Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Biblioteka
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Biblioteka

Nikt zapewne nie spodziewałby się biblioteki w dworku zamieszkanym przez ród przykładającym wagę przede wszystkim do wszelkiej maści aktywności. Wyraźnie skryta przy bocznym korytarzu biblioteka Macmillanów zajmuje jednak wyjątkowo interesujące miejsce. Reprezentatywne okno, ozdobione ruchomymi witrażami nadaje uroku. Granatowy kolor ścian i ciemne meble mają natomiast wprawić użytkownika w odpowiedni nastrój. Jest to idealne miejsce, w którym można przeczytać o historii Quidditcha i najlepszych graczach Zjednoczonych z Puddlemere. W kącie znajdują się ponad stuletnie miotły, przy których znajduje się ozdobna tabliczka informująca do kogo należały i czym ich właściciele zasłużyli się w dziedzinie sportu.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Nie posiadał dzieci, pomimo tego był w stanie sobie wyobrazić jaki zamęt potrafią siać. Wystarczyło sobie przypomnieć jakimi oni byli urwisami by mieć pełen obraz klęski i rozpaczy jaka działa się w piwnicach Macmillanów. Sami siali zniszczenie, w większości wypadków nieświadomie, nie zdając sobie sprawy jakie niesie to za sobą kłopoty dla dorosłych. Kiedy zobaczył starego druha w progu w fartuchu i z butelkami w dłoniach uśmiechnął się pod nosem i pokręcił z rozbawieniem głową. Raźnym krokiem podszedł do Macmillana by uściskać kumpla, a potem wskazał na butelki.
-Nie spodziewałem się aż takiego powitania, narzekać jednak nie będę – zaśmiał się, a potem zwrócił uwagę na fartuch. – Kłopoty?
W takich chwilach jak ta łatwo było zapomnieć, że wokół trwa zawierucha wojenna i chociaż nie towarzyszyła im każdego dnia wybuchy to ona trwała. Sam tego doświadczył na swojej skórze. Rejestrując różdżkę zetknął się ze strachem i brutalizacją codziennego życia. Różdżka zaś została mu zabrana pod pretekstem sprawdzenia informacji na jego temat. Kiedy siedział w lasach tropikalnych to wszystko działo się obok niego, nie dotyczyło to go bezpośrednio. Nie poświęcał temu zbyt wiele uwagi, nie wypowiadał się, unikał tematu. Jednak teraz nie mógł sobie pozwolić na takie zachowanie. Przyjdzie moment kiedy będzie musiał wybrać stronę i jak na razie aktualna sytuacja nie sprawiała aby był przychylny tym, którzy roszczą sobie prawo do rządzenia innymi. Musiał teraz nadrobić czas i zebrać informacje, dowiedzieć się kto po której stronie barykady stoi. Wiedział jedno, że Macmillanowie nigdy nie należeli do czarodziejów, którzy dyskryminowali kogoś za pochodzenie.
-Zabawa mieczem w piwnicy, zawsze jest dobrym pomysłem. To tam siedzą największe potwory. – Zauważył Herbert będąc święcie przekonanym, że robili dokładnie to samo w latach szkolnych. Tylko nie pamiętał czy przebili beczkę. Pytanie Anthonego było szerokie, a odpowiedź mogła zająć godziny. Jak streścić te wszystkie podróże i wydarzenia jakich doświadczył?
-Daleko – odpowiedział w końcu wiedząc, że za chwilę przejdą do szczegółów. – Przywiozłem pewien specjał od Indian z Ameryki Południowej. Maniok. Słyszałeś o tej roślinie?
Sięgnął po torbę, z którą przyszedł by wyciągnąć z niej pękatą buteleczkę w której znajdował się przeźroczysty płyn. Zawadiacki uśmiech pojawił się na twarzy podróżnika, wiedział, że Macmillan nie odmówi spróbowania czegoś nowego. W tym momencie pojawiły się szklanki na stole dostarczone przez skrzata, a kumpel już rozlewał słynny trunek Macmillanów. Upił łyk i poczuł jak przyjemne ciepło rozlewa się po gardle, a posmak pozostaje na języku. Pokiwał z uznaniem głową.
-O tak – mruknął pod nosem i pociągnął kolejny łyk. – To co słychać?
Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

I on nie miał dzieci. Pytanie czy w ogóle było mu pisane je mieć, skoro żyli w takich czasach. Nie wiedział w końcu, co miało się z nim stać za pięć minut, a co dopiero jutro. Dzieci nie miałaby łatwo, tak długo, jak długo uznawany był za terrorystę i jak długo całej rodzinie Macmillanów groziło niebezpieczeństwo. Może po wojnie, o tak, to byłby najlepszy czas. Ale wtedy dążyłby do całej gromadki! Najlepiej gdyby miał siódemkę! To była idealna liczba! Na tyle idealna, że w przyszłości mógłby ich wychować w taki sposób by poszli w stronę Quidditcha, a potem dołączyli do Zjednoczonych w Puddlemere! Miałby całą drużynę! Chyba, że Ria nalegałaby, żeby dziewczyny poszły do Harpii… ale i to dało się zaakceptować!
Brzdące od kuzynów były więc na tę chwilę najlepszym rozwiązaniem, choć i o ich przyszłość się martwił, jak gdyby były jego własnymi. Jako wujek radził sobie dobrze, a i nieskromnie musiał przyznać, że i dzieciaki go lubiły. Z tym, że w przeciwieństwie do guwernantek nie siedział z małymi urwisami cały dzień, a co za tym idzie pozwalał im na więcej, co mogło być powodem do bycia lubianym. Tak czy inaczej, wiedział że opieka nad nimi na pewno nie należała do łatwych. Mieli w sobie krew Macmillanów! Był w stanie wybaczyć każdą popsutą rzecz, nawet beczkę i kradzież miecza. Ciężko było nad nimi zapanować.
A tam, szybko sobie poradziliśmy – odpowiedział na pytanie Greya. Wyściskał go mocno, w końcu nie widział go tak długo! To aż… osiem? Dziewięć lat? Choć widzieli się na ślubie! Więc wychodziło jednak kilka miesięcy! – Jakoś tak… wymężniałeś – dodał, lustrując go uważnie, po tym jak już się od niego oderwał. Na ślubie nie był w stanie mu się dobrze przyjrzeć, choć doskonale pamiętał, że rozmawiali chwilę o Zjednoczonych.
Dopiero wtedy w głowie Macmillana pojawiły się kolejne pytania. Czy Herbert widział listy gończe? Czy wiedział, że według fałszywego Ministerstwa spotykał się z „niebezpiecznym terrorystą”? Jego zachowanie podpowiadało Anthony’emu, że nie; że albo był zupełnie nieświadomy… albo zwyczajnie ignorował wszystko to, co widział, przeczytał i słyszał. Bez względu na wszystko, Macmillan był pewien, że mógł mu zaufać. Był przecież Puchonem, jak on sam. Biorąc jednak pod uwagę to, że Herbert mimo wszystko pojawił się na jego weselu, to pewnie wszystko wiedział i zwyczajnie to ignorował. Przynajmniej do takiej konkluzji doszedł Anthony.
Ha, sam pamiętam jak próbowałem wykraść miecze i miotły – zaśmiał się na uwagę towarzysza. Nie mówiąc o tym, że jego ulubionym zamiłowaniem z młodości było niszczenie waz od babci, co doprowadzało do złości matę. Beczki nigdy nie przebijał, uznając za skarby piwnicy niemal jak mugolską świętość nie do tknięcia.
Z zainteresowaniem spojrzał na buteleczkę z przeźroczystym płynem, którą podarował mu Herbert. Nie musiał przecież przynosić prezentów! Pewnie zbyt wiele wydał na nią pieniędzy, na Merlina! Ale… nie mógł nie być wdzięczny za tego rodzaju skarb! Natychmiast ją otworzył, żeby powąchać zawartość.
Maniok – powtórzył za Herbertem. – Coś mi się obiło o uszy, ale nigdy nie widziałem. Ten alkohol – wskazał na buteleczkę – jest mocny? Jak się go podaje? W szklankach, kieliszkach? Potrzeba specjalnych naczyń?
Nie chciał wyjść na ignoranta, ale nigdy nie był w Ameryce Południowej i zwyczajnie nie znał tamtejszych obyczajów. Grey był więc dla niego w tym momencie księgą nieznanej wiedzy, a Anthony nie zamierzał odpuścić tak łatwo zaczętego tematu. Upił łyk własnej whisky, stwierdzając że nie była zła. Właściwie bardzo dobra i szkoda, że część się zmarnowała. Choć najchętniej… spróbowałby trzymanego prezentu.
U mnie? – Powtórzył niepewnie. Co miał odpowiedzieć? Niewiele się zmieniło od ślubu. Wciąż go ścigali, wciąż wpadał w jakieś drobne pojedynki ze zwolennikami samozwańczego lorda. – Próbuję być dobrym mężem, ale na ile mi to wychodzi… pewnie musielibyśmy spytać samej Rii – zaśmiał się, uznając że była to genialna odpowiedź.
Szybko postanowił wrócić do tego, co najbardziej go interesowało.
Wiesz coś na temat jego produkcji? To jest, manioku – dopytywał dalej, wskazując na buteleczkę, którą przyniósł Grey. – I jak się go uprawia? – Jak obrabiali tę roślinę?, pomyślał od razu. Natychmiast zaczął szukać odpowiedniej księgi, która pomogłaby w rozumieniu rośliny i wytwarzania alkoholu, który od niej pochodził. Jakie szczęście, że znajdowali się w bibliotece!


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka - Page 5 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Prawda była taka, że do momentu kiedy nie powrócił na dłużej do domu rodzinnego nie interesował się zbytnio całą sytuacją jaka miała miejsce w Londynie i ogólnie w Anglii. Robił to z czystego lenistwa i niechęci do polityki. Kiedy wrócił na chwilę by uczestniczyć w ślubie Macmillana wiedział, że zaraz znów jedzie w dzikie lasy. Hal opowiadał co się dzieje, ale widząc, że brat myślami jest już w kolejnej podróży nie zagłębiał się w temat. Herbert był ignorantem i ostatnio było mu z tym dobrze, choć wiedział, że nie jest do odpowiedzialne zachowanie z jego strony. Ostatnio kiedy wrócił zorientował się, ze koledzy z szkolnej ławy są na listach gończych, a w domu jednego pracuje jego starszy brat. Zrozumiał, że ignorancja już nie może być jego zasłoną dymną. Hal wtedy cierpliwie opowiedział co się działo w kraju przez ostatnie miesiące, wspominał o trudnościach jakie to nastręcza i wysłał młodszego brata aby zarejestrował różdżkę gdyż byli pół krwi, a to już mogło być zbrodnia samą w sobie. Gdyby jeszcze mieli nazwisko czarodziejskie byłoby im łatwiej, ale nosili nazwisko mugolskie i za to można było trafić na stryczek. Podróżnik z przerażeniem czytał ostatnie wydania gazet, słuchał opowieści brata, a chęć ucieczki do tropików rosła z każdym słowem. Musiał jednak zostać. A jednocześnie musiał oddzielić wrogów od przyjaciół. Jednego był pewien, nie będzie przyjacielem tych, którzy szkalują innych ze względu na pochodzenie.
-Poczekaj aż opalenizna zejdzie i znów będę wydawał się chudziną – zaśmiał się  dotykając nieogolonego policzka. Dziwnie się czuł bez różdżki u boku, ale miał zamiar znowu się udać do Komisji i dopominać się jej zwrotu. Jak na Puchona była bardzo nierozważny i lekkomyślny czasami.
-Życie małżeńskie chyba ci służy, czyżby ci się przybrało? – Zażartował jeszcze widząc, że Macmillan omija kwestię polityki, może to i lepiej. Przy pierwszym spotkaniu lepiej iść ostrożna ścieżką. Wskazał na butelkę, którą przyniósł.
-Indianie piją z drewnianych lub glinianych naczyń. – Odpowiedział na pytanie czarodzieja, a zapach jaki poczuł Anthony był dość słodkawy, ale przebijała się przez niego woń mocnego alkoholu. – Jednak z każdego naczynia smakuje tak samo. Dość mocne. Maniok to fascynująca roślina. Surowa jest trująca, tak samo jej liście. Właściwości trujące giną po wymoczeniu w wodzie przez 24 godziny czy odpowiednim wypłukaniu, ugotowaniu, upieczeniu lub wysuszeniu.
Podążył wzrokiem za Macmillanem, który zaczął szukać informacji wśród książek jakie jego rodzina zgromadziła.
-Można powiedzieć, że to nasz ziemniak i ma zastosowanie praktycznie wszystko: nasiona, liście i bulwy. – Kontynuował swój wywód Grey.- Jadłem już potrawki z manioku, maniok pieczony w przyprawach i teraz to. Z odmiany słodkiej robiony jest ten trunek… jedna jeszcze się nie dowiedziałem jak.
Była to tylko kwestia czasu. Tak jak wszystko inne, powoli dowiadywał się kolejnych nowinek i informacji, a wszystko skrzętnie zapisywał w pamiętnikach. Pociągnął kolejny łyk bursztynowego płynu ze szklanki.
-Żują też liście na surowo, ale w małych ilościach, działa jak narkotyk i pod jego wpływem odprawiają swoje rytuały. – Indianie Ameryki Południowej byli fascynujący, dzielili się na wiele plemion, a każde ze swoimi zwyczajami i rytuałami. Wyczuwał w nich pierwotną magię, taka której już nie ma w Anglii. Wręcz obezwładniającą dla tych, którzy byli na nią wrażliwsi. Jeden szaman zorientował się że Grey czuje siłę natury jak nazywali magię i o tego dnia Grey nosi na ramieniu tatuaż szamański.
Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

Zaśmiał się głośno. Nie sądził, żeby Herbert znowu stał się „chudziną”. Nie wyglądał na takiego w oczach Anthony’ego. Jeżeli było to jakkolwiek możliwe, Grey powinien starać się utrzymać swój tymczasowy wygląd. Opalenizna mu służyła i podpowiadała, że nie był nudnym czarodziejem; że na pewno miał całą masę ciekawych opowieści. No i jeżeli mieli trzymać się tematu wagi – na pewno nie miał takich skłonności do alkoholu, co sam Macmillan, żeby się zapuścić i nagle schudnąć lub odwrotnie.
Anthony natomiast… chyba rzeczywiście odrobinę przytył. Tak mogło się wydawać, choć równie dobrze mogło to być złudzenie. Może rzeczywiście była to ręka Rii… albo tak właściwie służby i domowego skrzata. Choć teściowa potrafiła przygotować najlepszy na świecie rosół… Lepiej, żeby była to ta opcja niż skutki alkoholu. A musiał przyznać, że rzeczywiście małżeństwo mu służyło i to nie tylko jeżeli chodziło o wygląd. Po tych kilkunastu mrocznych latach mógł w końcu odetchnąć, nawet pomimo wojennej atmosfery wokół. Nie przypominał jednak dawnego siebie, z czasów szkolny. Kogoś, kto w czasach szkolnych był w stanie ćwiczyć całe rano, byle tylko osiągnąć jak najlepsze wyniki na boisku.
Nie mam pojęcia – odpowiedział mu, zerkając i chwytając się za swój brzuch. Na pewno nie czuł się obrażony pytaniem, co było widać po jego szerokim uśmiechu.
Z ciekawością zaczął słuchać o indiańskim sposobie picia. Żałował jedynie, że jego dziennik znajdował się właśnie na piętrze. Tyle mógłby teraz zapisać! Pozostało mu jedynie wszystko dokładnie zapamiętać lub poprosić Greya o późniejsze spisanie własnych spostrzeżeń. Drewniane lub gliniane naczynia byłyby ciekawym pomysłem na podanie innych alkoholi. A i ta roślina, o której mówił Herbert była całkiem interesująca, choć nie ze względu na właściwości trujące. Ciekawe jak smakowała po upieczeniu. Czy rzeczywiście była jak ziemniak?
Czekaj, mugole ją hodują? – Zapytał z wyraźnym zainteresowaniem. Nie określili tego dokładnie. Niemagiczni byli niemal jak druga, a właściwie trzecia pasja Anthony’ego, zaraz po Quidditchu i alkoholach. – Rzeczywiście smakuje jak ziemniak? – Dopytywał dalej, mając na myśli maniok. Chciał dowiedzieć się jak najwięcej. – To może spróbujmy tego cuda? – Spojrzał natychmiast na buteleczkę-prezent. Nie wypadałoby zachować alkoholu tylko dla siebie. – Pryncypałku! – Zawołał natychmiast głośno. – Zobacz, czy mamy jakieś gliniane naczynia do alkoholi, jeżeli tak to przynieś. Jeżeli nie ma, przynieś zwykłe kieliszki.
Nie rozumiał, dlaczego ktoś chciałby się narkotyzować, ale najwyraźniej każdy miał jakiś sposób na spędzenie wolnego czasu, nawet Indianie z Ameryki Południowej. Nie mniej, przytaknął na słowa Greya. Zaczął mu nawet zazdrościć podróży poza Europę.
Żułeś? – Zapytał z ciekawości. Bez względu na odpowiedź nie zamierzał oceniać Puchona. – W ogóle… jak oni żyją, ci Indianie? – Jego podróże, w przeciwieństwie do Herberta, były całkiem… „lokalne” i jak gdyby zwyczajnie w porównaniu do jego. Obejmowały tylko i wyłącznie Europę Wschodnią. To nie było zbyt daleko, a i obyczaje, choć inne od angielskich, były mimo wszystko bardziej „tutejsze”.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka - Page 5 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Czasami zastanawiał się czy życie małżeńskie zmieniłoby jego. Czy dla połowicy byłby skłonny porzucić swoje podróże i życie jakie wiódł do tej pory? Nie znał odpowiedzi na to pytanie i być może nigdy nie pozna. Do życia rodzinnego bardziej nadawał się jego starszy brat niż on. Choć matka zawsze powtarzała, że to zależy od osoby. Ojciec przecież odciął się od swojej mugolskiej rodziny byle chronić Hattie i synów. Czy syn Williama byłby zdolny do takiego poświęcenia? Zerknął z zaciekawieniem na Macmillana, który właśnie łapał się za brzuch sprawdzając czy coś mu się rzeczywiście przybrało. Herbert pokręcił z rozbawieniem głową.
-Czy mugole znają maniok, nie wiem – przyznał otwarcie. - Ciężko zresztą mówić o mugolach w kwestii Indian z Ameryki Południowej.
Kontynuował Herbert chętnie odpowiadając na pytania czarodzieja i zakręcił delikatnie szklanicą, w której był trunek Macmillanów. Upił łyk czując lekki posmak po beczkach sherry, w których była trzymana duma Anthonego.
-Tak, smakuje jak ziemniak – pokiwał głową. - Poza tym żywią się również słodkimi bananami.
Na pytanie o żucie liści manioku Grey jedynie się uśmiechnął, a ten wyraz twarzy mógł być zarówno zaprzeczeniem jak i przytaknięciem. Uznał jednak, że na razie lepiej na to pytanie nie odpowiadać. Za to na kolejne chętnie udzielił odpowiedzi. Lubił dzielić się tym co zobaczył w czasie swoich podróży. Ta wiedza może im się kiedyś przydać. Podszedł do fotela, na którym usiadł i poczekał aż Macmillan zawoła Pryncypałka, a kiedy na stoliku pojawiły się odpowiednie naczynia rozlał po trunku z manioku.
-Twoje zdrowie – uniósł naczynie do góry i upił łyk. Napój był na początku słodkawy, a dopiero po chwili czuło się jego moc, która rozlewała się po języku i gardle, zostawiając na koniec lekko cierpki posmak. Iście egzotyczna kombinacja.
-Byłem raz u plemienia, które żyje na pograniczu Peru i Brazylii. Matses – lud niezwykle wojowniczy i groźny. Zwą się plemieniem jaguara. Na twarzach mają tatuaże, które imitują paszczę lamparta. Do tego mają wbite w nos i wargi patyczki, która są wąsami jaguara. Nie jest to ku upiększaniu ciała, ale odstraszaniu wroga – snuł swoją opowieść Herbert dokładnie pokazując gdzie znajdują się tatuaże oraz owe wąsy. Widać było w niebieskich oczach fascynację i oczarowanie tym co widział. - Golą włosy na całej głowie i noszą przepaski na biodrach zrobione z liści bananowca. Jest to lud wędrowny więc często porywają kobiety z innych plemion, jak również dzieci i wychowują jak swoje.
Upił kolejny łyk trunku z manioku, a do nosa dotarł słodkawy zapach, który przypomniał mu miesiące spędzone w Amazonii. Spojrzał na Macmillana czy ten jednak nie jest znudzony jego opowieścią. Czasami Grey się zapędzał i mówił za dużo.
-Budują domy na palach, by uchronić się przed błotem i węzami, a dżungla jest ich spiżarnią oraz placem budowy. Znajdują tam wszystko co potrzebują do zbudowania domu. Siedzą w jednym miejscu przez rok może dwa, po czym odchodzą. Nie znają poczucia czasu. Nie mają pór roku, ale mają coś takiego jak energia ziemi. Czysta, pierwotna magia, którą posługują się szamani. Wybrani, tak ich nazywają.
Pamiętał jak się bał kiedy dotarł do tego plemienia. Był święcie przekonany, że nie wyjdzie z tego spotkania żywy. Matses nie należeli do tych, którzy pozwalają aby ktoś wszedł na ich teren. Zresztą, mało było o nich wiadomo, ponieważ tylko nieliczni przeżyli spotkanie z nimi. Plemię było niczym oswojony jaguar w cyrku. Przybysz był niczym opiekun cyrkowy, jaguara robi to co on chce, ale wystarczy nadepnąć na ogon i treser wychodzi z cyrku bez głowy.
Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

Życie małżeńskie na pewno zmieniło Anthony’ego. Choć nie tak mocno, jak to straszyli inni przed ślubem. Dlaczego ludzie opowiadali takie głupoty – nie wiedział. Coś się jednak zmieniło. Był bardziej świadomy swoich uczynków. W obecnej sytuacji musiał zająć się także swoją drugą połówką. Wszystko im zagrażało, więc i Macmillan musiał być wyczulony na każdy szczegół. Małżeństwo nie wykluczało podróży, o nie, nie... tylko ta wojna… eh! Wojna zupełnie je ograniczała! Przeklęty Malfoy i ten niby lord!
Była też jeszcze jedna rzecz, która zmieniła się po ślubie. Każda (no może prawie każda) małżonka uważała na to, żeby mąż się nie przepił. A że Anthony miał swój problem… starał się stopniowo ograniczać ilość wypitych szklanek… Czasem zupełnie mu to nie wychodziło i zwyczajnie chował się po piwnicy z butelką whisky. Towarzystwo Herberta było idealną wymówką, żeby się napić i to bez krycia! No bo z kolegą ze szkolnych czasów by się nie napił? Z gościem na własnym weselu? Przyjmować tak Puchona z pustymi rękoma?
Och – westchnął zaskoczony. Znaczy, że czarodzieje korzystali z tej rośliny! Ciekawe! Naprawdę niewiele o niej słyszał! Kartkował jeden z wielkich tomiszczy zielarstwa, żeby odnaleźć choćby jedną skąpą informację. Nie musiał czytać tego teraz, od razu, ale chciał przynajmniej zaznaczyć odpowiednią stronę i sprawdzić ją później. Gdyby nie zrobił tego teraz, to pewnie później by zapomniał, szczególnie że nie miał przy sobie swojego dziennika. – Naprawdę? Czyli ten alkohol to taki trochę… bimber? – Zapytał nieśmiało. Nie chciał obrażać Indian, a nie wiedział czy mógł użyć także takiego porównania.
Maniok musiał być ciekawą rośliną… biorąc pod uwagę i właściwości trujące, ale to że dało się z niego zrobić i obiad, i alkohol. Ciekawe! I o! Znalazł jeden wpis! Księgę odstawił na biurko i zaznaczył odpowiednią stronę.
I tylko tym? – Dopytał, nie będąc pewnym czy dieta Indian kończy się na tych dwóch składnikach. A na pewno nie kończyła, ale Macmillan czasami brał słowa zbyt dosłownie.
Na swoje poprzednie pytanie nie otrzymał odpowiedzi. To jest, właściwe otrzymał, w postaci tajemniczego uśmiechu. Ale co on znaczył? Mógł wszystko! Dosłownie wszystko! Od „tak” do „nie”.
Zdrowie – stwierdził, że nie było sensu dopytywać go o to czy się narkotyzował, czy nie. Jeżeli tak, to jego sprawa, jeżeli nie to jeszcze lepiej. Przyjrzał się uważnie, raz jeszcze, nowemu alkoholowi, a potem pociągnął jednym łykiem całą zawartość naczynia. Zamlaskał cicho, chcąc odczuć jak najwięcej smaku. Nie był zły, nie był zły, dość słodki i inny od whisky… Dopiero po chwili odczuł siłę nowej zdobyczy. Odchrząknał, próbując powstrzymać kaszel. Nie spodziewał się takiego efektu!
Skupił się na opowieści Herberta. Gdyby tylko sam mógł tam pojechać! Tylko nie mógł, ze względu na sprawę Zakonu i to, że powinien bronić własnej żony. Chętnie jednak przeżyłby taką przygodę wśród plemienia. Jeżeli byli tak wojowniczy, jak opisywał to Grey – podróż byłaby ciekawsza! Musieli wyglądać naprawdę groźne z tymi wszystkimi elementami, które przedstawił mu czarodziej. Tatuowanie twarzy wymagało sporej odwagi! Nie mówiąc o przebijaniu warg!
Pewnie mają całą masę wrogów, zupełnie jak my – zaśmiał się porównując sytuację Indian z sytuacją Macmillanów, jednego z najbardziej znienawidzonych rodów w Anglii w obecnych czasach. – Nie mają żadnej szaty? – Zapytał zaskoczony kolejnym szczegółem z wyglądu ludzi Ameryki.
Z drobnym przerażeniem w oczach spojrzał na towarzysza, kiedy wspomniał o porywaniu. Naprawdę tak robili? W głowie szlachcica z Puddlemere ciężko było wyobrazić sobie taką sytuację w Anglii. Choć… często wspominano wśród Macmillanów o tego typu tradycji, ale przed ślubem, to jest o porwaniu panny młodej. Nikt z tego nie korzystał w obecnych czasach, jak mu się zdawało. Zaskoczenie szybko minęło, kiedy czarodziej zaczął opowiadać o domach na palach. Życie w dżungli musiało być piekielnie trudne. Ciągła wędrówka na pewno była wyczerpująca. Ech, jednak bardziej odpowiadało mu życie tutaj i podróżowanie po Europie Wschodniej. Choć… może jednak odważyłby się kiedyś na podobną wędrówkę do Ameryki? Dla alkoholowego imperium Macmillanów, rzecz jasna!
Ech, ile bym dał, żebym sam nie posiadał poczucia czasu – westchnął ciężko i zapatrzył się na chwilę w swoją szklankę. – Co z tą energią ziemi? Jak rzucają czary?


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka - Page 5 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Szklaneczki czegoś dobrego nigdy nie odmawiał, a to mogło skończyć się źle dla jego wątroby. Cóż jednak poradzić? Przecież dawnemu kumplowi nie mógł odmówić napicia się. Byłoby to bardzo nieuprzejme z jego strony, wręcz grubiańskie.  Zwłaszcza takiemu koneserowi jak Macmillan. Matka by się ze wstydu spaliła. Wobec tego sączył trunek z manioku i snuł swoje opowieści niczym wytrwany gawędziarz przy ognisku. Widział jak ten wertuje książki szukając odpowiedniego rozdziału i sam był ciekawy czy zapisano w niej to co sam o niej wiedział. Być może będzie mógł napisać coś więcej jak lepiej pozna tą roślinę. Chociaż i tak miała wiele zastosowań.
-Tak, swego rodzaju bimber – zgodził się z czarodziejem i zakręcił szklaneczką, a gdy usłyszał kolejne pytanie pokręcił głową. - Jak wspomniałem cała dżungla jest ich spiżarnią, ale głównie ich dieta składa się z manioku i bananów. Są to rośliny im znane i bezpieczne dla ich żołądka. Dość uboga, przyznaję, ale jakoś dają radę. Jeszcze nie udało mi się za dobrze poznać mieszkańców Amazonii.
Zapewne przez wiele lat jeszcze nie będzie mu dane mówić, że wie wszystko o Indianach, ale nie stanowiło to dla niego problemu. Chciał wrócić do Ameryki Południowej i badać dalej wspaniałe rośliny jakie mieli, poznawać mieszkańców dżungli. Na szczęście mieli w Dorset szklarnię, w której hodowali te rośliny. Namiastka lasów deszczowych pojawiła się w pochmurnej Anglii. Siedząc założył nogę na nogę i podrapał się po policzku w zamyśleniu. Przez chwilę milczał zastanawiając się nad czymś.
-Mieli licznych wrogów – powiedział po chwili. - Wyrobili sobie opinię niebezpiecznych, takich z którymi nie warto zadzierać.
Zerknął na kumpla z ukosa. Mogli tu rozmawiać o Indianach, o trunkach przez nich wytwarzanych, ale  wojna nadal trwała. Tylko oni postanowili na chwilę o niej zapomnieć. Upił kolejny łyk.
-Sącz powoli, wtedy aż tak szybko nie uderzy do głowy – Dodał jeszcze widząc minę Macmillana kiedy upił trunku. -Gorzej z nogami.
Zaśmiał się cicho przypominając sobie jak sam się załatwił alkoholem od plemienia jaguara kiedy go nim poczęstowali.
-Nie, nie mają żadnych szat. Nie znają naszych ubrań. Byłem przez jakiś czas główna atrakcja w ich wiosce. Takiego dziwoląga jeszcze nie widzieli. - Rozłożył dłonie jakby chciał się zaprezentować w pełnej krasie. Zdawał sobie sprawę, że wiele ryzykował udając się na takie wyprawy samotnie. Mógł zginąć i nikt z rodziny by nawet się o tym nie dowiedział. Nie wróciłby do domu i ani matka ani Hal nie wiedzieliby co się z nim stało. Podróżowanie było silniejsze od niego. Niczym narkotyk. Trudno było rzucić taki nałóg.
-Używają rytuałów. Rysują znaki na ziemi, kamieniach. Wykorzystują siłę żywiołów. - Grey pochylił się do przodu opierając łokcie na udach. - Kiedy tam byłem, poczułem jak cały świat wokół mnie wibruje, jak otacza mnie potężna siła, której nie potrafiłbym okiełznać. Nie mają różdżek tak jak my. A właśnie, a propo różdżek orientujesz się jak długo Komisja może taką przetrzymywać?
Drażnił go fakt, że nie miał swojej różdżki. Czuł się jak bez ręki, a jednocześnie bezbronny. Pięści przeciwko magii nie wiele mogły zdziałać.
Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

Gdyby martwił się o swoją wątrobę tak, jak to robił Herbert… prawdopodobnie już dawno znalazłby się na łóżku w gabinecie samego lorda nestora Archibalda Prewetta. Albo na stole jakiegokolwiek magimedyka zajmującego się zatruciami lub wątrobą, oczywiście o ile ten nie zamierzał go zabić. Właściwie, o ile dobrze pamiętał, raz chyba napomniał swojemu kumowi i przyjacielowi, że wątroba coś go mało pobolewała. Nie pamiętał jednak reakcji lorda Prewetta, a i coś mu świtało, że potem udawał, że tak właściwie żartował i że wątroba wcale go nie pobolewała. Co oczywiście było nieprawdą, miewał z nią drobne problemy, ale na całe szczęście niezbyt częste. No, ale jak miał nie pić w obecnej sytuacji?
Przy odrobinie procentów każda historia brzmiała lepiej i ciekawej. A i świat wydawał się przyjemniejszy. Grey z kolei wykazał się swoimi umiejętnościami opowieści już na trzeźwo, więc strach było pomyśleć jak cała historia miała się toczyć po pijaku. To mogło doprowadzić do całej masy pytań ze strony Macmillana. Zupełnie tak, jak gdyby Anthony miał wrócić do dziecięcego wieku i fascynacji wszystkim, co zostało mu opowiedziane.
To znaczy, że nie mają żadnych innych warzyw lub owoców? Nic? Tylko to? – Dopytywał, nie potrafiąc uwierzyć w to, co czuł z ust Puchona. Naprawdę żywili się przy pomocy tylko tych dwóch składników? To przecież musiała być katorga dla tych ludzi! A może to tyko to plemię tak się zachowywało? W końcu Herbert mówił o tym, że nie zdołał jeszcze dobrze poznać mieszkańców Amazonii. Czy jak już to było?
W głowie Anthony’ego natychmiast pojawiło się inne spostrzeżenie. Bracia Grey byli znani ze swojego zainteresowania roślinami.
Zdołałeś sprowadzić jakieś inne rośliny z Ameryki? Są one bezpieczne dla tych naszych? – No bo czy te gatunki byłyby w stanie zniszczyć tutejsze? Nie był pewien, ale pewnie pierwsze co by zrobił przy sadzeniu nowych okazów, byłoby sprawdzenie czy nie zagrażają wszystkim kwiatom ciotek i własnej matki.
Z jeszcze większym zainteresowaniem słuchał o kolejnych potwierdzeniach dotyczących tego, że nie tylko Macmillanowie mieli całą hordę wrogów. Gdyby tylko i teraz mogli dokonać tego, żeby niewiele rodów chciało z nimi zadzierać! Ech! Gdyby tylko było to możliwe! Te czasy zapewne minęły, na nieszczęście!
Kiwnął głową, chcąc stosować się do zaleceń przyjaciela. Na tę chwilę był dla niego skarbnicą wiedzy. Macmillan sączył więc alkohol powoli, co by to jego nogi wytrzymały całą tę rozmowę. Głupio by było, gdyby taki alkoholik jak Anthony został pokonany przez bimber z Ameryki! Oj głupio!
Ciekawe. W ogóle się nie wstydzą golizny? – Pytał dalej z wyraźnym niedowierzaniem. Naprawdę nie potrafił zrozumieć jak mogli chodzić bez ubrania. Choćby jakiś szortów i niezbyt eleganckiej koszuli z krótkim rękawkiem.
Ich magia wydawała się tym ciekawsza. Prosta, ale tajemnicza. Nie dziwił się, że Herbert opowiadał o tym wszystkim z takim zainteresowaniem. Magia bez różdżek! Musieli być mimo wszystko potężni! I to właśnie różdżki sprawiły, że spochmurniał. Westchnął ciężko. Oj, Grey! Jak dałeś się wrobić!
Nie rejestrowałbym różdżki na twoim miejscu. Ministerstwo nie jest już Ministerstwem, tylko siedziskiem żmij gotowych wybić tobie całą rodzinę, jeżeli się z nimi nie zgadzasz – wyznał. Czuć było w jego tonie, że spoważniał. – Strach pomyśleć co robią z tymi różdżkami.
Nie chciał go straszyć, ale jedynie ostrzec, żeby tego nie robił. Tak by było dla niego bezpiecznej. Chyba, że już to zrobił. Wtedy nic nie mógł poradzić na decyzję dawnego przyjaciela.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka - Page 5 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Pozwolić Greyowi mówić o podróżach, to jak otworzyć Puszkę Pandory. Podróżnik mógł opowiadać i opowiadać, ponieważ wiele widział i chętnie się dzielił swoją wiedzą oraz anegdotami. Jeżeli będą tak sączyć trunki, to raczej o własnych siłach Herbert domu Macmillanów nie opuści. Indianie Ameryki zaś mocno go fascynowali więc poznawanie ich sekretów było dla niego jak odpakowywanie pudełka czekoladek. Anthony zaś jedynie podsycał żar pod opowieści swoimi pytaniami i dociekliwością.
-Ich dieta głównie się z tego składa. Reszta to dodatki, które jadają od czasu do czasu, ale ich organizmy są do tego przystosowane. - Zapewnił go Grey i upił kolejny łyk trunku. Słodycz mieszała się z ostrością napitku tworząc ciekawe połączenie ale również harmonię, której mało kto się spodziewa przy takim zestawieniu.
-Sprowadziłem odmianę orchidei, która należy do roślin rosnących na innych, najczęściej na drzewach. Posiada duże barwne kwiaty, które mogą mierzyć nawet 25 cm średnicy. - Odpowiedział Herbert na kolejne pytanie, a gestykulacją chciał pokazać jak mniej więcej duże są kielichy tejże rośliny. - Niektóre pachną intensywnie i niezwykle mocno. Jeszcze nie odkryłem jej właściwości, ale Indianie pokazywali mi jak nacierali się jakimś olejkiem wytworzonym z tych kwiatów. Będę musiał to przebadać.
Upił kolejny łyk trunku i pokręcił głową.
-Nie, ta konkretna roślina nie zagraża naszym, ale z Halem na wszelki wypadek jakiś czas temu stworzyliśmy w naszej szklarni osobne skrzydło dla roślin tropikalnych. Będę mógł na spokojnie zająć się ich badaniem.
Byli wraz z bratem dumni ze swojej szklarni. Powstała kilka lat i nadal się powiększała, a Hal wciąż odnajdywał nowe miejsca dla kolejnych roślin. Teraz musieli skupić się na systemie nawadniającym część tropikalną, gdyż tam musiały panować inne warunki aby rośliny dobrze się rozwijały. Całe szczęście wiedza z transmutacji może okazać się całkiem przydatna przy przerabianiu rur i zaworów. Bracia Grey nie mieli żadnych problemów z tym aby korzystać z osiągnięć techniki mugolskiej. Herbert uważał, że osoby nie magiczne były niezwykle kreatywne. Nie mieli magii, która rozwiązywała wiele problemów, a i tak osiągali to samo co czarodzieje magią. Pytanie nasuwa się samo, kto zatem jest sprytniejszy?
-W tropikach jednak najwięcej jest drzew. - Dodał jeszcze podróżnik. - W piętrze gęsto rosnących koron drzew napotkasz mahoniowce, których drewno należy do bardzo cennych ze względu na twardość, trwałość i piękny kolor. Wśród wysokich drzew jest także wiele palm. W średnim piętrze rosną figowce dostarczające owoce jadalne, kakaowce, których nasiona mogą być stosowane do wyrobu kakao i czekolady oraz gatunki, których twarde i ciężkie drewno, zwane hebanem, jest stosowane do wyrobu mebli lub wyrobów artystycznych. Niektóre rośliny zielne rozmiarami i kształtem przypominają drzewa, jak np. paprocie drzewiaste i bananowce. I wiem zaraz o co zapytasz.
Spojrzał na znajomego z rozbawieniem w niebieskich oczach.
-Czy Indianie jedzą figowce, kakaowce? Owszem, jedzą, ale w mniejszej ilości, ponieważ rosną dość wysoko i trzeba się natrudzić aby je zdobyć, a jednocześnie zapuszczanie się w głąb dżungli jest dość niebezpieczne.
Ponownie usiadł wygodniej w fotelu licząc na to, że będąc zaprawiony w bojach w piciu manioku trunek nie pokona także jego.
-Nie, nie wstydzą się. Nie mają pojęcia golizny w naszym rozumieniu. Nie wiedzą co to wstyd, bo nikt im nie powiedział, że to coś wstydliwego. Moglibyśmy się wiele nauczyć od Indian. - Powiedział z pełnym przekonaniem w głosie podróżnik, zdając sobie sprawę, że jego poglądy mogą być dość kontrowersyjne. Podobnie jak Indianie patrzyli na Greya, tak on teraz patrzył na to co się dzieje w kraju.
-Za późno, jestem aktualnie bez różdżki - rozłożył bezradnie dłonie. - Została mi zabrana i nie mogę się doprosić aby mi ją oddano. Teoretycznie mam ją otrzymać 16 lipca.
Spochmurniał wypowiadając tego słowa. Bez różdżki czuł się jak bez ręki. Przyzwyczaił się, że jest zawsze obok, idealnie pasująca do jego ręki niezależnie od tego ile miał lat.
-Zrobiłem to ze strachu, przyznaję. Bywam w Londynie i nie wiem jakbym się wytłumaczył z posiadania różdżki, która nie jest zarejestrowana.
Przyznał otwarcie, ponieważ dopiero co wrócił do Anglii, więc wolał się stosować do zaleceń. Nie wiedział co przyniesie przyszłość. Nie miał pojęcia, co może się wydarzyć za dwa miesiące.
Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

Anthony nie miał nic przeciwko otwieraniu tego typu Puszek Pandory. Właściwie opowiadania Greya ciężko było nazwać uwalniającym się (dla blondyna) nieszczęściem. Macmillan słuchał z wielką uwagą każdego słowa swojego towarzysza. Uwielbiał podróże i własne, i cudze. W głowie sam zaczął już marzyć, a może i nawet planować potencjalną podróż w podobne krainy. Oczywiście, o ile wojna skończyłaby się szybko. Na tę chwilę zapewne nie był w stanie wyjechać nigdzie. Głównie z powodu rozpowszechnionych listów gończych.
Zadziwiające! – Niemal zakrzyknął, nie mogąc uwierzyć w tak ubogą dietę! Owszem, wojna przynosiła problemy z dostawą i coraz rzadziej widział niektóre owoce, ale wciąż nie ograniczało się to do dwóch-trzech tych samych owoców lub warzyw! – Musisz mi je kiedyś pokazać, sam chętnie chciałbym mieć orchidee! – oświadczył z szerokim uśmiechem na twarzy. Właściwie zazdrościł Greyowi tego, że był w stanie sprowadzić tego typu rośliny.
Myślał też o innych. Ria i jego matka ucieszyłyby się z nowej rośliny, a i ogród byłby piękniejszy. Pod warunkiem, że te kwiaty naprawdę intensywnie i ładnie pachniały! Tym bardziej był zainteresowany, kiedy usłyszał, że roślina nie zagrażała innym. Gdyby jeszcze orchidee miały jakieś właściwości lecznicze! To by było coś!
Gdybyś dowiedział się o nich czegoś więcej, daj mi znać – poprosił, mając nadzieję, że Herbert nie zamierzał o nim zapomnieć po kilku dniach.
Słysząc kolejne ciekawostki z zakresu botaniki natychmiast poprawił się na fotelu. Już pierwsza informacja sprawiła, że zaczął myśleć o tym jak nawiązać kontakt z ludźmi z Ameryki Południowej. Mahoniowiec przydałby się przy produkcji beczek. Kakao i czekolada niezbyt go interesowała, bo nie dało się ich wykorzystać przy whisky… a przynajmniej nie do przechowywania. Choć i słodkości dałoby się wykorzystać do produkcji alkoholu. Z ogromnym zainteresowaniem spoglądał na Puchona i nie przerywał mu w swoim wywodzie.
A znasz kogoś kto mógłby dla nas załatwić drewno na beczki do ognistej? – Zapytał otwarcie i bez skrupułów. Byłby wdzięczny, gdyby czarodziej byłby w stanie skontaktować go z taką osobą.
Wciąż też był pod wrażeniem tego, że Indianie nie wstydzili się swojej golizny; że nie wiedzieli czym był wstyd. Macmillan spaliłby się ze wstydu gdyby znalazł się na ich miejscu. Być może była to wina lub zasługa jego matki. Nie mniej, nie oceniał Indian negatywnie. Nawet im zazdrościł tej wolności. Przytaknął Herbertowi skinieniem głowy.
Informacja o tym, że już oddał różdżkę sprawiła, że Macmillan westchnął ciężko i odłożył na chwilę alkohol. Martwił się o Greya. Gdyby tylko mógł się cofnąć w czasie, żeby go przed tym powstrzymać.
Rozumiem, ale uważaj na siebie – poprosił. – Londyn nie jest bezpiecznym miejscem. Bez względu na to czy masz zarejestrowaną różdżkę, czy nie – dodał, ale nie po to, żeby go wystraszyć. Chciał, żeby zachował szczególną ostrożność w stolicy. – W każdym razie, nie mów Komisji, że mnie odwiedzałeś, bo nigdy tej różdżki tobie nie zwrócą – zaśmiał się.
Rozmawiali i pili jeszcze długo. Macmillan z kolei wielokrotnie podkreślał, że gdyby Grey czegokolwiek potrzebował, to Puddlemere stało przed nim otworem. Butelka z alkoholem z manioku trafiła ostatecznie na odpowiednią półkę w salonie, z nadzieją, że zostanie wykorzystana przy innej okazji.

|zt x2, chyba że Herbert zdecyduje się coś dodać


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka - Page 5 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

| 20.10

Czas mijał niestrudzenie, ciągnąc dzień za dniem i godzinę za godziną. Za każdym razem Ria martwiła się tak samo - o rodzinę, przyjaciół, ofiary bezsensownej, ale krwawej wojny. Gdzieś wewnętrznie umierała cząstka niej, choć nie zamierzała się poddawać. Niestety, rzeczywistość zwykle rozbijała liche mrzonki wyobrażeń, ponieważ to, co ulegało zmianom, to kondycja oraz stan zdrowia czarownicy. Dziecko rosło pod sercem i ani zamierzało przestać; to dobrze. Jednak coraz ciężej maskowała wypukły brzuch, sukienki sprzed tygodni przestawały pasować, natomiast sama kobieta nabierała na pulchności. Pomimo braków w dostawach pożywienia niczego jej nie brakowało - starała racjonalnie podchodzić do zapasów jedzenia, ale zdarzało się, że głód okazywał się nie do zniesienia i nie miała wyboru, musiała sięgnąć po jedną kanapkę więcej. No, może kilka. Nie, nie kilkanaście, jeszcze nie doszła do takiego stanu - i żyła nadzieją, że do takiego stanu nie dojdzie. Coraz mocniej martwiła się zmianami w figurze, wydawały się nienaturalne; zapytany o poradę uzdrowiciel odpowiedział jej, że istniało podejrzenie ciąży mnogiej. Blady strach padł na rudowłosą, przecież to zmieniało zbyt wiele. Musieli zmagać się z problemami we dwoje, następnie we troje, a teraz… mogło być tak, że obowiązków wręcz przybyło? Teraz, pośrodku panującego na zewnątrz koszmaru? Wzdrygnęła się, nie chcąc wierzyć w diagnozę - i postanawiając nie informować o tym nikogo. Wolała nie dostarczać dodatkowych trosk najbliższym, mieli ich już dostatecznie wiele i bez tego. Postanowiła więcej nie wracać do niewygodnego tematu, choć ten niekiedy przewijał się przez myśli. Dostała przykaz możliwie jak najmniejszej ilości stresów, nie powinna więc przejmować się osądem medyka. Mógł pomylić się, a jeśli nie… to i z taką przeciwnością losu poradzą sobie wspólnie, prawda?
Trzymała się tej wiary kurczowo, żeby płynnie przejść z tematu macierzyństwa do innych, ważnych spraw. Rię męczył fakt, że została otoczona luksusami oraz bezpiecznymi murami, gdy reszta społeczeństwa walczyła o przetrwanie. Zapragnęła coś z tym zrobić i choć ze względu na swój stan nie mogła walczyć, to miała środki do zapewnienia pomocy w inny sposób. Jednak najpierw musiała porozmawiać o tym z mężem.
Szukała go dzisiejszego poranka; nie znalazłszy go nigdzie uznała, że widocznie robił coś niezwykle ważnego. Dopiero późnym popołudniem otrzymała informację, że Tony znajdował się w bibliotece, dlatego to tam skierowała swoje kroki. Dobrze, że przed ciążą mogła pochwalić się nienaganną kondycją - w przeciwnym razie cała ta dodatkowa masa przyprawiałaby ją o szybkie zmęczenie. Szczególnie podczas błądzenia po masie wąskich korytarzy. Szczęśliwie dotarła wreszcie na miejsce.
Zapukała ostrożnie do drzwi, nim możliwie cicho wślizgnęła się do środka; pomieszczenie należało do obszernych, czarownica nie miała pewności czy została w ogóle usłyszana. Nie mniej nie zamierzała czekać ani na przyzwolenie, ani na odzew. Zwyczajnie zbliżyła się do miejsca w jakim znajdowało się biurko. To przy nim siedział, zamyślony. Rudzielec uśmiechnął się promiennie. - To miejsce przywołuje masę przyjemnych wspomnień. - Przerwała ciszę, spojrzeniem ciemnych tęczówek błądząc po stojących pod ścianami meblach. W końcu znalazła się przy mężczyźnie; jedną dłonią przejechała po jego ramieniu, a później usadowiła mu się wygodnie na kolanach. - Też ci się wydaje, jakby te zaręczyny miały miejsce wieki temu? - westchnęła, rękoma obejmując mężowską szyję. - Chciałabym z tobą o czymś porozmawiać, masz chwilę? - spytała, licząc na odpowiedź twierdzącą. Ostatnio nie mieli zbyt wiele okazji do wspólnego spędzania czasu i nawet jeśli jej prośba nie tyczyła się stricte ich życia prywatnego, to każda rozmowa wydawała się na wagę galeonów w tym ciężkim okresie.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley

Powrót do góry Go down

Był zmęczony. Właściwie wydawało się, że ciągle był zmęczony. Nie spał zbyt dobrze od końca maja, a w szczególności od końca czerwca. Ale czy kiedykolwiek przez tych kilkanaście lat spał dobrze? Po ślubie wydawało się, że będzie lepiej. I było. Krótko, na nieszczęście. Zbyt krótko. Wszystko, co było dobre trwało zazwyczaj krótko. Przekonał się o tym zbyt wiele razy. Może to czyniło takie szczęśliwe momenty jeszcze lepszymi. Brak snu wrócił, ale nie był to efekt dawnych koszmarów, choć i te czasami gościły w jego głowie. Teraz jednak była to kwestia tego, że zwyczajnie nie potrafił zasnąć. Zbyt wiele rozmyślał. Z początku walczył z nimi, uważając że nie miał po co rozmyślać nad przyszłością. Potem jednak zwyczajnie się poddał. Siedział albo w łóżku i spoglądał w stronę okna, to w stronę żony, albo popijał i tak już ograniczone racje whisky. Martwił się. Poświęcał się kilku sprawom na raz. Przedsiębiorstwo, Zakon, próba zabezpieczenia własnego hrabstwa. Brakowało mu czasu dla żony, nie mówiąc o samym sobie. Gdzie miał znaleźć czas dla dziecka, gdyby się pojawiło? Gdyby tylko dzień miał więcej godzin. Gdyby tylko mógł wymyślić coś, co by sprawiło, że byłby jednocześnie lepszym mężem, przyszłym ojcem, lordem, Zakonnikiem i wytwórcą alkoholi. Nie było na to sposobu. Zwyczajnie nie było. I może to tak bardzo go denerwowało.
Chciał być lepszy, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę ze swoich słabości i wad. Za dużo pił, zbyt często nie było go w domu. Jak to się stało, że Ria jeszcze od niego nie uciekła – nie wiedział. Najwyraźniej miała ogromną cierpliwość i stalowe nerwy. Była zbyt dobra. Inne żony na pewno by na coś takiego nie pozwoliły. A on? Mógł jedynie próbować zapewnić bezpieczeństwo jej, Virginii, Heathowi i pozostałym… i zwyczajnie walczyć jeszcze mocniej. Ale to i tak zdawało się mu być zbyt małym wyczynem z jego strony. Tylko co miał jeszcze zrobić?
Do biblioteki zakradł się, a właściwie zawlókł, bo potrzebował chwili spokoju, odetchnienia, jakiegoś natchnienia dla własnej duszy. Najpierw kartkował swój dziennik, rozmyślając nad przeszłością. Gdzieś pomiędzy kartkami znalazł jeszcze kilka starych listów ze szkoły z datą sprzed 1945 roku, które najpierw pogorszyły jego nastrój, a potem sprawiły, że poczuł się melancholicznie. Potem postanowił odwrócić swoją uwagę i odnalazł jedną książkę, której nie tknął od kiedy wrócił ze swojej wieloletniej podróży. Gruba, bogato zdobiona książka padła z grubym dźwiękiem na stół, a on wygodnie zasiadł za nim, przechylił tomiszcze ku sobie. Kto znał język i cyrylicę, był w stanie przeczytać „Bracia Karamazow” na grzbiecie i okładce. Zaczął czytać, ale zmęczenie dopadło go po przedstawieniu głównych bohaterów… i zwyczajnie zdrzemnął się, łamiąc swój kręgosłup nad biurkiem. Walczył ze snem jedynie kilka minut, próbując wodzić palcem jednej ręki za kolejnymi zdaniami, a dłonią drugiej podpierając swoją padającą głowę. Na marne. Palec zsuwał się niekontrolowanie w dół, a tekst rozmazywał przed oczami, aż zastąpiły go barwne obrazy nad którymi nie miał kontroli.
Ile tak spał, nie miał pojęcia. Miał wrażenie, że śnił o szkole, jakiś górach i dalekim morzu, ale wszystko było jakby za mgłą i zupełnie niewyraźne. Pukanie do drzwi wybudziło go niczym nagły grom z nieba. Niemal podskoczył, natychmiast łapiąc za swoją różdżkę, a przy tym wykrzywiając się z powodu bólu w karku. Różdzkę odstawił dopiero wtedy, kiedy zauważył rudą czuprynę. Odetchnął z ulgą, ponownie przeklinając się w myślach za swoją paranoję. Wszędzie dostrzegał możliwość ataku, a to już nie było normalne. Uśmiechnął się przyjemnie, wyciągając dłoń w jej stronę i zachęcając do podejścia. Zamiast zamykać się tutaj, powinien spędzić z nią czas. Wtedy na pewno nie zezłościłby się nad listami i na pewno nie zasnąłby nad książką. W międzyczasie próbował odnaleźć tekst, na którym stanął nim zasnął, żeby wiedzieć od jakiego momentu powinien zacząć następnym razem.
Kiedy usiadła na kolanach, nie protestował, jedynie zmusił ją na moment do podskoczenia, żeby wygodniej usadowiła się na jego nogach. Przyjrzał się jej uważnie i poprawił kilka jej kosmyków, żeby nie zasłaniały mu piegowatą twarz. Wspomnienia… szybko zrozumiał o co chodziło. Uśmiechnął się szerzej, bo wspomnienie tamtego dnia wciąż było dla niego żywe. Na pewno wciąż odczuwał niepewność, którą odczuł pytając ją od dłoń. Myślał wtedy, że odmówi albo powie, że to nie jest odpowiedni moment, albo że powie cokolwiek, co byłoby negatywną odpowiedzią. Właściwie… powinien kupić bardziej odpowiedni pierścionek niż ten, który jej podarował. Szafirowy i złoty, najlepiej skromnie zdobiony, ale… nie aż zbyt skromnie. Jego myśli i odczucia skakały od jednej emocji do drugiej, od momentu do momentu. Przymknął oczy, kiedy objęła go wokół szyi. Pokiwał głową, zgadzając się z tym, co powiedziała. Trochę tak było, ale może przez to, że wiele się zdarzyło.
Zawsze mam dla ciebie chwilę – odpowiedział jej spokojnie i otworzył jedno oko, żeby na nią zerknąć. Może odrobinę się obraził za to pytanie, ale nie chciał tego pokazać. No bo jakby mógł jej nie poświęcić odrobiny czasu?
Dopiero po chwili zrozumiał, że może stało się coś ważnego, a on o tym nie wiedział. Chyba nic jej nie było, prawda? Ani dziecku? Natychmiast postanowił uważnie się jej przyjrzeć, jakby badawczo. Nie dostrzegał żadnych zmian. Chyba nie czuła się źle? I nie brakowało jej niczego?
Chyba nic się nie stało? – Zapytał dla pewności. Miał na myśli coś złego. – Czy jednak coś się stało? – Coś, co powinien wiedzieć?


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka - Page 5 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Miała już dość tej całej wojny. Pomijając oczywiste okrucieństwo, śmierć oraz głód, to Ria dostrzegała nieustające zmęczenie męża. Działał dzielnie dla dobra zarówno magicznego jak i mugolskiego świata, ręcz wypruwał sobie żyły - kosztem samego siebie. Oczywiście, że egoistycznie pragnęła mieć go zawsze przy sobie, ponieważ liczyła w końcu, że po ślubie będą mogli wieść wspólne życie. Nie obok, nie osobno, razem. Tęskniła za nim, brakowało go w tej najzwyklejszej codzienności. W momentach, które składały się na piękną całość. Kiedy to szaleństwo wreszcie dobiegnie końca, co będą wspominać? To, jak walczyli o każdy dzień, czasem nie widując się nawet przez kilka minut w ciągu dnia? Bała się tego teraz i bała się nadciągającej przyszłości. Wolałaby, żeby Tony nie był wyłącznie okazjonalnym dodatkiem do ich dziecka. Nie chciałaby, żeby przegapił jego pierwsze kroki, słowa, uśmiech. Dzieci rosły nadzwyczaj prędko, rozwijały się w zastraszającym tempie i wszystko w ich małej egzystencji przemijało zaskakująco szybko. A jego ojciec, zajęty wojną, mógłby przegapić te wszystkie cenne momenty, których nie dało się odtworzyć za pomocą magicznej różdżki. Choć żałowała, że podobne rozwiązanie nie leżało w zasięgu ich możliwości. Niby władali czarami, a wobec czasu pozostawali bezbronni. Martwiła się tym tak jak wieloma innymi rzeczami - i denerwowała, że tak niewiele może z tym zrobić. Najważniejsza sprawa to dbanie o siebie, cała reszta zeszła na dalszy plan.
Nie chciała tak dłużej. Tej bezczynności, oczekiwania, aż wszyscy zrobią wszystko za nią. Stąd podjęta decyzja, stąd ostrożne kroki kierowane w stronę biblioteki. Rudowłosa nie spodziewała się zastać tutaj Macmillana, przypuszczała raczej, że będzie spał w łóżku, ewentualnie drzemał na kanapie w jednym z mniejszych saloników. Zaskoczył ją i choć ciekawość zżerała, nie zapytała o to co robił jeszcze przed chwilą. Zamiast tego usadowiła się wygodnie na mężowskich kolanach i zaśmiała cicho, gdy dosłownie na ułamek sekundy znalazła się w powietrzu. Dostrzegała na zmęczonej twarzy ślady niedawnego snu, co tylko rozczuliło wrażliwe wnętrze. Westchnęła cichutko nim ułożyła głowę na ramieniu, chcąc przez parę sekund napawać się wyłącznie bliskością ukochanego. Dopiero teraz do Rii dotarło jak mocno ona sama czuła się zmęczona. Nie fizycznie, psychicznie. Jak mocno potrzebowała dnia wyłącznie dla nich, kiedy nie będą musieli myśleć o czymkolwiek poza nimi samymi. Aż na moment odpłynęła w tych marzeniach, ale głos przecinający ciszę zalęgłą w bibliotece wybudził kobietę z marazmu. - Wiem - powiedziała, choć nie brzmiało to szczególnie przekonująco. Nie zamierzała wszczynać kłótni ani niczego wypominać. Rozumiała ich obecną sytuację, starała się podchodzić do sprawy jak najdelikatniej, z wyczuciem. To wszystko, co się działo w ich życiu, było po prostu konieczne. Akceptowała to, bez względu na zaległy w sercu ciężar.
Zawahała się na ułamek sekundy, jakby jeszcze rozważała wyjawienie słów uzdrowiciela – nie, obiecała, że dość już niepokoju. Przywołała na twarz delikatny uśmiech, ponownie unosząc przy tym głowę. Chciała patrzeć na profil Tony’ego. - Nie, nic się nie stało - zapewniła. Nie przyszła tutaj w celach prywatnych. - Zastanawiałam się jak mogłabym pomóc w Oazie. Z oczywistych względów większość prac jest dla mnie na tę chwilę niedostępna… - zaczęła uważnie dobierając słowa. - Pomyślałam, że może moglibyśmy wybrać się tam razem jednego dnia? Dostarczyć więcej jedzenia? Wydaje mi się, że obecnie mamy go już wystarczająco dużo, lepiej byłoby podzielić się nim z poszkodowanymi - zaproponowała. Przecież nie musieli jeść codziennie różnych, wykwintnych rzeczy, czasem przez kilka dni można jeść to samo. Świat od tego nie runie, wręcz przeciwnie, może komuś pomogą w trudnym momencie życia.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley

Powrót do góry Go down

Martwił się, że naprawdę stało się coś złego. Natychmiast otworzył i drugie oko, żeby móc się jej uważnie przyjrzeć. Gdyby nie to, że siedziała na jego kolanach, pewnie by się wyprostował i poprawił na krześle. Takie pytania z jej strony sprawiły, że natychmiast się rozbudził. Nie potrafił jednak dopatrzeć się niczego niepokojącego, żadnego tiku lub spojrzenia, które byłyby niepokojące. Wydawała się być spokojna.
Prawe oko nagle mu zagrało, więc natychmiast sięgnął po stary słowiański przesąd, o którym dowiedział się w trakcie swojej długoletniej podróży po Południowej Europie. Chuchnął trzy razy w prawą dłoń i zasłonił nią denerwującą część na kilka sekund. A potem, kiedy już odsłonił swoją twarz, mimowolnie zerknął na swoją bliznę i jakby zbladł na moment. Uśmiechnął się w jej stronę, nieudolnie próbując przysłonić swoje zmartwienie.
Myślał, że przyszła po prostu spędzić z nim czas… ale zaskoczyła go tym, co miała do zaproponowania. No tak, podejrzewał że jej weasleyowska natura nie była w stanie wytrzymać zbyt długo w czterech ścianach domostwa Macmillanów. Rozumiał ją, całkowicie ją rozumiał. Wcześniej działała w Zakonie, zupełnie jak on. Teraz… musiała martwić się o ich dziecko. Tylko czy rozsądnym było podróżować z nią przez Anglię w takim stanie w jakim się znajdowała? Nie chciał, żeby ktokolwiek podążył ich tropem… A była osoba, która mogłaby próbować zrobić jej krzywdę. Doskonale to wiedział. Nie chciał, żeby cokolwiek się jej stało… nawet jeżeli od kilku dni jego myśli odbiegały w stronę innej czarownicy. Wstydził się tego, ale mimo wszystko nadal martwił się o bezpieczeństwo i uczucia swojej żony. A naprawdę miał ku temu powód.
Moglibyśmy – przytaknął mimo wszystko, choć po dłuższej chwili. Uznał, że bezsensownym byłoby kłócenie się z nią o jej stan. Nie miał jednak pojęcia jak miał się z nią bezpiecznie przedostać do Irlandii, żeby z kolei dostać się do Oazy. – Widzisz… sam muszę zorganizować jeszcze jeden transport… ale ten jest zbyt duży i zbyt niebezpieczny, żebyś szła ze mną. Sama rozumiesz – uśmiechnął się gorzko. Gdyby tylko mógł, zabrałby ją ze sobą, ale problem polegał na tym, że obawiał się napadu. – Zorganizujemy mniejszy – postanowił zaproponować jeszcze jedną opcję. – Pisałem też do Neali... czy potrzebowałaby czegokolwiek, no i żeby nas odwiedziła. Moglibyśmy więc zawieść koce, leki i jedzenie do Devon. Byłoby bezpieczniej niż do samej Oazy. – Zamilknął na chwilę, wciąż poprawiając kilka kosmyków, które padały na jej twarz.
A potem mimowolnie zerknął na swoją dłoń i dziennik, i westchnął ciężko, jak gdyby próbował wyrzucić z siebie wszystko, co złe. Normalnie chwyciłby po alkohol, ale nawet na niego nie miał ochoty.
To nie tak, że nie chcę, żebyś pomagała – zaczął się tłumaczyć, bo wydawało mu się, że powinien. Chwycił jej dłoń w swoje. Nie chciał, żeby się na niego złościła. Miał poważną podstawę do tego typu myślenia. – Pamiętasz tamten list, który ci pokazałem po tym jak wróciłem z akcji? Z początku października? – Mówił o liście od panny F. O nim wiedziała tylko ona i Alexander. – Jeżeli to, co było w nim napisane to prawda, a sądzę, że tak jest, nawet pomimo obaw Alexandra… – urwał nagle i spoważniał jak nigdy dotychczas. Bał się powiedzieć tego, co siedziało mu na końcu języka. – On wrócił. A jeżeli wrócił, to prawdopodobnie spróbuje mnie odszukać. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby próbował tobie coś zrobić.
Bez względu na to jak bardzo jego uczucia były teraz wypaczone z powodu uroku, o którym nie miał pojęcia, naprawdę nadal zależało mu na jej dobru i bezpieczeństwu. Nosiła jego dziecko, była niewinną nikomu czarownicą. Gdyby Schmidt miał kiedykolwiek rzucić się w pogoń za nim lub chciałby jeszcze większego uprzykrzenia mu życia, to Ria mogła się znaleźć na jego celu. Tego nie chciał. Oczywiście, że nie chciał.
Jeżeli mamy iść do Oazy to musimy to dobrze zaplanować – znowu wrócił do zaproponowanego jej tematu.


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Biblioteka - Page 5 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Ona obserwowała go uważnie, dwojgiem oczu, zogniskowanymi wyłącznie na męskiej twarzy - czy bardziej jej profilowi. Podążała spojrzeniem za każdym gestem, choć te wydawały się co najmniej dziwaczne. Wreszcie nie wytrzymała. - Co robisz? - spytała po prostu, z dużą dozą zainteresowania w głosie. Nie znała się na przesądach, na pewno nie słowiańskich; aczkolwiek nie wiedziała nawet, że seria wykonanych ruchów jest w istocie zabobonem. Liczyła, że Tony podzieli się z nią przynajmniej krótkim wyjaśnieniem, w celu zaspokojenia drażniącej żołądek ciekawości.
Nie tylko to nie dawało Rii spokoju - także wystosowana, zawoalowana prośba jaką złożyła przed paroma chwilami na barki męża. Oczywiście, że wolała spędzić z nim spokojny wieczór z dala od trosk, ale widząc jego zmęczenie zaniechała tego pomysłu. Powinni porozmawiać o tym, co najważniejsze, a następnie udać się na spoczynek. Będąc już w tak zaawansowanej ciąży i rudzielec coraz częściej odczuwał palące wyczerpanie w swoim ciele, choć nie mogło się ono równać tym należącym do Macmillana, wywołanym aktywnym uczestnictwem w wojnie. Jedna z dłoni, dotąd oplatająca szyję mężczyzny, powędrowała do jego włosów. Gładziła je w uspokajającym geście, acz sama Rhiannon w napięciu oczekiwała na decyzję. Nie zrobiłaby niczego wbrew małżonkowi, na pewno nie w tej sytuacji - przed ciążą czarownica odznaczała się większą impulsywnością, możliwe, że zrobiłaby wszystko po swojemu, ale dziś nie potrafiła do końca zaufać swemu osądowi. Najważniejsze to dobro dziecka (dzieci?), cała reszta schodziła na dalszy plan. Nie oznaczało to jednak, że była nieważna.
- Rozumiem - westchnęła zrezygnowana oraz niezadowolona. Nie było w tym pretensji skierowanych ku czarodziejowi, nie, cała ta sytuacja dla weasleyowskiego ducha pozostawała wysoce niedogodna i męcząca, aczkolwiek postanowiła dostosować się do zaistniałych warunków. Wyjątkowo bez kłótni, pretensji oraz wrzasków. Nie dziś, nie tak. Całe szczęście, że mimo wszystko Tony nie zatopił całkowicie możliwości pomocy, co Ria przyjęła z wyraźną ulgą. Piegowata twarz pojaśniała, w ekscytacji zamaszyście cmoknęła męski policzek, a nogi wierzgnęły krótko. - Tak, chętnie spędzę trochę czasu z Nealką, ostatnio tak wiele się działo… - przytaknęła. Zamyśliła się odrobinę, ale na szczęście dalsze słowa męża zwróciły rudowłosą ku rzeczywistości. Miała już nawet odpowiedzieć, wyrazić pełne zrozumienie, ale kontynuacja podjętej wcześniej wypowiedzi skutecznie uciszyła kobietę. Słuchała uważnie; czoło zmarszczyło się, podobnie jak nos oraz brwi, wyrażając w ten sposób złość zmieszaną z niezadowoleniem. Dlaczego wrócił? Czego szukał? Jakim cudem nikt nie zamknął tego zbrodniarza w Azkabanie, racząc pocałunkiem dementora? Gniew zawrzał w żyłach, przez co właściwie zapomniała już o tamtym liście od tajemniczej czarownicy. Rozmawiali już o nim, o tamtym barbarzyńcy już nie - czyli chował się wśród nich, tych zaplutych gumochłonów, niech ich wszystkich piekło pochłonie. - Co możemy zrobić? - dopytała mimo wszystko rzeczowo, pomimo wściekłości wprawiającej ciało w drżenie. - Oni nie mogą… nie mogą tak po prostu chodzić po ulicach i… - Irytacja zamieniała się powoli w smutek, rozpacz spowodowaną bezsilnością. Nie mogła nic zrobić, wiedziała o tym. Instynktownie oparła czubek głowy o żuchwę Tony’ego, ścisnęła także jego ramiona w geście mającym dodać otuchy. - Tak strasznie mi przykro. - Musiał to przeżywać na nowo, czuła to podskórnie. Nie zgadzała się na to, sprzeciwiała się temu w duchu, pomimo bezcelowości takiego działania. To znów napędzało uczucie złości, dlatego siedziała tak wtulona w męża, wpadając ze skrajności w skrajność, do momentu, aż uspokoiła się przynajmniej pobieżnie. Na tyle, żeby móc kontynuować rozmowę bez niepotrzebnego unoszenia głosu. - Dasz mi znać jak już będziesz coś wiedział? - Założyła, że to nie oni we dwoje powinni to zaplanować, a członkowie Zakonu. Ostatnim, czego Ria chciałaby w tym wszystkim, to narażenie zarówno ich dziecka jak i mieszkańców Oazy. Jej intencją była pomoc, nie szkoda. - Właściwie jest coś jeszcze o co chciałabym spytać… - zaczęła cicho. Ten pomysł wpadł jej do głowy dopiero niedawno. - Jest coś, co moglibyśmy zrobić dla Charlie? Nie mogłaby zostać tutaj dłużej niż kilka dni? - Nie chciała podobnych rzeczy sugerować lordowi Sorphonowi, trochę obawiając się, że spojrzałby na nią nieprzychylnie, ale może krew z jego krwi zdołałaby zdziałać w tej sprawie więcej? Martwiła się o nią i choć nie mogli pomieścić w Puddlemere wszystkich, to należało wyciągać dłoń do tylu, ilu byli w stanie uratować.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : 28
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Biblioteka

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach