Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Las Beeston
AutorWiadomość
Las Beeston [odnośnik]15.03.21 7:42

Las Beeston

Wioskę oraz Zamek Beeston oddziela kilkanaście kilometrów lasu, w którym wielu mugoli zarzekało się ujrzeć duchy. W każdej pogłosce jest trochę prawdy, a przecież te istoty są silnie związane z rodem Rowle, który nie życzy sobie obecności mugoli w pobliżu ich posiadłości. Od strony wioski las zamieszkują typowo niemagiczne rośliny i zwierzęta, im bliżej jednak do chronionego potężną magią zamku, tym robi się on gęstszy i ciemniejszy. Tam, na naszej drodze spotkać możemy również magiczne gatunki, jak na przykład powszechne w Cheshire kuguchary oraz, oczywiście, wszelkiej maści straszydła i zjawy. Z tego względu Las Beeston budzi grozę w niektórych mieszkańcach, a przekazywane z pokolenia na pokolenie opowieści wspominają o wilkołakach, które podobno zamieszkiwały go dziesiątki lat temu. W lesie, trochę bliżej jego niemagicznej części znajduje się ciemne jezioro o prawie niezmąconej tafli. Niemagicznych przebywających w jego pobliżu przechodzą dreszcze i zwykle w tym miejscu zawracają w kierunku wioski. Las najlepiej odwiedzać po południu, gdyż rano często okrywa go gęsta mgła.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Las Beeston Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Las Beeston [odnośnik]14.10.21 5:09
20.01.1958
Pozostawił za sobą granicę doskonale znanych mu kniei Lancashire, gdy tylko przekroczył linię nieprzebytej lasów Beeston. Przez ten cały czas podążał śladem tropionej zwierzyny. Zawsze podczas polowań zwracał szczególną uwagę na wszelkie pozostawione przez zwierzynę tropy i ślady, miejsca żerowania. Teraz, kiedy siarczyste mrozy dawały się wszystkim we znaki, wliczając w to zwierzęta, dostrzeżenie żerowisk wymagało od niego jeszcze większej spostrzegawczości jak i częstego stosowania zmysłu dotyku. Nawet najlepszego myśliwego zwodził wzrok, a zimą było to szczególnie odczuwalne. Późno wschodziło słońce i wcześnie chowało się za horyzontem. Wczesnym rankiem, kiedy wyruszał na polowanie, lasy wokół Lancaster spowijała nie tylko nieprzenikniona ciemność, ale również gęsta mgła.
Odziany w ciężki kożuch z futrzanym kołnierzem przemierzał kolejną połać tej puszczy, dzierżąc w dłoni czarodziejką kuszę. Na jego plecach spoczywał skórzany kołczan z bełtami, natomiast u pasa ciążył mu nóż myśliwski. W kieszeni płaszcza spoczywała różdżka oraz bezdenna piersiówka, zawsze pełna alkoholu. Na jego dłoni ledwie połyskiwało wężowe oko, dzięki któremu dostrzegał żywe istoty.
Z oddali usłyszał przeciągłe wycie wilka, doskonałego myśliwego, od którego wiele się nauczył w trudnym dla niego momencie życia. Nagły podmuch zimnego przyniósł znaną mu woń zwierzęcej krwi. Podążył za nią, docierając do zabarwionego na czerwono śniegu, na którym majaczył czarny kształt. W długim snopie bladego światła bijącego z końca różdżki, po którą sięgnął w tym momencie, jego oczom ukazało się świeże truchło jelenia. Zwierzę było wychudzone, a więc i znacznie słabsze. Rozszarpany bok odsłaniał żebra i ślady żerowania drapieżników. Kucnął przy ziemi po to, aby obejrzeć to truchło. Stworzenie padło ofiarą wilków lub innego magicznego stworzenia. Jesienią polował na jelenie nie tylko dla żywności i trofeów, ale też po to by utrzymać odpowiednią liczebność gatunku. Dzisiaj robiła to mroźna zima i wilki.
Ponoć w tym lesie ich nie brakowało. Słyszał też jakieś echa opowieści o duchach i potworach, ale nie obawiał się ich. Duchy istniały i ten las mógł być ich pełen. Co do potworów być może był jedyny i chociaż już nie postrzegał się za potwora, tak po przemianie zostałby za takowego uznany.
Mogłeś zostać moją kolacją. Zamiast mnie zjadły cię wilki — Cechował go głęboki głos, w którym często pobrzmiewały niskie pomruki i niemalże zwierzęce warknięcia. Był dla niego typowy sposób mówienia. Powoli się podniósł do pionu. Nie jadał padliny. Przez myśl mu przeszło, czy być może nie wybrzydzał. Ciemny las nie wydawał się odpowiednim miejscem do tego typu rozważań.[bylobrzydkobedzieladnie]
Sebastian Bartius
Zawód : Myśliwy, taksydermista
Wiek : 50
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Don’t shake me
Don’t make me bear my teeth
You really don’t wanna meet that guy

OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10002-sebastian-bartius#302437 https://www.morsmordre.net/t10691-beowulf#324295 https://www.morsmordre.net/t10694-big-bad-wolf#324324 https://www.morsmordre.net/f402-lancashire-lancaster-zajazd-pod-grusza https://www.morsmordre.net/t10693-szuflada-sebastiana#324304 https://www.morsmordre.net/t10692-sebastian-bartius#324298
Re: Las Beeston [odnośnik]14.10.21 16:17
Było jeszcze zbyt wcześnie, by przez las zasnuty gęstą mgłą przedarły się pierwsze promienie słońca. W takich miejscach nawet księżyc nie odbijał lśniącego blasku na białym puchu, potęgując wyjątkowo mroczną atmosferę grozy. Ciemność otulała leśną gęstwinę, w której niemal kotłowało się od niepokojących bodźców drażniących nadwrażliwą percepcję. Chłód przedzierał się przez grube futro, na którym osiadały białe płateczki śniegu, strząsane co rusz cichym, acz stanowczym gestem. Krok wilczych łap odbijał się w śniegu, gdy podążał wytyczoną przez kłusownika ścieżką w głąb lasu, zbliżając się do niebezpiecznej granicy dzielącej strefę niemagiczną od przeklętej kniei. Mgła jak gdyby stężała, przybierając na sile i objętości, a łowy przestały być przyjemnym doświadczeniem, gdy na horyzoncie wśród gęstych obłoków wodnej pary jawiły się pierwsze, upiorne kształty. Stworzenie zawyło nawołująco do swej watahy, jakby zadecydowało, że nadeszła pora upolować swą zdobycz, lecz zza krzewów ostrożnie wyłoniło się drugie. Sprawiało wrażenie bardziej masywnego, wszechpotężnego, nienaturalnie silnego; dominującego. Wystarczyło warknięcie, by spłoszyć zwierzę na pograniczu terytorium swej watahy. Sebastian zwrócił uwagę na ten dźwięk i odwrócił się za siebie, ale Oko Ślepego zarejestrowało jedynie biegnącą w dal zlęknioną, wilczą sylwetkę. Nie wiedział wówczas, że krok w krok podąża za nim patron nocnej podróży, bez którego zdradziecka knieja mogłaby okazać się zabójcza.
Z upływem czasu słońce zagościło na niebie, nie wpływając zanadto na widoczność, którą wciąż ograniczała wszechobecna wilgoć. Mgła powoli ustępowała, ale jak na złość opad śniegu przybrał na sile, prognozując nadejście najsroższej zimy stulecia, która miała przypaść na przyszły miesiąc. Nie mogli czuć się bezpiecznie, gdy przemierzali kolejne akry głuszy; wiele historii krążyło o rozszalałych bestiach czy niespokojnych zjawach, które skrzętnie wykorzystywały anomalne perturbacje, by przegnać, przerazić lub zwyczajnie skrzywdzić odwiedzających. Animag nie rozumiał, dlaczego Bartius opuścił swe bezpieczne terytorium, wybywając na tak niebezpieczne tereny. Być może lasy Lancashire, w których dotychczas go śledził, przestały obfitować w łowną zwierzynę? Była wszakże zima, nadto w czasach wojny coraz trudniej było o pokarm, a mięsożerna fauna rywalizowała z myśliwymi w walce o przetrwanie. Czuł więc, że motywacje mężczyzny były usprawiedliwione, ale dlaczego nie ostał się w niemagicznej części? David odczuł niepokój, kiedy zdał sobie sprawę, że nie tylko magiczne stworzenia i zjawy stanowiły tutaj niebezpieczeństwo. Co się stanie, jeżeli natrafią na strzegących lasu przedstawicieli rodu Rowle? Czuł, że pakuje się w kłopoty i być może przyjdzie mu stanąć przed ważnym wyborem moralnym, by nie zdemaskować swej przykrywki. Był jednak gotów zaryzykować, by uratować z opresji swojego dawnego... przyjaciela?
Pierwszy raz spotkali się przed wieloma laty, kiedy James Mallory był jeszcze młodym chłopakiem szkolącym się w Brytanii transmutacyjnych technik animagii. Ich pierwsze spotkanie pamiętał aż zanadto; pełnia księżyca podczas jednej z pierwszych eskapad nie stanowiła dlań wyzwania dzięki świadomości, że likantropy w szale nie atakują zwierząt, jeśli tego nie chcą. A przecież w lasach było mnóstwo łownej zwierzyny, toteż czarodziej poczuł się relatywnie bezpiecznie, by podjąć lekkoduszną decyzję o wyruszeniu w nocną podróż rzeczonego dnia. I wtedy go ujrzał - rozwścieczonego, pozbawionego kontroli nad własnym ciałem, ranionego przez dwoje Brygadzistów o wyjątkowo agresywnym usposobieniu. Nie chcieli stosować się do procedur; wiedział, że jeśli nie zareaguje - poleje się krew. Tylko czyja? Wilkołak, choć spętany magicznym łańcuchem, sprawiał wrażenie potężniejszego i w każdej chwili, gdyby tylko odzyskał choć trochę sił, mógłby wyjątkowo skrzywdzić tych ludzi. Właśnie wtedy animag zdecydował się wkroczyć między sadystycznych przedstawicieli Ministerstwa Magii a krwiożerczą bestię. To durne poczucie bohaterstwa było naprawdę lekkomyślne, ale ostało się z nim do dziś; miał jednak czyste sumienie, wiedząc, że nie był biernym świadkiem tragedii i zapobiegł jej dzięki swojemu udziałowi. Zmusił Brygadzistów do spłoszenia bestii i odwrotu, a kiedy było bezpiecznie, podążył wilkołaczym śladem. Dowiedział się, kim ów człowiek był, a ciekawość sprowadziła go do częstszych obserwacji, rozwijających zresztą jego manualne zdolności.
I podobnie jak dwadzieścia lat temu, również teraz obserwował swój cel z ukrycia. Choć wówczas bez konsekwencji mógł ujawnić się i skonfrontować z Bartiusem, dziś towarzyszyły mu obawy. Raz jeszcze spotkali się tutaj, na terytorium angielskim, ale niefortunnie James Mallory nie był już Jamesem Mallory. Bał się ryzyka zdemaskowania, nie wiedział, czy wciąż może mu ufać. Jednakże kiedy tylko dowiedział się, że Sebastian nadal mieszka w Wielkiej Brytanii, był mu niczym cień, który podążał za nim w niemal każdą pełnię. Czasem tak jak dziś, nie potrzebował pretekstu księżycowej fazy, by wyruszyć za myśliwym w protekcjonalną wycieczkę. Po prostu czyhał pod jego domem skoro świt i spokojnie podążał, zostawiając po sobie swoiste wskazówki obecności. Czy mężczyzna je dostrzegał? Trudno powiedzieć, ale być może przez te wszystkie miesiące odczuł, że czuwa nad nim jakaś siła. Właśnie teraz, kiedy mógł poukładać sobie wszystkie myśli w głowie, wilczy skowyt i warkot ułożyły się niby dopasowane puzzle w jedną całość, a on mógł kontynuować swą leśną podróż z poczuciem czyjejś obecności. I nie było w tym krzty obawy, a wręcz ukojenie, choć lasów Cheshire nie można było lekceważyć i obaj doskonale o tym wiedzieli.
Nie zdecydował się ujawnić Bartiusowi, jak za dawnych lat. Jeśli jednak sytuacja go do tego zmusi, nie zawaha się, by rzucić się w ratunku dla dawnego kompana; Gromoptak zrobiłby to bowiem dla każdego.
David Hargrave
Zawód : konwojent, agent wywiadu MACUSA
Wiek : 40
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 31
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5 (17)
SPRAWNOŚĆ : 5 (54)
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10580-david-hargrave?nid=2#321220 https://www.morsmordre.net/t10610-poczta-hargrave-a#321237 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Las Beeston [odnośnik]14.10.21 16:17
The member 'David Hargrave' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Las Beeston WesTN4Q
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Las Beeston Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Las Beeston [odnośnik]15.10.21 12:33
Gdy się budziła, za oknami Skały w Harrogate panował jeszcze mrok. Nie słyszała nawet psów na dole, wszystkie musiały być pogrążone w głębokim śnie, tak jak owczarek niemiecki o imieniu Saba, który miał zwyczaj wylegiwać się w nogach jej łóżka. Ciepła, miękka pościel miała wyjątkowo silną moc przyciągania, sen nie chciał wypuścić blondynki ze swych objęć i gdyby tylko nie chodziło o polowanie w słynnym lesie Delamere, posłałaby ojcu sowę, że jednak nie może mu tego ranka towarzyszyć. Nie chodziło wszak o złożoną Normundowi obietnicę, dawno już nauczyła się odmawiać panu ojcu, on zaś stracił nad nią władzę, lecz wizja obcowania z wyjątkową fauną Cheshire okazała się zbyt kusząca. Pokusa silniejsza od zmęczenia. Kubel mocnej, zielonej herbaty i śniadanie złożone z jajecznicy z pomidorami i kawałka wołowiny postawiły wiedźmę na nogi, dodały energii, potrzebnej na długą wędrówkę po lesie. Wciągnęła na siebie ciepłe, wygodne odzienie złożone ze skórzanych spodni i długiej tuniki sięgającej łydek, lecz z rozcięciami na udach, by było jej wygodnie, a jednocześnie aby nie wzbudzić zgorszenia wśród szlachetnie urodzonych, którzy mieli być obecni w Delamere. Wszystko inne miała już przygotowane w zaczarowanej torbie jaką miała zwyczaj nosić przewieszoną przez ramię wzdłuż tułowia, by mieć doń łatwy dostęp.
O tak wczesnej porze w Cheshire gości było chyba mniej, niż się spodziewała, lecz winę za to mogła ponosić równie dobrze surowa zima jaka nawiedziła cały kraj. Sigrun trudne warunki nie były przeszkodą. Za to jej płeć dla wielu owszem; czuła na sobie potępiające spojrzenia, kiedy zamiast pozostać z innymi kobietami, ruszyła w las z czarodziejską kuszą w dłoni, nic sobie z tego jednak nie robiła. Zdążyła do nich przywyknąć. Prędko zgubiła towarzystwo ojca i oddaliła się od innych, wędrując po lesie, pogrążonym w ciszy i porannej mgle. Wędrowała tak długo, że straciła wszystkich z oczu, a i las wydawał się trochę inny, jakby mniej gęsty, a jednocześnie jakby bardziej złowrogi. Wyczuwała tu coś dziwnego. Tętent końskich kopyt od razu zwrócił jej uwagę; poderwała wzrok na czarnego, wysokiego w kłębie wierzchowca, którego dosiadał mężczyzna bogato ubrany. Gdy się zbliżył, rozpoznała w jego orlim profilu lorda Rowle, gospodarza dzisiejszego polowania.
- Lordzie Rowle - wyrzekła, skinąwszy mu głową w geście powitania; z szacunkiem, jak należało witać kogoś o jego statusie społecznym i gospodarza, lecz nie za nisko, nie potulnie i pokornie, nie usłużnie. Nie zamierzała mu się kłaniać jak jakaś młoda, głupia gęś. Raz, że nie znała zasad dworskiej etykiety, a dwa - czuła się już zbyt ważna, by robić to nawet przed arystokratą. - Musiałam zabłądzić - mruknęła z powątpiewaniem. Te okolice były jej dość obce, w przeciwieństwie do lasów Harrogate, które znała jak własną kieszeń.
Od posępnego oblicza lorda Rowle uwagę Sigrun oderwało kilka dźwięków - wydawało jej się, że słyszy głosy.
- Chyba nie tylko ja. Słyszał pan to, lordzie Rowle? - spytała, spoglądając w tamtą stronę.


rzut na opętanie


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Las Beeston [odnośnik]15.10.21 12:33
The member 'Sigrun Rookwood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 9
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Las Beeston Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Las Beeston [odnośnik]15.10.21 12:36
Całym jego światem był las. Niegdyś to w nim tracił każdy poranek i każde popołudnie, jako wprawny myśliwy poruszając się bezbłędnie nie tylko po Delamere, ale i Beeston, gdzie z natury teren był trudniejszy. Mnogość duchów obecna w lesie przodków zniechęcała to zaburzania ich spokoju, choć i te potrafiły skryć się, aby obserwować i ciemnymi mocami dopuszczać się oszustw. Sir Rowle duchom i przodkom zawsze oddał cześć, tak więc spoglądając na zjawę, nie czuł strachu, lecz szacunek. Las odebrał mu jednak sprawność, podstawową jego cechę, jego szybki i zwinny chód. Teraz wciśnięta w pochwę laska, w której z kolei swoje miejsce miała wyciągana stamtąd różdżka, drażniąco wspominała tamten dzień, gdy to zwierze zabrało mu werwę. Nie odebrało jednak tężyzny, czy zdolności jeździeckich, bo i w tej sytuacji zapewne postąpiłby jak tchórzliwa Genevive, wieszając się na drzewie. Pogodził się więc z potwornym losem, który swym przeznaczeniem chciał ściągnąć go w dół, latami zmuszając do obrania pozycji zarządcy i ekonomisty, zostawiając świetność za sobą. Wciąż jednak pozostał mu gniew i pasja, gorąca krew, która gotowała się w żyłach, a także czarny koń, na którego rankami i wieczorami zasiadał, przemierzając ziemie od Cheshire do Delamere i z powrotem. Dziś bez kuszy, jedynie w odpoczynku, chłód powietrza wciągając w płuca, podążał na Sleipnirze granicą lasu, obserwując teren, pokryte mgłą runo, a także silne drzewa zrzucające swe szyszki na blady puch. Zimowe polowania cieszyły się popularnością, ale te miały miejsce poza obszarem Beeston, ten z kolei należał do duchów, a rolą każdego potomka rodu Rowle była ochrona ich i panowanie nad marnym losem martwych istot. Ubrany w drogą, lecz wygodną czarną szatę, skryty pod grubym płaszczem, elegancki, w dłoniach trzymające wodze konia, zajechał na las. Wysokie oficerki chroniły przed zimnem, a skórzane rękawiczki osłaniały palce.
Hospes, hostis, jak mawiało rodowe motto. Gdy więc kątem oka dostrzegł cień, niebezpiecznie zbliżający się w stronę gęstwin lasu, wstrzymał konia, natychmiast ruszając w jego stronę. Ten okazał się kobietą. Blondwłosą i przebiegłą, o oczach, które już znał. Polowała tam, razem z ojcem, jako jedna z niewielu przedstawicielek słabej płci, która zdołała pokonywać kolejne hektary lasu, nieustraszenie tropiąc zwierzynę. Miała powab i czar, ale to nie dlatego zwrócił na nią uwagę.
Pani Rookwood — wypowiedział spokojnie, zbliżając się na wierzchowcu w jej stronę. — To nie Delamere, to już Beeston — i to też powinno kobiecie wyjawić wszystko, jeśli miała szacunek dla tego lasu. Ona należała do armii Czarnego Pana, któremu to ród pokłonił się, tak więc zajmowała ona inne miejsce w hierarchii i postrzeganiu przez Adalberta świata. Może dziesięć lat temu zaśmiałby jej się w twarz, widząc kobietę-łowcę, ale nie dziś. Dziś był na to zbyt cierpliwy i zbyt życiowo mądry, aby uderzać z nią w bezsensowną wojnę, nawet jeśli nie do końca wierzył, że którakolwiek z przedstawicielek pięknej, lecz słabej płci, była w stanie posiąść tak sławetne umiejętności, o jakich już słyszał. Miała jednak słuszność, nie tylko ona zabłądziła. Sigrun Rookwood, chociaż obca, tak zdawała się rozumieć las i zwierzynę, jednak jeśli znalazł się tam ktoś niepowołany i nieobeznany... Marny żywot jego.
Owszem, słyszę — zmarszczył brew, wypatrując źródła dźwięku. Było jasno, zadanie było ułatwione. — Czy z panią zgubił się jeszcze ktoś, czy to intruz? — posłał jej coś na rodzaj uśmiechu, choć zdecydowanie zbyt posępnego, aby uchodzić za szczery. Ona też była intruzem. Tyle że mu znanym i goszczonym nieopodal. Zdawało się, jakby ktoś za sobą pozostawił widoczne ślady obecności. A może to ledwie fałsz? Albo duch zabawiał się z niepożądanym gościem tego terenu? Lecz czy była nim ta kobieta? Gdy kobieta zaprzeczyła i pokręciła głową, on skinął jej w zrozumieniu.
Nie mogę zostawić pani w lesie Beeston — powietrze wypuścił nieco głośniej z niezadowolonym mruknięciem. Musiał sprawdzić trop, ale odwiezienie kobiety do Delamere zajęłoby zbyt długo. — Sprawdzę trop i zawiozę panią do grupy — a mówiąc, to wyciągnął w przód dłoń, aby ta mogła chwycić się go i usiąść za nim. Przesuwając się do przodu, zwolnił jej część miejsca w siodle. Nie była damą, nie czuł więc skrępowania, gdy usiadła blisko.
A potem na koniu, ale nie w galopie, podążyli więc śladem, o ile ten prowadził do wroga.

ekwipunek we wsiąkiewce, rzut na demaskacje (85% wpływów w Cheshire, +1 do modyfikatora za bycie lordem)


Dziady, duchy, rody nasze prosimy, prosimy
Do wieczerzy, miejsca, ognie palimy, palimy
I zwierzynie dzisiaj ładnie ścielimy, ścielimy
Żeby słowa nam od przodków mówiły, mówiły
Albert Rowle
Zawód : zarządca terenów łowieckich Delamere
Wiek : 38
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
The more a thing is perfect, the more it feels pleasure and pain.
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10483-albert-rowle https://www.morsmordre.net/t10668-vegvisir https://www.morsmordre.net/t10667-sir-albert-rowle https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10669-skrytka-bankowa-nr-2262 https://www.morsmordre.net/t10677-albert-rowle
Re: Las Beeston [odnośnik]15.10.21 12:36
The member 'Albert Rowle' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 9
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Las Beeston Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Las Beeston [odnośnik]15.10.21 22:59
Samotna wędrówka Sigrun, która zdecydowała się odłączyć od ojca oraz reszty biorącej udział w polowaniu grupy, trwała dosyć długo; otaczające ją drzewa lasów Delamere rzeczywiście zdążyły się przerzedzić, a w pewnym momencie zdawały się zniknąć całkowicie, choć gęsta, otaczająca czarownicę mgła, mogła utrudnić jej nieco orientację w terenie. Wokół niej panowała cisza, śnieg pod stopami wyglądał na nienaruszony, nigdzie dookoła siebie nie natrafiła też na ślady zwierzyny - dopóki ponownie nie otoczyły ją drzewa. Od razu mogła zauważyć, że ten las był nieco inny, ciemniejszy, wypełniony starą, gęstniejącą wraz z każdym krokiem magią. Poruszając się między pniami, Sigrun mogła odnieść wrażenie, że jest obserwowana - choć pierwszą żywą osobą, którą napotkała, był Albert Rowle.
Wyjaśnienie udzielone przez Sigrun mogło wydać się Albertowi osobliwe - jako lord Cheshire, doskonale zdawał sobie sprawę, jaka odległość dzieliła lasy Delamere od Beeston - w słowach czarownicy nie pobrzmiewało jednak kłamstwo. Zasłyszany w niedalekiej odległości trzask gałęzi zwrócił uwagę czarodziejów, gdy jednak udali się w tamto miejsce - już na końskim grzbiecie - nie odnaleźli niczego podejrzanego poza spłoszoną ich obecnością zwierzyną. Sprawdziwszy trop, lord Rowle mógł bez większych przeszkód odwieźć Sigrun z powrotem na tereny łowieckie, gdzie czarownica - choć nieco spóźniona - mogła kontynuować polowanie.

W tym samym czasie za przemierzającym las Beeston Sebastianem, krok w krok podążał pozostający pod wilczą postacią David; poruszając się cicho, póki co pozostawał niezauważony, mogąc z bezpiecznej odległości obserwować poczynania Bartiusa. Widział, jak Sebastian pochyla się nad martwym jeleniem, dotarł też do niego jego głos, choć nieco zniekształcony i stłumiony przez odległość oraz gęstą, wiszącą pomiędzy drzewami mgłę. Zdanie wypowiedziane przez myśliwego pozostało bez odpowiedzi, ale niedługo po tym, jak wybrzmiało, usłyszał chrzęst śniegu zaledwie kilka metrów od siebie - a gdy spojrzał w tamtym kierunku, dostrzegł zgarbioną, pochyloną nisko postać staruszki. Ubrana zbyt lekko jak na zimową pogodę, z narzuconym na głowę szalikiem, szła z wyraźnym trudem, obejmując się ramionami. - Dobry panie! - krzyknęła do Sebastiana, ruszając w jego stronę. W jej głosie, niosącym się wysoko i donośnie, pobrzmiewała prośba. - Dobry panie, którędy do wioski? - zapytała; gdy już podeszła bliżej, myśliwy mógł dostrzec, że policzki miała posiniałe z zimna - musiała przebywać na zewnątrz od co najmniej kilku godzin. - Wyszłam odwiedzić córkę, myślałam, że skrócę drogę... Ale w tym lesie siedzi jakieś dziwne licho, co to mi ciągle zawracać każe - wyjaśniła, nie precyzując jednak, o jaką wioskę jej chodziło; wydawała się zagubiona, roztargniona; mówiąc, nie patrzyła wprost na Sebastiana, zamiast tego błądząc spojrzeniem na boki.
To właśnie w tym momencie spomiędzy drzew wyłonił się powracający z Delamere Albert; zaalarmowany głośnym wołaniem staruszki, dostrzegł najpierw postawną sylwetkę ubranego w myśliwski strój mężczyzny (Sebastiana), a następnie niską postać kobiety. Niedaleko nich na ziemi leżał martwy jeleń, rany na ciele zwierzęcia sugerowały, że zostało zaatakowane przez dziką zwierzynę.
Sebastian mógł usłyszeć chrzęst śniegu i trzask gałęzi, a jeśli podniósł głowę, pomiędzy drzewami dostrzegł ubranego dostojnie mężczyznę, dosiadającego wierzchowca.

David obserwował całą tę scenę z boku, nie angażując się w nią i pozostając niezauważonym.

Sigrun, z uwagi na to, że lasy Delamere od lasu Beeston oddziela około 9 mil pól uprawnych, fakt, że twoja postać (będąca doświadczonym, biegłym w tropieniu łowcą) zabłądziła tam przypadkiem, wydaje się mało prawdopodobny - w związku z czym, i zgodnie z opisem demaskacji, mistrz gry nie uznał za zasadną twojej obecności w wątku. Rozgrywkę możesz kontynuować w dowolnie wybranej lokacji.

Albert, Sebastian i David - możecie kontynuować rozgrywkę. Mistrz gry jej nie kontynuuje, ale obserwuje jej przebieg i będzie interweniował w razie wystąpienia sytuacji spornej.

Ewentualne pytania można kierować do Williama.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Las Beeston Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Las Beeston [odnośnik]16.10.21 4:57
Nie miał złudnego wrażenia, że jest tutaj sam. Już nie chodzi o to, że ten las był pełen zwierząt, magicznych stworzeń czy istot niemalże z koszmarnych snów. Cały ten czas, po raz kolejny od miesięcy miał wrażenie, że czuwa nad nim jakiś opiekuńczy duch albo jakaś siła. Pozostawał czujny, a jednocześnie dziwnie spokojny. Nawet gdy w oddali rozbrzmiał wilczy skowyt i warkot, nie poczuł się zagrożony. Czyniło go to spokojnym, nie pozwoliło mu stracić zimnej krwi. Było w tym coś pierwotnego, zgodnie z wyznawanymi przez niego prawami. Zarazem coś znajomego, wręcz przyjaznego. Pozostawiane wskazówki również zwracały jego uwagę i za ich sprawą miał pewne podejrzenia, których na chwilę obecną nie miał jak potwierdzić.
Chrzęst śniegu kilka metrów od niego sprawił, że poniósł głowę po to by spojrzeć w kierunku źródła tego dźwięku, unosząc lekko różdżkę i kuszę. W bladym świetle bijącym z końca różdżki dostrzegł zgarbioną sylwetkę nisko pochylonej staruszki. Nie była ubrana odpowiednio do obecnej pory roku i pogody. Widział również, że porusza się z widocznym trudem poprzez śnieg. Sebastian uniósł jedną z brwi, zaraz potem zawiesił pas od kuszy na barku, tak że broń spoczęła na jego plecach. Nie stanowiła dla niego zagrożenia.
Dotknął dłonią okrytego czapką czoła, ciężko wzdychając. Było to oczywiste, że kobieta potrzebowała pomocy w odnalezieniu drogi do wioski, ale nawet nie podała której szuka. Nie lubił takich momentów, w których musiał się dopytywać o coś zamiast otrzymać konkretną odpowiedź. Do większości wiosek potrafił trafić.
W pierwszej chwili całkiem odruchowo chciał po prostu zignorować tę kobietę. Jako, że jest prostym człowiekiem lubiącym proste przyjemności, tak polowanie i związane z nim pozyskiwanie jedzenia, dbanie by miał coś mocniejszego do picia i miejsce do spania oraz możliwość obserwowania tej szopki, to był ostatnim człowiekiem, do którego powinno zwracać się o pomoc. I zapewne zignorowałby tę kobietę, gdyby nie to, że ona wspomniała o córce, którą chciała odwiedzić. Cztery lata temu również pozostałby na to obojętny. Wtedy dowiedział się, że sam ma dorosłą już córkę i ona stała się kolejną osobą, na której mu w głębi duszy zależało.
W której wiosce mieszka pani córka? Wskażę pani bezpieczną drogę do wioski — Zapytał po chwili wahania kobiety, ostatecznie oferując pomoc, której potrzebowała. Ledwie dostrzegalny uśmiech, głęboki choć zarazem łagodny tembr głosu oraz opiekuńczość, którą teraz z siebie wykrzesał za sprawą dotknięcia kwestii więzów krwi. Czyżby na starość robił się miękki? Czy może zmieniło coś się w nim samym? Nie chciał tego rozważać tu i teraz. Nie przejdzie to jednak bez echa, choć wolał, aby nikt tego nie widział. Było to jednak pobożne życzenie.
Usłyszany chrzęst śniegu i trzask gałęzi, zareagował podniesieniem głowy i dostrzegł dostojnie ubranego mężczyznę, dosiadającego konia. Nie wiedział, kim jest ten mężczyzna. Wiedział za to, że lasy Delamere od lasów Beeston oddzielało dziewięć mil pół uprawnych. Do tych pierwszych się nie zapuszczał, nawet jeśli mogły obfitować w zwierzynę łowną. Stanowiły czyjeś tereny łowne, będące sukcesywnie zarządzane.
Sebastian Bartius
Zawód : Myśliwy, taksydermista
Wiek : 50
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Don’t shake me
Don’t make me bear my teeth
You really don’t wanna meet that guy

OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10002-sebastian-bartius#302437 https://www.morsmordre.net/t10691-beowulf#324295 https://www.morsmordre.net/t10694-big-bad-wolf#324324 https://www.morsmordre.net/f402-lancashire-lancaster-zajazd-pod-grusza https://www.morsmordre.net/t10693-szuflada-sebastiana#324304 https://www.morsmordre.net/t10692-sebastian-bartius#324298
Re: Las Beeston [odnośnik]16.10.21 16:19
Animag poruszał się możliwie bezszelestnie, omijając wystające spod śniegu gałązki i bezlistne krzewy, utrzymując dystans umożliwiający mu swobodną obserwację Sebastiana bez ryzyka wykrycia. Osobliwy sentyment do myśliwego zawdzięczał dobrym wspomnieniom, a co ważniejsze - faktowi, jakoby Bartius w Wielkiej Brytanii był jedyną (nie)znaną mu osobą, z którą wiązał jakiekolwiek z dalekiej przeszłości. Poznawał jegomościa na nowo, podążając za nim krok w krok, aby zrozumieć, jak czas odcisnął piętno na jego osobowości. Czy wciąż był człowiekiem, którego uratował przed wieloma laty, a z którym nawiązał wówczas więź bliską prawdziwej, męskiej przyjaźni? Nie potrafił jeszcze określić. Tym niemniej samotność bywała dołująca i pragnienie odsłonięcia przed kimś maski, choćby na krótką chwilę, skłaniało go do ujawnienia swego oblicza. Cenił jednak swoją prywatność i pilnie strzeżony sekret prawdziwej tożsamości, toteż nie prowadził do konfrontacji.
Jeszcze nie teraz.
Zmysł węchu wychwycił charakterystyczny, ludzki zapach z dużej odległości. Wilk zboczył z obranego kursu na kilka chwil, żeby zdemaskować potencjalne zagrożenie, lecz głośne dźwięki nieporadnego chodu i dyszenia koiły jego niepokój. Wnet odkrył, że lasem szwendała się stara, niedołężna kobieta, która odnajdywała się w nim nie lepiej, niźli w labiryncie, a na jej twarzy gościło zmęczenie i konsternacja. Skradał się niezauważenie, aby jej nie wystraszyć; szczęściem błądząc, po chwili natrafiła na jego pierwotny cel i zawołała doń z prośbą, pozwalając animagowi zachować wygodną bierność.
Biedna kobieta, pomyślał, słuchając jej opowieści, która wybrzmiewała co prawda jak za mgłą, lecz docierała do jego uszu dzięki wyostrzonym, wilczym zmysłom. Chciałby jej pomóc, ale w żadnym wypadku nie z poczucia bohaterstwa, dla ukojenia własnego sumienia, a z czystej troski; kiedy więc Sebastian przemówił łagodnie, deklarując chęć pomocy, przysłowiowo odetchnął z ulgą. Miała wielkie szczęście, że trafiła właśnie na niego... i że był tutaj Hargrave, bowiem tętent kopyt i nowy zapach zarejestrował kolejną osobę w pobliżu, która mogła nie mieć takich dobrych intencji. W tym lesie zrobiło się wyjątkowo tłoczno, co potęgowało obawy, bo szansa na tak liczne zgrupowanie nieznajomych była niewielka, a jednak - wydarzyła się. Osoba, która podążała w ich kierunku, zdawała się mieć obrany azymut, nie dostrzegł na jej twarzy zaskoczenia obecnością ludzi. Czyżby ktoś za nimi podążał?
Nie wiedział, kim był dostojnik na koniu, ale gotów rzucić się w sukurs miał nadzieję, że ma dobre intencje.
David Hargrave
Zawód : konwojent, agent wywiadu MACUSA
Wiek : 40
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 31
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5 (17)
SPRAWNOŚĆ : 5 (54)
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10580-david-hargrave?nid=2#321220 https://www.morsmordre.net/t10610-poczta-hargrave-a#321237 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Las Beeston [odnośnik]17.10.21 17:54
Daleką drogę do Delamere odbył raz, następnie wracając przez pola. Koń gnał w galopie, a sir Rowle wstrzymał go dopiero przy jednym ze strumieni, gdy kątem oka zdawało mu się, że dostrzegł w lesie cień. To mogło być jedynie przywidzenie, duchy zamieszkujące tę gęstwinę potrafiły mieszać w głowach, mamić i rozpruwać zmysły na pół, czyniąc pożywkę dla własnych żądz. Od wieków w sposoby niewyjaśnione dla gawiedzi to jego ród panował nad tymi istotami na tyle dobrze, że zapewniał im też bezpieczeństwo. Jak to się działo? To wciąż pozostawało sekretem gnieżdżącym się w grubych żyłach normańskich potomków, co od wieków obejmowali ten teren. Zaraz potem wysoki głos dobiegł uszu mężczyzny, a ten chwytając za wodze, pociągnął konia ku jego źródłu, ostatecznie odnajdując tam starą kobietę, wyraźnie zgarbioną i zmęczoną oraz myśliwego, co w dłoni trzymał różdżkę, zaś na plecach miał kuszę. Zmierzył go spojrzeniem z wysokości, a Sleipnir zakręcił nieco łbem. Lord położył na nim dłoń, uspokajając konia, następnie zaś marszcząc brew w zdziwieniu, gdy to przyglądał się nieznajomemu z dozą nieufności.
Myśliwy tu? To nie tereny Delamere, to las Beeston. Grupa pod przewodnictwem pana Scrimgeoura już dawno stołuje się w karczmie. Dziewięć mil na północ — palcem wskazał kierunek, z którego niedawno przybył. Spodziewał się, że owy mężczyzna z własnej woli nie wszedłby w ten teren, a prędzej zgubił się, odchodząc niepostrzeżenie od grupy kłusowników. Polowanie, w którym brała udział pani Rookwood wraz z ojcem już się zakończyło, a więc kolejne znajdy, które dziwnym trafem odnalazły się pośród tej gęstwiny, coraz mocniej go intrygowały. Co tak bardzo przyciągało tu myśliwych? Czyż nie wiedzieli, że w tym lesie czeka na nich jedynie pusta śmierć? Powiadano, że Rowlowie chronili lasu przed obcymi, prawdą jednak zdawało się być, że to obcych chronili przed lasem. Zawierzając przodkom siłę tego miejsca, a zwierzynie rację w swym instynkcie, spojrzeć mógłby z politowaniem. Zbyt długie nieświadome przebywanie w tej okolicy wiązało się z ryzykiem spotkania duchów, a tych nieraz obawiał się nawet on. Kobietę mógł jeszcze zawieźć w tamtą stronę, zwłaszcza że znał jej dokonania, wiedział, komu służy, a także komu pokłonił się jego ród. Obcego zaś jedynie zmierzyć spojrzeniem i zapomnieć o jego bycie. Przyglądał się jednak jego kuszy, a także strojowi, dopatrując się wyraźnych oznak, że ma do czynienia z osobą na tyle majętną, aby brać udział w jego łowach. Znał co prawda paru ekscentryków, którzy nosili się dziwnie, lecz czy ten mąż należał do takich osób?
A ty babko? — padło spokojne pytanie z ust szlachcica w ramach powitania. Spojrzał na kobietę, lecz nie chwycił ani za różdżkę, ani laskę, ani nie zsiadł z konia, bo nie widział w niej zagrożenia. Był lordem na tej ziemi, a tych dwóch znalazło się blisko zamku, którego przecież jako syn rodu winnym był chronić, tak więc czuł się pewnie w swej roli. Widział ziąb na jej twarzy i purpurę ust, chłód co owiał starcze dygoczące i wątłe ciało. — Nie jesteś łowcą, a starowinką. Zbłądziłaś? — spytał spokojnie, nie uniósł głosu. Nie zakładał nawet, że mógł pozostać przez nią nierozpoznanym. Był lordem tej ziemi, zarządcą terenów łowieckich Delamere, a także cichą eminencją, która na wierzchowcu swym przemierzała te okolice.
Dostrzegł też zwierzynę na ziemi. Martwego jelenia, którego rozszarpał dziki wilk, a krew jego była świeża na śniegu. Przyglądał mu się nieco dłużej, aż w końcu wzrok ponownie zaczepił na myśliwym, lecz nie oczekiwał wyjaśnień, nie pytał. Znał ten teren zapewne o wiele lepiej niż on, chowając się tam od dziecka, przez niemal czterdzieści już lat. Martwa zwierzyna była w nim naturalna i szara.


Dziady, duchy, rody nasze prosimy, prosimy
Do wieczerzy, miejsca, ognie palimy, palimy
I zwierzynie dzisiaj ładnie ścielimy, ścielimy
Żeby słowa nam od przodków mówiły, mówiły
Albert Rowle
Zawód : zarządca terenów łowieckich Delamere
Wiek : 38
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
The more a thing is perfect, the more it feels pleasure and pain.
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10483-albert-rowle https://www.morsmordre.net/t10668-vegvisir https://www.morsmordre.net/t10667-sir-albert-rowle https://www.morsmordre.net/f361-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t10669-skrytka-bankowa-nr-2262 https://www.morsmordre.net/t10677-albert-rowle
Re: Las Beeston [odnośnik]18.10.21 11:27
Okolica wydawała się znajoma, ale jednocześnie obca – śnieg spowijający wszystko w dość niezwykłej jak na Wielką Brytanię zimę sprawiał, że nie było łatwo się zorientować, czy ścieżka się tutaj zaczynała, czy dopiero kończyła swój bieg. Krótkie spacery zmieniały się więc w kilkugodzinne wycieczki, podczas których pamięć staruszki poddawana była próbom. Wydawało się, że już świtało jej, gdzie teraz się znajduje, ale myśl, niczym motyl, ulatywała od razu kiedy próbowała ją pochwycić.
Widok drugiej żyjącej istoty, zwłaszcza takiej, która na dwóch nogach stała i mową mogła się posługiwać sprawiało, że poczuła niezmierzoną ulgę. Nawet jeżeli nie patrzyła na niego, kościste palce zaciskały się na jego odzieniu, z mocą o którą zawsze dziwnie było podejrzewać staruszkę, a jednak w jakiś sposób zawsze się znajdowała. Nawet przy czujnym, wydawałoby się, rozglądaniu się po okolicy dość uważnym, nie dostrzegła ani skrytego gdzieś na granicy świadomości ludzkiej Davida, ani też nadjeżdżającego w ich kierunku Alberta, przynajmniej dopóki ten ostatni nie zjawił się tuż przed nimi.
Twarz kobiety na chwilę rozświetliła się, zupełnie jakby rozpoznała, kim właśnie jest zjawiający się przed nimi mężczyzna, jednak chwilę potem i tak myśl ta zgasła, tak jak inne. Miała szczerą nadzieję, że nie będzie większych problemów, aby mimo wszystko udało jej się powrócić do domu i do męża. Miała męża? Tak, tak, tego była pewna! Musiała wiec sprawić, żeby jak najwięcej informacji wyciągnąć już na wstępie, może to pozwoli jej przypomnieć sobie o niektórych rzeczach nieco dokładniej?
- Dobrzy panowie, wybaczcie, ale nie wiem już co zrobić. – Spojrzenie wciąż uciekało gdzieś w bok, a chociaż można było dostrzec w śniegu ślady, wskazujące kierunek z którego przyszła, ale nie wydawało się, aby dokładnie tam chciała zmierzać. – Wioska…tak…mieszkam w tej jednej, co koło małej studzienki na placu zawsze znajdują się stragany. A co czwartek mamy zawsze zgromadzenia z innymi. – Nic wielkiego, ale dziwnie puste spojrzenie nagle nabrało wyrazu, jakby to jedno słowo przypomniało jej coś. Spojrzała również w kierunku, w którym wydawało się, że powinna iść, ale w tym momencie czy to był pewny kierunek? Może któryś z mężczyzn mógł mieć możliwość odnalezienia drogi, chociażby po tych skromnych wskazówkach. Albo w trakcie rozmowy coś jeszcze przyjdzie jej do głowy, co mogłoby stanowić większą podpowiedź, niż stragany i czwartkowe zgromadzenia.
- Moja córeczka...przepiękna istota. Już tyle lat skończyła, a dopiero dwójki dzieci się doczekała. Ale nic to, zima ciężka, może też później będzie lepiej. A ona...ona w wiosce Beeston mieszka. Ale to nie ze mną, przeprowadziła się parę lat temu.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Las Beeston 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Las Beeston [odnośnik]21.10.21 2:31
Pierwsze zaskoczenie wywołane niespodziewanym pojawieniem się jeźdźca już minęło. Spoglądał równie nieufnie na tego mężczyznę, sprawiającego wrażenie wciąż zdziwionego mogłoby się zdawać jego obecnością w mrocznej puszczy, otaczającej gęstym pierścieniem zamek zamieszkiwany przez jeden z tych starych rodów czarodziejów. Nie było to dobre miejsce do polowania. Jedyna zwierzyna, na którą natrafił, był zabity przez wilki jeleń. Nie zdołał wytropić innej, zostając wciągniętym w obecne wydarzenia.
Taa... we własnej osobie. Zasłyszałem w gospodzie, że widziano jakąś kobietę błąkającą się po Lancaster. Słońce zachodziło nad miastem, gdy natrafiłem na jej trop. Tak znalazłem ją w tym cholernym lesie — Swoją obecność w tym lesie postanowił uzasadnić kłamstwem, wykorzystując obecne okoliczności. Problem w tym, że nie był dobrym kłamcą. Był okropnym kłamcą. Między jeźdźcem a nim istniał wyraźny dystans. Mężczyzna wyglądał na zamożnego i wypowiadał się w zbyt wyszukany sposób, on natomiast mówił tak jak większość prostych ludzi, nie szczędząc przekleństw i nawet teraz w jego głębokim głosie dominowały obojętność i znużenie. One odbijały się również na obliczu myśliwego. Zupełnie jakby na jego barki spadło coś, czego nikt inny nie był skłonny się podjąć. Rozłożył szeroko ręce, jakby w geście bezradności. Trzymana w prawej dłoni różdżka w niczym mu nie przeszkadzała.
Wspomnienie karczmy wystarczyło, by zapragnął się tam znaleźć z dużym kuflem pełnym gęstego piwa w dłoni i spędzić kilka godzin w gwarnym, ogrzewanym ciepłem kominka pomieszczeniu. Zapewne też zamówiłby jakąś sycącą strawę. Przede wszystkim jednak alkohol. Powiódł spojrzeniem we wskazanym przez jeźdźca kierunku. Od karczmy dzieliło go dziewięć mil.
Odziany w brązowy kożuch z owczej skóry, noszący już pewne ślady użycia wynikające z regularnego noszenia w okresie zimowym, czapkę z tego samego materiału, czarne spodnie z przyzwoitej wełny oraz skórzane buty myśliwskie, prezentował się bardziej jako średniozamożny czarodziej. Polowanie było dla niego codzienną rutyną, pasją i zarazem źródłem utrzymania. Choć nie jedynym. Obecnie interes nie kręcił się tak dobrze jak powinien.
Hmm... Może pani powiedzieć coś więcej o tej wiosce? — Słowa kobiety wystarczyły by wydał krótki, podobny do warknięcia pomruk niezadowolenia. Starał się pomóc tej kobiecie, ale bez konkretnych odpowiedzi będzie godzinami się zastanawiać nad tym, która wioska ma ma małą studzienkę na placu i skupione wokół niej stragany oraz słynie z czwartkowych zgromadzeń. Jak tak dalej pójdzie to zastanie ich kolejny zmierzch.
Beeston znajduje się tuż za tym lasem. Co to za dziwne licho każe pani zawracać? — Poinformował kobietę, rozważając podjęcie się przeprawy przez ten las. Córka kobiety mogłaby im bardziej pomóc. Pytanie o to, co każe kobiecie zawracać, wydawało mu się ważne.[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Sebastian Bartius dnia 21.10.21 6:02, w całości zmieniany 1 raz
Sebastian Bartius
Zawód : Myśliwy, taksydermista
Wiek : 50
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Don’t shake me
Don’t make me bear my teeth
You really don’t wanna meet that guy

OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10002-sebastian-bartius#302437 https://www.morsmordre.net/t10691-beowulf#324295 https://www.morsmordre.net/t10694-big-bad-wolf#324324 https://www.morsmordre.net/f402-lancashire-lancaster-zajazd-pod-grusza https://www.morsmordre.net/t10693-szuflada-sebastiana#324304 https://www.morsmordre.net/t10692-sebastian-bartius#324298
Re: Las Beeston [odnośnik]21.10.21 5:08
Nie było dziwne, że wilczy wzrok obserwował bacznie jeźdźca, który pojawił się znikąd i mógł stanowić potencjalne zagrożenie. Przeczucie podpowiadało mu, że się mylił, że napięta sytuacja rozejdzie się po kościach, ale nie spuścił zeń spojrzenia, dał sobie nieco więcej czasu na próbę identyfikacji celu. Proces myślowy zachodził wartko i naprędce, w sekundy usiłował połączyć kropki, wiedział wszakże, na jakich elementach skupiać uwagę. Od dawna było już jasno i choć mgła powoli ustępowała, jak było wcześniej powiedziane, śnieżyca z każdą chwilą tężała, więc zadanie było utrudnione. Tym niemniej znajdowali się w Cheshire, w lesie duchów otaczającym rodową posiadłość Rowle, a dostojnik odznaczał się swym bogactwem i charakterystyczną manierą wyższości. Co prawda szlachetnie urodzeni, których wcześniej widywał, dysponowali większą kurtuazją, ale miał sposobność zapoznać się z tutejszymi politycznymi zawiłościami i zasłyszeć co nieco na temat tej familii. Wciąż nie wiedział, kim był czarownik na koniu, lecz nie było wątpliwości, z kim ma powiązania.
Wsłuchiwał się uważnie w przebieg dialogu, który ostał się na neutralnym gruncie. Kiedy jego uszu dobiegło kłamstwo Bartiusa, dostrzegał w nim swoistą nieudolność. Jego bezpośredniość wykluczała pewne cechy zbieżne z tą oratorską zdolnością, brakowało przy tym mowy ciała, nie wspominając o niepewności, która nim kierowała. Być może po prostu bał się człowieka, z którym przyszło mu się konfrontować? Zdawał się nie przejmować nazbyt jego obecnością i chyba po prostu chciał go spławić. Nie najlepiej się za to zabrał, pomyślał David, a chwilę później znajdował się już w zupełnie innym miejscu, bynajmniej nie w wilczej formie. Animag powrócił do ludzkiej postaci, narzucił na głowę kaptur, a wraz z nim szalokominiarkę, którą zwykł odziewać na takich eskapadach, by swobodniej ukrywać swe oblicze; nie nawykł zresztą do takich mrozów, toteż takie odzienie było dlań po prostu wygodne. Odgłos kroków dobiegających z wydeptanej przez Bartiusa ścieżki dało się słyszeć jeszcze zanim wybrzmiał jego głos.
- Bastianie, czy to Ty?! - zawołał, przedzierając się przez tańczące z wichrem płatki i ostałe mgliste opary. Bardzo szybko skrócił dystans dzielący go od mężczyzn, na konnego zdawał się na razie nie zwracać uwagi, jak gdyby zaaferowany był innymi sprawami i po prostu go zignorował. Miast tego, skierował swoje spojrzenie na przytłoczoną i jeszcze bardziej zdezorientowaną kobietę. - Zguba się znalazła! Jestem pod wrażeniem, jak udało się Pani przetrwać noc w głuszy pełnej tylu niebezpieczeństw. I to w pełni samodzielnie, jak mniemam, ale nie musi się Pani dłużej obawiać - wspólnie odnajdziemy drogę do domu. Ileż się Pani musiała nachodzić, żeby tutaj trafić; przyznaję, mi nogi ścierpły dobre kilka godzin temu i gdyby nie przerwy, chyba już bym ich nie miał. - posłał jej ciepły uśmiech, dostrzegalny jedynie w oczach i zmarszczkach na czole. Zaraz to odwrócił głowę w kierunku Alberta i udał, że dopiero teraz dostrzegł element niepasujący do obrazka. Przypatrzył mu się krótką chwilę i zagrał va banque, posługując się dotychczasowymi wnioskami.
- Lord Rowle, czyż nie? - skłonił głowę nisko, aby powitać go z należytym szacunkiem, którego wcześniej nie okazał i od razu zaczął mu nawijać makaron na uszy. - Ufam, że nasza obecność nie zakłóciła Pańskich łowów, miejmy nadzieję pomyślnych - choć warunki pogodowe tej zimy zdają się nie sprzyjać polowaniu. - pokręcił z niezadowoleniem, wciąż unosząc głowę na opiekuna tych ziem. - Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie przybywamy z kłusowniczych pobudek, a nasze intencje są czyste. Jak zdołał lord usłyszeć, poszukiwania tej Pani trwały całą noc i nie posiadam się z radości, że doprowadziły nas właśnie tutaj. - zakończył, oczekując na jego reakcję; wkrótce bowiem miało się wyjaśnić, czy nie osądził go zbyt prędko i rozmawiał z właściwą osobą. Oczywiście wiele ryzykował wychylając się z cienia. Nie wiedział, jak zareaguje Sebastian i mógł tego wkrótce pożałować, ale nie mógł dłużej biernie się przyglądać. Domniemywał, że jego porywczy charakter nie szedł w parze z chyleniem karku przed arystokracją, a Rowle nie słynęli z ugodowości.

Kłamstwo III
David Hargrave
Zawód : konwojent, agent wywiadu MACUSA
Wiek : 40
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 31
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5 (17)
SPRAWNOŚĆ : 5 (54)
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10580-david-hargrave?nid=2#321220 https://www.morsmordre.net/t10610-poczta-hargrave-a#321237 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Las Beeston
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach