Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Karczma "U Bobby'ego"

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16
Autor toWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Karczma "U Bobby'ego" - Page 16 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Karczma "U Bobby'ego" - Page 16 Empty
PisanieTemat: Karczma "U Bobby'ego" [odnośnikKarczma "U Bobby'ego" - Page 16 I_icon_minitime10.03.12 23:15

First topic message reminder :

Karczma "U Bobby'ego"

Karczma ta znajduje się w samym środku gęstego lasu na obrzeżach Londynu, słynącego z ogromnej ilości grzybów, które w nim rosną. Jest to nieco obskurny budynek z zapadającym się dachem, zbudowany z kamieni i drewna, otoczony gęstą ścianą drzew, która skrywa go przed niepowołanymi oczami. Jego wnętrze jest jasne, swojskie i duszne, zwykle zadymione papierosami lub zasnute dymem wydobywającym się z kominka. Na prawo od wejścia, przy pokrytej boazerią ścianie, stoi stara szafa grająca. Bójki, śpiewy, tańce i krzyki są tu już niemalże tradycją, acz mimo wszystko trudno oprzeć się uroczej atmosferze panującej dookoła, nieco mrocznej, jakby z westernu.
Karczma to istna kopalnia wszelkich informacji - bywają tu bowiem zwolennicy przeciwstawnych stron konfliktu, jak i pracownicy wszelakich instytucji, gazet, a nawet przedstawicie prawa, wszyscy oczywiście pod przebraniem, w ukryciu. To tutaj rozkwita czarnomagiczny interes, to tutaj można kupić truciznę, zakazaną księgę lub smocze jajo. Nigdy nie wiadomo, co tutaj znajdziesz, ta karczma stanowi prawdziwy moralny rynsztok, więc miej to na uwadze.
Kominek podpięty jest do Sieci Fiuu.
Możliwość gry w kościanego pokera


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : zarabiam na czym się da
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Karczma "U Bobby'ego" - Page 16 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego" [odnośnikKarczma "U Bobby'ego" - Page 16 I_icon_minitime16.08.20 20:13

Przeciągnąłem po niej spojrzenie od stóp po czubek głowy zatrzymując się na taniej biżuteria ciążącej wszędzie tam gdzie była tylko w stanie zaciążyć, oble zwisających na biodrach spodniach, brakowało jeszcze tylko firmowego peta między palcami, lecz do uzupełnienia tego braku nie potrzebowałem za dużo wyobraźni - wystarczy że stałem na przeciwko, a wiatr zawiewał lekko w moim kierunku Przymrużyłem jedno oko zaczynając kołysać  wyciągniętą przed siebie dłonią. No prawie, prawie, jako-tako, jako-tako...
- No prawie wyglądasz na taką cygankę co to za odmowę powróżenia mogłaby wcisnąć znienacka w plecy kawałek noża czy innego krzesła... - wyceniłem w ostrożnym zamyśleniu tak chyba całkiem względnie politycznie unikając jednoznacznego nie bądź sakramentalnego tak. Ostatecznie nie wyglądała na taką. Nie umiałem sobie też jej wyobrazić jako bezwzględnego kata. Ulica jednak swoje szeptała sprawiając, że nie byłem koniec końców przekonany do jakiejkolwiek wersji. I tak właściwie nie czułem potrzeby weryfikowania którejkolwiek. W przeciwieństwie do niej.
- W sensie, że jaaaa...? - podjąłem wątek z lekkim zaskoczeniem i już otwierałem usta, kiedy to jednak postanowiłem je zamknąć ze zmieszaniem. Nasunąłem ku sobie krzaczaste brwi tak, że pomiędzy nimi pojawiła się pionowa zmarszczka. Momentalnie poczułem się jak prawiczek który bez względu na wszystko musiał skrywać prawdę, że jeszcze nie ruchał - Khm, tak, pewnie, wielokrotnie -  bąknąłem z dupy w stronę ciemnej głuszy tak sztucznie, że no wiadomo jednak było, że jedyne co zabijałem wielokrotnie i z pasją to szare komórki w Parszywym. Jeszcze przez chwilę obopólnego milczenia podtrzymywałem tę farsę by zaraz westchnąć i rozłożyć ręce - No dobra, nie - ale to się zmieni jeżeli zaczniesz ćwierkać o tym w porcie - przestrzegłem - Sprzątałem jednak ciała - zareklamowałem się jednak na koniec. Wiedziałem co robić. Miała przed sobą prawie profesjonalistę.
Kiwnąłem głową potakująco kiedy ostatecznie zadecydowała zabierając się w pierwszej kolejności za szabrunek. Ja w tym czasie stojąc lekko chwiejnie (tak, byłem już po kilku piwach U Bobbiego) dumałem nad wynagrodzeniem. Szczęśliwie dla niej byłem prostym człowiekiem przylegającym z ochotą do tego czego potrzebował w danej chwili, a tak się składało, że chciałem jeszcze wychylić szklankę lub trzy, lecz nie miałem już na to pieniędzy. Pertraktacje prowadziłem więc z powagą prawdziwego rekina ciesząc się jak dziecko które dostało od wujka alkoholika lizaka kiedy to przystanęła na moją propozycję. Mina mi jednak zrzedła. Dwudziestominutowy spacerek... Sapnąłem zapierając się pięściami o biodra udając ból w plecach chociaż dla mnie to tak właściwie nie był żaden wysiłek.
- Nie no...w porządku, ciepło jest to w bagnie szybko pójdzie. Na dzikie zwierzaki tak blisko przedmieścia nie ma co liczyć - podrapałem się po głowie - Ale weź ją przetrzep dokładniej, a nie różdżki się czepiasz tylko. Jakieś charakterystyczne błyskotki, naszywki, ozdoby we włosach nie wiem, buty... ja pierdolę, z facetem byłoby łatwiej ona to wygląda na taką co i majtki mogłaby mieć z jakiejś limitowanej produkcji - trochę narzekałem ale to tak ja miałem z urodzenia więc nie bardzo trzeba było się tym przejmować. Koniec końców przykucnąłem przy nieboszczce przyglądając się uważniej czy nie ma jakichś otwartych ran na torsie, ramionach. Przed przerzuceniem ją przez bark jak szmacianej lali zawinąłem ją skrawkiem jej peleryny tak by mnie nie umorusała. Podrzuciłem ja na plecach poprawiając rozłożenie ciężaru - No to siup... Weź mi trochę poświeć. Ale trochę. I pilnuj czy nikt nie podchodzi - dodałem na koniec wysuwając w jej stronę palca na którym miałem artefakt pod postacią sygnetu - Oko ślepego. Na pewno bez większej trudności była w stanie rozpoznać przedmiot. Chciałem by go wzięła, użyła i pilnowała czy aby na kogoś się nie natkniemy - Nie mam zbyt podzielnej uwagi... - dodałem wyjaśniając. Lawirowanie między drzewami prawie w ciemności po kilku piwach z trupem na plecach wyczerpywało moje talenty.




I'll survive
somehow i always do


Powrót do góry Go down
Jade Sykes
Jade Sykes

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : 20
UROKI : 0
ELIKSIRY : 16
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Karczma "U Bobby'ego" - Page 16 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego" [odnośnikKarczma "U Bobby'ego" - Page 16 I_icon_minitime16.08.20 23:37

Było ciemno, ale czułam, że zaczął mi się przyglądać - i zanim zawyrokował, musiał chwilę myśleć, a ja bardzo żałowałam, że nie było mi dane zobaczyć jak wygląda myślący Bott.
Który na szczęście nie osuszył mi kieszeni na starcie. Dopiero zamierzał. Sama chciałam.
- Mhm, a powróżyć ci? - Zapytałam lekko, chwytając się wątku, który może nawet miał w sobie jakieś ziarno prawdy. Zwłaszcza w tym fragmencie o krzesłach. W rzeczywistości, gdyby nie rozdmuchane pogłoski o tym, że zabiłam własnego męża i duża ilość tatuaży na ciele, każdy w porcie by się poznał, że serce to mam miękkie jak budyń. Za to dupsko zdecydowanie twardsze. W sensie to mentalne. I to właśnie ono zdecydowało o pogrzebaniu nieboszczki w bagnie. Trochę miałam przeczucie, że jak już ją tam wrzucimy, to spróbuje nas pociągnąć za sobą. Nie była to przygoda, na którą byłam gotowa, dlatego w swojej kobiecej niezależności znowu przyszło mi się zdawać na faceta, bo przecież gdyby ta nieboszczka oplotła się wokół mojej kostki, to ja bym równo z nią poszła na dno. Ale taki Bott miał silne ramiona i należało zrobić z nich użytek.
- W sensie, że ty. - Powtórzyłam za nim krótko, już po samym głosie wyczuwając jak niewygodnie było mu odpowiadać. Takie pytania lubiłam najbardziej. Ale prawie nie kręcił i nie mącił, nie licząc tych trzydziestu sekund zawahania, po których doczekałam się riposty. - Zacznę, jeśli będę chciała zostać twoją pierwszą. - Odparłam dziarsko, bawiąc się słowami i zamierzając raczej zachować tę tajemnicę dla siebie. W ogóle nie opłacało mi się psuć reputacji Botta, lepiej dla mnie, kiedy wszyscy mieli go za łachudrę i typa spod ciemnej gwiazdy. Jak na moje oko, a o astronomii coś tam wiedziałam, to był co najwyżej spod przygaszonej. Takiej karłowatej. Trochę przypominał w tym mnie samą, może dlatego czułam się w jego towarzystwie jakoś tak po prostu swobodnie - nawet teraz, tu, nad trupem, gdzie się ważyły losy mojej moralności, to się kilka razy przez niego uśmiechnęłam. Przez moment rozważałam, czy to przypadkiem nie profanacja, ale im bardziej rozluźnione było moje ciało i umysł, tym większa szansa na pokonanie potencjalnych przeszkód podczas naszego spaceru.    
- Świetnie. - Był doświadczony, to wiedział, co mówi. - Bott, ty to jednak myślisz sakiewką. - Zganiłam go, chociaż na dobrą sprawę sama nie byłam tutaj lepsza, bo gdyby nie biznesy, prawdopodobnie w ogóle nie musiałbym krążyć po Londynie. I czuć się jak sęp, który z tego krążenia dopadł jeszcze ciepłe truchło. - Kiedyś zaczną jej szukać. I może znajdą. I zaczną szukać sprawcy. Nie chcę, żeby ktokolwiek widział mnie z jej biżuterią. Ani w jej majtkach. - Wyjaśniłam dosadnie, dochodząc do wniosku, że jednak poza sakiewką musiały kierować nim też inne pobudki.
Poważni ludzie nie rozmawiali o bieliźnie nieboszczki. Na dodatek takiej, którą szabrowali. Niemniej, poczułam ulgę, kiedy wziął trupa, nie dopraszając się o pomoc. Nie chodziło o to, że się brzydziłam, bo trup jakoś nieszczególnie mnie odstręczał. Zabrał z moich barków to okropne poczucie winy, które nadal mnie tam uciskało, ale już jakoś tak mniej. To dopiero był szarmancki gest. Widać, że Gryfon.
Zgodnie z poleceniem rozjarzyłam koniec różdżki subtelnym światłem, w pierwszej chwili odsuwając się w konsternacji, kiedy zaczął sięgać dłonią w moim kierunku. Tak machał tym palcem, że prawie wybił mi oko, zanim dostrzegłam sygnet, którą to chwilę skwitowałam krótkim i elokwentnym ach. Ostrożnie zdjęłam pierścień z jego palca, zakładając go sobie na kciuk, bo tylko tam był w stanie jakoś się utrzymać. - Czuję, Bott, czuję. - Zawtórowałam głosem, który prawie poklepał go po pleckach. Narzuciłam szybkie tempo wędrówki - w głowie cay czas miałam czekającego klienta, i choć pojawiłam się przed czasem, nie miałam go aż tyle w zapasie, żeby dotrzeć do karczmy punktualnie. Oko ślepego zdecydowanie dodało mi odwagi - całe nocne życie rozkwitło drobnymi plamami poruszającymi się w gąszczach. - Ty to chyba nosisz dla fazy. - Skomentowałam, nie mając na myśli trupa, tylko Botta, który jak tak po kilku piwach wszedł w las, to z tym pierścieniem mógł po nim chodzić godzinami. Ja bym pewnie tak robiła.
Nad bagno udało się dotrzeć bez przeszkód, nie licząc kilku saren, które przecięły nam drogę. Moja wyobraźnia od razu zaczęła snuć przypuszczenia, że to śledzący nas animagowie, ale tą kompromitującą myśl zachowałam dla siebie. Kiedy ciało kobiety znalazło się na bagiennej tafli, czas zatrzymał się dla mnie w miejscu - albo po prostu nieboszczka przeczyła wszelkim prawom ziemskim, utrzymując się na powierzchni. Zanim się cała zanurzyła, dla mnie trwało to wieki, a pamiętałam słowa Botta, który jako profesjonalista zapewniał mnie, że szybko pójdzie. No nie poszło. W tym pełnym napięciu oczekiwania przychodziły mi do głowy dziwne myśli. Jak na przykład takie, że może wypadałoby powiedzieć chociaż coś na pożegnanie. Ale myślałam też o Solasie, którego bardzo w tej chwili potrzebowałam, bo zawsze wiedział, co robić, jak mnie uspokoić, i wiedział jeszcze lepiej, że ludzka natura bywa zmienna, i że nie musiało to od razu oznaczać całkowitego upadku moralności. Chciałam, żeby tu był - albo żebym przynajmniej mogła wrócić do domu, opowiedzieć mu o wszystkim, trochę pokrzyczeć, a później zasnąć w jego ramionach. Już spokojna. Bez wyrzutów sumienia. Ale to był moment, w którym dopadły mnie ze zdwojoną siłą. Może i dało się wyczuć mój niepokój, ale Bott miał w sobie tyle alkoholu, że prawdopodobnie nie wyczułby nawet, gdyby ugryzł go żądlibąk.  
- Już? Możemy? Do widzenia pani? - Im szybciej mieliśmy być u Bobby'ego tym lepiej.




Za mądra dla głupich a dla mądrych zbyt głupia
Za łatwa dla trudnych a dla łatwych za trudna
Zbyt czysta dla brudnych
A dla czystych za brudna
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : zarabiam na czym się da
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Karczma "U Bobby'ego" - Page 16 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego" [odnośnikKarczma "U Bobby'ego" - Page 16 I_icon_minitime17.08.20 11:13

- Eeee... Nie dzięki - Raz się na to złapała moja ciotka... - i skończyła z poszukiwanym za pięć patoli gówniarzem. Cieplutko cię pozdrawiam, Bertie - ...musiała się ochajtać - wyjaśniłem skrótowo dając do zrozumienia, że samemu wolałem nie ryzykować. Dlatego też nawet jak się zgrywała to jednak z przezorności poczyniłem krok w tył. Za dużo miałem w rodzinie wróżbitów by brać temat tylko w ramach żartów. Ogólnie sama wizja tego, że moja przyszłość była już w jakiś sposób ułożona mnie przerażała i jeżeli tak też było to wolałem nie zdawać sobie z tego sprawy w myśl zasady - im mniej wiesz tym lepiej śpisz.
O ile w porcie nie miało to takiego znaczenia tak jednak mogłoby być gorzej gdyby ta wieść poniosła się dalej. Na taki przykładowo Nokturn. Umiałem sobie zjednywać w końcu przyjaciół, lecz nie oszukujmy się - sprawnie też szło mi wyszukiwanie wrogów. Wielu z nich trzymały w ryzach moje kontakty lub to, że przynajmniej wyglądałem na takiego co chrupnąłby komuś kark na pstryknięcie małego palca u stopy i nie użyłby do tego różdżki dla zwykłego kaprysu. Kaprawe spojrzenie po matce, wygnieciona przez chodnik twarz, wymalowane tatuażami ciało, fakt że przesiedziałem chwilę w mamrze - to wszystko sprawiało, że było mi łatwiej. Zdecydowanie nie chciałem tego tracić. Spojrzałem więc na nią wilkiem by wiedziała, że to poważna sprawa.
- O paniii...gdybym ja myślał tylko sakiewką... - nagana spłynęła po mnie, jak woda po kaczce, a ja w zamian rozmarzyłem się wizją tego, że gdyby tak było to pewnie w tym momencie popijałbym Ognistą Macmilanów z kryształowych szklanek i ze swej marmurowej werandy podziwiałbym spadające gwiazdy. A tak to zadatki własnej woli wykazywała moja wątroba, trzustka, umiłowanie do hazardu, podejmowania złych decyzji no i oczywiście bydlak w majtach. Czasem były to naczynia połączone - Głupia - burczę widząc po jej twarzy, że jakieś dziwne zaczyna mieć myśli - Dlatego właśnie, że niedługo zaczną jej szukać musisz zabrać wszystko co pomoże komuś ustalić, że ona to ona. Nie chcesz chyba by za miesiąc ktoś się zastanowił skąd masz różdżkę świętej pamięci eee.... Nieboszczki, co? Właśnie - Pouczam ją - Nie mówię, że masz zachować te rzeczy, co nie? Masz je wziąć i wyrzucić gdzieś daleko stąd. Nie wiem... do jakiejś dziury, morza, jeziora, jak chcesz zakop sobie w ogródku. Byle nie leżało to wszystko z ciałem. Ach - i niech nie ląduje w Tamizie. Tam gówniarze z portu nurkują by wyławiać takie fanty i zaraz wszystko przyozdabiałoby witryny co drugiego lombardu - wykładam jej wiedzę nabytą własnym doświadczeniem z cierpliwością i powagą. No nie żartowałem z tym, że miała przed sobą profesjonalistę. Nie tracąc czasu przełożyłem sobie ciało przez bark i ruszyłem przed siebie.
Zaśmiałem się słysząc jej podekscytowanie w głosie - Nie używałaś nigdy Oka Ślepego...? Tyle nosisz na palcach złomu, nie miałaś okazji przyozdabiać się tym magicznym...? - trochę nie dowierzałem. Uśmiałem się pod nosem zrównując z nią krok. Nie powiem, tempo miała dość żwawe, a ja z dodatkowym balastem nie robiłem się zwinniejszy. By dotrzymać jej kroku zmuszony byłem niedbale przemykać między drzewami mrużąc oczy gdy te smagały mnie gałęziami po twarzy lub zaczepiały moją sztywną, pozbawioną możliwości obrony towarzyszkę podróży. Super - Nie chcesz tego aktywować po pijaku, czy żelazopodobnym - zapewniam ją. To zawsze było takie...złe - Ale w porcie, Nokturnie, czy właściwie całym Londynie gdy starasz się wymijać niechciane towarzystwo wieczorami...a zima całodobowo już tak. Nawet bardzo - chwaliłem sobie bardzo - Załatwić ci...?
Kiedy znaleźliśmy się tuż przy bagnie mało zgrabnym ruchem chlupnąłem nią w gęstą breję. Wyprostowałem się rozciągając mięśnie, otrzepując ręce i sprawdzając czy się nie ufajdałem krwią czy innymi płynami. Z martwymi to nigdy nie było wiadomo. Splotłem ręce na torsie i stojąc obok Jade patrzyłem wraz z nią na schodzące powoli pod taflę bagna Nieboszczkę. Bąble powietrza bąbelkowały dziwnie głośno. Zrobiło się trochę niezręcznie - Z tym szybko, to chodziło mi, że szybko się rozłoży. Bagno swoją siłę wyporu ma, co nie... - chrząknąłem przeciągając kciukiem pod nosem zupełnie jakbym czytał w jej myślach. Trupie oczy wyglądały ponad taflę i patrzyły na nas pustymi tęczówkami. W takich chwilach uciekałem od myśli o tym, że ktoś jej będzie szukał, że ktoś będzie rozpaczał i zadawał sobie pytania czy jeszcze żyje. Tak czasem bywa, że nie otrzymujemy odpowiedzi - powtarzałem sobie znając aż za dobrze okrutne prawa ulicy. Czułem się dzięki temu czystszy - Pójdę może po jakiś kamień, czy konar... - w domyśle by przygnieść ciało i je zatopić tak szybciej. Już po chwili przygniotłem na wpół zatopione ciało kawałkiem spróchniałego konaru. Bąbelkowanie przyśpieszyło, a po chwili, kiedy ciała już nie było widać niemalże ustało.
- Yup. Chodźmy - Potrzebowałem tej ognistej nieco szybciej niż sądziłem.




I'll survive
somehow i always do


Powrót do góry Go down
Jade Sykes
Jade Sykes

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t7340-dziewczyna-z-tatuazem#200443 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Zawód : łamaczka klątw, paserka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Her attitude kinda savage
but her heart is gold
OPCM : 20
UROKI : 0
ELIKSIRY : 16
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Karczma "U Bobby'ego" - Page 16 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego" [odnośnikKarczma "U Bobby'ego" - Page 16 I_icon_minitime17.08.20 22:26

Zdusiłam śmiech, bo Bott dość poważnie zdawał się traktować marny los ciotki , ale nie skomentowałam jego słów w żaden sposób. Poza kilogramem ozdób, skłonnościami do okazjonalnego darcia japy w barach i lekkością w tańcu czy śpiewie, to z cyganami nie miałam więcej wspólnego. Ale to miłe z jego strony, że i tak zapobiegawczo się odsunął.
- … to wtedy twoje obie komórki byłyby bardzo zajęte. - Dokończyłam za niego, wyjątkowo obchodząc się smakiem ciekawości, co tam nim kierowało. Z drugiej strony - tu nie trzeba było wybitnych umysłów. Botta ciągnęło do barów jak muchy do łajna. Główne atrakcje - alkohol, mordobicie, panienki. Miałam więc swoją odpowiedź.  
- Co - Odwracam się instynktownie z mordem w oczach. - Sam jesteś głupi - odpyskowuję, zanim zaczyna się zawile tłumaczyć z tej obelgi. - I co, masz wrzucić ją do bagna nagusieńką? - Wizualizacja samej siebie rozbierającą nieboszczkę przerosła moją wyobraźnię. - Nie wiem, Bott. Mój limit bycia złodupcem został wyczerpany na dziś. - I tak zżerały mnie wyrzuty sumienia, że przeze mnie ktoś ciągle będzie żył ze złudną nadzieją. Sama nie mogłam pochować męża, bo w jednej chwili został z niego sam proch. Nie życzyłam tego nikomu - a jednak wybrałam wykorzystanie okazji zamiast pozostawienie swojego spokoju ducha w nienaruszonym stanie. -  Nie znajdą jej tu za szybko. - Powiedziałam z przekonaniem w głosie, sama nie będąc pewną tego, czy próbuję bardziej przekonać Matta, czy jednak siebie. - Ale jeśli to ci nie da spać - mnie na pewno nie da - to pozwalam ci coś z tym zrobić. Ostatecznie ty też maczasz w tym palce. - Jak tak zrzuciłam odpowiedzialność na niego, to jednak nie czułam się z tym dobrze. Może miał rację. Może nie powinnam była ignorować wskazówek kogoś, kto już pozbywał się ciał. Ponoć pierwsze zbrodnie bywały niedoskonałe. Tak, gdzieś o tym czytałam. Sprawcy pozostawiali za dużo śladów czy coś takiego. - Dobra. Stój. - Odwróciłam się energicznie, świecąc mu różdżką po twarzy. - Ale wezmę tylko biżuterię. - Odgroziłam się. Namącił mi w głowie. A ja jak głupia flądra słuchałam się pijanego. Pochowałam te błyskotki po kieszeniach z zamiarem późniejszego pozbycia się, a kiedy tak zdejmowałam kolejne ozdoby, zastanawiałam się nad tym, czy zabranie tej różdżki było słuszną decyzją. To była idealna pora na refleksje. Siedzieliśmy już w tym po uszy. Liczyłam się z tym, że różdżka nie posłuży mi na długo - miesiąc, może dwa, używanie jej dłużej niż trzy byłoby pewnym wyrokiem w Tower.  
- Dawno temu. - Kiedy jeszcze miałam męża. - Ale nigdy wcześniej w lesie. - Nuta melancholii, która jeszcze przed chwilą wkradła się w mój głos, szybko zniknęła. - Żelazopodobnym? - Powtórzyłam, nie do końca rozumiejąc co miał na myśli. - Tak. - Odparłam bez zawahania - chyba pierwszy raz tego wieczoru - kiedy po żywej reklamie (mimo trupa przewieszonego przez ramię) zaoferował się z pomocą.
Albo był taki uczynny, albo widział we mnie dojną krowę. Czy ja mu płaciłam za dużo, czy prawda leżała gdzieś indziej? Chłopiec o złotym sercu?  
- Ta - skwitowałam wyjaśnienia Matta, stojąc w bezruchu, trochę jakby oszołomiona, kiedy ciało kobiety znikało w bagnie. Powoli - w przeciwieństwie do chwili, w której zginął mój Solas. Z mrugnięciem oka. Z jednym, ostatnim oddechem. Dziękowałam w duchu za ten konar, co to go Bott przytachał i skrócił ceremonię pogrzebową - zdaje się, że udało się nam nawet zachować minutę ciszy, co w sumie było łatwe, bo chyba żadne z nas - ani niedoświadczona ja, ani doświadczony Bott - nie wiedziało, co powiedzieć.
W karczmie zastało mnie rozczarowanie. Mój pomysł na biznes zniknął niczym senna mara, więc zostało mi tylko suszenie kieszeni i moczenie gardła. Zgodnie z obietnicą postawiłam na stole przed Bottem Ognistą i jedno piwo, szybko napełniając dwie szklanki złocistym płynem. Nie ma co, popisałam się dziś nie lada odwagą. Kompanka do napitki też była ze mnie tego wieczoru niezbyt rozrywkowa - ani nie miałam ochoty na tańce, ani na śpiewy, łojąc Ognistą w tempie, którego nie powstydziłby się żaden portowy szczur. W połowie trzeciej szklanki już wiedziałam, że powrót do domu będzie jak przejście przez wszystkie bramy piekła, bo najbliższe miejsce, z którego mogłam się teleportować było za tym cholernym lasem. Więc łoiłam dalej, licząc, że znieczulona głowa pozwoli nogom samym ponieść mnie przez ten las - ponoć głupi miał zawsze szczęście, dlatego na trzeźwo nie miałam szans i na pewno trafiłabym na patrol. Albo kolejnego trupa. Tymczasem korzystałam z wieczoru, śmiejąc się trochę z Bottem i z ulgą przyjmując lekką atmosferę, która była nierozerwalnie związana z jego nieskomplikowaną naturą. Z każdą kolejną szklanką i wypalonym papierosem zapominałam o swoich grzechach i grzeszkach, i było mi już naprawdę błogo, kiedy w butelce nie została ani kropelka. Myśli płynęły wolniej, nie analizowały, nie moralizowały i nabrały lekkości, chociaż kiedy podnosiłam się z krzesła, to dla postronnych pewnie lekko to nie wyglądało. Chwiałam się trochę, niemniej wesoło, kiedy okrążałam stolik, by ostatecznie wpakować się Mattowi na kolana. Czy zrobiłabym to na trzeźwo? Pewnie nie. Ale Ognista miała w sobie jakąś taką dziwną substancję, która musiała mieć coś wspólnego z zaklęciem trwałego przylepca. A przynajmniej na mnie tak działała.
- Weź mnie zabierz do domu. - Wymamrotałam, wklejając nos w jego szyję. Tyle razy ratował mi już skórę, że mógł przysłużyć się raz jeszcze, prawda?

zt




Za mądra dla głupich a dla mądrych zbyt głupia
Za łatwa dla trudnych a dla łatwych za trudna
Zbyt czysta dla brudnych
A dla czystych za brudna
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : zarabiam na czym się da
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Karczma "U Bobby'ego" - Page 16 Empty
PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego" [odnośnikKarczma "U Bobby'ego" - Page 16 I_icon_minitime27.08.20 20:03

Praskałem pod nosem słysząc przytyk, lecz niewiele sobie z niego zrobiłem. Pomimo iż między nami leżał trup jakoś tak trzymał się mnie dobry humor, a może właściwie dlatego miałem dobry humor. W jakiś pokrętny sposób szukałem rozładowania dla nieprzyjemnego napięcia, a uderzanie w te błahe, lekkie tony. My Botty chyba już tak mieliśmy z natury.
- Jajco - kwituję łapiąc z pobłażaniem jej żądne krwi spojrzenie, a potem prycham i wymachuję niedbale ręką by dała spokój. Tak żałośnie odbite piłeczki nie przelatują nawet koło mojej wiotkiej dumy. Niech próbuje dalej - Nieeeee...? Masz ją wrzucić do bagna bez czegokolwiek co mogłoby ustalić, że ona to ona. Z tymi gaciami to tak w sumie żartowałem bo no... wygląda tak trochę na miliony monet. Wiesz, fancy, szyte na miarę ciuchy i takie tam. Wyglądała - poprawiłem się ostatecznie nie będąc pewnym swego. Może chociaż ściągnę z niej pelerynę tuż przed wrzuceniem w bagno, czy coś. Wydawała się dość charakterystyczna. Potem jednak sapię trochę ze zmęczenia i rozkładam ręce - Jaki limit wyczerpany, jakim złodupcem. Na Merlina, Płatuszku Śniegu, znalazłaś ją tylko i miotnęłaś we mnie petryfikusem - no już niech nie przesadza - Może sama sobie zluzuj trochę majty, co? Wydaje mi się, że bierzesz sytuację za gorszą niż jest - trochę się zmartwiłem - Znaleźliśmy ją i teraz tylko sprzątamy by ktoś inny się o nią nie potkną. Tylko tyle - umniejszam sprawie dla własnego i jej samopoczucia. Zaraz jednak odezwałem się ponownie wyłapując dziurę w jej naiwnym pomyśle - No nie wiem, lato się zbliża. Jak napuchnie to się będzie bujała i w bagnie jak boja na morzu - wzruszyłem ramionami strojąc się w defensywną minę typu ja tylko tak zauważam coby znów nie próbowała strzelać we mnie spojrzeniem. Ja tu byłem po jej stronie, starałem się pomóc - Spokojnie i tak nie spodziewałem, że skończy się to inaczej... - zakończyłem marudnie zabierając się za dokładniejsze szabrowanie, zacieranie śladów. Od momentu w którym próbowała, a właściwie kupiła mnie za butelkę ognistej wiedziałem, że to ja tu będę miał najbrudniejszą robotę do odbębnienia. Bardziej potrzebowałem tego alkoholu niż widziałem w tym kłopot. Kiedy mnie zatrzymała słowem odwróciłem się w jej kierunku chwiejąc się z balastem na grzbiecie. Uniosłem pytająco brew, a potem ukazałem zęby w szerokim uśmiechu - Pani mówi, sługa robi - bąknąłem żartobliwie śmiejąc się jednak w duchu ze zmiany jej postawy.
- Tfu, żelaznozębny - poprawiam się - taki grzybek-halucynek - na myśl którego przeszły mnie nieprzyjemne ciarki po plecach. Akurat, jak kiedyś zachciało mi się za eksperymentować z bydlakiem to musiało się to akurat skończyć złym tripem. Zaraz jednak to wspomnienie uszło w ciemność otaczającego nas lasu kiedy to we dwójkę staliśmy nad tonącymi zwłokami. Powoli docierało do mnie, jak złe to było, lecz ostatecznie nie otworzyłem ust by to wyrazić. Zamiast tego odwróciłem się plecami, odciąłem i ruszyłem przed siebie. Nic innego nie mogłem i nie chciałem zrobić.
Kiedy znaleźliśmy się w karczmie wskazałem stolik przy którym będę sobie na nią czekał. Miała w końcu jakiś tam interes do załatwienia, lecz jak się miało okazać ten po chwili okazał się być niewypałem. Nie ma jednak tego złego. Jeżeli nie dało się świętować dobrej transakcji to zawsze można było zapijać smutek po tej nieudanej. Na pocieszenie polałem więc ognistej po szklankach zawyżając ilość trunku w tej należącej do czarownicy. Tak na pocieszenie. Potem to wszystko nabrało już tempa odnosząc wrażenie, że ktoś tu robi mnie jednak trochę w wała bo zaczęło mi się zdawać, że na każdy jeden mój kieliszek przypadają dwa jej. Zachowałem jednak to dla siebie odnajdując w sobie nieco empatii, kiedy przywołałem jej nieco nerwową postawę sprzed chwili, kiedy to jeszcze stali nad trupem. Niech będzie, dziś przymknąłem na to oko. Nie przeszkadzało mi w zasadzie, że była przy tym mniej rozmowna. Mówiłem więc ja powielając jakieś głupoty, jakieś zabawne historie, jakieś plotki. Lubiłem mówić, a ostatnio... ostatnio grono moich słuchaczy się zawężało. Przy niej nie musiałem zaś myśleć o listach gończych, o tym że rząd ją ściga i pragnie jej głowy. Była ponad to. Była zwykłą babką pakującą się tam gdzie nie trzeba za szylingami. Śmiejąc się z lekkością, otwartością powitałem ją na swoich kolanach nie mogąc zaprzeczyć, że taki stan rzeczy mi się podobał. Lepsze było to tez i dla niej - ja w przeciwieństwie do jej ciała byłem w stanie utrzymać ją jeszcze we względnym pionie. Śmieszki się jednak skończyły w chwili gdy mamrotliwie, w pijackim odlocie zasnęła. Westchnąłem ciężko spoglądając na jej twarz, czując słodkie ciepło jej bezwładnego, bezbronnego ciała myśląc, że jednak mogłem bardziej przyłożyć się do prób wmówienia jakim to mordercą nie jestem, a tak... odniosłem wrażenie, że przejrzała mnie i wiedziała jak to się skończy jeżeli rozegra to w ten sposób - zacząłem zastanawiać się gdzie do cholery ona tak właściwie mieszka.
Gdy sam trochę otrzeźwiałem ruszyłem w stronę doków odstawiając ją na wpółprzytomną do Parszywego. Nie było mowy bym ją ciągną na sam Nokturn do siebie. Nie kiedy w mojej własnej głowie alkohol wesoło szumiał. Opłaciłem pokój z jej własnych pieniędzy bo sam nie miałem złamanego knuta. Z uśmiechem na ustach odliczyłem też zadatek za własną, dodatkową fatygę. Zostawiając ją w pokoju spojrzałem na połyskujący w ciemności kamień pierścienia ślepego na jej kciuku, gdzie też go zostawiłem. Pasował jej.

|zt




I'll survive
somehow i always do


Powrót do góry Go down
 

Karczma "U Bobby'ego"

Powrót do góry 
Strona 16 z 16Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21