Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Skwerek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Skwerek   05.03.16 22:01

First topic message reminder :

Skwerek

Zielone serce miasta z wielką fontanną, która przyciąga wzrok. To idealne miejsce na spędzenie leniwego popołudnia na jednej z ławek, spacery ze znajomymi pośród wijących się ścieżek lub rozłożenie koca na intensywnie zielonej, wiecznie młodej trawie. W tym miejscu tętni życie całej magicznej społeczności doków - tutaj nawiązuje się znajomości, podsłuchuje najgorętsze plotki. W powietrzu unosi się zapach magnolii, które dzięki magii kwitną tutaj o wiele dłużej, a w słoneczne dni, dzieci szaleją w wodzie pomiędzy ustawionymi figurkami łabędzi i syren.

Jak wszędzie w magicznym porcie, znajdzie się tutaj odrobinę magii - mieszkańcy twierdzą, że wrzucenie do wody monety przynosi szczęście - być może to tylko jedna z plotek, jednak gdy próbujesz, coś się dzieje (możesz rzucić kością k100):

1-20 - figura syreny ożywa i spryskuje cię wodą prosto w twarz.
21-30 - śledzisz wzrokiem, jak twoja moneta opada na dno fontanny. Nic się nie dzieje.
31-40 - łabędź ożywa, trzepocze agresywnie skrzydłami, wyciąga swoją długą szyję, próbując cię dziabnąć w rękę. Tracisz 1 pkt OPCM na okres trwającego miesiąca fabularnego.
41-60 - widzisz, że na murku fontanny znajduje się wielka żaba, która wskakuje ci do kieszeni/za dekolt, gdy tylko się zbliżasz. Jeśli nie czujesz obrzydzenia, możesz ją zatrzymać.
61-80 - syrena uraczyła cię swoim śpiewem. Niezależnie czy twój głos jest godny śpiewaka operowego, czujesz nieodpartą potrzebę, by stworzyć duet wraz z nią.
81-90 - śledzisz wzrokiem, jak twoja moneta opada na dno fontanny. Nic się nie dzieje.
91-100 - syrena ożywa, podpływa do ciebie, by dać ci buziaka. Otrzymujesz +1 pkt do OPCM na okres trwającego miesiąca fabularnego.
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Edwin Prewett
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4363-edwin-prewett http://www.morsmordre.net/t4371-kremowka http://www.morsmordre.net/t4433-maly-lord#94684 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow
Mały lord
5 lat
Szlachetna
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
2
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skwerek   21.03.17 22:46

Przybiłem ogromną piątkę z panem od lodów, tak ogromną, że aż zabolały mnie palce! Zacząłem machać nią w powietrzu, ale to machanie wcale nie pomagało, nie rozumiem czemu ludzie tak robią. Może strzepują ból? Zacząłem więc machać jeszcze mocniej, ale guzik mi to dało. I bolała mnie dłoń i guzika też nie miałem. Beznadziejnie. Ale pochwała, że umiem bardzo dobrze tańczyć i śpiewać jednak poprawiła mi nastrój i zaraz o bólu w paluszkach zapomniałem.
- Muszę ją zapamiętać, to potem zaśpiewam i mamie i tacie i pani Picks! - oświadczyłem.
Ale cała piosenka od razu wyleciała mi z głowy w momencie, gdy pan od lodów wyciągnął żabę ze swojej kieszeni. Aż mi się oczy zaświeciły, przecież bardzo chciałem ją dostać dla siebie, a pan od lodów na Pokątnej właśnie mi ją dawał. Chwyciłem ją w swoje ręce, starając się jej za mocno nie ścisnąć. Musiała być żywa jeżeli chciałem ją wpuścić do łóżka do Miriam! A potem, jak jej Miriam nie zabije, to ją wypuszczę do ogrodu i będzie nam rechotać w stawie. Trzymałem ją więc uważnie oglądając z jednej strony, potem z drugiej, potem od góry, a potem od dołu. Miałem bardzo poważną minę i bardzo się mocno zastanawiałem co począć teraz z tą żabą. Bo jak ją pani Picks zobaczy, to nie pozwoli mi jej zabrać.
- A co jedzą żaby? - zapytałem w końcu.
Opiekowanie się żabą było gorsze niż myślałem. Taka żaba powinna przecież jeść i spać i gdzieś robić sisiu. O ile żaby to w ogóle robiły! Ciocia Julia na pewno by wiedziała, ale jak zacznie pytać skąd mam żabę i co z nią zrobić?
- A jak powiem pani Picks, że chcę zabrać żabę do ogródka, to mi pozwoli? - dopytałem.
Bo zapaliła mi się żarówka nad głową, nawet spojrzałem do góry by sprawdzić czy naprawdę tam się znajduje, ale już znikła, że mogę ją póki co trzymać w ogrodzie, a potem w odpowiednim momencie ją znaleźć, zabrać i zrobić psikusa Miriam! Aż podskoczyłem uradowany uznając mój plan za idealny!




Jest gdzieś lecz nie wiadomo gdzieŚwiat, w którym baśń ta dzieje się
Malutki Edwin mieszka w nim
I wiedzie wśród czarodziejów prym

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue http://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 http://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skwerek   22.03.17 19:49

- Na pewno się ucieszą jak im tak pięknie zaśpiewasz i do tego jeszcze zatańczysz! - Powiedział i nie były to wcale puste komplementy - naprawdę uważał, że jego rodzice z przyjemnością obejrzą podobny występ. Wyglądali na ludzi niezwykle przywiązanych do swoich dzieci, co (jak zdążył zauważyć) nie było zawsze cechą przypisywaną każdemu arystokracie. Tak jak znajomość żab, choć nawet Florek ze swoim przeciętnym statusem krwi nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie Edwina. - Yyy... - zaczął niezbyt inteligentnie. - Żaby jedzą... jakieś owady - powiedział, kojarząc sobie te wszystkie bajki z żabami wyciągającymi długi język po muchę. Nie wiedział ile było w nich prawdy, ale jego wiedza na temat zwierząt ograniczała się właśnie do takich informacji, dlatego też szybko podchwycił zmianę tematu. Nie chciał opowiadać chłopcu większej ilości głupstw. - Hmm... - zastanowił się odrobinę zmieszany, tak naprawdę doskonale znając odpowiedź. - Obawiam się, że może być z tym różnie - powiedział rozbawiony, choć nigdy w życiu nie widział na oczy żadnej pani Picks. Mógł się jedynie domyślać, że to ich opiekunka i, jako porządna opiekunka, nie będzie pochwalała noszenia żab w kieszeni. - Tylko pamiętaj, że jeżeli postanowisz ją ze sobą zabrać, to musisz potem o nią dbać - przypomniał, zamachnąwszy mu przed oczami palcem wskazującym, po chwili uświadamiając sobie, że ten gest to jakiś typowo ciotkowy jest. Odchrząknął cicho i stanął na palcach, dalej wyglądając jakiejkolwiek rudej czupryny. I zauważył! Zauważył dziewczynkę z burzą rudych włosów, która trzymana była za rączkę przez wyraźnie zdenerwowaną kobietę w średnim wieku. Ryzyk fizyk. - Pani Picks! - Krzyknął, choć wcale nie miał pewności, że to właśnie ona. - Zawołaj razem ze mną - powiedział Edwinowi i po raz kolejny wykrzyknął nazwisko kobiety, a ta w końcu odwróciła się w ich stronę i wręcz zaczęła do nich biec. Wtedy Florean wyciągnął dłoń do swojego nowego małego kolegi, żeby się z nim pożegnać jak na mężczyzn przystało. - Dziękuję ci Edwinie za miłe spędzenie czasu - powiedział i uśmiechnął się przyjaźnie, po czym przywitał się z panią Picks i zapewnił ją, że Edwin to bardzo grzeczny i sympatyczny chłopiec. Pomachał mu jeszcze, poobserwował jak pomału znika w tłumie ludzi, i sam teleportował się w inne miejsce.

|zt




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Louvel Rowle
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle http://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 http://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 http://www.morsmordre.net/f262-cheshire-lyme-park http://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
łącznik z duchami w MM
33
Szlachetna
Wdowiec
Death is not the end.
10
20
0
0
0
5
3
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Skwerek   14.05.17 19:16

11.04

Pogoda zachęcała do wyjścia na zewnątrz. Opuszczenia starego, chociaż przytulnego dworu. Wracając z pracy Louvel odczuł nieznośne wrażenie, że zbyt wiele czasu spędzał wśród duchów, w coraz bardziej ponurych domostwach, z coraz bardziej roszczeniowymi klientami oraz marudnymi perlistymi zjawami lubującymi się w destrukcji. Zapomniał jak wygląda świat zewnętrzny - powiew ciepłego wiatru smagającego twarz oraz rozwiewającego włosy wydawał się być nierealny. Równie ciepłe promienie słoneczne ogrzewające skórę stanowiły dawno zapomnianą historię. Kiedyś zdarzało mu się spacerować gdzieś indziej niż we własnym ogrodzie - z żoną, później samotnie z maleńką jeszcze córką. Sporadycznie, ponieważ zdecydowanie nie potrzebował roztkliwiania się nad swoją latoroślą, tak jak ona nie potrzebowała przesadnej czułości - nie zmieniało to jednak niezaprzeczalnego faktu, iż więzi należało budować. Właśnie po to, żeby dzieci zawsze stały za swoją rodziną, gotowe do najwyższych poświęceń - w tym do posłuszeństwa oraz spełniania obowiązków względem familii. Lou wiedział, jak ważna jest solidarność oraz możliwość pokładania w najbliższych drogocennego zaufania i to właśnie starał się przekazać Arleen. Nawet jeśli ich spotkania rzadko nosiły znamiona przyjemnych lub jeśli było ich tak niewiele - wierzył, że jest na tyle mądra, żeby wiedzieć w jakim celu ją odsuwał od rodziców. Musiała być silna, władcza, nieprzystępna - była Rowle’m. Miała ucieleśniać siłę oraz potęgę magicznej krwi, gdzie nie było miejsca na sentymenty oraz zawahania z powodu uczuć. Jeżeli trzeba było niszczyć - należy niszczyć bez mrugnięcia okiem, jeśli trwać najmocniejszą opoką - należy ogrodzić się najtrwalszym z kamieni oraz być. Zasady były proste, chociaż naznaczone koniecznością dotkliwych wyrzeczeń. Takich, które potrafili znieść jedynie oni - poskramiacze duchów, najczystsi z najczystszych, nieustraszeni w swoich poglądach oraz działaniach, władcy Cheshire oraz ducha tamtejszych lasów - nie mogli tego zaprzepaścić. Zwłaszcza w dobie kryzysu, coraz wyraźniejszej wojny oraz rozłamów prowadzących do brutalnego armagedonu.
Wśród tego musi znaleźć się miejsce na nagrodę za trud, jaki jego córka wkładała w naukę nie tylko wiedzy podręcznikowej, lecz również życiowej. Przygotowującej ją do bycia posłuszną, a jednocześnie potężną damą, dumą rodu. I ojca, czego jednak nie przyznałby na głos. Nie musiał - na pewno widziała ją w jego oczach podczas dowiadywania się o jej postępach. Które śledził, mimo, że nie osobiście ich doglądał. Musiał, nie mógł pozwolić sobie na samowolkę w Lyme Park, nie jeśli chodziło o dziedzictwo jego oraz zmarłej Amaryllis - musiało być równie idealne co oni. Nawet jeśli inni twierdzili inaczej.
Wspólny spacer w odleglejsze rejony Wielkiej Brytanii miał być właśnie tą nagrodą. Niewielką nicią spalającą wątłe relacje pomiędzy rodzicem a jego dzieckiem. Wyróżniali się w tłumie swoim dworskim wyglądem, lecz Louvel nie zwracał na to uwagi. Cieszył się prawdziwym, spokojnym popołudniem z dala od otaczającej go ciemności oraz pracoholizmu. Po raz pierwszy nie miał ochoty być żadnym mediatorem oraz nie ugłaskiwać nikogo - namiastka nigdy niedoświadczonej wolności.
- Jak ci się tutaj podoba? - zaczął spokojnie, od niegroźnego pytania, kiedy szli wzdłuż alejki kierując się do magicznej fontanny. Nie tylko oni postanowili nacieszyć się wyjątkowo pięknym dniem - gdzieniegdzie na kocach siedziały pary, inne dzieci biegały wokół nagromadzonej wody. Z kolei Lou zastanawiał się nad zachowaniem Arleen w podobnej sytuacji - to dziwne, lecz nigdy jej w takowej nie widział. Czy poradzi sobie z dziecięcą beztroską oraz rozprężeniem w starciu z odpowiednim zachowaniem się?




When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is  not the end
Powrót do góry Go down
Arleen Rowle
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4513-arleen-rowle http://www.morsmordre.net/f262-cheshire-lyme-park
Dama, ukochana córka
9
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
10
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skwerek   26.05.17 19:02

Naprawdę ucieszyłam się, gdy mój ojciec zaproponował mi wspólny spacer. Tak rzadko miałam okazję spędzić z nim większą część swojego czasu, że z prawdziwą radością i wdzięcznością przyjęłam jego pomysł, na który oczywiście przytaknęłam. Spacer miał odbyć się po południu, skutecznie odwracało to moją uwagę od jakiejkolwiek nauki, myślami fruwałam po swojej garderobie szukając idealnej sukienki, którą mogłabym założyć na taką uroczystość. Bo spotkanie z ojcem było dla mnie niezwykle ważnym wydarzeniem i nie można było temu zaprzeczyć. Dzisiejszego dnia za nic robiłam sobie uwagi nauczycieli, że powinnam się skupić na książce, a nie bujać w obłokach. Chociaż zazwyczaj przykładałam się do nauki i nie można było mi niczego złego zarzucić, to dzisiejszego dnia pozwoliłam sobie na swobodę i potraktowania nauczycieli swoją własną miarą i sprawiając, że dzisiejszy dzień był dla nich zdecydowanie trudniejszy.
Skrupulatnie przygotowywałam się do wyjścia, kazałam sobie pięknie wyczesać włosy, aby najmniejszy kołtun nie został na mojej głowie. Kazałam przygotować sobie dziesięć sukienek, z których miałam wybrać tą idealną na dzisiejsze popołudnie. Kazałam się wypryskać ładnymi perfumami i idealnie wyczyścić buciki. Wszystko miało być na najwyższym poziomie. A potem pojawił się ojciec, który chwycił mnie za dłoń i zabrał na ten upragniony spacer. A ja starałam się iść obok niego, z idealnie wyprostowanymi plecami, z wysoko uniesioną brodą i co jakiś czas na niego spoglądałam, czekając na pochwały.
Pojawiliśmy się w małym parku, daleko od naszego miejsca zamieszkania. Rzadko miałam okazję zwiedzić inne rejony Anglii, dziecięca ciekawość wzięła górę, więc co jakiś czas oglądałam się za czymś ciekawym, wcześniej kompletnie mi nie znanym. Widziałam panie i panów, którzy spędzali wspólnie czas siedząc na ławeczce, nie raz i nie dwa przebiegała obok nas grupka dzieci, w tym także panienki mojego wzrostu, które trzymając w dłoniach kwiatki zerwane z okolicznego trawnika, biegły za chłopcami z rumieńcami na policzkach. Patrzyłam na to wszystko z pewnego rodzaju ciekawością, nigdy nie pomyślałabym, że ktoś mógłby się tak bawić. Uniosłam głowę w kierunku ojca, gdy padło pytanie. Zacisnęłam lekko usta, szukając odpowiednich słów.
- Jest tu bardzo ładnie, ojcze. Bardzo podoba mi się ta fontanna, ale te dzieci wchodzą do niej i brodzą w niej, nawet dziewczynki w sukienkach - odpowiedziała, a mój wzrok utkwił na jednej panience, która właśnie z piskiem unosiła dół swojej kiecki do góry, ukazując nóżki i za nic mając sobie krzyki swojej opiekunki.
To na pewno nie było zachowanie odpowiednie dla dziewczynek, aczkolwiek ciekawiło mnie jak to jest czuć na swoich stopach przyjemny chłód wody, tym bardziej, że zaczynały mnie troszkę boleć w nowych bucikach. Spojrzałam ponownie na ojca ciekawa jego reakcji na ten widok.


Powrót do góry Go down
Louvel Rowle
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle http://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 http://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 http://www.morsmordre.net/f262-cheshire-lyme-park http://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
łącznik z duchami w MM
33
Szlachetna
Wdowiec
Death is not the end.
10
20
0
0
0
5
3
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Skwerek   21.06.17 11:10

Nieświadomy poczynań własnej córki odnośnie nauki oraz stosunku do guwernantek Lou nie spodziewał się, że swoją propozycją wspólnego opuszczenia Cheshire ujemnie wpłynął na dzisiejsze zajęcia Arleen. Uważał ją za odpowiedzialną, rozsądną dziewczynkę podchodzącą do zdobywania cennej wiedzy niezwykle poważnie. Wszakże był czas na lekcje, a był czas na zabawę - tej jej nigdy nie szczędził kiedy wywiązała się już ze swoich obowiązków. Prawda jest również bolesna, ponieważ Louvel nie kontrolował poczynań swojej latorośli nazbyt często. Jej wychowanie całkowicie zrzucał na nauczycieli oraz opiekunki, samemu rzadko przypominając sobie o tych powinnościach. Zajęty był pracą oraz spotkaniami towarzyskimi mającymi ogromny wpływ na porządek magicznej społeczności, której był częścią. Kochał córkę, lecz pamiętał też o rodowej tradycji - ostatnim, czego chciałby dla niej było przesadne roztkliwianie się nad własną osobą. Widział w niej przyszłą lady Rowle, dumną oraz niezłomną kobietę potrafiącą oddzielić uczucia od powinności - te pierwsze pozostawiając w słusznym uśpieniu jak na wilka przystało. Nie spodziewał się nawet jak mocno to wszystko wymknęło się spod kontroli. W swoim tragicznym cierpieniu zapomniał o tym, że jego córka również mogła przeżyć śmierć matki - prawdopodobnie założył z dużą pewnością siebie, że ich brak kontaktu nie wytworzył w żadnym stopniu więzi mogącej mieć wpływ na dalsze życie Arleen. Lou często wysnuwał wnioski oparte jedynie o własne przekonania, nie sprawdzając nawet ich prawdziwości - notorycznie mianował się człowiekiem nieomylnym - a w konfrontacji z rzeczywistością przeżywał niemałe zaskoczenie. Istniało duże prawdopodobieństwo, że tyle lat własnej ignorancji zaowocuje w niedalekim czasie przykrym szokiem, kiedy prawda okaże się rozmijać z jego osądami uważanymi przezeń jako stabilny pewnik.
Idąc tutaj uzmysłowił sobie, jak mało zna swoją córkę. Widział ją jako przykładną, wykształconą lady, lecz co lubiła robić? O czym myślała? Jakie były jej obawy? Marzenia? Wolała grę na skrzypcach czy naukę tańca? W myślach gorączkowo szukał odpowiedniego dla jej wieku tematu, który mógłby poruszyć - a kiedy odpowiedziała mu pustka, stracił trochę rezonu. Denerwował go trochę wszechobecny harmider, niewychowane dzieci oraz szczęśliwe rodzinki niewidzące niczego złego w swoim zachowaniu pozbawionym dobrych manier. Mruknął coś niesłyszalnego pod nosem, następnie zebrał się w sobie, żeby uczynić tym popołudniem przyjemnym dla nich obojga.
- Niestety czarodzieje niżsi stanem nie znają zasad etykiety, nie uczą zatem ich podstaw własnych dzieci. Żyją więc w kokonie z własnych wad nawet nie wiedząc, że robią źle. Chociaż gdyby poprawnie interpretowali postawione znaki lub przynajmniej ich nie ignorowali, zrozumieliby, że kąpiel w fontannie nie tylko nie przystoi, lecz także jest zabroniona - odparł, podbródkiem wskazując na widniejący niedaleko znak traktujący o zakazie podobnych praktyk. - Za to bije od niej przyjemny chłód. Mam nadzieję, że nikt nas nie obleje, chciałbym sprawdzić starą legendę mówiącą o magicznej fontannie - dodał z lekkim uśmiechem na twarzy. - Chcesz też? - spytał ciekawy reakcji córki. Póki co wyjął z sakiewki tylko jedną monetę, którą zaraz rzucił w wodną toń. Ryzykując naprawdę wiele, lecz w tej chwili ciekawość wygrywała z obawami o konsekwencje.




When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is  not the end
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skwerek   21.06.17 11:10

The member 'Louvel Rowle' has done the following action : rzut kością


'k100' : 78


Powrót do góry Go down
Arleen Rowle
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4513-arleen-rowle http://www.morsmordre.net/f262-cheshire-lyme-park
Dama, ukochana córka
9
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
10
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skwerek   21.06.17 15:00

Nigdy nie sądziłam, że moje poczynania kiedykolwiek wyjdą na jaw. W kłamstwie byłam tak samo dobra jak w retoryce, którą tak silnie wbijano mi do głowy. Byłam pewna, że w razie czego uda mi się wybronić, a służba jest zbyt tchórzliwa, aby poskarżyć się na moje zachowanie. Nawet nie wiedziałam jak bardzo zbyt pewna siebie jestem oraz, że o moim nieodpowiednim zachowaniu ojciec już niedługo się dowie i to wcale nie od przeklętych guwernantek.
Wszystko zaczęło się w momencie, gdy mama umarła. Mimo że wcale nie poświęcała mi swojego czasu i właściwie się nie widywałyśmy, to była między nami więź. Więź między córką a matką pojawia się już w trakcie pojawienia się dziecka na świecie i zabranie mnie od niej nie sprawiło, że ta więź prysła. Była. Ja ją czułam i pielęgnowałam w swoim sercu. A gdy mama znikła, to ja bardzo to przeżyłam.
Być może moje zachowanie faktycznie wymknęło się spod kontroli, może to wina opiekunów, którzy pozwolili mi wejść sobie na głowę. Po śmierci mamy na dużo mi pozwalali, widzieli bowiem mój smutek w oczach. Nauczyli mnie swobody, nauczyli mnie tego, że mogę nimi rządzić i pomiatać i jeśli do kogokolwiek miałyby pójść pretensje, to na pewno nie do mnie. Zachowywałam się tak jak na członka rodu Rowle przystało, byłam władcza, tak jak wszyscy wokół. Szkoda tylko, że nie potrafiłam odróżnić prawdziwej władczości i niezależności oraz umiejętności dyrygowania innymi od swojego zachowania, które było po prostu nękaniem niżej położonych. Ale czego można wymagać od dziewięcioletniego dziecka, prawda? Tym bardziej, że ojcec również nigdy nie zauważył, a może nie chciał zauważyć tego, że dzieje się coś ze mną niedobrego? Nikt mnie nigdy za to nie ukarał, po tylu latach, było to dla mnie normalnością i nawet nie chciałam sobie wyobrażać dnia, gdy okaże się, że wcale tak nie jest.
Swojego ojca słuchałam uważnie, zawsze starałam się wyciągać z naszych wspólnych chwil jak najwięcej. Uwielbiałam spędzać z nim czas, czułam się wtedy szczęśliwa, w centrum jego zainteresowania. Pragnęłam być jego oczkiem w głowie, jego jedyną miłością i jedyną osobą, której poświęcałby swój czas. Oczywiście rozumiem, że ma pracę i obowiązki, dlatego nigdy nie tupnęłam nogą i nie kazałam mu się sobą zająć. Przed ojcem zawsze byłam idealna.
- Nauka etykiety powinna być obowiązkowa, ojcze - odezwałam się po krótkiej chwili milczenia. Musiałam zebrać słowa, bo chciałam brzmieć mądrze. - I umiejętność czytania także. Ja wiem co tam jest napisane, zakazy są po to by je przestrzegać i nigdy nie wsadziłabym tam nóżek. Gdyby tamte panienki umiały czytać i ktoś nauczyłby je przestrzegania zasad, to jestem pewna, że nikt by się tam nie bawił. Fontanna nie jest do tego, by się na niej bawić, tak samo jak schody czy biurko w twoim gabinecie.
Wykazałam się ogromną wiarą w ludzkie zachowanie. Chociaż wiedziałam, że są to osoby od nas niżej usytuowane w społecznej hierarchii, to byłam tylko dzieckiem, a dzieci chyba tak mają, że najpierw widzą tylko tą dobrą stronę i wykazują się nadmierną naiwnością. Nawet jeśli podczas nauk stara się im to wyperswadować.
- Ta fontanna jest magiczna? - zainteresowałam się. - Jak ty chcesz sprawdzić, to ja też chcę.
Nie potrafiłam ukryć tego, że moje oczy zalśniły z podniecenia. Dawno nie spotkało mnie coś innego niż to, czego mogłam doświadczyć w murach naszej posiadłości. Dlatego bardzo się podekscytowałam, mimowolnie mocniej ściskając ojcowską dłoń. I chociaż starałam się zachować powagę i nadal stałam prosto z wysoko uniesionym podbródkiem, to lekko się wychyliłam chcąc obserwować opadającą monetę. Byłam bardzo ciekawa tego, co się wydarzy.
Nagle poruszyła się syrena, a ja aż otworzyłam szerzej oczy i, troszkę niegrzecznie, uchyliłam usta ze zdziwienia. Wpatrywałam się w nią z zafascynowaniem i słuchałam jej pięknego śpiewu do momentu, aż ojciec się do niej nie dołączył.


Powrót do góry Go down
Louvel Rowle
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle http://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 http://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 http://www.morsmordre.net/f262-cheshire-lyme-park http://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
łącznik z duchami w MM
33
Szlachetna
Wdowiec
Death is not the end.
10
20
0
0
0
5
3
5
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Skwerek   01.07.17 18:41

Więzi międzyludzkie wszystko psuły - sprawiały, że w życiu każdego człowieka nadchodzi czas na smutek, kiedy wypracowane relacje okazywały się nietrwałe. Rozczarowanie z każdym dniem zmierzało w stronę Louvela, który nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie chciał tylko nadwyrężać rodowych tradycji, chociaż granica była niezwykle cienka oraz łatwa do przekroczenia. Poruszał się po omacku w ojcowskich przykazaniach oraz zakazach mogąc jedynie wierzyć, że nie zawiedzie go intuicja. Nie rozpuści swej córki - chociaż już była rozpieszczona do granic możliwości. Czułość była jedyną, czego szczędzono jej w Cheshire - lecz mimo tak jawnych luk wychowawczych Arleen potrafiła przynajmniej stwarzać pozory idealnej arystokratki. Dziecka, którym nadal była - a które nigdy się nie skarżyło na swój los. Cieszyła się, oczekiwała tych nielicznych spotkań z rodzicem, nieopiewających w surowe reprymendy lub polityczną indoktrynację nakazującą stawiać się wyżej ponad resztę społeczeństwa, a szczerą nienawiścią darzyć szlamy oraz ich popleczników. Dzisiejsze popołudnie przypominało zwykły spacer ojca z córką; dookoła nich przesuwał się klatka po klatce sielankowy obrazek niewychowanej, lecz beztroskiej dzieciarni oraz ich roześmianych rodziców. Lou obserwował to wszystko zza szyby, podobne zachowania wszakże ich nie dotyczyły. Byli jedynie widzami małp w klatkach, tego jak się w swym małpim gaju bawią, budząc w nim samym jedynie niesmak. Nigdy nie zaznał tej formy swobody, chronił zatem od niej też swoje dziecko, wiedząc co jest dla niej najlepsze. Na pewno nie tak ordynarny brak zahamowań. Ci ludzie świadomie pozbawili się godności - w ten sposób to widział. Sądził, że Arleen go rozumiała.
Inną historią było chodzenie boso po trawie w ogrodzie - sam ukradkiem tak niekiedy robił po ciężkim dniu - czym innym było z kolei taplanie się w miejscu niedozwolonym. Z uwagą słuchał słów swojej latorośli odczuwając dumę, że podzielała jego zdanie. Być może było ono jedynie powieleniem zasłyszanych wcześniej opinii – jego czy kogokolwiek z rodu Rowle - nie ulegało jednak wątpliwościom, że widocznie trafiły one na podatny grunt. Z marszu zalały go pozytywne emocje, wzmagające u niego dobry humor.
- Jesteś bardzo pojętną uczennicą Arleen. Jestem niezwykle rad, że przejawiasz zdrowe poglądy oraz kierujesz się rozsądkiem, nie emocjami - wyraził swoje zadowolenie. Ułożył na chwilę dłoń na jej wątłym ramieniu, będącym chyba szczytem werbalnego wyrażenia jego aprobaty. Uśmiechnął się nieznacznie, celowo omijając wzrokiem dzieci w pobliżu nich. Całkowicie skoncentrował się na fontannie.
- Tak jest. Niegdyś pewien czarodziej ją wyrzeźbił, następnie tchnął w nią magię, która jednak była uśpiona przez obecność… mugoli. Powiadają, że pewnego dnia jakiś złodziejaszek uciekał właśnie z sakiewką wypchaną galeonami, lecz na swojej drodze natknął się na dzielnego czarodzieja, który własnoręcznie zatrzymał opryszka. Bohater zginął od ciosu nożem w serce, lecz uciekinierowi wypadła sakiewka - wszystkie monety wpadły wprost do fontanny. To ostatecznie uruchomiło magię, figurki syren ożyły i zapłakały gorzko nad zmarłym. Ich łzy go ocaliły sprowadzając do krainy żywych, a złodziej trafił do więzienia - opowiedział skróconą wersję legendy. - To pewnie tylko mit - dodał, wręczając córce jedną z monet. W chwili, kiedy jego opadła na dno, zupełnie jak w powieści syreny ożyły - tym razem pięknie śpiewając. Louvel niestety musiał do nich dołączyć; będąc jednak beznadziejnym śpiewakiem zaczął strasznie fałszować. Ludzie wokół zaczęli im się przyglądać, dzieci chichotały, a z kolei Rowle przestał katować innych swoim głosem dopiero w chwili, kiedy galeon upadł na dno fontanny. Mężczyzna nie wyglądał ani na zdenerwowanego ani na rozczarowanego - wręcz uśmiechał się, kręcąc głową z niedowierzaniem.




When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is  not the end
Powrót do góry Go down
Arleen Rowle
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4513-arleen-rowle http://www.morsmordre.net/f262-cheshire-lyme-park
Dama, ukochana córka
9
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
10
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skwerek   26.07.17 0:19

Z przeogromnym zainteresowaniem słuchałam ojcowskiej opowieści o złodziejaszku i mimowolnie odetchnęłam z ulgą gdy usłyszałam, że końcem końców, bohaterski czarodziej przeżył, a cała historia dobrze się skończyła. I naprawdę chciałam wierzyć, że tak właśnie było, ale cały mój zapał opadł w momencie stwierdzenia, że to tylko mit. Aż opuściłam spięte do tej pory ramiona i zacisnęłam usteczka w prostą linię. I nawet pochwała, którą przed chwilą otrzymałam od ojca, straciła trochę na wadze, gdy coś, co było tak piękną historią zostało tak brutalnie zabite. Nie powiedziałam jednak nic, kiwnęłam lekko głową odwracając wzrok i ponownie skupiając się na fontannie.
Śpiew ojca był dla mnie czymś całkowicie niecodziennym, nie pamiętam kiedy ostatnio, i czy w ogóle, miałam okazję słuchać jego głosu w takim wydaniu. Nie było to najpiękniejsze, moja nauczycielka od muzyki pewnie złapałaby się za głowę i zatkała uszy. Ale ja nie mogłam oderwać wzroku od taty i nie wiedziałam czego chcę bardziej słuchać. Pięknego śpiewu syren czy ojca. Bardzo, bardzo żałowałam gdy skończył. Patrzyłam na niego z lekko rozchylonymi ustami nie wierząc w to, co miało miejsce. Zaraz nerwowo rozejrzałam się po okolicy, wszyscy na nas patrzyli, jak byśmy byli dziwakami. Bardzo się oburzyłam! W końcu to oni przed chwilą chodzili boso tam, gdzie nie wolno. To bardziej zasługuje na naganę, niż śpiew mojego taty. Spojrzałam na niego, myślałam, że będzie równie oburzony co ja, ale on tylko się uśmiechnął i pokręcił głową. Jeszcze bardziej mnie to zdziwiło.
- Nie złościsz się? - zapytałam ze zdziwieniem. - Wszyscy się na nas dziwnie patrzą. I ta fontanna. Mugole tego nie słyszeli, prawda?
Mój głos był pełen przejęcia, tyle dziwnych rzeczy na raz, tyle emocji, tyle bodźców, których na co dzień nie doświadczałam. Z jednej strony moje dziecięce serduszko też chciało złamać zakaz i zanużyć stópki w wodzie, z drugiej strony wiedziałam, że mi nie wolno i ojciec byłby bardzo zły, dlatego bardzo z tym walczyłam; z jednej strony równie mocno chciałam zacząć śpiewać tak beztrosko jak tata, z drugiej miałam głosik w głowie, który mówił mi, że to niegrzeczne. Tyle sprzeczności!
W końcu zdecydowałam się sama wrzucić monetę do fontanny. Machinalnie sięgnęłam po ojca dłoń, ale trafiając na kawałek materiału jego ubrania - to je mocno ścisnęłam i wychyliłam się nad wodę obserwując opadający pieniądz. Tak bardzo byłam ciekawa co się stanie! Aż czerwone wypieki pojawiły mi się na policzkach!


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skwerek   27.07.17 2:00

The member 'Arleen Rowle' has done the following action : rzut kością


'k100' : 97


Powrót do góry Go down
 

Skwerek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» Kolorowy skwerek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17