Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]20.01.20 11:37

Kuchnia

Niewielki kącik kuchenny. Mimo innych kolorów i braku funduszy na remont, Frances starała się aby kuchnia jako-tako pasowała do reszty mieszkanka. I tu jest pełno roślin, a centrum kuchni jest spory, drewniany stół który blondynka okleiła kolorową okleiną, aby ukryć porysowany blat. Wszystko zdaje się mieć swoje miejsce, nawet kilka książek walających się po jednej z półek. Kuchnia to jedno z ulubionych miejsc Frances w mieszkanku. Blondynka uwielbia siedzieć z herbatą przy stole bądź na blacie, opierając się o okienną ramę.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]23.01.20 16:14
13 Marca 1957

Trzynaście godzin.
Dokładnie tyle Frances spędziła dzisiejszego dnia w pracy, wyrabiając tygodniową normę nadgodzin. Odrobne ciałko czarownicy odczuwało swego rodzaju zmęczenie, czasem jednak trzeba zdobyć się na poświęcenia. Zwłaszcza, gdy pracuje się w placówce dbającej o zdrowie magicznego społeczeństwa. Kobieta ukrywała jednak wszelkie oznaki wyczerpania pod delikatnym, wyuczonym do perfekcji uśmiechu, jaki malował się na jej różanych wargach.
Powietrze nadal było zimne. Nic zresztą dziwnego, początki marca miały to do siebie, że nadal dało się w nich boleśnie odczuć znaki zimy. Panna Burroughs skłonna jednak była przysiąc, że da się wyczuć orzeźwiającą zapowiedź cieplejszych dni. Kto wie, może to właśnie ta zapowiedź, w połączeniu z krótkim spacerem, dodała jej sił?
Jak zawsze nogi poniosły ją piętro wyżej - do niewielkiego mieszkania matki, gdzie spędziła kilkanaście minut, zdając krótkie sprawozdanie ze swojego dnia i pytając o proste, przyziemne sprawy jak samopoczucie. Dziś jednak, nie została by zjeść obiad razem z rodziną. Miała zupełnie inne, wyjątkowo samolubne plany na dzisiejszy wieczór.
Nieprzyjemne napięcie w mięśniach dokuczało jej bólem przy każdym, kolejnym kroku domagając się rozluźnienia. Jak z resztą zawsze, gdy przyszło jej siedzieć dłużej w jednej pozycji. Z euforią przekroczyła próg niewielkiej kawalerki, pełnej doniczek z najróżniejszymi roślinami. Przyjemny zapach kwiatów, wymieszony z zapachem ziół dotarł do jej nosa, wywołując tym razem szczery uśmiech na jej buzi. Blondynka zdjęła płaszczyk w kolorze roztopionych, waniliowych lodów by odwiesić go na wieszak. Niewysokie obcasy zamieniła na wygodne pantofelki, zaraz po tym udając się do jednej z szafek, by uruchomić gramofon. Ach, dzisiejszy wieczór nie mógł się udać bez jakże cudownego głosu Franka Sinatry! W końcu miała odpocząć, przeznaczyć te kilka godzin przed snem na słodkie nicnierobienie w celu zregenerowania sił. Nieświadomie kołysząc się delikatnie w rytm ciepłego, miękkiego głosu udała się do łazienki, by odkręcić kurek z wodą. Kąpiel była właśnie tym, czego potrzebowała. A czym byłaby gorąca kąpiel, bez kieliszka wina? Panna Burroughs nie piła często, zdawała się wręcz stronić od alkoholu, czasem jednak nie potrafiła odmówić sobie kieliszka skrzaciego wina, trzymanego w jednej z szafek na specjalną okazję.
Butelka została na stole, a sama Frances z kieliszkiem dłoni dodała do wanny ulubionego olejku eterycznego, by w końcu zanurzyć w niej drobne ciało. Rozluźnienie powoli zaczęło atakować jej mięśnie pozostawiając stres oraz trudy codzienności daleko za nią. Och, gdyby tylko mogła, nie wychodziłaby z tej wanny! Otoczona ulubionym zapachem i rozluźniającym ciepłem, z kieliszkiem słodkiego wina i dobrą książką w dłoni, nie potrafiła wyobrazić sobie przyjemniejszego wieczoru.
Nie było jej jednak dane cieszyć się kąpielą na tyle długo, na ile by chciała. Woda w wannie nadal była ciepła gdy Frances usłyszała, że ktoś dobija się do jej drzwi. A przynajmniej w tym momencie, właśnie za dobijanie się uznała wszelkie pukania bądź dźwięki dzwonka, zależnie od wyboru niespodziewanego gościa. Z westchnieniem żalu blondynka wyszła z wanny, nakładając na wilgotne ciało satynowy szlafrok, sięgający gdzieś, do połowy jej bladej łydki. Wpierw kroki skierowała do gramofonu, by przyciszyć muzykę płynąca z głośników. W końcu podeszła do drzwi, by ostrożnie je uchylić.
W tym momencie jeszcze nie miała pojęcia czemu zawdzięcza niespodziewaną wizytę, ani jak jednoznacznie prezentuje się cała sytuacja. Cóż, gdyby posiadała tę wiedzę, z pewnością nie opuściłaby bezpiecznej wanny, ani nie otworzyłaby drzwi do niewielkiego mieszkanka.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]23.01.20 16:58
Na twarzy odbijała się bawełniana poszewka poduszki, a słońce świeciło wysoko, gdy z chwilowego snu wybudził znajomy dźwięk trzepotu ciężkich, ptasich skrzydeł. Ciemnozielona pościel przytuliła go dziś tylko na chwilę, może dwie godziny, choć czuł, jakby było to najwyżej dziesięć minut. Mimo to uniósł się do pozycji siedzącej, bo skoro biała jak śnieg sowa usiadła na szafce tuż przy jego łóżku, nie zaś przy skrzynce na listy, z pewnością korespondencja musiała być ważna. Czy ważna - nie wiedział, ale z pewnością wyjątkowa. Przyjął niewielki liścik w dłoń, uwalniając zwierzaka od nieprzyjemnego obowiązku. Przedziwne. Tłoczona koperta w kolorze delikatnego beżu, zdecydowanie wskazywała na rękę kobiety. Mężczyzna nigdy nie przyłożyłby takiego starania do kwestii wizualnej, a już zwłaszcza wysyłając wiadomość innemu mężczyźnie. W dodatku uderzył go delikatnie zwietrzały zapach fiołkowych perfum. Pojęcia już nie miał jak to traktować... Czy może uznać to za coś miłego i obiecującego, a może wręcz za przerażająco zbyt silne staranie. Nie przypominał też sobie, żeby wywarł na jakiejś panience aż tak dobre wrażenie w ostatnim czasie. Choć kto wie? Może w końcu okaże się, że artykuł w Proroku Codziennym przyniósł mu jakieś powodzenie? Chociaż taki z tego pożytek.
Otworzył w końcu kopertę i przyjemny zapach stał się bardziej uderzający. Nim jednak zabrał się za przeczytanie całości, pozwolił sobie na zapalenie papierosa. Z pewnością pergamin nie był zaklęty żadnym miłosnym zaklęciem - te perfumy nijak nie przypominał zapachów, które go urzekają. Choć były przyjemne. Cóż, sama treść wychwalała jego niewybredne komplementy, a autorka naprawdę przekonująco prosiła o możliwość poznania mężczyzny lepiej. Gdy zaś przeczytał nazwisko na samym końcu z naprawdę ogromnym wysiłkiem próbował je sobie przypomnieć. I chyba kojarzył. Brzmiało dosyć egzotycznie w szarej, angielskiej rzeczywistości, ale to imię już w stu procentach przekonało go, że list przyszedł od pewnej panienki z Munga, co wprawiło go w niesamowite zdumienie. Co więcej... Zapraszała go do swojego domu!
Nie, żeby nie wprawiło go to w niepewność. Dosyć dobrze pamiętał zajście w tamtą chłodną i mało przyjemną szpitalną noc. Wiedział też, że nie tak wygląda mina zauroczonej panienki, która chciałaby poznać mężczyznę lepiej, zdecydowanie bardziej trzepotałaby rzęsami. Blondynka wydawała się raczej przestraszona niż zaciekawiona, jednak... Postanowił sprawdzić. Raz się żyje? A nawet jeśli to jakiś głupi podstęp, na pewno się wywinie. Jakoś. Brał też pod uwagę, że mogła grać niedostępną w miejscu pracy. Kobiety są w tym prawdziwymi mistrzyniami.
