Wydarzenia


Ekipa forum
Wioska Tinworth
AutorWiadomość
Wioska Tinworth [odnośnik]02.12.18 16:27

Wioska Tinworth

Tinworth jest niewielkim miasteczkiem położonym na południowym wybrzeżu Kornwalii. Od lat zamieszkuje je kilka rodzin czarodziejów, którzy z jakiegoś powodu zdecydowali się osiedlić właśnie tam, być może urzeczeni niezwykłym klimatem nadmorskiej wioski, znacznie spokojniejszej od tętniących życiem większych miast. Główna część miasteczka rozciąga się wzdłuż jednej ulicy i kilku jej bocznych rozgałęzień, choć część magicznych rodzin osiedliła się na uboczu, w pewnym oddaleniu od głównej ulicy. Nierzadkim widokiem są niewielkie domki położone w sąsiedztwie klifów porośniętych nadmorską trawą oraz plaży, choć większość czarodziejów ukrywa je zaklęciami przed wzrokiem mugoli, przez co dla niemagicznych wybrzeże może wyglądać na opustoszałe i ciche. Wyjątkowo szerokie, piaszczyste plaże leżące nieopodal zabudowań są lubianym miejscem spędzania czasu zarówno przez dorosłych, jak i dzieci. Co ciekawe, niektóre domki znajdujące się w sąsiedztwie wybrzeża mają ściany udekorowane morskimi muszlami.
W centrum wioski, na jej głównej ulicy, są zlokalizowane takie miejsca, jak pub posiadający zarówno mugolską, jak i ukrytą przed mugolami magiczną część; w tej drugiej jest położony ogólnodostępny kominek podpięty do sieci Fiuu. Znajduje się tam także kilka niewielkich sklepików. Przez większość czasu miejscowość sprawia wrażenie sennej i spokojnej, choć ożywia się w sezonie letnim; to dobre miejsce na wypoczynek dla magicznych rodzin z dziećmi. Przez lata wioska ta była miejscem, gdzie czarodzieje i mugole żyli obok siebie w spokoju i nie przeszkadzali sobie wzajemnie; magiczni mieszkańcy Tinworth starali się nie zakłócać spokoju mugolskich sąsiadów i ukrywali przed nimi swoją odmienność.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Tinworth Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]02.12.18 16:28
| 06.09?

Dzień po spotkaniu Zakonu Charlie wybrała się z wizytą do domu rodziców, gdzie miała pozostać do ósmego września; wtedy to miała udać się do Lancashire i pojawić się na ślubie Julii, a po jego zakończeniu wrócić od razu do Londynu i do pracy. Wzięcie tych paru dni urlopu budziło w niej pewne wyrzuty sumienia, mimo że pozwalała sobie na niego tak rzadko, zwłaszcza od maja. Ale zbyt mało czasu poświęcała ostatnio rodzicom – co też budziło w niej wyrzuty sumienia.
Pojawiła się w Tinworth z samego rana, spożywając śniadanie wraz z rodzicami, którzy oboje byli dziś w domu i spędzając dobrych kilka godzin na samej rozmowie. Siedzieli wszyscy przed kominkiem jak za starych dobrych lat, do dopełnienia tego obrazka brakowało tylko jej starszego brata, Very i zmarłej pięć lat temu Helen. Była tylko ona i rodzice, ale i tak mogła poczuć tę domową atmosferę, której brakowało jej w Londynie. Brakowało jej mieszkania tutaj, zwłaszcza teraz, kiedy żal po utracie najmłodszej siostry częściowo się zagoił, ale w dobie braku teleportacji codzienne podróżowanie stąd do Londynu byłoby zbyt czasochłonne, więc musiała pozostać w mieście, którego chyba nigdy nie nazwie swoim prawdziwym domem. Jej serce było tutaj, w Kornwalii, gdzie się urodziła i wychowała.
Później jednak, kiedy mama zajęła się gotowaniem obiadu, a tata zajął się innymi pracami przy domu, Charlie wybrała się na spacer po plaży. Dom Leightonów mieścił się w pewnym, choć niezbyt odległym oddaleniu od centrum wioski, na szczycie niewysokiego klifu porośniętego nadmorską trawą. Skrzypiącymi ze starości drewnianymi schodkami dało się zejść na szeroką, piaszczystą plażę. Tam zdjęła buty i podeszła do morza; początek września był bardzo ciepły, cieplejszy niż tegoroczne kapryśne lato. Niosąc butki w jednej ręce szła wzdłuż brzegu, pozwalając, by łagodne fale omywały jej bose stopy. Za czasów dzieciństwa plaża była jednym z jej ulubionych miejsc zabaw i spacerów, i spędziła tu niezliczone godziny. Chodziła wzdłuż wybrzeża, wylegiwała się na piasku, uczyła się pływać w tutejszych wodach, a wieczorami nawet obserwowała stąd niebo. Znajdując się tutaj czuła się spokojna i wolna od stresu i presji, które towarzyszyły jej w Londynie. Czuła się, jakby czające się na horyzoncie czarne chmury tutaj były nieco bardziej odległe.
Idąc nią w kierunku wschodnim dało się dojść bliżej głównej części wioski, choć dziś nie miała po co tam iść. Jedynie z wybrzeża spojrzała na dachy zabudowań widoczne ponad klifami i wydmami porośniętymi falującą na wietrze, sztywną trawą. Sama plaża wydawała się dość opustoszała, przynajmniej najbliższe otoczenie Charlie; dopiero kawałek dalej widziała wypoczywającą rodzinę, była jednak zbyt daleko, by mogła wyraźniej dostrzec twarze, nie mówiąc o rozpoznaniu ich.
Stanęła w miejscu, odwracając wzrok od wioski i zwracając się twarzą w stronę morza. Wiatr mierzwił jej włosy i poruszał połami sięgającej do połowy łydek sukienki, którą wolną od butów ręką podtrzymywała tak, by uniknąć jej zamoczenia, a woda wciąż omywała kostki.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]03.12.18 12:52
|6.9.56

Potrzebował miejsca, w którym nikt nie mógł go znaleźć. Przynajmniej z nikim z jego rodziny. Nie chciał też zajmować czasu swoim znajomym. Potrzebował ciszy i to natychmiast. Od kilku dni błądził po wioskach i miasteczkach Kornwalii, szukając takiego miejsca, w którym najmniej osób zwracałoby na niego uwagę. Takiego miejsca, gdzie niewiele osób chciałoby dostrzec kogoś takiego jak on. Pod latarnią najciemniej, tak mówią. Najlepiej więc szukać w rodzinnym hrabstwie. Kilka dni zajęło mu odnalezienie Tinworth, które wydawało mu się najspokojniejsze. Nie zamierzał zatrzymywać się w ścisłym centrum. Chciał wyłącznie przesiedzieć kilka godzin na plaży. Pogoda zdawała się dopisywać, jak gdyby sierpień dopiero przyszedł, a nie co dopiero minął. Przyjemny wiatr chłodził. Buty spoczywały zaraz obok niego, tak żeby mógł czuć przyjemne ciepło na swoich gołych stopach.
Czas zdawał się stać w miejscu. Był tylko on, morze i whisky z piersiówki, która dodatkowo go uspokajała. Potrzebował przemyśleć wszystko od początku. Dlaczego w ogóle tutaj wrócił? Może jednak powinien zostać za granicą, w błogiej niewiedzy co tak właściwie dzieje się w Wielkiej Brytanii. Tam nie było czasu na wielkie smutki. Były codzienne zabawy, codzienne picie, codzienne zalewanie się w trupa, codzienny brak poczucia kim się jest, a co najważniejsze – codzienna nieświadomość tego, co dzieje się z magicznym światem. Fakt, że jedyny kontakt z tym światem były listy i drobne wiadomości od czarodziei zamieszkających dane krainy lub czarodziei-podróżników.
A tutaj? Tutaj znowu były problemy. Same problemy. Teraz dochodził jeszcze stan wojenny. Wojna. Kto wie jak powinien to nazywać. Nie rozumiał niemalże niczego, choć bardzo się starał. Dlaczego ktokolwiek chciałby atakować Ministerstwo? Jedyne co go pocieszało to fakt, że w odpowiednim czasie pojawił się taki czarodziej jak lord Harald Longbottom.
Cisza. Od czasu do czasu wzdychał jedynie, po czym zapijał swoje myśli Ognistą. Dlaczego powinien psuć tę przyjemną ciszę niepotrzebnymi przemyśleniami? Po co mu te całe rozmyślania nad brudną polityką… po co? Był tylko on. Szum morza. I whisky. Nikt go nie zaczepiał… pomijając jedną sylwetkę, którą dostrzegł z oddali, gdy spojrzał w stronę miasta. Z każdym kolejnym krokiem była coraz bardziej znajoma. Dopiero po chwili zrozumiał kto wędrował w stronę morza. Najpierw podniósł głowę. Chwilę zajęło mu zdecydowanie czy powinien podejść czy nie. Zupełnie zapomniał o tym, że chciał spędzić czas zupełnie sam. Zapamiętał tylko jedno: po tym co stało się na ognisku i w labiryncie – powinien ją natychmiast przeprosić. Drugiej szansy może nie mieć.
Poderwał się. Natychmiast schował piersiówkę, złapał za swoje buty i ruszył w stronę panny Leighton. Poprawiał na szybko swoją koszulę i włosy, żeby nie wyglądać na zupełnie roztarganego… to i tak nic nie dawało, wiatr robił swoje. Chwilę zajęło mu dotarcie do miejsca, w którym stała czarownica. Natychmiast się ukłonił, ale nie wiedział od czego powinien zaczął.
Panno Leighton?…


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Tinworth 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]03.12.18 19:35
Charlie nie spodziewała się, że znów mogłaby napotkać na swojej drodze właśnie jego. Ostatni raz widziała go podczas Festiwalu Lata, później ich ścieżki się nie przecinały. Ich dotychczasowe spotkania z reguły były dziełem przypadku. Ot, kaprysem losu, który lubił splatać ich drogi i doprowadzać do różnych sytuacji, często niezręcznych dla obu stron. Nie spodziewałaby się, że mogłaby w swoim rodzinnym miasteczku spotkać kogokolwiek znajomego spoza grona mieszkańców Tinworth, których nie było znowu aż tak wielu. To była naprawdę malutka miejscowość. Rówieśników też nie miała tu zbyt wielu, a większość pewnie, tak jak ona, po osiągnięciu dorosłości wyprowadziła się do Londynu lub innych większych miast. W mieścinach takich jak Tinworth żyli w większości dojrzali i starsi ludzie, młodych było mniej. Chociaż gdyby nie śmierć Helen oraz zwykłe względy praktyczne prawdopodobnie by tu została. W Tinworth mieszkało jej się dobrze, nie potrzebowała niczego więcej, nie pociągał jej wielkomiejski zgiełk. Ale gdy zmarła jej młodsza, ledwie dziewięcioletnia siostra, usłuchała Very i wyprowadziła się z nią do odziedziczonego po nieżyjącej starszej ciotce domku pod Londynem, gdzie mogła uciec od kłębiącego się w niej wówczas żalu, pogrążonej w depresji matki oraz być bliżej alchemicznego kursu, który podjęła kilka tygodni po pogrzebie Helen.
Mieszkała w Londynie już pięć lat, ale to nie on był jej prawdziwym domem, a właśnie ta mała, spokojna wioska u wybrzeży Kornwalii. Gdyby nie nawał pracy w Mungu oraz problemy z transportem bywałaby tu częściej, ale niestety mogła sobie pozwolić jedynie na sporadyczne wizyty. Ostatni raz była tu na dłużej podczas Festiwalu Lata. Przez czas jego trwania mieszkała u rodziców, śpiąc w swoim starym pokoju; stąd miała bliżej do Weymouth.
Gdy doszła do tego miejsca i zatrzymała się, przez chwilę stała samotnie, mocząc stopy w wodzie i sycąc się charakterystycznym zapachem morskiej bryzy. Uwielbiała ten zapach, tak kojarzący się z rodzinnym domem. Myślała że jest sama, początkowo nawet nie zauważyła skrytej na uboczu samotnej sylwetki, tak pochłonięta wpatrywaniem się w morze, którego nie mogła obserwować w Londynie.
Dopiero po chwili jej uszu dobiegło skrzypienie kroków na piasku, a potem głos wypowiadający jej nazwisko. Znajomy głos. Odruchowo odwróciła się w jego stronę, dostrzegając idącego ku niej czarodzieja, którego rozpoznała od razu. Anthony Macmillan. Była tak zdumiona jego widokiem, że uniosła brwi i prawie wypuściła z dłoni swoje buty. W ostatniej chwili wzmocniła uścisk, by skromne, znoszone pantofelki nie wpadły do wody.
- Anthony? Co ty tutaj robisz? – zapytała. Zwróciła się do niego po imieniu, ostatecznie trochę już się znali. Wzajemne ratowanie się z kłopotów zbliżało ludzi, nawet jeśli pozornie niewiele ich łączyło – tylko pozornie, bo jak się potem okazało, oboje pochodzili z Kornwalii i mieli powiązania z rodziną Wrightów. Może Macmillan po prostu podróżował po włościach swego rodu i zahaczył o jej rodzinną wioskę?
- My to naprawdę mamy talent do wpadania na siebie w różnych dziwnych, niespodziewanych miejscach – zauważyła z rozbawieniem. Nie była na niego ani trochę zła o to, co wydarzyło się po wiankach. Nie miała do niego żalu, więc po początkowym zdziwieniu powitała go z sympatią, nie wiedząc, że on mógł rozpamiętywać tamten dzień. – Co u ciebie słychać? Nie widziałam cię od czasu Festiwalu – zapytała. Sporo się wydarzyło, ledwie tydzień po Festiwalu Lata ogłoszono stan wojenny, anomalie wciąż trwały, ale miała nadzieję, że mężczyzna przeżył ten okres w spokoju i nic złego się nie działo. W końcu wiedziała już, że miał talent do pakowania się w tarapaty. A może po prostu ich skłonności do kłopotów były splecione i wpadał w takie sytuacje tylko wtedy, gdy to ona była w pobliżu?




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]04.12.18 13:50
I on był zdziwiony tym niespodziewanym spotkaniem, choć na pewno nie tak mocno jak ona. Wpierw w oczach pojawiła się iskra radości. Uśmiechnął się skromnie, jak gdyby trochę zawstydził się tym, że napadł na pannę Leighton. Po chwili jednak spuścił na chwilę głowę, jak gdyby bał się patrzenia w jej oczy. Myślał intensywnie nad odpowiedzią, którą powinien jej dać. Przypadki dość często się im zdarzały – to prawda. Pech chciał, że czasem kończyły się nieprzyjemnie, tak jak przy ognisku, kiedy spotkali lorda Blacka. Nieprzyjemnie dla blond czarownicy, która niczemu nie była winna.
Zerknął na nią, uśmiechając się jeszcze szerzej, jak gdyby chciał się zaśmiać na jej słowa.
Ha, mógłbym zapytać o to samo, panno Leighton – odpowiedział jej. – Ja… Spaceruję… Łapię myśli… Podglądam życie mieszkańców hrabstwa. Szukam własnego kąta – wyjaśnił, jak gdyby ponownie się zawstydził. – I tak jakoś cię dostrzegłem. Nie śledzę nikogo, rzecz jasna. Po prostu to miasteczko jest jakoś spokojnie – dodał. – A skoro mówimy o naszych spotkaniach… Muszę przyznać, że właściwie podszedłem z powodu Festiwalu. Nasze ostatnie spotkanie nie było zbyt przyjemne… tak mi się wydaje.
Chciał wyjaśnić całe to nieporozumienie, którego nie zdołał wtedy objaśnić, bo Charlene nagle odeszła. Głupio mu było, że przyjemny wieczór zamienił się w nieprzyjemne spotkanie z trójką szlachetnie urodzonych czarodziejów wymieniających się kąśliwymi uwagami. Tym bardziej czuł się winny tego, że był tak zły tego dnia, że zupełnie zapomniał o swoim towarzystwie. Na samo wspomnienie tego dnia natychmiast spoważniał. Znowu spuścił głowę, przełożył buty do drugiej dłoni. Wolne ramię podstawił pannie Charlene, żeby mogła go chwycić. Nie chciał stać w miejscu. Nie chciał, żeby ktokolwiek zaczął przyglądać się ich spotkaniu.
Pospacerujmy i porozmawiajmy, o ile nie jesteś zajęta – dodał, zauważając że ktoś z miasteczka zaczął powoli zbliżać się do brzegu. – Nie chciałbym wyrywać cię z jakiegokolwiek obowiązku, ale chciałbym omówić to, co się wtedy stało. Myślę, że całe nasze ostatnie spotkanie nie było w porządku wobec ciebie – wyjaśnił powierzchownie. – To nie tak, że chcę się usprawiedliwiać… ale z drugiej strony chciałbym cię przeprosić za to, co się stało. – Zaraz po tych słowach zrobił jeden krok, chcąc tym samym zachęcić pannę Leighton do spaceru przy brzegu.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Tinworth 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]04.12.18 18:10
Zdawała sobie sprawę, że Anthony, nawet jeśli był miłym i przyzwoitym mężczyzną, miał w szlacheckich kręgach różne znajomości i były tam też tak nieprzyjemne persony jak ludzie, którzy zaczepili ich przy ogniskach. Miał jednak swoje zobowiązania i nie mógł tak po prostu ich zignorować, choć pozostawało faktem, że wyraźnie wyczuwała wtedy ciężką, trudną atmosferę, jakby Macmillana i Blacka podzielił w przeszłości jakiś poważny konflikt. O co chodziło? Tego nie wiedziała. Znalazła się wówczas między młotem a kowadłem, między dwoma zwaśnionymi mężczyznami, nie mając pojęcia, o co poszło. Nie była nawet częścią ich świata, dlatego, przytłoczona ciężką atmosferą, uciekła, bo wiedziała, że i tak nie potrafiłaby pomóc. Rodowe niesnaski były jej całkowicie obce. To nie był jej świat i nigdy nie będzie, ale nie mogła winić Anthony’ego, że był jego częścią i nie mógł tak po prostu zlekceważyć Blacka i jego partnerki.
- To moja rodzinna wioska. Odwiedzam rodziców – odpowiedziała, bo nie było to żadną tajemnicą. Pochodziła stąd, a w Londynie jedynie zamieszkiwała. – Akurat wybrałam się na spacer. Za dawnych lat bardzo często spędzałam czas na tej plaży. Nie spodziewałam się żadnego towarzystwa, więc mnie zaskoczyłeś – dodała, odnosząc wrażenie, że i mężczyzna był zakłopotany i zawstydzony. Po chwili poruszył temat Festiwalu, a Charlie spojrzała na niego badawczo. – To nie twoja wina. Wybacz, że wtedy uciekłam, po prostu... wszelkie dworskie rozgrywki są mi całkowicie obce i nie wiem nawet, które rody z kim się lubią, a z kim nie lubią. Nie mam pojęcia, co zaszło między tobą, a tamtym mężczyzną, ale czuję, że to było coś poważnego. Atmosfera była... tak nieznośnie gęsta – mówiła, wciąż zastanawiając się, dlaczego tak czuła. Czy tamten Black w jakiś sposób w przeszłości skrzywił Macmillana, że ten wyglądał wtedy, jakby miał ochotę wepchnąć go do ogniska? Tamta sytuacja mogła się rozwinąć w nieprzyjemny sposób, gdyby nie to, że przy ognisku było dużo ludzi i nie mogło dojść do rękoczynów. A gdyby do nich doszło, drobna, słaba i kiepska w magii obronnej Charlie nie byłaby zbyt dobrą pomocą, chyba że zmieniłaby Blacka w królika.
- Ale nie gniewam się – zapewniła go. Ostatecznie byli tylko znajomymi, więc nie powinno mieć to żadnych konsekwencji dla ich relacji. Kiedy podsunął jej ramię, uchwyciła je wolną od butków ręką. – I nie byłam zajęta. Możemy się przejść i porozmawiać, szerokie plaże Tinworth są do tego wręcz idealne. Przeprosiny przyjęte – dodała. – Choć ciekawi mnie, co takiego sprawiło, że zareagowałeś w taki sposób, kiedy oni do nas podeszli. Domyślam się, że znaliście się wcześniej i to pewnie coś poważniejszego niż jakieś rodowe niesnaski? O ile, oczywiście, mogę wiedzieć. Bo jeśli to tajemnica, nie nalegam.
Jeśli nie chciał mówić, nie zamierzała naciskać. Była zwyczajnie ciekawa, bo Macmillan wydawał się mężczyzną spokojnym i poukładanym, a wtedy coś się w nim zmieniło. Szła obok niego spokojnie wzdłuż brzegu, całkiem przyjemnie było tu spacerować w towarzystwie. A że byli sami, nikt nie mógł się przyczepić, że szlachcic spędzał czas ze zwykłą panienką o mieszanej krwi. Na Festiwalu pewnie nie wyglądało to najlepiej, że złowił wianek kogoś takiego jak ona.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]05.12.18 16:33
A więc to było miejsce z którego pochodziła. Spokojne miasteczko, blisko morza W Kornwalii. Mimowolnie Anthony zerknął w stronę zabudowań. Cicha dziewczyna z cichej miejscowości. Samo odwiedzanie rodziców dużo mówiło o samej pannie Leighton. Najwyraźniej związana była z rodziną, jak on, a to był dobry znak. Zresztą zdążyła mu trochę o tych powiązaniach poopowiadać wcześniej, podczas ich dawnych przypadkowych spotkań, no i tych nieprzypadkowych.
Mam nadzieję, że pozytywnie – odpowiedział jej, słysząc że ją zaskoczył. Nie chciał być niemile widzianym gościem… szczególnie biorąc pod uwagę ich ostatnie spotkanie. Chciał zacząć się tłumaczyć, nawet otworzył usta, żeby zacząć długą litanię przeprosin, ale ona go wyprzedziła.
Całkowicie rozumiał jej sposób patrzenia. Teraz nie dziwił się dlaczego uciekła. I on nie wytrzymałby na jej miejscu. Szlacheckie rozgrywki nie były przyjemne… a i on ich nie lubił. Wtedy jednak przerażało go to, że może powiedział coś nie tak. Na ognisku rządziła nim nienawiść. Zupełnie zapomniał o tym, że takie spotkanie mogło nie odpowiadać dziewczynie. Jednocześnie chciał zachować twarz i nie rozszarpać Blacka gołymi dłońmi.
Nie chciał tłumaczyć pannie Leighton z tego co zaszło między nimi w przeszłości, nie chciał mówić kim tak właściwie był jego dawny „przyjaciel”. Nie chciał jej zadręczać swoimi myślami, wspomnieniami i tragediami. To byłoby nieprzyjemne, szczególnie w tak piękny dzień. Poza tym nie znali się długo. Nieprzyjemnym byłoby więc zwierzanie się. Nie mówiąc, że nie było jeszcze tej drugiej strony, która mogłaby opowiedzieć swoją historię. Zerkał na Charlene, to wzdychał ciężko zbierając myśli. Co powinien jej odpowiedzieć? Należałoby jej się jakieś wytłumaczenie, ale jakie byłoby zadowalające i nie zdradzające zbyt wiele?
Owszem, była gęsta – przyznał. – Masz prawo wiedzieć dlaczego taka była – po tych słowach zaczął wodzić czarownicę wzdłuż plaży. Na szybko zastanawiał się jak ubrać swoje słowa, żeby jednocześnie wytłumaczyć sytuację między nim a Blackiem, ale jednocześnie nie zdradzać zbyt wiele. – Nie wiem tylko od czego zacząć – uśmiechnął się nerwowo. Wspomnienia, które mimowolnie migały mu w pamięci sprawiały, że ponownie stawał się zgorzkniały. – Ja i lord Black... kiedyś się przyjaźniliśmy. Byliśmy trochę jak bracia, przynamniej ja tak myślałem. Nasze rodziny nie pałały do siebie miłością – sama myśl dawnych lat, kiedy był dzieckiem przyprawiła go o większy uśmiech. – To były dobre czasy… bardzo dobre. Nie patrzeliśmy na nic, na żadne różnice między nami. Później to się zmieniło. Blackowie są jednak innym rodem niż my, Macmillanowie. Mają inne wartości niż my. On zaczął się zmieniać. Ja też. – Zamilknął na chwilę. Jak miał jej to wszystko wytłumaczyć? Przecież to nie było możliwe. Nie mógł od tak powiedzieć o tym, co się stało tej jednej nocy. – Różnice były ogromne. Pewnego dnia mocno się... posprzeczaliśmy – wyrzucił w końcu, zupełnie pochmurniejąc. – On powiedział swoje, ja swoje. Nie wiem, może chciał dobrze… ale jego… pomoc… o ile można to tak nazwać… – tu prychnął oburzony – nie okazała się dobra. Ja z kolei wyjechałem, żeby nie myśleć o tym, co się stało. On wciąż, jak mi się wydaje, przekonany jest o tym, że zrobił dobrze. Ja z kolei zacząłem go nienawidzić…
Spuścił głowę, wbijając spojrzenie to w stopy, to w piasek. Głupio mu było. Nie chciał obarczać jej zbyt wielką wiedzą na temat tego, co się stało. Nie chciał też prawić z siebie ofiary. On sam mógł wtedy, tej jednej nocy, zareagować, zrobić coś, nie dopuścić do tego, co się stało. To oznaczało, że i on był tak samo winny śmierci niewinnej czarownicy.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Tinworth 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]06.12.18 1:02
To ciche, nadmorskie miasteczko wydawało się idealnie współgrać ze spokojnym usposobieniem Charlie. Nie była jak uosobienie głośnego, zatłoczonego Londynu, a właśnie sennego, cichego Tinworth. Nawet wyglądem wydawała się niezwykle pasować do tej scenerii. Drobna, niewysoka dziewczyna w skromnej sukience, bosa i z blond włosami zaplecionymi w luźny warkocz. Tak ulotna i niewinna jak morska bryza.
Charlie zawsze była blisko zżyta z rodziną, nawet jeśli ze względów praktycznych mieszkały z siostrą w Londynie, by być bliżej swoich miejsc pracy. Nigdy jednak nie zapominała o bliskich, nawet jeśli nie odwiedzała ich tak często jak chciała, częściej musząc zadowolić się kreśleniem raz na kilka dni listów.
- Myślę, że tak – zapewniła go. Był mile widziany bez względu na to, co mógł myśleć. – Byłam ciekawa, co się u ciebie działo przez ten miesiąc, po Festiwalu, i nawet się cieszę, że cię spotkałam. Zresztą... przez ten czas trochę się zmieniło. – Nie był w Zakonie, ale na pewno nie mógł przegapić wprowadzenia stanu wojennego i tych niepokojów. Najważniejsze jednak, że najwyraźniej był w dobrym zdrowiu. Prawdę mówiąc, trochę wyczekiwała momentu, kiedy ich ścieżki znowu się gdzieś przetną, ale nie wiedziała, kiedy to nastąpi, a nie miała śmiałości napisać listu i przełamać tego milczenia, które nastało po festiwalu. Nie chciała się narzucać, zdając sobie sprawę, że byli z dwóch różnych światów. To, co dla niego i jemu podobnym mogło wydawać się normalne i oczywiste, dla niej było nowością, bo nigdy nie była częścią świata, który reprezentował. Wtedy, na plaży, zdała sobie z tego sprawę bardziej niż wcześniej, tak samo jak z tego, jak jego sfery mogły odczytać to, że złowił wianek panny znikąd. Podobno pisano o tym nawet w Czarownicy. Na wspomnienie tego aż się zarumieniła z zażenowania.
Szła powoli obok niego, słuchając jego słów, ciekawa jego wyjaśnień odnośnie tamtego dnia i niespodziewanego spotkania z Blackiem. Choć tamten mężczyzna wydawał się pozornie uprzejmy, było w nim coś przebiegłego i śliskiego, Charlie była prawie pewna. Trudno było uwierzyć, że dwóch tak skrajnie różnych ludzi mogło się kiedyś przyjaźnić, ale może w dzieciństwie wcale tak nie było. Ludzie się zmieniali z biegiem lat, niektórzy na lepsze, inni niestety na gorsze.
- Więc byliście przyjaciółmi, między którymi z biegiem lat coś się zmieniło i się pokłóciliście? – podsumowała, nie mając pojęcia, że słowa, które wypowiadał Anthony, były pełne niedopowiedzeń i eufemizmów. – Słyszałam kiedyś, że Blackowie są bardzo mocno... konserwatywni. Nie lubią takich jak ja, nie wspominając o osobach mugolskiego pochodzenia. Jeden z nich pracuje w Mungu, kiedyś bezpodstawnie oskarżył mnie o zaniedbania, z którymi nie miałam nic wspólnego. Był niezbyt przyjemny – rzekła. Może był jakąś rodziną tamtego Blacka z plaży, to było bardzo możliwe. Tak czy inaczej Charlie go nie polubiła i wolała go unikać po tamtej sytuacji.
Tak czy inaczej, w jej mniemaniu musiał to być bardzo poważny konflikt, skoro obaj mężczyźni aż tak się poróżnili, że zachowywali się wobec siebie w taki sposób nawet po latach. To musiało być przykre, gdy przyjaźń zmieniała się we wrogość. Sama na szczęście nie miała podobnych sytuacji, bo nigdy nie przyjaźniła się z osobami z mocno konserwatywnych kręgów. Już w szkole unikała ludzi, którzy uważali się za lepszych z powodu swojej krwi, i szukała przyjaciół wśród takich jak ona. Zwyczajnych ludzi różnego pochodzenia.
- Takie sytuacje muszą być trudne. Nawet nie wiem, jak to jest: znienawidzić swojego przyjaciela. Musiał wywołać w tobie silne emocje, wyglądałeś jakbyś z trudem nad sobą panował – zauważyła. Na swój sposób próbowała go pocieszyć, starała się go wysłuchać i zrozumieć, myśląc, że tak to wszystko wyglądało i nie wiedząc, że prawda była dużo gorsza. – Swoją drogą słyszałam, że o tym, że złowiłeś mój wianek, pisano nawet w Czarownicy – odezwała się po chwili. – Mam nadzieję, że twoja rodzina nie robiła ci z tego powodu nieprzyjemności? – Znowu się speszyła. Nie chciała, żeby z jej powodu musiał znosić wyrzuty i pretensje bliskich. Trochę się o to martwiła po tamtym dniu.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]07.12.18 14:01
Wiele się działo. Anglia znowu wpadała w swego rodzaju chaos, od którego przecież te osiem lat temu próbował uciec. Nawet teraz zdawało się, że trochę unikał tego, co czekało na niego w domu. Choć Macmillanowie nie lubili polityki, w ostatnim czasie w rodzinnym domu nie dało się bez niej na spokojnie napić ni kawy, ni herbaty, ni whisky. A wszystko przez zjazd w Stonehenge.
Dużo się wydarzyło – stwierdził. On sam wygrał jeszcze konkurencję w labiryncie tego lata, a potem magicznie się rozchorował i to chyba na bazie nerwowej. Głęboko wierzył w swoje poszarpane nerwy, choć wszyscy przekonywali go o uroku wili. Ale która wila by w ogóle na niego spojrzała? No przecież na pewno nie ta przemiła lady Rosier… z tym godnym pożałowania mężem, który nie potrafi nawet skoczyć po buty. – Ale co ja mam tutaj mówić. Zanudziłbym cię tylko. Cały sierpień spędziłem w domu, w ogrodzie, na moczarach. Jeszcze ten stan wojenny… Tylko Kornwalia wydaje się być dla mnie spokojnym miejscem.
Nie był w Zakonie. Nie wiedział, że coś takiego w ogóle istnieje. Wiedział natomiast co gazety pisały o tych całych rycerzach czy, o drogi Merlinie, gdyby tylko Anthony mógł chwycić ciebie za brodę, żeby tylko się nie zaśmiać, śmierciożercach. Kto w ogóle wymyślił tę nazwę? Śmierciożercy. Jak gdyby wymyślił to jakiś godny pożałowania Ślizgon o dziwnych perwersyjnych skłonnościach związanych z jedzeniem i śmiercią. Kucharzyna, która zbyt często obcowała ze skrzatami w kuchni. Trzeba było jednak przyznać to, że ktokolwiek uważał się za tych całych rycerzy i śmierciożerców i ktokolwiek wprawiał Anglię w szaleństwo – dobrze to robił. Większego chaosu i dezinformacji nie widział. Nie mówiąc o gazetach. Artykuł artykułem poganiał. Zamiast obszernej rubryki sportowej – obszerna rubryka o polityce.
Może wciąż jesteśmy. To ciężko rozgryźć – odpowiedział jej, myśląc o swoich dawnych więzach. Pech chciał, że choć Black zrobił wiele, żeby Macmillan go znienawidził, to wciąż miał w pamięci dawne lata. Nienawiść przeplatała się z braterstwem w wyjątkowo antonimiczny lub, nie daj Merlinie, schizofreniczny sposób. – A i ciężko wytłumaczyć – przyznał dodatkowo. – Blackowie rzeczywiście są konserwatywni. Nie lubią nie tylko takich jak ty. Bez urazy. Ja nie mam nic przeciwko tobie. Pozwól, że wytłumaczę. – Tu spojrzał jej w oczy. Nie miał zamiaru jej obrażać. Chciał jedynie powiedzieć, że Blackowie są jedną z tych rodzin, które opowiadają się po ostrej czystokrwistości. – Moją daleką krewną, Melanię ledwo przyjęli w swoich progach. Choć o tym różnie mówią. Jedni, że ona idealnie tam pasuje, inni że jest im jak cierń w oku. W każdym razie… my z Blackami czasem się rozumiemy, czasem nie. Myślę, że tak też jest między mną a nim. Co nie zmienia faktu, że to co między nami zaszło powoduje u mnie chęć wyciągnięcia szabli… – westchnął. Zaraz jednak się zaczerwienił. Nie chciał wyjść na typowego Macmillana gotowego jedynie do burd i wszczynania wojen. – Metaforycznej szabli – wyjaśnił, choć sam nie wierzył w swoje słowa. Gdyby tylko przy ognisku miał szablę… tamten wieczór mógłby skończyć się krwawo… naprawdę krwawo… albo komicznie, z wizytą Anthony’ego w Tower. – A ten Black… to nie był Lupus? To znaczy lord Lupus Black – tu wywrócił oczyma. Nie lubił przywiązania do tytułów, ale jednocześnie nie chciał wyjść na gbura, który ubliżał swojemu krewnemu, bez względu na to jaki on by nie był. – Masz z nim jakieś problemy? Mogę z nim porozmawiać… w końcu i tak Cygnus… znaczy lord Cygnus – tu znowu wywrócił oczami – zaprosił mnie do swojego domostwa. Przy tej okazji mógłbym odwiedzić i jego brata, porozmawiać... O ile to jego masz na myśli – uśmiechnął się. Rozmowa i tak by pewnie nic nie dała, ale zawsze mógł spróbować.
Dalej spacerowali, powolnie. Nie było w niczym pośpiechu. Przynajmniej on miał taką nadzieję. Sama Charlene powiedziała mu, że przecież Anthony jej nie zatrzymał! Ale równie dobrze mogła mówić tak tylko po to, żeby nie czuł się głupio. On lubił szum fal i piasek między palcami.
Nie musimy o nim rozmawiać – zdecydował w końcu. Męczył go temat Cygnusa, a i w ogóle Blacków. Nie chciał tym bardziej zadręczaj panny Leighton swoją przeszłością. Dobrze, że i ona to szybko zrozumiała i przeszła na coś innego. – Czarownica? – zdziwił się, ale natychmiast przypomniał sobie to, co pisała o nim ta przeklęta gazeta. – Aa... no tak, racja. Nie ma czym się przejmować. Moja rodzina i tak codziennie suszy mi głowę tym, że powinienem znaleźć sobie żonę – zaśmiał się. Nie chciał przecież zdawać relacji z tego, co czekało go po powrocie do Kornwalii i nie tylko. Rodzina od razu zaczęła pytać dlaczego nie wykorzystał swojego nowego „tytułu” do „złowienia” szlachcianki. A najlepiej takiej, która błyszczy na każdym kroku, tylko po to, żeby się pokazać.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Tinworth 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]08.12.18 15:43
Charlie naprawdę się cieszyła, że pochodziła ze zwykłej rodziny i nie musiała się aż tak przejmować polityką. Choć w obecnych czasach każdy musiał się nią interesować choć trochę, działo się dużo złego i nie można było chować głowy w piasek udając, że nie dzieje się nic. Nie wiadomo było, ile jeszcze takich spokojnych dni mogło ich czekać i ile ich w ogóle było dane. Zdawała sobie sprawę, że z powodu przynależności do Zakonu może zginąć. Na tą myśl coś ścisnęło ją w gardle i z nostalgią spojrzała w kierunku morza. Wcale nie chciała umierać, było jeszcze tyle rzeczy, które chciała przeżyć. Miłość, założenie rodziny, a także sukcesy alchemiczne i odkrycie na tym polu czegoś nowego, co mogło pomóc ludziom. Nie miała zapędów do bohaterstwa (ani odpowiednich umiejętności), chciała warzyć eliksiry dla tych, którzy je mieli i potrafili zawalczyć o lepsze jutro.
Musiała zgodzić się z jego słowami.
- Ja spędziłam resztę sierpnia głównie w pracy, więc także nic specjalnego ani szalonego. – I tak miała wyrzuty sumienia, że wzięła urlop na czas festiwalu, potem musiała to nadrobić. – Tak, ten stan wojenny... To mnie niepokoi. Nie przeżyłam czegoś podobnego. – W latach jej dzieciństwa podobno toczyła się wojna, ale Anglię praktycznie ominęła, jej rodzina także nie ucierpiała, więc tamten okres jawił się w jej wyobraźni bardzo mgliście. Wtedy nie ucierpieli, ale teraz mogli nie mieć tyle szczęścia. Nie słyszała nigdy wcześniej o przypadku, by ktoś spalił całe Ministerstwo Magii i zabił tylu ludzi w nim. Do tego wszystkiego dochodziły anomalie. Charlie sama miała czasem ochotę okopać się w Kornwalii i ukryć przed całym światem, ale nie mogła. Podejrzewała, że to i tak by nic nie dało.
Relacje międzyludzkie potrafiły być skomplikowane, choć Charlie aż tak skomplikowanych chyba nie miała. Była bardzo szczerą i prostolinijną osobą, więc jej relacje także były proste. Unikała konfliktów, a także otaczania się fałszywymi ludźmi. Otaczała się głównie osobami z podobnego środowiska, krewnymi, przyjaciółmi, niektórymi współpracownikami, a także członkami Zakonu. Chociaż relacja z Anthonym wydawała się bardziej zawiła. Trudno było ją jednoznacznie określić, może przez to, że zwykle stawiały ich na swojej drodze kaprysy niezbadanego losu, wpadali na siebie w różnych, często bardzo dziwacznych okolicznościach. Parę razy uratowali się nawzajem z kłopotów. Ponadto Charlie go polubiła, miała wrażenie, że był dobrą osobą, ale zarazem miała świadomość, że pochodzili z różnych światów i pewnie nie była kimś, kogo jego rodzina chciałaby w pobliżu niego widzieć, skoro był w wieku, kiedy zapewne oczekiwano od niego szybkiego ożenku z kimś z jego sfer. Choć tacy Blackowie na pewno byli gorsi.
- Szkoda, że między wami tak wyszło. To musi być przykre i trudne. I pewnie nie ma widoków na to, żeby było tak jak kiedyś? – zapytała. W dorosłości wiele się zmieniało, a teraz dodatkowo czasy były jakie były. – Tak, chyba Lupus – potwierdziła, spuszczając wzrok na piasek. – Ale proszę, nie chcę, żebyś z nim rozmawiał. Wtedy byłoby tylko gorzej. To nie ma sensu, podejrzewam, że jest taki dla wszystkich, którzy są... tacy jak ja. Wątpię, by chodziło konkretnie o mnie, jestem tylko jedną z wielu alchemików – zaczęła mówić szybko, nieco się jąkając. Była mu wdzięczna za chęć pomocy, ale nie chciała jej, bo obawiała się, że to tylko pogorszyłoby sprawę. – Nie chcę, żeby się o tym dowiedział, że w ogóle o tym wspominam. To było dawno i nie był to pierwszy ani nie ostatni raz, kiedy jakiś uzdrowiciel ma zastrzeżenia co do pracy alchemików. W Mungu panuje nerwowa i napięta atmosfera. – Tak się zdarzało, i nie tylko z Blackiem bywały problemy. Nie wszyscy uzdrowiciele byli mili i tolerancyjni, zdarzały się wśród nich konserwy lub ludzie zwyczajnie niesympatyczni i lubiący szukać dziury w całym.
Z ulgą przyjęła zmianę tematu, bo rozmowa o Blackach była dość niezręczna, no i szkoda było tracić czasu na przykre tematy, skoro już się spotkali po raz pierwszy od miesiąca. Choć rozmawianie o rewelacjach Czarownicy także nie było do końca przyjemne, bo Charlie wciąż czuła się bardzo nieswojo i niezręcznie z tym, że o niej pisano. Była tylko zwykłą alchemiczką i nie przywykła do żadnego zainteresowania jej osobą. Tym bardziej, że po publikacji tego numeru przyszło do niej kilka oburzonych listów od osób, którym nie podobało się to, że lord Macmillan złowił wianek takiego nikogo jak ona.
- Bardzo naciskają na to, żebyś się ożenił? – zapytała. – Podejrzewam, że skoro zostałeś pogromcą Wiklinowego Maga, presja jest tym większa. Zresztą w waszym środowisku to chyba normalne? No wiesz, naciski rodziny, aranżowane małżeństwa i tak dalej. – Trochę to było smutne, że w tym świecie nie było miejsca na miłość, a liczyły się tylko względy polityczne. Cieszyła się, że jej to nie dotyczyło. Nie czekał jej przymusowy związek z kimś, do kogo by nic nie czuła i kogo może nawet by nie znała. Nikt nie wywierał na nią nacisku, choć sama czuła, że była w wieku, kiedy wypadałoby zacząć się przejmować swoją samotnością, bo przestawała być młódką. Tyle, że teraz były poważniejsze zmartwienia.
- Niektórzy czytelnicy Czarownicy także nie byli zbyt zachwyceni tym, że złowiłeś mój wianek – dodała po chwili. – Niezbyt odpowiadał mi ten rozgłos, ale na szczęście wszystko ucichło i liczę, że wkrótce każdy zapomni o moim istnieniu. Nie mam jednak żadnych pretensji do ciebie, cieszę się, że poszedłeś po ten wianek. Pewnie nikt inny by tego nie zrobił, a to było takie... miłe – mówiła, nagle znowu się rumieniąc. Absolutnie nie chciała robić mu wyrzutów. Mimo tej nieprzyjemnej otoczki i niechcianego zainteresowania innych, cieszyła się tamtego dnia, gdy Macmillan podszedł do niej z jej wiankiem.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]08.12.18 22:01
Mnie także – przyznał natychmiast pannie Leighton. Stan był niepokojący. Nie ze względu na to, że został ogłoszony, a z tego powodu, że teraz wiedział jak reagowała część szlachty na jej ogłoszenie. Najwyraźniej część rodów otwarcie chciała się temu wszystkiemu sprzeciwić, a potwierdzało to zaproszenie na zjazd ze strony Malfoyów. O tym jednak mógł się przekonać dopiero za kilka dni… Głęboko odetchnął, próbując oddalić od siebie nieprzyjemne myśli tego, co mogło go czekać szesnastego września.
Zerknął na Charlene, która (jak mu się wydawało) była zmartwiona. Skupiała się na własnych stopach albo piasku, zupełnie tak, jak gdyby intensywnie nad czymś myślała. Chodziło o stan wojenny? Czy to aż tak mocno ją niepokoiło? Przełożył buty do drugiej dłoni. Zaraz poklepał ją po ramieniu wolną ręką, tą która nie dawała podparcia.
Pewnie nic wielkiego się nie stanie. Znam Longbottomów, choć nie znam samego Ministra. Pewnie miał powody, żeby wprowadzić stan, a wszystko i tak szybko się zakończy. Stan zostanie zniesiony, wszystko wróci do normy, a ci wszyscy czarnoksiężnicy trafią w odpowiednie dla siebie miejsce – próbował ją pocieszyć. – Zresztą, tutaj w Kornwalii na pewno nic nam nie grozi i nawet nie można dostrzec tego, co można dostrzec w Londynie. Innymi słowy, może lepiej byłoby spędzić czas tutaj, o ile to możliwe – uśmiechnął się. Nie wiedział jak zdołał wydusić z siebie aż taki optymizm. Sam miał złe przeczucia i ledwo wierzył w poprawę. Uspokajanie innych przychodziło mu jednak łatwiej niż uspokajanie samego siebie. Tu potrzebne były jedynie duże ilości alkoholu i waleriany. Inna sprawa, że Charlene pracowała w Świętym Mungu… a to znacznie ograniczało jej możliwości wyboru miejsca zamieszkania.
Nie ma – potwierdził brak lepszych widoków na przyszłość, jeżeli szło o jego relacje z Blackiem. Zdziwił się jednak tym, że panna Leighton wyjątkowo nerwowo zareagowała na to, co zaproponował względem Lupusa Blacka i jej pracy. Nie chciał prawić jej problemów, rzecz jasna, ale widział, że najwyraźniej nie miała łatwo w swojej pracy. Czuł się trochę niezadowolony brakiem możliwości poprawienia sytuacji blondynki. – Do… dobrze… – odpowiedział niepewnie dopiero po chwili. – Skoro tak mówisz. Gdybyś jednak potrzebowała pomocy lub głosu, który miałby porozmawiać z lordem Blackiem, zawsze możesz zwrócić się do mnie.
Dobrze, że kwestia Blacków została zakończona. Nie spodziewał się jednak tego, że zatrzymają się na kwestii jego ożenku. Poczerwieniał odrobinę. Sam wywołał ten temat, a teraz prosił w myślach o jak najszybsze jego pominięcie.
Niestety. A presja rzeczywiście jest większa niż zwykle, chociaż mam nadzieję, że i to minie z kolejnymi miesiącami – tu wzruszył ramionami. Nie wiedział co powinien odpowiedzieć, nie mówiąc o tym, że nie wiedział co powinien zrobić w kwestii nacisków. – Te aranżowane małżeństwa są najgorsze… choć niektórym się udają. – Jego matka i ojciec jakoś ułożyli sobie życie… pomijając relacje jego ojca ze swoją teściową, która choć obecnie nosiła nazwisko Longbottomów, to pochodziła z Abbottów. On z kolei nie mógłby widzieć siebie w zaaranżowanym związku. Zwariowałby albo zacząłby pić jeszcze więcej niż dotychczas, a pił przecież niewyobrażalne ilości. Co innego, gdyby udałoby mu się znaleźć jakąś sympatię, wtedy byłby najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi… ale co zrobiłby ze swoją przeszłością?
Nie wiedział o listach, które niektórzy czarodzieje wysyłali Charlene. Zresztą, gdyby wiedział czułby się źle. Sam przecież spowodował takie zachowania i skazał niewinną czarownicę na nieprzyjemności. I tak wystarczyło kilka jej słów, żeby poczerwieniał ze wstydu i czuł się prowodyrem jej niezadowolenia.
Wybacz, nie chciałem ściągać na ciebie uwagi. Wtedy w ogóle o tym nie pomyślałem– przeprosił, zerkając na dziewczynę, chcąc zobaczyć po jej twarzy czy jest w stanie mu to w jakikolwiek sposób zapomnieć. – Mam nadzieję, że nikt nie prawił tobie niepotrzebnych uwag, ani że nikt nie będzie tego robił. No i przepraszam za to, że może wyprzedziłem kogoś, na kim mogło tobie zależeć. – W końcu może jakiś inny czarodziej szykował się do wyłowienia jej wianka, tylko Anthony go wyprzedził i odebrał szansę.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Tinworth 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]09.12.18 22:18
Ostatnimi czasy często się czymś martwiła, przejęta tym, w jak niebezpiecznych czasach żyli i przerażona myślą o utracie bliskich lub przyjaciół. O siebie także się bała; ostatecznie kto chciałby umierać mając ledwie dwadzieścia trzy lata? Niczego tak nie pragnęła jak tego, by wojna skończyła się zanim tak na dobre się rozpocznie, żeby do ich świata powrócił spokój i ład, żeby jej bliscy mogli być bezpieczni i szczęśliwi.
- Chciałabym, żeby rzeczywiście tak było – rzekła w odpowiedzi na jego słowa. Chciała wierzyć, że ten Longbottom faktycznie zrobi coś dobrego, że ci którzy spalili ministerstwo trafią za kratki, a spokój i bezpieczeństwo zostaną przywrócone. Ale nie mogli polegać tylko na ministrze, Zakon także musiał robić swoje. – Kocham Kornwalię, to mój prawdziwy dom, ale nie mogę spędzać całego swojego czasu tutaj, mam obowiązki w Londynie – dodała ze smutkiem. W Londynie była praca dla Munga, ale także, o czym nikt postronny nie wiedział, obowiązki dla Zakonu. Choć te drugie mogłaby wykonywać nawet mieszkając w Kornwalii, tak teraz, kiedy nie można było się teleportować ani bezpiecznie przenosić siecią Fiuu, codzienne podróżowanie do Munga byłoby długie i męczące.
Nie chciała też żadnej pomocy w kwestii stosunków z uzdrowicielem Blackiem, bo wszelka ingerencja z zewnątrz mogłaby jej tylko zaszkodzić, zamiast pomóc. Żałowała, że w ogóle wspomniała o tamtej sytuacji, nie powinna tego robić. Black z pewnością miał układy i chody na wyższych szczeblach Munga, i gdyby zechciał, mógłby doprowadzić do jej zwolnienia. Była tylko zwykłą czarownicą, która nie miała szans z koneksjami Blacków.
- Dziękuję za dobre chęci, ale poradzę sobie – zapewniła go. – Nic szczególnego się zresztą nie stało. Mogę zrozumieć nerwowość i drażliwość uzdrowicieli, mają wiele na głowie i ciąży na nich jeszcze większa presja niż na alchemikach. – Bo w końcu to oni bezpośrednio ratowali życia i czasem ponosili na tym polu porażki, kiedy dla kogoś okazywało się za późno. A alchemicy siedzieli pozamykani w pracowniach i warzyli eliksiry, nie musieli dźwigać na swoich barkach ciężaru odpowiedzialności ani poczucia winy, gdy ktoś umierał na ich oczach. Charlie o śmierci tylko słyszała, ale nie musiała jej oglądać. Chociaż akurat Lupusa Blacka nie podejrzewała o wrażliwość na tragedie czarodziejów nieszlachetnej krwi. – Szkoda jednak, że nie ma widoków na naprawę waszych relacji.
Ale po chwili temat uległ zmianie, choć miała wrażenie, że temat ożenku i festiwalu również był dla Macmillana niezręczny.
- Rozumiem. Pewnie to przykre, spędzać życie z kimś, do kogo nic nie czujemy. Ale może jeszcze spotkasz na swojej drodze kobietę, która myśli podobnie jak ty i którą będziesz mógł pokochać? – zastanowiła się. Anthony był w porządku, i zasługiwał na to, by spędzić życie z kimś miłym, bez przykrego przymusu i presji.
- Chciałeś dobrze, i naprawdę ci za to dziękuję – rzekła po chwili, naprawdę nie chcąc, by myślał, że o coś go obwiniała. Nie ponosił odpowiedzialności za myślenie niektórych ludzi. O listach nawet mu nie wspomniała, nie chcąc, by czuł się winny. To ci ludzie powinni się wstydzić. Bardziej zresztą niż o siebie martwiła się o niego, bo to on mógł mieć nieprzyjemności ze strony rodziny i swojego szlacheckiego środowiska.
Nie rozumiała też, dlaczego niektórzy uważali, że powinna mieć jakiegoś adoratora i zakładali, że ktoś na pewno czekał na jej wianek. Może powinno jej to schlebiać, że ktoś myślał, że mogła istnieć osoba interesująca się nią, ale niestety to była nieprawda. Nie było nikogo takiego. Nikogo, kto chciałby wyłowić jej wianek, ani nikogo, kogo sama wyobrażałaby sobie w tej roli. Zupełnie przegapiła etap młodzieńczych miłostek, nigdy nie była zakochana, nie wzdychała do nikogo, tak zajęta nauką. I teraz w jej życiu nie było żadnego mężczyzny.
- Nie ma nikogo takiego, a przynajmniej nic o tym nie wiem. Gdyby nie ty, mój wianek z pewnością zatonąłby w morskich falach. No, chyba że wyłowiłby go ktoś zupełnie przypadkowy. Ale dzięki tobie mogłam spędzić choć trochę czasu w miłym towarzystwie i nie musiałam odchodzić z wybrzeża samotnie, a tak pewnie by się stało. Dotychczas zwykle właśnie tak było. Robiłam to głównie dlatego, że podoba mi się tradycja ich tworzenia i puszczania na fale. I lubię cały klimat Festiwalu Lata. – Żałowała, że nie było w jej życiu miłości, która w romantycznym geście mogłaby wianek złowić. Z każdym rokiem coraz bardziej, widząc, że coraz więcej jej rówieśniczek się zakochiwało, a w jej życiu jedyną namiętnością wciąż pozostawało warzenie eliksirów. Ale tego nie powiedziała głośno, wstydząc się. Umilkła, idąc obok niego w ciszy i sycąc się morskim zapachem oraz uczuciem wilgotnego piasku pod stopami. Stopniowo oddalali się od miasteczka, przybliżając do miejsca, gdzie niedaleko stąd znajdował się jej dom.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]13.12.18 13:31
Tak jest, moja droga panno Leighton – odpowiedział jej jeszcze raz klepiąc ją po dłoni, chcąc chociaż trochę ją pocieszyć. – Londyn możesz odwiedzić w każdej chwili. Zresztą tam nie jest bezpiecznie. Tutaj z kolei możesz na spokojnie przebywać poza obowiązkami – dodał z szerokim uśmiechem. Dla niego to był prosty rachunek. W Kornwalii zdawało mu się być najbezpieczniej. Martwił się odrobinę o bezpieczeństwo czarownicy. Gdyby tylko wiedział, że Charlene poza pracą dla Munga miała bardziej niebezpieczne obowiązki związane z Zakonem.
O takie działania nigdy nie posądziłby kobiety, być może z tego powodu, że przecież wychowywany był w konserwatywnym świecie przez wysoce konserwatywną kobietę. A ten świat mówił – lepiej, żeby kobieta ładnie wyglądała i miała swoje hobby niż żeby ciężko pracowała. Być może dlatego nie potrafił zrozumieć jak Black mógł w jakikolwiek sposób unosić się na kobietę, która (jak miał nadzieję) dobrze wykonywała swoje obowiązki. Usprawiedliwienia Lupusa z ust panny Leighton przyjmował jako typową dla kobiet obronę mężczyzn. Niepotrzebną, choć miło było słuchać tego jak dobre serce miała blondwłosa czarownica.
Tu nie ma czego żałować – odpowiedział po chwili zamyślenia, odnosząc się do jego relacji z jednym z Blacków. – Było, minęło. Świat się nie zatrzymuje, trzeba iść naprzód – och, gdyby tylko on sam mógł się zastosować do swoich słów, które tak łatwo wypływały mu z ust.
Podsumowanie przykrego tematu przymusowego zamążpójścia przyjął z gorzkim uśmiechem. Póty co nikt go, na szczęście, nie zmuszał. Wzruszył jedynie ramionami na zadane przez Charlene pytanie. Kto wie czy ma jakiekolwiek możliwości odnalezienia kogoś, kogo byłby w stanie pokochać tak samo jak tę biedną, niewinną i czystą mugolaczkę, która tak nagle odeszła przed tych około dziesięciu lat.
Ech, moja droga panno Leighton. Żałuję jedynie, że lord Black się wtedy zjawił. Gdyby nie on, byłoby znacznie przyjemniej – zaśmiał się, klepiąc czarownicę po ramieniu. – Ta tradycja jest bardzo piękna. Bardzo – uśmiechnął się… ale zaraz spochmurniał przypominając sobie dawne łowienie wianków, w tym swoje dawnej wybranki serca. – Szkoda tylko, że plotkarskie gazety wścibiają swój nos tam, gdzie nie powinny – dodał, nie chcąc, żeby blondynka zaczęła wypytywać go o powód nagłej zmiany wyrazu twarzy.
Spojrzał jeszcze raz na morskie fale. Nadchodził czas, żeby wracać do swoich obowiązków w Puddlemere. Musiał przecież wrócić do przedsiębiorstwa i pomóc wujku przy nowym przepisie.
Muszę wracać – odezwał się smutnym tonem. Towarzystwo panny Leighton bardzo mu odpowiadało, ale niestety obowiązki wzywały. – Odprowadzę cię do domu, jeżeli pozwolisz – dodał. Sam oczyścił swoje stopy i założył buty, które dotychczas trzymał w swojej ręce. – Mam nadzieję, że wkrótce i tak się zobaczymy. Zapewne w jakiś niespodziewany sposób – zaśmiał się gromko.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Tinworth 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]13.12.18 15:46
- Nie mogę. Od maja pracuję właściwie codziennie, to za duża odległość, by każdego dnia kursować między Mungiem i Kornwalią, kiedy nie działa teleportacja i sieć Fiuu – powiedziała ze smutkiem. Dawniej mogłaby sobie na to pozwolić, ale teraz niekoniecznie, więc Londyn był jedynym wyjściem, żeby mogła oddawać się pracy i jednocześnie nie poświęcać reszty doby na podróżowanie między rodzinnym domem a Mungiem.
- Może osiądę tu z powrotem na stare lata, jak się uda – nie dodała „jeśli przeżyję”, choć taka myśl przeszła jej przez głowę. Była jednak czymś obcym, gorzkim i nieprzyjemnym, dobitnym świadectwem faktu, że czasy się zmieniały i nawet osoba z natury optymistyczna musiała przyjmować do wiadomości fakt, że może umrzeć. Wczorajsze spotkanie Zakonu uświadomiło jej, jak poważna jest sytuacja i jak realne stało się zagrożenie dla każdego z nich, nawet tych, którzy nie walczyli otwarcie.
Alchemia była odpowiednim zajęciem dla kobiety. A Charlie dodatkowo była zwykłą, prostą dziewczyną z ludu, o nieczystej krwi, więc praca nie była dla niej niczym uwłaczającym – zwłaszcza, kiedy łączyła się z jej największą życiową pasją. Chociaż konserwy z tak zatwardziałych rodów jak Blackowie pewnie w ogóle nie widzieli kobiet w żadnej pracy poza zajmowaniem się sztuką i tego typu rzeczami. A całą sytuację próbowała zbagatelizować i sprowadzić do roli czegoś zupełnie nieważnego, bo widziała, że Anthony przejął się zbyt mocno, a nie chciała tego, nawet, jeśli było to miłe. Wydawał się naprawdę dobrą osobą, kimś, komu nie jest obojętna niesprawiedliwość dotykająca innych. Tym niewątpliwie jej zaimponował już wcześniej, przy poprzednich spotkaniach – że nie był zepsutym, aroganckim paniczykiem, a kimś przyjemnie miłym i przyziemnym, dzięki czemu przepaść ich pochodzenia była znacznie mniej odczuwalna.
Także żałowała, że tamtego dnia przeszkodził im Black, był jedynym cieniem na tamtym miłym dniu.
- Z pewnością. Ale nic na to nie poradzimy, w miejscu, w którym było tak wielu czarodziejów z pewnością nietrudno było o napotkanie kogoś znajomego – rzekła. – Też tego żałuję. Ale na to też nie mamy wpływu. – Wzruszyła ramionami i przelotnie na niego spojrzała. Och, taką miała nadzieję, by za rok było spokojniej i Festiwal mógł się znowu odbyć. Choć bała się niejakiego Voldemorta i jego zwolenników, o których była mowa na spotkaniu, czepiała się kurczowo iskierki nadziei na to, że może dało się powstrzymać anomalie.
Przeszli razem jeszcze kawałek, zbliżając się powoli w kierunku domu Charlie. Ale musiał nadejść moment rozstania, Anthony z pewnością miał swoje sprawy, do których musiał wrócić. Nie dało się wiecznie uciekać od trosk i szukać zapomnienia i spokoju na kornwalijskich plażach, nawet jeśli było to tak miłe i kuszące.
- Szkoda, ale rozumiem. Na pewno wzywają cię własne sprawy – rzekła smutno, ale po chwili znowu się uśmiechnęła. – Możesz mnie odprowadzić, to już niedaleko. I też na to liczę. Chciałabym cię znowu spotkać, oby w równie miłych okolicznościach, jak te.
Naprawdę tego chciała. Lubiła go, był miły. Życzyła mu jak najlepiej i lubiła jego towarzystwo, więc z pewnością się nie pogniewa, gdy los znowu splecie ich ścieżki. Była pewna, że jeszcze kiedyś się spotkają, a przynajmniej chciała w to wierzyć.
Pozwoliła mu, by odprowadził ją prawie pod sam dom. Dotarli do starych, drewnianych schodków wiodących w górę, gdzie kawałek dalej na niskich klifach stał niewielki domek, podobny do wielu innych w Tinworth.
- Dalej pójdę sama. Dziękuję za odprowadzenie i towarzystwo, było naprawdę miło znowu cię zobaczyć – powiedziała, uśmiechając się do niego ciepło. – Uważaj na siebie, dobrze? – rzuciła jeszcze.
Pożegnała się z nim, a później nałożyła buciki i wbiegła po skrzypiących schodkach na górę. Stamtąd jeszcze pomachała Macmillanowi, a potem pobiegła przez trawiastą wydmę w kierunku znajdującego się parędziesiąt metrów dalej domu. Była w dobrym humorze, zadowolona z towarzystwa, które miała, nawet jeśli niektóre tematy były dość niezręczne.

| zt. x 2




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Wioska Tinworth [odnośnik]02.01.19 11:22
18 Września
Po spotkaniu z Gwen na wrzosowiskach Heath zaczął trochę się interesować rysowaniem. W jego przypadku póki co to było bardziej bazgranie, ale fakt był taki, że teraz mały lord od czasu do czasu spędzał czas spokojnie przy swoim biurku.
Guwernantka chłopca, opisała spotkanie z malarką i zaproponowała by poprosić ją o lekcje dla chłopca. Szczególnie, że mały Macmillan był przy niej dość spokojny i posłuszny. Poza tym warto byłoby, żeby maluch zaczął przyzwyczajać się do trzymania ołówka w ręku. Przyda mu się gdy na poważnie zaczną lekcje pisania. Dzięki sprawniejszym dłoniom cała nauka powinna pójść szybciej. W wypadku Heatha to było dość ważne, biorąc pod uwagę, że dzieciak jak na razie nie był w stanie usiedzieć na miejscu dłużej niż kwadrans.
W każdym razie, bez większych problemów udało się zaaranżować pierwszą lekcję z Gwen. Jako plener wybrali wioskę Tinworth. Jeśli pogoda dopisze pewnie zostaną na zewnątrz, a jak będzie akurat brzydko to zawsze mogą schronić się w jakiejś kawiarni czy czymś takim. Za niedługo gdy zrobi się jeszcze chłodniej pozostanie im pewnie tylko i wyłącznie nauka w obrębie posiadłości Macmillanów. W tej małej wyprawie towarzyszyła im jak cień guwernantka chłopca. W końcu nikt nie puści Małego Lorda samego z jakąś obcą kobietą i nie ważne jak miła by się wydawała. Za to brakowało Mithry, który dzisiaj pozostał w posiadłości Macmillanów.
Heath na tę swego rodzaju wycieczkę zabrał ze sobą szkicownik w burej oprawie, który wcześniej dostał od Gwen, no i oczywiście ołówek. Raczej by mu się przydał.
Jak na razie rysunków nic więcej nie przybyło, był tylko ten na pierwszej stronie z miotłą i znikaczem.
Mały Macmillan był zadowolony z tej wyprawy i jak na razie nie próbował się oddalać od kobiet, ale głowa kręciła mu się praktycznie na wszystkie strony. Zastanawiał się gdzie przystaną i co będą robić. A może rudowłosa znów zacznie malować coś ciekawego, tak jak poprzednio.
Heath Macmillan
Heath Macmillan
Zawód : n/d
Wiek : 7
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112

Strona 1 z 11 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next

Wioska Tinworth
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach