Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Las Beeston
AutorWiadomość
Las Beeston [odnośnik]15.03.21 7:42
First topic message reminder :

Las Beeston

Wioskę oraz Zamek Beeston oddziela kilkanaście kilometrów lasu, w którym wielu mugoli zarzekało się ujrzeć duchy. W każdej pogłosce jest trochę prawdy, a przecież te istoty są silnie związane z rodem Rowle, który nie życzy sobie obecności mugoli w pobliżu ich posiadłości. Od strony wioski las zamieszkują typowo niemagiczne rośliny i zwierzęta, im bliżej jednak do chronionego potężną magią zamku, tym robi się on gęstszy i ciemniejszy. Tam, na naszej drodze spotkać możemy również magiczne gatunki, jak na przykład powszechne w Cheshire kuguchary oraz, oczywiście, wszelkiej maści straszydła i zjawy. Z tego względu Las Beeston budzi grozę w niektórych mieszkańcach, a przekazywane z pokolenia na pokolenie opowieści wspominają o wilkołakach, które podobno zamieszkiwały go dziesiątki lat temu. W lesie, trochę bliżej jego niemagicznej części znajduje się ciemne jezioro o prawie niezmąconej tafli. Niemagicznych przebywających w jego pobliżu przechodzą dreszcze i zwykle w tym miejscu zawracają w kierunku wioski. Las najlepiej odwiedzać po południu, gdyż rano często okrywa go gęsta mgła.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Las Beeston - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Las Beeston [odnośnik]21.10.21 10:52
Każdego tłumaczenia słuchał cierpliwie, wciąż nie zstępując z konia, a w swej wyższości nad nimi pozostając. Ten stał spokojnie, posągowo, nie kręcił się nad to i oczekiwał na dalsze komendy ze strony lorda. Wpierw zmierzył wzrokiem myśliwego. Brązowy kożuch i czapka, czarne spodnie. W białym śniegu był odkryty, żałośnie widoczny dla zwierzyny i drapieżników. Kusza przerzucona przez plecy jasno sugerowała, że albo las miał słusznie za wroga, albo znalazł się tu, aby zapolować na zwierzynę. Ten las nie był dla obcych. Mierząc mężczyznę spojrzeniem, ostatecznie nie zasugerował mu zmiany odzienia, w duszy rozbawiony.
Wtem przyszły kolejne słowa, nader wyjątkowe. Kłamał. Jedną rzeczą było to, że nieumiejętnie. Sir Rowle nigdy nie nauczył się tej sztuki na najwyższym poziomie, bo i nie miał potrzeby, ale zdecydowanie potrafił owe dostrzec, gdy padało z wyjątkowo niepewnych ust. Drugą jednak sprawą, znacznie dziwniejszą i wręcz rozkoszną było nie to, jak mówił te słowa, a co dokładnie mówił. Lord nie zdradził jednak po sobie nic, twarz jego rzadko okazywała emocje inne niż rozbawienie, lub złość. Zapamiętał wszystko to, co powiedział myśliwy, a następnie pokiwał głową w udanym zrozumieniu. Na słowa cholerny las zaś narosła w nim złość, którą przez lata wyrzeczeń, chował w swym gniewie pod powłoką.
Kobieta mówiła więcej, skąd pochodzi, wskazując na wioskę ze studzienką i zgromadzeniami. Zapewne jedną z dziesięciu tysięcy w Anglii. Zaraz potem padła jednak nazwa wioski Beeston, na co mężczyzna zareagował natychmiastowym objaśnienie, gdzie znajduje się owa. Dużo wiedział jak na obcego z Lancaster, co w tym lesie chodził odkryty i z kuszą, a do lorda ziem Cheshire nie odezwał się z szacunkiem. Nie mógł być miejscowym, jeśli ignorował w swych słowach obecność Rowla. Kręcił się tu już wcześniej? Las go nie zgubił?
Albert wciąż jednak milczał, przysłuchując się rozmowie tej dwójki, gdy zza krzaka wyrósł mężczyzna, którego wcześniej tam nie widział. Krzykliwy, głośny i ściągający na siebie uwagę zwierzyny. Widać przybył tu losowo, tak samo jak pozostała dwójka. Starowinka wyglądała na chorą i zmęczoną, jednak ci dwaj zdawali się być szczególnie niestrudzeni, tropiąc kobietę przez długie godziny. Jak ważna dla nich była? W istocie prawdziwi dżentelmeni. Ich wersje się zgadzały, ale sprawa była nader dziwna, chociaż ten drugi brzmiał nieco bardziej wiarygodnie. Wciąż trzymał jednak posągową twarz, a złamany przed laty nos i orli profil spoglądał z góry na ten jakże osobliwy obrazek. I to wszystko w nawiedzonym lesie Beeston, z którego duchy przeganiają obcych. Cóż, przynajmniej miał już pełen obraz tej szczególnej sytuacji.
Nie odpowiedział na zadanie pytanie słownie, lecz w samym spojrzeniu młodszy mężczyzna mógł wyczuć, że w istocie dobrze trafił z wypowiedzianym głośno nazwiskiem. — Śmiem stwierdzić, że brak kuszy przy mym boku, a także odpowiedniego stroju nie dały panu jasności, że nie poluję tu dziś — odpowiedział od niechcenia, wzrokiem podążając w stronę starowinki, jej zmarzniętych policzków i sinych ust. Co najmniej kilka godzin minęło od kiedy była w cieple. Liche ubranie nie kryło przed zimą stulecia, która spowiła Anglię. — Lancaster...? Aj aj aj — zacmokał kilkukrotnie w stronę kobiety, a uśmieszek na jego twarzy zelżał, miejsca dając sztucznej cierpliwości i wyrozumiałości. — Długa droga za tobą, babciu. Dobre 60, albo i 70 mil — a wypowiadając ostatnie zdanie, wzrokiem powrócił do mężczyzny, który śmiał kłamać. — Dla dorosłego człowieka to dobry dzień ciągłej drogi bez przerw. Dla takiej starowinki jak ona — dwa. Zdechłaby, nim przekroczyłaby granice „cholernego” lasu — uśmiechnął się już szerzej, teraz wzrokiem obejmując także drugiego nieznajomego, który wspomniał, że robił też przerwy. O ile oni jeszcze mogli się tak kręcić, chociaż nie wyglądali na takich, co spędziliby w drodze kilka dni, tak kobieta byłaby szybko martwa. Była zagubiona, widocznie spędziła tu dużo czasu, las mamił jej głowę. Sir Albert pokręcił lekko brodą w wyrazie dezaprobaty dla kiepskich kłamstw obydwojga mężczyzn. Nie bał się. Nie musiał. Był w swoim domu i to on znał go nader dobrze.
Wsi Beeston jest wiele, babko — z powrotem zwrócił się do kobiety. — Norfolk, Bedfordshire... A może mieścina w Nottinghamshire? Jak się nie mylę? — tu kolejnym razem spojrzał na Bastiena, jak też nazwał go drugi mężczyzna. Widać znał topografie kraju nad wyraz dobrze, tak więc mógł potwierdzić jego słowa. — I oczywiście ta za lasem, dziwnym trafem ta, której pani szuka, czyż nie? — nie okazywał żadnej więcej wyrozumiałości dla tych perfidnych kłamstw, nie zsiadł też z konia, a wnioski nasuwały się tu mu same. Głos jakby się zmienił, z cynicznego, stał się chłodny, lecz spokojny o dziwo. Nie obawiał się o życie czy zdrowie tej kobiety, był w stanie puścić ich dalej, aby wyszli z lasu, ale oszustwo prosto w oczy? Tego nie miał zamiaru tolerować na swoim terenie. Nie zadał już ani jednego pytania, przyglądał się tylko, obserwując reakcję kobiety i mężczyzn na swoje słowa.


Dziady, duchy, rody nasze prosimy, prosimy
Do wieczerzy, miejsca, ognie palimy, palimy
I zwierzynie dzisiaj ładnie ścielimy, ścielimy
Żeby słowa nam od przodków mówiły, mówiły
Albert Rowle
Zawód : zarządca terenów łowieckich Delamere
Wiek : 38
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
The more a thing is perfect, the more it feels pleasure and pain.
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10483-albert-rowle https://www.morsmordre.net/t10668-vegvisir https://www.morsmordre.net/t10667-sir-albert-rowle https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10669-skrytka-bankowa-nr-2262 https://www.morsmordre.net/t10677-albert-rowle
Re: Las Beeston [odnośnik]24.10.21 19:56
Dla staruszki z pewnością było to w jakiś sposób dość dziwaczne przeżycie – nie dość, że droga do domu wyślizgiwała się z jej pamięci, to teraz spotkała nie jednego, ale aż trzech zabłąkanych wędrowców, którzy nagle postanawiali mówić o czymś, co zupełnie nie budziło w niej zrozumienia, sprawiało, że zamiast rozjaśniać sytuację, wszystko wydawało się jeszcze bardziej skomplikowane. Spoglądała na wszystkich tu zgromadzonych, usiłując jak najprędzej przypomnieć sobie, gdzie dokładnie był jej dom. Wrażenie w tym wypadku zacierało się tym mocniej, o ile bardziej usiłowała przypomnieć sobie i uświadomić sytuację, która mogłaby w tym momencie polepszyć tę niezręczną atmosferę. Niezręczną dla niej, bo w końcu nie do końca zrozumiałą dla niej atmosferę można by kroić nożem, gdy starszy już umysł, gubiący fakty, skojarzenia i wszystko, o czym było wiadome, że wydawało się pewnością.
- Drodzy panowie, zupełnie nie wiem, o czym tu teraz mowa. Kości już nie te, człowiek ledwie z jednego miejsca się porusza do drugiego, gdzie tam mnie do innych hrabstw, a zwłaszcza w taką pogodę. Córkę byłam odwiedzić, ale nawet przy drogach tych samych to śnieg ledwie popada i człowiek się gubi. A to przecież tak łatwo przy tych drzewach. – Staruszka wydawała się mniej zmartwiona nawiedzeniami i upiorami, jednak nie ze względu na swoje niedoskonałości, ale ze względu na wiek. Toczyła się wojna, wszędzie były ważne problemy, jednak mając tyle lat, gdzie ciało już niedomagało, szykowanie się na śmierć było ledwie kwestią chwili.
- Nie wiem, co to za licho, czasem podszept, ale czy to rozsądek człowieka, czy to coś innego, kto wie, co między drzewami czeka. – Teraz coś zaświeciło w jej spojrzeniu, jakieś zrozumienie, gdy tylko znów uniosła spojrzenie na siedzącego na koniu mężczyznę. – Szanowny lord wybaczy staruszce. Tak nieroztropna, tak zabłąkana. Człowiek powinien rozpoznawać od razu. – Przecież to lord Rowle, a ona orientowała się dopiero teraz? Teraz naprawdę czuła się absolutnie zażenowana.
- Drogi lordzie, ze wsi zza lasu właśnie wracam. A teraz…zazwyczaj przechodziłam przez rzekę, taką większą, nie te pomniejsze. – Doprecyzowała jeszcze co pytała, bo nieznajomy który napotkał ją jako pierwszy chciał jeszcze poznać szczegóły. – Ale…nazwa/// miała coś…z kolorem może? Nie kojarzę już tak dobrze, panie, bardziej miasto mogę opisać. Niewiele nas tam jest, ot, kilkanaście domków na krzyż, teraz jednak w zimę to się trochę zjechało, więc nieco ludniej, kiedy młodzież pomaga starym.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Las Beeston - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Las Beeston [odnośnik]28.10.21 0:03
Dobiegający z oddali głos dotarł do uszu Sebastiana w bardzo dogodnym momencie, biorąc pod uwagę sytuację, w której się znalazł. Powinien jednak rozważyć tożsamość osoby go nawołującej, tym bardziej, że musiała go znać. Podczas konwersacji z jaśnie panem nie padło jego imię ani jego zdrobnienie. Niemożliwe więc, że ten mężczyzna usłyszał je dopiero teraz.
Tak! Tutaj! — Zawołał w odpowiedzi. Być może nie będzie tego żałować. W pewnym sensie musiał zaufać temu mężczyźnie, aczkolwiek zaufanie to coś, czym niechętnie obdarzał kogokolwiek. Tak było bezpiecznej. Jednym uchem słuchał słów tego mężczyzny, który zdawał się mu pomagać. A już na pewno okazywał się bardziej rozmowny od niego. Tak wywnioskował na podstawie wszystkich wypowiedzianych słów. Zarówno do kobiety, jak i mężczyzny, który okazał się być lordem. Ta informacja niewiele zmieniła w jego postawie. Nie pochylił głowy i nie zgiął też kręgosłupa w niskim ukłonie. To nie leżało w jego naturze.
Nie miał jednak powodu by wygłosić jakiś kąśliwy komentarz pod adresem lorda. Przynajmniej w tym momencie. Zapewne to kwestia czasu aż do tego dojdzie. Taki już po prostu był i zbyt łatwo wpadał w tarapaty. W większości przypadków potrafił wyjść z nich obronną ręką. Pozostawał świadom tego, że to niezbyt udolne kłamstwo może wpędzić go w jedną z tych sytuacji, nawet pomimo nieoczekiwanego wsparcia, którego udzielił mu ten człowiek zanim się teleportował z tego lasu.
Za najlepsze wyjście z tej sytuacji uznał dążenie do opuszczenia tego cholernego lasu wraz ze staruszką po to by mógł wskazać jej drogę do domu. Kobieta miała rodzinę, do której mogła wrócić. Miał swoje powody, by nie zostawić jej na pewną śmierć w tym lesie. Poza tym chciał trafić do jakieś gospody i spędzić tam czas nad kuflem piwa. Każda chwila spędzona w tym lesie sprawiała, że się nie zbliżał do osiągnięcia tego celu.
Nie myli się pan. Wszystkie te wszystkie wsi są znacząco oddalone od tej za lasem — Odrzekł tym samym, pełnym obojętności i znużenia głosem. Nie nosił ze sobą map i polegał na własnej pamięci. Według słów lorda kobieta nie dałaby rady dotrzeć tutaj z Lancaster, a co dopiero z Beeston leżących w wspomnianych hrabstwach. Zmiana w głosie jeźdźca była poniekąd słyszalna. Nie ufał nieznajomym i po tym jeźdźcu spodziewał się wszystkiego.
Mieszka pani w Brassey Green? — Swoją wypowiedź okrasił kolejnym ni to pomrukiem, ni to warknięciem. Im więcej zadawał pytań, tym mniej otrzymywał konkretnych odpowiedzi. Opis licha, miejsca zamieszkania kobiety, ta rzeka niczym każda większa rzeka w Anglii i nazwa, którą najwyraźniej musiał zgadnąć. Opis miasta też nie wnosił wiele do całej sprawy. Z tego, co pamiętał... Brassey Green znajdowało się około półtora mili od tego zamku i otaczającego go lasu. To mogło być właściwe miejsce.
Jeśli pani sobie nie przypomni nazwy miasta, będę musiał odprowadzić panią do domu córki w Beeston. Z tym nie powinno być kłopotu. Choć niewątpliwie poszłoby sprawniej, gdyby lord Rowle dopomógł — Poinformował znów kobietę, posyłając też uważne spojrzenie mężczyźnie na koniu.
Sebastian Bartius
Zawód : Myśliwy, taksydermista
Wiek : 50
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Don’t shake me
Don’t make me bear my teeth
You really don’t wanna meet that guy

OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10002-sebastian-bartius#302437 https://www.morsmordre.net/t10691-beowulf#324295 https://www.morsmordre.net/t10694-big-bad-wolf#324324 https://www.morsmordre.net/f402-lancashire-lancaster-zajazd-pod-grusza https://www.morsmordre.net/t10693-szuflada-sebastiana#324304 https://www.morsmordre.net/t10692-sebastian-bartius#324298
Re: Las Beeston [odnośnik]08.11.21 22:30
Cała sytuacja była co najmniej surrealistyczna. Pojawienie się obcych na tym terenie, zagubiona starowinka i dziwne kłamstwa. Zbędne w tej sytuacji, a jednak tak obrzydliwie opuszczające usta brodatego mężczyzny. Nie przypominał mości lorda, nie był przygotowany na zimowe polowanie, przystrojony w ciemne kolory i zbytnio widoczny.
Zamierza ignorować pan fakt, że próbuje mnie pan okłamać w żywe oczy? Nieuprzejmie... — uśmiechnął się nieco szerzej, odsłaniając białe zęby, rozbawiony. Nie takich atrakcji spodziewał się na ten dzień, jednak te musiały mu wystarczyć. A może... Kto wie? Może to w nich znajdzie zabawę? Mężczyzna twierdził, że kobieta przeszła z oddalonego o siedemdziesiąt mil Lancashire, udawał głupiego, nieudolnie kłamał i mieszał się we własnych opowieściach. Pojawienie się i tak samo szybkie zniknięcie drugiego człowieka jedynie zaalarmowało Adalberta, stał się nie tylko bardziej czujny, ale i znacznie mniej ufny, o ile jeszcze jakkolwiek można było obniżyć ten konkretny próg. Brew uniósł wyżej, kręcąc głową z niedowierzaniem.
Panie Bastianie? Tak? — usłyszał, jak ma na imię wcześniej, nie zapomniał. — Imponująca orientacja przestrzenna. Jestem pod wrażeniem znajomości topografii tych terenów, wliczając w to malutkie wioseczki liczące ledwo trzy domy na krzyż — wzrokiem zmierzył mężczyznę z nieukrywanym pożałowaniem dla jego kłamstw. Powolne wysiedlanie stąd mugoli dopadło i Brassey Green. — Jest pan mieszkańcem tych terenów? W Delamere przydadzą mi się doświadczeni myśliwi, którzy nie zgubią swojej grupy. Niech pan nad tym pomyśli — spotkanie z panią Rookwood rano wystarczająco jasno wskazywało, że ktoś zawiódł, wypuszczając ją w tę stronę. Kobietom zresztą nie potrafił zaufać w kwestii polowań, jej zagubienie się na tym terenie nie było więc ani dziwne, ani szczególnie niespodziewane. Oczywiście nie miał pojęcia na temat rzeczywistych umiejętności tego człowieka i nie zamierzał się teraz nad tym zastanawiać. Prowadzenie rozległego lasu oznaczało szukanie wyjątkowej okazji, zwłaszcza gdy wciąż narastały koszta, a zyski płynące od zamożnych gości mu nie wystarczały. Wciąż chciał więcej. Być może ten człowiek lepiej polował, niż kłamał. Poprzeczka nie była zawieszona wysoko.
Tym razem spojrzał na kobietę z lekkim politowaniem, była stara, zmęczona i zmarznięta. Nie było mu jej żal, jednak nie było szczególną przyjemnością patrzenie na żałosne pojękiwania i zgubioną pamięć. Czy to las tak na nią wpłynął, czy to starość? W jej ciele mogło być dużo skaz, guzów, nadnerczy, bólu, zapomnień, starczości... Czy taki los czekał na każdego z nich? Nie. Miała rozrzedzoną krew, nie była Rowlem, nie była silna. Rozpoznała jednak jego bursztyn w oczach, lub może silną dłoń, albo uniesiony wysoko podbródek i złamany przed laty nos. — Za kanałem żeglownym jest cała linia gmin pomocniczych o przyrostkach „Green”... Brassey, Hand, Barrets... Wszystko to części Tarporley. Kanał żeglugowy nie jest jednak ani większą rzeką, ani tym bardziej w okolicy ciężko o takie — to teren leśny. Cała sytuacja była już nie tylko komiczna, ale i szczególnie irytująca. Wypuścił w końcu głośniej powietrze, obserwując z lekkim niedowierzaniem, w jaki sposób zwraca się do niego ten człowiek. Wystarczyłby jeden ruch różdżką w jego stronę, jedno wezwanie zwierzyny, jedna prośbą do ducha, a leżałby tuż obok tamtego zagryzionego jelenia.
Ród Rowle od zawsze dbał o ten las — mówił spokojnie, gdy koń przestąpił dwa kroki w stronę starej kobiety, a potem nachylił się i wyciągnął w jej stronę dłoń, aby mogła go złapać. Był wystarczająco silny, aby wciągnąć ją na siodło. — Jakim byłbym panem na tych ziemiach, gdybym pozwolił tej biednej kobiecie przemierzać kolejne mile piechotą w wielkim mrozie? — kącikiem ust uśmiechnął się do mężczyzny. — Pan odnajdzie drogę sam, prawda? — upewnił się, bo na koniu nie było miejsca dla ich trojga. A nawet jeśli, to po cóż miałby na nim sadzać silnego i ewidentnie niezmęczonego mężczyznę? Jeśli zajdzie głębiej w las, tak duchy go znajdą.


Dziady, duchy, rody nasze prosimy, prosimy
Do wieczerzy, miejsca, ognie palimy, palimy
I zwierzynie dzisiaj ładnie ścielimy, ścielimy
Żeby słowa nam od przodków mówiły, mówiły
Albert Rowle
Zawód : zarządca terenów łowieckich Delamere
Wiek : 38
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
The more a thing is perfect, the more it feels pleasure and pain.
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10483-albert-rowle https://www.morsmordre.net/t10668-vegvisir https://www.morsmordre.net/t10667-sir-albert-rowle https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10669-skrytka-bankowa-nr-2262 https://www.morsmordre.net/t10677-albert-rowle
Re: Las Beeston [odnośnik]15.11.21 2:32
Zima nie była łaskawa dla żadnej żywej istoty – ale o tym nie trzeba było mówić doświadczonym łowcom, którzy wiele czasu spędzili na przemierzeniu terenów, zwłaszcza jeżeli to były tereny lasu Beeston. Tak dramatycznie bywało jeżeli chodziło o zimę nie było już dawno, ale pogoda w tym roku nie wydawała się odpuszczać, a i przez wzgląd na wojnę jedzenie i wszystko inne było większym problemem. Nawet zwykłe przejście z jednego miejsca do drugiego okazywało się wyzwaniem, takim jak dla tej biednej, starszej kobiety. Nie potrzebowała w końcu nic więcej nad to, aby w tym momencie dotrzeć do domu i przygotować się do spędzenia wieczoru we własnej chatce. Była tu w końcu od pokoleń i chyba niewiele więcej miało mieć na nią wpływ poza śmiercią. Wolała oczywiście nie umierać teraz, ale co miało mieć dla niej przeznaczone – czy kojarzył to może lord Rowle, nieznany mężczyzna Bastien czy coś jeszcze innego?
Nazwy padały dookoła, a jedna wydawała się mimo wszystko o wiele bardziej znajoma. Kobieta jeszcze bardziej zastanawiała się, co to miało dla niej oznaczać, ale w końcu jasna myśl przyszła do jej głowy, powodując delikatny uśmiech i udało się ostrożnie, powoli, dojść do miejsca jej zamieszkania…chyba, bo może to było tylko miejsce, które dokładnie kojarzyła? Ale przeczucie było silne, o wiele silniejsze, niż czuła je w tym momencie, dlatego chciała wskazać coś, co chociaż minimalnie brzmi jakby to rozpoznawała. Może tam ktoś będzie umiał wskazać, gdzie dokładnie mieszka kobieta? Albo po prostu da radę przechować ją na kilka chwil, zanim zimno obecnego dnia nie odpuści i nie będzie mogła już ruszyć w dalszą stronę. Albo najzwyczajniej w świecie wyśle sowę do kogoś bliskiego z prośbą o zaopiekowanie się kobietą. Ciężkie to były czasy, ale w małych miejscowościach, gdzie wszyscy znali wszystkich, trudniej było pomijać swoją obecność.
- Barrets Green brzmi bardzo znajomo, dlatego udałabym się tam, jeżeli tylko panowie wskażą mi kierunek. – Była dość zaskoczona, kiedy dojrzała wyciągniętą w jej stronę dłoń, ale ostrożnie przyjęła pomoc, nieco niezgrabnie ale wyjątkowo delikatnie wsiadając na koński grzbiet.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Las Beeston - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Las Beeston [odnośnik]19.11.21 0:13
W obecnej sytuacji miał pewną świadomość absurdalności i prawdę mówiąc cała ta sytuacja coraz bardziej go znużyła. Coraz bardziej dotyczyło to również obecnego tu lorda, A jeśli bywał w gorszym humorze to lepiej było nie wchodzić mu w drogę. Nie był jednak zdenerwowany, by miało dojść do przemiany w wilkołaka. Lorda nie byłoby mu szkoda, za to zaatakowanie staruszki byłoby bardzo niefortunne. Nie wyszłaby z tego cało. Cała ta sytuacja wymagała od niego nie lada zaangażowania, w które zapewne ciężko byłoby uwierzyć jego bliskim.
Nie słynę z uprzejmości — Oznajmił mrukliwie, faktycznie ignorując ten fakt. Zdecydowanie uczucia tego człowieka leżały poza jego zainteresowaniem. Czy to ignorowanie nieudolnej próby okłamania go w żywe oczy wpędzi go w kłopoty to się okaże. Czekał na rozwiązanie tej sprawy.
Swego czasu dużo podróżowałem po Wielkiej Brytanii i zatrzymywałem się w różnych miejscach, wybierając takie właśnie mieściny — Odrzekł poważnie, nie traktując słów jeźdźca jako pochwałę jego znajomości topografii tych terenów. Jeździec wciąż nie sprawiał wrażenia zadowolonego z bycia nieudolnie okłamywanym. To, co powiedział było już prawdą. Takie wioseczki zwykle leżały blisko lasów, a one stanowiły najlepszy dla niego nocleg. Było to związane z jego zawodem oraz likantropią. Przed tą całą szopką zwaną wojną czarodziejów było inaczej. Wysiedlanie mugoli nie należało do jego zmartwień. Jeszcze zajazd Pod Gruszą nie zamienił się całkowicie w schronisko dla ofiar wojny i innych beznadziejnych przypadków. Był temu przeciwny. Ci wszyscy nieszczęśnicy zagrażali bezpieczeństwu jego rodziny i oznaczali tylko kłopoty. Na tym polu nie zgadzał się ze swoją kuzynką. Powinni zamknąć zajazd.
Tak. Tylko wędrowcem. Wydaje mi się, że w rzeczywistości nie brakuje panu doświadczonych myśliwych. Jednak rozważę pana propozycję — Nic nie szkodziło mu tego rozważyć, aczkolwiek inaczej widział swoją obecność na tych terenach łowieckich i chociaż było teraz trochę ciężko to nieszczególnie rozważał przeprowadzkę do sąsiedniego hrabstwa oraz zrezygnowanie z istotnej części swojego życia na rzecz bycia na każde skinienie jakiegoś arystokraty. Nie robił się coraz młodszy. A też priorytetem była ochrona jego rodziny.
Patrząc na kobietę nie był pewien, czy chciałby dożyć podobnej jej starości. Oznaczała ona bycie niedołężnym i zdanym na innych, doświadczanie litości z ich strony. Nienawidził, gdy ktoś nad nim się litował. Liczył na to, że uda się rozwiązać tę sytuację. To musiała być któraś z tych wiosek. Nie słynął z uprzejmości, ale też nie miał powodu, by określić tego czarodzieja jedną z wielu znanych mu obelg.
A więc Barrets Green. Takim, za jakiego uzna pana rodzina tej kobiety. Tak — Stwierdził z ulgą i uśmiechnął się z zadowoleniem. W końcu ta cała szopka dobiegła końca i będzie mógł wyjść z tego cholernego lasu. Stracił tylko czas i znowu wróci do domu z pustymi rękami. Nie zabierze przecież ze sobą padliny. Zamierzał odwrócić się na pięcie i, nie oglądając się za siebie, odejść w swoją stronę.
Sebastian Bartius
Zawód : Myśliwy, taksydermista
Wiek : 50
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Don’t shake me
Don’t make me bear my teeth
You really don’t wanna meet that guy

OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10002-sebastian-bartius#302437 https://www.morsmordre.net/t10691-beowulf#324295 https://www.morsmordre.net/t10694-big-bad-wolf#324324 https://www.morsmordre.net/f402-lancashire-lancaster-zajazd-pod-grusza https://www.morsmordre.net/t10693-szuflada-sebastiana#324304 https://www.morsmordre.net/t10692-sebastian-bartius#324298
Re: Las Beeston [odnośnik]07.12.21 1:56
Krótki śmiech, ledwie widoczny uśmiech na ogolonej twarzy o szerokiej szczęce i gładkie lisie spojrzenie, wilczym podszyte, spoglądało teraz na mężczyznę, zbyt butnego, aby pokłonić się panu na tych ziemiach. Dziesięć lat temu sir Rowle spojrzał by na to mniej przychylnie, sięgnął po różdżkę, zadał ból, dziś zaś... Dziś zaśmiał się krótko, w łaskawości kręcąc jedynie krótko głową na boki.
Kłamstwa w żywe oczy mogłyby działać jak płachta na byka, niewiele zresztą brakowało, by w swej agresji z laski wyciągnął drzewo judaszowca, wskazując w pierś mężczyzny i rzucając potworny czar. W zamian za to odznaczył się łaską, gładko sugerując zdobycie pracy w jego lasach. Nie był zainteresowany szczerze, lecz życie nauczyło już go łapać okazje, aby nie dopuszczać do sytuacji, w której traci złote galeony. — Wybornie, proszę z tego korzystać. Topografia Anglii w tych czasach wydaje się być nader przydatna — krótki uśmiech, gładkie parsknięcie i wkrótce zupełnie skończył temat, nieszczególnie ufając, że z podjętej rozmowy coś wyjdzie, będąc jednak gotów, by z człowieka skorzystać.
Jestem człowiekiem, który potrafi liczyć pieniądze i widzi, gdzie leży okazja — bez cienia zwątpienia odparł wprost, nie zamierzał zresztą kryć się z tym co miało dla niego największe znaczenie. — Ale nie jestem żebrakiem — zakończył rozmowę, pozostawiając pełnie decyzji wobec swojej przyszłości temu Bastienowi, czy jak tam zwał się mężczyzna. Nieważne.
Starowinka, która cudem zajęła miejsce obok niego, miała jeszcze się przydać, miała stać się zwieńczeniem tego poranka, spędzonego w siodle, które teraz należało do niej. Był przecież człowiekiem, który w odpowiednim towarzystwie odznaczał się czymś na pozór kultury, zaś wśród ludzi takich jak oni... Czymś na pozór rozbawienia. Upewniając się jednak, że ta siedzi bezpiecznie, ostatni raz spojrzał na nieznajomego. — Niech pan uda się na zachód, stamtąd najszybsza droga do pola — a i tam bezpieczniej było i przyjemniej. — Teleportacja powinna być prosta, ale nie zagłębiałbym się na pana miejscu w ten las — krótki, wręcz ironiczny uśmiech spłynął na twarz mężczyzny. — Ja jestem jego gospodarzem, mary, które w nim czekają, są znacznie niebezpieczniejsze niż różdżka czy sztylet — duchy, przodkowie tej ziemi mieli swoje plany i tylko głupiec wchodziłby im w drogę. Kiwając krótko głową i upewniając się, że kobieta siedzi stabilnie, by nie przysporzyła mu kłopotu, pognał konia w bieg, zmierzając w sobie określonym celu, który miał stać się zwieńczeniem tego popołudnia.

zt wszyscy,
babcia i Albert jadą tutaj


Dziady, duchy, rody nasze prosimy, prosimy
Do wieczerzy, miejsca, ognie palimy, palimy
I zwierzynie dzisiaj ładnie ścielimy, ścielimy
Żeby słowa nam od przodków mówiły, mówiły
Albert Rowle
Zawód : zarządca terenów łowieckich Delamere
Wiek : 38
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
The more a thing is perfect, the more it feels pleasure and pain.
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10483-albert-rowle https://www.morsmordre.net/t10668-vegvisir https://www.morsmordre.net/t10667-sir-albert-rowle https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10669-skrytka-bankowa-nr-2262 https://www.morsmordre.net/t10677-albert-rowle

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Las Beeston
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach