Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wnętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wnętrze   10.03.12 23:21

Wnętrze

Jest to ogromne, rozległe pomieszczenie mogące pomieścić w sobie pół kamienicy, posiadające mnóstwo gotyckich okien, niezliczoną ilość stoliczków z krzesełkami oraz morze długich rzędów regałów, po brzegi wypełnionych opasłymi woluminami. Londyńską bibliotekę codziennie odwiedzają tłumy - uczniów, dzieci, młodzieży, dorosłych, studentów, prawników, lekarzy, adwokatów, pasjonatów, emerytów i innych.
Do wnętrza biblioteki prowadzi przestronny hol wyłożony szachownicą czarnych i białych kafli, ze spiralnymi schodami prowadzącymi na wyższe kondygnacje budynku. Kondygnacje te posiadają balkony z widokiem na niższe piętra, dzięki czemu biblioteka wydaje się być jednym, wielkim, nieskończonym, monumentalnym wręcz pomieszczeniem. Na samej górze budowli umiejscowiona jest sporej wielkości szklana kopuła wpuszczająca do środka morze światła. Podłogi wyłożone są ciemnym kamieniem, w których odbija się blask dziesiątek lamp. Bibliotecznych regałów nie sposób zliczyć, podobnież z tomiszczami, a wszystkie podzielone są na odpowiednie działy tematyczne - dla ułatwienia szukania. Poszczególne działy zostały odizolowane od pozostałych za sprawą dębowych barierek. Czytelnią zaś jest kilkadziesiąt mahoniowych stołów i stoliczków gęsto zastawionych krzesłami.
Zewsząd słychać szelesty kartek, a także ciche uczniowskie szepty. Dookoła panuje miła, spokojna, typowo naukowa atmosfera.


Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   31.01.16 19:02

25 października
Panienka Rosier już dawno miała się wybrać do biblioteki, ale jak dotąd nie było ku temu stosownego momentu. Zdając sobie jednak sprawę z tego, jak za kilka dni będzie zajęta przygotowaniami do organizowanego przez Averych balu, zdecydowała się jednak na wyjście bardzo spontanicznie. Przejazd do miasta bardzo jej się przedłużał. Samotny dojazd pociągiem dla młodej damy to było aż nazbyt nieprzystające. Wolałaby, żeby ktoś jej w tej podróży towarzyszył. Nie musiałaby się wtedy wstydzić wolnej przestrzeni w przedziale. Nieco rozdrażniona, a i trochę zmęczona swoją podróżą do Kensingdon, w końcu jednak dotarła na miejsce. Już we wnętrzu budynku, długo błądziła pomiędzy regałami, poszukując interesującego ją działu ksiąg. Po drodze poszukiwała kogoś z obsługi biblioteki, ale jak widać, zarządcy tego budynku wcale nie chciało się zadbać o odwiedzających bibliotekę gości. Przystanęła przy jednej z drabin przesuwanej na szynach i cofnęła się w tył patrząc z dołu na monumentalny regał i odetchnęła, już pewna tego, że niestety, czeka ją przeprawa na tej drabinie w górę, aby dostać się do interesujących ją pozycji lektur.
Nie wahając się długo, upewniając się tylko, że nikogo nie ma w pobliżu, podciągnęła nieznacznie długą spódnicę do góry, odsłaniając tym lekkim, zgrabnym ruchem zaledwie kostki, aby ułatwić sobie wejście na pierwszy szczebel, a potem, kilka następnych. Zatrzymała się na pewnej wysokości, zauważając, że jedwabny materiał wkręcił się w odstający z drewna gwóźdź. Nie chcąc niszczyć kreacji, przystanęła przytrzymując się jedną ręką ramy drabiny,
— Zachciało Ci się wspinaczki, Rosier — mruknęła z frustracją sama do siebie, dopiero chwilę później słysząc czyjeś nadchodzące kroki. Zza jednej z półek wyłoniła się sylwetka dostojnego mężczyzny. Jako, że stała naprawdę wysoko, na drabinie, pozwoliła sobie go uważnie otaksować spojrzeniem, zanim ją tu zauważył. Sama nie była pewna, czy powinna zwrócić na siebie jego uwagę, czy zdać się raczej na swoją niezależność. W końcu spotykanie damy w takiej pozycji to dość niecodzienny widok. Ostatecznie przekręciła się na drabinie w przeciwnym kierunku, chwytając się obiema delikatnymi dłońmi, niestworzonymi do takich aktywności, lakierowanego drewna drabiny. Przysiadła na jednym ze szczebli, przymykając na chwilę oczy, zanim z całym dostojeństwem, jakie jej pozostało, rzuciła głośno:
Przepraszam Pana — odezwała się bez cienia wstydu, dokładnie tak, jakby witała się z mężczyzną w całkiem codziennych okolicznościach — Wierzę, że jest coś w czym mógłby mi Pan pomóc. Ufam, że mam do czynienia z dżentelmenem, czyż nie?
Oceniła go po jego prezencji, jednocześnie upewniając się, że skoro już się odezwała i skazała się na dostrzeżenie jej w takim haniebnym ułożeniu, to przynajmniej otrzyma za to wymierną korzyść – pomoc mężczyzny. Nawet jeśli nie wyglądała na kogoś, kto tej pomocy by potrzebował, o co zadbała, siadając na szczeblu w sposób pełen gracji i rozluźnienia, jak na kogoś kto tam utknął.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   02.02.16 0:42

Niedopałek papierosa zniknął pod ciężkim butem, zanim kroki Samuela ruszyły w stronę schodów biblioteki. Zerknął przez ramię na stojący na uboczu motor, by potwierdzając jego obecność, w końcu przejść przez szerokie, dwuskrzydłowe drzwi, prowadzące do upatrzonego miejsca, którym pojawiał się przynajmniej raz na kilka tygodni.
Nie zastanawiał się nawet, którym korytarzem podążać, nie dopytywał uprzejmych kobiet za biurkami, które zza szklanych szkiełek wodziły wzrokiem za znajomą sylwetką czarnowłosego mężczyzny. Pojawiał się wystarczająco często, by pracowniczki biblioteki doskonale zapamiętały jego osobę. I miał (łechcące jego ego) wrażenie, że owe obserwacje należały do ulubionej cześć dnia kilku młodszych panien. Niemal bez zastanowienia, posłał jednej z nich uśmiech, wywołując uroczą reakcję, malującą blade policzki na szkarłatną czerwień. Nie zatrzymywał się jednak. Wiedział, czego szukał i gdzie odnajdzie dział, który go interesował, racząc informacją i karmiąc rozpalony głód wiedzy oscylującej gdzieś pomiędzy filozofią, a magią.
Wędrował kolejnymi, wąskimi korytarzami, wdychając - chwilami nieco zaśniedziałe - powietrze zamkniętych pomieszczeń i...książek. Woń papieru, przenikała niemal każde pomieszczenie, niepodzielnie królując pośród innych zapachów. A ta charakterystyczna, papirusowa woń, nieodmiennie kojarzyła mu się z ojcem, historiami, które zdarzało mu się snuć i z..nią. Tym razem jednak nie czuł żadnych klujących jego myśli wspomnień, chociaż łapał się na tym, że blade obrazy ujawniały swą obecność w wyobraźni, wywołując na Samuelowym czole zmarszczkę zamyślenia. Ciemne oczy, chociaż otwarte, wpatrywały się w odległy rys uczuć, które wywietrzały, pozostawiając po sobie pustkę...z której wyrwał go dźwięczny, niezaprzeczalnie kobiecy głos.
Zatrzymał się unosząc czarne brwi wyżej, bowiem właścicielka słów, nie ukazała się przed nim, a...nad nim. Uniósł znacząco głowę, zatrzymując źrenice na smukłej sylwetce, wdzięcznie usadowionej na bibliotecznej drabinie. Nie potrafił powstrzymać kącików ust, które pomknęły do góry, w uprzejmym geście zbliżyć się ku uroczej panience.
- Nie śmiałbym zaprzeczyć, gdy mówi mi o tym piękna, młoda dama..w potrzebie - zatrzymał się kilka kroków przed podwyższeniem, z którego odzywała się do niego nieznajoma. Nie przypominał sobie i nie pamiętał jej z wcześniejszych wizyt, dlatego, nie mogła należeć do pracowników biblioteki. Dodatkowo sposób wypowiedzi, gesty pełne gracji sugerowały bezsprzecznie, że miał do czynienie ze szlachcianką. A dwa...był absolutnie pewien, że tak zjawisko pięknej kobiety, nie mógłby nie zapamiętać. A tym bardziej nie mógłby ominąć - Czym mogę służyć? - odezwał się ponownie, tym razem pozwalając, by naturalna, nieco zawadiacka iskra pobrzmiewała w jego głosie i oczach, których nawet na chwilę nie spuszczał z nieznajomej.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   02.02.16 15:51

Obserwowała tą przystojną twarz góry spodziewając się po mężczyźnie większego obycia. Miał arystokratyczne, dumne rysy i spojrzenie. Ach tak, to charakterystyczne spojrzenie, człowieka pewnego siebie. Nie zdziwiłaby się, gdyby był ze szlacheckiego rodu. Zakładała nawet taką możliwość dopóki pierwsze słowa nie opuściły ust mężczyzny. Pochyliła się wtedy lekko, rozchylając lekko wargi, nie w zdziwieniu, ale w próbie wypowiedzenia głośno sarkastycznych słów, jakie nie powinny opuścić jej buzi. Ściągnęła jednak wargi, już teraz wiedząc, że jeśli miała do czynienia z kimś nieskalanie czysto krwistym, to był to osobnik zadziwiająco bezczelny. Powinien uważać komu i jak składa komplementy. Śmiałość z jaką pozwolił sobie docenić jej urodę bardzo głośno w pierwszych swoich słowach skierowanych do jej osoby, nie działała od razu na jego korzyść.
Tego jest Pan pewien? Tak dobrze Pan widzi tam z dołu? — ograniczyła się do tylko lekko uszczypliwego komentarza, pozostając dalej w granicach grzeczności i wygładziła spódnicę, chwytając się drabiny jednak jedną ręką. Wolała nie puszczać się całkiem. Kto wie, jak bardzo sromotnej porażki przy ewentualnym upadku mogłaby doznać. Ta rozmowa jednak wcale nie odbiegała daleko od podobnego scenariusza. Darcy, wychyliła się w jego stronę, czując magnetyzującą intensywność jego spojrzenia. W przeciwieństwie do wielu kobiet, które uznałyby tą elektryzującą iskrę między nimi za coś czarującego, Rosier jedynie przyznała mu w myślach, że gdyby nie byłaby sobą, mogłaby temu nawet ulec. Tymczasem przechyliła głowę na bok, wolną ręką odgarniając skręcone włosy z policzka, wsłuchując się w niemalże łobuzerski ton mężczyzny. Dla niej, zbyt śmiały jak na pierwsze trzydzieści sekund rozmowy.
Mogłabym z panem podyskutować na temat semantyki osoby szukającej pomocy, a osoby w potrzebie. Widział Pan kiedyś osobę naprawdę potrzebującą? Wyglądam Panu na taką?
Podniosła się ze szczebla, powoli przeciągając dłoń z ramy drabiny na stopień na wysokości swoich bioder. Chwyciła się go, drugą rękę przenosząc nad głowę, szukając dla siebie stabilnej pozycji. Nie brakowało jej koncentracji, żeby przy tym kontynuować rozmowę, pozwalając mężczyźnie obserwować pozbawione wątpliwości ruchy i gesty, mimo, że na tej wysokości w tym ułożeniu nie czuła się wcale pewnie. Uczyła się zbyt długo, jak odgrywać pełną lekkość w sytuacjach największego dyskomfortu, żeby teraz okazywać swoje słabości tak łatwo.
Sam Pan jednak rozumie, ze to nienajlepszy moment na tego rodzaju dywagacje — dodała, czując jednak większą kontrolę nad sytuacją, kiedy obiema dłonie oparła obok siebie na drewnie.
To dość zabawna...żenująca, pomyślała — …historia, którą opowiem, komuś innemu. Musiałam Pana z kimś pomylić. Ale istnieje coś, co i tak mógłby Pan dla mnie zrobić. Mógłby Pan dla mnie kogoś zawołać. Mężczyznę. Tym razem prawdziwego dżentelmena.
Uśmiechnęła się do niego zadziornie z góry, powoli odczuwając znużenie zaistniałą sytuacją. Ułożyła dłoń nad swoim pasem, oddychając głęboko. Mimo wyraźnych zmian w codziennych noszonych strojach, pod pewnymi względami Darcy pozostawała tradycjonalistką, uznając, że im bardziej przylegające w talii kreacje, tym lepiej odzwierciedlają kobiece wdzięki, bez konieczności odsłaniania nóg i opinania strojów na biodrach. Pewne aspekty kobiecego ciała powinny zostać zachowane dla węższego grona odbiorców. Pogląd ten jednak nie ułatwiał jej w tym momencie poruszania się na tych wysokościach w bardzo niewielkiej przestrzeni na szczeblu, co dalej prowadziło do tego, że w wielkim skrócie zwyczajnie nie ułatwiało jej to oddychania.
Chociaż, po krótkim zastanowieniu, Pan też się nada.
Kobieta zmienną jest.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   03.02.16 23:33

Już z pierwszymi słowami, przypomniał sobie, co drażniło i rysowało brzydką rysę na nieskazitelnym - wydawałoby się - obrazie niemal każdej szlachcianki. Sztuczna grzeczność, pozorna lekkość i sztywny gorset zasad, które zindoktrynowało arystokratyczny światek. I jeśli - jeszcze przed chwilą, miał wątpliwości co do statusu krwi siedzącej na szczeblach panienki, to aktualnie owego wahania się pozbył. Jednak, nie był to powód, dla którego Samuel miałby przestać być gentlemanem. W jego źrenicach, na jedną, krótką chwilę błysnęło coś na kształt zadziornej kpiny, ale zaraz wrócił do swej pierwotnej postawy. Najciekawsze w tym było to, że...lubił kobiety, które nie tak łatwo poddawały się jego aurze, bo - większość mu ulegała. I nie było w tym żadnej przechwały, dumy - tak, ale wiązało się to z zachowaniem faktów, które o sobie wiedział. Tych przychylnych, jaki i ...mniej schlebiających.
- Wystarczająco dobrze, abym tę pewność posiadał - odpowiedział bez cienia zawahania. Cofnął się o krok, wciąż pozwalając sobie na obserwację nieznajomej, tak hardo próbującą zbesztać jego szczerość. Im jednak młoda kobieta bardziej próbowała tknąć w gentlemańską dumę Skamandera, tym mocniej załączała mu się, wrodzona wręcz, przekora. Mistrzynią - do tej pory - w złośliwych próbach rozpracowania jego pewności, była Selina, a Samuel z największą przyjemnością oddawał się słownym potyczkom, wywołując w panience Lovegood niemałą pasję...do gniewu. I własnie nieznajoma, w analogicznej formie, przeskalowała na siebie to wrażenie. Widocznie, była pewna swej wartości, a oceniając ją w pierwszym odruchu, z faktem tym sprzeczać się nie myślał i nie miał zamiaru.
- Tak - odpowiedział krótko, ale nisko wibrując głos, nie komentując zawartego w słowach sarkazmu. Nie dając też jasnej kwestii, do czego owa zgoda miała odniesienie, pozostawiając refleksję szlachciance uwięzionej na drabinie chociaż z tego faktu, jeszcze sobie nie zdawał sprawy). Powiódł wzrokiem za gestem, jaki uczyniła, nie próbując jednak nachalnie dopatrywać się żadnych szczegółów. Już dawno minął czas chłopięctwa, by na widok kobiecych, przyjemnych dla oka kształtów, zapalać się do instynktownych, mniej lub bardziej bezczelnych podchodów.
- Zapewne mógłbym się zgodzić - przekręcił głowę na bok, przez chwilę zastanawiając się, czemu młoda dama, tak spokojnie lawiruje na wysokościach. Wydawała się to niezbyt komfortowa pozycja, szczególnie, gdy obserwował ją mężczyzna z dołu -  w końcu oboje, jak mniemam, przybyliśmy tu w nieco innym celu, prawda? Chyba, że panienka upatrzyła sobie obserwację z góry, goszczących w bibliotece petentów? - na kolejne słowa uniósł tylko czarną brew ku górze, a kąciki warg rozciągnęły się w szerszym, odwzajemniającym gest swej rozmówczyni, promieniującym uśmiechu, zupełnie nic sobie nie robiąc ze słów, które sprawnie trafiły ostrzem w męską dumę aurora - Niestety muszę pannę zasmucić, bo w najbliższym promieniu nie znajdzie się nikt bardziej godny miana gentlemana - a tym bardziej mężczyzny. Nie tracił rezonu, nie byłby sobą, gdyby tak nie było, korzystając z nabytej umiejętności, odwracania kobiecych słów na swoją korzyść. Albo przynajmniej, w takim przekonaniu trwał.
- Wrócę więc do podstawowego pytania, omijając chwilowo ową fascynującą historię...w czym mogę pomóc? - gdzieś w głowie, zaogniła się myśl z wcześniej dostrzeżonego faktu niewygody pozycji, w jakiej znajdowała się urokliwa niewiasta. Nie mógł jednak połączyć faktów, gdy ciemnowłosa z taką gracją kryła się ze swą sytuacją.
- Możliwe, że łatwiej byłoby ocenić wszelkie fakty, dotyczące owej pomocy, gdyby panienka zeszła..na dół? - raz jeszcze przechylił głowę, tym razem pozwalając, by jego spojrzenie zatrzymało się na licach dziewczyny, próbując dopatrzeć się wskazówek, podpowiadających - o cóż mogło chodzić. Gdyby bowiem w grę wchodziło podanie książek z najwyższych półek, kobieta zapewne już znajdowałaby się na ziemi. Cóż więc za tajemniczą sprawę kryła nieznajoma? Wyciągnął dłoń, by zatrzymać ją w zamyśleniu na swoich wargach, od czasu do czasu postukując wskazującym palcem w miękką powierzchnię. Nieodmiennie, chwytał spojrzeniem sylwetkę uwięzionej kobiety.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 05.02.16 20:01, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   04.02.16 16:56

Pozostawał tak samo bezczelny jak w pierwszych chwilach rozmowy. Dokładnie tak, jakby zależało mu na tym, żeby utrzymać to pierwsze wrażenie. Jaki mężczyzna chciał uchodzić za czarującego, ale mocno zuchwałego nie miała pojęcia, ale jak na razie przyswajała to, co sobą reprezentował. Zauważyła, że powinna bardziej przezornie podejść do tej rozmowy. Nieważne jak bardzo arogancki był mężczyzna, niestety, jak się okazuje, też dość błyskotliwy. Na tyle aby spokojnie, ale dalej w odpowiednim tonie odeprzeć jej słowa. Nawet się przy tym mocno nie postarał, takie odniosła wrażenie. Ściągnęła wargi, ledwie na chwilę w węższą linię, ale że jej twarz nie wyglądała przy tym wcale wdzięczniej, odmówiła sobie dziwnego niezadowolenia, zastępując je innymi emocjami. W pierwszej kolejności czujnością, co do jego słów.
Tak, widział Pan osobę potrzebującą, czy tak, zdaje się Panu, ze właśnie z taką ma do czynienia? — nie chciała pozostawić żadnego marginesu na błędy, dlatego wprost spytała o znaczenie jego słów, ryzykując nawet brakiem odpowiedzi. Z milczenia prawdę mówiąc też dało się wyczytać konkretny komunikat. A skoro już rozmowa przeciągnęła się w takim stopniu, oparła się ramieniem , a później też lekko głową o lakierowaną belę, tak, jakby właśnie odpoczywała podczas codziennej schadzki, tylko dlaczego na drabinie? Obserwowała go spokojnie z góry, trochę nawet znudzona tym położeniem, ale przecież nie mogła tego po sobie dać poznać.
Gdyby tak było, żadnemu nie udałoby się zwrócić mojej szczególnej uwagi, prócz Pana, jak sądzę, skoro rozmawiamy, a wierzę, że broniąc swojego tytułu dżentelmena, wcale nie chciał Pan nic takiego sugerować — zareagowała subtelnym atakiem na wstępujący na jego usta uśmiech, doszukując się w nim złośliwości, bo być może, w trakcie prowadzonej rozmowy, zdążyła go ocenić swoją miarą. Ona, z pewnością nie szczędziłaby sobie na jego miejscu w kpinę. — Nie wygląda pan na ciężko strapionego moim dramatem. Często zdarza się Panu zawodzić wrażliwe uczucia kobiet? — spytała, przejmując jego metodę na przekręcanie słów, jakie się do niego kierowało. Mogli tak prowadzić tą swoją ciętą rozgrywkę i cały wieczór, bo to akurat panience Darcy wcale by się nie znudziło. Jak jednak już wcześniej zdążyła zauważyć, okoliczności temu nie sprzyjały. Z westchnieniem, odruchowo poprawiła spódnicę, słysząc przy tym niemile oczekiwany odgłos naderwanych nitek, wiec siadła jednak znów na szczeblu, podpierając się już otwarcie, w lekkim zrezygnowaniu na dłoni, nie odrywała spojrzenia od twarzy mężczyzny. Wybawca z prawdziwego zdarzenia, czy nie, warto było mieć go na oku, w końcu nie mogła być wybredna, jeśli rzeczywiście na całej szerokości tego sektoru nie widziała nikogo, kto mógłby jej posłużyć pomocą.
Jeśli faktycznie chce mi Pan pomóc, obawiam się, że ta historia będzie niezbędnym elementem tej pomocy.  I niech Pan nie bierze mojego stanowiska za nieuprzejmość. Nie ma nikogo, kto bardziej niż ja wolałby tą rozmowę prowadzić z bardziej neutralnego gruntu. Tutaj właśnie zaczyna się ta zabawna część tej historii. Gdybym mogła do Pana zejść, zeszłabym, ale nie mogę. Dół spódnicy wkręcił mi się pomiędzy szczeble, a gwoździe w drabinie — stwierdziła, na chwilę zawieszając ton, żeby się wyprostować i przekręcić na szczeblu w taki sposób, żeby mężczyzna dojrzał powagę problemu, który jak dotąd przysłaniały fałdy nieskręconego wokół gwoździa materiału. — Właśnie to miało być przedmiotem pańskiej pomocy. Jeśli oczywiście dalej jest pan skory jej udzielić — a jakby problem ten nie wydawał mu się wcale problemem, dodała — spódnica ta kosztowała mnie sumę znacząco większą niż książka, po którą tu weszłam. Może Pan zbagatelizować problem, jeśli w dalszym ciągu rozmowy znów planował  mnie Pan zasmucać.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   06.02.16 2:26

Nie mógł odmówić kobiecie tupetu, uroczego - w jego mniemaniu - urokliwie podkreślająca charakterność spotkanej istoty. A może zwyczajnej wyższości, charakteryzującą większość szlacheckiej śmietanki? A kolejną możliwością, mogły być tylko i wyłącznie jego wrażeniowe naleciałości, dopisując urodziwym kobietom cechy, które go fascynowały. Idealizacja, chociaż w bardzo autorskim wykonaniu, która nie zawsze przekładała się na jego późniejsze działania.
Wydawać by się mogło, że wizyta w tak wyciszonym miejscu, jak zawsze zdawało się Samuelowi, nie będzie obfitowała w większe uniesienie, wymagające jego słownej - i błyskotliwej - reakcji. Poza kilkoma uśmiechami, uprzejmymi słowami, wywołującymi radosną ekstazę niektórych pracujących tu, co młodszych dziewcząt, nie wdawał się w żadne dysputy. I bynajmniej, nie wynikało to z niechęci do rozmów Skamandera. Towarzystwo lubił, szczególnie tej ładniejszej płci, ale wędrując bibliotecznymi korytarzami liczył raczej na na zdobycie upatrzonej pozycji książkowej, a nie...grzecznie pyskatej  młodej damy.
- Tak i tak - powtórzył, tym razem - dla odmiany, odpowiadając twierdząco na obie kwestie. Oczywistym było, że pozwolił sobie na niedowiedzenie, ale słysząc piękne, słowne lawiracje nieznajomej, nie mógł się i on powstrzymać przed takim zabiegiem. Puścił odrobinę wodze swemu spojrzeniu, by móc objąć całość sylwetki, jaką prezentowała sobą panna Rosier. I kolejny raz musiał przyznać rację jej pewności, a kącik warg powędrował ku górze. Tylko na chwilę.
- Mniemam, że panna jest wystarczająco wybredna w swoich wyborach, żeby trafić akurat na moją osobę. A sugerowana obserwacja była jedynie narzędziem umożliwiającym stosowną decyzję - uniósł brwi wyżej, racząc konkluzją, swą niecodzienną towarzyszkę. O ile bowiem posiadał znaczną wiedzę (doświadczalnie zdobywaną przy kolejnych znajomościach), co do natury kobiecego zachowania, to ich szlachecka wersja często trzymała się wytyczonych schematów, dalece odbiegających od otwartości.
- Wręcz przeciwnie. Jednak ..mógłbym podyskutować z panienką na temat metodologicznych różnic w znaczenia pojęcia dramatu i osoby ..szukającej pomocy. Stąd i wrażliwy, kobiecy zawód, będzie nosił konsekwencyjne rozróżnienie - odbił zarzut, świadomie posługując się słowami, którymi ciemnowłosa raczyła go na początku spotkania. Oczywiście, że było to bezczelne z jego strony, szczególnie wobec szlachcianki, ale..nie miał zamiaru rezygnować z osobowościowych odruchów, wyłącznie przez wzgląd na czystość krwi. Wciąż pozostawało to w granicach rozsądnej zawadiackiej grzeczności.
Ostatecznie, intuicja prowadziła go właściwą ścieżką zrozumienia, bo kolejne słowa, które padły z kształtnych ust kobiety, okazały się trafnie określać jego niewypowiedziane spostrzeżenia.
- Rozumiem - właściwie, nie rozumiał. Nigdy nie nosił spódnicy i takowy stan nie miał się zmienić w najmniejszym nawet wymiarze. Jednak potrafił objąć rozumem fakt, że pewne zdarzenia, dla jednych upatrywane jako niewiele znacząca niedogodność, dla drugich będzie większą nieprzyjemnością. Szczególnie, że opisany fakt wiązał się z wyglądem, który dla większości kobiet stanowił wartość znaczącą, a naderwana spódnica, widocznie mogła razić...choćby w wydaną na nią kwotę - Nie cofnę słów raz powiedzianych - dodał jeszcze po chwili, ruszając w kierunku drabiny z nieodłącznie pełgającym na wargach uśmiechem - Proszę mnie tylko uświadomić, co do właściwego przedmiotu mojej pomocy. Mogę albo zmierzyć się z gwoździem i wyplątać niesforny materiał spomiędzy szczebli, albo...naderwać ów fragment - spojrzał tu, wiedząc, że wizja, którą roztaczał brzmiała - dla uszu szlachcianki - absurdalnie - ...proszę mnie jeszcze jednak nie linczować. Jestem bowiem pewien, że proste Reparo, doprowadzi spódnicę do pierwotnego wyglądu- zakończył, unosząc brodę wyżej, by z perspektywy, w jakiej się znajdował, mógł dopatrzeć się mimicznej odpowiedzi. Sam stał teraz, opierając się jedną dłonią o kilka pierwszych szczebli drabiny, drugą sięgając nieco wyżej, ale nie dotykając niebezpiecznie (chwilami) chwiejącej się dziewczyny.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   06.02.16 22:42

Słuchała go uważnie i już nawet nie była pewna czy ta jego pewność siebie i bezczelność zaczynała jej się coraz bardziej podobać czy coraz bardziej ją drażnić, momentami może nawet bawić, tylko sama nie mogła się zdecydować czy jako coś żenująco śmiesznego, czy coś co w sposób całkowicie naturalny wywoływało w niej rozbawienie bardziej szczere, rzadko u niej spotykane. Była jednak kobietą, miała prawo do takich niepewności. Mogła sobie pozwolić na niezdecydowanie i kapryśność, dlatego na mężczyznę pozwoliła sobie patrzyć możliwie jak najbardziej nieprzychylnie. Nieprzychylność często pozwalała zachować trzeźwość umysłu, a w starciu z takim poziomem pojętności mężczyzny i wprawnym manewrowaniem faktów to trzymanie gardy było jej potrzebne najbardziej. Każdy jego śmiały uśmiech, uniesienie brwi, lekkie nawet, z pozoru małe znaczące ściągnięcie barków, kiedy podchodził do niej, nieświadomie może nawet zwracając jej uwagę na szczegóły takie, jak pewność z jaką się przed nią prostował i stuprocentowe przekonanie z jakim patrzył wprost w jej tęczówki oczu, wszystko to, jej zdaniem, musiało mieć jakiś swój cel. Żaden mężczyzna nie zachowywał się tak wyrachowanie, dominująco i magnetycznie jednocześnie bez przyczyny. Taka rola przypadała zwykle szlacheckiego pochodzenia mężczyznom, którzy wpajali w siebie umiejętność mamienia biednych niewiast bardzo łatwo. Temu mężczyźnie przed nią jednak w jakiś sposób brakowało ogłady. W takim stopniu, że nie potrafiła stwierdzić, jak mocno zaangażowany jest w ten teatr gestów, słów i póz jakie przybierali wszyscy czystokrwiści, szlachecko urodzeni. Mogło jej w tym pomóc nazwisko, którego nie znała.
Nie przypominam sobie, żeby się Pan przedstawił — pozwoliła sobie zauważyć, zanim podjęła się dalszej kontynuacji ich dyskusji. — Wziął Pan Panie nieprzedstawiony pod uwagę możliwość ironiczności losu, którą mogłam mieć na względzie, kiedy się do Pana zwróciłam? W miejscu, w którym jedyny odgłos jaki przecina powietrze to nasz własny oddech, nie można być chyba całkiem wybrednym, bo jak Pan słusznie zauważył, w szerokim promieniu od nas nie ma żywej duszy. Wzięłabym więc pod uwagę możliwość, czy nasza rozmowa nie jest efektem zwykłego… przypadku? Być może zbyt dużo wiary pokłada Pan w mój wybór, który był dość powiedzmy… ograniczony. Do jednej osoby.
O kwestii zawodu już chyba dawno zdążyła zapomnieć, skoro zapewniał jej rozrywkę w formie ciekawej rozmowy. Przemilczała ten temat z tej właśnie przyczyny, uśmiechając się tylko tajemniczo w odpowiedzi na jego słowa. Wzrok przerzuciła na bok, z kontrolowanym znużeniem, bo gruncie rzeczy była bardziej ciekawa rozwoju rozmowy niż to po sobie okazywała, sięgając po książkę, jaką miała akurat w zasięgu swojego ramienia. Zgarnęła ją w dłonie, czytając mało zajmujący tytuł, z którego niewiele zrozumiała, jako, ze była to pozycja chyba zupełnie mugolska, prawiąca o czymś o czym szanowany czarodziej nie powinien nic wiedzieć. Oparła więc jednak tomik na udach, zamiast tego wracając uwagą do mężczyzny.
Też zdarzyło się Panu wkręcić spódnicę w gwóźdź? — mruknęła zaczepnie, wychylając się, żeby odłożyć książkę na swoje miejsce. Tą, która zupełnym przypadkiem spadła w dół dokładnie w momencie, w którym mężczyzna wspiął się już na stopnie, a od niej dzieliła go zaledwie połowa drogi. Tomik uderzył o jego ramię, prawie równo z jej wypowiedzią:
Najmocniej przepraszam. Czuję się w tym momencie chyba zbyt potrzebująca, żeby móc opanować prozaiczną czynność trzymania książki w dłoniach. Pan wybaczy… te kobiece dramaty… — w tym momencie była już bardziej bezpośrednia i nawet posłała mu swoje jedno z wysublimowanych spojrzeń, nie kryjąc przez moment swojej kpiny. Potem już musiała trochę opanować swoje zapędy jeśli nie chciała mężczyzny całkiem do siebie zniechęcić. Obserwowała mężczyznę uważniej, kiedy w końcu dotarł do rąbka jej spódnicy. Chwilę patrzyła na niego w milczeniu, ale nawet ta cisza coś miała przekazać. Czy on mówił całkiem poważnie? Reparo? Na jej spódnicy? Przecież ta kreacja musiała wymagać czegoś więcej niż prostego zaklęcia, żeby tak wyglądać. Zmarszczyłaby brwi, ale już i tak zbyt dużo negatywnych emocji krążyło wokół niej.
Nie jestem krawcową, żeby czymkolwiek traktować moją spódnicę i jeśli Pan też nim nie jest to też Pan jej w ten sposób nie potraktuje, chyba, że chciałby Pan mnie mocno zdenerwować. I czymże jest to starcie z gwoździem dla takiego dżentelmena jak pan? Czyżby próbował mi pan powiedzieć, ze nie podoła? Przeciwko gwoździowi? — zakpiła.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   09.02.16 2:18

Kobiecy głos, zawsze stanowił jedna z najbardziej pociągających cech kobiecego uroku. Były nawet takie, które potrafiły przyciągnąć jego uwagę, nawet, gdy wyglądem nie zwracały swojej uwagi. Przynajmniej początkowo. Zdarzały się jednak istoty, które - chociaż nie obdarzone wilowymi genami, potrafiły gestem, urodą, czy głosem, wznieć tak niecodziennie pociągająca aurę, że Samuel musiał się zastanowić, czy nie stosowano na nim czarów, bądź w powietrzu, nie rozpylono oparów z amortencji...
Jeszcze większym wyzwaniem okazywały się niewiasty, całkowicie świadome uroku, jaki roztaczały, bez jakichkolwiek oporów wykorzystując na swoją korzyść...i panna na drabinie, wyraźnie z owej świadomości czerpała garściami. Można powiedzieć, że to dzięki takim kobietom, Skamander uczył się obycia z kobietami, podpierając się już naturalnymi darami. Czy był zbyt pewny siebie? Nie. Czyste fakty...podbite odrobiną męskiej dumy.
- I ja nie zarejestrowałem tego faktu, to znaczy, że postrzegana rzeczywistość dla każdego z posyła te same informacje - odpowiedział, jakby zupełnie zignorował aluzję, w której powinien natychmiastowo przedstawić zarys swej tożsamości - Wiele rzeczy biorę pod uwagę Panno Nieznajoma, nawet wspomnianą ironiczność. Skłonny jednak jestem przychylić się teorii, że kobiece wybory rzadko cechują się mianem przypadkowych. Szczególnie obdarzonych głębszą intuicją, którą - jak mniemam, panienka jest obdarzona. Jeśli się mylę, proszę mnie wyprowadzić z błędu... - podjął miękko dyskusję, zatrzymując się na jeden moment, przy wyższych szczeblach drabinki.
- Oczywiście - drgnienie warg, tak widoczne teraz pod otoczką czarnej, przystrzyżonej brody - ..ale właścicielki owych spódnic, zazwyczaj nie panikowały, pozwalając mi na podobne działania - odparł lekko, bez zająknięcia spoglądając wyżej, odnajdując chłodne błękity, tak iskrzące pod czarnymi rzęsami.
Poruszył ramieniem, akuratnie, by zaobserwować niemal niedbały gest arystokratki, gdy nieco okurzona pozycja tak niefortunnie wypadła ze smukłych, kobiecych dłoni. Książka odbiła się od barku, by w porę, z niejaśnie pokierowanym refleksem, uchwycić upadający przedmiot drugą dłonią.
Nawyki wyrobione w pracy, brały górę, dlatego bez namysłu, ciało reagowało na nagłe poruszenie, w tym przypadku, z uniesionym kącikiem ust pojmując, cóż za atak przysposobiono na jego osobę. Oparł brodę o uniesione ramię, by zerknąć na tytuł niesfornej pozycji, by zaraz przenieść spojrzenie wyżej.
Zupełnie jak kot.
- Wybaczam - zmrużył oczy, które - uchwyciwszy gładkie lico dziewczyny, zaraz zwróciło się ku obranemu celowi, nie powstrzymując nawet, zawadiackiego wygięcia ust. Zatrzymał spojrzenie - na jedną krótką chwilę - na rysującym się kształcie nóg, pod ciemna spódnicą, by odnaleźć źródło nieszczęścia szlachcianki. Odchylił się nieznacznie, wyciągając w końcu dłoń i uchwycić w palce gładki materiał. Odnalazł opuszkami ostry kraniec wystającego gwoździa, który tak rozpustnie szarpał szlachecką spódnicę...
- O proszę - zatrzymał wykonywany manewr - czyli jednak gentleman - nie odwrócił głowy, pozostawiając jednak w głosie wibrującą nutę rozbawienia. Panna Darcy, zdecydowanie wiedziała, jak wodzić na pokuszenie..by jednocześnie, równie uwodzicielskim tonem, wbić lodowa szpilę w dostrzeżony słaby punkt ocenianego charakteru. Za towarzysza, miała mężczyznę, więc i z naturalną gracją, celowała w typowo męskie cechy, na punkcie których wielu było uczulonych - to zależy, czy uznamy, że i panna nie podołała takiemu przeciwnikowi - odnalazł raz jeszcze utkwiony między szczeblami fragment materiału, ale dla pełniejszego obrazu krzywdy, musiał się mocniej odchylić, przenosząc ciężar na prawą stronę ciała, uważając jednak, by zbytnio nie przeważyć i nie zachwiać drabiną, tym sam rujnując pozycję (także tę metaforyczną) tak swoją, jak i towarzyszącej mu młodej kobiety. W końcu odnalazł źródło zaczepienia, z uśmiechem wysuwając unieruchomiony do tej pory rąbek spódnicy.
- Gotowe - w końcu powrócił na swoje miejsce, łapiąc właściwą równowagę i - spojrzenie właścicielki, uratowanej kreacji.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   12.02.16 0:37

Dawała mu się karmić aksamitem swojego głosu, jeśli właśnie to go pociągało, ale nie robiła tego zawsze z pełną premedytacją. Czasami działała po prostu instynktownie, pewne zachowania weszły jej w krew, inne musiała kontrolować. Ze szczególną rozwagą dobierała słowa, widząc, jak na nie reagował. Zupełnie ignorował jej subtelne komunikaty, jakby wręcz robił jej na przekór. Zacisnęła usta bardzo nieznacznie, zastanawiając się, gdzie mężczyzna chował w sobie tyle testosteronu i niepohamowanego ego. Uśmiechnęła się słabo, w tym momencie mając ochotę zagrać trochę na bardziej otwartych kartach. Skoro mężczyzna był tak ciężki w obyciu, wymagało to od niej odpowiednio podjętych środków w rozmowie.
Jest Pan filozofem, poetą, czy po prostu jest Pan doświadczony w zwodzeniu kobiet pięknymi słowami? — wpatrywała się w jego tęczówki oczu, nie czując nawet z jakiegoś powodu potrzeby odwracania spojrzenia tylko dlatego, ze etyka tego wymagała. Miała wrażenie, ze powinna śledzić te bystre oczy, bo mogłyby jej zdradzić prawdziwe zamiary mężczyzny, o ile jakieś wobec niej zdążył sobie wypracować. Jednego była pewna. Gdyby chodziło o zwykłą grzeczność i granie dżentelmena, już dawno by jej pomógł, tymczasem przeciągał ten element w ich rozmowie, testując jej cierpliwość. Zbliżył się zaledwie kilka szczebli, kiedy znów się zatrzymał. Zadarła ledwie dostrzegalnie podbródek do góry, co miało świadczyć o jej podejrzliwości dla tej nagłej czynności, ale nie skomentowała jej głośno. Uśmiechnęła się za to wrednie, a zaraz potem zaśmiała krótko, cicho, budząc tym wrażenie ulotności, bo zaraz nie było po niej widać wcale żadnego rozbawienia, kiedy podjęła się wyzwania, jakie rzucał jej w słowach. W przeciwieństwie do mężczyzn, kobiet nie dało się sprowokować uderzając w ich ego, trzeba było się bardziej postarać.
Myli się Pan. — przyznała prosto, bez ogródek nie czując żadnego zobowiązania do udowadniania mu swojej intuicji. Jeśli myślałby, że tą ma słabą, tym bardziej łatwo byłoby go zmanipulować. Nie spodziewałaby się jednak po tym mężczyźnie takiej naiwności. Przynajmniej nie po tym, ja dał jej się poznać z tej swojej bardziej błyskotliwej strony.
Moja intuicja czasami też mnie zawodzi. Jednak nie w tym samym stopniu, w jakim Pana zawodzą pańskie maniery. Darcy — przedstawiła się, dla sprostowania dodając —... i jeszcze panienko. Nie jestem zamężna. Czy wyglądam Panu, jakby mi było do zamążpójścia śpieszno? Wolę założyć, że zasugerował się pan moim urokiem osobistym, uznając go za wystarczający do uwiedzenia nieszczęsnego mężczyzny, niż myśleć o tym, czy nie ocenił pan zbyt pochopnie i nazbyt… — zawahała się nie widząc, jak nazwać fakt, że mężczyzna mógłby ją postarzyć w swoim wyobrażeniu. W końcu znalazła odpowiednio sugestywne słowo, żeby nie używać akurat słówka „staro”. Żadna kobieta go nie lubiła — … szczodrze mojego wieku.
Wypowiedź zakończyła, ale wzrok dalej miała utkwiony z całym wyrachowaniem na jego twarzy. Teraz był nawet chłodniejszy, kiedy rozmowa przybrała tak otwarty charakter, a mężczyzna sugestywnie czy nie, właśnie przyznawał jej się do swoich podbojów, z jakiejś przyczyny uznając, ze jest to jakiś powód do dumy. Jako dobra dama czuła się w obowiązku wyprowadzić go z błędu.
Nie wiem, czy wobec tego chcę wiedzieć w towarzystwie jakich dam się pan porusza.
I teraz baczniej niż wcześniej planowała pilnować rąbka swojej spódnicy, kiedy w końcu mężczyzna dotrze do jej kostek, żeby uratować biedny materiał spod ataku gwoździa. Po drodze skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie zaimponował jej swoim refleksem, ale konsekwentnie postanowiła ten szczegół zignorować na rzecz całej tej aury łobuzerskości i czasami wręcz nieprzystającej nonszalancji, jaką budził. Wstrzymała powietrze w płucach, kiedy zawiesił się w pół ruchu, pochwyciwszy już w dłoń materiał jej spódnicy i kącik jej ust drgnął lekko.
Chyba, że próbuje mnie Pan przekonać, ze jednak się pomyliłam i to nie z dżentelmenem mam do czynienia. — przeniosła leniwie spojrzenie na jego dłoń i zakręcony wokół metalowego elementu materiał, który spoczywał między palcami mężczyzny. Liczyła na szybką, bezbolesną relacje, zamiast tego mężczyzna rodził napięcie w powietrzu, bo miała ochotę jednak poświęcić spódnicę, żeby nie popadać w jego łaskę ani sekundy dłużej. Szczęśliwie uwolnił ją od tej kompromitacji i w końcu wykonał swoją dżentelmeńską powinność.
Dziękuję. — rzuciła grzecznie, ale w jakiś sposób udało jej się w tym zwrocie przemycić trochę przekąsu, kiedy chwyciła za krawędź spódnicy i najpierw ja zadarła, podnosząc się ze szczebla do pozycji stojącej, a potem pozwoliła materiałowi spłynąć gładko w dół, schodząc o jeden stopień niżej. — Myślę, że z niektórymi przeciwnikami kobiecie nie wypada się mierzyć samemu. Ale przecież dokarmiłam pańskie ego. Czy to nie jest wygrana dla obu stron? — zasugerowała, zsuwając się jeszcze niżej po szczeblach, aż znalazła się na tym samym szczeblu co mężczyzna. Zdecydowanie za blisko niego w zbyt wąskiej przestrzeni, chociaż, o dziwo, udało jej się jedynie z lekkim szelestem znaleźć się na jego poziomie, przy tym w ani jednym momencie nawet go nie musnąwszy, chociaż niewielka odległość między nimi znacznie to utrudniała.
A teraz może zechciałby mi Pan podać książkę? Może zyska Pan więcej niż tylko jeden tytuł dzisiejszego dnia. Pogromca gwoździ brzmi całkiem… skromnie.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   19.02.16 18:53

Cóż takiego Samuelowi po prowokacjach? Czemu tak często poddawał się tej - palącej niemal - potrzebie, by ryzykować przynajmniej wybuch kobiecej złości? Z jednej strony, można było się w tym dopatrywać egoistycznej, męskiej chęci dominacji, a z drugiej...
Chociaż Skamander nie mówił o tym głośno (szczególnie, że wiedza o tym doprowadziłaby niektóre jednostki do szewskiej pasji), lubił testować spotykane osoby. Sprawdzał, na ile może sobie pozwolić i - w którym - jeśli w ogóle - momencie, dane towarzystwo straci nad sobą kontrolę. Mając świadomość, że często miał przyjemność (lub nie) poznawać kolejne sylwetki szlacheckiego świata, wyrobił sobie pewien system, który miał na celu poznanie rzeczywistego charakteru. Może rzeczywiście krył się w nim filozof, podszyty egocentryczną nutą?
- Zakres odpowiedzi, jaki mi panna przedstawiła jest nieco ograniczony, ale byłbym skłonny przychylić się do niemal każdej z nich, pozostawiając inne kwestie niedowiedzeniu - zupełnie, jakby cała ta rozmowa nie była jednym wielkim niedopowiedzeniem, którym się tak kurtuazyjnie nawzajem raczyli. I mimo faktu, że dama w potrzebie bez najmniejszej niepewności, należała do grona szlachcianek, wykazywała cechy, które - nie zawsze przypisywano kobieto. Stereotyp głosił, że każda powinna być grzeczną i cichą i delikatną niewiastą, dla której - zachowanie Skamandera powinno być przynajmniej bezczelne. Tymczasem, jego wciąż tajemnicza towarzyszka, odsłaniała wachlarz zupełnie innych cech, bardziej dominujących, a może nawet zadziornych? Lekkość z jaką odwzajemniała jego zaczepne spojrzenie, wyjątkowo trafnie to odzwierciedlała.
- Możliwe - kiwnął głową, nie spiesząc się ze swoim gestem, pozwalając, by jasność oczu kobiety, przebiła się przez czerń jego tęczówek - nieomylność należy się raczej niejasno określanym absolutom - drgnienie ust Samuela zapewnić mogło, że osiągnął swój pokrętny cel, gdy nieznajoma, odsłoniła się ze swoim imieniem. Opieszałość w przedstawieniu aurora, nie wynikała z braku manier, ani tym bardziej szacunku. Przynajmniej, tak mu się zdawało. Może zbytnio upodobał sobie moment tajemnicy, która się między nimi rozgrywała? - Darcy...zdaje się że imię celtyckiego pochodzenia? - uśmiech, który się pojawił, tylko przez pierwszą chwilę miał przedłużyć moment niewiedzy. Musiał to zrobić - Samuel - poruszył głową nieznacznie, chociaż spoglądając wyżej, ku szczeblom, na których plasowała się panna Rosier, gest mógł wyglądać na nic nie znaczący. Mógł - proszę się nie obawiać takiej oceny, panno Darcy, ciężko byłby mi obdarzyć wiekiem tak szczodrze, jak mogło się to wydawać - możliwe, że mężczyźni byli wrażliwsi na punkcie swej dumy, za to u kobiet..częściej drażniło zawyżanie wieku. Jednak arystokratka, nie powinna była martwić się o ten akurat aspekt. Skamander był pewien, że była od niego sporo młodsza. Możliwe nawet, że był równolatką jego siostry.
- Nie miałem zamiaru dzielić się taką wiedzą - odezwał się krótko, kwitująco, dopiero, gdy jego głowa przesunęła się poza obręb szczebli drabiny i skupieniu, na zadaniu. Na kolejną zaczepkę nie odpowiedział, wzruszenie barkiem jednak sugerowało, że dosłyszał słowa, obdarzając - niewidząca przestrzeń - uśmiechem. Nie chciał dążyć kwestii gentelmeństwa, która dla aurora - była oczywistością, a młodsza Roserówna, widocznie wyłapała moment, w którym dostrzegła niewyraźny grymas na jego brodatym policzku.
- Proszę - oparł się ramieniem o brzeg drabiny, nie zahaczając dłonią o najmniejszy fragment zakrytej spódnicą łydki. Nie oparł się jednak przyjemności obserwacji, gdy materiał płynnie opadł na właściwą pozycję, kryjąc - kształtnie zarysowane pod jej powierzchnią nogi. Nie był bezczelny. Przynajmniej - starał się. Jednak zachowanie kobiety, nie było aż tak niedwuznaczne, by ominął je bez drobnej reakcji - Nie wiedziałem, że męskie ego trzeba dokarmiać, to chyba powinna być oczywistość? - uniósł brwi, przechylając głową na bok, zatrzymując się jednak, gdy dziewczyna postąpiła w dół. Nie poruszył się, obserwując - niemal jak w zwolnionym tempie - każdy jej ruch, aż do momentu, gdy znalazła się przed nim. uderzył go intensywny zapach perfum, który zadziałał elektryzująco. Pohamował dłoń, która bezwiednie chciała powędrować ku talii arystokratki, by..zmniejszyć i tak niewielką odległość ich dzielącą.
Kusiła - i to z pełną świadomością. I zdecydowanie mu się to podobało.
- Nie liczę na żadne tytuły, nie są mi konieczne do szczęścia - i mimo, że bardzo chciał pozostać w pozycji, jaką zafundowała mu Darcy, wyprostował oparte o szczebel ramię i odsunął się od dziewczyny, by zaraz potem spojrzeć na książkę, do tej pory podpierana przez drugą dłoń i brzeg drabiny, której się przytrzymywał - ..ale proszę, jeśli akurat taka pozycja znajduje się w kręgu Twoich zainteresowań. Chyba, że chodzi o którąś z najwyższych półek? - rzeczona książka znalazła się pomiędzy nimi, niby..karykaturalny symbol dzielący przestrzeń między ich ciałami.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
HIPNOTYZERKA
22 LATA
Szlachetna
Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
8
17
0
0
0
7
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   01.03.16 14:16

La Pominęła znaczną część ich konwersacji uznając ją za już dość zależałą. Pojawiały się nowsze, świeże kwestie, przez które starsze wydawały się zdecydowanie mniej pasjonujące. Rosier i bez takich czynników zdawała się wieloma kwestiami szybko nudzić i ludźmi. Samuel jeszcze trwał w tym punkcie, w którym jeszcze z całkiem sporym jak na siebie zainteresowaniem czekała na jego reakcja, niepewna czego się po nim spodziewać. Ten jedyny rodzaj niepewności, budzący dziwne pobudzające mrowienie lubiła. Przechyliła głowę na bok, wpatrując się bardziej wnikliwie niż moment temu w jego tęczówki oczu. Zignorowała wszystkie jak dotąd wypowiedziane słowa, wszelkie odpowiedzi przekazując mu spojrzeniem, bardzo wymownym, sugerującym, że oboje nieco się zagonili w niektórych tematach, przez co straciły swoją iskrę i jej zainteresowanie. Przeniosła wzrok gdzieś na bok, oddychając równo w zastanowieniu. Kącik jej ust lekko drgnął, w dość ironicznym geście, kiedy mężczyzna w końcu zadał jej prawidłowe, jeszcze dość godne jej uwagi pytanie:
Powiedziałabym, że brak tej podstawowej wiedzy nie uprawnia Pana do bycia pełnomocnym mężczyzną, ale… nie wygląda Pan jakby czegoś jako mężczyźnie miało Panu brakować. Fakt, że bierze Pan dokarmianie pańskiego ego, jako oczywistość to dość mocny dowód, że ma Pan je adekwatne wysokie do poziomu testosteronu — mruknęła bardzo medycznym spostrzeżeniem, ale jak na kogoś kto większość swoich końcowych szkolnych lat, potem dojrzałego życia spędził na czytaniu badań magomedyków i magopsychologów, czasami zdobyta wiedza brała nad nią górę. Żeby jednak nie skupiać się tylko na tak bardzo sztywnych ramach rozmowy dorzuciła z przekąsem — Mógłby Pan wiele osiągnąć, gdyby tyle samo energii poświecił Pan komuś, co własnemu ego.
Jej złośliwości stawały się coraz bardziej oczywiste, ale spokojna była cały czas w tym samym stopniu. Ciężko byłoby ją wyprowadzić z równowagi. Należałoby się zaprzyjaźnić z jej bratem, zaręczyć się z nią, a potem lekceważyć ją dla uwagi poświęconej innym kobietom. Wystarczyło nazywać się Lorne Bulstrode. Miał wyjątkową skłonność do poruszania w niej frustracji. Nawet jednym spojrzeniem na nieszczęśnika. W przypadku Skamandera wydawała się nad zwyczaj dobrze kontrolowac sytuację, nawet jeśli z początku ulegała irytacji wywołanej bardziej swoim położeniem niż jej towarzystwem. Pozycja jaką teraz zajmowała, chociaż tak bliska mężczyźnie, wcale nie odbierała jej autokontroli. Jak na kobietę dość dobrze panowała nad emocjami, stojąc wręcz nieprzyzwoicie blisko mężczyzny, którego na dobrą sprawę wcale nie znała. Obserwowała go nie bez satysfakcji, kiedy zwiększał między nimi dystans, oddzielając ich od siebie książką. Jej brew aż nieco drgnęła, ale nie poruszyła się w geście, któremu nie byłoby jej do twarzy. Pozwoliła mu trzymać przedmiot w dłoni jeszcze dłużej, odpowiadając na jego słowa.
Naprawdę akurat moje imię Cię zainteresowało, Samuelu? Ze wszystkich rzeczy…? — dała mu możliwość reakcji, chwilę milcząc jakby chciał się zainteresować czymś więcej niż tylko imieniem, a zaraz potem odebrała od niego lekturę — Nie ta lektura była moim celem, ale w ciągu naszej krótkiej wymiany zdań, oswoiłeś mnie już z wrażeniem zawodu — dodała zaczepnie, odkładając książkę w przypadkowym, wolnym miejscu na półkach na poziomie szczebli, na jakich się teraz oboje znajdowali. Obaliła symboliczny mur, na krótko, bo zaraz potem, po posłaniu mu krótkiego spojrzenia, zeszła w dół, tym razem lepiej uważając na spódnicę. Uderzając lekko czółenkami o posadzkę dało się słyszeć lekki stukot, a potem rytmiczny odgłos kroków, kiedy wycofała się w tył.
Zamierzasz mnie odprowadzić do wyjścia, Samuelu, czy to kolejna rzecz, którą trzeba z Ciebie wymuszać podstępem?




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   08.03.16 0:16

Rozmowa z panną Rosier zdecydowanie należała do tych bardziej efektownych i absorbujących. Nie pozwalała nawet w najmniejszym stopniu na umysłowy odpoczynek, wzmagając stan gotowości do..konfrontacji. I wydawać by się mogło, że narastające napięcie, w którymś momencie wypali się, pozostawiając po sobie tylko pustkę. A jednak, mimo przedłużającej się wymiany zdań, wciąż pozostawały kwestie, które kusiły do rozpoczęcia, a odpowiedzi na płynące z ust szlachcianki - zdecydowanie prowokacyjne zdania - wywoływały natychmiastową ripostę. Zupełnie, jak udane zaklęcie odbijane wielokrotnie przez tarczę Protego. Czy któremuś w końcu podwinie się noga, czy zaklęcie słów zawiśnie niby nieodkryte perpetuum mobile?
- Nigdy go nie mierzyłem, ale zdaje się, że trafiłem na specjalistkę w tej dziedzinie? - zapytał od niechcenia. Słowa lady przypominały mu czasem komentarze Adriena, który serwował Samuelowi dziwne, wielowymiarowe i wielopodtekstowe wykłady podczas tych wielokrotnych momentów, gdy trafiał poturbowany do Munga, po kolejnej - spektakularnej aurorskiej misji. Uzdrowicielka? Nie...raczej nie. W zgrabnej sylwetce arystokratki, doszukiwał się czegoś więcej.
- Czyżby? I stwierdzasz to panno Darcy po czym? Po kilku komentarzach i słowach? Nie sądzisz Moja Droga, że zbyt prędko wystawiasz oceny, nie poznając głębszych wartości...upatrzonego obiektu? I któż nie mógłby teraz się zgodzić, że wystarczająco dużo energii poświęcam pewnej damie w potrzebie. - Jeśli oczywistością były złośliwości hipnotyzerki, to samuelowe odpowiedzi już od początku sięgały po miano bezczelnych. I wszystko w ramach prawie-kurtuazyjnej rozmowy. I mimo wszystkich wymienionych oczywistości - jak widać żadne nie czuło się pokrzywdzone, a może nawet przeważała przyjemnie pobudzająca adrenalina?
Bliskość kobiecego ciała wywoływała na skórze Skamandera przyjemny dreszcz, któremu jednak nie pozwalał objąć całego ciała. Nie był głupcem, by reagować na tak subtelne, choć zdecydowanie przyjemne podszepty organizmu. Chociaż łatwo przychodziło mu skracanie dystansu, nigdy nie przekroczył ostatecznej bariery bez kobiecego zezwolenia.
Testowała go, a jakże, w niewymownej torturze podsycając bodźce docierające do aurorskiego, centralnego układu nerwowego.
- Czemu nie miałoby mnie zainteresować? A jeśli chciałaby panna uwagi nakierowanej na konkretną wartość, wystarczy powiedzieć. Zastanowię się, że jest to równie przykuwający bodziec - mówił powoli, spoglądając nieco z góry na gesty młodej kobiety. Wiedziała, jakie wrażenie na nim robiła i wykorzystywała każdy najmniejszy sygnał, byleby zdobyć kilka dodatkowych punktów przewagi - jeśli był tu jakikolwiek zawód, to stanowił wyłącznie cześć twego wyboru - wzruszył ramieniem, pozwalając by delikatna kobieca dłoń powędrowała do półki, odstawiając rzeczoną pozycje na...nie swoje miejsce. Potem, wciąż opierając bark o brzeg drabiny, obserwować, jak z gracją pokonuje kolejne szczeble w dół. Zaczekał, aż lady postawiła stop na ziemi, dopiero sam pokonał przestrzeń, zatrzymując się obok ciemnowłosej damy.
- Właściwie się zastanawiam, może dlatego, że podobają mi się podstępy, jakie panna mi serwuje? - przesunął wskazującym palcem po wardze, jakby w rzeczywistej refleksji nad zadanym pytaniem. Przestąpił krok do tyłu, wywołując głuchy odgłos tąpnięcia, wywołany ciężką podeszwą buta. Oddał pola swej towarzyszce, teraz wyraźniej dostrzegając, jak górował nad nią wzrostem - Jednak zdaje się, że wciąż brakuje ci Darcy wystarczająco gentlemańskiego towarzysza, by zmył serię zawodów, których doznałaś. Mam nadzieję, że jesteś pewna, że chcesz narażać się na niebezpieczeństwo kolejnych takich ekscesów? - po czym podał ramię młodej szlachciance, by zgodnie z...etykietą? odprowadzić ją do drzwi.

zt x2






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/u731contact https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wnętrze   29.05.16 11:53

Para nr 6

Zbiory londyńskiej biblioteki są niezwykle bogate, lecz oprócz ogólnodostępnych i popularnych pozycji można znaleźć w niej prawdziwe perły. Jedną z nich okazało się stare wydanie księgi "Śladem Magicznych Istot". Twórczość jednego z najwybitniejszych czarodziejów i znawców magicznych stworzeń była doskonale znana wszystkim ich miłośnikom, a więc tytuł stawał się jednocześnie numerem jeden na listach pożądanych ksiąg. Wieloletnia niedostępność tej księgi stworzyła wokół niej aurę legendy. Sądzono bowiem, że wszystkie egzemplarze starego dzieła zostały zniszczone, a jeśli nie — nie wiadomo, gdzie się podziewają. Niespodziewanie znaleziono jeden z nich w archiwach biblioteki, a informację o cudownym "odkryciu" udostępniono wszystkim chętnym figurującym na liście zainteresowanych i oczekujących. Lady Yaxley od dawna polowała na ten tytuł ponieważ zawierał bogaty rozdział o jednorożcach, dlatego nie mogła przepuścić takiej okazji. Po przybyciu do biblioteki niefortunnie się okazało, że szanowny jegomość przed nią — Lord Bulstrode, właśnie o nią poprosił. Niesprawiedliwe w obliczu Rosalie było to, że wszedł do biblioteki i przypadkiem, za namową (niezwykle!) atrakcyjnej bibliotekarki zainteresował się dziełem, które nawet jeśli nie leżało w kręgu jego zainteresowań, stało się nagle nad wyraz ciekawe. W końcu przeurocza panienka pracująca w bibliotece zachwalała to niezwykle stare wydanie,więc Lorne nie mógł się  oprzeć. Czy ustąpi panience Yaxley i odda jej pierwszeństwo do poszukiwanej księgi, czy może postanowią wspólnie ją przejrzeć i zaoszczędzić trochę czasu?

Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy! :love:



[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
6
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Wnętrze   16.06.16 18:04

15 grudnia

Nie mogłam w to uwierzyć, gdy dowiedziałam się, że tak stara księga "Śladem Magicznych Istot", która przez lata uznawana była za tom absolutnie niedostępny, z braku jakichkolwiek kopii, nagle odnalazła się w archiwach Londyńskiej Biblioteki. Biblioteka nie musiała na mnie długo czekać, nie minęło kilka chwil, kiedy pojawiłam się u jej wejścia. Szłam szybkim krokiem ku ladzie, gdzie jakże miła i życzliwa pani bibliotekarka by mnie obsłużyła, w mgnieniu oka podając mu stare tomisze, gdy usłyszałam, jak wspomina o nim pewnemu mężczyźnie i proponuje mu jego wypożyczenie.
Dawno się tak we mnie nie zagotowało. W mgnieniu oka poczułam się oszukana, tyle czasu widniałam na liście jako pierwsza do wypożyczenia, a kiedy już tu byłam i chciałam ją wziąć, to nagle okazuje się, że ma trafić w inne ręce? Niedoczekanie moje.
Podeszłam bliżej, już nastawiona na wypowiedzenie kilku ostrych słów na temat obsługi i tego jak traktuje się tu wieloletnich bywalców, stałych czytelników i osób widniejących na liście oczekujących na tak znakomite dzieło. Gdy jednak ujrzałam któż to stoi przy ladzie i do kogo bibliotekarka robi maślane oczy, moja złość odeszła na dalszy plan.
- Lordzie Bulstrode - zwróciłam się w stronę mężczyzny, dygając mu jak przystało.
Lord, który niedługo miał zostać mężem mojej ukochanej kuzynki. Ostatni raz widziałam go na balu z okazji święta duchów w posiadłości Averych i na prawdę nie spodziewałam się, że będę miała okazję, aby go spotkać wcześniej, niż przed świętami w posiadłości Rosierów, gdzie on i ja mieliśmy zasiąść przy wspólnym stole. Z tego co wiedziałam, mój narzeczony, Lord Back, miał pozytywne relacje z rodem Bulstrode, więc liczyłam na to, że będą sobie spokojnie rozmawiali i cały wieczór przeminie w dość spokojnej atmosferze.
Wracając jednak do księgi, zwróciłam się w stronę kobiety za ladą, uśmiechając się do niej uprzejmie, aczkolwiek z lekko wyczuwaną wyższością. Tak się dzieje, gdy coś mnie zdenerwuje, nie mam zamiaru rozdrabniać się, gdy coś co teoretycznie powinno być już moje, nagle przelatuje mi koło nosa.
- Dostałam informację, że dostępne jest “Śladem Magicznych Istot”. Chciałabym wypożyczyć, znajdzie pani moje nazwisko na liście oczekujących - powiedziałam, jak gdyby nigdy nic.
Miałam nadzieję, że kobieta zmieni swoje zachowanie i zaraz książka trafi w moje ręce, a lord Bulstrode nie będzie robił problemów i zechce oddać mi pierwszeństwo. Oby zbytnio nie nakręcił się na tę księgę, bo nie chciałabym toczyć z nim o nią wojny. A ja tak łatwo nie odpuszczę.
- Lordzie Bulstrode, miło mi lorda widzieć. Dawno nie mięliśmy okazji porozmawiać - stwierdziłam, znów na niego spoglądając i posyłając mu lekki uśmiech.





Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
 

Wnętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament na dziewiątym piętrze
» Apartament na ósmym piętrze
» Apartament na pierwszym piętrze
» Apartament na szóstym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea :: Biblioteka Londyńska-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18