Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Enklawa bahanek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Enklawa bahanek   12.03.16 2:52

First topic message reminder :

Enklawa bahanek

Bahanki nigdy nie były uważane za największą atrakcję magicznego zoo, czarodzieje w większości mają je za złośliwe pasożyty - dzięki temu jednak mogły zbudować tutaj swoją odizolowaną, cichą enklawę, do której w gruncie rzeczy mało kto się zapuszcza i w której mogą żyć spokojnie. Te brzydkie, włochate elfy bywają potwornie złośliwe wobec każdego - i tylko wobec tych - którzy zakłócą ich spokój zbyt głośnym zachowaniem.
Enklawa jest rozległą wiecznie - nawet zimą - zieloną polaną otoczoną drzewami, w których bahanki najczęściej szukają schronienia. Pośrodku polany znajdują się trzy stoliki, z których raczej korzysta niewielu gości; ponoć na życzenie zwiedzających skrzaty przynoszą tutaj soki, alkohole lub insze słodkości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   08.08.17 2:11

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 93

--------------------------------

#2 'k10' : 5

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   09.08.17 0:28

Był oszołomiony i nic nie rozumiał. Jedyne, co do niego docierało, że to jeszcze nie koniec. Odsiecz zaczęła się - wiele? - dni temu. Nie miał pojęcia ile. Nie miał pojęcia, jak długo to wszystko trwało. Czy to ma być koniec tej historii? Musiał walczyć. Kiedy nieznajomy się odezwał, Bott był już niemal pewien, że to strażnik, albo ktokolwiek, kolejna osoba mająca go pilnować, lub znów zrobić coś, co oddali go od zmysłów.
W jakim celu? Fakt, że nie zadawano mu pytań wydawał mu się najdziwniejszy. Choć jednocześnie pocieszający. I tak nic nie mógłby powiedzieć. Tylko skoro nie chcieli informacji, po co to wszystko? Dlaczego go tam nie zabili, w jakim celu go trzymali?
Co z pozostałymi?
Ciągle świtało mu to w głowie. Nie mógł jednak w tej chwili myśleć o innych. Nie, będąc sam na sam z uzbrojonym człowiekiem, co do którego złych zamiarów był absolutnie przekonany. Musiał coś zrobić, spróbować odebrać mu różdżkę, która w tej chwili wydawała mu się jedyną nadzieją - nawet, jeśli próba wydawała się z góry skazana na porażkę. Był osłabiony i obolały przez rozległe poparzenia. I... chyba miał dość. Po prostu.
Nie udało się. Był blisko, już niemal złapał różdżkę, jednak nieznajomy zdążył w porę się usunąć, Bott z trudem utrzymał się na nogach, dysząc przy tym ciężko. Nie zadawał już pytań. Od samego początku niewiele rozumiał. Był oszołomiony, otumaniony, a jedynym jego celem była ucieczka - a jedynym środkiem, by to osiągnąć różdżka.
Nie znał zaklęcia, które w niego trafiło. Słowo brzmiało obco, Bott nigdy nie miał bliżej do czynienia z czarną magią. Kiedy poczuł swędzenie, niemalże odruchowo podrapał ramię, nie potrafiąc się powstrzymać. Zaraz jednak poczuł pod palcami krew, a swędzenie zaledwie na chwilę zastąpił ból, zaraz przy jego paznokciu zawisnął niewielki kawałek skóry.
Swędzenie jednak nie ustawało, stawało się nie do zniesienia, jakkolwiek Bott nie próbował się powstrzymać przed dotykaniem swojego ciała.
- Przerwij to.
Syknął jedynie, choć doskonale wiedział, że cokolwiek powie, nie ma to najmniejszego znaczenia. Wszystko, co się działo wydawało mu się cholernie nierealne. Zbyt nierealne, jak koszmarny, surrealistyczny sen. Nie mogło być inaczej, oto człowiek-szczęście, którego szczęście przestało się trzymać w najgorszym możliwym momencie. Dlaczego? Starał się wytrzymać, w końcu to tylko swędzenie, jednak z każdą chwilą, kiedy ignorował potrzebę złagodzenia go, robiło się coraz bardziej nieznośne i trudne do zignorowania. Usiłował potrzeć kolejne miejsce, jednak to jakby nic nie dawało. Musi zdobyć różdżkę.
Choć kiedy znów wbił w nią spojrzenie, dostrzegł że osoba która ją trzyma, także nie jest w całkowicie dobrym stanie. Coś się z nim działo, coś było nie tak. Nie było jednak czasu na pytania, musiał podjąć kolejną próbę.


59/224 (eee, źle sprawdziłam wcześniej, nie jest tak źle! c: )
Czuję żal za bezpłciowość tego posta i obiecuję poprawę. :<





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood http://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
9
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   10.08.17 0:24

Pustka krążyła wokół niej zaciekle, podsyłając tylko marne cienie - czaiły się w tle, budząc niepewność, zwątpienie i ciągnąc w dół, jakby ktoś przywiązał do jej drobnych stóp głaz, zmierzający prostą drogą na dno. Znikali, rozpływali się z dnia na dzień, zostawiając ją i swoje życie za sobą. Ból nie mijał, gdy kuliła się kolejne dni na nowym łóżku, próbując wyjść z tej paskudnej pułapki - wpędzała się w nią sama? Wiele razy słyszała, jak bardzo jest dzielna, odważna, wytrwała i nieugięta. Była. Gdy łzy płynęły wartko, szloch dusił, nie czuła tych cech ani trochę. Bała się, o siebie, o brata i w końcu - o przyjaciół, którzy zniknęli nagle. Wiedziała o odsieczy, w myślach wykopywała pobieżne informacje, które nie trafiały do niej tak, jak powinny - rozpacz zaburzała ich odbiór, choć zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. Stała wtedy przed ciężkim wyborem - nie czuła się gotowa, by nieść pomoc, gdy sama była w rozsypce, pierwszy raz w życiu niezdolna do uśmiechu i absurdalnych historii. Czy w takim stanie byłaby przydatna? Pragnęła pomóc, nie chciała szkodzić. Dlatego właśnie zdecydowała się pozostać w Ruderze, oczekując powrotu Eileen i Bertiego. Siedziała jak na szpilkach, nie mogąc wytłumaczyć Artemisowi sytuacji w żaden logiczny sposób - zwalała więc wszystko na żałobę po rodzinie. Cała czwórka... Nie potrafiła oswoić się z myślą, że ich wspólny świat pochłonęły płomienie, kierowane różdżkami odrażających fanatyków, popleczników idei zniszczenia i skrajnej nierówności. Snuła się po domu, zauważając, że łzy już dawno nie płyną - skończyły się?
Nie wrócili. Serce pękało pod wpływem kolejnych wiadomości, otrzymywanych od Zakonników - nie zawsze konkretnych. Czy ciągnęła za sobą pecha, czy stalowym łańcuchem okrążył bladą kostkę; kula u nogi, zbyt ciężka, by zamachnąć się i pokonać przeciwników. Złe wieści zgięły ją w pół, pełen niedowierzania wzrok chaotycznie prowadząc po wszystkim, co nie miało najmniejszego znaczenia - po materialnych przedmiotach, których nawet nie zauważała. Potrzebowała życia, w sobie, w innych, musiała wskrzesić je na nowo, odbudować na zgliszczach, wznieść je dumnie i wyjść naprzeciw złu. Nie było łatwo. Sen nie przynosił ukojenia, przerywany koszmarami i nagłymi zrywami. Ze smutkiem obserwowała bliźniaka, decydując się na podjęcie działań. Wyjaśniła mu, że wróci niedługo, żeby nie ruszał się z domu, że czeka parę spraw, które trzeba załatwić. Wyszła wieczorem, trzydziestego kwietnia, pragnąc zebrać myśli. Świat wydawał się dziwny, odległy, fałszywy i szary, zupełnie inny niż dotychczas, mimo zachodzącego spokojnie słońca i pięknych barw rozlanych na płótnie nieba. Zatrzymała się przed domem Potterów, osłupiała wpatrując się w upamiętnienie tragedii. Nie, Sue.
Szła dalej. Drzewa szumiały cicho, łagodząc zbolałe myśli, wygładzając ich ostre krawędzie, jakimi kaleczyła się podczas ostatniego tygodnia. Powędrowała palcami po korze rosłego dębu i zerknęła w górę, nim wspięła się na niego - z trudem, po długim okresie spoczynku. Liście, jeszcze jasnozielone, zakryły ją, lecz nie kuliła się w objęciach drzewa. Zbierała siły, oddychając głęboko. Potrzebowała życia. Potrzebowała zwierząt. Teleportowała się, gdy niebo zawisło na granicy dnia i nocy.
Zaklęcie kameleona pozwoliło jej na wślizgnięcie się ogrodu magizoologicznego. Podążała powoli, omijając ścieżki, by móc obserwować jak najwięcej zwierząt, jeszcze z dystansu, niezbyt gotowa na bezpośrednie zetknięcie. Bała się, że znikną - jak mama, tata, babcia, dziadek, Eileen i Bertie. Jak ona. Usiadła w cichym zakątku, po turecku, czekając na nadejście nocy - przyniosła jej gwiazdy. Wpatrywała się w nie długo, niewzruszona zimnym gruntem. Trawa była miękka, świeża i pachniała, mieszając się z wonią wieczornego powietrza. Zamknięcie w czterech ścianach nie sprzyjało jej. Pod otwartym niebem zaczynała dostrzegać, jak ważne jest teraz stawanie do walki.
Zmarszczyła brwi, czując dziwny niepokój. Coś było nie tak. Targnęło jej sercem, wzbudzając lęk, jakby dotykała jej sama czarna magia; oplatała ją powoli, aż zerwała się z miejsca, różdżkę trzymając w gotowości. Zaklęcie Kameleona już dawno przestało działać, ale nie widziała w pobliżu nikogo. I wtedy usłyszała trzaski, krzyk, dźwięki, które nie powinny mieć miejsca. Złe przeczucie podsunęło serce do gardła. Szła powoli - zdawało jej się, że słyszy głosy - ponoć nienormalni już tak mieli, lecz ona nie wariowała. Dostrzegła dwie postaci, zacienione i obserwowała je z daleka. Wyglądało na to, że ktoś potrzebował pomocy. Dopiero promień zaklęcia, rozjaśniający nieco twarze, uświadomił jej, że ma przed sobą Botta. Zakryła usta dłonią, nie chcąc przypadkiem krzyknąć, ale z jej ust wyrwało się tylko ciche pytanie, którego z takiej odległości usłyszeć nie mogli. Bertie?
Uniosła różdżkę. Kolejny raz musiała stać się Susameleonem. W ten sposób mogła zdziałać więcej, niż przystępując do bezpośredniego ataku na nieznanego oprawcę. Bertie nie wyglądał dobrze. Jej podkrążone, zapuchnięte oczy były niczym w porównaniu do jego zranień. Rzuciła Zaklęcie Kameleona, prosząc w duchu Godryka, by nerwy nie zaprzepaściły szans na ukrycie się.

| 220/220




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   10.08.17 0:24

The member 'Susanne Lovegood' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 22

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair http://www.morsmordre.net/t4416-avari http://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen http://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 http://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
18
2
4
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   10.08.17 0:55

Nie miał pojęcia, co tak naprawdę działo się z jego organizmem. Wielokrotnie spotkał się z agresywnymi i groźnymi czarami, których celem nie było jedynie krótkotrwałe uszkodzenie przeciwnika, jednak dolegliwości, które mu towarzyszyły nie charakteryzowały żadnego z nich. Był oczytany, lubił posiadać wiedzę skutkującą wyprzedzeniem przeciwnika o krok, ale cała ta szopka sprawiła, że czuł się parędziesiąt metrów za jego plecami. Otumanienie, drętwienie stawów i ten nieustający, impulsujący ból w żyłach doprowadzał szatyna do szewskiej pasji, i choć z każdą chwilą coraz mniej przykuwał do niego uwagę, to nie dawał o sobie zapomnieć. Objawy nie ustępowały, a wręcz zmagały się na swej sile. Musiał działać.
Przetarłszy wierzchem dłoni brudne od krwi usta uniósł wzrok na chłopaka, a jego wargi wygięły się w zaciętym wyrazie. Nie było mu do śmiechu – w zasadzie nawet nie miał ochoty na kpinę, która była jego rodzoną siostrą i najwierniejszą towarzyszką. Świadomość faktu, iż ktoś go zaatakował budziła w nim wszelkie mechanizmy obronne i przede wszystkim złość, jaką od bardzo dawna starał dusić w sobie. Gardził emocjami, brzydził się ludzkimi uczuciami, dla których wielu gotów było oddać zdrowie, szacunek, a często nawet życie. Walczył z nimi, zagłuszał do tego stopnia, że tylko tym pierwszym w skrajnych sytuacjach udawało się przebić mur i wydostać do świata zewnętrznego plądrując przy tym umysł.
Przez chwilę pożałował, że nie zabił go od razu. Pozbyłby się problemu uspokajając w myślach, że prowodyr całej tej maszkarady kąsa kwiatki od spodu, a tak musiał wchodził w dysputy niekoniecznie mając na to chęć. Oczywiście każdy lubił odpowiedzi, jednak one bywały studnią, której rzekome dno okazywało się tylko możliwością wyciągnięcia głowy i złapania haustu powietrza, by przetrwać kolejne ciągnięcie w głębinę – do kolejnego iluzorycznego wyjścia.
Wyciągnął ramię w jego kierunku dając wyraźne ostrzeżenie, że to dopiero był początek. Widoczne rany i osłabienie oponenta wzmacniały w nim pewność, że tylko nagły, silniejszy atak w środku jego organizmu mógł sprawić, że konkurent by go rozbroił. Kontrolował sytuacje wcale nie zamierzając oddawać sterów.  -Kim jesteś i co tu robisz?- spytał twardym tonem ignorując jego prośby. -Gadaj albo zaraz sprawię byś przypadkiem podrapał się po jajach i wierz mi na słowo nie będzie to tak przyjemne, jak każdego innego ranka.- warknął dosadniej licząc, że chłopak miał na tyle rozumu, by zrozumieć, że on wcale nie żartował. Rany pojawiające się wskutek zadrapań wcale nie robiły na nim wrażenia – lubił wykorzystywać ów zaklęcie jako wstępną torturę.

|213-60= 156






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   10.08.17 23:50

Nadzieja. Odrobina nadziei, jaką dostał zaraz po przeniesieniu trochę go ożywiła. Trochę, tylko trochę, jednak to wystarczyło by dać mu siłę na próbę, która okazała się równie bezkuteczna, jak wydawała się na początku. Było coraz gorzej, choć do Botta powoli zaczynały docierać nowe niejasności. Był rozproszony i niewiele rozumiał, wiedział tylko tyle, że był w - czym? - jakimś więzieniu, jakiejś celi, doskonale pamiętał każdą chwilę, choć nie byłby w tanie powiedzieć, ile ich minęło, każda była bolesna i w jakiś sposób niszcząca. Później pojawił się błysk - a, kiedy się zbudził, równie, czy wręcz bardziej słaby niż przedtem, za to z dodatkowymi oparzeniami, nad nim stał on.
Doskonale pamiętał czarnowłosą kobietę podającą mu dziwne eliksiry. On musiał być jej zastępstwem. Tylko dlaczego zabrał go z celi? Ryzykował, choć ryzyko było minimalne, żałośnie nieznaczne - ale jednak!
Kolejna rzecz za to dotadła do niego dopiero teraz - on, ten ktoś, strażnik, bo kto inny - wyraźnie słabł. Co się dzieje? Bott nie miał jednak dużo czasu, by się nad tym zastanawiać, bo za chwilę padły pytania, które trochę rozjaśniły mu w głowie. Do tej pory żadne się nie pojawiły. To ma być przesłuchanie?
Utrzymywanie się na nogach było coraz trudniejsze. Rozproszony nie dostrzegł drobnego błysku światła, nie dostrzegł ruchu, który być może oznacza dla niego ratunek. Patrzył na Drew uważnie, na tyle na ile był w stanie, choć trudno mu było się nie wiercić, nie próbować przepędzić skutków zaklęcia, które kazało mu znów drapać skórę. Czuł charakterystyczną słodycz w ustach, gdy znów dostrzegł kawałki skóry oddzielające się od jego ręki i spływającą z ran krew, czuł ból i lęk przed tym, co będzie. Nie mógł jednak powiedzieć czegokolwiek. Choć sama forma pytania także go zaskoczyła. Coraz więcej wątpliwości. Coraz więcej niejasności.
- Co tu robię powinieneś doskonale wiedzieć. - prychnął, nie zamierzając się po prostu poddać. Cokolwiek się stanie. Starał się nie słuchać groźby, choć doskonale wiedział, że to wszytko to dopiero początek.
Co z pozostałymi?
Kiedy kolejny kawałek skóry opadł na ziemię, Bertie zachwiał się na nogach, wbijając w niego przez chwilę wzrok. Na odsieczy pierwszy raz w życiu walczył poważnie. Ona sama była jednym wielkim dramatem. Doskonale pamiętał wszystkich ludzi, Cassiana którego porzucili, mężczyznę którego wyciągnął z przepaści, ludzi którzy heroicznie trzymali kratę, choć musiało być to dla nich torturą. Odsiecz była koszmarem.
Ale do ostatniej chwili nie wierzył, że sprawy mogą potoczyć się aż tak źle.
Czy Ben dał radę?
Był coraz słabszy, a wyczerpanie psychiczne wpływało na niego równie mocno, czy nawet bardziej niż fizyczne.
- Co z pozostałymi?
Spytał, a wyczerpanie i ból niewątpliwie odbijały się w jego głosie. Musi wiedzieć, choć nie sądził, by dostał odpowiedź. Czy jakimś cudem udało im się uciec? Liczył chociaż na Alexandra, co do Josie, był boleśnie przekonany o tym, że nie miała szans.

54





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   11.08.17 12:14

Susanne przybyła do ogrodu magizoologicznego, by zebrać myśli i odetchnąć, ale nocą wydarzyło się coś strasznego, coś czego nikt nie przewidział. Magiczne anomalie dotknęły również ogród, zwierzęta były niespokojne, zrobiły się hałaśliwe, a przede wszystkim agresywne. Nagłe zaburzenia magii sprawiły też, że ludzie znikali i pojawiali się w dziwnych miejscach, czasem trafiając na inną, nieznaną im osobę. Świadkiem takiej anomalii stała się właśnie Susanne, lecz kiedy nieskutecznie rzuciła na siebie zaklęcie kameleona stało się coś równie dziwnego. Otoczyła ją niezwykła jasność, która oślepiła znajdujących się w pobliżu Drew i Bertiego, ale zgasła tak szybko jak się pojawiła. Próbująca zamaskować swoją obecność w pobliżu czarownica nie tylko zwróciła na siebie uwagę, ale też straciła — przynajmniej z oczu — jedno ucho, nogę i wszystkie palce ręki wiodącej, a różdżka wypadła jej z dłoni. Pozostały niewidzialne, a wadliwie rzucone zaklęcie kameleona przylgnęło do niej na stałe. Jasność, która na chwilę spowiła całą enklawę rozzłościła już wystarczające znerwicowane nocnymi wydarzeniami stworzenia. Z pewnością niespokojna, burzliwa magicznie noc nie wpływała zbyt dobrze na ich samopoczucie. Kilkanaście bahanek ruszyło w kierunku Susanne z wściekłością, jakiej nikt jeszcze u tych istot nie widział. Otoczywszy dziewczynę, stworzenia pogryzły ją dotkliwie.

| ST chwycenia różdżki niewidzialnymi palcami wynosi 30. Możesz do tego doliczyć punkty sprawności. Zaklecie kameleona, które zadziałało tylko częściowo na niektóre elementy Twojego ciała nie zniknie po 5 turach. Możesz zdjąć z siebie zaklęcie sama lub może ktoś ci pomóc. Ponieważ zaklęcie zostało rzucone niepoprawnie i Susanne odczuwa tego skutki również musi wykonać rzut kością, ST powodzenia w obu przypadkach wynosi 60. Atak wściekłych bahanek odebrał ci 150 punktów żywotności, a na twoim ciele zostało wiele krwawiących śladów po ukąszeniach. Niezbędna będzie pomoc uzdrowiciela.


Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood http://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
9
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   11.08.17 13:02

Zacisnęła usta, wpatrując się w swoją dłoń, wciąż jasną i widzialną, lecz szybko przeniosła spojrzenie na stojącą w oddali dwójkę. Nie cieszyła się długo swoją nie-kryjówką na środku otwartej przestrzeni. Czar zaczął działać z małym opóźnieniem, zmuszając różdżkę do nagłego rozbłysku - nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się to przy żadnym zaklęciu, a co dopiero przy zaklęciu kameleona... Serce przyspieszyło jej, a wzrok nerwowo podążył do oprawcy - nie miała wątpliwości, że teraz ją dostrzegą. Światło jarzyło się jeszcze chwilę, a wraz z jego zanikaniem zanikała ona - patrzyła z niedowierzaniem na swoją dłoń, powoli stapiającą się z otoczeniem. Jeden palec, drugi, ale coś było nie tak. Niewidzialna noga kryła się pod materiałem luźnej spódnicy i nie miała nawet pojęcia, że częściowo zniknęła, ucha również nie mogła dostrzec, ale pięć palców prawej dłoni zniknęło. Czar nie rozchodził się dalej.
Okropny szum otoczył ją, gdy zbierające się tłumne bahanki krążyły i atakowały, kąsając boleśnie. Jęknęła cicho z bólu, nawet nie zauważając, kiedy różdżka wypadła jej z ręki, lądując na trawie, ale resztkami rozsądku zmusiła się do unikania gwałtownych ruchów - tylko z początku odganiała od siebie stworzenia, starając się zapobiec większym urazom, lecz na próżno, niepodobne do siebie krążyły uparcie, nie dając wytchnienia. Kucnęła szybko, zakrywając się lewym ramieniem, woląc wystawić je na atak, niż ryzykować ukąszeniami prosto w twarz. Prawdopodobnie Bertie i jego towarzysz widzieli głównie chmarę pasożytów. Nie sądziła, by Bott przez ścianę rozszalałych elfów był w stanie rozpoznać ją - czy w obecnej sytuacji zmieniało to zresztą cokolwiek? Odetchnęła głęboko, pragnąc się uspokoić, ale szum rozpraszał i nie pomagał w wyrzuceniu okropnych myśli - obwiniała się ostatnio za całe zło świata, choć nie miała ku temu rozsądnych powodów, dlatego teraz, gdy dostała go jak na dłoni - nie mogła pomóc przyjacielowi - uderzyły w nią ze zdwojoną siłą. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie spróbowała. Wyciągnęła prawą dłoń, błądząc nią w trawie w poszukiwaniu znajomego drewna. Znikała rodzina, znikali przyjaciele, znikała ona, dlaczego, u licha, znikać musiała też różdżka? Jedynym szczęściem w całym nieszczęściu był fakt, że znalazła Bertiego. Ale coś z tym światem było ewidentnie nie tak.

| 70/220 (-40)




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   11.08.17 13:02

The member 'Susanne Lovegood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 17


Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair http://www.morsmordre.net/t4416-avari http://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen http://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 http://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
18
2
4
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   14.08.17 12:36

Bott się nie mylił, szatyn słabł wyraźnie, a próba utrzymania w ryzach całej sytuacji nie sprawiała, że czuł się lepiej. Musiał trzeźwo myśleć, trzymać równowagę i co gorsza starać się władać magią tak, by na wtór nie zrobiła mu krzywdy. Złość paliła go w gardle budząc najgorsze z instynktów, a wtem nie istniała już litość, zrozumienie tudzież inne ludzkie odruchy mogące zapobiec jeszcze większej katastrofie. Ani on, ani jego towarzysz nie mogli wiedzieć, co sprawiło, iż los zmusił ich do tej nierównej walki, bowiem tylko jednemu z nich dał różdżkę stanowiącą o sile i przede wszystkim władzy. Macnair nie zamierzał rezygnować z ów szczęścia, bo skoro było mu dane, to należało je wykorzystać w najbardziej odpowiedni sposób – widocznie przeznaczenie głosiło, że przetrwać mogli tylko najtwardsi i tym samym wybrało swojego kandydata dając mu wyraźną przewagę już od samego początku. Byłby głupcem, gdyby to zignorował.
Zaciskając palce na drewnie wciąż wpatrywał się w przeciwnika, któremu ból rozsadzał skronie, a nieustanne swędzenie płatami zrywało wrażliwą skórę momentalnie zalewającą się brudnym, szkarłatnym płynem. Uśmiechnął się szorstko, z satysfakcją i niczym kat stojący nad ofiarą wcale nie zamierzał dać mu nawet krzty wytchnienia. Cierpienie konkurenta sprawiało mu radość, dodawało fikcyjnej witalności, bo nieustannie lawirująca w krwi trucizna plądrowała coraz mocniej osłabiony organizm. Zapragnął wziąć od niego to, co mu zabrano – siły, jednak miał świadomość, iż nader duży uszczerbek sprawiał, że nie był w stanie zapanować nad tak wymagającym zaklęciem. Potrzebował medyka, musiał poddać się obserwacji w celu znalezienia źródła tak szybkiego wycieńczenia i drżenia każdego z mięśni, ale kiedy tylko to się stanie wiedział, że ów młodzian będzie pierwszy na jego czarnej liście. Nienawidził niefrasobliwości, niespodzianek i niepotrzebnych rekonwalescencji, których on miał być powodem.
-Faktycznie zapomniałem.- warknął pod nosem od niechcenia. -Przyszedłem tutaj po to, żeby podziwiać bahanki podczas ich godowych tańców i znalazłem jednego, nieco większego, który obecnie wije się na ziemi jak poparzony salamandrowym ogniem.- rzucił kpiąco irytując się coraz bardziej, że jego pytania nie są traktowane poważnie. Co z pozostałymi? – zmrużył oczy na ów kwestię i intuicyjnie rozejrzał się w prawą oraz lewą stronę, by mimo wszystko nie tracić go z pola widzenia. To mogła być kolejna z jego gierek. -Zaprosiłeś znajomych? A już myślałem, że sprowadziłeś mnie tu na romantyczną kolację pod gwiazdami tylko we dwoje i nie wiedziałeś jak zacząć te swoje…- nie zdążył dokończyć, gdyż jego uszu doszedł nietypowy dźwięk, jakoby rozzłoszczonych zwierząt, które skupiwszy się w jednym miejscu przeszły do ataku. Nie miał pojęcia kogo lub co obrały sobie za cel, jednakże wiedział, że musiał to sprawdzić. -Tak dużo do omówienia, a tak mało czasu. Pytałem grzecznie, nie raczyłeś odpowiedzieć dlaczego mnie tu ściągnąłeś.- przyjął teatralnie zatroskaną pozę nim kolejna fala bólu zalała jego ciało. Zgarbił się dość wyraźnie, gdy bezlitosny prąd przeszedł wzdłuż jego kręgosłupa drażniąc korzenia nerwowe paskudnym ogniem. Zaczęło go to przerażać, a w końcu niewiele było aspektów, które budziły w nim niepokój. -Haemorrio- wypowiedział miękko i wyraźnie poruszając różdżką w charakterystyczny sposób, a następnie zaczął nieco odsuwać się od przeciwnika kierując w stronę skupiska dziwnie zachowujących się zwierząt i przy tym zmieniając wygląd swojej twarzy na zdecydowanie pulchniejszy, starszy. Blond włosy opadły na jego ramiona, a dużo bardziej zapuszczona broda rozciągnęła wzdłuż licznych blizn widocznych na skórze. Cenił swój dar, którzy inni mogli określać jako przekleństwo. Jak wyglądasz naprawdę panie Macnair?

| HP: 133/213 (-15)






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   14.08.17 12:36

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 6

--------------------------------

#2 'k10' : 2

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   14.08.17 23:39

Bertie Bott całe życie spędził w przeświadczeniu, że ma szczęście. Nawet w chwilach, kiedy ewidentnie miał pecha, potrafił je dostrzec. Kiedy łamał nogę, cieszył się, że nie stało się nic poważniejszego, kiedy się gubił uznawał, że to cholerne szczęście że się potem odnalazł. Jedyne nieszczęśliwe wydarzenie, jakie w rzeczywistości i bezpośrednio dotknęło jego - to zaginięcie siostry. Natura Botta każe mu jednak wierzyć, że to oznacza jedynie, że sprawa nie jest skończona i nie będzie, dopóki ona nie odnajdzie się szczęśliwie - żywa.
Teraz nie myślał o szczęściu. Po raz pierwszy w swoim życiu na prawdę tracił nadzieję, nim kolejne wydarzenie mu jej nie przywróciło. Pewien, że strażnik z jakiejś przyczyny wywlekł go na zewnątrz mógł być jego szansą - choć ta szansa zmieniała się w katusze i zdawała się maleć z każdą sekundą. Swędzenie doprowadzało go do szaleństwa, widok odrywanych kawałków skóry przyprawiał o mdłości i drgawki, ból był torturą. A zaklęcie nie mijało. Nie trwało chwilę, do Botta docierało, że musi zostać przerwane - i raczej nie zostanie.
Wtedy jednak zaczęły docierać do niego kolejne słowa, dziwne i niejasne, pełne kpiny jednak dające kolejną porcję - oby choć tym razem nie złudnej - nadziei. Nadziei, którą Bertie starał się szukać zawsze i we wszystkim, która żyła w nim i prosiła o szansę na powrót do pełni sił.
- Sprowadziłem?
Sapnął czując, że rozumie coraz mniej, jednak najważniejszym było to, że powoli zaczynał wierzyć, czy przynajmniej usiłował wierzyć, że się pomylił. Jeśli tak - i jeśli jego towarzysz traktuje obcych ludzi (najpewniej) czarną magią - nie jest o wiele lepiej. Ale zawsze coś. Być może jest równie zdezorientowany co Bott, być może porywczy jak któryś z jego kuzynów-debili.
- Stój. Przerwij to, nie wiem co się dzieje, ale nie masz racji. Kim jesteś?
Jego głos nie brzmiał normalnie, sam z trudem go rozpoznał. Odbijało się w nim wszystko, co przez ostatnie dni się wydarzyło. Nie potrafił nawet wyrazić swoich myśli, gubił się w nich. W tej chwili jednak coś zaczęło się dziać. Coś dziwnego. Zwierzęta. Małe zwierzęta. Dopiero po chwili Bott je rozpoznał - eh, ONMS nigdy nie były jego ulubionymi lekcjami - to jednak nie miało znaczenia. Bo rozpoznał kogoś innego.
Sue?
Jego serce na chwilę stanęło, kiedy dotarło do niego, co się dzieje. Przynajmniej w ogólnikach, choć niewiele rozumiał, rozumiał najważniejsze - ona też tu jest, cokolwiek to oznacza, jakkolwiek się tu dostała i cokolwiek to jest za miejsce. I w tej chwili nie tylko on ma poważne problemy.
Kolejne słowa psychopaty wywołały w nim dreszcze, jednak zaklęcie zdawało się nie zadziałać. Bertie odczekał sekundę. To było nietypowe. Podobnie jak atak bahanek. Podobnie, jak wszystko, co się właśnie działo.
- Nie wiem, co tu robię, pojawił się jakiś pieprzony błysk, a ty mnie zbudziłeś.
Odwróć się.
Chciał zrozumieć więcej, chciał mieć pewność, że na początku się mylił, nie ważne, co by to miało oznaczać, i tak byłoby lepsze. I nie chciał, żeby jego nowy znajomy zbliżał się do Lovegood. Jakkolwiek miałaby ona być w to zamieszana, lub nie.
I, żeby to wszystko się skończyło. Kolejna fala mdłości.
Kimkolwiek jest, wygląda coraz gorzej.
- Nie mam pojęcia, co się dzieje.

49





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Susanne Lovegood
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood http://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350
opiekunka zwierząt, naczelny treser królików
23
Półkrwi
Panna
walking in my sleep
like the naked trees
will they wake up again?
do they sleep, do they dream?
10
0
5
0
20
0
9
0
Czarownica
now take me home, home where I belong

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   15.08.17 18:36

Nie dostrzegała co dzieje się poza ciasnymi ramami krwiożerczych bahanek, wyjątkowo rozdrażnionych. Oddychała głęboko, próbując się uspokoić i z zamkniętymi oczami błądziła dłońmi w trawie, w duchu powtarzając sobie, że runą, jaką wylosowała dzisiaj przed wyjściem była Uruz.
- Uruz, siła przetrwania, moc, witalność, instynkt, pozbycie się lęków - szeptała szybko pod nosem, według instynktu prowadząc dłonie na obydwie strony. Różdżka musiała być blisko, przecież wypadła jej z dłoni, lecąc w dół, niemożliwe, by szaleńcze bahanki zmieniły ten tor i odepchnęły jej ratunek gdzieś dalej, poza zasięg wzroku i szczupłych palców. - Wola życia, intuicja, harmonia, wytrzymałość, wolność - szeptała dalej, jak w transie, nie chcąc wsłuchiwać się w przerażający dźwięk dzikiego stada wokół niej, nie chcąc myśleć o tym, co teraz dzieje się z przyjacielem, będącym tak blisko - bez różdżki nie mogła pomóc ani jemu, ani sobie. Odpychała z myśli negatywne aspekty runy. - Strzeż mnie przed gonitwą myśli - mruknęła jeszcze, decydując się na otwarcie oczu. Krzyk utknął jej w gardle. Widziała ciemne plamki na swetrze, nasiąkającym powoli krwią. - Wzmocnij silną wolę - brnęła, wytężając wzrok, szukając znajomego kształtu w trawie. Kolana zetknęła z chłodną ziemią. - Utrzymaj zdrowie, pomóż się odnaleźć - co z Artemisem? Czy jest w Ruderze bezpieczny? - Zabierz gonitwę myśli - wyszeptała, drżąc na samą myśl o bracie. Nie został w domu sam. Usłyszała głos, przebijający się przez szum - nie mogła wyłapać wszystkich słów, ale ogólny sens dało się wyczuć tonie mężczyzny. Zaklęcie dotarło do jej uszu - nie znała go.
- Zostaw go! - krzyknęła, ręką odganiając kolejne bahanki i nie przestając szukać różdzki. Musiała ją mieć. Poczuła, że wokół niej nieco się rozluźnia - może krzyk odstraszył stworzenia? Chciała wstać i cisnąć w nieznajomego zaklęciem. Nie wyglądało jednak na to, by jego było udane, a przynajmniej nie w sposób, jaki zamierzał. Odetchnęła głęboko. Robiło jej się niedobrze - wiedziała, że Bertie jest w złym stanie.
- No już, proszę - mruknęła pod nosem błagalnie, przesuwając się nieco w lewo, zdając się kolejny raz na intuicję.

| 70/220 (-40)




I'm walking in the air

I'm floating in a moonlit sky; the people
far below, they greet us as we fly


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   15.08.17 18:36

The member 'Susanne Lovegood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 90


Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair http://www.morsmordre.net/t4416-avari http://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen http://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 http://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
18
2
4
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Enklawa bahanek   16.08.17 1:35

Rozpętany chaos dostatecznie niwelował wewnętrzny spokój i trzeźwe myślenie, które w obecnej sytuacji było na wagę złota. Rwący wiatr otulał swoimi ramionami trójkę rannych czarodziejów i choć dwoje z nich nadal trwało w sporze czas naglił, a aura nie zdawała się poprawić chociażby o odrobinę. Nie mogli wiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło i prawdopodobnie przez długi czas nikt nie będzie w stanie odpowiedzieć im na ów pytanie. Magia zdawała się płatać figle i w swej nieokiełznanej sile gubić kontrolę, która jako jedyna potrafiła utrzymać ją w prowizorycznych ryzach. Świat oszalał, ale czy właśnie nie tak miał wyglądać początek jego końca?
Tłumaczenia chłopaka sprawiły, że w głowie szatyna zapaliła się iskra przemawiająca za słusznością jego słów. Znalazł go nieprzytomnego i ów fakt nie kleił się z całością historii, gdzie to on miał stać za porwaniem w towarzystwie licznych węży i nieprzyjemnego zapachu drażniącego nozdrza. Przypominał sobie coraz więcej – brudny blat biurka, zakurzone księgi, szklaneczka ognistej, której zawartość wprawiłaby go w znakomity nastrój, wolno unoszący się, zimny dym sprawiający wrażenie kłującego malutkimi odłamkami lodu i kobry wpatrujące się głodnym wzrokiem w ofiarę. Momentalnie poczuł palenie w gardle, pióro dzierżone w dłoni osunęło się pod wpływem drętwiejących kończyn, a wargi wykrzywiły się w niezrozumieniu i bólu. Wspomnienie stawało się coraz przejrzystsze, jakoby czarne chmury odsunęły się ukazując wszystko to, co za sobą kryły. Może faktycznie chłopak mówił prawdę? Może naprawdę to było jedno wielkie nieporozumienie?
-Częścią koszmaru, z jakiego pragniesz się obudzić.- rzucił oschle, a jego źrenice powiększyły się mieniąc złowieszczym blaskiem. Słabnął – każda minuta prowadziła go za rękę wskazując drogę przed oblicze ostatniego rozstaju dróg. Pragnął dać upust cierpieniu, z jakim walczył organizm, jednak nie miał pojęcia, co musiał zrobić, aby nie zaszkodzić sobie jeszcze bardziej. Był totalnym laikiem w kwestii magii leczniczej i wszelkie zaklęcia z ów dziedziny stanowiły dla niego nie lada wyzwanie; nie wspominając już o tych najpotężniejszych, które w ogóle leżały poza jego zasięgiem.
Chciał dokończyć dzieła. Promień wydobywający się z jego różdżki zabłysnął nikłym światłem i znikł, by po chwili z podwójną siłą uderzyć w szatyna. Odleciawszy do tyłu upadł na obolałe plecy, a w gardle utknął mu cichy krzyk będący dowodem potwornego bólu rozlewającego się po całym ciele. Nie był w stanie walczyć – wiedział, że dziewczyna uwolniła się spode woli bahanek i mimo rozległych ran mogła ruszyć do walki zważywszy na stan człowieka, którego zgodnie ze swoją reakcją znała. Przewaga, którą posiadał momentalnie zmalała do zera. -To nie jest mój cyrk i nie zamierzam bawić się w twoim- rzucił podciągając się do góry, by na po chwili podnieść na zmęczone nogi. Kręciło mu się w głowie, żyły niemiłosiernie paliły, a uderzające w piersi serce zdawało się pracować na najwyższych obrotach. Oddychał głęboko, jego zlana od potu i morusana od ziemi twarz bledła coraz bardziej, a wydobywające się z ust słowa zdawały nadzwyczajnie męczyć. Nie miał siły na ryzykowną konfrontację i tylko dlatego, że od utarcia nosa bardziej zależało mu na własnym zdrowiu postanowił czym prędzej rozpłynąć się w powietrzu pozostawiając po sobie tylko czarnomagiczny czar oraz swąd krwi Botta.
Spoglądając na swoje ręce dostrzegł te same, znajome rysy i już wtem wiedział, że osłabienie dotknęło również jego daru. Stara, zmarszczona skóra znikła, a w jej miejscu pokazała się ta właściwa, należąca do samego Macnaira. Ściągnąwszy brwi zaklął pod nosem uświadamiając sobie, że wszystko poszło nie tak – szczególnie fakt tego, że się tutaj znalazł. -Jeszcze się spotkamy, a wtedy będę mniej miłosierny.- rzucił tuż przed tym jak skupił swe spojrzenie na drobnej kobiecie żałośnie wołającej o litość dla jej kolegi. Żałował, że tak paskudnie się czuł, bo wykończyłby jedno i drugie. Zacisnąwszy palce na różdżce obrócił się na pięcie skupiając na jednej lokacji. Miał świadomość niebezpieczeństwa, jednak piesze podróże trwałyby zbyt długo, a on z każdą chwilą nieubłagalnie słabł. Zniknął. Zniknął podobnie jak normalność. Teraz wszystko miało się zmienić, świat stał się inny.


| 133-30(kara cm)-20=83


/zt






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
 

Enklawa bahanek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley :: Ogród magizoologiczny-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18