Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Komnaty Melisande

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Komnaty Melisande   23.07.17 20:50

Komnaty Melisande

Pomieszczenie wystrojem wpisuje się w tonacje którymi odznacza się dworek - jasne tonacje, kremowe barwy. Pokój wyposażony jest w duże łoże, będące w stanie pomieścić więcej, niż jedną osobę, na przeciw niego mieści się kominek w którym trzaska ogień w zimowe wieczory, obok łóżka ustawiona jest toaletka w kremowych barwach ze złotymi zdobieniami. Kremowe, powiewne firany bronią wejścia na balkon, na który Melisane lubi wyjść, by poczuć chłód dnia na policzkach o poranku. Niedaleko dalej znajduje się mały stolik, obok którego miejsce swoje zajmują dwa fotele. Po drugiej stronie pokoju stoi parawan, zaraz obok niego znajduje się wejście do garderoby. Na posadzce dostrzec można futra z białych lisów.   


Powrót do góry Go down
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 http://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 http://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 http://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow http://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
6
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Melisande   03.08.17 17:54

13 kwietnia
Trzynastego w piątek nic dobrego zdarzyć się nie może - mawiał zawsze jeden z badaczy w rezerwacie. I jak na ironię przystało, zginął właśnie 13 w piątek, gdy wybrał się na mecz Jastrzębi i niefortunnie oberwał tłuczkiem w głowę. Chodziło powszechne przekonanie, że 13 , zwłaszcza a piątek nie był datą szczęśliwą – Melisande nie dawała jednak wiary przesądom. Miała w co wierzyć i były to rzeczy o zdecydowanie większym sensie niż twierdzenie wydobyte z otchłani absurdu, bowiem dzień ten nie różnił się wiele od innych. Jak zwykle spędziła go w rezerwacie tym razem poświęcając uwagę kłom smoków i badając ich wytrzymałość. Doprawdy frapujące i wciągające, tak mocno, że zdołała oderwać się od zadania dopiero późnym popołudniem, gdy rezerwat opustoszał już całkowicie a ona opuszczała go jako jedna z ostatnich osób. Tylko stary MacDannor – pomocnik w dziale administracyjnym został po godzinach zajmując się inwentaryzacją asortymentu, psioczył pod nosem na piątek trzynastego, przez który – rzekomo – wszystko mu ginęło. Melisande nadal powątpiewała w ponurą moc tej daty zakładając, że mężczyna zaczyna powoli dopadać starcza demencja.
Westchnęła lekko, będzie musiała porozmawiać z Tristanem by zatrudnić kogoś na jego miejsce. Tylko nie gwałtownie, stary MacDannor pracował w rezerwacie od lat, nie chciała pozbawiać go z pracy z dnia na dzień, lepiej było dokonać łagodnej, bezbolesnej zamiany.
Przeszła teren rezerwatu kierując się do bramy wyjściowej niebieskimi tęczówkami lustrując znany krajobraz. Lubiła przemierzać tą drogę, choć zawsze wywoływała w niej ona tęsknotę. Już za bramą teleportowała się wprost do posiadłości by i tam najpierw wykonać krótki spacer po ogrodzie, odwiedzić krzew najczerwieńszych róż, a później w końcu – z poczuciem spełnionego obowiązku i dobrego dnia udać się do swoich komnat.
Rozejrzała się po nich spokojnie, jakby zwiedzając je po raz pierwszy, choć przecież mieszkała w nich od zawsze. Nie mogła poradzić nic na to, że niezależnie od tego, jak mocno się starała w sercu tkwił cierń. Pił boleśnie i Melisande nie potrafiła przywyknąć do tego rodzaju bólu. Z dnia na dzień nie zdawał on się ani słabszy, ani odrobinę bardziej znośniejszy. Czasem zastanawiała się, czy kiedykolwiek uda się jej do niego przywyknąć. Zasiadła, powoli smukłymi palcami wyciągając z włosów ozdoby i spinki podtrzymujące fryzurę. Niesforne, lekko napuszone od wilgoci włosy opadły na ramiona. Sięgnęła po szczotkę i wpatrując się we własną twarz spokojnie zaczęła je rozczesywać.


Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


20
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Melisande   01.09.17 12:38

Trzynaście dni zostało do odsieczy, po której zmieni się dosłownie wszystko. Trzynasty kwietnia ma być dniem pełnym zawirowań, ale czy na pewno? Piątek to początek weekendu i chyba to właśnie o tym myślę od rana. I dlatego pomyliłam oceny kilkoro uczniów, w złym miejscu zasadziłam asfodelusa, aż wreszcie prawie ogłuchłam przez młodą mandragorę, bo zapomniałam użyć nauszników. Dzień nie zapowiada się więc fantastycznie, ale na szczęście dobiega końca. Jest przyjemny wieczór kiedy siedzę sama w swoim mieszkaniu. Po standardowej opiece nad istniejącymi tam roślinkami przychodzi czas zadumy, refleksji nad własnym życiem. W celu uciszenia bezsensownych myśli sięgam po książkę, ale żadna nie jest w stanie zatrzymać mnie na dłużej w zainteresowaniu. Moje myśli biegną od jednego tematu do drugiego, skutecznie uniemożliwiając mi koncentrację na danym zagadnieniu. Wreszcie tknięta jakimś niecodziennym impulsem ubieram wierzchnią szatę i wychodzę na zewnątrz.
Jest ciemno - mrok Hogsmeade starają się rozświetlić niewielkie latarnie wzdłuż uliczek, ale to nie wystarczy. Chowam ręce do kieszeni, chodząc trochę bez sensu po opustoszałym miasteczku. Większość czarodziejów pewnie już śpi. Albo spędza czas z rodziną. Uśmiecham się smętnie na tę myśl; wspomnienia, marzenia oraz refleksje pochłaniają mnie do tego stopnia, że nie zauważam przeszkody na chodniku - stopa zahacza o wystające coś, a ja ląduję z impetem na ziemi.
Nie takiej zwykłej ziemi.
Nie przypomina ona bowiem żadnego betonu, a jest dziwnie… miękka? Wybałuszam szeroko oczy widząc przed twarzą białe futro. Szybko podnoszę się do pozycji pionowej będąc przekonana, że właśnie swoim cielskiem zgniotłam biedne stworzenie. Z mojego gardła wydobywa się donośny krzyk. Cofam się trochę jak w amoku, aż plecami docieram do czegoś twardego - to chyba jakaś szafka, na której stała waza. Pewnie mająca z tysiąc lat. Nie posiadam oczu z tyłu głowy, a kiedy już się obracam, przedmiot leży na ziemi roztrzaskany w drobny mak. Na gacie Merlina, gdzie ja jestem?! Przecież to nie Hogsmeade! To… jakiś cholerny pałac.
Zarówno przerażona jak i oniemiała oglądam wnętrze komnaty, a moje usta prawdopodobnie są nieelegancko rozdziawione ze zdziwienia. Chwilę mija nim dostrzegam wpatrującą się we mnie kobietę, możliwe, że równie zdziwioną co ja.
- Dobry wieczór - rzucam jakże kulturalnie. - Zaraz posklejam, będzie jak nowe. Będzie pani zadowolona! - dodaję trochę nerwowo, śmieję się też jak upośledzony tępak kiedy tak kucam i próbuję odłamki za pomocą mocy własnych rąk skleić w jedno. Jakbym zapomniała o różdżce w szacie. - Ładny mamy zmierzch, prawda? Tak w ogóle to eee, jestem Pomona! A pani? Niech pani mnie źle nie zrozumie, ja tu tak przypadkiem… - Zaczynam się tłumaczyć, odwracając głowę to na nią, to na nieszczęsną wazę.




Może na liściu albo na piórku ptaka zawisł
ten zagubiony pierścień

Powrót do góry Go down
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 http://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 http://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 http://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow http://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
6
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Melisande   26.09.17 19:42

Melisande nadal nie potrafiła zrozumieć, dlaczego nadal, dzień za dniem, zmienia się w noc, dzień za dniem i mija miesiąc, a potem rok i kolejny. Była wrzucona w czas, niby bezwładnie, pozostawiona bez instrukcji w jaki sposób powinna się zachowywać, jak działać. Rozum, należący do rozsądku próbował tłumaczyć logicznymi wnioskami trwanie świata. Jednak serce, cóż, ono nadal nie potrafiło się pogodzić, solennie odmawiając zrozumienia tego, co przecież nie było niczym zbyt mocno skomplikowanym.
Więc zatapiała się w pracy, bo tylko ona pozwalała jej odciąć się od myśli, nie wracać do wspomnień, które choć piękne - były jednocześnie bolesne. W rezerwacie liczyły się jedynie wnioski, tezy, przetrząsanie faktów i sprawdzanie ich wiarygodności - zaprzątanie sobie nimi głowy było zdecydowanie łatwiejsze. Uciekała jak tchórz od uczuć, bowiem tylko one mogła zaburzyć jej zdolność logicznego myślenia. Nie od wszystkich, od tych konkretnych.
Dopiero wieczorem, gdy siadała przed lustrem spoglądając na twarz, za każdym razem przez jej głowę przebiegały słowa wypowiadane przez innych, porównujące ją z siostrą, twierdzące, że różniło ich nie wiele. A przecież Melisane wiedziała, że różniły się całkiem.
Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk tłuczonej ceramaki, pochłonięta własnymi myślami nawet nie zauważyła obecności intruza wcześniej. Wszak, nie spodziewała się, że ktoś nieproszony może zjawić się w jej prywatnym małym światku. Odwróciła się, podnosząc i ściskając różdżkę, którą zgarnęła z toaletki. Brązowowłosa kobieta zdawała się nie posiadać umiejętności zachowania pionu bez inwazji w swoje otoczenia - przynajmniej w oczach lady Rosier.
- Lady. - poprawiła ją spokojnie, mierząc różdżką w jej klatkę piersiową. Z każdym słowem wypowiadanym przez nieznaną jej kobietę jedna z jej brwi unosiła się coraz mocniej ku górze, jakby nie będąc w stanie uwierzyć w wypowiadane przez nią słowa, których irracjonalność zdawała się nie mieścić w jej pojmowaniu, więc stała, podskórnie zastanawiając się, czy nie jest to jedynie dobra gra aktorska. Wiedziała, że mogła zostać celem, celem nie ze względu na swoje własne działania. Ale celem, by dotrzeć, czy nawet zostawić przekaz dla jej brata. Była zdecydowanie mniej biegła w zaklęciach niż on, a on sam miał z pewnością więcej wrogów, niż ci o których wiedziała. Pozostawała więc czujna, próbując przejrzeć przez stojąca na przeciw niej kobietę. - Nie wierzę w przypadki. - stwierdziła w końcu spokojnie. Nadal nie opuszczając różdżki. - Co tutaj robisz? - zażądała odpowiedzi całą sobą, podstawą w której aż jaśniała przynależność do rodu, nazwiska, które dzielnie dźwigała od lat na ramionach.


Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


20
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Melisande   09.10.17 10:23

Też się nie spodziewałam wylądować u kogoś w domu przez zwykłe potknięcie się na chodniku - a jednak. Co prawda z początku wydaje mi się, że to jakieś muzeum - wielkie, piękne, pełne znakomitych rzeźb, waz oraz obrazów, jednakże czesząca się przy toaletce kobieta rozwiewa moje przypuszczenia. Do tego łóżko oraz porozwieszane, skądinąd piękne suknie; to wszystko sprawiało wrażenie prywatnych komnat. Tylko kto żyje tak bogato? No, dobrze, byłam u Prewettów, ale chyba nawet oni nie posiadają aż tak wystawnych pomieszczeń jak ta tutaj sypialnia, jak mniemam. Zapiera mi dech w piersiach, ale jednocześnie denerwuję się jeszcze bardziej. Ręce mi drżą kiedy podnoszę raz za razem kolejne kawałki wazy, które próbuję do siebie dopasować. Och, jak na złość żaden z fragmentów nie chce ze mną współpracować. A kiedy unoszę wzrok oraz podbródek, widzę wycelowaną we mnie różdżkę. Zaczynam trochę panikować - czyżby kobieta nie lubiła niezapowiedzianych wizyt nieznajomych w swoim pokoju, późnym wieczorem?
Dziwna jakaś.
Uśmiecham się więc przepraszająco, układając dłonie na znak, że nie mam żadnej broni i nie zamierzam nikogo krzywdzić. Mam nadzieję, że z drugiej strony czeka mnie to samo. Och. Wcale nie jestem taka pewna, kobieta nie wygląda wcale na zadowoloną lub wystraszoną. Co robić, co robić? Helgo, pomóż mi.
- A więc lady? Wspaniały pokój, naprawdę olśniewający. Sama urządzałaś to miejsce? Jeśli nie, to koniecznie poproszę o namiary na projektanta wnętrz, naprawdę odwalił kawał dobrej roboty - rzucam trochę bez zastanowienia. Spokojnie wstaję, nadal układając ręce w geście poddania się. Naprawdę nie wiem kiedy byłoby mnie stać na podobne luksusy - albo jestem wręcz prawie pewna, że nigdy. To zresztą przesada, lepiej urządzić mieszkanie skromniej, a resztę pieniędzy oddać potrzebującym. To dużo szlachetniejsze.
- To taka zabawna sprawa… - zaczynam nie będąc pewną, czy kobieta w ogóle w to uwierzy. Ja ledwie w to wierzę, chociaż brałam w tym udział. - Idę sobie na spacer w Hogsmeade, myślę o różnych tam rzeczach, które dla tej opowieści są zupełnie nieistotne, no i tak sobie myślę i idę jednocześnie, a tu nagle bach! Przewracam się. A kiedy już wstaję, to nie jestem w Hosmeade, a dokładnie tu. Właśnie, gdzie ja w ogóle jestem? - streszczam jakże emocjonującą relację na temat mojego bujnego życia. Jeszcze raz się rozglądam, szukając jakiś wskazówek, które mogłyby mnie naprowadzić na trop. Niestety nic takiego nie widzę. Pewnie powinnam znać się na tej całej szlacheckiej symbolice, ale się nie znam, co zrobić. Tak jak arystokraci nie znają herbu Sproutów, co jest naturalnie okropnie dziwne. - Um, a w ogóle to jestem potwornie głodna. Spacery na świeżym powietrzu wzmagają apetyt. Co dziś macie w menu? - Jestem samobójczynią.




Może na liściu albo na piórku ptaka zawisł
ten zagubiony pierścień

Powrót do góry Go down
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 http://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 http://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 http://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow http://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
6
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Melisande   03.11.17 16:38

Tristan był potężnym człowiekiem, wiedziała że tak – budził postrach i szacunek, ale miał też swoich wrogów, których zrodziła mu zazdrość. Ludzie zazdrośli mu – im – tego, co posiadali zrzucając to na karb urodzenia, nie dostrzegając, że każdy jeden szczebel, który pokonał na drabinie życia kosztował go sporo pracy. Potrafił o siebie zadbać, dbał też o nie, a jednak to właśnie róże były łatwiejszym celem, który był w stanie zranić go boleśnie.
Dlatego była ostrożna, nikt tak po prostu nie zjawia się w czyichś mieszkaniach. Nic więc dziwnego, że kobieta która teraz znajdowała się w posiadłości Rosierów automatycznie stała się podejrzaną, a Melisande stała się bardziej ostrożniejsza, różdżkę kierując w jej stronę. I nie miało znaczenia, że pozornie zdawała się lekko nieogarniętą. Ale właśnie, pozory potrafiły mylić.
Więc stała, z brwią uniesioną ku górze obserwując jak kobieta podnosi i próbuje złożyć w całość kawałki wazy. Marnie, bez lepszego skutku, nie była w stanie jej naprawić i obie były tego świadome. A jednak nie zaprzestawała swoich działań, co sprawiało, że Melisande nawet w jakiś sposób podziwiała jej ośli, może nawet głupi upór. Przypominała jej trochę Fantine, która gdy raz powzięła już jakąś myśl czy zadania, uparcie je ralizowała. Nie, nie opuściła jednak różdżki – nie była głupia. Zmarszczyła nos, gdy słowa poleciały z ust obserwując uważnie kobietę. Namiary na projektanta? Nie wyglądała na taką, którą byłoby stać na choćby jedną z rzeczy, które miała w pokoju. Sama waza, która właśnie próbowała złożyć w całości najpewniej była równowartością jej rocznej wypłaty. Nie skomentowała więc tego, patrząc na nią jedynie stalowym błękitem. Czasem ponoć przerażającym, zatrważającym, podobnym do Tristana, jednak zdecydowanie łagodniejszym, jeszcze nie tak sprawnym i silnym.
- Dover, Chateau Rose – odpowiedziała jej płynnie, z lekkim nienachalnym, jednak poprawnym akcentem francuskim. Była niemal pewna, że same te trzy słowa powinny dla każdego czarodzieja jasno sygnalizować, gdzie się znajduję. Wszak Chateu Rose nie mogło kojarzyć się komuś innemu z czymś innym, prawda?
- To żart, prawda? - zapytała spokojnie, choć stalowa nuta drgająca w głosie jasno świadczyła o tym, że traci cierpliwość. - Dalsza część tej nieśmiesznej farsy, do której ktoś panią najął? - w odbyt poleciały wszystkie wnioski, czy cokolwiek innego. Sytuacja była tak absurdalna, że logiczny umysł Melisande nie był w stanie rozebrać jej na czynności i sprawdzić.


Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


20
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Melisande   12.11.17 21:37

Nie domyślam się, że to posiadłość Rosierów - jestem na bakier z wiedzą o arystokratycznych rodach. Nie jest mi ona zresztą do niczego potrzebna. Jeszcze nie wiem, że to wylęgarnia morderców uczestniczących w zgromadzeniach trzeciej siły, może to i dobrze. Z pewnością wtedy byłabym dużo bardziej przerażona niż teraz. Na chwilę obecną odczuwam raczej zażenowanie oraz niepewność związaną z zamiarami stojącej przede mną kobiety. Nie dziwię się jej nieufności, raczej nieczęsto obcy ludzie pojawiają się w cudzych sypialniach - równie niespodziewanie co grom z jasnego nieba. Jednocześnie mam w duchu nadzieję, że nie potraktuje mnie jak robaka, którego rozdepcze wyjątkowo celnym jak i okrutnym zaklęciem. Cała ta sytuacja zaczyna mnie przerastać. Waza nie chce się skleić samą siłą woli, brunetka wciąż mi nie wierzy, a w dodatku nie chce mnie poczęstować niczym do jedzenia. Co za patowa sytuacja! Aż mi smutno, co skrzętnie usiłuję ukryć pod maską uprzejmego, wręcz ciepłego uśmiechu gotowego naturalnie stopić każde lodowate serce. Mhm, na pewno.
Wpatruję się w kobietę nie odejmując sobie tego wesoło-przyjaznego wyrazu twarzy, czekam na odpowiedzi. Głucha cisza mająca służyć za odpowiedź nie zwiastuje niczego dobrego. Nerwowo skubię palce mając wrażenie, że chyba różdżka będzie mi niezbędna. Jednak pozwalanie sobie na gwałtowne ruchy zakrawa raczej na śmierć samobójczą niż bohaterskie podjęcie rzuconej rękawicy. Mrugam intensywnie udając, że wcale nie osuwa mi się grunt pod nogami. To na pewno rozsądna, dobra czarownica. Nie zrobi mi krzywdy - nie ma ku temu powodu, prawda?
Och.
- Dover? - pytam szczerze zdziwiona. - Ze Szkocji przeniosło mnie aż do Anglii… - mruczę do siebie pod nosem, nie potrafiąc wyjść z bezkresnego niedowierzania. Kto mnie przeniósł? Co? Niewidzialny świstoklik? Dlaczego? W mojej głowie zjawia się cała lawina niezbyt pozytywnych myśli układających się w gęsty chaos, zaś żadne pytanie nie doczekuje się należytej mu odpowiedzi. Jestem całkowicie zgubiona.
Z rozmyślań wyrywa mnie głos mieszkanki tego jakże dostojnego przybytku. Pytania, które wibrują w tym momencie w powietrzu, wydają mi się równie dziwne co absurdalne. Unoszę wysoko brwi milknąc zdumiona. Czyli nie będzie poczęstunku? Niepowetowana szkoda.
- Nie, naprawdę jestem głodna - odpowiadam w pierwszym odruchu, dopiero po paru sekundach orientując się, że kobiecie nie o to zupełnie chodzi. - To znaczy, nie, naturalnie, że nie - poprawiam się zatem, starając się nie ruszać. Przypominam chyba aurora stojącego na baczność. - Przecież mówiłam przed chwilą. Nie słuchała pani? Eeee lady - odpowiadam miotając się między faktem a fikcją coraz mocniej. - Mówiłam, że byłam na spacerze. I chyba świstoklik przeniósł mnie tutaj. Nie znam innego wytłumaczenia, nie teleportowałam się ani nie korzystałam z kominka - uzupełniam wypowiedź. - Jestem nauczycielką w Hogwarcie, nie błaznem. Chociaż rozumiem wątpliwości skoro tak niezręcznie zepsułam wazę. Nie chciałam! Może spróbuję magią? - proponuję, chcąc złagodzić me przewiny.




Może na liściu albo na piórku ptaka zawisł
ten zagubiony pierścień

Powrót do góry Go down
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 http://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 http://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 http://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow http://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
6
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Melisande   28.11.17 15:43

Melisande była już prawie pewna, że to co się działo niewiele mogło mieć wspólnego z realnością. I wątpiła, by stojąca naprzeciw niej kobieta miała zaszkodzić, sama zdawała się równie zaszokowana co ona. Ale właśnie... sprawiać wrażenie było łatwo, czyż nie? A lady Rosier nie zamierzała opuścić gardy, bowiem pozwolenie by ktoś zaskoczył ją na jej własnym terenie było wręcz niedopuszczalne. Więc stała, zaciskając w dłoni różdżkę, a błękitne spojrzenie uważnie lustrowało nieznajomą kobietę którą widziała po raz pierwszy w życiu i to we własnych komnatach.
No i nieszczęsna waza, na którą patrzyła z lekkim smutkiem. Nie chodziło o jej wartość materialną, a o fakt, że podarowała jej ją Marie, choć Melisande nigdy nie należała do osób zbierających tego typu rzeczy, była to jedna z ostatnich rzeczy, którą posiadała i na którą spoglądała wspominając siostrę. A teraz stała tutaj, kierując różdżkę w stronę obcej kobiety próbującej poskładać ponownie w jedną całość wspomnienie, które czuła, że z każdym mijającym dniem wymyka jej się z dłoni. Coraz większą trudność przynosiło jej przypomnienie sobie dokładnie jak pachniała, czy jakie wrażenie zostawiał jej dotyk, gdy położyła ciepłą opiekuńczą dłoń na ręce. Pamiętała je, ale bardziej w strefie metafizycznych doznań, niźli realnych odczuć, które teraz jedynie stawały się wątłym wspomnieniem.
Nie przywiązywała się do rzeczy, miała ich od zawsze pod dostatkiem, było jedynie kilka szczególnie ważnych. Ale ważnych przez wgląd na historię którą ze sobą niosły, nie zaś przez cenę liczoną w galeonach. Nie mówiła, gdy kobieta dziwiła się swojemu położeniu, nadal dostrzegała w tym jedynie dobrze prowadzoną grę, bowiem nie przyszło jej jeszcze usłyszeć o samoistnej teleportacji, która przenosi człowieka wbrew jego woli. Ale coś zdawało się jednocześnie kompletnie nie tak, jak w jakieś oddzielnej rzeczywistości oglądanej w krzywym zwierciadle. Bowiem kobieta stwierdzała, tak po prostu, że naprawdę jest głodna, powodując tym samym drgnięcie brwi Melisande ku górze.
- Słuchałam. - odpowiadam spokojnie, jednak stalowa nuta, tak znamienna dla nas wszystkich nadal drga na zgłoskach, które przecinają powietrze. - Jednak pani słowa brzmią jak stek bzdur. - niebieskie spojrzenie nie odstępowało od twarzy kobiety. - Stąd prosty wniosek, że pani kłamie. W celu tylko sobie znanym. Stąd więc moje pytanie: czy to żart, bowiem jeśli tak, to wątpliwej jakości. - wylicza bez mrugnięcia, by zaraz spojrzeć na wazę, nadal w kawałkach. - Proszę spróbować. - zezwala w końcu, nie opuszczając jednak różdżki, mierząc nią prosto w kobietę w razie gdyby ta, chciała spróbować czegoś innego, niźli zwykłego reparo.


Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


20
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Komnaty Melisande   01.12.17 11:18

To nawet przykre, że pewnie gdyby się przedstawiła lub powiedziała coś o swoim bracie, to nadal nie wiedziałabym o kim mowa. Domyślam się już, że to jakiś dwór arystokratów, skoro tu wszystko takie bogate a i damulka każe mi ją tytułować. Nie lubię takich ludzi, nie lubię też takich pomieszczeń - to przytłacza. Wystarczająco przytłaczającą jest sytuacja, kiedy znajduję się przypadkiem w obcym domu z obcymi ludźmi. Niby nie dziwię się ostrożności kobiety, pewnie zareagowałabym identycznie, ale to nie zmienia faktu, że ile można? Odnoszę wrażenie, że stoję tutaj już całą wieczność, a nieznajoma dalej mierzy we mnie różdżką. Chciałam tylko zjeść coś dobrego i chwilę porozmawiać, to wszystko. I z początku naprawić wazę, ale bez magii nie potrafię. Kiedy zaś wyciągnę różdżkę, zostanę rozstrzelana za pomocą promieni magii wydobytych z drewna skierowanego w moją klatkę piersiową. Niestety trzeba przyznać, że jest w co strzelać, cel jest naprawdę okazały. Czy moje życie nie może być normalne? Czy zawsze muszę ładować się w tarapaty? To straszne, naprawdę. Gdzie się nie pojawię, to sieję zamęt. To prawdziwy dramat. Pewnie ta panienka stojąca przede mną nie ma takich problemów, jej życie wydaje się być idealne i poukładane. Oto jak pozory mogą mylić.
Już nie wiem co mam mówić - wygląda na to, że cokolwiek nie powiem, to czarownica albo mnie nie słucha, albo nie chce słuchać. Obie opcje stawiają mnie w niewłaściwym świetle. Oddycham ciężko nie chcąc się denerwować, chociaż sytuacja zaczyna być męcząca dla nas obu. Wspaniałomyślnie rezygnuję więc z sutej kolacji w tym wątpliwym towarzystwie. Tylko już nie wiem co jeszcze mam mówić. Może zaproponuję pojednawcze upieczenie dyniowo-czekoladowych babeczek, mojej specjalności? Nie, ta kobieta nie wygląda na kogoś, kto lubiłby słodycze. Ani wcześniej, ani teraz, ani nigdy. Czekam więc na jej ruch, chociaż słowa wibrujące w powietrzu nie brzmią ani trochę przyjemnie.
- Nie, to nie żart - odpowiadam zatem, skoro chce odpowiedzi. Wydaje mi się, że mówiłam to już wcześniej, ale może nieskutecznie. Bywa i tak. Myślę więc intensywnie nad rozwiązaniem kiedy nieznajoma proponuje próbę naprawienia wazy. Jestem zdziwiona, ale nie oponuję. Ostrożnie wyciągam różdżkę, której koniec kieruję na odłamki naczynia.
- Reparo - wypowiadam inkantację. Cóż, trochę się udało, ale do pierwowzoru to mu daleko. Dosłownie cały popękany, kilku elementów brak. Nic lepszego nie jestem w stanie zrobić. Wzdycham więc cierpiętniczo i chowam różdżkę do kieszeni. - Przepraszam, to naprawdę wina tego świstoklika - zapewniam trochę już smutna. - Może skorzystam lepiej z kominka? - proponuję pozbycie się mojej osoby.




Może na liściu albo na piórku ptaka zawisł
ten zagubiony pierścień

Powrót do góry Go down
 

Komnaty Melisande

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Komnaty Królowej
» Komnaty Władcy (Zamek Pyke)
» Komnaty Maestra Edvyna
» Komnaty księżnej Ivory Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Kent, Dover, Château Rose-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17