Można powiedzieć, że nawet nieźle się przygotował. Może chciał zatrzeć złe pierwsze wrażenie? Postarał się, by nie być aż tak rozczochranym jak zwykle, a na niepoprasowaną koszulę nałożył swetrową kamizelkę w bordowym kolorze, by ukryć niepotrzebne zagniecenia. Nie podwinął jednak rękawów, by nie przestraszyć kobiety swoimi bliznami, choć chodzić w ten sposób. I włożył kaszkiet pasujący do brązowych spodni, choć bardzo różnił się odcieniem. Randkowy savior vivre był już mu dobrze znany. Wybrał w kwiaciarni najbardziej kwitnącą różę i prostym zaklęciem przystroił ją błyszczącymi, białymi drobinkami, kupił wino... I właściwie był gotów na wieczór życia. Kobiety nie zapraszają mężczyzn do swojego domu bez powodu... Tak się nigdy nie dzieje. A już na pewno nie wieczorami. Zapukał do drzwi spokojnie, nienatarczywie. Chwilkę zajęło, nim dało się usłyszeć jakiekolwiek ślady odgłosów, zaczął nawet się zastanawiać czy nie został okrutnie nabrany, jednak w końcu w drzwiach pojawiła się blondynka, a jak się pojawiła, to mało co nie zgubił szczęki na progu mieszkania. Akurat grająca w gramofonie płyta włączyła kolejny utwór i choć muzyka była cicha, dał radę wyłapać jej nuty w tle, choć zupełnie jej nie znał, ani nie potrafił się na niej skupić. Jedno spojrzenie na lejący się materiał satynowego materiału okalającego nie do końca wyschnięte ciało młodej i powalająco pięknej blondynki wystarczyło, by mógł sobie wyobrazić, jak gładka i blada była zupełnie odkryta skóra pod nim. Zapowietrzył się zupełnie, nie wiedząc co powiedzieć, przez dobre pół minuty patrząc tylko na widok, jaki go uraczył z lekko rozchylonymi wargami, jak kompletny debil, roztaczając wokół siebie tylko zapach tytoniu, bo w drodze zapalił kilka papierosów, pozwalając, by jego ubrania nim przesiakły.
- Frances... - W końcu się odezwał, lekko zachrypniętym głosem. - Widzę, że... na mnie czekałaś.
Will Cattermole
Zawód : twórca amuletów, numerolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
wise man wonder
while strong man die
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7370-will-cattermole#201215 https://www.morsmordre.net/t7390-poczta-willa#201850 https://www.morsmordre.net/t7388-willy#201780 https://www.morsmordre.net/f198-grimmauld-place-6-1 https://www.morsmordre.net/t7418-skrytka-bankowa-nr-1786#202870 https://www.morsmordre.net/t7389-will-cattermole#201833
Re: Kuchnia [odnośnik]23.01.20 18:12
Kierując się w kierunku drzwi, blondynce przemknęło przez głowę zastanowienie, dotyczące niespodziewanej wizyty. Była pewna, że w ostatnim czasie nikogo nie zapraszała w swoje progi. Wszelkie spotkania skrupulatnie odnotowywała w niewielkim kalendarzyku, aby mieć pewność, że żadne z nich nie uleci jej z głowy. Jeszcze dzisiejszego ranka przed wyjściem do pracy sprawdzała, czy przypadkiem z kimś się nie umówiła i była święcie przekonana, że dzisiejsza karteczka pozostawała czysta i niezapisana. Nim jeszcze uchyliła drzwi do mieszkania doszła do wniosku, że musi to być zwykły przypadek. Może to matka? A może znów sąsiadce z dołu zabrakło cukru? Tak, to z pewnością to.
Zdziwienie, ledwie przez ułamek sekundy pojawiło się na jej twarzy gdy za swoimi drzwiami ujrzała mężczyznę. Wysokiego, całkiem schludnie ubranego z różą i butelką wina… Blondynka zamrugała, przez chwilę uważnie mu się przyglądając. Była pewna, że mężczyzna nie mieszkał w jej kamienicy. Mieszkała tu na tyle długo, że znała wszystkich. Poczynając od wujostwa, matki i swojego rodzeństwa (co wydawało się oczywistym) przez starszą panią, podejrzanego typa zamieszkującego ostatnie piętro (którego Frances szczerze się bała) czy młodego marynarza, który wiecznie był na morzu. I żadna z tych twarzy, nie była twarzą stojącego przed nią chłopaka. W tym wszystkim jednak była pewna, że skądś go zna; że widziała już tę twarz i to spojrzenie piwnych oczu. Spojrzenie które sprawiło, że odruchowo trochę mocniej zacisnęła poły satynowego szlafroka opinającego jej ciało. Blondynka zmarszczyła delikatnie nos, wyczuwając trochę drażniący zapach papierosów przyglądając mu się… Trochę wyczekująco. W końcu, czy to nie w geście niezapowiedzianego gościa jest by poinformować gospodarza o powodzie swojej wizyty?
Dopiero gdy do jej uszu dotarł głos mężczyzny, Frances zrozumiała, czemu ta postać wydawała jej się znajoma. Pamiętała tamten nocny dyżur w Mungu. Pierwszy raz została poproszona o pozostanie o wiele dłużej, niż zakładały godziny jej pracy. Pamiętała również, jak mężczyzna pojawił się w progu jej pracowni oraz nachalne, zahaczające o chamstwo słowa, jakie padały z jego ust. Ostatkiem sił powstrzymała się przed skrzywieniem ust w wyrazie skrajnego niezadowolenia, w końcu tak nie wypadało, prawda? A Frances bardzo dużą część swojej uwagi poświęcała na pielęgnowanie idealnego wizerunku, jaki sobie narzuciła.
- Czemu miałabym na Pana czekać? Nie zapowiadał się Pan z wizytą… - Zapytała, uważnie przyglądając się twarzy mężczyzny. To wszystko… wydawało jej się podejrzane. Bo skąd ten przypadkowy pacjent znał jej adres? Z tego co wiedziała, szpital dbał o prywatność swoich pracowników, zwłaszcza takich, jak ona - zwykle nie mających kontaktu z pacjentami. Po za tym, czemu ten mężczyzna miałby ją w ogóle odwiedzać? Panna Burroughs nie widziała takiego powodu, bo przecież nawet jeśli chciał jej podziękować za udzieloną pomoc, mógł po prostu zjawić się w szpitalu, a nie przed jej drzwiami. Czuła się… Niepewnie. A sam fakt, że przyszło mu oglądać ją w takim stroju sprawił, że jej policzki przystroiły się delikatnymi rumieńcami. Stała tak, nadal wilgotna po kąpieli z rękami założonymi na piersi uważnie lustrując wzrokiem buzię mężczyzny… Nie mając pojęcia, co powinna dalej zrobić. Bo czy powinna zatrzasnąć przed nim drzwi czy może wpuścić go do środka, aby wyjaśnić tę pomyłkę? Och, nie miała ochoty, na spędzanie czasu w tym towarzystwie, zwłaszcza w tym stroju, mając wrażenie, że wzrok nieproszonego gościa może prześwietlić ją na wskroś.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]03.02.20 0:58
Różnica między ich pierwszym spotkaniem, a tym teraz była całkiem spora. Po pierwsze, teraz był całkiem trzeźwy i nic nie zaburzało jego zdolności do logicznego myślenia, którą się tak szczycił. Oczywiście, że zadawał sobie sprawę, że tamtej nocy zachował się jak ostatni buc. Wiedział też to, że tego kwiatu jest pół światu i wcale nie musiał więcej zawracać sobie specjalnie głowy panną Frances, bo przecież nie będzie przychodził z kwiatami i przepraszał za jakąś głupotę. Nie, żeby nie popełniał ich... Na co dzień. Całkiem często. Ale ostatecznie umiał wywrócić sytuację w taki sposób, że wychodziło na jego plus. Taka naprawdę miła umiejętność pasywna, której zupełnie nie kontrolował. Dzisiaj też wyszedł z takiego założenia - że może to jakiś niesamowity przypadek, że akurat powiedział coś takiego, co sprawiło, że jednak ujął ją swoim niepowtarzalnym urokiem, bo przecież miał go mnóstwo. Normalnie morze uroku, widać to było w tych niezręcznie ulizanych włosach, które pomimo ulizania wcale nie chciały się dobrze trzymać.
Listy nie były ostatnio mu przyjazne. W ogóle przypadek bardzo lubił robić sobie z niego jakąś śmieszną zabawkę. Najpierw wizyta lady Carrow, później cała sprawa z cukiernią, której był w sumie przypadkowym świadkiem tylko po to, by później zostać ogłoszonym bohaterem, a później ta uzdrowicielka w jego sypialni! Coś się działo w jego życiu i zawsze uwzględniało jakąś piękną kobietę. Niezbyt wierzył w przeznaczenie, więc raczej nie twierdził, że jakaś wyższa siła próbowała przemówić mu, że jest samotny... Bo przecież nie był. W ogóle nie był!
Widział konsternację na jej twarzy, więc i jego pewność siebie trochę spadła. Chrząknął pod nosem, odwracając lekko wzrok. Zapewne w warunkach pijackich rzuciłby tekstem w stylu no nie bądź taka niedostępna, mała, ale teraz przeszedł do jasnej analizy tego co się działo. Dziewczyna wyglądała jakby się go nie spodziewała, choć jej ubiór mógł świadczyć o wielu scenariuszach. Konkretnie mogła albo na niego czekać albo po prostu brać kąpiel. I w sumie ostatecznie przychylił się ku drugiej opcji, ponieważ pierwsza wydawała się... Za prosta. Dlaczego kobieta, którą ledwo znał miałaby od razu zaciągnąć go bez ubrań do łóżka? Jeśli nie byłaby pod wpływem jakichś mocniejszych eliksirów miłosnych choćby... A nie sprawiała wrażenia zauroczonej. Raczej niezadowolonej. Piwne oczy mężczyzny również stały się inne niż chwilę przed jej wypowiedzią. Wcześniej zawadiackie i zaczepne, bardziej prywatne, teraz zrobiły się bardziej kalkulujące, jakby naprawdę w jego głowie działy się jakieś poważne obliczenia liczb atomowych pierwiastków występujących w eliksirze wielosokowym. Niestety relacje międzyludzkie to była dla niego większa fizyka kwantowa niż sama fizyka kwantowa i potrzebował naprawdę dłuższej chwili, by pojąć w jaki sposób ugryźć temat, żeby nie rozbić wszystkiego w proch. Rozumiał co się dzieje. Ale jak z tego wyjść? Niezręcznie...
- Wysłałaś mi zaproszenie. List. - powiedział. Nawet miał go ze sobą, dla upewnienia się, że jest to właściwy adres. Wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza beżowy pergamin nieporadnie przez niego wcześniej zgięty, by zmieścił się do kieszeni. I to była naprawdę trudna sztuka, gdy w dłoni operował jeszcze różą. Podał go kobiecie. Tylko dlaczego wyglądała jakby widziała go pierwszy raz na oczy? - Wiesz, na dworze jest... Trochę zimno. - Nie wiedział czy to nietakt wspomnieć o tym, ale jednak wolał wyjaśnić całą sytuację w cieplejszym miejscu. No i mama nauczyła go, że niegrzecznie jest rozmawiać przez drzwi. Widać było, że sytuacja zwyczajnie go zestresowała, bo nawet przesunął dłonią po karku niepewnie, spuszczając na chwilę wzrok.
Will Cattermole
Zawód : twórca amuletów, numerolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
wise man wonder
while strong man die
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7370-will-cattermole#201215 https://www.morsmordre.net/t7390-poczta-willa#201850 https://www.morsmordre.net/t7388-willy#201780 https://www.morsmordre.net/f198-grimmauld-place-6-1 https://www.morsmordre.net/t7418-skrytka-bankowa-nr-1786#202870 https://www.morsmordre.net/t7389-will-cattermole#201833
Re: Kuchnia [odnośnik]03.02.20 3:27
Sprawa wydawała się jej podejrzana, już od samego momentu, gdy otworzyła mężczyźnie drzwi, widząc pewnego rodzaju abstrakcję w tym, jakże niezapowiedzianym wydarzeniu. Do tej pory jedyni mężczyźni, jacy odwiedzali jej mieszkania byli jej braćmi, wujem bądź serdecznym przyjacielem. Nigdy nie przyjmowała mężczyzn, stawiających się przed jej drzwiami z kwiatem oraz butelką wina, w dodatku przekonanych, że oczekiwała ich towarzystwa. Sam ten fakt, wprawiał ją w swego rodzaju zakłopotanie. Nie miała pojęcia, jak zachowywać się w takich sytuacjach nawet gdyby były przez nią zaplanowane, a co dopiero w takiej sytuacji, gdy stała tu w szlafroku, nie mając o niczym pojęcie i nie spodziewając się obcego mężczyzny.
Och, co powinna zrobić?
Szaroniebieskie tęczówki uważnie wodziły po twarzy mężczyzny, mając nadzieję, że ten rozwieje jej konsternację. W końcu to on do niej przyszedł, prawda? Przez chwilę myślała nawet, że pomylił adresy, szybko jednak przypomniało jej się, że zna jej imię. Z pewnością więc, to nie mógł być przypadek… Tylko co w takim razie się działo? Nie była w stanie powiedzieć.
- Ach, zaproszenie… - Wyrwało się z jej ust, gdy jej gość wspomniał o liście. W spojrzeniu dziewczyny pojawiło się szczere zainteresowanie i ciekawość, nie miała pojęcia o jaki list chodzi, cała sprawa jednak zdawała się stawać coraz ciekawsza i… z pewnością dziwna. Uniosła delikatnie kąciki ust, przyjmując od mężczyzny zwitek papieru, miała go nawet rozwinąć, by zobaczyć o co w tym wszystkim chodzi gdy mężczyzna w dość delikatny sposób wypomniał jej brak manier. Panna Burroughs wahała się przez chwilę, rozważając wszystkie za i przeciw, jakie mogły wiązać się z wpuszczeniem niemal obcego mężczyzny do swojego mieszkania… Och, miała nadzieję, że nie pożałuje tej decyzji!
-Och, wybacz mi. - Zaczęła, otwierając szerzej drzwi i robiąc dwa kroki w bok, by mężczyzna mógł spokojnie wejść do środka. Musiała przyznać, że wyjaśnienie całej sytuacji w zaciszu jej czterech ścian, wydawało jej się lepszą decyzją, nawet jeśli gdzieś w środku obawiała się, że może to być zwykły fortel.  - Wejdź, proszę. - Aby formalnościom stało się zadość, Frances zaprosiła mężczyznę do środka, a gdy ten tylko wszedł do środka, zamknęła za nim drzwi, by móc poprowadzić go w głąb mieszkania. W niewielkiej kawalerce, po za subtelnymi piosenkami Franka Sinatry  unosił się zapach najróżniejszych ziół. Odświeżający zapach mięty, mieszał się z kojącą lawendą i delikatnymi, kwiatowymi nutami najróżniejszych, zwykle niebieskich kwiatów.
Z listem w dłoni panna Burroughs wskazała mężczyźnie miejsce przy stole, na którym nadal stała butelka skrzaciego wina. Kobieta poczuła, że chyba dobrze zrobiła ją otwierając, miała wrażenie, że w najbliższym czasie dowie się czegoś, co z pewnością może być jej ciężko przetrawić.
- Rozgość się, proszę. Masz może ochotę na kieliszek wina? - Zaproponowała… A może nie powinna proponować takich rzeczy, zważając na okoliczności? Nie wiedziała, wydawało jej się jednak niegrzecznym by samej pić wino, w czasie gdy jej gość siedziałby o suchym pysku. Dziewczyna posłała mu delikatny, trochę nieśmiały uśmiech po czym, czekając na odpowiedź, rozłożyła pachnący fiołkami pergamin, by szybko przesunąć wzrokiem po zapisanych na nich słowach, zapisanych niemal identycznym charakterem pisma.
Och, nie miała pojęcia, co zrobić w tej sytuacji! Tak samo nie miała pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. I jedynie przez chwilę, przemknęło jej przez głowę, by skorzystać z sytuacji i poznać to, czego nigdy nie było dane jej poznać...


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]03.06.20 19:29
Nawet niewielkie stópki potrafią czasem narobić sporo hałasu. Szczególnie, kiedy obleczone są w przyduże kapcie, a ich właściciel przeskakuje po kilka stopni na raz, starając się usilnie skrócić sobie drogę kilku pięter w dół. Szczerbaty młodzieniec, lat niespełna sześć, z krótkimi płowymi włosami i chmurnym spojrzeniu bardzo okrągłych, bladoniebieskich oczu dotarł pod drzwi pani Burroughs zgodnie z zamierzeniem wyjątkowo szybko, stracił jednak kilka następnych chwil próbując złapać oddech, zanim zapukał w drzwi do mieszkania tak mocno, jak tylko potrafił małą, zaciśniętą piąstką.
Gdyby zapytać Victora jak nazywała się osoba, której szukał, czym się zajmowała, najogólniej - kim była, nie potrafiłby udzielić odpowiedzi. Tylko raz widział ją na pewno, bardzo wysoką i szczupłą, zupełnie niepodobną do mamy, jasnowłosą jak on i… taką, taką daleką. Zwykle jednak spotkania jego mamy i tej pani wydarzały się jakoś poza nim, w drugim pokoju przyciasnego poddasza, lub w tym mieszkaniu, na pewno tym, chociaż mały nigdy nie był w środku. Pamiętał tylko, że pod czwórką. Prawie na pewno.
- PSZEPANI. PRZE-PANI? PANI… - w wysokim głosie pobrzmiewała desperacja. Chłopiec zagryzł dolną wargę, wytężając umysł. Na pewno słyszał kiedyś jej nazwisko, ale jak ono brzmiało? Nie miał czasu do stracenia, ale co jeśli ta… pani, nie będzie wiedziała, że chodzi o nią, jak sobie nie przypomni? Co robić? – PANI CO POMAGA MAMIE!!!
Wszystko na jednym wydechu. Czekał może kilka sekund, ale dla chłopca minęła już wieczność i wszystko przepadło. Jego wielkie oczy zaczerwieniły się, popłynęły pierwsze łzy. Mamom nie powinno pozwalać się chorować, ani mieć wypadków. A już na pewno nie mieć wypadków, kiedy już chorują. Szczególnie, kiedy są same jedne, a ich dziecko… to jeszcze tylko dziecko, które nie bardzo rozumie co właściwie się dzieje, nie mówiąc o możliwości niesienia pomocy. O tą mógł prosić tylko kogoś innego, a jedyną osobą, która coś kiedyś zrobiła dla mamy, a nie mamie, była chyba właśnie ta pani tu.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kuchnia 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]05.06.20 19:31
Frances Burroughs pierwszy raz od dawna miała wrażenie, że zapadnie się pod ziemię. Nigdy nie należała do śmiałych, przebojowych dziewcząt wymieniających chłopców jak ona wymieniała książki wypożyczane z biblioteki. W zasadzie, jej doświadczenie w tych materiach było niemal zerowe. Na zaplanowanych randkach (a tych w jej życiu było… A raczej była do tej pory tylko jedna) nie wiedziała jak się zachować, tym bardziej nie wiedząc jak zachować się w momencie, gdy kawaler uważał ich spotkanie za randkę w czasie, gdy ona była pewna, że nie wysyłała żadnego, chociażby najmniejszego listu. To, z pewnością nie było w jej stylu.
Coś jednak zdawało się nad nią czuwać, a może był to jeden z niewielu, sprzyjających jej zbiegów okoliczności? Nie wiedziała, poczuła jednak jak pewien ciężar spada z jej wystraszonego serduszka, gdy do drzwi jej niewielkiej kawalerki ktoś zaczął się dobijać. Poczucie ulgi szybko jednak zostało zastąpione poczuciem niepokoju, gdyż pukanie oraz wątły głos dotarł do jej uszu, odrobinę zagłuszony przez płynącą z gramofonu delikatną melodię. Panna Burroughs rzuciła niezapowiedzianemu gościowi przepraszające spojrzenie, kierując się w kierunku drzwi, po drodze ciaśniej zaciskając poły szlafroku. Och, jak bardzo chciałaby się teraz w coś przebrać! Nie było to jednak możliwe gdy w jedynym pomieszczeniu jej kawalerki znajdował się obcy mężczyzna, a pukanie do drzwi zdawało się być coraz to bardziej rozpaczliwe.
Widok, jaki ujrzała po otworzeniu drzwi był… Ciężki do zniesienia. Frances nie posiadała własnych dzieci. Ba! Była od tego naprawdę daleko, wiedziała jednak, jak to jest wychowywać malucha. Jej młodszy brat często zostawał pod jej opieką sprawiając, że dziewczę zaczęło żywić do niego iście matczyne uczucia.
- Hej, nie płacz. - Panna Burroughs uklękła, by jej twarz znalazła się na wysokości twarzy chłopca. Pamiętała jego twarz, czasem mijaną na klatce schodowej bądź migającą gdzieś w mieszkaniu jednej z sąsiadek. - Victor, prawda? No już spokojnie… - Dziewczę ostrożnie sięgnęła do kieszonki płaszcza, by wyjąć z niej haftowaną chusteczkę. Delikatnie otoczyła chłopca ramieniem, by otrzeć łzy z jego policzków. - Powiesz mi, co się stało? - Poprosiła, mając nadzieję, że chłopiec się uspokoi, a ona dowie się, czemu zawdzięcza już drugą dziś, niezapowiedzianą wizytę.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Kuchnia [odnośnik]24.06.20 21:47
Nie widział szlafroka ani bardziej niż zwykle zaróżowionych policzków, ani nawet nawarstwionego zmieszania, jakie widoczne było na twarzy blondynki jeszcze zanim miała szansę ocenić nową sytuację, w której się znalazła. To znaczy, wszystko to oczywiście było dla niego zauważalne z technicznego punktu widzenia, ale wcale tego nie rejestrował. Choć ciekawski z natury, w tym momencie Victor naprawdę nie interesował się szczególnie ani stanem, ani po prawdzie samą osobą tajemniczej pani Burroughs. Mogłaby mieć na sobie skórę widłowęża i chichotać bez przerwy jak stałe bywalczynie pobliskiego pubu, od których mama zawsze kazała mu trzymać się na dystans. Liczyło się tylko, żeby przebiegła z nim na górę schodów i uratowała dzień. Uratowała mamę, czyli tak naprawdę, świat.
Nie płacz. Chociaż była to bardziej prośba niż żądanie, wypowiedziana zresztą zupełnie łagodnie, zadziałała ona na chłopca jak uderzenie piorunem. W jednej sekundzie wyprostował się jak struna, wziął ostatni urywany oddech i wymrugał z oczu ostatnie łzy. Nie wyglądał jeszcze całkiem przytomnie, ale widać było, że bardzo się stara.
- Mieszkanie numer dziewięć. Ma–Jean Spencer. Wypadek. Zaklęcie. Ja… - chłopiec potrzebował krótkiej przerwy, zanim przeżuł własne słowa i dolną wargę dość mocno, by przemóc nawracającą ochotę do szlochu - nie wiem jakie, nie słyszałem. Nic, tylko huk. Nie, nie huk… trzask? Błysło na żółto. - Urwał i z trudem przełknął ślinę. Nie płacz. Nie płacz. Nie płacz.
Spokój, jaki emanował od pani Burroughs wcześniej wydawał mu się… taki chłodny, jakby nieobecny. Teraz, kiedy klęczała przy nim, ocierając łzy z policzków własną chusteczką, śliczną, na pewno drogą, wydawała mu się najbliższą osobą na całym świecie. Jedyną, której można, której trzeba zaufać. Ona na pewno pomoże mamie, cokolwiek tam zaszło.
- Mama nie chce nigdy nieznajomych. Dlatego pani może–może pomóc i nie martwić mamy i my zapłacimy co trzeba… - z każdą sylabą przyspieszał, mając nadzieję, że chociaż tak pomoże, tłumacząc wszystko, tak, żeby przekonać panią Burroughs do pomocy już, bez zwlekania, bez angażowania innych ludzi.
- Tylko to trzeba już.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Kuchnia 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]25.06.20 14:11
Serce Frances krajało się na widok zapłakanego chłopca. I nim jeszcze powiedział co się wydarzyło była pewna, że nie wypuści go z kwitkiem. Szaroniebieskie spojrzenie uważnie przyglądało się buzi chłopca, mając nadzieję, że przyjdzie jej go uspokoić. Och, jakże niefortunny dzień! Zdawać by się mogło, że nie tylko ona miała dziś dzień pełen nie przyjemnych zbiegów okoliczności. Nie przerywała jednak, pozwalając chłopcu mówić, aby mieć pełen pogląd sytuacji. Frances znała jego matkę, czasem kobieta zamawiała u niej eliksiry wzmacniające bądź lecznicze, jednocześnie będąc jedną z milszych osób, jakie dziewczę spotkało w tym paskudnym porcie. Odezwała się dopiero, gdy udało jej się otrzeć wszystkie łzy z chłopięcej twarzy.
- No już, spokojnie. Zaraz pomożemy Twojej mamie, tylko weźmiemy kilka leków, które jej pomogą. - Ciepłe, spokojne słowa miały na zamiarze uspokoić chłopca. Panna Burroughs ostrożnie wstała, ujmując dłoń chłopca w swoją dłoń. - Chodź, pomożesz mi. - Uśmiech zagościł na delikatnej buzi dziewczęcia, które zaprowadziło chłopca do swojej, niewielkiej pracowni sadzając go na wysłużonym krześle.
- Co dzisiaj robiliście? - Zapytała, chcąc zająć czymś chłopięce myśli, byleby nie wracały do poszkodowanej matki. Pozostawało jej mieć nadzieję, ze podstawowa wiedza z kategorii magii leczniczej oraz anatomii pozwoli jej pomóc sąsiadce. Przynajmniej do momentu, gdy nie pojawi się Magiczne Pogotowie Ratunkowe. Szybko skompletowała odpowiednie eliksiry lecznicze, wkładając je do niewielkiej skrzyneczki. A gdy to było gotowe, powędrowała z chłopcem do drzwi, zupełnie ignorując swojego niezapowiedzianego gościa.
-Dobrze, weź tę skrzyneczkę i biegnij do mamy, tylko uważaj, żeby jej nie upuścić. Ja zaraz przyjdę, tylko wezmę różdżkę i zamknę drzwi. No już, leć. - Frances zachęciła chłopca do powrócenia do jego mieszkania, samej musząc jeszcze rozprawić się z gościem, na którego nie miała czasu. Szybko wróciła do kuchni, złapała różdżkę w smukłe palce by skierować ją w kierunku mężczyzny. - To nie ja wysłałam ten list, nie wiem kto to zrobił i naprawdę, musi pan już iść. Albo pana zmuszę. - Frances nie była przyzwyczajona do takich zachowań, wiedziała jednak, że nie ma wiele czasu - musiała jak najszybciej dołączyć do chłopca oraz jego matki, by udzielić jej odpowiedniej pomocy oraz wezwać profesjonalistów. Mężczyzna jednak chyba słyszał słowa chłopca gdyż w jej towarzystwie opuścił niewielką kawalerkę.
Panna Burroughs od razu pognała po schodach, by dołączyć do chłopca oraz sprawdzić stan jego mamy, mając nadzieję, że uda się jej pomóc.

/zt dla Frani :pwease:


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach