Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Tatiana Dolohov
AutorWiadomość
Tatiana Dolohov [odnośnik]28.10.20 18:01

Tatiana Ivanowna Dolohov

Data urodzenia: 23 października 1934 roku
Nazwisko matki: Rowle
Miejsce zamieszkania: Aleja Śmiertelnego Nokturnu
Czystość krwi: czysta ze skazą
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: niecodzienna emigrantka, naczelna paskuda, jedyna córa Nikolaja Dolohova
Wzrost: 170 centymetrów
Waga: 55 kilogramów
Kolor włosów: brązowe
Kolor oczu: jasnobłękitne / szare
Znaki szczególne: gęste brwi; niepokojąco konfundujące spojrzenie; ostra linia żuchwy; cienka, podłużna blizna ciągnąca się od splotu pomiędzy łopatkami po lędźwia; wyraźny, rosyjski akcent w wypowiadanych słowach


Przedwczesny śnieg zaścielił ziemię, tak samo jak przedwcześnie przyszło zjawić się na ziemskim padole pierwszej i jedynej latorośli Nikolaja Aleksieja – córka, klejnot koronny w strawionym wojną umyśle mężczyzny, zaszczyciła świat swą obecnością o dwa miesiące zbyt prędko, jakże jednak histerycznie, gdy wśród chłodu sypialni rozbrzmiał niemowlęcy wrzask, rozumiany jako dowód życia; tętniącą esencję, która mimo ograniczonego czasu w łonie matki, w istocie dotknięta została potęgą. Nie odczuwała bólu; bynajmniej nie ona, zbyt maleńka i zbyt nieświadoma początku swej katorgi – ból należał do matki, trawionej fizyczną zaniemogą i krwią, która płynęła; płynęła obficie, zbyt obficie, rubinem barwiąc lniane prześcieradło, wywołując niepokój dobywający się z gardła uzdrowiciela i stale uniesioną różdżkę ku górze.
Ból należał do ojca, który nie tak wyobrażał sobie ziszczenie iście carskich marzeń; w kiełkującym życiu zamkniętym w ciele świeżo poślubionej żony, którą z proroczą niemal naiwnością, ufnym fanatyzmem głupca, przygarnął do siebie. Ofiarował swe nazwisko, w zamian przyjmując na barki obce dziecko; chłopca, którego mógł kształcić wedle wizji minionych pokoleń – chłopca, który wciąż jednak nie był jego. Ileż zawodu skrywać musiało serce Rosjanina, gdy tym upragnionym, wyczekiwanym, dziedzicem Imperium pogrzebanego w piachu i śniegu ponad dekadę wstecz, nie okazał się dumny dziedzic. Nie okazał się chłopiec. Nie okazał się ten, który nazwisko Dolohov zachowa, przechowa i odda następnym pokoleniom.
Być może łatwiej byłoby, gdyby przybłęda Rowlów wykrwawiła się doszczętnie, wydając w zamian na świat jego dziecko – czyż nie wydawało się to być uczciwą transakcją? Gorycz Nikolaja w istocie sprowadzała się do zawodu, że ziszczenie marzeń nie jest idealnym tworem męskiej, rosyjskiej potęgi; wciąż jednak córa, krew z jego krwi, była lepszą, niźli mdła żona i chłopiec, który tak zacięcie pragnął nie być tym, którego potrzebował Dolohov. W uldze i szczęściu, które ulatywały z kobiety z każdą kolejną kroplą szkarłatnej cieczy, mężczyzna przybrał kolejną z masek, kiedy złość przysłaniała zdrowy rozsądek; żona wszakże mogła dać mu jeszcze inne dziecko – fakt oczywisty i jakże egoistyczny nie dotarł do świadomości pana domu; to przeraźliwie płaczące niemowlę było tym, na którym skupił całą swą uwagę; jako mąż, jako pan, jako ojciec.


Gnieciona między palcami faktura puchowej poduszki, wyszywanej misternie złotą nicią; zanim z dziecięcych ust nie wydostało się krótkie westchnienie, zapewne na tyle teatralne i zwracające na siebie uwagę, by zagłuszyć wygrywaną z gramofonowej tuby Romeo i Julię Prokofjewa. Pudrowe cuksy, nęcące pastelowymi barwami na metalowej tacy ustawionej na stole, kusiły zbyt mocno, by zasiadająca przy blacie dziewczynka skupiła choć okruchy swej uwagi na literach spisanych w opasłym tomiszczu, być może faktycznie rozprawiającym o dziejach magii od starożytności po dziś dzień. Guwernantka grymasiła; grymasiła potwornie, nużąc i nudząc panienkę Dolohov, która to nie miała pojęcia, ileż złota przeznaczył pan ojciec, by jedyne dziecko niosące w żyłach jego dziedzictwo, już przed edukacją szkolną mogło odbyć odpowiednie nauczanie, godne tego, kim wszakże miała być.
Nie wiedziała o galeonach zdobytych bynajmniej nie w tak cukierkowy i radosny sposób, w jaki chciała widzieć świat; nie wiedziała o rachunkach, które chętnie powiększała matka; słodka, delikatna pani domu, bezustannie pragnąca ujmować dłoń brata; nie wiedziała o tym, ileż brudów skrywało wynajmowane mieszkanie, strojnie udekorowane meblami z minionych epok, i jakie ilości grzechów oblepiły umiłowaną Rosję; imperialną i wspaniałą, wciąż zrzeszoną pod potęgą cara – w domu państwa Dolohov mugolski, parszywy Związek Radziecki nie istniał.
Tatiaszka wiedziała jednak o tym, co jej wolno, a czego kategorycznie robić nie powinna, choć granica zacierała się; zwykle ciemnymi nocami, kiedy krzyki były zwiastunem przejmującej ciszy i zatrzaśniętych drzwi, kiedy angielska kołysanka płynęła miękko, doprowadzając podniosły ton ojca do kolejnego steku rosyjskich przekleństw, których wtedy jeszcze nie potrafiła zrozumieć; rozróżniała je natomiast nader dobrze, doskonale identyfikując, które z ostrych zgłosek oznaczają radość, które wściekłość, a które są po prostu kolejną emocją dorosłych, ustawioną w idealnie prostym dwuszeregu słów wypuszczanych spomiędzy warg Nikolaja Aleksieja.
Wiedziała, że do niektórych pomieszczeń w mieszkaniu wchodzić jej nie wolno, niektórych zamków, szkatułek i szaf nie otwierać, a niektórych przedmiotów nawet nie dotykać.
Wiedziała kogo kochać, a kogo gorąco nienawidzić – nie było niczego pośrodku; nijakość wybijano uderzeniami kija i świszczącym zaklęciem, które widywała wycelowane w Grahama.
Starszy brat - jakiż on był głupiutki. Jaki słodko naiwny i uparty. Bez sensu uparty. Głupi, głupi, głupi.


Durmstrang okazał się być dziwacznie kojący. W przejmującym chłodzie, obcym języku, ciemnych wstęgach czarnej magii odkryła ulgę; ciemna kotara przysłaniająca pudrowy, bladoróżowy obłok carskiego życia ułudy, zakrywająca podrabianą beztroskę, której trzymała się tak kurczowo, była niczym głęboki haust świeżego powietrza po wynurzeniu się z głębiny.
Tatiana Dolohov była wystarczająco urodziwa, niegłupia i dobrze urodzona, by lodowate zamczysko przyjęło ją z wdzięcznością w objęcia swych szponów. Wystarczająco pewna siebie, by nie zważać na szepty innych. Wystarczająco dobrze przygotowana na to, co czyhało za kamiennymi murami.
Zbyt krucha, by odczuwać niepewność; wątła fizyczność przywoływała ukłucie nerwowości w dole żołądka; dłonie skazane na zaciśnięte pięści, nie na moc wykonanej z tarniny różdżki, początkowo nie potrafiły poradzić sobie z kultem siły fizycznej i ograniczeniem mocy magicznej. Z czasem, który w jej mniemaniu przyszedł zdecydowanie za późno, nauczyła się dostrzegać zalety swojej sylwetki; drobne ciało zapewniało dyskrecję i chętniej znikało w lichych cieniach za filarem zamkowego korytarza.
Umysł nie potrafił poradzić sobie z wściekłością, kiedy po raz pierwszy blady polik spotkał się z nieustępliwą posadzką a tępy ból objął skroń; różdżka poszybowała w górę, zaklęcie przeciwnika odrzuciło dziewczęce ciało w tył, zupełnie jak gdyby była tylko szmacianą laleczką, niczym więcej.
Momentalnie, bez krzty zawahania, chciała, by zapłacił. Pragnęła widzieć bułgarskiego sukinsyna wijącego się na posadzce; nie dlatego, że faktycznie był jej to winien; nie dlatego, że zasłużył na karę – wszystko odbywało się bowiem pod okiem nauczyciela, a ich zadaniem w istocie było pokonać przeciwka i dowieść swej siły i umiejętności. Panna Dolohov czuła się upokorzona; upokorzona dostatecznie, by zechcieć przebić gałkę oczną swego przeciwnika magicznym drewienkiem i dopiero potem wypowiedzieć upragnioną inkantację.
I choć kolejne z jej pragnień spotkało się z surowością rzeczywistości, zadbała, by chłopiec nie zasnął tego dnia; ani żadnego kolejnego; w sposób spokojny.

Zabawnym dlań było, jak łatwo przychodziło zachowanie pozorów, nawet w tak niepobłażliwym i zimnym miejscu, jakim był magiczny instytut. Rozczulającym, ile słów; tych pięknych i tych odrażających; tych cukrowych i śmiertelnie poważnych; wszystkich tych nieprawdziwych, które niegdyś wypowiadała w stronę brata, zaginając rzeczywistość na własne korzyści i kaprysy; ileż słów wciąż pożerała szkolna społeczność, z ufnością i naiwnością. Rozmowy; z rówieśnikami, jak i nauczycielami; nader często balansowały na granicy szczerości i fałszu; do tegoż stopnia, że momentami Tatiana nie pamiętała już, która z opowieści, którymi raczyła rozmówcę, była żywą prawdą.
Wpierw słuchali, z entuzjazmem, ale i nierzadko z trwogą; plotki i opowiastki płynęły; początkowo wypełniając surowe mury odrobiną iście kobiecej rozrywki; z czasem słowa płynące z jej ust stawały się czynami innych, jej samej zapewniając ułudną satysfakcję i namiastkę faktycznego uznania. Lubiła także obserwować; ich reakcje, sposób, w jaki zmieniała się mimika twarzy, jak ciemnieje spojrzenie, gdy próbują topornie kłamać.
Jak wiele gotowych do zmanipulowania; i jak niewiele porażek, upodleń, upokorzeń i gniewnego ferworu wystarczyło, by wstrzyknąć w meandry żył strutą substancję, która bez ostrzeżenia skaziła umysł i ciało.
Zaczęła odczuwać przyjemność z każdej kolejnej wygranej potyczki, przyjemność z rosnącej siły we własnych dłoniach, ale nader wszystko z tej, która wypływała w eter po wypowiedzeniu czarnomagicznego czaru.
Ostrzeżenia, legendy, plotki owiewające złowrogi znak nakreślony wśród szkolnych korytarzy, wywoływały w niej pobłażanie, zgrabnie naznaczone rozbawieniem – obawa przed potęgą była najgorszym, czego człowiek mógł się dopuszczać.
Ileż możliwości niósł ze sobą Durmstrang – upewniała się o tym ilekroć wymieniała listy z Grahamem, ilekroć porównywała szkolne wspominki związane z brytyjską szkołą, do której ojciec ni myślał jej posyłać. Była jego córką. Musiała iść w jego ślady.
Musiała być wystarczająco dobra, by nauczyciele widzieli w niej coś więcej niż tylko dobre pochodzenie i wpływy ojca. Wystarczająco zacięta, by podnieść się z kolan i raz kolejny zacisnąć palce na trzonie różdżki; by przetrwać.
Wystarczająco robaczywa, by wciąż było jej mało.
Choć szkoła miała swój, względnie zadowalający, poziom tolerancji na ambicje swych podopiecznych, tak często zaspokajanych za pomocą czarów, zaklęć, dziedzin magii, w istocie dziurawiących i tak już wątpliwą moralność ich użytkowników, niepokój panny Dolohov wciąż istniał. Miesiące mijały, a wraz z nimi nawarstwiały się trawione niepewnością myśli; ileż monstrów mogło chcieć wpełznąć do jej głowy? Ileż wrogów pragnęło spenetrować to, co wszakże miała najcenniejsze? Ileż sekretów zechcieć wyrwać miał świat?
Defensywa, do tej pory pomijana i lekceważona, zaczęła stanowić główne pole zainteresowań dziewczęcia, które z niezdrową wręcz upartością zapragnęło poznać tajniki będące w stanie ochronić ją przed czyimś wpływem. Na ileż mogły pozwolić jej kipiące wściekłością zaklęcia ofensywne? Cóż dawała czarna magia, kiedy w zamku praktykował ją każdy, nie zaprzątając sobie głowy dostateczną obroną przed nią?
Chwilowo odrzuciła pojedynki, wyrzekła się tego, w czym wszakże czuła się najlepiej - być może to tym zaskarbiła sobie uznanie profesora - skupiając całą swą uwagę na wytworzeniu swoistej bariery; półtorej roku pod okiem wykładowcy defensywy magicznej było podłożem, dzięki któremu poznała i zgłębiła sztukę oklumencji, zamykając umysł na każdy szmer, szept i zdradziecki plan, pragnący zasiać diabelskie ziarno w i tak już strawionym obłędem umyśle.
Zaimponowała mu; a świadomość uznania ze strony mężczyzny była wyborna. Napędzała do działania i pielęgnowała kiełkujące poczucie nietykalności, które w murach Durmstrangu rosło w siłę rok w rok.
Pewność, która wynagradzała wszystko to, czego – jak wierzyła – jej brakowało, dostatecznie przysłoniła podniosłość decyzji, która nadeszła wraz z listem od ojca; zaplanowane zaręczyny i rychła podróż do Anglii dziwacznym trafem nie wywołały w Tatianie spodziewanego gniewu; wieść spotkała się z pobłażliwą obojętnością; dalekosiężne plany Dolohova powodem do kpiącego uśmiechu; naznaczone bólem i kipiącą zazdrością słowa brata, niestarannie spisane na pożółkłym pergaminie – podstawą do otwartego rozbawienia.
Po raz pierwszy w życiu, z dala od rodziny, z dala od ojczyzny, poczuła uczucie, którego łaknęła od dawien dawna. Ułudne wyobrażenie, że posiada kontrolę.


Pamiętała jego dotyk.
Pamiętała zapach, i sposób, w jaki wypowiadał słowa. Jak prześmiewczo zmiękczał harde wyrazy, w brzydkim, angielskim akcencie, którego nauczyć musiała go matka. Pamiętała ból w ślepiach; skrzywdzenie w ciemnych tęczówkach desperackie jak u rannego zwierza; równie żywe jak wspomnienie pudrowych cukierków i słodkiego dzieciństwa, gdy gładził jej włosy i całował skroń.
Pamiętała roztrzaskane nadzieje i zawód, który w końcu ukazał; Graham pragnął mieć ku niej święte prawo. I te prawo mu odebrano; zabrano wraz z całą resztą przywilejów; wyrwano siłą w ramach kary za niesubordynację – pragnął wierzyć, że wszystko było zaplanowanym działaniem pana ojca, splunięciem w twarz za lata nieustępliwości i walczenia z wolą Nikolaja Aleksieja; wyrokiem, za obranie strony matki. Choć nienawidził Rosji równie mocno, co decyzji ojca, która przeznaczyła Tatianę obcemu mężczyźnie – tak samo żarliwie znienawidził wtedy Anglię. A Anglia miała niedługo odwdzięczyć się tym samym.
Pamiętała cichy szept, który kazał jej się za nim wstawić. Kazał przerwać rzeź rozpoczętą krótkim słowem niezgody. Stop. Dość. Miej litości.
Marna podpowiedź, na granicy jawy i snu; mara, nakazującą odwrócić się od tego, co wpajano jej od lat - miała wstawić się za słabością, nie ją potępić. Choć raz w życiu.
Honor to kurwa, której służą jedynie głupcy – ostre, rosyjskie słowa przecięły gorzką rzeczywistość, kiedy sparowała różdżkę z ojcem. A potem przyszła ciemność.

Lepkość znacząca ciemne kosmyki włosów, otępienie i obraz jakże trudny do identyfikacji; jedyną rzeczą, jaką potrafiła rozpoznać była miękkość perskiego dywanu – puchate podłoże, na którym budowali drewniane wieże; puchate podłoże, które było skradzioną od starej czarownicy dekoracją; puchate podłoże naznaczone ciężkimi plamami świeżej krwi.
Firanka rzęs unosząca się w zwolnionym tempie, nim w pomieszczenie nie wpłynął przeraźliwy wrzask – Tatiana potrzebowała długich ułamków sekund, by zorientować się, że ten wydobywa się z jej własnej krtani.
Ciało sparaliżowane – zaklęciem, a może skruszonymi do cna kośćmi – mięśnie odmawiające posłuszeństwa oszczędziły jej też czucia – dzięki ci, Merlinie – ból nie docierał do świadomości leżącej na podłodze, młodej kobiety; dumnej absolwentki; urokliwej damy; córki i siostry, kiedy Nikolaj Dolohov w artystycznej niemal brutalności wyznaczał krwawą ścieżkę na plecach swej latorośli – kara, znak, przestroga; ślad potęgi Dolohovów, który już niedługo miał przybrać kształt paskudnej blizny.
Po chwili nie słyszała już niczego; ni własnego wrzasku, ni krzyków ojca, ni upokarzającego dźwięku, który istotnie wydobywał się z jej gardła, sprawiając, że w jękach błagała o miłosierdzie. Cisza, cichosza i oczy; jego oczy, puste i bezdenne, oczy nie brata, a surowego sędzi; gdzieś tam osadzone w pięknej twarzy, która spoglądała na nią z drugiego kąta pokoju. Z litością, zniesmaczeniem, być może chorą satysfakcją, że wreszcie dostała za swoje. Dostała, na co zasłużyła za lata bycia faworytą; za lata pomiatania nim i lekceważenia wszystkiego co mówił.
Pytania nigdy nie wybrzmiały, a odpowiedzi miały nigdy nie nadejść, kiedy słodkie Obliviate było jedyną łaską, którą ofiarowano.


Świat jest pełen okropieństwa, siostro, powtarzał bezustannie, jak mantrę, wywołując dziwaczne uczucie balansujące między trwogą i przejmującą troską, a potrzebą zdzielenia go w policzek. Świat był pełen okropieństw, a Anglia szczególnie; brudna, deszczowa i szpetna; londyńskie ulice płynęły rynsztokiem ludzkich pragnień, tragedii i grzechów; ileż razy pomijanych w opowieściach i wizjach Grahama – nie tak przedstawiał młodszej siostrze ojczyznę, nie takim miejscem miał być nowy dom, nie tam chciała śnić sny i kreślić rzeczywistość.
Przemyślenia i zawahania kończyły się jednak na drobnym grymasie znaczącym blade lico, na kruchym frasunku przebiegającym między gęstymi brwiami, na skubnięciu zębami dolnej wargi ust; nie wypowiadała ich na głos, nie rozprawiała o rychłym zamążpójściu, nie prosiła ojca o uwagę, której, nie wiedzieć dlaczego, na obcym gruncie począł jej skąpić.
Durmstrang przeminął, Londyn był obcy i nieprzyjazny, jedyną ostoją dawnego życia był on. Brat, skaza Dolohovów, przybraniec, sierota, przybłęda bez rodowodu – ileż brudnych określeń przylgnęło na dobre do chłopca, który bynajmniej nie był tak niewinną, zagubioną w świecie istotą, jaką widziała w nim młodsza siostra.
Jedyna osobą, do której mogła się zwrócić – dawał jej o tym znać niemalże nieustannie, wytykając szorstkość w wypowiadanych słowach, w które wciąż wplatała ruskie przekleństwa; wspominając o przepaści kulturowej, której – mimo odebrania odpowiedniego wychowania, etykiety i edukacji – wciąż momentami nie potrafiła pojąć. Ścierając w pył jakąkolwiek próbę porozumienia się z matką; gdy rodzeństwo rozczytywało się wspólnie w grubych księgach, skrywających w sobie mistyczne przepowiednie, zakazane ingrediencje i instrukcje rozczłonkowania ludzkich ciał; ta, popadając w niełaskę, ciało zatapiała się w starym fotelu, myśli zatapiała w szklaneczce z ognistą, wspomnienia i bolesne wizje w ślepych zaułkach własnego umysłu. Być może czuła wyrzuty sumienia, być może ściągnięcie Dolohovów na stałe do Londynu i mariaż córki z Brytyjczykiem było swoistym gwoździem do trumny; być może organizacja, która zaczęła pożerać żywcem jej własne dzieci była tylko i wyłącznie jej winą. Być może.
Gdyby Tatiana była choć trochę mniej sobą, a tą, którą zaprezentowała przy pierwszej kolacji z narzeczonym, może faktycznie przejęłaby się losem tej żałosnej kobieciny, którą musiała nazywać matką.

Graham był cierpliwy. Graham poświęcał jej uwagę, choć ta często przypominała piekące uderzenie trzciny o zgarbione plecy, niźli czułą troskę. Graham spoglądał na nią tak, jak niegdyś spoglądał na nią ojciec – z nadzieją, przeczuciem, świętym przekonaniem, że nie jest zwyczajna. A ona w to wierzyła; wierzyła bez krzty zawahania, wierzyła w każde słowo; wierzyła, gdy kładł na jej dłoni swą własną, poprawiając chwyt na różdżce, by wyszeptać do ucha słodko-gorzką inkantację brutalnego czaru, by mogła ją powtórzyć; kiedy opowiadał okrutnie piękne słowa o zakamarkach ludzkich umysłów, które tylko czekały, by ktoś taki jak ona mógł je spenetrować; gdy snuł opowiastki i plany, wypowiadając słodkie obietnice, że nauczy jej wszystkiego, by znów poczuła się tak, jak czuła się w Durmstrangu; by poza ochroną własnego umysłu, mogła też przenikać inne –  Graham był nie tylko opiekunem i ostoją w obcym świecie; był nauczycielem. Nigdy nie uczył jej byle czego, nigdy nie zabierał czasu błahostkami, nigdy nie kłamał; och! jakże słodką idiotką była, wierząc w nieczyste słowa plamiące jego wargi.
U boku brata, jakże doskonale kryjącego trawiącą trzewia zazdrość, wierzyła we wszystko; w jego sekrety i kłamstwa, w jego szczerą troskę i nader wszystko w idee, które w niej zaszczepił; idee dające ułudne poczucie wolności, jednocześnie przypominające o cudownym uczuciu kontroli, jakże utęsknionym w brzydkiej Anglii.
Łzy, które zaścieliły jego policzki – tylko na moment – po śmierci zdrajczyni, ich matki, musiały być prawdziwe; ale mimo to, choć Tatiana pragnęła przyjąć na siebie żal brata; wpuścić w korytarze żył jego ból, do którego pragnął się nie przyznawać, nie potrafiła.
Imponował jej – nawet wtedy – gdy kłamał, gdy słabł, gdy niczego nie świadoma podążała za jego słowami, stąpała jego śladami, wypowiadała zaklęcia, które pragnął by wypowiadała, a kiedy i jego zabrało zaklęcie, którym sam tak ochoczo wojował; nieświadoma, żyjąca w świecie, który dla niej ulepił, pogrzebała nadzieje.
Kruche kolana spotkały się z kamienną posadzką, smukłe palce desperacko kartkowały stronnice zakazanej księgi, jasne ślepia dziko przemierzały zbieraninę słów, poleceń i czarów; ileż należało poświęcić, by ożywić lodowate ciało brata? Ileż oddać, ileż złożyć w ofierze, ileż zatracić, by zniweczyć granicę i zrzucić kurtynę oddzielającą życie od śmierci?
Nie rozumiała, dlaczego ojciec zakazał jej chociażby spróbować.
Nie rozumiała, jaką tajemnicę Graham zabrał do grobu.
Nie rozumiała, gdy ktoś inny upomniał się o jej życie.


Wizje nęciły i przerażały; wpierw chwilowo, na kilka ułamków sekundy obrzydzały, by zaraz potem rozbrzmieć pożądaną chwałą. Były swoistą obietnicą upamiętnienia; celem, którego pannie Dolohov zaczęło brakować w deszczowej, naznaczonej wojną krainie, po śmierci tego, który utrzymywał świat w ryzach, kreował go i wyznaczał ścieżki, którymi winna podążać.
Czyż pojawienie się drugiego; tego, z którym Graham dzielił krew bardziej, niźli z matką, niźli z siostrą, nie było cudem w świecie pełnym brzydactw? Światłem wyłaniającym się z mroku, choć to z najczerniejszą ciemnością miał dużo więcej wspólnego; tym, który ujął dłoń, by raz jeszcze przeprowadzić młodą kobietę; przez własne wspomnienia, przez ból, stratę, kłamstwo i prawdę, które zacierały się bezustannie, aż po przyrzeczenie potęgi, która miała czekać na nich w nowym, wolnym od szlamu świecie.
Zajął miejsce bliźniaka; początkowo stanowiąc niewygodny aspekt obcego życia, w które ją wrzucono; uwierającą niedogodność, która mierziła i gryzła w najmniej odpowiednich momentach - ostatecznie stał się tym, który jako jedyny mógł rozwiać wątpliwości i odpowiedzieć na nigdy niewypowiedziane pytania. Jako jedyny przeprowadzić przez mrok, i właśnie w nim ukazać wszystko to, co pragnęła ujrzeć; przywrócić wiarę w rzeczywistość, którą mieli wykreować. Cel uświęcał środki; obietnica tego, cóż według brata, miał jej zagwarantować mężczyzna nazywany w Anglii Czarnym Panem, była potwierdzeniem.
Wszystko miało jednak swoją cenę; cenę straszliwą, której złakniony bezkresu możliwości i zniweczenia wszelkich granic umysł nie dostrzegał.




Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 150
Uroki:112
Czarna magia:63
Uzdrawianie:10
Transmutacja:10
Alchemia:20
Sprawność:8Brak
Zwinność:7Brak
JęzykWartośćWydane punkty
rosyjskiII0
angielskiII2
norweskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
Historia MagiiI2
KłamstwoIII25
KokieteriaII10
NumerologiaI2
PerswazjaI2
SpostrzegawczośćII10
SkradanieI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Wytrzymałość psychicznaI5
Savoir-vivreI5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Rycerze Walpurgii05
RozpoznawalnośćI0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
AktywnośćWartośćWydane punkty
PływanieI0.5
Taniec balowyI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 9



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Tatiana Dolohov [odnośnik]30.10.20 10:21

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Oklumencja

Kartę sprawdzał: Tristan Rosier
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tatiana Dolohov  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Tatiana Dolohov [odnośnik]30.10.20 10:23


KOMPONENTY

[31.01.21] Komponenty (październik/grudzień)
[12.08.21] Komponenty (styczeń/marzec)

BIEGŁOŚCI
[27.01.21] Wsiąkiewka (lipiec-wrzesień): + 3 PB
[04.08.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +3 PB
[14.10.21] Wsiąkiewka (styczeń-marzec); +3 PB


HISTORIA ROZWOJU[30.10.2020] Karta postaci: oklumencja, sowa
[28.11.20] Osiągnięcie (Genealog): +60 PD
[21.01.21] Aktualizacja postaci
[27.01.21] Wsiąkiewka (lipiec-wrzesień): +120 PD
[14.02.21] Osiągnięcia (Do wyboru do koloru, Obieżyświat, Wór pełen ziół): +90 PD
[02.02.21] +30 pd, osiągnięcie: złoty myśliciel
[09.03.21] [G] Zakup: włosie akromantuli; -50 PM
[23.07.21] Spokojnie jak na wojnie: +35 PD, +1 PB organizacji
[29.07.21] Osiągnięcie: Mały pędzibimber, +30 PD
[04.08.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +120 PD
[04.09.21] Rozwój postaci; +3 Uroki: -240 PD
[14.10.21] Wsiąkiewka (styczeń-marzec); +120 PD
[30.10.21] Osiągnięcia (Weteran); +100 PD
[02.11.21] Rozwój postaci: +3 punktów statystyk do uroków, - 240 PD
[28.02.22] Wydarzenie: Pan na włościach +50PD +1PB
[20.03.22] Spokojnie jak na wojnie: +150 PD; +3 PB organizacji
[30.03.22] Osiągnięcia (Mroczny Znak I); +30 PD
[03.05.22] Zdobycie osiągnięcia: Ostatnia landrynka +30 PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tatiana Dolohov  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Tatiana Dolohov
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach