Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Bar Old Forge, Knoydart
AutorWiadomość
Bar Old Forge, Knoydart [odnośnik]08.04.19 18:46
First topic message reminder :

Bar Old Forge

★★
Lokal położony przy głównej ulicy miasteczka, który idealnie wpasowuje się w miejscową architekturę. Wnętrze nie napawa optymizmem. Przez poszarzałe szyby stojące w starych okiennicach światło wpada niechętnie, przez co w środku panuje półmrok. Powietrze jest ciężkie, często wypełnione dymem nabiera mętnej barwi. Po lewej stronie znajduje się długi bar wykonany w całości z drewna o ciemnym kolorze. Pod ścianami stoją stoły, których ustawienie już dawno przestało przypominać przemyślaną kompozycję. W środku zawsze jest gwarno - o każdej porze dnia można spotkać Szkota, który wpadnie aby przechylić szklanicę lub dwie. 
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 21:04, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Bar Old Forge, Knoydart - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnik]11.11.21 23:56
Nikt nie wyglądał na mordercę, a jednak nim był.
Nawet ciepłe niebieskie oczy potrafiły zadać ból, nawet spracowane dłonie rozerwać krtań, a spokojny głos ranić. Cornelius Sallow, choć niegdyś był człowiekiem, teraz był mordercą, nawet jeśli własnoręcznie gdy nie odebrał nikomu życia. Wspierając reżim Malfoya, krew rozlewaną na ulicach angielskich miast, ból i rozpacz uciśnionych i zlęknionych, był takim samym mordercą jak ci, którzy własnoręcznie wbijali noże w plecy swoich ofiar. Czy Stevie Beckett wyglądał na mordercę? A jednak tamci szmalcownicy, tamci łupieżcy... Ci wszyscy, którzy chcieli krzywdy niewinnych...
Stevie Beckett był mordercą.
Cornelius Sallow był mordercą.
Byli dokładnie tacy sami.

Nie odpowiedział więc, prostując tylko brwi w minie, która mogła oznaczać "domyśl się"... Wtem jego uśmiech przerwał ciszę. Szeptał, a jednak słowa grzmiały w uszach. Nie oburzyła go słowa szlama, nie miało to dzisiaj znaczenia. Coś tylko zapiekło w gardle, a było to uczucie zmarnowanej szansy, zwątpienia i wykorzystania. Spróbował, uporczywie chwycił się brzytwy, lecz ta rozcięła mu żyły, nie wyciągnęła na powierzchnię. Rwący nurt Tamizy wciąż ciągnął go w dół, z każdym kolejnym słowem człowieka, któremu nie można było już ufać. Miał rację. Miał stuprocentową rację. Stevie upokorzył go, rozprawił się jak z dzieckiem, pokonał niczym niemowlę, celnie mierząc kolejnymi czarami. Widział potem, jak Cornelius się czołga, jak transmutacja spłatała mu najgorsze figle. No i stracił różdżkę. Powinien mu zrobić to samo, z kieszeni wydobyć brezylkę i zemścić się za to kłamstwo, za to krótkie oszustwo i minutową wiarę, że pomści swoje własne dziecko. Tym razem jednak to Cornelius zagrał na nim, upokorzył go, odebrał nadzieję, równocześnie właśnie dając mu kolejną, że to jeszcze nie koniec, że jeszcze mogła żyć.
Jeszcze mogło być dobrze.
Histeryczny śmiech rozległ się i odbił echem od ścian tego miejsca, gdy to ten pozorował własne pijaństwo, szykował odwrót. To nie było wejście na ambicje, nie czuł złości na to kłamstwo, a jedynie na samego siebie, że pozwolił sobie na krótką chwilę popłynąć w rozważaniach. Ludzie byli z natury dobrzy, a oprócz nich był Cornelius Sallow. Wciąż pozostało zagadką, co robił w tamtym domu, ale dzisiaj pozostawił tu wiele słów. W każdym kłamstwie było ziarno prawdy. Był jeszcze czas, a polityk właśnie dał go Steviemu więcej, bo teraz oprócz nadziei na rodzinę, na odnalezienie Layli, Rosemary, na szczęście, oprócz starań dla lepszej Anglii, dla bezpieczeństwa wszystkich dookoła, miał coś jeszcze. Miał zemstę.
Pana zdrowie... — wypowiedział chłodno, a potem kącikiem ust uśmiechnął się pod bujnym wąsem, choć powieki mu drgały, a ściskająca się mimowolnie w pięść dłoń aż lgnęła do ataku. Nie zrobił tego jednak. Nie teraz. — Do zobaczenia. Nie od razu Rzym zbudowano — uważnie przyjrzał się oddalającym się spojówkom mężczyzny. Niech i to wiekowe miasto będzie symbolem, bo kości zostały rzucone. Nie dziś i nie jutro, nie pojutrze, nie za tydzień, ale wkrótce... Wkrótce los będzie sprawiedliwy.
Widząc, jak mężczyzna odchodzi w tył, jak wycofuje się zaraz po zwróceniu na siebie uwagi, na twarzy Steviego nie malowała się złość, ani gniew. Mężczyzna mógł dostrzec tam jedynie rozczarowanie. Dłoń, która w jego płaszczu wyraźnie zaciskała się na różdżce nie przestraszyła Sallowa. Ręce miał sprawne, mógł sięgnąć po magię, po raz kolejny upokorzyć tego człowieka, zamienić nie w gęś, nie w krzesło, a w tchórzofretkę. To zdecydowanie bardziej do niego pasowało. Zamiast tego pokiwał minimalnie głową i zanim Cornelius opuścił lokal, odwrócił się do niego plecami, twarz kierując w stronę barmanki, do której uśmiechnął się ponuro. Może i był to manifest, brak strachu, ale zrobił to co poczuł. Mógł pluć jadem, śmiać się w oczy, kłamać i upokarzać, ale na każdego przyjdzie pora sądu. Los się musi odmienić.
Dla mnie herbatę — spuścił głowę w dół, dostrzegając przewrócone krzesło, a następnie podniósł je, ustawiając je równo z barem.

zt...


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnik]30.04.22 22:16
| 1 kwietnia '58

Kiedy w połowie stycznia trafiła na kapitana statku badawczego, który zaproponował jej ciepły kąt pod pokładem za uprzyjemnianie mu wieczorów, to nie zastanawiała się zbyt długo. Jakby złapała złotą gwiazdkę, szansę na idealne życie. Przecież o tym marzyła. By zostawić te zapyziałe ziemie i wypłynąć na morza i oceany. Tam jej przecież nikt nie znajdzie. Będzie mogła stać na pokładzie, podziwiać wschody i zachody. Pić piwo z marynarzami, czyścić z nimi pokład, a pod pokładem mieć miejsce w ciepłym łóżku samego kapitana. Żyć i nie umierać. I było cudnie. Przez chwilę. Potem statek stał się więzieniem, dłonie mężczyzn były wszędzie, ciepły wieczory u kapitana przekleństwem, którego nie potrafiła sobie darować. Przecież mogła przewidzieć, że tak to się skończy. Kobieta na statku pełnym głodnych mężczyzn nie była bezpieczna. Jej różdżka ukryta w szufladzie biurka, co wieczór podniesiona wysoko spódnica. Była słaba psychicznie i fizycznie, wyczerpana tym co zostawiła w Londynie i tym co zastało ją w jej nowym życiu. Czy naprawdę zawsze musiało tak być? Ile by dała by wrócić do chwil z Philippą, mieć znów w objęciach swoją Celinę i droczyć się o kolejką szklankę alkoholu z Panią Boyle. Chyba tylko to jakoś trzymało ją w kupie. Aż w końcu nadarzyła się okazja by zwiać. Było tam przeraźliwie zimno, zimniej niż w Londynie. Nie pamiętała zbyt dużo szczegółów, wszystko działo się w takim amoku. Kontrola, szybka akcja, wykradła różdżkę. Jedno zaklęcie, drugie, już była w porcie. Biegła ile sił w nogach, przed siebie i głęboko w ląd. Znalezienie czarodziejskiej osady było trudne, ale gdy już się udało, to mieli tam swoich medyków i zielarzy i ostatnia pozostałość po którymś z marynarzy przeklętego statku została usunięta.
W tym momencie można powiedzieć, że szczęście się ku niej odwróciło. Miała nadzieję, że tym razem naprawdę. Ale skoro natrafiła na osobę, którą znała. Która pływała statkiem, na którym miało być bezpiecznie. Mogli zabrać ją do domu za przysługę, bo Huxley nie miała żadnego grosza przy sobie. Thalia nie była kolejną złapaną gwiazdką. Złudnie piękną i złudnie bezpieczną. Była prawdziwą ostoją, którą teraz Huxley potrzebowała najbardziej. Nie była jedyną osobą, którą kapitan jej statku sprowadzała z dalekiej podróży, ale nie pytała o szczegóły. Sama też była niezbyt rozmowna. Natomiast zdecydowanie było widać w niej zmianę. Rain którą widziała Thalia w zeszłym roku, była zupełnie kimś innym niż teraz. I to było czuć.
Przybyły do Szkocji, pokonując kawał drogi. To było już miejsce, w którym Huxley byłaby w stanie sobie poradzić, gdyby Wellers jej teraz powiedziała, że przejażdżka się skończyła. Wypad. Z Islandii by się nie wydostała samodzielnie, nie miała pojęcia jak i za co. Miała u kobiety ogromny dług wdzięczności. Podczas zejścia na ląd, gdy obie skierowały się w poszukiwaniu miejsca gdzie mogłyby napić się dobrego piwa, w oczach kobiety zakręciła się mała łezka. Szybko starta przybrudzonym rękawem nie została przez nikogo zauważona. W zadymionym pomieszczeniu, w którym panował półmrok nie widać było sińców pod oczami dziwki, nowej partii siwych włosów, a połamane paznokcie skrywała pod ciemnym materiałem. Brakowało jej porządnej kąpieli, paru kolorowych kosmetyków, którymi mogłaby poprawić swój makijaż oraz dobrego alkoholu, aby zapić i zapomnieć ostatnie wspomnienia. Musiała się pozbierać. Nie mogła pokazać się taka przed Celinką, do której zmierzała. Jej córka była jej celem. To od niej dotarły wieści, list przyniesiony sową był kołem ratunkowym, który uchronił ją przed całkowitym rozpadem. Teraz musiało być już tylko lepiej.
Gdy kufle piwa pojawiły się na stoliku przyjęła je z cichym westchnięciem. Nie miała pojęcia co dzieje się w Anglii, jak wygląda sytuacja, co z portem i Parszywym Pasażerem. Czy jeszcze stał? Czy wszyscy żyli? Co z Philippą? Celina była chyba bezpieczna, a Yvette? Swój wzrok utkwiła w Thalii. Nie zapuszczały się w stronę Londynu, mogła więc domyślać się, że nie jest to kierunek, w którym powinna się poruszać. Uśmiechnęła się lekko, gdyby ktoś jej rok albo dwa lata temu powiedział, że tak wszystko wywróci się do góry nogami, to popukałaby się w głowę. A teraz?


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnik]08.05.22 0:59
Od Islandii wszystko wydawało się smakować gorzko w jej ustach, czy to spływający po języku najtańszy grog, czy to deszcz, siekący tak mocno jak tylko potrafiła to robić pogoda na Wyspach Brytyjskich, deszczowa, mżawkowa, kapuśniaczkowa bądź taka z innym określeniem na deszcz, nieustanie towarzyszący nad ich głowami. Jak na ironię, to właśnie „deszcz” przywiozła ze sobą na powrót, nie spodziewając się zobaczyć Huxley gdzieś w dalekich ostępach islandzkiej głuszy. Przekonana była na początku, że to wzrok ją myli albo właśnie doświadcza jakiś omamów, bądź metamorfomag, płatający figle, właśnie podszywa się pod znajomą twarz. Rozmowa jednak rozwiała wszelkie wątpliwości, a nagłe przerażenie, którego w ogóle nie dała po sobie znać, wstrząsnęło nią lekko. Wiedziała, że pozostawić ją na wyspie, samą pośród skał nie mogła, o ile oczywiście ta chciała wrócić. Krótka rozmowa, obietnica o wiele większej pracy na statku i wyłożonych pieniędzy wystarczyła, ale wiedziała że jej praca w tym momencie się absolutnie nie kończyła. Cóż, nie widziała tego jako pracę, ale w drodze powrotnej korzystała ze swojej obecności, krocząc za Rain niczym cień, śpiąc wciskając nieco starszą kobietę pomiędzy siebie a ścianę, tak by żadnemu marynarzowi nic do łba nie strzeliło czy nawet oferując jej orlicę gdyby potrzebowała do kogoś napisać. Ale udało się, odnalazły się na lądzie i w końcu mogły odetchnąć.
Niemal wlokła się do pubu, czując jak wszystkie mięśnie wydają się palić żywym ogniem, nawet jeżeli deszcz siekł niemiłosiernie. A mimo to nadal czuła, że tego jest za mało, nadal miała ochotę w coś uderzyć, nie tylko przez nastrój, ale w chęci zmycia z siebie emocji. Gniew, smutek, niewypowiedziana adrenalina, wciąż podsycana przez rozważania które nastroiły ją na marszczenie brwi, sprawiając jeszcze że blizna na twarzy zmieniała nieco położenie.
Moneta błysnęła w powietrzu gdy rzuciła ją w stronę barmana, przyciągając do siebie swój kufel. Czuła na sobie wzrok towarzyszki, przez chwilę jednak skupiając się jeszcze w zamyśleniu na jasnej pianie zanim nie uniosła jasnych tęczówek na Rain, posyłając jej tym razem uśmiech, który wydawał się mówić więcej niż by chciała.
- Jak masz jakieś pytania to śmiało. Jak zjemy i napijemy się, wynajmę ci tu pokój, ogarnę też czyste ubrania żebyś miała się gdzie przebrać? Masz jakieś lokum? Jak nie to daj znać, coś załatwię. – Miała wiedzę gdzie są jakieś kryjówki, wiedziała gdzie i kogo zabrać aby ta osoba była bezpieczna. Pytanie, czy Rain chciała.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnik]27.05.22 22:57
Jej uśmiech na twarzy działał kojąco. Chociaż twarz z tymi bliznami wyglądała strasznie, to jednak miło było utkwić wzrok w kimś sobie znanym. Huxley to doceniała. Thalia nie musiała tego robić, ludzie z którymi pływała nie musieli pomagać. A jednak udało się przebyć tak długi odcinek morskiej trasy. I teraz siedziały razem w barze, a przed nimi stało piwo. Jakiekolwiek by ono nie było, to jedna z najlepszych rzeczy, jaka mogła się teraz przydarzyć.
- Pytań mam mnóstwo – powiedziała od razu. – Co się dzieje w Londynie? Bo od tego zależy moja odpowiedź. Co się dzieje w dokach? Ktoś tam został? Philippa? Nie dotarła do mnie żadna sowa, raz znalazła mnie sowa Celiny. Parszywy stoi?
Tylko to ją interesowało. Czy jej dom nadal istnieje. Czy bezpiecznie będzie wrócić do mieszkania? Chociaż aby zabrać rzeczy, o ile coś tam jeszcze zostało. Chociaż czy można nazwać port nadal domem, skoro uciekła z niego jak pies z podkulonym ogonem kiedy tylko sytuacja wymknęła się spod kontroli?
- Mam swoje mieszkanie, ale jeżeli powrót do Londynu nie jest możliwy, to muszę zabrać stamtąd to co najważniejsze i… i nie wiem – westchnęła.
Sięgnęła po swoje piwo i nawet nie specjalnie czekając na Thalię od razu wzięła duży łyk. Nie miały czego oblewać, za co wznosić toasty. Ja powrót? Co to za powrót, jeżeli może nawet nie być kogokolwiek kto by na ciebie czekał. Przez ostatni okres czasu doskwierała jej samotność, ostatnie wydarzenia były ciężkie i jeszcze minie chwilę czasu zanim zapomni o swoim niepowodzeniu. Ale Hux była silna, podniesie się po swojej porażce. Jak to się mówi, co cię nie zabije to cię wzmocni. Może dzięki temu spojrzy na świat inaczej? Na sytuację, która się rozwinęła. Chociaż tak naprawdę nie do końca zdawała sobie sprawę z tego co się działo. Nie tylko dlatego, że jak zawsze mówiła i tak jej to „wisiało i powiewało” ale chociażby, bo była przez kilka ostatnich tygodni, jak nie dłużej, kompletnie odcięta od informacji. Wiedziała, że Celina jest bezpieczna. Marcel o nią zadbał. Dobrze jednak wiedziała, że Celina nie była całym światem (chociaż jej oczkiem w głowie jak najbardziej). Światu mogło się nie poszczęścić.
- Nie mam pojęcia jak ci się odwdzięczę. Co ty tam w ogóle robiłaś? Przecież to było jakieś zadupie kompletne… nawet dla mnie – wskazała na siebie palcem unosząc wysoko brwi. – Już myślałam, że tam, nie wiem… znajdą moje samotne szczątki gdzieś pod skałami, czy coś. Chociaż może lepiej niż zgnić w kanałach w porcie…
Alkohol rozwiązywał język. Zmęczone ciało i zmęczoną duszę brało szybko. Patrzyła na Thalię podkrążonymi oczami, były jednak jakby puste. Kiedyś Huxley uważała, że ma swoje miejsce na tym świecie, że to co się dzieje to ją nie dotyczy. Ba, że może na tym nawet nieźle zarobić. Gdzie ją to doprowadziło? A wystarczyło być tylko kurwą, a ominęło by ją tyle nieszczęść. Układanie życia na nowo, jeżeli nie umie się nic oprócz dawania dupy i legilimencji, która nic a nic jej się ostatnie nie przydaje, była marną perspektywą.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnik]31.05.22 1:06
Nie miała wpływu nawet na to, jak wygląda jej twarz – bliznę przecinającą połowę jej twarzy miała już od urodzenia. Nie wiedziała nawet, czy to przypadkiem, czy jednak specjalnie, naprawdę nie miała pojęcia. Ale wiedząc, że przy jej bliskich, przy ludziom, którym ufała, mogła pokazać się taka, jaką była, nie miała nigdy nic przeciwko temu aby jednak pokazać swoją twarz w pełnej krasie. Spoglądała jeszcze na Rain, starając się dodać jej jakiejś otuchy, mając jedynie nadzieję, że nie wyjdzie to w drugą stronę. Zwłaszcza, jeżeli mowa była również o tym, że w męskim świecie żeglarzy lepiej było, jeżeli nie była zbyt ładna. Bez żadnej urazy dla Rain, ale regularna praca na statku byłaby piekłem gdyby do tego wszystkiego miała więcej uroku. Już i tak była, ale ci wiedzieli przynajmniej, aby ręce móc trzymać przy sobie.
- Londyn? Robią z niego popisowe miasto, z tego co wiem. Robią co im się tam żywnie podoba, ale nie tylko tam. Niemal każdy, kogo znam, wyniósł się z tego miejsca, został chyba tylko cyrk i to dlatego, że teraz podlizują się rządzącym i tańczą na każdej imprezie. – Nie miała zbytnio żalu, ani też pretensji o to, co robiła obecnie Arena Carringtona. Każdy prządł w końcu tak, jak mógł. – Nie wiem, co z Philippą, ani kim jest Celine, ani też nie mam pojęcia co dokładnie się zadziało ze wszystkimi, niektórzy zmienili miejsce zamieszkania jak Yvette. A na przykład Reggie gdzieś zamieszkał a potem zniknął… - Spuściła spojrzenie, obserwując jak mokry ślad of kufla odciska się na drewnianej powierzchni stołu. Co miała powiedzieć, kiedy tęskniło się do kogoś tak mocno, jakby nagle straciło się część swojej duszy? Może dramatyzowała, ale bywały te typy przyjaźni, których nie dało się odciąć, a nawet stracone bolały i to długo. – Parszywy jeszcze stoi ale nie funkcjonuje, z tego co wiem. – Potarła jeszcze dłonią swoją brew, spoglądając jeszcze po okolicy. Ale nikt nie zwracał na nie uwagi, to dobrze.
- Jeżeli potrzebujesz, mogę tam pójść za ciebie i zabrać rzeczy, jeżeli byś się obawiała. – Nie chciała sugerować, że sama o wiele lepiej sobie poradzi z tym zadaniem, po prostu wolała pokazać że jest alternatywa. Mogła tam pójść jako ktoś, kogo nikt nie kojarzył i na pewno nikt nie byłby zainteresowany śledzeniem jej. Chwilę przesuwała palcami po krawędzi kufla, wyprostowując się ostatecznie i zerkając na swoją towarzyszkę po odchrząknięciu. – Gdybyś potrzebowała, mogę też załatwić ci miejsce do spania, czasowe albo na dłużej. – Nie mogła jej od razu zapewnić przyjęcia do domu, musiałaby zapytać o to Yvette, ale miała znajomych którzy na pewno przenocować mogli Rain i pozwoliliby jej zamieszkać w miejscu, gdzie o nic nie musiałaby się obawiać.
- Chociaż to nie tak, że ktoś będzie cię ścigał w Londynie, ale nie zamierzam poręczyć za to miasto. Jest ohydne, zwłaszcza teraz. – Naprawdę, miała ochotę unikać wszystkiego odnośnie stolicy państwa, która przypominała obrzydliwą makietę. – Chociaż lepiej niż w innych miejscach, w których palono ludzi na stosach a potem zrobiono sobie przyjęcie. – Irytowała się na takie rzeczy, nawet jeżeli sama nie mogła tego zmienić. Odetchnęła parę razy, ostatecznie jednak spoglądając na Rain i potrząsając głową.
- Wybacz, irytuję się niesamowicie tylko o tym myśląc. Co do Islandii…mieliśmy tam wyprawę, a ja zawsze znajdę się w jakiś miejscach, gdzie nawet nie wiesz co i jak tam robiłam. Mam wrażenie, że czasem po prostu natykam się i trochę pojawiam się jak jakieś rozwiązanie czyiś problemów…nie ze to zarzucam…nie wiem, wybacz, paplam już od rzeczy. No, ale jeżeli jest jakieś dziwne miejsce i nieodpowiedni czas, to jest spora szansa na to, że ja tam będę. – Wyciągnęła jeszcze dłoń, ostrożnie łapiąc palce Rain i ściskając je lekko, tak pokazując że przynajmniej odrobinę wsparcia może jej okazać.
- Spokojnie, jeszcze chodzę po tej ziemi, do tego czasu żadnej mowy o twoich szczątkach. Powiedz, mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić?



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnik]05.06.22 21:31
Nie zdawała sobie na początku w ogóle sprawy z faktu, że Thalia może nie do końca znać osoby, które wymieniła. Chociaż już pierwsze wspomnienie o tym, że nie wie co z Philippą, Parszywy nie funkcjonuje, a w Londynie robią sieczkę sprawiło, że żołądek podszedł jej do gardła. Słuchała ją uważnie, ale wzrok utkwiła w kuflu piwa. Sięgnęła po niego w końcu, upiła spory łyk. Na tyle spory, że pół zawartości gdzieś się rozpłynęło.
- Miejsce do spania z pewnością się przyda – przytaknęła. Chciała by na jej twarzy pojawił się chociaż delikatny uśmiech, ale nie mogła. – Przed wyprawą narobiłam sobie wrogów, port już nie jest dla mnie bezpiecznym miejscem. Ale dziękuję, do swojego mieszkania podejdę sama. Są tam ważne rzeczy… mam nadzieję, że są.
Zaczęła się przez chwilę zastanawiać kiedy to wszystko zaczęło się sypać. Nigdy nie przykładała zbyt dużej wagi do polityki, do tego co dzieje się na świecie. Interesowało ją tylko jej własne podwórko, wiedziała wszystko, a jak się nagle okazało – nie wiedziała nic, bo nie zauważyła momentu, kiedy ktoś zaczął buciorami wchodzić w portowe życie. Zawsze, jak to mówiła, wisiało jej i powiewało i chyba aż za bardzo. Może można było coś zrobić? Zebrać ludzi. Zareagować. Nie mogła powiedzieć, że na pewno przyniosłoby to jakiś efekt. Ale nie mogłaby sobie teraz zarzucić, że nic nie zrobiła. Dała się tylko wplątać w ich gierki, sama się w to wpakowała. Imperius, akcja w Parszywym. A potem uciekła „do lepszego” jak szczur pod miotłę. I dostała miotłą po dupie.
- Thalia, ty masz po prostu wyczucie do bycia w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Dla mnie w odpowiednim, dla ciebie może faktycznie niekoniecznie. Ale tak, pojawiłaś się jak rozwiązanie moich problemów. Dobrze to ujęłaś – przytaknęła. – Słuchaj, ty mi tak proponujesz, że pomożesz, znajdziesz miejsce do spania… a ja nawet nie wiem jak spłacić ten dług wdzięczności. Jak mogę naciągać kolejne?
Była wykończona. Nie tylko fizycznie, ale psychicznie chyba również. Potrzebowała odpocząć, pozbierać się, chwilę stabilności i może trochę leków, aby odespać te wszystkie nieprzespane noce. Przypomniała sobie, że Thalia mówiła o Yvette. Iskierka zabłysnęła w Huxley oczach.
- Mówiłaś o Yvette. Wiesz, gdzie ona teraz jest? – zapytała. – Ktoś mnie musi poskładać do kupy. I może wie gdzie jest Celina… Celina jest mi w sumie jak… córka. Rozumiesz?
Wiedziała, że się nasłucha. Yvette zawsze lubiła sobie pogadać, co Huxley zazwyczaj olewała. Ale ceniła sobie jej przyjaźń, pomocą dłoń. Znowu jej potrzebowała. Ale tak to już jest kiedy jest się magomedykiem, Baudelaire chyba już do tego przywykła. A może będzie wiedzieć gdzie jest Philippa i jej Celina?


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnik]05.06.22 21:58
Mimo tego, że znała Reggiego tyle lat, wszelkie jego związki pozostawały dla niej niczym tajemnica. Miała wrażenie, że w momencie przyjazdu do kraju po długiej nieobecności zastała na miejscu zupełnie obcą osobę, która nawet nie do końca dawała się poznać. Irytowało ją to chyba tym bardziej, że sama była jak otwarta księga, a jej tajemnice znane chyba były już na długo zanim sama je dobrze poznała. Spojrzenie uniosła na nowo na Rain, a chociaż przez chwilę obraz rozmazał się jej ze zmęczenia, nie dała po sobie poznać nic poza kilkukrotnym mrugnięciem. Dni po powrocie mogły wydawać się słodkim nieróbstwem, ale prawda była taka, że pod względem psychicznym i fizycznym były nie mniej wymagające niż sama wyprawa. Ale sama w końcu wybrała to życie, więc zawsze odzywało się w niej przeczucie, że nie miała do końca prawa narzekać. Zwłaszcza nie teraz.
- W takim razie coś mi uda się załatwić. Umówimy się na kontakt, tak abym potem mogła dać ci znać, gdzie możesz się zatrzymać. Nie będą to pewnie luksusy, ale dach nad głową już może mieć znaczenie. – Wiedziała, że to całkiem sporo, ale mimo to czuła bezsilność. Tak jakby nawet nie miała żadnej możliwości, tak jakby na nowo miała związane ręce. Palce mocniej zacisnęły się na rączce kiedy wiedziała, że ujścia swojej irytacji nie znajdzie tutaj, bo w bójkę nie powinna się wdawać gdy towarzyszyła jej Huxley i sporo miały do omówienia. – Rozumiem. Wiem, że jesteś dorosła i dasz sobie radę, ale będę spokojniejsza, jeżeli dasz mi znać później jak uda ci się odzyskać rzeczy.
Londyn nigdy już nie miał kojarzyć jej się dobrze, dlatego serce na pewno miała mieć spokojniejsze gdyby Rain napisała jej że wszystko w porządku. Nawet jedno zdanie, tak aby łatwiej było planować dalsze działania. Chyba już zawsze miała być po trochę przyjacielem, który spoglądał na ciebie jak na kogoś komu potrzeba było opieki, jednocześnie nie wahając się wziąć solidnego zamachu i przyłożenia, gdy trzeba było kogoś potrząsnąć. Nie chadzała ścieżkami kompromisów, najczęściej robiąc potem myśląc. Czy to było złe? Pewnie tak, bo komplikowało to jedynie relacje, ale chyba nie umiała inaczej, nie uginając się przed wymaganiami i wzdychaniami. Ale Rain nie wymagała ani nie wzdychała i to było miłe.
- W takim razie pozostańmy właśnie przy tym. – Uniosła jeszcze kufel w ramach tego skromnego toastu. Skoro ścieżki losu miały prowadzić ją w nieznane, to niech chociaż przy tym pomoże komuś, kto na to zasługuje. – Przez całe moje życie nie miałam domu i musiałam żebrać o kawałek podłogi, nie mówiąc już o tym, że czasem wiązało się to z brakiem jedzenia. A do tej pory moje ubrania i rzeczy osobiste musiały się zmieścić w jednym kufrze. Wiem jak to jest, kiedy nie da się liczyć na kogokolwiek i gdy jest się samemu. Ale też wiem, że za litością nikt nie przepada, więc to ci właśnie oferuję – pomoc za twoją późniejszą pomoc. Nie będę wymagać od ciebie czegoś, co zagroziłoby twojemu życiu, ale jakbym kiedyś potrzebowała miejsca aby się schować czy pomocy, tak możesz mi się odpłacić.
Litość wobec niej samej zawsze wydawała męcząca, bo oznaczało, że trzeba było kogoś żałować. Bo w takich wypadkach ludzie patrzyli na ciebie z góry, spodziewając się po tobie tylko najgorszego. Wobec innych nie była zła, ale ona nie była przecież człowiekiem w opalach, nieporadnym i głupim.
- Tak, Yvette również opuściła port i mieszka teraz ze mną. Skoro pisała do ciebie Celine, to znaczy, że najpewniej do niej też, chociaż wydaje mi się, że wspomniałaby o tym, że ją odwiedza. A może się mylę. Ale jeżeli może pisać to znaczy, że znajduje się w miejscu gdzie nie brak jej papieru i atramentu. – Spojrzała jeszcze kiedy padło pytanie, wzruszając ramionami. – Tak i nie.
Nie czuła żadnego połączenia z więzią rodzicielską. Widziała zbyt wiele dzieci samotnych i bez rodziny. Wychowała się miłości i bezpieczeństwa w sierocińcu. Kochała dzieci i zapewniała im bezpieczeństwo, ale od czasu Elaine nie faworyzowała żadnego. Kątem oka odruchowo odbiegła na bok, zaraz jednak wracając do sylwetki Huxley.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnik]05.06.22 22:34
Nie zależało jej na luksusach. Spała w różnych miejscach, lepszych i tych gorszych. Nie miało to znaczenia. Byle było bezpiecznie, by mogła odpocząć i zaplanować co ze sobą ma teraz zrobić. Jakby nie patrzeć, to życie które znała najlepiej już nie istniało. Nie była już Huxley dziwką z londyńskiego portu, bo nie miała gdzie tam wracać. Nie było Philippy najprawdopodobniej, Parszywy zamknięty i nawet nie chciała myśleć co się stało ze starą Boyle, bo gardło zaciskało jej się tak mocno, że nie była w stanie przełknąć nawet śliny. A nawet gdyby wróciła, to co by tam robiła? Skąd by wzięła klientów? Legilimencja przysporzyła jej ostatnio więcej problemów niż zysku. A pewnie nawet nie byłoby nikogo komu mogłaby dać dupy i zarobić. Westchnęła ciężko.
- Przyjmę kawałek podłogi pod schodami, nie zależy mi na luksusach – powiedziała z pełnym przekonaniem. – Oczywiście, że dam znać.
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie jak to się mówi. Niemniej jednak Rain nie spodziewała się, że tę przyjaźń otrzyma od Thali. Znały się przecież długo, ale jakoś nigdy do głowy jej nie przyszło, że w najgorszym dla siebie momencie to ta żeglarka będzie stać u jej boku i podawać pomocną dłoń.
I tego chciała w zamian za swoją pomoc. Było to bardzo sprytne, Thalia bardzo dobrze myślała i to jej musiała Huxley przyznać. Wiedziała, że Rain jej nie zapłaci, bo nie miała czym. Wiedziała, że nie odpracuje, bo też nie było jak. Ale wiedziała, że czegoś takiego nie odmówi. Rain była dziwką, portową dziewuchą, lubiła pieniądze i być tą najważniejszą, w końcu przy zbyt dużej ilości alkoholu lubiła nazywać się królową portu. Ale zawsze też dotrzymywała słowa. Tym bardziej, jeżeli to było słowo złożone przyjacielowi. Uniosła kufel do góry.
- Jeśli będziesz potrzebować mojej pomocy, to na pewno ją dostaniesz – przytaknęła.
Na to mogła się zgodzić. I trochę lżej się jej zrobiło na sercu. Nie wiedziała dlaczego tak nagle, ale było to bardzo przyjemne uczucie. Jakby jakiś kamień spadł i z głośnym uderzeniem rozbił się na mniejsze kawałeczki, które nie były już tak uciążliwe.
- U ciebie mieszka? Eh, pewnie będzie pytać czy zużyłam całą maść, którą mi dała – uśmiechnęła się lekko. – Tak, miejsce gdzie jest pergamin i atrament. Pewnie jest bezpieczna. – Na ostatnie słowa zacisnęła mocno usta. – Wiesz, zawsze mówię, że ja matki nie miałam. Mówiłam Ci, że też była dziwką? Wiesz, jabłko spada niedaleko od jabłoni, czy jak tam leci to powiedzenie… tyle rue co wzięła, ale mnie się, kurwa, nie pozbyła. A potem miała gdzieś. A ja w sumie wcale nie lepsza, zresztą jak mnie znalazłaś to… sama byłam po rue. Ale Celina, nie wiem co jest z tą dziewczyną… Pewnie jej nie poznałaś, co? W ogień bym za nią wskoczyła, taka chyba powinna być matka. Nie wiem. Ah, po prostu myśl o niej trzymała mnie na tej wyspie przy życiu i obmyślaniu planu jak wrócić do kraju. I potem pojawiłaś się ty…
Kufel był już pusty. Mocny mieli tu alkohol. Szumiało w głowie i rozwiązywało język. Przy zmęczonym ciele i zmęczonym duchu alkohol uderzał mocniej.
- Masz może fajkę? – zapytała w końcu.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnik]05.06.22 23:09
Rozumiała chęć bezpieczeństwa, zwłaszcza w tych czasach. Od momentu kiedy została przemytniczką, de facto łamiąc prawo, stawała się co raz bardziej ostrożna. Nowe twarze, nowe osobowości, obchodzenie miejsc tak aby sprawdzić, czy nikt nie zakrada się albo nie planuje pułapki. Tym bardziej obawiała się o swoje życie kiedy pomagała Zakonowi, chociaż w tym wypadku każdy, kto widział jej twarz, tracił pamięć a w ekstremalnych wypadkach i życie. I to najczęściej nie z jej ręki. Teraz chyba tego właśnie najbardziej potrzebowała Rain – nie tego, żeby kogoś zabić (chociaż kto wie, nie pytała o to…), ale tego, aby poczuć się bezpieczną. Ciągłe oglądanie się przez ramię czy nikt nie zamierza zaatakować albo zwrócić się przeciwko tobie wyczerpywało. Zwłaszcza jeżeli nie można było liczyć na to, że twój szanowny tyłek uratuje wielce potężny auror.
- W takim razie napisz mi jak tylko będziesz mogła – chyba, że byś potrzebowała do tego mojej orlicy, ale ona jest dość…charakterystyczna. – Miało to dobre strony, bo jednak łatwiej było rozpoznać do kogo należy ptaszysko, a i orzeł wolniej się męczył niż sowa. Niestety w miejskim otoczeniu łatwiej rzucał się w oczy, więc nawet w pełni opanowanym przez czarodziejów Londynie łatwo było zwrócić na niego uwagę.
Wiedziała też, że każdy miał swoją dumę, a ci, którzy wychowywali się wśród biedoty jeszcze bardziej. Od zawsze patrzono na nich z góry, a mimo dumnych frazesów, spodziewała się, że niezależnie od tego, kto wygra tę wojnę, nic się nie zmieni. Słabi pozostaną słabi, dzieciom dalej będzie podawać się ćpuńskie używki w sierocińcach, prostytutki dalej będzie traktować się jak darmową ulgę dla panów z władzy. Chciała to zmienić, ale jej walka była niczym rzucanie szyszkami w smoka – świat nawet nie czuł tego co robi i wszystko trwało po staremu.
- Dzięki. W takim razie za nas, aby jednak wszystko było już tylko lepiej…jak tylko to możliwe. – Chyba żadna z nich nie wierzyła w to, zwłaszcza teraz, ale siedzieć i pogrążać się w rozpaczy nigdy nie było w stylu Wellers. Chociaż od czasu klątwy robiła to znacznie częściej.
- Nie wspominałaś… - Nigdy Rain nie pytała o jej historię, nie dlatego, że wierzyła, że jest nudna, ale wiedziała, że każdy człowiek powinien dzielić się nią we własnym zakresie. Na niektóre rzeczy było się gotowym, w innym wypadku nie będąc w stanie podzielić się jakąkolwiek informacją. Wysupłała jeszcze z kieszeni jednego papierosa, wyciągając go w stronę Huxley. Udało jej się zakupić nieco tytoniu podczas wyjazdu, co wydawało się błogosławieństwem, przynajmniej dopóki się nie skończy.
- Moja matka była z moim ojcem. Zamiast wziąć ślub, uciekła, bo nie była gotowa na rodzinę. Zamiast wziąć rue, postanowiła mnie urodzić a potem porzucić w najgorszym miejscu dla dziecka. Nie jestem modelem tego, jakie powinny być matki, ale wiele dzieci w porcie widziałam i wiem, że muszę coś dla nich zrobić. Lordowie pewnie mnie oleją, ale napiszę do nich, może uda się założyć sierociniec, czy coś…powinny mieć chociaż dach nad głową. – Bo czym dzieciaki z ulicy zasłużyły sobie na taki los? Nie były przecież gorsze. – Nie poznałam jej. Jeżeli tak ją cenisz to dobrze i chyba tyle mogę powiedzieć. – Ciężko było żywić uczucie do pustego obrazu, nienasyconego żadnymi emocjami. Ale skoro Rain wypowiadała się o niej ciepło, to mogła tylko gratulować jej takiej więzi.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Bar Old Forge, Knoydart [odnośnik]05.06.22 23:55
Może faktycznie nie mówiła? Mało kto wiedział, więcej osób się raczej domyślało. Nie trudno było, chociaż stara Huxley niczym nie przypominała już swojej córki. O ile jeszcze żyła. W co Rain mocno wątpiła. Jej szczątki leżały pewnie w jakimś rowie, na dnie Tamizy albo w innym zapyziałym miejscu. Tam gdzie było jej miejsce. Sama nie chciała taka być. Bała się, że gdyby urodziła kiedyś dziecko, to i ono by tak skończyło. Z Celiną nie miała tego problemu, bo Celina nie była dzieckiem. Dorosłą kobietą, o którą należało dbać. To jednak zupełnie co innego.
- Być może nie mówiłam – przytaknęła biorąc papierosa. – Dzięki.
Nawet nie musiała sięgać po różdżkę, by go podpalić. Wychyliła się tylko lekko w stronę palącej się świeczki. Wystarczyło, aby wzniecić żar na jego końcu. Wsunęła fajkę do ust i zaciągnęła się. Dym wypuściła nosem, widać było dziwną ulgę, która pojawiła się na jej twarzy. Zaraz jednak wróciła duszą do ciała i skupiła się na słowach Thalii.
- Nie wiem czy znajdzie się ktoś chętny pomóc. Te dzieciaki mają już przesrane dzieciństwo, czy jest szansa, że ktoś się nimi przejmie? – zapytała. – I bez wojny jest trudno zwrócić uwagę tych ważnych na problemy sierot. Powinny mieć dach nad głową, chociaż kawałek chleba by nie umrzeć z głodu. Ulica zawsze była dla mnie drugim domem i gdyby nie stara Boyle…
I Rain i Thalia miały ciężkie dzieciństwo, ciężkie życie każda na swój sposób. Nie było czegoś takiego, że jedna miała gorzej od drugiej. Jakakolwiek licytacja nie wchodziła w grę, bo przecież nie o to tu w tym chodzi. Hux tylko nie mogła uwierzyć, że mimo tego wszystkiego co Thalia przeszła, miała w sobie tyle dobroci i tak ogromną chęć pomagania innym. W sobie nie zawsze potrafiła odnaleźć takie pokłady, nawet jeśli chodziło o tych najbliższych. Tego jej zazdrościła. Chęci działania, nawet podjęcia próby walki ze złym losem sierot, co z góry tak naprawdę było skazane na porażkę. Ale może to kwestia tego, że Rain była teraz zbyt zajęta własnymi problemami? Ale przecież Thalia też je teraz na pewno miała, a jednak nie siedziała na dupie załamując ręce. Huxley ją podziwiała.
Zaciągnęła się fajką, drażniący dym wypełnił jej płuca. Drażnił, lekko nieprzyjemnie, ale rozchodząca się po żyłach nikotyna zdawała się znosić skutki uboczne dymu w gardle. Z każdym zaciągnięciem trochę się uspokajała i rozluźniała. Czegoś takiego było jej teraz trzeba. Jak nie czegoś nawet mocniejszego.
- Czy skoro Yvette jest u ciebie w domu – wróciła znowu do tematu wspólnej znajomej jaką była uzdrowicielka, która jeszcze niedawno leczyła ludzi portu. – Czy mogłabym w takim razie odwiedzić cię na dniach, aby się z Yvette spotkać? Ale, w sumie, to ja nawet nie wiem gdzie to jest… tyle dla mnie robisz, może ja po prostu napiszę sowę do Yvette i się gdzieś z nią spotkam. Nie, nie, nie chcę Ci jeszcze siedzieć na głowie w twoim własnym domu…
Musiała się skontaktować z uzdrowicielką. Może ona coś więcej wiedziała o Celinie? Albo o Philippie? Albo o Matthew… ciekawiło ją co z nim się stało. Żył jeszcze? Może siedział teraz gdzieś nad rzeką w Paryżu i pieprzył się z jakąś francuską? Kąciki ust uniosły się jej ku górze na samo wspomnienie. Jedno dobre z niewielu jakie pozostały w pamięci.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Bar Old Forge, Knoydart
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach