Wydarzenia


Ekipa forum
Zagroda z hipokampami
AutorWiadomość
Zagroda z hipokampami [odnośnik]28.03.20 20:46

Zagroda z hipokampami

Wyścigi na hipokampach to jedna z ulubionych rozrywek męskiej części rodu Travers. Nic więc też dziwnego, że posiadają kilka sztuk na własny użytek. Tuż przy zamku znajduje się zagroda z kilkoma okazami tych zwierząt, magicznie nie pozwalająca im z niej wyskoczyć oraz ukryta przed wzrokiem mugoli. Dalej w  głąb morza znajduje się prowizoryczny tor wyścigowy, zmieniany co kilka miesięcy.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zagroda z hipokampami Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zagroda z hipokampami [odnośnik]12.04.20 23:47
| Przychodzimy z komnaty z akwarium, 4 kwietnia 1957 roku (kontynuacja rozgrywki)


Wyjście z zamku nie zajęło im długo, zwłaszcza gdy lady Malfoy miała u boku kogoś, kto doskonale znał każdy zakamarek zamku. Wystarczyło wyjść głównym wyjściem i skręcić w kierunku prywatnej plaży Traversów. Pierwszym, co dało się zauważyć to wielka flota, mocująca w rodzinnym porcie. Przy niebieskich pomostach aż roiło się od statków najróżniejszej wielkości, ilości masztów oraz przeznaczeniu. Każdy jednak ze statków posiadał żagle, na których dumnie rozpościerał się rodowy herb. Każdy, pojedynczy statek znajdujący się  w tym porcie był dumą Traversów oraz przeświadczeniem o ich pozycji na tle czarodziejskiego handlu magicznego.
- Tam, lady Malfoy, znajduje się nasz rodowy port. To część statków, które posiadamy. Kilka z nich jest na morzu, a jeszcze kilka w porcie w Cromer, nad którym sprawuję pieczę. - Zwrócił się do jasnowłosej. Jego głos zdawał się być żywszy niż wcześniej, ciężko było jednak stwierdzić, czy sprawił to brak ciekawskich spojrzeń ich ojców (chociaż był pewien, że ktoś będzie podążał ich śladem) czy może fakt, że przed nimi rozciągał się widok na piaszczystą plażę oraz otwarte morze, aż zachęcające do wypłynięcia po kolejne przygody. Sama morska bryza zapraszająca do tańca długie, jasne włosy towarzyszącej mu kobiety oraz piasek pod ich stopami sprawiał, że ord Travers zdawał się być w lepszym humorze. Salony, nawet te w Crobeic Castle, nie dawały mu tyle szczęścia, ile bliskie jego sercu morze. I nie powinno wydawać się to dziwnym nikomu, kto choć trochę znał tego, ekscentrycznego osobnika, który właśnie pokierował dziewczynę wzdłuż murów imponującego zamku. Wszak nie port był ich celem, lecz zagroda z morskimi końmi. Szli dalej, kamienną ścieżką która nie zdołała uchronić się przed próbującym wtargnąć na nią, plażowym piaskiem. Nie zabawiał jej rozmową, pozwalając dziewczynie w spokoju napawać się pięknymi widokami, jakie rozciągały się z zamku, choć nie był pewien aby ktoś, wychowany na lądzie potrafił je w jakikolwiek sposób docenić.
Ledwie po kilku minutach doszli do zagrody z hipokampusami. Drewniany most ciągnął się w głąb morza, w pewnym momencie schodząc trochę w dół i przechodząc w drewnianą platformę, znajdującą się dobre piętnaście centymetrów pod wodą, czego jeszcze nie przyszło dziewczynie zobaczyć. Po obu stronach pomostu znajdowały się barierki, mające na celu uchronić nieostrożnych gości przed wpadnięciem do morskiej wody.
Bez większego wahania, mężczyzna zabrał swoje ramię, by zrobić kilka kroków w przód i bez większego problemu wskoczyć na mostek. Nim jednak podążył dalej, zatrzymał się, by wyciągnąć dłoń w kierunku jasnowłosej lady. Ostatnim, czego teraz potrzebował, to aby skręciła kostkę a on dostał kolejną burę od nestora rodu bądź, co gorsza, swojej matki.
- Pozwolę sobie przejść na Ty, przy naszych wierzchowcach konwenanse bywają za długie. - Oznajmił. Nie było to pytanie. Oswojone czy też nie, hipokampusy pozostawały magicznymi stworzeniami. Travers był już świadkiem, gdy któreś ze zwierząt nie polubiło jakiegoś z gości, próbując uszczypnąć go zębami bądź trafić długim, rybim ogonem. W tym wypadku powiedzenie, że zwierzęta przejmują cechy właścicieli - hipokampusy należące do Traversów posiadały charaktery równe właścicielom.
W kilka niedługich minut para przebyła pomost, a Haverlock, mimo iż ponownie nie ofiarował dziewczynie ramienia, szedł ostrożnie, by w razie utraty przez Cynthię równowagi móc zareagować. A gdy doszli do końca pomostu, stanęli przed kilkoma schodkami w dół, prowadzącymi do skrytej pod taflą wody platformy, obok których stało coś, na wzór wieszaku na ogłowia. Przez głowę nie przeszło mu nawet, że dziewczyna mogłaby nie umieć pływać, gdyż czynność ta była dla niego tak oczywista jak oddychanie.
- Zdejmij buty, schodki są śliskie. - Polecił dziewczynie a sam... Zaczął się rozbierać. Wszak musiał jakoś przyprowadzić do niej jedno ze zwierząt, czy też nie? Bez większego wahania, zdjął marynarkę, odwiesił ją na poręcz po czym zaczął rozpinać guziki koszuli.
- Jak już przypłynę z hipokampem nie wykonuj gwałtownych ruchów, ani nie krzycz aby go nie spłoszyć. - Poinstruował dziewczynę, w tym samym czasie pozbywając się koszuli by i ją odwiesić na poręcz pomostu. Ot tak, jak gdyby nie było to niczym wielkim - on nie miał się czego wstydzić. Surowe mury Durmstrangu oraz długie lata spędzone na fizycznej pracy na pokładzie statku sprawiły, że jego mięśnie były dokładnie zarysowane tworząc przyjemny dla oka widok. Chwilę później Haverlock pozbył się i butów, sięgnął po jedno z ogłów które przerzucił przez ramię by w końcu zejść po schodkach i stanąć na podeście, ukrytym pod taflą wody. Pozostało mu czekać, aż jaśnie lady dołączy do niego. W akcie miłosierdzia wyciągnął w jej kierunku dłoń, gdyby potrzebowała pomocy w zejściu po schodkach. Teraz przyjdzie mu poznać lady Malfoy z innej strony - wszak znajdowali się w jego żywiole, z dala od miękkich poduch i ledwie kilka kroków od pięknych wodnych wierzchowców.


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Zagroda z hipokampami [odnośnik]13.04.20 19:01
Z ulgą przyjęła ciszę, która między nimi zapadła; ani ona, ani on nie kwapili się do podjęcia kolejnego tematu, dzięki czemu w spokoju mogła podziwiać mijane dzieła sztuki, wsłuchując się tylko i wyłącznie w miarowy stukot swych obcasów. Celowo omijała jego twarz wzrokiem, w napięciu oczekując dotarcia nad zatokę, gdzie będzie mogła - w końcu - nacieszyć oczy widokiem hipokampusów. Pamiętała, jak po raz pierwszy ujrzała syreny, usłyszała ich hipnotyzujące śpiewy, gdy odwiedzili dalszą rodzinę na wyspie Wight; wiedziała, że i ten dzień zapamięta na długo... Choć nie za sprawą towarzyszącego jej kawalera. Nie mogła nie zastanawiać się, kto ruszy ich śladem - bo przecież nie miała najmniejszych wątpliwości względem tego, że ktoś będzie musiał. Czyżby pan ojciec zadbał o to, by na ziemiach Traversów pojawił się również Grigorij? Postawny milczek, który podobno miał dotrzymywać jej towarzystwa, tak naprawdę upewniając się, że włos jej z głowy nie spadnie? Nie chciała rozglądać się na boki w poszukiwaniu jego znajomej sylwetki czy też postaci drobniejszych kobiet, zapewne krewniaczek Haverlocka, które mogłyby na czas tego spaceru pełnić role przyzwoitek; wierzyła, że skoro Armand i Balthazar wyrazili zgodę na tę przechadzkę, nie miała powodów do zmartwień. A przynajmniej tego rodzaju zmartwień.
Z zamyślenia wyrwał ją głos lorda; bez trudu odnalazła wzrokiem flotę, o której mówił, a na którą zwróciła uwagę już wcześniej, nim jeszcze ich sobie przedstawiono. Żaglowców było zbyt wiele, by mogła je naprędce policzyć, nie próbowała zresztą, zamiast tego skupiając się na powiewających na wietrze żaglach - każdy jeden prezentował herb Traversów, pomarańczową ośmiornicę, widywaną do tej pory tylko na kartach ksiąg matki, tych poświęconych heraldyce. - Jak liczna jest wasza flota, lordzie? - odezwała się, przelotnie spoglądając ku gładkiej twarzy rozmówcy, szukając na niej czegokolwiek, co mogłoby zdradzić go z prawdziwymi uczuciami. - I na którym z żaglowców lord pływa? - dodała jeszcze, być może wykazując się ignorancją, nie rozumiejąc, czy był jedynie jeden statek, na którym podróżował, czy zmieniał je niczym rękawiczki.
Z dala od salonów, a może od ich ojców, mężczyzna zdawał się być w nieco lepszym humorze niż jeszcze chwilę temu. Domyślała się jednak, że jeżeli tak faktycznie było, to za sprawą morza, widoku znajomych statków czy wiatru bawiącego się materiałami ich strojnych szat. A może planów, które musiał snuć w związku z celem ich krótkiej wycieczki...? Nie zapominała przecież o tym niepokojącym błysku w jego oku, o wyzwaniu, które jej rzucił. Ostrożnie stawiała kolejne kroki, gdy zboczyli na ułożoną z kamieni, przysypaną piachem ścieżkę; mimo wszystko odczuwała ulgę na myśl, że może wspierać się na ramieniu ekstrawaganckiego towarzysza, a później - skorzystać z jego pomocy, gdy znaleźli się już tuż przy pomoście. Wtedy też odwróciła się w stronę, z której wiał wiatr, by łatwiej odgarnąć pukle długich, jasnych włosów opadających na twarz, a utrudniających dostrzeżenie nie tylko mężczyzny - co nie przeszkadzało jej jakoś bardzo - ale i sięgającego ku szerokim wodom mostu; nie chciała przecież potknąć się w trakcie pokonywania ostatniej prostej po obmywanych przez fale, z pewnością wyślizganych deskach.
- Naturalnie, Haverlocku - odparła lakonicznie, a przy tym oschle, gdy postanowił, że porzucą konwenanse i skrócą słowny dystans. Nie miała jednak zamiaru wyrażać niezadowolenia wyraźniej, nie teraz, gdy serce przyśpieszyło swój bieg na myśl o hipokampusach, a także o pułapce, do której mogła się zbliżać z każdym kolejnym, ostrożnie stawianym krokiem. Bo nie wątpiła przecież, że żeglarz coś planował, najpewniej ośmieszenie jej w mniej lub bardziej widowiskowy sposób. Czy powinna obawiać się bliskości wody...? Nie potrafiła pływać, lecz przecież nie zamierzali ujeżdżać wierzchowców, a jedynie je zobaczyć. Dotknąć. Nacieszyć oczy ich widokiem.
Byli tuż przed platformą, gdy zachwiała się, mocniej opierając się trzymanym do tej pory w sposób delikatny i nienachalny ramieniu czarodzieja. - Przepraszam - powiedziała cicho, mimowolnie unosząc wzrok ku jego twarzy. Wtedy też polecił, by zdjęła buty, w reakcji na co zamarła w bezruchu, nie będąc pewną, czy to jedynie żart, czy prawdziwa rada. Polecenie? Była w jego głosie i postawie niekłamana stanowczość, z którą nie chciała dyskutować. Również po to, by nie zmienił nagle zdania, nie poprowadził jej ku plaży, a później w stronę zamku, bez pokazania osławionych koni wodnych. W milczeniu zastosowała się więc do słów lorda, powoli odstawiając obcasiki na jedną z przemoczonych desek, dopiero teraz zauważając, że cała platforma znajduje się pod wodą.
Uniosła brwi do góry, nie potrafiąc zapanować nad zdradliwą mimiką twarzy, gdy Travers sięgnął do guzików koszuli, powoli zaczął je rozpinać. Czy on, na Merlina, postradał zmysły? Czy tak właśnie zamierzał stroić sobie żarty...? Walcząc z przelotną słabością położyła wypielęgnowaną dłoń na pobliskiej poręczy, od teraz to w niej szukając oparcia. Ściągnęła usta w wąską kreskę, dumnie zadzierając brodę do góry, uparcie unikając nagiego ciała mężczyzny wzrokiem - choć raz czy dwa spojrzała ku bezwstydnie okazanej muskulaturze, przez co jej zwykle blade policzki pokryły się niewielkim rumieńcem. - Wiem jak zachowywać się w pobliżu koni - odpowiedziała tylko dziwnym, zmienionym głosem, nie korzystając jednak z pomocy lorda, na bosaka próbując zejść w dół, na tonące w zimnych wodach zwieńczenie pomostu. Czuła przy tym, że serce bije jej jeszcze szybciej; wiedziała, że czas sądu zbliżał się wielkimi krokami, że jeśli ona nie zaatakuje pierwsza, zrobi to żeglarz - i będzie przy tym bezlitosny. Pamiętając więc o jego ostrzeżeniu, korzystając z faktu, że wciąż nie stanęła na deskach platformy, upozorowała upadek - potykając się wprost na Haverlocka, planując przy tym zepchnąć go z platformy, zmusić do nieco szybszego niż to sobie zaplanował zanurzenia się w wodzie. Była lekka i drobna, łudziła się jednak, że wykorzystując całą swą siłę, a przy tym efekt zaskoczenia, uda jej się posłać go wprost do morza, samej zostając na względnie bezpiecznym pomoście. To powinno ostudzić jego temperament. Nie obawiała się przy tym reakcji ewentualnych obserwatorów - wszak deski były wyślizgane, był to jedynie nieszczęśliwy wypadek...



Sanctimonia vincet semper
Cynthia Malfoy
Zawód : Dama, historyczka, dramatopisarka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna

A wolf is a wolf,
even in a cage,
even dressed in silk.

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7737-cynthia-m-malfoy https://www.morsmordre.net/t7741-byron https://www.morsmordre.net/t7749-cynthia-m-malfoy#214870 https://www.morsmordre.net/t8483-komnaty-cynthii https://www.morsmordre.net/t7790-cynthia-m-malfoy
Re: Zagroda z hipokampami [odnośnik]14.04.20 15:12
- Koło siedemdziesięciu statków, najróżniejszego rodzaju. - Odpowiedział z wyraźną dumą w głosie. Nic z resztą dziwnego, gdy spędziło się większość czasu pływając po odległych wodach na pokładach statków. A tych było wiele, tylko jeden jednak znalazł miejsce w jego sercu. Jego własna łajba, zrobiona na wzór tej, która zatonęła jednak w innym stylu, z trochę innymi zdobieniami na wzór okrętów Durmstrangu potrafiąca pływać zarówno na, jak i pod wodą. - Pływam na Lucy Lou II, to ten z granatowymi żaglami. - Dodał, a do jego głosu ponownie wdarła się czułość, gdyż silnym uczuciem darzył łajbę, na której przyszło mu pływać.
W przeciwieństwie do swojej towarzyszki, on nie zastanawiał się nawet czy ktokolwiek podąża ich śladem. W swoim dość długim, lordowskim życiu nauczył się ignorować ten, jakże niewygodny aspekt, w zasadzie od lat dziecięcych, gdy przyszło mu się bawić z młodszą kuzynką pochodzącą z rodu Carrow. I teraz, jeśli ktoś faktycznie szedł ich śladem (a był niemal pewien, że i jego matka obserwuje spotkanie) z pewnością nie było to punktem zainteresowania mężczyzny. Bardziej interesował się tym, co właśnie się działo - drogą, jaką mieli przemierzyć w sposób bezpieczny co mogło być wyzwaniem biorąc pod uwagę pantofle, jakie zapewne lady miała na stopach. Wszak gdy byli w komnacie słyszał delikatny stukot obcasów a fakt posiadania kuzynek o które dbał najmocniej na świecie sprawiał, że mniej-więcej wiedział, jak pantofelki szlachcianek wyglądają, nie raz wyciągany przez słodkie lady Travers bądź jego Belle na zakupy. Czego, zapewne nie można było się po nim spodziewać, w końcu sprawiał wrażenie osoby, raczej nie interesującej się innymi.
Uśmiech zagościł na jego twarzy, gdy lady nie protestowała przy skróceniu konwenansów, które uznał za zbyteczne w obecnej sytuacji. Łatwiej było krzyknąć proste uważaj niż niech szanowna lady zwróci swoją uwagę.
Gdy tylko dziewczyna zachwiała się na śliskawym mościku, na co mężczyzna zareagował niemal od razu - drugą dłoń zaciskając na jej przedramieniu, owiniętym wokół jego ramienia. Wbrew jej teorii spiskowej, nie miał zamiaru dopuścić, aby młoda lady ucierpiała. Jakkolwiek ekscentryczny i szalony by nie był, posiadał jakiś honor, nawet jeśli jego istnienie było wątpliwe. Doprowadzanie do wypadku dziewcząt, nawet tak skrajnie nudnych jak Cynthia nie leżało w jego interesie.
- Ależ nic się nie stało. - Odpowiedział jedynie gdy dziewczyna przeprosiła. Dopiero teraz, gdy miał pewność, że złapała równowagę zabrał dłoń, nadal jednak pozwalając jej wspierać się na jego ramieniu. A jednak szanowne lady nie potrafią same chodzić, a odkrycie to przywołało cień rozbawienia na twarz mężczyzny.
Intensywnie niebieskie spojrzenie powiodło po buzi dziewczyny. Czy ona naprawdę sądziła, że będzie łapał hipokampy w marynarce? Na Merlina może i był ekscetryczny, może i nawet nie raz zakrawał o czyste szaleństwo, nie był jednak na tyle głupi, aby w tak ograniczającym ruchy stroju próbować łapać wodne konie. Musiał jednak przyznać, że rumieńce jakie pokazały się na jej buzi były całkiem urocze, zwłaszcza gdy wiedział, co mogło je wywołać. Chcąc czy też nie, sprawiła mu niemy, jakże miły z jej strony komplement. - Nie dziw się, muszę w końcu jakoś je złapać. - Rzucił do dziewczyny, co by nie wyszedł na ekshibicjonistę. Łatwa ekscentryka z pewnością mu wystarczała, nawet jeśli nie wstydził się tego, co skrywał pod jedwabną koszulą.
- Nawet jeśli umiesz się z nimi obchodzić, uważaj. Nasze wodne konie bywają charakterne. - Kolejny raz upomniał dziewczynę, co by przypadkiem, przez swoją brawurę przypadkiem nie podłożyłas ię pod hipokampusa. Pomińmy fakt, że mężczyzna nie wierzył damom, które jasno przyznawały się do obeznania z końmi, nie mając przy tym na nazwisko Carrow.
I wszystko zdawało się iść tak, jak powinno a przynajmniej dopóki lady Malfoy nie zaczęła schodzić po schodkach na zanurzony w wodzie podest. I mimo iż dziewczę nie korzystało z jego pomocy, cały czas był obok, na wszelki wypadek gdyby ponownie omsknęła jej się noga, jeszcze nie wiedząc, że kolejny raz będzie miał okazję przekonać się o tym, jak to szlachcianki nie posiadały umiejętności normalnego poruszania się.
Już chwilę później ponownie miał okazję być świadkiem niezdarności dziewczyny, która swój upadek upozorowała tak przekonująco, że lord Travers był pewien, że nie był on działaniem zamierzonym. Ba! Nawet przez myśl by mu nie przeszło, coby Cynthia umyślnie próbowała się wywrócić. Ciche, szybkie przekleństwo wyrwało się z jego ust gdy wyciągnął ręce, aby złapać dziewczynę, tym samym podkładając się tak aby, jeśli nie uda im się utrzymać równowagi, lady wylądowała na nim, a nie na twardych deskach, niewiele nad tym się zastanawiając. Wszak Travers był człowiekiem czynu, nie analizy sytuacji i logicznego, przestudiowanego działania. A gdy lecieli w dół, mężczyzna wyciągnął dłoń próbując wyhamować siłę upadku.
Tępy ból w głowie uświadomił go, że niezbyt mu to wyszło, w tym momencie nieświadomości puścił lady Malfoy, samemu wpadając w głęboką, morską toń. Na Merlina, gorzej dzisiejsze spotkanie chyba nie mogło pójść. Przez chwilę, lord Travers miał wrażenie, że jakaś straszliwa klątwa wisi nad pięknymi szlachciankami. Czy musiały aż tak przyciągać nieszczęście, nawet przy prostych czynnościach?
Woda w pewnym stopniu była naturalnym środowiskiem szlachcica, który całe życie spędził w jej towarzystwie. Nic więc też dziwnego, że mimo bólu głowy nie wpadł w panikę. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz zatopił się w morskiej toni w sposób nie zaplanowany przez siebie. Ledwie na chwilę jego głowa wychyliła się na powierzchnię, by mógł naprawić powietrza i ponownie zanurkować w poszukiwaniu lady Malfoy, zamiast niej jednak zauważył płynącego w jego kierunku hipokampusa.



| Rzut 1: Kto wyląduje w wodzie? tutaj.
Rzut 2: Czy ktoś ucierpi? tutaj.


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Zagroda z hipokampami [odnośnik]17.04.20 8:34
Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiała, bo nie miała ku temu powodów, nie wiedziała więc, czy podana przez Traversa liczba powinna wzbudzić jej bezgraniczny podziw, czy mieściła się w granicach rozsądku. Niewątpliwie jednak siedemdziesiąt w pełni sprawnych, gotowych do wypłynięcia na szerokie wody statków pobudzało wyobraźnię. Do czego służyły? Dalekomorskich podróży, handlu? Czy czegoś jeszcze, czegoś nie aż tak przyziemnego...? Wyciągnęła szyję i stanęła na palcach, próbując dostrzec wśród zacumowanych opodal łajb tę z granatowymi żaglami, o której mężczyzna wypowiadał się z taką czułością. – Już ją widzę... Lucy Lou II. – Nazwę statku wypowiedziała ciszej, w zamyśleniu, bardziej do siebie niż do niego; odczuwała nawet swego rodzaju zainteresowanie tym, dlaczego ją tak nazwał – pamiętała, oczywiście, o pierwszej Lucy Lou, wspomniał o niej przecież ledwie chwilę temu, lecz dlaczego nie pokusił się o ochrzczenie statku zupełnie innym imieniem? Czyżby nieokrzesany lord-marynarz był sentymentalny? Może była w błędzie, lecz zwracała uwagę i na takie detale, próbując doszukiwać się w nich wskazówek dotyczących prawdziwego oblicza Haverlocka. Bo nie wątpiła przecież, że biorą właśnie udział w jednym z pokrętnych, przepełnionych nieszczerością przedstawień, których obowiązek odgrywania wpisany był w ich błękitną krew; prostolinijność była luksusem, na który rzadko kiedy mogli sobie pozwolić.
Panna Malfoy zauważyła też, że Lucy Lou wybijała się na tle pozostałych żaglowców nie tylko rozmiarem, ale i szczegółowością wykończeń, dbałością o detale. Czy tak właśnie wyglądał okręt, który rozbił się nieopodal wyspy szekspirowskiego Prospera...? W milczeniu kontynuowała spacer, wodząc wzrokiem od imponującej floty Traversów do majaczącego nieopodal mostku stanowiącego cel ich wyprawy; nie zareagowała w żaden sposób na uśmiech, który wygiął usta mężczyzny, gdy przystała na jego propozycję. Cóż miała poradzić, wdawanie się teraz w dyskusje na temat zasadności stosowania się do wpajanych im od dziecka zasad etykiety zdawało się pozbawione sensu. Wszak nie sądziła, by istniała szansa na szybkie i bezbolesne przekonanie go do swych racji, zaś przez tych kilka chwil, które spędzali na osobności, mogła zagryźć zęby, schować dumę do kieszeni i się przemęczyć – byle tylko zobaczyć hipokampusy. Byli już na mokrym, atakowanym przez fale pomoście, gdy przelotnie straciła równowagę. Obcas założonych na tę okazję pantofli – nie za wysoki, by nie zachwiać pewnością siebie starego kawalera – musiał wpaść w przerwę między dwiema deskami; momentalnie spięła się i otworzyła szerzej oczy, lecz odnalazła wsparcie w ramieniu towarzysza, który uchronił ją zarówno przed zniszczeniem bucika, jak i bardziej widowiskowym potknięciem się.
Nie zdziwiłaby się, gdyby ściągnął jedynie marynarkę – wszak czy materiał koszuli również ograniczał ruchy na tyle, by nie mógł, wciąż mając ją na grzebiecie, swobodnie złapać jednego z wierzchowców…? – lecz przecież on poszedł o krok dalej i nie wierzyła, by zrobił to tylko i wyłącznie z uwagi na wymiar praktyczny takiego rozwiązania. Był w towarzystwie damy, młodziutkiej panny na wydaniu, którą – jak sądziła – celowo zawstydzał. Może też z tego powodu dopiero po krótkiej chwili dotarło do niej to, co powiedział, co zamierzał zrobić. W swej naiwności sądziła, że hipokampusy będą na nich czekać, tutaj, przy obmywanej morską wodą platformie lub przybędą na wezwanie jego lordowskiej mości. Gdyby wiedziała, że tak się to skończy, nie wystosowałaby swej prośby – bo nie wypadało. Lecz mimo tego, że rumieniła się jak podlotek, że nie bez wysiłku ogniskowała wzrok na twarzy Traversa, nie żałowała. – Powodzenia – odpowiedziała krótko, cierpko, przelotnie spoglądając w bok, ku względnie spokojnej powierzchni wody; czy on naprawdę zamierzał nurkować? I ile mogło mu zająć odnalezienie osławionych stworzeń? – Będę uważać, Haverlocku – dodała pozornie spolegliwie, zgodnie z jego życzeniem skracając słowny dystans, choć w jej głosie wybrzmiała nuta pobłażania. Nie on pierwszy lekceważył wzmianki o posiadanych umiejętnościach, o obyciu z końmi, Cynthia wiedziała zaś, że gdyby spotkanie to odbyło się na innym gruncie, w Wiltshire, z łatwością pokazałaby mu, że jest w błędzie. Byli jednak tutaj, na jego terenie, i nie mogła o tym zapominać.
Puściła barierkę i ruszyła się z miejsca, robiąc niewielki krok do przodu, w stronę schodków prowadzących w dół; podjęła decyzję i zamierzała się jej trzymać, woląc zaatakować jako pierwsza, wykorzystać chwilę nieuwagi marynarza niż dać mu się zaskoczyć. Udała więc, że się potyka, poleciała do przodu – powtarzając sobie, że kontakt z nieprzyzwoicie nagą skórą mężczyzny będzie jedynie przelotny – a później wszystko się skomplikowało. Mimo najszczerszych chęci nie udało jej się utrzymać na nogach i choć towarzysz, w akompaniamencie cichego, nieprzystojnego przekleństwa, spróbował uchronić ją, ich oboje, przed bolesnym upadkiem, to w mgnieniu oka znaleźli się poza bezpiecznym pomostem, w zimnym, głodnym krwi morzu.
Nie czuła już dotyku szlachcica, nie mogła się na nim wesprzeć, a że była zbyt zaskoczona, by nabrać powietrza w płuca, nim stracili grunt pod nogami, to teraz desperacko walczyła o oddech, za wszelką cenę próbując dostać się na powierzchnię, ku majaczącemu w oddali słońcu. I nawet gdy już nadludzkim wysiłkiem udało jej się wystawić głowę ponad wodę, to zaraz znów znalazła się pod nią, rozpaczliwie i nieudolnie walcząc z bezwzględnym żywiołem. Nie umiała pływać, zaś przemoczona suknia o ograniczającym kroju tylko ściągała szlachciankę w dół, ku głębi, odbierając resztki nadziei na sukces. Gorset, którym służka ścisnęła ją ledwie kilka godzin temu, skutecznie utrudniał kolejne próby podpłynięcia wyżej, powrotu na platformę… Szarpnęła się ostatkiem sił, gdy poczuła, że ktoś – coś – dotyka ją do nogi. Czy to tylko zdjęty strachem umysł płatał jej figla?
Zawsze myślała, że umrze w bardziej dramatyczny sposób. Jak bohaterka jednego z czytanych zachłannie dramatów – za poglądy, za uczucie, w imię rodzinnych wartości. Nie tak. Nie z płonącymi żywym ogniem płucami, z mgłą zapomnienia powoli obierającą zdolność logicznego myślenia, lecz przy tym odsuwającą panikę na dalszy plan.[bylobrzydkobedzieladnie]



Sanctimonia vincet semper


Ostatnio zmieniony przez Cynthia Malfoy dnia 18.04.20 19:13, w całości zmieniany 1 raz
Cynthia Malfoy
Zawód : Dama, historyczka, dramatopisarka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna

A wolf is a wolf,
even in a cage,
even dressed in silk.

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7737-cynthia-m-malfoy https://www.morsmordre.net/t7741-byron https://www.morsmordre.net/t7749-cynthia-m-malfoy#214870 https://www.morsmordre.net/t8483-komnaty-cynthii https://www.morsmordre.net/t7790-cynthia-m-malfoy
Re: Zagroda z hipokampami [odnośnik]18.04.20 1:10
Kiwnął ledwie głową, gdy usłyszał słowa powodzenia które, jak się okazało ledwie chwilę później, z pewnością mu się przydadzą. Miał nadzieję, że to proste słowo doda mu szczęścia w tej, jakże niefortunnej sytuacji. Miał świadomość, że nawet, pomimo nieprzyjemnego uderzenia głową o deski pomostu znajdował się w lepszej sytuacji - nie stracił przytomności, a wodzie czuł się lepiej, niż na lądzie. Długie lata żeglugi, wyścigów na hipokampusach oraz pływania w tych wodach sprawiały, że czuł się pewnie w zastałej sytuacji. Jedyne, czego nie był pewien to umiejętności lady Malfoy. W końcu, nie sądził, by jej ród również poświęcał sporo uwagi aktywnościom wodnym, tak jak Traversi. W zasadzie nie był pewien, czy szlachcianki w ogóle uczono pływać. Na Merlina, czy ten dzień mógł potoczyć się gorzej? Niestety, mógł - wystarczyło, aby jasnowłosej lady spadł chociażby jeden włos z głowy, a oboje popamiętają ten dzień na długie, długie lata.
W momentach takich jak ta, żywy temperament jakim odznaczali się Traversowie okazał się być zbawiennym, gdyż Haverlock zamiast zastanawiać się nad tym, co powinien zrobić od razu przystąpił do działania, nawet jeśli temu działaniu towarzyszyła spontaniczność, zamiast chłodnego wykalkulowanego działania. W pierwszym więc odruchu, mężczyzna złapał się szyi wodnego konia idąc prostym myśleniem, że hipokampus pływa jednak o wiele szybciej, niż on. A w tym momencie czas, może okazać się bardzo istotny - nawet jeśli dziewczę nie przypadło mu do gustu, nie miał najmniejszego zamiaru przyczynić się do jej śmierci. Silne ramię mężczyzny mocno owinęło się wokół szyi morskiego konia, ten jednak zdawał się spłoszyć przez wcześniejsze pluski.
Miał cztery minuty.
Po tym czasie, jego płuca zacznie rozdzierać głód powietrza i Travers z pewnością wolałby być wtedy już na powierzchni. Jego mięśnie mocniej zacisnęły się na zwierzęciu, pozwalając mu wpłynąć na jego tor poruszania się, kierując zwierzę w kierunku w którym mogła wylądować dziewczyna.
Trzy i pół minuty.
Haverlock zauważył w coś, co przypominało mu lady Malfoy gdzieś, w niedalekiej oddali. Nie wiele myśląc, wtoczył się na grzbiet hipokampusa mocno zaciskając swoje nogi wokół jego ciała, by niemal od razu wyciągnąć różdżkę, celując w postać Cynthii. Bąblogłowa nieme zaklęcie powędrowało w kierunku dziewczyny, a Travers z zadowoleniem zauważył, że zadziałało tak, jak powinno. Był pewien, że zauważył bąbel powietrza, nawet jeśli widoczność w wodzie była co najmniej ciężka. Może winien spróbować jeszcze raz, kupując sobie trochę czasu? Bąblogłowa... tym razem, zaklęcie nie zadziałało, gdyż wokół jego głowy nie pojawiło się nic. A więc odliczanie cały czas trwało.
Dwie i pół minuty.
Lord Travers spiął boki hipokampusa, zmuszając go do popłynięcia w kierunku, w którym w mętnej wodzie majaczyła mu postać Cynthii. Był niemal pewien, że uda mu się podjąć wyzwanie i uwinąć się, nim nieprzyjemny ból w klatce piersiowej (dzięki któremu zapomniał o bólu głowy) będący przypomnieniem, że nawet on potrzebuje tlenu, by oddychać. Hipokampus pognał w kierunku dziewczyny, a Haverlock miał jedynie nadzieję, że ta nie nałykała się morskiej wody i nie utraciła oddechu, nawet w tak nieprzyjaznym otoczeniu jak morskie tonie. To sprawiłoby, że cała jego akcja ratownicza będąca skutkiem jej upadku miała się na nic i nim do niej podpłynie dziewczyna, mimo tlenu, zapewne będzie martwa... Nie, z pewnością tak nie było. Nawet nie chciał myśleć o konsekwencjach, z jakimi przyszłoby im się mierzyć.
Pół minuty.
Zielony materiał sukni znalazł się w jego dłoni sprawiając, że mężczyzna mocno zacisnął na nim palce, kierując zwierzęciem w górę. Ku końcu wodnej tafli i powietrzu, którego przynajmniej on coraz mocniej potrzebował. Brak pewności dotyczący stanu młodej lady jedynie potęgował zniecierpliwienie i adrenalinę, siejącą zamęt w jego układzie krwionośnym.
Głęboko zaczerpnął powietrza, gdy tylko jego głowa wynurzyła się na powierzchnię. Nie miał jednak wiele czasu, aby nacieszyć się tlenem, od razu przenosząc intensywne spojrzenie niebieskich oczu na dziewczynę. Ostrożnie, z zadziwiającą i z pewnością nie pasującą do niego delikatnością wyciągnął  dziewczynę z wody, usadzając ją tuż przed sobą, na grzbiecie morskiego konia. Sprawne palce mężczyzny przeniosły się na jej plecy, aby ostrożnie poluzować sznurki gorsetu. Ach, teraz doceniał te wszystkie godziny spędzone z kuzynkami podczas ich przygotowań do wielkich wyjść! Nie rozplótł jednak sznurków do końca, nawet on wiedział, że byłoby to w złym guście, nawet w takiej sytuacji, swym ruchem jedynie próbując pomóc dziewczynie złapać oddech. Finite incantantem sprawiło, że bąbel powietrza zniknął znad głowy dziewczyny, teraz z pewnością nie pozwoli jej ponownie spaść do wody. Kolejne wizyty (a był niemal pewien, że takie mogą się pojawić) z pewnością obejdą się bez wody oraz bez hipokampusa, na którym siedzieli.
Uważnie, niebieskie spojrzenie wlepiało się w jej twarz, wyczekując jakiejkolwiek oznaki życia. W tym wszystkim nie czuł nawet krwi, spływającej po jego karku z płytkiego rozcięcia.


| Rzuty: tutaj


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Zagroda z hipokampami [odnośnik]18.04.20 22:23
Morze, ogień i kobieta – to trzy nieszczęścia.
Ta myśl wypłynęła na powierzchnię świadomości Cynthii, a później zniknęła tak szybko jak szybko się pojawiła, pozostawiając po sobie nieprzyjemny gorzki posmak. Lady nie pamiętała już nawet, gdzie to przeczytała lub usłyszała, niewątpliwie jednak musiała zgodzić się z tymi słowami. Pierwszym nieszczęściem okazała się ona sama, naiwnie wierząc w przygotowany naprędce plan; że wepchnie lorda do wody, samej pozostając na bezpiecznej i względnie suchej platformie. Drugie nieszczęście powoli odbierało jej dech, wytrwale ściągając w dół i w dół, ku piaskom, skałom i glonom, które pokrywały dno zatoki. I choć mostek nie sięgał aż tak daleko w morze, by głębokość była przytłaczająco duża, to dla niej - nieumiejącej pływać, paraliżowanej przez nieoczekiwany obrót sytuacji - pozostawała nie do pokonania. Kolejnej, trzeciej już tragedii, nie miała doznać, przynajmniej nie w znaczeniu dosłownym; czuła jednak, jak gdyby płuca zaczynały płonąć, boleśnie dopominając się choćby o łyk świeżego powietrza...
Nie była w stanie dostrzec nic, co ofiarowałoby jej namiastkę nadziei. Woda była mętna, zaś długie, poruszane przez ruch włosy przesłaniały widok, dodatkowo utrudniając podjęcie jakiegokolwiek działania. Co działo się z Traversem? Nie wątpiła przecież, że on potrafił pływać i to z pewnością całkiem dobrze, inaczej nie powinien przecież wypuszczać się na otwarte morze - lecz czy upadając nie uderzył się w głowę? Nie stracił przytomności? Jeśli tak, jeśli najgorszy z możliwych scenariuszów miałby okazać się prawdą, oboje byli straceni. Przez chwilę łudziła się, że może na pomoście pojawił się już Grigorij czy inni oddelegowani do stania na straży przyzwoitości mieszkańcy zamku, jednak czas uciekał; im dłużej przebywali pod wodą, tym mniejsze mieli szanse na przetrwanie, ujrzenie miłego oczom słońca, poczucie wiatru we włosach... I jeśli jeszcze była czegoś pewna, to tego, że nie chciała, by ostatnia myśl przed jej niewątpliwie przedwczesną śmiercią dotyczyła żeglarza czy jego przeklętej rodziny.
Wtedy jednak niespodziewanie przestała czuć zimną, wszędobylską obecność morza, a przynajmniej na twarzy; miała problem ze zrozumieniem, co się wydarzyło, myśląc wolniej niż zwykle, z trudem łącząc fakty. Ciało wyprzedziło umysł, odruchowo kaszlnęła raz, drugi, by następnie z niewysłowioną ulgą nabrać powietrza w płuca. Nie mogła jednak odetchnąć tak głęboko, jak tego potrzebowała, przez gorset, który może i podkreślał co trzeba, lecz z pewnością nie pomagał ratować się przez zgubą. Dzięki Bąblogłowie odzyskała namiastkę sił, po raz kolejny próbując poruszyć rękoma, rozpaczliwie zawalczyć o wydostanie się na powierzchnię - nim jednak jej starania przyniosły jakiekolwiek efekty, poczuła, że coś, ktoś, chwyta za materiał sukni i ciągnie ku górze, ku życiu, pomagając pokonać obezwładniającą potęgę, która chciałaby zatrzymać ją tutaj na wieki.
Choć rzucone przez mężczyznę zaklęcie już chwilę temu obdarowało ją tlenem, to dopiero teraz, gdy wydostała się z objęć śmierci, odczuła ulgę. Powoli, wciąż skołowana, przeniosła nieprzytomny, nieobecny wzrok na wierzchowca, którego dosiadał Travers, by niewiele później zostać wciągniętą na jego grzbiet - zadziwiająco ostrożnie, bez nerwów, które mógłby teraz odczuwać, a których nie odnajdowała w jego gestach. Przez dłuższą chwilę nie spoglądała ku twarzy mężczyzny, wciąż walcząc o oddech, o odzyskanie kontroli nad swym ciałem; z trudem odgarnęła poprzyklejane do pobladłej twarzy włosy, nie zastanawiając się nawet nad tym, w jakim stanie była ubrana na tę okazję szata, stale czuła jednak jej nieprzyjemny mokry dotyk na swej skórze. Zadrżała od silniejszego powiewu wiatru, jak przez mgłę zdając sobie sprawę z faktu, że Haverlock zaczął rozplątywać sznurki gorsetu, że przekroczył kolejną granicę, która powinna być nieprzekraczalna - była jednak jak bezwolna szmaciana lalka, w milczeniu poddając się temu zabiegowi. Jej pierś falowała od łapczywych, lecz płytkich oddechów; dopiero po rozluźnieniu uścisku ubioru mogła zaczerpnąć więcej powietrza, od czego aż odczuła zawroty głowy.
Wtedy też spojrzała ku niemu, powoli wodząc odzyskującym ostrość wzrokiem po jego twarzy, bijąc się z chaotycznymi myślami; uratował ją. Ten gbur o manierach trolla górskiego. Powinna mu podziękować. Powinna go przeprosić. Lecz jednocześnie nie powinna siedzieć z nim na jednym hipokampusie, przebywać tak blisko, a już na pewno nie kiedy brakowało mu części odzienia... Była na siebie zła - zła, że była tak bezsilna w obliczu zagrożenia. Że sama nie użyła na sobie Bąblogłowy lub, kiedy już znalazła się pod wodą, nie spróbowała rzucić Ascendio. Jednak na robienie sobie wyrzutów będzie mieć czas później. A skoro groźba utonięcia oddaliła się, Cynthia zaczęła obawiać się reakcji ojca, kiedy już dowie się, do czego doszło. Do czego doprowadził jej pomysł.
- Krwawisz - odezwała się słabo, cicho, zmienionym głosem, kiedy jej spojrzenie spoczęło na szyi lorda; zbłąkana, zabarwiona krwią woda spływała od jego ucha do obojczyka i w dół, gdzie wolała nie patrzeć. Nie wyglądała już na dumną, wyniośle taktowną lady, a na zmęczoną, z trudem próbującą ukryć strach dziewczyną. Nagle nie liczyło się już, że udało mu się złapać wierzchowca, że dopięła swego, że w końcu mogła zobaczyć hybrydę konia i ryby. - Dziękuję - dodała po chwili, ledwo dosłyszalnie, przelotnie odwracając wzrok; z trudem przełknęła dumę, lecz przecież nie mogła zostawić tego bez słowa. Nawet jeśli uratował ją jedynie dlatego, że tak wypadało, a ojciec - ojcowie - sami posłaliby go na dno morza, gdyby umarła w wyniku ich krótkiego spaceru.



Sanctimonia vincet semper
Cynthia Malfoy
Zawód : Dama, historyczka, dramatopisarka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna

A wolf is a wolf,
even in a cage,
even dressed in silk.

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7737-cynthia-m-malfoy https://www.morsmordre.net/t7741-byron https://www.morsmordre.net/t7749-cynthia-m-malfoy#214870 https://www.morsmordre.net/t8483-komnaty-cynthii https://www.morsmordre.net/t7790-cynthia-m-malfoy
Re: Zagroda z hipokampami [odnośnik]20.04.20 13:34
W momentach takich jak ten, konwenanse jeszcze bardziej traciły na znaczeniu w oczach ekscentrycznego lorda. Nie obchodziło go, że nie powinien obejmować dziewczyny, za o wiele bardziej istotne było dla niego, aby wyciągnąć ją z wody i nie pozwolić jej ponownie do niej wpaść. Byłby w stanie wyciągnąć ją i drugi raz, nie miał jednak pewności, że jej organizm zniósłby po raz drugi taki stres oraz brak tlenu. Nie uważał również poluźnienia jej gorsetu za coś niestosownego w momencie, gdy jeszcze chwilę temu płuca dziewczyny były rozrywane brakiem powietrza, a ona prawie nie utonęła. Biorąc pod uwagę te wydarzenia, małe niedociągnięcia w konwenansach oraz przekraczaniu granic nie wydawały mu się czymś złym. Na Merlina, przecież nie miał zamiaru jej tu zhańbić, jedynie zadbać o to, aby mogła wziąć porządny oddech, jakże jej potrzebny. Pozostawało mu mieć jedynie nadzieję, że uda im się zamaskować to całe zdarzenie przed ich ojcami.
Uśmiech pojawił się na jego ustach wraz z ulgą, która zabrała ciężar z jego ramion. Dziewczę nie przypadło mu do gustu, to było jasne, nie życzył jej jednak aż tak źle, aby cieszyć się z możliwości utracenia przez nią życia, zwłaszcza gdy przebywała w jego towarzystwie - niejako pod jego opieką i jego czujnym okiem. Lecz nawet jego spostrzegawcze spojrzenie, nie było w stanie uchronić dziewczęcia przed upadkiem i wylądowaniem w wodzie.
- Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz, lady Malfoy. - Odpowiedział wzruszając ramionami, bagatelizując krew spływającą po jego szyi. Nie pierwszy raz tracił życiodajny, czerwony płyn ze swojego ciała; nie pierwszy raz przyszło mu rozciąć powłokę swej skóry i z pewnością, takich wydarzeń będzie jeszcze sporo - należał do tego specyficznego gatunku ryzykantów, który nie raz (często nieświadomie) kładli na szali swoje własne życie.
Intensywnie niebieskie tęczówki przesunęły po twarzy Cynthii, jakby wyszukiwał wszelkiego rodzaju nieprawidłowości, mogących być skutkiem tragicznego zbiegu okoliczności, gdyż nadal nie podejrzewał, aby lady Malfoy która najwidoczniej nie umiała pływać, sama wystawiła się na tak okrutne ryzyko, jak zanurkowanie w zimnych wodach.
- Nie ma za co. - Odpowiedział, unosząc delikatnie kąciki ust ku górze. Bo kto nie czułby się z siebie zadowolony, gdy zupełnie nieświadomie przyszło mu wejść w buty bohatera? Mimo pozytywnego zakończenia nie był pewien, czy chce, aby ich ojcowie się o tym dowiedzieli, nawet ze świadomością, że wiadomości pewnie i tak do nich dotrą.
Haverlock prostym Accio przyzwał do siebie swoją marynarkę oraz koszulę. Tę pierwszą dokładnie opatulił zziębniętą lady, wszak wody nadal pozostawały zimne, nawet jeśli lato zdawało się czaić tuż za rogiem. Następnie sam zarzucił na siebie koszulę, krzywo zapinając guziki jedną dłonią, drugą nadal asekurując dziewczę, by przypadkiem znów nie znalazło się w zimnych, morskich toniach.
- Musimy Cię wysuszyć, zanim wrócimy do ojców. - Rzucił do dziewczyny, nie poddając kwestii jakiejkolwiek dyskusji. Wszak nie powinna choć w mokrej, zapewne ciężkiej sukni. Powinna również napić się gorącej herbaty bądź czekolady, która dodałaby jej utraconych sił.
Mężczyzna ostrożnie spiął boki wierzchowca, aby ruszyć w kierunku wybrzeża, na którym już ktoś na nich czekał, z tej odległości nie był jednak w stanie dostrzec, kto też majaczył na skraju plaży, mając nadzieję, że to nie Balthazar w towarzystwie lorda Malfoya.
A gdy dopłynęli do brzegu, otaczącąc dziewczę ramieniem by przypadkiem znów nie upadło, ruszył w kierunku Corbeic Castle, aby zmierzyć się z konsekwencjami małego wypadku.


/z.t x2


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Zagroda z hipokampami
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach