Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Bar Old Forge, Knoydart

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 Empty
PisanieTemat: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnikBar Old Forge, Knoydart - Page 2 I_icon_minitime08.04.19 18:46

First topic message reminder :

Bar Old Forge

Lokal położony przy głównej ulicy miasteczka, który idealnie wpasowuje się w miejscową architekturę. Wnętrze nie napawa optymizmem. Przez poszarzałe szyby stojące w starych okiennicach światło wpada niechętnie, przez co w środku panuje półmrok. Powietrze jest ciężkie, często wypełnione dymem nabiera mętnej barwi. Po lewej stronie znajduje się długi bar wykonany w całości z drewna o ciemnym kolorze. Pod ścianami stoją stoły, których ustawienie już dawno przestało przypominać przemyślaną kompozycję. W środku zawsze jest gwarno - o każdej porze dnia można spotkać Szkota, który wpadnie aby przechylić szklanicę lub dwie. 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Herbert Grey
Herbert Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnikBar Old Forge, Knoydart - Page 2 I_icon_minitime12.03.21 21:03

A jednak uważał, że Despenser była niezgorszym medykiem kiedy chodziło o znieczulenie. Mógł wręcz stwierdzić, że świetnie się na tym znała, a on bez wahania oddawał się jej zabieg pomimo świadomości, że dnia następnego głowa będzie cięższa o ilość wypitych butelek.
-Stałem się abstynentem na cały tydzień. Dobra robota. - zaśmiał się w głos powodując tym, że parę ciekawskich głów odwróciło się w ich stronę, ale zaraz wróciło do swoich spraw. - Nie poczuwam się do winy, nie mógłbym do niczego zmusić taką twardą sztukę jak ty. Twoje zdrowie Despenser.
Uniósł szklankę w jej stronę w geście toastu i wychylił trunek do końca. Szkocka zapiekła ostro w gardle, a Herbert odkaszlnął cicho po czym wskazał szynkarzowi, że potrzebuje dolewki. Nie musiał długo czekać aż znów w szklaneczce znajdzie się wspaniały trunek.
-Jakże bym mógł narażać twoją reputację. Niedoczekanie moje - odpowiedział przybierając podobny ton jakim uraczyła go czarownica starając się uniknąć kuksańca w bok. Z nieukrywanym rozbawieniem obserwował jak rozpakowuje paczuszkę niczym małe dziecko prezent pod choinkę. Sam miał podobne reakcje kiedy odkrywał coś nowego w czasie swoich podróży szukając w panice aparatu aby uwiecznić dany moment i chwilę. Nie raz się nie udawało i jedyne co mu pozostało to wspomnienia i obrazy w głowie, które chciał opisać jak najlepiej słowami. Tak zaczęło się tworzenie dzienników z podróży i nim się zorientował zapełnił nimi całą półkę w domu. I z czasem zyskał całkiem spore grono słuchaczy, ale nie narzekał. Lubił opowiadać, wzbudzać niedowierzaniem w głosie i spojrzeniu swoich słuchaczy, budować napięcie, a czasami się z nimi drażnić. Cóż, mały narcyz odzywał się częściej niżby chciał, ale jakże to było miłe. O motylach tych przez dłuższy czas nic nie wiedział, aż w końcu trafił na innego szaleńca, który mu dokładnie opowiedział skąd się bierze cały ten fenomen.
-Nie do końca wiadomo… ponoć wewnętrzny instynkt. Natura je tak stworzyła, sprawiła, że po prostu wiedza. - Był znawcą roślin, nie zaś zwierząt, ale te go również fascynowały i jak miał okazję to dowiadywał się czegoś nowego na ich temat. Widział ten błysk w oku Evelyn, zachwyt i pragnienie zobaczenia czegoś więcej. Przez chwilę się wahał, choć wiedział, że i tak pokaże jej jeszcze jedno zdjęcie, ale pokusa małego droczenia się była większa. - Mam tu coś jeszcze…
Sięgnął niespiesznie do wewnętrznej kieszeni swojej kurtki, z której wyciągnął jeszcze jedną fotografię. Nie mogła jej zobaczyć, gdyż trzymał ją tyłem do czarownicy.  Z lekkim ociąganiem podał ją kobiecie i pociągnął łyk ze szklanki. Fotografia przedstawiała duży, piękny, błękitny kwiat, a przynajmniej tak zdawało się na samym początku. Płatki zaczęły się poruszać, a kwiat okazał się być skupiskiem dużych motyli na pustej łodydze.
-Mam dwie takie, jedna jest dla ciebie - dodał botanik i uśmiechnął się do Despenser. Gdy zapytał o kłopoty skrzywił się kącikami ust i wyciągnął nogi przed siebie krzyżując je w kostkach. - Zdefiniuj kłopoty, Despenser.
Polecił jej bawiąc się szklanką. Wiedział, że się martwiła choć nigdy nie powiedziała tego wprost. Opierdol, czynienie wyrzutów, a potem podanie herbatki miętowej, to był jej sposób na okazanie troski. Za co był jej zawsze i wielce wdzięczny. Nie wiedział tylko jak jej powiedzieć o tym, że zdecydował się pomóc walczącym o wolność, jak tylko potrafił najlepiej.
-A ty? - Zamiast tego zapytał patrząc na nią uważnie. - Jak ty się trzymasz?
Wilkołaki nigdy nie miały lekko, a teraz tym bardziej. Przez jednym uważane za śmiertelne niebezpieczeństwo, a przez innych pogardzane, jakby mieli wybór.




Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Powrót do góry Go down
Evelyn Despenser
Evelyn Despenser

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Zawód : hodowca magicznych stworzeń
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Are you gonna die today or make it out alive?
You gotta conquer the monster in your head and then you'll fly.
It's time for a new empire.
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 0iX6TqS

Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnikBar Old Forge, Knoydart - Page 2 I_icon_minitime12.03.21 23:00

Jej spojrzenie podążyło w bok, bezprecedensowo wpatrując się w oczy obserwatorów, przeskakując między nimi leniwie, łapiąc niewygodny dla większości kontakt wzrokowy. Prowokowała, zawstydzała, zniechęcała przypadkowych gapiów zaciekawionymi stalowoniebieskimi tęczówkami. Nie lubiła spojrzeń obcych na sobie, a tym bardziej odczuwanego przy tym dyskomfortu to też sama nauczyła się reagować, odwzajemniać ów niewygodną czynność.
- Aye – przytaknęła po szkocku, unosząc swoją szklankę i czyniąc to samo co jej towarzysz, a alkohol gorzko potraktował jej kubki smakowe, powodując u niej charakterystyczne zassanie powietrza poprzez zaciśnięte zęby, jakby musiała się oswoić z mocą trunku, który brutalnie palił jej gardło. Odsunęła od siebie chwilowo szklankę, obserwując kątem oka jak prędko została serwowana kolejna dawka whisky.
- Będę ci to później z radością wypominać – obiecała z leniwym uśmiechem, doskonale zdając sobie sprawę, że okazja zdąży się pojawić. Złośliwość i pamiętliwość Evelyn z pewnością chętnie skorzystają z możliwości robienia wyrzutów w przyszłości, potrzebowała jedynie zapalnika, jakiejś akcji, a znając ich, wcale nie tak długo przyjdzie jej na takową czekać. Teraz jednak wolała się skupić na paczuszce, jej wnętrzu, zdjęciach, które obserwowała niczym zaczarowana, jakby tam była, bo właśnie tak się czuła za każdym razem, gdy mogła oglądać kolejne fragmenty podróży Herberta. Słuchała go, urzeczona historiami, gromadząc we własnej głowie odwzorowania jego słów w postaci obrazów za pomocą magii zwanej zwyczajnie wyobraźnią. Zmarszczyła brwi w odpowiedzi na zapowiedź niespodzianki, jakby jednocześnie nie mogła się doczekać i zupełnie się nie spodziewała, co też mężczyzna kombinuje. Przechyliła głowę, rzucając pytające spojrzenie, które ledwo co udało jej się oderwać od obserwowania żółtych niczym słońce motyli. Śledziła ruchy przyjaciela, jego dłoń, którą nieznośnie wolno skierował do kieszeni kurtki, na co Despenser zmieniła minę na taką, która wyrażała oburzenie, jakby zaraz miała rozpocząć tyradę o torturach, którymi ją raczył. Widziała drugą stronę fotografii, tę, która nie mówiła jej nic, a mimo to wprawiała w zaskakujące podekscytowanie. Dopiero, gdy dojrzała, że kieruje ją ku niej, niemal ją wyrwała, choć zachowała przy tym rozwagę i odpowiedzialność, jakby jej dotyk mógł przypadkowo spopielić zdjęcie. Odwróciła ją i zastygła, świecącymi oczami obserwując hipnotyzujący kwiat, wzdrygając się nieznacznie w momencie w którym zdjęcie się poruszyło, odsłaniając z wolna pojedyncze, niebieski motyle. – To… To jest piękne… - wydusiła z siebie, będąc pod wrażeniem zdjęcia, które żyło przed jej oczami. Naprawdę mało co mogło poruszyć Szkotkę, ale tu akurat Herbert trafił w punkt, jakby doskonale zdawał sobie sprawę, że akurat to trafi w jej czuły punkt. – Dziękuję – jedynie przez moment dało się w niej zauważyć coś na wzór wzruszenia, które szybko zatuszowała, sięgając po swoją szklankę. Trzymała fotografię cały czas w drugiej dłoni, jakby nie mogąc się oswoić z faktem, że naprawdę jest jej, tymczasem wewnętrznie szukała dla niej odpowiedniego miejsca w swoim domu, tak, by móc na nią ciągle spoglądać.
- Oho – skwitowała z przewróceniem oczu, domyślając się, że jednak jakieś tarapaty miały miejsce, tylko niekoniecznie chciał się jej przyznać, próbując kręcić. – No wiesz, bójki, podkładanie się, próba bycia bohaterem w sprawach beznadziejnych, pojawianie się w złym miejscu o złym czasie… - przerwała wyliczanie, sprawdzając reakcje przyjaciela, próbując wyłapać jakąś, nawet najmniejszą, zmianę w jego mimice i pociągnąć go za język. Zamiast swojej odpowiedzi dostała kontrę na dźwięk której się skrzywiła, poniekąd ze złością, że tego nie przewidziała. – Grey, nie denerwuj mnie, mówże. – Mruknęła, obrzucając go zbulwersowanym spojrzeniem, naraz jednak westchnęła, sięgnęła po szklankę i spróbowała być polubowna, zaczynając od siebie, tak dla przykładu.
- Próbowałam się nie wychylać, to, co się wyprawia mi nie służy. To już nie chodzi tylko o kontrole, czy zachowuję się odpowiednio, teraz jest dużo więcej takich, którym nie podobają się ci mojego pokroju – Fuknęła ze złością, której nawet nie mogła skierować na coś, czy kogoś konkretnego. Jasne, potrafiła doskonale udawać, że wcale nie jest tym, czym była, ale jej nazwisko znajdowało się w rejestrze, czymś namacalnym, a to wcale jej nie uspokajało. Zaczynała być przewrażliwiona na widok obcych, jakby każdego traktowała jako potencjalne zagrożenie i była na siebie wściekła, przecież mieszkała na tyle daleko, by wątpić, że zainteresuje kogokolwiek niepowołanego.  Mimo wszystko, to nie był zbyt dobry czas dla wilkołaków, choć nawet nie znała ich wielu, zaledwie dwóch i to z bratem licząc. - Najgorsze jest to, że wciąż nie wiem co jest w tym wszystkim słuszne i właściwe. - Mówiła o wojnie i o własnym nierozróżnianiu dobrej od złej strony, dla niej każda miała w sobie coś dobrego i coś złego, ale żadna nie wybijała się jej na pierwszy plan, jako ta właściwa. Irytowało ją to, przecież powinna być bardziej skłonna do jednej, zamiast tego wciąż pozostawała pomiędzy młotem, a kowadłem.




I've learned to live,
half alive

Powrót do góry Go down
Herbert Grey
Herbert Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnikBar Old Forge, Knoydart - Page 2 I_icon_minitime13.03.21 23:15

-Zawsze do usług - odpowiedział z rozbawieniem i pociągnął solidny łyk ze szklanki. Wymowne spojrzenie Despenser zniechęciło gapiów, którzy zajęli się swoimi sprawami jak na zawołanie. Kiedy zobaczył owe motyle od razu pomyślał o przyjaciółce, wiedział, że bardziej niż rośliny interesują ją stworzenia jakie spotyka na swojej drodze. Też uwielbiał je obserwować choć słabość miał jednak do pięknych kwiatów. Uwielbiał podziwiać jak się rozwijają, jak rozkwitają i cieszą oko. W Amazonii zaś pełno było przeróżnych motyli oraz małych ptaków, kolorowych niczym tęcza. Nie zawsze udawało mu się coś uchwycić aparatem, ale obiecywał sobie, że jak wróci to wtedy będzie wiedział na co zwracać uwagę w czasie swoich wędrówek.
Uśmiechnął się zadowolony i z miną najedzonego lwa oparł się znów plecami o krzesło i zakręcił szklanką ze szkocką. Osiągnął zamierzony efekt, chociaż tyle mógł zrobić. Kiedy zaś Despenser zaczęła wymieniać całą listę, którą obiecał wiele lat temu nie realizować odchrząknął znacząco i przewrócił oczami jakby właśnie rozkopywała stertę śmieci, która przecież nikomu nie wadzi. W końcu jednak cmoknął z niezadowoleniem i odstawił szkocką na blat stołu.
-Trafiłem w Londynie na rabusiów, którzy plądrowali kamienicę, w środku była charłaczka z małym dzieciakiem, nie starszym niż siedem może osiem lat. - Odezwał się w końcu, a głos miał szorstki kiedy wypowiadał te słowa. - Miałem ochotę roznieść tych gości. Ale nie byłem sam, oni zresztą też, zdaje się byli członkami większej grupy. W końcu wyprowadziłem kobietę i chłopca poza granice miasta. Mówili, że mają jakieś bezpieczne miejsce, do którego mogą się udać.
Upił kolejny łyk szkockiej, które teraz ledwo zostało na dnie, a to oznaczało, że zaraz trafi mu się kolejna dolewka.
-Mam też problem z dawnym… znajomym - ostatnie słowo ewidentnie mu ciążyło i mielił je w ustach niczym przeżutą gumę, której nie może się pozbyć. - Nie jestem w pełni pewien, ale podejrzewam, że nasze… postrzeganie świata jest diametralnie różne, ale niestety wpakowałem się w pewien układ, z którego nie wiem jak się… wyplątać, ale w końcu będę musiał znaleźć rozwiązanie.
Kolejny gest dłonią i szkocka znów napełniła szklanki. Wiedział, że jeszcze dwie i dnia następnego zacznie żałować tej decyzji, chyba, że Despenser uratuje go swoją miętową herbatą. Zmarszczył lekko brwi słysząc słowa kobiety i natychmiast się wyprostował stając się czujnym.
-Masz bezpieczne miejsce, do którego możesz wracać? - Upewnił się. Nie mógłby znieść myśli, że Despenser musi się ukrywać w jakiejś norze niczym zbieg, tylko dlatego, że jest wilkołakiem. Zdawał sobie sprawę, że nie mogło być jej łatwo i lekko. Każdy teraz był pod obserwacją i na cenzurowanym, a akcja z głupim plakatem z wizerunkiem Hala dała mu przedsmak tego co się dzieje z tymi, którzy podpadną aktualnej władzy.
-Co jest słuszne? - Zapytał zaraz za nią unosząc do góry brwi nie ukrywając tym samym swojego zaskoczenia. - Nic nie jest słuszne co aktualnie jest głoszone. Słuszne jest prawo do wolności, do życia, do wyrażania własnych opinii, do istnienia. A to właśnie jest odbierane wszystkim tym, którzy śmią myśleć inaczej niż jedyna, słuszna władza, która zawitała w naszym kraju. Pieniądze i tyrania idą ze sobą w parze.
Zacisnął mocniej szczęki przez co jego rysy się mocno wyostrzyły, a oczy nabrały koloru pochmurnego nieba.




Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Powrót do góry Go down
Evelyn Despenser
Evelyn Despenser

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Zawód : hodowca magicznych stworzeń
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Are you gonna die today or make it out alive?
You gotta conquer the monster in your head and then you'll fly.
It's time for a new empire.
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 0iX6TqS

Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnikBar Old Forge, Knoydart - Page 2 I_icon_minitime18.03.21 22:47

Schowała fotografię w wewnętrznej kieszeni płaszcza, tuż przy piersi, gdzie miała niejaką kontrolę nad tym, by jej nie zagiąć i zwyczajnie nie zniszczyć, a jednocześnie właśnie tam nie było szansy zgubienia podarunku.
- Co się, na litość, dzieje z tym światem? – Wywróciła oczami, ukazując swoje rozdrażnienie, może i sama nie była święta, ale miała w sobie dużą dozę przyzwoitości i ogromne pokłady sprawiedliwego sumienia. Dlatego się nie mieszała w żadne zwady, jej wilkołak może i był uśpiony, a ona nad nim czuwała, ale złość, którą mogłaby odczuwać w takich sytuacjach była zbyt nieprzewidywana, by mogła ryzykować. Każda przemiana była bolesna i uciążliwie wyczerpująca, ta planowana i ta wymuszona, a najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miała żadnej kontroli nad sobą, gdy wilkołak przejmował sterowanie jej ciałem, jakby był zupełnie innym, oddzielnym organizmem, jakby współdzieliła z nim swoje ciało. Możliwe, że gdyby było inaczej, gdyby nie była obdarzona klątwą, to ryzykowałaby życiem żeby wymierzać sprawiedliwość nieudacznikom, mordercom sumień.
Tuż po tym, jak przechyliła szklankę do ust, zmarszczyła brwi na widok ilości trunku pozostałego w szkle, cóż, chyba zaczynała rozwijać tempo, a to nie zwiastowało niczego dobrego, sama nie miała zamiaru się później leczyć swoimi katorżniczymi sposobami. Odsunęła od siebie szklankę, bawiąc się nią jedynie. – Znajomym? Układ? To nie brzmi dobrze, ba, to brzmi cholernie niedobrze – posłała mu wymowne spojrzenie, włączył jej się tryb nadopiekuńczości, jakby przejmowała część odpowiedzialności za to, co się u niego wyprawiało i wcale jej się nie podobał kierunek w którym to wszystko zmierzało. – Radzę ci, znajdź to rozwiązanie szybciej, zanim ci pomogę – apodyktyczności w jej głosie nie można było pomylić z niczym innym, w takich sytuacjach nie potrafiła być spokojna, jakby w jej umyśle pokazywał się wielki, czerwony napis wyrażający niechybne kłopoty, a to one były teraz ostatnią rzeczą, której można było chcieć..
W jednej chwili poczuła się do odpowiedzialności i uspokojenia przyjaciela, nie było sensu zapeszać, dlatego skłoniła się ku prostemu, wygodnemu wytłumaczeniu, które nie musiało być kłamstwem. - Mam, przynajmniej takie, że będę wiedzieć kiedy przestanie być bezpieczne – mruknęła z ociąganiem, jakby poniekąd to nawet nie miało znaczenia, teraz, gdy świat wywrócił się do góry nogami, już niczego nie można było być stuprocentowo pewnym. Zdarzało się, że była sprawdzana przez brygadzistów, ale nie stanowiła zagrożenia i była o tym święcie przekonana, więc nie ściągała na siebie ich złości, co ją nieznacznie uspokajało. Ba, jeden z brygadzistów przed kilkoma miesiącami szukał jej brata, a to znaczyło, że tym bardziej oczy nie były zwrócone na nią, a na tych, którzy uciekali się do wybryków.
Zauważyła reakcję mężczyzny, ruch jego ciała, zaciśnięcie zębów i wcale nie było jej z tym łatwiej, ale nie miała sobie nic do zarzucenia, gubiła się, a to nie było niczym paskudnym. - Nie zrozum mnie źle, ja jestem już po prostu tym zmęczona, miesza mi się w głowie. Chciałabym wierzyć, że jestem wolna, to samolubne, ale chcę przestać analizować to, co się dzieje, odciąć się i poczuć się… bezpiecznie? Teraz moja hodowla jest miejscem na uboczu, z dala od chaosu, który się rozgrywa, ale ja widzę co się dzieje i to źle na mnie wpływa. – Naprawdę nie wiedziała, co ma więcej powiedzieć, była rozdarta pomiędzy stronami tej batalii, bo nie ufała żadnej z nich, traktując wszystko jak zwyczajne, czające się zło. Nie miała żadnego wpływu na wydarzenia wstrząsające światem w którym żyła, mogła się jedynie frustrować, uciekać do krótkich chwil, takich jak ta, które dawały jej możliwość pozornego odcięcia się i zapomnienia. To było trudne.




I've learned to live,
half alive

Powrót do góry Go down
Herbert Grey
Herbert Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnikBar Old Forge, Knoydart - Page 2 I_icon_minitime23.03.21 20:47

-Świat nie jest bardziej marny niż był kiedyś - odparł filozoficznie. Być może to trunek tak na niego wpływał, a może wylewała się cała żółć, którą w sobie trzymał? Spotkanie z Macmillanem sprawiło, że sam się zaangażował i miał zamiar robić to z pełnym zapałem. Tak samo jak jego brat. Słysząc ten charakterystyczny ton w głosie przyjaciółki uśmiechnął się krzywo.
-I nie jest niczym dobrym, ale może pomóc słusznej sprawie. Muszę jedynie mądrze to rozegrać. - Oparł się o blat stołu trzymając w dłoni na wpół opróżnioną szklankę ze szkocką. Cmoknął cicho. - Jakbyś miała szukać miejsca spokojnego, cichego, nie rzucającego się w oczy… Gdzie byś szukała?
Nie mówił wprost co to za układ, ale ewidentnie pytaniem nawiązywał właśnie do niego. Być może szukał teraz pomocy, ale trochę innej niż sama Despenser myślała. Ona jednak miała zmysł i przerzucie, często na nim polegał. Być może teraz też byłaby w stanie mu pomóc. Nie chciał bezpośrednio jej w to wciągać, ale odpowiadając na zadane pytanie mogła mu bardzo pomóc.
-A masz gdzie uciekać? - Teraz w nim odezwała się nuta nadopiekuńczości nad kobietą. Chciał mieć pewność, że w razie gdyby było gorąco miało bezpieczną przystań, w której mogła się schronić. Miał nadzieję, że wiedziała i była pewna iż na nim zawsze może polegać, a Greengrove Farm zawsze stała dla niej otworem. Znając jej przypadłość wiedział, że nie miałaby lekko gdyby ktoś się o niej dowiedział, a on chciał być blisko aby móc w każdej chwili pomóc. Spojrzał na nią zagadkowo marszcząc brwi, aż w końcu zapytał.
-Nie kusiło cię, nigdy? - Powrócił do swojej poprzedniej pozycji. - Rzucić to w cholerę, zacząć działać zgodnie z własnymi przekonaniami. Udać się do tych co chcą walczyć i choć wszyscy uważają ich za straceńców. Choć cały świat zdaje się mówić, że nie warto, nie ma po co? Mnie już kusiło od jakiegoś czasu…
Widział jej bezsilność i rozdarcie, które na pewno spędzało sen z powiek kobiety. Znał to uczucie, kiedy miotasz się między tym co słuszne, a tym co konieczne do przetrwania. Despenser była inteligentna, sprytna i cwana, mogłaby zadziałać wiele gdyby wiedziała, że ma za sobą ludzi, którzy będą chcieli jej bronić i zrobią to z ogromną chęcią nie patrząc na to kim jest. Martwiła się o swoją hodowlę i rozumiał to w pełni, ale byli tacy, którzy mogliby jej pomóc.
-Masz zabezpieczenia na hodowli? Mocne i silne? - Zapytał jeszcze. W końcu wraz z Halem sami zatroszczyli się o to aby wokół Greengrove farm powstały zabezpieczenia, które sprawią, że ich farma stanie się swego rodzaju twierdzą, w której będą mogli się bronić i schronić.




Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Powrót do góry Go down
Evelyn Despenser
Evelyn Despenser

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Zawód : hodowca magicznych stworzeń
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Are you gonna die today or make it out alive?
You gotta conquer the monster in your head and then you'll fly.
It's time for a new empire.
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 0iX6TqS

Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnikBar Old Forge, Knoydart - Page 2 I_icon_minitime24.03.21 22:22

Z uniesieniem jednej brwi posłała politowane spojrzenie Herbertowi, jakby nie dowierzała, że właśnie usłyszała te konkretne słowa od człowieka siedzącego koło niej. Nie jest? Gdyby miała inny nastrój, pewnie z chęcią polemizowałaby, dziś jednak miała ochotę to wszystko pozostawić, zrzucić na dalszy plan, odciąć się. – Proszę, proszę… Cóż to za filozof? – Pytanie wyszło cierpko z jej ust, choć okraszone było jej charakterystycznym, subtelnym półuśmiechem, jakby prowokowała, drażniła. Palcami błądziła po krawędzi swojej szklanki, jakby to pomagało jej w uporządkowaniu myśli, które teraz galopowały przez jej głowę tworząc chaos.
- To zależy od sprawy, ale biorąc pod uwagę, że nawet nie chcę wiedzieć, to… Nie licząc mojej farmy… - urwała na chwilę, ponieważ przez chwilę, bardzo krótką chwilę naprawdę rozważała swoje własne tereny, przecież w stajniach było ciemniej niż pod niejedną latarnią, jak to się mówi. Niemniej jednak wolała szukać dalej, przecież nawet nie chciała pakować się w coś, co mogłoby jej zaszkodzić, przynajmniej dopóki podchodziła do tego z takim sceptyzmem. – Szkockie lasy są rozległe, wbrew pozorom bezpieczniejsze niż niejedna kryjówka i przede wszystkim nikt tam bez potrzeby nie zagląda, a można tam znaleźć całkiem niezłe budynki, które są porzucone, gniją – uśmiechnęła się bez wyrazu, las był dla niej czymś, co źle wspominała, aczkolwiek choćby po sobie wiedziała, że jest to jedno z bardziej nie rzucających się w oczy miejsc, przecież niemal tam umarła i nikt by tego nie zauważył, coś musiało w tym być, prawda?
- Pomijając twój dom? – próbowała zakryć swoje zaskoczenie jego pytaniem, rzucając niemal oczywistą odpowiedź, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że miganie się od doprecyzowania nie ujdzie jej na sucho, Herbert zamordowałby ją samym spojrzeniem i już sama myśl o tym wprawiała ją w przeogromną chęć przewrócenia oczami. Czy ona też była taka nadopiekuńcza w stosunku do niego? Matko, ależ to straszne i męczące. – Wiesz, że lepiej działam pod presją, coś wymyślę, gdy będę musiała się tym martwić – szczerość i pewność biła z jej tonu, a podkreśliła to jedynie złapaniem kontaktu wzrokowego, jakby chciała by i on uwierzył w to, co mówiła, jakby musiała przekonać nie tylko Greya, ale i samą siebie, że to, co właśnie powiedziała jest prawdą. Nie lubiła zakładać czegoś z góry, nie chciała się martwić, dopóki nie musiała. Nie miała zamiaru nawet myśleć o tym, że miałaby zostawić zwierzęta same i uciec, przecież kapitan nie może uciec z tonącego okrętu, nawet kiedy oznacza to najgorszy możliwy scenariusz.
Westchnęła ciężko, przyjmując kolejną szklankę napoju, zaczynały się trudne pytania, a ona chyba była zbyt trzeźwa, by rozważać możliwe odpowiedzi. – Kusiło, tak samo jak nęciło mnie wyruszenie w las w wigilię, tak samo jak czułam zew udania się w las w pełnię, jak chciałam być wolna. Ja nigdy nie będę wolna Herbercie, niezależnie od tego kto wygra, mogę tylko stać i patrzeć, znajdować kolejne trupy w lesie, ofiary wojny i liczyć na to, że nigdy w martwym ciele nie rozpoznam przyjaciela – gorycz wypływała z jej ust wraz z każdym słowem. Nie martwiła się o siebie, o swoją przyszłość, bo ją już znała, utwierdziła się w myśli, że zawsze będzie prowadzić życie takie, jak teraz i nigdy nie będzie lepiej, że niezależnie od władzy będzie tą gorszą. Nie chciała, by inni dla niej ryzykowali, dla niej liczyło się jedynie to, by przeżyli ci, których znała, na których jej zależało, a którzy się angażowali, niezależnie od strony konfliktu. Straciła rodzinę, nie miała zamiaru stracić też przyjaciół.
- Poniekąd, cały czas nad tym pracuję – posłała wymijającą odpowiedź, ukrywając, że zupełnie nie przywiązywała do tego wagi, zapijając to odrobiną alkoholu. Miała tyle pracy, że nie skupiała się na tym prawdopodobnie tak bardzo, jak powinna. Ignorowała rzeczywistość i powagę sytuacji sądząc, że mieszka na tyle daleko iż nie przyjdzie nikomu niepożądanemu do głowy myśl, by ją odwiedzić.




I've learned to live,
half alive

Powrót do góry Go down
Herbert Grey
Herbert Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnikBar Old Forge, Knoydart - Page 2 I_icon_minitime28.03.21 17:51

Zaśmiał się odstawiając szklankę na blat.
-Za dużo książek, sprawiają, że zaczynasz myśleć. - Zakpił cicho z tego co kiedyś usłyszał. Ponoć dobrze urodzonym damom zabrania się czytać innych książek niż poezja, gdyż to sprawia, że zadają niewygodne pytania i kwestionują odgórnie narzucony porządek rzeczy. A może tak mu się jedynie wydawało, że to słyszał?
-Twojej farmy nie bierzemy pod uwagę - dodał szybko. Zdecydowanie nie chciał aby wokół domu Despenser kręcił się ktoś niebezpieczny. Szkocja wydawała się idealnym miejscem do ukrycia siebie lub kogoś, pytanie tylko czy to nie było za daleko? Szmidt wspomniał o miejscu wokół Londynu. Nie mógł jednak mu zaproponować Kornwalii czy Dorset, jeszcze tego brakowało. Ale Szkocja była domem kobiety, która teraz z nim raczyła się szkocką. Jej też nie mógł narażać. Zdecydowanie Szkocja odpadała. Musiał poszukać czegoś bliżej. Zdecydowanie bliżej.
-Jednak mam nadzieję, że masz pełną świadomość, że dom mój i brata stoi dla ciebie otworem? - Wolał się upewnić, że gdyby przyszło najgorsze może w pełni na niego liczyć. Już stawiali z bratem zabezpieczenia wokół Greengrove Farm. W ich domostwie ratunek i pomoc, mógł znaleźć każdy kto czuł się zagrożony obecnie panującą sytuacją. Żaden z braci by nie odmówił, nie przyszłoby im to do głowy. Spojrzał na przyjaciółkę znacząco, wierzył, że mogła znacznie więcej niż ucieczka i znajdowanie trupów w lesie. Mógł jednak uwierzyć, że się bała i nie chciała się wychylać, choć teraz mówiła pewnym siebie głosem, posyłała harde spojrzenie, a ton głosu świadczył o tym, że jest kobietą, która niczego się nie boi. Sięgnął po wcześniej odstawioną szklankę i pociągnął solidny łyk. Westchnął cicho.
-Znam ludzi, którzy świetnie się na tym znają. Mogą pomóc z zabezpieczeniami. Jeżeli to zrobisz, będę spokojniejszy. - Dodał jeszcze, choć wiedział, że może odmówić. Może zapewniać go, że pracuje nad tym i jest na dobrej drodze aby jej samej i hodowli nic się nie stało. Jednak Grey widział już to i owo. Nie chciał się angażować, chciał stać na uboczu i obserwować wydarzenia. Jednak jak długo możesz patrzeć na to co się dzieje wokół i nie mieć własnego zdania, opinii na ten temat? I co ważniejsze nie podejmować żadnych prób. Chociażby tym aby służyć pomocą czy wsparciem w opatrywaniu ran czy nadstawiania uszu do zebrania plotek? On już nie mógł stać z boku i być tylko obserwatorem historii. Tak jak mógł obserwować dziką przyrodę rozumiejąc jej prawa tak nie mógł tak samo się zachować w obliczu trwającej wojny. Dopił swój trunek i spojrzał na puste szkło, ale wiedział, że na dziś koniec z alkoholem. Ich czas spotkania powoli się kończył.
-Miło było cię znów zobaczyć, Despenser - powiedział uśmiechając się jednym kącikiem ust. -Odzywaj się częściej.

/zt




Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go




Ostatnio zmieniony przez Herbert Grey dnia 29.03.21 23:04, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Evelyn Despenser
Evelyn Despenser

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Zawód : hodowca magicznych stworzeń
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Are you gonna die today or make it out alive?
You gotta conquer the monster in your head and then you'll fly.
It's time for a new empire.
OPCM : 13
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 0iX6TqS

Bar Old Forge, Knoydart - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnikBar Old Forge, Knoydart - Page 2 I_icon_minitime29.03.21 22:06

Prędkość wyrzuconych słów wymusiła na niej mimowolne uniesienie brwi, była to bowiem tak szybka odmowa, że od razu postawiła Despenser w stan czujności. Nie brzmiało to ani trochę dobrze i zwyczajnie ją to zaniepokoiło, choć nie dała po sobie poznać choćby najmniejszej oznaki zmartwienia, co najwyżej widać było, że nie jest zachwycona. - Skoro jej nie bierzesz pod uwagę, to znaczy, że znowu pakujesz się w kłopoty – cmoknęła z wyraźnym niezadowoleniem, jego słowa były dla niej jedynie potwierdzeniem tego, co zakładała i co z taką łatwością z niego wyciągnęła. Domyślała się już, że skoro sytuacja przedstawiała się w ten sposób, to odrzuci każde miejsce znajdujące się blisko niej, nie chciała stawiać na swoim wiedząc, że nic dobrego by to nie przyniosło, a jednocześnie nie mogła mu pomóc, dlatego też wolała przemilczeć, choć jej cisza była równoznaczna z tym, że niejako się martwiła. Wiedziała jednak, że Grey ma sporo oleju w głowie i nie popełni żadnej skrajnej głupoty, a przynajmniej miała taką nadzieję
Kąciki jej ust delikatnie przesunęły się ku górze, doceniała to, że oferował jej bezpieczny kąt, że nie przejmował się tym, co mogłoby to spowodować. Kiwnęła głową, obracając szklankę w ręce. – Tak – rzuciła krótko, by uspokoić przyjaciela, choć sama uważała, że nigdy nie będzie musiała z tego przywileju skorzystać. Nieważne co by się działo, ona nie miała zamiaru uciekać, mogła ją przerażać to, co stałoby się z jej zwierzętami, ale nie bała się o siebie, nie obawiała się śmierci, bo ta już raz po nią przyszła i odeszła z pustymi rękami. Evelyn liczyła na swoje paskudne szczęście, a gdyby powinęła się jej noga, to Włóczykij wiedziałby który list zabrać i komu go dostarczyć, musiała się zabezpieczyć i na taką okoliczność, mieszkała przecież na tyle daleko od wszystkiego, że prawdopodobnie jej aetonany za długo zostałyby same, a zdane na siebie, zamknięte, bez możliwości ucieczki długo by nie przeżyły.
- Ech, dobrze – skrzywiła się nieznacznie pod nadmiarem spływającej na nią opiekuńczości, musiała to jakoś ukrócić zanim Herbert zacznie jej porządnie matkować, czego by nie zniosła. – Jak tylko znajdę chwilę, wyślę do ciebie Włóczykija i się z tym przypomnę, tylko wybierz kogoś, kto zniesie wizytę u wiecznie marudzącej baby – nie miała zamiaru tłumaczyć, że znalezienie chwili może u niej potrwać nieokreśloną liczbę dni, tygodni, może miesięcy, ale chyba Herbert już po takim czasie był tego świadom. Nie miała jednak ochoty na składanie obietnic bez pokrycia, więc choć raz mogła się ugiąć i zrobić chociaż kilka podstawowych modernizacji na swojej ziemi, prawda? Jej wewnętrzna zosia samosia się od tego nie przekręci.
- Trzymaj się, Herbercie – posłała mu ciepłe, jak na nią, spojrzenie i poniekąd zmusiła się do uśmiechu, tego charakterystycznego, krzywego, zawadiackiego, bo każde spotkanie teraz mogło również być tym ostatnim, w końcu nigdy nie wiadomo co los przyniesie. – W razie gdyby mi się zapomniało, wiesz gdzie mnie znaleźć – pożegnanie było jednocześnie głuchym zapewnieniem, że nie ma zamiaru wychylać nosa spoza swojej farmy. Obserwowała odchodzącego przyjaciela tak długo, aż straciła go z oczu, jednocześnie usilnie próbując utwierdzić się w przekonaniu, że to, co dzisiaj usłyszała wcale nie oznacza kłopotów i już niebawem będzie im dane zobaczyć się ponownie.

/zt.




I've learned to live,
half alive

Powrót do góry Go down
 

Bar Old Forge, Knoydart

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21