Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Suszarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Suszarnia   01.06.17 21:40

First topic message reminder :

Suszarnia

Pomieszczenie znajdujące się tuż obok głównej sali pełniącej funkcję lazaretu, niewielkie, ciasne, to suszarnia, w której przechowywane są zioła na lecznicze maści i eliksiry. W powietrzu nieustannie unosi się tutaj ostry zapach roślin, które akurat zostały porozwieszane; od lawendy i lubczyku, przez pieprz, czosnek czy koper, po szałwię, rozmaryn, kolendrę i inne, znacznie mniej znane zioła. Łodygi suszonych roślin wiszą na upiętych pod sufitem. Światło wpuszcza do środka niewielkie, wąskie okno przyciemnione jasną zasłonką.
Pośród porozrzucanych ususzonych liści leżą dwa koce, kiedy lecznica jest przepełniona lub przyjmowani są pacjencji, którzy z innych powodów powinni zostać odizolowani od pozostałych, zwykle są - bez luksusów - kładzeni tutaj.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

5
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   13.07.17 23:21

Nie zasypiaj, nie odpływaj, nie umieraj, nie odchodź, nie zamykaj się, słuchaj, odpowiadaj, zachowaj świadomość, ruszaj się, oddychaj, myśl, reaguj, kojarz... I tak w kółko, ciągiem, jak mantrę powtarzał w myślach. Nie on sam, a wytrwały, wyuczony w bojach, przyzwyczajony do trudnych, a nieraz dramatycznych sytuacji umysł, podbity wielką wolą życia, a raczej walki o przetrwanie. Nie dał się łatwo zabić, choć nieraz było naprawdę źle, a jeśli kiedykolwiek wcześniej, lub jeśli dziś był na krawędzi, wierzył, że czuwa obok ktoś, kto z bardziej lub mniej oczywistych pobudek nie pozwoli mu umrzeć. Nawet jeśli oślepiło go światło, choć miał zamknięte oczy; nawet jeśli w swoich wyobrażeniach, które były niczym rzeczywistość ciemna spódnica Cassandry nabierała coraz jaśniejszego odcienia, aż w koncu stała się zupełnie biała, podobnie jak jej koszula, jak jej delikatne dłonie, łabędzia szyja, a nawet włosy. Białe jak śnieg. I tak jak sylwetka Vitalija niczym przypruszona śniegiem straciła wszystkie barwy, nawet gdy cały otaczający go świat tracił kolory i cienie, stając się płowy, nijaki, biały, a może całkiem bezbarwny lub tak jasny, że nie był w stanie inaczej go sobie wyobrazić. Nawet wtedy w jego uszach dźwięczało echo słów, głos sprowadzający go na ziemię, do rzeczywistości — tej prawdziwej, nie utworzonej w głowie za sprawką gwałtownie bijącego serca, pompującego krew z niezwykłą prędkością i tak paradoksalnie słabych i wolnych oddechów, jakiegoś nieporządku w jego ciele, chaosu słabnących organów, uciekających myśli, wciąż wypływającej krwi.
Lepiło się wszystko. Lepiły się włosy, lepiły się rzęsy i powieki, lepiła się koszula do piersi i pleców, a płaszcz do koszuli, lepiły się spodnie do nóg, palce i pośladki lepiły się do podłogi, wszystko było z krwi, była zupełnie wszędzie. Wiedział to, czuł pod palcami na chropowatej fakturze starych, drewnianych desek i przy każdym ruchu klatki piersiowej. Czuł też zapachy, choć słabły z każdą chwilą i tak jak rzeczywistość przed oczami, nikły w pustce. Potrafił się skupić na tym, by uchwycić chociaż jeden i trzymać się go kurczowo. Nie puścić, nie oddać sterów. Nigdzie nie płynie, tylko odpoczywa. Moment, minutkę, chwileczkę.
— Nie — odparł po chwili, wszak dźwięki przekształcone w słowa dotarły do niego z opóźnieniem. — Nie było jej — nigdzie; nie widział, choć ledwie rzucił okiem. Gdyby ją dostrzegł przecież by nie zapomniał, nie zostawiłby jej w błocie. Wypadli na bruk, był nieprzytomny, potrzebował pomocy. Chrzanić różdżkę, kupi nową.
Otworzył w końcu powieki; spojrzał na Cassandrę. Wracały jej kolory. Wracała czerń pod jej powiekami, kruczość włosów, mrok w spojrzeniu. Spódnica wciąż była zbyt jasna, jaskrawa, rażąca w oczy, tak samo jak biel jej skóry.
— Tak — znów odpowiedział krótko, zwięźle. Był z nim cały czas, odkąd przypadkiem spotkali się w tamtej karczmie. Parszywej, przeklętej spelunie pełnej śmierdzących mugoli. Dlaczego nie spłonęła?
Obrócił niemrawo głowę, gdy fiolka wypadła z ręki Magnusa i potoczyła się w jego kierunku, a ciałem wstrząsnęły drgawki. Przez chwilę na niego patrzył bez żadnej interwencji, tylko dlatego, że nie miał siły wstać. Uzdrowicielka była zajęta jego ojcem, i dobrze, pomyślał, niech nie myśli o niczym innym jak ratowanie mu życia. Niech się na nim skupi, niech nic ją nie rozprasza, nie ty, Magnusie. Nawet ty. Zebrał się w sobie w końcu, jak się okazało po nie tak długiej chwili, odepchnął od ściany i nie wstając, na kolanach do niego zbliżył. Uklęknął przy nim i lepką z krwi ręką chwycił — słabo, bo słabo — jego szatę, by w miarę go sobie ustawić i strzelił go raz, a porządnie w twarz, na tyle na ile miał jeszcze siły. Jego. Wielkiego lorda. Rowle'a. Tylko to było go w stanie otrzeźwić, tylko to mógł mu zafundować, by go zbudzić i postawić na nogi. A potem opadł na podłogę, napierając rękami na jego pierś, byle nie upaść tak samo nędznie tuż obok.
— Na Salazara, weź się w garść i zbudź — wycharczał z nutą zniecierpliwienia w głosie. Nie bał się o jego życie i nie martwił o niego. Od zmartwień miał kiedyś matkę, ojca, żonę, dzieci. Jeśli miał umierać to w słusznej sprawie, w imię Czarnego Pana, a nie po pieprzonej awanturze, a nawet masakrze z niegodnym jego osoby czarodziejem. Miał tu jeszcze coś do zrobienia, nie wolno mu było tak żałośnie odejść.
Zacisnął palce na materiale i szarpnął nim słabo. Zakręciło mu się w głowie, a ból stał już nie do zniesienia. Rozrywał mu czaszkę, przepoławiał, mózg szarpał na kawałki.




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey
Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
1
16
0
0
0
27
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Suszarnia   17.07.17 20:02

Pomału orientowałem się w tym, co działo się wokół mnie, a nie tylko z moim ciałem. Walczyłem z uczuciem słabości, które ponownie zaczęło mnie ogarniać. Tym razem jednak nie zamierzałem odpłynąć w krainę koszmarów. Nawet nie dlatego że jakoś szczególnie się jej bałem. Senne cienie są niegroźne, nawet jeśli straszne i męczące. Zależało mi jednak na utrzymaniu kontaktu ze światem spoza mojej głowy. Skupiałem się na słowach Cassandry próbując zrozumieć z nich jak najwięcej. Wyglądało na to, że moje nie najlepsze samopoczucie miało skończyć się szybciej niż początkowo się obawiałem. Nie zmieniało to jednak faktu, że byłem już za stary na podobne przeżycia. Wstrząs mózgu nie był czymś, co planowałem przeżyć w wieku pięćdziesięciu lat. Z drugiej strony, moje życie niespecjalnie chciało dać się okiełznać w jakiekolwiek ramy i dać przewidzieć tak prosto. Rany po szkle pasowały do tego, co pamiętałem. Próbowałem przypomnieć sobie wszystko ze szczegółami ignorując bolesne protesty mojej głowy, która wcale nie chciała zacząć pracować na wyższych obrotach.
- Obiecuję nie biegać - zdołałem wycharczeć zaskakując nieco sam siebie głosem, który wcale nie brzmiał tak źle jak tego od niego oczekiwałem. Zgodnie jednak z obietnicą zastygłem w bezruchu skupiając się na mężczyźnie obok. Stał się szczególnie intrygujący po wypiciu zawartości fiolki, kiedy najwyraźniej stracił przytomność. Jego ciało jednak, w przeciwieństwie do mojego, należącego do wszak wzorowego pacjenta, urządziło sobie dziwaczny taniec, który może byłby zabawny, gdyby nie ból zrastających się żeber, który rozszedł się po całej klatce piersiowej. Zagryzłem żeby powstrzymując głośne jęknięcie, które pragnęło wymknąć się spomiędzy moich ściśniętych ust. Po chwili jednak przyszedł pierwszy głęboki bezbolesny oddech, a z nim jakby powrót sił. Po raz kolejny napełniłem płuca haustem powietrza rozkoszując się brakiem nieprzyjemnych odczuć, jakie jeszcze niedawno temu towarzyszyły.
- Dziękuję - zwróciłem się do Cassandry, która miała pełne ręce roboty. Podciągnąłem się nieco na łokciach do pozycji mniej trupiej i spojrzałem na Ramseya coraz lepiej radząc sobie z ignorowaniem bólu, który wszak stawał się coraz mniej dokuczliwy. Dopiero teraz udało połączyć mi się twarz żwawego trupa z nazwiskiem. Rowle. Jakżeby inaczej.
- Nic ci nie jest? - Oczywiście, że coś mu było, ale nie o to wszak pytałem. Był naturalnie słaby i ranny, ale to, co działo się z nim w karczmie znacząco wykraczało poza obrażenia fizyczne i to głównie o to dziwne coś mi chodziło.




Our scars have the power to remind us
that the past was real.
Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   19.07.17 1:37

Pochylona nad Ignotusem nie dostrzegła dąsów na twarzy Magnusa, lepiej dla niego, bo na dziewczęce dąsy nie skąpiłaby złośliwości. Zignorowała mało elokwentne pytanie, cmokając pod nosem dokładnie tak, jak się zachowywał - jak matka na krnąbrne dziecko, które domaga się uwagi, kiedy przy stole rozmawiają dorośli.
- Nie miałam takiego zamiaru, Magnusie - przyrzekła, zgodnie zresztą z prawdą, nie oglądając się na lorda nawet przez ramię. Mężczyźni byli hipochondrykami, lubili panikować, na Merlina - to była tylko zmiażdżona kość, poradzi sobie z tym w kilka minut, proste zaklęcie, okłady z rumianku, nad ranem noga będzie jak zdrowa. Najpierw - musiała skupić się na przywróceniu podstawowych czynności, jakie winien wykonywać organizm nieprzytomnego Ignotusa. Zdawkowe odpowiedzi Ramseya musiały wystarczyć, przyłożyła dłoń do ręki Ignotusa, wyczuwając jego puls - kontrolnie, kiedy coraz szerzej otwierał oczy. Koncentrację - przerwało dopiero mokre plaśnięcie. Obejrzała się przez ramię, w duchu nawołując na pomoc samą Morganę. Magnus dramatyzował, ale rzeczywiście nie powinien odpływać - póki nie zostanie mu udzielona pomoc, musiał trzymać się przytomności. Ostatecznie młodszemu Mulciberowi całkiem nieźle wyszło wybudzenie go z tego stanu, ale krucza brew Cassandry ściągnęła się z niezadowoleniem. - Oszczędzaj siły - przestrzegła go, pobieżnie wodząc spojrzeniem za krwistymi smugami, które pozostawił, przeczołgując się do kuzyna. Uderzenie wymagało wysiłku - a Ramsey wychlapał już w jej włościach wystarczająco dużo krwi.
- Jak zawsze głos rozsądku - skwitowała obietnicę Ignotusa, wypuszczając z objęć rąk jego dłoń, stan czarodzieja wydawał się już stabilny. - Spędzisz u mnie trochę czasu - dodała, bo uszkodzenia tego typu musiała mieć pod kontrolą; na ten moment nie była w stanie stwierdzić, czy wstrząs mózgu nie niósł za sobą żadnych poważniejszych powikłań. Skinęła głową, przyjmując podziękowania - dobrze wiedząc, że nie słyszała ich po raz ostatni. - Lysa przyniesie ci posiłek, powinieneś coś zjeść - dodała, wstając z kolan. - Zaraz do ciebie wrócę. - Teraz musiała spojrzeć na pozostałych. Ramsey krwawił zdecydowanie bardziej obficie, a ból nie mógł już przeszkadzać Rowle'owi, który dostał eliksir - kucnęła więc wpierw przy tym pierwszym, wyciągając ku niemu dłoń  - chcąc sięgnąć jego czoła, obejrzeć łuk brwiowy, rzucający się w oczy z daleka; nie, on nie mógł krwawić aż tak obficie. Najcięższa wydawała się koszula, dopiero teraz dostrzegła poszarpany materiał - rozchyliła go, ujrzawszy rozległą ranę przecinającą pierś. - Jesteście w dobrych rękach - odparła na pytanie Ignotusa zamiast jego syna, wymijająco, rozdzierając koszulę do końca - i unosząc zaniepokojony wzrok na samego Ramseya, miał w sobie ogromny opór, ale na nic mu się on zda, kiedy pozwoli z siebie wypuścić całą krew. - Kładź się, inaczej się do tego nie dostanę - mruknęła, napierając lekko dłonią na jego ramię, tym samym zatapiając lewą dłoń w jego krwi; miała jak, ale tą pozycją wcale sobie nie pomagał. To nieważne, że miał pod sobą tylko twarde drewno, a tuż obok leżał Rowle, potrzebował natychmiastowej pomocy. Kilka machnięć różdżką wystarczyło, żeby przywołać do siebie czysty opatrunek i butelkę spirytusu.
- To zaboli - ostrzegła, sącząc szmatkę w alkoholu; rana wydawała się głęboka, a ona nie miała czasu na zabawę z delikatniejszymi środkami - był silny, wytrzyma. Przyłożyła opatrunek do rany, z wolna przecierając jego pierś z krwi, odsłaniając poszarpane brzegi rany i odkażając jej powierzchnię. To nie przestanie boleć jeszcze długo, mruknęła w myślach, nim wypowiedziała formułę zaklęcia. - Curatio Vulnera Horribilis - wypowiedziała miękko, przesuwając różdżką wzdłuż głębokiego rozcięcia. - Magnus?  - mruknęła kontrolnie. - Jesteś z nami? - Mniej więcej w tym czasie do środka wsunęła się dziewczynka niosąca tacę z dwoma pajdami chleba i kubkiem tłustego rosołu - podążając za spojrzeniem matki w milczeniu zaniosła je Ignotusowi.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   19.07.17 1:37

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : rzut kością


'k100' : 57


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dance first. Think later. It’s the natural order.
5
5
0
0
0
20
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Suszarnia   20.07.17 16:45

Twarda podstawa z desek, pachnących - prócz duszącego zapachu ziół, których nawet w pełni przytomny nie zdołałby rozpoznać - także krwią, wilgocią, charakterystycznym potem, wstrząsanego dreszczami gorączki ciała, była jedynym punktem na horyzoncie widzenia Magnusa. Sęki, szczeliny w ciemnym, popękanym drewnie, szczerby, przez jakie hulał wiatr, roznosząc przeciągi w ciasnym wnętrzu ponurego domu na ponurej ulicy. Chwilowo: bezkres, na którym skupiał się, by nie zwariować, odpędzając z oczu usiłujące zasnuć je bielmo. Leżeć bez ruchu, patrzeć, oddychać. Nie zapominać o zaczerpnięciu wdechu, o uniesieniu klatki piersiowej, o przełknięciu śliny. Hamować inne odruchy fizjologiczne, drżeć mniej zauważalnie, nie rzucać się na cienkim materacu, uważać. Przyswajać wszystkie kontry otoczenia, zbierać z nich siły do zmartwychwstania, na własny rachunek, polegając znowu - na sobie. Działanie Cassandry było proste, miała być dla niego klinem. Przede wszystkim. Czołgając się do siedziby Vablatsky pragnął po prostu uciec przed czuciem, wiedza, że czarownica prócz tego poskłada jego kości, wymieni w ciele co trzeba, przetoczy krew (pewnie trzymała spory zapas tej szczególnej, błękitnej, ustawi go do pionu tak, by każdy krok nie przypominał sztywnego marszu źle naoliwionego mechanicznego manekina. W pomrokach percepcji odbierał drobne załamania się najbliższego światka; plamy światła padające inaczej na znajome już deski, zgięcia materaca pod nienaturalnym kątem, oznaczającym brutalny najazd na jego własną przestrzeń, głośne dyszenie, zwielokrotnione małą odległością od źródła niepokojącego dźwięku. Tylko tyle rejestrował, wraz z kurzem unoszącym się wszędzie i osiadającym lepką warstwą brudu na poszarzałej twarzy, do której instynktownie przykładał ręce, otumaniony znajomym ciepłem, rozlewającym się po jego policzku. Spryskanego wrzątkiem, piekącego ostrym ogniem, znanym Rowle'owi z intymniejszych sytuacji, kojarzącym się z innymi rękami. Zatrzymał przy twarzy dłoń dużą, męską, o twardych opuszkach, ze szlakiem owłosienia i nabrzmiałych żył, zbyt bladą, by jakimś cudem mogła należeć do niego. Z trudem strząsnął ją z siebie, niby obrzydliwego, jadowitego pająka, odrzucił ze swego torsu tego paskudnego insekta, po paru sekundach dociekając, co się stało. Krótkie uderzenie, spięcie mięśni, ostry, piekący ból, dygoty wspomnień odległych kilometrami od miejsca, w jakim się znajdował, ciężar Mulcibera, zwalającego się kłodą wprost na niego i toczącego się po materacu.
-Pierdol się, Ramsey - zazgrzytał zębami, unosząc się na łokciach i hamując natychmiastowy odruch chęci złamania kuzynowi nosa. Nie był szczeniakiem, chociaż odwet uważał za adekwatny w stosunku do uczynionej szkody. Urazę Mulcibera i tak miałby głęboko w poważaniu, lecz wolał nie narażać się Cassandrze, przynajmniej póki przebywał pod jej skrzydłami. Pomacał kieszenie na piersiach w porwanej szacie, odnajdując szklaną fiolkę z brunatnoczerwoną zawartością, skrzącą się w mętnym świetle wątłych świec - przechowaj to dla mnie, zanim ten idiota potłucze coś wartego więcej od ego arystokraty - zwrócił się do kobiety, posyłając Mulciberowi wściekłe spojrzenie, racząc go przy tym specjalnie skrojonym humorem. I tak robił za atrakcję, więc zdecydował sprawiać wrażenie, że taka rola mu odpowiada.


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler

Sit tibi terra levis

5
20
0
0
0
36
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Suszarnia   20.07.17 17:44

Magnus, pomimo utraty przytomności zachował doskonały refleks, co poczuł Ramsey, kiedy jego dłoń utknęła w silnym uścisku szerokich palców arystokraty, a poźniej została odepchnięta, pociągając za sobą resztę nieumiejącego zachować równowagi ciała. Zsunął się obok, podtrzymując na wyprostowanej ręce, z zawieszoną nisko głową, choć pozycja nie przyniosła mu żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie, zawroty nasiliły się, dopadły go też lekkie mdłości. Zignorował jego słowa, nie miał ani chęci ani energii na bezsensowną dziecinadę, uzyskał to co zamierzał osiągnąć, nie chcąc wdawać się w męskie zaczepki, tylko spojrzał na niego spod opadniętych powiek. To nie miało sensu, tracił zbyt dużo sił przy każdym ruchu, a każdy oddech przypominał mu o niemogącej przestać się sączyć ranie — Cassandra miała rację, jak zawsze, albo zawsze wtedy, gdy racji nie miał on.
Kiedy znalazła się przed nim wystarczył znajomy zapach miodu i krwi, by przeleciała mu przez głowę myśl, że na mającym tu miejsce żałosnym wernisażu ofiar losu miała doskonałą możliwość do rewanżu za ostatnio dość okazałą wystawę złych decyzji. Balansując na skraju dziwnego wyczerpania było mu już wszystko jedno. Oparł się plecami o ścianę, a grającą w uszach świszczącą ciszę przerwał trzask rozrywanego materiału. Z wolna podążył wzrokiem w tamtym kierunku, utkwił go jednak przed sobą, na długim jaśniejącym warkoczu. Biały, gęsty splot długich włosów pochłonął doszczętnie jego uwagę. Jak ciekawe nowego świata dziecko, bez pytania sięgnął po niego dłonią, ale kiedy obrócił go w palcach, ujrzał na nim bladoróżowy brud. Szybko zorientował się, że podobne plamy pokrywały śnieżnobiałą spódnicę i jego własne dłonie, choć przecież ta lepka, płowa maź do krwi była wcale niepodobna. Miała blady, pozbawiony czerwieni odcień, ledwo widoczny na jego czarnej, nie, popielatej koszuli, bądź tego, co z niej zostało.
— Nic mi nie jest — odparł po chwili, zdawszy sobie sprawę, że ze strony Ignotusa padło pytanie. Uniósł z wolna wzrok ponad wąskie kobiece ramię na oprószonego siwizną czarodzieja. Człowieka, mężczyznę, ojca który wydawał się postrzegać świat i rozumieć go jak on — wiedział to od pierwszej chwili, gdy go spotkał, odkąd zdał sobie sprawę kim jest. Pamiętał swoje zaskoczenie, marną próbę wyrażenia obojętności, która spełzła na niczym. W takich chwilach jak ta do głowy przychodziły rozmaite, nieproszone myśli, których nie potrafił się pozbyć. Otaczał go przeraźliwy chłód, a blade wspomnienie demonicznych istot otulało jaśniejącą sylwetkę Ignotusa, ale przecież już nic im nie groziło. — Wszystko jest już w porządku.— Po prostu był zmęczony. — Dziękuję — wyszeptał z trudem do uzdrowicielki, tylko do niej; wyrwało mu się głupio, bezmyślnie, ale przecież nie myślał o tym co plecie.— że się nim zajęłaś. — Ustąpił pod lekkim naporem jej dziwnie ciepłej dłoni, układając się płasko na ziemi. Nad nimi nie było zbyt wiele. W zasięgu wzroku miał kilka suchych pędów dziwnych, intensywnie pachnących ziół, z których rozpoznał tylko szałwię — często widywał ją u Rity, doskonale znał jej przyjemny aromat; trochę pajęczyn w rogach i lekko opadające spomiedzy desek drobinki kurzu, lśniące w promieniu dochodzącego z zewnątrz świata. Czy było już rano? Czy to słońce jakimś cudem zawitało na Nokturn, przebijając się przez cuchnące śmiercią obłoki, buchające z kominów gęste dymy i złowieszcze chmury? Stracił rachubę czasu. Próbował skojarzyć, co się nad nimi znajduje, ale nie potrafił sobie przypomnieć, czy był tam jakiś pokój, choć miał wystarczająco dużo czasu, by niepostrzeżenie zwiedzić każdy kąt w lecznicy.
Poczuł jej praktykę leczniczą jak przyłożony do nagiej skóry, rozgrzany do czerwoności pręt. Wszystkie mięśnie napięły się mimowolnie, oddech urwał, a ciało pokryła gęsia skórka, ale z jego gardła nie wydobył się żaden pomruk. Krew już dawno zmieszała się z lepkim potem, stracił rozeznanie jak wiele jej wyciekło. A potem nastąpiło to dziwne mrowienie. To już koniec, był tego pewien. Ostatnia prosta. Już po wszystkim, było w porządku. Przymknął powoli powieki, głowa opadła bezwładnie na jedną stronę. Przegrał wewnętrzną walkę ze swym ciałem.

| możecie mnie pominąć w następnej kolejce




The moon is my sun. The night is my day.
Blood is my life and you are my prey
Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
1
16
0
0
0
27
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Suszarnia   Yesterday at 21:43

Oczywiście słuchałem uzdrowicielki, kiedy mówiła, że powinienem na siebie uważać. Nadwerężanie dopiero co upieczonego ciała było z zasady złym pomysłem. Dlatego też nie próbowałem robić niczego poza uniesieniem się do pozycji będącej czymś pomiędzy siedzeniem i leżeniem. W ten sposób mogłem oglądać dokładnie, co działo się w lecznicy. Śledziłem przez chwilę Lysandrę przemykającą między nieprzytomnymi w większości pacjentami z wyprawą i pewnością zdecydowanie za dużą jak na jej wiek. Całe życie za kompanów miała jednak tylko dorosłych i trolla. Inne dzieci pewnie nigdy nie zrozumiały małej wieszczki, nie było więc dziwne, że i ona trzyma się na dystans. Pomijając jednak indywidualne preferencje dziewczynki co do towarzystwa, bardzo wątpiłem w to, by jej mama chętnie wypuściła córkę w towarzystwie dzieci Nokturnu. Tu nie było bezpiecznie, szczególnie dla tych, którzy nie mieli różdżek, by móc się bronić.
- Jak zawsze z przyjemnością - wróciłem wzrokiem do Cassandry, która w tym czasie zajęła się pozostałymi pacjentami. Wziąłem kolejny głęboki wdech rozkoszując się łatwością, z jaką mi przyszedł. Wciąż bolała mnie głowa, ale możliwość bezbolesnego korzystania z płuc była wprost cudowna i wystarczyła, bym poczuł się dużo zdrowszy. W tym momencie szczególnie podziwiałem kunszt uzdrowicielski. Wystarczyło jedno machnięcie różdżką, jedna inkantacja, żeby przywrócić do względnej sprawności kogoś, kto jeszcze chwilę wcześniej nie mógł chodzić o własnych siłach. Dalej mój wzrok skupił się na ampułce z krwią. Ostatni raz, gdy widziałem fiolki pełne posoki na moim przedramieniu pojawił się tatuaż czaszki i węża. Spojrzałem nieco uważniej na Magnusa i zacząłem zastanawiać się czy poturbował go tak jednorożec, czy może mugole. Postanowiłem jednak wstrzymać się z podobnymi pytaniami do czasu bardziej sprzyjających okoliczności. Nokturn był niebezpieczny nie tylko dla małych dziewczynek. Nawet dorośli, dumni arystokraci powinni tu na siebie uważać. Wziąłem kolejny rozkosznie głęboki wdech. Wiedziałem, że jesteśmy w dobrych rękach, ale są siły i klątwy, na które nie poradzi nawet najlepszy uzdrowiciel. Dlatego czekałem na odpowiedź Ramseya i dopiero ona pozwoliła mi uspokoić się na tyle, by ponownie położyć się i przymknąć oczy. Pomijając obrażenia byłem po prostu zmęczony. W ten sposób udawać mogłem, że nie słyszałem, co dalej powiedział mój syn i nie musiałem w żaden sposób na to reagować. Nie wiedziałem bowiem, co miałbym powiedzieć. To nie rozmowa, którą chciałem prowadzić w obecności świadków. Musiałem się do niej przygotować. Ramsey pojawił się w moim życiu zupełnie niespodziewanie i okazał się być moim nieodrodnym synem. Podobnym do mnie bardziej niż mógłbym podejrzewać. Niż o tym kiedykolwiek marzyłem. Jego obecność sprawiała, że czułem jednocześnie dumę i złość. Wściekłość wręcz za odebranie mi go, gdy był małym chłopcem, za odmówienie mi mojego prawa do poznania dziedzica. Chciałem nadrobić te lata zaległości, poznać go, być przy nim, a jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że jest już dorosły i nie powinienem wciskać się na siłę nieproszony. Ale to zdecydowanie nie była rozmowa na teraz. Dla żadnego z obecnych w lecznicy.




Our scars have the power to remind us
that the past was real.
Powrót do góry Go down
 

Suszarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Lecznica-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17