Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Pracoholizm
AutorWiadomość
Pracoholizm [odnośnik]30.04.20 15:01

Gabinet

Gabinet różni się wystrojem od pozostałej części domu. Niegdyś stanowił miejsce zakazane, niedostępne dla wszystkich osób, poza panem Moore, który spędzał w nim wolny czas pomiędzy dyżurami. Po wyprowadzce rodziców sytuacja jednak uległa zmianie – po powrocie do Doliny i decyzji o otworzeniu własnej praktyki uzdrowicielskiej, pomieszczenie stało się głównym miejscem pracy Penelopy. Dzięki jasnym dodatkom i ozdobom, czy po prostu kobiecej dłoni, miejsce nabrało całkiem przyjaznego wyglądu. Poza biurkiem, kanapą i dwoma fotelami, gabinet posiada pokaźną biblioteczkę, w której można znaleźć niezwykle interesujące książki z wielu dziedzin. Nie tylko czarodziejskich.


awareness is the enemy of sanity, for once you hear the screaming
it never stops.
Penelope Moore
Zawód : magipsychoterapeutka
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
w psychoterapii jest takie powiedzenie: albo ekspresja albo depresja.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8323-penelope-moore-budowa#240861 https://www.morsmordre.net/t8363-leda https://www.morsmordre.net/t8360-koszmary-wyszly-z-szafy#242765 https://www.morsmordre.net/f162-dolina-godryka-obrzeza-zielony-zagajnik https://www.morsmordre.net/t8362-skrytka-bankowa-nr-1996#242776 https://www.morsmordre.net/t8361-p-moore#242770
Re: Pracoholizm [odnośnik]01.05.20 14:41
20 maja

Zaprosiła Frances do środka gabinetu i z zachęcającym uśmiechem wskazała dłonią na miękką kanapę. Przed siedziskiem stał przetransmutowany po przyjacielsku kawowy stolik – pełniący dawniej rolę podnóżka – na nim zaś leżała metalowa taca z dwiema ozdobnymi filiżankami, imbrykiem oraz ciastkami cytrynowymi, które zamknięte w szczelnym, szklanym pojemniku zachowywały świeżość przez długie tygodnie i przez sam ten fakt, zwykła była nazywać je słodkościami na czarną godzinę.
Jest tu przyjemniej niż w gabinetach w Mungu, prawda? – spytała, oczekując szczerzej opinii, chociaż podejrzewała, że dziewczyna zwyczajnie się z nią zgodzi. Szpital świętego Munga był jednostką, która nie miała być przyjazna i schludna a skuteczna w tym, jednak w skromnej opinii Penelopy, jedno nie wykluczało drugiego, ba, mogłoby nawet wpłynąć na komfort nie tylko pacjentów, ale i spędzających tam długie godziny personelu. Pomimo tego, że niezaprzeczalnie miała okazję do współpracy ze wspaniałymi uzdrowicielami, czy alchemikami, zawsze zastanawiała się z jakiego powodu w szpitalu nie dało się ani zachować czystości ani wynegocjować lekkiej zmiany wystroju. Boazeria zdobiąca nie tylko sale, ale i korytarze, śniła się jej bowiem do dzisiaj.
Kiedy Frances rozgościła się, blondynka zajęła miejsce naprzeciwko, chcąc zachować jak najbardziej komfortowy grunt. Fakt, że znały się całkiem dobrze nieco komplikował potraktowanie alchemiczki jak zwykłego, nieznajomego pacjenta, który nie przyszedł do niej na pogawędkę, lecz terapię, która miała mu pomóc. A może się pomyliła i błędnie zinterpretowała treść wysłanego listu?
Jak się masz? – nie potrafiła wskazać, gdy widziały się ostatni raz. Uznając jednak, że na próżno starała się odszukać tego momentu w odmętach pamięci, równie szybko porzuciła próbę i skupiła się już tylko i wyłącznie na swojej towarzyszce. Widziała, że coś faktycznie ją trapiło, ale nie zamierzała wymuszać odpowiedzi pytaniem wprost; podobna bezpośredniość nigdy nie przynosiła upragnionego skutku, wręcz przeciwnie – wielokrotnie zamykała jeszcze bardziej. Z naturalną cierpliwością, której wielu mogło jej pozazdrościć, pozwoliła Frances na zebranie myśli do kupy, sama zaś w milczeniu rozlała ciepłą herbatę do filiżanek i jedną z nich ujęła w dłonie dla rozgrzania zmarzniętych palców. Mieszkanie na obrzeżach, niemal w lesie, poza szeregiem plusów, niosło za sobą porównywalnie dużo minusów, jak choćby to, że w chłodniejsze dni w domu było zimniej niż na zewnątrz.


awareness is the enemy of sanity, for once you hear the screaming
it never stops.
Penelope Moore
Zawód : magipsychoterapeutka
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
w psychoterapii jest takie powiedzenie: albo ekspresja albo depresja.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8323-penelope-moore-budowa#240861 https://www.morsmordre.net/t8363-leda https://www.morsmordre.net/t8360-koszmary-wyszly-z-szafy#242765 https://www.morsmordre.net/f162-dolina-godryka-obrzeza-zielony-zagajnik https://www.morsmordre.net/t8362-skrytka-bankowa-nr-1996#242776 https://www.morsmordre.net/t8361-p-moore#242770
Re: Pracoholizm [odnośnik]02.05.20 18:12
Panna Burroughs sama nie była pewna, co popchnęło ją do odwiedzin w Dolinie Godryka. Korciło ją, aby swoje kroki skierować do innego domu, sprawdzić czy przypadkiem nie zaszkodziła dawnemu przyjacielowi, szybko jednak porzuciła ten zamiar. Nie chciała wiedzieć, tak samo jak nie chciała wiedzieć całej masy innych rzeczy, związanych z obecną sytuacją magicznego świata. Ważne, że posiadała zabezpieczenie, mające przy nieprzychylnych wiatrach zapewnić jej zabezpieczenie dla matki oraz młodszego rodzeństwa.
Ostatnie wydarzenia wymogły na niej jednak poczucie, że potrzebuje z kimś porozmawiać. Kimś, kto posiada o wiele większą wiedzę życiową, zwłaszcza w kwestii relacji z innymi ludźmi, które panna Burroughs nadal nie do końca miała opanowane. Jednocześnie chciała nadrobić braki towarzyskie, gdyż z Penny nie widziały się od… Ach, nie pamiętała, kiedy ostatnio miały okazję na spokojnie porozmawiać.
- Na pewno! Nie lubię pracować na oddziale magipsychiatrii, jest taki… Nieprzyjemny. - Jasnowłose dziewczę aż wzdrygnęło się, na wspomnienie korytarzu na trzecim piętrzę który przyprawiał ją o dreszcze na niewielkim ciele. O wiele bardziej wolała pracę na oddziale zatruć, zwłaszcza gdy przychodziło jej współpracować z Zacharym, nawet jeśli współpraca polegała głównie na wydawaniu odpowiednich poleceń bądź rozmowach czysto zawodowych.
Zajęła wskazane miejsce, niemal od razu rozprostowując palcami materiał sukienki, która przymarszczyła się na jej udach.
- Ostatnio tyle się dzieje, że chyba nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, Penny. - Zaczęła, nie wiedząc, od czego powinna zacząć. Jej życie powoli zaczynało nabierać barw, Frances jednak nie była pewna, czy powinna się z tego cieszyć, czy też nie. - Przepraszam, że zajmuję Ci czas, chyba jednak potrzebuję kogoś zaufanego, kto rozumie więcej, niż ja. - Dodała, czując się trochę źle z faktem, że chciała jej zaprzątać głowę swoim życiem. Nie była przyzwyczajona do zainteresowania ze strony innych osób, do nie dawna nie była przyzwyczajona również do ich nadmiernego towarzystwa.
Ujęła filiżankę w drobne dłonie aby upić z niej łyk gorącej herbaty, mając nadzieję, że doda on odwagi. Nie traktowała Penelope jako terapeutki, lecz jako przyjaciółkę, a i tak miała pewne opory.
- Mam wrażenie, jakby świat wywrócił się ostatnio do góry nogami. - To stwierdzenie idealnie oddawało jej ostatnie uczucia, w przeciwieństwie jednak do pewnie większości społeczeństwa, było to spowodowane bardziej prywatnymi wydarzeniami niż sytuacją polityczną.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Pracoholizm [odnośnik]19.05.20 23:04
Zdumiona przeprosinami Frances zmarszczyła czoło i uniosła na nią wzrok znad filiżanki, z początku sądząc, że po prostu się przesłyszała. Była bowiem ostatnią osobą, która jakkolwiek zezłościłaby się na blondynkę z takiego powodu.
Nie masz mnie za co przepraszać, jesteś tu zawsze mile widziana i zawsze, w miarę możliwości, służę pomocą – uważała tę kwestię za oczywistą, najwidoczniej jednak nie każdy zdołał jeszcze przyswoić do siebie to, że niektórzy wciąż potrafili działać bezinteresownie, zamiast odcinać się od przyjaciół. Mimo niepewnych czasów i świadomości, że nawet ktoś, kogo darzyła zaufaniem, mógł wbić jej nóż w plecy, na pierwszym miejscu stawiała relacje z bliskimi osobami oraz ich dobro, niejednokrotnie stawiane ponad swoje własne. Wiedziała, że prędzej czy później ów dobroć odwróci się przeciwko, póki co jednak sytuacja zdawała się być pod kontrolą.
Uśmiechnęła się ledwo zauważalnie na słowa dziewczyny i kiwnęła mimowolnie głową, bo niestety miała przykrą rację; świat wywrócił się do góry nogami nie ostatnio, a już dawno, teraz tylko pogrążając się coraz bardziej w wydzielanych oparach absurdu.
Mówimy o świecie prywatnym, czy wojnie? – spytała dla sprecyzowania, mając wrażenie, że niesłusznie pomyślała od razu o wojennym konflikcie. – Zresztą, jedno wpływa na drugie zazwyczaj – nowa rzeczywistość weryfikowała znajomości, gwałtownie odbierała utarte schematy dnia codziennego i przyzwyczajenia, zmuszając człowieka do dostosowania się. Na ogół duża część osób nie miała z tym problemu, co wrażliwsi jednak nie potrafili sobie poradzić, ale siedzącej przed nią Frances w żadnym wypadku nie zaliczyłaby do tej drugiej grupy. Znając ją nie od wczoraj, już dawno utworzyła sobie w głowie pewien portret psychologiczny panny Burroughs, zauważając, że pod delikatną, porcelanową sylwetką kryła się charakterna i zaradna istota. Chociaż w ostatnim czasie miały coraz mniej okazji do dłuższych rozmów, nie sądziła, że toczący się konflikt w jakikolwiek sposób ją złamał.
Co cię gnębi, moja droga? – spytała ponownie i uśmiechnęła zachęcająco, wiedząc, że zawsze najgorszym okazywał się pierwszy krok. Mimo to nie oczekiwała od dziewczyny poukładanej historii, czy konkretów, a wszystko to, co budowało podstawę i punkt wyjścia do dalszej rozmowy.


awareness is the enemy of sanity, for once you hear the screaming
it never stops.
Penelope Moore
Zawód : magipsychoterapeutka
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
w psychoterapii jest takie powiedzenie: albo ekspresja albo depresja.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8323-penelope-moore-budowa#240861 https://www.morsmordre.net/t8363-leda https://www.morsmordre.net/t8360-koszmary-wyszly-z-szafy#242765 https://www.morsmordre.net/f162-dolina-godryka-obrzeza-zielony-zagajnik https://www.morsmordre.net/t8362-skrytka-bankowa-nr-1996#242776 https://www.morsmordre.net/t8361-p-moore#242770
Re: Pracoholizm [odnośnik]21.05.20 0:24
Uśmiech rozjaśnił buzię panny Burroughs, gdy upewniła się, że nie stanowi problemu dla panny Moore. Nigdy nie lubiła się narzucać, zwłaszcza ze swoimi rozterkami, których z dnia na dzień zdawało się przybywać.
- O wojnie? - Spytała mrugając oczami. Tak, jakby i wojna była kolejnym tematem który jasnowłose dziewczę od siebie odsunęło. I tak właśnie było. Odwracała wzrok, gdy na horyzoncie zamajaczyło jej chociaż widmo trupa, pracownicy Ministerstwa sprawdzający jej różdżkę przed wejściem do pracy stali się Frankiem i Berniem… Jak miała w zwyczaju manipulowała rzeczywistością tak, aby ta nie wyrządziła jej większych szkód. - Nie, to za bardzo mi nie wadzi, nie licząc niezliczonej liczby nadgodzin jakie miałam w szpitalu. Czasem nie wiem, co powinnam o tym wszystkim myśleć, lecz często mam ważniejsze sprawy na głowie. - Wzruszyła ramionami, będąc niemal pewną, że Penelope i tak znajdzie w jej wypowiedzi te niewielkie luki, które mogły wskazywać na to, że jednak coś w tej kwestii ciąży jej na sercu. Coś, o czym zapewne nie miała jeszcze pojęcia, dawno jednak pogodziła się z faktem, że panna Moore jako jedyna była w stanie rozszyfrować to, co działo się w jej głowie.
- Planuję wyprowadzkę z portu, cały czas jednak mam wrażenie, że mama mi tego nie wybaczy. A ja naprawdę, nie jestem w stanie dłużej tam mieszać. Nie dobrze mi na samą myśl, że mam tam wracać. - Zaczęła trochę nieśmiało, obracając filiżankę z gorącym naparem w smukłych dłoniach. - Nie chcę stać w miejscu ani bać się o własne życie, kiedy wracam z pracy. Ostatnio rozpoczęłam własną karierę naukową, to dla mnie duży krok i chyba chciałabym przejść na kolejny etap… - Filiżanka powędrowała do ust Frances, by dziewczę mogło upić z niej kilka łyków. Mało komu ufała na tyle, na ile przyszło jej ufać pannie Moore postanowiła więc iść za ciosem i zapytać o coś, co od dawna zapełniało jej myśli.
- W lutym moja mama zgłosiła mnie do konkursu na randkę w ciemno. Wiesz, uważa, że najwyższy czas na mnie… Oczywiście musiałam wygrać. Z początku myślałam, że to bardzo zły pomysł, ale ten mężczyzna okazał się być… Interesujący. Widujemy się dość regularnie od tamtego czasu, nie mam jednak pojęcia, czy i on mnie lubi… Dobrze wiesz, że nie mam w tej kwestii doświadczenia, mam wrażenie, jakbym trafiła do innego świata. -  Ten temat wydawał się prostszy, bardziej przyziemny od wojny oraz problemów z rodziną. Ciężar, znajdujący się na jej barkach zdawał się delikatnie odpuszczać. Kto wie, może po prostu potrzebowała to wszystko z siebie wyrzucić? Nie wiedziała, zawstydzenie jednak ukazało się w szaroniebieskim spojrzeniu.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Pracoholizm [odnośnik]03.06.20 19:34
Nieco zdziwiła się słowami Frances, jednak nie dała tego po sobie poznać. Rozdzielając życie prywatne od życia zawodowego, w tym drugim mogłaby dociekać dlaczego dziewczyna prezentowała podobną postawę, żeby po jakimś czasie dojść do zmieniania rzeczywistości na swoją korzyść. W tym pierwszym z kolei mogłaby jej nawet nieco pozazdrościć; mogła póki co spać spokojnie, pracować i nie martwić się o siebie, w przeciwieństwie do niej. Nie rolą psychoterapeutki jednak było zazdroszczenie, czy cieszenie się, a wysłuchanie dziewczyny, dlatego też kiwnęła jedynie głową na znak, że rozumie a potem zamieniła się w słuch. Aktywnie słuchała, od czasu do czasu zapisywała kilka rzeczy w swoim notesie, pozwalając, by Frances zebrała myśli i dała ponieść się potokowi słów, który w krótkim czasie opuścił jej usta.
Potrzebowała chwili na zastanowienie się, bo chcąc czy nie, problem Frances okazywał się dość złożony, nie na jedno spotkanie i wbrew pozorom w pewnym stopniu związany ze sobą a tego szczerze mówiąc się nie spodziewała. Sądziła, dość naiwnie, że blondynka nie zamierzała zaskoczyć jej niczym nowym, tymczasem w głębi duszy pożałowała swojej niemądrej opinii. Pierwszy z problemów, wyprowadzka, był całkiem zrozumiały i nie wymagał w tym momencie większej dyskusji; ostatni, dotyczący mężczyzny, był osobną kwestią, a ten środkowy na linii matka–córka nie był niczym dziwnym w dzisiejszych czasach. Rodzice mieli w dalszym ciągu duży wpływ na życie swoich dzieci, niezależnie od ich wieku, w szczególności tych dzieci, które wciąż nie usamodzielniły się chociażby biorąc ślub i wyprowadzając się z domu na swoje. Naturalnie Moore nie uważała tego za najistotniejszy i najważniejszy akt usamodzielniania się, czego sama była idealnym przykładem, ale poniekąd mogła zrozumieć działanie matki Frances w przypadku umawiania jej na randki w ciemno. Chociaż osobiście sama nigdy na szczęście nie miała podobnych przejść z rodzicami, wychowując się w dziwnej mniejszości normalnych rodzin, widziała wokół siebie, wśród znajomych, problemy, toksyczne, czy zachwiane relacje, w których rodzic albo zapominał o tym, że jest rodzicem albo przesadzał w drugą stronę i dyktował warunki dorosłemu dziecku.
Skupmy się proszę na razie na jednym – powiedziała, zerkając w notes – Frances, jakie relacje łączą cię z mamą? Opowiedz mi o tym trochę – poprosiła, uznając, że ta kwestia jest najistotniejsza w tym wszystkim. Daleka była od pochopnego oceniania sytuacji, dlatego też postanowiła dowiedzieć się jak najwięcej o tej relacji, nim podzieli się z blondynką jakimikolwiek wnioskami. O tym, że Frances wychowywała się bez ojca z kolei wiedziała, i pamiętała.


awareness is the enemy of sanity, for once you hear the screaming
it never stops.
Penelope Moore
Zawód : magipsychoterapeutka
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
w psychoterapii jest takie powiedzenie: albo ekspresja albo depresja.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8323-penelope-moore-budowa#240861 https://www.morsmordre.net/t8363-leda https://www.morsmordre.net/t8360-koszmary-wyszly-z-szafy#242765 https://www.morsmordre.net/f162-dolina-godryka-obrzeza-zielony-zagajnik https://www.morsmordre.net/t8362-skrytka-bankowa-nr-1996#242776 https://www.morsmordre.net/t8361-p-moore#242770
Re: Pracoholizm [odnośnik]03.06.20 21:05
Mówiła. Czując, że potrzebuje jakiegoś sposobu na ułożenie swoich myśli, samej nie wiedząc, od czego zacząć. Frances od zawsze była osobą poukładaną, nie podejmującą pochopnych decyzji lubującą się w analizowaniu wszystkiego na wszystkie możliwe strony. I o ile przy działaniach czysto naukowych, powiązanych z ukochaną dziedziną przychodziło jej to dość łatwo (nawet, jeśli dany problem analizowała kilkanaście tygodni) tak w kwestii jej własnych rozterek, miewała z tym problemy. Ciężko było jej zdystansować się do własnych uczuć oraz w nich wszystkich się zorientować, gdyż przez większość życia, nie należała do osób ze sporym gronem znajomych, zamykając się w swojej bezpiecznej bańce.
Pozwalała, aby słowa opuszczały jej usta, starając się nie zwracać uwagi na fakt, że Penelope zapisuje co niektóre fakty. Tak było lepiej. Prościej. I z pewnością bardziej odpowiednio do sposobu, w jaki tłumaczyła sobie codzienność. Od zawsze mówiono jej, że pomoc magipsychiatry jest czymś, czego powinno się wstydzić. Tak samo, jak naukowe aspiracje oraz marzenia. Panna Burroughs uniosła kubek do ust by upić kilka łyków naparu. Delikatne rumieńce pojawiły się na jej buzi, gdy napomniano jej, aby zająć się jedną sprawą na raz.
- Och, dobrze… Przepraszam… - Odpowiedziała, przenosząc spojrzenie na chwilę na buzię swojej towarzyszki. Nie zwykła mówić o swoich problemach, nic więc też dziwnego, że rozpoczęcie tego tematu spowodowało przelanie się czary goryczy.
- Mama… Ona bardzo przeżyła śmierć ojca. Starała się, lecz wszystko poszło nie tak jak powinno, skończyliśmy w porcie… Ciężko jest mi określić, naszą relację. Odkąd tylko pamiętam opiekuję się nią. Jest chorowita, często musiałam zajmować się nią i rodzeństwem … - W przeciwieństwie do Keata. - Tego jednak już nie powiedziała, pozostawiając żale do starszego brata gdzieś na boku. - Wiem, że chciałaby dla mnie dobrze, czasem jednak mam wrażenie, że obowiązki wobec niej nie pozwalają mi się rozwijać. Ona nie znosi portu, ale nie chce się też wyprowadzić. Ja nie mogę tam dłużej zostać bo codziennie boję się o własne życie. Rozmawiałam z nią o tym, ale nie doszłyśmy do niczego. Dlatego czuję się w kropce. Nie wiem, czy powinnam robić to, co uważam za słuszne, czy tkwić przy mamie. - Ciężkie westchnienie opuściło pierś panny Burroughs. Nie chciała przecież pozostawiać matki samej sobie! Nadal mogłaby ją odwiedzać, dbać aby mogła na nią liczyć, sama jednak miała wrażenie, że nie przeżyje dalszego pobytu w podłym porcie do którego nie pasowała. - Czasem mam wrażenie, że jej to nie obchodzi, a czasem, jakby miała wobec mnie ułożony plan i nie podobało jej się, że podejmuję inne decyzje. - Zamiast męża miała pracę oraz naukowe ambicje, zamiast czekać na możliwy spadek po wuju, wolała wynieść się z portu. Frances miała wrażenie, że co by nie postanowiła i tak będzie źle.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Pracoholizm [odnośnik]29.06.20 14:38
Współczesna psychoterapia była dopiero w fazie rozkwitu, poszukiwania nowych, alternatywnych metod, zapoznawania się dopiero z psychiką człowieka i mechanizmami nim rządzącymi, i o ile w mugolskim świecie specjaliści robili pewne postępy, o tyle w przypadku psychoterapii w magicznym świecie Penelopa nie widziała jak na razie żadnych kroków ku temu, by ograniczyć zamykanie ludzi na oddziale, czy wlewanie w nich eliksirów w końskich dawkach. W gruncie rzeczy to, w jaki sposób podchodziła do pacjentów, czerpała z niemagicznych źródeł i wciąż błądziła po omacku, odnajdując własne metody. Te, jak na razie, nie zawsze przynosiły oczekiwany efekt, z pewnością wzbudzały zaufanie do zawodu, który wykonywała, a który w oczach ludzi jawił się jako coś okropnego. Bo któż normalny w dzisiejszych czasach próbował odszukać przyczynę, odrzucając utarte schematy?
Podczas każdej sesji jednak starała się pomóc, większość wniosków wyciągając dzięki logicznemu myśleniu, sprawnemu łączeniu faktów i zależności, dokładnie tak, jak robiła to w przypadku blondynki.
Nasi rodzice czasami chcą dla nas jak najlepiej, Frances, czasami jednak zapominają o tym, że w pewnym momencie musimy sami zająć się swoim życiem – zaczęła od końca, przymykając notes – równie często zdarzają się sytuacje, w których rodzic oczekuje od dziecka, by się nim zajmowało na starość, niezależnie od kosztów, jakie trzeba ponieść... oczywiście pomoc to jedno, ale odrzucanie swojego życia na rzecz drugiej osoby, przekładanie dobra innych ponad swoje, jest niedobrym rozwiązaniem – czy nie podobne rzeczy obserwowało się w wielu rodzinach, gdzie wprost wymuszano na dziecku przejęcie zawodu jednego, czy drugiego rodzica? – Nie udzielę ci jednoznacznej odpowiedzi, Fran; sama dobrze wiesz, co powinnaś zrobić, choć stopuje cię przed tym póki co strach i wyrzuty sumienia – nie była tu po to, by mówić jak ma żyć; zawsze starała się nakierowywać swoich podopiecznych na drogę, którą chcieli pójść, lecz mieli przed tym wiele normalnych zahamowań – twoja wyprowadzka nie musi oznaczać kontaktu z rodziną, jest raczej wyrazem zdrowego rozsądku; niektórzy, a zwłaszcza osoby starsze gorzej znoszą zmiany miejsca, co jest zrozumiałe, mają pewne przyzwyczajenia i rutynę, którą się kierują – dodała jeszcze, słysząc o tym, co działo się w stolicy. Cieszyła się w głębi duszy z tego, że wyniosła się z niej przed rokiem, chociaż realna obawa przed konfliktem w Dolinie Godryka nawracała do niej w ostatnich dniach zdecydowanie zbyt często; częściej, niż by sobie tego życzyła.


awareness is the enemy of sanity, for once you hear the screaming
it never stops.
Penelope Moore
Zawód : magipsychoterapeutka
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
w psychoterapii jest takie powiedzenie: albo ekspresja albo depresja.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8323-penelope-moore-budowa#240861 https://www.morsmordre.net/t8363-leda https://www.morsmordre.net/t8360-koszmary-wyszly-z-szafy#242765 https://www.morsmordre.net/f162-dolina-godryka-obrzeza-zielony-zagajnik https://www.morsmordre.net/t8362-skrytka-bankowa-nr-1996#242776 https://www.morsmordre.net/t8361-p-moore#242770
Re: Pracoholizm [odnośnik]02.07.20 23:55
Czarodziejska psychika w dużym stopniu pozostawała tajemnicą dla eterycznej alchemiczki. Czym innym było zrozumienie procesów alchemicznych jakie zachodziły w mózgu podczas konkretnych zjawisk, czym innym było zrozumienie procesu myślowego, jakie mu towarzyszyły. O ile to pierwsze szło pannie Burroughs całkiem nieźle, co zauważyła podczas tworzenia nowych eliksirów, tak ta druga kwestia pozostawała wiele do życzenia - Frances nie była nawet pewna czy chłopiec, którego polubiła również darzy ją jakąś sympatią.
W tym wszystkim podziwiała wiedzę oraz umiejętności Penelope. Rozmowy z nią, niezależnie od poruszanych tematów zdawały się mijać płynnie, przynosząc utęsknioną ulgę tym samym pozostawiając odpowiednie miejsce na własne rozmyślania oraz dochodzenie do odpowiedniego rozwiązania.
Jasnowłosa alchemiczka uważnie słuchała słów, spływających z ust panny Moore, pozwalając sobie głębiej wpaść w ramiona rozmyślań nad ich sensem. Nie mogła się z nimi nie zgodzić, mając wrażenie, że sama wpadła w pułapkę rodzinnych oczekiwań. Matka stale oczekiwała od niej czegoś każda jednak decyzja jaką dziewczyna podejmowała zgodnie ze swoim sumieniem zdawała się być niewystarczająca, aby w pełni ją zadowolić.
- Och, chyba masz rację. Czasem mam wrażenie, jakby obowiązki względem rodziny zatruwały mnie o wiele potężniej od najsilniejszych, znanych mi trucizn. A port mnie wykańcza… W ostatnich tygodniach dwa razy próbowano mnie napaść, a kilka dni temu ktoś zamordował przed naszą kamienicą pracownika wuja oraz włamał się do mojego mieszkania… Wyobrażasz sobie, że wybili nawet okna? - Ciężkie westchnienie wyrwało się z jej ust. Odzyskanie skradzionych dóbr, spędzenie jednej nocy na paskudnym ataku paniki oraz ułożenie planu, który miał zapewnić jej bezpieczeństwo pomogły jej powstrzymywać łzy bezsilności.
Ciężkie westchnienie wyrwało się z dziewczęcej piersi.
- Ja to rozumiem, mama jednak chyba ma wrażenie, że wyprowadzka będzie oznaczać odcięcie się od niej. Widzisz, nie chcę się przeprowadzać z nią. Mam swoje nawyki oraz upodobania które zupełnie różnią się od jej planu dnia, po za tym potrzebuję spokoju, żeby móc dalej się rozwijać. Mówiłam jej, że będę ją odwiedzać kiedy tylko będzie trzeba, ale chyba nie dociera. - Pożaliła się przyjaciółce, mając nadzieję, że usłyszy z niej jakąś radę bądź dwie, jak powinna rozmawiać z mamą, aby uspokoić ją podczas przekazywania tych, jakże dla niej wielkich wieści. Frances zawsze należała do dziewcząt nieśmiałych, nie posiadających wielkiego wianuszka znajomych, a co za tym idzie, czasem relacje między ludzkie ją przerastały. Niestety, nie wszystko dało się naprawić magicznymi miksturami.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Pracoholizm [odnośnik]16.07.20 13:45
Zmarszczyła czoło wraz z następnymi słowami Frances. Wprawdzie słyszała o tym, co działo się w Londynie, jednak nie podejrzewała, że sytuacja przybrała aż tak dramatyczny obrót – na swoje szczęście nie miała ani okazji ani możliwości odwiedzenia stolicy w przeciągu minionego roku i nic nie wskazywało na to, by prędko się miała takowa przytrafić. Odnajdując w sobie jednak nie tylko empatię i współczucie, ale i zdenerwowanie wywołane przykrym incydentem, wyszła nieco poza swoją rolę.
Franes, zgłosiłaś to gdzieś? – spytała poważnie, nie wspominając już nawet o samym morderstwie, ale włamaniu – z twoją krwią nie zostaniesz raczej odprawiona z kwitkiem... – a może się myliła? Nie miała pojęcia jak zmieniła się biurokracja i że nawet osoby z odpowiednimi poglądami miały teraz ciężko, że mordy uchodziły płazem, o ile nie była to wysoko postawiona osoba. – Abstrahując od naszej rozmowy, już w zeszłym roku powtarzałam, że będzie jeszcze gorzej, niż było i tylko naiwni wierzą w zmiany na lepsze – przypomniała. Wtedy nikt nie słuchał, a wiele osób dziwiło się, że podjęła takie a nie inne kroki. Chociaż czasami poddawała w wątpliwość zeszłoroczne majowe postanowienia, teraz z każdym następnym dniem utwierdzała się w przekonaniu, że dobrze zrobiła. Inaczej mogłaby już nie żyć.
To zrozumiałe, że twoja mama się tego obawia; czasami rodzice poświęcają dzieciom całe swoje życie do tego stopnia, że kiedy dorastają i chcą odejść na swoje, rodzice gubią pewien sens i rutynę – zaczęła – nie powinno to jednak determinować twoich decyzji, Frances, nie żyjesz tylko i wyłącznie dla mamy, ale dla siebie i jako dorosła osoba masz prawo o sobie decydować – ze spokojem i lekkością przekazywała czarownicy analizę sytuacji, choć w dalszym ciągu błądziła we mgle i eksperymencie; wiedziała jednak, że podobne rady i rozmowa były rozwiązaniem lepszym niż wrzucenie dziewczęcia do wora osób z zaburzeniami psychicznymi, niezdolnymi do decydowania o sobie i zamknięciu na leczeniu na oddziale szpitalnym. – Ta rozmowa nie będzie łatwa i musisz mieć tego świadomość; być może mama będzie próbowała posuwać się do szantażu emocjonalnego, lecz nie obwiniaj jej za to. Miej na uwadze, że sytuacja jest nowa dla was obu, że kończy się pewien etap... po jakimś czasie powinno być lepiej a ona zrozumie twoją decyzję. Taką rozmowę najlepiej jest przeprowadzać na spokojnie, po odpowiednim przygotowaniu i stuprocentowym zdecydowaniu – zerknęła uważnie na twarz dziewczyny, zastanawiając się, czy będzie w stanie ów rozmowę przeprowadzić – musisz stanowczo, ale delikatnie, zakomunikować swoją decyzję, zapewnić, że wyprowadzka nie oznacza zerwania kontaktu i że w każdej chwili może na ciebie liczyć – zamilkła na moment, pochłonięta wspomnieniem swojego wyfrunięcia z gniazda. Bardziej przeżyła go ona sama, niż rodzice, chociaż nie miała pewności czy robili dobrą minę do złej gry, czy rzeczywiście aż tak bardzo cieszyli się z możliwości jakie dawał jej staż w Mungu.


awareness is the enemy of sanity, for once you hear the screaming
it never stops.
Penelope Moore
Zawód : magipsychoterapeutka
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
w psychoterapii jest takie powiedzenie: albo ekspresja albo depresja.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8323-penelope-moore-budowa#240861 https://www.morsmordre.net/t8363-leda https://www.morsmordre.net/t8360-koszmary-wyszly-z-szafy#242765 https://www.morsmordre.net/f162-dolina-godryka-obrzeza-zielony-zagajnik https://www.morsmordre.net/t8362-skrytka-bankowa-nr-1996#242776 https://www.morsmordre.net/t8361-p-moore#242770
Re: Pracoholizm [odnośnik]17.07.20 11:59
Ciężkie westchnienie wyrwało się z dziewczęcej piersi. Kwestia sprawiedliwości w dzielnicy portowej, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń, nie była taka prosta.
- Zgłosiłam patrolowi, jak akurat był na ulicy. Magipolicjant odzyskał część moich rzeczy i na tym sprawa się skończyła. Sprawiedliwość w dokach działa w trochę inny sposób… Ale udało mi się odzyskać trochę więcej rzeczy. - Głos panny Burroughs wskazywał, że nie ma ochoty kontynuować tego tematu. Cienie związane z życiem w porcie powinny pozostać właśnie tam, nie próbując wydostać się na światło dzienne. Nie do końca rozumiała, czemu dziwny konflikt trawił ulice Londyn, do niedawna miała nadzieję, że żadne niedogodności jej nie spotkają, te nadzieje jednak prysły w momencie włamania. Świat który ją otaczał z pewnością nie był tym, w którym potrafiła się odnaleźć.
- Nie wiem, Penny. Nigdy się tym nie interesowałam, jakoś brakowało mi czasu… - Nie rozumiała w pełni polityki, nie uważając się za czarownicę ludu. Posiadała naukowy umysł najlepiej odnajdujący się z alchemicznych zawiłościach oraz naukowych obliczeniach które pochłaniały większość jej wolnego czasu. Do tej pory sądziła, że niewiedza tego, co dzieje się w czarodziejskiej społeczności zapewni jej bezpieczeństwo, tak jednak nie było.
- Tylko że u nas, było odrobinę inaczej. Od śmierci ojca mama rzadko była w stanie w pełni być dla nas. To ja musiałam być tam dla niej i młodszego rodzeństwa. - Wtrąciła, mając wrażenie, że to odrobinę zmieni spojrzenie na sprawę. W swej pamięci była w stanie przywołać jedynie dwa, może trzy popołudnia, gdy matka faktycznie była tam dla niej.
Kolejne westchnienie opuściło usta panny Burroughs. Doskonale wiedziała, że stoi przed wielkim wyzwaniem , miała jednak nadzieję, że gdy już znajdzie odpowiednie miejsce rozmowa z mamą będzie jedynie formalnością, oraz nie powstrzyma ją przed wyprowadzką, o której marzyła od dawna. Bardzo dawna.
- Może to źle zabrzmi, ale wolałabym, aby nie musiała na mnie liczyć. - Odpowiedziała cicho. Wiedziała, że Penny posiada świadomość chorób, przez które przechodziła jej mama jak i tego, że opieka nad nią zawsze spadała na jej barki. Teraz jednak nie był czas, aby rozprawiać na te tematy, wyzwanie przed którym stała zdawało jej się ważniejsze. - Spróbuję z nią porozmawiać, zobaczymy, co z tego wyjdzie. - Delikatny uśmiech, nie posiadający jednak w sobie przekonania pojawił się na jej buzi nim zmieniła temat na inny, odrobinę przyjemniejszy oraz z pewnością lżejszy temat.
W końcu miały do nadrobienia kilka tygodni.


/zt x2



Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Pracoholizm [odnośnik]10.08.20 22:04
28 maja
Był środek nocy, kiedy Penelopa jakimś cudem dotarła z powrotem do Zagajnika w stanie wyjątkowo okropnym, nietrzeźwym, takim, do którego doprowadziła się w życiu jedynie raz, gdy w jednym momencie wszystko zawaliło się jej na głowę. Z wirującym przed oczami światem stawiała nogę za nogą, powoli i ostrożnie, choć i to nie uchroniło uzdrowicielki przed potknięciami o nierówny chodnik, paroma obiciami się o zasiane przy ścieżce do drzwi krzewy róży – wyjątkowo kujące – i niemal wywinięciem orła na schodkach, gdzie zgubiła jeden pantofelek i płaszcz. Gdyby zachowała odrobinę rozsądku pomiędzy jednym kieliszkiem a drugim, przystałaby na propozycję Veroniki i zostałaby u niej na przeczekanie najgorszego. Ale dziwna, nie do opisania chęć powrotu do własnego domu była od niej zdecydowanie silniejsza.
Gdy przekroczyła próg, nie zamykając za sobą oczywiście drzwi, nie wiedziała czy poza nią w domu znajdował się ktoś jeszcze – ani Kaelie ani Billy nie dzielili się z nią od pewnego czasu swoimi sprawami, wyjściami i tym, co zamierzali, co drażniło ją dość mocno od dłuższego czasu, jednak w aktualnym stanie wskazującym było jej zupełnie wszystko jedno. Traktowała ich jak bliskich, a o bliskich dbała zawsze, o ile ci nie stawiali oporu, lecz szumiąca w głowie mieszanka alkoholi skutecznie odwracała uwagę blond wiedźmy od złości i zastanawiania się, gdzie tym razem się szwendali, czy jeszcze żyli, czy padną ofiarą okrutnego ataku zwolenników czystej krwi. Zamiast tego zrobiła coś, za co nie tak dawno zganiła młodą Potterównę; sięgnęła po pergamin i kreśląc kilka niezgrabnych zdań, zaadresowała wiadomość do... Kaia. Odpowiedź nadeszła zaskakująco szybko, co ucieszyło ją niemal tak samo, jak za czasów szkolnych, kiedy chłopak zwrócił na nią uwagę po raz pierwszy.
Gdy leżała tak w połowie na sofie a resztą ciała na ziemi, kreśląc z trudem następny list do Clearwatera, nie zastanawiała się w jaki sposób dotrze na górę, do sypialni, o tym, że właśnie poprosiła swojego byłego o przyjście w środku nocy zapominając natychmiastowo, po odesłaniu mu odpowiedzi. W pokraczny sposób zrzuciła drugiego buta ze stopy – ze rozbawieniem zauważając brak pierwszego – i oparła się policzkiem o aksamitny brzeg sofy. Wprawdzie od pochylania do przodu zakręciło się jej w głowie jeszcze bardziej, jednak szybko zacisnęła powieki, próbując zniwelować to nieprzyjemne uczucie. Ale to na niewiele się zdało; jakkolwiek to było możliwe i dziwne, świat wirował bardziej po zamknięciu oczu niż przed tym. A ona ogromnie zgłodniała po całym dniu emocjonujących przygód.


awareness is the enemy of sanity, for once you hear the screaming
it never stops.
Penelope Moore
Zawód : magipsychoterapeutka
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
w psychoterapii jest takie powiedzenie: albo ekspresja albo depresja.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8323-penelope-moore-budowa#240861 https://www.morsmordre.net/t8363-leda https://www.morsmordre.net/t8360-koszmary-wyszly-z-szafy#242765 https://www.morsmordre.net/f162-dolina-godryka-obrzeza-zielony-zagajnik https://www.morsmordre.net/t8362-skrytka-bankowa-nr-1996#242776 https://www.morsmordre.net/t8361-p-moore#242770
Re: Pracoholizm [odnośnik]27.08.20 23:09
List, a właściwie seria listów była wystarczająco niepokojąca, by zrezygnował z bezczynności. Ostatni, z zapytaniem, pozostał bez odzewu i irytująco upierdliwa myśl nie pozwoliła mu dać sobie spokoju. Najciszej jak potrafił, wyślizgnął się z mieszkania, nie chcąc niepokoić siostry ani faktem, ze wychodzi, ani tym bardziej - dlaczego to robi. Nie planował długiej wizyty, ale wolał się upewnić, że rozsądna przecież (zazwyczaj) Penny, nie zrobiła jakiegoś głupstwa. Za czasów ich związku, to on był tym od głupich pomysłów i wciągania w to innych. I musiał też przyznać, że  późnowieczorny lot na miotle i całkiem zawrotna prędkość, orzeźwiła rozbiegane myśli, dając nieco jaśniejszy obraz własnych postanowień.
Ciemność nie przeszkadzała w dostrzeżeniu znajomego domku i nikłego światła bijącego ze środka. Czyli jednak była - lub ktoś był wewnątrz. Opadł na dół, zataczając coraz mniejsze kręgi, by wyhamować nogami w ziemi. Przerzucił miotłę przez bark i rozejrzał się wstępnie. Ścieżka wyglądała normalnie, chociaż zdawało się, ze niektóre krzewy były nieco bardziej sforsowane. Ruszył do przodu, by napotkać na progu kobiecy bucik i płaszcz. Zmarszczył brwi, mimowolnie sięgając po materiał. Drzwi były uchylone i niepokój kazał mu wysunąć różdżkę do przodu - Penny? - jego własny głos zakołysał się w półmroku, by odnaleźć wzrokiem, półleżącą na kanapie sylwetkę czarownicy.
Przekroczył próg już pewniej, zamykając za sobą drzwi wejścia i rzucając płaszcz na mijane właśnie krzesło. Tylko ciche westchnienie wydobyło się z jego ust, gdy kucnął przy kobiecie, opadając na jedno kolano i sięgając dłonią do twarzy, chcąc upewnić się w przytomności czarownicy - Ładnie się urządziłaś, Ptaszyno - skwitował tylko cicho, czując całkiem mocną woń alkoholu od kobiety. Bez słowa już chwycił ją pod kolana i w pasie, by podciągnąć - przynajmniej na razie - do siebie, potem układając na sofie. usiadł bokiem obok, czekając, aż czarownica nabierze nieco więcej świadomości i skupi się chociaż na chwilę na nim - Jestem - dodał na koniec, przyglądając się pogrążonej w półmroku twarzy. Tym razem, naprawdę nie wiedział, co ze sobą zrobić. Lepiej było dla nich obojga, by nie zostawał długo. Znał się zbyt dobrze, by pamiętać, jak mogły się skończyć tak nieoczekiwane wizyty. I chociaż tym razem, nie przywiódł go żal, który chciał utopić w kobiecych ramionach, mógł powtórzyć błędy, za które i tak już była na niego wystarczająco zła.
Kai Clearwater
Zawód : Łowca ingrediencji, podróżnik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Cze­mu ty się, zła go­dzi­no,
z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8473-kai-clearwater-budowa#246888 https://www.morsmordre.net/t8515-yippe#248176 https://www.morsmordre.net/t8513-kai#248131 https://www.morsmordre.net/f182-lancashire-lancaster-17-2 https://www.morsmordre.net/t8520-skrytka-nr-2013#248322 https://www.morsmordre.net/t8516-kai-clearwater#248180
Re: Pracoholizm [odnośnik]28.08.20 18:22
Szumiąca w głowie mieszanina alkoholi uśpiła czujność uzdrowicielki na tyle, że nie zwróciła zupełnie uwagi na otwierane drzwi i szybkie kroki stawiane na skrzypiących panelach, ani nawet na szczek psa z sąsiedztwa zapowiadający przeważnie kręcących się po okolicy ludzi. Skupiona na względnym utrzymaniu się na kanapie i helikopterze już niemal spała, kiedy w uszach rozbrzmiał znajomy głos mężczyzny – uchyliła z trudem jedno oko, wnet drugie i mrużąc je, jakby chciała się upewnić, że to na pewno on, realny i we własnej osobie, z pijackim wyszczerzeniem zębów usiadła na ziemi.
Kaaaaaaaiiiiiiiiii – pisnęła entuzjastycznie, wyciągając w jego kierunku przebarwioną, lewą dłoń – a co ty tu robisz? – zapomniała już o wysłanych listach, o tym, że to w zasadzie sama poprosiła go o przyjście, zapomniała właściwie o wszystkim, co też nabazgroliła na oślep puszczając swoją sowę w nieznane... teraz, gdy był u niej, obok, a w zasadzie trzymając ją w ramionach – na co nie zaprotestowała ani odrobinę, tym razem – cieszyła się z jego obecności bardziej, niż przed paroma dniami, w niepamięć puszczając ubiegłoroczną przygodę i to, w jaki sposób się zachował. W pokojowym, alkoholowym upojeniu, zdawała się być jeszcze bardziej łagodna, o ile było to możliwe, mniej zacięta i uparta, bezsilna wobec cudacznych kobiecych zachowań, czy podchodów, w których niewerbalnie sugerowała mu, że spaprał sprawę i się za to gniewała, tak jak za to, że nie potrafił się tego domyśleć. Teraz, kiedy otoczył ją w pewnym stopniu swoją opieką, nie zamierzała wyrzucać go z mieszkania, jak chciała to uczynić wcześniej. Posłusznie położyła się na kanapie, poczekała aż on zrobi to samo i jak gdyby nigdy nic ułożyła głowę na męskim udzie.
Kręci mi się w głowie, cały czas odkąd stanęłam przed domem – zakomunikowała cicho, całkiem wyraźnie, dopiero w tym momencie żałując za popełnione grzechy. Początkowo przetarła zaczerwienioną twarz dłońmi, a po chwili uchyliła powieki i palcem wskazującym niezbyt subtelnie dźgnęła Kaia w policzek. Niespecjalnie wprawdzie, chciała zatrzymać dłoń, ale w tym stanie z trudem wykalkulowała odległość i opóźnioną reakcję. – Za to ciebie widzę całkiem wyraźnie, ropuszko – po nieśmiałości pozostało niewiele, właściwie nic, gdy czując niezwykły przypływ pewności siebie mierzyła wzrokiem męską twarz; tą, która zawsze sprawiała, że piegowatą buzię blondynki oblewał rumieniec a nogi traciły władzę, zmieniając się w galaretkę.


awareness is the enemy of sanity, for once you hear the screaming
it never stops.
Penelope Moore
Zawód : magipsychoterapeutka
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
w psychoterapii jest takie powiedzenie: albo ekspresja albo depresja.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8323-penelope-moore-budowa#240861 https://www.morsmordre.net/t8363-leda https://www.morsmordre.net/t8360-koszmary-wyszly-z-szafy#242765 https://www.morsmordre.net/f162-dolina-godryka-obrzeza-zielony-zagajnik https://www.morsmordre.net/t8362-skrytka-bankowa-nr-1996#242776 https://www.morsmordre.net/t8361-p-moore#242770
Re: Pracoholizm [odnośnik]02.09.20 23:50
Środek nocy nie był właściwą porą do odwiedzić. Wiedziało tym bardziej niż pewnie. A mimo to, nie minęło półgodziny, jak znalazł się pod znajomym adresem. I byłby tez kłamcą, gdyby powiedział, że pojawił się tylko po to, by sprawdzić, czy z penny wszystko w porządku. Kusiła go. Nawet jeśli było to echo przeszłości, które odzywało się i ozywało co jakiś czas. Oboje wiedzieli, jak się kończyły ich spotkania - Mhm, tak mam na imię - mruknął tylko, już bardziej rozbawiony i nieco uspokojony. Tak. szanowna i poważna panna uzdrowicielka była pijana. I to był fakt. Żałował, że nie miał niczego, co mógłby uwiecznić jej rozanielona minę i radosne potwierdzenia. A potem jej wszystko zaprezentować - Tak sobie przypadkiem wstąpiłem po drodze, bo spotkałem twoją sowę - uniósł brew w ironii, chociaż wiedział, że ta nie zostanie wyłapana. Nie w stanie, w jakim znajdowała się Penny.
Zdawała się - naturalnie w stanie upojenia - bardziej miękka. Trochę, jakby wyrwała kilka chwil z ich przeszłości, kiedy nie istniały między nimi żadne przepaści, wyjazdy i nieporozumienia. I przygody.
Odetchnął nieco spokojniej, gdy ułożyła głowę na jego udzie. Spojrzał z góry na jej rozanieloną twarz i rozsypujące się uroczo włosy. Kiedy przestawała dąsać się na te wszystkie jego wybryki, kiedy w ten bardzo kobiecy sposób otaczała go swoją łagodnością, odpoczywał. Gdzieś ulatywały zmartwienia, a ciężar który nosił na barkach - rozmywały się. Nigdy nie umiał odkryć tajemnicy, w jaki sposób kobiety potrafiły tego dokonać. A jednak - potrafiły. Chociaż nie każda. Były takie co intrygowały, co zapraszały do zmysłowego tańca. I takie, co starały się dominować, gasząc kobieca stronę swej natury. Pewność siebie, zadziorność były pociągające, ale w nadmiarze wszystko traciło na wartości.
- Cóż, mam wrażenie, że nawet z twojej skóry paruje alkohol... - nachylił się lekko, zaglądając w twarz czarownicy - z kim ty się tak urządziłaś?... - dodał jeszcze i odsunął się, przenosząc rękę na kobiecy policzek i zsuwając ją na ciemne włosy. Przesunął w palcach długie pasmo, za zatrzymując się, gdy drobne palce znalazły się na jego policzku. Utkwił źrenice w nieco zamglonym, chociaż zdecydowanie zbyt pewnym siebie spojrzeniu - I co ja mam z tobą zrobić? - odezwał się nieco ciszej, by wypuścić trzymane pasmo włosów i sięgnąć kobiecej dłoni. Z cichym westchnieniem zgiął blade palce, by unieść do swoich ust i ledwie musnąć wierzch, po czym odsunąć i ułożyć wzdłuż ciała czarownicy. To zdecydowanie niebezpieczna sytuacja. Niebezpieczna dla niego, by powtórzyć spotkanie sprzed roku. Niebezpieczne dla niej, bo tym razem, to jej myśli oplatało alkoholowe upojenie. I to jej dłonie zdawały się tak bardzo zachłanne. Błędów nie powinno się powtarzać.
Podobno.
Kai Clearwater
Zawód : Łowca ingrediencji, podróżnik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Cze­mu ty się, zła go­dzi­no,
z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8473-kai-clearwater-budowa#246888 https://www.morsmordre.net/t8515-yippe#248176 https://www.morsmordre.net/t8513-kai#248131 https://www.morsmordre.net/f182-lancashire-lancaster-17-2 https://www.morsmordre.net/t8520-skrytka-nr-2013#248322 https://www.morsmordre.net/t8516-kai-clearwater#248180

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Pracoholizm
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach