Wydarzenia


Ekipa forum
Biblioteka
AutorWiadomość
Biblioteka [odnośnik]08.01.19 20:20

Biblioteka

Nikt zapewne nie spodziewałby się biblioteki w dworku zamieszkanym przez ród przykładającym wagę przede wszystkim do wszelkiej maści aktywności. Wyraźnie skryta przy bocznym korytarzu biblioteka Macmillanów zajmuje jednak wyjątkowo interesujące miejsce. Reprezentatywne okno, ozdobione ruchomymi witrażami nadaje uroku. Granatowy kolor ścian i ciemne meble mają natomiast wprawić użytkownika w odpowiedni nastrój. Jest to idealne miejsce, w którym można przeczytać o historii Quidditcha i najlepszych graczach Zjednoczonych z Puddlemere. W kącie znajdują się ponad stuletnie miotły, przy których znajduje się ozdobna tabliczka informująca do kogo należały i czym ich właściciele zasłużyli się w dziedzinie sportu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Biblioteka [odnośnik]12.01.19 23:14
| data

Ostatnie dni były koszmarem, bez względu na to ile pocieszenia otrzymywał od bliskich. To nie tak, że był niewdzięczny i gardził dobrym słowem. Czuł jednak, że to, co zrobił, nie było do końca poprawne, nawet jego zamiary były czyste. Nie chciał tylu ofiar, nie chciał, żeby to wszystko skończyło się w taki, a nie inny sposób. Jedyny cel jaki wtedy posiadał to powstrzymanie samozwańczego lorda i powstrzymanie przewrotu, jaki dokonał się na oczach wszystkich.
Teraz, jak mu się zdawało i jak mu wszyscy doradzali, powinien się z tym jakoś pogodzić. W głowie jednak wciąż widział twarz tego jednego czarodzieja bez twarzy… a co najgorsze cały czas przypominał sobie ten moment, kiedy jego dusza niespokojnie wahała się na szali. Gdyby nie Alexander, byłby tylko ciałem, które nie mogłoby funkcjonować. Za to, co uczynił mu kuzyn dziękował w myślach. Miał jednak takie momenty, w których żałował, że nie zostawiono go tam wśród innych ciał na pastwę losu.
Nie potrafił określić jak się czuł, zupełnie jak gdyby znajdował się w zawieszeniu. Wariował sam ze sobą. Rodzina go wspierała, ale wspierali go także inni, których otwarcie mógł nazwać przyjaciółmi (w końcu przyjaciela poznaje się w biedzie). Niektóre odwiedziny sprawiały, że czuł się lepiej. Przy innych czuł się gorzej, bo wstydził się za siebie samego. Czasem nie rozumiał otrzymanego i okazanego mu wsparcia, ale jednocześnie bardzo go potrzebował. Otrzymywał wiele listów. Zarówno tych miłych, tych o stonowanym tonie, ale też i takie, które wyrażały nienawiść. Nie darł tych listów. Rozumiał gniew tych osób. Nie odpisywał jednak na nie.
Problem stanowiło nie same ciało, nie tylko poczucie winy i złości, ale i kondycja psychiczna. Klątwa niewybaczalna, jaką użył na nim czarnoksiężnik, wciąż się na nim odbijała niczym czkawka. Słabiej niż tuż po wydarzeniu, ale jednak wciąż odczuwał efekty. Każda próba snu kończyła się nagłym przebudzeniem. Widział nie tylko Tego, Którego Imienia Nie Chciał Wymawiać, ale i przebłyski tego, co się wtedy wydarzyło. Zdarzało mu się nawet podnieść laskę na rodzinę, w przekonaniu, że stanął przed nim samozwańczy lord. Potem jednak przychodziło uspokojenie. Krótkie.
List, jaki przyniosła mu urocza biało-rdzawa sowa przyniósł mu dużo radości i nadziei. Nie spodziewał się go. To reakcji nadawczyni listu bał się najbardziej, zaraz po reakcji Sorphona i najbliższej rodziny. Zanim w ogóle go odwinął, czuł jak serce podchodzi do gardła. W myślach wyobrażał sobie słowa goryczy. Treść była zupełnie inna, przyjemniejsza. Wiadomość znacznie go uspokoiła, choć czytał ją w wyraźnym podekscytowaniu. Nie dowierzał papierowi i skreślonym na nim literom. Jego odpowiedź była chaotyczna i spontaniczna. Nie wiedział, co tak właściwie powinien odpowiedzieć. Nie przepisywał swoich słów.
Ten dzień spędził w bibliotece, próbując zrozumieć gwiazdy. Nie wiedząc dlaczego, to w książkach dotyczących nieba próbował znaleźć uspokojenie. Wielokrotnie jednak odchodził od stołu i zwyczajnie pogrążał się w obserwacji młodych Macmillanów, którzy bez względu na pogodę próbowali korzystać z życia. Zupełnie tak, jak gdyby Stonehenge nigdy nie miało miejsca. Zazdrościł im uczucia beztroski. Wystarczyło jednak jedno ich spojrzenie, żeby natychmiast wrócić do biurka.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Biblioteka [odnośnik]15.01.19 23:16
Odchodziła od zmysłów. Ria bardzo kiepsko spała odkąd dowiedziała się o wydarzeniach toczących się w ponurym Stonehenge. Martwiła się o wszystkich przyjaciół oraz znajomych, którzy mieli dobre serca i zjawili się w Wiltshire w celu przeprowadzenia zmian. Przekonania pozostałych arystokratów do opamiętania się oraz podążenia ścieżką niewyściełaną przez zastępy zakrwawionych trupów. Niewinnych ofiar uważanych przez fanatyków czystości krwi za zagrożenie. To właśnie ci bezduszni czarodzieje nazywający się lepszymi od innych stanowili prawdziwe niebezpieczeństwo. Dla świata, dla ludzi, dla magii. Weasley nie wierzyła, że spotkanie przedstawiciel arystokracji mogło coś zmienić - nie na lepsze. Mimo tak paskudnych myśli sączących się do umysłu rudowłosa posiadała nikłą nadzieję na zapoczątkowanie masowego przebudzenia z trwającego koszmaru. Zamiast wspaniałych wieści jakich oczekiwała, Rhiannon otrzymała mrożące krew w żyłach wieści. Znajome, cenione nazwiska wręcz krzyczały o uwagę; kobieta poświęciła im wiele czasu. Musiała dowiedzieć się czy żyją i jak sobie radzą z tym ciosem jaki ich dosięgnął. Wcale nie chodziło o zawalenie się kamiennej konstrukcji. Ciosem było nielegalne zdymisjonowanie ministra Longbottoma w celu usadowienia na jego stołku parszywego Malfoy’a, Czarownica rzadko życzyła innym źle, ale tej rodziny po prostu nie mogła znieść. Zakłamana, obłudna, ohydna. Wykrzywiła piegowatą twarz w niemym grymasie obrzydzenia; lekko drżąca ręka poprawiła uchwyt na pergaminie, a niespokojny wzrok spoczął na nekrologach. Brak odnalezienia znajomych nazwisk wśród poszkodowanych przyniosło niewielki promień ulgi na niespokojne serce, ale jego dawka pozostawała zbyt mała, żeby uśmierzyć ból oraz zadać ostateczny cios wątpliwościom.
List do Tony’ego kreśliła w pośpiechu, zamaszyście, przepełniona różnorakimi emocjami wysysającymi życie. Poczuła supeł splatany na szyi oraz pulsującą, podskórną obawę, że może być naprawdę źle. Fakt otrzymania odpowiedzi początkowo ugasił ogień narastających, najczarniejszych scenariuszy, aczkolwiek wciąż nie była pewna jaką treść zastanie w środku koperty. Ucieszyła się, że w gąszczu nakreślonych liter nie odnalazła niczego bardzo martwiącego - o ile na takie miano nie zasługiwał ogół ostatnich wydarzeń.
Przyleciała do Puddlemere na miotle, obładowana sporych rozmiarów koszami, ponieważ spokojna dyskusja z matką nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Z Rii naprawdę była beznadziejna mówczyni.
Kobieta wpadła do posiadłości z rozwianymi, rudym włosami i dezorientacją w oczach, ale na szczęście rodzinny skrzat odnalazł gościa i zaopiekował się zagubioną panną Weasley. Ona przy okazji oddała mu maminy dobytek - stworzenie powinno złożyć go w kuchni, choć Harpia nie była pewna co do tego pomysłu; może Tony chciał zjeść jeden z przysmaków Elaine? Ostateczną decyzją było porzucenie obładowanych koszy, ponieważ nie miała siły na tachanie tak ciężkiego bagażu. Od razu ruszyła za skrzatem do biblioteki, w której według wyjaśnień miał znajdować się lord Macmillan. Rhiannon próbowała nie patrzeć na te wszystkie wielkie pomieszczenia, schody do nieba oraz wszechobecny przepych - to wszystko wzmagało tylko uczucie dyskomfortu.
Za to chętnie wyprzedziła kroczące przed nią stworzenie zamierzając zapukać szybko do drewnianych drzwi i równie szybko wślizgnąć się do środka. Mało eleganckie zachowanie, aczkolwiek w tamtym momencie Harpię roznosiła niecierpliwość. Pragnęła informacji już, teraz, natychmiast.
- Tony! - Niemalże pisnęła, gdy szybkim krokiem pokonała dystans od progu do biurka. Granatowa, prosta sukna zaszeleściła kilkakrotnie podczas zamaszystych ruchów. Od razu zmierzyła mężczyznę wzrokiem; musiała ocenić jak bardzo był poturbowany. - Blado wyglądasz - mruknęła przyglądając się twarzy mężczyzny. Musnęła ją zresztą dłońmi, jakby badała, czy policzki oraz czoło znajdowały się na swoim miejscu, przeczesała też kosmyk jasnych włosów. - Strasznie się martwiłam - wyszeptała przejęta i oparła się biodrem o drewniany mebel. Minę miała strapioną, natomiast usta drżały z zamiarem powiedzenia czegoś jeszcze, ale ostatecznie nie powiedziały nic. Przynajmniej przez długą pauzę. Ria nie chciała wymuszać na Tony’m zwierzeń lub rozpoczęcia tematu poruszonego w liście. Zamierzała postawić na łagodność jakiej pewnie teraz potrzebował. - Przyniosłam ci czekoladowe ciasto mamy. I tonę słoików z rosołem. Tata zawsze mówi, że po każdej wyczerpującej akcji nie ma nic lepszego na poprawę zdrowia niż weasley’owski rosół - wyrzekła w końcu. Na zmęczonej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. - Zostawiłam jedzenie skrzatowi, powinno być w kuchni - wyjaśniła powód, dla którego była tutaj z pustymi rękoma. W razie czego zawsze mógł wezwać służbę.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Biblioteka [odnośnik]16.01.19 19:01
Skrócona wersja jego imienia, która niemalże została wykrzyczana, przykuła jego uwagę. Natychmiast spojrzał w stronę ciemnych drzwi, wbitych pomiędzy półki zapełnione to nagrodami, to książkami. Niebieskie oczy natychmiast zatrzymały się na rdzawej, potarganej czuprynie dobrze mu znanej czarownicy. Był zaskoczony. Zupełnie tak, jak gdyby bez słów pytał co się stało i dlaczego Ria była aż tak bardzo przejęta.
Nie rozumiał, że chodziło o jego wygląd. Sam Anthony przestał zawracać sobie głowę tym, że przypominał siedem nieszczęść. Przyzwyczaił się do swojego odbicia w lustrze, choć nie oznaczało to, że to, co tam widział mu się podobało. Spuścił głowę, gdy panna Weasley zaczęła oceniać jego stan na głos. Czuł się trochę zawstydzony tą uwagą. Nie chciał, żeby kolejna osoba się nim martwiła, choć doskonale to rozumiał. On sam pewnie robiłby dokładnie to samo.
Wystarczyło jednak dotknięcie dłoni, żeby jak kot zaczął się do nich przymilać. Trwało to chwilę, ale poczuł się lepiej, jak gdyby ktoś podarował mu chociaż odrobinę odprężenia lub zwrócił mu choć trochę dobrej nadziei. Dobrze, że panna Weasley w przeciwieństwie do niektórych domowników, nie zamierzała długo roztrząsać się nad jego stanem. Ba, zdawało się, że nie zamierza pytać go o to, co się stało, dlaczego zrobił tak, dlaczego nie zrobił czegoś innego i tak dalej. Rzeczywiście, potrzebował najwyraźniej łagodności. Rozmowa o jedzeniu zdawała się być miłym odejściem i kontrastem od tematów poruszanych przez innych.
Dobrze, że jesteś – stwierdził, ujmując jej dłonie w swoje. Nie był jednak pewny czy w ten sposób nie narusza jednak jej prywatnej przestrzeni. Nieświadomie zakładał, że skoro ona nie miała oporów, on także nie powinien ich mieć. Kto wie czy się mylić czy nie. Reakcja Rii powinna być tutaj najlepszym wyznacznikiem. – Mam nadzieję, że pozostali coś mi z tego zostawią – stwierdził zanadto poważnie, choć w zamiarach chciał zażartować.
Nie wiedział, co więcej powiedzieć. W ciszy jednak trzymał jej dłonie przez jeszcze kilkadziesiąt sekund. Po tym jednak je puścił, wstał i znowu podszedł do okna, opierając się przy tym to o ścianę, to o framugę.
Jak rodzina? – Zapytał, gdy poczuł, że milczy zbyt długo. Spojrzenie wciąż utrzymywał na młodych Macmillanach za szybą. Syn jednego z jego kuzynów próbował właśnie wsiąść na małą miotełkę i odlecieć, niestety po kilku metrach upadł, a pozostali natychmiast do niego podbiegli i rzucili się do pomocy. Wszyscy się śmiali, jak gdyby nigdy nic.
On także, jak się zdawało, uśmiechnął się przez chwilę. W głowie jednak krążyły mu myśli. Nie wiedział jak przejść do tego, co zamierzał powiedzieć pannie Weasley. Miał przeczucie, że może jednak nie był to odpowiedni moment na tego typu rozmowy. Być może było na to wszystko za wcześnie. Coś jednak podpowiadało mu, że albo zrobi to teraz, albo nie będzie miał później na to okazji, z wielu powodów.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Biblioteka [odnośnik]16.01.19 22:22
Pomimo wielu prób przywołania się do porządku Ria nie umiała powściągnąć emocji. Rozsadzały one i serce i duszę, przez co umysł wraz z rozsądkiem pozostawali na straconej pozycji. Niezdolne do kontroli poddawały się nagłym zrywom uczuć; tych kołatało się pod żebrami całe mnóstwo. Smutek, zmartwienie, strach - to tylko kilka z nich. Lista wydawała się beznadziejnie długa. Zbyt długa do powzięcia racjonalnego podejścia. Chłodnego, acz wyrozumiałego. Dystyngowanego, po prostu właściwego. Kobieta zamiast działać pod dyktando powinności wpadła do gabinetu jak burza; ale czy mogła wywołać ją większą od tej, która już trwała? Porywająca ostatnie promienie nadziei, wyrywająca złudzenia z korzeniami, odrywająca wszelkie wyobrażenia? Nie istniały słowa dość dobre, żeby opisać wydarzenia dziejące się w Stonehenge. Nie istniał środek mogący ukoić zszargane nerwy Rhiannon. Ujrzenie oblicza Tony’ego przyniosło w pewnej części ulgę jak i kolejne niewiadome. Pytania chodzące po głowie, ale nigdy niewypowiedziane. Nie chodziło o to co wydarzyło się w Wiltshire, polityka wielkich rodów nigdy nie leżała w kręgu zainteresowań rudowłosej, natomiast najważniejsze informacje zostały podane w Proroku Codziennym. Dużo istotniejszym tematem było jak Macmillan czuł się z tymi wydarzeniami i jak przedstawiało się jego zdrowie. Oprócz oczywistego bólu oraz prawdopodobnie traumy spowodowanej konsekwencjami czynów jakich nie dało się już cofnąć. Z drugiej strony czy to byłoby konieczne? Nie zamierzała o nic pytać. Weasley postanowiła dać mężczyźnie czas na oswojenie się z obecnością Harpii w bibliotece oraz na poukładanie myśli. Z jakiegoś powodu sądziła, że panował w nich chaos.
Uśmiechnęła się. Poczuła przyjemne uczucie we wnętrzu dłoni kiedy badała bladą twarz arystokraty. Pozornie wszystko znajdowało się na miejscu, choć to jedynie pozory. Najpewniej największe rany kwitły niebezpiecznie głęboko w duszy; najgorsza była świadomość bezradności. Tego, że nie umiała uleczyć żadnych z nich. Pomimo tej przygnębiającej wiedzy starała się sprawić Tony’emu przyjemność na inne sposoby. Drobne, błahe. Uśmiechała się, dotargała dzielnie całe stosy jedzenia. Nawet ubrała sukienkę w barwach rodowych jego rodziny sądząc, że uzna to za miły gest. O ile zauważy. Mężczyźni zwykle nie zwracali uwagi na tak drobne detale.
Ale starała się, nie wiedząc dlaczego. A może jednak tak? Zastanawiała się nad tym kiedy ujął jej dłonie. Były przyjemne w dotyku. Leniwie gładziła ich wewnętrzną stronę kciukami orientując się, że ten niewielki gest sprawił Rii wiele przyjemności. Natomiast uśmiech nie schodził z piegowatej twarzy, jedynie wzrok miała utkwiony w rękach. Pogrążona w myślach ocknęła się dopiero przy dźwięku przerywającym ciszę. - Zaznaczyłam, że ma odłożyć coś dla ciebie - zapewniła unosząc głowę. Rudowłosa odprowadziła wzrokiem sylwetkę Macmillana zatrzymując uwagę na wielkim oknie biblioteki. Wstała niespiesznie, zaraz znajdując się tuż za nim. Rhiannon chciała go jakoś pocieszyć, wesprzeć na duchu; już wyciągała rękę celem ułożenia jej na ramieniu czarodzieja, ale wtedy przypomniała sobie sytuację z festiwalu lata, kiedy stał się Pogromcą. Do wywołania bólu wystarczyło jedno dotknięcie, przez co kobieta cofnęła rękę. Nie chciała niczyjej krzywdy.
- Jak to Weasley’owie. Albo łapią czarnoksiężników albo gotują dla całej ludzkości - odpowiedziała z wesołą nutą. Czarownica zapatrzyła się na widok za oknem - piękny, przywołujący same miłe wspomnienia. Przez krótką chwilę poczuła się jak wtedy, kiedy to ona spadła z miotły po raz pierwszy. Pomijając uderzenie w przydomowe drzewo na samym początku miotlarskiej przygody. Dobrze, że Tony był wtedy obok. - Dla niektórych czas się zatrzymał - zauważyła obserwując scenę z podwórza. - To dobrze, że są szczęśliwi. Powinniśmy cieszyć się wszystkim póki jest na to czas. Działać, póki nie jest za późno - dodała zaraz. Nastały niebezpieczne czasy. Mogło zdarzyć się tak, że za chwilę zostaną same. Z mamą i Nealą. A może i nawet bez Rii, skoro zaangażowała się w jedną ze stron toczącego się konfliktu. Macmillanowie byli dotąd bezstronni. Wszystko zmieniało się tak cholernie szybko. Warto było korzystać z życia.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Biblioteka [odnośnik]18.01.19 12:53
Nie chciał myśleć o tym, co się stało. Niezrozumiałe jawy, które pojawiały się nawet w ciągu dnia, brutalnie przypominały mu jednak o tym, co wydarzyło się podczas Stonehenge. Może właśnie dlatego szukał ukojenia w czymś, co zajęłoby mu umysł. Może w ten sposób wpadł na pomysł czytania o gwiazdach i rozmyślania nad nimi. Wszystko byleby nie zajmować się marami. W ten sposób natomiast zmuszał się do głębokiej koncentracji na książce.
Wciąż się jednak martwił o wszystko i o wszystkich. Zaczynając od samopoczucia jego matki, która nie zachowywała się tak, jak dawniej, po kolejnych członków jego rodziny, którzy albo mu gratulowali albo w nieokreślony, choć dziwny sposób na niego patrzyli. Bał się tego, że ściągnął swego rodzaju zagładę na wszystkich, którzy nosili nazwisko Macmillan. Jednocześnie miał dziwne przeczucie, że wśród tych wszystkich graczy Quidditcha i wielbicieli whisky wciąż iskrzył się duch walki przodków, o których w młodości opowiadał mu ojciec. Może wcale nie było tak źle, jak postrzegał to Anthony. Widział przecież jak zachował się lord Sorphon, kiedy on próbował go osłonić. Odepchnięcie nie było niczym przerażającym, ale tym samym było znakiem, że lord nestor nie bał się żadnego zagrożenia i nie potrzebował kryć się za czyimiś plecami. To samo potwierdzał jego list. W młodych Macmillanach też widział tego ducha szalonej odwagi, a może i lekkomyślności.
Obecność znajomych, którzy od przeklętego dziesiątego października pojawiali się w rezydencji Macmillanów też dobrze na niego działała. Dobrze, że i Ria się pojawiła. Przy niej miał wrażenie, że jego zmęczenie na chwilę zniknęło. Nie męczyła go niczym, nie zadawała mu pytań, choć kto wie czy i jakie krążyły one po jej głowie. Zapewne kłębiło się ich wiele i mogły by okazać się wyjątkowo ciężkie. Mimo to, podtrzymywała zwykłą rozmowę, jak gdyby rozumiała, że Anthony nie chciałby ponownie zmierzać się z tym, co się stało. On zresztą myślał w ten sposób, że głupio by było, gdyby zadręczał pannę Weasley tym wszystkim. I tak się martwiła, widział to, więc nie widział sensu w zamartwianiu jej jeszcze bardziej.
Czyli wszystko jest w najlepszym porządku – skomentował jej odpowiedź na jego prozaiczne pytanie dotyczące jej rodziny. Zdawało się, że nie brzmiał tak ponuro jak zdołał się na początku pokazać.
Uśmiechnął się na jej uwagę dotyczącą młodych Macmillanów. Miała rację. Powinni się cieszyć tym wszystkim. Problem jednak w tym, że nie byli tak młodzi jak dzieci jego kuzynów i wujostwa. Niestety, myśleli zbyt poważnie i patrzyli o jeden dzień dalej niż młodzież. Westchnął ciężko. Jemu także przypomniało się to jedno wspomnienie, kiedy uratował Rię przed wyjątkowo bolesnym upadkiem, choć i tak nie uratował jej przed guzem. Zresztą on też wtedy trochę się poobijał próbując ją złapać.
Aha, może to i lepiej dla nich – stwierdził, odwracając się trochę w jej stronę, przelotnie spojrzał jej nawet w oczy. Zaraz jednak ponownie utkwił wzrok na młodych Macmillanach. – Kiedyś podobnie nabiłaś sobie guza – dodał, wskazując ruchem głowy w stronę otrzepującego i śmiejącego się szeroko dziecka. Zdawało się, że nawet odrobinę się uśmiechnął. W głowie jednak plątał się w myślach jak powinien rozpocząć z nią wyjątkowo poważną, dla niego, rozmowę. Serce jednak zdawało mu się bić szybkiej, a i wyjątkowo mocno, w środku siebie, się denerwował.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Biblioteka [odnośnik]19.01.19 0:08
Czas jaki nastał był czasem zmartwień. Na świecie nie działo się dobrze - Ria odniosła wrażenie, że wydarzenia ze Stonehenge stanowiły już ostateczność. Przerwaną dotąd maskaradę ukrywania się za fałszywymi uśmiechami. Rodzina rudowłosej nigdy nie uwierzyła szlacheckiemu stanu od początku wiedząc ile siedziało w nich zła; jedyną ulgę w tej chwili przynosiła świadomość, że nie wszyscy posiadali plugawe do szpiku kości serca. Istnieli ludzie gotowi spojrzeć gdzieś dalej niż czubek własnego nosa - w przyszłość jaką pozostawiali dla przyszłych pokoleń. Myśleli o innych, nie tylko o swych majątkach i przywilejach, to napawało nadzieją wątpiące umysły Weasley’ów. Nie była wyjątkiem. Krew z krwi potomkini Mac Rossy, typowa przedstawicielka swego rodu, o burzliwym temperamencie oraz wrażliwej na potrzeby innych duszy. Kiedyś marzyła o tym, żeby każdy był do nich podobny - w poglądach, w czynach. Niestety dziewczynka musiała wreszcie dorosnąć przeobrażając się w kobietę dostrzegającą wiele zła czyhającego dosłownie wszędzie. Początkowo utajnione, kryjące się w brudnych, ciemnych zakamarkach; teraz wypełzające na światło dzienne i atakujące wprost, w biały dzień. Posiadające imię oraz nazwisko, historię wraz rodziną, co zatrważało najmocniej. Rhiannon cieszyła się, że istnieli tacy ludzie jak jej kuzyn - walczący ze złem, kierujący się jasnym kompasem moralności. Cieszyła się także z obecności czarodziejów wzorem stojącego obok Tony’ego. Niezdającego sobie do tej pory sprawy z wielu niebezpieczeństw brutalnego społeczeństwa, ale powoli otwierającego na nie oczy. Oni przestali stać wreszcie w miejscu, zaczęli działać. Wojna zawsze pochłaniała ofiary i choć wojownicy mieli najmocniej obciążone sumienia poległymi istnieniami, to właśnie oni stawali się później bohaterami. Tymi, którzy jako jedni z niewielu gotowi byli przyjąć to niełatwe brzemię na swoje barki. Nadwyrężyć własne sumienie dla dobra innych - żeby to oni nie musieli tego robić.
On się martwił i ona się martwiła. Tak naprawdę nikt już nie był bezpieczny. Nikt, kto nie był poplecznikiem Voldemorta. Strach padł na Wielką Brytanię, ale razem mieli pozostać w sile. Dobrze, że szlachcic otrzymywał wsparcie. Ria chciała być jednym z tych filarów podnoszących na duchu, dających realne oparcie. Nikim wyjątkowym, jedną z wielu, ale wciąż będącą jednym z elementów układanki. Nie mogła wiedzieć czy rzeczywiście dobrze się spisywała i czy Tony czuł się przy niej swobodnie, acz Weasley bardzo na tym zależało. Przez troskę o dobre samopoczucie mężczyzny nie zadawała pytań pozwalając rozmowie toczyć się w swoim tempie. Nie spieszyła się donikąd, wręcz łudziła się, że zostanie tu jeszcze chwilę. Nie chciała zostać wygoniona, aczkolwiek uszanuje decyzję gospodarza jeśli taka będzie jego wola. Na razie odniosła wrażenie, że umiała przynieść ze sobą subtelną nutę ukojenia na ramiona Pogromcy - to działało obustronnie. Widząc mężczyznę we względnie dobrym zdrowiu Rhiannon zaczęła powoli się uspokajać.
- Można tak powiedzieć - odpowiedziała pół żartem, pół serio. Rodzina rudowłosej nie unikała konfliktów, natomiast praca aurora nie należała do najlżejszych, ale w ogólnym rachunku win rzeczywiście nic się nie zmieniło. Czyli było w porządku. Nie dopytywała go o samopoczucie Macmillanów - część z nich widziała przez biblioteczne okno, druga część mogła być tematem trudnym do rozmowy, a ona zamierzała dotrzymać słowa danego samej sobie. Nie drążyć tematu. Żadnego. Wysłuchać i pomóc - taki miała zamiar. - Na pewno - potwierdziła spokojnie. Tylko czasem wzrok Harpii błądził do twarzy rozmówcy, głównie rudzielec koncentrował się na roztaczającym się przed twarzą widoku. - Tak i była to najszczęśliwsza chwila mojego dzieciństwa. Wreszcie miałam swoją miotłę i odwołaną lekcję tańca. - Śmiech wyrwał się z płuc Rii. Nie zamierzała tego, ale niestety siła wspomnień zrobiła swoje. Jednak kobieta szybko doprowadziła się do porządku, wkrótce też poważniejąc. - Myślisz, że naszym dzieciom będzie dane tak beztroskie dzieciństwo? - spytała nie zwracając uwagi na to, że mogło to zabrzmieć dwuznacznie. Myślała o dzieciach z następnego pokolenia, całego, nie konkretnie ich wspólnych, choć także w ten sposób można było zinterpretować słowa rudowłosej. Weasley zawsze chciała mieć męża i założyć dużą rodzinę, ale ostatnio miała coraz więcej wątpliwości. Czy czasy jakie nastały umożliwią spełnienie tych marzeń?



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Biblioteka [odnośnik]23.01.19 14:55
W głowie kłębiły mu się przeróżne myśli. Bał się przejść do sedna rozmowy, a jednocześnie odczuwał wewnętrzną presję, żeby w końcu na poważnie porozmawiać. Sam przecież napisał pannie Weasley, że chciał to zrobić. Problem polegał na zebraniu odpowiednich słów i wewnętrznej odwagi, pewności siebie. Nie był najlepszym mówcą, ludzie często źle go rozumieli. Miał wiele wątpliwości, bo co jeżeli było na to za wcześnie, a i może pora była nieodpowiednia na tego typu rozmowy? Ale kiedy tak właściwie nastałby najlepszy moment? Kiedy pisał jej odpowiedź, czuł że to ten czas, okazja żeby wyciągnąć to, co go dręczyło od ślubu Ollivanderów, jeżeli nie wcześniej, kiedy oboje się nie odzywali. Teraz jej pismo dawało mu dziwną nadzieję, że może nie zwariował przynajmniej w jednej kwestii. Sam już nie wiedział, co zrobić. Stał przed oknem i w zamyśleniu dalej obserwował młodych Macmillanów zmagających się z miotełkami. Gniótł kraj rękawa od swetra z nerwów. Naprawdę miał wiele obaw. Chociaż Ria zdawała się być wyjątkowo zmartwiona jego stanem, zwyczajnie bał się tego, że miała go za potwora. Co jeżeli martwiła się o niego tylko dlatego, że był związany krwią z Brendanem poprzez ich matki. Albo tylko dlatego, że zwyczajnie źle się czuł. Tylko wtedy na pewno nie gładziłaby jego włosów i twarzy.
Uśmiechnął się nerwowo na jej słowa. Wspomnienia z młodości wróciły. Sam śmiech rudowłosej miał dziwną moc uspokajania, choć w tej sytuacji jedynie na krótko. Jej pytanie sprawiło, że Macmillan wyraźnie posmutniał. Nie sądził, szczególnie po tym, co się stało w Stonehenge, żeby kiedykolwiek miał dzieci. Westchnął ciężko. Miał wrażenie, że w piersiach siedziało mu coś wyjątkowo ciężkiego, a i coś w okolicach serca wyjątkowo mocno go zakłuło. Na twarzy pojawił się grymas bólu, choć trudno było powiedzieć czy był on fizyczny, czy psychiczny. Niepewnie zerknął w jej stronę, a potem zupełnie się odwrócił, stojąc twarzą w twarz.
Nie sądzę, żebym się ich doczekał, co wcale nie znaczy, że ich nie chcę. Wręcz przeciwnie, chętnie doczekałbym się całej gromadki. Choć obecnie… nie byłbym najlepszym ojcem – przyznał wyjątkowo gorzko. Było mu ciężko o tym mówić. – Mogą chcieć mnie zabić albo pociągnąć do odpowiedzialności siłą, żeby zatuszować sprawę z Ministerstwem poprzez to, co stało się… tam – stwierdził w końcu, wyjątkowo ostro i szybko, jak gdyby słowami chciał przeciąć powietrze. Poprzez swoje ostatnie słowa miał na myśli Stonehenge. – Dlatego chciałem z tobą porozmawiać – dodał po dłuższej chwili, chwycił jedną dłoń czarownicy i nabrał powietrza. – Nie chcę, żebyś zrozumiała mnie źle. Postaram się być wyjątkowo prosty w słowach, na tyle, na ile potrafię. Tylko proszę, wysłuchaj mnie chwilę. – Na twarzy pojawił się nikły uśmiech, który znowu szybko minął. – Być może nic mi nie będzie i może to tylko moje chore fanaberie i wymysły, ale jeżeli miałoby mi się coś stać… Rozumiesz… Chcę, żebyś tylko wiedziała, że mi na tobie zależy – stwierdził, unikając bardziej dosadnych słów. Ucałował jej dłoń. – Właściwie więcej niż tylko to. Nie oczekuję niczego, chcę tylko żebyś to wiedziała. – Utkwił w niej swoje niespokojne spojrzenie. Tak, jak gdyby analizował jej emocje.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Biblioteka [odnośnik]24.01.19 1:29
Czekała cierpliwie na nadejście odpowiedniego momentu. Takiego, jaki Tony uzna za najlepszy do poruszenia frapujących go kwestii. Ria widziała, że mężczyzna dźwigał na swoich barkach całą mnogość zmartwień, ale wszystkie przypisywała niedawnym wydarzeniom ze Stonehenge. Nie mogła i nie chciała go pospieszać; czerpała radość ze wspólnego przebywania w jednym pomieszczeniu. Niestety radość musiała ustąpić ogólnemu zmartwieniu spowodowanemu kondycją Macmillana. Rudowłosa dałaby naprawdę wiele, żeby odjąć od niego choćby część ścigających go w myślach utrapień. Weasley brakowało mocy sprawczej i to było najgorszym elementem jej istnienia. Czuła się niepotrzebna - zawodziła. Mogła tu jedynie stać będąc dla gospodarza słuchaczem i nikim więcej. Brak jakiegokolwiek dialogu ocierającego się o docelowość dzisiejszego spotkania nie działał na korzyść stojącej przed oknem kobiety. Zaczęła obawiać się, że zaraz zostanie wyproszona z powrotem do domu. Jako ktoś, kto okazał się całkowicie bezużyteczny w starciu z okrucieństwem rzeczywistości. Przełknęła ślinę analizując swoje położenie, starała się uśmiechać wdzięcznie - jakby już sam uśmiech posiadał moc obywania z poczucia winy. Niestety Harpia wiedziała, że ten świat działał w zupełnie inny sposób oraz że niektórych rzeczy nie udawało się naprawić błahymi detalami. Czarownica cierpiała więc wewnętrznie i tylko niezłomność charakteru pozwalała na wyprostowaną pozycję w tych okolicznościach. Nie starała się wyczytywać niczego z twarzy Tony’ego, wiedziała przecież, że nie miała możliwości przeglądania umysłów innych ludzi. Pozostało ciche oczekiwanie na wezbranie odwagi w pokiereszowanym ciele szlachcica - i jego umęczonej duszy. Miło było pomilczeć, tak samo jak wymienić się kilkoma mało istotnymi uwagami dotyczącymi przeszłości. Sielski widok za ogromną szybą dopełniał magii tego cichego spotkania. Po raz pierwszy od dawna nie wydawała rozkazów, nie żądała, nie przytłaczała Macmillana swoją osobą - dawała niezbędną przestrzeń na zaczerpnięcie głębokiego wdechu. Mawiali, że cierpliwość jest cnotą i Ria bardzo pragnęła posiadać przynajmniej kilka zalet jakimi mogłaby lśnić w swoim świecie. Świecie ludzi skromnych, prawych i prawdomównych, tak innym od tego co działo się na samej górze społecznej hierarchii.
Niestety nieprzemyślane pytanie jakie opuściło gardło rudowłosej nijak nie mogło podnieść na duchu. Właściwie kobieta otwierała już usta z zamiarem zmazania swych win, ponieważ obiecała sobie nie pytać; jednak reakcja rozmówcy uniemożliwiła podjęcie konkretnych działań. Łagodnym wzrokiem patrzyła na widoczną teraz twarz - dostrzegłszy na niej kolejną warstwę smutku Weasley zmartwiła się ponownie. W duchu zaczęła złorzeczyć na swój paskudny charakter, ale nim machina samoukarania ruszyła, mężczyzna przemówił zamieniając tym samym Rhiannon w słuch.
Otworzyła usta po raz kolejny w zamiarze zaprzeczenia, ale druga z poruszonych spraw wydawała się ważniejsza niż głupiutkie myślenie o byciu złym ojcem. Miała na ten pogląd inne zdanie. - Na pewno nie zostawią tego w spokoju - mruknęła pogardliwie. - Jednak nie myśl, że wszystko skumuluje się na tobie. To wstrętni ludzie. Zechcą usunąć każdego zdrajcę krwi, każdego Weasley’a, czarodzieja półkrwi, mugolaka czy mugola. Są bezwzględni wobec wszystkiego, co nie pasuje do ich chorego światopoglądu. Nikt już nie może czuć się bezpieczny - stwierdziła ponuro. - Jednak wiem, że podołamy temu terrorowi, przeciwstawimy mu się i kiedyś Stonehenge stanie się tylko smutnym wspomnieniem - dodała pewna siebie. Uśmiechnęła się delikatnie, pragnąc mimo wszystko nadać wypowiedzi optymistyczniejszego wydźwięku. Takiego, które nie wprowadzi ich na samo dno rozpaczy i nie ugasi żaru nadziei. Nie mogli popadać w apatię - nie teraz, kiedy wola walki była bardziej potrzebna niż kiedykolwiek.
Być może dałaby się wprowadzić w temat politycznych dysput nieco głębiej, gdyby nie oficjalny wstęp do właściwej treści dzisiejszych rozmów. Patrzyła na Macmillana nieco wystraszona tym, co mógłby chciał powiedzieć, ale spięła się w sobie wzbudzając gryfońską odwagę. Pokiwała głową na znak, że rozumie - nie chciała mężczyźnie przerywać. Obserwowała jedynie jego ruchy, mimikę twarzy, spojrzenie. Niespodziewane wyznanie sprawiło, że zamarła na chwilę. Poddała te słowa głębokiej analizie zastanawiając się nad sednem padających słów. Zależało mu jak na siostrze, przyjaciółce? Dopiero magiczne słowo więcej wraz ze wspomnieniem ślubu Ollivanderów pozwoliło Rii na wysnucie wniosków - jednak czy na pewno trafionych? Zarumieniła się ledwo widocznie i po raz pierwszy od dawna zabrakło jej słów. Nigdy nie była w nich dobra. Zawsze działała zamiast stosować długie przemowy. Dlatego i tym razem Rhiannon zadziałała instynktownie, gdy z wyczuciem oplotła rękoma szyję Tony’ego. Wspięła się na palcach docierając ustami do bladego policzka, na którym złożyła trzy łagodne pocałunki omijające jednak usta. Potem wtuliła twarz w zgłębienie obojczyka co miało pozwolić zyskać rudowłosej nieco czasu na ułożenie słów w odpowiednie zdania. Czuła się lepiej w tej bliskości i choć serce łomotało, siłą uderzenia zapewne docierając aż do stojącego naprzeciwko czarodzieja, to powoli odzyskiwała wewnętrzną równowagę. Wreszcie odsunęła się nieco, pozwalając palcom spleść się z palcami mężczyzny; wpatrywała się w nie kolejne sekundy - jednak nie milczała specjalnie, na złość. Weasley zależało na tym, żeby nie palnąć niczego wyjątkowo głupiego. - Chciałabym… chciałabym być przy tobie. Być wsparciem w tych strasznych czasach jakie na nas spłynęły, bez względu na to co ma się wydarzyć - powiedziała wreszcie i uniosła głowę. Chciała wykorzystać ten czas, jaki pozostał, nawet jeśli to miały być tylko dni. On na pewno wiedział, że Ria i tak będzie walczyć - z nim czy bez niego, nie podda się tym ludziom; bezpieczeństwo tak czy inaczej było towarem deficytowym. - To wszystko dlatego, że uczucia jakie żywię względem ciebie nie pozwalają mi myśleć o nikim innym i… tak już zostanie. Już zawsze - dodała chwilę później. Zrozumiała w końcu, że istniały już tylko dwa rozwiązania tej sytuacji. Albo oboje spłoną ogniem wzajemnych uczuć albo odseparowana Rhiannon zwiędnie i uschnie z tęsknoty za czymś, co było na wyciągnięcie ręki. Za nim. To tak proste i zadziwiające jednocześnie. Pierwszy raz rudzielec musiał mierzyć się z takimi emocjami i pierwszy raz poczuł na sobie ich ostateczność. To było dobre, tak mimo wszystko.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Biblioteka [odnośnik]24.01.19 19:00
Jej słowa dotyczące tego, że nikt nie był bezpieczny wśród „zdrajców krwi” i czarodziejów „nieszlachetnej” krwi wyjątkowo go zasmuciły, choć z tego zdawał sobie sprawę już wcześniej. Malfoy zresztą sam podpisywał się swoimi słowami za terrorem względem „gorzej” urodzonych i wszystkich, którzy nie opowiadali się za absurdalną polityką „czystości”. Uśmiechnął się za Rią, kiedy ta stwierdziła, że należy przeciwstawić się temu terrorowi. Miał mimo wszystko wyjątkowo pesymistyczne myślenie na ten temat. Widział popleczników samozwańczego lorda rodzonymi oczami. Było ich wielu, a i wielu było ze „szlachetnych” rodzin. To był trudny przeciwnik.
Nie spodziewał się takiej reakcji z jej strony. Myślał, że jego wyznania nie zrobią na pannie Weasley najmniejszego wrażenia, że jedynie ich wysłucha i na tym to wszystko się skończy. Nie był nikim ważnym, nie był nikim, kogo można by było podziwiać. Obecnie nie był warty niczego, miał na dłoniach krew wielu osób. Był pechowcem, z wrodzoną umiejętnością do przyciągania kłopotów. Patrzył niepewnie w oczy rudowłosej, jak gdyby chciał wyczytać, co chodziło jej po głowie. Przypomniał sobie o swojej pierwszej, ważnej dla niego miłości. Być może dlatego tak boleśnie przyjmował bojowe nastawienie do walki przez pannę Weasley. Działała tak samo jak Ona, co trochę go przerażało, ale jednocześnie przypominało o tych momentach kiedy był szczęśliwy. Zależało mu na niej, na Rii, nie tylko jak na przyjaciółce. Drugi raz w życiu czuł pożądanie.
Właśnie dlatego, on pechowiec, zdziwił się kiedy oplotła ręce wokół jego szyi i zachowała się tak, jak gdyby i ona coś do niego czuła, a dyskretne pocałunki były na to dowodem. Był przekonany, że nie może znaleźć miłości w swoim życiu. Jednocześnie zdawało mu się, że oczy mu wilgotnieją. Dawno nie czuł szczęścia. Jednocześnie przez chwilę miał wrażenie, że swoimi słowami zdradził dawną miłość. Ta musiała w końcu przeminąć. Dziesięć lat było długim i bolesnym okresem. Teraz jego życie każdego dnia mogło się skończyć, a on czuł jak uciekają mu godziny. Nie mógł żyć wieczne w przeszłości i wzbraniać się od wszystkiego co mogłoby go angażować uczuciowo. Nie mógł wiecznie patrzeć w jeden obraz, który i tak już zgnił i rozpadł się na kawałki.
Wolną ręką przyciągnął do siebie i tak już wtuloną w niego rudowłosą czarownicę. Ściskał ją mocno, jak gdyby nie chciał jej puścić. Ledwo przy tym powstrzymywał się od łez. Te jednak szybko zastąpił niewidoczną radością. Naprawdę czuł, że nie jest sam i że w pannie Weasley mógł szukać wsparcia, którego dotychczas nie otrzymywał. Pocałował czubek jej głowy. Nie wiedział, co jej odpowiedzieć. Skupiał się póty na przelotnej chwili szczęścia. Potem splótł swoje palce z jej palcami i uśmiechnął się skromnie.
I ja chciałbym tego samego – stwierdził nieśmiało. Bał się złamać ciszę. – Wybacz tylko, że wybrałem tak nieodpowiedni moment. Ale… naprawdę nie wiem co przyniesie jutro. – Odetchnął głęboko, próbując się uspokoić. Serce wciąż niebezpiecznie mocno mu biło.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Biblioteka [odnośnik]29.01.19 23:37
Niestety tak obecnie prezentował się ich świat. W krzywym zwierciadle, zakrzywiający się coraz mocniej z każdym miesiącem. Teraz już chyba nawet dniem. Wcześniej zmiany postępowały stopniowo, powoli; ostatnio ruszyły z kopyta odnajdując kulminację w Stonehenge. Tam stało się coś, co stać się musiało - lepiej prędzej niż później. Ktoś musiał sprzeciwić się terrorowi, kolejnym śmierciom oraz paskudnej polityce. Tony wierzył w siebie za mało. Nie potrafił zrozumieć, że dzięki niemu oraz drugiemu imiennikowi tamci wreszcie zrozumieli, że nie mogli być w kółko bezkarni. Opozycja zamierzała walczyć, dać jasno do zrozumienia, że nie zgadzają się na rządy niezrównoważonych oprawców. Macmillan zrobił ogromną rzecz, przysługę dla reszty ludzkości - wziął na siebie ciężar odpowiedzialności za zbrodnię, która i tak musiała dojść do skutku. Ria żałowała, że nie było jej tam wtedy, sama wsparłaby obu mężczyzn, bez lęku oczekując konsekwencji. Może wtedy poczucie winy rozeszłoby się na więcej osób, natomiast szlachcic nie musiałby uginać się pod tak potwornym ciężarem obaw. Niestety Weasley nie potrafiła cofnąć czasu - mogła jedynie wspierać go teraz, tutaj. Obecnością, dobrym słowem, pokrzepiającym uśmiechem. Nierozpoznaną jeszcze miłością krążącą po całym ciele, będącą uczuciem tak innym, nieznanym. I jednocześnie niesamowicie przyjemnym.
Nie mogła mu obiecać, że odtąd będzie bezpieczny. Świat za oknami rządził się swoimi prawami. Brutalnymi, pełnymi pogardy dla najsłabszych. Mogła mu tylko przysiąc, że zrobi wszystko co w jej mocy, żeby być fundamentem ich obojga. Podporą i ochroną przed atakami innych. Doradcą oraz różdżką gotową na wszystko - w końcu należała już do organizacji ludzi, którym również nie podobała się przykra rzeczywistość malowana przez konserwatywnych wariatów i psychopatów. Razem mieli szansę na zbudowanie czegoś trwałego oraz silnego, potrafiącego odeprzeć najgorsze wizje, później stającymi się faktami. Nawet jeśli ich dokonania miałyby trwać raptem kilka dni, to warto było dla takich chwil umierać. Zaznać przedtem niczym nieskrępowanego szczęścia. Rhiannon odczuwała je bardzo dokładnie w chwili, gdy zrozumiała, że oboje pragnęli tego samego. Siebie nawzajem; ostatniego bastionu przed nadciągającą nieuchronnie burzą. Znajdowali się w samym oku cyklonu, pozbawieni większości nadziei, aczkolwiek jej niewielkie pogorzeliska wciąż jarzyły się naturalnym blaskiem ognia. Gotowym do wzniecenia prawdziwego pożaru.
Uśmiechała się wtulona w Tony’ego, słysząc przyspieszoną pracę jego serca; chyba te należące do niej biło w podobnie straceńczym rytmie. Jakże paradoksalnie poczuła się w tamtej chwili prawdziwie bezpieczna. Zamknięta w klatce ramion człowieka będącym jednym z najbardziej znienawidzonych czarodziejów przez konserwatywne środowisko. Niepoczytalna Ria zamiast odczuwać palącą obawę, czuła prawdziwą dumę wraz z zadowoleniem. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że dzięki temu będą walczyć prawdziwie razem.
Przymknęła oczy czując delikatny pocałunek na czubku rudowłosej głowy i prawie rozpłynęła się nad tym gestem. Zupełnie nie wiedząc dlaczego. Często była całowana w to miejsce - przez matkę, ojca, brata, kuzynostwo. Jednak miało to całkowicie inny wydźwięk oraz charakter, wzbudzało odmienne emocje, szarpało nieznane dotąd struny. Weasley zgodnie z naturą eksploratora chętnie poddawała się empirycznym nowościom, podchodząc do nich z zainteresowaniem zmieszaną z odrobiną ekscytacji. To z kolei powodowało uśmiech wykwitający wśród konstelacji złotych piegów. - Nie będzie lepszego momentu - zgodziła się; ni to pochmurnie, ni wesoło. W tym zdaniu kryły się sprzeczne uczucia. - Obiecałam sobie, że nie będę pytać, ale muszę zadać to pytanie: jak się czujesz? - wypowiedziała spokojnie, choć zmartwiona. - Tak sobie pomyślałam, że moglibyśmy skorzystać z uroków pięknego dnia i wypróbować magię rosołu na łonie natury - zaproponowała, ściskając splecione palce z tymi należącymi do Macmillana. - Ale jeśli źle, to możemy zostać tutaj - ciągnęła, ponownie unosząc kąciki ust. - Albo jeśli jesteś zmęczony, to połóż się i odpocznij, spotkamy się kiedy indziej - stwierdziła ostatecznie. Nie była zła ani zawiedziona, Rhiannon zależało na dobrym samopoczuciu Tony’ego, na jego zdrowiu oraz komforcie. W ostatniej opcji i ona zażyje snu jakiego miała niedostatecznie dużo w ostatnich burzliwych dniach.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Biblioteka [odnośnik]30.01.19 22:36
Najchętniej nie dopuściłby do tego, żeby ta chwila minęła. Dopiero teraz miał wrażenie, że był bezpieczny, nawet jeżeli miało to trwać tylko moment. Czuł, że powinien walczyć z własnymi myślami nie tylko dla swojego zdrowia, ale dla panny Weasley. Pytanie tylko czy naprawdę potrafił znaleźć w sobie tę odwagę. Obejmował ją mocno, a polikami tulił się do jej włosów. Chciał, żeby była przy nim jak najdłużej. Czuł spokój. Przymknął na chwilę oczy. Miał wrażenie, że stres zniknął, a on poczuł prawdziwe zmęczenie spowodowane bezsennymi dniami. Jednocześnie sytuacja sprawiała, że był podekscytowany. Wyłuskanie z siebie siły na takie słowa było dla niego dużym wyznaniem. Szczególnie w takiej sytuacji. Nie był najlepszym mężczyzną na świecie, ale czuł się szczęśliwy, że pomimo wszystkich złych przydomków, jakie otrzymywał od innych, Ria mimo wszystko czuła to samo, że chciała tego samego.
Jej pytanie przygnębiło go odrobinę. Nie miał jej za złe, że pytała, bo miała do tego prawo. Tak jednak wrócił do dawnych myśli i przypominania sobie o tym, co stało się w Stonehenge. Przypominania o koszmarach, jakie śnił każdej nocy i marach, które widział na jawie. Był jednak winny wyjaśnienia swojego stanu i obaw wobec niej. Szczególnie jeżeli byli sobie tak bliscy. Nie chciał jedynie, żeby się martwiła. Nie powinna. Wystarczyło, że to on tracił swoje nerwy i siły myśląc o tym, co powinien zrobić.
Zostańmy tutaj – zaproponował nieśmiało, dając sobie tym samym trochę więcej czasu na odpowiedź dotyczącą własnego samopoczucia. – Nie chciałbym psuć zabawy dzieciom – wyjaśnił, zerkając przez ramię na młodych Macmillanów. – Ze mną… wszystko w porządku, tak długo dopóki ból nie daje o sobie znać. Siedzę tutaj, albo w pokoju, albo z ciotkami. Wujostwo traktuje mnie jak bohatera, ale zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, że to nas pierwszych pewnie zaatakują i to przeze mnie – wyrzucił z siebie dość ponuro. Nie chciał żalić się na swoje duchowe samopoczucie. – Boję się, że ściągnąłem na rodzinę zagładę… a potem ogarnia mnie złość, że nie udało mi się całkowicie powstrzymać tego przeklętego czarnoksiężnika i chęć zemsty na tych zdrajcach. Czasem boję się własnych myśli, Ria. Kłócę się sam ze sobą czy powinienem odpuścić, czy może mścić się na ich wszystkich – spoglądał jej w oczy ze smutkiem. Miał nadzieję, że rozumie go, że nie będzie go źle osądzać. Chwycił ją za dłonie i ścisnął je, jak gdyby bał się, że w tym samym momencie odejdzie.
Nie wiedział, co dalej powiedzieć. Przyglądał się pannie Weasley. Nie chciał, żeby wychodziła. Przynajmniej nie teraz. Wyglądał na zagubionego w swoich pragnieniach i żądzach. Być może powinien przestać przypominać sobie o Stonehenge. Chciał dawnego spokoju, do którego nie mógł wrócić. Czoło oparł o jej czoło, jak gdyby szukał jakiegoś wsparcia. Wahał się chwilę nad kolejnymi słowami. Czuł jednak, że może rzeczywiście lepszego momentu niż ten nie będzie.
Może powinniśmy być razem, tak na zawsze – stwierdził w końcu, niepewnie, jak gdyby zamyślony. Zaraz jednak cała jego uwaga została ponownie skupiona na niej.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Biblioteka [odnośnik]01.02.19 20:23
Kiedy świat poza Puddlemere płonął w nienawiści, za oknem bawiły się dzieci, a pewna para odzyskiwała spokój. Jakby na przekór wszystkim i wszelkim przesłankom do tego, że powinni chodzić nieustannie zmartwieni. Przestać szukać szczęścia, skoro ono za dosłownie moment rozpadnie się na tysiące maleńkich drobinek, niezdolnych do połączenia się na nowo w piękną całość. Powinni raczej szukać rozwiązania, przygotowywać się do bitwy, ustalać plan działania obrony uciśnionych. Świat ich potrzebował. Pomimo tak oczywistych wniosków myśli Rii krążyły niemal wyłącznie wokół zbierających się między nimi uczuć. Z początku sądziła, że wydarzenia ze ślubu Ollivanderów nosiły znamiona jedynie cudownego snu - snu, z którego należało się wybudzić. Zrozumieć, że Tony’m kierowało zagubienie. Jednak dziś zrozumiała, że to nieprawda. Może powinna podejrzewać, że wiedziony strachem o siebie i najbliższych Macmillan po prostu potrzebował wsparcia, które złożył na silne ramiona Rhiannon; dlatego, że była najbliżej. Nie dawać wiary, że to, co mówił i robił było prawdziwe, niepozbawione lęków wraz z wątpliwościami. Wbrew rozsądkowi zaufała mu, powierzyła w jego ręce wszystko, co posiadała - serce, duszę i umysł. Już wtedy, raptem miesiąc temu, dziś tylko przypieczętowując wyznanie spływające z ust już wcześniej. Potwierdzające, że Weasley była gotowa na wszystko. Na walkę, na cierpienie, szczęście oraz kolejne próby dźwignięcia ich obojga z bagna w jakim zdawali się zatapiać przez brudną politykę. Szaleństwo części arystokracji - to ono stanowiło w tamtym momencie zagrożenie. Oboje o tym wiedzieli.
Nie uciekła z krzykiem w popłochu, nie bała się. Może występując sama przeciwko im wszystkim odczułaby targające sercem obawy, aczkolwiek nie była sama. Miała za sobą już nie tylko rodzinę, ale też właśnie jego. Mężczyznę stojącego tuż przed nią, tak blisko, że czuła bijące od niego ciepło. I on miał teraz ją - zdeterminowaną, odpowiedzialną. Nieugiętą.
Kiwnęła głową, choć nie uważała, że mieliby zepsuć radość bawiącym się na zewnątrz dzieciom. Nie zamierzała naciskać dziś ani razu, racząc poturbowanego szlachcica łagodnością i uczuciami, niczym więcej. No, może jeszcze rosołem jeśli zdecydowałby się na eksperyment naukowy mający dowieść lub zanegować magiczne właściwości zupy. Spojrzała mu w oczy, na chwilę rozplatając uścisk dłoni - ułożyła je na policzkach Tony’ego, uśmiechając się przy tym nieznacznie.
- Poradzimy sobie. Będę tu, przy tobie - zapewniła spokojnie. - Nie damy im skrzywdzić nikogo. Jestem pewna, że w razie niebezpieczeństwa moja rodzina wam pomoże. Jeśli jakimś cudem nie, to ja to zrobię. Będzie ciężko, ale przetrwamy najgorsze - dodała z mocą, będąc przekonaną o słuszności tych słów. Zamierzała tchnąć w Macmillana więcej wiary, żeby wypleniła zarastający w duszy strach. - Nie możemy odpuścić. Teraz mocniej niż kiedykolwiek musimy walczyć. O świat, w którym nikt oprócz przestępców nie powinien się bać - stwierdziła, odpowiadając tym samym na wątpliwość mężczyzny. Nie oceniała go, daleka była od takich zachowań. Zabójstwo drugiego człowieka nigdy nie mogło być proste ani lekkie. Nie dla normalnych ludzi. Wciąż miała przed oczami obraz tego, co zrobił Brendan - i ufała mu, że postąpił najlepiej jak mógł. Chronił ich rodzinę, chronił słabych przed potworem. Dokładnie to samo chcieli zrobić oni, Skamander i Macmillan; wierzyła w ich ocenę sytuacji. Była dumna z nich wszystkich - z siły. Akcje zawsze wymagały siły. I odwagi.
Chwilę później Ria pozwoliła zamknąć dłonie w rękach rozmówcy. Przymknęła powieki w momencie zetknięcia czół ich obojga postanawiając, że nie będzie już o nic pytać. Chciała jedynie poznać samopoczucie Tony’ego, żeby wiedzieć co dalej robić - proponować spacer czy eskortę do komnat, w których Pogromca miał zażyć relaksującego snu. Zamiast tego zaproponował pozostanie w bibliotece; decyzja ta wzbudziła w rudowłosej zadowolenie. Tak strasznie nie chciała stąd wychodzić, na samą myśl odczuwała tęsknotę - co będzie jak wróci korytarzem do wyjścia?
- Na zawsze - powtórzyła za nim, sprawdzając brzmienie tej frazy. Wcale nie przypominała udręki ani ostateczności jakiej pragnęłaby uniknąć. Wręcz przeciwnie, wyglądała na słodką obietnicę, idylliczną wizję trwania ze sobą prawdziwie na zawsze, choć to zawsze równie dobrze mogło mieć datę ważności raptem kilku dni. Przez wzgląd na to, co się działo. - Powinniśmy - przytaknęła pewna siebie. Usta wygięły się w przyjemny łuk, dłonie zacisnęły na tych należących do Macmillana. Powinniśmy.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Biblioteka [odnośnik]02.02.19 23:56
Wtedy, na ślubie Ollivanderów, wcale nie kierowało nim zagubienie. Nie udawał. Nigdy. Wtedy mówił to, co myślał. Chciał zrzucić z siebie choć część skrywanych emocji, nie mógł ich już dłużej tłamsić. Panna Weasley nie dała mu przy huśtawkach wyboru. Mógł wtedy albo pozostawił ją w kłamliwych domysłach lub zwyczajnie wyjawić to, co wyjawił. Potrzebował wsparcia, ale nie szukał go na siłę. Po prostu, nie wiedzieć dlaczego, miał wrażenie, że panna Weasley całkowicie go rozumie. To, że czasy były gorsze wcale nie oznaczało, że nie mógł znaleźć szczęścia. Może właśnie dopiero teraz zaczął go dostrzegać, a odchodził tym samym od ciężaru, który pogrążał go od dziesięciu lat. Oczekiwał, że i ona uzna go za wsparcie, że i ona będzie traktować go na równi.
Milczał dość długo, pomimo zapewnień Rii. Naprawdę martwił się o przyszłość swojej rodziny. Każdego dnia zastanawiał się nad tym kto pierwszy stanie się ofiarą czarnoksiężników, którzy tak otwarcie mówili o swoich zamiarach. On z kolei postawił Macmillanów w sytuacji, w której stali się wrogami kilkudziesięciu rodów. Miał nadzieję, że jeżeli atak miał nastąpić, to czarnoksiężnicy uderzą wpierw na niego. Nie mógłby przecież wyobrazić sobie ataku na choćby te niewinne dzieci w ogrodzie. Wszystkiego można było, tak właściwie, spodziewać się po tak niszczycielskiej organizacji, która dała o sobie znać podczas spotkania. Moc samozwańczego lorda mógł odczuć na samym sobie. Była przerażająca i oby nie dosięgła nikogo innego poza nim samym.
Chciał wierzyć w słowa Rii, że dadzą radę. Powtarzał je sobie w myślach. Nie byli sami. Byli jeszcze Prewettowie, Longbottomowie, Ollivanderowie… nawet Abbottowie. Oby nikt się nie wykruszył, bo walka na nich i tak czekała. Nie wierzył jednak w to, że dało się obronić wszystkich. Być może dlatego ogarniała go czasami przerażająca złość. Niemoc w tym wszystkim była najgorsza. A jego chęci na zemstę były wyjątkowo wielkie.
Musimy – powtórzył tylko po niej, a jego dłonie mocniej ścisnęły jej. Bał się, ale nie przestępców. Bał się jedynie własnej złości, czarnych myśli i tego, że miał na sobie krew zarówno czarnoksiężników, jak i niewinnych obywateli, którzy tego dnia wypełniali po prostu swoje obowiązki. Zdawało się, że takich ofiar będzie więcej, bo takimi prawami toczyła się każda wojna.
Teraz, przy pannie Weasley odpoczywał, a przynajmniej tak się czuł. Nie czuł napadów paniki, nie słyszał żadnych głosów, nie widział samozwańczego lorda, który zaśmiecał jego umysł. Cieszył się, że doszło do tej rozmowy i że w ogóle odważył się na swoje słowa. Myślał, że jego nieśmiała propozycja obejdzie się milczeniem albo spotka się z odmową. Ku zaskoczeniu, Ria odpowiedział mu twierdząco. Wyglądała jak gdyby naprawdę radowała się z tego powodu. Nie udawała. Jedyne czego w tym momencie się bał to fakt, że rzeczywiście stwierdzenie, że będą „na zawsze” nie musiało wcale oznaczać, że będzie ono trwało długo.
Nawet pomimo tak wyjątkowo pesymistycznej myśli, na chwilę się uśmiechnął. Bez zbyt długiego myślenia ściągnął postanowił wykonać jeden gest, jak gdyby chciał przypieczętować swoje słowa czynami. Ściągnął swój bogato zdobiony pierścień z granatowym kamieniem, który nosił na małym palcu. Chwilę obracał go w swojej własnej dłoni. Nie chciał nic mówić, miał jedynie nadzieję, że ona zaakceptuje jego gest i że będzie wiedziała, co tak naprawdę oznaczał. Patrzył jedynie w jej oczy, jak gdyby tam szukał upewnienia, że dobrze postępował. Pierścionek położył na jej dłoni, a następnie zacisnął jej palce.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Na zdrowie i do grobu
OPCM : 17 +1
UROKI : 21 +4
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Re: Biblioteka [odnośnik]06.02.19 23:13
Nigdy nie zamierzała przypierać Tony’ego do muru, choć musiało się to zdarzyć prędzej czy później. Posiadając tak chaotyczny, impulsywny charakter Ria zagarniała dla siebie mnóstwo uwagi otoczenia - dokładnie to samo robiła w obecności człowieka, którego znała niemalże całe swoje życie. Robiła to jednak wbrew swoim pragnieniom, ponieważ wymuszanie na kimś pewnego zachowania lub słów nie należało do chwalebnych czynów. Zawsze chciała postępować właściwie, po prostu dobrze, dlatego martwiła się o to, czy słowa Macmillana podyktowane zostały szczerością czy raczej jej dominującą postawą. Musiało minąć trochę czasu nim zrozumiała, że obawy okazały się bezpodstawne, a ona niepotrzebnie upatrywała winy samej w sobie. Znając płochliwość szlachcica powinna raczej przewidzieć zgoła odmienny scenariusz - taki, w którym czarodziej zamyka się w sobie jeszcze mocniej, po czym oddala od budzącej w nim strach Weasley. Stało się całkowicie inaczej i z tego powodu jaśniej patrzyła w przyszłość. Tę, dotyczącą jedynie ich samych, ponieważ w szerszym aspekcie życia dookoła panowała ciemność. Wojny, śmierci, utraty wolności. To wszystko wzbudzało strach oraz niepokój, mieszało się z czystym, namacalnym szczęściem stojącym tuż obok. Dwa całkiem sprzeczne uczucia walczące o bycie pierwszoplanowym w sercu Rhiannon. Szczególnie biorąc pod uwagę toczone rozmowy - dwie całkiem różne, dotyczące odmiennych spraw, wzbudzających skrajne emocje. Prześlizgiwały się gładko w unoszącym się dookoła nich powietrzu, padały kolejne słowa znaczone obietnicą i Ria wiedziała, że będzie go trudno przekonać. Uspokoić. Nie liczyła jednak na mannę z nieba, zamierzała próbować do skutku. Aż mięśnie przestaną tężeć, aż w pochmurnym pojrzeniu dostrzeże słoneczny blask. Musieli być teraz silni, silniejsi niż kiedykolwiek. Wszystkie słabości zostaną wykorzystane i obrócone przeciwko nim. Niestety czasy nie sprzyjały już zachowawczości bądź wątpliwościom. Żałowała, oczywiście, że tak - wolała, żeby wszyscy żyli spokojnie oraz dostatnio, bez prawdziwych problemów zaprzątających głowę. Niestety o taki świat należało najpierw zawalczyć. Zwyciężyć lub zginąć.
Na razie żyli. Tuż obok siebie, niedługo z sobą - choć w tamtej chwili kobieta nie zdawała sobie sprawy z pojęcia czasu w tej całej sytuacji. Uśmiechała się delikatnie, czerpiąc z obecności Tony’ego prawdziwą radość, pomimo wyjątkowo niesprzyjających okoliczności. Jeszcze przed chwilą niepewnie zadawała pytania - teraz obrosła w siłę, jakiej mimo wszystko nie spodziewała się po sobie samej. Musimy. Pokiwała głową, nieprzerwanie starając się wesprzeć mężczyznę na duchu. Widziała obawy odbijające się w spojrzeniu, ale na razie nie mogła im zaradzić inaczej niż po prostu będąc. Ściskając jego rękę, muskając dłonią policzki i zapewnianiem, że będzie dobrze. Rozumiała, doskonale rozumiała; mimowolnie przypomniała sobie słowa Brendana o tym, co stało się z ich kuzynką Samanthą. Nie powiedział wprost co takiego zrobił i że to on, ale Rhiannon po prostu wiedziała. Wiedziała, że takie sprawy mocno wpływają na psychikę zostawiając człowieka innym niż wcześniej. Niestety ktoś musiał przyjąć odpowiedzialność na swoje barki. Z jednej strony żałowała, że jednym z nich był właśnie Macmillan, z drugiej czuła dumę z jego odwagi - znów szarpiąc się między dwiema skrajnymi emocjami.
Nawet i one musiały odejść chwilowo w zapomnienie. Z niezrozumieniem wypisanym na piegowatej twarzy obserwowała gesty szlachcica, aż wreszcie spojrzała na zamkniętą rękę, w której spoczywał pierścień. Rozprostowała palce patrząc na niego ledwie ułamek sekundy nim podniosła głowę do góry. Patrzyła Tony’emu w oczy, szukając w nich potwierdzenia lub wskazówki; do czasu nadejścia odpowiedzi. Rii udało się ostatecznie połączyć wszystkie kropki, w końcu przed chwilą mówili o byciu ze sobą na zawsze. Serce poruszyło się niespokojnie niczym muśnięcia motylich skrzydeł, prawie rozpływając się w klatce piersiowej. Uśmiechnęła się po raz kolejny - szczerze, promiennie. Tak jakby to, co powiedział wcześniej nie było tylko pustymi słowami rzuconymi na wiatr.
Kiedy biżuteria znalazła się na właściwym palcu, Weasley znów zamknęła szyję mężczyzny w uścisku. Tym razem silniejszym, podyktowanym emocjami, eskalującą radością. Symboliczny przedmiot nie był jedynie zlepkiem materii, a prawdziwą obietnicą. Wspólnej przyszłości. Wcale nie ciążył wielkim brzemieniem, wręcz przeciwnie, napełniał nadzieją i optymizmem, dotąd zagubionym w rzeczywistości. - Muszę jednak coś wiedzieć - zaczęła, kiedy uścisk nieco zelżał, ponieważ chciała spojrzeć mu w oczy. - Ufasz mi? - spytała poważnie. Zależało jej na szczerej odpowiedzi. Z wielu powodów. Głównie tych, że rodzina rudowłosej odbiegała charakterem od arystokracji, nie mieli skrzatów ani przyzwoitek, te rzeczy nie miały się zmienić. Potrzebowała zaufania, solidnego fundamentu pod każdą relację, zwłaszcza tak ważną i rzutującą na wspólną przyszłość ich dwojga. Musiała dostać potwierdzenie - inaczej to wszystko rozleci się prędzej czy później.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley

Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Biblioteka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach