Wydarzenia


Ekipa forum
Potok Kirke
AutorWiadomość
Potok Kirke [odnośnik]21.06.20 23:24

Potok Kirke

Nieopodal wioski zboczem meandruje Kirkburn, czyli potok Kirke. To ledwie cieniutka wstążka, choć w marcu i kwietniu strumień staje się okazalszy, niosąc ze sobą resztki stapiających się hałd śniegu. Wtedy też, na wiosnę, według lokalnej legendy należy zanurzyć w nim, by zostać oczyszczonym ze wszystkiego, co złe. Mówi się, że Kirkburn ma w sobie magiczną moc i zmywa fałsz, odsłaniając prawdę. Nie do końca wiadomo, co to tak właściwie oznacza, bo i sprzecznych relacji na ten temat jest wiele, bez wątpienia jednak czarodziejski potok kryje w sobie jakąś tajemnicę.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Potok Kirke Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Potok Kirke [odnośnik]27.06.20 22:11
tworzenie świstoklika3 kwietnia
Rozmowa z Sheltą nie poszła najlepiej, ale czego mógł się spodziewać? Oboje żyli teraz w zupełnie innym świecie. Nie mógł jednak wymagać od kuzynki zbyt wiele - w końcu sam dopiero od niedawna poznał czym naprawdę była odpowiedzialność za bliskich. Wcześniej nie znał tego w ten sposób. Nie, gdy w grę wchodził los ukochanej osoby... I dzieci. To była burzliwa wymiana zdań, a astronom potrzebował po niej spokoju. Potrzebował oczyścić myśli i to nie tylko przypominając sobie oklumencję... Wcześniej dobrze szło mu tworzenie świstoklików, dlaczego nie miałby spróbować zrobić kolejnego? Tym razem na terenie Szkocji w pobliżu tak dobrze znanego sobie miasteczka. Wybrał potok Kirke praktycznie bez zastanawiania się. Gdy jeszcze mieszkał w Hogsmeade, przychodził nad potok praktycznie kilka razy w ciągu tygodnia. Zawsze odnajdywał spokój przy szumie delikatnej wody, a legendy o tym miejscu jedynie dodawały urok. Chociaż okolica Kirke i tak była cudowna... Zabrał ostatnią porcję księżycowego pyłu, różdżkę, podręcznik numerologii i małą figurkę wilka. Była drewniana i znalazł ją właśnie kilka kroków od potoku. Nigdy nie dowiedział się, do kogo należała ani kto ją wykonał, ale podejrzewał, że los skierował jego kroki ku niej. W końcu wilk był jego zwierzęciem.
Profesor powtórzył spokojne odtworzenie w wyobraźni obrazu lokacji, a po kilkunastu minutach położył przed sobą figurkę i obsypał ją pyłem. Tworzenie wymagało nakładu energii, czasu oraz koncentracji, ale Jayden się nie poddawał. Chociaż czuł drżenie w ramionach już po kilkudziesięciu minutach zmagań. - Portus - wypowiedział, mając nadzieję, że ciepło sukcesu miało go wkrótce otulić. Tak jak wcześniej.


Maybe that’s what he is about. Not winning, but failing and getting back up. Knowing he’ll fail, fail a thousand times,
BUT STILL DON'T GIVE UP
Jayden Vane
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : -
UROKI : -
ALCHEMIA : -
UZDRAWIANIE : -
TRANSMUTACJA : -
CZARNA MAGIA : -
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Potok Kirke [odnośnik]27.06.20 22:11
The member 'Jayden Vane' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 77
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Potok Kirke Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Potok Kirke [odnośnik]28.06.20 15:02
2 IV

Rude futro prześlizgiwało się pomiędzy resztkami śniegu, rozciągniętego na skostniałych od zimna trawach, wyłaniających się spod zimowej pokrywy. Biegła. Naprawdę starała się biec jak najszybciej, ale ledwie starczało jej tchu, a nogi szybko osłabły, gdy w trakcie tego szaleńczego zrywu musiała jeszcze tracić energię na balansowanie na śliskiej powierzchni.
Jack uznał chyba, że danie jej forów nie należy do jego kocich obowiązków, a przebieżki po urokliwej łące przysłużą się Elli, która wprawdzie spacerować lubiła, ale niekoniecznie wtedy, kiedy wypluwała sobie przy okazji płuca, ścigając rudego złośliwca.
Wypadła zza kępy dorodnych krzaków, opierając ręce na swoich kolanach i zginając się w pół, ale jej wyraz twarzy pozostawał zacięty. Determinacja skrząca się w zielonych tęczówka przełamana została zaskoczeniem, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że tuż przed sobą ma jeszcze jednego osobnika, gatunku ludzkiego.
- Mój kot... - wzięła głęboki oddech, kiwając głową w stronę buszującego w trawach. - Upodobał sobie kąpiele w tej - wdech - rzece, potoku właściwie? Mniejsza z nazewnictwem, jesteś w stanie rzucić jakieś zaklęcie, które na chwilę by go unieruchomiło? Byle tak, żeby czasem nic mu się nie stało - wydech - bo przysięgam, że jeszcze moment, a wyzionę ducha, tak metaforycznie, rzecz jasna, właściwie żadnego ducha jeszcze nigdy nie widziałam, kiedyś tylko zastanawiałam się, czy chciałabym się w jakiegoś przemienić już, no wiesz, po śmierci, ale nie mogę się zdecydować, bo tak w sumie... to śmiertelnie poważna decyzja - cień uśmiechu na chwilę pojawił się na jej twarzy, ale zniknął szybko, zastąpiony zmartwieniem, gdy w roztargnieniu tropiła wzrokiem przemieszczającego się zwierzaka - czytałam kiedyś o metodzie rozrysowywania drzewka decyzyjnego, to ponoć pomocne w takich kwestiach, trudniejszych, niekoniecznie natury spirytystycznej - do czego ona właściwie zmierzała? A, kot! - mój kot wabi się Jack, to skrót od chlebowca różnolistego* - dodała, jak zawsze rozczulając się, gdy o tym wspominała; miała swoją małą, kocią sałatkę owocową, jakkolwiek by to nie brzmiało - ale jak tak na niego wołałam, to uparcie mnie ignorował, nie to, żeby nie robił tego zawsze, jak widać chociażby teraz, w każdym razie, nie jestem w stanie go złapać... - ale od czego są czarodzieje i ich zaklęcia, może mają w repertuarze tych najbardziej użytecznych chociaż jedno, które pozwoliłoby przechwycić uciekającego kota, albo jakoś przywołać? - jak na kota wykazuje dziwne zainteresowania, w ogóle nie boi się wody, i kiedy znika na dłużej, to w dziewięciu na dziesięć przypadków znajduję go właśnie tutaj - te wszystkie informacje były oczywiście niezbędne, żeby wprowadzić go w sytuację. Właściwie powinna była się zmęczyć tym monologiem, ale mówienie, paradoksalnie, sprawiło, że nieco odpoczęła; nie była jednak pewna, czy da radę jeszcze dłużej bawić się w pościg. Dlatego z nadzieją zerknęła na mężczyznę, licząc na pomoc. I wtedy uświadomiła sobie, że nawet nie wie, jak on ma na imię.
Zapomniała, że tak właściwie rozmawiała z nim tylko dwa razy. W swojej głowie. W pierwszym scenariuszu siedziała akurat na schodach przed domem, kiedy przejeżdżał na rowerze tuż obok, rozbryzgując kałużę deszczu (co zdarzało mu się często - jeżdżenie na rowerze, statystyki częstotliwości rozbryzgiwania przez niego kałuż nie prowadziła); w drugim zaglądnął do księgarni, pytając o książki o czarodziejskich plemionach w Amazonii. I chyba miał na sobie pióropusz (z sowich piór, najprawdopodobniej).
Nie wiedziała o nim zupełnie nic - ale zdążyła już wyobrazić sobie całe jego życie, przez ten irytujący nawyk zbudowała sobie w głowie alternatywną rzeczywistość, umieszczając w niej wszystkich mieszkańców Hogsmeade, migających jej sporadycznie na horyzoncie; nadawała im role na podstawie tego, co podpowiedziała jej intuicja.
On, na przykład, wyglądał jej na twórcę latających rowerów, który lubił kaktusy. Albo, bardziej ogólnie, sukulenty. A że to świat magii, chociażby aloes mógłby przechowywać w sobie oranżadę zamiast wody.
Aczkolwiek teraz powinno chyba bardziej interesować ją, czy wygląda jej na kogoś, kto jest w stanie rzucić się w pościg za rudym kotem (choć bardziej prawdopodobne było to, że da w długą - ale po to, żeby uciec przed nią).

*jackfruit


ma­gno­lie chy­lą na bok cię­żar bia­łych twa­rzy
nie mów­my dziś o śmier­ci, gdy świat się roz­ma­rzył


Ella Figg
Ella Figg
Zawód : nić widmo
Wiek : 26
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
nie wypełniony tobą
mój pokój się nie kończy
nie ma ścian
ani okien
mój niepokój o ciebie
ogromnieje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Charłak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8109-arabella-figg https://www.morsmordre.net/t8165-listy-z-nieba#234455 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f126-hogsmeade-173 https://www.morsmordre.net/t8171-skrytka-bankowa-nr-1940#234911 https://www.morsmordre.net/t8166-arabella-figg#234557
Re: Potok Kirke [odnośnik]03.11.23 23:59
| 07.07?

Kiedy po raz ostatni była w tym miejscu, miała jeszcze pełną rodzinę. Niby minęły tylko trzy lata, ale… tak wiele się zmieniło. Uświadomiła to sobie, przyglądając się charakterystycznym budyneczkom w magicznej wiosce, w której ostatni raz była pod koniec swojego siódmego roku nauki w Hogwarcie. Podczas szkoły wyjścia do Hogsmeade zawsze były długo wyczekiwaną atrakcją, podczas której mogła kupić całe mnóstwo słodyczy i innych szpargałów, a także spędzać niezapomniane chwile ze znajomymi i z braćmi, nim ci wcześniej od niej skończyli naukę i wyruszyli na spotkanie z dorosłością. Teraz, spoglądając w witryny sklepików, czuła się, jakby tamte chwile przydarzyły się w jakimś innym życiu. Życiu młodej dziewczyny, która jeszcze nie wiedziała, ile trudów spadnie na nią zaledwie parę lat później.
Kroczyła jednak przez wioskę wyprostowana, jedynie smutniejszy niż dawniej wyraz oczu mógł mówić, że coś ją dręczyło. Na co dzień jednak dusiła emocje w sobie i jedynie wieczorami w zaciszu swojego pokoju pozwalała łzom płynąć. Nie było dnia, żeby nie tęskniła zwłaszcza za ukochanym bratem. Ale za Elią też tęskniła, mimo że ich relacje nie były idealne z powodu tego, jak mocno się różniły. Nawet za mamą tęskniła. Mogłaby codziennie słuchać jej utyskiwań o to, że marnowała sobie życie, byle tylko znowu mieć ich wszystkich całych i zdrowych obok siebie.
Początkowo miała ochotę zboczyć do sklepu ze słodyczami, by kupić sobie parę przekąsek jak za dawnych lat, ale ostatecznie zaniechała tego zamiaru. Może później… Trochę obawiała się zalewu wspomnień. Opuściła więc centrum wioski, kierując się na obrzeża. Miała nadzieję, że to miejsce wciąż pozostało stosunkowo bezpieczne, na pewno oddalone od mugoli, więc chyba raczej nie powinna jej zaatakować rozpasana tłuszcza z widłami i pochodniami. Od czasu śmierci Elii i jej dziecka z rąk mugoli unikała miejsc zamieszkanych licznie przez niemagicznych. Dlatego z tego względu Hogsmeade i jego okolice wydawały się dobre. Mugoli tu spotkać nie powinna, więc czuła się raczej bezpiecznie. Korzystając z uroków lata i zawieszenia broni mogła prawie zapomnieć o toczącej się wojnie.
Prawie, bo nie potrafiła na dłużej zapomnieć o tym, że wojna zabrała jej połowę rodziny.
Ale nie tylko ona jedna kogoś straciła. Był jeszcze ktoś, kto też cierpiał, a pielęgnując swoje relacje mogły pomóc sobie nawzajem. Yana nie zamierzała odwracać się od żony zmarłego kuzyna, który odszedł jakiś rok przed jej bratem. Rodzina była rodziną, zwłaszcza teraz. A biorąc pod uwagę niechęć Sohvi do Londynu, Hogsmeade wydawało się lepszym wyborem.
Wierzyła, że tu będą mogły w spokoju porozmawiać. Były wakacje, więc po okolicy nie pałętały się zgraje uczniów, a nieliczni mieszkańcy byli zajęci swoimi sprawami. Dotarła nad potok samotnie, dopiero tutaj uświadamiając sobie, że przecież to miejsce też wiązało się ze wspomnieniami. Przecież pierwszy raz przed laty przyprowadził ją tu zmarły brat.
Na myśl o tym niemal zabrakło jej tchu, mimo że dzień był bardzo ciepły, poczuła jakby jakaś wielka i bardzo zimna dłoń zacisnęła się wokół jej żeber, wyduszając powietrze z płuc. Westchnęła głęboko, ale wiedziała, że musi wziąć się w garść, Sohvi mogła przybyć lada moment. Musiała być twarda, nie chciała się rozklejać. Wyprostowała się znowu i przygładziła dłońmi materiał spódnicy, wpatrując się w połyskującą wodę łagodnie opływającą kamienie. Było bardzo ciepło, może tak zdjąć buty i schłodzić stopy w tej cudownie zimnej wodzie? Kusząca perspektywa…
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Re: Potok Kirke [odnośnik]06.11.23 23:13
Hogsmeade wielu kojarzyło się z lepszymi czasami. Bezpieczniejszymi, szczęśliwszymi, bo beztroskimi. Świadomość uderzała zawsze bardziej, gdy powracało się doń kilka lat później, z perspektywą, której brakowało za młodu. Młodzi chcieli dorastać, a będąc starszymi - wracać do tego, co bezpowrotnie minęło. Chyba nikt, mając te siedemnaście i mniej lat, nie zastanawiał się przecież nad tym jakie przeszkody czekały w dorosłym życiu. Były marzenia, plany, ale one nie zakładały tragedii i problemów. To dopiero rzeczywistość wszystko weryfikowała.
Sohvi miała szczęście, że zdążyła się odczulić. Feldcroft nie było tak daleko od Hogsmeade, często odwiedzała główną atrakcję uczniów; widywała ich często, a widok ten zawsze ocieplał jej serce, nawet w tych niepewnych czasach. Gdyby nie była zaaferowana własnymi problemami, zapewne mogłaby we własnych myślach życzyć im szczęśliwego, spokojnego życia. Z początku tak robiła. Potem jej własne zawaliło się i już nie miała do tego głowy.
Dzisiaj jednak martwiła się nie o uczniów - w końcu były wakacje - i nie o samą siebie, a o osobę, której poszukiwała wzrokiem. Nie spotkała jej wśród uliczek i mieszkańców wioski, co nieszczególnie ją zdziwiło. Dlatego parła przed siebie dalej, dając sobie i Yanie czas, na przemyślenia i ochłonięcie, nim dostrzegła burzę loków w oddali, nad potokiem. Chciała dać jej chwilę na pozbieranie myśli, tak, ale nie na tyle długą, by mogła w nich całkowicie zatonąć. Bo kto, jeśli nie Sohvi, wiedział o zdradliwości własnego umysłu?
Yana? — rzuciła zatem łagodnie z oddali, zwracając na siebie uwagę kuzynki zmarłego męża. Uśmiechnęła się; ciepło i nawet radośnie, szczerze. Długa spódnica łopotała, gdy szybkim krokiem zbliżyła się do młodszej Blythe i rozwarła ramiona, by złapać ją do delikatnego, szybkiego uścisku. Prosty gest, którym chciała przekazać już nie tak prostą wiadomość. Już jestem, Yana. — Jak miło cię widzieć — dodała melodyjnie, składając dwa szybkie całusy na polikach kobiety, nim wypuściła ją z objęcia, wszak nie chciała się aż tak narzucać ze swoją obecnością. Przyjrzała się jej uważnie, uśmiech wciąż tańczył na nieco spierzchniętych wargach. — Jak się czujesz? Jak sobie radzicie w w Blythburg? Wybacz, że przychodzę z pustymi rękami, chciałam upiec dla ciebie kilka ciastek, ale przeceniłam swoje zdolności kucharskie. — Oczy Sohvi rozświetliły się, gdy pozwoliła sobie na krótki chichot. Miała nadzieję, że w ten sposób uda jej się naprowadzić rozmowę na luźniejsze tory, tak potrzebne w tych czasach. Nie chciała swoją osobą dokładać Yanie więcej powodów do zmartwień i rozmyślań, bo tych, z pewnością, miała wiele. Każdy, kto kogoś stracił, miał. Wiedziała o tym aż zbyt dobrze.
Sohvi Blythe
Sohvi Blythe
Zawód : zielarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
serce w strzępy potargane
słowa z błotem wymieszane
w śmieciach połamane róże
wypaliłeś żal na skórze
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11937-sohvi-blythe https://www.morsmordre.net/t11950-soleil#369681 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f453-szkocja-feldcroft-azyl https://www.morsmordre.net/t11999-skrytka-bankowa-nr-2594 https://www.morsmordre.net/t12089-sohvi-blythe#372644
Re: Potok Kirke [odnośnik]07.11.23 13:16
Z Yaną było podobnie. Kiedy była nastolatką, chciała być już dorosła. Teraz, kiedy już była dorosła, oddałaby wiele, żeby cofnąć się w czasie o tych kilka lat, do tej szkolnej beztroski, kiedy jej największym zmartwieniem było to, że w przeciwieństwie do wielu rówieśników, nie miała pojęcia co właściwie chce zrobić ze swoim życiem. Bo Yana w szkole miotała się między różnymi pomysłami, ale nie miała jednej, jasno sprecyzowanej wizji swojej przyszłości. Taką już miała naturę, że z jednej strony była uparta, ale z drugiej doskwierało jej niezdecydowanie i słomiany zapał.
Tak czy inaczej, w szkole bawiła się świetnie i dobrze wspominała te lata. Ogólnie Yana aż do utraty bliskich była zadowolona ze swojego życia. A odkąd umarła mama, siostra i brat, czuła jakby czegoś jej brakowało. Jakby coś z niej wydarto, bez czego nic nie mogło być tak, jak kiedyś.
W Hogsmeade można było robić wiele rzeczy, choć akurat nie miała chęci na przesiadywanie pod Trzema Miotłami (ten pub wydawał jej się lokalizacją lepszą na zimę, latem nie potrzebowała rozgrzewać się kremowym piwem, i bez tego było jej ciepło), a słodycze w Miodowym Królestwie mogła sobie kupić później. Choć może trochę bała się, że niedobory dotknęły i to miejsce i że nie będzie ono tak kolorowe, jak dawniej?
Delikatny wiatr rozwiewał ciemne loki, robiąc jej jeszcze większy bałagan na głowie. Wyglądała na tyle charakterystycznie, że trudno byłoby ją pomylić z kimś innym. Zawsze była trochę wyższa od większości rówieśniczek, a burza poskręcanych loków jeszcze optycznie dodawała centymetrów. Po chwili jednak usłyszała znajomy głos i odwróciła się w tamtą stronę, dostrzegając żonę zmarłego kuzyna, Ansela.
- Sohvi! Cieszę się, że jesteś – ucieszyła się na jej widok, pozwalając się objąć na powitanie. Odwzajemniła uścisk, a jej gęste loki mogły połaskotać Sohvi w twarz. Yana przyjrzała jej się; kobieta jak zwykle wyglądała ładnie i dziewczęco, ale można było odnieść wrażenie, że mimo uśmiechu gdzieś głęboko tlił się smutek. Trudno było się dziwić, skoro też swoje przeszła. Ansel był kolejną niepotrzebną ofiarą. Aż można było odnieść wrażenie, że przez ostatnie dwa lata rodzina Blythe była jakaś przeklęta.
- Jest… jakoś. Na tyle, na ile może być w obecnych okolicznościach – przyznała. Nie było dnia, żeby nie odczuwała braku bliskich, każdego z nich. Bolało ją to, ale starała się być twarda i nie pogrążać się w otchłani smutku, więc na co dzień starała się zajmować swoje myśli czymkolwiek. Wiedziała, że jej rozpacz nie przywróci życia rodziny, więc musiała żyć dalej i iść do przodu z podniesioną głową. – Jakoś sobie radzę. Tata i mój brat też. Jest jakoś. Mam nadzieję, że u ciebie też… - znowu się jej przyjrzała. Jak radziła sobie po stracie męża? Minęło już trochę czasu, mówiło się, że leczył rany, ale blizny miały towarzyszyć im obu już zawsze. – Nic nie szkodzi! Sama też nie za bardzo umiem gotować i piec, ale chyba przydałoby mi się nauczyć. Jednak kiedy moja mama żyła i próbowała mnie uczyć, szło mi beznadziejnie i zawsze musiała coś po mnie poprawiać. Kiedy próbowałam pod jej okiem upiec ciastka, to bardziej nadawałyby się do wybijania nimi okien niż do jedzenia. Ale brakuje mi jej wypieków…
No cóż, mimo starań matki, nigdy nie udało jej się zrobić z Yany przykładnej gospodyni domowej. Jej starsza siostra Elia radziła sobie dużo lepiej zarówno jeśli chodzi o gotowanie i zaklęcia gospodarskie, jak i talenty artystyczne które powinna przejawiać panna z dobrego domu. A Yana pod tym względem była rozczarowaniem i raczej nie oczarowałaby żadnego mężczyzny gospodarnością ani artystyczną duszą, i sama nie wiedziała czy to dlatego, że za mało się starała, czy naprawdę nie miała talentu. Niestety mama umarła dwa lata temu i od tamtego czasu musieli sobie radzić bez niej. I choć w przeszłości czasem się irytowała na wiecznie utyskiwanie mamy o to, że robi coś źle, to teraz za nią tęskniła. I za jej gospodarnością też. Mama była osobą, która umiała utrzymać cały dom w ryzach i jeszcze przy tym była elegancką i dobrze wychowaną kobietą. A odkąd jej brakło, czasem przychodziła jedna z ciotek ogarnąć dom i nagotować coś na zapas, bo gdyby domownicy mieli polegać wyłącznie na Yanie, to chyba często spotykałaby ich niestrawność. Naprawdę musiała się zmobilizować, w końcu umiejętność przygotowania choć kilku potraw jeszcze nie zrobi z niej kury domowej, prawda?
- Może przejdziemy się wzdłuż strumienia? Zobacz, jak tu ładnie! – zaproponowała po chwili. – W ogóle w Szkocji jest ładnie i zielono. No i Hogwart jest niedaleko, może nawet zobaczymy zarysy jego wież… Och, kto by pomyślał, że niedawno minęły trzy lata, odkąd po raz ostatni opuściłam jego mury? A ty… ty skończyłaś go jeszcze wcześniej. Tęsknisz za tymi czasami?
Czas szybko płynął, ale pamiętała tamten ostatni dzień wyraźnie i była wtedy świadoma, że skończył się pewien ważny etap w życiu. Nie miała jednak pojęcia, że za parę lat życie rzuci jej pod nogi tyle kłód.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Re: Potok Kirke [odnośnik]20.11.23 12:37
Utrata bliskich zawsze była jednoznaczna z utratą barw we własnym życiu. Sohvi wiedziała o tym aż za dobrze, choć jej sytuacja, miała wrażenie, nie była nawet w połowie tak tragiczna, jak ta Yany - chyba miała ogólną tendencję do umniejszania własnemu cierpieniu. Jej ojciec żył, matka i siostra także; wojna zabrała jedynie męża, pozostawiając za sobą echo słów, które często potrafił do niej kierować. Za słaba, za cicha, zbyt bierna. Niosła na sobie ciężar gorzkich słów, ale mimo to jego odejście bolało. A może bolało poczucie zdrady; nie potrafiła stwierdzić, a wyrwa w sercu przecież nie mogła zrobić tego za nią.
Radość Yany była zaraźliwa. Sohvi zaraz sama uśmiechnęła się promiennie, nie zważając na loki łaskoczące ją w twarz. Tak, jak szybko pochwyciła kuzynkę męża, tak też ją wypuściła, robiąc pół kroku w tył, wycofując się z przestrzeni osobistej kobiety. Pokiwała głową ze zrozumieniem. Jest jakoś było prawdopodobnie najlepszym oddaniem tego, co przeżywała teraz większość magicznego społeczeństwa. Przynajmniej jego uprzywilejowanej części, jeśli tak można było ją określić; nigdy nie lubiła się wywyższać, ale ciężko było odnieść inne wrażenie, szczególnie w ostatnim czasie.
Ja też sobie jakoś radzę — rzuciła z łagodnym uśmiechem. — Ale pamiętaj, że zawsze możesz liczyć na moją pomoc, dobrze? — dodała nieco ciszej, a jej uśmiech pobladł. Powstrzymała chęć złapania kobiety za dłoń; wierzyła, że bez tego jej intencje były widoczne. Zaraz jednak rozszerzyła lekko powieki. — Och, mogę cię nieco poduczyć, jeśli być chciała. Moja wiedza może nie jest rozległa, ale co nieco wiem — zaśmiała się lekko. — Mam też kilka książek o gotowaniu, gdybyś była zainteresowana — dodała. Chciała napomknąć, że część z nich nakupował jej Ansel, acz… jakoś nie potrafiła tego przepchnąć przez swoje gardło.
Sohvi sama nie była przykładną gospodynią, ale starała się; kiedy jeszcze pracowała w Mungu, nie miała tyle czasu, by rozwijać swoje umiejętności - opanowała postawy, ale właściwie niewiele więcej. Była ostatnią, która oceniałaby Yanę za jej zdolności i predyspozycje. Lub kogokolwiek innego. Za to była jedną z pierwszych osób gotowych do zaoferowania pomocy, nawet w tak prozaicznych kwestiach.
Kiwnęła lekko głową na pytanie krewnej Ansela. Spojrzeniem objęła ich otoczenie, dostrzegając, że zdążyła się znieczulić na uroki Szkocji. Były zachwycające, oczywiście, dostrzegała je, ale nie poświęcała im już tyle uwagi, co kiedyś. Wykonała prosty gest dłonią, zachęcając towarzyszkę do wspomnianego spaceru wzdłuż strumienia.
Siedem lat — mruknęła ze zdziwieniem. Strasznie dużo. Nie miała pojęcia kiedy przeminęły te wszystkie lata; teraz, gdy tak szła przy brzegu, a woda szumiała przyjemnie w uszach, uderzyła w nią bolesna świadomość tego, jak bardzo zmieniło się jej życie. — Zdarza się — przyznała wolno. — Ale rzadko. Bardziej tęsknię za początkami kursu — dodała i uśmiechnęła się ponownie, choć jej uśmiechowi zabrakło radosnej nuty. Zaraz jednak potrząsnęła głową. — A jak z talizmanami? Biżuterią? Klienci nie sprawiają problemów? — zapytała, coby zmienić tok rozmowy, unikając mniej przyjemnych tematów.


retrouver le soleil qui nous manque, qui va brûler toutes nos peines
le soleil qui nous hante
Sohvi Blythe
Sohvi Blythe
Zawód : zielarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
serce w strzępy potargane
słowa z błotem wymieszane
w śmieciach połamane róże
wypaliłeś żal na skórze
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11937-sohvi-blythe https://www.morsmordre.net/t11950-soleil#369681 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f453-szkocja-feldcroft-azyl https://www.morsmordre.net/t11999-skrytka-bankowa-nr-2594 https://www.morsmordre.net/t12089-sohvi-blythe#372644
Re: Potok Kirke [odnośnik]21.11.23 1:34
Czasy były jakie były i wielu kogoś straciło. Spokój znany Yanie z czasów dzieciństwa i wieku nastoletniego należał już do przeszłości, a dorosłe życie zaczęło się dla niej licznymi kłodami rzucanymi przez los pod nogi. Czasem zadawała sobie pytanie, dlaczego tyle nieszczęść musiało spaść na jej rodzinę. Czemu jakaś zbłąkana anomalia zabiła jej matkę? Dlaczego mugolska tłuszcza postanowiła puścić z dymem akurat dom jej siostry, która była osobą całkowicie niewinną, taką, która nigdy nie skrzywdziła nawet muchy? Czemu jeden z jej braci zaczął znikać na całe dnie, a później otrzymali wiadomość o jego śmierci? Było tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi! Ale Yana miała zamiar znaleźć choć część z nich, zwłaszcza jeśli chodzi o brata, bo w tej sprawie było wiele niejasności i wątpliwości, przynajmniej w jej mniemaniu, i nie zadowalała się prostymi odpowiedziami.
Było dobrze i miło znów spotkać się z Sohvi, w miejscu kojarzącym się z latami beztroski, i tak po prostu porozmawiać. Jak kiedyś, zanim wszystko się popsuło.
- Wiem i pamiętam. I dziękuję – przytaknęła, potrząsając grzywą loków. – Ty także możesz na mnie liczyć, jeśli miałabyś jakiś problem, z którym byłabym w stanie się uporać. – W końcu Yana była tylko młodą dziewczyną, która nie potrafiła wszystkiego i nie z każdym problemem byłaby w stanie pomóc mimo szczerych chęci. Ale zawsze była gotowa wysłuchać. – Kilka lekcji na pewno by się przydało, bo wiele z tego, co pokazywała mi przez laty mama, uleciało mi z pamięci. Wiesz, wtedy wydawało mi się, że takie umiejętności jeszcze długo nie będą mi potrzebne, nie planowałam wychodzić za mąż w młodym wieku, więc naukę takich… typowo kobiecych spraw zawsze odkładałam na bliżej nieokreślone później, skoro tyle ciekawszych spraw domagało się uwagi, a do gotowania nigdy nie miałam talentu ani cierpliwości…
Yana była w gorącej wodzie kąpana, a także zmienna jak marcowa pogoda. Często zmieniała obiekty zainteresowań, po Hogwarcie próbowała najpierw kursu alchemicznego, a potem klątwołamacza, ale przez swój słomiany zapał i nieumiejętność doprowadzania spraw do końca żadnego nie ukończyła w całości. Więc skoro w tamtym okresie ciągle wymyślała sobie jakiś nowy cel i jemu się poświęcała, to nie bardzo miała głowę do tego, co próbowała jej wpoić matka, zwłaszcza że z wrodzonej przekory nie chciała uczyć się tego, jak być gospodarną panią domu. Wydawało jej się wtedy, że matka ma przed sobą jeszcze wiele lat życia i że nie trzeba się martwić o to, żeby w domu był zawsze smaczny obiad i żeby wszystko było posprzątane. Matka ogarniała dom pomagając sobie magią, a Yana oddawała się urokom młodości i poszukiwała swojej życiowej drogi, jakiejś idei która ją porwie. Nie w głowie jej było szybkie ustatkowanie się. Nie chciała podążać ścieżką Elii, która zawsze była przykładna, grzeczna i nudna. Yana chciała się wyszaleć nim spadną na nią dorosłe powinności. Ale teraz, kiedy matki i siostry już nie było, dochodziła do wniosku, że dobrze byłoby umieć przygotować obiad, który nie byłby przypalony albo niedogotowany. Nie dla koncepcji bycia gospodarną, a tak normalnie, prozaicznie, dla siebie, zwłaszcza że gotująca i sprzątająca ciotka, litująca się nad zajętym pracą panem Blythe i dwójką jego nieobdarzonych talentami kulinarnymi dzieci, nie przychodziła codziennie.
Yana nie była też typem dziewczyny buntującej się z przesadą i na pokaz. Nie paradowała po ulicy w spodniach i nie głosiła postępowych poglądów, nie przyjaźniła się z mugolakami, nie zamieszkiwała też samotnie poza rodzinnym domem. W końcu wychowano ją w bądź co bądź konserwatywnej rodzinie i pewne wartości szanowała, a także zazwyczaj umiała się zachować. Cóż poradzić, że naprawdę nigdy nie przejawiała talentu ani do gotowania i innych rzeczy związanych z prowadzeniem domu, ani do malowania czy muzyki? Grać potrafiła co najwyżej swojej matce na nerwach. Zawsze też była bardziej energiczna i ciekawa świata niż jej starsza, spokojna i ułożona siostra, dlatego ich relacje nie były idealne i teraz, gdy jej zabrakło, Yana żałowała, że nie zdążyły naprawić relacji póki mogły.
- Siedem lat? To kawałek czasu – zauważyła. Z jej perspektywy wydawało się to sporo. Czas płynął jednak niezwykle szybko. – Ja tęsknię za Hogwartem. Te lata były tak… beztroskie i przyjemne. Dużo sytuacji wciąż wspominam z wielkim sentymentem i wiele bym dała, by chociaż przez jeden dzień znów być nastoletnią uczennicą. – Co roku dziesięć miesięcy bez utyskiwań mamy nad głową, za to w towarzystwie braci i przyjaciół, przeżywając rozmaite przygody i nie mając zbyt wielu zmartwień. Wspaniałe czasy! – Jak było na twoim kursie? Ja żadnego ze swoich nie skończyłam – zaśmiała się cicho, choć nie była z tego dumna. No ale cóż, chyba i tak nie potrzebowała żadnego papierka, zwłaszcza w tych czasach, kiedy i tak wszystko było wywrócone do góry nogami i część społeczeństwa zdawała się nie respektować obecnej władzy, a zapewne i także wydawanych przez nią dokumentów. I tak nie planowała zostać zawodową alchemiczką w jakiejś instytucji, klątwołamaczem póki co chyba też raczej nie, choć nie wykluczała tego w przyszłości, musiałaby tylko się solidnie podszkolić… - Co do talizmanów i biżuterii, to póki co nadal głównie pomagam ojcu i uczę się od niego, pod jego okiem wykonuję prostsze zlecenia, na które on nie ma czasu. Czasem zdarza się zrobić coś dla kogoś ze znajomych, gdy akurat ktoś mnie o coś poprosi. Mam więc dużo swobody i nie mam ograniczeń, które posiadają pracownicy konkretnych instytucji.
Yana lubiła więc tą wolność. Chciała coś zrobić to zrobiła, a jeśli miała akurat ochotę na coś innego, to robiła coś innego. Żadnych sztywnych ram. Nie musiała utrzymywać się zupełnie sama, jako niezamężna panna wciąż była na utrzymaniu ojca, a tworzeniem talizmanów i biżuterii dorabiała sobie na własne zachcianki i w ramach własnego rozwoju i nauki, bo po prostu to lubiła i chciała się w tę stronę rozwijać (przynajmniej na ten moment, bo kto wie, czy za kilka lat nie zafascynuje jej coś innego?), choć pewnie miną lata, niż osiągnie poziom zaawansowania swojego ojca. No ale w końcu on zajmował się tym wszystkim znacznie dłużej i miał wypracowaną renomę, a Yana była bardziej jego pomocnicą i uczennicą.
- Ty, kiedy byłaś uzdrowicielką, pewnie miałaś inaczej, prawda? Brakuje ci tego? – zapytała, ale nagle zdała sobie sprawę, że to mógł być bolesny i niewygodny temat, zahaczający o przykre doświadczenia sprzed ponad roku. – Ja… wybacz. Nie musisz odpowiadać, jeśli nie chcesz – dodała pospiesznie i spuściła wzrok na podłoże przed sobą; szły wzdłuż strumienia, po kamieniach poprzetykanych gdzieniegdzie kępami trawy. Zdawała sobie sprawę, że Sohvi miała trudne doświadczenia, że unikała Londynu i dawnej pracy nie bez powodu, i zrobiło jej się głupio.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Re: Potok Kirke [odnośnik]02.12.23 19:33
Chociaż życie doświadczyło samą Sohvi, jej serce i tak drgało w bólu, gdy myślała o sytuacji Yany. Taka była; cudzy ból dopiekał bardziej, niźli własny. W imię zasady inni mają gorzej, odkładała na bok swoje problemy, przynajmniej na chwilę, przynajmniej na ten czas, gdy nie spędzała czasu samotnie w swoich czterech ścianach.
Chciałaby móc jej jakoś pomóc. Jakkolwiek. Odebrać trochę bólu, nawet przejąć na siebie. Nie mogła. Nie była fizycznie w stanie tego zrobić i sama ta świadomość kuła najbardziej.
Mimo to uśmiechnęła się z wdzięcznością.
Dziękuję — mruknęła z uśmiechem i sięgnęła ku dziewczynie, by ścisnąć jej dłoń. Powstrzymała myśl jaśniejącą w głowie; że nie musiała. Że nie musiała pomagać, kiedy sama miała tyle na głowie, ale wtedy własna hipokryzja uderzyłaby ją po dziesięciokroć. Zaraz zaśmiała się lekko, trzęsąc głową. — To nic, Yano. Na świecie jest tyle rzeczy, które czeka na poznanie, że nikt nie powinien cię winić za przekładanie ich ponad tak przyziemne rzeczy, jak gotowanie — zapewniła z uśmiechem. — Ja też zaczęłam uczyć się dopiero, gdy wyszłam za mąż — dodała, a jej mina mimowolnie spochmurniała, chociaż utrzymywała na wargach uśmiech i łagodny ton. Po chwili poprawiła się, poszerzając uśmiech, by przegnać z twarzy niechciany wyraz.
Czasami zazdrościła niektórym takiej ciekawości świata, jaką charakteryzowała się Yana. Sohvi od wczesnych lat życia miała wyklarowany obraz przyszłości - na długo przed rozpoczęciem stażu wiedziała, że chciała zostać uzdrowicielką. I, och, Merlinie, jak ona to uwielbiała; była stworzona do tego, by nieść pomoc, nawet jeśli wiązało się to z długimi godzinami pracy i wieloma wyrzeczeniami. Jednocześnie jednak, teraz, po długim czasie, żałowała, że nie rozwijała innych zainteresowań. Pochwyciła się uzdrowicielstwa i nie puszczała, nie zakładając przecież, że kiedykolwiek mogłaby chcieć to porzucić. Nie wyobrażała sobie, że cokolwiek mogłoby ją do tego zmusić; ale chyba nikt nigdy nie zakładał, że jego świat roztrzaska się na miliony kawałeczków, których nie sposób było zebrać, poukładać. Próbowała zbierać te fragmenty, mozolnie, miesiącami, ale z każdym kolejnym orientowała się, że już do siebie nie pasowały. I nie pozostawało jej nic innego, jak nauczyć się żyć z pęknięciami na duszy.
Uśmiech znowu poszerzył się, gdy kuzynka męża napomknęła o beztrosce w czasach Hogwartu. Może sama zauważałaby ją bardziej, gdyby nie schowała się w swoich książkach.
Pracowicie — odparła z wolna na zadane pytanie, zamyślając się, pamięcią sięgając do tamtych lat. — Nie miałam zbyt wiele czasu na życie towarzyskie. Ale, gdybym cofnęła się w czasie, wciąż wybrałabym uzdrowicielstwo — przyznała nieco ciszej, nim pokręciła głową. — Nie potrzebujesz kursów, by być wspaniałą czarownicą, Yano — zapewniła szczerze młodszą kobietę. — Zresztą, już jesteś — dodała łagodnie. Zagryzła wargę, a spojrzenie przesunęło się na szumiący lekko potok; skupiła się jednak na słowach Yany. — Wciąż mam biżuterię od niego — powiedziała nagle, powracając wzrokiem na rozmówczynię. Od niego, po jego matce, od ich rodziny. Sam Ansel nigdy nie miał jubilerskiego drygu, ale nie przeszkadzało mu to w obsypywaniu Sohvi biżuterią. Teraz, po czasie, zastanawiała się na ile był to szczery gest, a na ile próba odwrócenia jej uwagi.
Kolejne pytanie szczerze ją zaskoczyło. Uniosła brwi na ułamek sekundy, otworzyła nawet usta, ale zaraz zamknęła je, zamyślając się. A potem usłyszała przeprosiny.
Nie przepraszaj — rzuciła pospiesznie, ignorując nieprzyjemne ukłucie w sercu. — Czasami mi brakuje — powiedziała wolno, nie do końca wiedząc czy szczerze. Jej ręce wciąż się trzęsły, gdy próbowała pomagać sąsiadom przy pomniejszych ranach - kiedyś. Teraz nie leczyła już wcale. — Ale nie wiem czy będę w stanie wrócić — wyznała ciszej i znowu uciekła spojrzeniem, tym razem na własne trzewiki.


retrouver le soleil qui nous manque, qui va brûler toutes nos peines
le soleil qui nous hante
Sohvi Blythe
Sohvi Blythe
Zawód : zielarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
serce w strzępy potargane
słowa z błotem wymieszane
w śmieciach połamane róże
wypaliłeś żal na skórze
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11937-sohvi-blythe https://www.morsmordre.net/t11950-soleil#369681 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f453-szkocja-feldcroft-azyl https://www.morsmordre.net/t11999-skrytka-bankowa-nr-2594 https://www.morsmordre.net/t12089-sohvi-blythe#372644
Re: Potok Kirke [odnośnik]03.12.23 3:40
Sohvi była dobrą osobą, może nawet zbyt dobrą jak na parszywe czasy, w których żyli. A Yana sama nie wiedziała, jaka była. Czy mogła nazywać się dobrą? Do tej pory nie znalazła się w sytuacji, która mogłaby ją jednoznacznie określić. Jak by postąpiła, gdyby trzeba było podjąć jakąś trudną, ale konieczną decyzję? Niemniej jednak zawsze starała się troszczyć o bliskich, ich los nie był jej obojętny, ale po utracie matki i dwójki rodzeństwa musiała się trochę znieczulić, bo inaczej dawno by zwariowała. Czasem musiała odciąć się od trudnych emocji, wtedy zazwyczaj skupiała się na tworzeniu czegoś bądź nauce. Byle tylko nie myśleć o bolesnych sprawach. Wiedziała, że wieczne babranie się w rozpaczy nic jej nie da. Nie da też nic zmarłym krewnym, bo im już nie dało się pomóc. Nie istniała żadna moc zdolna sprawić, żeby wrócili do żywych. A skoro nie mogła cofnąć czasu i ich ożywić, to musiała po prostu żyć dalej. I pielęgnować te relacje rodzinne, które jej jeszcze zostały.
- Wiesz, ja… kiedyś myślałam, że mama będzie żyć jeszcze wiele, wiele lat. I że mogę zająć się nauką innych rzeczy, a ona i tak zawsze podstawi ciepły obiad pod nos, marudząc, że nie powinnam się tyle babrać z tymi talizmanami, bo jestem w wieku, kiedy wypadałoby rozejrzeć się za jakimś kawalerem… - uśmiechnęła się nieznacznie, ale w ciemnych oczach tlił się smutek. Nie zawsze dogadywała się z matką, ale mimo wszystko za nią tęskniła. Mogłaby nawet znowu słuchać jej utyskiwań, byle tylko żyła. Jak na ironię, jej matka, która spędzała większość życia w domu i nie robiła niczego niebezpiecznego, zginęła od jakiejś zbłąkanej anomalii. – Na naukę nigdy nie jest za późno, bo jak mówią, człowiek uczy się całe życie, a i tak nigdy nie nauczy się wszystkiego.
Tak więc i Yana mogła nauczyć się gotować. Może wystarczy odrobina dobrych chęci?
Czasem zazdrościła Sohvi tej pewności. Yana w szkole nie miała zielonego pojęcia, co chciałaby robić, bo pomysły miały różne, ale przy żadnym długo nie wytrwała. Koniec końców postanowiła podążyć ścieżką swego ojca i zająć się tym, na czym Blythe’owie znali się najlepiej. Akurat o uzdrowicielstwie nie myślała, bo zawsze wydawało jej się, że nie jest dość wrażliwa na potrzeby zupełnie obcych ludzi, no i niespecjalnie lubiła widok krwi i ran. Jej umiejętności w tym aspekcie ograniczały się do fundamentalnych podstaw wiedzy o anatomii człowieka, którą poznała przez tych kilka miesięcy kursu alchemicznego, oraz dawkowania najprostszych eliksirów leczniczych czy opatrywania błahych skaleczeń.
- Przygotowania do zdania egzaminów tak, by dostać się na kurs uzdrowicielski, pewnie faktycznie wymagały dużej ilości nauki – pokiwała głową. Pamiętała, że i na jej roku ci, którzy aspirowali do wyjątkowo wymagających ścieżek kariery, musieli się dużo uczyć. Więcej niż Yana, która nie miała pojęcia co z sobą zrobić, ale koniec końców i tak zdała egzaminy na przyzwoitym poziomie, była przecież inteligentna. – Kursy to tylko papier. Wątpię, by to w dzisiejszych burzliwych czasach wiele znaczyło… - zastanowiła się. Ostatecznie parę lat temu Ministerstwo Magii poszło z dymem, więc i wiele papierów też przestało istnieć. Najważniejsze było więc to, co miało się w głowie i czy potrafiło się z tego korzystać. – Potrafię uwarzyć podstawowe eliksiry, trudniejszych mogę nauczyć się sama lub skorzystać z pomocy kogoś, kto jest bardziej zaawansowany w tej materii. Ale na co dzień i tak częściej używam umiejętności alchemicznych do tworzenia talizmanów niż eliksirów, co nie znaczy, że nie przygotuję podstawowych medykamentów czy eliksirów użytkowych.
Mistrzem nie była, ale nawet bez papierka z kursu mogła się rozwijać, tym bardziej, że i tak nie planowała pracy dla Munga czy innej instytucji, które mogłyby wymagać potwierdzenia kwalifikacji.
Zdawała sobie sprawę, że utrata męża wciąż była dla Sohvi trudna. Choć sama nigdy nie miała męża, potrafiła to zrozumieć.
- Pewnie teraz jest dla ciebie pamiątką – rzekła na wzmiankę o biżuterii. – Pielęgnuj te dobre wspomnienia. – Bo w sytuacji, kiedy ich bliscy nie żyli, to pozostały po nich głównie wspomnienia oraz materialne przedmioty. – A jeśli chodzi o uzdrawianie, nie myślałaś o prywatnej praktyce, jeśli Mung wywołuje zbyt wiele bolesnych wspomnień?
Ostatecznie na pewno istniały inne opcje niż tylko Mung. Ale to Sohvi musiała być gotowa na to, by ich poszukać. Yana nie zamierzała naciskać, Sohvi musiała sama poukładać sobie pewne sprawy, bo sama najlepiej wiedziała, co będzie dla niej dobre.
- Co robisz w Szkocji? Masz tu jakieś zajęcie, które najlepiej pozwala ci uciec od… tych mniej miłych wspomnień? – zapytała po chwili, po czym zdecydowała się na szczere wyznanie. Ale Yana z natury była raczej szczerą osobą. – Bo ja od swoich uciekam. Żeby nie myśleć o tym, co spotkało moją siostrę i brata, zamykam się w pracowni i tworzę. Czasem zdarza się, że tak mnie to pochłonie, że nagle okazuje się, że jest już środek nocy.
Nieco bezwiednie przeczesała palcami bujne loki i zapatrzyła się na majaczące w oddali wzgórza. Musiała przyznać, że ta kraina mogła sprzyjać oderwaniu od przykrych spraw. Może sama powinna kiedyś tu zamieszkać, w jakiejś chacie na wzgórzach lub między nimi, daleko od cywilizacji, gdzie mogłaby mieć wszystko i wszystkich po prostu gdzieś za każdym razem, kiedy nie miałaby ochoty na cokolwiek niosącego zbyt duży emocjonalny trud.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Re: Potok Kirke [odnośnik]10.12.23 21:19
Sohvi chyba nie potrafiła się znieczulić.
Może po prostu współczucie i chęć pomocy płynęły w jej krwi, uniemożliwiając jej postawienie wokół siebie grubego muru, który oddzieliłby ją od tego, co działo się na świecie - od cierpienia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Nie potrafiła. Za słaba, za słaba, tak, jak mówił.
Uśmiechnęła się smutno, nie próbując tego smutku chować tak, jak Yana; uśmiech nie dotarł do oczu, kąciki ust uniosły się nieznacznie.
Nie mogłaś tego przewidzieć — rzuciła lekko, chociaż wiedziała, że te słowa nie niosły za sobą zbyt wielkiego pocieszenia. Ale lepsze takowe, niż żadne. Uciekła spojrzeniem na bok, zamyślając się na chwilę. — To nic złego chcieć się uczyć. Sama wyszłam za Ansela dopiero, gdy skończyłam specjalizację — rzuciła, spoglądając z powrotem na Yanę. Nie wiedziała czy odważyłaby się powiedzieć to publicznie, ale teraz, z Yaną, pozwoliła sobie na wyrażenie takich myśli. Nie mogła przewidzieć tragedii, jaka spotkała jej matkę, ale mogła przynajmniej nie obwiniać się o to, jaką ścieżkę wybrała sobie w życiu - wciąż była młoda. Wciąż miała sporo czasu, nawet teraz, w trakcie wojny, gdy nikt nie wiedział co niósł za sobą kolejny dzień. Odchrząknęła. — Ponadto jestem pewna, że prędzej niż później znajdzie się wianek kawalerów, którzy będą pragnąć twojej ręki — dodała jeszcze z cieplejszym, weselszym uśmiechem.
Miała rację mówiąc, że kursy były niczym innym, jak papierkiem, szczególnie teraz. Sohvi pokiwała głową wolno, wysłuchując jej słów, kroki stawiając ostrożnie, a spojrzeniem błądząc po potoku. Yana zazdrościła Sohvi jej pewności, a Sohvi... zazdrościła Yanie ducha. Ducha, który aż rwał się na wolność, który pragnął poznawać i którego, w ostatecznym rozrachunku, nie dało się zatrzymać.
Spełniasz się w tym? — zapytała nagle, przechylając głowę do boku, gdy jej brązowe oczy wróciły na sylwetkę młodszej kobiety. — Nie znam się na alchemii tak, jakbym chciała, jedynie na właściwościach ziół, ale nie wahaj się do mnie pisać. Moja sąsiadka jest alchemiczką, w razie potrzeby poszukam u niej odpowiedzi — zaoferowała łagodnie, chociaż domyślała się, że w otoczeniu Yany mogło być wiele innych, bardziej kompetentnych osób.
Nie wiedziała czy biżuteria była dla niej pamiątką, czy może swoistym przekleństwem. Przypominała o tych dobrych stronach małżeństwa, o jego początkach, zmuszając umysł do mimowolnego odepchnięcia na bok tych złych aspektów. Jako przykładna żona tak zapewne powinna była robić, ale... Ale nie wiedziała czy potrafiła. On nie był przykładnym mężem. Przynajmniej nie takim, za jakiego go brała w pierwszych miesiącach ich znajomości, a później wspólnego życia.
Staram się je pielęgnować — skłamała zatem z uśmiechem, zaraz jednak unosząc brwi na wspomnienie o prywatnej praktyce. — Myślałam. — Kolejne kłamstwo, choć tym razem mniej pewne. Ale może nie było to kłamstwo; próbowała z początku wspomagać sąsiadów przy drobnych wypadkach, jakaś namiastka tego, co miała wcześniej, ale ostatecznie poddała się. Nie doszła nawet do etapu, w którym faktycznie mogłaby rozważać prywatną praktykę. — Właściwie to większość dnia spędzam w szklarni — odparła na zadane po chwili pytanie. — Przynajmniej próbuję, bowiem szybko orientuję się, że nie mam tylu roślin, by siedzieć nad nimi po nocach — zaśmiała się cicho. — Czasami czytam, ale... chyba nie mam zbyt wiele innych zajęć, którymi mogłabym zająć głowę — wyznała, wzdychając lekko. — Postaraj się nie przepracowywać, dobrze? Wiem, że tak jest łatwiej, ale dbaj o siebie — szepnęła, przyglądając się twarzy Yany.


retrouver le soleil qui nous manque, qui va brûler toutes nos peines
le soleil qui nous hante
Sohvi Blythe
Sohvi Blythe
Zawód : zielarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
serce w strzępy potargane
słowa z błotem wymieszane
w śmieciach połamane róże
wypaliłeś żal na skórze
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11937-sohvi-blythe https://www.morsmordre.net/t11950-soleil#369681 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f453-szkocja-feldcroft-azyl https://www.morsmordre.net/t11999-skrytka-bankowa-nr-2594 https://www.morsmordre.net/t12089-sohvi-blythe#372644
Re: Potok Kirke [odnośnik]10.12.23 23:46
Yana wiedziała, że aby przetrwać, nie mogła na każdym kroku roztrząsać tragedii, które ją spotkały, bo wtedy by niechybnie zwariowała. Starała się przekuć swój żal i gniew w coś bardziej konstruktywnego, ale oczywiście też nie zawsze to wychodziło i czasem dopadały ją chwile nostalgii i smutku, kiedy zaszywała się gdzieś z dala od ludzi i zatapiała w myślach. Nie była przecież beznamiętnym kamiennym posągiem, a normalną osobą z krwi i kości. Ale mocno przeżyła każdą śmierć w bliskiej rodzinie, zwłaszcza, że były to odejścia tragiczne i przedwczesne, i każda była szokiem i wstrząsem, który długo nie do końca do niej docierał. Bo jak to, mamę zabiła anomalia? Półtora roku później dom jej siostry otoczyli mugole i spalili go wraz z Elią i jej synkiem, nie dając im szansy na ucieczkę. Kolejne niecałe pół roku później przyszła wiadomość o śmierci brata. Rodzina Yany uszczuplała się w zastraszającym tempie. A Yana nie mogła zrobić nic, by temu zapobiec, bo przecież nie mogła tamtych wydarzeń przewidzieć. A po fakcie pozostawał jedynie żal, gniew i tęsknota. Sohvi pewnie czuła się podobnie po utracie męża. Obie zostały boleśnie doświadczone przez los, a przecież obie wciąż były młode. Nie powinny w tak młodym wieku mieć na swoich barkach takich problemów, a ich zmarli bliscy powinni wciąż żyć.
- Wiem, że nie, ale i tak… - westchnęła, przeczesując palcami włosy. Często tak robiła. – A jeśli chodzi o kawalerów, to nie uzależniam swojego poczucia wartości i szczęścia od męskiego zainteresowania. To mojej mamie bardziej zależało, żebyśmy obie, i ja i Elia, wypełniły tradycyjne kobiece role tak jak ona. Elii się udało… - Ale co z tego, skoro i tak była martwa? Żyła spokojnie, była wcieleniem łagodności, nigdy nikogo nie skrzywdziła, ale i tak nie ominął jej parszywy koniec. Chociaż tyle dobrze, że zdążyła być szczęśliwa. Bo Yana wiedziała, że Elię uszczęśliwiały właśnie te tradycyjne schematy, które nie do końca marzyły się Yanie. Ona i jej siostra miały zupełnie różne temperamenty, Elia była spokojna, stała i ułożona, a Yana energiczna i ciekawska. Ale nie była na tyle zbuntowana, żeby zarzekać się, że nigdy przenigdy za mąż nie wyjdzie. Bo nie wykluczała tego, szanowała też tradycje i nie zamierzała na nie pluć. Po prostu musiała spotkać odpowiednią osobę. Póki co jej nie było, ale nie załamywała się tym i nie przeżywała na myśl, że za kilka lat może zostać starą panną. Uważała, że ma jeszcze czas, nie musiała wychodzić za mąż w wieku dwudziestu jeden lat. – No cóż, może pewnego dnia spotkam na swojej drodze kogoś ciekawego, kto zrozumie mój świat. Nie wykluczam niczego, zresztą, w obecnych czasach trudno cokolwiek zaplanować. Los i tak drwi z naszych planów, więc żyję dniem dzisiejszym i nie planuję niczego z dużym wyprzedzeniem.
Trzeba chwytać każdy dobry, spokojny dzień. Cieszyć się z dobrych chwil, nie planować szczegółowo niczego, by się nie rozczarować, kiedy los znowu rzuci kilka kłód pod nogi. Po prostu żyć, bo nie wiadomo, ile czasu zostało, choć Yanie nie spieszyło się na tamten świat. Ale kto wie, co jeszcze ich miało czekać w tych niespokojnych czasach? Sielanka, którą pamiętała z lat szkolnych, była już przeszłością, i nie wiadomo, kiedy wróci i czy w ogóle stanie się to w ciągu najbliższych lat.
- Podoba mi się to, co robię. Może to w końcu ścieżka, na której uda mi się pozostać dłużej, ale i te, które nie wypaliły, nie pójdą na zmarnowanie. Nadal z tej wiedzy korzystam, tworzenie talizmanów i biżuterii wymaga pewnej wszechstronności – zapewniła. Przecież potrzebowała znać i podstawy alchemii, i starożytnych run, i geomancji, żeby znać się na surowcach ziemskich. Nie wspominając o umiejętnościach w tworzeniu biżuterii, żeby jej twory miały jakiś wygląd, a nie były tylko chaotycznym zlepkiem kilku kamieni. Dobrze, że miała dobrego nauczyciela, jakim był jej ojciec, którego wcześniej nauczył jego ojciec. I tak dalej, Blythe'owie od pokoleń zajmowali się takimi sprawami. – Ale twoja wiedza o ziołach też może mi się przydać, bo oprócz talizmanów, to czasem warzę jakieś normalne eliksiry, na przykład lecznicze, i potrzebuję do nich ziół, a moja wiedza na ten temat ogranicza się głównie do lekcji zielarstwa z lat szkolnych.
Nie potrafiła może jeszcze tych najtrudniejszych, ale proste wywary i maści jak najbardziej były w jej zasięgu, i czasem przydawały się czy to jej, czy komuś z rodziny lub znajomych. Nikt nie powiedział, że musiała ograniczać się tylko do samych talizmanów i biżuterii, że nie mogła robić niczego innego. Yana była osobą, która lubiła próbować różnych rzeczy i uczyć się nowości, może dlatego nigdy nie potrafiła trzymać się tylko jednej wiodącej dziedziny, bo za bardzo ciągnęło ją też do próbowania innych. Ale podziwiała ludzi konsekwentnych, którzy mieli jakiś plan na życie i go sumiennie realizowali.
Znowu westchnęła i przeczesała dłonią kręcone włosy, jednocześnie wpatrując się w piękne, sielskie wręcz krajobrazy wokół.
- Staram się. Ale dobrze, że to co robię, dobrze zajmuje umysł, więc dzięki temu zostaje mniej czasu na zamartwianie się rzeczami, na które i tak nie mam wpływu. – Bo nie była w stanie cofnąć czasu ani przywrócić bliskich do życia. Jedyne co mogła robić, to żyć dalej i starać się, żeby to wszystko, co się wydarzyło, nie poszło na marne. - Mam nadzieję, że będę mogła cię kiedyś odwiedzić w twoim szkockim domu? Na pewno jest tam teraz bardzo ładnie. – W końcu w lecie z reguły było ładnie, miło i zielono, zwłaszcza w takich miejscach jak Szkocja.
Spacerowały dalej, rozmawiając spokojnie i nadrabiając te ostatnie tygodnie, kiedy się nie widziały. Yana dobrze czuła się w towarzystwie Sohvi, która wydawała się spokojną, miłą i ułożoną osobą, i w pewnym sensie stanowiła dla niej trochę przeciwwagę. Czasem dobrze robiło towarzystwo kogoś poukładanego, przy kim można było się wyciszyć. Miała nadzieję, że wkrótce uda im się spotkać znowu.

| zt. dla Yany
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Potok Kirke
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach