Skamander wykładał jej jak na jednym z wykładów, jak fenomenalnie jest głupia i jak bardzo robi nie tak, jak powinna. Zaciskała zęby, czując jak zgrzytają cicho. Nie tylko czujac, ale też słysząc. Nie miała osiemnastu lat i chyba mogło mu nie przejść przejść przez głowę, że jednak robiła coś dobrze. A może jej nie przeszło przez głowę, że ktoś pamiętała swoją sprawę sprzed kilkudziesieciu lat.  
- Anatomię. - wywarczała przez zaciśnięte zęby spoglądając na niego odważnie. - Anatomię musiałam znać słowo w słowo. Byłoby niefortunne, gdybym nie miała pod ręką notatek a autora książki nie było w pobliżu. Ktoś mógłby stracić życie. - trochę warczała nadal siedząc z zaplecionymi na piersi ramionami. - Pamiętasz każdą sprawę, którą prowadziłeś? - zapytała spokojniej, chociaż złość nadal iskrzyła się w jej spojrzeniu. - I chociaż przeszło ci przez myśl, że mogłam to już zrobić czy po prostu założyłeś, że nie wiem nic? - chyba to ją najmocniej rozsierdzało. To i ton, którym się do niej zwracał. Nie pasowało jej to. To były cenne rady, ale ledwo to zauważała przez to, jak je przekazywał i jak ją traktował. Najpierw odsyłając po kawę, a potem fundując wykład na oczach wszystkich, którzy akurat znajdowali się w Biurze.





She made broken look beautiful, and strong look invincible. She walked with the Universe on her shoulders and made it look like a
"pair of wings"

Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 17
UROKI : 35
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Gabinet oficera więziennego - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet oficera więziennego   Gabinet oficera więziennego - Page 3 I_icon_minitime10.03.19 23:05

Respektował hierarchię Biura Aurorów oraz Zakonu Feniksa. Bardzo wyraźnie rozdzielał jednak jedną od drugiej. To wciąż były dwie materie, które nie były jednym i tym samym. Jako auror działał pod komendą prawa, którego egzekwowania strzegł. Jego działania były jawne oraz kontrolowane przez zwierzchników. Tutaj, w tym momencie Justine nim nie była. Gdy skończy zmianę i spotkają się ponownie w jednej z bocznych uliczek by pochylić się nad anomalia - będzie jednak zgoła inaczej. To on będzie pod jej komendą, zwierzchnictwem, kiedy to pod osłoną nocy będą próbowali spierać się z siłą z którą prawo przegrywało. Nie miał z tym najmniejszego problemu. Teraz był jednak aurorem, a ona stażystką, która plątała się po biurze mimo iż nie był to jej czas. To się aż prowokowało. Anthony zatem nie byłby sobą, gdyby więc się nie zainteresował nią odpowiednio. Co też się stało. Nie strofował jej za nic. Nikt jej w końcu nie kazał tak traktować dokumentacji, prawda? Był to jej wybór na którego nieodpowiedniość zwrócił uwagę.  
- Kryj się ze swoimi myślami lepiej, Tonks. Nie wszyscy są tak sympatyczni jak ja by podobne zachowanie zignorować - wyrecytował machinalnie, unosząc nieznacznie brwi po zlustrowaniu jej kipiącej zawiścią oblicza. Nie robiło to na nim wrażenia, lecz znalazłby się ktoś kogo zachęciłoby to do podroczenia się z urodziwą, świeżą blondynką lub ktoś komu zwyczajnie zaszłaby za skórę. Lepiej było takich sytuacji unikać w celu zachowania zdrowej atmosfery pracy.
- To Anatomię - powtórzył po niej ze spokojem. Nie miało to znaczenia co konkretnie. Była to w końcu jedynie figura retoryczna do przedstawienia pewnego problemu z którym niespodziewanie Justine popłynęła ostro po bandzie - Gdybyś sporządziła notatkę to wszystkie najważniejsze informacje miałabyś w głowie - trochę nie mieściło mu się w głowie w jaki sposób można byłoby wyprzeć z pamięci skondensowane istotne fakty na rzecz zapamiętania w słowo w słowo informacji rozciągniętych po kilku, kilkunastu, a najgorszym wypadku - kilkudziesięciu stronach. Szczerze miał nadzieję na to, że Justine również tylko teraz tak w złości plotła trzy po trzy bez składu i ładu. Zakuwanie dokumentacji na pamięć. Jak to w ogóle brzmiało - I to nie jest karta pacjenta, która ratuje życie gdy temu siądzie serce, Tonks. Wszystko co tu jest spisane już miało miejsce. Dają wam to by nauczyć was sporządzania takich dokumentów, a w chwili przejęcia cudzej sprawy odpowiedniego wyciągnięcia wniosków, analizy, rozeznania się. Nie próbuj przypisywać zlepkowi papieru większej wartości niż tą jaką posiada w rzeczywistości - tłumaczył, a w jego słowa wplatała się lekko protekcjonalna maniera. Nie miał jednak niczego złego w zamyśle. Starał się pomóc odnaleźć się Justine w nowej, biurowej rzeczywistości. Tłumaczył wszystko z cierpliwością nie mogąc z chwili na chwilę zrozumieć rosnącej w niej agresji - Pamiętam. I ty też będziesz pamiętać. Zobaczysz - zapowiedział lustrując ją uważniej. Był tego pewien. W końcu sprawy trafiające do biura należały do kategorii tych naprawdę obrzydliwych w których czarodzieje stawali się ofiarami najgorszego sortu zaklęć, fantazji chorych umysłów. Takich rzeczy się nie zapominało. Jako była ratowniczka powinna to rozumieć. W końcu chyba pamiętała, każdy śmiertelny przypadek do którego była wzywana, prawda?
- Nie. Założyłem, że nic nie wiesz - nie uważał tego za coś złego. Po prostu miał za mało informacji bazowych by wyciągnąć z nich jakaś sensowniejsza konkluzję. W takiej sytuacji lepiej było wystartować od zera i potencjalnie powtórzyć informacje niż pominąć. Technika ograniczonego zaufania stosował do wszystkich. Bez wyjątków.
- I spuść z tonu, Tonks. Z czym masz taki problem? - zwrócił jej uwagę już bardziej wprost czując, że jej niechęć nie ustępuje. Nie chciał być zmuszony do temperowania zaciekłości, lecz jeżeli nie uspokoi to będzie musiał. Nie mógł sobie pozwolić na to, by kursant warczał na niego przy własnym biurku. chciał więc znaleźć źródło problemu. Upił kawy.




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before
I'll show them

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 42
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Gabinet oficera więziennego - Page 3 565cc0a39bb19d6167cc0c70d0dfef69

Gabinet oficera więziennego - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet oficera więziennego   Gabinet oficera więziennego - Page 3 I_icon_minitime14.03.19 21:25

Nie była do końca pewna, co ją tak denerwowało. A może zdenerwowała. Możliwe, że większą przyczyną jej irytacji nie był Skamander, a ona sama. Ale na razie nie dopuszczała tego do wiadomości. Nie dlatego, że nie zgadzała się ze słowami, które wypowiadał, ale raczej dlatego, że nadal nie wybaczyła mu rozporządzenia by zrobić kawę. Dlatego siedziała na krześle, zaplatając dłonie. Wściekła jak osa - prawdopodobnie na cały świat, a siebie najbardziej.
Zamrugała kilka razy na jego słowa i rozchyliła wargi w zdumieniu, chcąc coś powiedzieć. Ale nie powiedziała nic, zamykając je i marszcząc brwi. Kryj się z myślami lepiej. Zawsze sądziła, że potrafi to robić. Przez dobrych kilka lat łaziła u boku Skamandera kochając go potajemnie, a on nie widział. Myślała, że było to sprawą jej umiejętności, nie jego ślepoty. Zmarszczka na czole pogłębiła się bardziej. Pamiętała przecież rozmowę z Margaux, która wiedziała. Chyba nie tylko ona.
- Pokaż mi jak. - powiedziała więc w końcu, zmarszczka na jej czole zniknęła a wzrok zawiesił się na nim. - Naucz mnie. - mówiła, a może prosiła mówiąc. Sama nie była pewna. Przekrzywiła lekko głowę. Całkowicie pominęła zdanie o sympatyczności. Skamander był… specyficzny. Ale nie była pewna, czy użyłaby określenia sympatyczny. Mimo to, on jednak kontynuuował dalej. Pohamowała chęć wywrócenia oczami i wpatrywała się w niego na powrót marszcząc brwi. Wiedziała, że przy Anatomii nie było wyjątku, mogła sobie zrobić notatkę, przepisując dokładnie każde słowo opisujące ludzką budowę i uczyć się z niej. Ale nie zmieniało to faktu, że kilka najpotrzebniejszych wypadków w tym przypadku to było za mało. Ale na Merlina, przecież nie zamierzała uczyć się na pamięć dokumentacji sprawy.
Chyba ją to frustrowało. Tak po prostu. Widziała raporty, choć różniły się od tych, które czytała teraz. Pisała też je, gdy wracali po akcji w Pogotowiu Ratunkowym. Zacisnęła usta w wąską linię, gdy mówił dalej. Z tym jednym mogła się zgodzić, wiedziała ze nie zapomni. Pamiętała każdą interwencję, od tej w której szalony alchemik zrobił w Dziurawym Kotle dziurę, po tą w której pomagała Albie u kresu jej życia. Na jego kolejne prostolinijne stwierdzenie zaplotła dłonie i przetarła nimi twarz.
Po prostu założył, że nic nie wie.
Odciągnęła je od twarzy spoglądając na niego ponownie. Przez kilka chwil milczała w końcu sięgając po swoją kawę, którą przecież zrobiła sama sobie.
- Z sobą, najwyraźniej. - mruknęła, odkładając kubek na stół. Westchnęła. - Czasem z ciebie kaktus, nawet jeśli to co mówisz ma sens. - podjęła dalej, opierając się znów o krzesło. Uniosła dłoń i potarła nos. Uniosła zaraz dłonie w geście poddania się. - Zrobiłam notatkę, ale nie pomyślałam, żeby napisać list. - zgodziła się w końcu opuszczając dłonie i układając je na kolanach. - Jakieś rady na zakwasy? - zapytała, bo nawet siedząc teraz przed nim czuła każdy ze swoich mięśni.





She made broken look beautiful, and strong look invincible. She walked with the Universe on her shoulders and made it look like a
"pair of wings"

Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 17
UROKI : 35
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Gabinet oficera więziennego - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet oficera więziennego   Gabinet oficera więziennego - Page 3 I_icon_minitime15.03.19 4:30

Zaczął się trochę zastanawiać czy nie mówi czegoś nie na miejscu z powód ćwiczeń oddechowych uskutecznianych przez Tonks. Przypominało to trochę ćwiczenia w nurkowaniu na sucho. Zachowanie to budziło w nim jakiś dziwny dyskomfort, czego jednak po sobie pokazać nie pozwolił utrzymując swoją urzędnicza pozę na odpowiednim sobie miejscu. Przynajmniej do chwili w którym czarownica nie wykazała się wyjątkową bezpośredniością.
- To rozkaz? - uśmiechną się nieznacznie w autentycznym geście rozbawienia. Nie śmiał się oczywiście z Justine, a z sytuacji. Dobór słów i ton z jakiegoś powodu trafiły w jego poczucie humoru, chociaż zapewne nie było to jakkolwiek zamierzone. Chrząkną wracając do pracowniczej pozy mogąc budzić tym samym pytanie: skąd pomysł, że ciągle nie pokazywał?
- Spróbuję znaleźć w przyszłym tygodniu kilka chwil. Na chwilę obecną staraj się na mnie nie patrzeć tak, jakbym zamknął cię w archiwum na tydzień. Wyobraź sobie, że...sprzedaje bułki - wszyscy w końcu lubią bułki, prawda? Do tego ani razu nie zdarzyło mu się spotkać piekarza-czarnoksiężnika, a to o czymś świadczyło. Przykład był absurdalny i trochę o to mu chodziło - by zdezorientować Tonks i przynajmniej nieco stępić jej ostre spojrzenie. Dezorientacja w tym przypadku była dużo lepsza niż złość.
- To przestań...? - zaproponował uprzejmie nieco niezadowolony z tego, że jej problemy stawały się jego ale czego się nie robiło dla świeżaków, prawda? - Co. Kakus? - zadumał się marszcząc czoło w konsternacji nie śmiąc nawet podważać kolejnych słów. Może to była arogancja, może nadmierna pewność siebie, lecz przekonany był, że zawsze mówi z sensem i nie podlegało to dyskusji. Upił z kubka nieco kawy by następnie spojrzeć na czarownicę z nad jego krawędzi.
- Ty mi powiedz Tonks. Masz jakieś rady? - uniósł brwi wyżej, a na jego twarzy wymalował się nieco koci grymas zadowolenia. Nie robił tego złośliwie. Przynajmniej nie to go motywowało do podobnego zachowania. Chciał jakoś zasygnalizować czarownicy, że posiada większą wiedzę niż jej się wydaje. Powinna z tego czynić zdecydowanie więcej korzyści. Jeżeli będzie potrzeba zamierzał jej o tym przypominać na każdym kroku. Niekoniecznie w przyjemny sposób - Stan przyszedł. Pierwsze pytania jakie zadaje są retoryczne - sprzedał jej informację z dobrej woli, a gdy odeszła od biurka wrócił do pracy na sprawą.




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before
I'll show them

Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 42
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Gabinet oficera więziennego - Page 3 565cc0a39bb19d6167cc0c70d0dfef69

Gabinet oficera więziennego - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet oficera więziennego   Gabinet oficera więziennego - Page 3 I_icon_minitime17.03.19 0:27

Otwierała usta, by wypuścić na świat słowa, które cisnęły jej się do ust. Zamykała je jednak zaraz przypominając sobie, że w tej konkretnej chwili nie są ani w Zakonie, ani też na prywatnym spotkaniu. Byli w tymczasowym Biurze Aurorów. W miejscu w którym to ona przyjmowała od niego polecenia i była pod nim. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wiele kosztowało ją nie odpowiadać od razu, trzymając swoją porywistą naturę w ryzach. Nie zdawała też sobie sprawy z tego, że jej słowa mogły zabrzmieć jak rozkaz. Spojrzała na niego zdziwiona. Mrugając powiekami w konsternacji. Już otwierała usta, by coś powiedzieć, zaprzeczyć, ale uśmiech na jego poważnej zazwyczaj twarzy skonsternował ją jeszcze bardziej. Brwi zmarszczyły się bardziej ale nim zdążyła się zastanowić, czy śmieje się z niej, czy z tego co powiedziała albo jak mówił dalej. A słowa które wypowiedział jedynie mocniej zmarszczyły jej brwi.
- Bułki? -powtórzyła za nim głupio, równie głupio się na niego gapiąc. - A nie mógłbyś sprzedawać alkoholu? - zapytała unosząc dłoń by podrapać się po nosie. Powstrzymała kolejne wywrócenie oczami na jego uprzejmą radę. Chyba powinna dodać do niej więcej ironii, o której zapomniała gdzieś po drodze. - Wybrałam określenie, które nie wymaga cenzury. - uniosła ramiona i opuściła je spokojnie. Powinien dojść do tego, o które słowo chodziło jej konkretnie. Cóż, jeśli nie, pozostanie bez odpowiedzi.
- Mam, nawet kilka. - zgodziła się swobodniej, unosząc lekko nogę i rozmasowując sobie łydkę, czując w niej skurcz. - Ciepła kąpiel, zmienne temperatury wody, masaż  - ale jego nie ma kto mi robić, witamina C, sok wiśniowy - na który jej nos zmarszczył się automatycznie -  i eliksiry chłodzące. Ale kto wie, może macie jakieś inne niezawodne aurorskie  sposoby, których medycyna jeszcze nie poznała. - wyprostowała się znów opierając plecami o krzesło. Obróciła głowę dostrzegając mężczyznę którego wymienił. Zwróciła znów na niego spojrzenie i podniosła się. Złapała za akta, które wcześniej rzuciła na jego Biurku. - Dzięki, Skamander. - powiedziała zawieszając na starszym aurorze spojrzenie. Uśmiechnęła się lekko, by zaraz odwrócić się na pięcie i ruszyć w kierunku Stana, który miał przeprowadzić kolejny z bloków zajęć, któremu ich poddawano. A do końca dnia zostało jeszcze wiele godzin.

| ztx2 :pwease:





She made broken look beautiful, and strong look invincible. She walked with the Universe on her shoulders and made it look like a
"pair of wings"

Powrót do góry Go down
Tangwystl Hagrid
Tangwystl Hagrid

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : 30
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Gabinet oficera więziennego - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet oficera więziennego   Gabinet oficera więziennego - Page 3 I_icon_minitime27.03.19 18:06

7 października

Anomalie wcale nie ułatwiały sprawy. Nie, nie ułatwiały jej ani trochę. A to znów powodowało, że praca która w swoim działaniu zawierała magię… cóż bywała czasami kłopotliwa. A nawet nie tyle co czasami, a często. I nie tyle, co kłopotliwa, a bardziej przypominała wrzód na pośladkach, który nawet smarowany maściami nie za bardzo miał ochotę by zniknąć.
Osłabienia, czy przypadkowe atakowanie swoich współpracowników stało się właściwie codzienność i Hagrid właściwie była zadowolona z faktu, że udało jej się liznąć choć odrobinę magii leczniczej. Przy dużych pokładach szczęścia i braku anomalii była w stanie odrobinę podreperować zdrowie kogoś, jeśli to ucierpiało a w pobliżu nie znajdował się żaden wykwalifikowany uzdrowiciel. Jej rutyna dnia wcale się nie zmieniła. Ale nie miała z tym problemu, przywykła do takiego życia, do spędzania godzin w sali szpitala Świętego Munga i referowaniu ojcu wszystkiego, co zdarzyło się w jej życiu. Ale cóż, nie było ono jakieś ekscytujące za bardzo. Bardziej zwyczajnie. Takie, cóż. Właściwie chyba aż za spokojnie, jak na wszystko to szaleństwo, które działo się dookoła. Ale choć chciałaby zrobić coś więcej, na razie nie wiedziała jak. Wizja nadchodzących badań Shlety zdawały się jednak odrobinę bardziej budujące i zapowiadały coś nowego - coś czego jeszcze wcześniej nie robiła.
Dzisiaj zegar w tymczasowym Biurze Aurorów zdawał się ją doprowadzać do szału. Sekundnik odliczał miarowo czas wbijając się okrutnie w jej głowę. Gapiła się na niego marszcząc pokaźne brwi i kompletnie nie rozumiejąc. Chciała oddalić się i przejść do Katedry Zaklęć Obronnych by zaproponować im dzisiaj swoją różdżkę. Napisała więc list z pytaniem, czy nie potrzebują jej różdżki by sprawdzić działanie tego, nad czym właśnie pracują. Ale odpowiedź, która wróciła rozczarowała ją. Pani Brynhilda Gooldgrove, zastępca kierownika katedry pisała jej, że w obecnej chwili obniżyli do minimum liczbę testowanych uroków ze względu na anomalię, których ostatni atak zrobił dziurę wielkości dorosłego człowieka w ich dachu. Zapewniała, że gdy tylko zajdzie taka potrzeba poproszą ją o pomoc i stawienie się w budynku zajmowanym przez Katedrę Zaklęć Ochronnych i na ten moment zalecała cierpliwe oczekiwanie.
Cierpliwe.
Tangwystl prychnęła lekko pod nosem. Dmuchnęła by odsunąć z twarzy jeden z niesfornych kosmyków. Tik tok. Tik tok. Tik tok. Mówił do niej cicho zegar, jedynie mocniej ją irytując. Jak na złość, nawet raporty które zazwyczaj wracały do jej biurka rządne poprawy teraz pochowały się po kątach. Chyba zwyczajnie nie było w nich co poprawiać, ale dzisiaj, dzisiaj to Hagrid tęskniła nawet za czerwonym atramentem Bones, który wraz z wykrzyknikami zwracał uwagę na to, że jej zdania nie brzmią po ludzku i należy je poprawić odpowiednio.
Zaśmiała się do siebie i dźwignęła od biurka opierając na nim dłonie. Musiała sobie znaleźć zajęcie, bo inaczej oszaleje - była tego więcej niż pewna. Więc ruszyła do prowizorycznej kuchni chcąc sobie zrobić kawę. Spojrzała na nią krytycznie i zabrała się za sprzątanie. Nic lepszego w tej chwili jej nie zostało.
Ścierała właśnie okruszki ze stolika, przy którym można było usiąść i coś zjeść, gdy obok niej pojawił się świetlisty kot. Spojrzała na niego wsłuchując się w głos. I gdy usłyszała jedno, ważne słowo aż podskoczyła z radości i podekscytowania.
Wezwanie.
Znaczy, nie powinna się cieszyć, bo ono nigdy nie oznaczało niczego dobrego. Klątwy - same w sobie z natury - były złe. Czy może raczej skażone czarną magią. Bywały takie, które przynosiły jedynie katar czy przeziębienie, ale większość z nich dawała jednak o wiele większe obrażenia. Parszywe, całkowicie splamione złem i zdecydowanie zagrażające życiu.
Dlatego też Tangie wściekała się czasem, gdy aurorzy wchodzili w jakieś miejsca, nie rzucając wpierw zaklęcia, które sprawdzało obecność klątw w danym miejscu. Rozumiała pośpiech ich działania, rozumiała znaczenie każdej sekundy. Ale nieostrożności nie akceptowała. Ryzykowali życiem codziennie, ale umrzeć, bo nie rzuciło się jednego zaklęcia - cóż, to nie należało do najrozsądniejszych.
Ale teraz nie mogła o tym myśleć, teraz musiała zbierać się na miejsce, które dokładnie podawał jej patronus. Wymknęła się przed Tower i machnęła ręką na Błędnego Rycerza. Nim mogła dostać się na miejsce zdecydowanie szybciej. Powitała Pranga pokazując mu rząd białych zębów i wypowiedziała adres, na którym potrzebowała się dostać. Kilka minut, chyba tyle zajęło jej, nim nie znalazła się na obrzeżach Londynu. Wysiadła, dostrzegając z daleka Dylana.
Dylan... cóż by o nim nie powiedzieć, jedno opisywało go najdokładniej. Dylan był specyficzny. I zdecydowanie nie doceniał runistów. Uratowała mu tyłek już wcześniej, jednak mimo to nadal sądził, że właściwie Biuro Aurorów dobrze radziłoby sobie bez nich. Puszczała jednak mimo uszu jego słowa. Tak długo, jak dostawała wezwania, a Bones opierzała ją jedynie za raporty jego zdanie nie miało znaczenia.
- Dylan. - przywitała się z aurorem spoglądając za jego plecy, jednak nie dostrzegła tam niczego, poza niepozornym domkiem.
- Byle szybko Hagrid. - mruknął odsuwając się o krok i ruszając za nią. Westchnęła lekko i wywróciła oczami wyciągając z kieszeni zielonego płaszcza różdżkę. Spojrzała na dom i odwróciła się do aurora pytając o rzucenie zaklęcia wykrywającego. Potwierdził, a wiadomość tą przyjęła z zadowoleniem. Dobrze, chociaż on zadbał o to, by nie wejść w teren objęty działaniem klątwy bez sprawdzenia, czy takiej przypadkiem gdzieś obok nie ma. Tutaj, jak widać była.
Tangie nigdy nie pytała czego dotyczą sprawy, które prowadzą. O co w nich chodzi, jaki jest cel, albo co znajduje się w środku. Jej zadanie było jasne. Aurorzy wykrywali klątwy, wzywali ją a ona je ściągała. Ruszyła jak zwykle, powoli obchodząc dom, poszukując run, które musiały znajdować się na nim, jeśli to właśnie na dom nałożono klątwę. Zazwyczaj znajdowała je w odrzuconej formie, bowiem w takiej posiadały negatywne znaczenie. Ale nie dostrzegła żadnej. To uniosło lekko jej brwi. Jeśli klątwa nie została nałożona na dom, musiała zostać nałożona na coś, co znajdowało się w nim. A to zdecydowanie komplikowało sprawę. I myślą tą podzieliła się z Dylanem. Ten zawołał swojego partnera i kazał by szła za nimi. Zgodziła się. Weszli do niewielkiej chatki w której właściwie nie stało za wiele.
- Nic nie dotykajcie. - poprosiła spokojnie, wchodząc głębiej. Skierowała się do wazonu, który stał na stoliku i pochyliła się, by przyjrzeć mu się dokładniej. Ale nie zdążyła, słysząc siarczyste przekleństwo. Odwróciła się na pięcie wzrok ogniskując na Dylanie. Jego ręce i dłonie pokryły się zrogowaciałym naskórkiem który stworzył twardą skorupę. Okrutny, okropny widok. - Nie ruszaj się. Czego dotknąłeś? - poleciła mu podchodząc bliżej i zadając pytanie. Wzrokiem wskazał jej kołatkę która przymocowana była do klapy w podłodze. Prawie sapnęła ze złości. Niczego. Mieli nie dotykać niczego. - To Klątwa Błotnego Potwora. - mruknęła kucając przy kołatce. Niewielkich rozmiarów runy, prawie w kolorze stopu metalu znajdowały się na wierzchu. Prawie, wybijały się ledwie widocznie. Z wysokości metra można było ich nie dostrzec. Pokręciła lekko głową i westchnęła raz jeszcze. Auorzy naprawdę potrafili być upierdliwi. Spojrzała na młodszego od Dylana mężczyznę widząc każdą jedną myśl, która przewijała się przez jego głowę. Tak, zdecydowanie powinien popracować nad tym - ale myśl tę Tangie zostawiła dla siebie. Uniosła spojrzenie na Dylana. - Jak ją ściągnę, to obiecasz, że jak na następny raz powiem - nie dotykaj niczego - to nie dotkniesz, dokładnie, niczego? - zapytała przekrzywiając lekko głowę.
- Hagrid... - mruknął a w jego oczach zaświeciła się złość, głos zaś zdawał się mieć ostrzegawczy ton. Uniosła dłoń i machnęła nią lekko. Obiecać, miał obiecać. Inaczej zostawi ich, żeby radzili sobie sami. Znaczy, to też nie tak, bo oboje wiedzieli, że nie bardzo może. Ale w po kilku kolejnych sekundach i rzucania piorunów wzrokiem z ust Dylana wydobyło się: - Obiecuję. - skinęła na te słowa głową i ubrała usta w uśmiech. Obróciła w dłoniach różdżkę i wzięła wdech cicho licząc na to, że tym razem anomalie będą dla niej łaskaw.
- Finite Incantatem. - wypowiedziała pewnie, wykonując odpowiedni gest różdżką. Znała to zaklęcie na pamięć, mogła je rzucać przez sen i tym razem zadziałało bezbłędnie. I zgodnie z jej cichą prośbą, anomalie choć raz postanowiły ją oszczędzić. Naskórek zniknął, ale dłonie pozostały poranione. - Będziesz potrzebował na to uzdrowiciela. - powiedziała do niego. Uniosła różdżkę raz jeszcze, rzucając zaklęcie sprawdzające obecność klątw. Powietrze nie zabarwiło się mlekiem. Nie znajdowało się tu już nic więcej dla niej. - Powodzenia. - powiedziała, odwracając się na pięcie i odchodząc, by powrócić do Biura i spisać raport. Dzisiaj, to nawet on miał jej przynieść przyjemność.

| zt


Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 17
UROKI : 35
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Gabinet oficera więziennego - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Gabinet oficera więziennego   Gabinet oficera więziennego - Page 3 I_icon_minitime30.03.19 17:12

|15 listopada

To był jego pierwszy dzień pracy po dłużących się w nieskończoność tygodniach w czasie których czuł się jak odłożony w odstawkę przedmiot. Już przez to przechodził. Kiedyś. Nie była to nowość. Znał to uczucie czekania, czuł wiszący nad nim cień posądzania choć nawet jego stopa nie przekroczyła progu Wizengamotu - być może zasiadający tam czarodzieje obawiali się kolejnego popisu rozmachu w działaniach aurora. Tak czy inaczej to czy swoje postępowanie uważał za słuszne, czy też nie; czy mógłby się przed nimi wytłumaczyć, czy nie - nie miało to w tym momencie znaczenia. Istotne było co myślą o tym ci wyżej, a jak łatwo było się domyślić nie myśleli dobrze. Był zatem pod wrażeniem listu otrzymanego od szefowej wczorajszego wieczoru. Nie miał pojęcia co im powiedziała lub zrobiła, lecz wyglądało na to, że przynajmniej na chwilę obecną wracał do gry. Jednak czy gdyby jego kwestia została rozwiązana w mniej pomyślny dla niego sposób czy by to miało wpływ na to co robił? Dziś nie musiał jednak nad tym rozważać. Miał zamiar powrócić do znanego sobie rytmu dnia za którym zwyczajnie tęsknił. Każdy Departament w końcu żył swoim życiem, swoim tempem, lecz Anthony jeszcze nie wiedział jak bardzo to się zmieniło. Słyszał od kuzyna, od Zakonników których lwia część mogła się pochwalić posiadaniem aurorskimi insygniami, słyszał plotki dochodzące go z niespokojnych ulic Londynu, jednak zobaczyć, a usłyszeć - to niebo, a ziemia.
Nigdy nie pomyślał, że kiedyś będzie mu się ciężko odnaleźć w Biurze, a jednak to się działo. Uczestnicząc w porannej odprawie stał, jak odrętwiały słuchając postępów i meldunków innych w sprawach co najmniej błahych i śmiesznych. Inni współpracownicy mieli zapewne podobne zdanie, jednak zdążyli się z tym oswoić i w tym momencie z grobowymi minami, zaciśniętymi szczękami, pięściami lub zwyczajnie przepełnieni zrezygnowaniem kłębili się w niewielkim pomieszczeniu. Atmosfera zdecydowanie gęstniała gdy rozdano między pracowników biura numery spraw, które miały zostać umorzone, których tok śledztwa miał zmierzyć ku końcowi, a osiągnięty efekt zgodnie z rozporządzeniem Ministra miał być żaden. Paranoja. Jak tak dalej pójdzie, każdy nowo pojmany czarnoksiężnik będzie się powoływał na służę Sami-Wiecie-Kogo. Trzeba będzie to weryfikować. Kto to będzie weryfikował? Każdy taki przypadek będzie przechodził przez ręce Malfoya...? Przecież to brzmiało jak masowy pobór do jego służby. Zapewne każdy z rekrutów mając do wyboru wydrążone pod Tower więzienie nie bardzo odbiegające standardami od Azkabanu, a dalsze uskutecznianie w beztrosce swych praktyk poza murami starej wieży pod przewodnictwem Voldemorta...cóż, na pewno nie był to trudny wybór. Aż przeszedł go dreszcz niepokoju po plecach na myśl, jak szybko będzie skupiał przy sobie zwolenników. Pomyśleć, że jedyne co mogą zrobić by to spowolnić lub robić cokolwiek to starać się udowodnić, że każdy pojmany ma w mniejszym lub większym stopniu jakieś powiązania z Grindewaldem. To była kpina, że złapanie plugawca za rękaw na gorącym uczynku było w tym momencie za mało. Może w ogóle z czasem zmienią im nazwę Departamentu? Departament do Spraw Związanych z Grindewaldem. Cyrk.
Z sali odpraw wyszedł będąc nieco zmieszanym. Kotłowała się w nim mieszanka irytacji, złości, bezsilności i rozbawienia. Nie pozwolił jednak wypełznąć na twarz jakiejkolwiek z nich zmierzając w stronę swojego stanowiska. W rękach trzymał plik dokumentów mających wprowadzić go w nowe procedury, nauczyć ich poprawnej realizacji, uzupełnić jego braki wywołane dwutygodniową nieobecnością w czasie której zmieniło się tak wiele. Usiadł w krześle nieco ciężej niż zazwyczaj naturalnie wcześniej odwieszając wierzchnią część szaty na oparciu. Podciągnął rękawy wyżej nieodginająca przy tym mankietów koszuli i zaczął wczytywać się w dokumenty, które podczas odprawy jedynie pobieżnie mierzył spojrzeniem. Nowe protokoły, nieco inny wzór raportu, niektóre paragrafu postępowania zostały zmodyfikowane inne zaś całkowicie odrzucone, kilka dodano. Anthony unosił co jakiś czas brew w skonsternowaniu, lecz nic ponadto. Tutaj był psem Ministerstwa. Zgodnie z tym co zapowiadała Bones tu musieli respektować zarządzenia Ministra by nie narazić się na rozwiązanie Departamentu. Jego drugi etat pracy w tymże, ten bardziej konspiracyjny, nie mógł być jawny. Dlatego chcąc nie chcąc po zapoznaniu się z nowościami chwycił listę spraw do umorzenia. Wyjął z zakluczonej przy biurku szuflady notatnik z własnymi i zaczął weryfikować czy któraś znajdowała lub znajduje się pod jego pieczą. Niechętnie zaznaczył trzy pozycje, a następnie udał się do archiwum. Nie trzymał akt przy biurku, a już na pewno nie kiedy wiązać się to miało z tak długą nieobecnością. Z listą udał się wiec do pomieszczenia wypełnionymi mnogą ilością akt, a następnie zaczął wertować kolejne szuflady. Sprawa numer 219612 dotycząca półkrwi czarownicy: Claudi Campbell. Była to czterdziestotrzyletnia kobieta, która dokonała na przestrzeni kilkunastu lat blisko trzydziestu morderstw. Była zawsze bardzo skrupulatna przy popełnianiu zbrodni chociaż w dużej mierze jej największym sprzymierzeńcem była ludzka obojętność i naiwność - na zamieszczonych ruchomych fotografiach pomimo wieku była bardzo atrakcyjną kobieta o niemalże anielskich rysach twarzy. Pierwszymi jej ofiarami była dwójka z czwórki jej własnych dzieci. Przyczyną było zatrucie. Nikt jej o nic nie podejrzewał. Uznano to za morderstwo na tle ideologicznym - jej mąż był czarodziejem mugolskiego pochodzenia, a czasy w tamtym okresie były tak samo niespokojne jak dziś. Winnego nigdy nie odnaleziono. Nie odnaleziono również sprawcy i tego przestępstwa. kobieta sprzedała majątek i wraz z ostałą dwójką dzieci przeprowadziła się do innego hrabstwa. Nie wywołało to pytań. Bała się, to zrozumiałe, musi chronić pozostałą dwójkę - mówili sąsiedzi i temat się kończył. W nowym miejscu poznała wdowca samotnie wychowującego syna - to były jej kolejne ofiary. Jednak i wtedy niczego nikt nie przypuszczał. On był marynarzem. Pewnego razu po prostu zniknął z miasteczka. Dla wszystkich było wiadome, że porwało go morze, syreny lub kobieta w innym porcie. Jego syn rzekomo został wysłany do stryjecznej rodziny ofiary, gdzie miał się przygotowywać do podjęcia się nauki we francuskiej szkole magii. Cały majątek ponownie sprzedała, wyprowadziła się wraz z córkami na wieś gdzie wykupiła ziemie, najęła ludzi do hodowania na niej magicznych roślin i zaczęła ogłaszać się w rubryce matrymonialnej poszukując męża. Wszyscy zainteresowani rozpływali się jak kamfora. Nikt nie śpieszył się ze zgłaszaniem zaginięcia bo nie było komu - ofiary były przeważnie samotnymi kawalerami, wdowcami, rozwodnikami w podeszłym wieku którymi mało kto się interesował. Z czasem jednak zaczęła być coraz bardziej niechlujna, a wtedy też nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, w kwietniu to właśnie on przejął jej sprawę. Skamander we wrześniu odkrył jej kolekcję otrutych męskich ciał z odrąbanymi za pomocą vulnerario głowami w ziemi przydomowego ogródka jednocześnie stawiając jej zarzuty. Od tego momentu, w oczekiwaniu na proces przetrzymywana była w Tower. Szczęśliwie dla niej z powodu zawirowań politycznych posiedzenie w jej sprawie było odraczane, a teraz...teraz miała zostać wypuszczona. Anthony skrzywił się mając ochotę rzucić dokumentem na posadzkę w gniewie i niezgodzie. Zachował jednak zimną krew i ruszył ku kolejnej szufladzie wyciągając z nich dwie kolejne, felerne sprawy. Chciał to załatwić szybko i nie myśleć o tym za dużo. Zrobić wpis o umorzeniu i mieć to z głowy. Czuł się z tą myślą obrzydliwie. Przynajmniej na razie. Wieczorem, na dniach, czarownica ponownie trafi do Tower. Do tego głębszego. Ciemniejszego. On zamierzał tego zaś dopilnować. Skopiuje akta. Nie tylko te, lecz również inne zgodnie z popartym przez Bones sugestią Kierana. Następnie przekaże czarnoksiężniczkę i związane z nią dokumenty pod osłoną nocy Longbottomowi i Bones, którzy zacisnął na jej twarzy ciasną maskę. Wszystko jednak miało swoją kolejność rytm. Dlatego jak na razie Skamander ze spokojem i chłodnym opanowaniem sięgnął po jeszcze kilka innych istotnych akt, a następnie skierował się ku swojemu miejscu pracy gdzie dokończył nakazanych mu przez nowy zarząd Ministerstwa czynności, a następnie oddał się zagłębianiu się w zawartość dokumentacji, jak również szczegóły planowanej na dniach akcji inwigilacji doków w poszukiwaniu zwolenników Grindewalda.

|zt




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before
I'll show them

Powrót do góry Go down
 

Gabinet oficera więziennego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Tower of London-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19