Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Pod stołem głodne oczy

Go down 
AutorWiadomość
Cora Howell
Cora Howell

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8263-cora-howell-budowa https://www.morsmordre.net/t8275-listy-do-cory#239409 https://www.morsmordre.net/t8271-corka#239378 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t8273-skrytka-nr-1986#239400
Zawód : przygarniam pogubione kudłonie
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Słyszysz pieśń lasu?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Pod stołem głodne oczy Empty
PisanieTemat: Pod stołem głodne oczy   Pod stołem głodne oczy I_icon_minitime12.04.20 17:10

Pod stołem głodne oczy

Wkrótce.

Tutaj łóżko a tam szafa,
tutaj dzieje się zabawa
Kilka słów i zdanek kilka
i opisu jest linijka
nie bądź gałgan dodaj opis,
Daj nam wyobraźni popis


Powrót do góry Go down
Cillian Macnair
Cillian Macnair

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, behawiorysta, szmugler
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Pod stołem głodne oczy Empty
PisanieTemat: Re: Pod stołem głodne oczy   Pod stołem głodne oczy I_icon_minitime11.06.20 20:29

5 VI '57

Powrót w okolice Cranham sprawiał, że czuł się co najmniej dziwnie. Minęły lata, odkąd stał w tym samym miejscu, spoglądając na własne cztery ściany, wobec których dawniej miał wielkie plany, a obecnie pozostały jedynie wspomnieniem. Mimo to wiedział, że lepszego miejsca dla siebie nie znajdzie, gdy ponad wszystko chciał uciec od dużych miast. Spędzał w nich wiele czasu, gdy podczas podróży łapał się tych, które były punktami na mapach wszelakiego handlu i miały wiele do zaoferowania dla człowieka jego pokroju. Teraz wracając do rodzimego kraju, chciał jedynie zachłysnąć się spokojem, stąd nie istniało dla niego lepsze miejsce niż własny dom, usytuowany pośród lasu. Niewątpliwą zaletą, a zarazem minusem tego otoczenia były wszelkie psowate stworzenia biegające wokoło. Dopiero tutaj mógł tak naprawdę zweryfikować, jak szło mu ignorowanie przekrzykiwań zwierząt, które od dziecka rozumiał lepiej niż inni. Wychodziło to idealnie, gdy przez większość czasu dźwięki pozostawały niezrozumiałymi, lecz naturalnymi dla owego otoczenia. Co prawda nie raz łapał się na przysłuchiwaniu ciekawskiej lisicy, która co jakiś czas podchodziła bliżej zwabiona nowymi zapachami i kuszona smaczkami pozostawianymi na werandzie. Niemożliwie płochliwa, dzień po dniu stawiała przed nim wyzwanie, aby w końcu skutecznie złapać kontakt i nie wystraszyć jej. Póki co jednak musiał pogodzić się z porażką, która wcale nie budziła złości, a poprawiała słabą cierpliwość.
Siadając dziś na werandzie, nie miał planów, korzystając jedynie z dnia wolnego, który sam sobie zrobił, uważając, że zwyczajnie po ostatnich tygodniach należało mu się.
Zamierzał przebrnąć przez opasły tomiszcz na temat smoków występujących w Europie. Chociaż gady nie były w zakresie jego głównych zainteresowań, sukcesywnie poszerzał wiedzę, aby nigdy nie doprowadzić do sytuacji, gdy jakikolwiek temat z zakresu magicznej fauny okaże się go przerastać. Mimo że zdecydowanie wolał wiedzę praktyczną od suchej teorii, nie rwał się do nawet krótkiej współpracy z jakimkolwiek smocznym rezerwatem. Nie widział siebie w takim miejscu i nie było co się oszukiwać.
Przerzucając kolejną kartkę z kolei, przerwał czytanie, gdy echo przyniosło nieprzyjemny i ostry dźwięk. Skomlenie zwierzaka niosło się wyraźnie w powietrzu, odbijając od drzew. Spoglądał przed siebie, by po dłuższej chwili nabrać pewności, że wcale mu się nie przesłyszało. Porzucając dotychczasowe zajęcie, wszedł między drzewa, powoli kierując się ku źródłu, a im bliżej był, tym skomlenie wydawało się bardziej płaczliwym dźwiękiem, odbieranym już w sposób zdecydowanie inny. W połowie drogi miał pewność, do kogo należy, przez specyficzną prostotę, której nie potrafił inaczej określić ani wyjaśnić.
Nie wahał się, gdy zobaczył psa we wnykach. Przecież nie raz znajdował zwierzęta w sidłach, ale zwykle było dla nich za późno. Ten tutaj miał zdecydowanie szczęście, że zawodzenie niosło się daleko w teren.
- Spokojnie– odezwał się, próbując brzmieć łagodnie. Kundle czasami były ciężkie do uspokojenia, a już zwłaszcza przerażone szczeniaki.- Nie szarp się to ci pomogę. Współpracuj trochę – dodał, zaciskając palce na karku zwierzęcia i ostrożnie przyciskając go do ziemi, aby mieć pewność, że ten nie zrobi sobie większej krzywdy. Wyrwanie całości linki z mocowania, nie było szczególnie problematyczne, nie zamierzał obchodzić się z tym ostrożniej.
Głęboka rana na łapie i tkwiąca w niej nadal linka, skłoniły go do jedynej decyzji, jaką mógł podjąć, nie chcąc zabierać psiaka do siebie.
O kobiecie, która zajmowała się magiczną fauną i mieszkała nieopodal, wiedział tylko tyle, ile usłyszał od ludzi i wszelkich pogłosek, jakie dotarły do niego. Ludzie ją chwalili, więc musiało to dobrze świadczyć o jej umiejętnościach oraz wiedzy.
Idąc za wskazówkami, które niedawno usłyszał oraz podpowiedziami psa, który gadał jak najęty i nieprzypadkowo należącego do Niej, zatrzymał się nieopodal chatki przy jeziorze.
Nie wahał się długo, podchodząc bliżej i ignorując poszczekiwania szczeniaka, którego trzymał na rękach. Wchodząc do środka, pilnował tylko, aby pies nie wywinął mu się i nie spadł na podłogę.
Uniósł błękitne tęczówki na dziewczynę, która pojawiła się w zasięgu wzroku.
- Ponoć jesteś w stanie mu pomóc  - podjął spokojnie, darując sobie powitania i jakiekolwiek uprzejmości, a dodatkowo nie zdradzając, że wie, iż to jej zguba.- Wpadł we wnyki, niedaleko Cranham - dodał, sadzając psiaka ostrożnie na miejsce, które wskazała Cora.


Powrót do góry Go down
Cora Howell
Cora Howell

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8263-cora-howell-budowa https://www.morsmordre.net/t8275-listy-do-cory#239409 https://www.morsmordre.net/t8271-corka#239378 https://www.morsmordre.net/f149-gloucestershire-okolice-little-witcombe-klebek https://www.morsmordre.net/t8273-skrytka-nr-1986#239400
Zawód : przygarniam pogubione kudłonie
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Słyszysz pieśń lasu?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Pod stołem głodne oczy Empty
PisanieTemat: Re: Pod stołem głodne oczy   Pod stołem głodne oczy I_icon_minitime26.06.20 22:22

Nic się nie wydarzyło. Kaczy dziobek zanurzył się w rzece, a gdzieś bliżej brzegu wybrzmiały pierwsze nuty żabiej ballady. Wokół Kłębka leniwie rozciągał się dzień, zwyczajny, dość pogodny, skonstruowany z wiecznego pobrzękiwania zwierzęcych przyjaciół. Ogrodowe buty Cory wydeptywały dość wysokie zielarstwo nad brzegiem. Pod nimi chlapało błotko, a temu wszystkiemu przyglądał się z zaciekawieniem psidwak. Wodził łebkiem od lewej do prawej, obserwując, jak jego pani najwyraźniej czegoś szuka i jeszcze chwila, a zamoczy się w wodzie aż po łydki. Schyliła się nagle, dłonią przemknęła po wilgotnym kawałku ziemi, aż wreszcie wysłużone palce pochwyciły tajemnicze znalezisko. Coś błysnęło, a psiak zmrużył oko niezadowolony z odbijającego się promienia słońca. W dłoni wybrudzonej piaskiem ściskała kamyk. Dość niezwykły, o rzadkim kolorze. Łososiowy, półprzezroczysty – magiczny. Zadowolona wyprostowała się i wspięła się wyżej w ciężkim kroku, by znaleźć się znów bliżej domku, na bardziej suchym pasie zieleni. Zacumowana niedaleko pomostu łódka obiła się o drewnianą podporę w charakterystycznym odgłosie.
Niedługo później Cora cmokała głośno, dając czworonożnemu przyjacielowi do zrozumienia, że wcale nie pozwoli mu zerknąć na ten skarb. A jednak skusiła się, kamyk ułożyła na trawie i mógł swobodnie musnąć wilgotnym nosem drobne znalezisko. Szybko jednak stracił zainteresowanie, możliwie, że liczył na jakieś ruchome żyjątko lub przekąskę. Wiernie podążył jednak za Corą, kiedy ta porzuciła na tarasie obuwie i boso przedostała się do wnętrza chatki. Na parapecie spoczął kolorowy klejnot, w towarzystwie wielu innych niezwykłych posążków natury. Lubiła ozdabiać domową przestrzeń śladami przyrody, ale nie lubiła porywać jej dla siebie za bardzo. Jej miejsce mimo wszystko nie było pod dachami ludzi, chociaż ta chatka istniała od lat wrośnięta głęboko w zielone przestrzenie, wpędzona w rytm pór roku i ptasich śpiewów. Tylko tutaj pragnęła być, tylko tutaj czuła się bezpiecznie.
Jeden ze szczeniaków prawie wlazł jej pod nogi, kiedy postawiła wodę na ogniu, marząc o roznoszącym się delikatnie zapachu ziół. Herbata, potrzebowała herbaty. Wiosenne ciepło potrafiło już poszczypać przyjemnie policzki, ale ostatnie dni wcale nie były upalne. Zresztą nawet i wtedy lubiła popatrzeć na rozpływające się obłoki herbacianej pary. Wdychała jej zapach, układała się zawsze wtedy wygodnie w fotelu, a zgraja zwierzaków znajdowała sobie wygodny kawałek przestrzeni niedaleko niej. Od kilku tygodni miała pod opieką ekipę małych szczekaczy. Podczas spaceru odnalazła psią mamę w chwili porodu, która wyglądała dość niepokojąco. Wzięła ją do siebie i pomogła kudłatym dzieciaczkom przyjść na świat. Maluchy rosły i były już dość samodzielne. Ciekawsko pałętały się po całym Kłębku, a najchętniej zasypiały w kudłoniowej sierści w stajni. Zdawało się, że zwierzęta po prostu wiedziały, że tutaj nie czeka ich nic złego. Jeszcze trochę, a będzie mogła odnaleźć dla tej psiej rodziny nowy dom. Uśmiechnęła się na widok szczeniaka, który po kuchennej szmatce chciał się wspiąć wyżej, ale ta zsuwała się razem z nim.
Niespodziewanie uszy Kłaka podniosły się wysoko i zaszczekał, kierując się do drzwi. Goście? Zjawił się mężczyzna, a w jego objęciach pokiereszowane maleństwo, dziwnie znajome. Cora wygasiła ogień pod czajnikiem i w trzech krokach pokonała dzielącą ich odległość. Serce zabiło jej mocniej, niepokój spłynął zimnym dreszczem wzdłuż pleców. Cokolwiek się stało, musiał okrutnie cierpieć. Krwawiąca łapka na pewno bardzo bolała. – To jeden z moich podopiecznych – wyjaśniła, wyciągając dłoń ostrożnie w kierunku zwierzęcia.  – Och, mój mały, jak ty się wydostałeś? Ćśś, zaopiekujemy się tobą. Zaraz przestanie boleć – mówiła z przejęciem i nawet nie zarejestrowała psiej mamy, która szybko znalazła się przy nich. Zresztą cała zgraja ciekawskich psiaków wyszła, by ujrzeć nowego gościa. Kłak jako pan domu miał oko na wszystkich, ale… ale ten musiał się jakoś wymknąć. Jak mogła do tego dopuścić? Ściągnęła usta w wąską linię i lekko pokręciła głową. – Dziękuję, że go tutaj doprowadziłeś. Wnyki, to straszne. Żadne zwierzę nie zasługuje na coś takiego. To ich dom, ich las – kontynuowała zasmucona. – Przejdźmy do lecznicy – zasugerowała przytomnie, prowadząc mężczyznę przez korytarz, aż wreszcie znaleźli się w zakątku weterynarza. Poprosiła o ułożenie pacjenta na specjalnym blacie i zajęła się ostrożnym przemywaniem rany. Nagle jednak coś.. coś jej wpadło do głowy. A jeśli to wcale nie był czarodziej? – Skąd o mnie… – zaczęła, patrząc uważniej na jego postać, ale urwała, bo oto wydał jej się dziwnie znajomy, dojrzalszy, może wyższy, dostojniejszy. Macnair. – Nieważne. Trzeba się nim szybko zająć. Miał szczęście, że go zauważyłeś – Oby żadne więcej stworzenie nie wpadło w ohydną pułapkę, oby żadna więcej mugolska dziewczyna nie była gnębiona przez cwanych Ślizgonów. Starała się już na niego nie patrzeć, skupiła się na sprawnym poradzeniu sobie z obrażeniami poszkodowanego szczeniaka.


Powrót do góry Go down
 

Pod stołem głodne oczy

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Gloucestershire, okolice Little Witcombe, Kłębek-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20